Dodaj do ulubionych

Nauka jako religia - apel

IP: *.daimi.au.dk 13.11.01, 19:09

Drodzy forumowicze,

Dopiero niedawno zawitalem po raz pierwszy na to forum,
zachecony ciekawymi i zabawnymi dyskusjami prowadzonymi
przez uczestnikow forum "Wiedza i Zycie - pytania
dziwne i ciekawe". To co tu zobaczylem przygnebilo
mnie. Zobaczylem dyskusje o nauce prowadzone z
nieprawdopodobna nonszalancja, swobodne zonglowanie
faktami i terminami, zenujace mieszanie pojec.

Mialem pecha zaczac czytanie od watku "Koncept
dipolarnej grawitacji", w ktorym dyskutanci omawiaja
pewna teorie fizyczna bez zadnego ladu, skladu ani
dyscypliny intelektualnej.

Troche mnie to zezloscilo i postanowilem napisac
najglupszy list na jaki mnie stac i sprawdzic czy ktos
zaprotestuje przeciwko oczywistym glupotom.

Przede wszystkim przedstawilem sie w nim jako matematyk
(rzeczywiscie nim jestem, ale to nie ma nic do rzeczy)
wiedzac, ze zyskam tym samym na prestizu. Matematyka ma
bowiem wielki prestiz i dobrze o tym wiedza ludzie,
ktorzy jej uzywaja zeby zrobic wrazenie na sluchaczach
i przemycic im swoje fantasmagorie. Najlepszym dowodem
na to jest wielka popularnosc medialna efektownych
pojec matematycznych, jak pewnika wyboru, hipotezy
continuum czy twierdzenia Goedla. Gdy sie wiec napisze
ze "Nalezy zawsze czynic dobro, wynika to ze slynnego
twierdzenia Szostakiewicza-Ringenbluma" to ludzie w to
uwierza. Rozmaici szarlatani dobrze o tym wiedza.

Nastepnie dalem do zrozumienia, ze wszystko co napisze
jest poparciem pogladow dyskutantow. Wiadomo bowiem, ze
jezeli sie napisze "Wachanie kozich bobkow zabezpiecza
przed uderzeniem pioruna, a wiec masz racje!" to nikt
nie zaprotestuje.

Pozniej napisalem list, w ktorym

- belkocze sobie swobodnie na temat pewnego dzialu
matematyki zwanego teoria kategorii, sugerujac ze ma on
nie tylko wyjasniac zagadki grawitacji, ale tez kwestie
moralnosci (lub nie) ludzkiej,

- twierdze, ze pewne teorie matematyczne i fizyczne sa
"meskie" inne zas "zenskie" i te drugie sa
przesladowane z powodu braku rownouprawnienia kobiet
wsrod naukowcow,

- wyglaszam absurdalny sad na temat zwiazku teorii
macierzy z fizyka, swobodnie mieszajac terminy:
matematyczne podejscie macierzy mieszam z tym z
wyrazenia "powrot do macierzy", a odwracanie macierzy
utozsamiam z odwracaniem jakiegos obiektu w
przestrzeni.

- dla pewnosci wetknalem tam jeszcze jeden ewidentny
blad matematyczny. Stwierdzilem ze macierz jest
odwracalna gdy jej wyznacznik jest niezerowy,
tymczasem jest wprost przeciwnie. Jest to wiedza
wykladana w ostatnich klasach liceum.

Tak jak oczekiwalem, nikt nie nabral podejrzen co do
tego steku bzdur. Stalo sie jednak cos czego nawet ja
nie oczekiwalem - oto jedna z dyskutantek odpisala mi
nan, zgadzajac sie z moimi "tezami" i, ze tak powiem,
tworczo je rozwijajac. Teraz z pewnoscia strasznie sie
na mnie obrazi i doskonale ja rozumiem, bo prawde
mowiac zachowalem sie troche nieladnie. Ale z drugiej
strony sama jest sobie winna.


A teraz apel:

Apeluje do Was, byscie nie traktowali nauki jak
religii. Bo nauka stala sie dla wielu ludzi religia: ma
swoich kaplanow (naukowcow) i gorliwych wyznawcow,
ktorzy ani w zab nie rozumieja o co w niej chodzi ale
ochoczo o niej rozprawiaja tworzac apokryfy, plotki i
fantazje. Najwazniejszym celem nauki jest: nie dac sie
oglupic! Jezeli komus sie wydaje ze bez studiow
kierunkowych zrozumial twierdzenie Goedla, ogolna
teorie wzglednosci czy mechanike kwantowa to bardzo,
ale to bardzo sie myli. Przeciez to by znaczylo ze cale
te studia, wiele lat ciezkiej pracy, sa do niczego
niepotrzebne!

Nie twierdze ze jestem omnibusem. Sam nie rozumiem ani
teorii wzglednosci ani mechaniki kwantowej, ani teorii
chaosu, ani miliona innych rzeczy. Ale stosuje zelazna
zasade: na tematy, o ktorych nic sie nie wie, milczec.
Zabierajac glos narazilbym wspoldyskutantow na strate
czasu, na zastanawianie sie nad moimi glupimi
pomyslami, na pojscie w blednym kierunku.

Wszak milczenie jest oznaka madrosci!

Czy to oznacza ze niefachowcy w ogole powinni przestac
sie zajmowac nauka? Nie! Jest inna, przyjemniejsza,
bardziej zrozumiala strona nauki. Ta zwiazana z
codziennymi problemami, omawiana na forum "Wiedza i
Zycie - pytania dziwne i ciekawe" tu na portalu GW.
Tam, przy rozwiazywaniu konkretnych problemow, jest
miejsce na snucie pomyslow bez koniecznosci
paruletniego sleczenia nad ksiazkami. A rozprawiajac o
zaawansowanej fizyce z przygotowaniem li tylko
filozoficznym nie uniknie sie smiesznosci.


To tyle. Dziekuje tym, ktorzy doczytali do konca i
zapraszam do dyskusji.

Pulbek.
Obserwuj wątek
    • jnkmzknt Nauka jest zbyt hermetyczna, stad nieporozumienia 13.11.01, 20:26
      Moze, jak ktos wypowiada sie w nie swojej dziedzinie, to, owszem, niech
      wypowiada sie, ale bez pospiechu. Niechaj da sobie troche czasu na przemyslenie.
      Ja osobiscie dlatego wlasnie wole grupy dyskusyjne od czatow, ze te ostatnie sa
      strasznie "chaotyczne". (Czasem, dla rozrywki, ma to swoja wartosc, ale jesli
      chodzi o tzw. wielka nauke...)
      Czasem nam chodzi o to aby dac znac komus, "ze przeczytalem", i piszemy
      cokolwiek. Sam sie na tym lapie... Ale czyz przez to grupy nie zyskuja na
      dynamice? ...I, w takim wypadku, jakis laik moze przeczytac i podsunac zupelnie
      swiezy i odkrywczy pomysl?!

      Z cala kategorycznoscia powiem natomiast cos innego.
      Nie zadajmy od nikogo, aby sie zamknal "bo sie nie zna"!
      Metode gadania typu "burzy mozgow" stworzono po to, aby otworzyc szerzej oczy!
      Zeby nie przechodzic obok skarbow z klapkami na oczach.
      Jak ktos nie umie czerpac inspiracji, do rozwiazywania naukowych problemow, z
      nienaukowego, autentycznego swiata - to juz jego problem!

      Pulbek, czy slyszales o takiej zasadzie, obowiazujacej na seminariach:
      jak nie potrafisz w ciagu 5min, prostymi slowami, powiedziec o co chodzi w tych
      skomplikowanych rownaniach ktores splodzil, to sam tego nie rozumiesz!?
      Chyba jasne, ze powinno sie przechodzic od ogolu do szczegolu. Wielu ludzi po
      przeczytaniu czegos tutaj moze zacznie pozniej drazyc temat w fachowej
      literaturze!

      Pozatym, wielu wybitnych naukowcow wlasnie bije na alarm, ze nauka sie za
      bardzo zatomizowala i wlasciwie wszystko co robi to popluczyny po dawnych
      wybitnych teoriach i odkryciach. Ze obecny postep w nauce raczej jest ilosciowy
      niz jakosciowy.

      Poszczegolne dziedziny nauki staly sie hermetycznie zamkniete, komunikacja
      pomiedzy specjalistami roznych dziedzin jest zadna, a sama nauka zamienilam sie
      w moloch biurokratyczny.
      (Zona pokazala mi spis publikacji jednego prfsra. Mial ich chyba 1k i jak
      szybko obliczylismy musial trzaskac jedna co kilkanascie godzin. Wiadomo ze
      dopisywali jego nazw. do swoich pblkcji. Wiadomo tez, ze jakosc=1/ilosc.)

      Jak tu moze byc miejsce dla genialnej tworczosci? Psychologowie wiedza, ze
      podstawa autentycznej tworczosci jest swiezosc i niewinnosc.
      Ze zjawisko geniuszu polaga na spostrzegawczosci. Ktos cos wymysli, a pozniej
      wszyscy lapia sie za glowe: ze tez na to nie wpadlem, to takie proste!
      (Od ogolu do szczegolu, a nie odwrotnie!)

      Pulbek, sluchaj, nie badz takim cynikiem!
      Z powazaniem
      Janek Muzykant
      • Gość: Pulbek Re: Nauka jest zbyt hermetyczna, stad nieporozumienia IP: *.skjoldhoej.dk 13.11.01, 23:31
        Dzieki za odpowiedz.

        jnkmzknt napisał(a):

        > Moze, jak ktos wypowiada sie w nie swojej dziedzinie, to, owszem, niech
        > wypowiada sie, ale bez pospiechu. Niechaj da sobie troche czasu na przemyslenie.

        Och, gdyby tylko wszyscy tak robili! Nawet nie wiesz ile razy dziennie wykonuje
        nastepujace czynnosci:
        1. Pisze list
        2. Czytam go
        3. Kasuje

        Niestety wielu ludzi postepuje jak w znanym dowcipie: "Wy, fizycy, to tylko
        ciagle chcecie wiecej i wiecej forsy na te swoje aparaty. Popatrzcie na
        matematykow: ci chca tylko papier, olowki i gumki! Albo na filozofow: ci to nawet
        gumek nie chca!"

        > Z cala kategorycznoscia powiem natomiast cos innego.
        > Nie zadajmy od nikogo, aby sie zamknal "bo sie nie zna"!

        Prawda jak to paskudnie brzmi? Az sam sie na siebie zdenerwowalem ze ze mnie taki
        faszysta... A jednak staralbym sie wplynac na ludzi, zeby majac akurat ochote na
        napisanie maila nie szukali nerwowo najswiezszego watku, ale zeby czekali
        cierpliwie na pojawienie sie tematu ktory trafia w ich kompetencje.

        > Metode gadania typu "burzy mozgow" stworzono po to, aby otworzyc szerzej oczy!
        > Zeby nie przechodzic obok skarbow z klapkami na oczach.
        > Jak ktos nie umie czerpac inspiracji, do rozwiazywania naukowych problemow, z
        > nienaukowego, autentycznego swiata - to juz jego problem!

        Jakos nie moge znalezc w Twoim liscie dostatecznie wyraznego stwierdzenia, ale
        ogolnie rzecz biorac mowisz ze swiezosc spojrzenia laika moze zdzialac cuda,
        najgenialniejsze odkrycia powstaja przez przypadek a doswiadczenie przytlumia
        spostrzegawczosc.

        To co napisze jest troche niepopularne, ale uwazam ze powyzsze stwierdzenia to
        mit, niestety. Tez mi smutno z tego powodu, ale tak jest. Kiedys z pewnoscia bylo
        inaczej, ale rozwazmy najwieksze odkrycia naukowe XX wieku: ogolna teoria
        wzglednosci, mechanika kwantowa, penicylina, tranzystor, struktura DNA, planety
        wokol dalekich gwiazd... Wszystkie te przelomowe odkrycia byly wynikiem ciezkiej,
        wieloletniej harowy, lat spedzonych nad ksiazkami i przy badaniach, dziesiatek
        nieprzespanych nocy i zalaman nerwowych. Nie ma na to rady!

        Myslisz ze mi sie to podoba? Oczywiscie ze nie! Tez chcialbym przeczytac artykul
        w Scientific American i przy sniadaniu wpasc na pomysl ktory zmieni swiat.
        Niestety nie ma na co liczyc! Nauka naprawde stala sie bardzo hermetyczna, bo
        poszla juz tak daleko ze bardzo trudno ja poznac! Czy wiesz, ze gdyby matematyk
        chcialby zmienic zainteresowania na inna dziedzine matematyki musi spedzic
        przynajmniej piec lat nad artykulami zanim zrozumie aktualny stan wiedzy?

        > Pulbek, czy slyszales o takiej zasadzie, obowiazujacej na seminariach:
        > jak nie potrafisz w ciagu 5min, prostymi slowami, powiedziec o co chodzi w tych
        > skomplikowanych rownaniach ktores splodzil, to sam tego nie rozumiesz!?

        Slyszalem i sam ja wyznaje, to swieta prawda! Ale uwazam tez, ze wysluchanie tego
        pieciominutowego skrotu nie daje sluchaczom prawdziwego zrozumienia o co w tych
        rownaniach chodzi, a jedynie jakis oglad. I nie daje to im prawa do snucia
        wlasnych konkluzji na ten temat, chyba ze na wlasny uzytek.

        Co do przydatnosci burzy mozgow w wykonaniu laikow: ty na przyklad chciales sie
        dowiedziec czegos o teorii chaosu, zeby wyrobic sobie jakies wrazenie na temat
        mozliwosci jej zastosowania do analizy algorytmow genetycznych (ciekawy pomysl na
        pierwszy rzut oka, nie znam sie na teorii chaosu niestety wiec nie moge zrobic
        drugiego rzutu). I co uzyskales? Odeslanie do artykulow o UFO, pochwale genetyki,
        dyskusje o definicji entropii, odeslanie do jednej sensownej ksiazki, niesamowity
        list o Heideggerze, Sokratesie i Buddzie, artykul "dla zawodowcow" i pare innych
        nie tak juz ciekawych rzeczy. Czy teraz czujesz sie pewniej w teorii chaosu?

        Pozdrawiam,

        Pulbek.
        • Gość: Muzykant nie mozna dolac do pelnego naczynia IP: *.chello.pl 14.11.01, 06:38
          Gość portalu: Pulbek napisał(a):
          > mowisz ze swiezosc spojrzenia laika moze zdzialac cuda,
          > najgenialniejsze odkrycia powstaja przez przypadek a doswiadczenie przytlumia
          > spostrzegawczosc.

          Sluchaj, za duzo dodales od siebie. Sama swiezosc to moze za malo. Ale sama
          wiedza fachowa to tez za malo do stworzenia czegos orginalnego.

          > rozwazmy najwieksze odkrycia naukowe XX wieku:
          > ogolna teoria wzglednosci, mechanika kwantowa
          Moze za duzo naogladalem sie filmow dok. na BBC World o S.Hawkingu, o kosmologii,
          o tym tworcy teorii strun (nie pam. nazw.), itd., bo tam pokazuja jakiegos
          slawnego odkrywce/tworce, jak siedzi sobie w kawiarni i tlumaczy, ze np. na
          teorie strun naprowadzily go kregi na wodzie sadzawki za oknem.

          >... penicylina, tranzystor, struktura DNA, planety wokol dalekich gwiazd...
          A to juz sa nauki doswiadczalne. Tu trzeba szukac raczej na zewnatrz niz w
          osobistej refleksji.

          > wieloletniej harowy, lat spedzonych nad ksiazkami i przy badaniach
          No wiec twierdzilbym, ze swiezy niewinny bodziec z zewnatrz moze sam w sobie nie
          zdziala cudu, ale moze byc tym brakujacym elementem gmachu poszukiwanej
          konstrukcji w wyobrazni badacza.
          Poczatko glupie stwierdzenie rzucone podczas "burzy mozgow" moze nabrac
          olbrzymiej mocy gdy zostanie odpowiednio zinterpretowane.
          Czasem trzeba tez wstrzasnac czlowiekiem, aby spojzrzal na przedmiot swoich
          wysilkow z zupelnie innej perspektywy (ale to nieco inna historia).

          > I co uzyskales? Odeslanie do artykulow o UFO, pochwale genetyki,
          > dyskusje o definicji entropii (...)
          > Czy teraz czujesz sie pewniej w teorii chaosu?

          Moze nie, ale troche wyrwalo mnie to ze stagnacji w poszukiwaniach. Mam jeszcze
          nadzieje na wiecej.

          Z powazaniem
          Janek Muzykant
        • Gość: stszkwklski klub wzajemnej adoracji schizofrenikow? IP: *.chello.pl 16.11.01, 07:48
          Jesli grupa ludzi zamknie sie w swoim hermetycznym swiatku, nie potrafi sie
          komunikowac ze swiatem zewnetrznym, to czy roznia sie od schizofrenikow
          ukladajacych swoje czesto bardzo logiczne fantazje i majacych ten jeden
          problem, ze "nikt ich nie rozumie"?
          Gdyby Ci uwierzyc, ze tak warto, to moze przyznalbys wyzszosc "Totaliztow"
          opierajacych swoja dzialalnosc na klkunastu ponadtysiacstronicowych tomach
          spojnej logicznie teorii, bo oni przynajmniej probuja przebic sie do
          swiadomosci innych ludzi?

          Jesli Ci zamknieci w hermetycznym swiecie waskiej dziedziny matematyki nie
          potrafia przejsc "od szczegolu do ogolu" to tez nie potrafia wysuwac ze swoich
          przemyslen wnioskow przydatnych specjalistom innych dziedzin, czyli to co robia
          to jest "sztuka dla sztuki" czyli nie zauwazalne dla swiata. A szkoda, bo
          mogloby byc inaczej!
          • Gość: Pulbek Re: klub wzajemnej adoracji schizofrenikow? IP: *.daimi.au.dk 16.11.01, 14:17
            Jest jedna fundamentalna, absolutnie nie do podwazenia
            roznica miedzy matematykami, fizykami i innymi
            naukowcami a schizofrenikami i innymi wariatami.

            O te roznice potkneli sie postmodernistyczni
            relatywisci probujac zastosowac swoje teorie do opisu
            nauk scislych i twierdzac ze nie ma rzeczywistosci
            obiektywnej.

            Ta roznica to:

            Mosty stoja. Tak kolego, nie zawalaja sie. Rakiety na
            Ksiezyc polecialy i wrocily. Komputer, na ktorym to
            czytasz, dziala. Proste fakty.

            Oto ta roznica.

            Bo nauka po prostu i zwyczajnie - DZIALA. Nikt nie wie
            dlaczego, ale tak jest. I to oznacza ze istnienie
            naukowcow ma sens, nawet jesli nie potrafia sie z nikim
            dogadac. Wiekszy sens niz istnienie ludzi ktorzy
            potrafia do wszystkich trafic ze swoimi teoriami ale
            ich teorie mowia ze wachanie kozich bobkow chroni przed
            uderzeniami pioruna (to moja ulubiona metafora).

            • stszkwklski Re: klub wzajemnej adoracji schizofrenikow? 16.11.01, 14:37
              A jednak wielu naukowcow uwaza, ze mozna by osiagnac znacznie wieksze sukcesy,
              gdyby szlaki komunikacji miedzydyscyplinarnej mialy wieksza przepustowosc.
              Wciaz jest duzo takich dziedzin wobec ktorych nauka pozostaje wciaz bezsilna.
              Dochodzi do tego problem przekonania spoleczenstwa i politykow, ze warto w
              nauke inwestowac.
              • Gość: Pulbek Re: klub wzajemnej adoracji schizofrenikow? IP: *.daimi.au.dk 16.11.01, 15:00
                stszkwklski napisał(a):

                > A jednak wielu naukowcow uwaza, ze mozna by osiagnac
                > znacznie wieksze sukcesy, gdyby szlaki komunikacji
                > miedzydyscyplinarnej mialy wieksza przepustowosc.
                > Wciaz jest duzo takich dziedzin wobec ktorych nauka
                > pozostaje wciaz bezsilna. Dochodzi do tego problem
                > przekonania spoleczenstwa i politykow, ze warto w
                > nauke inwestowac.

                A z tym zgadzam sie bez zastrzezen. Oczywiscie ze nauka
                laknie interdyscyplinarnosci jak kania dzdzu.
                Przekonywanie spoleczenstwa tez jest wazne, w koncu
                zyjemy w demokracji.

                Chce jednak cos dodac. Widzialem na wlasne oczy przyklad
                pokazujacy jak trudno o prawdziwa interdyscyplinarnosc.
                Grupa informatykow, w tym paru prawdziwych szefow, oraz
                zespol biologow molekularnych, tez wygladali na bardzo
                swiatlych, postanowila polaczyc wysilki w celu zajecia
                sie tym fascynujacym punktem styku informatyki z
                biologia, jaki stanowi genetyka. Wszyscy byli
                zdeterminowani, nie bylo tu mowy o zadnej niecheci do
                kontaktu, biologowie oblozyli sie ksiazkami o
                informatyce, informatycy sleczeli nad ceglami o genetyce.
                Wspolne rozmowy, seminaria.

                Jak to sie skonczylo? Jeszcze sie nie skonczylo. Projekt
                ma juz trzy lata i caly czas ludzie z dwoch dziedzin nie
                moga zrozumiec o co chodzi tym drugim (aczkolwiek caly
                czas probuja i pewnie w koncu im sie to uda). Dlaczego?

                Bo to sa po prostu szalenie trudne rzeczy! Tego sie w pol
                roku nie zrozumie! Nad tym trzeba sleczec az sie
                skichasz!

                To przeciwko czemu protestuje to intelektualne lenistwo.
                Odnosi sie to rowniez do interdyscyplinarnosci. Otoz to,
                ze kazdy wyglosi polgodzinna mowe o swojej dziedzinie
                nauki i wszyscy zgodza sie "tak, ten kod genetyczny to
                piekna sprawa, te wszystkie helisy i tak dalej... tak,
                komputery duzo moga, to fajne..." to NIE jest
                interdyscyplinarnosc. To pogadanka przy kawce, ktora nic
                nie daje. Zludne poczucie zrozumienia drugiej strony
                rozwiewa sie przy pierwszym konkretnym problemie to
                rozwazenia.

                Mozna o nauce opowiedziec latwo, tak "dla ludzi". Ale
                przestrzegam tych ludzi, ze przeczytanie ksiazki
                popularnonaukowej, chociaz daje przyjemne poczucie
                powierzchownego zrozumienia, do niczego nie uprawnia.

                Tak naprawde czy nie byloby przykre gdyby bylo inaczej?
                Gdybym na przyklad jutro wpadl na pomysl jak zrobic zimna
                fuzje i potem by sie okazalo ze mialem racje, czy nie
                uwlaczaloby to tym wszystkim wspanialym, inteligentnym i
                blyskotliwym ludziom ktorzy poswiecili na to lata pracy i
                nic? Na litosc boska, musialbym byc nienormalny zeby
                myslec ze jestem az o tyle od nich madrzejszy!

                A list Sapiezanki o dualnosci pustki to klasa sama dla
                siebie. Wydrukuje go sobie, powiesze na scianie i bede w
                niego tlukl glowa. Takie rzeczy mnie uspokajaja :-)
                • stszkwklski Re: klub wzajemnej adoracji schizofrenikow? 16.11.01, 16:23
                  Chcialbym Cie spytac, Szanowny Pulbku, gdzie nabyles takich nieciekawych
                  doswiadczen z bioinformatykami: w Polsce w IBB czy w Danii w UNIVERSITY OF
                  AARHUS?
                  Bo gdy czytasz ogloszenia o pracy amerykanskich firm bioinformatycznych, to
                  mozesz odniesc wrazenie, ze po prostu bywaja specjalisci roznej klasy, ale
                  ogolnie, raczej racje bytu maja ci najlepsi. I zauwaz, wymagana jest wiedza
                  naprawde interdyscyplinarna, np. "MSc in molecular biology + strong C++, Java
                  programming skills" lub odwrotnie "PhD in CS + profound knowledge of protein &
                  DNA chemistry".

                  Czy uwazasz, ze rozmowa z Toba lub Ekspertem, lub przysluchiwanie sie Waszej
                  namietnej rozmowie, to czysta strata czasu? Czy radzisz, ze raczej powinienem w
                  tym czasie poczytac cos konkretnego?
                  Chyba jednak potrzebny jest jakis inerdyscyplinarny impuls. Bo inaczej:
                  - nie wiem za bardzo czego szukac,
                  - czasem, bez wprowadzenia, utopie sie w egzotycznych dla mnie szczegolach,
                  - bez sprowokowania, po prostu, nie chce mi sie i jesli nie ma zadnych
                  ekstrawertycznych emocji to moge usnac przy lekturze i wylac herbate na
                  poduszke, co oznacza powazne klopoty z praniem. (Niestety, skromna pensja
                  polskiego asystenta nie pozwala mi na kupienie rewelacyjnego odplamiacza.)
                  Musze tutaj dodac, ze bardzo czesto z wprowadzeniem, daje sobie rade, wydatnie
                  pomagajac sobie intuicja i samozaparciem, przebrnac przez bardzo podstawowe
                  definicje, twierdzenia i dowody, ktore przedtem jakos ginely za horyzontem
                  zdarzen.

                  A Ty sam, w takim razie, nie folgujesz sobie zbytnio, ze piszesz tu w Forum
                  zamiast wylorzystac ten czas na komponowanie jakiegos fajnego artykulu?
                  Przepraszam za prywatnosc pytania. Nie chcialbym, abys zrezygnowal, ale ciekaw
                  jestem Twojej odpowiedzi.
                  • Gość: Pulbek Re: klub wzajemnej adoracji schizofrenikow? IP: *.daimi.au.dk 16.11.01, 17:44
                    stszkwklski napisał(a):

                    > Chcialbym Cie spytac, Szanowny Pulbku, gdzie nabyles
                    > takich nieciekawych doswiadczen z bioinformatykami: w
                    > Polsce w IBB czy w Danii w UNIVERSITY OF AARHUS?

                    W Polsce. Ale wcale nie uwazam je za nieciekawe. Wprost
                    przeciwnie, daly mi do myslenia na temat skali problemow
                    jakie trzeba pokonac zeby poprowadzic jakies
                    interdyscyplinarne badania na w miare wysokim poziomie.

                    > Bo gdy czytasz ogloszenia o pracy amerykanskich firm
                    > bioinformatycznych, to mozesz odniesc wrazenie, ze po
                    > prostu bywaja specjalisci roznej klasy, ale
                    > ogolnie, raczej racje bytu maja ci najlepsi. I zauwaz,
                    > wymagana jest wiedza naprawde interdyscyplinarna,
                    [...]
                    Zgadzam sie, ale to nie ma znaczenia, bo ta kwestia nie
                    ma zadnego zwiazku z tym o czym chce dyskutowac, czyli
                    z dyletanctwem polaczonym z ufnoscia w swoje sily. Nie
                    mam nic przeciwko specjalistom wysokiej klasy.

                    > Czy uwazasz, ze rozmowa z Toba lub Ekspertem, lub
                    > przysluchiwanie sie Waszej namietnej rozmowie, to
                    > czysta strata czasu?

                    Nie wiem. Mozliwe ze ostatnio tak wyszlo. Ale ze swej
                    strony staram sie zeby sluchanie mnie nie bylo strata
                    czasu. Na przyklad: jest tu teraz watek o
                    nanotechnologii. Nie wypowiem sie w nim, bo wiem ze
                    wszystko co moglbym powiedziec o nanotechnologii bedzie
                    strata czasu dla sluchaczy.

                    > Czy radzisz, ze raczej powinienem w
                    > tym czasie poczytac cos konkretnego?

                    Ja jestem w ogole fanem czytania czegos konkretnego :-)

                    > Chyba jednak potrzebny jest jakis inerdyscyplinarny
                    impuls. Bo inaczej:
                    > - nie wiem za bardzo czego szukac,

                    No tak. Ale to sie tyczy tylko tych impulsow ktore pchaja
                    cie w dobra strone. Najwazniejsze jest to jaki to impuls,
                    a nie ze jest po prostu interdyscyplinarny. I zanim ktos
                    zdecyduje sie na wyslanie takiego impulsu, powinien miec
                    swiadomosc ze ktos zagubiony w nieznanej dziedzinie moze
                    go wciac na serio i pojsc w buraki. To kwestia
                    odpowiedzialnosci.

                    >
                    > A Ty sam, w takim razie, nie folgujesz sobie zbytnio,
                    > ze piszesz tu w Forum zamiast wylorzystac ten czas na
                    > komponowanie jakiegos fajnego artykulu?

                    Trafiles mnie w sam srodek :-) Rzeczywiscie tak chyba
                    jest. Ale akurat pewien problem nie chce mi sie poddac,
                    wiec zeby nabrac dystansu dalem mu troche wakacji i
                    pracuje nad nim tylko pare godzin dziennie :-)).

    • Gość: Ekspert Amatorzy sa wspaniali IP: *.tsl.uu.se 14.11.01, 22:01
      No, zrozumialem Twoja teze o dip. gra.

      Poczatkowo wprowadziles mnie w blad, sadzilem ze jestes
      ...
      no niezbyt madry, a na dodatek szarlatan wg swojej
      definicji.
      Na szczescie glupot bylo za duzo, zeby prostowac.

      Pamietaj jednak, ze nikt nie sprawdzil jeszcze czy
      grawitacja
      nie jest dipolarna. Malo tego - bedzie to przedmiotem
      blyskotliwych
      eksperymentow. Wiesz, ze nie wiedzialem, ze nikt tego
      jeszcze nie
      sprawdzil, zanim ten watek mnie nie zmusil? Mimo, ze
      znam sie troche
      na fizyce teoretycznej. Niech wiec zyja amatorzy!

      Coz, fakt, sam czesto pisuje o dziedzinach na
      pograniczu mojej dokladnej
      wiedzy. Czasem zreszta robie bledy (na szczescie
      rzadko).
      Niemniej, uwazam, ze niektorzy amatorzy maja wspaniale
      intuicje.
      Uwazam rowniez, ze warto pogadac o ciekawych sprawach
      ponizej
      progu scislosci. Dyskusja o chaosie jest fantastycznie
      inspirujaca.
      Jak chce sie dowiedziec czegos na pewno, to czytam
      artykuly
      fachowe. Forum ma chyba inne zadanie.

      Pozdrawiam
    • Gość: kpsting Test IP: 12.88.84.* 15.11.01, 05:20
      Gość portalu: Pulbek napisał(a):

      > Przede wszystkim przedstawilem sie w nim jako matematyk
      > (rzeczywiscie nim jestem, ale to nie ma nic do rzeczy)

      A ja ci Pulbek nie wierze...
      Tu masz test:

      1+1=?
    • Gość: www Re: Nauka jako religia - apel IP: *.stacje.agora.pl 16.11.01, 15:30
      Zrobiles to, co na o wiele powazniejsza skale, a jkies 6 lat udalo sie fizykowi
      Sokalowi (ale jak na imie?!). Napisal artykul o tym jak z teorii fizycznych
      wyplywaja wnioski spoleczne. Swiadomie zrobil to tak, ze bylo to wielka bzdura.
      Przeslal nastepnie do powaznego czasopisma „Social Texts”. Pismo artykul
      przyjelo (z radoscia, ze wreszcie ktos z nauk scislych przyznal...). A dopiero
      pare miesiecy pozniej SOkal rozszyfrowal bzdury, jakie napisal.
      www
      • Gość: Pulbek Re: Nauka jako religia - apel IP: *.daimi.au.dk 16.11.01, 16:00
        Tak, Alan Sokal, francuski fizyk. Rzeczywiscie nie byl
        to moj oryginalny pomysl.
        • sapiezanka Re: Nauka jako religia - apel 16.11.01, 18:52
          Mily Pulbeku,
          pisze "Mily", bo istnieje pewne prawdopodobienstwo, ze gdybysmy spotkali sie gdzies w kawiarni, to okazaloby
          sie, ze wcale taki zazdrosny o te swoja nauke i lata wyrzeczen oraz mozolnych studiow wcale nie jestes az taki
          zazdrosny.
          Jasne, ze jestem sobie winna, przyznaje i wcale sie nie zamierzam wstydzic. Wyobraz sobie, ze nie obrazilam sie
          na Ciebie, wystarczy Ci na to wyobrazni? Owszem, to Ty powinienes sie wstydzic za brak dobrej woli.
          wykazales spora ignorancje traktujac amatorke jak idiotke, a postawienie znaku rownosci miedzy tymi
          wyrazeniami jest falszywe! Owszem, nie mam Twojej wiedzy, ale przyznaje, ze fizyka i matematyka to moje
          hobby. Wiec jestem w trakcie zdobywania wiedzy w tej materii. Mam spora wiedze oparta o dwa fakultety
          humanistyczne, wiec z czym do gosci, prawda?
          Chce zwrocic uwage, ze jesli rezyser zaangazuje amatora, to od stopnia profesjonalizmu rezysera zalezy poziom
          gry aktorskiej amatora. Jesli rezyser jest swietny, to amator w jego filmie moze zagrac rewelacyjna role. Pisze o
          tym, bo jako profesjonalista probujesz zniechecic amatorow do wypowiadania sie w bardzo powaznych
          kwestiach. To tak jakbys mowil wara amatorom od grania rol w profesjonalnym filmie!!! Na szczescie nie jestem
          taka slaba, zeby pod wplywem Twoich prowokacji zarzucic moja fascynacje fizyka i jak bede miala jakies kolejne
          kretynskogenialne przemyslenia, to bede z nimi wyskakiwac.
          Zreszta w watku "Koncept dipolarnej grawitacji",napisalam tak:
          "Po pierwsze, nie znam matematycznej teorii macierzy, ale chetnie poznam. Po drugie, niestety, bywam czasem
          chaotyczna w komunikacji. ...Mysle, ze "odwrocenie" dotyczy kierunku liniowego, a "zawrocenie" powinno
          dotyczyc na przyklad odwrotnosci kierunku spiralnego(?)
          Mam pytania: Gdzie moge dowiedziec sie o teorii kategorii i teorii macierzy?
          Czy to swiadczy o skretynieniu?
          Piszesz: "wetknalem tam jeszcze jeden ewidentny
          blad matematyczny. Stwierdzilem ze macierz jest
          odwracalna gdy jej wyznacznik jest niezerowy,
          tymczasem jest wprost przeciwnie. Jest to wiedza
          wykladana w ostatnich klasach liceum."
          Gdybys uwaznie przeczytal, to nie stwierdzilbys, ze zgodzilam sie z twoimi tezami, gdyz nie ma w mojej
          wypowiedzi akceptacji, a wrecz podjelam rodzaj dyskusji. Poza tym reprezentujesz spory brak poczucia humoru,
          skoro moich slow: "Absolutnie wybaczam,:)a nawet dziekuje za te korekte pieknosci wyrazenia." nie potrafiles
          potraktowac jako zart.

          Jesli chodzi o ten fragment: "Czytalem niedawno fascynujacy artykul, w ktorym autor udowadnia ze utrzymujaca
          sie wciaz przewaga popularnosci teorii zbiorow nad teoria kategorii wiaze sie z
          brakiem rownouprawnienia kobiet wsrod matematykow. I rzeczywiscie: meskosc
          kojarzy sie (w naszej kulturze) z jedynoscia, zwartoscia, absolutem, a
          kobiecosc - z dwoistoscia, relatywizmem (kobieta zmienna jest!). " ja na przyklad przemilczalam, bo
          nie bede dyskutowac z ewidentna bzdura, ktorej nie ma sensu tykac. Szkoda mojego czasu na takie dyskusje. To,
          co mnie nie interesuje po prostu pomijam. Jesli wiec Ty uwazales za bzdury to, co pisza inni, lepiej byloby
          przemilczec albo z wrodzona zlosliwoscia skrytykowac (czytalam watek o entropii i gratuluje checi porozumienia
          !)

          Napisales:" Jezeli komus sie wydaje ze bez studiow
          kierunkowych zrozumial twierdzenie Goedla, ogolna
          teorie wzglednosci czy mechanike kwantowa to bardzo,
          ale to bardzo sie myli. Przeciez to by znaczylo ze cale
          te studia, wiele lat ciezkiej pracy, sa do niczego
          niepotrzebne!"
          Czy wiesz, ze wielki matematyk Rammanujan Srinivasa byl "samoukiem". Zyl w indiach w biednej rodzinie, mial
          zdolnosci matematyczne, ale jedyna ksiazka, z ktorej sie uczyl zachodniej matematyki, byla ksiazka George´a
          Carra. Ta ksiazka rozbudzila jego geniusz i zaczal sam udowadniac twierdzenia w niej podane. Poniewaz nie
          korzystal z innych ksiazek, kazde rozwiazanie bylo dla niego waznym odkryciem. Mozna poczytac o nim wiecej
          w "Hiperpszestrzeni" Michio Kaku.
          Nie twierdze, ze kazdy z nas: laikow i amatorow jest takim potencjalnym geniuszem, ale nie odwaze sie
          powiedziec,, ze nie mozliwe jest, by kiedys ktos taki sie pojawil!
          Wiec bardzo prosze, schowaj troche swojej pychy do kieszeni.

          Piszesz:" Nie twierdze ze jestem omnibusem. Sam nie rozumiem ani
          teorii wzglednosci ani mechaniki kwantowej, ani teorii
          chaosu, ani miliona innych rzeczy. Ale stosuje zelazna
          zasade: na tematy, o ktorych nic sie nie wie, milczec.
          Zabierajac glos narazilbym wspoldyskutantow na strate
          czasu, na zastanawianie sie nad moimi glupimi
          pomyslami, na pojscie w blednym kierunku."
          Wiec stosuj swoje zasady, bo wlasnie je przecie zlamales i wyjechales z glupim pomyslem wprowadzajac ludzi
          w blad. Ja natomiast powoli zaczynam rozumiec teorie wzglednosci, miedzy innymi zawdzieczam to Ekspertowi i
          innym dyskutantom, co sprawia mi wiele radosci.
          Jesli nawet narazam sie na smiesznosc, to nie widze w tym nic zdroznego. Jesli daje Ci powod do zartow i
          wybuchu smiechu przy okazji czytania tych bzdur to swietnie.. Pamietaj, ze nikt Cie do czytania tych bzdur nie
          zmusza.
          I jeszcze jedno, napisales:" Tak naprawde czy nie byloby przykre gdyby bylo inaczej?
          Gdybym na przyklad jutro wpadl na pomysl jak zrobic zimna
          fuzje i potem by sie okazalo ze mialem racje, czy nie
          uwlaczaloby to tym wszystkim wspanialym, inteligentnym i
          blyskotliwym ludziom ktorzy poswiecili na to lata pracy i
          nic? "
          Tu Cie boli? Nie sadze, by jakis przeblysk geniusza, gdyby nawet zaistnial na tym forum bylbys w stanie dostrzec
          i wykorzystac go. Troche Ci wspolczuje.
          Niemniej pozdrawiam i zycze sukcesow
          Sapiezanka
          • Gość: Pulbek Re: Nauka jako religia - apel IP: *.skjoldhoej.dk 17.11.01, 15:46
            Droga Sapiezanko,

            Pozwole sobie nie odpowiedziec na twoj list wprost - powiedzmy ze jest mi
            troche glupio ze niechcacy tak cie zrobilem w konia, wiec przyjmuje besztanie z
            pokora.

            Zarzuty zazdrosci, pychy, kompleksow i braku dobrej woli - no, niech ci bedzie.

            Bo tak naprawde to chce ci tylko dac maly prezent, to w ramach tej dobrej woli.
            Ten prezent to pewne proste pytanie, ktore zadaje sobie gdy mi sie wydaje ze
            rozumiem jakas teorie. Dostalem je od pewnego bardzo madrego czlowieka. Kiedy
            mu sie chwalilem ze rozumiem pewna teorie matematyczna spojrzal na mnie dziwnie
            po czym mi je zadal. Milczalem jak niepyszny.

            To pytanie to:

            "Dlaczego to MUSI byc takie skomplikowane?"

            Ot i wszystko. Jezeli potrafisz na nie odpowiedziec, to znaczy ze naprawde
            gleboko rozumiesz teorie. Jezeli nie - to nie.

            Mi na przyklad po przeczytaniu ksiazki Kaku wydawalo sie przez chwile ze
            rozumiem teorie strun. Ale spytalem sam siebie: czy rozumiesz dlaczego to musi
            byc takie skomplikowane? Dlaczego nie da sie prosciej? I stalo sie jasne: nie
            rozumiem teorii strun, nie rozumiem jej do dzisiaj.

            Piszesz ze rozumiesz teorie wzglednosci i inne rzeczy. Zastanow sie czy tak
            jest w istocie.


            Z pozdrowieniami,

            Pulbek.
            • Gość: Ekspert Re: Nauka jako religia - apel IP: *.tsl.uu.se 17.11.01, 19:41
              Gość portalu: Pulbek napisał(a):
              >
              > "Dlaczego to MUSI byc takie skomplikowane?"

              Bardzo dobre pytanie.


              >
              > Ot i wszystko. Jezeli potrafisz na nie odpowiedziec, to
              znaczy ze naprawde
              > gleboko rozumiesz teorie. Jezeli nie - to nie.


              >Dlaczego nie da sie prosciej? I stalo sie jasne: nie
              > rozumiem teorii strun, nie rozumiem jej do dzisiaj.

              Popelnie mala zlosliwosc wobec braci w fizyce:
              Nareszcie zrozumialem, ze wiekszosc ludzi zajmujacych sie
              wyzej
              wymieniona teoria jej najwyrazniej nie rozumie!

              Pozdrawiam

              • sapiezanka Re: Nauka jako religia - apel 18.11.01, 14:53

                Mily Pulbeku,
                Bardzo dziekuje za prezent.
                Przy otwieraniu prezentu lekko sie zacielam, ale bylo warto ze
                wzgledu na zawartosc!
                Dlaczego wszystko Musi byc takie skomplikowane? Bo taka jest natura swiata. To proste.
                Szczerze? Czasem wydaje mi sie, ze moznaby prosciej i dlatego
                zastanawiam sie, czy moznaby prosciej, ale to wymaga zastosowania
                dysonansu poznawczego, co oznacza, ze trzeba cos jeszcze bardziej
                skomplikowac, zastosowac wrecz paradoksalne na pierwszy rzut oka
                analogie, ale po to, by mozliwe bylo zastosowanie pozniejszej syntezy.
                Przyznaje, ze niektore watki sa pewnymi prowokacjami, ale bardziej
                intelektualnymi niz towarzyskimi. Sa pozbawione negatywnych osobistych
                emocji. Pewnie zauwazyles, ze staram sie omijac glupie komentarze, ale
                z radoscia przyjmuje inteligentne (nawet jesli sa zlosliwe).

                Naprawde zastanawia mnie wiele. Na przyklad:

                1. sadze, ze 10 wymiarow istnieje i szesc nie jest zawinietych, jak chca
                tego obecnie naukowcy, "bo nie zostaly odkryte", ale dlatego, ze jeszcze
                nie zostaly okreslone i nazwane, jak przed Einsteinem czas. To chyba proste?

                2. Teoria strun ma ambicje stac sie w przyszlosci teoria wszystkiego.
                Czy to mozliwe? Chyba tak, jesli
                Wymiary porzadkowalyby zjawiska fizyczne na podobienstwo teorii Darwina...
                Wedlug mnie teoretycznie to proste i To jestem w stanie sobie wyobrazic: jesli
                istnialaby mozliwosc utworzenia podstawowej Matrycy wymiarow, a pozniej ...
                taka matryca stworzona dla kazdego najmniejszego elementu, na przyklad czasteczki
                moglaby byc dodana do innych elementów wspólnego bytu, zjawiska czy zdarzenia,
                to wtedy suma Matryc poszczególnych elementów zjawiska dalaby nam pojecie o takim
                zjawisku w przestrzeni. Pamietasz, ze wedlug teorii kwantow i zasady nieoznaczonosci
                Heisenberga, zadnej czasteczce nie mozna jednoczesnie przypisac scisle okreslonych
                wartosci polozenia i predkosci, ale niezaleznie mozna. Poza tym latwiej jest zmierzyc
                energie atomu niz stwierdzic jego polozenie. Owa Matryca powinna umozliwic zapis
                obu wielkosci, uwzgledniajac te roznice jako odpowiednie wymiary. Proste? Oczywiscie
                problem polega na tym, jak to zrobic. Wtedy moglibysmy stwarzac Zbiory Matryc dla
                wszelkich bytów. Poszczegolne Matryce moznaby laczyc ze soba pod warunkiem,
                ze ustalony maja wspólny uklad odniesienia. Wspólna przestrzen dla ukladów odniesienia
                moglyby stanowic same wymiary. Spróbujmy wyobrazic sobie na przyklad dwie matryce,
                dwóch platków sniegu. Matryce te moglibysmy laczyc ze wzgledu na nastepujace uklady
                odniesienia:
                a. Fizyczna mozliwosc powstania platków, powoduje, ze obie Matryce platków sniegu
                polaczylby wymiar zerowy.
                b. Jesli oba platki wykonuja ten sam ruch, to ich Matryce polaczylby wymiar ruchu -predkosci.
                (Rozny ruch wykluczalby zastosowanie tego pomiaru).
                c. Jesli dwa platki trwaja w tym samym czasie, to ich Matryce polaczylby wymiar czasu.
                d. Identyczna objetosc platków powodowalaby, ze ich Matryce polaczylby wymiar
                objetosci (rozmiar)
                et cetera.

                Rózne obiekty, o róznych matrycach, moglyby sie laczyc w rózne uklady odniesienia,
                w zaleznosci od ustalenia wspólnego wymiaru. Istnialaby mozliwosc ustalenia ukladów
                odniesienia dla kazdego bytu, zjawiska, obiektu czy zdarzenia. Wymiary dawalyby mozliwosc
                laczenia w uklady odniesienia nawet pozornie nie zwiazanych ze soba bytów, zjawisk,
                obiektów i zdarzen... Proste? Tylko, jak to zrobic?

                I jeszcze jedno - Einstein ustalil cos w rodzaju rownania na grawitacje zapisujac to w
                nastepujacy sposob:
                energiomateria --> (okresla) zakrzywienie przestrrzeni
                Jestes matematykiem, czy zastanawiales sie, czym sa te tajemnicze zakrzywienia
                przestrzeni?
                Mnie sie wydaje, ze zgodnie z geometria przestrzeni powinny nimi byc zakrzywienia
                katowe i idac tym tropem moznaby wyznaczyc maksymalnä wartosc zakrzywien:
                Skoro najwiekszym zakrzywieniem katowym plaszczyzny jest okrag o wartosci 360 stopni,
                to dla przestrzeni wielowymiarowej najwiekszym zakrzywieniem winno byc 360 stopni
                do kwadratu.
                Zatem
                mc* --> (okresla ) 360* i co dalej?
                To powinno byc proste. Pewnie jest. Problem polega jedynie na tym, jak to zrobic?!

                3. Mam rowniez watpliwosci, czy teoria Einsteina wyklucza pojecie czasu "absulutnego"
                czy tez "przesuwa go w przestrzeni" i ustawia w innej perspektywie jako rodzaj
                bezwzglednosci dla wzglednosci... Mam pewne podejrzenia, ze pojecie czasu "absolutnego"
                dotyczy ruchu i predkosci symetrycznych czyli predkosci stalych i/lub rownoleglych do siebie
                to znaczy takich, ktore dotycza proporcji mas albo energii. Natomiast pojecie czasu
                "wzglednego" dotyczy ruchu, ktory jest powiazany z predkoscia swiatla zakrzywionä
                przez rownowaznosc masy i energii.
                I tu nasuwa mi sie pewna analogia. Otoz niedawno grupa naukowcow odkryla, ze czesc
                cech, w tym inteligencje, dziedziczymy po przodkach. Jest to zgodne z twierdzeniem
                Platona. Natomiast to twierdzenia Platona czesto jest stawiane w opozycji do twierdzenia
                Arystotelesa, ktore mowi, ze czlowiek rodzi sie tabula rasa, co znaczy, ze trzeba go
                wychowywac i ksztalcic, by stal sie pelnowartosciowy... Nie jestem zbyt ortodoksyjna,
                dlatego uwazam, ze obaj panowie maja swoje racje, chociaz nie zdawali sobie sprawy
                ze stopnia zroznicowania i zawilosci konstrukcji psychofizycznej czlowieka. Mysle tak,
                poniewaz skoro czesc cech dziedziczymy genetycznie, na przyklad inteligencje, to jednak
                z drugiej strony, mimo "wrodzonej inteligencji" nie osiagnelibysmy zbyt wiele w zyciu bez
                odpowiedniej edukacji i wychowania, prawda? Zatem "matematycznie" ten konkretne zbiory
                Platona i Arystotelesa mozna polaczyc tak, ze z jakis swoich czesci utworza wspolny
                zbior, prawda? : ))

                Nad przedstawionymi problemami prowadze studia i poszukuje odpowiednich
                argumentow. A to juz staje sie skomplikowanym procesem, poniewaz sam pewnie
                wiesz doskonale, ze taki proces musi byc wciaz stymulowany poszerzaniem
                horyzontow zdarzen....: )) i nie wiem, czy wystarczy miczasu.
                Serdecznie pozdrawiam
                Sapiezanka

                Drogi Ekpercie,
                pozdrawiam Cie serdecznie.
                Mam pytanie
                jaka jest definicja wymiarow?
                • Gość: Pulbek Re: Nauka jako religia - apel IP: *.skjoldhoej.dk 18.11.01, 16:35

                  > Bardzo dziekuje za prezent.
                  > Przy otwieraniu prezentu lekko sie zacielam, ale bylo warto ze
                  > wzgledu na zawartosc!
                  > Dlaczego wszystko Musi byc takie skomplikowane? Bo taka jest natura swiata. To
                  > proste.

                  Sapiezanko, jestes moim najwiekszym sprzymierzencem w tej dyskusji.

                  Odpowiem ci slowami mojego ulubionego Groucho Marxa: "Kiedy z Pania rozmawiam
                  czuje sie taki inteligentny!"

                  Niestety musze chyba na troche przestac zagladac na to forum, bo czytanie
                  niektorych rzeczy sprawia ze staje sie bardzo zlym czlowiekiem. Teraz na przyklad
                  jestem przekonany ze pisanie ksiazek popularnonaukowych powinno byc zakazane.
                  Musze zaczekac az mi przejdzie.


                  Do uslyszenia wkrotce,

                  Pulbek.
                • Gość: Ekspert Def. wymiaru i prosba IP: *.tsl.uu.se 19.11.01, 22:34
                  Sap!

                  Czemu nie zpytasz Pulbeka? On to powinien wiedziec
                  lepiej niz ja :).
                  Narazam sie, ze cos zapomnialem i dostane bure.

                  Definicje:
                  Wymiar przestrzeni wektorowej jest rowny mocy bazy.
                  Wymiar rozmaitosci rozniczkowej (przestrzeni
                  zakrzywionej) jest
                  (zdaje sie) wymiarem dziedziny wspolnym dla wszystkich
                  map atlasu.


                  Potocznie: wymiar przestrzeni plaskiej (dim) to liczba
                  niezaleznych kierunkow (prostych, wektorow)
                  potrzebnych, zeby osiagnac dowolny jej punkt, jesli
                  startujesz z wybranego punktu i poruszasz sie
                  rownolegle do tych kierunkow. Przez niezaleznosc -
                  rozumiemy to, ze ruch w kazdym z kierunkow ___nie moze
                  byc opisany__ przez zlozenie ruchow w pozostalych
                  kierunkach.


                  Na prostej jest 1 kierunek - dim = 1
                  Na plaszczyznie - pierwszy kierunek - jedna prosta - to
                  za malo.
                  Potrzeba przynajmnie 2 : dim = 2.
                  W przestrzeni n- wym. - jest n niezaleznych kierunkow
                  (wektorow
                  bazowych).

                  Przestrzen zakrzywiona, lokalnie ( w poblizu dowolnego
                  punktu)
                  przyblizamy przestrzenia, plaska, i liczymy wymiar
                  metoda,
                  czajniczka (a nie wiaderka -Galicja byla zawsze mniej
                  radykalna i parzylo
                  sie w niej herbate zamiast gasic pozar), tzn. tak jak
                  w przypadku
                  przestrzeni plaskiej.


                  Przy okazji - Sapiezanko, czuje sie troche
                  odpowiedzialny za Twoja tworczosc. Sprobujmy postawic
                  sprawe tak - mam 2 prosby:

                  1) sprobuj nie uzywac terminow fachowych, bo wychodza
                  Ci straszliwe potwory, chyba ze chcesz wpedzic do grobu
                  Pulbeka;

                  2) sprobuj potraktowac te konwersacje mniej ambitnie -
                  staraj sie
                  raczej rzeczy zrozumiec niz ratowac fizyke teoretyczna.

                  Musze przyznac, ze gdzieniegdzie w Twoich tekstach
                  odnajduje zaskakujaca, oryginalne zestawienia, ktore
                  mnie
                  inspiruja, ale chyba nie powinienem Cie przy okazji
                  wiesc na manowce.
                  Wolalbym, zebys nie brala tego wszystkiego zbyt
                  powaznie, OK?

                  Pozdrawiam serdecznie
                  • sapiezanka Re: Def. wymiaru i prosba 23.11.01, 19:01
                    Drogi Ekpercie,
                    Dziekuje za cierpliwosc, ktora okazujesz. Wiem, ze brak mi wiele
                    i dzieli nas przepasc mojej niewiedzy. Postaram sie, na ile mi sie uda, swoimi slowami, ale w miare przystepnie
                    przedstawic pewien problem, ktory mnie nurtuje,
                    wiec prosze o jeszcze wiecej cierpliwosci : ))
                    Z teorii Friedmana ( z tego, co rozumiem! : )) wynika miedzy innymi,
                    ze trojwymiarowa przestrzen ma krzywizne przypominajaca krzywizne
                    sfery. " Roznice spowodowane sa tym, ze sfera jest obiektem dwuwymiarowym,
                    a przestrzen ma trzy wymiary" ... I tu tkwi problem, poniewaz ja "widze", ze plaszczyzna
                    sfery tak jak i kuli, moze byc zapisana jako dwuwymiarowa, ale wymaga to jej przestrzennego
                    "rozrywania" do uzyskania jej plaskiego obrazu.
                    Nurtuje mnie pytanie: Czy mowiac o sferze lub kuli nalezy uwzgledniac jej
                    dwuwymiarowä "plaskä powierzchnie" czy tez realna forme geometryczno
                    -przestrzennä sfery i kuli, ktora wedlug mnie jest wiecej niz dwuwymiarowä?
                    Skad ta watpliwosc?
                    Sprobuje wyjasnic.

                    Przy okazji rozwazan dotyczacych czasu, Stephen Hawking daje taki oto opis Wszechswiata:
                    " Osobliwosci odpowiada biegun poludniowy...
                    Dlugosc rownoleznikow charakteryzuje wielkosc zamknietego Wszechswiata.
                    Odleglosc mierzona wzdluz poludnikow jest miara czasu urojonego od poczatku ekspansji..."

                    Przyjmijmy, ze opis ten moglby dotyczyc powierzchni sfery i kuli. Zaczynalby sie od osobliwosci czyli punktu,
                    ktory " w czasie urojonym jest punktem regularnym nie rozniacym sie niczym od pozostalych punktow kuli".

                    1. Poczatek zaistnienia bytu powierzchni takiej sfery/kuli mozemy zaznaczyc wytyczajac pierwszy punkt na osi
                    wektorow czyli potencjalnych: dlugosci i szerokosci sfery/kuli.
                    2. Dlugosc powierzchni sfery/kuli w przestrzeni mozemy zaznaczyc zapisujac dlugosci jej poludnikow od punktu -
                    odpowiednika bieguna poludniowego do punktu - odpowiednika bieguna polnocnego, przedstawionych na osi
                    wektorow dlugosci i szerokosci. (rys. 1)
                    3. Szerokosc powierzchni sfery/kuli w przestrzeni mozemy opisac przy pomocy rownoleznikow
                    przedstawionych na osi wektorow dlugosci i szerokosci od punktu - odpowiednika bieguna poludniowego do
                    punktu - odpowiednika bieguna polnocnego (rys. 2)

                    Mamy zapis dwoch wymiarow. Teraz trzeci - wysokosc. Mozemy ja opisac stosujac podobne jak dotychczas
                    zasady, ale na:
                    a) osi wektorow dlugosci i wysokosci
                    b) osi wektorow szerokosci i wysokosci
                    c) osi trzech wektorow: dlugosci, szerokosci i wysokosci. (rys.3)

                    Nastepnym wymiarem moglyby byc wspominane kiedys przeze mnie zakrzywienia kätowe. Moglibysmy opisac je
                    na osi a) 2. wspolrzednych dlugosci i szerokosci ( rys. 4 a) lub b) 3. Poprzednich wspolrzednych: dlugosci,
                    szerokosci i wysokosci.
                    (rys 4 b)

                    Z tego wynikaloby, ze maksymalne zakrzywienie plaszczyzny sfery/kuli wynosi 360 stopni i stanowi okrag
                    ustawiony w przypadku a) poziomo i b) pionowo. Ale plaski wymiar katow zakrzywienia ani poziomy, ani
                    pionowy nie daje nam pelnego obrazu zakrzywienia plaszczyzny sfery/kuli w realnej przestrzeni... Aby ow plaski
                    wymiar katowego zakrzywienia dal nam pelny obraz , musi on wykonac pelny obrot wokol wlasnej osi czyli
                    znalezc sie w kolejnym wymiarze - ruchu. Dopiero wowczas otrzymamy realny obraz okreslajacy geometrie
                    zakrzywienia przestrzennego plaszczyzny sfery/kuli.

                    / Nie chcialabym plesc bzdur, ale kojarzy mi sie cos takiego, ze funkcja "falowa lub katowa" plaskiego wymiaru
                    zakrzywienia katowego sfery/kuli, ktora stanowi okrag wprowadzona w wymiar ruchu dalaby pojecie o realnej
                    plaszczyznie sfery i kuli. mogloby to dotyczyc wielu zjawisk przestrzennych niezaleznie od skalowania
                    adekwatnego do zjawiska./

                    W ten sposob dostrzegam 5 wymiarow geometryczno-przestrzennych:

                    1. punkt ("osobliwosc" czyli punkt, ktory " w czasie urojonym jest punktem regularnym nie rozniacym sie niczym
                    od pozostalych punktow kuli".)
                    2. dlugosc
                    3. szerokosc
                    4. wysokosc
                    5. zakrzywienie kätowe
                    oraz
                    6. ruch ( w przypadku wyzej opisanym ruch stanowi pelen obrot wokol wlasnej osi plaskiego wymiaru
                    zakrzywienia katowego)
                    oraz
                    7. "stary" czas

                    Uwaga na marginesie-Gdy pod przykladowa sfere/kule podstawiam Kule Ziemska, dostrzegam, ze czas dla tego
                    zjawiska ma swoje odpowiedniki wymiarowe:
                    Dla dlugosci rowny 180 stopni lub okolo 12h w poziomie!
                    Dla szerokosci rowny od punktu do 360 stopni i od 360 stopni do punktu lub od (symbolicznie)1" do 24h i od 24h
                    do 1" w poziomie!
                    Dla wysokosci rowny od punktu do 360 stopni i od 360 stopni do punktu lub od (symbolicznie)1" do 24h i od 24h
                    do 1" w pionie!
                    Dla katow zakrzywien rowny 360 stopni czyli 24 h w poziomie!
                    Dla ruchu rowny pelnemu obrotowi okregu wokol wlasnej osi czyli 360 stopni lub 24 h w pionie !*
                    * mysle, ze jest to istotne dla kierunkow dzialania przestrzennego ( gora i dol, przod i tyl) wszystkich obiektow, ale
                    to inny temat.

                    Wiem, ze orbita Ziemi jest odksztalcona i nie jest idealnym okregiem, oraz ze sama Ziemia nie jest idealna kulä,
                    dlatego ruch Ziemi wokol wlasnej osi czyli 360ciu stopni nie wynosi dokladnie 24h itd..., a ruch wokol Slonca nie
                    wynosi 360 dni...
                    Fakt tych odksztalcen zwiazany jest z odksztalceniem samego wymiaru zakrzywienia katowego oraz z istnieniem
                    nastepnych wymiarow przestrzennych. Wyrobilam sobie o nich pewne pojecie, ale nie wiem, czy to, co do tej
                    pory napisalam ma jakas wartosc i czy jest przejrzyste, wiec poczekam na opinie i uwagi.
                    Sapieha
                    P.S.
                    1. Rysunki postaram sie wyslac na adres emailowy
                    2. Wedlug mnie na przyklad orbifold czyli stozek osadzony w przestrzeni czterowymiarowej:
                    (1.punkty, 2. Dlugosc, 3. Szerokosc, 4. Käty zakrzywienia ) nadal pozostanie plaski. Dopiero wprowadzenie
                    wymiaru wysokosci umozliwiloby zapis jego realnego przestrzennego ksztaltu.
                    (rys 5)
                    Pozdrowienia
                    • Gość: Stefan Re: Def. wymiaru i prosba IP: *.zaspa.gda.pl 23.11.01, 21:55
                      sapiezanka:
                      > Przy okazji rozwazan dotyczacych czasu, Stephen Hawking daje taki oto opis Wsze
                      > chswiata:
                      > " Osobliwosci odpowiada biegun poludniowy...
                      > Dlugosc rownoleznikow charakteryzuje wielkosc zamknietego Wszechswiata.
                      > Odleglosc mierzona wzdluz poludnikow jest miara czasu urojonego od poczatku eks
                      > pansji..."
                      >
                      > Przyjmijmy, ze opis ten moglby dotyczyc powierzchni sfery i kuli. Zaczynalby si
                      > e od osobliwosci czyli punktu,
                      > ktory " w czasie urojonym jest punktem regularnym nie rozniacym sie niczym od p
                      > ozostalych punktow kuli".

                      Sapieżanko, do prośby Eksperta dodałbym jeszcze: staraj się zadawać
                      swoje pytania krótko. Nie ma nic złego w tym, że nie rozumiesz
                      tajemnej mowy ścisłaków, ale nie pisz całych traktatów na kanwie tego
                      nierozumienia. I staraj się brać pod uwagę kwestie już wyjaśnione.

                      sapiezanka:
                      > W ten sposob dostrzegam 5 wymiarow geometryczno-przestrzennych:
                      >
                      > 1. punkt ("osobliwosc" czyli punkt, ktory " w czasie urojonym jest punktem regu
                      > larnym nie rozniacym sie niczym
                      > od pozostalych punktow kuli".)
                      > 2. dlugosc
                      > 3. szerokosc
                      > 4. wysokosc
                      > 5. zakrzywienie kätowe
                      > oraz
                      > 6. ruch ( w przypadku wyzej opisanym ruch stanowi pelen obrot wokol wlasnej osi
                      > plaskiego wymiaru
                      > zakrzywienia katowego)
                      > oraz
                      > 7. "stary" czas

                      No to dostrzegasz pięć czy siedem?

                      Ekspert właśnie podał Ci definicję wymiaru rozmaitości. Nie było w
                      niej mowy ani o zakrzywieniach kątowych ani o czasie. Albo zapytaj go
                      o wyjaśnienie, albo zaatakuj że on sam źle rozumie (nie radzę...),
                      albo nie wymieniaj ruchu wśród wymiarów (zresztą długości też lepiej
                      nie). Sfera dwuwymiarowa ma wymiar 2, a sfera trójwymiarowa ma wymiar
                      3. Te wymiary nie mają nazw ani numeracji: ,,pierwszy wymiar --
                      długość, drugi wymiar wysokość, itp.''. Żółw łazi z prędkością 20
                      metrów na godzinę, a nie pierwszy metr zielony, drugi metr atłasowy,
                      trzeci pesymistyczny, czwarty słodki, itd. Na podstawie definicji
                      Eksperta można mówić tylko ILE wymiarów, a nie które i jakie.
                      Podobnie jest z czasoprzestrzenią: klasycznie jest ona 4-wymiarowa i
                      nie ma sensu pytać, który z wymiarów to czas. Ty widzisz czas tam,
                      gdzie ktoś inny widzi np. szerokość (Ekspercie, daruj mi to
                      uproszczenie) i oboje widzicie dobrze.

                      Hawking w cytowanej przez Ciebie metaforze (bo to nie jest poważny
                      wywód a tylko apel do intuicji) posłużył się klasycznym prostym
                      sposobem ,,oglądania'' rozmaitości wyżej wymiarowych. Nieruchomy
                      rysunek 4-wymiarowy uważa się za równoważny ruchomemu filmowi
                      3-wymiarowemu. Nieruchoma sfera 4-wymiarowa to to samo co film, na
                      którym najpierw nic się nie dzieje, potem znikąd pojawia się punkt,
                      rozszerza się do sfery 3-wymiarowej, która rośnie, potem przestaje
                      rosnąć, potem maleje, ściąga się do punktu, i ten punkt znika. Gdybyś
                      była istotą nie 3- a tylko 2-wymiarową, w podobny sposób mogłabyś
                      obejrzeć sferę 3-wymiarową przenikającą przez Twoją 2-wymiarową
                      przestrzeń: najpierw znikąd pojawiłby się punkt, z niego wyrósłby
                      okrąg, potem zmalał do punktu i zniknął.

                      I tyle, żadnej filozofii poza tą prostą analogią.

                      Wszystkiego dobrego
                      - Stefan

                      • sapiezanka Apel do intuicji 25.11.01, 22:17

                        Stefan!
                        Bardzo Dziekuje!!!

                        Stefan:
                        ) No to dostrzegasz piec czy siedem?
                        Przepraszam, w tym miejscu jednak siedem.

                        )Podobnie jest z czasoprzestrzenia: klasycznie jest ona 4-wymiarowa i
                        )nie ma sensu pytac, który z wymiarów to czas. Ty widzisz czas tam,
                        )gdzie ktos inny widzi np. szerokosc (Ekspercie, daruj mi to
                        )uproszczenie) i oboje widzicie dobrze.
                        No tak. Klasycznie jest czterowymiarowa. Teraz rozumiem,
                        chociaz upierac sie nie przestane, ze nie wyklucza to mozliwosci
                        istnienia przestrzeni nawet 11 wymiarowej, ktorej wszystkie
                        skladniki stanowia geometrie przestrzeni i maja swoje konkretne
                        "fizyczne" odpowiedniki. Jakie?
                        Ano...
                        Pierwszy wymiar - punkt to obiekt
                        Drugi wymiar - dlugosc to droga
                        Trzeci wymiar - szerokosc to czas
                        Czwarty wymiar - ruch to predkosci
                        Piaty wymiar - katy zakrzywienia to zmiana kierunku. Moze byc zwiazana
                        ze zmiana czasu i/lub zmiana predkosci
                        Szosty wymiar - wysokosc to poszerzenie ruchu poziomego o pionowy
                        Siodmy wymiar - ( na razie niech pozostanie x-em)
                        Osmy wymiar - ( na razie niech pozostanie y-kiem)
                        Dziewiaty wymiar - czas jako wektor wypadkowy lub suma roznych predkosci...
                        Dziesiaty wymiar - zero to stan w ktorym, cytujac Twoje slowa, "najpierw nic sie nie dzieje"

                        )Hawking w cytowanej przez Ciebie metaforze (bo to nie jest powazny
                        )wywód a tylko apel do intuicji)
                        Nie smialabym pomyslec inaczej. Mozna tak powiedziec.

                        )posluzyl sie klasycznym prostym
                        )sposobem ,,ogladania'' rozmaitosci wyzej wymiarowych. Nieruchomy
                        )rysunek 4-wymiarowy uwaza sie za równowazny ruchomemu filmowi
                        )3-wymiarowemu.
                        Mam rozumiec, ze to absolutnie wyklucza mozliwosc, by czwarty wymiar
                        nieruchomego rysunku 4-wymiarowego, ktory rownowazny jest r u c h o m e m u
                        filmowi 3-wymiarowemu, byl zwiazany z wymiarem ruchu?

                        )Nieruchoma sfera 4-wymiarowa to to samo co film, na
                        )którym najpierw nic sie nie dzieje, potem znikad pojawia sie punkt,
                        )rozszerza sie do sfery 3-wymiarowej, która rosnie, potem przestaje
                        )rosnac, potem maleje, sciaga sie do punktu, i ten punkt znika. Gdybys
                        )byla istota nie 3- a tylko 2-wymiarowa, w podobny sposób moglabys
                        )obejrzec sfere 3-wymiarowa przenikajaca przez Twoja 2-wymiarowa
                        )przestrzen: najpierw znikad pojawilby sie punkt, z niego wyróslby
                        )okrag, potem zmalal do punktu i zniknal.
                        Tez prosta analogia: Skoro istnieje hipotetyczny pan Kwadrat, ktory w podobny
                        sposob postrzega przestrzen trojwymiarowa, skoro mozemy wyobrazic sobie
                        " Kraine Plaszczaków" zyjacych w tak zwanych dwóch wymiarach, skoro
                        mozemy wyobrazic sobie hipotetyczny naród zyjacy w hipotetycznej, jednowymiarowej
                        "Krainie Linii", to dlaczego nie pójsc dalej i nie spróbowac wyobrazic sobie hipotetycznej
                        Krainy Punktowców?!? Taki swiat - to dopiero bylby pieknie jednowymiarowy! Mieszkancami
                        tego swiata bylyby jednowymiarowe punkty. Kazda próba ingerencji istot z wyzszych
                        wymiarów konczylaby sie nie wejsciem w ten swiat, lecz przenikaniem z równoczesnym
                        przesunieciem punktów czyli oddzialywaniem. Wówczas Punkty musialyby wydzielac
                        niezla energie, gdyz zmieniony zostawalby ich naturalny stan "niebytu".
                        Zasada swiata Punktowców bylby bezruch oraz idealna symetria punktu zerowego. Kazdy
                        Punkt zapamietywalby swoje miejsce idealnej symetrii, z którego zostawalby wypchniety,
                        tak samo, jak materia zapamietuje ksztalt, do którego zostaje wtloczona. W momencie
                        wybicia punktu z jego idealnej symetrii lub w momencie spotkania dwóch punktów mogloby
                        nastepowac zaburzenie tej idealnej symetrii ( takiej, jak w teoretycznej idealnej prózni).
                        Jesli rzeczywiscie polaczenie dwóch punktów mogloby zachwiac swiatem Punktowców
                        do tego stopnia, ze utworzylyby one mikroskopijna linie dajac z kolei poczatek drugiemu
                        wymiarowi - dlugosci, to Punkty jako podstawa pierwszego wymiaru moglyby zawierac
                        potencjal geometryczny, a nawet cos takiego jak potencjal falowy... "Przeciez poruszajaca
                        sie kulka w przestrzeni to punkt w przestrzeni fazowej!!"
                        Mysle, ze mozliwosc istnienia Swiata Punktowców moglyby potwierdzic:
                        1. punkt szczytowy orbifoldu
                        2. bajka o doskonalej symetrii ksiezniczki siedzacej na szczycie krysztalowej kuli,
                        (chociaz na szczycie nie ma zadnych metalowych krat) - Stan rownowagi idealnie
                        symetrycznego punktu moze okazac sie jawnie niesymetryczny. A moment naruszenia
                        symetrii oraz wybor punktu na samym dole kuli to kwestia przypadku i dlatego fizycy
                        mowia (w tym przypadku) o spontanicznym lamaniu symetrii.
                        3. lamanie symetrii
                        4. mozliwosc przejsc fazowych
                        5. stan maksymalnej symetrii w prózni idealnej
                        Nie mowiac juz o tym, ze bez punktu nie mozliwe byloby istnienie geometrii,
                        wiec rozumiem, ze na pewno nie moze on zadna miara stanowic podstawowy
                        pierwszy wymiar. Jednak, jezeli punkt móglby byc mniejszy od punktu wielkosci
                        Plancka, to wówczas moglby byc on geometrycznie oraz przestrzennie jednowymiarowy.
                        Poza tym, jak wszystkie inne wymiary, powinien podlegac mozliwosci skalowania.
                        Dlatego dla Pana Kwadrata punktem moglaby byc odlegla gwiazda! : - )

                        " I tyle, zadnej filozofii poza tymi prostymi analogiami."
                        Chociaz jasne, ze moge sie mylic.

                        Jeszcze jedno.To tez moze byc spowodowane brakiem pelnego zrozumienia,
                        ale moja wiedza na te tematy rzeczywiscie oparta jest wylacznie na ksiazkach
                        popularnonaukowych. Moze nawet przypominam czlowieczka zamknietego w pokoju,
                        ktory stara sie nauczyc chinszczyzny, a na dodatek bez jej znajomosci chcialby cos
                        nowego wniesc do chinskiej kultury, jednak... Raz sie zyje! Skonstruowalam cos, co
                        nazywam matryca wymiarow. Jej konstrukcja wziela sie z wytyczenia symetrii wyzej
                        wymienionych wymiarow fizycznych i geometryczno - przestrzennych.
                        Oto moj pomysl:
                        1. Wymiary moznaby zapisac na osi symetrii wymiarów, w parach zaleznosci... Najpierw "odkrylam" symetrie
                        zaleznosci wymiarów. Kolejne wymiary wystepuja w parach zaleznosci np.: dlugosc i szerokosc, ruch i czas, x
                        i y. Inne wymiary zdaja sie byc wypadkowa takich par jak np.: dla dlugosci i szerokosci beda to punkty, dla ruchu i
                        czasu beda to zakrzywienia katowe, dla x i y bedzie to wysokosc. W duzym uproszczeniu wyglada na to, ze
                        wszystkie wymiary mozna opisac na osi symetrii wymiarów. Mimo ze os symetrii zamyka zero ( moment
                        zachwiania symetrii ), os symetrii wymiarów nie jest osia zerowa. Os symetrii tworza wymiary, które sa
                        wypadkowa dzialan, od zera, przez punkt i zakrzywienie katowe do wysokosci:
                        0
                        1
                        5
                        6
                        Po obu stronach symetrycznie i kolejno znajduja sie:

                        0

                        szerokosc 1 dlugosc

                        czas 5 ruch

                        x 6 y

                        Inaczej:
                        0
                        1 2 4
                        3 5 8
                        9 7 6

                        Jak widac wszystkie wymiary maja juz przypisane stale wartosci liczbowe oraz ustalona wzajemna zaleznosc
                        symetryczna i w ten sposob zostaly opisane (w oparciu o uklad odniesienia) na matrycy wymiarów.
                        Oto podstawowa os symetrii wymiarów stanowi wymiar zakrzywienia katowego (5) Ale na tabeli moglibysmy
                        odnalezc wiele innych symetrii.

                        2. Parzyste - nieparzyste
                        Symetria to zachowanie ksztaltu przedmiotu czyli przestrzeni, jaka przedmiot lub zjawisko zajmuje. symetria
                        matematyczna wymiarów nie jest idealna, gdyz wówczas pary wymiarów stracilyby tendencje do utrzymywania
                        równowaznosci. Wartosci matematyczne wymiarów po jednej stronie osi symetrii nie sa równe wartosciom po
                        drugiej stronie, ale sa "równowazne":

                        1 2 4
                        3 5 8
                        9 7 6
                        lewa strona osi symetrii
                        suma 3 + 9 + 7= 19 (19 - 5 = 14 )

                        prawa strona
                        suma 2 + 4 + 8 = 14 (14 +5 = 19)

                        srodek symetrii
                        suma 1 + 5 = 6 lub 6 - 5 = 1

                        lewa strona 3 + 9 + 7 + 1 = 20 prawa strona 2 + 4 + 8 + 6 = 20

                        Idealna matematyczna symetria prowadzilaby do zera czyli zachwiania symetrii oddzialywan. Natomiast lamanie
                        symetrii utrzymuje stabilnosc oddz
                        • sapiezanka Re: Apel do intuicji 25.11.01, 22:26
                          oddzialywan.

                          Laczenie wymiarów w kolejnych sekwencjach wyznacza kolejnosc wystepowania wymiarów w ciagach
                          mieszanych -" rozwijanie wymiarów".


                          0 1 +1 1 1 1  1 1  1 1
                          * * 1 1 1 * * 1 1 1 * *
                          * *
                          2
                          2 * * 2 2 * 2 2 * 2 *
                          2 * * 2 * 2 * * 2 2 * *

                          3 3 * 3 3 * * * * * 3
                          * 3 * * 3 * 3 * 3 * 3 *

                          4 4 * * * 4 4 * * 4
                          * 4 * * * * * * 4 * * 4

                          5 5 * 5 * * * 5 *
                          5 * * * 5 * 5 * * * * 5

                          6 6 6 * 6 * *
                          * * * 6 * 6 * * * * 6 *

                          7 7 7 7
                          * * 7 * * * * * * 7 * *


                          8 8 8 8 8 * * 8 * ** *
                          *


                          9 9 9 9 9 9
                          9
                          1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26
                          Z tabeli wynika, ze istnieja dwa wymiary podstawowe, jednoskladnikowe: 0 i 1. Pozostale 24 sekwencje
                          wymiarowe to 24 sumy liczb wymiarów o róznych skladnikach. Istnieje takze osiem wymiarów podstawowych
                          ("bezskladnikowych") czyli: 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8 i 9. W sumie jednoskladnikowych sekwencji wymiarowych -
                          wymiarów pelnych jest dziesiec: 0, 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9. Sekwencji wieloskladnikowych (sum) jest dwadziescia
                          cztery.
                          Oto kolejne sekwencje wystepowania wymiarów:
                          1. 1+1=2
                          2. 1+2=3
                          3. 1+3=4
                          4. 1+4=5
                          5. 2+3=5
                          6. 1+2+3=6
                          7. 1+5=6
                          8. 2+4=6
                          9. 1+2+4=7
                          10. 1+6=7
                          11. 2+5=7
                          12. 3+4=7
                          13. 1+2+5=8
                          14. 1+3+4=8
                          15. 1+7=8
                          16. 2+6=8
                          17. 3+5=8
                          18. 1+2+6=9
                          19. 1+3+5=9
                          20. 1+8=9
                          21. 2+3+4=9
                          22. 2+7=9
                          23. 3+6=9
                          24. 4+5=9

                          Dodatkowo mamy dwie sekwencje kwadratów skladników wymiarów:
                          25. 2 do kwadratu = 4
                          26. 3 do kwadratu = 9
                          Razem mamy 26 sekwencji wymiarowych o róznych skladnikach.

                          A oto 26 mozliwosci wystepowania sekwencji wymiarów w róznych ukladach:
                          1. 1 i 1 wystepuje w 1. ukladzie
                          2. 1 i 2 wystepuja w 5. ukladach
                          3. 1 i 3 wystepuje w 4. ukladach
                          4. 1 i 4 wystepuje w 3. ukladach
                          5. 1 i 5 wystepuje w 3. ukladach
                          6. 1 i 6 wystepuje w 2. ukladach
                          7. 1 i 7 wystepuje w 1. ukladzie
                          8. 1 i 8 wystepuje w 1. ukladzie
                          9. 2 i 3 wystepuje w 3. ukladach
                          10. 2 i 4 wystepuje w 3. ukladach
                          11. 2 i 5 wystepuje w 2. ukladach
                          12. 2 i 6 wystepuje w 2. ukladach
                          13. 2 i 7 wystepuje w 1. ukladzie
                          14. 3 i 4 wystepuje w 3. ukladach
                          15. 3 i 5 wystepuje w 2. ukladach
                          16. 3 i 6 wystepuje w 1. ukladzie
                          17. 4 i 5 wystepuje w 1. ukladzie
                          18. 1 i 2 i 3 w 1. ukladzie
                          19. 1 i 2 i 4 w 1. ukladzie
                          20. 1 i 2 i 5 w 1. ukladzie
                          21. 1 i 2 i 6 w 1. ukladzie
                          22. 1 i 3 i 4 w 1. ukladzie
                          23. 1 i 3 i 5 w 1. ukladzie
                          24. 2 i 3 i 4 w 1. ukladzie
                          oraz
                          25. 2 do kwadratu lub 2 razy 2 w 1. ukladzie
                          26. 3 do kwadratu lub 3 razy 3 w 1. ukladzie
                          Daja one lacznie 47 ukladów liczbowych 26.sekwencji .

                          Podstawowe 24 sumy + 2 iloczyny tych dzialan to liczby wymiarowe o róznych skladnikach:
                          2,3,4,5,5,6,6,6,7,7,7,7,8,8,8,8,8,9,9,9,9,9,9,9 plus 4 ( 2 razy 2 ) i 9 ( 3 razy 3) to 26 form wraz z 10-cioma liczbami
                          podstawowych wymiarów pelnych, "bezskladnikówych": 0,1,2,3,4,5,6,7,8,9, daja w sumie 36 form
                          matematycznych istnienia wymiarów. (Tyle, ile jest kwarków? To na pewno czysty przypadek) Z tabeli równiez
                          wynika jasno, ze podstawowe mozliwosci laczenia wymiarów wystepuja w podwójnych i potrójnych zespolach.
                          (Tak, jak wiazania kwarków, to tez na pewno przypadek ).

                          Wiazania dwuwymiarowe:

                          A. Wiazace wymiar pierwszy ( punkt ) z kolejnymi:
                          1 1+1
                          2 1+2
                          3 1+3
                          4 1+4
                          5 1+5
                          6 1+6
                          7 1+7
                          8 1+8

                          B. Wiazania wiazace wymiar drugi (dlugosc ) z kolejnymi:
                          9. 2+3
                          10. 2+4
                          11. 2+5
                          12. 2+6
                          13. 2+7

                          C. Wiazania wiazace wymiar trzeci (szerokosc) z kolejnymi:
                          14 3+4
                          15 3+5
                          16 3+6

                          D. Wiazania wiazace wymiar czwarty (ruch) z kolejnymi:
                          17. 4+5

                          E Wiazanie wymiaru drugiego (dlugosci) samo-powielajacego sie
                          18. 2 razy 2

                          F. Wiazanie wymiaru trzeciego (szerokosci) samo-powielajacego sie:
                          19. 3 razy 3

                          Wiazania trójwymiarowe:

                          A. wiazace wymiar pierwszy (punkt ) z drugim ( dlugoscia ) i kolejnymi:
                          1. 1+2+3
                          2. 1+2+4
                          3. 1+2+5
                          4. 1+2+6

                          B. Wiazace wymiar pierwszy (punkt ) z trzecim ( szerokoscia) i kolejnymi:
                          5. 1+3+4
                          6. 1+3+5

                          C. Wiazace wymiar drugi (dlugosc ), trzeci ( szerokosc ) i czwarty ( ruch ):
                          7. 2+3+4

                          Mamy zatem 19 mozliwosci podwójnego i 7 mozliwosci potrójnego czyli razem 26 podstawowych mozliwosci
                          przestrzennego laczenia wymiarów. Przy czym wiazania 1+1, 2*2 i 3*3 wydaja sie posiadac pewne
                          podobienstwo swojej struktury do czastek o spinie O. "Czastka o spinie zerowym jest jak punkt: wyglada tak
                          samo ze wszystkich stron". ( Czy to takze przypadek?)
                          "Jedna z najglebszych tajemnic teorii strun, ciagle jeszcze niezbyt dobrze rozumiana wiaze sie z pytaniem,
                          dlaczego ona jest zdefiniowana tylko w dziesieciu i dwudziestu szesciu wymiarach" pisal Michio Kaku. A tu
                          prosze: liczby te otrzymalam dzieki wyznaczeniu dziesieciu wymiarów podstawowych oraz mozliwosci
                          "rozwijania wymiarów" czyli tworzenia sekwencji wymiarowych, a jest ich 24 +2 = 26.
                          Ja naprawde na tym sie nie znam, ale mam takie "intuicje"...
                          ktore podpowiadaja mi, ze wymiarów przestrzennych jest dziesiec, a ciagów mieszanych czyli sekwencji, które
                          konstruuja wartosci wymiarowe jest 24 plus 2 czyli razem 26.

                          Konstruowanie modeli oddzialywan Matryc.
                          Wymiar dziesiaty (poczynajac od pierwszego), a wlasciwie jedenasty (liczac od zera - zgodnie z zasadami
                          matematyki :) powinien byc miejscem przejscia w nastepny poziom laczenia podstawowych obiektow 10-
                          wymiarowych w zbiory.

                          Matryca stworzona dla kazdego najmniejszego elementu, na przyklad czasteczki moglaby byc dodana do innych
                          elementów wspólnego bytu, zjawiska czy zdarzenia. Dopiero suma matryc poszczególnych elementów zjawiska
                          ciag dalszy:

                          dalaby nam pojecie o zjawisku w przestrzeni.

                          Przepraszam wszystkich i Wszechswiat caly za tak dlugi wywod, ale prosciej nie umialam przedstawic tego
                          pomyslu.

                          Wszystkiego dobrego i powodzenia!
                          Sapieha
                        • Gość: Stefan Re: Apel do intuicji IP: *.zaspa.gda.pl 26.11.01, 06:43
                          sapiezanka:
                          > No tak. Klasycznie jest czterowymiarowa. Teraz rozumiem,
                          > chociaz upierac sie nie przestane, ze nie wyklucza to mozliwosci
                          > istnienia przestrzeni nawet 11 wymiarowej

                          Nie ma się po co upierać, to jest oczywiste. Przestrzeń wektorowa
                          może być nie tylko 11-wymiarowa, ale i 111-wymiarowa, i
                          1111-wymiarowa, i nieskończenie wymiarowa. Którą z nich przyjmiemy za
                          model świata fizycznego, to zależy od tego, co zechcemy modelować.
                          Jeśli interesuje nas sieć drogowa w kraju, to wystarczy model
                          dwuwymiarowy (mapa samochodowa). Jeśli dodatkowo chcemy wiedzieć,
                          gdzie jest wyżej a gdzie niżej, to mapa będzie trójwymiarowa. Jeśli
                          chcemy na niej odwzorować jeszcze temperatury i ciśnienia, to model
                          zrobi się 5-wymiarowy. Ilość wymiarów nie jest cechą świata, tylko
                          abstrakcyjnego modelu używanego przez nas do opisu świata. Obrazki w
                          internecie są dla Ciebie dwuwymiarowe, ale dla autora programu
                          graficznego albo 5-wymiarowe albo 6-wymiarowe zależnie od tego, czy
                          stosuje barwy RGB czy CMYK. Dla komputera te same obrazki są
                          jednowymiarowe, bo tak ma ponumerowaną pamięć. Wszystko zależy od
                          punktu widzenia.

                          I od razu Cię ostrzegam, że relatywizm w teorii względności wcale nie
                          polega na równoprawności TYCH punktów widzenia.

                          sapiezanka:
                          > Pierwszy wymiar - punkt to obiekt
                          > Drugi wymiar - dlugosc to droga
                          > Trzeci wymiar - szerokosc to czas
                          > Czwarty wymiar - ruch to predkosci
                          > Piaty wymiar - katy zakrzywienia to zmiana kierunku. Moze byc zwiazana
                          > ze zmiana czasu i/lub zmiana predkosci
                          > Szosty wymiar - wysokosc to poszerzenie ruchu poziomego o pionowy
                          > Siodmy wymiar - ( na razie niech pozostanie x-em)
                          > Osmy wymiar - ( na razie niech pozostanie y-kiem)
                          > Dziewiaty wymiar - czas jako wektor wypadkowy lub suma roznych predkosci...
                          > Dziesiaty wymiar - zero to stan w ktorym, cytujac Twoje slowa, "najpierw nic si
                          > e nie dzieje"

                          Tym razem wyszło Ci 10. Dodajmy jeszcze wymiar moralny a także
                          wymiary w biuście, talii i biodrach. To będzie razem 15, bo na pewno
                          o czymś zapomniałem. Opublikujmy to wspólnie i podzielmy się Noblem.

                          Sapieżanko, trochę odpowiedzialności za słowa! Jak punkt może być
                          wymiarem? Co to jest ,,obiekt''? Co znaczy ,,zero to stan''? Jak
                          się ,,poszerza'' ruch? Co znaczy ,,poziomy'' w kontekście całego
                          wszechświata? A ten siódmy i ósmy wymiar zarezerwowane ,,na razie''
                          do późniejszego użytku
                          • Gość: thrundui Re: Apel do intuicji IP: 157.25.125.* 27.11.01, 18:20
                            > Życzę dalszych sukcesów na niwie.

                            oj ja bym tak nie ignorowal sapiezanki
                            hamiltonian orbifoldu, dualizm pustki, symetria bezkresu, funkcja falowa katow,
                            darminizm fizykalny, matryce czasu,
                            maja pewien potencjal

                            to nawet lepsze niz teoria kategorii a feminizm.

                            taki konstrukt teoriopojeciowy to musi byc albo swiadomie realizowany projekt
                            albo zjadliwa odpowiedz na niezyczliwy tekst
                            prawdopodobna swoista precyzja w tekstach sapiezanki powinna zostac doglebniej
                            przeanalizowana.
                            Pisanie ogromnych poematow na swoj sposob spojny o dualizmie pustki powinno
                            spodkac sie z pochwala. Moze nie ze wgledu na wartosc naukowa (tej mozemy
                            oczywiscie nie zrozumiec) ale ze wzgledu na orginalosc
                            O ile oczywiscie wiazala sie z wysilkiem intelektualnym

                            Precyzja w selektywnym doborze czytanych tekstów, utwierdzajaca swiatopoglad,
                            jest jak najbardziej godna pochwaly
                    • Gość: Ekspert Re: Def. wymiaru i prosba IP: *.tsl.uu.se 27.11.01, 19:47
                      Odpowiem syntetycznie.

                      1) Sfera i kula. Mozna sobie wyobrazac dwuwymiarowa
                      sfere jako brzeg
                      trowymiarowej kuli. Jednakze, jest to calkowicie
                      zbyteczne - cala
                      fizyke (lub geometrie rozniczkowa) mozna zdefiniowac na
                      powierzchni
                      tej sfery - bez 3-go wymiaru.

                      Wniosek: jesli pomiary fizyczne mowia, ze zyjemy na
                      2-wym sferze,
                      to nie potrzebujemy 3-go wymiaru. Analogia z Ziemia
                      jest bardzo
                      niebezpieczna, bo w Ziemii mozna kopac dziury (poruszac
                      sie prostopadle
                      do jej powierzchni).

                      2) Ilosc wymiarow przestrzennych w ktorych dzilaja
                      wszystkie znane
                      oddzialywania to 3+1. Wbrew temu, co pisze Stefan,
                      jeden wymiar
                      jest istotnie rozny od innych. Wybor tego odmiennego
                      wymiaru
                      (czasu) nie jest oczywiscie jednoznaczny, ale w kazdym
                      ukladzie
                      niezaleznych kierunkow bazowych bedzie jeden
                      wyrozniony.

                      3) Punkt ma wymiar 0.

                      4) Latwo jest zbudowac przestrzen o liczbie wymiarow
                      wiekszej niz
                      4 uzywajac jakichs dodatkowych stopni swobody.
                      Problem w tym,
                      ze takie konstrukcje sa bardzo sztuczne i nie
                      spelniaja wymagan
                      stawianych czasoprzestrzeni.

                      5) Hipoteza Maldaceny sugeruje, ze rzeczywiscie, w
                      pewnych szczegolnych
                      przypadkach, teoria strun w 10 wymiarach moglaby
                      reprezentowac
                      teorie pola (oddzialywan elementarnych) w 4 wymiarach.
                      Tylko, ze te wymiary (na dzisiaj) pojawiaja sie tylko w
                      pewnym modelu
                      jako sposob modelowania teorii pola, a zupelnie nie
                      maja nic wspolnego
                      z wymiarami dostepnymi dla rzeczywistych czastek
                      fizycznych.

                      6) Teoria M (matrix) zajmujesie pol Princeton. Nie mnie
                      ich osadzac.
                      Ja tego nie rozumiem i nie widze tego zalet.
                      Przynajmniej na razie.

                      Pozdrawiam
                      • Gość: Stefan Re: Def. wymiaru i prosba IP: *.ipipan.gda.pl 28.11.01, 18:39
                        Ekspert:
                        > Odpowiem syntetycznie.

                        O kurczę, czuję się jak na egzaminie. Pewnie coś nabzdurzyłem...

                        > cala fizyke (lub geometrie rozniczkowa) mozna zdefiniowac na powierzchni tej sfery - bez
                        > 3-go wymiaru.

                        Ale chyba zmieniłoby to niektóre prawa fizyczne
                        • Gość: Ekspert Re: Def. wymiaru i prosba IP: *.tsl.uu.se 29.11.01, 09:43
                          Hej Stefan,

                          > > Odpowiem syntetycznie.
                          >
                          > O kurczę, czuję się jak na egzaminie. Pewnie coś
                          nabzdurzyłem...
                          >

                          Chodzi mi tylko o drobiazg: w sugestii, ktora napisala
                          Sapiezanka
                          jest jedna interesujaca rzecz: mozliwosc, ze dodatkowe
                          wymiary
                          sa odmienne. To jest nawet dosyc oczywiste, jesli
                          istnieja.
                          Jakby nie byly, to bysmy je znali...

                          W teorii strun sa zwiniete w rurki (skompaktyfikowane,
                          uzwarcone).
                          U Kaluzy-Kleina tez musza byc odmienne.
                          U Maldaceny, w zastosowaniu do kwantowej teorii pola
                          cechownaie,
                          te wymiary pojawiaja sie jako efektywne stopnie swobody,
                          tzn. raczej trik rachunkowy.

                          Dlatego ten koncept - nowych wymiarow innych niz
                          pozostale -
                          ktory zreszta Sapiezanka wziela zapewne z ksiazki Kaku -
                          jest wart rozwazenia.


                          > > cala fizyke (lub geometrie rozniczkowa) mozna
                          zdefiniowac na powierzchni > > tej sfery - bez
                          > > 3-go wymiaru.
                          >
                          > A więc np. natężenie promieniowania
                          elektromagnetycznego nie
                          > malałoby z kwadratem odległości tylko z odległością.
                          ....
                          ....
                          ....
                          >

                          Masz calkowicie racje. Musialem zle napisac, bo sie nie
                          rozumiemy.
                          Mowie, ze wszystkie pomiary fizyczne daja nam
                          czasoprzestrzen
                          4-wymiarowa (w tym te trafnie przytoczone przez Ciebie).
                          W tej sytuacji, nie ma potrzeby dokladania dodatkowych
                          wymiarow,
                          w ktorych nasza czasoprzestrzen bylaby wygieta (wysokosc
                          Sapiezanki dla sfery). Rozmaitosc rozniczkowa sama sobie
                          wystarczy,
                          nie musi byc w zanurzona w wyzej wymiarowej przestrzeni.

                          Pomimo to, wielkim powodzeniem ciesza sie obecnie teorie
                          z dodatkowymi
                          wymiarami w najsmieszniejszych konfiguracjach. Wszystkie
                          te teorie
                          wymagaja, ze nowe wymiary sa albo bardzo male, albo
                          niedostepne dla
                          niczego oprocz grawitacji lub czastek supersymetrycznych.
                          Inaczej klocilyby sie jawnie z ekperymentem.


                          > > Wbrew temu, co pisze Stefan, jeden wymiar jest
                          istotnie rozny od innych.
                          >
                          > Chodzi Ci o ten minus przed czasem w formie metrycznej?
                          >

                          Stefan, zrozum mnie dobrze. Zupelnie nie interesuje mnie
                          czepianie sie slowek.
                          Chodzilo tylko o to, ze wymiary naprawde moga sie
                          fizycznie od siebie roznic.
                          Niemniej, konstrukcje Sapiezanki sa wciaz dosyc dalekie
                          od doskonalosci.

                          Pozdrawiam serdecznie
                          • Gość: Ekspert Postscriptum IP: *.tsl.uu.se 29.11.01, 10:32
                            Oczywiscie, chodzilo mi o ten minus w pseudometryce.
                            (pseudo, bo metryka jest dodatnio okreslona, a
                            pseudometryka nie).
                            Brzmi jak okropne wymadrzanie, ale co zrobic, jak
                            czlowiek
                            musi byc uczulony na takie drobiazgi?
                            Pozdr
                            • Gość: Stefan Re: Postscriptum IP: *.ipipan.gda.pl 29.11.01, 13:32
                              Ekspert:

                              > ... w pseudometryce.
                              > (pseudo, bo metryka jest dodatnio okreslona, a
                              > pseudometryka nie).

                              W takim razie w formie pseudometrycznej. Żeby otrzymać
                              pseudometrykę, trzeba dopiero scałkować.

                              > Brzmi jak okropne wymadrzanie, ale co zrobic, jak
                              > czlowiek musi byc uczulony na takie drobiazgi?

                              Właśnie się też wymądrzyłem.

                              - Stefan

                          • Gość: Stefan Re: Def. wymiaru i prosba IP: *.ipipan.gda.pl 29.11.01, 11:31
                            Ekspert:
                            > mozliwosc, ze dodatkowe wymiary sa odmienne.

                            No tak, ale dopóki są one zwinięte, albo coś, to lokalnie zachowują się tak jak wszystkie
                            inne i przynajmniej matematycznie nie ma z nimi problemów. Fizycznie mogą oczywiście być
                            problemy
    • Gość: magia Re: Nauka jako religia - apel IP: *.matrix.pl 29.11.01, 12:53
      1. Najciekawsze sa mysli krotkie i zwiezle, ale na temat. Proponuje na
      przyszlosc streszczac sie. Dlugo nie znaczy sensownie. Piszesz, ze ludzie
      madrzy malo mowia, Twoj nie odzwierciedla chyba slowa "malo".
      2. Zdaje mi sie, ze uwazasz sie za intelektualiste, IQ powyzej 120. Ostatnio
      slyszalam, ze ludzie z takim IQ zadko uprawiaja seks, a jak juz to robia, to
      byle jak. Pewnie dlatego inteligencja nam wymiera...
      3. Forum jest po to, zeby sobie popisac, wiec jesli ktos ma ochote powymyslac,
      poklamac czy "pofilozofowac", niech sobie popisze glupotki, takie jego prawo
      konstytucyjne.
      • Gość: thrundui Re: Nauka jako religia - apel IP: 157.25.125.* 29.11.01, 13:26
        wef wefwe fergvremj ijirnio pwepef
        regkokreggb operkjgpo pporgkpsa' '4e kfgvpd pfkpew s'd k;f ;pkfds
        ]fsdkf kfe[rkfs loks fd[kl as'f kkgfge fefk
        wef wefwe fergvremj ijirnio pwepef
        regkokreggb operkjgpo pporgkpsa' '4e kfgvpd pfkpew s'd k;f ;pkfds
        ]fsdkf kfe[rkfs loks fd[kl as'f kkgfge fefk
        wef wefwe fergvremj ijirnio pwepef
        regkokreggb operkjgpo pporgkpsa' '4e kfgvpd pfkpew s'd k;f ;pkfds
        ]fsdkf kfe[rkfs loks fd[kl as'f kkgfge fefk


        > 3. Forum jest po to, zeby sobie popisac, wiec jesli ktos ma ochote powymyslac,
        > poklamac czy "pofilozofowac", niech sobie popisze glupotki, takie jego prawo
        > konstytucyjne.

        czy o to czasem ci nie chodzilo:)

        • Gość: magia Re: Nauka jako religia - apel IP: *.matrix.pl 29.11.01, 13:31
          Nie chodzilo tylko biegalo, i niech Ci bedzie...
    • Gość: Jorland Re: Nauka jako religia - apel (o wyrozumiałość) IP: 192.168.1.* / *.niedziela.pl 06.12.01, 14:08
      Szanowny Panie, o co tak naprawdę chodzi? Wnosi Pan pretensje do poziomu dyskusji
      na forum "Pytania dziwne i ciekawe" ale jak mniemam to forum niejako z założenia
      potraktowane jest z przymróżeniem oka, tam mogą się produkować różne osoby z
      własnym widzeniem świata i własnymi przemyśleniami. Wnoszenie pretensji, że w
      debatach tych zabierają głos nie-fachowcy i brak w nich dyscypliny intelektualnej
      jest nieco przesadzone. To forum zostało własnie po to stworzone by można było
      sobie pofilozofować na własny użytek. Z drugiej strony nieco Pan sobie przeczy.
      Pisze Pan jak łatwo można zrobić w konia naiwnych czytelników pseudonaukowym
      bełkotem, okraszonym matematycznymi pojęciami. No dobrze, tylko wtedy po co
      pretensje, że czytelnicy Pana nie skorygowali? Oni zachowali się dokładnie tak,
      jak Pan sobie tego życzy od nie-ekspertów w danej dziedzinie - uwierzyli na słowo.
      Porażeni Pana wywodem - jako laicy - łyknęli go bezkrytycznie. Gdyby próbowali
      coś szemrać, mógłby Pan zamknąć im usta tym o czym Pan pisze: siedzcie cicho bo i
      tak się nie znacie. Jeśli zaś ma Pan pretensje do fachowców, że nie skrytykowali
      tych wywodów, cóż, to tylko o nich źle świadczy, a nie o laikach. To, że takie
      fora istnieją, na których produkują się różni maniacy, hobbyści i amatorzy to nic
      groźnego - póki ich wywody nie publikuje się w naukowych lub popularnonaukowych
      pismach ale to nam raczej zupełnie nie grozi.

      Inna sprawa to to, co było tu już wskazywane, mianowicie fragmentaryzacja i
      specjalizacja nauki. Naukowcy wiedzą coraz więcej o coraz węższym wycinku
      rzeczywistości - ktoś złośliwie zauważył, że niedługo będą wiedzieli wszystko o
      niczym. Słusznie Pan zauważa, że obecnie laicy są zupełnie bezradni jeśli chodzi
      o specjalistyczną wiedzę. Co więcej fachowcy w swoich dziedzinach są takimi
      samymi jak laicy ignorantami w innych dziedzinach nauki. Jednak myślę, że nie
      jest aż tak źle - ksiązki znanych fizyków maja takie wzięcie nie tylko dlatego,
      że przedstawiają proste modele rzeczywistości ale jeszcze fizycy lubią sobie
      pofilozofować - a więc łączą różne dziedziny wiedzy. Współpraca kwitnie też na
      innych polach - genetycy z informatykami pracują nad komputerami opartymi na
      kodzie DNA, inżynierowie próbują kopiować niektóre rozwiązania stosowane w
      przyrodzie, a kiedyś logicy i metodolodzy wytknęli biologom błędne koło w
      definiowaniu doboru naturalnego. Także dziedziny wiedzy mogą się przenikać i
      wychodzi to na zdrowie wszystkim. Gdyby zaś traktować to tak rygorystycznie, że
      dopóki ktoś nie przerobi całego materiału z jakiejś dziedziny wiedzy aby w ogóle
      dopuszczono go do głosu, to niedługo wszelkie rozmowy zastąpione zostałyby przez
      monotonne kłótnie specjalistów.
    • Gość: Aga Re: Nauka jako religia - apel IP: *.acnielsen.pl 17.01.02, 19:42
      Drogi Pulbku,

      dla mnie Twoj apel to slowa pocieszenia. Ja jestem akurat fizykiem, ktorego (a
      raczej ktora) zycie rzucilo w inne rejony niz nauka po kilku latach pracy nad
      dosc egzotycznymi zagadnieniami. Musze powiedziec, ze szalenie brak mi w
      obecnym otoczeniu (czyli w zupelnie typowej firmie) dwoch rzeczy

      - krytycznego podejscia do tego co sie slyszy/czyta itd. a takze samemu robi
      - otwartego podejscia do problemow

      Dla mnie nauka to wszelka dzialalnosc, ktora wynika z ciekawosci swiata i ktora
      jednoczesnie dobrowolnie poddaje sie krytyce i weryfikacji. Z tego wynika
      zreszta ze dzialalnosc duzej czesci tak zwanych naukowcow nie jest wcale nauka.

      Niestety nie ucza tego w szkolach, a problemow jak wiadomo najlepiej unikac.

      W kazdym razie raczej ukrywam przed nowymi znajomymi 'niepoprawna' przeszlosc
      (no bo przeciez kazdy normalny czlowiek studiuje dzis zarzadzanie), tylko
      czasem wyda sie, ze wiem jak sie pisze greckie psi, albo cos w tym rodzaju

      A z tym wyznacznikiem to nowy dowcip? :)

      Pozdrawiam

      Aga





    • Gość: Nu! Naukoznawstwo? IP: *.bmj.net.pl 01.02.02, 00:55
      Brakuje mi, prawdę mówiąc, jednej jedynej publikacji, książki bądź artkułu,
      w którym ktoś poważny, ludzkim językiem, krótko, ciekawie ale wyczerpująco
      spróbowałby określić, opisać, wytłumaczyć ludziom nauką się nie zajmujacym samą
      naukę. Co to jest nauka. Co ją cechuje. Co nauką nie jest. Dlaczego nauka jest
      taka jak jest. Jakie są jej kryteria. Dlaczego o czymś można powiedzieć, że
      jest naukowe, a o czymś innym nie, itd. Są z pewnością książki temu
      bliskie. "Społeczne role uczonych" Znanieckiego np. Gardner. Ale przydałoby się
      coś bardziej współczesnego i popularyzatorskiego.... A może ktoś zna taką
      pracę?
      • Gość: Pulbek Re: Naukoznawstwo? IP: *.daimi.au.dk 01.02.02, 10:19
        Gość portalu: Nu! napisał(a):

        > Co to jest nauka. Co ją cechuje. Co nauką nie jest.
        > Dlaczego nauka jest taka jak jest. Jakie są jej
        > kryteria. Dlaczego o czymś można powiedzieć, że
        > jest naukowe, a o czymś innym nie, itd.

        To chyba trudno opowiedziec w dwoch zdaniach, a zdaje sie
        ze prawdziwie satysfakcjonujacej ich odpowiedzi
        filozofowie do tej pory nie znalezli.

        Mi sie kiedys bardzo spodobal artykul "Cargo cult
        science" Richarda Feynmana, chyba najslawniejszego
        popularyzatora fizyki XX wieku.

        wwwcdf.pd.infn.it/~loreti/science.html

        Ale na pewno jest jeszcze mnostwo innych rzeczy do
        przeczytania...

        Pozdrawiam,

        Pulbek.
        • Gość: Nu! Re: Naukoznawstwo? IP: 212.106.134.* 01.02.02, 18:54
          Zaraz sobe wydrukuje.
          Chodzi mi tez o to, że istnieje (po polskiemu) setki różnych broszurek,
          książeczek i książek lepszych i gorszych, popularyzujacych różne temat,
          natomiast nie spotkałem jeszcze choćby broszury, objaśniejającej sama "naukę".
          A przecież byłby to swietny podkład do zajęć w szkołach srednich i
          uniwersytetach. Pewnie znalazłoby sie wielu nauczycieli, którzy chcieliby
          przeprowadzić taka tematyczną lekcję.
          Niby kazdy kierunek studiów ma w programie metodologię swojej specjalności, ale
          watpię, czy mówi się wiecej o nauce jako takiej. Teoretycznie taką rolę pełnią
          logika czy podstawy filozofii, ale to przecież nie to.
          Innym aspektem tej sprawy jest konieczność uwzględnienia szeroko dyscyplin i
          nauk humanistycznych. To zresztą osobny, b. szeroki temat.
          Ale to jest właśnie temat o którym można by pisać / opracować / W każdym razie
          podjąć omówić. A może jednak ktoś coś napisał syntetycznego?????
          • Gość: Aga Re: Naukoznawstwo? IP: 217.8.161.* 12.02.02, 19:43
            Polecam książkę "Skąd wiesz, że to prawda?" - jeszcze niedawno była w
            księgarniach, autora i wydanictwa nie pomnę. Książka w zasadzie przeznaczona
            jest dla dzieci, ale w prosty sposób wykłada zasady "naukowego" podejścia do
            sprawy.

            Poza tym: proponuję ruszenie własnych szarych komórek - no właśnie, skąd wiemy
            że to prawda (np. zjawiska elektromagnetyczne)? Albo co nam każe przypuszczać,
            że to nieprawda? (np. zjawiska parapsychologiczne)? Są też sprawy z pogranicza -
            jeśli słyszymy o odkryciu nowej cząstki elementarnej, to jak formułujemy
            własny pogląd - prawda czy nie?

            Uproszczony dość pogląd mówi, że twierdzenie naukowe to twierdzenie
            sformułowane w sposób pozwalający je obalić w odpowiednio dobranych warunkach.
            Dzięki temu słyszymy czasem o weryfikacji poglądów naukowych - a jakoś nie
            słyszymy o weryfikacji poglądów parapsychologów czy chiromantów.

            W samej zaś definicji twierdzenia mamy ZAŁOŻENIE i TEZĘ. "Twierdzenia
            nienaukowe" (darujcie sprzeczność) na ogół obywają się bez założeń... proszę
            sobie porównać kilka przykładów z dowolnego podręcznika fizyki albo chemii z
            publikacją z działu "nauki ezoteryczne".

            W kazdym razie zanim przejdziemy do spraw naprawdę trudnych - np. co to
            znaczy "istnienie" cząstek elementarnych odkrywanych w ostatnich
            dziesięcioleciach to naprawdę wyzwanie dla filozofów nauki - warto
            przeanalizować zjawiska i prawa dobrze wszystkim znane. Z jakiegoś powodu aby
            przekazać komuś wiadomość na odległość, korzystamy raczej z telefonu, a
            nie "pól parapsychologicznych" czy czegoś jeszcze.

            Pouczająca jest też historia wielkich koncepcji w nauce - jak to się stało, że
            śwait zaakceptował teorię elektromagnetyzmu Maxwella, teorie Einsteina czy
            mechanikę kwantową? Meandry historii nauki pokazują, że to wcale nie jest łatwy
            proces, pełen kroków w tył, zwrotów i niespodziewanych skoków.

            A spuścizna Feynmana jest pełna prawdziwych perełek. Feynman był mistrzem
            krytycznego myślenia - wbrew pozorom uczeni potrafią samych siebie zwodzić na
            manowce, gdy wkraczają na dostatecznie abstrakcyjne obszary. Goraco polecam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka