Dodaj do ulubionych

Wszechświat

11.07.03, 00:09
Proponowana tematyka wątku:
Wszechświat - tło - geneza (wielki wybuch) - budowa (modele) - ewolucja.
Ciemna materia - materia egzotyczna - inflacja - wszechświaty pęcherzykowe...
Czarne dziury.
Obserwuj wątek
    • bonobo44 Galaktyki szybsze od swiatla I 17.02.04, 20:10
      Temat pojawil sie na forum po artykule:
      "Teleskop Hubble'a dostrzegł najdalszą galaktyke"
      serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,1916442.html
      Gromada Abell 2218
      Fot. Jean Paul Kneib, Richard Ellis/AP


      Tomasz Żuradzki, Seattle 16-02-2004, ostatnia aktualizacja 16-02-2004 17:55

      "Światło odkrytej galaktyki leciało do nas 13 mld lat, niemal tak długo, jak
      istnieje sam Wszechświat. Galaktyka jest mała - ma średnicę tylko dwóch tysięcy
      lat świetlnych (nasza Droga Mleczna rozciąga się na co najmniej 60 tys. lat
      świetlnych), ale złożona jest z niezwykle masywnych gwiazd.

      Przemawia za tym intensywny ultrafioletowy blask, jakim świeci. Wielkie i
      ciężkie gwiazdy szybciej spalają paliwo wodorowe i są dużo bardziej rozgrzane
      niż nasze Słońce - wyjaśniał wczoraj na zjeździe Amerykańskiego Towarzystwa
      Upowszechniania Nauki Richard Ellis, dyrektor obserwatorium Caltech w
      Pasadenie, jeden z autorów odkrycia.

      Koniec ciemnych wieków

      Jeśli doniesienia astronomów zostaną potwierdzone, będzie to nie tylko
      najbardziej odległa ze znanych dotąd galaktyk, ale też jedna z najstarszych,
      jakie w ogóle istniały. Narodziła się bowiem ledwie 750 mln lat po Wielkim
      Wybuchu, tuż po okresie tzw. ciemnych wieków, pierwszych kilkuset lat
      Wszechświata, kiedy przestrzeń kosmiczną zapełniały jedynie ciemne obłoki
      wodoru.

      Mogła to więc być jedna z pierwszych galaktyk w dziejach Wszechświata. Sam
      początek mało znanego okresu, zwanego często kosmicznym renesansem, kiedy
      zaczęły się rozpalać pierwsze gwiazdy, a z nich formować galaktyki. - To
      dopiero początek badań nad tą epoką Wszechświata - mówił Richard Ellis. - O
      ile, oczywiście, NASA nie zamknie teleskopu Hubble'a, dzięki któremu
      dokonaliśmy tego fantastycznego odkrycia - dodał. Przyznał, że obserwacje,
      których szczegóły opublikuje wkrótce "Astrophysical Journal", są na granicy
      obecnych możliwości technicznych.

      Soczewka z gwiazd

      Odkrycie było możliwe dzięki zjawisku tzw. soczewkowania grawitacyjnego, czyli
      zakrzywienia biegu światła przez bardzo masywne obiekty. Potrafią one skupić
      światło jak w szklanej soczewce. Jeśli taka grawitacyjna soczewka znajdzie się
      pomiędzy obserwowanym obiektem i Ziemią, to może ona wzmocnić blask ledwie
      żarzącej się galaktyki na kresach Wszechświata, a nawet zwielokrotnić jej
      obraz, tak że staje się ona dostrzegalna z Ziemi. Takie zjawisko przewidział
      już Albert Einstein na początku XX wieku, a potwierdził je w 1919 r. brytyjski
      astronom Arthur Eddington. Dopiero jednak w latach 90. astronomowie zaczęli
      wykorzystywać je do obserwowania i badania najdalszych obiektów we
      Wszechświecie. Obecnie astronomowie znają kilkadziesiąt takich kosmicznych
      soczewek.

      Jedną z nich jest gromada galaktyk Abell 2218 w gwiazdozbiorze Smoka oddalona
      od nas o 3 mld lat świetlnych. Dzięki niej dostrzeżono już niejedną odległą
      galaktykę. Tym razem na zdjęciu z teleskopu Hubble'a astronomowie z Caltech pod
      kierunkiem Jean-Paula Kneiba z Observatoire Midi-Pyrénées koło Tuluzy natrafili
      na nową galaktykę. Gromada Abell 2218 utworzyła jej dwa odbicia i wzmocniła
      blask aż 25 razy. Już pierwsze analizy przesunięcia ku czerwieni światła
      galaktyki wskazywały, że oddala się od nas z zawrotną prędkością ponad 230 tys.
      km/s, niewiele mniejszą od prędkości światła, bijącą wszelkie dotychczasowe
      rekordy. Z kolejnych danych, których dostarczył 10-metrowy teleskop Kecka na
      szczycie wulkanu Mauna Kea na Hawajach, wyliczono, że prędkość ucieczki i
      oddalenie są nawet jeszcze większe."


      Zainspirowal Einsteina jr. do ponizszego postu, ktory poczatkowo
      (w swej ignorancji 8() zupelnie zignorowalem...
      (ponizej zamieszczam tez fragmenty wywolanej nim dyskusji
      i zapraszam do kontynuacji)...
      ============================
      8)44
      • bonobo44 Galaktyki szybsze od swiatla II 17.02.04, 20:14

        IP: 212.75.112.* Gość: Einstein jr. 16.02.2004 18:38 :
        https://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=10800183&a=10800904


        Jeśli to światło leciało do nas 13mld lat, to znaczy że ta galaktyka może juz
        nie istnieć. Była w pełni uformowana 13mld lat temu i taką ją teraz widzimy, a
        życie gwiazd trwa średnio własnie tyle, więc to co ujrzał Hubble, juz pewnie
        nie istnieje... Nasze słońce ma ok. 4mld, jeszcze poświeci jakieś 5mld -
        wszystko sie zgadza... I oczywistym jest że istnieja obiekty które względem
        siebie oddalaja się o więcej niz przędkość światła.. I nic! Wszystko sie dalej
        kręci :))


        ----------------------------------

        Gość: gfyg 16.02.2004 20:23 :
        https://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=10800183&a=10803009

        "I oczywistym jest że istnieja obiekty które względem
        siebie oddalaja się o więcej niz przędkość światła.."

        O ile pamietam ze szkoly sredniej, to jedynie obiekty pozbawione masy moga
        poruszac sie z wieksza niz swiatlo predkoscia.

        Oswiec mnie, jak galaktyka moze oddalac sie od innej galaktyki szybciej jak
        swiatlo? Faktycznie bedziesz nowym Einsteinem!


        --------------------------------

        bonobo44 16.02.2004 21:21 :
        https://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=10800183&a=10804267

        O ile pamietam ze szkoly podstawowej, to jedynie obiekty poruszajace sie wstecz
        w czasie (hipotetyczne tachiony) moga z naszego punktu widzenia poruszac sie z
        wieksza niz swiatlo predkoscia.

        Jesli istnieja hipotetyczne tachiony, to trudno wykluczyc istnienie i calych
        tachionowych galaktyk... no ale takich jak dotad nawet Hubble nie zaobserwowal
        (nie ta technologia - w US po prostu nie opanowano dotad dostatecznie
        precyzyjnego - z dokladnoscia do kilku warstw tachionowych atomow - polerowania
        szkiel tachionowych).

        [ jaki tu bylem dowcipny, a jak sie wymadrzalem 8( ...

        -----------------------------------

        Gość: ciekawy 16.02.2004 23:40
        https://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=10800183&a=10807693

        A ja o ile pamietam z pewnej audycji radiowej (w podst. niezbyt uwaznie
        sluchalem) to predkosc swiatla jest najwieksza predkoscia przenoszenia
        informacji a cale galaktyki oddalaja sie z predkoscia wieksza od predkosci
        swiatla bo widzimy coraz mniejszy obszar...i tyle...moglbys to sprostowac ?


        ------------------------------

        bonobo44 17.02.2004 01:10
        https://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=10800183&a=10808844

        nie...
        a to nie tyle dlatego, ze nie sluchalem tej audycji, co raczej
        dlatego, ze cokolwiek nowego pomyslisz sobie na ten temat moze stanowic
        poszukiwane rozwiazanie...
        (przyznam sie, ze nie jestem astrofizykiem, nie sledze tez pojawiajacych sie
        nowych hipotez, ta mnie najwyrazniej mile zaskoczyla, tym milej, ze po tym
        forum juz powoli przestalem sobie wiele obiecywac 8)
        poszukiwane, bo do tej pory niemal nic pewnego nie wiemy na temat
        wielkoskalowej struktury wszechswiata...
        W szczegolnosci, jesli sobie wyobrazic nasz wszechswiat jako 3-wymiarowa
        powierzchnie 4-wymiarowej sfery rozszerzajacej sie dostatecznie szybko (takiego
        nadmuchiwanego w czterech wymiarach balonu), to pobliskie galaktyki beda sie
        oddalaly od siebie stosunkowo wolno, dwa razy bardziej oddalone - mniej wiecej
        dwukrotnie szybciej, a bardzo odlegle - nawet z predkosciami wiekszymi od c.
        Wszystko to wynik rozszerzania sie powloki tego balonu (dostatecznie duzej
        dostatecznie szybko). Lokalnie wszystko zachowuje sie jak nalezy w OTO.
        Wypuszczony przez nas promien lasera nigdy nie dotrze do pewnego granicznego
        punktu, ktory wraz z geometria czasoprzestrzeni ucieka od tej granicy z
        predkoscia wieksza od c. (Nie burzy to OTW, bo z jej punktu widzenia jest to li
        tylko rodzaj zludzenia optycznego, przypominajacego dzety materii emitowane
        przez niektore obiekty z predkosciami pozornymi ) c. Inna znana analogia - to
        horyzont zdarzen czarnej dziury.) Cala reszta 'wypada' poza sfere widzialnego
        (poznawalnego wszechswiata). Znikac tam bedzie coraz wiecej widocznych na
        skraju wszechswiata galaktyk. Hipoteza jest zatem weryfikowalna. Wystarczy
        jedna nawet obserwacja rozplyniecia sie w sinej mgle ktorejkolwiek z tych juz
        poznanych.
        Ciemne obszary na niebie moga swiadczyc nie tylko o skonczonosci wszechswiata,
        ale rownie dobrze przemawiac dodatkowo na korzysc takiego modelu.
        Pozostaje pytanie: Co (lub kto;) dmucha w ten balonik stopniowo 'tracac go z
        oczu'?

        -----------------------------------

        Gość: ciekawy 17.02.2004 17:12
        https://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=10800183&a=10823515

        a wiec prosze, mozesz odrobic "zaleglosci" ;) :
        http://www.radiomaryja.pl/newv/pol/dzwieki/dzwieki/2003/10/2003.10.22.rn21.mp3

        Jeśli pierwszy czlon nie zadziala na ciebie odpychajaco to polecam. Sam z tym
        radiem niewiele mialem do czynienia. Poza pamietnymi "3 slowa do...";) to
        drugie moje starcie z rm. Jest to zapis spotkania z Onyszkiewiczem (jesli mnie
        bania nie myli) i aydycja calkiem udana poza kilkoma nawiazaniami do Boga ale
        te momenty sie przewija. Plik zajmuje 60mb i trwa 240 min. ale samo spotkanie
        to moze ok. 2 godz bo byla mala przerwa.

        Teraz powrot do galaktyk. Jesli te najdalsze oddalaja sie z v)c to cala fakt ze
        widzimy coraz mniejszy kawalek wszechswiata pozostaje prawdziwy i z pola
        widzenia stracimy tylko te najbardziej odlegle?
        I jeszcze takie banalne pytanie bo nie wiem jak jest mierzona predkosc
        oddalania sie galaktyk. Czy mozna przyjac ze galaktyki oddalaja sie od siebie
        zalozmy z v=0,6 c, co po zsumowaniu daje nam predkosc ok. 1,2 c. Nie wiem czy
        jest to juz uwzglednione czy nie.
        Czy w wypadku gdy galaktyki sie oddalaja mozliwa jest sytuacja ze w naszym
        bliskim sasiedztwie znajdzie sie ktoras z tych ktore dotchczas byly niewidoczne
        czy uklad jest zachowany i jest to niemozliwe? Pewnie znowu o czyms nie wiem
        ale mam nadzieje ze wiesz co mam na mysli. Bralem pod uwage to ze jesli
        kierowalibysmy sie caly czas w kierunku zachodnim to, zgodnie z tym ze
        wszechswiat jest skonczony ale nieograniczny, po pewnym czasie wrocilibysmy z
        kierunku przeciwnego (wschodu). Rozwiazanie pewnie jest proste tak jak pytanie.


        -----------------------------

        bonobo44 17.02.2004 18:55 :
        https://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=10800183&a=10825657

        Obecnie obowiazujacy w kosmologii model standardowy zawdzieczamy rozwiazaniu
        rownan Einsteina dostarczonemu w 1922 roku przez... Aleksandra Friedmanna -
        radzieckiego matematyka (pracujacego jaka meteorolog; nic w tym dziwnego, skoro
        Einstein pracowal w biurze patentowym; zreszta dlugo nie wierzyl Friedmannowi i
        ad hoc twierdzil, ze ten musial popelnic blad).

        To wlasnie jednym z tych (rownie dobrze moglem uzyc dowolnego z nich)
        rozwiazan posluguje sie w [patrz tez wyzej]
        https://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=10800183&a=10808844

        zeby w koncu (z ociaganiem) przyznac, ze galaktyki moga od siebie uciekac
        szybciej niz swiatlo.
        Tymczasem parametry naszego wszechswiata sa wlasnie takie, ze praktycznie
        gwarantuja istnienie takich galaktyk.
        Powiem wiecej - dla wspolczesnych teoretykow astrofizykow to chleb powszedni.
        Dla fizyka wychowanego na "Astrofizyce relatywistycznej" Marka Demianskiego,
        okazuje sie byc nieco zaskakujace 8( Jak w paru innych znanych mi
        podrecznikach, kladzie on nacisk na to, ze w obserwowalnych fragmentach
        wszechswiata nic nie porusza sie szybciej od swiatla
        (co po chwili zastanowienia oznacza maslo maslane, jako, ze wszystko, co w
        danym momencie porusza sie szybciej jest po prostu w tym momencie
        nieobserwowalne, co bynajmniej nie znaczy nieistniejace!). Normalnie czlowiek
        przyjmujac to jedynie do wiadomosci... zyje w blogiej nieswiadomosci.
        Okazuje sie, ze w niektorych modelach nawet to nie do konca jest prawda i po
        jakims czasie mozliwe bedzie zaobserwowanie swiatla przynajmniej czesci
        galaktyk, ktore obecnie uciekaja od nas z predkoscia wieksza od swiatla !

        ------------------
        • bonobo44 Galaktyki szybsze od swiatla III 17.02.04, 22:14
          Gość: ciekawy napisal:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=10800183&a=10823515
          > Teraz powrot do galaktyk. Jesli te najdalsze oddalaja sie z v)c to cala fakt
          ze widzimy coraz mniejszy kawalek wszechswiata pozostaje prawdziwy

          reszta tez jest jak najbardziej prawdziwa
          (to, ze czegos nie widzimy nie oznacza jeszcze, ze to nie istnieje)

          > i z pola widzenia stracimy tylko te najbardziej odlegle?

          tak... te jedynie, ktorych predkosc wzgledem nas nie jest mniejsza od c.
          Wypadaja one poza tzw. sfere Hubble'a (zdefiniowana wprost jako odleglosc, poza
          ktora predkosc ucieczki przekracza predkosc swiatla)...

          a co najciekawsze - nie wszystkie! Oznacza to, ze w ogolnosci (dla wielu
          modeli) sfera Hubble'a nie jest horyzontem; przesuniecie do czerwieni (w
          ogolnosci) nie zawsze ucieka na niej do nieskonczonosci, a dla wielu modeli
          kosmologicznych mozemy spojrzec (przynajmniej nieco) poza nia (w bardzo
          specyficznych oknach czasowych). To ostatnie wynika z tego, ze tu
          cytuje: "promien sfery Hubble'a rosnie z czasem; niektore fotony, ktore byly
          poczatkowo w rejonie uciekajacym od nas z predkoscia nadswietlna, trafiaja
          pozniej do rejonu rozszerzajacego sie z predkoscia podswietlna. Moga one zatem
          ostatecznie dotrzec do nas. Jednak obiekty, ktore wyemitowaly te fotony
          przesunely sie na wieksze odleglosci, a zatem wciaz uciekaja od nas z
          predkosciami nadswietlnymi. W taki sposob mozemy zaobserwowac obiekty
          uciekajace od nas szybciej niz z predkoscia swiatla".
          [arXiv:astro-ph/0310808 v2 13 Nov 2003 (str. 4)]

          > I jeszcze takie banalne pytanie bo nie wiem jak jest mierzona predkosc
          > oddalania sie galaktyk. Czy mozna przyjac ze galaktyki oddalaja sie od siebie
          > zalozmy z v=0,6 c, co po zsumowaniu daje nam predkosc ok. 1,2 c. Nie wiem czy
          > jest to juz uwzglednione czy nie.

          Przyznam, ze tu rowniez mam watpliwosci...
          Z jednej strony: Predkosci wszystkich obiektow widocznych w naszym lokalnym
          ukladzie wspolrzednych sa, jakie sa. Aby uzyskac predkosc jednej wzgledem
          drugiej w ukladzie inercjalnym ktorejs z nich, powinnismy wykorzystac regule
          STW relatywistycznego skladania predkosci. Zgodnie z nia wynikowa predkosc
          nigdy nie powinna byc wieksza od c (niezaleznie od tego jak blisko sfery
          Hubble'a po przeciwnej stronie naszej Galaktyki obie sie znajduja).

          Z drugiej strony wiemy, ze obie wzgledem siebie sa blisko dwukrotnie dalej niz
          nasza odleglosc Hubble'a, a zatem powinny dla siebie wzajemnie wypadac poza ich
          wlasne sfery Hubble'a.

          W tej chwili nie jestem do konca pewny odpowiedzi... domyslam sie jedynie, ze
          cala sprawa zmienia sie dosc istotnie w OTW i w istocie powinnismy traktowac
          galaktyki jako z grubsza 'przyszpilone' do szybko rozszerzajacej sie geometrii
          3-wymiarowej przestrzeni powierzchni sfery. Skladanie predkosci wg STW
          pozostawaloby uprawnione jedynie we wspolnych obszarach tych zbiorow
          obserwowalnych przez nas galaktyk, ktorych wlasne sfery Hubble'a przecinalyby
          sie ze soba (w iloczynie mnogosciowym tych zbiorow). Jednak sam jestem ciekaw
          odpowiedzi, wiec troche pokopie i sprobuje sie podzielic (to moze potrwac)...
          Chyba, ze ktos wczesniej w wiarygodny sposob potwierdzi te moje przypuszczenia
          na tym forum lub poda lepsze rozwiazanie tej najwyrazniej pozornej sprzecznosci.

          > Czy w wypadku gdy galaktyki sie oddalaja mozliwa jest sytuacja ze w naszym
          > bliskim sasiedztwie znajdzie sie ktoras z tych ktore dotchczas byly
          niewidoczne

          Dosc latwo sobie wyobrazic taka sytuacje: Mala galaktyka okraza centrum gromady
          oddalajac sie od nas. Gromada jest widoczna, bo znajduje sie tuz przed granica
          sfery Hubble'a. Mala galaktyka juz nie (znalazla sie w obszarze predkosci
          nadswietlnych). Jednak gdy wynurzy sie po przeciwnej stronie gromady wynurzy
          sie takze dla nas (trafi na powrot do obszaru predkosci podswietlnych).
          Wiecej - przesuniecie jej widma do czerwieni okaze sie mniejsze niz srednie
          calej gromady. Nawet pojedyncze km/s maja tu oczywiste znaczenie.


          > (...) Bralem pod uwage to ze jesli
          > kierowalibysmy sie caly czas w kierunku zachodnim to, zgodnie z tym ze
          > wszechswiat jest skonczony ale nieograniczny, po pewnym czasie wrocilibysmy z
          kierunku przeciwnego (wschodu). Rozwiazanie pewnie jest proste tak jak pytanie.

          Niestety w tym obrazie to nie jest mozliwe. Swiatlo wypuszczone w kierunku
          przeciwnym do naszego ruchu nigdy do nas nie dotrze (nigdy nie zdola okrazyc
          calej sfery rozszerzajacego sie zbyt szybko wszechswiata.
          Moje wczesniejsze wyobrazenia na ten temat wiazaly sie z malymi wystarczajaco
          wolno rozszerzajacymi sie modelami.
          Tymczasem Allan Sandage podal w 1975 r., ze predkosc ucieczki galaktyk (stala
          Hubble'a) wynosi H=50 km/s na megaparsek odleglosci (za Markiem Demianskim -
          Astrofizyka relatywistyczna), a aktualnie przyjmuje sie H=70 km/s na Mps [M.
          Plionis, astro-ph/0205166] (jesli dobrze oszacowalem - ponad 300000 km/s na
          kazde 15 miliardow lat swietlnych). Oznacza to - jak sadze - ze musimy poczekac
          jeszcze z miliard lat, zeby pierwsze galaktyki zaczely nam znikac poza sfera
          Hubble'a. Chyba, ze mylimy sie co do wieku wszechswiata i jest ich tam juz dosc
          sporo (swiadczy o tym dosc bliskie oszacowanie tej odleglosci wiekowi
          wszechswiata wlasnie - w granicach bledu, jak mniemam).
        • mark211 Re: Galaktyki szybsze od swiatla II 26.09.06, 14:19
          witam

          wzór na dodawanie prędkości nie wygląda tak: v = v1 + v2; ten wzór to tylko
          przybliżenie nawiasem mówiąc bardzo dokładne dla małych prędkości. Gdybyś
          zastosował równanie wynikające z TW, to nie otrzymałbyś nigdy v>c. Ot i cała
          tajemnica.
          Czy istnieją prędkości >c? Owszem. Przestrzenień może się rozszerzać z dowolną
          prędkością, bo TW nie nakłada na nią żadnych ograniczeń. Pytanie tylko czy może
          się tak szybko rozszerzać przestrzeń wypełniona materią i energią czy
          tylko "pusta" przestrzeń.
          • kapitalizm1 Re: Galaktyki szybsze od swiatla II 26.09.06, 18:55

            mark211 napisał:


            Przestrzenień może się rozszerzać z dowolną
            prędkością, bo TW nie nakłada na nią żadnych ograniczeń. Pytanie tylko czy może
            się tak szybko rozszerzać przestrzeń wypełniona materią i energią czy
            tylko "pusta" przestrzeń.

            - przestrzen nie jest bytem fizycznym aby mogla sie rozszerzac,

            przestrzen jest pojeciem relacji polozenia zachodzacej pomiedzy materia, niczym
            wiecej,

            jest takim pojeciem jak np. pojecie malzenstwo - trudno aby ono sie moglo
            rozszerzac, no nie?
      • lajkonik52 Re: Galaktyki szybsze od swiatla I 14.03.04, 19:57
        Częstym modelem wszechświata przywoływanym przez fizków jest ten słynny
        nadmuchany balonik. Ja w to wszedłem. Nigdy jednak nie dopatrzyłem się ważnego
        zastrzeżenia - mam (i) zamknąć oczy czy (ii) otworzyć. Przy zamknietych oczach
        muszę sobie wyobrazić ów balonik jako przestrzeń, w której galaktyki
        RZECZYWIŚCIE są. Natomiast przy otwartych oczach, to co WIDZIMY jest drugim
        nadmuchanym balonikiem, umieszczonym wewnątrz poprzedniego RZECZYWISTEGO, i
        stycznym w miejscu naszego popytu. Jak mi się wydaje, wielkosć tego WIDZIALNEGO
        balonika jest wyznazona przez prędkość światła [gdyby c była nieskończona, to
        wszechświat widzialny i rzeczywisty pokrywałyby się, jeśli c byłaby równa 0, to
        pewnie widzialny wszechświat zredukowałby się do zera]. No i teraz parę pytań:
        1. Czy to się trzyma kupy? [jeśli mi to Forumianie zrujnujecie, to jestem
        skończony i dalsze pytania nie mają sensu]
        2. Czy sfera Hubble'a, to w wewnętrzny balonik?
        3. Najważniejsze pytanie: Czy prędkości, o których mowa w dyskusji, oddalania
        się galaktyk dotyczą wszechświata widzialnego [wewnętrzny balonik], czy
        rzeczywistego [zewnętrzny balonik]? I ogólniej: czy STW i OTW dotyczą obu tych
        wszechświatów?
        Pozdrawiam,
        Lajkonik52
        • arcykr Re: Galaktyki szybsze od swiatla I 17.08.04, 12:21
          lajkonik52 napisał:

          No i teraz parę pytań:
          > 1. Czy to się trzyma kupy?
          O ile dobrze rozumiem twoje metafory...

          > 2. Czy sfera Hubble'a, to w wewnętrzny balonik?
          Tak.

          > 3. Najważniejsze pytanie: Czy prędkości, o których mowa w dyskusji, oddalania
          > się galaktyk dotyczą wszechświata widzialnego [wewnętrzny balonik], czy
          > rzeczywistego [zewnętrzny balonik]?
          A co za roznica?

          I ogólniej: czy STW i OTW dotyczą obu tych
          > wszechświatów?
          STW dotyczy ukladow inercjalnych a galaktyki poruszaja sie wzgledem ruchem
          niejednostajnym.
          • lajkonik52 Re: Galaktyki szybsze od swiatla I 22.08.04, 22:51
            tempo dyskusji niezłe, nie?
            Ale i tak dzięki za zagladnięcie.

            arcykr napisał:

            > 1. Czy to się trzyma kupy?
            > O ile dobrze rozumiem twoje metafory...
            Co prawda, nie ma tu pytajnika, ale jeśli to pytanie, to odpowiadam - o tyle.

            > > 2. Czy sfera Hubble'a, to w wewnętrzny balonik?
            > Tak.
            Ekstra. To znaczyłoby, że mamy wszechświat widzialny i wszechświat rzeczywisty
            no i chyba są różne.


            > > 3. Najważniejsze pytanie: Czy prędkości, o których mowa w dyskusji, oddal
            > ania
            > > się galaktyk dotyczą wszechświata widzialnego [wewnętrzny balonik], czy
            > > rzeczywistego [zewnętrzny balonik]?
            > A co za roznica?
            Ano drobna. Bo jeśli oglądamy w pewnym punkcie "nieba" galaktykę oddaloną o 14
            mld l.ś., to jest to jej obraz widziany przez nas dziś (np. młodziutka
            galaktyka), ale sprzed paru ładnych lat. Tymczasem, w "rzeczywistosci"
            galaktyka ta, jeśli jeszcze istnieje, to jest sędziwą staruszką i z pewnoscią
            odpłynęła z miejsca w którym ja obserwowaliśmy. Jeśli "obserwowana" młogd
            galaktyka oddala się (od reszty) z pewną prędkością (przed 14 mld lat), to
            chyba niekoniecznie musi to być ta sama predkość z jaką oddala się od reszty
            rzeczywista (dzisiejsza) galaktyka staruszka. Przecież mogła wyhamować, a
            ostatnio mowią, że - przyspieszyć. Czy to jest jakaś różnica?


            > I ogólniej: czy STW i OTW dotyczą obu tych
            > > wszechświatów?
            > STW dotyczy ukladow inercjalnych a galaktyki poruszaja sie wzgledem ruchem
            > niejednostajnym.
            Amen. Ale mi chodzi o to, że może chociaż OTW dotyczy wszechswiata
            rzeczywistego. Ale jak go badać skoro go nie widać (albo go widać z dużym
            opóźnieniem).
      • ruban Re: Alez oczywiście, że mogą !!!! 24.07.07, 18:17
        Dlatego, że galaktyki tak naprawdę "stoją" (prędkości względne są niewielkie w
        stosunku do c). Tak naprawdę to rozszerza się czasoprzestrzeń innymi słowy
        wydłuża sie odległość pomiędzy nimi. Z punktu widzenia obserwatora wygląda to
        tak jak gdyby to galaktyki się poruszały ponieważ obserwuje galaktyki, a
        nie "wydłużajacą się drogę". Na przestrzeń nie ma ograniczenia prędkości. We
        wczesnym kosmosie przestrzeń rozszerzała się z prędkością od (10^30 - 10^100)*c
        Teoria Inflacji.
    • bonobo44 Ciemna energia 26.03.05, 14:13
      b44: Przypuszczam, ze czas moze (wrecz powinien) sie zatrzymac, jesli wszystkie
      obiekty (pojedyncze czastki elementarne) na trojwymiarowej powierzchni sfery
      zaczna sie od siebie oddalac z predkoscia c w wyniku inflacji jej przestrzeni.
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=21712619&a=21815229

      lajkonik: Jeśli będzie to inflacja (ruch) w CZASOprzestrzeni (nie mogę sobie
      wyobrazić inflacji samej przestrzeni), to ciągle nie chce mi się w to wierzyć.
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=21712619&a=21836825

      b44: okazuje sie, ze nie tylko ja tak to postrzegam:
      "Jesli (...) ciemna energia nie jest energia prozni, to jej wplyw na kosmiczna
      ekspansje w odleglej przyszlosci jest nieokreslony, bowiem w przeciwienstwie do
      stalej kosmologicznej jej gestosc moze rosnac lub malec z uplywem czasu. Jesli
      bedzie rosla, kosmiczne przyspieszenie bedzie sie zwiekszac i w skonczonym
      czasie po kolei rozerwie galaktyki, uklady planetarne, planety i atomy."
      napisali L.M.Krauss i M.S.Turner w Swiecie Nauki z pazdziernika ub.r. (na
      str.57)


      b44: w mojej opinii, w czasoprzestrzeni (z definicji) zaden ruch nie zachodzi
      (moze byc w niej jedynie zapisany, utrwalony na zawsze); jest on zludzeniem
      przy przemieszczaniu sie z jednego obszaru czasoprzestrzeni do innego, ktory
      (ze wzgledu na jego obraz) moze byc odebrany jako wynik "naturalnej" ewolucji
      poprzedniego; i tyle;
      inflacja manifestuje sie wieksza iloscia tego, co mozemy okreslic
      mianem "materialnej przestrzeni" w obszarach miedzy galaktykami;
      a na "materialna przestrzen" sklada sie poza polami owa czarna energia
      (wspolczesny odpowiednik eteru), ktora buduje naczynie dla zwyklej materii i
      energii, poza ktore nie moga sie one wylewac;

      wlasnosci czarnej energii nie sa znane i mozemy spekulowac wszystko na jej
      temat - istotna jest jednak zapewne jej kluczowa rola - owego naczynia;

      tu wazna dla mnie uwaga: jesli scianki 2 takich naczyn przenikna sie pod
      wystarczajaco duzym katem w 5-wymiarowej przestrzeni, wowczas nie dojdzie do
      wymiany zwyklej materii-energii, a wynik zaobserwujemy jako powstanie na tym
      przecieciu calego morza czastek wirtualnych (zawartych w tamtym drugim
      naczyniu);
      a poniewaz takich przenikajacych nasze nmaczynie scianek
      innych naczyn jest cale multum na przestrzeni calej naszej historii, byc moze
      dlatego wlasnie obserwujemy ciagle zjawisko rodzenia sie i umierania czastek
      wirtualnych prozni;
      to ich nawet przelotny pobyt w naszej przestrzeni zwieksza w sumie znacznie jej
      mase-energie (energie prozni);

      byc moze tez zadna inna ciemna energia nie istnieje, a stabilny ksztalt
      naczynia (i innych takich naczyn) wynika z samej wlasnosci materii-energii,
      ktora moze (byc moze) ukladac sie jedynie w postaci 4-wymiarowych platkow, a
      nie bryl w 5-wymiarowej przestrzeni; a przynajmniej jedynie do percepcji w
      obrebie takich platkow jestesmy zdolni...
    • bonobo44 Model standardowy 27.03.05, 12:30
      Na watku
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=21712619&a=22017658
      Dokowski przeciwstawil modelowi standardowemu swoje glebokie przekonanie co do
      tego, ze nie jest mozliwe osiagniecie przez galaktyki predkosci >c.

      Do niedawna sam podzielalem jego przekonania w tym wzgledzie, niewiele wiedzac
      o pelnych konsekwencjach modelu standardowego z inflacja.

      Wiara doku (ktory niespojnie deklaruje z jednej strony wiare w inflacje, a
      zdrugiej nie chce sie pogodzic z jej konsekwencjami) wbrew wszystkim na forum,
      zainspirowala mnie jednak do ponizszych przemyslen, ktore moga - byc moze -
      stanowic pewna alternatywe dla modelu standardowego z inflacja przestrzeni
      odpowiedzialna za ucieczke galaktyk z v>c.

      Jednak po kolei - przyjrzyjmy sie rownaniom Einsteina...

      rownania pola stanowiace trzon OTW Einsteina mialy poczatkowo piekna i
      najprostsza pod sloncem postac, w ktorej
      geometria czasoprzestrzeni jest prosta funkcja rozkladu w niej masy i energii:

      Gmini=8 x pi x G x Tmini

      gdzie:
      x - znak zwyklego mnozenia
      Gmini - 4-tensor krzywizny Einsteina
      G - newtonowska stala grawitacji (tu r.E. skladaja hold wielkiemu antenatowi
      duchowemu wspolczesnego gmachu fizyki)
      Tmini - 4-tensor energii-pedu

      /nawiasem mowiac rownania te sa rownie piekne i oczywiste, jak rownanie wiazace
      energie E z masa M
      E= (c x c) x M
      (slynne ErownasieMcekwadrat)/

      Chcac ustabilizowac znalezione rozwiazania tego rownania
      (w celu zachowania stalego promienia przestrzeni wszechswiata)
      Einstein wprowadzil po stronie geometrii czasoprzestrzeni czlon kosmologiczny
      Lambda x gmini,
      gdzie gmini to 4-tensor metryczny czasoprzestrzeni;
      rownania stracily momentalnie swoje piekno i elegancje:

      Gmini + Lambda x gmini=8 x pi x G x Tmini

      Einstein uznal czlon kosmologiczny za najwieksza pomylke swego zycia, gdy
      okazalo sie, ze modelu stacjonarnego (dla ktorego go wprowadzil) nie da sie
      obronic (model okazal sie niestabilny, a wkrotce pozniej Hubble sformulowal
      swoje slynne prawo).

      Czlon taki jednak wprowadzono ze wzgledu na koniecznosc uwzglednienia energii
      prozni (tym razem po stronie energii-materii):

      Gmini=8 x pi x G x Tmini + 8 x pi x G x rovac x gmini

      gdzie rovac - gestosc energii prozni

      W efekcie cisnienie rosnacej sumy energii prozni doslownie rozsadza nasz
      wszechswiat powodujac przyspieszona ucieczke galaktyk od siebie.
      • bonobo44 Model szrapnela 27.03.05, 12:31
        Przejdzmy do proponowanego rozwiazania alternatywnego naszego problemu:

        Otoz sugeruje, ze rozwiazanie problemu moze tkwic w przyjeciu do konca
        konsekwencji tego modelu polaczone z odrzuceniem tezy o inflacji przestrzeni
        (wyrazu 8 x pi x G x rovac x gmini ). Jak widac zostala ona sztucznie (ad hoc)
        wprowadzona dla ratowania modelu stanowiacego rozwiazanie rownan OTW
        (przypomina to ratowanie modelu kolowych orbit planetarnych wprowadzaniem
        epicykli).
        Oznacza to, ze albo trafilismy na przypadek podwazajacy OTW, albo - co bardziej
        prawdopodobne - konieczne jest znalezienie innych rozwiazan tych rownan
        (stanowiacych swoiste odpowiedniki eliptycznych orbit Keplera tamtego dawno
        rozwiazanego problemu).


        Zastanowmy sie, jakie moga byc konsekwencje odrzucenia inflacji przestrzeni.
        Przychodzi mi na mysl tylko jedna:
        Przestrzen wszechswiata rozpada sie DOSLOWNIE na niezalezne od siebie
        fragmenty, niczym szrapnel. Nie mamy juz do czynienia z ciagla przestrzenia,
        ale z przestrzenia podzielona pomiedzy najwieksze lokalne skupiska materii
        (i to w jednym z takich skupisk istniejemy).

        Pograzony w 5-wymiarowej przestrzeni model taki wyglada jak gladkie (?) 4-
        wymiarowe fragmenty szrapnela rozrzucone
        na 4-sferze balonika z ziejacymi miedzy nimi szerokimi wyrwami.
        Powierzchnia balonika w tym nowym modelu przypomina bardziej ocean arktyczny
        pokryty wyspami kry lodowej niz dotychczasowa ciagla pokrywe lodowa upstrzana
        gdzieniegdzie wysepkami ladu - galaktykami.

        Kazda z nich z osobna moze stanowic rozwiazanie rownan OTW, a ich suma
        (najprostsza kombinacja liniowa) stanowi rozwiazanie ogolne, ktore wyglada jak
        nasz balonik o nieciaglej powierzchni.
      • dokowski Zapomniałeś napisać, że gęstość tej energii ... 27.03.05, 13:19
        bonobo44 napisał:

        > W efekcie cisnienie rosnacej sumy energii prozni doslownie rozsadza nasz
        > wszechswiat powodujac przyspieszona ucieczke galaktyk od siebie.

        ... wychodzi z obliczeń o kilkadziesiąt rzędów wielkości większa niż to jest w
        rzeczywistości. To o czym piszesz nie można nawet nazwać hipotezą, jest to opis
        zupełnie fałszywego modelu, czego są świadomi fizycy, którzy pracują w tej
        dziedzinie
        • bonobo44 M-teoria 27.03.05, 20:54
          dopuszcza ogromna liczbe rozwiazan, z ktorych przynajmniej niektore - jak sie
          powszechnie uwaza - powinny zapewnic wlasciwe (pozadane w kosmologii) wielkosci
          energii prozni;

          dokowski napisał:

          > gęstość (...) energii [prozni]
          > ... wychodzi z obliczeń o kilkadziesiąt rzędów wielkości większa
          > niż to jest w rzeczywistości.
          • dokowski M-teoria jest hipotezą. Nikomu jeszcze nie ... 30.03.05, 10:47
            ... udało się policzyć gęstości energii próżni
            • bonobo44 nic nie jest jeszcze przesadzone 31.03.05, 17:49
              dokowski napisał:

              > M-teoria jest hipotezą.

              nie, jest najlepsza, najbardziej obiecujaca i najbardziej zaawansowana teoria,
              jaka dzisiaj dysponujemy, a teoria, to cos wiecej niz hipoteza, czy tez zestaw
              takowych;
              oczywiscie nic nie jest jeszcze przesONdzone,
              ale - w tym samym sensie - niczego nie przesadzala teoria Kopernika, Keplera,
              Newtona czy teoria Einsteina (zadna z nich nie miala pretensji do pelnego opisu
              rzeczywistosci); M-teoria tez poradzi sobie zapewne tylko z niektorymi
              pytaniami pod adresem rzeczywistosci (a przy okazji obejmie wszystkie
              wymienione teorie);

              > Nikomu jeszcze nie udało się policzyć gęstości energii próżni

              daruj, ale to nie jest zaden zarzut (obliczenia trwaja, daj ludziom troche
              czasu 8)

              Niezaleznie od tego, jaka ona jest, winna odpowiadac za obraz rozszerzajacego
              sie wszechswiata. Na podstawie prawa Hubble'a jestesmy w stanie ja oszacowac z
              odpowiednio zmodyfikowanych rownan Einsteina. I tu juz istnieje gotowe
              rozwiazanie, pasujace do tych danych eksperymentalnych.

              Wciaz natomiast poszukuje sie rozwiazan w ramach M-teorii (to teoria wszystkich
              oddzialywan, a nie tylko grawitacyjnych, jak OTW), o ktorych sie zaklada, ze
              beda one w zgodzie z obserwowanymi faktami. To, ze ich dotad nie znaleziono,
              nie oznacza, ze nie istnieja, a oznacza jedynie tyle, ze obliczenia sa
              niewiarygodnie trudne i zlozone, a wiec musza potrwac, bo wiekszosc sil i
              srodkow we wspolczesnym swiecie nie koncentruje sie bynajmniej na nich (juz
              raczej jest to ich margines).
              • dokowski A więc używamy innego języka 01.04.05, 20:42
                bonobo44 napisał:

                > > M-teoria jest hipotezą.
                >
                > nie, jest najlepsza, najbardziej obiecujaca i najbardziej zaawansowana
                > teoria, jaka dzisiaj dysponujemy,
                >(...)
                > teoria Kopernika, Keplera, Newtona czy teoria Einsteina (zadna z nich
                > nie miala pretensji do pelnego opisu rzeczywistosci)

                To są jednak teorie (prawa fizyki), a M-teoria jest hipotezą - to dla mnie
                fundamentalna różnica.
                • bonobo44 hipoteza a teoria 03.04.05, 22:07
                  dokowski napisał:

                  > To są jednak teorie (prawa fizyki), a M-teoria jest hipotezą - to dla mnie
                  > fundamentalna różnica.

                  Teoria heliocentryczna Kopernika nie odzwierciedlala realnych praw fizyki
                  (podawala rownie nieprawdziwe wyniki dla obiegu planet, jak te obecnie
                  wyliczone (sposrod calego zbioru mozliwych i pozostalych do wyliczenia)
                  rozwiazania M-teorii dla gestosci prozni). Nawet w wersji Keplera byla ona
                  falszywa dla przewidywan ruchu Merkurego. Byly wiec takimi samymi hipotezami
                  jak wg ciebie jest nia M-teoria. Dobra teoria nie musi opisywac poprawnie calej
                  rzeczywistosci; powinna jedynie czynic to z wiekszym jej obszarem niz teoria,
                  ktora ma zastapic. Ponadto teoria (niezaleznie od tego czy dobra czy zla) to
                  cos wiecej niz hipoteza - to zawsze mozliwie spojny zespol hipotez pod adresem
                  rzeczywistosci (pewien systemat); zarowno teorie jak i hipotezy weryfikowane sa
                  przez doswiadczenie; masz zapewne na mysli to, ze M-teoria to nadal teoria nie
                  potwierdzona do konca, OSTATECZNIE, eksperymentalnie; dotad jednak taka teoria,
                  majaca przy tym pretensje do spojnego opisu calej rzeczywistosci jeszcze wbrew
                  pozorom nigdy nie powstala;
                  • dokowski Różnica nie wynika z dokładności 10.04.05, 18:53
                    bonobo44 napisał:

                    > Teoria heliocentryczna Kopernika nie odzwierciedlala realnych praw fizyki
                    > (podawala rownie nieprawdziwe wyniki dla obiegu planet, jak te obecnie
                    > wyliczone (sposrod calego zbioru mozliwych i pozostalych do wyliczenia)
                    > rozwiazania M-teorii dla gestosci prozni). Nawet w wersji Keplera byla ona
                    > falszywa dla przewidywan ruchu Merkurego.

                    Nie była fałszywa, ale niepodkładna i niepełna. Mimo to opisywała ruch planet
                    jeszcze nie odkrytych.

                    > Byly wiec takimi samymi hipotezami
                    > jak wg ciebie jest nia M-teoria.

                    Dawniejsze sformułowania praw fizyki były niedokładne lub niepełne, jednak były
                    teoriami fizycznymi, ponieważ opierały się na faktach i prawach fizyki.
                    Hipotezy różnią się od teorii fizycznych nie tym, że są niedokładne, ale tym,
                    że nie znajdują (jeszcze) oparcia w nowych faktach.

                    Najprościej rzecz ujmując teorią staje się hipoteza potwierdzona przez nowe
                    odkrycia w fizyce, które nie mieszczą się w ramach istniejących teorii, nawet
                    jeśli nie jest dokładna. A inne hipotezy, nawet dokładniej opisujące
                    dotychczasowe fakty, muszą być wtedy odrzucone po takim odkryciu.
                    • bonobo44 Logiki odkrycia naukowego 11.04.05, 14:33
                      dokowski napisał:

                      > Nie była fałszywa, ale niepodkładna i niepełna. Mimo to opisywała ruch planet
                      > jeszcze nie odkrytych.

                      Fizyka Newtona opisywala w miare dokladnie ruch planet powyzej orbity Merkurego
                      (dla nich byla niedokladna).
                      Ponizej rozbieznosci byly juz tak znaczne, ze stawaly sie mierzalne, a to
                      uczynilo ja falszywa, co rzecz jasna oznaczalo, ze jest niepelna, czyli stosuje
                      sie do rzeczywistosci tylko w przyblizeniu plaskiej czasoprzestrzeni .
                      (Merkury to byl ten fakt doswiadczalny, ktory zanegowal jej prawdziwosc).


                      > Hipotezy różnią się od teorii fizycznych nie tym, że są niedokładne, ale tym,
                      > że nie znajdują (jeszcze) oparcia w nowych faktach.

                      Konkurencyjne hipotezy mozna stawiac w celu uzasadnienia takze starych faktow.
                      Pozostaja nimi dopoki nowe fakty nie zaneguja wszystkich poza jedna.
                      Ta, ktora sie ostanie, moze zyskac zaszczytne miano teorii, o ile zostanie
                      do ksztaltu teorii dopracowana.

                      > Najprościej rzecz ujmując teorią staje się hipoteza potwierdzona przez nowe
                      > odkrycia w fizyce, które nie mieszczą się w ramach istniejących teorii, nawet
                      > jeśli nie jest dokładna.
                      > A inne hipotezy, nawet dokładniej opisujące
                      > dotychczasowe fakty, muszą być wtedy odrzucone po takim odkryciu.

                      A co, jesli nie istnialo zadne hipotetyczne wyjasnienie ruchu Merkurego
                      az do chwili powstania OTW? Powstala od razu gotowa teoria, ktora znakomicie
                      potwierdzaly kolejne fakty eksperymentalne. Jednak i ona miala swego Merkurego
                      - caly obszar zjawisk kwantowych.
                      Z tego, co sie domyslam, kazda dotychczas powstala teoria naukowa pozostaje
                      hipoteza w Twoim rozumieniu. Najprawdopodobniej nigdy tez nie powstanie Teoria
                      w Twoim rozumieniu, tzn. taka, ktora nie bylaby w Twoim rozumieniu hipoteza.

                      Nie jestem epistemologiem, a na tym gruncie dosc latwo ugrzeznac w jalowych
                      dywagacjach. Dlatego, jesli interesuja Cie te sprawy, to przypuszczam, ze duzo
                      wiecej mozesz na ten temat wyniesc z lektury np. "Logiki odkrycia naukowego"
                      Karla Poppera, niz z dyskusji ze mna.

                      8)44
                      • dokowski Odkrycie utraty energii przez pulsary jest ... 16.04.05, 22:39
                        bonobo44 napisał:

                        > A co, jesli nie istnialo zadne hipotetyczne wyjasnienie ruchu Merkurego
                        > az do chwili powstania OTW? Powstala od razu gotowa teoria, ktora znakomicie
                        > potwierdzaly kolejne fakty eksperymentalne.

                        ... dobrym przykładem tego o czym piszę.

                        Z czym więc polemizujesz

                        > Z tego, co sie domyslam, kazda dotychczas powstala teoria naukowa pozostaje
                        > hipoteza w Twoim rozumieniu.

                        Nieuważnie przeczytałeś mój post. Hipotezy potwierdzone nowymi odkryciami stają
                        się teoriami.
                  • kapitalizm1 Re: hipoteza a teoria 13.09.06, 23:17
                    - panowie, panowie,

                    popelniacie b. pospolity blad wypowiadania sie o przestrzeni, czy czasie, w
                    formie istniejacych bytow fizycznych,

                    nie zapominajcie, ze czas, jak i przestrzen, sa tylko pojeciami relacji (ruchu
                    materii w przypadku czasu, polozen materii w przypadku przestrzeni) i w
                    rzeczywistosci nie istnieja,


                    inny blad w logice waszych rozwazan, jak czeste odniesienia do poczatkow czy
                    powstania Wszechswiata, to pomijanie faktu niezniszczalnosci materii (zmienia
                    tylko swoj stan), z ktorego to faktu rzeczywistosci wynika, ze materia nie moze
                    powstac, nie moze miec poczatku z nie-materii,

                    rozumie, ze to sa rozmowy czysto teoretyczne i jako abstrakty fizyczno-
                    matematyczne niekoniecznie musza miec odniesienie do rzeczywistosci, ale czesto
                    daje sie odniesc wrazenie odrotne,

                    w podsumowaniu:

                    a) materia jest niekreowalna/niezniszczalna,

                    b) Wszechswiat (jako calosc), choc wciaz jest w ruchu i w transormacji, nigdy
                    nie powstal, a wwszelki Big-Bang czy inne wydarzenie tego typu wydarza sie
                    tylko w jednej, malej, jego czesci,

                    c) czas i przestrzen sa pojeciami relacji.

                    • lajkonik521 Re: hipoteza a teoria 14.09.06, 18:37
                      kapitalizm1 napisał:

                      > - panowie, panowie,
                      >
                      > popelniacie b. pospolity blad wypowiadania sie o przestrzeni, czy czasie, w
                      > formie istniejacych bytow fizycznych,
                      >
                      > nie zapominajcie, ze czas, jak i przestrzen, sa tylko pojeciami relacji (ruchu
                      > materii w przypadku czasu, polozen materii w przypadku przestrzeni) i w
                      > rzeczywistosci nie istnieja,

                      A jeśli są tylko dwa byty, to ta relacja miedzy nimi - przestrzeń - jest tylko
                      odcinkiem je łączącym? Czy moze trochę szerzej? A jeśli szerzej, to jak szeroko?

                      A z rozpędu jeszcze bym zapytał - czy jeśli mielibyśmy tylko jeden "istniejący
                      byt fizyczny", to juz nie ma przestrzeni? Moze i tak. Wynikałoby z tego ze
                      wszechswiat jest w PUSTCE. Tak?




                      > inny blad w logice waszych rozwazan, jak czeste odniesienia do poczatkow czy
                      > powstania Wszechswiata, to pomijanie faktu niezniszczalnosci materii (zmienia
                      > tylko swoj stan), z ktorego to faktu rzeczywistosci wynika, ze materia nie moze
                      >
                      > powstac, nie moze miec poczatku z nie-materii,

                      He..., nasze zycie też wydaje się nam nie mieć początku (bo go nie pamietamy),
                      ani końca (bo go nie obejrzymy). Ale mając zdolność ogladu samego siebie "Z
                      ZEWNĄTRZ", wsparci nadto obserwacją onnych żyć, wiemy, ze ten początek kiedyś
                      był a i koniec z pewnością nastanie.
                      To moze i z tym początkiem i koncem wszechswiata nie warto się tak zarzekać, co?


                      > rozumie, ze to sa rozmowy czysto teoretyczne i jako abstrakty fizyczno-
                      > matematyczne niekoniecznie musza miec odniesienie do rzeczywistosci, ale czesto
                      >
                      > daje sie odniesc wrazenie odrotne,
                      >
                      > w podsumowaniu:
                      >
                      > a) materia jest niekreowalna/niezniszczalna,
                      >
                      > b) Wszechswiat (jako calosc), choc wciaz jest w ruchu i w transormacji, nigdy
                      > nie powstal, a wwszelki Big-Bang czy inne wydarzenie tego typu wydarza sie
                      > tylko w jednej, malej, jego czesci,
                      >
                      > c) czas i przestrzen sa pojeciami relacji.
                      >

                      No to kapitał, ostro pojechałeś.

                      Lajkonix
                      panta rei - wszystko w płynie
                      • kapitalizm1 Re: hipoteza a teoria 15.09.06, 00:23
                        lajkonik521 napisał:

                        > kapitalizm1 napisał:
                        >
                        > > - panowie, panowie,
                        > >
                        > > popelniacie b. pospolity blad wypowiadania sie o przestrzeni, czy czasie,
                        > w
                        > > formie istniejacych bytow fizycznych,
                        > >
                        > > nie zapominajcie, ze czas, jak i przestrzen, sa tylko pojeciami relacji (
                        > ruchu
                        > > materii w przypadku czasu, polozen materii w przypadku przestrzeni) i w
                        > > rzeczywistosci nie istnieja,
                        >
                        > A jeśli są tylko dwa byty, to ta relacja miedzy nimi - przestrzeń - jest tylko
                        > odcinkiem je łączącym? Czy moze trochę szerzej? A jeśli szerzej, to jak
                        szeroko
                        > ?


                        - logicznie szerokosc zaklada istnienie wielu bytow, a nie tylko dwoch,


                        > A z rozpędu jeszcze bym zapytał - czy jeśli mielibyśmy tylko jeden "istniejący
                        > byt fizyczny", to juz nie ma przestrzeni? Moze i tak. Wynikałoby z tego ze
                        > wszechswiat jest w PUSTCE. Tak?




                        - caly czas jest ten sam blad logiczny w twoich pytaniach,

                        po pierwsze jeslibysmy cos mieli (ten twoj jeden byt fizyczny) - to oczywiscie
                        my tez bylibysmy jakimis bytami, a wiec nigdy nie ma mowy o jakims jednym bycie,

                        po drugie co to jest ta "PUSTKA" (?), chodzi ci chyba o przestrzen?

                        przestrzen znajduje sie we Wszechswiecie, a nie Wszechswiat znaduje sie w
                        przestrzeni,




                        >
                        >
                        >
                        >
                        > > inny blad w logice waszych rozwazan, jak czeste odniesienia do poczatkow
                        > czy
                        > > powstania Wszechswiata, to pomijanie faktu niezniszczalnosci materii (zmi
                        > enia
                        > > tylko swoj stan), z ktorego to faktu rzeczywistosci wynika, ze materia ni
                        > e moze
                        > >
                        > > powstac, nie moze miec poczatku z nie-materii,
                        >
                        > He..., nasze zycie też wydaje się nam nie mieć początku (bo go nie pamietamy),
                        > ani końca (bo go nie obejrzymy). Ale mając zdolność ogladu samego siebie "Z
                        > ZEWNĄTRZ", wsparci nadto obserwacją onnych żyć, wiemy, ze ten początek kiedyś
                        > był a i koniec z pewnością nastanie.
                        > To moze i z tym początkiem i koncem wszechswiata nie warto się tak zarzekać,
                        co
                        > ?


                        - tylko zycie (materia ozywiona) ma swoj poczatek i koniec,

                        ale kazde zycie zaklada istnienie juz materii, nie moze istniec zycie
                        (swiadomosc) bez wczesniej istniejacej materii, nie wspominajac juz, ze kazde
                        zycie musi miec jakies cialo (materie),

                        krotko;

                        Wszechswiat nie ma poczatku, zycie - tak.






                        >
                        > > rozumie, ze to sa rozmowy czysto teoretyczne i jako abstrakty fizyczno-
                        > > matematyczne niekoniecznie musza miec odniesienie do rzeczywistosci, ale
                        > czesto
                        > >
                        > > daje sie odniesc wrazenie odrotne,
                        > >
                        > > w podsumowaniu:
                        > >
                        > > a) materia jest niekreowalna/niezniszczalna,
                        > >
                        > > b) Wszechswiat (jako calosc), choc wciaz jest w ruchu i w transormacji, n
                        > igdy
                        > > nie powstal, a wwszelki Big-Bang czy inne wydarzenie tego typu wydarza si
                        > e
                        > > tylko w jednej, malej, jego czesci,
                        > >
                        > > c) czas i przestrzen sa pojeciami relacji.
                        > >
                        >
                        > No to kapitał, ostro pojechałeś.
                        >
                        > Lajkonix
                        > panta rei - wszystko w płynie



                        • lajkonik521 Re: hipoteza a teoria 15.09.06, 18:43
                          kapitalizm1 napisał:

                          > > A jeśli są tylko dwa byty, to ta relacja miedzy nimi - przestrzeń - jest
                          > tylko
                          > > odcinkiem je łączącym? Czy moze trochę szerzej? A jeśli szerzej, to jak
                          > szeroko
                          > > ?
                          >
                          >
                          > - logicznie szerokosc zaklada istnienie wielu bytow, a nie tylko dwoch,

                          Czyli relacja między dwoma bytami jest jednak tak wąska jak odcinek. Dobrze
                          wnioskuję?


                          > > A z rozpędu jeszcze bym zapytał - czy jeśli mielibyśmy tylko jeden "istni
                          > ejący
                          > > byt fizyczny", to juz nie ma przestrzeni? Moze i tak. Wynikałoby z tego z
                          > e
                          > > wszechswiat jest w PUSTCE. Tak?
                          >
                          >
                          >
                          >
                          > - caly czas jest ten sam blad logiczny w twoich pytaniach,
                          >
                          > po pierwsze jeslibysmy cos mieli (ten twoj jeden byt fizyczny) - to oczywiscie
                          > my tez bylibysmy jakimis bytami, a wiec nigdy nie ma mowy o jakims jednym bycie

                          No ale jak ty byś był takim jednym jedynym bytem, to też nie ma mowy o jednym bycie?



                          > ,
                          >
                          > po drugie co to jest ta "PUSTKA" (?), chodzi ci chyba o przestrzen?

                          No to w czym byłbyś ty jako jeden jedyny byt? Chyba nie w przestrzeni, bo ta
                          jest relacja między bytami, a tu raptem byt sztuk jeden...




                          >
                          > przestrzen znajduje sie we Wszechswiecie, a nie Wszechswiat znaduje sie w
                          > przestrzeni,

                          Przestrzeń znajduje się we wszechświecie. OK. A wszechswiat jako byt - w czym?



                          > > He..., nasze zycie też wydaje się nam nie mieć początku (bo go nie pamiet
                          > amy),
                          > > ani końca (bo go nie obejrzymy). Ale mając zdolność ogladu samego siebie
                          > "Z
                          > > ZEWNĄTRZ", wsparci nadto obserwacją onnych żyć, wiemy, ze ten początek ki
                          > edyś
                          > > był a i koniec z pewnością nastanie.
                          > > To moze i z tym początkiem i koncem wszechswiata nie warto się tak zarzek
                          > ać,
                          > co
                          > > ?
                          >
                          >
                          > - tylko zycie (materia ozywiona) ma swoj poczatek i koniec,
                          >
                          > ale kazde zycie zaklada istnienie juz materii, nie moze istniec zycie
                          > (swiadomosc) bez wczesniej istniejacej materii, nie wspominajac juz, ze kazde
                          > zycie musi miec jakies cialo (materie),

                          Ja z tym zyciem tylko dałem taki przyklad, zeby ci uzmysłowić, ze aby
                          powiedzieć, ze coś ma początek lub go nie ma (tudzież koniec), to trzeba trochę
                          na zewnątrz tego czegoś stanąć. Bo od srodka to moze nie być widać tego początku
                          i końca, ok?
                          A ty na zewnątrz wszechświata tak jakbyś nie chciał stanąć, tak?

                          >
                          > krotko;
                          >
                          > Wszechswiat nie ma poczatku, zycie - tak.

                          No to teraz dostrzegasz bląd logiczny jaki popełniasz...? O wszewchswiecie
                          chcesz wnioskować z wewnątrz, a o życiu z zewnnątrz. No to się raczej ujednolić, ok?


                          > > Lajkonix
                          > > panta rei - wszystko w płynie
                          >
                          >
                          >
                          • kapitalizm1 Re: hipoteza a teoria 18.09.06, 18:41
                            ajkonik521 napisał:



                            > Czyli relacja między dwoma bytami jest jednak tak wąska jak odcinek. Dobrze
                            wnioskuję?

                            - nie, ja pisalem o 'pojeciu' przestrzen, to pojecie nie odnosi sie do zadnego
                            istniejacego bytu fizycznego,

                            jest pojeciem relacji,

                            cos jak np. pojecie malzenstwo,


                            > No ale jak ty byś był takim jednym jedynym bytem, to też nie ma mowy o jednym
                            bycie?


                            - jednym jedynym bytem moglbym byc tylko we snie,

                            nie moze istniec we Wszechswiecie jeden jedyny byt, bo wtedy nie istnialby
                            Wszechwiat, podobnie gdyby istnial tylko jeden kolor, nie moglbys wogole
                            widziec (tego koloru, czy czegokolwiek),

                            pomysl nad tym...i jeszcze nad taka inna sprzecznoscia filozoficzna (logiczna) -
                            zycie nie moze sie obyc bez materii, materia moze istniec bez zycia,


                            > No to w czym byłbyś ty jako jeden jedyny byt? Chyba nie w przestrzeni, bo ta
                            jest relacja między bytami, a tu raptem byt sztuk jeden...


                            - sprzecznosc logiczna,

                            istnienie jakiegokolwiek bytu jest uwarunkowane istnieniem innych bytow
                            fizycznych, inaczej nie moglby, ten jeden jedyny byt, miec jakiejkolwiek
                            charakterystyki, no bo jaka by mial?,

                            nie moglby byc np. zielony, bo to jest jeden z kolorow, zielony poznajemy po
                            tym, ze nie jest bialy czy czerwony, i tak dalej ze struktura i innymi cechami,


                            > Przestrzeń znajduje się we wszechświecie. OK. A wszechswiat jako byt - w czym?

                            - Wszechswiat jest jedynym odnosnikiem jaki istnieje (chyba, ze wierzysz w
                            cuda, Boga, i ogolnie "pozaswiaty"), kazde pojecie odnosi sie do Wszechswiata,

                            w odniesieniu do Wszechswiata pytanie "w czym" nie ma zadnego sensu, jezeli
                            jest jakies "w czyms" to ono rowniez nalezy do Wszechswiata,

                            pamietaj, ze definicja Wszechswiata jest: "wszystko w calym swiecie", a wiec
                            Wszechswiat jest - WSZYSTKIM,

                            powiedziec w "czym jest Wszechswiat", albo "cos poza Wszechswiatem" - jest tym
                            samym co mowic o: "czyms co jest tam, gdzie nie ma nic" - nie ma takiego
                            miejsca, nie ma czegos takiego jak "poza" Wszechswiatem,

                            ale jesli jestes wierzacym w Boga, cuda i cala mistyke - to juz inna para
                            kaloszy, ja w takich dyskusjach nie uczestnicze,




                            > Ja z tym zyciem tylko dałem taki przyklad, zeby ci uzmysłowić, ze aby
                            powiedzieć, ze coś ma początek lub go nie ma (tudzież koniec), to trzeba trochę
                            na zewnątrz tego czegoś stanąć. Bo od srodka to moze nie być widać tego początku
                            i końca, ok?
                            A ty na zewnątrz wszechświata tak jakbyś nie chciał stanąć, tak?

                            - wyjasnilem to powyzej,

                            nie ma czegos takiego jak na "zewnatrz Wszechswiata" - sprzecznosc filozoficzno-
                            logiczna, ktora juz pierwszy zauwazyl Arystoteles,



                            > No to teraz dostrzegasz bląd logiczny jaki popełniasz...? O wszewchswiecie
                            chcesz wnioskować z wewnątrz, a o życiu z zewnnątrz. No to się raczej
                            ujednolić, ok?

                            - a ty swoje,

                            jesli mowisz Wszechswiat (wszystko), to sie zdecyduj czy mowisz o calosci, czy
                            tylko jakiejs jej czesci,

                            jesli tylko jego (Wszechswiata) jakiejs czesci (np. naszej Galaktyce, itp.) to
                            tu sie zgadzamy, nasza (czy inna) Galaktyka znajduje sie we Wszechswiecie, jest
                            otoczona innymi galaktykami, obiektami, itp., znajduje sie rowniez w
                            przestrzeni, jak zreszta kazdy inny obiekt we Wszechswiecie,

                            chyba, ze uzywasz potocznego znaczenia swiat, typu moje zycie to moj swiat, czy
                            swiat literatury, malarstwa itp.

                            ale wtedy nie powinienes uzywac przedrostka wszech-,


                            mysle, ze teraz juz ostatecznie wyrazilem te sprzecznosci logiki w twoich
                            wypowiedziach,

                            pzdr.
                            • lajkonik521 Re: hipoteza a teoria 18.09.06, 19:40
                              kapitalizm1 napisał:

                              > > Czyli relacja między dwoma bytami jest jednak tak wąska jak odcinek. Dobr
                              > ze
                              > wnioskuję?
                              >
                              > - nie, ja pisalem o 'pojeciu' przestrzen, to pojecie nie odnosi sie do zadnego
                              > istniejacego bytu fizycznego,

                              Czyli przestrzeń, rozumiana jako relacja miedzy bytami, nie odnosi się do bytów,
                              tak?

                              > jest pojeciem relacji,
                              >
                              > cos jak np. pojecie malzenstwo,
                              >
                              >
                              > > No ale jak ty byś był takim jednym jedynym bytem, to też nie ma mowy o je
                              > dnym
                              > bycie?
                              >
                              >
                              > - jednym jedynym bytem moglbym byc tylko we snie,
                              >
                              > nie moze istniec we Wszechswiecie jeden jedyny byt, bo wtedy nie istnialby
                              > Wszechwiat, podobnie gdyby istnial tylko jeden kolor, nie moglbys wogole
                              > widziec (tego koloru, czy czegokolwiek),

                              Czy twoim zdaniem Wszechswiat jako całość nie jest bytem?



                              >
                              > pomysl nad tym...i jeszcze nad taka inna sprzecznoscia filozoficzna (logiczna)
                              > -
                              > zycie nie moze sie obyc bez materii, materia moze istniec bez zycia,

                              Za bardzo nie widzę tutaj sprzecznosci - ani filozoficznej, ani logicznej. Ale
                              moze czegoś nie dostrzegam.



                              > > No to w czym byłbyś ty jako jeden jedyny byt? Chyba nie w przestrzeni, bo
                              > ta
                              > jest relacja między bytami, a tu raptem byt sztuk jeden...
                              >
                              >
                              > - sprzecznosc logiczna,
                              >
                              > istnienie jakiegokolwiek bytu jest uwarunkowane istnieniem innych bytow
                              > fizycznych, inaczej nie moglby, ten jeden jedyny byt, miec jakiejkolwiek
                              > charakterystyki, no bo jaka by mial?,

                              No jak to jaką? Podstawową cechę bytu - istnienie!


                              > nie moglby byc np. zielony, bo to jest jeden z kolorow, zielony poznajemy po
                              > tym, ze nie jest bialy czy czerwony, i tak dalej ze struktura i innymi cechami,
                              >
                              >
                              > > Przestrzeń znajduje się we wszechświecie. OK. A wszechswiat jako byt - w
                              > czym?
                              >
                              > - Wszechswiat jest jedynym odnosnikiem jaki istnieje (chyba, ze wierzysz w
                              > cuda, Boga, i ogolnie "pozaswiaty"), kazde pojecie odnosi sie do Wszechswiata,
                              >
                              > w odniesieniu do Wszechswiata pytanie "w czym" nie ma zadnego sensu, jezeli
                              > jest jakies "w czyms" to ono rowniez nalezy do Wszechswiata,
                              >
                              > pamietaj, ze definicja Wszechswiata jest: "wszystko w calym swiecie", a wiec
                              > Wszechswiat jest - WSZYSTKIM,
                              >
                              > powiedziec w "czym jest Wszechswiat", albo "cos poza Wszechswiatem" - jest tym
                              > samym co mowic o: "czyms co jest tam, gdzie nie ma nic" - nie ma takiego
                              > miejsca, nie ma czegos takiego jak "poza" Wszechswiatem,

                              Kapitał, ila ja się juz tego nasłuchałem, ze pytanie o to w czym jest
                              wszechswiat nie ma sensu...
                              A niby z jakiego powodu nie ma sensu?
                              Jest nieprawdziwe?
                              A moze jest zakaz jego zadawania?
                              Ja mogę je zadać jeszcze 150 razy i nikt mi nie zabroni - w tym sensie to
                              pytanie ma sens.
                              Nieprawdziwości tego pytania raczej nie bedziesz mi dowodził, co?
                              Wydaje mi się, ze powtarzasz popularne zaklecie o braku sensu i głęboko w nie
                              wierzysz.
                              Otóż moim zdaniem pytanie to jest prostą konsekwencją stwierdzenia, ze
                              wszechświat się rozszerza (no, chyba, że to stwierdzenie też negujesz).
                              Wyluzuj trochę i odpuść sobie tę bezsensowność. Czasem dobrze jest trochę
                              szerzej podywagować.

                              > ale jesli jestes wierzacym w Boga, cuda i cala mistyke - to juz inna para
                              > kaloszy, ja w takich dyskusjach nie uczestnicze,

                              Ok wobec takiej szczerej deklaracji przyznaję - jestem wierzącym w Boga. Ale jak
                              zauważasz, nie powołuję się na to w moich wypowiedziach. Nie widzę potrzeby
                              lokowania Pana Boga w jakimkolwiek miejscu (prywatnie powiem ci, ze wierzę iz on
                              znajdzie sobie lepsze miejsce niz ja bym Mu wymyslił). Nadto nie przeszkadza mi
                              nigdy, czy mój dyskutant jest wierzący czy nie - chodzi tylko o to by się w tym
                              przedmiocie nie obrażać. Po tym wyznaniu dalsze losy tej dyskusji zostawiam w
                              twoich rekach. OK?


                              > > Ja z tym zyciem tylko dałem taki przyklad, zeby ci uzmysłowić, ze aby
                              > powiedzieć, ze coś ma początek lub go nie ma (tudzież koniec), to trzeba trochę
                              > na zewnątrz tego czegoś stanąć. Bo od srodka to moze nie być widać tego początk
                              > u
                              > i końca, ok?
                              > A ty na zewnątrz wszechświata tak jakbyś nie chciał stanąć, tak?
                              >
                              > - wyjasnilem to powyzej,
                              >
                              > nie ma czegos takiego jak na "zewnatrz Wszechswiata" - sprzecznosc filozoficzno
                              > -
                              > logiczna, ktora juz pierwszy zauwazyl Arystoteles,
                              >
                              >
                              >
                              > > No to teraz dostrzegasz bląd logiczny jaki popełniasz...? O wszewchswieci
                              > e
                              > chcesz wnioskować z wewnątrz, a o życiu z zewnnątrz. No to się raczej
                              > ujednolić, ok?
                              >
                              > - a ty swoje,
                              >
                              > jesli mowisz Wszechswiat (wszystko), to sie zdecyduj czy mowisz o calosci, czy
                              > tylko jakiejs jej czesci,

                              He, widzisz... Samo rozumienie pojecia wszystko jest dość kłopotliwe. W pewnym
                              sensie uważam, ze Wszechswiat to wszystko - wszystko co mozemy obejrzeć,
                              dotknąć, zmierzyć, odwiedzić... A jeśli są obszary nam niedostępne w taki
                              sposób, to twoim zdaniem powinno się je zaliczyć do tego WSZYSTKA, czy nie? Np.
                              takie miejsce: Mój pokój, krzesło przy kompie, ale 3 lata temu (albo za pięć lat
                              od dziś). Oczywiście, ze tak zdefiniowane miejsce jest do wyobrażenia, bardziej
                              lub mniej trafnego. ALE Czy takie miejsce jest dostępne ogladowi i do pomacania?
                              Czy powinienem je zaliczyć do twojego WSZYSTKA? Wg mnie nie jest tak łatwo
                              zdefiniować WSZYSTKO. A zatem wymachiwanie WSZYSTKIM powinno się odbywać chyba
                              nieco ostrozniej, nie?



                              > jesli tylko jego (Wszechswiata) jakiejs czesci (np. naszej Galaktyce, itp.) to
                              > tu sie zgadzamy, nasza (czy inna) Galaktyka znajduje sie we Wszechswiecie, jest
                              >
                              > otoczona innymi galaktykami, obiektami, itp., znajduje sie rowniez w
                              > przestrzeni, jak zreszta kazdy inny obiekt we Wszechswiecie,

                              No dobra, chyba nie na tym poziomie rozmawiamy, nie?

                              > chyba, ze uzywasz potocznego znaczenia swiat, typu moje zycie to moj swiat, czy
                              >
                              > swiat literatury, malarstwa itp.
                              >
                              > ale wtedy nie powinienes uzywac przedrostka wszech-,

                              No dobra - swiadomie uzywam przedrostka wszech- i ciagle mam wątpliwości, co on
                              oznacza (namacalność, ogladalność, wyobrażalnosć czy jeszcze co innego). Ty
                              jesteś pewien co on oznacza?

                              > mysle, ze teraz juz ostatecznie wyrazilem te sprzecznosci logiki w twoich
                              > wypowiedziach,

                              Myślę ze teraz ostatecznie zauważyłeś na czym mogą polegać moje wątpliwości i
                              brak logiki w twoich odpowiedziach :-) Jak mozesz coś bardziej przekonujacego
                              dorzucić oprócz zaklęć o bezsensie, to bym z przyjemnością poczytał.


                              >
                              > pzdr.

                              Odwzajemniam pozdry

                              Lajkonix
                              panta rei - wszystko w płynie
                              • kapitalizm1 Re: hipoteza a teoria 19.09.06, 05:10

                                lajkonik521 napisał:

                                > kapitalizm1 napisał:
                                >
                                > > > Czyli relacja między dwoma bytami jest jednak tak wąska jak odcinek
                                > . Dobr
                                > > ze
                                > > wnioskuję?
                                > >
                                > > - nie, ja pisalem o 'pojeciu' przestrzen, to pojecie nie odnosi sie do za
                                > dnego
                                > > istniejacego bytu fizycznego,
                                >
                                > Czyli przestrzeń, rozumiana jako relacja miedzy bytami, nie odnosi się do
                                bytów
                                > ,
                                > tak?



                                - jaknajbardziej odnosi sie, kazde pojecie ma odniesienie do rzeczywistosci
                                fizycznej, choc czesto nie bezposrednie,

                                np. kszeslo (jako pojecie) jest bezposrednim odniesieniem do materialnego bytu,
                                jakim jest ten szczegolny rodzaj mebla, ktore to z kolei samo pojecie mebel nie
                                ma bezposredniego odniesienia do zadnego konkretnego bytu,

                                wracajac do naszej dyskusji o pojeciach relacji (jakim jest czas czy
                                przestrzen) powinienem podac jakis przyklad relacji, powiedzmy
                                pojecie 'malzenstwo' - to pojecie odnosi sie do relacji pomiedzy dwoma osobami,

                                osoby te sa oczywiscie fizycznymi bytami, ale pojecie relacji jaka tu jest to
                                malzenstwo, nie ma zadnego konkretnego fizycznego odnosnika, nie jest zadnym
                                bytem,

                                wiec w moim zdaniu:

                                > - nie, ja pisalem o 'pojeciu' przestrzen, to pojecie nie odnosi sie do zadnego
                                > istniejacego bytu fizycznego...

                                - powinienem moze uscislic .... to pojecie nie odnosi sie BEZPOSREDNIO do
                                zadnego istniejacego bytu.....


                                > > jest pojeciem relacji,
                                > >
                                > > cos jak np. pojecie malzenstwo,
                                > >
                                > >
                                > > > No ale jak ty byś był takim jednym jedynym bytem, to też nie ma mow
                                > y o je
                                > > dnym
                                > > bycie?
                                > >
                                > >
                                > > - jednym jedynym bytem moglbym byc tylko we snie,
                                > >
                                > > nie moze istniec we Wszechswiecie jeden jedyny byt, bo wtedy nie istnialb
                                > y
                                > > Wszechwiat, podobnie gdyby istnial tylko jeden kolor, nie moglbys wogole
                                > > widziec (tego koloru, czy czegokolwiek),
                                >
                                > Czy twoim zdaniem Wszechswiat jako całość nie jest bytem?


                                - nie, nie jest bytem,

                                na tej samej zasadzie jak np. ja i moj samochod nie jestesmy bytem - ja jestem
                                bytem, moje auto jest bytem, ale razem jako calosc nie tworzymy bytu
                                (czlowiekosamochodu),

                                podobnie jest ze Wszechswiatem, wszystko co istnieje jest we Wszechswiecie, i
                                jest/moze byc oddzielnie jakims bytem, ale wszystko razem wziete nie tworzy
                                zadnego bytu (choc wiele podzespolow moze tworzyc byt, moze byc jednym bytem,
                                np Ziemia, Slonce czy samochod, krzeslo itp),



                                > > pomysl nad tym...i jeszcze nad taka inna sprzecznoscia filozoficzna (logi
                                > czna)
                                > > -
                                > > zycie nie moze sie obyc bez materii, materia moze istniec bez zycia,
                                >
                                > Za bardzo nie widzę tutaj sprzecznosci - ani filozoficznej, ani logicznej. Ale
                                > moze czegoś nie dostrzegam.


                                - chodzilo mi o sprzecznosc dotyczaca naszego sporu o istnienie Wszechswiata i
                                moje twierdzenie o niezniszczalnosci/niepowstawalnosci materii,

                                skoro zycie (swiadomosc) potrzebuje istnienia materii (inaczej czego ta
                                swiadomosc bylaby swiadoma?) - to materia nie moze powstac z nie-materii, czyli
                                ze swiadomosci, z woli, z ducha, z "nikad", czy przez przypadek,

                                przypadek w swiecie fizycznym nie istnieje, kazda materia ma swoja
                                charakterystyke, kazdy skutek ma swoja przyczyne, Prawo Tozsamosci jest wkoncu
                                aksjomatem,

                                przyznaje, ze samo w sobie to moje zdanie nie ma zadnej sprzecznosci,

                                dzieki za upomnienie,


                                > > > No to w czym byłbyś ty jako jeden jedyny byt? Chyba nie w przestrze
                                > ni, bo
                                > > ta
                                > > jest relacja między bytami, a tu raptem byt sztuk jeden...
                                > >
                                > >
                                > > - sprzecznosc logiczna,
                                > >
                                > > istnienie jakiegokolwiek bytu jest uwarunkowane istnieniem innych bytow
                                > > fizycznych, inaczej nie moglby, ten jeden jedyny byt, miec jakiejkolwiek
                                > > charakterystyki, no bo jaka by mial?,
                                >
                                > No jak to jaką? Podstawową cechę bytu - istnienie!

                                - istnienie...jako co?

                                wszystko co istnieje, istnieje jako COS,

                                A = A, w tym samym czasie i w tych samych warunkach - czyli jest takie, a nie
                                inne,


                                > > nie moglby byc np. zielony, bo to jest jeden z kolorow, zielony poznajemy
                                > po
                                > > tym, ze nie jest bialy czy czerwony, i tak dalej ze struktura i innymi ce
                                > chami,
                                > >
                                > >
                                > > > Przestrzeń znajduje się we wszechświecie. OK. A wszechswiat jako by
                                > t - w
                                > > czym?
                                > >
                                > > - Wszechswiat jest jedynym odnosnikiem jaki istnieje (chyba, ze wierzysz
                                > w
                                > > cuda, Boga, i ogolnie "pozaswiaty"), kazde pojecie odnosi sie do Wszechsw
                                > iata,
                                > >
                                > > w odniesieniu do Wszechswiata pytanie "w czym" nie ma zadnego sensu, jeze
                                > li
                                > > jest jakies "w czyms" to ono rowniez nalezy do Wszechswiata,
                                > >
                                > > pamietaj, ze definicja Wszechswiata jest: "wszystko w calym swiecie", a w
                                > iec
                                > > Wszechswiat jest - WSZYSTKIM,
                                > >
                                > > powiedziec w "czym jest Wszechswiat", albo "cos poza Wszechswiatem" - jes
                                > t tym
                                > > samym co mowic o: "czyms co jest tam, gdzie nie ma nic" - nie ma takiego
                                > > miejsca, nie ma czegos takiego jak "poza" Wszechswiatem,
                                >
                                > Kapitał, ila ja się juz tego nasłuchałem, ze pytanie o to w czym jest
                                > wszechswiat nie ma sensu...
                                > A niby z jakiego powodu nie ma sensu?
                                > Jest nieprawdziwe?
                                > A moze jest zakaz jego zadawania?
                                > Ja mogę je zadać jeszcze 150 razy i nikt mi nie zabroni - w tym sensie to
                                > pytanie ma sens.


                                - nie, nie ma sensu,

                                ale jest prawda, ze wielu je zadaje - nie twierdzilem odwrotnie,

                                poza tym nie ma zakazu jego zadawania i niektorzy je zadaja,

                                tylko co z tego?

                                wielokrotnosc zadawania jakiegos pytania nie czyni go sensownym - cos jest
                                sensowne bez wzgledu na to,


                                > Nieprawdziwości tego pytania raczej nie bedziesz mi dowodził, co?

                                - nie,

                                przeciez jest prawda, ze zadajesz takie pytanie, inaczej bysmy nie dyskutowali,
                                no nie?

                                ja mowie tylko, ze ono nie ma zadnego sensu,


                                > Wydaje mi się, ze powtarzasz popularne zaklecie o braku sensu i głęboko w nie
                                > wierzysz.
                                > Otóż moim zdaniem pytanie to jest prostą konsekwencją stwierdzenia, ze
                                > wszechświat się rozszerza (no, chyba, że to stwierdzenie też negujesz).


                                - oczywiscie, ze sie nie zgadzam z teoria o rozszerzaniu sie Wszechswiata (jako
                                zbioru wszystkiego)!!

                                tlumaczylem juz dlaczego WSZYSTKO nie moze sie rozszerzac, ale WE WSZYSTKIM (we
                                Wszechswiecie) moze sie rozszerzac wiele rzeczy, moga sie np. wzajemnie oddalac
                                od siebie jakies galaktyki, lub nawet kazda istniejaca materia w danej
                                galaktyce moze sie wzajemnie od siebie oddalac (tworzyc efekt rozszerzania) -
                                to 'rozszerzanie' moze sie nawet odbywac na ogromnym (dla nas!) obszarze, i
                                dawac zludzenie "wszechrozszerzalnosci", ale jest tylko zludzeniem, gdyz moze
                                odbywac sie tylko (jesli wogole sie odbywa!) w mikroskopijnej czesci
                                Wszechswiata,

                                podobnie jest z Wielkim Wybuchem, sa zwykla ewolucja i przemiana materii,
                                czasem gwaltowna, zachodzaca WE Wszechswiecie,


                                > Wyluzuj trochę i odpuść sobie tę bezsensowność. Czasem dobrze jest trochę
                                > szerzej podywagować.

                                - przeciez wlasnie to robimy,


                                > > ale jesli jestes wierzacym w Boga, cuda i cala mistyke - to juz inna para
                                > > kaloszy, ja w takich dyskusjach nie uczestnicze,
                                >
                                > Ok wobec takiej szczerej deklaracji przyznaję - jestem wierzącym w Boga. Ale
                                ja
                                > k
                                > zauważasz, nie powołuję się na to w moich wypowiedziach.


                                - nie potrzebujesz sie powolywac, twoje wypowiedzi o tym swiadcza i to b.
                                wyraznie,

                                > Nie widzę potrzeby
                                
                                • kapitalizm1 Re: hipoteza a teoria 19.09.06, 05:13
                                  cd.

                                  > Nie widzę potrzeby
                                  > lokowania Pana Boga w jakimkolwiek miejscu (prywatnie powiem ci, ze wierzę iz
                                  o
                                  > n
                                  > znajdzie sobie lepsze miejsce niz ja bym Mu wymyslił). Nadto nie przeszkadza
                                  mi
                                  > nigdy, czy mój dyskutant jest wierzący czy nie - chodzi tylko o to by się w
                                  tym
                                  > przedmiocie nie obrażać. Po tym wyznaniu dalsze losy tej dyskusji zostawiam w
                                  > twoich rekach. OK?


                                  - OK,

                                  ja, poniewaz nie wierze w cuda, zrozumiale jest, ze nie wierze rowniez w zadne
                                  mistycyzmy (w tym w Boga),

                                  ale i tak lubie z toba rozmawiac, bo mimo wiary w cuda, przejawiasz duzo
                                  rozsadku,


                                  > > > Ja z tym zyciem tylko dałem taki przyklad, zeby ci uzmysłowić, ze a
                                  > by
                                  > > powiedzieć, ze coś ma początek lub go nie ma (tudzież koniec), to trzeba
                                  > trochę
                                  > > na zewnątrz tego czegoś stanąć. Bo od srodka to moze nie być widać tego p
                                  > oczątk
                                  > > u
                                  > > i końca, ok?
                                  > > A ty na zewnątrz wszechświata tak jakbyś nie chciał stanąć, tak?
                                  > >
                                  > > - wyjasnilem to powyzej,
                                  > >
                                  > > nie ma czegos takiego jak na "zewnatrz Wszechswiata" - sprzecznosc filozo
                                  > ficzno
                                  > > -
                                  > > logiczna, ktora juz pierwszy zauwazyl Arystoteles,
                                  > >
                                  > >
                                  > >
                                  > > > No to teraz dostrzegasz bląd logiczny jaki popełniasz...? O wszewch
                                  > swieci
                                  > > e
                                  > > chcesz wnioskować z wewnątrz, a o życiu z zewnnątrz. No to się raczej
                                  > > ujednolić, ok?
                                  > >
                                  > > - a ty swoje,
                                  > >
                                  > > jesli mowisz Wszechswiat (wszystko), to sie zdecyduj czy mowisz o calosci
                                  > , czy
                                  > > tylko jakiejs jej czesci,
                                  >
                                  > He, widzisz... Samo rozumienie pojecia wszystko jest dość kłopotliwe.

                                  - gdzie tu klopot?

                                  wszystko to jest wszystko, a nie wszystko minus jeden element,

                                  > W pewnym
                                  > sensie uważam, ze Wszechswiat to wszystko - wszystko co mozemy obejrzeć,
                                  > dotknąć, zmierzyć, odwiedzić... A jeśli są obszary nam niedostępne w taki
                                  > sposób, to twoim zdaniem powinno się je zaliczyć do tego WSZYSTKA, czy nie?


                                  - tak,

                                  cos co jest jeszcze nie poznane nie znaczy, ze jest niepoznawalne,

                                  niepoznawalne jest tylko cos co nie istnieje,

                                  Wszechswiat jest logiczny i poznawalny, cala wiedza (o czymkolwiek) jest
                                  osiagana przez nasze 5 zmyslow, nastepnie ta wiedza jest integrowana przez
                                  nasz umysl i jego zdolnosci racjonalnego kojarzenia faktow,

                                  nie ma innej drogi poznania,

                                  odczucia, marzenia i ogolnie cala sfera naszych uczuc jest wtorna, jest reakcja
                                  lub projekcja materialu zmagazynowanego w naszym umysle, materialu
                                  (informacji) odebranego za pomoca naszych 5-ciu zmyslow,

                                  Np.
                                  > takie miejsce: Mój pokój, krzesło przy kompie, ale 3 lata temu (albo za pięć
                                  la
                                  > t
                                  > od dziś). Oczywiście, ze tak zdefiniowane miejsce jest do wyobrażenia,
                                  bardziej
                                  > lub mniej trafnego. ALE Czy takie miejsce jest dostępne ogladowi i do
                                  pomacania
                                  > ?
                                  > Czy powinienem je zaliczyć do twojego WSZYSTKA? Wg mnie nie jest tak łatwo
                                  > zdefiniować WSZYSTKO. A zatem wymachiwanie WSZYSTKIM powinno się odbywać chyba
                                  > nieco ostrozniej, nie?


                                  - niezupelnie,

                                  ten twoj komp 3 lata temu, czy za sto lat, to tylko wtorna projekcja faktow,
                                  ktore towj umysl juz odebral, zintegrowal i przyswoil,

                                  nalezy to (ta sfera imaginacji) do swiata abstrakcji, jest produktem i
                                  zdolnoscia jaka posiada nasza swiadomosc,

                                  swiadomosc oczywiscie jest atrybutem zycia i jako taka jest bytem (scisle
                                  zintegrowanym z mozgiem) fizycznie istniejacym, co nie znaczy, ze jej
                                  wyobrazenia koniecznie musza odpowiadac rzeczywistosci, jak i, ze maja jakas
                                  wartosc fizyczna,



                                  > > jesli tylko jego (Wszechswiata) jakiejs czesci (np. naszej Galaktyce, itp
                                  > .) to
                                  > > tu sie zgadzamy, nasza (czy inna) Galaktyka znajduje sie we Wszechswiecie
                                  > , jest
                                  > >
                                  > > otoczona innymi galaktykami, obiektami, itp., znajduje sie rowniez w
                                  > > przestrzeni, jak zreszta kazdy inny obiekt we Wszechswiecie,
                                  >
                                  > No dobra, chyba nie na tym poziomie rozmawiamy, nie?

                                  - to tylko gwoli przypomnienia, czasem potrzebne jest powtorzenie nawet takich
                                  prostych faktow,


                                  >
                                  > > chyba, ze uzywasz potocznego znaczenia swiat, typu moje zycie to moj swia
                                  > t, czy
                                  > >
                                  > > swiat literatury, malarstwa itp.
                                  > >
                                  > > ale wtedy nie powinienes uzywac przedrostka wszech-,
                                  >
                                  > No dobra - swiadomie uzywam przedrostka wszech- i ciagle mam wątpliwości, co
                                  on
                                  > oznacza (namacalność, ogladalność, wyobrażalnosć czy jeszcze co innego). Ty
                                  > jesteś pewien co on oznacza?


                                  - wszystko co istnieje,

                                  a wszystko co istnieje ma swoja tozsamosc,


                                  >
                                  > > mysle, ze teraz juz ostatecznie wyrazilem te sprzecznosci logiki w twoich
                                  > > wypowiedziach,
                                  >
                                  > Myślę ze teraz ostatecznie zauważyłeś na czym mogą polegać moje wątpliwości i
                                  > brak logiki w twoich odpowiedziach :-) Jak mozesz coś bardziej przekonujacego
                                  > dorzucić oprócz zaklęć o bezsensie, to bym z przyjemnością poczytał.
                                  >
                                  >
                                  > >
                                  > > pzdr.
                                  >
                                  > Odwzajemniam pozdry


                                  - rowniez.
                                  • lajkonik521 Re: hipoteza a teoria 19.09.06, 19:25
                                    kapitalizm1 napisał:

                                    > cd.
                                    >
                                    > > Nie widzę potrzeby
                                    > > lokowania Pana Boga w jakimkolwiek miejscu (prywatnie powiem ci, ze wierz
                                    > ę iz
                                    > o
                                    > > n
                                    > > znajdzie sobie lepsze miejsce niz ja bym Mu wymyslił). Nadto nie przeszka
                                    > dza
                                    > mi
                                    > > nigdy, czy mój dyskutant jest wierzący czy nie - chodzi tylko o to by się
                                    > w
                                    > tym
                                    > > przedmiocie nie obrażać. Po tym wyznaniu dalsze losy tej dyskusji zostawi
                                    > am w
                                    > > twoich rekach. OK?
                                    >
                                    >
                                    > - OK,
                                    >
                                    > ja, poniewaz nie wierze w cuda, zrozumiale jest, ze nie wierze rowniez w zadne
                                    > mistycyzmy (w tym w Boga),
                                    >
                                    > ale i tak lubie z toba rozmawiac, bo mimo wiary w cuda, przejawiasz duzo
                                    > rozsadku,

                                    Wiesz..., lubię postawienie pewnych spraw jasno. Też cię polubiłem. Zetem
                                    postarajmy się nie obrażać, co? No moze trochę... Tak do granic przyzwoitości, ok?

                                    > > He, widzisz... Samo rozumienie pojecia wszystko jest dość kłopotliwe.
                                    >
                                    > - gdzie tu klopot?
                                    >
                                    > wszystko to jest wszystko, a nie wszystko minus jeden element,

                                    No wiesz, włączenie do definicji WSZYSTKA obszarów nieznanych, niedostepnych lub
                                    niewyobrażalnych. Czyni z tego WSZYSTKA takie trochę niezdefiniowane pojęcie,
                                    nie? I to mnie martwi.

                                    > > A jeśli są obszary nam niedostępne w taki
                                    > > sposób, to twoim zdaniem powinno się je zaliczyć do tego WSZYSTKA,
                                    > > czy nie?
                                    >
                                    >
                                    > - tak,
                                    >
                                    > cos co jest jeszcze nie poznane nie znaczy, ze jest niepoznawalne,
                                    > niepoznawalne jest tylko cos co nie istnieje,
                                    >
                                    > Wszechswiat jest logiczny i poznawalny, cala wiedza (o czymkolwiek) jest
                                    > osiagana przez nasze 5 zmyslow, nastepnie ta wiedza jest integrowana przez
                                    > nasz umysl i jego zdolnosci racjonalnego kojarzenia faktow,
                                    > nie ma innej drogi poznania,

                                    OK. Czyli rozumiem, ze wg Twojej definicji Wszechświat, czyli WSZYSTKO, to to,
                                    co moze być poznane przez nasze 5 zmysłów. Tak?
                                    Jeśli tak, to skad pewność, że te 5 zmysłów wystarcza do poznania WSZYSTKIEGO.
                                    Przecież mogą (hipotetycznie) istnieć obszawy wszechswiata, których nigdy nie
                                    poznamy kulawymi 5 zmysłami. Czy to wg ciebie znaczy, ze te obszary nie istnieją
                                    obiektywnie?

                                    >
                                    > odczucia, marzenia i ogolnie cala sfera naszych uczuc jest wtorna, jest reakcja
                                    > lub projekcja materialu zmagazynowanego w naszym umysle, materialu
                                    > (informacji) odebranego za pomoca naszych 5-ciu zmyslow,
                                    >
                                    > > A zatem wymachiwanie WSZYSTKIM powinno się odbywać chyba
                                    > > nieco ostrozniej, nie?
                                    >
                                    >
                                    > - niezupelnie,
                                    >
                                    > ten twoj komp 3 lata temu, czy za sto lat, to tylko wtorna projekcja faktow,
                                    > ktore towj umysl juz odebral, zintegrowal i przyswoil,
                                    >
                                    > nalezy to (ta sfera imaginacji) do swiata abstrakcji, jest produktem i
                                    > zdolnoscia jaka posiada nasza swiadomosc,
                                    >
                                    > swiadomosc oczywiscie jest atrybutem zycia i jako taka jest bytem (scisle
                                    > zintegrowanym z mozgiem) fizycznie istniejacym, co nie znaczy, ze jej
                                    > wyobrazenia koniecznie musza odpowiadac rzeczywistosci, jak i, ze maja jakas
                                    > wartosc fizyczna,

                                    OK. Zatem rozumiem, ze swiat abstrakcji wyłączamy z pojecia Wszechswiat. Moge
                                    się z tym zgodzić. Mówmy zatem o Wszechświecie fizycznym, co?


                                    > Ty
                                    > > jesteś pewien co on oznacza?
                                    >
                                    >
                                    > - wszystko co istnieje,
                                    >
                                    > a wszystko co istnieje ma swoja tozsamosc,

                                    Noooo, kapitał, badź konsekwentny. Wszechswiat istnieje. A nie chcesz mu nadać
                                    rangi bytu, tak? Zatem nie wystarczy istnieć.


                                    > > Myślę ze teraz ostatecznie zauważyłeś na czym mogą polegać moje wątpliwoś
                                    > ci i
                                    > > brak logiki w twoich odpowiedziach :-) Jak mozesz coś bardziej przekonuja
                                    > cego
                                    > > dorzucić oprócz zaklęć o bezsensie, to bym z przyjemnością poczytał.

                                    No dobra, tu byłem trochę złośliwy. Ale generalnie wątpliwości mam.


                                    pozdry

                                    Lajkonix
                                • lajkonik521 Re: hipoteza a teoria 19.09.06, 19:12
                                  kapitalizm1 napisał:

                                  > - powinienem moze uscislic .... to pojecie nie odnosi sie BEZPOSREDNIO do
                                  > zadnego istniejacego bytu.....

                                  No jak to? Posrednio się odnosi?




                                  > > Czy twoim zdaniem Wszechswiat jako całość nie jest bytem?
                                  >
                                  >
                                  > - nie, nie jest bytem,

                                  Nie istnieje???


                                  > na tej samej zasadzie jak np. ja i moj samochod nie jestesmy bytem - ja jestem
                                  > bytem, moje auto jest bytem, ale razem jako calosc nie tworzymy bytu
                                  > (czlowiekosamochodu),

                                  Słońce też jest złozeniem wielu atomów helu ...




                                  > podobnie jest ze Wszechswiatem, wszystko co istnieje jest we Wszechswiecie, i
                                  > jest/moze byc oddzielnie jakims bytem, ale wszystko razem wziete nie tworzy
                                  > zadnego bytu (choc wiele podzespolow moze tworzyc byt, moze byc jednym bytem,
                                  > np Ziemia, Slonce czy samochod, krzeslo itp),

                                  He, ciężka sprawa. Wszechswiat nie jest bytem a istnieje. Zatem co oprócz
                                  istnienia charakteryzuje byt?



                                  > - chodzilo mi o sprzecznosc dotyczaca naszego sporu o istnienie Wszechswiata

                                  W naszej dyskusji nie ma sprzecznosci. Są co nawyzej moje wątpliwości.
                                  Ostawiliśmy na bok światopoglady, nie?

                                  > i
                                  > moje twierdzenie o niezniszczalnosci/niepowstawalnosci materii,

                                  Wiesz ja się nawet z tym Stwierdzeniem zgadzam - WE WSZECHSWIECIE materia jest
                                  równoważna energii i ani jedno ani drugie nie powstaje z niczego. Co do tego
                                  mozesz byc spokojny.



                                  >
                                  > skoro zycie (swiadomosc) potrzebuje istnienia materii (inaczej czego ta
                                  > swiadomosc bylaby swiadoma?) - to materia nie moze powstac z nie-materii, czyli
                                  >
                                  > ze swiadomosci, z woli, z ducha, z "nikad", czy przez przypadek,

                                  OK. Zostawmy ten wątek dyskusji. On nas nie doprowadzi do jakich ś wspólnych
                                  uzgodnień.


                                  > przypadek w swiecie fizycznym nie istnieje, kazda materia ma swoja
                                  > charakterystyke, kazdy skutek ma swoja przyczyne, Prawo Tozsamosci jest wkoncu
                                  > aksjomatem,
                                  >
                                  > przyznaje, ze samo w sobie to moje zdanie nie ma zadnej sprzecznosci,
                                  >
                                  > dzieki za upomnienie,


                                  > > > - sprzecznosc logiczna,
                                  > > >
                                  > > > istnienie jakiegokolwiek bytu jest uwarunkowane istnieniem innych b
                                  > ytow
                                  > > > fizycznych, inaczej nie moglby, ten jeden jedyny byt, miec jakiejko
                                  > lwiek
                                  > > > charakterystyki, no bo jaka by mial?,
                                  > >
                                  > > No jak to jaką? Podstawową cechę bytu - istnienie!
                                  >
                                  > - istnienie...jako co?
                                  >
                                  > wszystko co istnieje, istnieje jako COS,

                                  Jak to jako co - jako WSZECHSWIAT!

                                  > A = A, w tym samym czasie i w tych samych warunkach - czyli jest takie, a nie
                                  > inne,

                                  Wszechświat to Wszechświat. Tu zadne zaklęcia nie pomogą.


                                  > > Ja mogę je zadać jeszcze 150 razy i nikt mi nie zabroni - w tym sensie to
                                  > > pytanie ma sens.
                                  >
                                  >
                                  > - nie, nie ma sensu,

                                  No ok, upierasz się przy zakleciach. A mozesz wskazać w jaki sposób to PYTANIE
                                  JEST SPRZECZNE Z CZYMKOLWIEK? Może wtedy uwierzę w ten zaklety brak sensu.



                                  > ale jest prawda, ze wielu je zadaje - nie twierdzilem odwrotnie,
                                  > poza tym nie ma zakazu jego zadawania i niektorzy je zadaja,
                                  > tylko co z tego?
                                  > wielokrotnosc zadawania jakiegos pytania nie czyni go sensownym - cos jest
                                  > sensowne bez wzgledu na to,

                                  Kapitał, no przecież nie chcesz, zebym ci wciskał, ze odpowiedź "to pytanie nie
                                  ma sensu" jest bezsensowna.
                                  Żeby sprawę posunąć dalej należałoby chyba przedefiniować termin wszechświat.


                                  > - oczywiscie, ze sie nie zgadzam z teoria o rozszerzaniu sie Wszechswiata (jako
                                  >
                                  > zbioru wszystkiego)!!
                                  >
                                  > tlumaczylem juz dlaczego WSZYSTKO nie moze sie rozszerzac, ale WE WSZYSTKIM (we
                                  >
                                  > Wszechswiecie) moze sie rozszerzac wiele rzeczy, moga sie np. wzajemnie oddalac
                                  >
                                  > od siebie jakies galaktyki, lub nawet kazda istniejaca materia w danej
                                  > galaktyce moze sie wzajemnie od siebie oddalac

                                  A widzisz. To jest ciekawy element naszej dyskusji. Maj na poparcie swojego
                                  przekonania jakieś wytłumaczenie redshiftu?

                                  • kapitalizm1 Re: hipoteza a teoria 20.09.06, 21:37

                                    - dzieki za odpowiedz,

                                    mam teraz troche malo czasu, zwroce ci tylko uwage na pare aspektow:



                                    - skoro materia nie powstaje (z niczego) to oznacza, ze nie ma ona poczatku,

                                    - skoro nie ma zadnego "tam" - tzn wszystko jest we Wszechswiecie, i
                                    Wszechswiat jest wszystkim,

                                    - to nie mozna rozpatrywac Wszechswiata jako jakiejs odrebnosci (od czego?) i
                                    upada wszelka spekulacja na temat powstania, rozszerzania, konca Wszechswiata,
                                    itp

                                    prosze sprobuj na chwile zapomniec, ze wierzysz w Boga, i popatrz na wszystko
                                    oczami obiektywnego obserwatora,

                                    mysle, ze taki eksperyment pozwoli ci zobaczyc, ze w celu zrozumienia natury
                                    rzeczy, w celu pozbycia sie watpliwosci egzystencjalnych - nie ma potrzeby
                                    poszukiwania 6-tego, 7-ego, 8,9...zmyslu, 4,5,6,11,58 wymiaru, czy
                                    tej "najnajnajpierwszejszej materii",

                                    i zaakceptujesz fakt, ze SWIAT istnieje, istnial i bedzie istnial ZAWSZE,

                                    pomocne linki:

                                    en.wikipedia.org/wiki/Objectivist_metaphysics
                                    en.wikipedia.org/wiki/Objectivism_%28Ayn_Rand%29
                                    daj znac jak bedziesz mial jakies watpliwosci, chetnie pomoge, a moze i ja
                                    cos 'odkryje' nowego.



      • dokowski O, nie rozumiesz hipotezy inflacji 27.03.05, 13:23
        bonobo44 napisał:

        > Wiara doku (ktory niespojnie deklaruje z jednej strony wiare w inflacje, a
        > zdrugiej nie chce sie pogodzic z jej konsekwencjami)

        Hipoteza inflacji mówi o ujemnym ciśnieniu i odpychaniu grawitacyjnym w
        warunkach, kiedy nie istniało w ogóle nic takiego jak światło i nie było
        żadnego ograniczenia na prędkość wzajemną. Odpychanie grawitacyjne rozpędzało
        odpychające się byty bez żadnych ograniczeń.
        • bonobo44 no tak, nie tyle inflacja co ekspansja 27.03.05, 20:40
          dzieki za to sprostowanie... istotnie pomylilem inflacje (tak nazywana jest
          wczesna faza gwaltownej ekspansji) z sama ekspansja
          • dokowski Ja to jeszcze inaczej rozumiem. 30.03.05, 11:34
            bonobo44 napisał:

            > inflacje (tak nazywana jest
            > wczesna faza gwaltownej ekspansji)

            Dla mnie inflacją jest hipotetyczne zjawisko opisujące próżnię w czasach, gdy
            obowiązywały inne prawa fizyki, zanim nastąpiło spontaniczne złamanie symetrii
            i narodziła się materia, natomiast obserwowane rozpraszanie się galaktyk jest
            częścią zjawiska rozpraszania się materii.

            Sądzę, że źródłem nieporozumień jest oddzielne myślenie o tym, co wynika z OTW,
            co nazwę przestrzenią (w sensie geometrycznym), i o tym, co nazywamy próżnią
            (kwantową). Stąd złudznie, że możemy dodać do siebie prędkość względną galaktyk
            i prędkość ekspansji. Kiedy jednak zrozumiemy, jak kwantuje się grawitacja,
            przekonamy się, że wszystkie cząstki i kwanty podlegają tym samym prawom fizyki.
            • bonobo44 c 31.03.05, 17:26
              A ja - po calej dyskusji, jaka ostatnio przetoczyla sie przez forum Nauka -
              mysle, ze cale nieporozumienie bierze sie stad, ze wtloczono nam swego czasu do
              glow, iz v>c mozliwa jest tylko dla hipotetycznych tahionow (ktorych dotad nie
              odkryto). Tymczasem zasada ta obowiazuje wylacznie w modelu przyblizonym
              Szczegolnej Yeorii Wzglednosci STW (gdy czasoprzestrzen jest plaska
              czasoprzestrzenia Minkowskiego).

              O rozwiazaniach Ogolnej Teorii Wzglednosci wiemy na ogol znacznie mniej
              (szczegolnie jesli ktos sie tym specjalnie nie interesowal i nie zajmowal ta
              dziedzina). Tymczasem OTW wlasnie opisuje rzeczywistosc, w ktorej

              1) predkosc swiatla w prozni nie jest bynajmniej stala (dokladniej - jest stala
              tylko lokalnie, tzn. prawie nigdzie)

              2) w rozwiazaniach rownan Einsteina w OTW objetosc przestrzeni wszechswiata
              rowniez nie jest stala (poza bardzo sztucznymi modelami stacjonarnymi), sama
              przestrzen w tych rozwiazaniach rozszerza sie (i to najpewniej coraz szybciej)
              nie ogladajac sie na sily przyciagania obecnej w niej materii(takze ze wzgledu
              na to, ze slabna one w miare zwiekszania sie tej odleglosci)

              W zwiazku z tym doprawdy nie ma najmniejszego powodu, zeby kurczowo trzymac sie
              wpojonych nam uprzedzen co do c.

              Czyniac tak, dobrowolnie skazujemy nasz swiatopoglad na przejsciowy poziom
              Szczegolnej Teorii Wzglednosci, ktora jest bardzo szczegolnym przypadkiem tej
              Ogolnej - znakomicie przeciez potwierdzonej eksperymentalnie.
              • bonobo44 tachionów, oczywiscie (bez tekstu) 31.03.05, 17:55
              • dokowski Też o tym pisałem 01.04.05, 20:58
                bonobo44 napisał:

                > sama przestrzen w tych rozwiazaniach rozszerza sie (i to najpewniej coraz
                > szybciej) nie ogladajac sie na sily przyciagania obecnej w niej materii

                Ale mnie to przekonuje tym bardziej, że prędkość nadświetlna może dotyczyć
                tylko cząstek (fragmentów) przestrzeni oddalających się od siebie, a to
                oddalanie się nie ma wpływu na ruch materii, bo między przestrzenia a materią
                nie ma tarcia.
                • bonobo44 O "tarciu" czyli wleczeniu przestrzeni 03.04.05, 22:13
                  dokowski napisał:

                  > prędkość nadświetlna może dotyczyć
                  > tylko cząstek (fragmentów) przestrzeni oddalających się od siebie, a to
                  > oddalanie się nie ma wpływu na ruch materii, bo między przestrzenia a materią
                  > nie ma tarcia.


                  W swietle ostatnich danych eksperymentalnych, najprawdopodobniej nie masz racji
                  odnosnie owego "przeslizgania sie" przestrzeni "bez tarcia" pod cialami
                  masywnymi...
                  otoz potwierdzono wlasnie eksperymentalnie wleczenie za soba przestrzeni przez
                  wirujace ciala masywne (dowiodly tego badania czasoprzestrzeni wokolziemskiej),
                  przewidziane przez OTW:
                  "Według Ogólnej Teorii Względności, rotacja masywnego obiektu zawija otaczającą
                  czasoprzestrzeń. "
                  www.put.poznan.pl/~tommy/skypub/2004/2004042101.shtml
                  zatem przestrzen najwyrazniej "nie slizga sie bez tarcia", jak to mniemasz,
                  tylko jest w jakis sposob "unoszona" przez ciala masywne ze soba, co
                  rzecz jasna nie ma wiekszego znaczenia dla faktu, ze nawet owo "slizganie" nie
                  wyklucza ucieczki galaktyk z v>c, co zilustroje ponizej na przykladach
                  w nieco bardziej rozdetym (jak sama przestrzen) wywodzie 8)
                  • dokowski Ja o tym piszę od początku 16.04.05, 22:42
                    bonobo44 napisał:

                    > potwierdzono wlasnie eksperymentalnie wleczenie za soba przestrzeni przez
                    > wirujace ciala masywne

                    Ten własnie fakt od początku traktuję jako jeden z argumentów przeciwko
                    hipotezie prędkości nadświetlnych
                  • dokowski To jest cytat dotyczący ekspandującej ... 16.04.05, 22:56
                    bonobo44 napisał:

                    > dokowski napisał:
                    >
                    > > prędkość nadświetlna może dotyczyć tylko cząstek (fragmentów) przestrzeni
                    > > oddalających się od siebie, a to oddalanie się nie ma wpływu na ruch
                    > > materii, bo między przestrzenia a materią nie ma tarcia.

                    ... przestrzeni w typie fałszywej próżni, czyli przestrzeni hopotetycznej,
                    pochodzącej z hipotez nie moich, ale hipotez przeciwko którym polemizuje
                    właśnie. Moja teza konsekwentnie jest niezmienna: nie istnieje żadna
                    rozszerzająca się przestrzeń, która mogłaby być źródłem sił rozpędzających
                    galaktyki do nadświetlnych prędkości.

                    Gdyby np. istniała teraz we Wszechświecie jakaś hipotetyczna fałszywa próżnia,
                    to tak czy siak nie mogłaby ona byż źródłem rozpędzania się galaktyk, gdyż nie
                    obserwujemy żadnego tarcia materii o tę fałszywą próznię.
                • bonobo44 dyskusja modelu 2-wymiarowego (przyklad 1) cz.1 03.04.05, 22:23
                  W znanych rozwiazaniach rownan OTW (czaso)przestrzen i materia wspolokreslaja
                  sie - tzn. materia formuje geometrie przestrzeni (jej krzywizne), a ta ostatnia
                  jednoczesnie informuje materie jak i gdzie ma sie poruszac.
                  Sa rowniez znane rozwiazania z pusta przestrzenia, ale nie o nich tu
                  dyskutujemy.

                  Zapewne uwazasz, ze materie mozna "przykleic" ot tak w dowolnym miejscu pustego
                  nadymajacego sie balonu i po tej operacji przestrzen ulegnie tylko stosunkowo
                  niewielkiej lokalnej deformacji?

                  Sadzisz tez zapewne, ze rozszerzajac sie nie zmieni odleglosci miedzy
                  najodleglejszymi gromadami galaktyk, ktore moga oddalac sie od siebie jedynie
                  na zasadzie inercji wynikajacej z impulsu poczatkowego (Wielkiego Bum)?

                  Bez tej inercji rozszerzajaca sie przestrzen "bez tarcia" (jak twierdzisz)
                  przesliznie sie pod tymi masami i balon 'spuchnie' jedynie wszedzie tam, gdzie
                  materii nie ma? Co najwyzej lokalna krzywizna wielkoskalowa ulegnie
                  "wyplaszczeniu" (z powodu wzrostu promienia balonu).

                  Sprobuje unaocznic tu prosty, zrozumialy mechanizm, ktory - jak sadze - dobitnie
                  przeczy temu, ze odleglsoc miedzy 2-ma masowymi obiektami przemierzajacymi
                  przestrzen nie moze ulec zwiekszeniu jedynie z powodu rozszerzania sie samej
                  przestrzeni?

                  Rozpatrzmy taki model:

                  Wyobrazmy sobie model przestrzeni zredukowanej nie do plaszczyzny a do plaskiej
                  powierzchni sfery z jednorodnie rozproszona w calej plaszczyznie materia
                  miedzygwiazdowa oraz dwoma masywnymi obiektami; niech to bedzie model
                  mechaniczny 2 ciezkich stalowych kul na gumowej rozciagliwej powierzchni
                  nadmuchanego balonu rozpietej na dodatek nad cala powierzchnia jakiegos
                  masywnego obiektu typu planetoidy (planetoida uwieziona jest w srodku balonu).
                  Masywne kule umieszczone sa na przeciwleglych biegunach balonu. Drobne kulki z
                  łozysk tocznych rozrzucone sa tysiacami mniej wiecej rownomiernie po calej
                  powierzchni balonu. Gdy balon nadmuchujemy (jedyny sposob zapewnienia
                  planetoidzie stabilnej atmosfery ;), przyciaganie grawitacyjne 2 masywnych kul
                  pozostaje zrownowazone (ze wszystkich kierunkow dziala na nie identyczna sila
                  przyciagania ze strony kuli na drugim biegunie), powierzchnia balonu - jak tego
                  chcesz - slizga sie bez tarcia pod drobnymi kulkami, ale pozostaje nieruchoma
                  pod masywnymi, a te ostatnie oddalaja sie od siebie z predkoscia proporcjonalna
                  do predkosci rozszerzania sie powierzchni balonu.
                  Nawet gdy powierzchnia balonu rozszerza sie ze skonczona predkoscia (gdy jej
                  punkty odlegle od siebie o 1 km oddalaja sie od siebie ze stala predkoscia
                  bedaca ulamkiem predkosci c, powiedzmy 0,1c), to istnieje graniczny promien
                  sfery, w ktorej kule oddalaja sie od siebie z v>c i to mierzona od miejsca
                  dowolnej ze stalowych kul we wszystkich kierunkach przestrzennych na
                  powierzchni balonu). Stanie sie to wowczas, gdy obwod sfery przekroczy 20 km.

                  Co ciekawe, zauwaz, ze kule oddalaja sie caly czas od siebie w przestrzeni 3-
                  wymiarowej, w ktorej to wszystko jest pograzone z predkoscia duzo mniejsza od c
                  (jesli metryka na sferze jest indukowana zwykla metryka trowymiarowa poprzez
                  redukcje do 2 wymiarow na powierzchni sfery).


                  --
                  • bonobo44 dyskusja modelu 2-wymiarowego (przyklad 1) cz.2 03.04.05, 22:39
                    Takze w przypadku wielu malych stalowych kulek rozmieszczonych na naszej
                    powierzchni balonu w rownych odleglosciach, nadmuchiwanie balonu sprawi, ze
                    wiele z nich szybko zacznie sie od siebie oddalac z v>c.

                    Model taki jednak nie jest stabilny.
                    Polowa kulek z gornej polsfery zostanie w koncu przyciagnieta przez ciezka na
                    biegunie polnocnym. Druga polowa wyladuje na masywnej kuli na biegunie
                    poludniowym.

                    Poglebia przy tym coraz bardziej w miare przybywania nowych kulek wglebienia
                    utworzone na biegunach przez ciezkie kule (wglebienia w ksztalcie wkleslych
                    cyckow zwroconych wierzcholkami do srodka balonu) w powloce balonu,
                    tak w koncu glebokie, ze siegna one poszarpanej skalistej powierzchni
                    planetoidy, pekną (obydwa lub tylko jeden) tworzac przez chwile czarna dziure
                    (jedna lub dwie), przez ktora kule wysypia
                    sie na powierzchnie planetoidy ;) Jednoczesnie czasza balonu z gwaltownym puff
                    wypusci powietrze i w kilka chwil gwaltownie "sflaczeje" przyjmujac ksztalt
                    powierzchni planetoidy.

                    A teraz odwrocmy caly ten opis w czasie, a uzyskamy niezly model Wielkiego Buum
                    (nawet przestrzen rozszerzy sie od wzglednie niewielkiej powierzchni planetoidy
                    w paroksyzmie gwaltownego "odflaczenia", w wyniku ktorego cale powietrze na
                    powrot rozepchnie powierzchnie balonu ;)
                    Latwo widac, ze rozszerzanie sie bedzie trwalo do chwili, dopoki wystarczy
                    inercji naszych malych kulek i duzych kul podazajacych do swoich pozycji
                    rownowagi w glebokich cyckach wyjsciowych. A jesli zapelnia one przy tym
                    rownomiernie cala
                    przestrzen, to tym razem wystarczy wprowadzic niewielkie tylko zaburzenie o
                    nieco innym charakterze niz wyjsciowe w tym opisie (nieznacznie zwiekszyc
                    predkosc nadmuchiwania balonu), aby cale ich grupy rozbiegly sie od siebie z
                    v>c, a zatem bez szans na pokonanie rosnacych miedzy nimi odleglosci jedynie
                    sila bezwladnosci, czy silami grawitacji.

                    Zauwazmy, ze w takim modelu materia gromadzi sie na dnie dwoch coraz
                    glebszych "cyckow" przestrzeni na przeciwleglych biegunach powloki balonu;
                    zatem nawet jesli srednica balonu nie ulega zmianie, obie supergalaktyki
                    zlokalizowane na tych biegunach oddalaja sie od siebie w dalszym ciagu kosztem
                    rozciagajacej sie powierzchni balonu w rejonie owych "cyckow"; odleglosci te
                    zwiekszaja sie przy tym o sume dlugosci obu "cyckow" az do wyczerpania srednicy
                    kuli; z punktu widzenia ruchu na powierzchni balonu, jest to ruch za ktory
                    odpowiedzialne jest WYLACZNIE rozszerzanie sie przestrzeni (poprzez
                    wydluzanie "cyckow"), a nie bezwladnosc powiekszajacych swa mase nieruchomych
                    galaktyk. W ten sposob najzupelniej mechanicystycznie uzasadnione zwiekszanie
                    masy naszych supergalaktyk powoduje wzrost najkrotszej odleglosci miedzy nimi.
                    (Zawsze mozna tak wytyczyc geodezyjna, ze przetnie ona niewielkie wglebienia
                    pojedynczych malych kulek srednio po samym skraju ich lokalnych malych
                    wglebien.)
                    --
                  • dokowski To wynik niezrozumienia OTW 16.04.05, 22:47
                    bonobo44 napisał:

                    > materia formuje geometrie przestrzeni (jej krzywizne), a ta ostatnia
                    > jednoczesnie informuje materie jak i gdzie ma sie poruszac.

                    Nie krzywizna przestrzeni informuje materię o tym jak ma sie poruszać, ale
                    krzywizna czasoprzestrzeni.

                    > Zapewne uwazasz, ze materie mozna "przykleic" ot tak w dowolnym miejscu
                    > pustego nadymajacego sie balonu

                    Moja argumentacja w wielu wątkach konsekwentnie jest skierowana PRZECIWKO
                    takiemu wyobrażeniu. Cały czas staram się uzasadnić jego absurdalność. Od
                    początku twierdzę, że nie ma ani balonu, ani Boga, który w ten balon dmucha
                  • dokowski Wykażę też absurdalność takiego wyobrażenia 16.04.05, 23:10
                    bonobo44 napisał:

                    > Wyobrazmy sobie model przestrzeni zredukowanej nie do plaszczyzny a do
                    > plaskiej powierzchni sfery z jednorodnie rozproszona w calej plaszczyznie
                    > materia miedzygwiazdowa oraz dwoma masywnymi obiektami; (...)
                    > Gdy balon nadmuchujemy (...) powierzchnia balonu - jak tego
                    > chcesz - slizga sie bez tarcia pod drobnymi kulkami, ale pozostaje nieruchoma
                    > pod masywnymi

                    Otóż powierzchnia balonu będzie się tak samo łatwo ślizgać pod masywnymi
                    obiektami, jeśli ślizga się pod mniej masywnymi. A skoro tak, to spontaniczne
                    złamanie symetrii spowoduje, że te masywne obiekty pozostaną w stałej (w
                    krótkim czasie) od siebie odległości, mimo że balon będzie puchnąć. Jednak to
                    puchnięcie balonu będzie wyglądało z powierzchni tej boskiej planetoidy
                    niesymetrycznie. Spontaniczne łamanie symetri powoduje, że Bóg nie może w żaden
                    sposób sprawić, aby taki balon rozszerzał się symetrycznie.

                    Teraz będę stale powtarzał swoją tezę, żebyś nie mógł więcej moich tez
                    przekręcać ani fałszywie mnie cytować. Oto moja teza: Hipoteza, że może istnieć
                    jakikolwiek balon, który jest źródłem (przyczyną) ekspancji Wszechświata, jest
                    hipotezą fałszywą.
                • bonobo44 dyskusja modelu 2-wymiarowego (przyklad 2) 03.04.05, 22:47
                  Jesli kogos drazni planetoida w srodku, latwo sobie wyobrazic mechaniczne
                  identyczny model bez centralnej planetoidy. Masa wszystkich kulek ma wspolny
                  srodek ciezkosci w pustym - poza powietrzem - srodku powloki balonu. Dwie
                  zasadnicze masy na biegunach przyciagaja sie przez ten srodek i pozostaja w
                  rownowadze. W obu punktach na przeciwleglych biegunach pod wplywem grawitacji
                  gromadzic sie beda mniej wiecej porownywalne masy, ktore nadal beda sie
                  przyciagac (zastapia w naszym mechanicznym modelu centralne przyciaganie
                  planetoidy).

                  Zalozmy przy tym na poczatek, dla koncentracji uwagi, ze balon nie zwieksza
                  swojej srednicy ani jej nie zmiejsza.
                  Przyciagajace sie rosnace w miare przybywania malych stalowych kuleczek masy na
                  biegunach spowoduja coraz wieksze zaglebienia w jego powierzchni w tych dwoch
                  miejscach, az z hukiem zderza sie niemal dokladnie w centrum balonu rozrywajac
                  jego powierzchnie, ktora z donosnym puff dokona gwaltownego oklapniecia-
                  deflacji, wiezac zarazem kule w poczatkowej 'osobliwosci'.

                  Odwracamy bieg czasu i mamy dwubiegunowy model Wielkiego Bum, za to blizszy
                  idealowi. Chcac uciec od cyklu zamknietego postepujemy z nim analogicznie jak
                  wczesniej w przykladzie 1.
                • bonobo44 wirujacy model 2-wymiarowy (przyklad 3) 03.04.05, 22:53
                  Zalozmy teraz ze nasz model poczatkowo wiruje z niewielka predkoscia wokol osi
                  przechodzacej przez srodki obu masywnych kul na biegunach.

                  Wprowadzenie ruchu wirowego do naszym modelu mechanicznego z przykladu 2
                  skutkuje ciekawymi konsekwencjami:

                  1) podczas skupiania sie materii na dwoch biegunach predkosc ruchu obrotowego
                  gwaltownie rosnie (jak w piruecie tancerki na lodzie); caly ten ruch skupia
                  sie jednak wokol biegunow, powloka w strefie blizszej rownika nie nadaza;
                  powloka balonu skreca sie na samych biegunach coraz mocniej, wiezac w sznurze
                  ciagnacym sie ku jego centrum kolejno przybywajace grupy driobnych kulek, by w
                  koncu trrrach! peknac pewniej niz w wyniku zwyklego zderzenia "cyckow" materii
                  z biegunow w modelu bez ruchu wirowego.

                  2) przy odwroconym biegu czasu, to ten gwaltowny ruch wirowy osobliwosci
                  odpowiedzialny bedzie za bezwladne jednorodne rozrzucenie drobnej materii
                  (pojedynczych malych stalowych kulek) po powloce balonu w chwile po jej
                  gwaltownym rozszerzeniu-inflacji; na koniec, jesli teraz wlaczymy dodatkowo
                  rozszerzanie, ruch wirowy ulegnie spowolnieniu do coraz
                  bardziej "majestatycznej" postaci, w miare tego, jak kule beda rozpraszac sie
                  rownomiernie po powloce
                  balonu ... szybko tez zaczna sie calymi grupami oddalac od siebie z v>c.
                • bonobo44 wirujacy model 2-wymiarowy Scarlett (przyklad 4) 03.04.05, 23:14
                  Przy okazji dyskusji zblizonych do powyzszych modeli Lajkonik zasugerowal mi
                  pewna modyfikacje, ktora nazwalem modelem czasoprzestrzeni Scarlett od imienia
                  znanej bohaterki Scarlett O'Haary, ktora nie cierpiala ciasnych gorsetow 8)
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=22117558&a=22317302
                  W tym celu zastanowmy sie, co sie stanie, jesli w modelu 3 wyrzucimy masywne
                  kule na biegunach?

                  Caly ten "model" powinien nadal w rzeczywiscie mechaniczny sposob dzialac w 3-
                  wymiarowej zwyklej przestrzeni.

                  Ruch kulek ograniczony jedynie powloka nadetego balonu winien przypominac
                  bardziej ruch po orbitach kolowych wokol wspolnego srodka ciezkosci (centrum
                  balonu), ale tylko wowczas, gdy predkosc tego ruchu jest rowna I predkosci
                  kosmicznej (ucieczki z powierzchni efektywnej "planetoidy" odpowiadajacej sumie
                  przyciagania kulek poprzez wnetrze balonu na orbite o promieniu balonu). Kulki
                  poruszaja sie wowczas bez wglebien w powloce balonu, slizgajac sie po niej lub
                  toczac niemal bez tarcia. I stanowia problem ruchu wielu cial zredukowany do
                  takiej idealnie sferycznej powierzchni, ktory mozna niewatpliwie rozwiazac w
                  ramach fizyki statystycznej gazu idealnego dla 2-wymiarowej przestrzeni
                  zakrzywionej sfery.

                  Gdy predkosc kulek jest mniejsza od owej I predkosci kosmicznej, problem staje
                  sie problemem ruchu wielu cial z elastycznymi wiezami ograniczajacymi ten ruch
                  do uginajacej sie elastycznie powierzchni balonu. Jesli warunki poczatkowe
                  ruchu zostaly tak dobrane, ze wszystkie rownomiernie rozlozone na tej
                  powierzchni kulki wiruja wraz z ta powierzchnia po odpowiadajacych im
                  rownoleznikach, to po krotkim czasie drobne zaburzenia sprawia, ze kule beda
                  sie samymi silami wzajemnej grawitacji staczac... wlasnie gdzie?

                  1)jesli ku biegunom, to otrzymujemy wirujacy model 2-wymiarowy z przykladu 3

                  2) jesli do rownika (co wydaje sie bardziej prawdopodobne - patrz wyglad
                  galaktyk), to otrzymujemy nowy model, ktory nazwalem wlasnie modelem Scarlett
                  O'Haary (dlaczego? stanie sie to jasne dalej)

                  otoz w wyniku oddzialywan grawitacyjnych kulki przyjma raczej
                  ksztalt pierscienia skupionego po krotkim czasie na samym rowniku kuli...
                  perscienia wirujacego grawitacyjnie w glebokim rowku o glebokosci
                  odpowiadajacej ich predkosci katowej zapewniajacej im kolowa
                  orbite wokol wspolnego srodka masy (gwarantujacej I predkosc kosmiczna kazdej z
                  kulek). Przy niewielkiej wyjsciowej predkosci katowej moglaby ona okazac sie w
                  istocie jednak za niska, tak ze kule praktycznie stykalyby sie
                  ze soba poprzez srodek balonu, powstajace tarcie rozerwaloby jego powloke,
                  powodujac deflacje.

                  Zagadnienie dzieki sugestii Lajkonika upraszcza sie w ten sposob do pojedynczej
                  osobliwosci z dwoma sterczacymi niemal do samego konca balonami pustoszejacej
                  przestrzeni sciaganej coraz mocniej w talii zawezajacym sie w miare zwiekszania
                  jego masy pierscieniem, niczym Scarlett w przeddzien pamietnego balu.

                  Pozostaje juz tylko odwrocic opis w czasie i dac Scarlett wziac glebszy oddech
                  8)
                  • lolita10 Re: wirujacy model 2-wymiarowy Scarlett (przyklad 07.04.05, 01:59
                    Serdecznie witam.

                    bonobo44:
                    > Gdy predkosc kulek jest mniejsza od owej I predkosci kosmicznej, problem staje
                    > sie problemem ruchu wielu cial z elastycznymi wiezami ograniczajacymi ten ruch
                    > do uginajacej sie elastycznie powierzchni balonu. Jesli warunki poczatkowe
                    > ruchu zostaly tak dobrane, ze wszystkie rownomiernie rozlozone na tej
                    > powierzchni kulki wiruja wraz z ta powierzchnia po odpowiadajacych im
                    > rownoleznikach, to po krotkim czasie drobne zaburzenia sprawia, ze kule beda
                    > sie samymi silami wzajemnej grawitacji staczac... wlasnie gdzie?
                    >
                    > 1)jesli ku biegunom, to otrzymujemy wirujacy model 2-wymiarowy z przykladu 3
                    >
                    > 2) jesli do rownika (co wydaje sie bardziej prawdopodobne - patrz wyglad
                    > galaktyk), to otrzymujemy nowy model, ktory nazwalem wlasnie modelem Scarlett
                    > O'Haary (dlaczego? stanie sie to jasne dalej)

                    Najbardziej podoba mi sie model z przykładu czwartego i to w punkcie drugim, ale
                    to być może z powodu pewnej "tożsamości płciowej" z niejaką Scarlett :-)

                    > otoz w wyniku oddzialywan grawitacyjnych kulki przyjma raczej
                    > ksztalt pierscienia skupionego po krotkim czasie na samym rowniku kuli...
                    To rozumiem.
                    > perscienia wirujacego grawitacyjnie w glebokim rowku o glebokosci
                    > odpowiadajacej ich predkosci katowej zapewniajacej im kolowa
                    > orbite wokol wspolnego srodka masy (gwarantujacej I predkosc kosmiczna kazdej z
                    >
                    > kulek). Przy niewielkiej wyjsciowej predkosci katowej moglaby ona okazac sie w
                    > istocie jednak za niska, tak ze kule praktycznie stykalyby sie
                    > ze soba poprzez srodek balonu,

                    Zanim nastąpi tarcie, które ma rozerwać powłokę - zastanawia mnie - drogi
                    bonobo, co dzieje się z kulkami, które stykają się ze sobą poprzez środek
                    balonu? Bo tak:
                    Część kulek tworzy pierścień. Na ten pierścień spadają inne kulki z "wyższych
                    półek rónoleżnikowych" spychając te z pierścienia ku śrokowi modelu. Potem
                    osuwają się kolejne z coraz wyższych półek - coraz mniejszych równoleżników.
                    I nasuwa mi się pytanie - Te kulki, które już się spotkały w środku, rozrywają
                    sflaczałą powłokę czy też wypychają ją w kierunku biegunów? (W kierunku modelu z
                    punktu pierwszego w czwartym przykładzie)
                    Głupie pytanie?
                    całuski
                    Lola
                    • bonobo44 Re: wirujacy model 2-wymiarowy Scarlett (przyklad 11.04.05, 14:01
                      To rozwiazanie z materia gromadzaca sie na biegunach
                      wydaje mi sie sluszne tylko dla nie-obracajacego sie balonu.

                      Gdy balon obraca sie wraz z lezaca na jego powloce materia,
                      ma ona moim zdaniem tendencje do zbiegania sie w plaszczyznie
                      rownikowej balonu. Takie mechaniczne rozwiazania powszechnie
                      realizowane sa w rzeczywistym wszechswiecie - to galaktyki.
                      Materia spadajaca do centrum balonu galaktycznego tworzy czarna
                      dziure. Jak widac galaktyka to moze byc niezly mechaniczny model
                      wszechswiata.

                      Jednak z analogia do tego modelu mechanicznego nalezy bardzo uwazac.
                      Pytaniem otwartym pozostaje sens ruchu obrotowego
                      przestrzennej rozmaitosci tworzacej wszechswiat
                      (to wzgledem czego mialby on miec miejsce).

                      Pozdrawiam serdecznie,
                      8)44
    • bonobo44 Średnica Wszechświata 03.04.05, 23:48
      koand w
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=21712619&a=22241300
      zadal sobie godny trud wybrania istotnych czesci tamtego watku - przytaczam:

      Gość: koand 15.03.2005 22:48

      Czy ktoś wie jak to obliczyć.Najdalsze obiekty są w odległości od nas około
      13 miliardów lat świetlnych.Ale wszechświat ciągle się rozszerza i od tamtego
      czasu obiekty te musiały się oddalić.Więc jaka jest w tej chwili średnica
      wszechświata (5o,100 miliardów lat) i czy obiekty znajdujące się na
      przeciwległych końcach wszechświata oddalają się od siebie z szybkością
      nadświetlną bo logika by na to wskazywała.


      pax777 16.03.2005 00:13

      10^(26) mil lub 16 milardow (bilionow po angielsku) lat swietlnych.


      Gość: delta 23.03.2005 08:19

      Srednica Wchwchswiata jest poprostu "PI".
      Oczywiscie jest to w odpowienich jednostkach,ale jest to liczba pi.
      A czy jest to pi razy dlugosc przebycia swiatla w te strone i spowrotem
      z konca swiata ,to jakie to ma znaczenie?
      PI to pi,i radze miec wiecej szacunku do niej niz do "e"
      Ale e to tzw,liczba Eulera,ktora jest granica pewnego ciagu,
      a pi to stosunek obwodu kola do jego srednicy.


      Gość: Ja(j) 16.03.2005 09:17

      Zauważ paxie, że facet pyta o średnicę, a nie o promień - czyli raczej odp. ok.
      30 mld lat św.
      Poza tym pytanie o średnicę milcząco zakłada "okrągłość" wszechświata (kula a
      może sfera), nie dopuszcza natomiast n-ścianów (sześcian lub słynny
      dwunastościan), może torus.

      Oprócz tego koandowi dodałbym jeszcze:

      Ziemia jest na czole "fali BB". Potrafimy obserwować obiekty "bliskie BB" -
      obserwujemy zatem w przybliżeniu PROMIEŃ (14 mld lat św.). Zatem średnica - ok
      30 mld lat św.

      Jasne jest, że owe odległe obiekty (jeśli obecnie jeszcze istnieją) też
      znajdują się na czole "fali BB" - dojechały na niej od BB razem z Ziemią.
      Jednak ze względu na ograniczoną prędkość światła nie możemy ich w tej pozycji
      widzieć (to co obserwujemy to tylko ich dawny obraz).
      (św. dla jasności oznacza świetlne, a lata św. to miara odległości a nie czasu).

      Była tu niejaka Astra, co by na to odpowiedziała. A nawet zaobserwowano nawroty
      bonoba - jego zapytaj, tylko delikatnie, żeby znowu na dłuigo nie przepłoszyć.

      Ja(j)

      Mam nadzieję, że pytanie nie ma ukrytych podtekstów.


      pax777 16.03.2005 09:26

      zuwazylem bardzo dawno, czytac umiem, pytal o srednica i dostal srednice.


      Gość: Ja(j) 16.03.2005 10:27

      Czy zatem twoja odpowiedź dotyczyła WIDZIALNEGO wszechświata? (wówczas zgoda na
      średn. ok 14 mld l.ś.)
      Ja(j)
      Wątpliwość stąd, że koand sugerował iż wie, że obserwowane dalekie
      obiekty "zdążyły" już odjechać ze swoich zaobserwowanych przez nas pozycji w
      trakcie gdy światło od nich przemierzało drogę do Ziemi.


      Gość: wojtekrr 16.03.2005 14:11

      Trzeba pomnozyc czas od poczatku wszechswiata przez predkosc swiatla, a czasu
      to nikt nie zna, bo niby skad, te wielkosci podawane to sa jakies szacunki
      obecnie w modzie. I nic sie nie oddala z predkoscia nadswietlna, bo teoria
      wzglednosci nie pozwala.


      Gość: koand 16.03.2005 14:19

      Napisałam o tym pod wpływem forum.astronet.pl/index.cgi?1620
      Sprawa chyba nie jest tak jednoznaczna jak to opisujecie.Pozdrawiam.


      llukiz 16.03.2005 21:02

      Poza tym czas i odległość są względne.


      Gość: Everizon 20.03.2005 20:36

      nie chodzi tu o rozpędzenie masy do prędkości światła czy wiecej.
      Geometrycznie obliczając rozmiary wszechświata i umiejscawiając na ich
      końcach "punkty kontrolne" będą się oddalać względem siebie szybciej od
      światła, co nie jest równoznaczne z powiedzeniem że dany "punkt kontrolny" leci
      szybciej niż światło.
      Pozatym podam ciekawą kwestię, a mianowicie kto powiedział że prędkość światła
      w kierunku który nazywamy "przeszłością" zawsze jest stała? Czytałem kiedyś nt.
      bardzo mądre publikacje. Prawdopodobnie przy początkach czasu mogła być
      wielokrotnie większa niż teraz. (miało to związek z geometrią przestrzeni i
      czasem) dokładnie już nie pamiętam.
      Ale wracając do dywagacji: wszechświat mimo że stary na np 16 mld lat może być
      niewspółmiernie większy lub mniejszy.
      Zwróćcie uwagę że samo światło (w tym kontekście dowolne promieniowanie) nie
      leci po prostych (tzn. leci po prostych ale w zakrzywionej przestrzeni). Tak
      więc sam wszechśwwiat mógłby się nawet teraz już zatrzymać w swojej ekspansji.
      A my byśmy widzieli dalej pędzące światło przed siebie ale w zakrzywionej
      przestrzni "geometrycznie nieeuklidesowej".
      Temat jest za szeroki żeby wiecej tu tłumaczyć :(( bardzo szkoda :(


      Gość: LUCYFER 16.03.2005 17:05

      mozna odpowiedziec wprost czyli zgodnie ze 'zdrowym rozsadkiem'. Nauka
      wspolczesna zadaje coraz wiecej pytan, ktorych sens i odpowiedz nie naleza do
      sfery rozmow towarzyskich. Twoje pytanie o srednice Wszechswiata zaklada po
      pierwsze, Jeden Wszechswiat; po drugie, jego ksztalt (a nawet idac dalej) pewne
      wynikajace z tego ksztaltu, cechy. Tego jednak ludzka nauka nie wie a tylko
      przypuszcza. Ilosc hipotez dorownuje ilosci znanych naukowcow kosmologii, gdyz
      kazdy z nich ma swoja koncepcje Wszechswiata. Tak wiec nauka Ci tego nie
      wyjasni, a JA na pewno Ci tego nie podpowiem.


      Gość: przemek 16.03.2005 19:56

      Widzimy najodleglejsze obiekty o 14 mld lat świetlnych tylko czy widzimy je we
      wszystkich kierunkach czy tylko w jednym kierunku.Może inaczej czy ktoś
      próbował ustalić gdzie był(jest) punkt wielkiego wybuchu centrum wszechświata
      pzdr


      Gość: Ja(j) 16.03.2005 20:47

      Drogi Przemku,
      to pytanie nie do Lucka. On widzi wszechswiat z perspektywy piekieł, a tam
      kiepskie perspektywy, gdzie spojrzysz - kociołek (dobrze godom, Lucek?)
      Z ziemskiego punktu widzenia gdziekolwiek nie spojrzysz oglądasz Big Bang. Już
      starożytni wpadli na to, a reminiscencje tej mądrości pobrzękują w ludowym
      porzekadle "jakbyś się nie obrócił - dupa z tyłu". W kontekście tego porzekadła
      kosmologia niewiele poszła do przodu (dobrze godom, Lucek?).
      Pozdrawiam,

      Gość: LUCYFER 16.03.2005 21:21

      rzedu. Nie to jest jednak przedmiotem dyskusji. Wydaje sie nieraz, ze trzeba
      pewnym ludziom wyjasnic najbardziej podstawowe rzeczy. Wszechswiat, w ktorym
      istniejecie nie ma centralnego punktu poniewaz wszystkie galaktyki oddalaja sie
      od siebie. Abys jednak nie mial metliku w glowie, powiem Ci, ze sa pytania, na
      ktore nie ma tzw. logicznej lub zdroworozsadkowej odpowiedzi. Logika bowiem,
      ktora ludzie uzywaja jest ludzka logika. Nie mozecie np. pojac, ze kwarki
      istnieja i nie istnieja. Nie mozecie pojac, ze przestrzen zakrzywiona moze byc
      nieskonczenie wielka. Nie mozecie pojac dlaczego nie macie kontaktu z innymi
      cywilizacjami, itd.
      PS> JA nie jestem diablem lub szefem wydumanego piekla. Pieklo jest wymyslem
      waszego umyslu. Wyobrazcie sobie, ze w kazdej galaktyce istnieja istoty, ktore
      sa srednio dwa miliardy lat (waszych lat) bardziej zaawansowane. Ziemia (jak
      niektorzy to z was wiedza) jest wtornym produktem czyli krazy wokol gwiazdy
      kolejnej generacji.

      Gość: Jak to jest? 18.03.2005 01:16

      Czy na pewno "wszystkie galaktyki oddalają sie od siebie"? Jeśłi tak jest, to w
      jaki sposób dochodzi do "zderzenia" galaktyk czyli przejścia jednej przez drugą?

      Ziemia z pewnością jest produktem wtórnym, gdyż zawiera pierwiastki ciężkie,
      które nie powstają w "podstawowej" reakcji termojądrowej. Czy to, że Słońce
      jest "gwiazdą kolejnej generacji" znaczy, że nie spala ono wodoru, a hel i
      jeszcze cięższe pierwiastki syntetyzując metale? I skąd gwiazdy kolejnych
      generacji, które podobno tworzą się z "gruzu" po wybuchu supernowej biorą wodór
      do zapoczątkowania reakcji?
      • lajkonik521 Już jestem - tylko próba no text 21.04.05, 17:53
        no txt
      • lajkonik521 recepturka 21.04.05, 18:22
        Cześć "Całuski Lola",

        1. Wiem, ze raczej inklinujesz do mikroswiata. Tu naprawdę jestem wklęsłym
        partnered do dyskusji. Chetniej ciebie poczytam. Natomiast Makrowszechswiat
        mnie po prostu interesuje. Jednak też raczej nie spodziewaj się naukowego
        poziomu.

        2. Przez net trudno się zrozumieć i dlatego raczej musimy robic małe kroki,
        zeby uzyskać potwierdzenie zrozumienia.

        Przyklad, tyle nabzdurzyłem, a tu:

        >Jeśli zatem receptorek receptorek rozgląda się po swoim
        >wszechświecie w wszystkich (dwóch) kierunkach, to
        >otrzymuje sygnały nie z rzeczywistej recepturki, ale ale z
        >MNIEJZSEJ - widzialnej.
        Nie wiem, czy rozumiem. Z części widzialnej, to miałeś na myśli? Bo nie widzi
        wszystkich sygnałów z całej recepturki?

        Jasne, ze też się łapię na tym, ze przestaję kumać. Spróbujmy zatem
        zinwentaryzować co mamy.

        1. Mamy recepturkę im. Loli.

        2. Recepturka ma jeden wymiar (z lekka zakrzywiony jak to zwykle z okregami).
        Niech on się nazywa przestrzenny. Recepturka reprezentuje wszechświat, na
        którym żyją nicienie-receptorki, z lekka zakrzywione. Mogłabyś tu coś napisać,
        jeśli chcesz koniecznie wprowadzić miare krzywizny. Receptorki poruszają się
        wyłącznie po recepturce (po okręgu). Podobnie światło rozprzestrzenia się tylko
        w dwie strony "w tę" i "we wtę" po okręgu. Żadną miarą nie w poprzek (tzn. np.
        po srednicy, czy cięciwie).

        3. Recepturka jest rozłożona na plaszczyźnie (2-wymiarowej) - czas i
        przestrzeń. W celu uzgodnienia oczywistości moze nie musimy jej na razie
        przylepiać na kuli.

        4. Ponieważ wymiar przestrzenny recepturki ma kształt okregu, to z załem
        stwierdzamy, ze wymiar czasowy, aby być prostopadłym do przestrzennego, musi
        mieć postać promienistych półprostych wychodzących z centrum koła wyznaczonego
        przez recepturkę (BB).

        5. Recepturka rozdymając się zwiększa swój wymiar przestrzenny i jednocześnie
        oddala się równomiernie i centrycznie od BB. Owo oddalanie reprezentuje upływ
        czasu (choć to jeśli już coś plynie, to raczej recepturka w swoim nadymaniu
        się).

        6. Na razie ograniczamy się do kontestowania recepturki z zewnątrz (Okiem
        Opatrzności - choć to moze sugerować, ze światło moze się rozprzestrzeniać poza
        recepturkę, co nie jest prawdą. Załóżmy jednak, ze Opatrzność ma lepsze
        narzędzia niz wzrok i swiatło do oglądania co kto robi i jak grzeszy). Nic nie
        mowimy o postrzeganiu recepturki przez jej mieszkańców (oni widzą coś innego,
        niz to co my, zewnętrzni obserwatorzy).

        7. Recepturka to przestrzeń jednoczesnosci zdarzeń (jeśli mieszkańcy recepturki
        zapalą na mój gwizdek latarki, to ja je jednocześnie ujrzę - jednocześnie, tzn.
        w identycznej odległosci od BB). O powierzchni na której rozłozyliśmy
        recepturkę wolałbym tak nie mówić

        Na razie tyle oczywistosci. Czy coś dodasz, uzupełnisz, wyprostujesz, albo
        zmienisz? Nawet chętnie się skłócę o cokolwiek.

        Lajkonik

        PS. Nie wiedziałem, ze "całuski" to integralna część twojego nicka (a juz
        zaczynałem zazdrościć bonobowi, swoją drogą jak się dowie to zapłacze). Zatem,
        juz się nie robię czerwony. L
        • lolita10 Re: recepturka & PROBLEMY WYMIAROWE 25.04.05, 02:41
          Witam serdecznie.
          >Spróbujmy zatem zinwentaryzować co mamy.
          >1. Mamy recepturkę im. Loli.
          >2. Recepturka ma jeden wymiar (z lekka zakrzywiony jak to zwykle z okregami).
          >Niech on się nazywa przestrzenny. Mogłabyś tu coś napisać, jeśli chcesz
          koniecznie wprowadzić >miare krzywizny.
          Tu mam problem z “nomenklaturą”. Myślę, że na coś musimy się zdecydować, więc
          ALBO
          mamy jeden wymiar przestrzenny prosty (x), a na nim wytyczony odcinek x jako
          naszą recepturkę - tylko że stanowiąca odcinek prosty
          ALBO
          recepturka jako odcinek x (jednego prostego wymiaru przestrzennego) jest
          zakrzywiona do okręgu w wymiarze kołowym (k) 2 pi. Czyli dwuwymiarowa recepturka
          (x,k) daje nam obraz okręgu 2 pi x.
          Po prostu dowolny punkt na współrzędnej x możemy zapisać tylko jedną liczbą.
          Czy ta liczba mówi nam, że mamy do czynienia z okręgiem?
          Jeśli nawet użyjemy dwóch wymiarów x oraz y, to gdy znajdują się one w układzie
          osi kartezjańskich, to dowolny punkt zapisany przy pomocy tych dwóch liczb nic
          nie mówi nam o tym, że ten punkt znajduje się na 2-wymiarowym (x,y) okręgu.

          Znane nam trzy wymiary przestrzenne są przedstawiane jako osie kartezjańskie.
          Recepturka jest dwuwymiarowa (x , k), bo jej odcinek prosty x przedstawiany
          jednowymiarowo (x) jest “zakrzywiony” w wymiarze kołowym (k) do postaci 2 pi x.
          Recepturka byłaby trójwymiarowa (x,y,k) gdyby jej dwa wymiary proste zostały
          “zakrzywione” w wymiarze kołowym do postac 2*2 pi (xx + yy) oraz
          czterowymiarowa, gdyby jej trzy wymiary proste zostały “zakrzywione” w wymiarze
          kołowym do postaci 2*2*2 pi (xx+yy+zz). Niby dlaczego?
          Otóż współrzędna wymiaru kołowego (k) nie jest osią kartezjańską, ponieważ nie
          przecina się z wymiarem przestrzennym x w jego punkcie zerowym, ale w punkcie
          jego maksimów (na podobieństwo funkcji falowej).
          Wymiar czasu (t) jest prostopadły do wymiarów przestrzennych, ale nie jest osią
          kartezjańską, lecz „polem współrzędnych wektorowych”. Jeśli recepturka jako
          odcinek x jest „zgięta” przez wymiar kołowy do postaci 2 pi x, to na wymiar
          czasu składają się wszystkie „promienie” składające się na koło ze szprychami o
          pewnej gęstości. Ta gęstość zależy od podstawowej podziałki pomiaru czasu na
          okręgu. Promienie koła są „prostopadłe” do swojego obwodu i punktowo styczne z
          nim - okręgiem 2 pi x. Czyli naszą trójwymiarową (x,k,t) recepturkę możemy
          zapisać jako 2pi x/ t. Jeśli na przykład t = 1 s, to zarówno: x/1s jak i: 2 pi
          x/1s, oba działania są tak samo „równouprawnione”. Pierwsze zachodzi "liniowo" -
          lokalnie, a drugie "nieliniowo" - ponadlokalnie.

          Mamy więc możliwość ustalenia następującego układu współrzędnych:
          - współrzędne wymiarów przestrzennych (x,y,z) stanowiących osie katrezjańskie –
          wszystkie przecinają się w swoich punktach zerowych stanowiących ich wspólną oś
          symetrii (mierzonej od zera do nieskończoności).
          - „Współrzędna” wymiaru czasu (t) jest wektorowa i styka się swoim punktem
          zerowym stanowiących jego oś symetrii ze współrzędnymi wymiarów przestrzennych w
          ich wspólnym punkcie zerowym, ale punkt zerowy współrzędnej (wektorowej) czasu
          nie stanowi wspólnego punktu osi symetrii wraz z pozostałymi wymiarami
          przestrzennymi. „Współrzędna” czasu styka się ze współrzędną wymiaru kołowego
          wszystkimi swoimi promieniami o „długości czasu jednoczesnego”. Jednoczesność
          czasu rozkładać się jednak może – tak jak w recepturce - na odcinku prostej
          skwantowanej do wymiaru kołowego.
          - Współrzędna wymiaru kołowego (k) styka się swoimi wszystkimi punktami ze
          wszystkimi punktami maksimum na współrzędnych wymiarów przestrzennych (x,y) oraz
          ze wszystkimi punktami t na współrzędnej czasu. Na tej współrządnej jej punkt
          może wyznaczać dowolny punkt maksimum (x lub y albo z) dla ruchu prawoskrętnego
          lub lewoskrętnego.
          - Współrzędna wymiaru krzywizny kołowej (kk) styka się w swoim własnym punkcie
          zerowym ze współrzędną wymiaru kołowego (k) w punkcie 2 pi.

          Podsumowując:
          RECEPTURKA jest OKRęGIEM, który - jako pewne uproszczenie - reprezentować może
          “zwinęty” sześciowymiarowy obiekt czyli czterowymiarowy obiekt (x, y, z, t)
          “zwinięty” w wymiarach: kołowym (k) i krzywizny kołowej (kk).
          Recepturka jako okrąg jest modelem uproszczonym - trójwymiarowym okręgiem (x,
          k, t). Odcinek x wymiaru (x) zagięty przez wymiar kołowy (k) do postaci 2 pi x
          został “skwantowany” wymiarem czasu (t) do postaci, którą możemy zapisać wzorem
          2 pi x/t. W ten sposób tworzy się „obwód” świata recepturkowego x mierzony
          czasem t w wymiarze kołowym k. Co daje nam geometryczną postać recepturki jako 2
          pi x/t. W ten sposób mamy wyznaczoną “prędkość kołową ” Receptorka w świecie
          recepturki o krzywiźnie zerowej. Nie może ona przekraczać prędkości światła
          czyli, że 2 pi x/t może być (mniejsze i/lub równe) c.

          C.D.N
          • lolita10 Re: recepturka & PROBLEMY WYMIAROWE c.d. 25.04.05, 02:51
            > Recepturka reprezentuje wszechświat, na którym żyją nicienie-receptorki, z
            >lekka zakrzywione.

            Wolałabym, żeby ReceptOrki były punktowcami niż nicieniami żyjącymi na
            zakrzywionym świecie. Oczywiście mogą one być zakrzywione, ale w sensie
            “zwinięte”. Co to znaczy?
            Teoria Strun zakłada, że znamy cztery wymiary czasoprzestrzenne, a istnieje ich
            conajmniej 10, tylko że te pozostałe są “zwinięte”. I te “zwinięte” wymiary
            podobno istnieją wyłącznie w czasoprzestrzeni poniżej progu Plancka. Ja
            natomiast uważam, że znana nam czterowymiarowa czasoprzestrzeń jest
            “niezwiniętą” płaszczyzną odniesienia dla obiektów “zwiniętych” w jakiś sposób
            względem naszej 4 dim „płaszczyzny” odniesienia. Co je zwija? Wymiary: kołowy
            (k) oraz krzywizny kołowej (kk).
            Teoria Strun mówi, że wymiar kołowy Kaluzy –Kleina istnieje w czasoprzestrzeni
            poniżej wielkości Plancka, a ja uważam, że istnieje on wszedzie bez względu na
            skalę przestrzeni!!! I wcale nie musimy go upychać tam, gdzie go “nie widać”!
            Wystarczy go dostrzec – tak, jak to zrobił Einstein z wymiarem czasu.
            Po prostu - dowolny obiekt „widziany” w naszej „niepozwijanej” czterowymiarowej
            płaszczyźnie odniesienia jako obiekt PUNKTOWY - w “wyższej wymiarowości”
            istnieje jako obiekt „zwinięty” i jest conajmniej okręgiem (może być sferą) w
            “podrozmaitości”.
            Tak, jak to wyżej opisałam, w pewnej “podrozmaitości wymiarowej”.


            >Receptorki poruszają się wyłącznie po recepturce (po okręgu).

            Dokładnie. Jeden Recept0rek, żeby obejść swój świat recepturkowy musiałby
            pokonać odległość 2 pi x w czasie t. Zapiszmy to jako 2 pi x/t. Ale dla nas – my
            mierzymy czas jako T – recepturka jest sferą jednoczesności zdarzeń. Gdy
            wszystkie ReceptoOrki punktowe żyjące na recepturce złapałyby się za ręce, to
            utworzyły swój świat recepturkowy istniejący w czasie t.


            >Podobnie światło rozprzestrzenia się tylko w dwie strony "w tę" i "we wtę" po
            >okręgu. Żadną miarą nie w poprzek (tzn. np. po srednicy, czy cięciwie).

            Dokładnie. Recept0rki nie mają pojęcia o istnieniu jakiegoś tam “promienia”
            swojego świata i wędrują sobie w nim z prędkością stałą x/t. Ich maksymalna
            prędkość może wynieść c ( 2 pi x/t = c, więc x/t = c jest tak samo równoprawne
            jak 2 pi x/t = c).


            > 3. Recepturka jest rozłożona na plaszczyźnie (2-wymiarowej) - czas i
            > przestrzeń.

            To my, Wielcy Obserwatorzy zewnętrzni wiemy , że dla recepturki istnieje promień
            mierzony naszym czasem T - na naszej “dwuwymiarowej płaszczyźnie odniesienia”
            (X,T) .
            > W celu uzgodnienia oczywistości moze nie musimy jej (recepturki)na razie
            > przylepiać na kuli.

            Jasne. Taka płaszczyzna (X,T) może stanowić płaszczyznę odniesienia dla świata
            recepturkowego. Zostańmy na razie przy dwuwymiarowej czasoprzestrzennej (X,T)
            płaszczyźnie odniesienia.
            Czas jest jednoczesny dla promienia recepturki „lokalnie - liniowo” oraz dla jej
            obwodu „ponadlokalnie - nieliniowo”. Na płaszczyźnie X,T leży recepturka.
            Obserwując recepturkę zajmujemy się „liniowym” pomiarem czasu. Czyli tym, który
            stanowi jej jeden promień zgodny (równoległy) z wymiarem T na naszej
            płaszczyźnie. Czynimy obserwacje recepturki w odwrotnym kierunku działania –
            “cofamy się” od czasu teraźniejszego T = 1 “w przeszłość” do T = 0. Krzywizna
            recepturki w czasie T=1 jest zerowa, ponieważ recepturka jest całkowicie styczna
            całą swoją powierzchnią z płaszczyzną odniesienia (X,T). I teraz uwaga – mamy
            dwie możliwości:
            1) Gdy zmniejszamy T wyznaczający promień recepturki, zmniejsza się wielkość
            czyli obwód świata recepturkowego.
            2) Gdy zmniejszamy T wyznaczający promień recepturki, jej wielkość czyli obwód
            nie zmienia się, to przestaje ona być całkowicie styczna z płaszczyzną
            odniesienia (X,T). Przestaje być z nią styczna, ponieważ zmianie ulega jej
            krzywizna kołowa (kk) na dodatnią. Dlaczego? Recepturka skręca się w “wyższych
            wymiarach” (trzecim prostym y oraz w wymiarze krzywizny kołowej, które nie są
            „widoczne” na naszej dwuwymiarowej (X,T) płaszczyznie odniesienia.
            Okazuje się, że jeśli zechcemy obserwować cały świat recepturkowy o zmiennej
            krzywiźnie kołowej (ad.2), to potrzebna nam inna płaszczyzna odniesienia – Twoja
            (Lajkonika) trójwymiarowa czaso-przestrzeń czyli 2-sfera (X,Y, o promieniu T).


            > 4. Ponieważ wymiar przestrzenny recepturki ma kształt okregu, to z załem
            >stwierdzamy, ze wymiar czasowy, aby być prostopadłym do przestrzennego, musi
            >mieć postać promienistych półprostych wychodzących z centrum koła wyznaczonego
            >przez recepturkę (BB).
            To już skomentowałam wyżej opisując czym jest wymiar czasowy. Takie koło ze
            szprychami , których długość jest mierzona czasem „liniowym” t dla każdej szprychy.


            > 5. Recepturka rozdymając się zwiększa swój wymiar przestrzenny…

            No właśnie niekoniecznie, ponieważ może być, że:
            A) “zwiększa swój wymiar przestrzenny”, tylko jeśli jej obwód (tożsamy z jej
            energią całkowitą) wzrasta .
            B) niezmniejsza swojego wymiaru przestrzennego, lecz zmienia swoją krzywiznę,
            gdy obwód (tożsamy z jej energią całkowitą ) jest niezmienny.
            >i jednocześnie
            >oddala się równomiernie i centrycznie od BB. Owo oddalanie reprezentuje upływ
            >czasu (choć to jeśli już coś plynie, to raczej recepturka w swoim nadymaniu
            > się).
            Hmm…
            Obserwujemy następujące doświadczenie. Rzeczywiście gdy:
            A)
            recepturka zwiększa, a potem zmniejsza swój obwód (czyli zmianie ulega jej
            energia całkowita) , to obserwujemy następujące działanie
            > a) w stanie wybuchu BB: 0-krzywizna, 0-przestrzeń, t = 0
            > b)od stanu BB: 0-krzywizna, przestrzeń>0, t (min)>0
            > c) poprzez równik kuli: 0-krzywizna, max-przestrzeń, t1>t0
            > d) do stanu BC: 0-krzywizna, 0-przestrzeń, t2 ( max)>t1
            B)
            recepturka nie zmienia swojego obwodu (czyli zmianie nie ulega jej energia
            całkowita),
            lecz zmienia się jej krzywizna kołowa.
            > a) w stanie wybuchu BB: maks-krzywizna dodatnia, 0-przestrzeń, t = 0
            > b) od stanu BB: krzywizna dodatnia<max, przestrzeń>0, t(min)>0
            > c) poprzez równik kuli:0-krzywizna zerowa, max-przestrzeń t1>t0
            > d) do stanu BC: max-krzywizna ujemna, 0-przestrzeń t2(max)>t1

            Pytałeś mnie kiedyś, czy takie działanie nie może zachodzić od max krzywizny
            dodatniej przez krzywiznę zerową do max krzywizny dodatniej? Może, ale…
            C)
            Uważam, że działanie od k max dodatnie przez k=0 do k max dodatnie zachodzi
            wtedy, gdy promień mierzony wymiarem czasu t maleje. To by znaczyło, że
            działanie zachodzące w czasie zmienia kierunek z działania: „do przodu” na
            działanie: „do tyłu”. Oczywiście jednocześnie recepturka zmniejsza swój wymiar
            przestrzenny, ale to zmniejszanie powodowałoby jednoczesne zmniejszanie wartości
            czasu, chociaż t nie musi stawać się „ujemne”.
            > a) w stanie wybuchu BB: maks-krzywizna dodatnia, 0-przestrzeń, t = 0
            > b)od stanu BB: max-krzywizna dodatnia, przestrzeń>0, t>0
            > c) poprzez równik kuli:0-krzywizna zerowa, max-przestrzeń, t1>t0
            > d) do stanu BC: krzywizna dodatnia< max, przestrzeń< max, t<t1

            Natomiast działanie od k max dodatnie przez k=0 do kmax ujemne zachodzi wtedy,
            gdy promień mierzony wymiarem czasu nie maleje, to znaczy działanie zachodzi w
            kierunku „do przodu”, chociaż recepturka zmniejsza swój wymiar przestrzenny. Tak
            jak w przykładzie podanym ad A).


            >6. Na razie ograniczamy się do kontestowania recepturki z zewnątrz (Okiem
            >Opatrzności - choć to moze sugerować, ze światło moze się rozprzestrzeniać poza
            >receptu
            • lolita10 Re: recepturka & PROBLEMY WYMIAROWE c.d. 25.04.05, 03:09
              Pomyliłam się na samym końcu w pukcie 5
              Jest:
              Natomiast działanie od k max dodatnie przez k=0 do kmax ujemne zachodzi wtedy,
              gdy promień mierzony wymiarem czasu nie maleje, to znaczy działanie zachodzi w
              kierunku „do przodu”, chociaż recepturka zmniejsza swój wymiar przestrzenny. Tak
              jak w przykładzie podanym ad A).
              Powinno być w przykładzie B)!!!
              sorki:-(

              >6. Na razie ograniczamy się do kontestowania recepturki z zewnątrz (Okiem
              >Opatrzności - choć to moze sugerować, ze światło moze się rozprzestrzeniać poza
              recepturkę, co nie jest prawdą. Załóżmy jednak, ze Opatrzność ma lepsze
              >narzędzia niz wzrok i swiatło do oglądania co kto robi i jak grzeszy). Nic nie
              >mowimy o postrzeganiu recepturki przez jej mieszkańców (oni widzą coś innego,
              >niz to co my, zewnętrzni obserwatorzy).

              Tak, zostawmy to sobie na później.


              >7. Recepturka to przestrzeń jednoczesnosci zdarzeń (jeśli mieszkańcy recepturki
              >zapalą na mój gwizdek latarki, to ja je jednocześnie ujrzę - jednocześnie, tzn.
              >w identycznej odległosci od BB).

              Hmm… Ty ujrzysz wszystkich punktowych mieszkańców recepturki „jednocześnie,
              tzn. w identycznej odległosci”, ale CZASOWEJ, chociaż nie koniecznie
              PRZESTRZENNEJ od BB. No bo jeśli my nie jesteśmy zewnętrzym Wielkim
              Obserwatorem, ale obserwujemy wszechświat z jakiegoś punktu na naszej wąasnej
              recepturce czyli Cycku Skarlett im. Bonoba, a przenika się on z innymi Cyckami
              Skarlett, to…
              Nasz świat recepturkowy może znajdować się w stanie o danej krzywiźnie kołowej
              (kk), która powoduje skrócenie niektórych odległości między poszczególnymi
              mieszkańcami recepturki, ale o tym to już na pewno nie dziś.


              > O powierzchni na której rozłozyliśmy recepturkę wolałbym tak nie mówić.

              Ja też. Chociaż istnieje coś takiego jak euklidesowa płaszczyzna odniesienia -
              taka typowa jako płaszczyzna (X,Y) jednoczesności zdarzeń w „naszym świecie” dla
              t = 0. Ale ponieważ w naszym doświadczeniu używamy słynnej płaszczyzny
              odniesienia Lajkonika, to jest dwuwymiarowa, ale CZASO-PRZESTRZENNA (X,T), więc
              nie możemy powiedzieć o niej jako o płaszczyźnie zdarzeń równoczesnych. “Stykamy
              się”?!

              Buziaki
              Lola
          • lajkonik521 Re: recepturka & PROBLEMY WYMIAROWE 26.04.05, 11:44
            Lolita napisaaŁ
            > Podsumowując:
            > RECEPTURKA jest OKRęGIEM, który - jako pewne uproszczenie - reprezentować może
            > “zwinęty” sześciowymiarowy obiekt czyli czterowymiarowy obiekt (x,
            > y, z, t)
            > “zwinięty” w wymiarach: kołowym (k) i krzywizny kołowej (kk).
            > Recepturka jako okrąg jest modelem uproszczonym - trójwymiarowym okręgiem (x,
            > k, t).

            Z grubsza si zgadzam. Co najwyżej nie do końca rozumiem. Rozumiem to tak, że
            dla Zewnętrznego obserwatora recepturka charakteryzowana jest przez trzy
            parametry:
            x - wymiar przestrzenny
            k - zakrzywienie
            t - promień (czas)

            > Odcinek x wymiaru (x) zagięty przez wymiar kołowy (k) do postaci 2 pi x
            > został “skwantowany” wymiarem czasu (t) do postaci, którą możemy za
            > pisać wzorem
            > 2 pi x/t. W ten sposób tworzy się „obwód” świata recepturkowego x m
            > ierzony
            > czasem t w wymiarze kołowym k. Co daje nam geometryczną postać recepturki
            jako
            > 2
            > pi x/t. W ten sposób mamy wyznaczoną “prędkość kołową ” Receptorka
            > w świecie
            > recepturki o krzywiźnie zerowej.

            Dlaczego tu mówisz o prędkości receptorka. Czy on nie może być w bezruchu?

            > Nie może ona przekraczać prędkości światła
            > czyli, że 2 pi x/t może być (mniejsze i/lub równe) c.

            CDN


          • lajkonik521 Re: recepturka & PROBLEMY WYMIAROWE 26.04.05, 12:13
            lolita10 napisała:

            > > Recepturka reprezentuje wszechświat, na którym żyją nicienie-receptorki,
            > z
            > >lekka zakrzywione.
            >
            > Wolałabym, żeby ReceptOrki były punktowcami niż nicieniami żyjącymi na
            > zakrzywionym świecie. Oczywiście mogą one być zakrzywione, ale w sensie
            > “zwinięte”. Co to znaczy?
            Wszedłem w to - co innego receptorek punktowy na prostej a co innego Receptorek
            punktowy na okręgu.

            > >Receptorki poruszają się wyłącznie po recepturce (po okręgu).
            >
            > Dokładnie. Jeden Recept0rek, żeby obejść swój świat recepturkowy musiałby
            > pokonać odległość 2 pi x w czasie t.

            Tu mam wtpliwoci. Jeli recepturka si nie rozszerza (po mojemu nie pynie czas),
            to receptorek rzeczywiście przebędzie drogę 2 pi x, ale chyba w czasie detla t
            = 0? Jeśli natomiast dopuścimy rozszerzanie się recepturki, to receptorek
            wystartuje ze swojego pktu A zacznie obchodzić wszechświat , ten się rozszerza,
            i dojdzie do pktu A'. Pkt A' leży na promieniu wszechświata przechodzącym przez
            pkt A i w "odległości" od niego równej delta t. Receptorek zakręci więc takiego
            jakby slimaka niedomkniętego. Droga po tym ślimaku jest dłuższa niż po
            stacjonarnej recepturce. Nie?

            > Zapiszmy to jako 2 pi x/t. Ale dla nas 
            > 211; my
            > mierzymy czas jako T – recepturka jest sferą jednoczesności zdarzeń. Gdy
            > wszystkie ReceptoOrki punktowe żyjące na recepturce złapałyby się za ręce, to
            > utworzyły swój świat recepturkowy istniejący w czasie t.

            OK

            > Recept0rki nie mają pojęcia o istnieniu jakiegoś tam “promieni
            > a”
            > swojego świata i wędrują sobie w nim z prędkością stałą x/t.

            A dleczego ze stałą prędkością? To już nie mogą się zatrzymać?

            > Ich maksymalna
            > prędkość może wynieść c ( 2 pi x/t = c, więc x/t = c jest tak samo równoprawne
            > jak 2 pi x/t = c).

            Jeśli się nie wkurzysz, to proszę o dojaśnienie.

            > To my, Wielcy Obserwatorzy zewnętrzni wiemy , że dla recepturki istnieje
            promie
            > ń
            > mierzony naszym czasem T - na naszej “dwuwymiarowej płaszczyźnie odniesie
            > nia”
            > (X,T) .

            > > W celu uzgodnienia oczywistości moze nie musimy jej (recepturki)na razie
            > > przylepiać na kuli.
            >
            > Jasne. Taka płaszczyzna (X,T) może stanowić płaszczyznę odniesienia dla świata
            > recepturkowego. Zostańmy na razie przy dwuwymiarowej czasoprzestrzennej (X,T)
            > płaszczyźnie odniesienia.
            > Czas jest jednoczesny dla promienia recepturki „lokalnie - liniowo”

            To nie jest jasne. Czy to miałoby znaczyć, że w każdym pkcie promienia mamy ten
            sam czas?

            > oraz dla jej
            > obwodu „ponadlokalnie - nieliniowo”.

            Na obwodzie, się zgodzę.

            > Na płaszczyźnie X,T leży recep
            > turka.
            > Obserwując recepturkę zajmujemy się „liniowym” pomiarem czasu. Czyl
            > i tym, który
            > stanowi jej jeden promień zgodny (równoległy) z wymiarem T na naszej
            > płaszczyźnie. Czynimy obserwacje recepturki w odwrotnym kierunku działania R
            > 11;
            > “cofamy się” od czasu teraźniejszego T = 1 “w przeszłość̶
            > 1; do T = 0.
            > Krzywizna
            > recepturki w czasie T=1 jest zerowa, ponieważ recepturka jest całkowicie
            styczn
            > a
            > całą swoją powierzchnią z płaszczyzną odniesienia (X,T). I teraz uwaga –
            > mamy
            > dwie możliwości:
            > 1) Gdy zmniejszamy T wyznaczający promień recepturki, zmniejsza się wielkość
            > czyli obwód świata recepturkowego.

            To jest intuicyjne.

            > 2) Gdy zmniejszamy T wyznaczający promień recepturki, jej wielkość czyli obwód
            > nie zmienia się,

            Czy tu chodzi o takie "skręcanie" się recepturki, które polegałoby na jej
            harmonijkowaniu się w taką kryzę XiV wieczną??? Musisz mi opisać na czym to
            skręcanie polega.

            > to przestaje ona być całkowicie styczna z płaszczyzną
            > odniesienia (X,T). Przestaje być z nią styczna, ponieważ zmianie ulega jej
            > krzywizna kołowa (kk) na dodatnią. Dlaczego? Recepturka skręca się w “wyż
            > szych
            > wymiarach” (trzecim prostym y oraz w wymiarze krzywizny kołowej, które ni
            > e są
            > „widoczne” na naszej dwuwymiarowej (X,T) płaszczyznie odniesienia.
            > Okazuje się, że jeśli zechcemy obserwować cały świat recepturkowy o zmiennej
            > krzywiźnie kołowej (ad.2), to potrzebna nam inna płaszczyzna odniesienia –
            > ; Twoja
            > (Lajkonika) trójwymiarowa czaso-przestrzeń czyli 2-sfera (X,Y, o promieniu T).

            Tu mam trochę kłopot. Nie za bardzo przyznaję się do tej "mojej
            czasoprzestrzeni". W naszym prostym modelu - recepturka na płaszczyźnie
            czasoprzestrzenią jest już sama plaszczyna (wymiar x i wymiar t). Oczywiśnie
            płaszczyznę tę mozemy zawiesić w przestrzeni 3-dim, albo zawinąć ją do sfery. I
            może o to chodzi - ale jaki to moze mieć związek ze sposobem skręcania się
            recepturki?

            > To już skomentowałam wyżej opisując czym jest wymiar czasowy. Takie koło ze
            > szprychami , których długość jest mierzona czasem „liniowym” t dla
            > każdej szprychy.

            OK

            > > 5. Recepturka rozdymając się zwiększa swój wymiar przestrzenny…
            >
            > No właśnie niekoniecznie, ponieważ może być, że:

            > A) “zwiększa swój wymiar przestrzenny”, tylko jeśli jej obwód (tożs
            > amy z jej
            > energią całkowitą) wzrasta .

            > B) niezmniejsza swojego wymiaru przestrzennego, lecz zmienia swoją krzywiznę,
            > gdy obwód (tożsamy z jej energią całkowitą ) jest niezmienny.
            > >i jednocześnie

            > >oddala się równomiernie i centrycznie od BB. Owo oddalanie reprezentuje up
            > ływ
            > >czasu (choć to jeśli już coś plynie, to raczej recepturka w swoim nadymani
            > u
            > > się).
            > Hmm…
            > Obserwujemy następujące doświadczenie. Rzeczywiście gdy:
            > A)
            > recepturka zwiększa, a potem zmniejsza swój obwód (czyli zmianie ulega jej
            > energia całkowita) , to obserwujemy następujące działanie
            > > a) w stanie wybuchu BB: 0-krzywizna, 0-przestrzeń, t = 0
            > > b)od stanu BB: 0-krzywizna, przestrzeń>0, t (min)>0
            > > c) poprzez równik kuli: 0-krzywizna, max-przestrzeń, t1>t0
            > > d) do stanu BC: 0-krzywizna, 0-przestrzeń, t2 ( max)>t1
            > B)
            > recepturka nie zmienia swojego obwodu (czyli zmianie nie ulega jej energia
            > całkowita),
            > lecz zmienia się jej krzywizna kołowa.
            > > a) w stanie wybuchu BB: maks-krzywizna dodatnia, 0-przestrzeń, t = 0
            > > b) od stanu BB: krzywizna dodatnia<max, przestrzeń>0, t(min)>
            > 0
            > > c) poprzez równik kuli:0-krzywizna zerowa, max-przestrzeń t1>t0
            > > d) do stanu BC: max-krzywizna ujemna, 0-przestrzeń t2(max)>t1

            Plisowana kryza weneckiego doży? Czy jakoś inaczej?

            > Pytałeś mnie kiedyś, czy takie działanie nie może zachodzić od max krzywizny
            > dodatniej przez krzywiznę zerową do max krzywizny dodatniej? Może, ale…
            > C)
            > Uważam, że działanie od k max dodatnie przez k=0 do k max dodatnie zachodzi
            > wtedy, gdy promień mierzony wymiarem czasu t maleje. To by znaczyło, że
            > działanie zachodzące w czasie zmienia kierunek z działania: „do przodu
            > 221; na
            > działanie: „do tyłu”. Oczywiście jednocześnie recepturka zmniejsza
            > swój wymiar
            > przestrzenny, ale to zmniejszanie powodowałoby jednoczesne zmniejszanie
            wartośc
            > i
            > czasu, chociaż t nie musi stawać się „ujemne”.

            Pozdrawiam,

            Lajkonik
          • lajkonik521 Re: recepturka & PROBLEMY WYMIAROWE 26.04.05, 12:21


            >7. Recepturka to przestrzeń jednoczesnosci zdarzeń (jeśli mieszkańcy recepturki
            >zapalą na mój gwizdek latarki, to ja je jednocześnie ujrzę - jednocześnie, tzn.
            >w identycznej odległosci od BB).

            Hmm… Ty ujrzysz wszystkich punktowych mieszkańców recepturki „jednocześnie,
            tzn. w identycznej odległosci”, ale CZASOWEJ, chociaż nie koniecznie
            PRZESTRZENNEJ od BB.

            ??? Jesteśmy zewnętrznym obserwatorem! na recepturce nie ma odległości
            przestrzennej od BB. Odcinek łączący BB i pkt na recepturce to promień - wymiar
            czasowy. Wymiar przestrzenny istnieje wyłącznie na samej recepturce.

            No bo jeśli my nie jesteśmy zewnętrzym Wielkim
            Obserwatorem, ale obserwujemy wszechświat z jakiegoś punktu na naszej wąasnej
            recepturce czyli Cycku Skarlett im. Bonoba, a przenika się on z innymi Cyckami
            Skarlett, to…
            Nasz świat recepturkowy może znajdować się w stanie o danej krzywiźnie kołowej
            (kk), która powoduje skrócenie niektórych odległości między poszczególnymi
            mieszkańcami recepturki, ale o tym to już na pewno nie dziś.

            Ale umówiliśmy się, ze nie poruszamy na razie problemy percepcji wszechświata
            przze mieszkańca recepturki.

            > O powierzchni na której rozłozyliśmy recepturkę wolałbym tak nie mówić.

            Ja też. Chociaż istnieje coś takiego jak euklidesowa płaszczyzna odniesienia -
            taka typowa jako płaszczyzna (X,Y) jednoczesności zdarzeń w „naszym świecie” dla
            t = 0. Ale ponieważ w naszym doświadczeniu używamy słynnej płaszczyzny
            odniesienia Lajkonika, to jest dwuwymiarowa, ale CZASO-PRZESTRZENNA (X,T), więc
            nie możemy powiedzieć o niej jako o płaszczyźnie zdarzeń równoczesnych. “Stykamy
            się”?!

            Na razie tyle.
            Może w następnym podejściu zejdziemy z piedestału Zewnętrznego obserwatora i
            wylądujemy na recepturce w postaci dwóch pokrzywionych pktów?


            Buziaki
            Lola

            Dobra, dobra, już się nie czerwienię.

            Lajkonik
            • lolita10 Plądrowanie OKOLIC M-teorii?.....1 29.04.05, 16:00
              lajkonik521 26.04.2005 11:44 + odpowiedz
              >Lolita napisaaŁ
              >> Recepturka jako okrąg jest modelem uproszczonym - trójwymiarowym okręgiem (x,
              >> k, t).
              >Z grubsza si zgadzam. Co najwyżej nie do końca rozumiem. Rozumiem to tak, że
              >dla Zewnętrznego obserwatora recepturka charakteryzowana jest przez trzy
              >parametry:
              >x - wymiar przestrzenny
              >k - zakrzywienie
              >t - promień (czas)

              Proponuję na razie jeszcze inne ujęcie. Mamy recepturkę 2 dim:
              x -wymiar prosty
              k - wymiar kołowy 2 pi
              która przez zewnętrznego obserwatora jest charakteryzowana przez dwa parametry:
              X –wymiar przestrzenny
              T – wymiar czasu („promień”)
              Recepturka jest 2 dim (k, x) okręgiem wielkości x 2 pi czyli 2 pi x.
              Recepturkę 2 dim (x,k) obserwujemy na płaszczyźnie 2 dim (X,T).
              Teraz leży ona sobie na płaszczyźnie X,T. Niech to będą współrzędne płaszczyzny
              odniesienia X,T, dobrze? położenie dowolnego pojedyńczego Receptorka na
              recepturce wyznaczają dwie liczby na współrzędnych: X oraz T.
              Nasza recepturka jest wyjątkowa – nie jest rozciągliwa, więc może się tylko
              zacząć „skręcać”, gdy będziemy zmniejszać parametry czasu T (i przestrzeni X)
              Natychmiast po starcie działania recepturka zacznie „odrywać się” od naszej
              płaszczyzny obserwacji, bo w dalszym działaniu („skręcaniu”) będzie styczna z
              płaszczyzną X,Y wyłącznie punktowo.

              >> Odcinek x wymiaru (x) zagięty przez wymiar kołowy (k) do postaci 2 pi x
              >> został “skwantowany” wymiarem czasu (t) do postaci, którą możemy za
              >> pisać wzorem 2 pi x/t. W ten sposób tworzy się „obwód” świata recepturkowego x m
              >> ierzony czasem t w wymiarze kołowym k. Co daje nam geometryczną postać recepturki
              >>jako 2 pi x/t. W ten sposób mamy wyznaczoną “prędkość kołową ” Receptorka
              >> w świecie recepturki o krzywiźnie zerowej.
              >Dlaczego tu mówisz o prędkości receptorka. Czy on nie może być w bezruchu?
              Masz rację. Recept0rek punktowy może być w bezruchu. Wtedy, gdy wraz z innymi
              punktowymi Receptorkami trzymającymi się za ręce tworzy świat recepturkowy- jego
              dwuwymiarową powierzchnię. I takiego pojedyńczego Receptorka stycznego z naszą
              płaszczyzną obserwacji (X,T) sobie podglądamy.

              >> > Recepturka reprezentuje wszechświat, na którym żyją nicienie-receptorki,
              >>> zlekka zakrzywione.
              >> Wolałabym, żeby ReceptOrki były punktowcami niż nicieniami żyjącymi na
              >> zakrzywionym świecie. Oczywiście mogą one być zakrzywione, ale w sensie
              >> “zwinięte”. Co to znaczy?
              >Wszedłem w to - co innego receptorek punktowy na prostej a co innego Receptorek
              >punktowy na okręgu.
              SUPER!
              >> >Receptorki poruszają się wyłącznie po recepturce (po okręgu).
              >> Dokładnie. Jeden Recept0rek, żeby obejść swój świat recepturkowy musiałby
              >> pokonać odległość 2 pi x w czasie t.
              >Tu mam wtpliwoci. Jeli recepturka si nie rozszerza (po mojemu nie pynie czas),
              >to receptorek rzeczywiście przebędzie drogę 2 pi x, ale chyba w czasie detla t
              = 0?
              Może masz rację. Na naszej płaszczyźnie obserwacji X,T recepturkę „widzimy” jako
              całość tylko w szczególnym przypadku – wtedy, gdy jej wszystkie punktowe
              Receptorki przylegają do naszej płaszczyzny obserwacji. Jest to moment, gdy
              Receptorki w ogóle się „nie poruszają” w swoim recepturkowym świecie. Przykładem
              jest obraz promieniowania tła – taki obraz odpowiada krzywiźnie zerowej
              recepturki. Potem („cofając się” w czasie) obserwujemy recepturkę jako jej
              punktowy obraz reprezentowany przez pojedyńczego Receptorka.

              >Jeśli natomiast dopuścimy rozszerzanie się recepturki, to receptorek
              >wystartuje ze swojego pktu A zacznie obchodzić wszechświat ,
              >ten się rozszerza,
              wszechświat recepturki, tak? I powiedzmy, że nie rozszerza, ale „rozprostowuje”
              albo „rozprasza” w czasoprzestrzeni…
              >i dojdzie do pktu A'. Pkt A' leży na promieniu wszechświata przechodzącym przez
              >pkt A i w "odległości" od niego równej delta t. Receptorek zakręci więc takiego
              >jakby slimaka niedomkniętego. Droga po tym ślimaku jest dłuższa niż po
              >stacjonarnej recepturce. Nie?
              Myślę, że… Taka droga Receptorka po spirali nie będzie dłuższa niż po
              stacjonarnej recepturce, bo:
              Twój przykład mówi o „rozciągliwej recepturce”, na której nie następuje zmiana
              krzywizny kołowej recepturki.
              Załóżmy jednak, że nasza Recepturka nie jest rozciągliwa i ma raczej
              „konsystencję Sznurka".
              Bo całkiem możliwe, że materioenergia sama w sobie nie jest rozciągliwa, lecz
              może się „rozpraszać” czyli „rozwijać” lub zagęszczać czyli „zwijać” w
              czasoprzestrzeni wyłącznie z powodu zmian krzywizny kołowej … Tu okazuje się, że
              oprócz wymiarów: x – prostego przestrzennego oraz wymiaru kołowego - 2 pi,
              działanie recepturki charakteryzuje jeszcze jeden wymiar: krzywizny kołowej K.
              Teraz mamy recepturkę 3 dim przestrzenną (x, k, K) obserwowaną na 2 dim
              płaszczyźnie czasoprzestrzennej X,T.
              Lajkoniku,
              Czym dla Ciebie jest rozszerzanie się wszechświata?
              Czy następuje ono z powodu wzrostu energiomaterii w czasie i przestrzeni?
              Czy następuje przez „rozpraszanie” pewnej stałej wielkości enegiomaterii
              wszechświata w czasie i przestrzeni? Wbrew pozorom, dla mnie, to bardzo ważne
              pytanie.
              Mój hipotetyczny wszechświat recepturkowego wymaga założenia stałej wartość jego
              energiomaterii - to raz, równoważnej z geometrią czasoprzestrzeni - to dwa.

              Lajkoniku, sama się zastanawiam: jeśli moje założenia miałoby być prawidłowe, to…
              Punktowe Receptorki na powierzchni kuli tworzą świat recepturkowy wielkości
              geodezyjnej tej kuli.
              I teraz obserwujemy „film do tyłu”: wszystkie Receptorki przemieszczają do
              punktu biegunowego, bo pragną wrócić do stanu „osobliwości”.Co może się dziać ze
              światem recepturkowym? Receptorki „kurczą się”? Jak? Recepturka „kurczy się”? Jak?
              Otóż mnie się wydaje, że jest tak: Każdy Receptorek zaczyna „przybierać na
              wadze”- zmienia się geometria, a dokładniej krzywizna kołowa świata
              recepturkowego. Dlaczego? Weź recepturkę i nałóż ją na kulkę, której średnica
              jest idealnie dopasowana do obwodu recepturki. Znajdź teraz kulkę o połowę
              mniejszej średnicy i nawiń na nią recepturkę. Będzie ona podwójnie nawinięta.
              Odległość najbardziej oddalonych od siebie Receptorków na recepturce nie zmienia
              się. Jest constans. (Zmienia się ich odległość obserwowana jako - na przykład -
              odległość południkowa na powierzchni kulki.) Jednak jeśli Receptorek wcześniej
              był „punktowy”, to teraz stał się „zdublowany - dwupunktowy” - dwa Receptorki
              stają się „równoległe południkowo” i jeden pogrubia („stoi na głowie”) drugiego.
              A jak znajdziesz kulki o jeszcze mniejszej średnicy, to liczba nawinięć
              recepturki oraz ilość Receptorków „stojących sobie na głowie” - zwłaszcza w
              jednym punkcie krzyżowania się ze sobą recepturki - będzie wzrastać.
              W odwrotnym kierunku adekwatnie – zmniejsza się liczba nawinięć recepturki, ale
              odległość między dwoma przeciwległymi receptorkami NA RECEPTURCE nie wzrasta.
              Natomiast zmienia się, gdy jest punktowo rzutowana na naszą płaszczyznę
              obserwacji, która nie uwzględnia ani wymiaru kołowego recepturki ani jej zmian w
              wymiarze krzywizny kołowej.
              Nadal my jednak „widzimy” tylko jednego Receptorka, który jest styczny punktowo
              z naszą płaszczyzną obserwacji, bo cała recepturka ma inną wymiarowość (x,k,K)
              różną od wymiarowości naszej płaszczyzny obserwacji (X,T).

              >> Zapiszmy to jako 2 pi x/t. Ale dla nas my
              >> mierzymy czas jako T – recepturka jest
              • lolita10 Plądrowanie OKOLIC M-teorii?.....2 29.04.05, 16:08
                >> Zapiszmy to jako 2 pi x/t. Ale dla nas my
                >> mierzymy czas jako T – recepturka jest sferą jednoczesności zdarzeń. Gdy
                >> wszystkie ReceptoOrki punktowe żyjące na recepturce złapałyby się za ręce, to
                >> utworzyły swój świat recepturkowy istniejący w czasie t.
                >OK
                Uff!
                >> Recept0rki nie mają pojęcia o istnieniu jakiegoś tam “promienia”
                >> swojego świata i wędrują sobie w nim z prędkością stałą x/t.
                >A dleczego ze stałą prędkością? To już nie mogą się zatrzymać?
                Pytanie jest ciekawe do rozwinięcia, ale nie dziś ;-)
                Niby mogą - ich świat jest ograniczony do obwodu recepturki. Teoretycznie
                pojedyńczy Receptorek mógłby wędrować ze stałą prędkością wraz ze wszystkimi
                pozostałymi Receptorkami. Pamiętaj, że recepturka jest modelem sfery
                uproszczonej do trzech wymiarów przestrzennych (x, k, K) teraz równą K * 2 pi x.

                >> Ich maksymalna prędkość może wynieść c ( 2 pi x/t = c, więc x/t = c jest tak
                >> samo równoprawne jak 2 pi x/t = c).
                >Jeśli się nie wkurzysz, to proszę o dojaśnienie.

                I tak jesteś wyjątkowo cierpliwy!
                2 pi x to wielkość świata recepturki w dwóch wymiarach przestrzennych.
                K * 2 pi x to wielkość recepturki w trzech wymiarach przestrzennych
                T – to współrzędna czasu na naszej płaszczyźnie odniesienia X,T. Jeden
                Receptorek – punktowy - gdyby chciał wyruszyć w podróż po własnym świecie, to
                jego droga
                K *2 pi x (na przykład K * 2 pi razy 300000tys.km.) wymagałaby czasu 1s czyli
                tyle samo, ile trwałaby podróż pojedyńczego Receptorka obserwowana na naszej
                płaszczyźnie odniesienia (X,T) w przestrzeni X wzdłuż współrzędnej czasu T od
                momentu T = 0 do T = 1s. No chyba, że się mylę. (W tym czasie pojedyńczy
                Receptorek przemierzył swój świat. W tym czasie powinna zmienić się krzywizna
                kołowa recepturki od max dodatniej do zerowej, ale na razie o tym „cichosza”, bo
                my tego „nie widzimy” na naszej płaszczyźnie odniesienia.)
                Na naszej dwuwymiarowej płaszczyźnie obserwacji reprezentantem całej recepturki
                jest pojedyńczy punktowy Receptorek, ale to nie jest „jeden i ten sam”, tylko
                przesuwające się identyczne.
                Czyli czas T obserwacji w przestrzeni X punktowego Receptorka jest równy czasowi
                T podróży pojedyńczego Receptorka w jego świecie o zmiennej krzywiźnie K * 2 pi
                x. Czyli X/T = K* 2pi x/T. Jednak pamiętaj, że po lewej stronie mamy 2 dim
                (X,T), a po prawej już 4 dim (x, k, K,T). Wspólny dla obu jest wyłącznie wymiar
                czasu T.
                x – wymiar przestrzenny recepturki
                k – wymiar kołowy 2 pi recepturki
                K – wymiar krzywizny kołowej recepturki

                X – wymiar przestrzenny płaszczyzny odniesienia
                T – wymiar czasu płaszczyzny odniesienia
                Zapytałeś, odpowiedziałam. Widzisz, jak trudno mi nie mówić o właściwościach
                samej recepturki :-)
                • lolita10 Plądrowanie OKOLIC M-teorii?.....3 29.04.05, 16:18
                  >> > W celu uzgodnienia oczywistości moze nie musimy jej (recepturki)na razie
                  >> > przylepiać na kuli.
                  >> Jasne. Taka płaszczyzna (X,T) może stanowić płaszczyznę odniesienia dla świata
                  >> recepturkowego. Zostańmy na razie przy dwuwymiarowej czasoprzestrzennej (X,T)
                  >> płaszczyźnie odniesienia.
                  >> Czas jest jednoczesny dla promienia recepturki „lokalnie - liniowo”
                  >To nie jest jasne. Czy to miałoby znaczyć, że w każdym pkcie promienia mamy ten
                  >sam czas?
                  Nie. To znaczy:
                  1.Że na każdym „promieniu” T, w tym samym punkcie, mamy ten sam czas przypisany
                  wszystkim Receptorkom.
                  2. że w każdym punkcie „promienia” T mamy co prawda różny czas, ale w świecie
                  recepturkowym jest on stały, bo „skwantowany” w wymiarach: kołowym (k = 2 pi) i
                  krzywizny kołowej (K wielokrotność 2 pi). Ale my o tym jeszcze nie wiemy ;-)
                  >> oraz dla jej obwodu „ponadlokalnie - nieliniowo”.
                  >Na obwodzie, się zgodzę.

                  >> Na płaszczyźnie X,T leży recepturka.
                  >> Obserwując recepturkę zajmujemy się „liniowym” pomiarem czasu. Czyl
                  >> i tym, który stanowi jej jeden promień zgodny (równoległy) z wymiarem T na
                  >> naszej płaszczyźnie. Czynimy obserwacje recepturki w odwrotnym kierunku
                  >> działania R “cofamy się” od czasu teraźniejszego T=1 “w przeszłość" do T=0.
                  >> Krzywizna recepturki w czasie T=1 jest zerowa, ponieważ recepturka jest
                  całkowicie
                  >>styczna całą swoją powierzchnią z płaszczyzną odniesienia (X,T). I teraz uwaga
                  >> mamy dwie możliwości:
                  >> 1) Gdy zmniejszamy T wyznaczający promień recepturki, zmniejsza się wielkość
                  >> czyli obwód świata recepturkowego.
                  >To jest intuicyjne.
                  Nie rozumiem. Co jest intuicyjne?
                  Ale i tak według mnie takie działanie modelu wszechświata recepturkowego odpada.
                  Bo zakłada konieczność zmian wartości całkowitej energiomaterii wszechświata, a
                  tego właśnie próbuję uniknąć.
                  >> 2) Gdy zmniejszamy T wyznaczający promień recepturki, jej wielkość czyli obwód
                  >> nie zmienia się,
                  >Czy tu chodzi o takie "skręcanie" się recepturki, które polegałoby na jej
                  >harmonijkowaniu się w taką kryzę XiV wieczną??? Musisz mi opisać na czym to
                  >skręcanie polega.
                  Ba! Żebym to ja wiedziała…
                  Cała recepturka „leży sobie” na płaszczyźnie X,T. Jej „skręcanie się” polega na
                  tym, że jej obwód pozostaje STAŁY, ale zmienia się jej krzywizna kołowa K * 2 pi
                  względem „promienia” czyli czasu T. Jeśli „promień” T zmniejszysz o połowę do
                  T/2, to recepturka będzie skręcona do podwójnego okręgu i będzie styczna z
                  płaszczyzną obserwacji punktowo. (tu masz swoje punktowe „kryzowe wcięcie”). Jak
                  byś zapisał teraz geometrię recepturki? Nie ma już 2 pi x, ale jest 2 * 2 pi x
                  czyli 4 pi x względem skróconego o połowę „promienia” T.
                  W ten sposób w wymiarze krzywizny (K) nastąpiła zmiana z krzywizny kołowej
                  zerowej K0 (gdy k = 2 pi x) do krzywizny o wartości K1 (2 * 2 pi x = 4 pi x).

                  „Linijką” wymiaru krzywizny kołowej są kolejne liczby krzywiznowe K: 0,1,2,3,4
                  które to z kolei odpowiadają kolejnym potęgom liczby 2 wobec pi x. Na przykład
                  krzywiznę zerową opisuje K = 0,
                  krzywizna K1 to wymiar kołowy 2 pi x „skwantowany” do postaci 2*2 pi x,
                  krzywizna K2 to wymiar kołowy 2 pi x „skwantowany” do postaci 2*2*2 pi,
                  krzywizna K3 to wymiar kołowy 2 pi x „skwantowany” do postaci 2*2*2*2 pi x itd.

                  >> to przestaje ona być całkowicie styczna z płaszczyzną
                  >> odniesienia (X,T). Przestaje być z nią styczna, ponieważ zmianie ulega jej
                  >> krzywizna kołowa (kk) na dodatnią. Dlaczego? Recepturka skręca się w “wyż
                  >> szych wymiarach” (trzecim prostym y oraz w wymiarze krzywizny kołowej, które ni
                  >> e są „widoczne” na naszej dwuwymiarowej (X,T) płaszczyznie odniesienia.
                  >> Okazuje się, że jeśli zechcemy obserwować cały świat recepturkowy o zmiennej
                  >> krzywiźnie kołowej , to potrzebna nam inna płaszczyzna odniesienia –
                  >> ; Twoja (Lajkonika) trójwymiarowa czaso-przestrzeń czyli 2-sfera (X,Y, o
                  promieniu T).
                  >Tu mam trochę kłopot. Nie za bardzo przyznaję się do tej "mojej
                  >czasoprzestrzeni". W naszym prostym modelu - recepturka na płaszczyźnie
                  >czasoprzestrzenią jest już sama plaszczyna (wymiar x i wymiar t).

                  O.K.Trzeba to uporządkować – jak wcześniej słusznie zauważyłeś – sama recepturka
                  jest wyłącznie przestrzenna, bo jeśli nawet trójwymiarowa przestrzennie: wymiar
                  przestrzenny prosty x zawinięty w wymiarze kołowym 2pi i „kwantowany” wymiarem
                  krzywizny kołowej K do postaci K * 2 pi x, to jej najpełniejsza obserwacja
                  zachodziłaby na naszej płaszczyźnie odniesienia 4 dim (X,Y,Z,T).

                  >>>7. Recepturka to przestrzeń jednoczesnosci zdarzeń (jeśli mieszkańcy
                  >>>recepturki zapalą na mój gwizdek latarki, to ja je jednocześnie ujrzę -
                  >>>jednocześnie, tzn.w identycznej odległosci od BB).
                  >>Hmm… Ty ujrzysz wszystkich punktowych mieszkańców recepturki „jednocześnie,
                  >>tzn. w identycznej odległosci”, ale CZASOWEJ, chociaż nie koniecznie
                  >>PRZESTRZENNEJ od BB.
                  >??? Jesteśmy zewnętrznym obserwatorem! na recepturce nie ma odległości
                  >przestrzennej od BB. Odcinek łączący BB i pkt na recepturce to promień - wymiar
                  >czasowy. Wymiar przestrzenny istnieje wyłącznie na samej recepturce.

                  No właśnie!!! Wymiar czasu jest wymiarem Jednoczesności recepturkowego
                  wszechświata. Ale ponieważ recepturka jest przestrzenna, to na przykład gdy dwa
                  przeciwległe Receptorki A oraz B obserwowane w czasie T1 znajdą się w jednym
                  punkcie na układzie współrzędnych X,T płaszczyzny odniesienia, to uzyskasz
                  zafałszowyny obraz, bo powinieneś oba Receptorki umieścić w dwóch różnych
                  punktach współrzędnej X.
                  A jeśli chciałbyś obserwować wszystkie Receptorki na recepturce, to musiałbyś
                  użyć dodatkowych współrzędnych Y,Z. Tak mi się zdaje.
                  • lolita10 Plądrowanie OKOLIC M-teorii?.....4 29.04.05, 16:27
                    Z kolei stan recepturki jako „osobliwości” na płaszczyźnie X,T jest obserwowalny
                    jako jej punkt zerowy, tak samo, gdyby był obserwowany na płaszczyźnie X,Y,T.
                    Ale jednak w dodatkowym wymiarze prostopadłym do płaszczyzny X,T może nadal
                    istnieć. W tym dodatkowym wymiarze każdy Receptorek stoi na głowie innego i
                    wszystkie są ustawione w linii prostej tego wymiaru. A pojedyńczy Receptorek
                    punktowy tak „przybrał na wadze”, że teraz jego geometria, a dokładniej
                    krzywizna kołowa świata recepturkowego stała się maksymalna. I pewnie Receptorki
                    wtedy sobie tunelują w tym trzecim wymiarze przestrzennym, by sobie
                    Wielkowybuchować na nowo, gdzieś „z boczku” względem naszej płaszczyzny
                    czasoprzestrzennej X,T :-)

                    Po prostu wydaje mi się, że zmiany geometrii wszechświata recepturki zachodzące
                    w wymiarze krzywizny kołowej (od K0, do …K max) mogą być obserwowalne, gdy
                    użyjemy jako płaszczyzny obserwacji czaso-przestrzeni 4 dim (X,Y,Z oraz T).

                    >>No bo jeśli my nie jesteśmy zewnętrzym Wielkim Obserwatorem, ale obserwujemy
                    >>wszechświat z jakiegoś punktu na naszej wąasnej recepturce czyli Cycku
                    Skarlett >>im. Bonoba, a przenika się on z innymi Cyckami Skarlett, to…
                    >>Nasz świat recepturkowy może znajdować się w stanie o danej krzywiźnie kołowej
                    >>(kk), która powoduje skrócenie niektórych odległości między poszczególnymi
                    >>mieszkańcami recepturki, ale o tym to już na pewno nie dziś.
                    >Ale umówiliśmy się, ze nie poruszamy na razie problemy percepcji wszechświata
                    >przze mieszkańca recepturki.

                    Na razie próbujemy nie poruszać, ale jakoś nam to nie wychodzi :-)

                    >Może w następnym podejściu zejdziemy z piedestału Zewnętrznego obserwatora i
                    >wylądujemy na recepturce w postaci dwóch pokrzywionych pktów?

                    Dobrze, następnym razem możemy spróbować.

                    Całuski serdeczne
                    Lola
              • lajkonik521 Re: Plądrowanie sznurówek? 10.05.05, 18:25
                Jestem, jestem. Sorka za spóźnialstwo.

                Ostatecznie wychodzi mi na to, ze twoja recepturka to sznurówka związana w
                okrąg. Nie tyle rozciąga się (gumowo) ile marszczy lub rozmarszcza - trochę w
                kryzę weneckiego doży, trochę w gwiazdeczkę wyciśnietą w cieście foremką babci.
                Inaczej obwód nie chce mi pozostać stały przy zmniej/zwięk-szającym się
                promieniu. boje się tylko o nakładanie się przestrzeni sznurówkowej na siebie.
                Oznaczałoby to, ze prędzej czy później musiałbym na ciebie wpaść w realu, a
                Słońce mogłoby nadepnać Ziemię, nie mowiąc już o większych tragediach. Chyba,
                ze zakładasz jakąś separację nakladających się wymiarów przestrzennych.
                Ostatecznie bardziej podoba mi się gumowa recepturka rozciągliwa i bez
                zmarszczek.

                No i co dalej. Czy pogadamy teraz, jak wyglada otoczenie z pktu widzenia
                mieszkańca tej sznurówkowej czy też gumowej recepturki?

                Lajkonik
                • lolita10 Re: Plądrowanie sznurówek. 12.05.05, 14:16
                  lajkonik521 napisał:

                  > Jestem, jestem. Sorka za spóźnialstwo.
                  Eeee, nie szkodzi. Odpowiem Ci dowcipem, który wczoraj usłyszałam. Wpada mąż do
                  domu o czwartej nad ranem, a wściekła żona z papierosem w ustach pyta: O której
                  to się wraca do domu?!? A mąż na to: Nie wraca, nie wraca, ja tylko po gitarę!

                  > Ostatecznie wychodzi mi na to, ze twoja recepturka to sznurówka związana w
                  > okrąg. Nie tyle rozciąga się (gumowo) ile marszczy lub rozmarszcza - trochę w
                  > kryzę weneckiego doży, trochę w gwiazdeczkę wyciśnietą w cieście foremką babci.
                  > Inaczej obwód nie chce mi pozostać stały przy zmniej/zwięk-szającym się
                  > promieniu. boje się tylko o nakładanie się przestrzeni sznurówkowej na siebie.
                  Ty się Lajkoniku nie bój. Nie ma czego, bo raczej znajdujemy się teraz na etapie
                  oddalania się od siebie :-)

                  > Oznaczałoby to, ze prędzej czy później musiałbym na ciebie wpaść w realu, a
                  > Słońce mogłoby nadepnać Ziemię, nie mowiąc już o większych tragediach.
                  No tak, ale czy gdybyś obserwował wszechświat na filmie puszczonym "do tyłu", to
                  nie obserowałbyś właśnie takich "zdarzeń i zderzeń"? Tak tylko pytam.
                  > Chyba,
                  > ze zakładasz jakąś separację nakladających się wymiarów przestrzennych.
                  To insza inszość. Separacja ta polega na tym, że każdy indywidualny obiekt ma
                  swoją "własną sznurówkę". Obiekty posiadające masę są obiektami "domkniętymi" we
                  własnych sześciu wymiarch w Lokalnym Układzie Grawitacyjnym czyli na własnej
                  sznurówce - na danym poziomie skalarnym (foton, cząstka, atom, planeta, Układ
                  Słoneczny, galaktyka oraz wszechświat, każdy ma swoją sznurówkę odpowiadającą
                  jego własnej energii).

                  > Ostatecznie bardziej podoba mi się gumowa recepturka rozciągliwa i bez
                  > zmarszczek.
                  Chyba domyślam się, dlaczego :-)

                  > No i co dalej. Czy pogadamy teraz, jak wyglada otoczenie z pktu widzenia
                  > mieszkańca tej sznurówkowej czy też gumowej recepturki?
                  >
                  > Lajkonik

                  Pogadamy, jeśli jeszcze Cię nie zamęczyłam, ale nie w tej chwili.

                  Całuski
                  Lola
                  (szkoda, że już się nie rumienisz, to było urocze)
                  • lajkonik521 Re: Plądrowanie sznurówek. 12.05.05, 21:47
                    Rzeczywiście mozemy przejść do widzenia z poziomu recepturki-sznurówki. Ale
                    skoro, domknęłaś rozdział obserwatora zewnętrznego, to i ja powiem "ostatnie
                    słowo".

                    Jeśli chodzi o dowcipy to przeżyłem tyle epok, że trudno o nowy. Jale
                    odwzajemnie się. Wstęp jak u ciebie...
                    Gdzie byłeś?
                    Na szszachchach.
                    Ale wódkę od ciebie czuć!
                    A co ma byś szuś? Szszachchy??


                    > Lola:
                    > Ty się Lajkoniku nie bój. Nie ma czego, bo raczej znajdujemy się teraz na
                    etapi
                    > e
                    > oddalania się od siebie :-)
                    >
                    > > Oznaczałoby to, ze prędzej czy później musiałbym na ciebie wpaść w realu,
                    > a
                    > > Słońce mogłoby nadepnać Ziemię, nie mowiąc już o większych tragediach.
                    > No tak, ale czy gdybyś obserwował wszechświat na filmie puszczonym "do tyłu",
                    t
                    > o
                    > nie obserowałbyś właśnie takich "zdarzeń i zderzeń"? Tak tylko pytam.

                    Dobra, dobra. Ale chyba trzeba było zacząć, ze recepturka to sznurówka. A ja tu
                    przez piętnaście postów kombinuję stałość obwodu przy zmiennym promieniu. Lola,
                    od razu powiedz, co ukrywasz jeszcze pod takimi zakamuflowanymi terminami (albo
                    i nie, bo to nie wiadomo co potem z tym Noblem). O tym filmie od tyłu od razu
                    pomyslałem jak wykombinowałem tę sznurówkę. Ale dodatkowo jeszcze
                    wykombinowałem, że zderzenia te zdarzeją się wszak "na bieżąco". Wpadam na
                    kumpla na rogu, asteroida trzaśnie w Ziemię. Sznurówa się zawija?


                    > Separacja ta [fałd sznurówki - L.] polega na tym, że każdy indywidualny
                    > obiekt ma
                    > swoją "własną sznurówkę". Obiekty posiadające masę są obiektami "domkniętymi"
                    w
                    > e
                    > własnych sześciu wymiarch w Lokalnym Układzie Grawitacyjnym czyli na własnej
                    > sznurówce - na danym poziomie skalarnym (foton, cząstka, atom, planeta, Układ
                    > Słoneczny, galaktyka oraz wszechświat, każdy ma swoją sznurówkę odpowiadającą
                    > jego własnej energii).

                    No popatrz, z jaką łatwością przeskoczyłaś na terminologię sznurówkową (swoją
                    drogą mam pewną wprawę w tworzeniu nowej terminologii). Ale jeśli chodzi o
                    lokalne wszechswiaty sznurówkowe, to dla mnie absolutna nowość-rewelka. Teraz
                    rozumiem, że tu jest pogrzebany twój GRAWITOR! A wszechswiat to taki grawitor
                    będący fraktalem grawitorów. To rzeczywiście moze tak działać.

                    > > Ostatecznie bardziej podoba mi się gumowa recepturka rozciągliwa i bez
                    > > zmarszczek.
                    > Chyba domyślam się, dlaczego :-)
                    Bez podtekstów, bez podtekstów. Po prostu jest prostsza. A proste jest piękne i
                    doskonałe. Chyba, ze pojęcie prostoty zależy od poziomu rozumienia zjawisk.

                    > Całuski
                    > Lola
                    > (szkoda, że już się nie rumienisz, to było urocze)

                    Lola, prawdę mówiąc to ja się tak rumieniłem jak i ty przesylałaś całuski.
                    Nawet się zastanawiam czy też nie wmontować tego do nicka.

                    Ale masz, rumienię się

                    Lajkonik
                    • lolita10 Re: Plądrowanie sznurówek. 14.05.05, 20:26
                      Twój dowcip mnie rozbawił :-) Dzięki.

                      Zrewanżuję Ci się piękną myślą, którą gdzieś ostatnio wyczytałam.
                      Brzmiało to mniej więcej tak:
                      Dla głuchego tańczący wygląda jak wariat.

                      Zanim przejdziemy do widzenia z poziomu recepturki-sznurówki....

                      >Dobra, dobra. Ale chyba trzeba było zacząć, ze recepturka to sznurówka. A ja tu
                      >przez piętnaście postów kombinuję stałość obwodu przy zmiennym promieniu.
                      No właśnie. Stałość obwodu przy zmiennym promieniu jest możliwa dzięki zmianie
                      geometrii, a konkretnie zmianie krzywizny K „kwantyzującej” na przykład kołową
                      geometrię przestrzeni danego obiektu znajdującego się we własnym Lokalnym
                      Układzie Grawitacyjnym (danej rozmaitości).

                      Lola,
                      >od razu powiedz, co ukrywasz jeszcze pod takimi zakamuflowanymi terminami (albo
                      >i nie, bo to nie wiadomo co potem z tym Noblem). O tym filmie od tyłu od razu
                      >pomyslałem jak wykombinowałem tę sznurówkę. Ale dodatkowo jeszcze
                      >wykombinowałem, że zderzenia te zdarzeją się wszak "na bieżąco". Wpadam na
                      >kumpla na rogu, asteroida trzaśnie w Ziemię. Sznurówa się zawija?
                      W takim przypadku sznurówki się przecinają. Przykład – przekroje stożkowe:

                      Nasz Układ Słoneczny jest Lokalnym Układem Grawitacyjnym.
                      Jego podstawowe obiekty poruszają się po orbitach wokół Słońca.
                      Orbity te możemy przedstawić jako przekroje stożkowe. (każdy ma taką sznurówkę
                      na jaką zasłużył :-)
                      1.Czemu odpowiadałaby wówczas powierzchnia stożka?
                      Płaszczyznie obserwacji Lokalnego Układu Grawitacyjnego wspólnego dla jego
                      elementów, z których każdy w mniejszej skali tworzy własny Lokalny Układ
                      Grawitacyjny - ma własną sznurówkę.
                      2. Co przedstawiałyby parabole?
                      Orbity obiektów pochodzących spoza danego Lokalnego Układu Grawitacyjnego (na
                      przykład komety) można przedstawić jako paraboliczne przekroje stożka .
                      Kontynuacja takiej orbity miałaby miejsce poza stożkiem.
                      3.Co przedstawiałyby hiperbole?


                      Galaktyki (w większej skali) też są Lokalnymi Układami Grawitacyjnymi. (Tak samo
                      Gromady galaktyk). Gdybyśmy uwzględnili wszystkie istniejące galaktyki z ich
                      “orbitami” i umieścili w stożku, to czym byłaby powierzchnia stożka?
                      A taki model: nasz wszechświat – balonowy jest sferą. Przetnijmy tę sferę na pół
                      i umieśćmy obie połówki w prawdziwym – podwójnym stożku. “Orbity” galaktyk będą
                      przekrojami tego stożka. Jako punktowe obiekty na swoich orbitach mogą być
                      punktowo styczne z powierzchnią stożka, ale nie muszą, gdy różnicuje je trzeci
                      wymiar przestrzenny.

                      >> Separacja ta [fałd sznurówki - L.] polega na tym, że każdy indywidualny
                      >> obiekt ma swoją "własną sznurówkę". Obiekty posiadające masę są obiektami
                      >>"domkniętymi" we własnych sześciu wymiarch w Lokalnym Układzie
                      >> Grawitacyjnym czyli na własnej
                      >> sznurówce - na danym poziomie skalarnym (foton, cząstka, atom, planeta, Układ
                      >> Słoneczny, galaktyka oraz wszechświat, każdy ma swoją sznurówkę odpowiadającą
                      >> jego własnej energii).
                      >No popatrz, z jaką łatwością przeskoczyłaś na terminologię sznurówkową (swoją
                      >drogą mam pewną wprawę w tworzeniu nowej terminologii).
                      Jestem pełna podziwu dla Twojej inwencji, ponieważ o sznurkach (nie sznurówkach)
                      myślałam od dawna, nawet zapisałam je w swoich notatkach, ale czekałam na
                      odpowiedni moment, żeby je móc tutaj wprowadzić. Zrobiłeś to za mnie! Super! Czy
                      gdybym od początku pisała o okręgach sznurkowych nie pomyślałbyś, że jestem
                      jeszcze bardziej szalona?

                      >Ale jeśli chodzi o
                      >lokalne wszechswiaty sznurówkowe, to dla mnie absolutna nowość-rewelka. Teraz
                      >rozumiem, że tu jest pogrzebany twój GRAWITOR! A wszechswiat to taki grawitor
                      >będący fraktalem grawitorów. To rzeczywiście moze tak działać.
                      Poważnie tak myślisz? Uszczęśliwiasz mnie.

                      >> > Ostatecznie bardziej podoba mi się gumowa recepturka rozciągliwa i bez
                      >> > zmarszczek.
                      >> Chyba domyślam się, dlaczego :-)
                      >Bez podtekstów, bez podtekstów. Po prostu jest prostsza. A proste jest piękne i
                      >doskonałe. Chyba, ze pojęcie prostoty zależy od poziomu rozumienia zjawisk.
                      Prostsza dlatego, że uwzględnia “rozciągliwość”? Pytanie: „rozciągliwość”
                      przestrzeni czy energiomaterii? Wbrew pozorom to może być ważne pytanie.
                      Faktycznie, jeśli dwie galaktyki „zderzą się” ze sobą swoimi Lokalnymi Układami
                      Grawitacyjnymi, utworzą wspólny Lokalny Układ Grawitacyjny o nowej geometrii. I
                      w tym przypadku ich dwie sznurówki utworzą wspólną sznurówkę inaczej skręconą
                      niż dwie osobne, ale czy to świadczy o rozciągliwości energiomaterii (->
                      rozciągliwa recepturka) czy zmianach energi wraz z jednoczesną zmianą krzywizny
                      kołowej geometrii układu (->nierozciągliwa sznurówka odpowiednio pozaginana) ?
                      Poza tym dwa fotony zderzając się ze sobą tworzą wspólnie Lokalny Układ
                      Grawitacyjny dwóch sznurówek. Co dzieje się z ich sznurówkami w takim układzie?
                      Domyślam się.

                      (….)
                      >Ale masz, rumienię się
                      Dziękuję.
                      Lola
                      • lajkonik521 Re: Plądrowanie sznurówek. 14.05.05, 21:54
                        lolita10 napisała:
                        > Dla głuchego tańczący wygląda jak wariat.

                        Znam jeszcze głębszą mysl podnoszoną na wschodzie: "wodka biez piwa dien'gi na
                        wietier".


                        > W takim przypadku sznurówki się przecinają. Przykład – przekroje stożkowe
                        > :
                        >
                        > Nasz Układ Słoneczny jest Lokalnym Układem Grawitacyjnym.
                        > Jego podstawowe obiekty poruszają się po orbitach wokół Słońca.
                        > Orbity te możemy przedstawić jako przekroje stożkowe. (każdy ma taką sznurówkę
                        > na jaką zasłużył :-)

                        ... i chyba każdy musi mieć swój własny stozek ...

                        > 1.Czemu odpowiadałaby wówczas powierzchnia stożka?
                        > Płaszczyznie obserwacji Lokalnego Układu Grawitacyjnego wspólnego dla jego
                        > elementów, z których każdy w mniejszej skali tworzy własny Lokalny Układ
                        > Grawitacyjny - ma własną sznurówkę.

                        Musisz to bardziej precyzyjnie opisać, bo odnoszę wrazenie że na jednym stożku
                        chciałabyś ulokować wszystkie planety (no i Słońce)

                        > 2. Co przedstawiałyby parabole?
                        > Orbity obiektów pochodzących spoza danego Lokalnego Układu Grawitacyjnego (na
                        > przykład komety) można przedstawić jako paraboliczne przekroje stożka .
                        > Kontynuacja takiej orbity miałaby miejsce poza stożkiem.

                        Jeśli poza stozkiem, to ja takiego stożka nie jestem sobie w stanie wyobrazić.

                        > 3.Co przedstawiałyby hiperbole?

                        >
                        > Galaktyki (w większej skali) też są Lokalnymi Układami Grawitacyjnymi. (Tak
                        sam
                        > o
                        > Gromady galaktyk). Gdybyśmy uwzględnili wszystkie istniejące galaktyki z ich
                        > “orbitami” i umieścili w stożku, to czym byłaby powierzchnia stożka
                        > ?
                        > A taki model: nasz wszechświat – balonowy jest sferą. Przetnijmy tę sferę
                        > na pół
                        > i umieśćmy obie połówki w prawdziwym – podwójnym stożku. “Orbity
                        > 221; galaktyk będą
                        > przekrojami tego stożka. Jako punktowe obiekty na swoich orbitach mogą być
                        > punktowo styczne z powierzchnią stożka, ale nie muszą, gdy różnicuje je trzeci
                        > wymiar przestrzenny.
                        >
                        > Jestem pełna podziwu dla Twojej inwencji, ponieważ o sznurkach (nie
                        sznurówkach
                        > )
                        > myślałam od dawna, nawet zapisałam je w swoich notatkach, ale czekałam na
                        > odpowiedni moment, żeby je móc tutaj wprowadzić. Zrobiłeś to za mnie! Super!
                        Cz
                        > y
                        > gdybym od początku pisała o okręgach sznurkowych nie pomyślałbyś, że jestem
                        > jeszcze bardziej szalona?

                        W tej sytuacji wycofuję się z propozycji sznurówkowej. Sprawa jest zbyt
                        poważna. Poza tym ciągle wierzę, ze nasz okrąg (recepturka, czy sznurówka) to
                        tylko uproszczenie sfery (żeby łatwiej widzieć inne wymiary). Trzeba wymysleć
                        coś poważniej brzmiącego - moze 1-sfera? Już się przewijało. I nawet dość
                        dostojne.


                        > Prostsza dlatego, że uwzględnia “rozciągliwość”? Pytanie: „ro
                        > zciągliwość”
                        > przestrzeni czy energiomaterii? Wbrew pozorom to może być ważne pytanie.
                        > Faktycznie, jeśli dwie galaktyki „zderzą się” ze sobą swoimi Lokaln
                        > ymi Układami
                        > Grawitacyjnymi, utworzą wspólny Lokalny Układ Grawitacyjny o nowej geometrii.
                        I
                        > w tym przypadku ich dwie sznurówki utworzą wspólną sznurówkę inaczej skręconą
                        > niż dwie osobne, ale czy to świadczy o rozciągliwości energiomaterii (->
                        > rozciągliwa recepturka) czy zmianach energi wraz z jednoczesną zmianą
                        krzywizny
                        > kołowej geometrii układu (->nierozciągliwa sznurówka odpowiednio pozaginana
                        > ) ?
                        > Poza tym dwa fotony zderzając się ze sobą tworzą wspólnie Lokalny Układ
                        > Grawitacyjny dwóch sznurówek. Co dzieje się z ich sznurówkami w takim
                        układzie?
                        > Domyślam się.

                        Boję się, czy geometrię wszechswiata mozna wyprowadzać per analogiam z
                        geometrii ukladów grawitacyjnych. Zauważ te ostatnie mogą się poruszać we
                        wszechświecie, wirować, mogą na siebie wpadać tworząc nowe ukladu grawitacyjne.
                        A wszechświat? Na cóż on moze biedny wpaść? Poza tym, w przeciwieństwie do
                        galaktyki, on nawet ma puste wnętrze (wnętrzne 1-sfery), a galaktyka jest
                        zapełniona i to nawet tym gęściej im blizej srodka.

                        > Lola

                        No to teraz ja, całuski
                        Lajkonik

                        PS. Cieszę się, ze też próbowałaś trochę załagodzić atmosferę na FN.
                        • lolita10 Re: Plądrowanie sznurówek. 15.05.05, 14:23
                          Witam!
                          Lajkonik:
                          > Znam jeszcze głębszą mysl podnoszoną na wschodzie: "wodka biez piwa dien'gi na
                          > wietier".
                          Rozumiem, bo " biez vodki nie razbieriosz", tak?

                          lolita10 napisała:
                          >> W takim przypadku sznurówki się przecinają. Przykład – przekroje stożkowe
                          >> Nasz Układ Słoneczny jest Lokalnym Układem Grawitacyjnym.
                          >> Jego podstawowe obiekty poruszają się po orbitach wokół Słońca.
                          >> Orbity te możemy przedstawić jako przekroje stożkowe. (każdy ma taką sznurówkę
                          >> na jaką zasłużył :-)
                          >... i chyba każdy musi mieć swój własny stozek ...
                          w którym umieszczamy 1-sferę?

                          >> 1.Czemu odpowiadałaby wówczas powierzchnia stożka?
                          >> Płaszczyznie obserwacji Lokalnego Układu Grawitacyjnego wspólnego dla jego
                          >> elementów, z których każdy w mniejszej skali tworzy własny Lokalny Układ
                          >> Grawitacyjny - ma własną sznurówkę.
                          >Musisz to bardziej precyzyjnie opisać, bo odnoszę wrazenie że na jednym stożku
                          >chciałabyś ulokować wszystkie planety (no i Słońce)
                          Nie Lajkoniku, błagam Cię! Ty napisałeś:
                          >>>Ale dodatkowo jeszcze wykombinowałem, że zderzenia te
                          >>>zdarzeją się wszak "na bieżąco".
                          >>> Wpadam na kumpla na rogu, asteroida trzaśnie w Ziemię. Sznurówa się zawija?
                          A ja na to podałam stożkowe przekroje jako przykład przecinania się sznurówek!

                          >> 2. Co przedstawiałyby parabole?
                          >> Orbity obiektów pochodzących spoza danego Lokalnego Układu Grawitacyjnego (na
                          >> przykład komety) można przedstawić jako paraboliczne przekroje stożka .
                          >> Kontynuacja takiej orbity miałaby miejsce poza stożkiem.
                          >Jeśli poza stozkiem, to ja takiego stożka nie jestem sobie w stanie wyobrazić.
                          Ej, Lajkoniku, czego nie możesz sobie wyobrazić, to sobie narysuj! Przecież
                          napisałam: KONTYNUACJA takiej orbity (parabolicznej orbity komety) miałaby
                          miejsce poza stożkiem czyli poza Lokalnym Układem Grawitacyjnym (np.Układu
                          Słonecznego). Chodzi o to, że parabola jest częścią orbity takiej komety,
                          orbity, która w pozostałej swojej części wykracza poza Lokalny Układ
                          Grawitacyjny czyli poza Układ Słoneczny. Przecież na taką orbitę komety
                          poruszającej się między różnymi LUGami mogą oddziaływać pola grawitacyjne albo
                          siły pływowe tych pól kilku LUGów, odkształcając orbitę komety nawet do hiperboli.
                          Parabole, odpowiadają w stożku OBSERWOWALNYM częściom 1-sfer (światom
                          sznurówkom) pewnych obiektów (w modelu widzialnego wszechświata byłyby to
                          widzialne części orbity galaktyk). Pozostała część tych 1-sfer znajdująca się
                          poza stożkiem jest „nieobserwowalna”. Cała 1-sfera składająca się z części
                          widzialnej (parabola) plus niewidzialnej (?) odpowiada orbicie komety, która
                          może pochodzić spoza Lokalnego Układu Grawitacyjnego naszego świata :-)
                          (w modelu wszechświata prędkość takiej galaktyki na odcinku równym paraboli nie
                          przekraczałaby prędkości światła w naszym LUGu, ponieważ przy przejściu
                          galaktyki z części "widzialnej" do "niewidzialnej" następuje zmiana krzywizny
                          geometrii jej orbity z dodatniej w naszym LUGu na ujemną w niewidzialnej części
                          Lokalnego Układu Grawitacyjnego wszechświata. I w tej niewidzialnej możliwa jest
                          prędkość nadświetlna.
                          pytanie na marginesie: Czym byłaby hiperbola?
                          Hiperbola ma dwa składniki, które znajdują się w dwóch częściach (na dwóch
                          półsferach). Cała hiperbola odpowiada orbicie jednej Galaktyki obserwowanej na
                          „północnej” i „południowej” półsferze jednocześnie. Pytanie czy to możliwe?


                          >W tej sytuacji wycofuję się z propozycji sznurówkowej. Sprawa jest zbyt
                          >poważna.
                          nie wycofuj się tak łatwo :-)

                          >Poza tym ciągle wierzę, ze nasz okrąg (recepturka, czy sznurówka) to
                          >tylko uproszczenie sfery (żeby łatwiej widzieć inne wymiary). Trzeba wymysleć
                          >coś poważniej brzmiącego - moze 1-sfera? Już się przewijało.
                          >I nawet dość dostojne.
                          Chcesz 1- sferę, niech Ci będzie. Chwilowo nie mam nic przeciko temu. Tylko
                          pamiętaj, że energiomateria kilku podobnych światów sznurówkowych (na przykład
                          fotonów - na jednym poziomie skalarnym albo planet na innym poziomie skalarnym)
                          może składać się na energiomaterię innego jednego swiata znajdującego się na
                          „wyższym” poziomie skalarnym. Kilka podrozmaitości współtworzy rozmaitość. I
                          sznurkowe 1-sfery są podrozmaitościami 2-sfery. A 3-sfery są podrozmaitościami
                          #- sfery i na tym zakoćczymy.

                          >Boję się, czy geometrię wszechswiata mozna wyprowadzać per analogiam z
                          >geometrii ukladów grawitacyjnych. Zauważ te ostatnie mogą się poruszać we
                          >wszechświecie, wirować, mogą na siebie wpadać tworząc nowe ukladu grawitacyjne.
                          >A wszechświat? Na cóż on moze biedny wpaść?
                          Rozumiem, że według Ciebie jest niemożliwe przyjęcie założenia o istnieniu
                          innych wszechświatów poza naszym. Odzywa się nasze silne ego?

                          >Poza tym, w przeciwieństwie do
                          >galaktyki, on nawet ma puste wnętrze (wnętrzne 1-sfery), a galaktyka jest
                          >zapełniona i to nawet tym gęściej im blizej srodka.
                          Po pierwsze nie zawsze „ galaktyka jest zapełniona i to nawet tym gęściej im
                          blizej srodka.” Przecież galaktyki mają różnorodną strukturę. Najczęściej
                          podobno zależy ona od ich „wieku”. Jest sporo protogalaktyk o ciekawych,
                          odmiennych strukturach, prawda? Część nie jest uformowana tak, jak to opisałeś,
                          prawda?

                          Po drugie ta 1-sfera (jakiś świat, który jest podrozmaitością innego
                          2-sferycznego świata) ma postać okręgu sznurkowego po to, by wprowadzić pewne
                          uproszczenie. Nie zapominamy oczywiście, że to tylko MODEL.
                          1-sfera (świat sznurówkowy)to naprzykład galaktyka w 2-sferze (już nie świat
                          sznurówkowy)czyli gromadzie Galaktyk, a zbiór wszystkich 2-sfer (Galaktyk)
                          tworzy 3- sferę czyli nasz wszechświat.
                          Wszystkie MODELe światów jako 1-sfery, 2-sfery lub nawet 3-sfery mają puste
                          wnętrze, ale czy sam wszechświat (w realu)też ?! Wcześniej przerabialiśmy temat
                          3-sfery przestrzennej, której promień mierzyliśmy wymiarem czasu, ale nadal
                          wydaje mi się, że jest to model, który ma za cel upraszczać nasze „widzenie”
                          wszechświata. Gdyby wszechświat rzeczywiście tak wyglądal, to w dwóch
                          przeciwnych kierunkach (w kierunku wnętrza sfery oraz na zewnątrz sfery) byłaby
                          pustka? Hmm. światy, owszem, mogą tak wyglądać. Ale czy tak wygląda wszechświat?
                          Raczej byłby wypełnony czymś w rodzaju struktury składającej się z takich
                          sferycznych światów poupychanych jednen obok drugiego. Ale może rzeczywiście
                          taka struktura wypełniałaby jedynie 3-sferę wszechświata? A jej wnętrze nadal
                          pozostawałoby puste? Oto jest pytanie. A propos, czy czytałeś sławetny artykuł
                          o modelu wszechświata w majowym Swiecie Nauki?

                          Całuski
                          Lola
                          • lajkonik521 Re: Plądrowanie sznurówek. 17.05.05, 21:32
                            No, no. Coś zbig się jakby ożywił. Zauważyłaś?Może się nieco wkurzył moimi
                            niezdarnymi postami.

                            lolita10 napisała:


                            > Ej, Lajkoniku, czego nie możesz sobie wyobrazić, to sobie narysuj!

                            Rysowałem, też nic.

                            > Przecież
                            > napisałam: KONTYNUACJA takiej orbity (parabolicznej orbity komety) miałaby
                            > miejsce poza stożkiem czyli poza Lokalnym Układem Grawitacyjnym (np.Układu
                            > Słonecznego).

                            Parabola jest stożkową (ze szkoły i w całości leży na stożku) nigdzie nie chce
                            mi wystawać poza stozek.

                            > Chodzi o to, że parabola jest częścią orbity takiej komety,
                            > orbity, która w pozostałej swojej części wykracza poza Lokalny Układ
                            > Grawitacyjny czyli poza Układ Słoneczny.

                            Czyli parabola wykracza poza stozek?! Albo ty szybciej myslisz niż piszesz,
                            albo ja wolniej myślę niż czytam.

                            > Przecież na taką orbitę komety
                            > poruszającej się między różnymi LUGami mogą oddziaływać pola grawitacyjne albo
                            > siły pływowe tych pól kilku LUGów, odkształcając orbitę komety nawet do
                            hiperbo
                            > li.

                            Najświętsza prawda, ale nadal parabola leży mi na stożku. A nawet hiperbola.
                            Musisz coś na to zaradzić. Bo z czytaniem dalszej części twojego postu nie
                            ruszę.

                            > Parabole, odpowiadają w stożku OBSERWOWALNYM częściom 1-sfer (światom
                            > sznurówkom) pewnych obiektów (w modelu widzialnego wszechświata byłyby to
                            > widzialne części orbity galaktyk). Pozostała część tych 1-sfer znajdująca się
                            > poza stożkiem jest „nieobserwowalna”. Cała 1-sfera składająca się z
                            > części
                            > widzialnej (parabola) plus niewidzialnej (?) odpowiada orbicie komety, która
                            > może pochodzić spoza Lokalnego Układu Grawitacyjnego naszego świata :-)
                            > (w modelu wszechświata prędkość takiej galaktyki na odcinku równym paraboli
                            nie
                            > przekraczałaby prędkości światła w naszym LUGu, ponieważ przy przejściu
                            > galaktyki z części "widzialnej" do "niewidzialnej" następuje zmiana krzywizny
                            > geometrii jej orbity z dodatniej w naszym LUGu na ujemną w niewidzialnej częśc
                            > i
                            > Lokalnego Układu Grawitacyjnego wszechświata. I w tej niewidzialnej możliwa
                            jes
                            > t
                            > prędkość nadświetlna.

                            > pytanie na marginesie: Czym byłaby hiperbola?
                            > Hiperbola ma dwa składniki, które znajdują się w dwóch częściach (na dwóch
                            > półsferach). Cała hiperbola odpowiada orbicie jednej Galaktyki obserwowanej na
                            > „północnej” i „południowej” półsferze jednocześnie. Pyt
                            > anie czy to możliwe?
                            >
                            > Tylko
                            > pamiętaj, że energiomateria kilku podobnych światów sznurówkowych (na przykład
                            > fotonów - na jednym poziomie skalarnym albo planet na innym poziomie
                            skalarnym)
                            > może składać się na energiomaterię innego jednego swiata znajdującego się na
                            > „wyższym” poziomie skalarnym. Kilka podrozmaitości współtworzy rozm
                            > aitość. I
                            > sznurkowe 1-sfery są podrozmaitościami 2-sfery. A 3-sfery są podrozmaitościami
                            > #- sfery i na tym zakoćczymy.

                            > Rozumiem, że według Ciebie jest niemożliwe przyjęcie założenia o istnieniu
                            > innych wszechświatów poza naszym. Odzywa się nasze silne ego?

                            Ono (ego)jest bardzo słabiutkie i słabiutko się się odzywa. Wszak
                            nieweryfikowalny obszar modelu nigdy nie zostanie obalony.

                            > Po pierwsze nie zawsze „ galaktyka jest zapełniona i to nawet tym gęściej
                            > im
                            > blizej srodka.”
                            > Przecież galaktyki mają różnorodną strukturę. Najczęściej
                            > podobno zależy ona od ich „wieku”. Jest sporo protogalaktyk o cieka
                            > wych,
                            > odmiennych strukturach, prawda? Część nie jest uformowana tak, jak to
                            opisałeś,
                            > prawda?

                            Prawda. Ale nie słyszałem o galaktyce [w przyblizeniu] podobnej do modelu
                            balonika (mówię o dziecięcym baloniku, bo galaktyki są zawieszone w przestrzeni
                            trójwymiarowej).

                            > Po drugie ta 1-sfera (jakiś świat, który jest podrozmaitością innego
                            > 2-sferycznego świata) ma postać okręgu sznurkowego po to, by wprowadzić pewne
                            > uproszczenie. Nie zapominamy oczywiście, że to tylko MODEL.
                            > 1-sfera (świat sznurówkowy)to naprzykład galaktyka w 2-sferze (już nie świat
                            > sznurówkowy)czyli gromadzie Galaktyk, a zbiór wszystkich 2-sfer (Galaktyk)
                            > tworzy 3- sferę czyli nasz wszechświat.

                            Nie zgodzę się. Zauważ, ze w odniesieniu do innej galaktyki MY bylibyśmy
                            obserwatorem zewnętrznym zawieszonym w przestrzeni 3-wymiarowej. Musielibyśmy
                            oglądać tę (i każdą inną) galaktykę w postaci zwyklego balonika zawieszonego w
                            tej samej przestrzeni trójwymiarowej. O ile wiem - rzadko takie baloniki
                            oglądamy. Poza tym jedynie powierzchnia (2-wymiary) takich oglądanych baloników
                            byłaby wszechswiatem ich mieszkańców (aliens to wylącznie płaszczaki?).

                            > Wszystkie MODELe światów jako 1-sfery, 2-sfery lub nawet 3-sfery mają puste
                            > wnętrze, ale czy sam wszechświat (w realu)też ?! Wcześniej przerabialiśmy
                            temat
                            > 3-sfery przestrzennej, której promień mierzyliśmy wymiarem czasu, ale nadal
                            > wydaje mi się, że jest to model, który ma za cel upraszczać nasze „widzen
                            > ie”
                            > wszechświata. Gdyby wszechświat rzeczywiście tak wyglądal, to w dwóch
                            > przeciwnych kierunkach (w kierunku wnętrza sfery oraz na zewnątrz sfery)
                            byłaby
                            > pustka? Hmm. światy, owszem, mogą tak wyglądać. Ale czy tak wygląda
                            wszechświat
                            > ?
                            Tak niestety sobie ten zegarek wyobrażałem. Na pytanie co jest w środku i na
                            zewnątrz nawet bałem się odpowiedać. NIeśmiało myślałem o pustej 4-przestrzeni
                            (nie zapełnionej falą e-m pochodzącą z BB, na czole której realizuje się nasz
                            wszechswiat).


                            > Raczej byłby wypełnony czymś w rodzaju struktury składającej się z takich
                            > sferycznych światów poupychanych jednen obok drugiego. Ale może rzeczywiście
                            > taka struktura wypełniałaby jedynie 3-sferę wszechświata? A jej wnętrze nadal
                            > pozostawałoby puste? Oto jest pytanie.

                            Tę wątpliwość w pełni z tobą podzielam. Pozostaje tylko czekać na przyszłe
                            generacje. Może wnuki wykombinują cosik do podróżowania w kierunku prostopadłym
                            do wszystkich naszych trzech wymiarów przestrzennych. Zobaczą co jest w środku
                            (gdybam, ze historia naszego wszechświata) i co jest na zewnątrz. A z tego
                            zewnętrza nareszcie zobaczą jak ten zegarek wygląda.

                            > A propos, czy czytałeś sławetny artykuł
                            > o modelu wszechświata w majowym Swiecie Nauki?

                            Niestety, na codzień muszę czytać (też) pasjonujace rzeczy z całkiem innej
                            dziedziny.

                            > Całuski
                            > Lola

                            He, he (wiesz o co chodzi z tym nickiem)
                            Lajkonik


                            • lolita10 Re: Plądrowanie sznurówek. 25.05.05, 13:28
                              lajkonik521 napisał:

                              > No, no. Coś zbig się jakby ożywił. Zauważyłaś? Może się nieco wkurzył moimi
                              > niezdarnymi postami.
                              Twoimi? Nie, stanowczo jesteś zbyt krytczny dla siebie!
                              A bonobo jak ruszył do ataku?! Super. Aczkolwiek, nie dlatego na pewno, że
                              wkurzył się moimi postami, które są nieśle niezdarne :)

                              lolita10 napisała:


                              >> Przecież
                              >> napisałam: KONTYNUACJA takiej orbity (parabolicznej orbity komety) miałaby
                              >> miejsce poza stożkiem czyli poza Lokalnym Układem Grawitacyjnym (np.Układu
                              >> Słonecznego).
                              >Parabola jest stożkową (ze szkoły i w całości leży na stożku) nigdzie nie chce
                              >mi wystawać poza stozek.
                              >> Chodzi o to, że parabola jest częścią orbity takiej komety,
                              >> orbity, która w pozostałej swojej części wykracza poza Lokalny Układ
                              >> Grawitacyjny czyli poza Układ Słoneczny.
                              >Czyli parabola wykracza poza stozek?! Albo ty szybciej myslisz niż piszesz,
                              >albo ja wolniej myślę niż czytam.
                              Albo może Ty za szybko czytasz albo droczysz się ze mną, Lajkoniku? Parabolę
                              możesz przedstawić przy pomocy wzoru y = xx/A. Załóżmy, że A = 1. Obliczasz i
                              rysujesz sobie taką parabolę na układzie współrzędnych iksów i igreków, ale
                              możesz ją w zasadzie teoretycznie kontynuować w nieskończoność podstawiając na
                              przykład coraz większe wartości pod igrek. Jednak gdy wsadzisz ją w dany stożek,
                              którego średnica podstawy ma wartość równą 2, to taka parabola w stożku zostanie
                              ograniczona („skończy się”) już przy wartości y ciut ponad cztery.
                              No chyba, że się mylę.

                              >> Przecież na taką orbitę komety
                              >> poruszającej się między różnymi LUGami mogą oddziaływać pola grawitacyjne albo
                              >> siły pływowe tych pól kilku LUGów, odkształcając orbitę komety nawet do
                              >> hiperbo li.
                              Najświętsza prawda, ale nadal parabola leży mi na stożku. A nawet hiperbola.
                              Musisz coś na to zaradzić. Bo z czytaniem dalszej części twojego postu nie
                              ruszę.
                              Trudno.

                              >> Tylko
                              >> pamiętaj, że energiomateria kilku podobnych światów sznurówkowych (na przykład
                              >> fotonów - na jednym poziomie skalarnym albo planet na innym poziomie
                              >> skalarnym) może składać się na energiomaterię innego jednego swiata
                              >> znajdującego się na
                              >> „wyższym” poziomie skalarnym. Kilka podrozmaitości współtworzy rozm
                              >> aitość. I sznurkowe 1-sfery są podrozmaitościami 2-sfery.
                              >> A 2-sfery są podrozmaitościami 3- sfery i na tym zakończymy.
                              >> Rozumiem, że według Ciebie jest niemożliwe przyjęcie założenia o istnieniu
                              >> innych wszechświatów poza naszym. Odzywa się nasze silne ego?
                              >Ono (ego)jest bardzo słabiutkie i słabiutko się się odzywa. Wszak
                              >nieweryfikowalny obszar modelu nigdy nie zostanie obalony.
                              Ale istnienie wielu „sznurkowych światów” łyknąłeś? One zresztą wcale nie są
                              1-sferami, tylko tak nazywałam je dla uproszczenia, bo naprawdę, to mogą być
                              conajmniej pięciowymiarowe. A ich ewentualne oddziaływanie grawitacyjne zachodzi
                              w szóstym wymiarze krzywizny kołowej.

                              >>> Po pierwsze nie zawsze „ galaktyka jest zapełniona i to nawet tym gęściej
                              >>> im blizej srodka.”
                              >> Przecież galaktyki mają różnorodną strukturę. Najczęściej
                              >> podobno zależy ona od ich „wieku”. Jest sporo protogalaktyk o cieka
                              >> wych, odmiennych strukturach, prawda?
                              >> Część nie jest uformowana tak, jak to opisałeś, prawda?
                              >Prawda. Ale nie słyszałem o galaktyce [w przyblizeniu] podobnej do modelu
                              >balonika (mówię o dziecięcym baloniku, bo galaktyki są zawieszone w przestrzeni
                              >trójwymiarowej).


                              >> Po drugie ta 1-sfera (jakiś świat, który jest podrozmaitością innego
                              >> 2-sferycznego świata) ma postać okręgu sznurkowego po to, by wprowadzić pewne
                              >> uproszczenie. Nie zapominamy oczywiście, że to tylko MODEL.
                              >> 1-sfera (świat sznurówkowy)to naprzykład galaktyka w 2-sferze (już nie świat
                              >> sznurówkowy)czyli gromadzie Galaktyk, a zbiór wszystkich 2-sfer (GROMAD Galaktyk)
                              >> tworzy 3- sferę czyli nasz wszechświat.
                              >Nie zgodzę się. Zauważ, ze w odniesieniu do innej galaktyki MY bylibyśmy
                              >obserwatorem zewnętrznym zawieszonym w przestrzeni 3-wymiarowej.
                              Masz rację, że się nie zgadzasz.

                              >Musielibyśmy oglądać tę (i każdą inną) galaktykę w postaci zwyklego balonika
                              zawieszonego w
                              >tej samej przestrzeni trójwymiarowej. O ile wiem - rzadko takie baloniki
                              >oglądamy.
                              A jak wygląda galaktyka z dużej odległości? Wcale nie musi wyglądać jak balonik.
                              Może wyglądać jak obiekt punktowy :)
                              >Poza tym jedynie powierzchnia (2-wymiary) takich oglądanych baloników
                              >byłaby wszechswiatem ich mieszkańców (aliens to wylącznie płaszczaki?).

                              >> Całuski
                              >> Lola
                              >He, he (wiesz o co chodzi z tym nickiem)
                              >Lajkonik
                              Yhm. Mam ochotę zmienić swój nick na:
                              CienkiBolek
                              • lajkonik521 Lolka, sie nie załamuj! 25.05.05, 21:16
                                lolita10 napisała:

                                > Nie, stanowczo jesteś zbyt krytczny dla siebie!
                                > A bonobo jak ruszył do ataku?! Super. Aczkolwiek, nie dlatego na pewno, że
                                > wkurzył się moimi postami, które są nieśle niezdarne :)

                                Dobra. Nie ma się co tak deprecjonować. Gdy pożeram posty bonoba, to sobie dla
                                równowagi myślę, że gdyby mu kazać zagrać poliot szmiela rimskiego-korsakowa na
                                bałałajce to by wyglądał jak ja w dyskusji o fizyce i juz mi się lepiej robi.

                                > Albo może Ty za szybko czytasz albo droczysz się ze mną, Lajkoniku?

                                No, przyznam się, ze trochę się droczę. Ale naprawdę piszesz szybciej niz
                                myslisz. Chciałabyś całą swoją wiedzę włożyć w jeden post i stąd trudności.
                                Spróbuj najpierw sprzedać wstęp.

                                > Parabolę
                                > możesz przedstawić przy pomocy wzoru y = xx/A. Załóżmy, że A = 1. Obliczasz i
                                > rysujesz sobie taką parabolę na układzie współrzędnych iksów i igreków, ale
                                > możesz ją w zasadzie teoretycznie kontynuować w nieskończoność podstawiając na
                                > przykład coraz większe wartości pod igrek. Jednak gdy wsadzisz ją w dany
                                stożek
                                > ,
                                > którego średnica podstawy ma wartość równą 2, to taka parabola w stożku
                                zostani
                                > e
                                > ograniczona („skończy się”) już przy wartości y ciut ponad cztery.
                                > No chyba, że się mylę.

                                No oczywiście, ze się nie mylisz. Ale teraz powiedziałaś, ze chodzi o stożek
                                ograniczony! A skąd to miało być wiadome w poprzednich postach, by default?
                                Musisz chyba czytać swoje posty po napisaniu oczami laikonika - i odpowiadać
                                sobie na pytanie czy on to zrozumie.

                                Zatem, Lola, od początku. Co to jest z tymi ograniczonymi stożkami. Żebym mógł
                                ruszyć dalej.

                                > Ale istnienie wielu „sznurkowych światów” łyknąłeś?

                                Łykam, łykam. Wątpię jednak, czy za mojego życia uda się z NIMI skontaktować i
                                potwierdzić ich istnienie.

                                > One zresztą wca
                                > le nie są
                                > 1-sferami, tylko tak nazywałam je dla uproszczenia,

                                To sie rozumie samo przez się. Bez sznurówki=1-sfery, pewnie wogóle byśmy się
                                nie dogadali.

                                > bo naprawdę, to mogą być
                                > conajmniej pięciowymiarowe.

                                Jak i nasz staruszek Wszechświat.

                                > A ich ewentualne oddziaływanie grawitacyjne zachodz
                                > i
                                > w szóstym wymiarze krzywizny kołowej.

                                Myslisz, ze mozemy się z NIMI zderzyć?

                                > >L: Nie zgodzę się. Zauważ, ze w odniesieniu do innej galaktyki MY bylibyśmy
                                > >obserwatorem zewnętrznym zawieszonym w przestrzeni 3-wymiarowej.
                                > Masz rację, że się nie zgadzasz.

                                Czyli mogę pozostać przy przekonaniu, ze obserwowane galaktyki nie mogą być
                                innymi wszechświatami?

                                > A jak wygląda galaktyka z dużej odległości? Wcale nie musi wyglądać jak
                                balonik
                                > .
                                > Może wyglądać jak obiekt punktowy :)

                                Ale wówczas dywagacje na temat jego geometrii to czysta spekulacja. Galaktyki
                                które dają się normalnie obserwować nie wygladają raczej na odrębne
                                wszechświaty, trudno zatem o obiekcie obserwowanym jako punkt zakładać, ze
                                będzie miał geometrię naszego Wszechswiata. Upieram się, że to co widzimy, to
                                NASZ Wszechświat.

                                > Yhm. Mam ochotę zmienić swój nick na:
                                > CienkiBolek

                                Lolka, nie załamuj się. Użyty przez ciebie termin "obiekty punktowe"
                                lub "punkty materiale" poruszające się po "orbitach/trajektoriach kołowych"
                                skojarzył mi się z niejakim MC lub Mariuszem, który często występuje na forum
                                fizyki na onet pl. Możesz poszperać na tym forum po jego nicku. Namiary na
                                forum:

                                niusy.onet.pl/niusy.html?t=watki&group=pl.sci.fizyka&year=2005&month=05

                                Otóż tenże MC założył swoją stronkę i wyklada na niej teorię, która moze mieć
                                wiele wspólnego z twoimi przemysleniami. Musisz popatrzeć po różnych wątkach na
                                onecie pl.sci.fizyka, gdzie się pojawia jego nick. Nie jestem teraz w stanie
                                odtworzyć konkretnego wątku, ale MC produkuje się b. często i często odsyła do
                                tej swojej strony. Ze swojej strony też poszperam i jak go trafię to podeślę
                                adres. Jeśli go trafisz, to radzę dużo najpierw poczytać jego produkcji przed
                                podjęciem dyskusji.

                                Tym niemniej, dla podreperowania twojego samopoczucia, czekam na stozki.

                                Pozdrawiam, Lajkonik

                                • lolita10 Nie załamałam się :-) 19.06.05, 22:01
                                  Wybacz Lajkoniku, ale jestem bardzo zajeta.
                                  Odpowiem, tylko prosze jeszcze o chwile cierpliwosci.
                                  Lola von
                                  Cienki Bolek
                                  • lajkonik521 Re: Nie załamałam się :-) 25.06.05, 23:22
                                    Sorka, ze nie zglądałem.
                                    Pomyszkuj za MC na onecie/fizyka (też Mariusz). Tylko ostrzegam, dużo najpierw
                                    go poczytaj. laikonik
                                    • lolita10 MODEL BALONOWY to bzdura 01.07.05, 13:49
                                      Czesc!
                                      Dzięki Lajkoniku za namiary na niejakiego MC.
                                      Znalazłam adres jego strony, ale jeszcze nie miałam czasu poczytać.

                                      A teraz a propos BALONóW. Te modele balonowe "nabijają nas w balony" albo
                                      "wpuszczają w kanał" albo "robią w Bambuko"!
                                      Co za bzdura - po co to całe wymyślanie >płaskiego< wszechświata?!
                                      Próba dowodząca faktu, że nie jesteśmy pępkim świata? Niewystarczająca.

                                      Gdyby tak było, to WSZYSTKIE obiekty (galaktyki) musiałyby się od siebie
                                      oddalać, a przcież NIEKTóRE zbliżają się do siebie. He, he! Dlaczego?
                                      Bo wszechświat nie jest wcale płaski!

                                      O i tyle na dziś.
                                      Cześć i czołem!
                                      Lola
                                      • lajkonik521 Re: MODEL BALONOWY to bzdura 10.07.05, 12:10
                                        No to dołączyłaś do rzeszy niedorosłych do zrozumienia geniuszu.
                                        lajkonik
                                        • lolita10 Re: MODEL BALONOWY to bzdura 26.07.05, 00:14
                                          Czesc Lajkoniku!
                                          Dlugo mnie nie bylo.

                                          lajkonik521 napisał:
                                          > No to dołączyłaś do rzeszy niedorosłych do zrozumienia geniuszu.
                                          > lajkonik

                                          MoZe... Ale mialam napad zalamki.

                                          A wiesz, ze moj model umozliwia na przyklad sprowadzenie takiej sfery balonowej
                                          do punktu?
                                          Pamietasz przyklad z okregiem 2 pi r, gdzie r na przyklad = 1. Gdy skrecamy
                                          okrag go w wymiarze dodatkowym, to zmienia sie jego krzywizna z 2 pi r na 2 x 2
                                          pi r/2, a potem 4 x 2 pi/4 itd. Kolejne skrety powoduja "potegowanie"
                                          wielokrotnosci wyrazu 2 pi. Nie mozna takiego okregu skrecac w nieskonczonosc.
                                          Ma on swoja granice "skrecalnosci" i krzywizne maksymalna, kiedy staje sie
                                          obiektem punktowym (byc moze gdzies na progu wielkosci Plancka, na przyklad,
                                          gdy srednica okregu (2 r) rowna sie dlugosci Planka...?

                                          Caluski
                                          Lola
    • majadeblij Re: Wszechświat 05.02.06, 20:14
      Czesc Wszstkim,
      Tu Maja-biolog molekularny, zupelny ignorant fizyczny:-)
      Pytanie na temaw wszechswiata: podobno sie rozszerza?? Jak to mozliwe?? jesli
      sie zozszerza to znaczy ze cos poza nim jest? Co?
      Drugie pytanie atomy: czy ktos mi moze powiedzec co to takiego elektron,
      proton? Bo ja tego wogole nie rozumiem.
      Moze mozecie polecic jakas ciekawa literature na ten temat, napisana dla nie-
      fizykow?

      Maja
      • zbig44 Re: Wszechświat 04.08.06, 19:14
        majadeblij napisała:

        > Czesc Wszstkim,
        > Tu Maja-biolog molekularny, zupelny ignorant fizyczny:-)
        (...)
        > Maja
        • zbig44 Wormholes 07.08.06, 11:27
          Analogia z cząstkami-tubkami prowadzi wprost do pojęcia cząstek jako tuneli
          łączących rożne punkty czasoprzestrzeni, tzw. 'wormholes' (robaczywych dziur):

          'Ponieważ ogólna teoria względności przedstawia grawitację jako zniekształcenie
          czasoprzestrzeni, Einstein miał nadzieję, że cząstki mogą być przedstawiane jak
          węzły zlokalizowane na przenikających się nitkach tkaniny. Nigdy jednak nie
          udało mu się tego udowodnić. W latach sześćdziesiątych John Wheeler i Charles
          Misner z Uniwerystetu Princeton podjęli wyzwanie i rozpatrywali naładowane
          cząstki jako tunele, przez które przeciska się pole elektryczne (nazwano
          je "wormholes" - dziury robione przez robaki). Wormholes to hipotetyczne
          tunele, które łączą odległe rejony geometrii czasoprzestrzeni. Jeśli pole
          elektryczne wejdzie przez taki tunel i wyjdzie przez inny, to z daleka jedno
          wejście do tunelu będzie wyglądało jak "źródło", a drugie jak "miejsce
          znikania" pola elektrycznego.'
          www.mt.com.pl/num/12_98/czas.htm
    • bonobo44 do al.1 11.08.06, 13:58
      a al.1 jak milczał, tak milczy,
      podczas gdy nam tu wszystkim
      apetyt rośnie wilczy 8)

      chyba nie ma rady - trzeba będzie kupić Pańską książkę...
      jak to mówią - ciekawość pierwszym stopniem do drenażu kieszeni
      i allokacji środków ;-)
    • bonobo44 v > c 21.08.06, 17:08
      Być może słynne dżety energii o prędkościach >c to nie złudzenie optyczne
      powstające w wyniku "puszczania zajączków" po ciemnych mgławicach pyłowo-
      gazowych materią wyrzuconą przez wybuchające gwiazdy, a właśnie efekt takiego
      gwałtownego hamowania w kosmosie mas materii RZECZYWIŚCIE wyrzucanych
      początkowo z v>c ???

      Promieniowanie Czerenkowa jest wynikiem tego,
      że emitujący je elektron porusza się w ośrodku z prędkością większą od
      prędkości światła dla tego ośrodka.

      Elektron promieniując po czerenkowsku traci energię, a więc zmniejsza prędkość
      poniżej prędkości światła w ośrodku...

      Przyszło mi właśnie parę chwil wcześniej do głowy, że gdyby jakiś elektron
      znalazł się w próżni (wystartował w tę próżnię wyrzucony z materią w eksplozji
      np. z zasilanej małą czarną białej dziury, która nic nie wie o tym, że u nas
      elektrony "mają obowiązek" poruszać się z v<c ;-) z prędkością początkową v>c,
      to szybko by w niej zwolnił tracąc energię na promieniowanie... Czerenkowa
      właśnie 8-)

      Podobnie byłoby gdyby jakaś, uciekająca od naszej z v>>c, partia
      rozszerzajacego się amebowato - a niekoniecznie kuliście - naszego wszechświata
      (to, że to możliwe - patrz początek tego wątku), "zawadziła" (przez
      nadprzestrzeń) z lekka jedną ze swych macek...

      Co wy na to?

      Wszyscy na ogół utrzymują jedynie, że nie da się elektronu go rozpędzić do c ...

      A jeśli takich nie obserwujemy, bo "błyskawicznie" muszą one spowolnić do c
      w przestrzeni, która jest dla nich niczym dielektryczny mur a przynajmniej
      ciecz?


      a to by było, gdyby tak właśnie było ;-)
      • lajkonik521 Re: v > c 22.08.06, 19:55
        bonobo44 napisał:

        > Być może słynne dżety energii o prędkościach >c to nie złudzenie optyczne
        > powstające w wyniku "puszczania zajączków" po ciemnych mgławicach pyłowo-
        > gazowych materią wyrzuconą przez wybuchające gwiazdy, a właśnie efekt takiego
        > gwałtownego hamowania w kosmosie mas materii RZECZYWIŚCIE wyrzucanych
        > początkowo z v>c ???
        >
        > Promieniowanie Czerenkowa jest wynikiem tego,
        > że emitujący je elektron porusza się w ośrodku z prędkością większą od
        > prędkości światła dla tego ośrodka.
        >
        > Elektron promieniując po czerenkowsku traci energię, a więc zmniejsza prędkość
        > poniżej prędkości światła w ośrodku...
        >
        > Przyszło mi właśnie parę chwil wcześniej do głowy, że gdyby jakiś elektron
        > znalazł się w próżni (wystartował w tę próżnię wyrzucony z materią w eksplozji
        > np. z zasilanej małą czarną białej dziury, która nic nie wie o tym, że u nas
        > elektrony "mają obowiązek" poruszać się z v<c ;-) z prędkością początkową v
        > >c,
        > to szybko by w niej zwolnił tracąc energię na promieniowanie... Czerenkowa
        > właśnie 8-)
        >
        > Podobnie byłoby gdyby jakaś, uciekająca od naszej z v>>c, partia
        > rozszerzajacego się amebowato - a niekoniecznie kuliście - naszego wszechświata
        >
        > (to, że to możliwe - patrz początek tego wątku), "zawadziła" (przez
        > nadprzestrzeń) z lekka jedną ze swych macek...
        >
        > Co wy na to?
        >
        > Wszyscy na ogół utrzymują jedynie, że nie da się elektronu go rozpędzić do c ..
        > .
        >
        > A jeśli takich nie obserwujemy, bo "błyskawicznie" muszą one spowolnić do c
        > w przestrzeni, która jest dla nich niczym dielektryczny mur a przynajmniej
        > ciecz?
        >
        >
        > a to by było, gdyby tak właśnie było ;-)
        >
        Mi to się podoba. Masy wciskają w sferze wszechświata zagłębienia coraz głębsze
        w miarę ich wzrostu w kierunku centrum sfery (cycki), tworząc czarne dziury.
        Zawirowania wirujacych cycków powodują, ze nie zawsze orientuja się one idealnie
        na to centrum. Co poniektóre mogą śmajtnąć się i wybić się na sferę (od srodka)
        powodujac powstanie białej dziury (cycki - a raczej kolce na zewnątrz sfery). W
        tym gejzerze materii mozna podejrzewać istnienie różnych dziwnych (ryzyk) fizyk
        - w tym jety materii i fali e-m wyrzucane z v>c, spowalniające w normalnym
        osrodku do v<c. Czy mocno bluźnię przeciwko logice?

        Lajkonix
        panta rei - wszystko w plynie

        • bonobo44 Re: v > c 16.09.06, 18:38
          lajkonik521 napisał:

          > Masy wciskają w sferze wszechświata zagłębienia coraz głębsze
          > w miarę ich wzrostu w kierunku centrum sfery (cycki), tworząc czarne dziury.
          > Zawirowania wirujacych cycków powodują, ze nie zawsze orientuja się one
          > idealnie na to centrum. Co poniektóre mogą śmajtnąć się i wybić się na sferę
          > (od srodka)
          > powodujac powstanie białej dziury (cycki - a raczej kolce na zewnątrz sfery).
          > W tym gejzerze materii mozna podejrzewać istnienie różnych dziwnych (ryzyk)
          > fizyk - w tym jety materii i fali e-m wyrzucane z v>c, spowalniające
          > w normalnym osrodku do v<c. Czy mocno bluźnię przeciwko logice?

          dokładnie tak... świetne i konsekwentne pociągniecie cycatej przestrzeni za jej
          rozciągające się z ponadświetlnymi prędkościami wymiona 8)

          gdyby to zjawisko istotnie leżało u podstaw niektórych tylko dżetów (Z białych
          dziur - niektórych kwaarów (?)), ich zbadanie mogłoby więcej powiedzieć
          o "konsystencji" przestrzeni (próżni) niż wszystkie do tej pory stworzone
          teorie razem wzięte...
          • lajkonik521 Re: v > c 16.09.06, 19:31
            bonobo44 napisał:
            > lajkonik521 napisał:
            > > Masy wciskają w sferze wszechświata zagłębienia coraz głębsze
            > > w miarę ich wzrostu w kierunku centrum sfery (cycki), tworząc czarne
            > > dziury.
            > > Zawirowania wirujacych cycków powodują, ze nie zawsze orientuja się one
            > > idealnie na to centrum. Co poniektóre mogą śmajtnąć się i wybić się na
            > > sferę (od srodka) powodujac powstanie białej dziury (cycki - a raczej
            > > kolce na zewnątrz sfery).
            > > W tym gejzerze materii mozna podejrzewać istnienie różnych dziwnych
            > > (ryzyk) fizyk - w tym jety materii i fali e-m wyrzucane z v>c, spowalniające
            > > w normalnym osrodku do v<c. Czy mocno bluźnię przeciwko logice?
            >
            > dokładnie tak... świetne i konsekwentne pociągniecie cycatej przestrzeni za
            > jej rozciągające się z ponadświetlnymi prędkościami wymiona 8)
            > gdyby to zjawisko istotnie leżało u podstaw niektórych tylko dżetów (Z białych
            > dziur - niektórych kwaarów (?)), ich zbadanie mogłoby więcej powiedzieć
            > o "konsystencji" przestrzeni (próżni) niż wszystkie do tej pory stworzone
            > teorie razem wzięte...

            Nie no, bonobo... Ja sobie pofolgowałem w fantazjowaniu, ale nie spodziewałem
            się, ze ty na to rzucisz jeszcze ostatnie pociągniecie pedzla z mistrzowską
            paralelą do powiatowej udojni. Za to cię lubię.

            Lajkonix
    • bonobo44 Wilekosc wszechswiata 02.11.06, 15:38
      <<nie mozemy zobaczyc fotonow starszych niz wielki wybuch, bo by
      musialy do nas dotrzec szybciej niz wynosi predkosc swiatla. Czyli to co
      widzimy to tylko nasz lokalny "horyzont zdarzeń" i moze wszechwiat jest
      wiekszy>>

      Dyskusja na FN:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=50225422
      • ruban Re: Nie może - to pewnik ! 24.07.07, 18:36
        1.Wczesny wszechświat (przestrzeń) rozszerzał się z prędkością (10^30 - 10^100)
        *c - Teoria inflacji.
        2.Ostatnie wyniki badań promieniowania reliktowego wykazały, że obserowalny!!!
        wszechświat jest "płaski" tzn dowolny (wielkość) trójkąt ma zawsze 180 stopni.
        a) albo cały wszechświat jest "płaski".
        b) albo oserwujemy tak niewielki wycinek, że krzywizna jest nie do wykrycia
        (narazie). Tak jak pwierzchnia Ziemi wydaję się płaska z punktu widzenia
        każdego człowieka.Ja optuję za tym rozwiązaniem.
    • bonobo44 Czym jest Wszechświat? - link do TN 02.11.06, 16:19
      Czym jest Wszechświat?
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=40807&w=47977996

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka