Gość: Magdalena
IP: *.zab.citynet.pl / 192.168.128.*
13.03.03, 20:21
Przerażają mnie tego typu artykuły - opisujące stosowane w przeszłości, jak i
w teraźniejszości metody leczenia dolegliwości psycho-neurologicznych oraz
prognozy na doskonalenie jakości centralnego organu w ludzkim ciele, czyli
mózgu. Przerażają ze względu na brutalność i manipulacje obecne w zabiegach
medycznych oraz doświadczeniach naukowych, a przede wszystkim ze względu na
stopień komplikacji, nadużyć, niepewności, zmienności i oczywiście
nieskuteczności. Nie potrafię zrozumieć i zaakceptować faktu, jak można było
przyznać najbardziej prestiżową nagrodę w świecie nauki, tj. Nobla,
człowiekowi, który rzeźnickimi sposobami próbował leczyć, a tak naprawdę
doprowadził do okaleczenia dziesiątki tysięcy osób cierpiących na zaburzenia
natury psychicznej. Nie pojmuję również towarzyszącego nauce
odczłowieczenia. Nie uważam, aby mózg ludzki, którego niepowtarzalną
właściwością, a zarazem wyróżnikiem jest zdolność do konstruowania myśli,
całych ich ciągów oraz umiejętność ich przekazywania i utrwalania, mógł być
przyrównywany na jakiejkolwiek płaszczyźnie do mózgów zwierzęcych. Jest to
najzwyklejsze sprowadzanie nas do poziomu mysz, szczurów czy szympansów oraz
przypisywanie nam ich zachowań, możliwości i reakcji. Niemniej wśród
zaprezentowanych osiągnięć neurobiologii jest jeden jasny i zasługujący na
uznanie aspekt. A mianowicie dotyczący naturalnego dla ludzkiego mózgu
procesu, którym jest formułowanie i mówienie prawdy. Wartość tego odkrycia,
skądinąd jakże oczywistego dla każdego uczciwego i prostolinijnego człowieka,
może pobudzi w końcu kogoś spośród butnych neurologów, neurobiologów lub
neurofarmakologów do zmiany metodologii w podejściu do układu nerwowego
człowieka na bardziej uczłowieczoną i ujmującą organizm wraz z umysłem jako
jedną, spójną i nierozerwalną całość. A to w konsekwencji pozwoli na
wyrobienie sobie nowego spojrzenia na budowę, funkcjonowanie i zadania mózgu.
Jeśli bowiem mózg z trudem i dość dużym wysiłkiem, a wręcz jak rozumiem wbrew
sobie, przetwarza dane składające się na kłamstwo, można uznać, że jest on
stworzony dla prawdy, bardzo dobrze się w niej czuje. Jest więc, ujmując to
kolokwialnie, tkanką prawdy. Wobec tego może zamiast kłaść tak duży nacisk na
profilaktykę promującą zdrowy styl życia, czyli racjonalne odżywianie,
uprawianie sportu, ćwiczenia intelektualne, należałoby zastosować inną
recepturę, o wiele prostszą, bezbolesną i przede wszystkim naturalną dla
naszych mózgów, a przez to mogącą nas ochronić przed wieloma dolegliwościami:
życie w prawdzie. Czytając o tym, że zdarza się nam kłamać w przeciągu
jednego dnia nawet dwieście razy, nie dziwię się licznym zaburzeniom,
deformacjom, chorobom czy patologiom ludzi. Kłamiąc w sytuacji, gdy jest to
sprzeczne z naszą konstrukcją i robiąc to po wielokroć, logicznym wydaje się
być stwierdzenie, iż niejako podpisujemy tym samym na siebie wyrok. Skazuje
on nas na niepożądane procesy w organie zawiadującym funkcjonowaniem całego
organizmu. Błąd na szczycie pociąga za sobą natychmiastowe zaburzenia nawet w
najbardziej oddalonych miejscach, kosztując nas utratę równowagi w ciele. Mam
nadzieję, że któregoś dnia ktoś wpadnie na inne równie proste rozwiązanie,
niewymagające bolesnych i niepotrzebnych eksperymentów. Chodzi o kolejną
oczywistość, że skoro kłamstwa produkowane przez nas powodują nienaturalne
reakcje (wg mnie również spustoszenia), to także serwowane nam choćby
najmniejsze kłamstwo nie pozostaje obojętne dla czegoś, co opiera się na
prawdzie, czyli mózgu. Zatem treści, którymi został przesycony mózg w trakcie
lub w wyniku wychowania, edukacji czy nawet zwykłej konfrontacji z
rzeczywistością (a ściślej z innymi ludźmi oraz z dużymi grupami społecznymi,
w których szczególnie widoczna jest podwójna moralność oraz desynchronizacja
wartości - np. co innego w strukturach laickich, co innego w religijnych) nie
pozostają bez wpływu na jego jakość, sprawność, kondycje, zdrowie. Polepszyć
mózg może tak właściwie oznacza samodoskonalenie, samokontrolę i
samoświadomość. Sądzę, że warto zadać sobie pytanie, co wobec tego zyskał
człowiek, a raczej jak dalece został zdeformowany na przestrzeni tysięcy lat
rządzonych i kierowanych bardzo często przez nieuczciwych, uciekających się
do stosowania różnych wybiegów i forteli celem realizacji swoich zamierzeń
władców i wyróżniające się jednostki? Jak wyglądałoby nasze życie, gdyby od
poczatku towarzyszyła nam tylko i wyłącznie prawda? I jeszcze jedno: Co by
było, gdybyśmy zamienili popularne hasło "Żyjmy w zgodzie z naturą" na
hasło "Żyjmy w zgodzie z prawdą"?