Dodaj do ulubionych

Moja heroina. 25 lat w nałogu

    • Gość: DK Re: Moja heroina. 25 lat w nałogu IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 03.07.03, 18:44
      Artykuł Macieja Kozłowskiego jest mocny . Jest tak mocny ,że po
      nim płakałam . Bo jest prawdziwy.
      • Gość: Asia Re: Moja heroina. 25 lat w nałogu IP: *.srem.sdi.tpnet.pl 04.07.03, 14:46
        Wiesz co, mi też zakręciła się łezka w oku, chociaż teoretycznie wiem co to
        uzależnienie, ba nawet znam paru narkomanów. Może dotychczas nie spojrzałam na
        nich jak na samą siebie tylko w innych okolicznościach. Przeszyło mnie dziwne
        uczucie bólu. Bólu, który jednak może pomóc, bo jest sygnałem, bodźcem do
        refleksji. Pozdrawiam.
    • Gość: Skiwi Re: Moja heroina. 25 lat w nałogu IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 03.07.03, 18:51
      to artykul,ktory nie wnosi nic do jezyka w jakim mowi sie o
      narkomanii. skurczeni brzydcy ludzie, apatycznie lezacy na
      brudnych lozkach, w brudnych salach...a do tego caly pakiet
      slownictwa, typu: choroba, koszmar, dranstwo, zlo itd. Do tego
      oczywiscie charakterystyczna konstrukcja narratora - czyli
      zly, ktory stal sie dobry, nawrocil sie, a teraz bedzie
      nawracal innych.

      ja dziekuje, ale nie chce czytac wciaz tej samej propagandy,
      stad prosba o nie publikowanie dalaszego ciagu tego tekstu.

      to nie jest tekst, ktory zwraca nasza uwage na narkomanow i ich
      problemy - oni dla nas dalej pozostaja 'obrzydliwymi smutnymi
      wrakami', to zwykla propaganda zaleknionego spoleczenstwa,
      ktore boi sie wypuszczac swoje dzieci na wakacje, bo marihuana,
      klej itd. probuje sie stworzyc wrazenie, ze problemem narkomana
      jest narkomania. narkomania jest problemem spolecznym,
      problemem narkomana jset to, ze bojac sie ze jego swiat
      wartosci,jego potrzeby, sprzeczne z tym na co pozwala
      otaczajacy go spoleczny swiat kultury, zostana w tym swiecie
      unicestwione, chowa sie w nisze (w tzw. srodowskio
      kontrkuturowe - moze nim byc wlasnie srodowisko kompociarzy czy
      brauniarzy), bo tu moze miec swoje miejsce. narkomani nie
      interesuja nas, bo za ta etykietka stoja ludzie, ktorym nie
      podoba sie cos w rzeczywistosci spolecznej w ktorej wygodnie
      sobie zyjemy. nas interesuje tylko jedno - zeby ich wreszcie
      nie bylo!

      nie mamy im nic do zaoferowania poza powiedzeniem: zloz
      samokrytyke, wyznaj swoje winy, swoj grzech i badz juz wreszcie
      grzeczny, bo my jestesmy dla ciebie tacy dobrzy - kupilismy ci
      metadonu, dalismy to brudne lozko w brudnym osrodku, wiec wez
      sie teraz do pracy i rob dla spoleczenstwa ktore sie toba
      brzydzi i toba gardzi.

      kiedy wreszcie powie sie glosno, ze wlasciwym upokorzeniem
      narkomana nie jest to ze lezy we wlasnych wymiotach, tylko to
      jak pomagamy mu zdlawic te czesc jego ja, ktora sprzeciwiala
      sie obowiazujacemu systemowi wartosci, nawet za cene wejscia w
      brzydki i brudny swiat kompociarzy, przyklejajac do niej
      etykietke 'choroba, zlo, koszmar'. dajemy mu w prawdzie marna
      fikcje pod postacia cezury - kiedys cpalem/teraz nie cpam, ale
      sami narkomani ciagle mowia o tym, ze wlasciwie to nie da sie
      calkiem wyjsc z uzaleznienia itd., a zatem nie dajemy
      narkomanowi nowego wizerunku na ktorym jest calkiem wybielony,
      tylko nowy wizerunek z duza czarna plama, kotra nalezy opisac
      jako 'zlo ktore we mnie drzemie i ciagnie mnie w strone tego
      koszmaru'. zmieniamy narkomana w zandarma, ktory musi sie
      ciagle nadzorowac, zeby tylko nie powrocic do ZLEGO. i tak
      wlasnie rozwiazujemy problem, juz nie musi za nim biegac
      policja i panstwo, zeby go tlamsic - robi to sam.

      drastycznie rzecz ujmujac spoleczna polityka wobec narkomanii
      (polityka szeroko rozumiana, nalezy do niej publikowanie przez
      gw takich artykulow jak ten) wyglada tak:
      - aha, nie podoba sie praca 8 godzin, mebloscianka i grill w
      sobote? - lobotomia pomoze!

      trzeba zmienic klimat wokol narkomanii - w spolczenym systemie
      wartosci przyznac narkomanom ludzka godnosc, a nie wciaz
      powielany, tym razem dzieki gw, odrazajacy wizerunek
      lachmaniarza. stanie sie tak kiedy wszyscy przestaniemy udawac,
      ze wspolczujemy narkomanom i chcemy im pomoc, jednoczesnie
      wykopujac ich za drzwi. narkomanie, wroc dopiero jak nie
      bedziesz narkomanem. to znaczy mniej wiecj tyle - narkomanie
      nie wracaj nigdy.

      ps mala uwaga. jedyna ciekawa narracja na temat heroiny
      jest 'heroina' tomasza piatkowskiego + jego wypowiedzi na ten
      temat. wreszcie zaczela sie tam jakas rozsadna rozmowa -
      zamiast straszenia - stwierdzenie, ze heroina jest tak dobra,
      jak nic innego - i to wlasnie jest zagrozeniem, bo chcesz do
      niej wracac, ona bardzo duzo kosztuje, a ciezko jest duzo cpac
      i pracowac jednoczesnie.
      • Gość: asia Re: Moja heroina. 25 lat w nałogu IP: *.icpnet.pl 04.07.03, 11:50
        chcialam tylko powiedziec ze chyba zle zrozumiales tomka piatka
        (a nie piatkowskiego).....
        rzeczywiscie-mowi on iz heroina jest dobra daje szczescie-to do
        ktorego tak dazymy
        jednak problemem nie jest to -jak twierdzisz-ze trudno cpac i
        pracowac jednoczesnie..to by byl totalny bezsens przeciez
        problemem jest to ze skoro ona daje takie szczescie to
        przestaje sie robic cokolwiek-ze swoim zyciem z samym soba
        no bo po co-przeciez jestem szczescliwy!!!!
        heroina daje szczescie ktore moze byc po prostu niebezpieczne!!
        bo calkowite szczescie to brak checi do dzialania to calkowita
        biernosc...dlatego narkomanow nic nie obchodzi...oprocz
        nastepnej dzialki...
        lekture przeczytaj jeszcze raz bardziej wnikliwie rzeczywiscie
        godna uwagi-polecam!!!


        > ps mala uwaga. jedyna ciekawa narracja na temat heroiny
        > jest 'heroina' tomasza piatkowskiego + jego wypowiedzi na ten
        > temat. wreszcie zaczela sie tam jakas rozsadna rozmowa -
        > zamiast straszenia - stwierdzenie, ze heroina jest tak dobra,
        > jak nic innego - i to wlasnie jest zagrozeniem, bo chcesz do
        > niej wracac, ona bardzo duzo kosztuje, a ciezko jest duzo
        cpac
        > i pracowac jednoczesnie.
    • Gość: kika Re: Moja heroina. 25 lat w nałogu IP: *.resetnet.pl 03.07.03, 18:54
      jestem przerażona.w tym przypadku wiemy o pana przeszłości. A
      ilu jest takich lekarzy , którzy niby leczą , a sami mają
      problem.Poczym poznać , że syn trafił do włściwego lekarza.Leczy
      się na depresję, a ja wiem , ze pali trawę.Nie mam na to
      wpływu, przeżywamy dramat.A lekarz mówi ,że on też nie ma na to
      wpływu .Daje leki,i zbiera kasę.To tylko w telewizji wszystko
      pięknie wygląda.Wszyscy gotowi do pomocy piękne rady szukanie
      winnych(oczwiście rodziców)Bzdura nie można liczyć na nikogo.
    • Gość: Skiwi daje lepszy tytul zeby moj tekst nie zginal w tlumie! IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 03.07.03, 19:02
      to artykul,ktory nie wnosi nic do jezyka w jakim mowi sie o
      narkomanii. skurczeni brzydcy ludzie, apatycznie lezacy na
      brudnych lozkach, w brudnych salach...a do tego caly pakiet
      slownictwa, typu: choroba, koszmar, dranstwo, zlo itd. Do tego
      oczywiscie charakterystyczna konstrukcja narratora - czyli
      zly, ktory stal sie dobry, nawrocil sie, a teraz bedzie
      nawracal innych.

      ja dziekuje, ale nie chce czytac wciaz tej samej propagandy,
      stad prosba o nie publikowanie dalaszego ciagu tego tekstu.

      to nie jest tekst, ktory zwraca nasza uwage na narkomanow i ich
      problemy - oni dla nas dalej pozostaja 'obrzydliwymi smutnymi
      wrakami', to zwykla propaganda zaleknionego spoleczenstwa,
      ktore boi sie wypuszczac swoje dzieci na wakacje, bo marihuana,
      klej itd. probuje sie stworzyc wrazenie, ze problemem narkomana
      jest narkomania. narkomania jest problemem spolecznym,
      problemem narkomana jset to, ze bojac sie ze jego swiat
      wartosci,jego potrzeby, sprzeczne z tym na co pozwala
      otaczajacy go spoleczny swiat kultury, zostana w tym swiecie
      unicestwione, chowa sie w nisze (w tzw. srodowskio
      kontrkuturowe - moze nim byc wlasnie srodowisko kompociarzy czy
      brauniarzy), bo tu moze miec swoje miejsce. narkomani nie
      interesuja nas, bo za ta etykietka stoja ludzie, ktorym nie
      podoba sie cos w rzeczywistosci spolecznej w ktorej wygodnie
      sobie zyjemy. nas interesuje tylko jedno - zeby ich wreszcie
      nie bylo!

      nie mamy im nic do zaoferowania poza powiedzeniem: zloz
      samokrytyke, wyznaj swoje winy, swoj grzech i badz juz wreszcie
      grzeczny, bo my jestesmy dla ciebie tacy dobrzy - kupilismy ci
      metadonu, dalismy to brudne lozko w brudnym osrodku, wiec wez
      sie teraz do pracy i rob dla spoleczenstwa ktore sie toba
      brzydzi i toba gardzi.

      kiedy wreszcie powie sie glosno, ze wlasciwym upokorzeniem
      narkomana nie jest to ze lezy we wlasnych wymiotach, tylko to
      jak pomagamy mu zdlawic te czesc jego ja, ktora sprzeciwiala
      sie obowiazujacemu systemowi wartosci, nawet za cene wejscia w
      brzydki i brudny swiat kompociarzy, przyklejajac do niej
      etykietke 'choroba, zlo, koszmar'. dajemy mu w prawdzie marna
      fikcje pod postacia cezury - kiedys cpalem/teraz nie cpam, ale
      sami narkomani ciagle mowia o tym, ze wlasciwie to nie da sie
      calkiem wyjsc z uzaleznienia itd., a zatem nie dajemy
      narkomanowi nowego wizerunku na ktorym jest calkiem wybielony,
      tylko nowy wizerunek z duza czarna plama, kotra nalezy opisac
      jako 'zlo ktore we mnie drzemie i ciagnie mnie w strone tego
      koszmaru'. zmieniamy narkomana w zandarma, ktory musi sie
      ciagle nadzorowac, zeby tylko nie powrocic do ZLEGO. i tak
      wlasnie rozwiazujemy problem, juz nie musi za nim biegac
      policja i panstwo, zeby go tlamsic - robi to sam.

      drastycznie rzecz ujmujac spoleczna polityka wobec narkomanii
      (polityka szeroko rozumiana, nalezy do niej publikowanie przez
      gw takich artykulow jak ten) wyglada tak:
      - aha, nie podoba sie praca 8 godzin, mebloscianka i grill w
      sobote? - lobotomia pomoze!

      trzeba zmienic klimat wokol narkomanii - w spolczenym systemie
      wartosci przyznac narkomanom ludzka godnosc, a nie wciaz
      powielany, tym razem dzieki gw, odrazajacy wizerunek
      lachmaniarza. stanie sie tak kiedy wszyscy przestaniemy udawac,
      ze wspolczujemy narkomanom i chcemy im pomoc, jednoczesnie
      wykopujac ich za drzwi. narkomanie, wroc dopiero jak nie
      bedziesz narkomanem. to znaczy mniej wiecj tyle - narkomanie
      nie wracaj nigdy.

      • Gość: ali Re: daje lepszy tytul zeby moj tekst nie zginal w IP: *.dtvk.tpnet.pl 03.07.03, 19:42
        Gość portalu: Skiwi napisał(a):


        > trzeba zmienic klimat wokol narkomanii - w spolczenym systemie
        > wartosci przyznac narkomanom ludzka godnosc, a nie wciaz
        > powielany, tym razem dzieki gw, odrazajacy wizerunek
        > lachmaniarza. stanie sie tak kiedy wszyscy przestaniemy
        udawac,
        > ze wspolczujemy narkomanom i chcemy im pomoc, jednoczesnie
        > wykopujac ich za drzwi. narkomanie, wroc dopiero jak nie
        > bedziesz narkomanem. to znaczy mniej wiecj tyle - narkomanie
        > nie wracaj nigdy.
        >

        Kwintesencja całej twojej wypowiedzi tkwi w powyższym
        fragmencie.
        Oto złe społeczeństwo wmawia narkomanom, że są brudni i chodzą w
        łachmanach. Wystarczy powiedzieć: "panie narkomanie jestem
        dumny, że pana widzę" albo "narkomania - to brzmi dumnie" a
        wszyscy uzależnieni podniosą się z zasikanych kątów na dworcach
        i śmietnikach, otrzepią się i z uśmiechem na twarzach ruszą
        budować lepsze jutro.

        Jest to wypowiedź kogoś kto zupełnie nie zrozumiał tego co w
        artykule najistotniejsze. To nie społeczeństwo powoduje, że ktoś
        staje się narkomanem. Najczęściej decyduje zbieg okoliczności,
        przypadek, najbliższe otoczenie. To nie frustracja ani dylematy
        egzystencjalne ale zwykła ciekawość powodują że ludzie sięgają
        po narkotyki. Przypadek Macieja dobitnie pokazuje, że narkomanem
        może stać się każdy pod wpływem chwilowej głupoty, utraty
        kontroli nad sobą (dzika zabawa i chwila szaleństwa)i złudnego
        przekonania o znajomości samego siebie.
        • nhesterr Re: daje lepszy tytul zeby moj tekst nie zginal w 03.07.03, 20:58
          fakt. nie sposobów, by uchronić dziecko przed
          spróbowaniem, chyba że wyeliminujemy narkotyki z obiegu.
          ale to już chyba sfera marzeń. niezależnie, czy młody
          człowiek jest inywidualistą, czy też identyfikuje się z
          jakąś subqlturą, jest zawsze narażony. jedna impreza,
          albo nowy związek, chwila słabości i proszę. niektórzy
          potrafią się przed tym chronić. a dla innych pierwszym
          schodkiem są papierosy w pierwszej klasie liceum.
          i tylko początki są różne. moje doświadczenia z
          amfetaminą były początkowe całkiem inne. dopiero potem
          pojawiają się mechanizmy wspólne dla wszystkich innych
          narkotyków. a w pewnym momencie artyqłu zaczełem czytać o
          samym sobie. fakt, jest subiektywny, czasami tendencyjny.
          ale przynajmniej głośno mówi o czymś ważnym. Mówi.
        • Gość: Skiwi Re: daje lepszy tytul zeby moj tekst nie zginal w IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 04.07.03, 13:04
          > > trzeba zmienic klimat wokol narkomanii - w spolczenym systemie
          > > wartosci przyznac narkomanom ludzka godnosc, a nie wciaz
          > > powielany, tym razem dzieki gw, odrazajacy wizerunek
          > > lachmaniarza. stanie sie tak kiedy wszyscy przestaniemy
          > udawac,
          > > ze wspolczujemy narkomanom i chcemy im pomoc, jednoczesnie
          > > wykopujac ich za drzwi. narkomanie, wroc dopiero jak nie
          > > bedziesz narkomanem. to znaczy mniej wiecj tyle - narkomanie
          > > nie wracaj nigdy.
          > >
          >
          > Kwintesencja całej twojej wypowiedzi tkwi w powyższym
          > fragmencie.
          > Oto złe społeczeństwo wmawia narkomanom, że są brudni i chodzą w
          > łachmanach. Wystarczy powiedzieć: "panie narkomanie jestem
          > dumny, że pana widzę" albo "narkomania - to brzmi dumnie" a
          > wszyscy uzależnieni podniosą się z zasikanych kątów na dworcach
          > i śmietnikach, otrzepią się i z uśmiechem na twarzach ruszą
          > budować lepsze jutro.

          tego o podnoszeniu sie z katow i budowaniu jutra nie komentuje, bo nic na ten
          temat nie pisalem i to nie moja wizja.

          co do zlego spoleczenstwa, to pytanie brzmi: zle dla kogo?
          moja intencja jest tylko zwrocenie uwagi na laczace sie z tak gloryfikowana
          dzialalnoscia pt. 'zwalczanie narkomanii' okrucienstwo. bo przeciez w imie
          zachowania w w zdrowiu reszty spoleczenstwa, wyrzucamy ze spolecznosci ludzi
          ktorzy uzywaja narkotykow - poprzez penalizacje ich posiadania i obrotu nimi -
          spychamy ich na margines, i wykorzystujemy ich wizerunki do odstraszania od
          brania narkotykow - redukujemy ich do zlych przykladow, strachow na wroble. to
          moralne okrucienstwo jest przysloniete okrucienstwem bardziej namacalnym,
          mozna powiedziec - fizycznym, z ktorego zdaje sie dumnych jest wielu
          terapeutow - chodzi o terapeutyczne wykopywanie za drzwi, doktryne 'nie
          cackania sie' z narkomanami, oboz koncentracyjny - monar itp.

          i nie usprawiedliwia tego zalozenie, ze branie narkotykow jest zle, bo
          przeciez dokonujemy czegos podobnego do ewangelizacji przemoca - wiec
          pozostaje pytanie czy mozna kogos nawracac sila. w przypadku osob bioracych
          narkotyki to nawracanie odbywa sie przy wykorzystaniu zagrozenia karami
          wiezienia i przymusowej sytuacji uzaleznionego konsumenta.
          i nawet jesli uwazamy, ze jest to smutna rzeczywistosc zycia spolecznego,
          ktora jest dla niego nieodzowna, to nie zapominajmy, ze odbywa sie to z
          towarzyszeniem cierpienia tych ktorzy sa ze spoleczenstwa, wyrzucani - tych z
          posrod nas ktorzy biora narkotyki.

          oczywiscie ktos moze powiedziec - przeciez nimi trzeba potrzasnac, bo inaczej
          umra, oni sa niepoczytalni, nie moga swiadomie kierowac swoim zyciem, kiedy
          skonczy sie terapia z pewnoscia sami podziekuja. zwracam tylko uwage -
          wszystkie te argumenty sa fikcyjne - w tym sensie, ze niektore sa zwyklym
          gdybaniem, ze statystycznym zapleczem - przeciez o zadnym narkomanie nie
          mozemy powiedziec z pewnoscia, ze umrze jesli sie nie bedzie leczyl, i ze
          bedzie zadowolony i podziekuje za to co z nim robiono kiedy ledwo stal na
          nogach. jasne - wielu dziekowalo - swietnie o tym akurat wiemy, bo pokazuje
          tego duzo w telewizji, ale z tego nie wynika nic na przyszlosc, nic co
          pozwoliloby samo w sobie wziac odpowiedzialnosc ze zycie innego narkomana.
          wydaje mi sie wazne, aby powiedziec, ze jestesmy zalewani propaganda,
          dmagogicznym wykorzystywaniem cierpien narkomanow i ich rodzin, bajkami o
          pomaganiu tym ktorzy pozniej to docenia, ale wszystkie te 'dworce
          zoo', 'pamietniki barbary rosiek' itd. sa mniej drastyczne niz prawda, ze
          chodzi nam tylko o zrealizowanie celu jakim jest zniszczenie narkomanii, i do
          celu tego dazymy z cala bezwzglednoscia i okrucienstwem. mysle, ze czujemy, ze
          za slowem narkomania kryje sie jakis dramat, ale zaraz przypominamy sobie - no
          tak, to co jest straszne to to ze narkomani maja skurcze przez tydzien, a nie
          dokonywana na naszych oczach eliminacja grupy ludzi ze spoleczenstwa.
          propaganda dziala.

          czy caly ten proces jest w porzadku? niech kazdy sam oceni.

          > Jest to wypowiedź kogoś kto zupełnie nie zrozumiał tego co w
          > artykule najistotniejsze. To nie społeczeństwo powoduje, że ktoś
          > staje się narkomanem. Najczęściej decyduje zbieg okoliczności,
          > przypadek, najbliższe otoczenie. To nie frustracja ani dylematy
          > egzystencjalne ale zwykła ciekawość powodują że ludzie sięgają
          > po narkotyki. Przypadek Macieja dobitnie pokazuje, że narkomanem
          > może stać się każdy pod wpływem chwilowej głupoty, utraty
          > kontroli nad sobą (dzika zabawa i chwila szaleństwa)i złudnego
          > przekonania o znajomości samego siebie.

          nie wiem co powoduje ze ludzie siegaja po narkotyki. trzeba by kazdego spytac.
          wazne jest to jak traktujemy tych ktorzy to robia, z takich czy innych
          przyczyn.

          elo, elo.
      • Gość: agava Daję inny tytuł: PROSZĘ O RADĘ IP: *.chomiczowka.net.pl 03.07.03, 21:40
        Klimat wokół naromanii jest zmieniony w Holandii. Tam lekko
        najarani rozbijają się na swoich rowerach. I nic by mi to nie
        przeszkadzało.

        Nic. Gdyby nie błagalny głos mojego chłopaka, który dzwoni do
        kolejnego dilera, bo tak się zdarzyło, że dwaj poprzedni tego
        wieczoru nie mogli mu nic podrzucić.

        On nie jest uzależniony. Tak twierdzi. Ma bardzo dobrą pracę
        rodzinę, znajomi go uwielbiają. Ale ten błagalny ton głosu
        mówi najwiecej.

        On pali trawę kilka razy dziennie. Jest wtedy fajnie
        rozluźniony, gadamy, puszczamy wodze fantazji. Znajomi, którzy z
        nim palą, dostają śmiechawek, zachowują się jaka ujarane dzieci.
        A on po prostu czuje się dobrze.

        Boję się, że na tym się nie skończy. Czy to jest uzależnienie?
        Proszę o radę.
        • Gość: rs Re: Daję inny tytuł: PROSZĘ O RADĘ IP: 217.153.90.* 04.07.03, 10:08
          Uważaj, zresztą sama chyba wiesz co się święci. Mój chłopak był alkoholikiem -
          też fajnie czuł się po piwie, tylko nie po 1, a po 4, czy 6 kufelkach. Nie mógł
          wytrzymać bez "wspomagacza". I nie dawał sobie przetłumaczyć, że to nałóg.
      • opad_k Mylisz się; autorowi tekstu daleko do propagandy 04.07.03, 14:57
        Przywrócić godność dla narkomana? Tak? to takie ludzkie. Oczywiście wydaje to się oczywiste. Narkomania to choroba, ciężka choroba? Chyba każdy narkoman po pewnym czasie chce wyjść. Jeżeli chce przestać to zbrodnią byłoby pogardliwe go traktowanie. Jednak to nie jest takie oczywiste? takie proste. Oczywiście dla narkomana łatwiej by było gdyby traktowany byłby ze zrozumieniem? łatwiej? ale ćpać dalej. Opór w stosunku do jego nałogu w rodzinie, pracy, środowisku znacznie mu komplikuje sprawę. Narkotyk zmienia straszliwie psychikę. Człowiek jak go złapie przestaje być człowiekiem? czującym, myślącym? staje się zwierzęciem mającym na celu zaspokojenie głodu. W czasie kariery NISZCZY bliskie mu osoby. Walka człowieka uzależnionego z własną psychiką jest niezwykle ciężka. Narkoman jest świadomy zła jakie wyrządza?słyszy się krzyk sumienia obiecuje, jednak druga natura jest coraz silniejsza. Głaskanie osłabia chęć wyjścia, pomóc może tylko na początku drogi. Podłość jest wpisana w jego naturę tego nałogu. Aby przestać brać oraz co zresztą jest znacznie trudniejsze wytrwać w tym trzeba niezwykle silnego uderzenia. Co do stereotypu łachmaniarza z dworca to nie jest on już tak aktualny. Przeciwnie taj jak chciałeś staje się bardziej ludzki. Zmiana wizerunku nic nie daje, wręcz przeciwnie. Obecnie na rynku jest masa różnych narkotyków. Niektóre można brać latami, pracować a nawet odnosić sukcesy i przez dłuższy czas skutecznie ukrywać nałóg. Nerwowość, zmiany osobowości, problemy ze zdrowiem czy inne widoczne symptomy zawsze można jakoś zgrabnie wytłumaczyć. Zdemaskowanie ćpuna poprzez niezdolność do utrzymania się w społeczeństwie przychodzi późno? bardzo późno. Do tego czasu jest ok. Nawet osoby z otoczenia ukrytego narkomana np.; jego znajomi, którzy coś tam wiedzą to dostrzegają nie kloszarda z dwora ale aktywną radzącą sobie w społeczeństwie osobę. Są zaniepokojeni, ale przecież ta osoba długo sobie z tym radzi, daleko jej do truposza z dworca. Dają przez to dodatkowy oddech nałogowi, czas na wzmocnienie poprzez jeszcze głębszą penetracją osobowości. Aby pomóc u osoby uzależnionej pokonać bestię trzeba walczyć jej metodami. Szacunek dla narkomana jest niezbędny ale po wyjściu z otchłani? on wtedy bardzo potrzebuje. Tu należy zmienić podejście, tu należy głaskać, tu się zgadzamy. Społeczeństwo nie zdaje sobie sprawy, że ten często pogardzany ćpun, przeszedł straszliwą drogę. Czysty narkoman ciągle musi tracić energię na walkę. Otoczenie nie zdaje sobie z tego sprawy. Oni chcą widzieć byłego narkomana, który gaśnie przy blasku ich dziewiczej czystości. Głupcy nie zdają sobie sprawy z trwającego ciągle cierpienia i wysiłku. Uważają się za silnych chociaż nigdy nie walczyli. Trzeźwy narkoman wie, że większość z tych dumnych idiotów padła by. Rodzi się przepaść, obcość? i często?
        Narkomania to okrutna choroba. Nie wolno jej oswajać przypinając ludzką twarz. Durną i modną polityką bezgranicznej TOLERANCJI, tylko się zwiększy liczbę ofiar wśród tych co są już oraz także zmniejszy opór wśród tych co chcą spróbować. Narkomania jest czarna a nie jak niektórzy próbują sobie i innym wmówić, że jest szara w zależności od człowieka.
        Pozdrawiam.
        • opad_k Re: Mylisz się; autorowi tekstu daleko do propaga 04.07.03, 15:03
          Sprawa techniczna. Duża liczba pytajników (?) nie oznaczają rozpaczliwych pytań, list pisałem w Word-ie który użyte ... potraktował jako znak ?
        • Gość: Skiwi Re: Mylisz się; autorowi tekstu daleko do propaga IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 04.07.03, 19:31
          > Durną i modną polityką bezgranicznej TOLERANCJI, tylko się zwiększy liczbę
          ofia
          > r wśród tych co są już oraz także zmniejszy opór wśród tych co chcą
          spróbować.
          > Narkomania jest czarna a nie jak niektórzy próbują sobie i innym wmówić, że
          jes
          > t szara w zależności od człowieka.

          otoz widzisz, nie wiem co rozumiesz przez polityke tolerancji, ja w kazdym
          badz razie uwazam, ze nalezy pozwolic ludziom o innym swiatopogladzie zyc
          zgodnie z ich systemem wartosci, a nie, ze nalezy pozwolic ludziom o
          swiatopogladzie ktory nam (wiekszosci) sie podoba zyc zgodnie z ich systemem
          wartosci.
          ja nie wiem co tu mozna wmawiac - obiektywna prawda jest, ze jedni uwazaja, ze
          branie narkotykow jest dobre, inni (wiekszosc) ze zle. o tym co stanowi w tym
          przedmiocie prawo, rozstrzyga wiekszosc. nie chodzi o to zeby rozmywac
          wartosciowanie moralne, czyli jak napisales - robic z biale czy czarnego szare,
          chodzi o to zeby wiekszosc ktora uwaza, ze zachowanie x jest zle, pozwolila
          praktykowac zachowanie x mniejszosci ktora uwaza ze jest dobre. oczywiscie
          zachowanie x nie moze wkraczac w sfere praw i wolnosci osob trzecich.
          • Gość: karol Re: Mylisz się; autorowi tekstu daleko do propaga IP: *.dhcp212-198-174.noos.fr 04.07.03, 21:27

            > otoz widzisz, nie wiem co rozumiesz przez polityke
            tolerancji, ja w kazdym
            > badz razie uwazam, ze nalezy pozwolic ludziom o innym
            swiatopogladzie zyc
            > zgodnie z ich systemem wartosci, a nie, ze nalezy pozwolic
            ludziom o
            > swiatopogladzie ktory nam (wiekszosci) sie podoba zyc zgodnie
            z ich systemem
            > wartosci.
            > ja nie wiem co tu mozna wmawiac - obiektywna prawda jest, ze
            jedni uwazaja, ze
            > branie narkotykow jest dobre, inni (wiekszosc) ze zle. o tym
            co stanowi w tym
            > przedmiocie prawo, rozstrzyga wiekszosc. nie chodzi o to zeby
            rozmywac
            > wartosciowanie moralne, czyli jak napisales - robic z biale
            czy czarnego szare,
            > chodzi o to zeby wiekszosc ktora uwaza, ze zachowanie x jest
            zle, pozwolila
            > praktykowac zachowanie x mniejszosci ktora uwaza ze jest
            dobre. oczywiscie
            > zachowanie x nie moze wkraczac w sfere praw i wolnosci osob
            trzecich.


            sory, chyba sam bierzesz i juz nic nie czaisz ....
            jakim cholernym cudem chcesz aby to zachowanie x-czyli czyjas
            narkomania, nie wchodzila w sfere praw i wolnosci osob trzecich?
            predzej czy pozniej ta osoba zrobi wszystko zeby miec dzialke,
            lacznie z oszukiwaniem rodziny i najblizszych, jak to opisal
            Kozlowski
            krytykujesz ich zejscie w marines, peletanie sie po dworcach
            ect, dobra ok kazdy widzi ze trudno to nawet nazwac
            egzystencja, nic w tym odkrywczego ale co proponujesz w zamian?
            generalnie chyba jestes za legalizacja opiatow, nie bede
            polemizowac bo nie ma po co...
            wybacz ale twoja wypowiedz sie w ogule kupy nie trzyma, takiego
            raju na ziemi o jakim chyba marzysz w postaci darmowej dzialki
            dla kazdego zglodnialezgo nie ma i mam nadzieje nie bedzie..
            pozdrawiam
            • Gość: Skiwi Re: Mylisz się; autorowi tekstu daleko do propaga IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 05.07.03, 15:28

              > sory, chyba sam bierzesz i juz nic nie czaisz ....
              > jakim cholernym cudem chcesz aby to zachowanie x-czyli czyjas
              > narkomania, nie wchodzila w sfere praw i wolnosci osob trzecich?
              > predzej czy pozniej ta osoba zrobi wszystko zeby miec dzialke,
              > lacznie z oszukiwaniem rodziny i najblizszych, jak to opisal
              > Kozlowski

              oszukiwaniem najblizszych to akurat chyba panstwo sie nie interesuje.
              to ze bycie uzaleznionym moze prowadzic do popelniania przestepstw, nie
              powinno byc kryterium oceny samego brania narkotykow (jak juz wspominalem -
              wiele przestepstw jest popelnianych po uzyciu alkoholu). jezeli popelnienie
              przestepstwa nie jest nieuchronna konsekwencja zazycia narkotyku (a nie jest)
              to nie istnieje miedzy tymi dwoma faktami zwiazek przyczynowy, jaki za istotny
              uznaje prawo karne.

              > krytykujesz ich zejscie w marines, peletanie sie po dworcach
              > ect, dobra ok kazdy widzi ze trudno to nawet nazwac
              > egzystencja, nic w tym odkrywczego ale co proponujesz w zamian?
              > generalnie chyba jestes za legalizacja opiatow, nie bede
              > polemizowac bo nie ma po co...

              owszem jestem za reglamentowana dystrybucja opiatow przez panastwo - tak jak
              to jest o 92 roku w zurychu, a od 94 w calej szwajcarii. tam polityka redukcji
              szkod przynosi efekty w postaci poprawy jakosci zycia narkomanow, a nawet
              zmniejszenia rozmiarow zjawiska narkomanii.
              chcialbym zauwazyc ze nie ma po co polemizowac tylko z pogladami takimi samymi
              jakich sie broni, bo jest bez sensu. tu jest odwrotnie.


              a konczac, to moze wypierdalac ze swoimi pozdrowieniami. w pierwszym zdaniu
              mnie obrazasz, w ostatnim pozdrawiasz. nie potrzebuje takiej zyczliwosci.
      • Gość: mayam Re: daje lepszy tytul zeby moj tekst nie zginal w IP: *.icpnet.pl 06.07.03, 17:02
        Gość portalu: Skiwi napisał(a):

        > to artykul,ktory nie wnosi nic do jezyka w jakim mowi sie o
        > narkomanii. skurczeni brzydcy ludzie, apatycznie lezacy na
        > brudnych lozkach, w brudnych salach...a do tego caly pakiet
        > slownictwa, typu: choroba, koszmar, dranstwo, zlo itd. Do tego
        > oczywiscie charakterystyczna konstrukcja narratora - czyli
        > zly, ktory stal sie dobry, nawrocil sie, a teraz bedzie
        > nawracal innych.

        proponuje bardziej przystepna estetycznie wersje: mlodzi, piekni, zywotni,
        pelni wigoru ludzie w przyjemnych wnetrzach i do tego caly pakiet slownictwa:
        uniesienie, ulga, wybawienie, ekstaza, euforia. mysle, ze to zadowoli
        malkontentow.

        > ja dziekuje, ale nie chce czytac wciaz tej samej propagandy,
        > stad prosba o nie publikowanie dalaszego ciagu tego tekstu.

        a kto cie zmusza? zamknij gazete i tyle. a najlepiej w ogole jej nie kupuj.


        > jest narkomania. narkomania jest problemem spolecznym,
        > problemem narkomana jset to, ze bojac sie ze jego swiat
        > wartosci,jego potrzeby, sprzeczne z tym na co pozwala
        > otaczajacy go spoleczny swiat kultury, zostana w tym swiecie
        > unicestwione, chowa sie w nisze (w tzw. srodowskio
        > kontrkuturowe - moze nim byc wlasnie srodowisko kompociarzy czy
        > brauniarzy), bo tu moze miec swoje miejsce. narkomani nie
        > interesuja nas, bo za ta etykietka stoja ludzie, ktorym nie
        > podoba sie cos w rzeczywistosci spolecznej w ktorej wygodnie
        > sobie zyjemy. nas interesuje tylko jedno - zeby ich wreszcie
        > nie bylo!

        czyli narkomani to ci, ktorzy polegli w walce z owladnietym marazmem, obludnym,
        filisterskim spoleczenstwem? ahaaaa.. choc szczerze mowiac wolalabym
        skuteczniejsze i bardziej konstruktywne formy kontestacji. czy wierzysz, ze
        cpanie moze prowadzic do zmiany swiata na lepsze? dzieki za recepte.

    • Gość: pulpet GRATULUJE!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.07.03, 19:23
      Na samym początku gratuluję redakcji za wydrukowanie tego
      artykółu.Zaraz potem Fotografowi za świetne zadjęcia(to ze
      słuchawkami i stołem jest mistrz) i największe gratulacje dla
      Doktora!!!
      to niesamowite przeczytałam go rano i nadal jestem pod
      wrazeniem:tego co doktor przeżył,tego co napisał i jak to napisał
      Jestem pełna podziwu!Mam nadzieję, że zycie nadal bedzie
      zaskakiwało tylko w ten pozytywny sposób, a nawet jak zdarzy sie
      negatywnie to mam nadzieję ze Doktor bedzie mial siłę- o ktora
      tak trudno!!!Mam nadziję, że doktor sie nie złamie!tak dużo osób
      teraz trzyma za niego kciuki!Nie warto nas zawieść!(chociaż się
      nie znamy, Znamy Doktora historie co pozwala nam wierzyc ze tym
      razem!nie bedzie nastepnego razu!)

      Mocno pozdrawiam
      • Gość: Ja marihuana wspaniala, wodka jest SYF !!! IP: *.ght.iadfw.net 03.07.03, 21:45
        Marihuana jest wspaniala - powinna byc legalna tak jak w krajach bardziej
        rozwinietych kulturalnie (i medycznie).

        Wodka i papierosy powinny byc zakazane. A szczegolnie wodka !
        • Gość: jazzmix Re: marihuana jest oki IP: *.icpnet.pl 05.07.03, 16:10
          kolejna umoralniająca historyjka.
          palę regularnie marihuanę.
          wydaje miesięcznie ok. 150 zł.
          kupuje "piątkę"-tzn 5 gram bardzo dobrego skuna.
          mam 30 lat. palę od lat 8 dla przyjemności.
          prowadzę normalne życie. pracuje itp.
          zaczynałem od amfetaminy i lsd[efekt schodów?]
          nigdy nie używałem heroiny, chociaż zachęcano mnie nie raz [brown sugar].
          i tyle.
          • Gość: Jan K. Re: marihuana - droga do schizofrenii IP: *.asm.bellsouth.net 06.07.03, 00:07
            www.abc.net.au/catalyst/stories/s777336.htm
            lub do bipolar disease...
            Jan K.

            Gość portalu: jazzmix napisał(a):

            > kolejna umoralniająca historyjka.
            > palę regularnie marihuanę.
            > wydaje miesięcznie ok. 150 zł.
            > kupuje "piątkę"-tzn 5 gram bardzo dobrego skuna.
            > mam 30 lat. palę od lat 8 dla przyjemności.
            > prowadzę normalne życie. pracuje itp.
            > zaczynałem od amfetaminy i lsd[efekt schodów?]
            > nigdy nie używałem heroiny, chociaż zachęcano mnie nie raz [brown sugar].
            > i tyle.
            >
            • Gość: Skiwi Re: marihuana - droga do schizofrenii IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 06.07.03, 13:20
              href="www.abc.net.au/catalyst/stories/s777336.htm"target=
              "_blank">www.abc.net.au/catalyst/stories/s777336.htm</a>
              > lub do bipolar disease...
              > Jan K.

              nie mozna powiedziec ze marijuana jest przyczyna schizofrenii.
              wszystko co zauwazono do tej pory w drodze badan naukowych,
              to ze uzytkowanie marijuany i bycie schizofrenikiem
              wspolwystepowalo w ilus tam przypadkach.
              jakis lekarz z anglii podniosl rwetes, ze mj powoduje
              schizofrenie, ale badzmy ostrozni w ostatecznych sadach. trzeba
              pamietac, ze w debacie o mj - bardzo latwo jest forsowac sady
              anty, wiec duzo bajek wyplywa na powierzchnie (wciaz po niej
              plywa bajka o efekcie schodow - choc zdyskredytowana w licznych
              raportach naukowych m.in. slynnym raporcie WHO porownujacym
              szkodliwosc uzywek).
      • Gość: matul Re: GRATULUJE!!! IP: 211.233.21.* 03.07.03, 21:56
        Jedna z najlepszych opowieści o dragach jaką czytałem.Bardzo prawdziwa.Ma też
        wielką zaletę w przeciwieństwie do innych tego typu opowieści.
        Na początek przeczytałem "Dzieci z dworca zoo" - wczesne lata 80 w "Gazecie
        młodych"-wiedziałem,że powoli mnie to przyciąga.Potem Castaneda,juz w tym
        siedziałem ale do trawy, haszyszu i pigułek doszły kwasy i pierwszy raz dałem
        sobie w kanał,towar był kiepski i więcej nie chciało mi się z kompotu....
        to było 18 lat temu....Potem Krasnodębski "Odwyk".Od paru lat,raz na parę
        miesięcy mocno wciągam do nosa i "wydaje mi się" ,że nad tym
        panuję.Przeczytałem "Heroinę" Piątka,a wizja szczęścia zawładnęła moim starym(?)
        37 letnim łbem.Trzymam się jednak mocno ale uświadomiłem sobie właśnie jak
        bardzo mocno muszę się trzymać i jak bardzo w mojej głowie tkwi chęć poznania...
        TA OPOWIEŚĆ MA WIELKĄ PRZEWAGĘ NAD INNYMI...PO JEJ PRZECZYTANIU NIE CHCE SIĘ
        SPRÓBOWAĆ!!!
        Nie wiem czy to ma dla pana,panie Maćku jakiekolwiek znaczenie,ale swoją
        opowieścią uratował pan wielu ludzi stojących w kolejce po udrękę.
        Nie zrzucam winy za moje błedy na nikogo z autorów tych innych opowieści.Ja po
        prostu jestem jednym z tych którzy są słabi...
        Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę jak wielu ludzi ciągnie amfę i koks.W
        weekendy,na imprezach w pracy w domu..ilu małolatów zabawia się w białko na
        dyskotekach.
        DZIĘKUJĘ PANU za tą opowieść!Moja chęć na poznanie "szczęścia"ogromnie się
        stępiła i mam nadzieję,że już nigdy nie powróci.

    • Gość: reksio Powodzenia, IP: *.elartnet.pl 03.07.03, 21:48
      doktorze!
    • Gość: KONIECZNY KONIECZNIE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.07.03, 21:53
      JEDYNYM I WŁAŚCIWYM RATUNKIEM...JEST TYLKO...JESDYNA DAJACA
      SENS...ODPOWIADAJACA NA WSZYSTKIE PYTANIA NARKUSKOW...JOGA I
      MOWIE POWAZNIE!!!MNIE WYCIAGNELA I WAS MOZE WARTO SPOROBOWAC
      NICNIE TRACICIE!!!
    • Gość: konfacela Re: Moja heroina. 25 lat w nałogu IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.07.03, 22:04
      Miałam dużą szansę na powtórzenie podobnej drogi. Też jestem lekarką i na
      początku swojej pracy w szpitalu po prostu wyniosłam kilka ampułek. Moje
      wcześniejsze doświadczenia z miękkimi narkotykami były sporadyczne, w
      okolicznościach towarzyskich i szczerze mówiąc rozczarowujące - spodziewałam
      się czegoś więcej. A ciekawska byłam strasznie. Zrobiłam sobie ten pierwszy
      zastrzyk po spotkaniu z mężczyzną, w którym byłam nieprzytomnie zakochana -
      chciałam maksymalnie spotęgować uczucie szczęścia, które wtedy przeżywałam.
      Było super!!! Niesamowite, fantastyczne doznanie. Najdziwniejsze i
      najcudowniejsze ze wszystkiego jest to, że nigdy więcej nie miałam ochoty tego
      powtórzyć. Zaspokoiłam ciekawość i na tym moja przygoda z narkotykami się
      skończyła. Nawet nie wiem, co się stało z tymi pozostałymi ampułkami, odnisłam
      je, czy wyrzuciła, nie pamiętam. Miałam je w każdym razie dość długo... i nic.
      Od wielu lat mam bardzo łatwy dostęp do narkotyków. Właściwie dopiero dziś
      sobie to uświadomiłam. Nie piszę tego po to, by dowodzić, że można się w to
      bezpiecznie bawić, a tylko "słabi", "podatni" czy "obciążeni genetycznie"
      wpadają. Kiedy teraz myślę, jaką byłam idiotką i jakie miałam niebywałe,
      niezasłużone szczęście w życiu, to mi się robi na przemian zimno i gorąco. A
      całkiem lodowato mi się robi, gdy sobie uprzytamniam, jak byłam blisko, jakie
      to było łatwe. Bo przecież nie byłam wciągnięta w miękkie n., nie miałam
      towarzystwa, w którym miałabym oparcie w swoich eksperymentach, nie byłam pod
      żadną presją. A dziś mam córkę, która jest troszkę młodsza ode mni wtedy kiedy
      to zrobiłam i chociaż nigdy jej nie okłamuję, to gdyby mnie spytała, czy
      próbowałam, chyba bym skłamała. Nie wiem. Biję się z myślami. Boję się, że ten
      moment kiedyś przyjdzie, bo pyta mnie o wiele osobistych rzeczy. Gdzieś
      przeczytałam, że nikt normalny nie wyskakuje z X piętra, żeby zobaczyć jak to
      jest. A jednak ja to zrobiłam.
      Maciek, podziwiam cię, że walczysz. To bardzo mądre, co napisałeś o
      konieczności indywidualnego traktowania każdej takiej sprawy. W ogóle algorytmy
      w medycynie, jak i w całym życiu, to trochę tak, jak gramatyka w nauce języka.
      Człowiek się jej uczy, ale potem zapomina, po prostu używa. A jeśli chce być
      czymś więcej, niż zwykłym użytkownikiem słów - artystą, na przykład poetą, to
      musi umieć poza nią wykroczyć. W medycynie też można być artystą. Ty chyba
      jesteś. Trzymaj się.
    • Gość: E alkohol to też narkotyk - wprowadzić prohibicje ?? IP: *.spm.pl 03.07.03, 22:11
      Dlaczego nikt z ludzi którzy potępiają narkotyki nie wezwie do
      delegalizacji alkohlou, przecież to też substacja
      psychoaktywna.Potępianie marihuany w Polsce w kraju milionów
      pianych ludzi to czysta hipokryzja.Alkohol powoduje najwięcej
      społecznych strat poczynając od wypadków samochodowych na
      morderstwach spowodowancych pod jego wpływem kończąć. Alkohol
      jest pierwszą substacją z którą stykają się wszyscy narkomani i
      to przez niego sięgają po cięższe narkotyki.
      • Gość: dd Re: alkohol to też narkotyk - wprowadzić prohibic IP: serwer:* / 192.168.1.* 03.07.03, 23:34
        To proste, alkohol zbyt głęboko siedzi w naszej kulturze by
        można było go tak łatwo zdelegalizować. Podobnie jak papierosy.
        Wprowadzić narkotyk do kultury jest bardzo łatwo, bo ludzie
        chętnie sięgają po każde gówno, które sprawi im przyjemność,
        póżniej koszty społeczne wycofania się są zbyt duże. I dlatego
        kretyństwem jest walka o legalizację marihuany - wystarczy
        kłopotów z nikotyną i alkoholem.
      • Gość: Invictus Re: alkohol to też narkotyk - wprowadzić prohibic IP: *.jelcz-laskowice.sdi.tpnet.pl 04.07.03, 00:41
        To jeszcze za jednym zamachem zdelegalizować kawe (kofeina), herbate (teina) i
        wszystkie inne używki...
        W końcu wszystko albo nic..
    • Gość: paweł Re: Moja heroina. 25 lat w nałogu IP: *.acn.waw.pl 03.07.03, 22:54
      Wiem że ten artykuł kosztował Cie wiele i jeszcze wiele
      kosztować Cie będzie życie. Wiem bo i mnie kosztuje, bo sam
      przeżywałem podobne chwile. Jedyna i najlepsza rada jest taka:
      otocz sie ludźmi tak abyś nie musiał być w trudnych chwilach
      sam na sam z sobą (oczywiście nie mówie tu o zwierzaniu się,
      chodzi o pewną więź społeczną, o brak samotności, o wspólnym
      doświadczaniu codziennego życia) Co więcej naucz się czerpać
      przyjemności z małych życiowych sukcesów, naucz się cieszyć z
      życia i zauważać pozytywne strony każdego dnia. Nie jest to
      żadna maksyma którą trzeba codziennie powtarzać, nie zakładam
      żadnego kościoła ale wiem że to pomaga, pomaga zrozumieć życie
      w jego złożonych przejawach i stawiac mu czoła, a jednocześnie
      wynosić z niego jakąś radość dla siebie

      pozdrawiam,
      Paweł
    • Gość: Hobbes Re: Moja heroina. 25 lat w nałogu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.07.03, 23:37
      Artykuł, ale i posty, robią wstrząsające wrażenie. Z tego co pisze autor i
      internauci wynika niezbicie, że pierwszym krokiem są zawsze NIEWINNE lekkie
      dragi. To one dają wiarę we własne siły i zachęcają by spróbować
      czegoś "prawdziwego". Ja sam z narkotykami miałem do czynienia tylko raz. W
      Amsterdamie w coffeeshopie kupiłem jakieś indyjskie ziele, z którego
      sprzedawczyni zrobiła mi skręta (pół na pół z Marlboro). Kupiłem z ciekawości,
      a może z poczucia wstydu, że wszyscy w około tak, a ja nie. To było wielkie
      rozczarowanie - nawet mi się w głowie nie zakręciło, nie mówiąc już o
      rozprężeniu, przyjemności, ekstazie... Obiecałem sobie, że za następną wizytą
      będzie bez "malborka" ... ale nie będzie. Dzięki stary !
    • Gość: king Re: Moja heroina. 25 lat w nałogu IP: *.media4.pl / 10.5.14.* 03.07.03, 23:50
      Niesamowity artykuł. Poruszył mnie do żywego. Chyba najbardziej
      jego szczerość i prawda płynąca z ust autora. Przed
      przeczytaniem wiedziałem jak wygląda sytuacja narkomanów, mam
      znajomych terapeutów w Monarze, sam mam doświadczenia z
      narkotykami. Mimo wszstko jednak artykuł wywarł na mnie ogromne
      wrażenie. Życzę powodzenia i wytrwałości temu inteligentnemu i
      wrażliwemu narkomanowi.
      • Gość: nocnik bede wracal pamiecia IP: *.jgora.dialog.net.pl 04.07.03, 00:46
        Potezny tekst. Wywoluje refleksje i odzew, czyli prawdopodobnie
        autor wypelnil nim swoja misje. Przynajmniej misje edukacyjna,
        ktora wyplywa z jego doswiadczen. Teraz jego misja powinno byc
        odbudowanie trzezwego swiata. Na zawsze trzezwego. I, obiecuje
        to sobie i jemu, bede wracal do tego artykulu pamiecia, gdy ktos
        mi bedzie proponowal (lub sam w niekorzystnych okolicznosciach
        sobie zaproponuje) ulepszanie rzeczywisosci narkotykami.

        Co wazniejsze jednak, losy autora staly sie wraz z publikacja
        tego tekstu sprawa publiczna i jesli nie zlapie sie on tej deski
        ratunkowej, ktora sam sobie przemyslnie zbudowal, cala
        niezaprzeczalna wartosc tego tekstu prysnie. Rzesza czytelnikow
        Duzego Formatu podzielila meki jego doswiadczen: to jest
        wyzwanie, a nie sukces. Sukcesow w jego misji bardzo mu zycze.

        Niewtajemniczony dwudziestolatek.

      • Gość: jeden z wielu Re: Moja heroina. 25 lat w nałogu IP: *.wilkanow.sdi.tpnet.pl 04.07.03, 01:15
        Rzucil mna o sciane-artykul i komentarze do niego...
        obydwie czesci bardzo madre. Mam nadzieje, ze mi pomoga;
        pale trawe od 8 lat i od czasu do czasu dmucham (wlada).
        • Gość: Janek alkohol - grozny i agresywny narkotyk IP: *.ght.iadfw.net 04.07.03, 01:24
          alkohol jest jednym z najgrozniejszych narkotykow, ludzie po wypiciu wariujo,
          ilosc morderstw pod jego wplywem jest olbrzymia.
          O czym tu gadac - alkohol powinien byc zakazany !

          wstyd ze panstwo czerpie z tego takie krociowe zyski
    • Gość: czarek . krakowski Re: Moja heroina. 25 lat w nałogu IP: *.wro.vectranet.pl / 10.10.2.* 04.07.03, 02:15
      te ziomal. jak abula faza. w;lasnei mam zamiar zap9odac browna i co, jak jest,
      dziala na psyche, ale mam korbe.. hehe
      • Gość: y-tch ustrzec ludzi przed taką historią zalegalizować MJ IP: *.lodz.dialog.net.pl 04.07.03, 03:35
        W Polsce nie ma czystej marihuany!
        Dzieciaki ją palą- bo mówi się że marihuana nie uzależnia fizycznie, jest
        łagodniejszym substytutem alkoholu- racja! Tylko, że polscy dealerzy- by
        uszlachetnić ziółko i obciąć sobie koszty kąpią je w różnych magicznych
        miksturach od butaprenu przez kwas na śladowych ilościach hery kończąc! Nie ma
        nad tym żadnego nadzoru- bo w końcu to jest nielegalne- no i taka gandka może
        uzależniac, a co więcej- ostro miesza w łbie. "Zdrowa" maryska mogła by istnieć
        tylko gdyby kupowało się ją w licencjonowanych punktach.
        Dorzucić jeszcze do tego spory podatek i wszyscy będą szczęśliwi- palacze- bo
        się ich nie będzie ganiać i będą mogli mieć to za co płacą, a nie jakieś
        cholera wie co i budżet, bo przy obecnej cenie 30 PLNów za woreczek
        przyjemnaości, zakładając, że rząd chciałby zalegalizować marihuanę i utzrzymać
        jej cenę rynkową podatek mógłby smiało wynosić 300%
        Dorzucić do tego programy antynarkotykowe sponsorowane z tychże podatków- takie
        uświadamiające że Narkotyki przez duże N to gówno i jest super!
        • Gość: deamoonseath Re: ustrzec ludzi przed taką historią zalegalizow IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 04.07.03, 10:28
          bezsens. to jest bezsens. zadna legalizacja nic nie zmieni w
          problemie narkomani z Polsce. bedzie tak samo lub gorzej. Co do
          tego ze Mj nie "uszlachetniona" kwasem i eterem jest wporzo to
          bzdura. kazdy drug uzaleznia doslownie kazdy i jesli stracisz
          kontrole a powiem ci z wlasnego doswiadzcenia ze granicy nie
          uswiadczysz, to chlopie zdanego ale to zadnego srodka
          psychoaktywnego nie bedziesz w stanie kontrolowac. a co do ganji
          to powiem tak przez 9 lat jaralem ze swiadomoscia jaki to ze
          mnie cool koles wyluzowany i wogle . szpanowalem w pracy ze
          fajnie tak sobie popalic, kumpli tez oczywiscie mialem takich co
          jarali i bylo fajnie.ale nie zauwazylem jak bardzo przez ten
          czas wpadlem w bagno i zaprzepascilem mozliwosci w swoim chorym
          zyciu (rodzina, praca, pozycja spoleczna). teraz mam 29 lat od
          roku jestem trzezwy i zdrowieje, czasami jest bardzo ciezko, a
          swiadomosc 19-latka bo wowczas zaczalem sie bawic w marihuane.
          aha i innych srodkow nie uzywalem (nie licze tu alkoholu)
          • Gość: y-tch Re: ustrzec ludzi przed taką historią zalegalizow IP: *.lodz.dialog.net.pl 04.07.03, 11:13
            zgadzam sie z Toba, ze od kazdej substancji mozna sie uzaleznic, tak samo jak
            od telewizji, internetu, czy oglądania pornochów- co prawda tu objawy
            abstynencji są dużo mniej dotkliwe, ale to już inna historia.
            Niemniej jednak gandka i tak zawsze będzie dostępna i obecna w społeczeństwie-
            sam mówisz że paliłeś- a gwarantuje Ci ze (o czym pewnie doskonale wiesz) nie
            byla to sama MJ- nie sadzisz ze lepiej to kontrolowac?

            p.s. podpbny pogląd mam w sprawie prostytucji- mniej hivów, więcej podatków i
            brak zmuszanych kobiet
            • Gość: deamoonseath Re: ustrzec ludzi przed taką historią zalegalizow IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 04.07.03, 11:25
              co do ganji to nie sadze aby kontrola byla mozliwa, nieazelnie
              od tego czy jest "uszlachetniona" czy nie. musisz wziac pod
              uwage wzrost tolerancji oraganizmu i ciagla chec poszukiwania
              nowych bodzcow do euforii. jak wpadniesz w kanal to naprwde
              kotroli nie ma. porownaj sobie np. picie jednego browra
              wieczorem codziennie a chlanie co jakis czas a duzo. czy nie
              sadziosz ze to jedno i to samo? i to i to cie uzalezni predzej
              czy pozniej. pamietaj o tym ze uzaleznienie to choroba ktora
              zmienia ci sposob myslenia
      • Gość: jar Re: Moja heroina. 25 lat w nałogu IP: *.chomiczowka.net.pl 04.07.03, 18:03
        jesteś idiotą
    • Gość: ulka Re: Moja heroina. 25 lat w nałogu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.07.03, 03:23
      Trzymaj sie chlopie, licze na Ciebie!
      ulka
    • Gość: Tomasz Re: Moja heroina. 25 lat w nałogu IP: 62.108.163.* 04.07.03, 08:07
      Niezwykły artykuł. Najbardziej poruszyło mnie, że opisywane
      psychiczne doznania są tak podobne do tego co doświadczam w
      normalnym wolnym (?!) od nałogów życiu. Jakże łatwo więc popaść
      w uzleżnienie od pracy, seksu, jedzenia! Naprawdę niezwykły
      tekst.
      • Gość: BEA Re: Moja heroina. 25 lat w nałogu IP: *.demo.pl 04.07.03, 14:45
      • Gość: Bea Re: Moja heroina. 25 lat w nałogu IP: *.demo.pl 04.07.03, 14:49
        Nie jestem narkomanka ale problem uzaleznienia nie jest mi obcy.To niesamowite
        ale jak wiele podobieństw łączy wszyskie nałogi.Mechaniz ten sam.
    • Gość: chomik Moja heroina. 25 lat w nałogu IP: *.crowley.pl 04.07.03, 09:14
      To bardzo dobry tekst. Zarówno jeśli chodzi o opis przeżyć osoby
      uzależnionej, jak i opis samej choroby i jej machanizmów. Wiem
      coś o tym... Czuwaj!
      • woman-in-love Re: Moja heroina. 25 lat w nałogu 04.07.03, 09:57
        Ogromne wrażenie. Dziekuję za to,co tu przecztyałam
        teresa
    • Gość: mania Re: Moja heroina. 25 lat w nałogu IP: *.profi.3.pl 04.07.03, 11:02
      Od wczoraj noszę w sobie ten tekst, myślę ciągle o Tobie,
      doktorze, myślę o sobie. Jestem uzależniona tak samo długo, mamy
      chyba tyle samo lat, miliony takich samych chwil w życiorysie.
      Moją substancją jest alkohol, to pewnie zmienia niektóre
      szczegóły, ale mechanizm, chore emocje, dusza, ciało, umysł -
      takie same. Od 15 lat "przerabiam" swje uzależnienie (także
      współuzależnienie) z pełną świadomością jego istnienia -
      terapie, odwyk, AA, bunty i ucieczki, a potem powroty,
      dziesiątki przeczytanych tekstów, wysłuchanych historii, rozmów,
      książek. Intelekt - ten mój skarb i przeklęty manipulator - nie
      dał sobie rady. Dopiero, kiedy jakoś pozwalam, by odpuścił,
      zaczęłam mieć dłuższe remisje. Ostatnią 3-letnią zakończyłam
      wejściem w nawrót, który trwał równy rok - rok stopniowego
      wewnętrznego niszczenia, powolnej degradacji, dopiero po 12
      miesiącach zakończonej piciem. Obserwowałam to, byłam w tym i
      wiedziałam, co się dzieje, próbowałam z tego uciec i nie mogłam.
      Przestałam już chcieć wszystko wytłumaczyć, dziś jestem
      wdzięczna za każdą chwilę przeżytą w spokoju, w radości, bez
      bólu. Od pół roku trzeźwieję (po raz trzydziesty?
      czterdziesty?), leczę uczucia, głowę, z ciałem jakoś najlepiej
      mi idzie. Mam swoje "sposoby", które bardzo pomagają, więc
      wracam do nich. Najlepszy, który nigdy mnie nie zawiódł, to
      hatha-joga. Ostatni nawrót zaczął się chyba od tego, że
      przestałam ćwiczyć... Nie wiem, co mnie jeszcze czeka, ile
      cierpienia, beznadziei (a może nie?), ale chcę każdej chwili
      mego życia, bo są wśród nich prawdziwe brylanty i dla nich
      warto.
      Maćku, myślałam, że już straciłam możliwość zadziwiania się
      tekstami o uzależnieniach (a czytam wszystko, co mi wpadnie w
      ręce). Myślałam. Twój tekst, tak cudownie prosty, trafił w jakiś
      punkt we mnie bardzo mocno. Jestem Ci wdzięczna, czuję ogromną
      bliskość z Tobą, ale coś też drży we mnie. DZIĘKUJĘ. Wiesz, że
      życzę Ci dobrego życia, i sobie też. Bardzo chcę zebrać się w
      sobie i napisać długi list do Ciebie, a może tylko posłać Ci mój
      adres na gorsze chwile. Jeśli będę "tu i teraz", możesz liczyć
      na moje wsparcie.
      • Gość: takisobie Re: Moja heroina. 25 lat w nałogu IP: *.serwery.pl 04.07.03, 11:33
        nie brałem nigdy heroiny, za to trawa, kwasy, grzyby, raz amfa (nie podobało mi
        sie) - od 3 lat nic. poradziłem sobie sam z czego jestem dumny. jednak...
        dzięki temu artykułowi zdałem sobie sprawe iż zaczynam mieć objawy nawrotu,
        jesli tylko starczy mi sił cos z tym zrobie. jesli tylko starczy mi sił.....
        • leonardo1 Re: Moja heroina. 25 lat w nałogu 04.07.03, 13:39
          Źyczę Maćkowi wszystkiego najlepszego, przede wszystkim konsekwencji w terapii
          (a nie silnej woli - bo człowiek uzależniony nie ma silnej woli i od
          uświadomienia sobie tego dopiero można zacząć się leczyć.
          Ale niestety nie mogę przyłączyć się do zgodnego chóru, który rozpływa się nad
          tym, jaki to świetny artykuł. Może jestem za stary, ale mnie ten tekst głęboko
          rozczarował: jest nudny i banalny. Tak, banalny - dla każdego, kto miał (ma) na
          własnej skórze lub w bliskim otoczeniu do czynienia z uzależnieniami. Ja tylko
          raz w życiu brałem kompot, przez lata tylko okazjonalnie paliłem trawę,
          natomiast jestem alkoholikiem - tez prawdopodobnie od jakichś 25 lat. Tak jak
          Maciek mam świetny zawód (i do niedawna bez żadnych kłopotów w pracy),
          samochód, rodzinę. I zarazem, gdy dokonałem szacunkowych wyliczeń, wyszło mi,
          że wypiłem w życiu tyle, że pijąc pół litra codziennie, musiałbym to robić
          przez prawie 11 lat. Od ponad trzech miesięcy nie piję i leczę się w jednej z
          poradnii odwykowych. I tu wracam do mojej głównej myśli - te wszystkie mądre i
          odkrywcze uwagi Autora (w końcu profesjonalisty) na temat istoty uzależnień,
          nie wnoszą nic, czego nie dowie się alkoholik w pierwszych dwóch tygodniach
          terapii - od psychologa, kolegów z grupy terapeutycznej; na mityngach AA i z
          wydawnictw Anonimowych Alkoholików. Mam wrażenie, że nałogowiec i zarazem
          psychiatra mógłby się zdobyć na coś głębszego; ale głównie śmiać mi się chce z
          redakcji, która ten - powtarzam: słuszny, ale banalny - tekst reklamuje jako
          niebywałą sensację.
          • Gość: Falka Re: Moja heroina. 25 lat w nałogu IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.07.03, 13:46
            Cóż, ale wielu "laików" (na szczęście!!!)nie dysponuje nawet taką wiedzą na
            temat uzależnień... Zresztą, czy w nałogu w ogóle może być coś odkrywczego?
            Chyba tylko wtedy, gdy ktoś szuka "nowych wrażeń" :-)))
      • Gość: Falka Re: Moja heroina. 25 lat w nałogu IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.07.03, 13:37
        Zaczęłam czytać ten tekst jak kolejną relację ćpuna (a czytałam niejedną), a
        skończyło się na tym, że dokładnie odnalazłam się w artykule Doktora. Po prostu
        opadła mi szczęka! Odkryłam u siebie wszelkie objawy uzależnienia psychicznego
        (w moim przypadku - od alkoholu), w wielu miejscach autor używając nuiemal
        tych samych słów co ja, mówił o swoim nałogu... Szczególnie poruszyła mnie
        koncepcja nałogu przedstawiona przez Doktora, dla którego nie jest on wyłącznie
        kwestią nadmiernej i niekontrolowanej konsumpcji pewnych substacji. To prawda.
        Najważniejsze mechanizmy uzależnienia dotyczą nieodwracalnych zmian w mózgu, w
        funcjonowaniu ludzkiej psychiki. Uzależniony to nie tylko ten, który bierze czy
        pije!!! Myślę, że o tej ważnej prawidłowośći prawie zawsze zapomina się, mówiąc
        o nałogach. Stąd stereotyp zarzyganego pijaczka czy wychudzonego kompociarza
        umierającego na AIDS... Cóż, i znów przerażenie, bo przecież wcześniej sama
        doszłam do tego wniosku! Z drugiej strony wiem, że tego nie rzucę, zwłaszcza
        że dla moich rówieśników dopiero rozpoczyna się czas imprez wyjść do klubow,
        pubów itp.
        • Gość: Tawananna Re: Moja heroina. 25 lat w nałogu IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 04.07.03, 17:10
          I to jest różnica między Tobą a Panem Doktorem. On widzi, że źle się dzieje i
          robi wszystko, by to zmienić, Ty zaś widzisz to i mimo to nie zamierzasz nic z
          tym zrobić. Świadomość nałogu jest ważna, ale równie istotna jest chęć wyjścia
          z niego.
          • Gość: Falka Re: Moja heroina. 25 lat w nałogu IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 06.07.03, 14:54
            A co ja mogę z tym zrobić? Przecież nie ma cudów. Na razie nie piję i jako tako
            trzymam się na powierzchni. Czy mogę sobie pomóc jeszcze w jakikolwiek sposób?
    • Gość: Piotr Jestem ojcem IP: 217.153.36.* 04.07.03, 12:28
      Za sprawą syna byłem zmuszony poznać temat narkomanii.
      Przejrzałem pobieżnie komentarze do artykułu.
      Chciałem napisać coś mądrego ..., może przekazać swoje
      doświadczenia ... .
      Jeśli nie jest to fikcja literacka, to jest i pięknie i
      strasznie.
      Pięknie - że Maciej po takim czasie nie ma dziury w mózgu, a
      wręcz przeciwnie - zapowiada się na esseistę.
      Strasznie - bo Maciej nie pozostawia bliskim nadziei.
      Nie będę Wam zawracał głowy.
      Czytałem jednak głosy wołania o pomoc.
      Jeśli ktoś miałby ochotę porozmawiać z ojcem chłopca,
      który "zaliczył" już pewne etapy, to proszę pisać na adres:
      piotrLukaszewski@poczta.onet.pl
    • Gość: kashmir Re: Moja heroina. 25 lat w nałogu IP: *.softel.elblag.pl 04.07.03, 13:46
      ludzie heroina to ścierwo,palcie trawe i rozkoszujcie sie swym
      zyciem bo macie tylko jedno.jechanie po kanałach to wątpliwa
      przyjemność cieszcie się i nie dołujcie tym tekstem!
      • Gość: mk Re: Moja heroina. 25 lat w nałogu IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 04.07.03, 14:07
        Nie trzeba palić trawy, żeby cieszyć się życiem. Po co
        nawołujesz ludzi do robienia czegoś, co może się dla nich źle
        skończyć?
      • Gość: Tawananna Re: Moja heroina. 25 lat w nałogu IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 04.07.03, 17:03
        Gość portalu: kashmir napisał(a):

        > ludzie heroina to ścierwo,palcie trawe i rozkoszujcie sie swym
        > zyciem bo macie tylko jedno.jechanie po kanałach to wątpliwa
        > przyjemność cieszcie się i nie dołujcie tym tekstem!

        Tak mawiało wielu. I mało kto wyszedł na tym dobrze. Ja znam lepsze sposoby na
        rozkoszowanie się życiem. A skoro mam je tylko jedno, chcę, żeby potrwało jak
        najdłużej.
    • Gość: Bea Re: Moja heroina. 25 lat w nałogu- JA TEŻ IP: *.demo.pl 04.07.03, 14:35
      Bardzo poruszył mnie ten art.Nie mam problemu z narkotykami.Raczej borykam sie
      z innym nałogiem. I czytając cała historie dostrzegam wiele wspolnych cech.Cały
      mechanizm działa tak samo.Wiem że to nie eureka ale..
    • Gość: Adam Re: Moja heroina. 25 lat w nałogu IP: 217.153.25.* 04.07.03, 14:47
      Dziekuje Panu za ten tekst. Sam jestem nałogowcem i
      doświadczyłem podobnych objawów. Jest mi dobrze i źle zarazem.
      Jestem słaby. Po przeczytaniu tego tekstu widze już konieczność
      pomocy specjalistycznej. Mimo tego, że nie jestem narkomanem,
      moje nałogi stanowią większą cześc życia realnego. Widze, że to
      nie są żarty. Lecz cały czas trwam w moim świecie i z różnych
      wzgledów nie wiem czy go kiedyś opuszczę. Dziękuję raz jeszcze.
      Pięknie Pan napisał...
    • Gość: Yann Re: Moja heroina. 25 lat w nałogu IP: *.qdnet.pl 04.07.03, 15:03
      Przeczytałam artykuł i jestem wstrząśnięta. Autor, Pan Maciej Kozłowski
      zasługuje na wyrazy uznania, to zapewne trudne, przyznać się całemu światu, że
      się popełniło błąd. Sam jednak fakt, że ktoś się na taką spowiedź decyduje
      jest moim zdaniem bardzo ważny. Sama jestem na etapie planowania swojego życia
      i wiem... teraz już wiem, jak łatwo wszystko stracić. A życie jest takie ważne
      i takie trudne. Mam nadzieję, że autorowi uda się odnaleźć wreszcie spokój,
      mam nadzieję, że już nigdy nie będzie musiał przeżywać tego na nowo. I co
      ważne, jak podkreślał Herbert, najgorsze to pozostawać w uśpieniu i łudzić
      się, że wszystko jest w porządku, nie wymaga naszego nadzoru. Nic bardziej
      błędnego. Uczmy się żyć świadomie. Dzięki temu artykułowi, z pewnością wiele
      osób zastanowi się dwa razy zanim sięgnie po narkotyk. Panowie, czapki z głów
      dla Odważnego, który nie traci nadziei. Dziękuję Panu.
    • Gość: marka24 Re: Moja heroina. 25 lat w nałogu IP: *.um.poznan.pl 04.07.03, 16:36
      Zglaszam apel do redaktorow o kontynuacje albo wydanie w formie
      jakiegos dodatku calosci "spowiedzi".... jestem wstrzasnieta
      tragedia ludzi ktorzy nieopatrznie wciagneli sie w nalog i
      zafascynowana klarownoscia wypowiedzi autora. Dalabym to do
      przeczytania kazdej, absolutnie kazdej osobie obojetnie czy
      styka sie z tym problemem czy nie.
      Panie Psychiatro, dziekuje za madry i gleboki artykul. Czekam na
      ciag dalszy!!!!!!!!!!!!!!!!! I zycze... jak najwiecej jasnych
      stron w Pana zyciu..
      • Gość: stara Re: Moja heroina. 25 lat w na?ogu IP: *.dsl.mbay.net 04.07.03, 17:26
        Dziekuje Panu za artykul, szczegolnie za gleboka autoanalize i odwage
        subiektywnosci.
        Trudno jest wspierac, ale i trudno odrzucic. Nalog jest jeden, z tym samym
        mechanizmem, niezaleznie od "wywolywacza".
        Nie moge sie od konca zgodzic z ostatnia czescia dotyczaca rodzin i bliskich.
        Nalog JEST problemem calej rodziny. Moze ludzie dobieraja sie na, powiedzmy,
        wspoluzalezniajacych zasadach? Niekoniecznie musi sie to objawiac w formie
        uzaleznienia od heroiny.
        Z moich doswiadczen wynika pare rzeczy: zawsze "ciagnelo"mnie do tych tzw.
        wrazliwych - zdolnych alkoholikow i narkomanow. Po latach szarpaniny tez
        zostawilam, zrobilam to, czemu jest Pan jest przeciwny. Akurat wyszlo na
        zdrowie obu stronom - ja mam normalna rodzine, gdzie nie musze ciagle sie
        zmagac z poczuciem kontroli (tak to czasem okrutnie widze ze strony
        wspoluzaleznionych - chcemy kontrolowac, choc wiemy, ze to niemozliwe), on
        nie uzywa i tez sobie ulozyl zycie.
        A co do marihuany - wszystko zalezy od osoby. Znam ludzi, ktorzy pala od
        30-35 lat, sa profesjonalistami i maja szczesliwe rodziny. Znam tez takich,
        ktorym dobre samopoczucie radosc z banalu po trawie nie wystarczalo i
        szukali coraz mocniejszych wrazen. Mam czasem wrazenie, ze propaganda
        antynarkotykowa w Polsce bardzo skrupulatnie omija alkohol, a ten w
        polaczeniu z nawet trawa, staje sie mieszanina wybuchowa i nieprzewidywalna.
        Dziekuje jeszcze raz za artykul, wysle znajomym.
    • Gość: Tawananna Wyjątkowy tekst IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 04.07.03, 16:58
      Przyznam szczerze, że chyba nie czytałam jeszcze tekstu o narkomanii, który
      zrobiłby na mnie tak silne wrażenie. Wielkie gratulacje dla autora i
      jednocześnie szczere życzenia, by tym razem mu się udało. Musi się udać!
      Wszyscy w Pana wierzymy! A dzięki temu artykułowi może choć kilka osób nie
      zostanie narkomanami.
      • Gość: tedi Re: Wyjątkowy tekst IP: *.acn.waw.pl 05.07.03, 18:53
        Wspaniały tekst,zsługujący na publikacje w całości(apel do redakcji).
        W mojej najbliższej rodzinie jest osoba uzależniona od alkoholu.
        Mechanizmy są te same.Remisje,ciągi,walka całej rodziny z tym.
        Najstraszniejsze jest to,że osoba kochana i bliska zmienia się w potwora.
        Walczy z każdym kto może przeszkodzić i próbuje przerwać cug alkoholowy.Każdy
        jest wrogiem.To bardzo boli!
    • Gość: ?? a ja sie zasmucilem... IP: 131.169.149.* 04.07.03, 17:22
      Artykul rzeczywiscie dobry i przemawiajacy do
      wyobrazni "niebioracego".
      Ale zasmucil mnie fakt, jak to zdrowy inteligentny czlowiek
      potrafi SAM skazac sie na takie pieklo. Wiem, wiem - zaraz
      podniesie sie rwetes, ze przeciez gdyby wiedzial..., chcial
      tylko sprobowac... (co jest nawet przewrotnie piekne - dowodzi
      jego pelnego humanizmu: chce poznawac "nieodkryte"), itd.
      itd.
      Co mnie jednak najbardziej zaskoczylo, to fakt, ze dobrze
      wiedzial z wczesniej przewertowanych ksiazek do czego
      takie zabawy z brzytwa moga prowadzic.
      Ja wiem, ze czlowiek moze sie mylic i bladzic. Czy jednak
      juz do konca zanika w nas cos takiego jak zwykly zdrowy
      rozsadek i ludzka obawa o swe zdrowie i zycie?

      PS. Autorowi artykulu zycze wszystkiego najlepszego. Jego
      tekst naprawde pomogl mi w jeszcze silniejszym utwierdzeniu
      sie, ze nie warto babrac sie w drugach.
      piotrek
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka