Gość: Pawel
IP: *.acn.waw.pl
21.09.08, 16:57
,,można delektować się lekturą w tramwaju"
Ktoś kto wypisuje takie bzdury chyba nigdy nie jechał komunikacją miejską w godzinach szczytu. Nie dość, że komunikacja lubi się spóźniać i zawodzić, to na dodatek, jak już można mieć ręce przy sobie wyprostowane, a nie jakoś wygięte w tłumie, to trzeba się cieszyć. Oczywiście nie muszę mówić o tym, że po takiej jeździe w wyziewach ludzkich, perfumach, zgnieceniu, tłoku i konieczności walki, żeby się dostać, jest się bardziej wyczerpanym fizycznie i psychicznie niż po jeździe samochodem w nawet najgorszym korku.
Dla przykładu powiem, że jeszcze w 2006 roku, a nawet 2007, warszawskie metro potrafiło puszczać w godzinach porannego szczytu z Kabat w kierunku centrum po kilka tych starych, ruskich składów w najkrótszej wersji. Zdarzało się, że czasami nawet, żeby się siłą dostać do pociągu, trzeba było nawet po 3 - 4 pociągi przeczekać, pomijając już, że potem była to podróż daleko odbiegająca od europejskich norm pod każdym względem (a przecież tak wszyscy tam u góry gadają o Europie - szkoda tylko, że nic nie robią, żeby ona tu się zadomowiła). Jest to oczywiście jeden z przykładów, bo ogólnie to temat rzeka.
Wnioski z tego płyną następujące:
- żeby móc się wypowiadać na ten temat, trzeba najpierw mieć jakieś o tym pojęcie, a widzę, że wielu, którzy zabierają głos w tej sprawie pojęcie ma - grzecznie mówąc - dość powierzchowne
- komunikacja miejska? jak najbardziej tak, ale niech oferuje ona jakikolwiek poziom - zapewniam wszelkie możliwe władze, że jeżeli komunikacja miejska na to zasłuży, to sporo osób sama się na nią przesiądzie bez zbędnych zachęt w postaci opłat za wjazd do centrum