bonobo44
24.08.08, 19:02
O 16.01 trójka telewizyjna nadała dziś dający - istotom myślącym,
rzecz jasna - wiele do myślenia reportaż.
Wiem, że podobne (chociaż może (?) nie tak drastyczne) szykany
dotknęły i innych fizyków tamtego czasu, dlatego dziękuję twórcom
reportażu (i gratuluję odwagi, bo no bo niewiele się zmieniło w
oficjalnym podejściu i obecnych władz do jego centralnej, jądrowej -
że tak to określę - kwestii):
<<W styczniu 1987 r. na zasypanym śniegiem trawniku przed blokiem na
jednym z warszawskich osiedli znaleziono ciało mężczyzny. Zbigniew
Wołoszyn, jeden z pracowników Centralnego Laboratorium Ochrony
Radiologicznej, fizyk. Wypadł z okna mieszkania na 12 piętrze, czy
może został wypchnięty?
Według relacji jego przyjaciół Wołoszyn, działacz
podziemnej „Solidarności”, po katastrofie w Czarnobylu przez osiem
miesięcy robił pomiary promieniowania i zbierał dowody mające
skompromitować niektórych pracowników Centralnego Laboratorium.
Wyniki badań i kopie dokumentów miał gromadzić w zeszycie. Podobno
wykazywały one, że procedury zastosowane przez Laboratorium były
błędne. Że wartość poziomu skażeń była zaniżona.
Podobno, bo zeszytu nigdy nie odnaleziono. Dwukrotne śledztwo (jedno
już w latach 90.) prowadzone w sprawie tej śmierci nie przybliżyło
do jej rozwikłania. Oficjalną wersją, którą kwestionuje rodzina i
dawni przyjaciele Wołoszyna, jest samobójstwo lub nieszczęśliwy
wypadek.>>
<<W poniedziałek, 28 kwietnia 1986 r., licznik Geigera w stacji
Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Mikołajkach na Mazurach
najwyraźniej się popsuł. Promieniowanie w wysokości 2,5 milirentgena
na godzinę – to mniej więcej 500 razy więcej niż norma.>>
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12172&w=25056061&a=83771475