Dodaj do ulubionych

Definicja w logice .....

IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 18.01.02, 05:00
Co sadzicie o nastepujace definicji Polaka ??

"Polak to osoba, która ze względu na kulturę, pochodzenie lub przekonanie uważa
się za Polaka - jest nim"

Czy definicja jakiegokolwiek terminu moze zawierac definiowany termin ?? Tak to
wyglada w powyzszej def. Polaka, czyz nie tak ?? Jesli tak to powyzsza
definicja nie wyjasnia terminu 'Polak'.

Ciekawe co o tym sadzicie ????

pozdrowienia .......
Obserwuj wątek
    • Gość: Stefan Re: Definicja w logice ..... IP: 10.1.5.* / *.zaspa.gda.pl 18.01.02, 11:13
      Ktos:
      > Co sadzicie o nastepujace definicji Polaka ??
      > "Polak to osoba, która ze względu na kulturę, pochodzenie lub przekonanie
      > uważa się za Polaka - jest nim"

      Z punktu widzenia logiki, to nie jest poprawna definicja, a przynajmniej nie
      definiuje tego, o co autorowi ewidentnie chodzilo (patrz nizej). Ale jak
      rozumiem intencje polityczna tej wypowiedzi, blad logiczny jest czysto formalny.
      Autor chcial sformulowac teze, twierdzenie, a nazwal ja nieslusznie definicja.
      Jesli to sie odbylo w ferworze jakiejs dyskusji politycznej, to
      najprawdopodobniej definicja Polaka podana przez strone przeciwna byla rownie
      niepoprawna.

      Ktos:
      > Czy definicja jakiegokolwiek terminu moze zawierac definiowany termin ??

      To zalezy. Jesli chcemy definiowac pojedynczy obiekt, np. konkretnego Jana
      Kowalskiego zamieszkalego w Kowalewicach na ulicy Kowalskiej to nie moze.
      Powinna miec postac
      (*) Jan Kowalski = ...
      i zamiast kropek musi byc wyrazenie, ktorego wszystkie czesci skladowe sa juz
      wczesniej dobrze znane. Wobec tego wsrod tych kropek nie moze byc Jana
      Kowalskiego, bo on nie jest wczesniej znany. Ale tzw. ,,definicje rekursywne''
      moga byc poprawne, o ile spelnione sa pewne warunki. Definicja rekursywna ma
      postac (*), ale wsrod kropek moze wystepowac definiowany Jan Kowalski.
      Nabieraja one sensu o ile potrafimy udowodnic, ze istnieje dokladnie jeden
      obiekt spelniajacy ta rownosc. O ile rozumiem, to nie jest ten przypadek.

      Nawet poprawna formalnie definicja moze nie definiowac tego, co bylo intencja
      jej autora. Z logicznego punktu widzenia uzyta w definicji nazwa nie ma zadnego
      znaczenia. Wobec tego cytowana przez Ciebie definicja jest rownowazna
      nastepujacej parze definicji:
      (1) ,,Zlodziej to osoba, która ze względu na kulturę, pochodzenie lub przekonanie
      uważa się za zlodzieja - jest nim''
      (2) ,,Polak to zlodziej''
      Nie podoba Ci sie to? Mnie tez nie, ze wzgledu na emocjonalny charakter uzytych
      nazw a nie z powodow logicznych. Nie warto przedefiniowywac terminow
      wywolujacych wczesniejsze ostre skojarzenia, bo nagle przechodzi sie z logiki do
      wyzwiskologii.

      Jesli cokolwiek zostalo tu zdefiniowane, to dowolna grupa ludzi o jakiejs
      samoswiadomosci grupowej; i ta grupa ludzi zostala bez sensu nazwana Polakami.
      Ale i z takim rozumieniem tej definicji jeszcze mam klopoty logiczne
      • Gość: Ktos Do Stefana IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 21.01.02, 04:00
        Czesc Stefan !!

        Dzieki za Twoj odpis. Ma on dla mnie dosc duze znaczenie. Tylko mam maly
        problem:
        Nie wiem do jakiego stopnia moge polegac na poprawnosci Twoich uwag ?? Czy
        moglbys skrobnac cos o sobie (np. Twoj zawod, wyksztalcenie - to moze wzmocnic
        sile wiarygodnosci Twojej wypowiedzi) .

        Dlaczego napisales:
        "Autor chcial sformulowac teze, twierdzenie, a nazwal ja nieslusznie definicja"
        Chodzilo wlasnie o zdefiniowanie terminu: "Polak" - nie o zadne stwierdzenie.

        Czy Ty sam uwazasz, ze mozna sformulowac definicje tego terminu, czy tez nie ??
        Jesli tak, to moze masz swoja ??

        Pozdrowienia ........
        • Gość: Stefan Re: Do Stefana IP: 10.1.5.* / *.zaspa.gda.pl 21.01.02, 05:51
          Ktos:
          > Nie wiem do jakiego stopnia moge polegac na poprawnosci Twoich uwag ??

          Dopoki dyskutujemy dla zabawy na anonimowym forum, to mozesz polegac w takim
          stopniu, w jakim Cie przekonalem. To znaczy biorac byc moze pod uwage moj
          poglad, sam jestes dla siebie autorytetem.

          Ktos:
          > Czy moglbys skrobnac cos o sobie (np. Twoj zawod, wyksztalcenie - to moze
          > wzmocnic sile wiarygodnosci Twojej wypowiedzi) .

          Nie zalezy mi na wystepowaniu w roli rzeczoznawcy w sporze, o ktorym nic nie
          wiem. Pusc troche pary z geby na ten temat. Jesli wolisz, to prywatnie na
          stefan@ipipan.gda.pl .

          Ktos:
          > Dlaczego napisales: "Autor chcial sformulowac teze, twierdzenie, a nazwal ja
          > nieslusznie definicja" Chodzilo wlasnie o zdefiniowanie terminu: "Polak" - nie
          > o zadne stwierdzenie.

          Jesli tak twierdzisz, to nie mialem racji. Ekstrapolowalem z wielu dyskusji
          politycznych, w ktorych probowano ustalic, kto jest Polakiem. Zawsze w nich
          znajdowal sie ktos, kto twierdzil, ze Polakiem jest z definicji kazdy, kto uwaza
          sie za Polaka. To nie byla poprawna definicja, z powodow, ktore juz opisalem.
          Proponentowi oczywiscie chodzilo o teze, ze za jedyne kryterium przynaleznosci
          czlowieka do dowolnej narodowosci nalezy przyjmowac subiektywne odczucie tego
          czlowieka.

          Powinienem zreszta troche oslabic moja poprzednia wypowiedz. Stwierdzenie
          ,,Polak to osoba, ktora uwaza sie za Polaka'' jest niekoniecznie niepoprawna
          definicja, i niekoniecznie zawiera definiendum w definiens. Poprzednio
          odpowiedzialem negatywnie, bo zakladalem, ze nie bylo wczesniej zadnego
          nieznanego mi kontekstu. To zalezy od tego, co zostalo powiedziane wczesniej.
          Mozna poprawnie postapic tak: najpierw zdefiniowac termin ,,uwazac sie za
          Polaka'' a dopiero potem ,,byc Polakiem''. Np. tak:
          DEFINICJA 1:
          X uwaza sie za Polaka, o ile w fomularzu na pytanie o narodowosc wpisal
          ,,polska''.
          DEFINICJA 2:
          X jest Polakiem wtedy i tylko wtedy gdy X uwaza sie za Polaka.

          W tym nie ma blednego kola, to jest logicznie w porzadku. Ale zaweza definicje
          do osob, ktorym w ogole zadano pytanie o narodowosc i nagle moze sie okazac, ze
          tak zdefiniowanych Polakow sa na swiecie setki a nie miliony. Wiec nalezaloby w
          DEF.1 uzyc trybu warunkowego ,,wpisalby'', ale to otwiera pole do calej masy
          jalowych dysput w stylu co by bylo gdyby bylo. W dodatku DEF.2, ta o ktorej
          poprawnosc pytales, staje sie w tym kontekscie zbedna, mozna bylo od razu
          powiedziec:
          DEFINICJA SUMARYCZNA:
          X jest Polakiem, o ile w fomularzu na pytanie o narodowosc wpisal ,,polska''.

          Ktos:
          > Czy Ty sam uwazasz, ze mozna sformulowac definicje tego terminu, czy tez nie ??

          Oczywiscie, na wiele sposobow, tylko nie wiem, czy bedziesz z takich definicji
          zadowolony. Mozna np. powiedziec ,,Za Polaka uwazam tego, i tego, i tego, ...''
          i wymienic wszystkich Polakow, to jest w koncu skonczony zbior.

          Mozna uzyc jakies kryterium formalne, np. posiadanie polskiego obywatelstwa (to
          nie jest bledne kolo, chodzi o to, czy ma papier, czy nie). Albo miejsce
          urodzenia. Albo mozna zastosowac jakis hitlerowski sposob rozrozniania
          ksztaltow nosa, religii dziadkow, itp. Albo wziac pod uwage rodzaj uzyskanego
          wyksztalcenia. Albo najlepiej znany jezyk.

          Ale jesli definicja bedzie zbyt prosta, to z polskosci bedzie wykluczala osoby,
          ktorych nie chcialoby sie wykluczyc, i bedzie dopuszczala osoby, ktore wlasnie
          chcialoby sie wykluczyc. Na przyklad Mickiewicz nie mial polskiego obywatelstwa
          i urodzil sie w Rosji (albo trzeba najpierw poklocic sie o znaczenie terminu
          ,,polskie miejsce urodzenia''), duza czesc Polonii zle sie urodzila i ma obce
          wyksztalcenie, kilka milionow dzieci w wieku przedszkolnym oraz Nikifor Krynicki
          tez nie maja polskiego wyksztalcenia, a Kopernik znal niemiecki tak samo jak
          polski a pisal wylacznie po lacinie. Z drugiej strony Rokossowski mial chyba
          polskie obywatelstwo (nie jestem pewien); a miejscem narodzin dzieci chinskiego
          korpusu dyplomatycznego bywa Polska.

          A jesli definicja bedzie bardziej skomplikowana, to trudniejsze bedzie jej
          stosowanie.

          Ktos:
          > Jesli tak, to moze masz swoja ??

          Ja? A po co?
          A jak jest Twoja?

          Wszystkiego dobrego
          - Stefan

          • Gość: XBW&Rose Poziomy Jezyka IP: *.*.*.* 21.01.02, 16:08
            Szanowni
            Panie Stefanie
            i wszyscy Czytelnicy watku,

            co to sa poziomy jezyka
            i jakie znaja Panstwo
            przyklady "zjawisk"
            lub rozumowan, ktore
            naklaniaja obserwatora
            do przechodzenia z jednego poziomu
            na inny?

            1. Tablica z napisem
            gloszacym, ze stwierdzenie
            na niej napisane jest falszywe.
            2. Jaso dochodzacy na drodze indukcyjnego
            rozumowania, ze w przyszlym tygodniu
            nie bedzie sprawdzianu, pomimo
            tego, ze nauczycielka zapowiedziala
            przeprowadzenie sprawdzianu w dniu
            (ktorego uczniowie sie nie spodziewaja)
            nalezacym do pewnego (znanego uczniom)
            skonczonego zbioru dni.

            Jak maja sie poziomy jezyka do poprawnosci
            definicji?

            Serdecznosci,
            XBW & Roze
            • Gość: Stefan Re: Poziomy Jezyka IP: 10.1.5.* / *.zaspa.gda.pl 21.01.02, 22:49
              XBW&Rose:
              > co to sa poziomy jezyka i jakie znaja Panstwo przyklady "zjawisk" lub
              > rozumowan, ktore naklaniaja obserwatora do przechodzenia z jednego poziomu na
              > inny?

              No wlasnie takie, jak w podanych przez Ciebie przykladach. Czy chcesz
              wykladu z teorii typow Russella?

              Ogolnie rzecz biorac nalezy unikac tzw. samozastosowania
              (self-application): np. zdan, ktore orzekaja o swojej wlasnej
              prawdziwosci (Twoj pierwszy przyklad); funkcji, ktore biora siebie
              same za argument; programow komputerowych, ktorych sposob liczenia
              uzalezniony jest od ostatecznego wyniku obliczenia; itp. W porzadnie
              prowadzonej logice takie zjawiska nie zdarzaja sie, bo sa od razu
              wykluczone przez skladnie jezyka. Zdania z samozastosowaniem po
              prostu nie daja sie napisac. Zdania moga sie wypowiadac o
              prawdziwosci zdan, ale tylko tych ,,z nizszego poziomu''. W
              szczegolnosci nie o sobie samych. Wiec mozemy na przyklad pokazac na
              zdanie napisane na tablicy i powiedziec ,,to zdanie jest falszywe'',
              ale zadne zdanie nie moze mowic ,,ja jestem falszywe'', porzadny jezyk
              logiczny nie zawiera slownictwa, zeby cos takiego wyrazic.

              Wydawaloby sie, ze problem zostal ostatecznie zamkniety przez
              Russella, gdyby nie to, ze w pewnych podejsciach do semantyki
              programow komputerowych wraca on jak bumerang. Na szczescie to tez
              juz rozwiazano.

              > Jak maja sie poziomy jezyka do poprawnosci definicji?

              Np. definicja golibrody wojskowego: to taki zolnierz, ktory ma:
              • Gość: Pulbek Re: Poziomy Jezyka IP: *.skjoldhoej.dk 22.01.02, 02:09
                Gość portalu: Stefan napisał(a):

                [...]
                > Wydawaloby sie, ze problem zostal ostatecznie zamkniety przez
                > Russella, gdyby nie to, ze w pewnych podejsciach do semantyki
                > programow komputerowych wraca on jak bumerang. Na szczescie to tez
                > juz rozwiazano.
                >

                To mnie zaciekawilo. Mozesz powiedziec dokladniej o co chodzi?

                Skoro juz cos napisalem, to napisze wiecej.

                Co do zdan mowiacych o samych sobie, to w wielu bardzo porzadnych formalizmach
                mozna je wyrazic, chocby w arytmetyce. Na przyklad zdanie Goedla takie jest i
                swiat sie przez nie nie zawalil. Tak wiec scisle rozdzielanie poziomow nie jest
                chyba takie niezbedne do szczescia.

                Wielu logikow w ogole uwaza ze scisle rozdzielenie poziomow jezyka to glupota:
                mowienie ze "zdanie 'A lub B' jest prawdziwe gdy 'A' jest prawdziwe lub 'B' jest
                prawdziwe" faktycznie jest troche nieintuicyjne. Ja nie smiem miec zdania na ten
                temat - jestem za cienki Bolek zeby roztrzasac czy Girard jest madrzejszy od
                Tarskiego.

                Ale w kazdym razie nie jest tak, ze w kazdej "porzadnej" logice poziomy jezyka sa
                scisle rozgraniczone. Chociaz oczywiscie ogolnie masz racje: jak zdanie zaczyna
                mowic o samym sobie, to trzeba strasznie uwazac.

                > > Jak maja sie poziomy jezyka do poprawnosci definicji?
                >
                > Np. definicja golibrody wojskowego: to taki zolnierz, ktory ma:
                >
                • Gość: Stefan Re: Poziomy Jezyka IP: 10.1.5.* / *.zaspa.gda.pl 22.01.02, 12:34
                  Ja:
                  > Np. definicja golibrody wojskowego: to taki zolnierz, ktory ma:
                  >
                  • Gość: Pelbek Re: Poziomy Jezyka IP: *.skjoldhoej.dk 27.01.02, 13:27
                    Przepraszam Cie Stefanie za spozniona odpowiedz. Przez pewien czas nie mialem
                    dostepu do komputera (grypka).

                    Dzieki za przypomnienie podejrzanych zjawisk w semantyce jezykow programowania.
                    Szukanie modeli dla lambda rachunku nie przyszlo mi w tym kontekscie do glowy, a
                    wynika to chyba z pewnego pomięszania jakie mam w glowie. Moze Ty mi pomozesz? Bo
                    mysle sobie o dwoch sprawach:

                    1. Paradoks Russella i jego odmiany, czyli dlaczego nie mozna definiowac
                    predykatow/obiektow uzywajac ich w tej definicji. Rekursja jest pozornym
                    obejsciem tego zakazu (ale tylko pozornym: definicje rekurencyjne sa tylko
                    skrotami myslowymi, tak naprawde mowia o punktach stalych pewnych funkcji ktore
                    sa zdefiniowane calkiem porzadnie, bez odwolania do samych siebie). Tutaj wpada
                    tez podejrzana definicja Polaka (ktora, jak sam zauwazyles, wcale taka podejrzana
                    nie jest) oraz definicja cebuli, ktora (sam sprawdzilem) wywoluje piane na ustach
                    studentow filozofii: cebula to albo nic, albo jedna warstwa a w srodku cebula.

                    2. Paradoks klamcy, czyli mieszanie skladni jezykow z ich semantyka. Jako rzecze
                    Tarski, zdanie "jest tak a tak" jest prawdziwe jezeli jest tak a tak. O tym mysle
                    kiedy slysze o 'poziomach jezyka'. Jak pokazuja liczne przyklady, taki scisly
                    podzial mozna troche lamac (np. arytmetyka Peano, w ktorej zdania moga mowic o
                    samych sobie, a nawet o swoich dowodach).

                    No i teraz pytanie: czy te dwa problemy maja ze soba cos wspolnego? Zawsze mi sie
                    wydawalo ze nie i stad moj delikatny (moze niezbyt precyzyjnie wyrazony) protest
                    przeciwko mowieniu o 'poziomach jezyka' w kontekscie blednych definicji. Ale
                    gdyby mi ktos wytlumaczyl ze (i dlaczego) te dwa problemy to dwie strony tego
                    samego medalu, bylbym wniebowziety.

                    > Pulbek:
                    > > Na przyklad zdanie Goedla takie jest i swiat sie przez nie nie zawalil.
                    >
                    > No, tego bym nie powiedzial. Swiat ZAWALIL SIE od twierdzenia Goedla.

                    E, gruba przesada. Gdyby udalo sie skonstruowac paradoks klamcy, dopiero wtedy
                    bylby problem. Chodzilo mi o to ze w zdaniu Goedla nie ma zadnej sprzecznosci.


                    Pozdrawiam,

                    (slaby) Pulbek.
                    • Gość: thrundui Re: Poziomy Jezyka IP: 157.25.125.* 27.01.02, 18:23
                      > 1. Paradoks Russella i jego odmiany, czyli dlaczego nie mozna definiowac
                      > predykatow/obiektow uzywajac ich w tej definicji.

                      > 2. Paradoks klamcy, czyli mieszanie skladni jezykow z ich semantyka.

                      Prawde mowiac nie widze problemow z tymi paradoksami. Dlaczego nie wolno uzywac
                      definiowanego predykatora w definicji? Interesuje mnie jednak tylko strona
                      matematyczne zagadnienia. Tak np drugi paradoks wogule nie da sie sformulowac, bo
                      w logice nie ma prawdy i nie da sie go zapisac w skonczony sposob.

                      Nie widze problemu z definicjami rekursywnymi. Kazda definicja definiuje co
                      najwyzej jeden obiekt - klase abstrakcji obiektow, ktore spelniaja definicje.
                      Dlaczego uklad aksjomatow moze jednoczesnie wyznaczac i nie wyznaczac obiekt?
                      Albo jak moze wygenerowac inne niespodzianki?

                      Analiza paradoksu russela jest troche nie na miejscu bo odnosi sie do swiata
                      rzeczywistego. W swiecie matematycznym mozna go prosto rozwiazac, zakladajac, ze
                      kazdy czlowiek, to w gruncie rzeczy klasa abstrakcji dwuch osob. Kazda oboba jest
                      golona albo przez inna klasa abstrakcji, albo przez drugi obiekt danej klasy
                      abstrakcji. Wiec nigdy przez samego siebie, bo nigdy klasa abstrakcji nie goli
                      sama siebie. I problem rozwiazany. Nie mozna zarzucac, ze klasa abstrakcji ludzi
                      to nie czlowiek, bo czlowieka nie da sie zdefiniowac w matematyce. Kazda
                      definicje czlowieka beda spelnialy tez stwory bardzo dziwne.

                      Nie ma to nic wspolnego ze swiatem realnym, ale w skonczonym ukladzie aksjomatow
                      nigdy nie da sie ograniczyc tylko do swiata realnego. Zawsze taki kwiatek bedzie
                      mozliwy. Tak wiec wydaje mi sie, ze zawsze definicje zawierajace w sobie obiekt
                      definiowany definiuja jednoznacznie ten obiekt. Moze w strasznie dziwaczny
                      sposob, ale zawsze.
                      Nie widze powodow, dla ktorego takie rozwiazania bylyby niemozliwe.

                      Nigdy nie widzialem twierdzenia, ktore mowi, ze takie definicje prowadza do
                      problemow, tylko apriori zabrania sie uzywania takich definicji. Tylko dlaczego?

                      Probowalem zapisac problem golibroby w sposob formalny i mi sie to nie udalo. W
                      znanych mi ksiazkach do logiki tez nie byl zapisany. Czy ten problem mozna wogule
                      zapisac w sposob formalny? Bo bez tego to wogule nie wiadomo czy istnieje
                      jakikolwiek problem. Russel zajmowal sie chyba tylko logika potoczna. Moze wiec
                      logicy formalni zaczeli sie przejmowac problemem, ktorego wogule w tej teorii nie
                      ma?

                      • Gość: Pulbek Re: Poziomy Jezyka IP: *.skjoldhoej.dk 27.01.02, 20:49
                        Gość portalu: thrundui napisał(a):

                        > > 1. Paradoks Russella i jego odmiany, czyli dlaczego nie mozna definiowac
                        > > predykatow/obiektow uzywajac ich w tej definicji.
                        >
                        > Dlaczego nie wolno uzywac definiowanego predykatora w definicji?
                        >

                        Przede wszystkim: kazda definicja powinna okreslac dokladnie jedna rzecz.
                        Dokladnie jeden predykat lub zbior, na przyklad. Kiedy mowisz: "Liczba jest
                        pierwsza, jezeli jest wieksza od 1 i dzieli sie tylko przez siebie i 1" to
                        definiujesz dokladnie jeden zbior liczb: 2,3,5,7,11,...

                        Ale rozwaz definicje: "Liczba jest wspaniala jezeli jest wspaniala". Jaki zbior
                        liczb zdefiniowales? Dowolny zbior pasuje do tej 'definicji', co znaczy ze jest
                        ona niepoprawna.

                        Podobnie w przypadku golibrody. Masz tu pewien zbior z wyroznionym elementem G. I
                        probujesz zdefiniowac predykad binarny 'goli' nastepujaco:

                        goli(G,x) <-> nie goli(x,x)

                        Do tej definicji nie pasuje dla odmiany zaden predykat. Ona tez jest niepoprawna.

                        Natomiast _czasami_ takie definicje sa poprawne. I o tym wlasnie pisal Stefan.

                        Pozdrawiam,

                        Pulbek.

                        PS. A stwierdzenia, ze 'w logice nie ma prawdy', proponowalbym Ci glosic raczej z
                        szacunkiem. Fakt ze w arytmetyce nie da sie wyrazic paradoksu klamcy to kawal
                        twierdzenia, zreszta o ile pamietam udowodnil je Tarski.
                        • Gość: thrundui Re: Poziomy Jezyka IP: 157.25.125.* 29.01.02, 13:24
                          > > Dlaczego nie wolno uzywac definiowanego predykatora w definicji?

                          > Przede wszystkim: kazda definicja powinna okreslac dokladnie jedna rzecz.
                          > Dokladnie jeden predykat lub zbior, na przyklad. Kiedy mowisz: "Liczba jest
                          > pierwsza, jezeli jest wieksza od 1 i dzieli sie tylko przez siebie i 1" to
                          > definiujesz dokladnie jeden zbior liczb: 2,3,5,7,11,...

                          Czyli jezeli definicje spelnia dokladnie jeden zbior to dobrze.

                          > Ale rozwaz definicje: "Liczba jest wspaniala jezeli jest wspaniala". Jaki zbior
                          > liczb zdefiniowales? Dowolny zbior pasuje do tej 'definicji', co znaczy ze jest
                          > ona niepoprawna.

                          Czyli jezeli definicje spelnia dokladnie jeden zbior zbiorow to zle.
                          Widze daleko posunieta niekonsekwencje.

                          Dlaczego defincja jest niepoprawna?
                          Co z tego, ze kazdy zbior pasuje do tej definicji.
                          Definiuje ona jednoznacznie obiekt - wszystkie obiekty.
                          Musisz sie bardziej natrudzic, zeby pokazac, ze cos tu nie gra.

                          Nie mozesz obrazac sie, ze to nie jest zbior.
                          W logice nie ma pojecia zbioru.
                          Twoja defininicja nie definiuje zadnego zbioru, bo na poziomie logiki nie ma
                          pojecia zbioru. Uzyles pojecia z zaswiatow.
                          Co wiecej liczba 1 to klasa abstrakcji, ktora w zaden sposob nie jest zbiorem.

                          Czy cale to zamieszanie z golibroda to nie jest czasem problem teorii zbiorow a
                          nie logiki?

                          > Podobnie w przypadku golibrody. Masz tu pewien zbior z wyroznionym elementem G.
                          > goli(G,x) <-> nie goli(x,x)

                          Ok
                          teraz wiadomo w czym problem.
                          To nie jest zaden problem logiki ale teorii zbiorow.
                          W teorii zbiorow jest definicja zbioru. Tam musi byc predykat o dobrze
                          okreslonych wlasnosciach.
                          Tutaj definiujesz zbior rekurencyjnie raz przy pomocy dobrze okreslonego
                          predykatu a raz zle.

                          Ten problem nie jest problemem logiki.
                          To co zapisales to nie jest definicja w logice.
                          Nie jest, poniewaz chcesz, zeby ona definiowala zbior, czy cos co juz ma
                          okreslone wlasciowaci. Musza wiec istniec jeszcze warunki, ze tak stworzony
                          obiekt jest zbiorem, a tego pewnie nie da sie zrobic tworzac definicje skonczona.
                          Nie ma wiec paradoksu bo nie ma definicji.

                          Co jest zlego w definicji
                          fi <=> nie fi

                          Na piewszy rzut oka ona jest spelniona w prozni.
                          Ale tego nie jestem pewien. Logika semantyczna moze tu namieszac.
                          Np. jakies stwory bez wartosci logicznej, ktorych istnienia nikt nigdzie nie
                          zabronil.
                          • Gość: Pulbek Re: Poziomy Jezyka IP: *.daimi.au.dk 29.01.02, 16:49
                            Gość portalu: thrundui napisał(a):

                            [Pominalem wielki kawal listu. Mam nadzieje ze to co
                            napisalem na koncu wyjasnia nieporozumienie.]

                            >
                            > Czy cale to zamieszanie z golibroda to nie jest czasem
                            > problem teorii zbiorow a nie logiki?
                            >
                            [...]
                            > Ten problem nie jest problemem logiki.
                            > To co zapisales to nie jest definicja w logice.

                            _Oczywiscie_, ze jest to problem teorii zbiorow a nie
                            logiki, bo w zwyklej czystej logice formalnej w ogole nie
                            ma czegos takiego jak definicja. Co to w ogole Twoim
                            zdaniem znaczy 'definicja w logice'? Definicje pojawiaja
                            sie dopiero w teorii zbiorow, razem ze schematem
                            zastepowania. W logice sa tylko formuly i dowody.

                            Ani definicja liczb pierwszych, ani wspanialych, ani
                            golarza nie sa 'definicjami w logice'. Tylko pierwsza z
                            nich da sie zapisac jako wystapienie aksjomatu
                            zastepowania w teorii zbiorow.

                            > Co jest zlego w definicji
                            > fi <=> nie fi
                            >

                            Wszystko. To w ogole nie jest definicja. Nie da sie jej
                            zapisac formalnie, ten napis powyzej to tylko formula
                            logiczna, a nie definicja. Tak samo jest z golarzem.

                            Oczywiscie mozesz mowic ze 'logicy przejmuja sie
                            problemem ktorego nie ma bo tych wszystkich niepoprawnych
                            definicji nie da sie formalnie zapisac'. Tyle tylko ze to
                            niepowazne. Masz pojecie ile oni sie nameczyli zeby tych
                            niepoprawnych definicji nie dalo sie zapisac?


                            A wracajac na chwile z poziomu formalnego na poziom
                            pogladowego tlumaczenia: definicja "liczbe nazywamy
                            pierwsza jezeli ..." powinna definiowac predykat na
                            liczbach, czyli zbior liczb. Definicja "zbior liczb
                            nazywamy zbiorem liczb pierwszych jezeli ..." powinna
                            definiowac predykat na zbiorach liczb, czyli zbior
                            zbiorow liczb. I nie na odwrot. Gdzie Ty tu widzisz jakas
                            niekonsekwencje? Mozesz oczywiscie stosowac wlasne
                            pojecie nt tego co to znaczy ze "x spelnia definicje y",
                            jezeli uwazasz ze jestes madrzejszy np. od Cantora czy
                            Fraenkla. Ale wtedy jestes skazany na skonstruowanie
                            wlasnej teorii zbiorow, obawiam sie.
                            • Gość: thrundui Re: Poziomy Jezyka IP: 157.25.125.* 29.01.02, 18:51
                              > _Oczywiscie_, ze jest to problem teorii zbiorow a nie
                              > logiki, bo w zwyklej czystej logice formalnej w ogole nie
                              > ma czegos takiego jak definicja. Co to w ogole Twoim
                              > zdaniem znaczy 'definicja w logice'?

                              To skad sie wziela definicja zbioru?
                              Jak moze istniec definicja aksjomatyczna teorii mnogosci, jezeli pojecie
                              definicji pojawi sie dopiero jak bedziemy mieli teorie mnogosci?

                              > Definicje pojawia
                              > sie dopiero w teorii zbiorow, razem ze schematem
                              > zastepowania. W logice sa tylko formuly i dowody.

                              Dlaczego nie mozna zdefiniowac sumy logicznej bez teorii zbiorow?
                              A geometria euklidesowa?

                              Faktem chyba jest ze definicje definicji nie mozna zrobic na poziomie logiki,
                              trzeba wzniesc sie nieco wyzej, ale nie trzeba schodzic na dol!.

                              Tak wogule to ty zajmujesz sie definicja zbioru marchewek a nie definicja punktu.
                              Ale to jest nieistotne, bo najpierw trzeba wiedziec jak zdefiniowac zbior.

                              > > Co jest zlego w definicji
                              > > fi <=> nie fi

                              > Wszystko. To w ogole nie jest definicja. Nie da sie jej
                              > zapisac formalnie, ten napis powyzej to tylko formula
                              > logiczna, a nie definicja.

                              dlaczego fi z definicji nie fi
                              to nie jest definicja.

                              > Oczywiscie mozesz mowic ze 'logicy przejmuja sie
                              > problemem ktorego nie ma bo tych wszystkich niepoprawnych
                              > definicji nie da sie formalnie zapisac'. Tyle tylko ze to
                              > niepowazne. Masz pojecie ile oni sie nameczyli zeby tych
                              > niepoprawnych definicji nie dalo sie zapisac?

                              Oni meczyli sie raczej z definicja zbioru a nie definicja definicji.
                              W matematyce nie trzeba sie meczyc z niczym. Mogli zdefiniowac sobie zbior jak
                              chcieli. Oni meczyli sie tylko, aby ta definicja miala zwiazek z potocznym
                              wyobrazeniem. Ale to zupelnie inny problem niz unikanie paradoksow. Paradoksy w
                              matematyce nie istnieja. Istnieja dopiero jak zastosuje sie matematyke do
                              sytuacji rzeczywstych.

                              > Mozesz oczywiscie stosowac wlasne
                              > pojecie nt tego co to znaczy ze "x spelnia definicje y",
                              > jezeli uwazasz ze jestes madrzejszy np. od Cantora czy
                              > Fraenkla.

                              Jakie jest osiagniecie tych panow?
                              Zdefiniowani definicje?
                              Przeciez oni mieli definicje definicji potrzebna do zdefiniowania ich teorii!
                              A jak mieli definicje to po co ich definicja?
                              Zdefiniowali to co juz mieli?
                              • Gość: Pulbek Jak sie robi matematyke IP: *.skjoldhoej.dk 29.01.02, 22:49
                                Gość portalu: thrundui napisał(a):

                                W Twoim liscie jest duzo pytan, ale znowu mam wrazenie ze odpowiedz na wszystkie
                                jest jedna. Zamieszczam ja na koncu.

                                > > Definicje pojawia
                                > > sie dopiero w teorii zbiorow, razem ze schematem
                                > > zastepowania. W logice sa tylko formuly i dowody.
                                >
                                > Dlaczego nie mozna zdefiniowac sumy logicznej bez teorii zbiorow?
                                > A geometria euklidesowa?
                                >

                                Filozoficznie rzecz biorac, mozna. Matematycznie - ja nie wiem jak. Euklides
                                robil swoja geometrie w czyms, co dzisiaj bysmy nazwali 'naiwna teoria zbiorow',
                                ktora jest sprzeczna sama ze soba. Euklides nie doszedl do zadnej sprzecznosci,
                                bo nie szalal jak (nie przymierzajac) thrundui. Definiowal jak mu filozofowie
                                przykazali: nieznane ze znanego.


                                > dlaczego fi z definicji nie fi
                                > to nie jest definicja.
                                >

                                A dlaczego jest? Co jest definicja wedlug Ciebie? Bo wedlug teorii zbiorow to nie
                                jest definicja. Definicje w teorii zbiorow nie moga sie zapetlac. Definicje
                                rekurencyjne udaja ze lamia ten zakaz, ale tylko udaja.

                                >
                                > Oni meczyli sie raczej z definicja zbioru a nie definicja definicji.
                                > W matematyce nie trzeba sie meczyc z niczym. Mogli zdefiniowac sobie zbior jak
                                > chcieli. Oni meczyli sie tylko, aby ta definicja miala zwiazek z potocznym
                                > wyobrazeniem. Ale to zupelnie inny problem niz unikanie paradoksow.
                                > Paradoksy w matematyce nie istnieja. Istnieja dopiero jak zastosuje sie
                                > matematyke do sytuacji rzeczywistych.

                                Tzn. czym jest wobec Ciebie 'unikanie paradoksow', skoro ich nie ma?

                                One jak najbardziej istnieja. 'Paradoks' (chociaz zwykle nazywa sie
                                to 'sprzecznoscia') to sytuacja, w ktorej mozemy udowodnic wszystko. Oczywiscie
                                mozesz twierdzic ze paradoksalnosc takiej sytuacji wynika z tego ze probujemy
                                zastosowac matematyke do rzeczywistosci, bo gdybysmy zyli w rzeczywistosci w
                                ktorej _wszystko_ byloby prawda, to byloby OK. Tratatata. Tylko ze wtedy na co by
                                nam byla jakakolwiek matematyka?

                                A propos, Twoja tzw. definicja "fi <-> nie fi" to prosta droga do udowodnienia
                                wszystkiego. Oto kolejne kroki dowodu:

                                1. fi <-> nie fi (z definicji)
                                2. fi lub nie fi (aksjomat)
                                3. fi (z 1 i 2)
                                4. nie fi (z 1 i 2)
                                5. fi i nie fi (z 3 i 4)
                                6. falsz (5, regula modus ponens)
                                7. wszystko (aksjomat, z falszu wynika wszystko)

                                Tworcy teorii zbiorow wcale nie chcieli definiowac zbioru. Od poczatku uwazali
                                zbior za pojecie pierwotne, niedefiniowalne. Stworzyli sobie teorie i bardzo
                                szybko sie okazalo ze jest sprzeczna: wszystko sie w niej dawalo udowodnic i to
                                dokladnie z powodu paradoksu Russella. I rownie szybko doszli do wniosku ze stalo
                                sie to dlatego, ze troche sobie olali pojecie definicji: za duzo rzeczy mozna
                                bylo w ich teorii definiowac. No i tak ja przykroili, zeby teoria nie byla
                                sprzeczna. Nie: zeby zgadzala sie ze zdrowym rozsadkiem, tylko: zeby nie byla
                                wewnetrznie sprzeczna! To chyba roznica?

                                [...]
                                > Jakie jest osiagniecie tych panow?
                                > Zdefiniowani definicje?
                                > Przeciez oni mieli definicje definicji potrzebna do zdefiniowania ich teorii!
                                > A jak mieli definicje to po co ich definicja?
                                > Zdefiniowali to co juz mieli?

                                Nie mieli.

                                Juz tlumacze. Matematyke robi sie (i ci panowie zrobili) tak:

                                1. Na poczatku jest logika. Logika to pewne napisy (formuly) i reguly dowodzenia.
                                Na poczatku nie maja one zadnej semantyki, w ogole nie wiadomo co znacza. Nie ma
                                jeszcze zadnego pojecia matematycznej definicji, nie ma zbiorow. Sa tylko napisy
                                i dowody. Uwaga: w pewnym sensie zeby w ogole wystartowac oczywiscie
                                nalezy 'zdefiniowac' o jakie napisy chodzi i jakie reguly dowodzenia sa OK. Ale
                                taka 'definicja' jest tylko pojeciem filozoficznym. Matematyczna jeszcze nie
                                jest, bo nie ma jeszcze matematyki. Przypominam, ze filozofia zabrania petlacych
                                sie definicji. To dopiero matematyka pozwoli nam robic sztuczki z cebulami.

                                2. Teraz wprowadzamy do logiki nowe znaczki: znaczek zbioru pustego, klamerki i
                                znaczek 'nalezy do'. Z tych znaczkow mozemy utworzyc duzo napisow. Piszemy troche
                                formul logicznych (aksjomaty teorii zbiorow) i rozwazamy tylko takie napisy,
                                ktore wynikaja z tych aksjomatow. Takie napisy nazywamy zbiorami. Caly czas nie
                                wiadomo co te zbiory znacza, bo nie wiadomo co znaczy logika. Ale mamy pewna
                                teorie - teorie zbiorow. Teoria to po prostu zbior napisow, ktore sa "OK".

                                3. Jednym z aksjomatow teorii zbiorow jest schemat zastepowania. Mowi on (bardzo
                                z grubsza), ze jezeli masz juz jakis zbior A i formule fi(x), to mozesz ze zbioru
                                A wybrac te elementy ktore spelniaja fi i w ten sposob stworzyc nowy zbior. Kazde
                                zastosowanie tego schematu nazywamy definicja. Od tej pory wiemy jak formalnie
                                definiowac rozne rzeczy.

                                4. Teraz opierajac sie na teorii zbiorow mozemy juz zbudowac cala matematyke.
                                Uwaga: w szczegolnosci mozemy na nowo zbudowac logike, od ktorej zaczelismy. Ale
                                teraz mozna porzadnie (tzn. matematycznie) zdefiniowac co to
                                znaczy "formula", "dowod", nadac formulom jakies znaczenie, przydzielic im
                                wartosci logiczne, zinterpretowac je w zbiorach i w ogole jest fajnie.

                                Tak to dziala. To zrobili (chyba nie pomyle kolejnosci): Russell, Whitehead,
                                Cantor, Zermelo i Fraenkel.


                                Pozdrawiam,

                                Pulbek.

                                • Gość: thrundui Re: Jak sie robi matematyke IP: 157.25.125.* 30.01.02, 12:34
                                  > Filozoficznie rzecz biorac, mozna. Matematycznie - ja nie wiem jak. Euklides
                                  > robil swoja geometrie w czyms, co dzisiaj bysmy nazwali 'naiwna teoria zbiorow'

                                  Geometria euklidesowa nie jest zrobiona na teorii zbiorow.
                                  Chcesz powiedziec, ze autorzy wspolczesnych ksiazek o geometrii elementarnej nie
                                  wiedza co pisza?
                                  Chyba pomyla ci sie teoria z jej modelem.
                                  Nie da sie nawet udowodnic, ze zbior punktow prostej jest nieprzeliczalny!
                                  To sie robi dopiero w modelu.

                                  > > dlaczego fi z definicji nie fi
                                  > > to nie jest definicja.

                                  > A dlaczego jest? Co jest definicja wedlug Ciebie? Bo wedlug teorii zbiorow to
                                  > nie jest definicja.

                                  Ale ja nie definiuje zbioru takich fi, ze nie fi.
                                  Ja definiuje fi, ze nie fi!. Teoria zbiorow ma nic do tego.

                                  > Tzn. czym jest wobec Ciebie 'unikanie paradoksow', skoro ich nie ma?
                                  >
                                  > One jak najbardziej istnieja. 'Paradoks' (chociaz zwykle nazywa sie
                                  > to 'sprzecznoscia') to sytuacja, w ktorej mozemy udowodnic wszystko.

                                  Tak jest w logice syntaktycznej. W semantycznej to juz sie nie da. Zreszta kazda
                                  logika aksjomatyczna jest niesprzeczna. Nawet jezeli taka sytuacja sie pojawi, to
                                  jest niegrozna.

                                  > A propos, Twoja tzw. definicja "fi <-> nie fi" to prosta droga do udowodn
                                  > ienia
                                  > wszystkiego. Oto kolejne kroki dowodu:

                                  > 1. fi <-> nie fi (z definicji)
                                  > 2. fi lub nie fi (aksjomat)
                                  > 3. fi (z 1 i 2)
                                  > 4. nie fi (z 1 i 2)
                                  > 5. fi i nie fi (z 3 i 4)
                                  > 6. falsz (5, regula modus ponens)
                                  > 7. wszystko (aksjomat, z falszu wynika wszystko)

                                  bzdura.
                                  Ostatnie dwa kroki sa niedopuszczalne w logice semantycznej.
                                  5. Co to jest falsz? Nie ma ani falszu ani prawdy. Tego nie zapiszesz w skonczony
                                  sposob.
                                  6. Ktory z czterech aksjomatow na to pozwala? Jak pozkazac, ze z fi i nie fi
                                  wynika wszystko? Od razu robi sie galimatias z formulami dopuszczalnymi. Bo
                                  przeciez nie pokazesz, ze z tego wynika "t^->".
                                  Jaki to aksjomat "z falszu wynika wszysko?". Czyzbys skorzystal z tabelki?:)

                                  > 3. Jednym z aksjomatow teorii zbiorow jest schemat zastepowania. Mowi on
                                  > (bardzo z grubsza), ze jezeli masz juz jakis zbior A i formule fi(x), to mozesz
                                  > ze zbioru A wybrac te elementy ktore spelniaja fi i w ten sposob stworzyc nowy
                                  > zbior. Kazde zastosowanie tego schematu nazywamy definicja. Od tej pory wiemy
                                  > jak formalnie definiowac rozne rzeczy.

                                  Wiemy jak definiowac zbiory, nie rzeczy!!
                                  Ja moge sobie definiowac rzeczy nie przejmujac sie czy sa zbiorami czy nie.

                                  > 4. Teraz opierajac sie na teorii zbiorow mozemy juz zbudowac cala matematyke.
                                  > Uwaga: w szczegolnosci mozemy na nowo zbudowac logike, od ktorej zaczelismy.
                                  > Ale teraz mozna porzadnie (tzn. matematycznie) zdefiniowac co to
                                  > znaczy "formula", "dowod", nadac formulom jakies znaczenie, przydzielic im
                                  > wartosci logiczne, zinterpretowac je w zbiorach i w ogole jest fajnie.

                                  Nie prawda.
                                  To jest budowanie modelu teorii!!
                                  Teoria nie musi miec modelu. Moze spokojnie obyc sie bez teorii zbiorow. Moze
                                  dzialac spokojnie jako uklad aksjomatow dolaczany do ukladu aksjomatow logiki z
                                  twierdzeniami jako konsekwencje. Model nie jest nigdzie potrzebny.
                                  Mozna zdefiniowac arytmetyka, geometrie euklidesowa i cokolwiek bez teorii
                                  zbiorow!

                                  Chcesz jeszcze przy okazji zrobic model logiki! Jakby to bylo mozliwe!
                                  Zrobisz w ten sposob tylko model zredukowany. Pewnie po to robi sie te wszytskie
                                  formuly dopuszczalne, aby ten model jakos dzialal.
                                  Po co nam logika syntaktyczna jak mamy sematyczna! Pozniej jeszcze ktos pomysli,
                                  ze to prawdziwa logika i nie zauwazy ze to tylko ograniczony model zredukowanej
                                  prawdziwej logiki semantycznej!

                                  To jest porzadne wprowadzenie logiki?
                                  Logika wprowadza sie porzadniw przez swoje aksjomaty. Nie potrzebuje pomocy od
                                  teorii mnogosci.

                                  Wogule pomysl, ze najpierw byla teoria mnogosci a potem logika jest troche
                                  postrzelony. Kolejnosc jest odwotna - najpierw metasystem z pojeciem logiki,
                                  definicji, teorii i co tam jeszcze trzeba.
                                  A dopiero potem teorie i jakies ich modele.

                                  ----------
                                  wracajac do golibrody
                                  nie ma problemu golibrody.
                                  Jezeli nie mamy definicji zbioru to nie ma tez definicji golibrody

                                  Jezeli jest definicja zbioru i w tej definicji da sie zdefiniowac problem
                                  golibrody, to mamy dwie mozliwosci:
                                  - definicja zbioru jest poprawna, teoria jest wewnetrznie spojna i problem
                                  golibrody ma jedno rozwiazanie
                                  - definicja zbioru nie jest poprawna, teoria jest wewnetrznie sprzeczna i kazde
                                  zdanie zapisane w teorii jest poprawne - rozwiazaniem problemu golibrody jest
                                  jeden zbior WSZYSTKO. WSZYSTKO jest zbiorem, bo kazde zdanie jest prawdziwe, w
                                  szczegolnosci to. (wlasciwie nie wszystko ale bardzo wiele - problemy z logika)
                          • Gość: Stefan Re: Poziomy Jezyka IP: 10.1.5.* / *.zaspa.gda.pl 30.01.02, 02:36
                            Thrunduil:
                            > Dlaczego nie wolno uzywac definiowanego predykatora w definicji?
                            Pulbek:
                            > Ale rozwaz definicje: "Liczba jest wspaniala jezeli jest wspaniala". Jaki
                            > zbior liczb zdefiniowales?
                            Thrunduil:
                            > Czyli jezeli definicje spelnia dokladnie jeden zbior zbiorow to zle.
                            > Widze daleko posunieta niekonsekwencje.

                            Jednak w takim sformulowaniu mial to byc zbior liczb, ew. predykat na liczbach a
                            nie zbior zbiorow liczb.

                            Thrunduil:
                            > Dlaczego defincja jest niepoprawna?
                            > Co z tego, ze kazdy zbior pasuje do tej definicji.
                            > Definiuje ona jednoznacznie obiekt - wszystkie obiekty.

                            A co powiesz na definicje wspanialosci nie ograniczona do liczb? ,,X jest
                            wspanialy o ile X jest wspanialy''. Czy wg Ciebie definiuje ona wszystkie
                            zbiory wszystkiego?

                            Tak nie mozna, bo zbior wszystkich zbiorow nie istnieje. To sie latwo
                            udowadnia.

                            Mozemy mowic o ,,wszystkich zbiorach'' tylko z kolejnego poziomu: nie ma zbioru
                            wszystkich zbiorow, za to jest klasa wszystkich zbiorow. Ale nie ma klasy
                            wszystkich klas. Nic nie stoi na przeszkodzie, zebys sobie wprowadzil pojecie
                            superklasy, tak zeby superklasa wszystkich klas istniala; ale wtedy superklasa
                            wszystkich superklas nie istnieje. Itd. Znowu wychodzi hierarchia, po ktorej
                            jak sie skacze, to nie wolno mylic poziomow.

                            Jesli do definiowania stosuje sie legalne srodki (zastepowanie mnogosciowe --
                            Pulbek wyjasnial), to nie wpada sie w zadne zbiory wszystkich zbiorow.

                            - Stefan

                            • Gość: thrundui Re: Poziomy Jezyka IP: 157.25.125.* 30.01.02, 11:46
                              > A co powiesz na definicje wspanialosci nie ograniczona do liczb? ,,X jest
                              > wspanialy o ile X jest wspanialy''. Czy wg Ciebie definiuje ona wszystkie
                              > zbiory wszystkiego?
                              > Tak nie mozna, bo zbior wszystkich zbiorow nie istnieje. To sie latwo
                              > udowadnia.
                              > Mozemy mowic o ,,wszystkich zbiorach'' tylko z kolejnego poziomu: nie ma zbioru
                              > wszystkich zbiorow, za to jest klasa wszystkich zbiorow.

                              Dlatego tez moja uwaga, zeby sie na to nie powolywac, bo jeszcze nie ma teorii
                              mnogosci.
                              Dalej jakie to ma znaczenie?
                              Ja nie twierdze,ze definicje "x jest piekne, jezeli jest piekne" spelnia jakas
                              tam klasa. Chodzi mi o to, ze spelnia ja jeden stwor czegos co to spelnia.
                              Nie mowie czym jest ten stwor.
                              Nie musze tego robic.
                              W zdaniu Ax: fi(x) stwor x to przeciez nie klasa, klasa klas czy jej elementy
                              itp, ale WSZYSTKO. I nie ma z tym problemow.

                              Definicje liczby zero z aksjomatyce peano spelnia tez jeden stwor - klasa klas
                              klas klas ... (nieskonczonie wiele razy) stworow, ktore spelniaja definicje zero.
                              Zero moze byc przeciez jakims zbiorem. Moze byc twierdzeniem o zerze, sniegowym
                              balwankiem, moze byc jakas klasa, jakas klasa klas i co tylko sobie ktos wymysli.
                              Nikt sie nie przejmuje, ze nie ma zbioru, czy klasy potencjalnych zer.
                              A tu taka panika nad x jest piekny.

                    • Gość: Stefan Re: Poziomy Jezyka IP: 10.1.5.* / *.zaspa.gda.pl 29.01.02, 00:44
                      Pulbek:
                      > cebula to albo nic, albo jedna warstwa a w srodku cebula.

                      Fajne! Nie znalem tego.
                      DYGRESJA:
                      Nigdy nie udalo mi sie znalezc tej najglebszej warstwy cebuli, pod ktora jest
                      nic. Zawsze wiec myslalem, ze cebule maja nieskonczona ilosc warstw, nalezy
                      zatem poszukiwac nie takich push-outow, jak piszesz, tylko dualnych pull-backow.
                      Z cebuli da sie wydobyc zewnetrzna warstwe, oraz cebule
                      • Gość: Pulbek Re: Poziomy Jezyka IP: *.daimi.au.dk 29.01.02, 17:30
                        Gość portalu: Stefan napisał(a):

                        >
                        > Nigdy nie udalo mi sie znalezc tej najglebszej warstwy
                        > cebuli, pod ktora jest nic. Zawsze wiec myslalem, ze
                        > cebule maja nieskonczona ilosc warstw, nalezy
                        > zatem poszukiwac nie takich push-outow, jak piszesz,
                        > tylko dualnych pull-backow.
                        > Z cebuli da sie wydobyc zewnetrzna warstwe, oraz cebule
                        >
    • Gość: Pulbek Do thrundui na boku IP: *.daimi.au.dk 30.01.02, 13:35
      Zanim pociagne dyskusje w naszym glownym watku, musisz
      mi zrobic wyklad bo przyznam ze niezle mnie zagiales.
      Co to jest 'logika semantyczna' w odroznieniu od
      'syntaktycznej'? I jakie sa jej cztery (bo pisales cos
      o czterech) aksjomaty?

      Pozdrawiam,

      Pulbek.
      • Gość: thrundui Re: Do thrundui na boku IP: 157.25.125.* 30.01.02, 18:00
        > Co to jest 'logika semantyczna' w odroznieniu od
        > 'syntaktycznej'? I jakie sa jej cztery (bo pisales cos
        > o czterech) aksjomaty?

        wlasciwie to troche przesadzilem. Jest jedna logika klasyczna, ktora mozna
        wprowadzic na dwa sposoby. Mozna zaczac od zewnetrznego zbioru wartosci
        logicznych, funkcji przyporzadkujach zdaniom atomowym te wartosci logiczne a
        potem rozszerzac te funkcje na formuly dopuszczalne.

        Mozna tez inaczej - nie ma zdan atomowych, formul dopuszczalnych, zbioru wartosci
        logicznych i funkcji przyporzadkujachi i operatorow logicznych. JEst zupelna
        proznia. Sa tylko trzy aksjomaty:
        1 a->(b->a)
        2 (a->(b->c))->((a->b)->(a->c))
        3 (-b->-a)->((-b->a)->b)
        oraz
        4 z a i a->b, wynika b

        nie jest potrzebna regula podstawiania.

        Te aksjomaty definiuja operatory logiczne. Jako zdania prawdziwe przyjmuje sie
        syntaktyczne konsekwencje tych aksjomatow.
        Drugie podejscie nazywa sie aksjomatami logiki semantycznej, wiec przez
        zaprzeczenie nazwalem to pierwsze logika syntaktyczna.
        Podejscie pierwsze wymaga straszliwych rzeczy z formulami dopuszczalnymi,
        potrzebne jest pojecie funkcji wiec i teoria mnogosci. Mozna to zrobic tylko
        nieformalnie. Drugie natomiast nie wymaga niczego moze poza konwencja zapisu,
        ktora tlumaczylaby te aksjomaty.

        Jest druga sprawa, duzo wazniejsza.
        Kazda logika ma swoja semantyke i syntaktyke. Aksjomaty wyznaczaja jednoznacznie
        pojecie prawdy. Mozna przez to posrednio odtworzyc funckje przypisujaca wartosci
        logiczne. Wyroznia sie konsekwencje semantyczna i syntaktyczna.
        Semantyczna poprawnosc zdania sprawdza sie w logice klasycznej tabelka.
        Syntaktyczna natomiast poprzez formalna manipulacja aksjomatami.
        First Incompletness Principle mowi, ze te dwa rodzaje konsekwencji sa rownowazne
        dla logiki, ale juz nie dla wiekszych systemow. Konsekwencji semnatycznych jest
        wiecej.
        Moga istniec zdania semantycznie prawdziwe o obiekcie, ktorych nie da sie
        dowiesc. Z tego wynika, ze nigdy nie da sie zdefiniowac tego co sie chce.

        Second Incompletness Principle mowi, ze spojnosc teorii jest mozliwa do
        udowodnienia tylko, jezeli zalozymy spojnosc logiki. Tym samym spojnosci logiki
        nie mozna pokazac.

        Te dwa wnioski maja bardzo duze znaczenie. Po pierwsze, nigdy nie mozna pokazac
        sprzecznosci logiki nie odwolujac sie do kryteriow zewnetrznych - metapoziomu.
        Jezeli w metapoziomie pojecie prawdy jest takie samo jak wyznaczone przez logike,
        to nie ma sprzecznosci.
        I tak, jezeli do logiki klasycznej dorzucimy aksjomat p i -p to mamy teorie
        sprzeczna, ale tylko, jezeli nie zmienimy prawdy w metapoziomie, tzn dalej
        bedziemy zakladac, ze prawda i falsz to falsz. Jezeli jednak zmienimy prawde w
        metapoziomie na wyznaczona przez powiekszony uklad aksjomatow to logika bedzie
        niesprzeczna ze wzgledu na brak kryterium jeszcze bardziej zewnetrznego.

        To oznacza, ze pytanie, czy logika a wiec teoria jest niesprzeczna nie ma sensu.
        Teoria nie jest niesprzeczna sama w sobie, ale jej niesprzecznosc zalezy od
        arbitralnego kryterium zewnetrznego.

        Po drugie z First incomplete principle wynika, ze wewnetrzna sprzecznosc teorii
        to nic groznego. Zbior konsekwencji formalnych jest mniejszy od semantycznych,
        wiec tak powstala teoria dalej bedzie nietrywialna. Zreszta mozna ja zrobic
        niesprzeczna, przerzucajac ja w calosci do metasystemu.

        To taki maly wstep.
        wnioskiem koncowym moze byc stwierdzenie, ze te dwie zasady godla pokazaly, ze
        semantyczna czesc teorii jest w duzym stopniu arbitralna, natomiast syntaktyczna
        dopuszcza wlasciwie wszystko.
        • Gość: Pulbek Re: Do thrundui na boku IP: *.skjoldhoej.dk 30.01.02, 19:04
          Caly czas na boku, na powrot do glownego watku jeszcze przyjdzie czas.

          Gość portalu: thrundui napisał(a):

          > > Co to jest 'logika semantyczna' w odroznieniu od
          > > 'syntaktycznej'? I jakie sa jej cztery (bo pisales cos
          > > o czterech) aksjomaty?
          >
          > wlasciwie to troche przesadzilem. Jest jedna logika klasyczna, ktora mozna
          > wprowadzic na dwa sposoby. Mozna zaczac od zewnetrznego zbioru wartosci
          > logicznych, funkcji przyporzadkujach zdaniom atomowym te wartosci logiczne a
          > potem rozszerzac te funkcje na formuly dopuszczalne.
          >
          > Mozna tez inaczej - nie ma zdan atomowych, formul dopuszczalnych, zbioru wartos
          > ci
          > logicznych i funkcji przyporzadkujachi i operatorow logicznych. JEst zupelna
          > proznia. Sa tylko trzy aksjomaty:
          > 1 a->(b->a)
          > 2 (a->(b->c))->((a->b)->(a->c))
          > 3 (-b->-a)->((-b->a)->b)
          > oraz
          > 4 z a i a->b, wynika b
          >
          > nie jest potrzebna regula podstawiania.
          >
          > Te aksjomaty definiuja operatory logiczne. Jako zdania prawdziwe przyjmuje sie
          > syntaktyczne konsekwencje tych aksjomatow.

          Po zerowe: nagle przeszlismy tu z logiki 1-go rzedu do logiki zdaniowej. Nic
          dziwnego ze tak malo tych aksjomatow, bo nie mamy kwantyfikatorow. Teorii zbiorow
          to w tym nie napiszemy. Ale niewazne. Akurat w tym watku dyskusji nie ma to
          znaczenia.

          Po pierwsze: w tej logice, w ktorej napisales, mozna z latwoscia z formuly
          'fi i nie fi' udowodnic wszystko, czyli nieoczekiwanie okazuje sie ze bzdura, jak
          byles laskaw sie wyrazic, jest prawda. A oto dowod. Wez dowolna formule psi.
          Korzystajac z 'fi i nie fi', pokazemy ze psi.

          Najpierw lemat 1:
          ((a->b) i (-a->b)) -> b
          dowod: to jest po prostu aksjomat 3, z wykorzystaniem faktu ze a->b <-> -b->-a. A
          ten fakt (odwracanie implikacji) mozna z kolei pokazac z aksjomatu 2.

          Teraz pokazujemy po kolei:
          1. fi i nie fi (zalozenie)
          2. fi (z 1)
          3. nie fi (z 1)
          4. nie psi -> fi (z 2, aksjomat 1)
          5. nie psi -> nie fi (z 3, aksjomat 1)
          6. nie fi -> psi (z 4, odwracanie implikacji)
          7. fi -> psi (z 5, odwracanie implikacji)
          8. (nie fi -> psi) i (fi -> psi) (z 6 i 7)
          9. psi (zastosowanie lematu 1 do 8)

          Oczywiscie formalne wyrazenie tego dowodu w systemie ktory podales (tylko jedna
          regula dowodzenia, jak przykazal Hilbert) jest bardzo dlugasne i skomplikowane.
          Ale mam nadzieje ze widzisz ze to sie da zrobic. Tak wiec bummm! mamy paradoks.
          Chyba nie bzdura, mam nadzieje?

          Po drugie: pojecie "formula dopuszczalna" w ogole nie jest mi znane. Czy chodzi
          Ci o formuly poprawnie zbudowane? Ale w takim razie od poczatku dzialamy tylko na
          nich. W aksjomatach, ktore podales, za zmienne zdaniowe mozna podstawiac tylko
          formuly poprawnie zdefiniowane.

          Po trzecie: mam wrazenie ze nie doczytales mojej opowiastki o tym jak sie robi
          matematyke, bo tak podkreslasz ze 'logika semantyczna' jest cacy,
          a 'syntaktyczna' be. Toz to wlasnie tak jest: matematyke zaczyna sie od logiki,
          ktora nazywasz 'semantyczna', potem leci teoria zbiorow, a potem
          ta 'syntaktyczna'... Czyzbym poprzednio napisal to niedokladnie?

          [...]
          Dalsze Twoje rozwazania o wynikach Goedla wydaja mi sie bez zwiazku z tematem.
          Byc moze myslisz ze zwiazek jest wlasnie z powodu tej nieprzyjemnej pomylki:

          > Tym samym spojnosci logiki nie mozna pokazac.
          >
          > [Ma to] bardzo duze znaczenie. Po pierwsze, nigdy nie mozna pokazac
          > sprzecznosci logiki nie odwolujac sie do kryteriow zewnetrznych - metapoziomu.

          To jest w ogole, ale to w ogole nieprawda! Goedel w grobie sie przewrocil. Nie
          mozna pokazac _spojnosci_ teorii, ale jej niespojnosc, czyli sprzecznosc - jak
          najbardziej. Zreszta przyklad jest powyzej.

          > Jezeli w metapoziomie pojecie prawdy jest takie samo jak wyznaczone przez logik
          > e,
          > to nie ma sprzecznosci.
          > I tak, jezeli do logiki klasycznej dorzucimy aksjomat p i -p to mamy teorie
          > sprzeczna, ale tylko, jezeli nie zmienimy prawdy w metapoziomie, tzn dalej
          > bedziemy zakladac, ze prawda i falsz to falsz. Jezeli jednak zmienimy prawde w
          > metapoziomie na wyznaczona przez powiekszony uklad aksjomatow to logika bedzie
          > niesprzeczna ze wzgledu na brak kryterium jeszcze bardziej zewnetrznego.
          >

          Logika klasyczna z aksjomatem 'p i nie p' zawsze bedzie sprzeczna, chocbys nie
          wiem co wykombinowal. Po prostu wszystko sie w niej da pokazac i koniec.
          Sprzecznosc w logice to czysto syntaktyczna wlasnosc, nie ma zwiazku z zadnymi
          modelami, wartosciami logicznymi itd.

          > To oznacza, ze pytanie, czy logika a wiec teoria jest niesprzeczna nie ma sensu
          > Teoria nie jest niesprzeczna sama w sobie, ale jej niesprzecznosc zalezy od
          > arbitralnego kryterium zewnetrznego.

          Jest to, przykro mi stwierdzic, niezrozumienie wynikow Goedla. Twierdzenie Goedla
          dotyczy wylacznie teorii niesprzecznych (zreszta, na mily Bog, wystarczy je
          przeczytac!). W teorii sprzecznej mozesz udowodnic wszystko, nawet jej
          niesprzecznosc.

          >
          > Po drugie z First incomplete principle wynika, ze wewnetrzna sprzecznosc teorii
          > to nic groznego. Zbior konsekwencji formalnych jest mniejszy od semantycznych,
          > wiec tak powstala teoria dalej bedzie nietrywialna. Zreszta mozna ja zrobic
          > niesprzeczna, przerzucajac ja w calosci do metasystemu.
          >
          ???
          To znaczy ze jak konsekwencje formalne sa wszystkimi formulami to semantyczne to
          jeszcze cos wiecej?



          To tyle odpowiedzi. A teraz, jeszcze dodatkowe pytanie do Ciebie, ktore zadalem
          juz dwa razy, ale ani razu nie doczytalem sie odpowiedzi:

          Co to jest, wedlug Ciebie, definicja? Opowiedz mi jak najdokladniej, tak zebym
          zrozumial. Zacznij od jej typu ontologicznego: czy to jest formula? Dwie formuly?
          Symbol i formula?

          A potem jeszcze powiedz co to znaczy ze cos _spelnia_ definicje. Nie musi byc
          formalnie, ale tak zebym zrozumial. No i pamietaj zeby nie uzywac teorii zbiorow.


          Pozdrawiam,

          Pulbek.

          • Gość: Pulbek (poprawka) IP: *.skjoldhoej.dk 30.01.02, 19:10
            Przepraszam, chwile po wyslaniu poprzedniego listu znalazlem prostszy dowod ze
            z 'fi i nie fi' wynika kazde psi. Lemat 1 ani odwracanie implikacji nie sa
            potrzebne, dowod:

            1. fi i nie fi (zalozenie)
            2. fi (z 1)
            3. nie fi (z 1)
            4. nie psi -> fi (z 2, aksjomat 1)
            5. nie psi -> nie fi (z 3, aksjomat 1)
            6. (nie psi -> fi) i (nie psi -> nie fi) (z 4 i 5)
            7. psi (z 6, aksjomat 3)
          • Gość: thrundui Re: Do thrundui na boku IP: 157.25.125.* 30.01.02, 21:05
            > Po pierwsze: w tej logice, w ktorej napisales, mozna z latwoscia z formuly
            > 'fi i nie fi' udowodnic wszystko, czyli nieoczekiwanie okazuje sie ze bzdura,
            > jak byles laskaw sie wyrazic, jest prawda.

            fakt, ta logika pozwala na wykazanie, ze z fi i nie fi wynika wszystko.
            Wlasciwie to nawet dowod nie byl potrzebny bo sam napisalem o rownowaznosci
            konsekwencji semantycznej i syntaktycznej.

            > Tak wiec bummm! mamy paradoks.
            > Chyba nie bzdura, mam nadzieje?

            jeszcze nie paradoks a teorie trywialna.

            > Czy chodzi Ci o formuly poprawnie zbudowane? Ale w takim razie od poczatku
            > dzialamy tylko na nich. W aksjomatach, ktore podales, za zmienne zdaniowe mozna
            > podstawiac tylko formuly poprawnie zdefiniowane.

            Dlaczego?
            Takiego ograniczenia nie ma.

            > Po trzecie: mam wrazenie ze nie doczytales mojej opowiastki o tym jak sie robi
            > matematyke, bo tak podkreslasz ze 'logika semantyczna' jest cacy,
            > a 'syntaktyczna' be. Toz to wlasnie tak jest: matematyke zaczyna sie od logiki,
            > ktora nazywasz 'semantyczna', potem leci teoria zbiorow, a potem
            > ta 'syntaktyczna'... Czyzbym poprzednio napisal to niedokladnie?

            Tak,
            myslalem, ze najpierw wprowadzasz zdania atomowe, formuly dopuszczalne, tabelki
            na naiwnej teorii mnogosci a potem to samo, tylko ze juz nie ma poprawnej.
            Mi chodzilo o to, ze nie potrzeba zadnej teorii mnogosci.

            > To jest w ogole, ale to w ogole nieprawda! Goedel w grobie sie przewrocil. Nie
            > mozna pokazac _spojnosci_ teorii, ale jej niespojnosc, czyli sprzecznosc - jak
            > najbardziej. Zreszta przyklad jest powyzej.

            Tw Gogla (dla arytmetyki):
            Zakladajac, ze PA jest spojna, wtedy PA nie dovodzi CON(PA)

            Dokladna tresc twierdzenia (na wszelki wypadek)
            PA - akcjomatyka arytmetyki peano
            CON(PA) - spojnosc PA.

            Godel nie przewrocilby sie w grobie bo to on wlasnie pokazal.
            Jest uogolnienie tego twierdzenia, ktore przytoczylem, ale jego sformulowanie
            zajeloby duzo miejsca.

            > Logika klasyczna z aksjomatem 'p i nie p' zawsze bedzie sprzeczna, chocbys nie
            > wiem co wykombinowal. Po prostu wszystko sie w niej da pokazac i koniec.
            > Sprzecznosc w logice to czysto syntaktyczna wlasnosc, nie ma zwiazku z zadnymi
            > modelami, wartosciami logicznymi itd.

            Z twierdzenia godla wynika, ze bedzie niesprzeczna.
            Niesprzecznosci nie da sie pokazac.
            Teoria jest niesprzeczna, jezeli odpowiedzi, ktore daje nie wykluczaja sie
            wzajemnie.
            W logice klasycznej prawda i falsz to falsz, oraz zaprzeczenie prawdy to falsz.
            Wiec zdania p i nie p wzajemnie sie wykluczaja.
            Jezeli jednak wrzucisz do metasystemu logike ze zdaniem p i nie p
            to to zdanie bedzie prawdziwe! Z definicji!
            teraz nawet jezeli zaprzeczenie prawdy to falsz, to dalej parwda i falsz to
            prawda! Nie ma wiec dwoch wzajemnie wykluczajacych sie zdan.

            Nieporozumienie moze wynikac z tego, ze ty przyjmujesz, ze w metasystemie mamy
            logike klasyczna. Ja kiedy zmieniam logike to w metasystemie, bo inaczej to
            rozwazam teorie, a to nie jest zbyt ciekawe.

            > > To oznacza, ze pytanie, czy logika a wiec teoria jest niesprzeczna nie ma
            > sensu
            > > Teoria nie jest niesprzeczna sama w sobie, ale jej niesprzecznosc zalezy od
            > > arbitralnego kryterium zewnetrznego.

            > Jest to, przykro mi stwierdzic, niezrozumienie wynikow Goedla. Twierdzenie
            > Goedla dotyczy wylacznie teorii niesprzecznych (zreszta, na mily Bog, wystarczy
            > je przeczytac!). W teorii sprzecznej mozesz udowodnic wszystko, nawet jej
            > niesprzecznosc.

            Tak sie sklada, ze przeczytalem i to w roznych postaciach.
            Godel mial dwa twierdzenia. Jedno mowi o teoriach spojnycch - maja one modele
            dowolnie dziwne. Drugie mowi o problemie niesprzecznosci.

            > To znaczy ze jak konsekwencje formalne sa wszystkimi formulami to semantyczne
            > to jeszcze cos wiecej?

            Tu sie pomylilem
            To to samo.

            > To tyle odpowiedzi. A teraz, jeszcze dodatkowe pytanie do Ciebie, ktore zadalem
            > juz dwa razy, ale ani razu nie doczytalem sie odpowiedzi:
            > Co to jest, wedlug Ciebie, definicja? Opowiedz mi jak najdokladniej, tak zebym
            > zrozumial.

            Nie odpowiem dokladnie bo to strasznie wiele pisanimy.
            W ksiazce, ktora mam przed soba, sa nastepujace definicje definicji (w
            metasystemie)
            - definicje relacji
            - definicje stalych indywidualnych
            - definicje stalych funkcyjnych
            - definicje warunkowe
            - definicje teorio-mnogosciowe
            - definicje indukcyjne

            wiecej szczegulow nie podam, bo prawde mowiac te definicje strasznie mi sie nie
            podobaja. Szukam czegos lepszego.

            I od siebie
            chcialbym, aby pojecie definicji zostalo wyrzucone a nowe obiekty byly wprowadzane
            poprzez teorie aksjomatyczne. Wtedy definicje obiektu fi typu fi i nie fi
            bylyby dopuszczalne jak rowniez i wszelkie najdziwniejsze rekursje. Znaczenie
            definiowanego obiektu byloby takie samo jak w teoriach - nie trzebaby go
            interpretowac. Nie widze w tym wiekszych problemow - teorie typu teoria mnogosci
            moze nadac sobie w swoich aksjomatach prawo do indywidualnego definiowania.
            Wyrzucamy natomiast z metasystemu obrzydliwe definicje, ktore sa pojeciami z
            zewnatrz - potrzebny jest silny jezyk potoczny aby mialy one sens.
            Nie wierze za bardzo w istnienie dobrej, aksjomatycznej definicji definicji.

            Na koniec
            rozwazam tylko logike klasyczna a nie logiki pierwszego, drugiego czy trzeciego
            poziomu, bo to ona jest w metasystemie, ona definiuje prawde. Pozostale to tylko
            teorie rownie wazne jak arytmetyka.
            • Gość: Pulbek Re: Do thrundui na boku IP: *.skjoldhoej.dk 31.01.02, 00:03
              Drogi thrundui,

              Dlaczego mi nie napisales ze ktos Ci juz mowil te same glupstwa co ja?
              Oszczedzilbys mi sporo czasu. Stefan troszke mi rozjasnil sprawe, wiec nie bede
              Cie juz wiecej nudzil tylko wytkne Ci jeszcze pare rzeczy, a na koniec dam Ci, by
              tak powiedziec, slowo na droge ode mnie, skromnego wyznawcy tej nudnej i
              ograniczonej klasycznej matematyki.

              Gość portalu: thrundui napisał(a):

              > fakt, ta logika pozwala na wykazanie, ze z fi i nie fi wynika wszystko.
              >
              > > Tak wiec bummm! mamy paradoks.
              >
              > jeszcze nie paradoks a teorie trywialna.

              Ludzie wlasnie to nazywaja paradoksem: sytuacje, w ktorej nagle cala matematyka
              okazuje sie teoria trywialna.

              >
              > > Czy chodzi Ci o formuly poprawnie zbudowane? Ale w takim razie od poczatku
              > > dzialamy tylko na nich. W aksjomatach, ktore podales, za zmienne zdaniowe
              > > mozna podstawiac tylko formuly poprawnie zdefiniowane.
              >
              > Dlaczego?
              > Takiego ograniczenia nie ma.
              >

              No coz. Trudno mi z tym argumentem polemizowac. W ksiazkach z ktorych uczylem sie
              podstaw matematyki - bylo.

              [...]
              > > To jest w ogole, ale to w ogole nieprawda! Goedel w grobie sie przewrocil.
              > > Nie mozna pokazac _spojnosci_ teorii, ale jej niespojnosc, czyli
              > > sprzecznosc - jak najbardziej. Zreszta przyklad jest powyzej.
              >
              > Tw Gogla (dla arytmetyki):
              > Zakladajac, ze PA jest spojna, wtedy PA nie dovodzi CON(PA)
              >

              O rany Boskie! Nawet umiesz to twierdzenie napisac, ale przeczytac - nie! Ja
              mowie: jest 23.45, a Ty: "nie! jest za kwadrans polnoc!"

              No prosze Cie, przeczytaj to twierdzenie. Czy ono mowi cokolwiek o udowadnianiu
              sprzecznosci? Mowi tylko ze nie mozna udowodnic _niesprzecznosci_! I tylko w
              niesprzecznych teoriach! Do naszej dyskucji o sprzecznosci tw. Goedla pasuje jak
              piesc do nosa, nie widzisz tego? Ono jest o czyms zupelnie innym!

              >
              > > Logika klasyczna z aksjomatem 'p i nie p' zawsze bedzie sprzeczna, chocbys
              > > nie wiem co wykombinowal. Po prostu wszystko sie w niej da pokazac i koniec.
              >
              > Z twierdzenia godla wynika, ze bedzie niesprzeczna.
              > Niesprzecznosci nie da sie pokazac.

              Sluchaj koles, ta teoria jest sprzeczna i koniec, twierdzenie Goedla w ogole sie
              do niej nie stosuje, bo mowi tylko o teoriach spojnych! Mozna w niej wszystko
              pokazac. Nawet to, ze jest niesprzeczna (chociaz to nieprawda). Wszystko,
              rozumiesz? Co ci tu wynika z twierdzenia Goedla, jak?


              > Teoria jest niesprzeczna, jezeli odpowiedzi, ktore daje nie wykluczaja sie
              > wzajemnie.

              A co to znaczy 'wykluczaja'? Zeby to okreslic musisz miec jakas semantyke,
              metasystem, cokolwiek. Ale w logice tego miec nie musisz, sam przeciez na to
              nalegales!

              W matematyce mowi sie o wiele prosciej: teoria jest niesprzeczna, jezeli jest
              jakies zdanie ktorego nie da sie w niej udowodnic. A motywacja dlaczego jest tak
              a nie inaczej jest bardzo prosta: jezeli w jakiejs teorii daje sie wszystko
              udowodnic, to jest ona diabla warta. Nic nie mowi o niczym. Cale zadanie logiki
              to odroznianie zdan prawdziwych od falszywych. Jak jakas logika mowi ze wszystko
              jest prawdziwe, to niczego nie robi.

              [...]
              > Nieporozumienie moze wynikac z tego, ze ty przyjmujesz, ze w metasystemie mamy
              > logike klasyczna. Ja kiedy zmieniam logike to w metasystemie, bo inaczej to
              > rozwazam teorie, a to nie jest zbyt ciekawe.
              >

              Ja w ogole nie rozwazam zadnego metasystemu, w ogole nie wiem o co Ci chodzi.
              Skad tu nagle wyskakuje jakis metasystem? Logika to zdania i dowody, nic wiecej!
              O zadnym metasystemie mowy tu nie ma!


              > Na koniec: rozwazam tylko logike klasyczna a nie logiki pierwszego, drugiego
              > czy trzeciego poziomu, bo to ona jest w metasystemie, ona definiuje prawde.
              > Pozostale to tylko teorie rownie wazne jak arytmetyka.

              Niestety ten akapit kaze mi podejrzewac ze nie wiesz co to jest logika 1-go
              rzedu. Wobec tego polecam dowolna ksiazke do logiki matematycznej. Ja tylko
              powiem ze nie ma ona nic wspolnego z zadnymi poziomami ani tym bardziej z jakimis
              tajemniczymi metasystemami, jak rowniez nie da sie jej zdefiniowac jako teorii w
              logice zdaniowej (to ta, ktora Ty nazywasz 'klasyczna').


              To tyle. Przepraszam za zbyt duzo wykrzyknikow. Zawsze sie wkurzam jak ktos
              zaczyna grzebac przy Goedlu mlotem i obcegami.


              Obiecalem jeszcze slowo na droge. Napisales ze nie wiesz do konca czym powinna
              byc definicja, ale ze klasyczne jej postaci wydaja Ci sie zbyt ubogie. A wiec do
              dziela! Nikt nie powiedzial ze matematyka jest juz doskonala, rewolucje sa dla
              ludzi. Wykombinuj wlasna logike, pojecie definicji, teorie zbiorow...

              I tylko jedno ostrzezenie. Uwazaj na to, zeby byly jakies rzeczy ktorych w swojej
              logice nie mozesz udowodnic. Bo inaczej, jak pokazesz komus taka logike 'w ktorej
              co prawda wszystko jest prawdziwe, ale jak sie zmieni metasystem,...', to ten
              ktos Ci powie: "A na co mnie to?"


              Powodzenia,

              Pulbek.
              • Gość: thrundui Re: Do thrundui na boku IP: 157.25.125.* 31.01.02, 10:43
                > > Dlaczego?
                > > Takiego ograniczenia nie ma.

                > No coz. Trudno mi z tym argumentem polemizowac. W ksiazkach z ktorych uczylem
                > sie podstaw matematyki - bylo.

                Bo to bylo to pierwsze sformulowanie.
                Nie mozna definiowac jak mozna uzywac implikacji poki nie ma implikacji.

                > > Tw Gogla (dla arytmetyki):
                > > Zakladajac, ze PA jest spojna, wtedy PA nie dovodzi CON(PA)

                > No prosze Cie, przeczytaj to twierdzenie. Czy ono mowi cokolwiek o udowadnianiu
                > sprzecznosci?

                A kto powiedzial, ze mowi.
                Ona mowi posrednio!
                Ta wersja moze nie jest najszczesliwsza, nalezaloby przedstawic twoerdzenie o
                dowodzeniu spojnosci dla teorii poszerzonej, ale jest brak miejsca na
                sformulowanie teorii. To mial byc sygnal o ktorym twierdzeniu mowie, bo mialem
                wrazenie ze mowimy o innych twierdzeniach. Uzasadnienie pelne mialo byc
                dointerpretowane.

                Zadna postac twierdzenia godla nie mowi dokladnie to co ja. To jest wniosek.
                Aby uniknac zarzutu niezrozumienia cytat:
                "to prove that the axioms of a formal system are consistent (i.e. do not
                contradict each other), we must assume that the metasystem is reliable. This
                aumption is easy to make in some cases, where the metasystem is very simple. But
                godel's second incompletness principle showed, that the consistency of certain
                important axiomatic systems can only be proved by assuming the consistency of
                certain other logical systems, that are at least as complicated as subject to
                doubt; thus an absolute proof of consistency is not possible."

                Czyli mam pelne prawo zakladac, ze logika klasyczna z p i nie p wrzucona do
                metasystemu jest niespreczna. Temat z godlem jest potrzebny, poniewaz ja uwazam
                za logike tylko to co jest w metasystemie. Wtedy na spojnosc z p i nie p
                strasznie sie obrazisz, chociaz za bardzo nie masz powodow.

                > Sluchaj koles, ta teoria jest sprzeczna i koniec, twierdzenie Goedla w ogole
                > sie
                > do niej nie stosuje, bo mowi tylko o teoriach spojnych!

                Nie
                tylko w teoriach, ktorych spojnosc zalozymy posrednio przez spojnosc logiki.
                Spojnosc logiki natomiast nie jest dana przez jej aksjomaty a jest postulowana.
                Czyli spojnosc kazdej teorii moze byc co najwyzej postulowana a nigdy udowodniona
                absolutnie.

                > Ja w ogole nie rozwazam zadnego metasystemu, w ogole nie wiem o co Ci chodzi.
                > Skad tu nagle wyskakuje jakis metasystem? Logika to zdania i dowody, nic wiecej
                > !
                > O zadnym metasystemie mowy tu nie ma!

                Chyba nie dokladnie przeczytales podreczniki
                Cala matematyka opiera sie na metasystem z logika klasyczna, definicjami
                definicji, pojeciem teorii, konsekwencji, dowodu, itp.

                Pozniej na poziom teorii wchodzi teoria mnogosci i logiki wyzszych poziomow,
                ktore to teorie sa nastepnie rozszerzane przy konstrukcji nastepnych teorii.
                W ksiazce "zarys logiki matematycznej" grzegorczyka, BM, pol dosc sporej ksiazki
                jest w duzej mierze o metasystemie.

                > Nikt nie powiedzial ze matematyka jest juz doskonala, rewolucje sa dla
                > ludzi. Wykombinuj wlasna logike, pojecie definicji, teorie zbiorow...

                Nie za to mi placa.
                • Gość: Pulbek Re: Do thrundui na boku IP: *.daimi.au.dk 31.01.02, 13:16
                  No dobrze. Mialem juz sie nie odzywac, bo co do definicji
                  juz sie nie dogadamy, ale jednak jaskrawego falszu nie
                  moge zdzierzyc. Jezeli Ci nie odpowiem to mozesz pomyslec
                  ze masz racje z tym Goedlem, a bylaby to szkoda.

                  Gość portalu: thrundui napisał(a):

                  > > > Tw Gogla (dla arytmetyki):
                  > > > Zakladajac, ze PA jest spojna, wtedy PA nie dovodzi
                  > > > CON(PA)
                  >
                  > > No prosze Cie, przeczytaj to twierdzenie. Czy ono
                  > > mowi cokolwiek o udowadnianiu sprzecznosci?
                  >
                  [...]
                  >
                  > Zadna postac twierdzenia godla nie mowi dokladnie to co
                  > ja. To jest wniosek. Aby uniknac zarzutu niezrozumienia
                  > cytat:
                  > "to prove that the axioms of a formal system are
                  > consistent (i.e. do not contradict each other), we must
                  > assume that the metasystem is reliable. This asumption
                  > is easy to make in some cases, where the metasystem is
                  > very simple. But godel's second incompletness principle
                  > showed, that the consistency of certain important
                  > axiomatic systems can only be proved by assuming the
                  > consistency of certain other logical systems, that are
                  > at least as complicated as subject to doubt; thus an
                  > absolute proof of consistency is not possible."
                  >
                  > Czyli mam pelne prawo zakladac, ze logika klasyczna z p
                  > i nie p wrzucona do metasystemu jest niespreczna.

                  No dobrze, spokojnie. Mam prosbe - nie spiesz sie
                  czytajac ten list, zeby to zrozumiec potrzeba chwili.
                  Postaram sie nie rozwlekac za bardzo.

                  Co mowi ten cytat powyzej? Podsumowuje go ostatnie
                  zdanie: "bezwzgledny dowod niesprzecznosci jest
                  niemozliwy". To jest wlasnie z grubsza wyrazone
                  twierdzenie Goedla.

                  Ty wyciagasz z tego wniosek: "bezwzgledny dowod
                  sprzecznosci jest niemozliwy". Jest to wniosek
                  nieuprawniony az do chwili w ktorej dokladnie opowiesz
                  jak go wyciagnales.

                  Co dowodzenie niesprzecznosci ma wspolnego z dowodzeniem
                  sprzecznosci? W systemach niezupelnych - nic. A kazdy
                  bogaty system jest niezupelny, wlasnie na mocy
                  twierdzenia Goedla.

                  Twierdzenie Goedla mowi:

                  1. "Jesli teoria jest niesprzeczna, to nie mozna w niej
                  udowodnic ze jest niesprzeczna".

                  Oprocz tego zachodza inne dwa twierdzenia, nie noszace
                  nazwisk bo sa bardzo proste, zachodza wlasciwie z
                  definicji:

                  2. "Jesli teoria jest sprzeczna, to mozna w niej
                  udowodnic ze jest sprzeczna".

                  3. "Jesli teoria jest sprzeczna, to mozna w niej
                  udowodnic ze jest niesprzeczna".

                  Jezeli wydaje Ci sie ze te trzy zdania sie ze soba nie
                  zgadzaja, to walnij glowa w sciane i zastanow sie jeszcze
                  raz. W koncu zrozumienie przyjdzie.

                  A Ty twierdzisz:
                  4. "Nie mozna udowodnic ze teoria jest sprzeczna, nawet
                  jezeli jest sprzeczna".

                  To sie oczywiscie nie zgadza ze zdaniem 2. No dobrze,
                  powiedzmy ze nie wierzysz w zdanie 2. Ale wytlumacz mi
                  _powoli_ i _dokladnie_ dlaczego zdanie 4 jest wnioskiem
                  ze zdania 1. Czekam z niecierpliwoscia.


                  Jeszcze uwaga terminologiczna:

                  W matematyce przyjelo sie, slowami "sprzeczna",
                  "niespojna", "inconsistent", "contradictory" nazywamy
                  teorie, w ktorych da sie wszystko udowodnic. A
                  "niesprzeczna", "spojna", "consistent" to takie teorie, w
                  ktorych pewne zdania nie daja sie udowodnic.

                  Cos mi sie wydaje ze nie zgadzasz sie z ta terminologia.
                  Ale w takim razie powolujac sie na tw. Goedla dokonujesz
                  oszustwa, bo Goedel wlasnie tej terminologii uzywal. W
                  twierdzeniu Goedla, ktore podales, slowo "spojna" znaczy
                  wlasnie to co napisalem w poprzednim akapicie. Jezeli
                  zmieniasz terminologie, to musisz udowodnic twierdzenie
                  Goedla od nowa, co obawiam sie moze nie byc latwe.

                  Zauwaz ze zdania 2. i 3. powyzej wynikaja wprost z takiej
                  definicji niesprzecznosci jak podalem.

                  Pozdrawiam i czekam na wyprowadzenie zdania 4 z
                  twierdzenia Goedla.

                  Pulbek.
                  • Gość: thrundui Re: Do thrundui na boku IP: 157.25.125.* 31.01.02, 18:46
                    > Ty wyciagasz z tego wniosek: "bezwzgledny dowod
                    > sprzecznosci jest niemozliwy". Jest to wniosek
                    > nieuprawniony az do chwili w ktorej dokladnie opowiesz
                    > jak go wyciagnales.

                    Fakt
                    z godla nie wynika, ze dowod sprzecznosci logiki jest niemozliwy.
                    Zreszta po dokladniejszej analizie, wogule uzasadnianie niesprecznosci logiki z
                    p i -p w ten sposob nie mialo sensu.

                    > W matematyce przyjelo sie, slowami "sprzeczna",
                    > "niespojna", "inconsistent", "contradictory" nazywamy
                    > teorie, w ktorych da sie wszystko udowodnic.

                    Nie do konca.
                    jedna z definicji:
                    Zbior aksjomatow jest sprzeczny, jezeli jego konsekwencja jest zdanie -(p->p)
                    dla pewnego p. Wedlug mnie twoja definicja jest lepsza i ze one nie sa rownowazne.

                    Definicja formalna sprzecznosci nie nadaje sie do rowazan nad logika.
                    W ogolnej logice nie musi byc pojecia negacji ani nawet implikacji.
                    Jezeli wezmiemy logike z aksjomatem:
                    -(p->p)
                    to ona bedzie sprzeczna z definicji.
                    Tyle tylko, ze tutaj nie da sie udowodnic prawie niczego. Nie ma nawet reguly
                    odrywania. Uogolnienie sprzecznosci jakie znalazlem odwoluje sie do funkcji
                    przyporzadkujacej wartosci logiczne a to podejscie nie wydaje mi sie najlepsze.

                    Wracajac do logiki z p i nie p.
                    To, ze moja argumentacja nie wyszla jeszcze nie dowodzi, ze logika ta jest
                    sprzeczna.
                    Na razie tylko wynika z niej fi.
                    A to prowadzi tylko do zbioru wszystkich formul dopuszczalnych a nie do zbioru
                    wszystkich formul.

                    dalej zdanie p-> jest chyba falszywe, gdzie -> to implikacja a nie symbol
                    implikacji.

                    Nie widze powodu, dla ktorego p-> mozna tutaj podstawic za fi.
                    Nie ma przeciez reguly podstawiania. Z drugiej strony takie zdanie chyba wogule
                    nie istnieje, chociaz to tez bez sensu bo nie mamy jeszcze istnienia.
      • Gość: Stefan Re: Do thrundui na boku IP: 10.1.5.* / *.zaspa.gda.pl 30.01.02, 23:01
        Pulbek, opusciles jedna dyskusje o logice, ktora sie odbyla w jakims innym watku
        miedzy Thrunduilem a mna. Przeszlismy przez wiele nieporozumien, ktore Ci
        streszcze moimi slowami, bo po co masz potykac sie o te same roznice
        terminologii, o ktore ja juz sie potknalem. Oczywiscie moglem cos zle
        zrozumiec, ale w takim razie Thrunduil moze mnie sam poprawic.

        1. Thrunduil rozumie slowo ,,logika'' w sposob zupelnie inny niz matematycy.
        Utozsamia ja z rachunkiem zdan i uwaza, ze te trzy aksjomaty oraz regula
        odrywania okreslaja pojecie prawdy (czy moze ,,prawdy syntaktycznej'', nie
        jestem pewien). Nie zaakceptowal mojego stwierdzenia, ze te aksjomaty
        okreslaja jedynie dzialanie spojnikow. Chociaz w jego ostatnim wykladzie
        pobrzmiewaja jakby echa obu pogladow.

        2. Nie zgadza sie na uznanie tych aksjomatow za schematy aksjomatow, ani na
        przyjecie dodatkowej reguly podstawiania. Jednak pozwala na magiczne
        podstawianie czegokolwiek za zmienne zdaniowe. Aby tylko tego pozwolenia nie
        nazwac jawnie regula podstawiania.

        3. Absolutnie nie zgadza sie na rozroznianie zdan poprawnie i niepoprawnie
        zbudowanych. Pod literki w aksjomatach mozesz wstawiac co chcesz i jest OK.

        4. Uwaza, ze nie ma czegos takiego, jak sprzeczna teoria formalna. Kazda jest
        niesprzeczna, bo mozna pisac, co sie chce i zawsze jest dobrze. Nie
        zareagowal na moja propozycje, zeby uznac teorie za sprzeczna o ile kazde
        poprawnie zbudowane zdanie jest jej twierdzeniem. Sadze, ze czegos takiego
        nie moze zaakceptowac, skoro u niego kazdy kleks na kartce jest zdaniem
        poprawnie zbudowanym.

        5. Poniewaz w logice wszystko wolno, nie nadaje sie ona do niczego i nic z niej
        nie wynika. Poniewaz matematyka jest zbudowana w logice, nie jest nauka.
        Byc moze stad wywodza sie opinie Thrunduila, ze ,,paradoksy w matematyce nie
        istnieja'' albo ,,w matematyce nie trzeba sie meczyc z niczym''. Jak Cie cos
        meczy, to dorzuc co chcesz do aksjomatow i koniec meki. Nie ma zadnego
        kryterium odrozniajacego absurd, ktory w ten sposob otrzymasz, od porzadnej
        szacownej teorii matematycznej.

        - Stefan

        P.S. Wlasnie przed chwila do aksjomatu ,,a -> (b -> a)'' podstawilem sobie:
        ,,(p'' za ,,a''
        ,,q -> p))'' za ,,b''
        i otrzymalem ,,(p -> (q -> p)) -> (p)''. Poniewaz poprzednik tej implikacji
        jest aksjomatem, wiec cokolwiek w nawiasie jest twierdzeniem logiki. Byc moze
        daloby sie wyeliminowac ten nawias, ale musze na jutro napisac dowod zupelnie
        innego twierdzenia podstawiajac za zmienne zdaniowe wylacznie poprawnie
        zbudowane zdania.

        • Gość: thrundui Re: Do thrundui na boku IP: 157.25.125.* 31.01.02, 10:45
          > P.S. Wlasnie przed chwila do aksjomatu ,,a -> (b -> a)'' podstawilem sobi
          > e:
          > ,,(p'' za ,,a''
          > ,,q -> p))'' za ,,b''
          > i otrzymalem ,,(p -> (q -> p)) -> (p)''.

          to nie takie proste.
          Czym innym jest nawias a czym innym symbol nawiasu. Musialbys pokazac, ze ten
          twoj symbol nawiasu to nawias w rozumieniu definicji.
          • Gość: Stefan Re: Do thrundui na boku IP: 10.1.5.* / *.zaspa.gda.pl 01.02.02, 07:25
            Troche sie balem streszczac Twoje poglady, bo to jest zawsze niebezpieczne, ale
            ciesze sie, ze kwestionujesz tylko jedno wyprowadzenie.

            Ja:
            > P.S. Wlasnie przed chwila do aksjomatu ,,a -> (b -> a)'' podstawilem
            > sobie:
            > ,,(p'' za ,,a''
            > ,,q -> p))'' za ,,b''
            > i otrzymalem ,,(p -> (q -> p)) -> (p)''.
            thrundui:
            > to nie takie proste.
            > Czym innym jest nawias a czym innym symbol nawiasu. Musialbys pokazac, ze ten
            > twoj symbol nawiasu to nawias w rozumieniu definicji.

            Nawias w rozumieniu KTOREJ definicji? Podales tylko trzy schematy aksjomatow i
            jedna regule. Nie zgodziles sie nie tylko na zadne dodatkowe reguly i definicje
            ale nawet na pojecie wyrazenia poprawnego. Nagle oznajmiasz, ze jest jeszcze
            jakas utajona definicja rozrozniajaca nawiasy od symboli nawiasow i ze istnieja
            metody pokazywania, ze niektore symbole nawiasow to nawiasy. I ze jak sie
            zastapi nawias symbolem nawiasu, to sie otrzyma cos niepoprawnego.

            Cos bardzo istotnego dla procesu dowodzenia dzieje sie u Ciebie za kulisami.
            Zwyczajem matematykow jest pozostawianie za kulisami tak malej ilosci rzeczy,
            jak tylko sie da. Wszystko istotne ma sie rozgrywac na scenie. Jesli na scenie
            nie ma reguly podstawiania, to nie wolno niczego podstawiac. Jesli jest, to
            musi dokladnie precyzowac co wolno podstawiac, i za co wolno podstawiac, i jak
            sie podstawia. Jesli jakas prezentacja matematyczna tego nie czyni, to oznacza
            ze autor zaklada, ze czuly sluchacz w swym sercu dospiewa. I na ogol sluchacz
            dospiewuje bez trudu.

            OGOLNA UWAGA:
            Pomalu zaczynam rozumiec, dlaczego uwazasz, ze logika i matematyka sa psu na
            bude. To jest nieunikniona konsekwencja Twojego stanowiska, ze przy dowodzeniu
            wszystko wolno. Odrzuciles dyscypline stosowana przez matematykow, wiec
            otrzymales balagan, z ktorego albo nic nie wynika, albo wszystko wynika, a w
            kazdym razie nie jest tak, ze wynikaja sensowne wnioski.

            - Stefan

            • Gość: thrundui Re: Do thrundui na boku IP: 157.25.125.* 01.02.02, 13:47
              > Nawias w rozumieniu KTOREJ definicji? Podales tylko trzy schematy aksjomatow i
              > jedna regule. Nie zgodziles sie nie tylko na zadne dodatkowe reguly i definicje
              > ale nawet na pojecie wyrazenia poprawnego.

              W tych trzech aksjomatach jest:
              p,q,r,'->','-','(',')'
              w takiej sytuacji nie wolno podstawiac sobie za nawias co sie chce
              Nie ma zadnych utajnionych nawiasow

              Co do braku reguly podstawiania to nie moj pomysl.
              Kiedys przyjmowalem, ze jest bo tak bylo we wszystkich definicjach.
              Ale niedawno natrafilem na dwie ksiazki, gdzie tego nie ma. W jednej nawet
              wyraznie zaznaczyli, ze to nie pomylka.

              Wlasciwie, to uznalem, ze taka logika jest rowniez niepoprawna.
              Problemy z podstawianiem implikacji rozwiazano w ten sposob, ze zaczeto
              rozrozniac symbol od jego znaczenia jakimis innymi symbolami.
              Podstawianie dalej bylo, chociaz to juz wlasciwie nie wiem w jaki sposob. Zreszta
              problem nie lezy w tym, ze za p podstwic p->
              ale nie widac powodu dlaczego za implikacje nie mozna czegos podstawic.

              Formuly dopuszczalne sa bez sensu bo operuja na czyms czego jeszcze nie ma.
              Jezeli chce sie tak zrobic, to trzebaby je potraktowac jako definicje symboli, a
              tego sie nie robi. Reguly podstawiania tez sa bez sensu, bo
              one wygladaja jakos tak P[r:=Q]. Jezeli ten symbol jest aksjomatem, to brakuje
              aksjomatu, ze znowu za Q mozna cos innego podstawic, a jezeli w jezyku to nic nie
              znaczy, bo jeszcze nie ma formul z powodu poprzedniego.

              Mialem nadzieje, ze mozna zdefiniowac logike bez odwolywania do jezyka
              zewnetrznego ale to jest chyba niemozliwe.
              Ale tutaj jest regres. Z tego wynika, ze jezyka zewnetrzengo tez nie mozna
              zdefiniowac, wiec cala matematyka nie zawiera zadnej definicji, a tylko pobozne
              zyczenia rozumiane w sposub intuicyjny. To nawet zabawne ze prace z logiki maja
              wiecej tekstu niz w wielu innych dzialach matematyki.

              > OGOLNA UWAGA:
              > Pomalu zaczynam rozumiec, dlaczego uwazasz, ze logika i matematyka sa psu na
              > bude. To jest nieunikniona konsekwencja Twojego stanowiska, ze przy dowodzeniu
              > wszystko wolno.

              Ale nie wolno wszystkiego.
              Zaczynajac od definicji logiki bez aksjomatu nie zadnego dowodu.
              jak jest aksjomat p->p, to to jest chyba jedyne twierdzenie,
              Tak wiec nie wolno bardzo wiele.

              Wlasciwie to teraz sa trzy mozliwosci.
              Albo przyjac, klasyczna definicja bez zadnych dodatkowych zalozen, ale wtedy
              musimy zgodzic sie na podstawianie na '->' np )(. Wtedy mamy teorie spojna ale
              zupelnie inna niz chcielismy. Nie jest to teoria trywialna, bo np nie mozna
              skreslic rownania.

              Albo przyjac, ze matematyka to jeszcze wieksza bzdura niz na wczesniej sadzilem.
              Teraz juz nie tylko logika jest arbitralna, ale nawet opiera sie na zupelnie
              idiotycznym jezyku naturalnym, ktory tak naprawde nawet nie istnieje.
              Poniewaz jest zbudowana na nim, wiec jest jego szczegolnym przypadkiem, posiada
              wiec wszystkie jego wady a pewnie i wiecej.

              Nie znaczy to, ze matematyka, jest bezuzyteczna.
              Jest uzyteczna w ten sposob, ze stanowi zrodlo pomyslow w innych naukach. Tyle
              tylko, ze mozna z niej brac co sie chce i to w sposob calkowicie wyrywkowy. Mozna
              np zupelnie zignorowac sobie zalozenia a ewentualne przeksztalcenia dokonywac na
              zasadzie "natchnelo mnie".

              W takiej sytuacji "paradoksy" w matematyce sa zupelnie bezuzyteczne.
              Ich jedyna konsekwencja to to, ze moga prowadzic co najwyzej do teorii sprzecznej.
              Jedyny ich skutek to sprzecznosc. Ale sprzecznosc nic nie znaczy. Jak zapisze sie
              to w prawdziwej postaci, ze paradoksy prowadza do qwerty, gdzie qwerty <->, gdy
              konsekwencja teorii jest -(p->p). Ich waznosc gwaltownie spada. Pokazuja tylko,
              ze pare dziwnych znaczkow bez interpretacji prowadzi do qwerty. I jeszcze robic z
              tego sensacje. Maja one jeszcze mniejsza wage, bo nie sa nawet wyrazone we
              wlasnym jezyku tylko naturalnym. W jezyku naturalnym qwerty nie wydaje sie
              odgrywac jakas role.
              • innppp Pytania 01.02.02, 14:03
                Dyskusja jest pasjonujaca.

                Czy dobrze rozumiem, ze thrundui oprocz udowodnienia,
                ze nie ma
                strzalki czasu, ze jego swiadomosc jest rownowazna ze
                swiadomoscia
                kamienia (oraz paroma pomniejszymi dokonaniami), obalil
                wlasnie
                cala matematyke?

                Jesli tak, to zapytam thrundui : CZY C0S JEST? C0 JEST?

                Stefan, Pulbek - przyznajcie sie wreszcie, ze nie
                potraficie udowodnic, ze
                cokolwiek jest :). Thrundui chyba nie wierzy, ze
                cokolwiek jest i ma tu swoja
                racje - nie dacie rady mu nic udowodnic.

                P*
                E*



              • Gość: Stefan Re: Do thrundui o rachunku zdan IP: *.ipipan.gda.pl 01.02.02, 14:57
                thrundui:
                > W tych trzech aksjomatach jest:
                > p,q,r,'->','-','(',')'
                > w takiej sytuacji nie wolno podstawiac sobie za nawias co sie chce

                Ja nie podstawialem za nawias. Podstawialem za zmienne. Tylo ze podstawiane
                wyrazenie bylo niepoprawnie zbudowane ze wzgledu na niewlasciwa ilosc nawiasow.
                Skorzystalem zlosliwie z Twojego stwierdzenia, ze nie ma zadnych poprawnie i
                niepoprawnie zbudowanych wyrazen i mozna podstawiac wszystko. Jak wszystko, to
                i zdanie ze zlymi nawiasami. Moim celem bylo pokazanie, ze jak nie zdefiniujesz
                jezyka Twojego rachunku zdan, to moga Ci sie w nim porobic absurdy.

                thrundui:
                > Co do braku reguly podstawiania to nie moj pomysl.
                > Kiedys przyjmowalem, ze jest bo tak bylo we wszystkich definicjach.
                > Ale niedawno natrafilem na dwie ksiazki, gdzie tego nie ma. W jednej nawet
                > wyraznie zaznaczyli, ze to nie pomylka.

                Dwie ksiazki o rachunku zdan?! Czy Ty jestes pewien, ze nie tracisz czasu? Ile
                mozna napisac o rachunku zdan?

                Jesli nie bylo reguly podstawiania, to widze nastepujace mozliwosci:
                • Gość: thrudnui Re: Do thrundui o rachunku zdan IP: 157.25.125.* 01.02.02, 16:11
                  >Moim celem bylo pokazanie, ze jak nie zdefiniujes z
                  > jezyka Twojego rachunku zdan, to moga Ci sie w nim porobic absurdy.

                  Nie takie znowu absurdy.
                  Jezeli uznam, ze tego nie da sie naprawic, to uznam to za normalne.

                  > thrundui:
                  > > nie widac powodu dlaczego za implikacje nie mozna czegos podstawic.

                  > Powod jest taki, ze implikacja nie jest zmienna. Wolno podstawiac tylko za
                  > zmienne. I wolno podstawiac tylko wyrazenia poprawnie zbudowane (nalezy wiec je
                  > przedtem wprowadzic). CZASEM przyjmuje sie dodatkowe ograniczenia na
                  > podstawianie, ale TE ograniczenia ZAWSZE. A wiec nie wolno podstawic zadnego
                  > ,,p ->'' ani ,,p))'' bo to nie sa poprawnie zbudowane wyrazenia. Chyba ze
                  > wprowadzisz wczesniej jawnie taki jezyk, w ktorym sa one poprawne. W ksiazce,
                  > z
                  > ktorej wyjales Twoje 3 aksjomaty, te wyrazenia NA PEWNO byly niepoprawne.

                  Mi nie chodzi o zdefiniowanie zwyklej logiki. To wiem jak sie robi. Te definicje
                  opieraja sie na jezyku naturalnym. Nie zaakceptuje zadnej definicji, ktorej nie
                  zrozumie przecietnie inteligenta czarna skrzynka z galaktyki andromeda. Dla
                  uproszczenia moge przyjac, ze wiemy, ze zrozumie skladnie, ale nie zrozumie
                  symboli i wyrazow.

                  A klasycznych nie zrozumie, bo sa w niej najdziwniejsze znaczki ->, ktore
                  przyjmuje sie za zrozumiale, a pozniej co najwyzej sie je doprecyzowuje. NIe
                  mozna uzywac symboli, ktorych znaczenie nie jest dane. Daltego tez jezyk mozna
                  zdefiniowac tylko jednoczesnie z aksjomatami albo pozniej a nigdy wczesniej.

                  Na poczatku jednak nie ma zadnej roznicy miedzy p i ->. Dlatego tez nie widze
                  powodow dlaczego nie mozna podstawiac za implikacje. Metoda od jezyka po formuly
                  a potem definicje znakow w logice jest nie do przyjecia.

                  > Zaczyna sie od definicji jezyka.

                  Jaka sliczna strata czasu. Najpierw zaczynamy od jezyka np polskiego, gdzie juz
                  jest wiele pojec. Gdzie zakladamy, ze wiadomo co to jest nie i wynika, a potem to
                  definiujemy. Po co?


                  > Wtedy formuly dopuszczalne juz sa.
                  >
                  > > Reguly podstawiania tez sa bez sensu, bo one wygladaja jakos tak P[r:=Q].
                  >
                  > Cokolwiek rozumiesz przez ten zawijas na koncu zdania, to NA PEWNO nie jest
                  > regula wnioskowania. Prawdopodobnie masz na mysli FORMULE: wynik podstawienia
                  > Q za r w P. Zanim sie poda regule podstawiania, trzeba zdefiniowac operacje
                  > podstawiania (Twoje [r:=Q]). To sie robi przez indukcje strukturalna po
                  > definicji jezyka, ktora juz w tym momencie musi byc znana (patrz poprzedni
                  > akapit).

                  Wiem, ze tak sie robi. Tylko dlaczego tak wolno. Nie rozumiem jak moze istniec
                  pojecie implikacji przez zdefiniowaniem implikacji.
                  A wtedy jak zdefniowac formuly, ktore zawieraja cos, czego jeszcze nie ma. Wtedy
                  tez nie za bardzo mozna pod stawiac bo niby w czym.

                  Definicje indukcyjne w etapie budowania jezyka to tez wielkie dziwactwo i z
                  innego powodu. Tam sie przeciez uzywa implikacji. Cos co bedzie daleko pozniej.
                  • Gość: thrundui Re: Kolejna definicja IP: 157.25.125.* 14.02.02, 15:57
                    ostatnio wpadlem na pewien pomysl jak rozwiazac problem reguly podstawiania bez
                    definiowania formul dopuszczalnych. Oto nowa definicja logiki:
                    1 a->(b->a)
                    2 (a->(b->c))->((a->b)->(a->c))
                    3 (-b->-a)->((-b->a)->b)
                    4 a
                    5 b
                    6 c
                    7 z a i a->b, wynika b
                    8. (Zasada celowosci implicite)

                    Najwazniejsze sa aksjomaty 4,5,6. Z nich mozna chyba sobie dospiewac, ze
                    a i np. a->(b->a) to cos bardzo podobnego i wlasciwie za a mozna to podstawic.
                    Mamy tez juz wyrazna asymetria miedzy a i -> czego nie ma w klasycznej
                    definicji logiki.
                    Nie jest to oczywiscie oczysiste, ale chyba wynika z aksjomatu 8. Jezeli z tego
                    nie wynika mozliwosc podstawiania to po co to zostalo napisane?

                    Jezeli interpretacja celu aksjomatow a,b,c jest wlasciwa to mamy juz definicje
                    formuly. Formula jest to wszystko co jest generowane przez aksjomaty 1-8.

                    Zastanawialem sie nad problemem "sprzecznosci" - czy ten uklad aksjomatow nie
                    generuje wszytskich formul klasycznie uwazanych za dopuszczalne i nie znalazlem
                    powodu dla ktorego tak musialoby byc.

                    Teorie tworzymy dodajac kolejne aksjomaty np.
                    9. ^p
                    Prawda to jest wszytsko to co jest generowane przez aksjomaty.

                    Pojecia sprzecznosci nie ma. Sprzecznosc mozna rozumiec tylko w ten sposob, ze
                    zdanie jednczesnie jest prawdziwe i falszywe. A takie cos jest nie mozliwe z
                    definicji prawdy. Tym samym tez kazda logika jest niesprzeczna.

                    Nie mozna chyba tez w zaden sposob uzyskac wszystkich formul jezeli nawet
                    dodamy aksjomat 9. -p. W normalnej logice to prowadzi do zbioru wszystkich
                    formul dopuszczalnych ale juz nie do wszystkich formul. W mojej poprzedniej
                    interpretacji reguly podstawiania prowadzi to do wszystkich formul.

                    Ale teraz to prowadzi tylko do zbioru wszystkich formul klasycznie
                    dopuszczalnych. Tyle tylko, ze o ile w klasycznej logice to jest problem, bo
                    formuly dopuszczalne sa uprzywilejowane od poczatku przez jezyk, to teraz nie
                    ma zadnego uprzywilejowania. Teraz jest to zdanie trywialne, bo kazda logika
                    prowadzi do zbioru wszystkich formul dopuszczalnych w tej logice. W wersji bez -
                    p formuly dopuszczalne to tylko tautologie. Teraz klasyczne formuly
                    dopuszczalne nie maja znaczenia bo ich definicja w tym systemie jest absolutnie
                    arbitralna. Rownie dobrze moglbym dodac do nich ->p a taka formula nie jest juz
                    generowana przez ten uklad. Wiec definicja teorii w oparciu o formuly
                    dopuszczalne jest absolutnie arbitralna i bez znaczenia.

                    Dla spojnosci tej teorii wyrzucilbym jeszcze pojecie prawdy semantycznej. Tym
                    samym nie ma juz problemow z twierdzeniami godla, obliczalnoscia, problemem
                    stopu maszyny turinga i innymi dziwactwami.
                    • Gość: Stefan Re: Kolejna definicja IP: *.zaspa.gda.pl 14.02.02, 21:00
                      Thrunduil:
                      > ostatnio wpadlem na pewien pomysl jak rozwiazac problem reguly podstawiania
                      > bez definiowania formul dopuszczalnych. Oto nowa definicja logiki:
                      > 1 a->(b->a)
                      > 2 (a->(b->c))->((a->b)->(a->c))
                      > 3 (-b->-a)->((-b->a)->b)
                      > 4 a
                      > 5 b
                      > 6 c
                      > 7 z a i a->b, wynika b
                      > 8. (Zasada celowosci implicite)

                      Jesli chcesz zrobic cos tak neistandardowego, jak niewprowadzanie pojecia
                      formuly dobrze zbudowanej, to musisz na nowo powiedziec, co rozumiesz przez
                      wywod w tym systemie. Normalnie wywod to jest drzewo skonczone majace w
                      lisciach aksjomaty a w wezlach wenetrznych reguly wnioskowania odpowiednio
                      zastosowane do wychodzacych z nich galezi. Te reguly wnioskowania daja sie
                      zastosowac tylko do formul dobrze zbudowanych. To sie oczywiscie formuluje
                      scislej; a mozna tez podac inne rozwnowazne definicje, jesli ktos np. nie lubi
                      drzew. Twierdzenie to jest dowolna formula stojaca w korzeniu jakiegos wywodu.

                      Poniewaz upierasz sie, zeby nie rozrozniac miedzy regulami wnioskowania a
                      aksjomatami, takie rozumienie wywodu jest u Ciebie nie do zastosowania. Podaj
                      wiec Twoje wlasne. Musisz jakos nadac sens tym slowom:

                      Thrunduil:
                      > Formula jest to wszystko co jest generowane przez aksjomaty 1-8.

                      Bo inaczej nie wiem, co to znaczy ,,generuje''. Ja sie nie czepiam szczegolow w
                      Twoich sformulowaniach, ja NAPRAWDE nie wiem, w jakki sposob chcesz uzywac tego
                      systemu.

                      Thrunduil:
                      > Jezeli interpretacja celu aksjomatow a,b,c jest wlasciwa

                      A co to jest cel? Nie mam najbledszego pojecia, co moglby oznaczac aksjomat 8.

                      Thrunduil:
                      > Zastanawialem sie nad problemem "sprzecznosci" - czy ten uklad aksjomatow nie
                      > generuje wszytskich formul klasycznie uwazanych za dopuszczalne i nie
                      > znalazlem powodu dla ktorego tak musialoby byc.

                      Ale zdajesz sobie sprawe, ze to nieznalezienie nie jest dowodem niesprzecznosci?

                      Poniewaz nie rozumiem Twojego formalizmu, moge starac sie zrozumiec Twoja
                      intencje zadajac pytania.

                      (A) Litery a, b i c pelnia w Twoim systemie bardzo specjalna role i roznia sie
                      od innych liter nie bedacych aksjomatami. Nie jestem wiec pewien, jak rozumiec
                      regule 7. Czy wolno z niej WYLACZNIE wyprowadzic b ? Jesli tak, to jest
                      zbedna, bo b jest i tak aksjomatem. W dalszym ciagu zakladam, ze tak nie jest i
                      ze to jest zwykla regula odrywania.

                      (B) Czy potrafisz w Twoim systemie wyprowadzic takie twierdzenie:
                      (a->b)->((b->a)->(a->b)) ? To sie otrzymuje z aksj.1 przez podstawienie (a->b)
                      za a oraz (b->a) za b
                      • Gość: thrundui Re: Kolejna definicja IP: 157.25.125.* 15.02.02, 11:44
                        > > 1 a->(b->a)
                        > > 2 (a->(b->c))->((a->b)->(a->c))
                        > > 3 (-b->-a)->((-b->a)->b)
                        > > 4 a
                        > > 5 b
                        > > 6 c
                        > > 7 z a i a->b, wynika b
                        > > 8. (Zasada celowosci implicite)

                        > Jesli chcesz zrobic cos tak neistandardowego, jak niewprowadzanie pojecia
                        > formuly dobrze zbudowanej, to musisz na nowo powiedziec, co rozumiesz przez
                        > wywod w tym systemie. Normalnie wywod to jest drzewo skonczone majace w
                        > lisciach aksjomaty a w wezlach wenetrznych reguly wnioskowania odpowiednio
                        > zastosowane do wychodzacych z nich galezi. Te reguly wnioskowania daja sie
                        > zastosowac tylko do formul dobrze zbudowanych.

                        Nie do konca rozumiem.
                        Czym sie roznia aksjomaty od regul wnioskowania? Czy reguly wnioskowania to
                        aksjomaty logiki a aksjomaty to dodatkowe aksjomaty teorii?

                        Dla logiki:
                        Tutaj dziala to tak, ze aksjomaty "realne" 1,2,3,7 stanowia reguly wnioskowania
                        (bazowe)
                        Te reguly wnioskowania dzialaja na wezly. Na poczatku mamy tylko 6(7?) wezlow 1-6.
                        Powstaja z nich nowe wezly, w oparciu o reguly 1-7. Dalej wezly bede nazywal
                        formulami dopuszczalnymi.
                        Nowe wezly (formuly dopuszczalne) staja sie takze nowymi regulami wnioskowania.

                        Interpretacja taka jest generowana przez aksjomaty 4,5,6,8 i nie jest arbitralna.
                        Inaczej dziala to tak, ze na poczatku mamy kartke z 7 linijkami. Regula 7 mowi
                        jak ja powiekszac. Reguly 4,5,6 mowia, ze wszysko co jest w tych linijkacj mozna
                        podstawic za a,b,c.
                        Np. linijka 8 jest:
                        8 a->(a->a).

                        Teraz patrzymy na liste z 8 linijkami i widzimy, ze musimy przyjac, ze 8 to nowy
                        aksjomat. To jest konieczne aby nadac jakis sens regule odrywania. Chyba nie
                        mozna przyjac, ze dopisywanie nowych formul ma miejsce z dala od tych 7
                        aksjomatow.

                        Dla teorii:
                        Dla uproszczenia nie dopuszczamy, aby regula odrywania (MP)7 dzialala na listy
                        zewnetrzne wobec listy aksjomatow logiki. O ile moze da sie jakos sensownie
                        zapisac (MP) przy tym ograniczeniu to wydaje sie to niemozliwe przy mniej
                        restrykcyjnym.

                        Tym samym lista akjomatow bazowych dla teorii musi zawierac te pierwotne 7 (albo
                        inne jak ktos chce inna logike) oraz dodatkowe aksjomaty teorii. Staja sie one
                        wiec takze regulami wnioskowania.

                        Jezeli ktos sie boi takiej udziwnionej teori, ktora jest od razu logika i calym
                        metasystemem, to moze dopuscic, ze MP moze dzialac na listach zewnetrznych. Wtedy
                        tylko reguly wnioskowania to 1-7.

                        Mi sie wydaje, ze taka teoria-logika-metasystem jest lepsza bo jest zawsze
                        zupelna (trzeba zmienic znaczenie zupelnosci), co nie jest prawda dla wezszej
                        interpretacji.

                        > A co to jest cel? Nie mam najbledszego pojecia, co moglby oznaczac aksjomat 8.

                        Aksjomatu 8 nie ma. On jest dodany implicite. Chodzi o nastepukacy problem: masz
                        kartke papieru z napisem "otworz drzwi". Jezeli nie dorzucisz reguly celowosci,
                        to ja przeczytasz i koniec. Jezeli dorzucisz, to je otworzysz.

                        Cala zabawa polega na tym aby czytelnik chcial ten system uruchomic i wiedzial ze
                        jest to mozliwe. Z zalozenia ze to ma sens bedzie staral sie go znalesc. A
                        poniewaz prawdopodobnie jest tylko jedna interpretacja wiec go znajdzie.

                        Zreszta regula celowosci jest powszechna. Ksiazki matematyczne czy nawet
                        zwyczajne nie czyta sie po to aby sledzic zmieniajace sie znaki. A tak by bylo,
                        gdyby nie zalozyc, ze ona ma jakis cel.

                        > (A) Litery a, b i c pelnia w Twoim systemie bardzo specjalna role i roznia sie
                        > od innych liter nie bedacych aksjomatami. Nie jestem wiec pewien, jak rozumiec
                        > regule 7. Czy wolno z niej WYLACZNIE wyprowadzic b ?

                        regula 7 to regula skladniowa jezyka i ma dziwny charakter. Nalezaloby ja
                        zmienic, ale najpierw zajme sie podstawianiem. Po prostu odrywa sie a->. Zapis
                        tej reguly nie jest najszesliwszy.

                        > (B) Czy potrafisz w Twoim systemie wyprowadzic takie twierdzenie:
                        > (a->b)->((b->a)->(a->b))?

                        8. (b->a) z 4 i 7.
                        9 (a->b) z 8,4,5
                        10 (a->b)->((b->a)->(a->b))? z 8,9 i 4,5

                        > (C) Rozumiem, ze (b->a) jest u Ciebie twierdzeniem, jako wynik zastosowania
                        > 7 do
                        > 4 i 1, czy tak?

                        twierdzeniem i nowa regula wnioskowania.

                        > (D) Czy w wyprowadzonej (b->a) mozna za a podstawic np. d i otrzymac (b->
                        > d)?

                        Nie. d nie jest na liscie.

                        > Przeciez w Twoim systemie nie ma pojecia ,,falszywe'', wiec TAK nie mozna
                        > rozumiec sprzecznosci.

                        Zobacz jak fajnie sie jej pozbylem:)
                        Ale "falszywe" jest. Wszystko co nie jest prawda to falsz.

                        > > Dla spojnosci tej teorii wyrzucilbym jeszcze pojecie prawdy semantycznej.
                        >
                        > Nie ma czego wyrzucac. Przeciez nie ma tu (na razie?) zadnej semantyki. Masz
                        > tylko pewien system przeksztalcania ciagow znaczkow na papierze o niezbyt
                        > jasnych regulach gry.

                        No nie takza skladnia definiuje semantyke i chyba tez dla kazdej semantyki
                        istnieje skladnia.

                        > Czy jest jakis powod, dla ktorego uzywasz w zwiazku z ta zabawka takich terminow
                        > jak ,,zdanie'', ,,formula'', ,,aksjomaty'', ,,prawda'', ,,sprzecznosc'',
                        > ,,logika'', itp.? Nie to, zeby mi przeszkadzalo uzywanie slow w nietypowym
                        > znaczeniu, ale moze masz jakies intuicje, ktore moglbys wyjasnic?

                        Chodzi wlasnie o to aby zbudowac system, gdzie nie ma zadnej intuicji.
                        To ma byc skrajny formalizm.
                        Musi on spelniac jescze dodatkowe wlasnosci w porownaniu z formalizmem hilberta.
                        Nie mozne w nim sie dac sensownie w niearbitralny sposob zdefiniowac sprzecznosci
                        jak i zdan nierozstrzygalnych aby uniknac problemow z twierdzeniami godla. Musi
                        jednak generowac wszystkie twierdzenia matematyczne.

                        To ma tez bardziej inne zastosowania. Penrose twierdzi, ze moga istniec fizyczne
                        systemy nieobliczalne powolujac sie na matematyke i jako przyklad podaje sama
                        analize problemu stopu maszynu turinga. Zbudowanie matematyki, ktora generuje
                        dokladnie takie same twierdzenia jak klasyczna a nie da sie w niej zdefiniowac
                        sensownie obliczalnosci niszczy argument.
                        • Gość: Stefan Re: Kolejna definicja IP: *.zaspa.gda.pl 15.02.02, 13:17
                          Dziekuje za wyjasnienia. Jesli dobrze to wszystko zrozumialem, to wlasnie
                          zdefiniowales pewien skonczony jezyk napisow. Ze skonczony, to pokazuje nizej.
                          Nie jest to dokladnie to, co zapowiadales. Zapowiadales, ze nie chcesz
                          definiowac zadnego jezyka, natomiast chcesz sie zajmowac prawda. W rezultacie
                          jedyne, co zrobiles, to zdefiniowanie jezyka.

                          W dodatku ten jezyk jest dramatycznie skonczony. Zaraz Ci wypisze WSZYSTKO, co
                          sie daje wyprowadzic z Twoich aksjomatow.

                          Thrunduil:
                          > 1 a->(b->a)
                          > 2 (a->(b->c))->((a->b)->(a->c))
                          > 3 (-b->-a)->((-b->a)->b)
                          > 4 a
                          > 5 b
                          > 6 c

                          To uwazam za aksjomaty, czyli twierdzenia a priori nalezace do jezyka,

                          Thrunduil:
                          > 7 z a i a->b, wynika b

                          to uwazam za JEDYNA regule wnioskowania, czyli jedyny sposob wyprowadzania
                          nowych slow jezyka z juz w nim bedacych,

                          Thrunduil:
                          > 8. (Zasada celowosci implicite)
                          [...]
                          > Aksjomatu 8 nie ma.

                          to olewam. Ja jestem prosty matematyk, nie znam sie na dialektyce i jak mi
                          autor systemu aksjomatycznego mowi, ze pewnego aksjomatu nie ma, to ja ten
                          aksjomat ignoruje. No to do roboty, w nawiasach pisze z czego wynika przez
                          regule odrywania, przed nawiasem co wynika:

                          9. b->a (z 4 i 1)

                          10. a (z 5 i 9)
                          • Gość: thrundui Re: Kolejna definicja IP: 157.25.125.* 15.02.02, 14:31
                            > Dziekuje za wyjasnienia. Jesli dobrze to wszystko zrozumialem, to wlasnie
                            > zdefiniowales pewien skonczony jezyk napisow. Ze skonczony, to pokazuje nizej.
                            > Nie jest to dokladnie to, co zapowiadales. Zapowiadales, ze nie chcesz
                            > definiowac zadnego jezyka, natomiast chcesz sie zajmowac prawda. W rezultacie
                            > jedyne, co zrobiles, to zdefiniowanie jezyka.

                            Tak.
                            Nie mowilem ze chce zajmowac sie prawda.
                            Tylko, ze chce pokazac, ze prawdy nie ma. Jedyne co jest to reguly skladniowe
                            czyli jezyk.
                            Prawde mozna sobie zdefiniowac z zewnatrz ale to jest bezcelowe.

                            > Koniec zabawy, trwala
                            > dosyc krotko. Twoimi twierdzeniami sa 1, 2, 3, 4, 5, 6 i 9.

                            > potrzebujesz czegos na wydluzanie. Polecam regule podstawiania.
                            > bardzo chetnie, ale jej nie da sie zrobic bez jezyka z zewnatrz.

                            Dlaczego a->(a->a) nie jest twierdzeniem?
                            W moim systemie, aby zbudowac pelna matematyke (niesprzeczna i zupelna z
                            konstrukcji oraz bez prawdy) musze zalozyc ze czytelnik wpadnie tylko na jeden
                            pomysl ze z
                            1 a
                            2 b
                            3 a->b
                            mozna wywnioskowac, ze a i a->b to cos bardzo podobnego w jakims sensie,i ze
                            wlasciwie to z tego wynika ze
                            4. a->a.

                            Co wiecej nie jest to takie strasznie naciagane, bo w koncu aksjomaty
                            1. a
                            2. b
                            sa w jakims celu napisane. Jezeli nie dopuszczasz wniosku a->a to trzeba
                            wytlumaczyc po co aksjomaty 1 i 2 sa albo dlaczego moga byc bez znaczenia.

                            A teraz konkurencyjne podejscie od jezyka.
                            Ilosc rzeczy, ktore trzeba tutaj sobie dopowiedziec jest zatrwazajaca. Najpierw
                            formuly dopuszczalne gdzie pojawiaja sie nieznane symbole. To na dodatek nie jest
                            definicja tych syboli ale czegos dziwnego. Co wiecej te dziwne formuly
                            dopuszczalne definiuje sie indukcyjne, z implikacja ktorej jeszcze nik na oczy
                            nie widzial. Czytelnik musi sie tutaj domyslec co to jest imlikacja. Potem
                            schematy aksjomatow. Niby trzy ale tak naprawde to nieskonczenie wiele.

                            Nie jest tak, ze akjomatow nie napisanych nie ma.
                            Takie zalozenie dopuszcza mozliwosc, ze kazdy moze sobie bezkarnie powiedziec, ze
                            jakis dowod twierdzenia to bzdura bo sie go nie rozumie. Nawet jezeli przyjmuje
                            sie cala logike. Ze to tylko ciag symboli bez sensu, wziete na zasadzie
                            losowania. I nie ma zadnej metody aby z tym walczyc, bo przeciez nie ma
                            aksjomatu, ze to wszysko jest sensowne a nie przypadkowe.

                            Czytanie dowodow od razu implikuje, ze przyjelo sie, ze to ma sens. W przypadku
                            tego systemu tez nalezy wymagac, ze takie zalozenie istnieje. Tyle tylko, ze on
                            jest systemem pierwotnym. W przypadku twierdzen sensownosc dowodu generuje
                            logika. Tutaj ten system generuje takze pojecie sensownosci. Nie mozna wiec nie
                            zaprzeczajac sobie ten system zignorowac. Jezeli zakladamy ze on ma sens to
                            trzeba go znalesc. W tym celu nalezy wykorzystac wszytskie informacje, ktore on
                            dostarcza. Jedna z nich jest informacja ze aksjomaty
                            a
                            b
                            sa istotne.
                    • Gość: Pulbek Re: Kolejna definicja IP: *.daimi.au.dk 15.02.02, 15:25
                      Wydaje mi sie ze zrozumialem o co chodzi Thrundui i
                      sprobuje to przetlumaczyc na ludzki jezyk. O ile sie nie
                      myle, chodzi mu o system nastepujacy:

                      1. Na poczatku mamy napisy:

                      > 1 a->(b->a)
                      > 2 (a->(b->c))->((a->b)->(a->c))
                      > 3 (-b->-a)->((-b->a)->b)
                      > 4 a
                      > 5 b
                      > 6 c

                      2. Jezeli mamy jakis napis X a takze napis X->Y, to mamy
                      tez napis Y.

                      (uwaga dla Thrundui: regula wnioskowania tym sie rozni od
                      aksjomatu, ze nie mozna jej zapisac w jezyku ktory
                      tworzysz. Musisz sie odwolywac do pojec 'jezeli', 'to' i
                      tak dalej, zeby ja zapisac. Na przyklad regula odrywania
                      to _zupelnie_ cos innego niz aksjomat a->((a->b)->b).)

                      3. Jezeli w jakims napisie X, ktory juz mamy, wystepuje
                      jakis podnapis Y, ktory tez juz mamy, to mamy tez napis
                      ktory powstaje przez zastapienie Y w X przez Z, gdzie Z
                      tez juz wczesniej mamy. Thrundui robi z tego magie i
                      nazywa 'zasada celowosci', tak naprawde to odmiana zasady
                      podstawiania.

                      4. Z nieznanych mi przyczyn uzywamy tylko trzech
                      zmiennych zdaniowych. To sprawia, ze w tym systemie w
                      ogole nie da sie zapisac niczego analogicznego do
                      twierdzenia

                      (a->b)->((b->c)->((c->d)->(a->d)))

                      5. Ale niewazne. Wazne jest to, ze (wbrew temu co mowil
                      Thrundui) w jego systemie da sie wyprowadzic wszystkie
                      formuly poprawnie zbudowane (w jezyku Thrundui: wszystkie
                      formuly klasycznie uznawane za poprawne) z trzech
                      zmiennych zdaniowych.

                      A oto dowod: formuly poprawnie zbudowane to albo
                      pojedyncze symbole, albo napisy postaci X->Y, gdzie X i Y
                      sa formulami poprawnie zbudowanymi. Wszystkie pojedyncze
                      symbole da sie wyprowadzic (bo sa na liscie od poczatku).
                      Mozna tez wyprowadzic napis b->a (z napisow 1,4 i reguly
                      odrywania). Jezeli wiec mozna wyprowadzic napisy X i Y,
                      to mozna tez i napis X->Y (wlasnie z tej tajemniczej
                      'reguly celowosci'). CBDO.

                      Dobrze zrozumialem?

                      Pulbek.

                      PS. Sluchaj no, Thrundui. Jezeli uda Ci sie kiedys zrobic
                      matematyke w ktorej nie ma problemu ze stopem maszyny
                      Turinga, to nie ludz sie ze dostaniesz za to nagrode
                      Nobla. Wprost przeciwnie - prawdopodobnie Twoje rezultaty
                      od razu powedruja do smietnika.

                      Bo to tak jak gdybys powiedzial "Zrobilem fizyke w ktorej
                      nie ma problemu z tym ze kamien rzucony do gory spada na
                      ziemie. U mnie nie spada tylko lewituje!"

                      Bo widzisz, co bys nie wykombinowal to problem stopu
                      Turinga jest rzeczywistym problemem, ktory istnieje
                      'naprawde', a nie tylko w mozgach zmanierowanych
                      matematykow.

                      • Gość: thrundui Re: Kolejna definicja IP: 157.25.125.* 15.02.02, 15:43
                        > Thrundui robi z tego magie i
                        > nazywa 'zasada celowosci', tak naprawde to odmiana zasady
                        > podstawiania.

                        tak
                        ale to jest magia.
                        nie da sie zdefiniowac reguly postawiania wiec potrzebne sa magiczne sztuczki.
                        Taka sztuczka jest jednak rownowazna zasadzie na postawie ktorej wogule czyta sie
                        dowody a wiec znowu nie taka magia.

                        > 4. Z nieznanych mi przyczyn uzywamy tylko trzech
                        > zmiennych zdaniowych. To sprawia, ze w tym systemie w
                        > ogole nie da sie zapisac niczego analogicznego do
                        > twierdzenia
                        >
                        > (a->b)->((b->c)->((c->d)->(a->d)))

                        zgadza sie
                        ale ja nie widze w tym problemu.

                        > 5. Ale niewazne. Wazne jest to, ze (wbrew temu co mowil
                        > Thrundui) w jego systemie da sie wyprowadzic wszystkie
                        > formuly poprawnie zbudowane

                        nie pamietam czy mowilem, ze da sie uzyskac wszytskie formuly poprawnie zbudowane.
                        Da sie uzyskac wszystkie tautologie (zbudowane z trzech zmiennych zdaniowych).
                        Jezeli ktos chce wiecej zmiennych zdaniowych to niech sobie doda aksjomaty
                        d
                        e
                        f
                        ...

                        > PS. Sluchaj no, Thrundui. Jezeli uda Ci sie kiedys zrobic
                        > matematyke w ktorej nie ma problemu ze stopem maszyny
                        > Turinga, to nie ludz sie ze dostaniesz za to nagrode
                        > Nobla. Wprost przeciwnie - prawdopodobnie Twoje rezultaty
                        > od razu powedruja do smietnika.

                        > Bo to tak jak gdybys powiedzial "Zrobilem fizyke w ktorej
                        > nie ma problemu z tym ze kamien rzucony do gory spada na
                        > ziemie. U mnie nie spada tylko lewituje!"

                        > Bo widzisz, co bys nie wykombinowal to problem stopu
                        > Turinga jest rzeczywistym problemem, ktory istnieje
                        > 'naprawde', a nie tylko w mozgach zmanierowanych
                        > matematykow.

                        Dla mnie on nie istnieje.
                        Wedlug mnie nie ma problemu stopu maszyny turinga.
                        I co teraz zrobisz?
                        Mozesz to tylko przyjac do wiadomosci i zgrzytac zebami.

                        mozemy miec te sama matematyke ty ze swoim problemem stopu ja bez problemu.
                        W logice klasycznej obaj mnielibysmy racje. Nie udowodnilbyc ze sie myle.
                        Dlatego tez logika klasyczna zalezy od punku widzenia. Kazdy moze miec zupelnie
                        inne poglady a mimo to wszystkie beda poprawne i co wiecej nie da sie nawet
                        stwierdzic ze sa roznice. Dla mnie to juz wystarczy aby uznac to za problem
                        dyskwalifikujacy.

                        U mnie tego nie ma. Nie ma problemu stopu (chyba). Wnioski sa jednakowe dla
                        kazdego uzytkownika. Nie moze sie okazac po pewnym czasie ze obaj mielismy na
                        mysli cos zupelnie innego. Dlatego uwazam ten system za lepszy. Co najlepsze on
                        i klasyczny generuja te same twierdzenia.
                        • Gość: Pulbek Re: Kolejna definicja IP: *.skjoldhoej.dk 15.02.02, 16:23
                          Gość portalu: thrundui napisał(a):

                          > > 5. Ale niewazne. Wazne jest to, ze (wbrew temu co mowil
                          > > Thrundui) w jego systemie da sie wyprowadzic wszystkie
                          > > formuly poprawnie zbudowane
                          >
                          > nie pamietam czy mowilem, ze da sie uzyskac wszytskie formuly poprawnie zbudowa
                          > ne.

                          Mowiles ze sie _nie_ da. A tymczasem sie da.

                          > Da sie uzyskac wszystkie tautologie (zbudowane z trzech zmiennych zdaniowych).

                          Tak, oraz wszystkie inne formuly.

                          [...]
                          > > Bo widzisz, co bys nie wykombinowal to problem stopu
                          > > Turinga jest rzeczywistym problemem, ktory istnieje
                          > > 'naprawde', a nie tylko w mozgach zmanierowanych
                          > > matematykow.
                          >
                          > Dla mnie on nie istnieje.
                          > Wedlug mnie nie ma problemu stopu maszyny turinga.
                          > I co teraz zrobisz?

                          Juz Ci mowie co zrobie. Zrobie cos bardzo prostego.

                          Poprosze mianowicie zebys napisal program ktory:
                          - wczyta z wejscia tekst dowolnego programu
                          - stwierdzi czy ten wczytany program sie kiedykolwiek zatrzyma.

                          Bo problem stopu Turinga oznacza wlasnie dokladnie tyle ze takiego programu nie
                          ma.

                          Do dziela! Jezeli napiszesz, to przy okazji rozwalisz lewa reka hipoteze
                          Goldbacha, problem P vs. NP, podasz prosty dowod Wielkiego Twierdzenia Fermata, i
                          wiele innych. Za dwa pierwsze z tych problemow sa nagrody po milionie dolarow.
                          Forsa czeka na ulicy, schyl sie po nia Thrundui!

                          Problem stopu maszyny Turinga nie istnieje! Uachachachacha!!!

                          A dla mnie nie istnieje zyrafa!

                          Pulbek.
                          • Gość: thrundui Re: Kolejna definicja IP: 157.25.125.* 15.02.02, 17:11
                            > Mowiles ze sie _nie_ da. A tymczasem sie da.

                            Niedokladnie przeczytalem.
                            Pokazales, ze da sie uzyskac wszytskie reguly zawierajace implikacje.
                            Ale to ja tez wiem bo przeciez a b i c sa prawdziwe. Wiec i wszytskie implikacje
                            sa prawdziwe. To nie jest problem bo nowe dodawane aksjomaty tez sa zawsze
                            prawdziwe. Nic wiec nie trace zakladajac, ze a,b,c sa prawdziwe.

                            Problem polega na pokazaniu, ze formula -p jest prawdziwa.

                            > Juz Ci mowie co zrobie. Zrobie cos bardzo prostego.

                            > Poprosze mianowicie zebys napisal program ktory:
                            > - wczyta z wejscia tekst dowolnego programu
                            > - stwierdzi czy ten wczytany program sie kiedykolwiek zatrzyma.
                            >
                            > Bo problem stopu Turinga oznacza wlasnie dokladnie tyle ze takiego programu nie
                            > ma.

                            To inne sformulowanie:
                            Czy zdanie to jest prawdziwe
                            "Istnieje program, ktory wczyta dowolny program i stwierdzi czy ten wczytany
                            program sie kiedykolwiek zatrzyma".

                            To zdanie jest nierostrzygalne. Kazdy system regul wnioskowania bedzie za maly
                            aby pokazac, ze jest to zdanie jest falszywe lub prawdziwe.

                            Ty twierdzisz, ze jest prawdziwe a ja ze falszywe.
                            Jak chcesz pokazac ze jest jest falszywe?
                            Ale mozesz korzystac tylko z dowodu formalnego.

                            skorzystasz tutaj pewnie z prawa wylaczonego srodka w wersji ogolnej - z
                            dopuszczalnym podstawianiem kazdej formuly. Ale ja twierdze, ze taka semantyka
                            nie ma nic wspolnego ze swiatem rzeczywistym i ze mozna podstawiac tylko w
                            oparciu o moj system. I ze to on ma zwiazek z rzeczywistoscia.

                            W moim systemie to zdanie wogule nie jest dobrze postawione bo nie jest
                            konsekwencja zadnego ukladu aksjomatow. Moge sobie jednak zbudowac nowa teoria z
                            tym zdaniem jako prawdziwym. Jezeli moj system jest niesprzeczy to mozesz tylko
                            sie silowac, ktory ma wiekszy kontakt z rzeczywistoscia. Ale ja mam ta przewage,
                            ze w moim systemie niesprzecznosc nie gra zadnej roli.

                            Nie masz dowodu kontaktu logiki klasycznej z rzeczywistoscia wiec twoj dowod jest
                            calkowicie formalny. I mnie jest tez calkowicie formalny dowod w teorii
                            powiekszonej, ze taka maszyna istnieje.

                            Teraz jeszcze wrocmy do rzeczywistosci. Robisz wielkie oszustwo zadajac ode mnie
                            dowodu konstrukcyjnego. Ja tez moge od ciebie zazadac dowodu konstrukcyjnego -
                            pokaz FIZYCZNIE, ze taki algorytm nie istnieje.

                            > Do dziela! Jezeli napiszesz, to przy okazji rozwalisz lewa reka hipoteze
                            > Goldbacha, problem P vs. NP, podasz prosty dowod Wielkiego Twierdzenia Fermata,
                            > i wiele innych.

                            Zauwaz, ze ja nie uprawiam matematyki.
                            Ja zaczynam od prozni a nie od logiki. U mnie nie ma zadnego twierdzenia
                            matematycznego. Ja mowie tylko jak ty masz robic matematyke. Argumenty
                            korzystajace z matematyki sa tytaj nie ma miejscu.

                            > A dla mnie nie istnieje zyrafa!

                            To idz do zoo.
                            • Gość: Pulbek Re: Kolejna definicja IP: *.skjoldhoej.dk 15.02.02, 17:21

                              > To inne sformulowanie:
                              > Czy zdanie to jest prawdziwe
                              > "Istnieje program, ktory wczyta dowolny program i stwierdzi czy ten wczytany
                              > program sie kiedykolwiek zatrzyma".
                              >
                              > To zdanie jest nierostrzygalne. Kazdy system regul wnioskowania bedzie za maly
                              > aby pokazac, ze jest to zdanie jest falszywe lub prawdziwe.

                              To zdanie jest jak najbardziej rozstrzygalne i jest falszywe. To wlasnie pokazal
                              Turing.

                              Polecam
                              a) przeczytanie dowolnej ksiazki o teorii obliczen,
                              b) madrzenie sie o problemie stopu.

                              W tej kolejnosci.

                              Pulbek.

                              PS. Faktycznie, zupelnie zapomnialem ze w Twoim jezyku jest jeszcze negacja.
                              Chyba rzeczywiscie nie da sie w nim pokazac -a. Ale za to nie da sie tez pokazac
                              tego:

                              (a->b)->(-b->-a)

                              Myle sie?
                        • Gość: Stefan Re: Kolejna definicja IP: *.zaspa.gda.pl 15.02.02, 16:57
                          Pulbek:
                          > Jezeli uda Ci sie kiedys zrobic matematyke w ktorej nie ma problemu ze stopem
                          > maszyny Turinga, to nie ludz sie ze dostaniesz za to nagrode Nobla. Wprost
                          > przeciwnie - prawdopodobnie Twoje rezultaty od razu powedruja do smietnika.

                          No, niekoniecznie. Bardzo slabe systemy wnioskowania, w ktorych nie da sie
                          wyrazic pelnego bogactwa maszyn Turinga, moga nie miec takich problemow. Na
                          przyklad jesliby w nich nie dalo sie wyrazic nieskonczonych petli. Niektore
                          takie systemy nawet moga byc przydatne do jakichs ograniczonych celow
                          (oczywiscie nie na Nobla, ani nawet na Fieldsa). Rozumiem, ze Thrunduil takimi
                          wlasnie sie interesuje. Czy to pojdzie do smietnika, to zalezy od tego, czy
                          zdola w tym wyrazic cokolwiek nietrywialnego. Na razie idzie mu to slabo, bo
                          zaleznie od drobnych wachniec w sposobie rozumienia formalizmu otrzymuje albo ze
                          prawie wszystko jest twierdzeniem, albo ze prawie nic nie jest twierdzeniem.

                          Thrunduil:
                          > Mozesz to tylko przyjac do wiadomosci i zgrzytac zebami.

                          U mnie w domu cos juz zgrzyta, byc moze moje zeby. A jak z toba, Pulbek?

                          Thrunduil:
                          > Dlatego uwazam ten system za lepszy. Co najlepsze on i klasyczny generuja te
                          > same twierdzenia.

                          Jak to te same? Na przyklad (jesli zgadzasz sie, ze Pulbek dobrze wyjasnil
                          Twoja regule pods... pardon, celowosci) zdanie (a->b) jest u Ciebie twierdzeniem
                          a w klasycznym rachunku zdan nie jest. Natomiast cala masa zdan zawierajacych
                          negacje jest twierdzeniami w klasycznym rachunku zdan a u Ciebie nie.

                          Thrunduil:
                          > nie da sie zdefiniowac reguly postawiania wiec potrzebne sa magiczne sztuczki.

                          Jak to sie nie da? Robisz to w 2 krokach. Najpierw trzeba zdefiniowac formuly
                          poprawnie zbudowane. Zeby za duzo nie pisac, kazdy napis WF[F] bede czytal ,,F
                          jest formula poprawnie zbudowana''. Ponizszy system wnioskowania definiuje te
                          formuly dla Twojego jezyka z 3 zmiennymi, minusem i strzalka. Aksjomaty:
                          (W1) WF[a] (zmienna a jest formula poprawnie zbudowana)
                          (W2) WF[b]
                          (W3) WF[c]
                          Reguly wnioskowania:
                          (W4) jesli WF[F] to WF[(-F)] (negacja formuly poprawnie zbudowanej jest
                          poprawnie zbudowana)
                          (W5) jesli WF[F] i WF[G] to WF[(F->G)] (implikacja formul poprawnie zbudowanych
                          jest poprawnie zbudowana).
                          Poprawnie zbudowana jest kazda formula F taka, ze zdanie WF[F] jest
                          wyprowadzalne.

                          Teraz mozemy juz przystapic do definicji podstawienia. Ponizszy system
                          wnioskowania to wlasnie robi. Zeby za duzo nie pisac, kazdy napis ,,F[G/x]=H''
                          bede czytal ,,wynikiem podstawienia G za x w F jest H''. Aksjomaty: nie ma ani
                          jednego. Reguly wnioskowania:
                          (S1
                          • Gość: thrundui Re: Kolejna definicja IP: 157.25.125.* 15.02.02, 17:43
                            > Natomiast cala masa zdan zawierajacych
                            > negacje jest twierdzeniami w klasycznym rachunku zdan a u Ciebie nie.

                            rzeczywiscie
                            u mnie nie da sie uzyskac a lub -a.
                            chyba trzeba bedzie dalej pogrzebac w aksjomatach.

                            > Jak to sie nie da? Robisz to w 2 krokach.

                            > Reguly wnioskowania:
                            > (W4) jesli WF[F] to WF[(-F)] (negacja formuly poprawnie zbudowanej jest
                            > poprawnie zbudowana)

                            Ale ja tutaj wykrzaczam z powodu jezeli...to
                            Moge przyjac do wiadomosci, ze to tylko napis.
                            Ale wtedy cala twoja teoria bedzie sie skladala tylko z tego napisu.
                            Tego sie nie uruchomi dopuki nie bede wiedzial co to znaczy.
                            • Gość: Stefan Re: Kolejna definicja IP: *.zaspa.gda.pl 15.02.02, 18:00
                              Thrunduil:
                              > Ale ja tutaj wykrzaczam z powodu jezeli...to

                              Ty tez masz ,,jezeli ... to ...'' w regule odrywania.
                              Moje ,,jezeli ... to ...'' sa na dokladnie tych samych
                              prawach.


                              - Stefan
                              • Gość: thrundui niespodzianka IP: 157.25.125.* 16.02.02, 14:38
                                > Ty tez masz ,,jezeli ... to ...'' w regule odrywania.
                                > Moje ,,jezeli ... to ...'' sa na dokladnie tych samych
                                > prawach.

                                ale u mnie jest tylko jedno u ciecie dochodzi do 10. Moj system ma 8 linijek twoj
                                z 50. Zreszta wymyslilem kolejma modyfikacje. Teraz juz nawet bez reguly
                                odrywania:
                                1. a
                                2. b
                                3. c
                                4. a->b
                                5. -a-> b
                                6. -a-> -b

                                Nie ma reguly odrywania, wiec nie ma aksjomatow krotszych. Nie ma wiec -a i uklad
                                jest niesprzeczny.
                                Jest on rownowazny logice klasycznej bo funkcja prawdy okreslona na formulach
                                dopuszczalnych zawierajace tylko a,b,c w logice klasycznej i tej sa jednakowe. To
                                latwo widac. Maja wiec te same semantyke.
                                Ma on te zalete, ze jego niesprezcznosc jest trywialna a logiki klasycznej nie do
                                udowodnienia.
                                Nie wymaga juz dziwacznych jezeli .... to
                                oraz rownie dziwacznej regule podstawienia.
                                NIe wymaga jezyka z zewnatrz.
                                Wad na razie nie dostrzegam.

                                Problem jest tylko w przypadku teorii. Jezeli dodamy aksjomat a->d, to d juz nie
                                bedzie prawda. Jezeli komus to sprawia problem to moze dodac regule odrywania
                                kosztem wielkiej niejasnosci tego co powstanie.


                                >> "Istnieje program, ktory wczyta dowolny program i stwierdzi czy ten wczytany
                                >> program sie kiedykolwiek zatrzyma".
                                >>
                                >> To zdanie jest nierostrzygalne. Kazdy system regul wnioskowania bedzie za maly
                                >> aby pokazac, ze jest to zdanie jest falszywe lub prawdziwe.

                                >To zdanie jest jak najbardziej rozstrzygalne i jest falszywe. To wlasnie pokazal
                                >Turing.
                                >
                                >Polecam
                                >a) przeczytanie dowolnej ksiazki o teorii obliczen,

                                Nie prawda
                                Turing pokazal tylko, ze jest to zdanie nierozstrzygalne.
                                Oto dlaczego:

                                1. Dowod polegal na dwukrotnym zastosowaniu argumentu przekatnej. W wyniku
                                uzyskamy, ze dla algorytmu, ktory rozwazamy istnieje program k, ktorego
                                zakonczenia ten algorytm nie bedzie w stanie wykazac. Jednak zalozenie, ze on sie
                                nie zatrzyma z zalozeniem, ze algorytm jest poprawny prowadzi do sprzecznosci.
                                Tak wiec ten program k sie zatrzyma a algorytm tego nie pokaze.

                                2. Z tego nic nie wynika o czym pozniej.

                                3. Teraz dowod nierozstrzygalnosci tego zdania. Twierdznie turinga to tak
                                naprawde twierdzenie godla, dlatego tez dalej bedziemy rozwazac wersje godla.

                                Program to jest jakies zdanie dobrze zbudowane. Ono jest prawdziwe, jezeli ten
                                program sie skonczy i falszywe gdy nie. Dalej zbior programow bedziemy traktowali
                                jako zbior zdan.

                                Algorytm bo bedzie dowodzenie w pewnym systemie formalnym. Kazde dowodzenie jest
                                zadaniem algorytmicznym skonczonym o ile zdanie jest rozstrzygalne w tym systemie.

                                Bedziemy rozwazac uniwersalna maszyna turinga. Teraz wiec system formalny to
                                zbior wszytskich regul matematycznych jakie istnieja teraz i jakie kiedykolwiek
                                beda istniec.

                                Z dowodu turinga wynika, ze istnieje zdanie w tym systemie formalnym, ktorego
                                prawdziwosc lub falszywosc ten system nie udowodni. zdanie k jest wiec
                                nierozstrzygalne.

                                Przejdzmy teraz wyzej na poziom calego problemu a nie tylko pojedynczych zdan.
                                Poniewaz rozwazalismy zbior wszytkich regul wnioskowania, wiec teraz nie mamy
                                zadnej dodatkowej reguly. Ten zbior regul nie byl w stanie pokazac
                                rozstrzygalnosci zdania k, wiec teraz tez nie bedzie na poziomie wyzszym bo to
                                jest ten sam zbior regul. Dla naszego systemu twierdzenie turing jest wiec
                                nierozstrzygalne.

                                4. Co pokazal turing.
                                Turing pokazal jednak, ze zdanie turinga jest rozstrzygalne. W jaki sposob?
                                Otoz jego dowod polegal na dodawaniu aksjomatow " uklad aksjomatow jest
                                niesprzeczny" i na dodatek dodal ich tyle ile jest liczb porzadkowych. Czyli
                                raczej sporo:).

                                Dlaczego to sie udalo? Sedno tkwi w tym, ze nie da sie pokazac w systemie
                                formalnym istnienia wszytskich liczb porzadkowych granicznych jak a_0,
                                a_0+a_0,...,a_1.
                                On natomiast implicite zalozyl, ze takie liczby istnieja.

                                Dlaczego u niego istnialy?
                                Do zalozyl standardowy model liczb naturalnych!
                                A ja sie nie zgadzam. Liczb naturalnych jest nieprzeliczalnie wiele!

                                I teraz dowod pada.
                                Pokazal on, ze istnieje liczba naturalna k, dla ktorej zdanie k jest brzydkie.
                                Ale nie pokazal, ze ta liczba nie jest nadnaturalna. Ze koduje jakikolwiek
                                algorytm. Liczb naturalnych jest wiecej niz algorytmow.

                                Turing zalozyl, ze liczby naturalne to sa takie liczby jak on myslal. I koduja
                                algorytmy tak jak on chcial. Ale tego nie da sie pokazac.
                                Caly wiec jego dowod to raczej prawda semantyczna w jego wyobrazeniu niz
                                formalna.

                                5. Konsekwencje dla matematyki.
                                Jezeli uznam, ze liczb naturalnych jest nieprzeliczalnie wiele, to wszyskie
                                dowody w analizie, topologii, geometrii i w czymkolwiek moge spokojnie wyrzucic
                                do kosza, bo ich autorzy zakladali, ze liczb naturalnych jest przeliczalnie wiele.
                                Moge odrzucic juz nie tylko dowody, ktore zawieraja pewnik wyboru czy jakies
                                wielkie zbiory ale wlasciwie wszystko.

                                I wlasciwie z punktu widzenia formalnego nic mi nie mozna zrobic.
                                Teraz zarzucanie nieznajomosci matematyki nalezaloby robic bardzo subtelnie. Na
                                pewno nie odsylajac do literatury bo moge spokolnie zignorowac wszystkie dowody.
                                Wlasciwie to rownie dobrze ja moge zarzucic nieznajomosc matematyki.

                                6. Konsekwencje filozoficzne zalozenia, ze dowod turinga jest poprawny.
                                Zalozenie poprawnosci dowodu turinga ma skrajnie powazne konsekwencje. Oznacza
                                on, ze moga istniec fizyczne procesy nieobliczalne. A to prosta droga prowadzi
                                juz do przyjecia tezy, ze wlasciwie to i tak nigdy nie zrozumiemy, jak dziala
                                rzeczywistosc bo nie dziala ona wedlug zadnego algorytmu. A w takim razie jak
                                dziala.

                                7. Na koniec pytanie.
                                Niech czlowiek bedzie tym algorytmem do analizy problemu stopu.
                                Co sie wtedy stanie.
                                • Gość: Pulbek Re: niespodzianka IP: *.skjoldhoej.dk 16.02.02, 16:02
                                  Gość portalu: thrundui napisał(a):

                                  > Zreszta wymyslilem kolejma modyfikacje. Teraz juz nawet bez reguly
                                  > odrywania:
                                  > 1. a
                                  > 2. b
                                  > 3. c
                                  > 4. a->b
                                  > 5. -a-> b
                                  > 6. -a-> -b
                                  >

                                  Nie da sie tu pokazac (--a)->a. Jeszcze troche pogrzeb w aksjomatach.

                                  *************************************

                                  To tyle o systemie. Teraz o Turingu. Musze powiedziec ze nic a nic nie
                                  zrozumialem z tego co napisales. Poniewaz chce zrozumiec, wiec napisz mi
                                  konkretnie co jest zle w nastepujacym prostym dowodzie istnienia
                                  nierozstrzygalnego problemu stopu.

                                  Zalozmy ze problem stopu jest rozstrzygalny, czyli ze istnieje program X, ktory
                                  wczytuje z wejscia program Y i wejscie Z i stwierdza czy Y zatrzyma sie na
                                  wejsciu Z.

                                  Na podstawie X, latwo skonstruowac program P, ktory wczyta z wejscia program Y i
                                  stwierdza czy Y zatrzyma sie na wejsciu Y. Teraz z P konstruujemy program P',
                                  ktory wczyta z wejscia program Y i zakonczy sie wtedy i tylko wtedy gdy Y sie
                                  zapetli na wejsciu Y.

                                  Pytanie: czy P' zatrzyma sie na wejsciu P'? Ani tak ani nie, wiec sprzecznosc.
                                  Wniosek: zadany program X nie istnieje, czyli problem stopu jest nierozstrzygalny.

                                  CBDO.

                                  Gdzie ja tu do licha korzystam z tego ze liczb naturalnych jest malo? Gdzie ja tu
                                  dodaje nieskonczona liste aksjomatow do czegokolwiek?


                                  > Teraz zarzucanie nieznajomosci matematyki nalezaloby robic bardzo subtelnie.
                                  > Na pewno nie odsylajac do literatury bo moge spokolnie zignorowac wszystkie
                                  > dowody. Wlasciwie to rownie dobrze ja moge zarzucic nieznajomosc matematyki.
                                  >

                                  Alez zarzucaj, prosze uprzejmie. Ale najpierw wytlumacz mi co jest zle w tym
                                  dowodzie powyzej.

                                  > 6. Konsekwencje filozoficzne zalozenia, ze dowod turinga jest poprawny.
                                  > Zalozenie poprawnosci dowodu turinga ma skrajnie powazne konsekwencje. Oznacza
                                  > on, ze moga istniec fizyczne procesy nieobliczalne.

                                  Nie procesy, tylko problemy.
                                  Oczywiscie ze tak jest. Problem stopu jest nieobliczalny, to fakt fizyczny.

                                  > A to prosta droga prowadzi
                                  > juz do przyjecia tezy, ze wlasciwie to i tak nigdy nie zrozumiemy, jak dziala
                                  > rzeczywistosc bo nie dziala ona wedlug zadnego algorytmu.

                                  Wcale nie prowadzi, a na pewno nie prosta droga. Maszyna Turinga dziala wedlug
                                  prostego algorytmu i doskonale rozumiemy jak dziala, a jednak problem jej stopu
                                  jest nieobliczalny.

                                  > 7. Na koniec pytanie.
                                  > Niech czlowiek bedzie tym algorytmem do analizy problemu stopu.
                                  > Co sie wtedy stanie.

                                  Nic wielkiego. Nie przeanalizuje go po prostu. Zakladajac ze faktycznie czlowiek
                                  nie jest niczym wiecej niz algorytm.

                                  To znaczy moze przeanalizowac w kazdym szczegolnym przypadku z osobna, ale nigdy
                                  nie wymysli metody ktora pozwoli analizowac wlasnosc stopu kazdego programu.

                                  Pulbek.
                                  • Gość: thrundui Re: niespodzianka IP: *.sgh.waw.pl 16.02.02, 17:34
                                    > Zalozmy ze problem stopu jest rozstrzygalny, czyli ze istnieje program X, ktory
                                    >
                                    > wczytuje z wejscia program Y i wejscie Z i stwierdza czy Y zatrzyma sie na
                                    > wejsciu Z.
                                    >
                                    > Na podstawie X, latwo skonstruowac program P, ktory wczyta z wejscia program Y
                                    > i stwierdza czy Y zatrzyma sie na wejsciu Y. Teraz z P konstruujemy program
                                    > P', ktory wczyta z wejscia program Y i zakonczy sie wtedy i tylko wtedy gdy Y
                                    > sie zapetli na wejsciu Y.

                                    Musisz pokazac, ze taki program da sie skonstruowac.
                                    Chyba tutaj korzystano z przekatnej w odpowiednio spreparowanym zbiorze liczb
                                    naturalnych.

                                    > Pytanie: czy P' zatrzyma sie na wejsciu P'? Ani tak ani nie, wiec sprzecznosc.
                                    > Wniosek: zadany program X nie istnieje, czyli problem stopu jest nierozstrzygal
                                    > ny.

                                    Prawda, jezeli udowdnic, ze istnienie konstrukcji mozna udowodnic a nie tylko w
                                    postulowac, chociaz z skrajnie zawaluowany sposob.

                                    Zreszta chodzi o to, aby pokazac, ze mam pelne prawo zignorowac sobie dowod
                                    twierdzenia turinga. Istnienie niestandardowego zbioru liczb naturalnych jest na
                                    to egzystencjalnym dowodem.

                                    > Gdzie ja tu do licha korzystam z tego ze liczb naturalnych jest malo? Gdzie ja
                                    > tu dodaje nieskonczona liste aksjomatow do czegokolwiek?

                                    Jeszce inaczej. Algorytm korzysta z wszystkich regul wnioskowania i nie moze
                                    wykazac rozstrzygalnosci pewnego zdania. Tw turinga mowi jednak, ze jest ono
                                    rozstrzygalne. Widac wiec, ze dowod musial krorzystac z wiekszej liczby regul
                                    wnioskowania. Ale tutaj sprzecznosc. Wiec dowod nie korzystal nie tylko z regul
                                    wnioskowania ale tez z magii.

                                    > Nie procesy, tylko problemy.
                                    > Oczywiscie ze tak jest. Problem stopu jest nieobliczalny, to fakt fizyczny.

                                    To jest dla mnie sprzeczne z intuicja. Dowod korzystal z intuicji, wiec dla mnie
                                    korzystal ze zlej intuicji.
                                    Wole zaprzeczac wszytskiemu co tylko istnieje aby uniknac takiego wniosku.

                                    >> A to prosta droga prowadzi
                                    >> juz do przyjecia tezy, ze wlasciwie to i tak nigdy nie zrozumiemy, jak dziala
                                    >> rzeczywistosc bo nie dziala ona wedlug zadnego algorytmu.

                                    > Wcale nie prowadzi, a na pewno nie prosta droga

                                    Zalozmy ze swiat jest sterowany procesem nieobliczalnym. Np. czasteczka poleci w
                                    prawo, jezeli program sie zatrzyma a w lewo jezeli nie.
                                    Mamy teraz calkowicie deterministyczny swiat o ktory kompletnie nic nie mozemy i
                                    nigdy nie bedziemy mogli powiedziec.

                                    Wlasciwie to tutaj bedziemy mogli czasami cos powiedziec.
                                    Dlatego dodajmy wiec jeszcze, ze czastka calkuje w jakis sposob rozstrzygalnosc
                                    po wszytskich mozliwych programach.
                                    Teraz to juz za diabli nic nie bedziemy wiedziec.
                                    Wartosc tej calki bedzie wieczna tajemnica zawsze.
                                    • Gość: Pulbek Re: niespodzianka IP: *.skjoldhoej.dk 16.02.02, 17:57
                                      Gość portalu: thrundui napisał(a):


                                      > Musisz pokazac, ze taki program da sie skonstruowac.
                                      > Chyba tutaj korzystano z przekatnej w odpowiednio spreparowanym zbiorze liczb
                                      > naturalnych.

                                      Z zadnej przekatnej sie tu nie korzysta. Prosze bardzo, juz konstruuje. Znasz
                                      chyba jakis jezyk programowania? Zalozmy ze masz procedure X(y,z) ktora zwraca
                                      TRUE jesli program y na wejsciu z sie zatrzymuje, a FALSE jezeli sie petli.
                                      Zarowno y jak i z sa parametrami typu STRING (lancuchami tekstu).

                                      Pisze procedure P:

                                      P(y) = X(y,y)

                                      Pisze procedure P':

                                      P'(y) = not P(y)

                                      Mam wiec pewien program P', napisany z uzyciem procedury X. Jest to pewien tekst,
                                      wiec moge go zapisac w zmiennej p typu STRING.

                                      I teraz: czy wywolanie P'(p) sie zatrzymuje? Ani tak ani nie. Wniosek: procedura
                                      X nie istnieje.

                                      CBDO.

                                      > Prawda, jezeli udowdnic, ze istnienie konstrukcji mozna udowodnic a nie tylko
                                      > postulowac, chociaz z skrajnie zawaluowany sposob.

                                      Nic tu nie jest postulowane, wszystko udowodnione.

                                      >
                                      > Zreszta chodzi o to, aby pokazac, ze mam pelne prawo zignorowac sobie dowod
                                      > twierdzenia turinga. Istnienie niestandardowego zbioru liczb naturalnych jest n
                                      > a to egzystencjalnym dowodem.

                                      Dlaczego? Co jest zle w dowodzie powyzej? Co ma on wspolnego z modelami liczb
                                      naturalnych?

                                      >
                                      > Jeszce inaczej. Algorytm korzysta z wszystkich regul wnioskowania i nie moze
                                      > wykazac rozstrzygalnosci pewnego zdania. Tw turinga mowi jednak, ze jest ono
                                      > rozstrzygalne. Widac wiec, ze dowod musial krorzystac z wiekszej liczby regul
                                      > wnioskowania. Ale tutaj sprzecznosc. Wiec dowod nie korzystal nie tylko z regul
                                      > wnioskowania ale tez z magii.
                                      >

                                      Wskaz magie w powyzszym dowodzie.

                                      > > Nie procesy, tylko problemy.
                                      > > Oczywiscie ze tak jest. Problem stopu jest nieobliczalny, to fakt fizyczny
                                      > .
                                      >
                                      > To jest dla mnie sprzeczne z intuicja. Dowod korzystal z intuicji, wiec dla
                                      > mnie korzystal ze zlej intuicji.

                                      Jezeli intuicja jest sprzeczna z rzeczywistoscia, nalezy odrzucic intuicje a nie
                                      rzeczywistosc. Pokaz gdzie powyzszy dowod korzysta z intuicji.

                                      >
                                      > Zalozmy ze swiat jest sterowany procesem nieobliczalnym. Np. czasteczka poleci
                                      > w prawo, jezeli program sie zatrzyma a w lewo jezeli nie.

                                      Ale tak nie jest.

                                      Pulbek.
                                      • Gość: Pulbek poprawka IP: *.skjoldhoej.dk 16.02.02, 18:03
                                        Gość portalu: Pulbek napisał(a):

                                        >
                                        > I teraz: czy wywolanie P'(p) sie zatrzymuje? Ani tak ani nie. Wniosek: procedur
                                        > a X nie istnieje.
                                        >

                                        Przepraszam, pomylka. Oczywiscie P'(p) zawsze sie zatrzymuje. Ale czy zwraca TRUE
                                        czy FALSE? Zadna z tych mozliwosci nie moze zajsc. Wniosek: procedura X nei
                                        istnieje.
                                        • Gość: Pulbek Re: poprawka :-) IP: *.skjoldhoej.dk 16.02.02, 18:08
                                          Gość portalu: Pulbek napisał(a):

                                          Cholera, wszystko pochrzanilem z tego zdenerwowania na Thrundui :-)

                                          Oczywiscie ma byc tak:

                                          - mamy procedure X(y,z) ktora zwraca TRUE jesli y zatrzymuje sie na z i FALSE
                                          jezeli y petli sie na z

                                          - konstruuje procedure P:
                                          P(y) = X(y,y)

                                          - konstruuje procedure P':
                                          P'(y) = if P(y) then loop else stop

                                          Teraz zapisuje program P' na zmiennej p i nie wiadomo czy P'(p) sie zatrzymuje
                                          czy nie. Wniosek: procedura X nie istnieje.

                                          Przepraszam za zamieszanie.

                                          Pulbek.

                                          • Gość: LPiotrek Re: poprawka :-) IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 18.02.02, 20:38

                                            Pulbek napisal(a):

                                            > Gość portalu: Pulbek napisał(a):

                                            > Cholera, wszystko pochrzanilem z tego zdenerwowania na Thrundui :-)

                                            > Oczywiscie ma byc tak:

                                            > - mamy procedure X(y,z) ktora zwraca TRUE jesli y zatrzymuje sie na z i
                                            FALSE
                                            > jezeli y petli sie na z

                                            > - konstruuje procedure P:
                                            > P(y) = X(y,y)

                                            > - konstruuje procedure P':
                                            > P'(y) = if P(y) then loop else stop

                                            > Teraz zapisuje program P' na zmiennej p i nie wiadomo czy P'(p) sie
                                            zatrzymuje
                                            > czy nie. Wniosek: procedura X nie istnieje.

                                            > Przepraszam za zamieszanie.

                                            > Pulbek.


                                            Witam
                                            Przepraszam ze sie wtracam ,ale skoro napisales wczesniej
                                            ze ten dowod jest prosty ,to chyba nie zaszkodziloby dodac
                                            jeszcze pare slow komentarza do niego.
                                            Bo dla mnie jest on tak "prosty" ,ze nie jestem pewien czy
                                            dobrze go rozumiem, a nie chce mi sie szukac po
                                            ksiazkach.

                                            Ja to tak rozumiem ,ze skoro nie istnieje procedura X
                                            to z tego wynika ze nie istnieje program P oraz program
                                            P' ,bo one powinny zawierac procedure X.


                                            W takim razie ten dowod nie dotyczy programow ktore
                                            mozna napisac, tylko pewnego algorytmu ktorego nie
                                            mozna zaimplementowac (zamienic w program ).

                                            Podobnie nie mozna napisac takiej procedury Pr' ktora
                                            w tej samej iteracji bedzie zwracala liczbe rozna
                                            od zera o przeciwnym znaku niz powinna sama zwracac.
                                            Tylko to nie jest jeszcze dowod ze nie mozna napisac
                                            takiego programu( procedury) ,ktory bedzie obliczal
                                            znak zwracanej wartosci przez procedure ,ktora jest
                                            jego argumentem.
                                            Poniewaz procedura(program ) Pr' fizycznie nie istnieje to
                                            problem jest chyba tylko hipotetyczny ?
                                            Podobnie jest chyba z z programem P' ?

                                            Domyslam sie ze jestem w bledzie
                                            ( bo pisales ze ten problem istnieje fizycznie )
                                            ,ale chcialbym poznac gdzie sie myle i dlaczego.
                                            Wydaje mi sie tez ,ze wielu innych
                                            czytelnikow tego watku moze miec podobne watpliwosci
                                            ,wiec skoro to taki prosty dowod to przedstaw go jak
                                            12-latkowi .

                                            pozdrawiam
                                            LPiotrek



                                • Gość: Stefan Re: niespodzianka IP: *.zaspa.gda.pl 16.02.02, 16:11
                                  Thrunduil (o ilosci regul wnioskowania):
                                  > ale u mnie jest tylko jedno u ciecie dochodzi do 10.

                                  To byla odpowiedz na Twoje stwierdzenie, ze sie nie da. Jest pewna roznica
                                  pomiedzy ,,nie da sie'' a ,,da sie za pomoca 10 regul''. U Ciebie bez ,,zasady
                                  celu'' nie da sie w zasadzie nic.

                                  Thrunduil:
                                  > Zreszta wymyslilem kolejma modyfikacje. Teraz juz nawet bez reguly
                                  > odrywania:
                                  > 1. a
                                  > 2. b
                                  > 3. c
                                  > 4. a->b
                                  > 5. -a-> b
                                  > 6. -a-> -b

                                  To wszystko?

                                  Thrunduil:
                                  > Jest on rownowazny logice klasycznej

                                  ????
                                  W logice klasycznej na przyklad a->(b->a) jest twierdzeniem. U Ciebie nie jest.
                                  U Ciebie jest dokladnie 6 twierdzen. Tylko te, ktore wypisales. Z kolei zadne
                                  z nich nie jest twierdzeniem logiki klasycznej. Wobec tego te dwie logiki nie
                                  tylko nie sa rownowazne, ale jest tak:
                                  cokolwiek jest twierdzeniem w log.klas. NA PEWNO nie jest twierdzeniem w log.T.
                                  cokolwiek jest twierdzeniem w log.T. NA PEWNO nie jest twierdzeniem w log.klas.

                                  Thrunduil:
                                  > Wad na razie nie dostrzegam.

                                  No to w takim razie opublikuj. Ja potem napisze przyczynek, w ktorym ta sama
                                  linie badawcza rozwine tworczo. Moj system bedzie jeszcze mniejszy:

                                  Nie zauwazyles go? W takim razie podaje jeszcze raz:

                                  Pusty system ma wszystkie zalety Twojego, bo tak samo jest niesprzeczny i tak
                                  samo nic z niego nie wynika. Ma kilka dodatkowych zalet. Jest jeszcze krotszy.
                                  Jest najkrotszy z mozliwych. Do czasu az ktos wymysli system o ujemnej liczbie
                                  aksjomatow.

                                  Thrunduil (o rozstrzygalnosci):
                                  > Turing pokazal tylko, ze jest to zdanie nierozstrzygalne.

                                  Nierozstrzygalny jest problem:
                                  (*) ,,Wczytac dowolny program i stwierdzic czy ten wczytany program sie
                                  kiedykolwiek zatrzyma''
                                  Falszywe jest zdanie:
                                  (**) ,,Istnieje program, ktory wczyta dowolny program i stwierdzi czy ten
                                  wczytany program sie kiedykolwiek zatrzyma''
                                  Zdanie (**) orzeka, ze problem (*) jest rozstrzygalny i wlasnie dlatego jest
                                  falszywe. Rozstrzygalne albo nie, moga byc problemy a nie pojedyncze zdania.
                                  Prawdziwe albo falszywe moga byc zdania. Nie nalezy mylic jednego z drugim.

                                  Thrunduil:
                                  > Program to jest jakies zdanie dobrze zbudowane.

                                  Slowo ,,zdanie'' uzyles tu w zupelnie innym sensie niz wszedzie dotad.

                                  Thrunduil:
                                  > A ja sie nie zgadzam. Liczb naturalnych jest nieprzeliczalnie wiele!

                                  O kurcze. Ale tego nie opublikujesz, przynajmniej w niczym matematycznym. To,
                                  ze kazda teoria pierwszego rzedu majaca model nieskonczony ma modele dowolnej
                                  mocy nieskonczonej, to juz od dawna jest czescia dydaktyki a nie nauki. Nie
                                  slyszalem dotad, zeby ktos na tej podstawie mowil, ze ,,liczb naturalnych jest
                                  nieprzeliczalnie wiele'' i jeszcze dostawial wykrzyknik. Raczej sie mowi, ze
                                  teorie pierwszego rzedu sa zbyt slabe, zeby wykluczyc modele patologiczne.
                                  Jesli dopuscic aksjomat indukcji w naiwnej postaci z kwantyfikacja po WSZYSTKICH
                                  zbiorach liczb (to juz jest drugi rzad), to z dowodem przeliczalnosci nie ma
                                  problemow.

                                  Thrunduil:
                                  > Jezeli uznam, ze liczb naturalnych jest nieprzeliczalnie wiele, to wszyskie
                                  > dowody w analizie, topologii, geometrii i w czymkolwiek moge spokojnie
                                  > wyrzucic do kosza, bo ich autorzy zakladali, ze liczb naturalnych jest
                                  > przeliczalnie wiele.

                                  Wniosek przedwczesny. Takie doswiadczenia oczywiscie byly robione. Cos
                                  zmieniasz w podstawach i badasz efekty wyzej. Czasem sie cos pojedynczego
                                  zawali, ale zwykle duzo pozostaje na miejscu. Bylbys zdziwiony, jak malo sie
                                  zawala na przyklad przy przejsciu do logiki intuicjonistycznej, czyli przez
                                  wykluczenie rzeczy niekonstruowalnych i dowodow nie wprost. Wszystkie
                                  twierdzenia pierwszego rzedu w analizie, topologii, geometrii i w czymkolwiek
                                  pozostana prawdziwe w modelu niestandardowym, dlatego ze to jest model teorii.
                                  Zmieni sie sposob ich intuicyjnego rozumienia i przybeda nowe twierdzenia.
                                  Padna te twierdzenia, ktore istotnie wykorzystywaly drugi rzad kwantyfikacji.

                                  Ale jak juz o tym pisalem w niezbyt udanym watku ,,Czym jest nauka?'',
                                  matematycy niezbyt przejmuja sie podstawami logicznymi. Jesli pokazesz w nich
                                  jakas dziure (na razie tego nie zrobiles), to Ci powiedza: ciekawe, ale skoro
                                  znalazles dziure, to ja teraz jakos zatkaj. I zajma sie swoimi sprawami.
                                  Matematyka nie opiera sie tak silnie na logice formalnej, jak Ty bys chcial.

                                  Logicy nie robia doswiadczen z usuwaniem (lub modyfikowaniem) aksjomatow na
                                  pale, zaprzeczajac przypadkowemu aksjomatowi. Nie zastanowilo Cie, dlaczego
                                  tyle sie kiedys pisalo o alternatywach do aksjomatu Euklidesa o prostych
                                  rowmnoleglych a nic o alternatywach do innych aksjomatow Euklidesa? Badano
                                  zaprzeczenia aksjomatu wyboru, albo hipotezy continuum, albo prawa wylaczonego
                                  srodka. Ale jest przeciez tyle innych aksjomatow; dlaczego ich nie wykrzywiano?
                                  Logicy znecaja sie tylko nad tymi aksjomatami, ktore maja niezbyt jasne
                                  konsekwencje matematyczne. Jesli tylko oderwiesz nos od wasko pojetej logiki
                                  formalnej, to zobaczysz, ze aksjomat aksjomatowi nierowny.

                                  Thrunduil:
                                  > Niech czlowiek bedzie tym algorytmem do analizy problemu stopu.

                                  Po pierwsze czlowiek nie spelnia podstawowego zalozenia: nie dla kazdej maszyny
                                  Turinga jest w stanie cokolwiek orzec; bo np. przed maszyna Turinga o milionie
                                  instrukcji potrafi tylko pasc na kolana. Poza tym nie jest jasne, czy
                                  zachowanie czlowieka mozna w ogole symulowac algorytmicznie. Stoi za tym tylko
                                  teza Churcha oraz ogolna wiara w pewnych sferach.

                                  Zycze dalszego udanego rewolucjonizowania podstaw.

                                  - Stefan

                                  • Gość: thrundui Re: niespodzianka IP: *.sgh.waw.pl 16.02.02, 17:11
                                    > > Zreszta wymyslilem kolejma modyfikacje. Teraz juz nawet bez reguly
                                    > > odrywania:
                                    > > 1. a
                                    > > 2. b
                                    > > 3. c
                                    > > 4. a->b
                                    > > 5. -a-> b
                                    > > 6. -a-> -b

                                    > Pusty system ma wszystkie zalety Twojego, bo tak samo jest niesprzeczny i tak
                                    > samo nic z niego nie wynika.

                                    To byl moj pomysl.
                                    I rzeczywiscie nie widze niczego zlego z biorze pustym.

                                    > (**) ,,Istnieje program, ktory wczyta dowolny program i stwierdzi czy ten
                                    > wczytany program sie kiedykolwiek zatrzyma''

                                    > > A ja sie nie zgadzam. Liczb naturalnych jest nieprzeliczalnie wiele!
                                    > Nie slyszalem dotad, zeby ktos na tej podstawie mowil, ze ,,liczb naturalnych
                                    > jest
                                    > nieprzeliczalnie wiele'' i jeszcze dostawial wykrzyknik. Raczej sie mowi, ze
                                    > teorie pierwszego rzedu sa zbyt slabe, zeby wykluczyc modele patologiczne.

                                    Na tym polega moj argument na rzecz nierozstrzygalnosci twierdzenia turinga.
                                    Jego dowod falszywosci opieral sie na zalozeniu przeliczalnosci liczba
                                    naturalnych. A to zdanie jest nierozstrzygalne.
                                    Tym samym twierdzenie turinga, to twierdzenie, ze zdanie to jest falszywe ale
                                    nierozstrzygalne.
                                    Ale ja powiem, ze to zdanie jest prawdziwe ale nierostrzygalne i mam tyle samo
                                    racji.

                                    > Nie slyszalem dotad, zeby ktos na tej podstawie mowil, ze ,,liczb naturalnych
                                    > jest nieprzeliczalnie wiele'' i jeszcze dostawial wykrzyknik.

                                    To jestem pierwszy.
                                    Problem tylko jak mi tego zabronic.
                                    Cala zabawa z logika jest po to, ze ja tez chcialbym wiedziec, bo uwazam ten stan
                                    za patologiczny.

                                    > > dowody w analizie, topologii, geometrii i w czymkolwiek moge spokojnie
                                    > > wyrzucic do kosza, bo ich autorzy zakladali, ze liczb naturalnych jest
                                    > > przeliczalnie wiele.

                                    > Wniosek przedwczesny. Takie doswiadczenia oczywiscie byly robione. Cos
                                    > zmieniasz w podstawach i badasz efekty wyzej. Czasem sie cos pojedynczego
                                    > zawali, ale zwykle duzo pozostaje na miejscu. Bylbys zdziwiony, jak malo sie
                                    > zawala na przyklad przy przejsciu do logiki intuicjonistycznej, czyli przez
                                    > wykluczenie rzeczy niekonstruowalnych i dowodow nie wprost.

                                    Fajnie. ale ja mowie, ze liczb naturalnych jest nieprzeliczalnie wiele. Nie
                                    zmieniam nic w podstawach. Taka jest moja intuicja. Dlaczego nie zawala sie wtedy
                                    cala analiza. Tam sie przeciez jawnie zaklada, ze liczb naturalnych jest
                                    przeliczalnie wiele. Dotyczy wiec modelu o ktorym ja twierdze ze jest falszywy.
                                    Nie przecze, ze wiele zdan sie nie nie zmieni. Ale nie bede sie zgadzal z zadnym
                                    dowodem.

                                    > Matematyka nie opiera sie tak silnie na logice formalnej, jak Ty bys chcial.

                                    Ok. ja nie widze nic w tym zlego.
                                    Wogule strasznie bym zliberalizowal wymagania wobec dowodu.
                                    Chodzi o to, ze moja intuicja nie dopuszcza istnienia czegos nieobliczalnego. I
                                    jak w matematyce cos takiego wyjdzie to znaczy ze operuje na jakims falszywym
                                    modelu.

                                    > Ale jest przeciez tyle innych aksjomatow; dlaczego ich nie wykrzywiano ?

                                    Pewnie dlatego, ze byl jakis problem z intuicja.
                                    U mnie tez jest w przypadku stworow nieobiczalnych. One oczywiscie moga istniec.
                                    Zalozenie o nieprzeliczalnosci jak i przeliczalnosci liczb naturalnych sa
                                    rownowazne. Dla ciebie pewnie przyjecie przeliczalnosci liczb naturalnych i
                                    uzyskanie stworow nieobliczalnych jest lepsze niz przyjecie nieprzeliczalnosci
                                    liczb naturalnych a przez to pozbycie sie tw godla i stworow nieobliczalnych.
                                    Ale dla mnie bardziej intuicyjne jest odrzucenie przeliczalnosci.

                                    > Po pierwsze czlowiek nie spelnia podstawowego zalozenia: nie dla kazdej maszyny
                                    > Turinga jest w stanie cokolwiek orzec; bo np. przed maszyna Turinga o milionie
                                    > instrukcji potrafi tylko pasc na kolana.

                                    NIe prawda.
                                    Skoro zajmuje sie twierdzeniem turinga to jest w stanie dla kazdej maszyny orzec.
                                    Inaczej nie wierzylby w poprawnosc maszyny a tym samym w prawdziwosc tw turinga.
                                    • Gość: Stefan Re: niespodzianka IP: *.zaspa.gda.pl 16.02.02, 18:15
                                      Ja:
                                      > Ja potem napisze przyczynek, w ktorym ta sama linie badawcza rozwine tworczo.
                                      [...]
                                      > Pusty system ma wszystkie zalety Twojego, bo tak samo jest niesprzeczny i tak
                                      > samo nic z niego nie wynika.
                                      Thrunduil:
                                      > To byl moj pomysl. I rzeczywiscie nie widze niczego zlego zbiorze pustym.

                                      Dobra, zrzekam sie roszczen do autorstwa. Opublikuj pusty system aksjomatow pod
                                      wlasnym nazwiskiem.

                                      Thrunduil:
                                      > Na tym polega moj argument na rzecz nierozstrzygalnosci twierdzenia turinga.

                                      Powtarzam: twierdzenie jest zdaniem; zdania moga byc prawdziwe albo falszywe.
                                      Rozstrzygalne albo nierozstrzygalne moga byc problemy. Kwestionujesz
                                      prawdziwosc tw. Turinga a nie jego rozstrzygalnosc.

                                      Thrunduil:
                                      > Jego dowod falszywosci opieral sie na zalozeniu przeliczalnosci liczba
                                      > naturalnych. A to zdanie jest nierozstrzygalne.

                                      Powtarzam: zdania moga byc prawdziwe albo falszywe. Rozstrzygalne albo
                                      nierozstrzygalne moga byc problemy. Zdanie ,,liczb naturalnych jest
                                      przeliczalnie wiele'' moze byc prawdziwe albo falszywe. Nie moze byc
                                      rozstrzygalne albo nierozstrzygalne.

                                      Zauwaz, ze zarowno Ty, jak Pulbek i ja zgodzilismy sie milczaco na uzywanie
                                      dwoch roznych pojec przeliczalnosci. U Ciebie doprowadzilo to do konfuzji, ja
                                      poczatkowo nie zauwazylem Twojego problemu z rozroznianiem pojec, Pulbek zapewne
                                      tez. Otoz stale dzialajac wewnatrz teorii formalnej nie mozesz twierdzic, ze
                                      liczb naturalnych jest nieprzeliczalnie wiele, bo rownolicznosc ze zbiorem liczb
                                      naturalnych jest definicja przeliczalnosci. Definicja: zbior jest przeliczalny
                                      wtedy i tylko wtedy gdy jest rownoliczny ze zbiorem liczb naturalnych. Zebys
                                      nawet mial w modelu niestandardowym tyle liczb naturalnych, ze Ci az miga w
                                      oczach, to ciagle musisz ich zbior nazwac przeliczalnym.

                                      Drugie pojecie przeliczalnosci jest na poziomie meta. W niestandardowym modelu
                                      liczb naturalnych moze byc wiecej elementow niz w modelu standardowym; mowimy
                                      wtedy z zewnatrz, ze jest ich nieprzeliczalnie wiele. To jest inne pojecie niz
                                      wewnetrzna przeliczalnosc.

                                      Ja:
                                      > Nie slyszalem dotad, zeby ktos na tej podstawie mowil [...]
                                      Thrunduil:
                                      > To jestem pierwszy. Problem tylko jak mi tego zabronic.

                                      Po co Ci czegos zabraniac? To jest wolny kraj, kazdy gada glupstwa na wlasny
                                      rachunek.

                                      Thrunduil:
                                      > Dlaczego nie zawala sie wtedy cala analiza. Tam sie przeciez jawnie zaklada,
                                      > ze liczb naturalnych jest przeliczalnie wiele.

                                      Jesli masz na mysli klasyczna aksjomatyke liczb rzeczywistych, to tam jest jeden
                                      aksjomat drugiego rzedu. Roznie sie go formuluje, ale w kazdym razie to juz nie
                                      jest teoria pierwszego rzedu i w zwiazku z tym nie ma modeli dowolnej mocy
                                      nieskonczonej. Mozna zastapic ten aksjomat czyms subtelniejszym pierwszego
                                      rzedu, otrzymac wiele niestandardowych modeli liczb rzeczywistych i wtedy sie
                                      okaze, ze bardzo powazna wiekszosc twierdzen pozostanie w mocy. Ciagi liczbowe
                                      beda nadal przeliczalne wzgl. wewnetrznego pojecia przeliczalnosci (bo
                                      rownoliczne z liczbami naturalnymi) ale ich wyrazow bedzie o wiele wiecej niz
                                      sobie to naiwnie wyobrazamy na podstawie naszej standardowej intuicji. Ta
                                      wyobraznia nie ma wplywu na formalna poprawnosc twierdzen.

                                      Zreszta najprostsze modele liczb rzeczywistych nie zawieraja pojecia liczby
                                      naturalnej w tym sensie, ze takiego pojecia w ogole nie daje sie w nich
                                      wydefiniowac.

                                      Thrunduil:
                                      > Dotyczy wiec modelu o ktorym ja twierdze ze jest falszywy.

                                      Powtarzam: zdania moga byc prawdziwe albo falszywe. Modele nie moga byc
                                      falszywe ani prawdziwe.

                                      Oczywiscie czepiam sie do sformulowan. Przepraszam Cie, ze to czynie, ale
                                      uzywasz jezyka w sposob bardzo niestaranny, za tym idzie podobna niestarannosc
                                      mysli i w ten sposob sam sie wyprowadzasz na manowce. Mowimy o rzeczach
                                      precyzyjnych, przy ktorych nie da sie manipulowac w grubych rekawicach.

                                      Thrunduil:
                                      > Zalozenie o nieprzeliczalnosci jak i przeliczalnosci liczb naturalnych sa
                                      > rownowazne.

                                      Nie tylko nie sa rownowazne, ale przecza sobie wzajemnie. Znowu wypowiedziales
                                      sie niestarannie. Miales na mysli, ze i jedno zalozenie i drugie prowadza do
                                      niesprzecznej teorii. To jest akurat nieprawda, ale lepiej mowic nieprawde niz
                                      wydawac dzwieki nieartykulowane.

                                      Thrunduil:
                                      > Chodzi o to, ze moja intuicja nie dopuszcza istnienia czegos nieobliczalnego.

                                      To z braku przyzwyczajenia...

                                      Thrunduil:
                                      > Inaczej nie wierzylby w poprawnosc maszyny

                                      Powtarzam: maszyny nie moga byc poprawne.

                                      Thrunduil:
                                      > a tym samym w prawdziwosc tw turinga.

                                      Powtarzam: ...
                                      Nic tym razem nie powtarzam. Twierdzenia moga byc prawdziwe. To akurat jest.

                                      - Stefan

                                      P.S. Korepetycji na tym poziomie nigdy nie udzielalem. Fajna zabawa.

                                    • Gość: Pulbek Re: niespodzianka IP: *.skjoldhoej.dk 16.02.02, 18:45
                                      Gość portalu: thrundui napisał(a):

                                      > Na tym polega moj argument na rzecz nierozstrzygalnosci twierdzenia turinga.
                                      > Jego dowod falszywosci opieral sie na zalozeniu przeliczalnosci liczba
                                      > naturalnych. A to zdanie jest nierozstrzygalne.
                                      > Tym samym twierdzenie turinga, to twierdzenie, ze zdanie to jest falszywe ale
                                      > nierozstrzygalne.
                                      > Ale ja powiem, ze to zdanie jest prawdziwe ale nierostrzygalne i mam tyle samo
                                      > racji.

                                      He, juz chyba rozumiem! Kiedy mowisz 'nierozstrzygalne' to masz na
                                      mysli 'niezalezne od aksjomatow', tak? No to sie grubo, grubo a nawet: gróbo
                                      mylisz. To jest zupelnie cos innego!

                                      Pulbek.
                                      • Gość: thrundui Re: niespodzianka IP: *.sgh.waw.pl 17.02.02, 14:20
                                        kolejne przyblizenie:
                                        1 a
                                        2 b
                                        3 c
                                        4 a->b
                                        5 -a->b
                                        6 -b->-a
                                        7 --b

                                        czy teraz dalej istnieja tautologie klasyczne, ktorych nie mozna udowodnic?

                                        > He, juz chyba rozumiem! Kiedy mowisz 'nierozstrzygalne' to masz na
                                        > mysli 'niezalezne od aksjomatow', tak? No to sie grubo, grubo a nawet: gróbo
                                        > mylisz. To jest zupelnie cos innego!

                                        tak. A mozna inaczej traktowac?
                                        teraz to ja pojde troche dalej i powiem, ze tw. godla jest nierozstrzygalne w
                                        kazdym niesprzecznym systemie formalnym w ktorym da sie zformulowac. Twierdzenie
                                        turinga to tw godla.

                                        Nie widzialem dowodu nierozstrzygalnosci,
                                        ale dowodu poprawnosci tez nie widzialem.
                                        jakos nikomu nie przychodzi do glowy, ze ktos moze wierzyc, ze liczb naturalnych
                                        jest nieprzeliczalnie wiele.

                                        > Mam wiec pewien program P', napisany z uzyciem procedury X. Jest to pewien
                                        > tekst, wiec moge go zapisac w zmiennej p typu STRING.

                                        robisz chyba tutaj to samo oszustwo, co turing. Zakladasz, ze zmienna typu string
                                        to to co ty myslisz. Jak chcesz pokazac, ze kazda zmienna typu string cos koduje?
                                        Jakkolwiek nie zdefiniujesz string, ja jej znaczenie wykrece jak tylko umiem
                                        najbardziej.

                                        Nie wiem dokladnie, czy w tym miejscu kryje sie blad.
                                        Chodzi o to ze w orginalnym dowodzie byly liczby naturalne, wiec moge go
                                        zignorowac.
                                        Wazniejsze jest drugie postawienie sprawy. Skoro uniwersalna maszyna,
                                        korzystajaca ze wszyskich regul wnioskowania nie wykazala, ze procedura sie
                                        zatrzyma to skad turing wiedzial, ze sie zatrzyma.

                                        Zdanie, ze sie zatrzyma nie moze wiec byc prawdziwe formalnie, a co najwyzej
                                        semantycznie. Ale to oznacza, ze cale twierdzenie turinga jest zdaniem
                                        nierozstrzygalnym w kazdym systemie formalnym, chociaz wierzy sie, ze prawdziwym.
                                        Ale ja nie wierze.

                                        >> Zalozmy ze swiat jest sterowany procesem nieobliczalnym. Np. czasteczka poleci
                                        >> w prawo, jezeli program sie zatrzyma a w lewo jezeli nie.

                                        > Ale tak nie jest.

                                        Jak to nie jest.
                                        Przeciez twierdzisz, ze udowodniles twierdzenie turinga. Skonstruowales w mysli
                                        proces nieobliczalny. To ta konstrukcja myslowa jest procesem obliczalnym?

                                        > Powtarzam: twierdzenie jest zdaniem; zdania moga byc prawdziwe albo falszywe.
                                        > Rozstrzygalne albo nierozstrzygalne moga byc problemy. Kwestionujesz
                                        > prawdziwosc tw. Turinga a nie jego rozstrzygalnosc.

                                        Nie do konca.
                                        twierdze, ze tw. turinga jest zdaniem nierozstrzygalnym w kazdym systemie.
                                        jest natomiast twierdzeniem prawdziwym jezeli wierzymy w przeliczalnosc liczb
                                        naturalnych.
                                        Poniewaz, jest sprzeczne z moja intuicja a ilosc liczb naturalnych jest mi
                                        obojetna, wiec uznaje to za dowod nieprzeliczalnosci liczb naturalnych.

                                        Pytanie:
                                        Czy twierdzenie godla jest rozstrzygalne w jakimkolwiek dostatecznie bogatym
                                        niesprzecznym systemie. Cale moje wnioskowanie opiera sie na przekonaniu, ze nie.
                                        Wiec to jest kluczowe pytanie.
                                        Jezeli jest rozstrzygalne to co to jest procedura godelizacji - dodawania zdania
                                        godla do systemu.

                                        > Powtarzam: zdania moga byc prawdziwe albo falszywe. Rozstrzygalne albo
                                        > nierozstrzygalne moga byc problemy.

                                        chodzi mi o rozstrzygalnosc w systemie.
                                        W danym systemie zdanie moze nie byc rozstrzygalne, chociaz prawdiwe lub falszywe.
                                        Ty wychodzisz od prawdy z metapoziomu i wnioskujesz, ze system jest za slaby.
                                        Ja wychodze od prawdy w systemie i wnioskuje ze prawda w metapoziomie jest
                                        calkowicie dowolna i zalezy od mojego nastroju.

                                        > Otoz stale dzialajac wewnatrz teorii formalnej nie mozesz twierdzic, ze
                                        > liczb naturalnych jest nieprzeliczalnie wiele, bo rownolicznosc ze zbiorem liczb
                                        > naturalnych jest definicja przeliczalnosci. Definicja: zbior jest przeliczalny
                                        > wtedy i tylko wtedy gdy jest rownoliczny ze zbiorem liczb naturalnych. Zebys
                                        > nawet mial w modelu niestandardowym tyle liczb naturalnych, ze Ci az miga w
                                        > oczach, to ciagle musisz ich zbior nazwac przeliczalnym.

                                        Ale ja nie twierdze bedac wewnatrz systemie, ze liczb naturalnych jest
                                        nieskonczenie. Ja twierdze to patrzac z zewnatrz i zdajac sobie sprawe, ze to
                                        jest nie do udowodnienia.

                                        Rownolicznosc, ze zbiorem liczb naturalnych jest definicja przeliczalnosci?
                                        To co to jest przeliczalny model liczb rzeczywistych w takim przypadku? Liczb
                                        rzeczywistych jest tyle co naturalnych w moim modelu? Ilosc twierdzen w moim
                                        systemie bedzie taka jak ilosc liczb naturalnych?
                                        To moj system bedzie bogatszy?

                                        Mozliwe.
                                        Tyle tylko, ze to bez znaczenia, bo ja taka przeliczalnosc bedze traktowal
                                        zupelnie inaczel niz turing. A to w zupelnosci wystarzy.

                                        > Jesli masz na mysli klasyczna aksjomatyke liczb rzeczywistych, to tam jest jeden
                                        > aksjomat drugiego rzedu. Roznie sie go formuluje, ale w kazdym razie to juz nie
                                        > jest teoria pierwszego rzedu i w zwiazku z tym nie ma modeli dowolnej mocy
                                        > nieskonczonej.

                                        Prade mowiac to ja juz zupelnie sie pogubilem.
                                        Zbior liczb naturalnych nie jest podzbiorem liczb rzeczywistych?
                                        Jezeli takie zdania nie sa formalnie prawdziwe to jestem coraz bardziej
                                        krytycznie nastawiony do tych twierdzen.

                                        > Powtarzam: zdania moga byc prawdziwe albo falszywe

                                        ja sie nie zgadzam. Mam inne pojecie prawdy w metapoziomie i dlatego takie
                                        stwierdzenie sa dla mnie niedopuszczalne. Co wiecej ty wiesz, ze ja moge miec
                                        inne pojecie prawdy w metapoziomie, wiec takie zdanie jest nieuczciwe.

                                        Sensownie mozna mowic tylko o konsekwencjach formalnych.
                                        Dlatego istnieja tylko zdania prawdziwe, falszywe lub nierozstrzygalne.
                                        Wartosciowanie zdan nierozstrzygalnych jest absolutnie arbitralne.

                                        > Twierdzenia moga byc prawdziwe. To akurat jest.
                                        Zdanie turinga jest nierozstrzygalne.
                                        Jego prawdziwosc jest wiec kwestia wiary.
                                        • Gość: Stefan Re: niespodzianka IP: *.zaspa.gda.pl 17.02.02, 15:59
                                          Thrunduil:
                                          > kolejne przyblizenie:
                                          > 1 a
                                          > 2 b
                                          > 3 c
                                          > 4 a->b
                                          > 5 -a->b
                                          > 6 -b->-a
                                          > 7 --b
                                          >
                                          > czy teraz dalej istnieja tautologie klasyczne, ktorych nie mozna udowodnic?

                                          Thrunduil, zrozum w koncu, jesli nie masz ZADNEJ reguly wnioskowania, to nie
                                          mozesz udowodnic NICZEGO. Jesli nawet rozbudujesz swoj system do miliona
                                          aksjomatow, to te milion zdan bedzie twierdzeniami, a niczego nowego i tak nie
                                          dolaczysz. Logika klasyczna ma przeliczalny zbior tautologii. Wobec tego ile
                                          pozostanie Ci tautologii klasycznych, ktorych nie mozesz udowodnic?
                                          Nieskonczonosc minus milion, to spuszczam zero, nieskonczonosc w rozumie (o ile
                                          sie tam zmiesci)... wyszlo mi, ze pozostaje Ci nadal nieskonczenie wiele
                                          tautologii, ktorych nie udowodnisz. W dodatku zaden z Twoich Siedmiu
                                          Wspanialych Aksjomatow nie jest tautologia klasycznej logiki, wiec to
                                          odejmowanie tez moglem sobie darowac.

                                          Pulbek:
                                          > He, juz chyba rozumiem! Kiedy mowisz 'nierozstrzygalne' to masz na mysli
                                          > 'niezalezne od aksjomatow', tak?
                                          Thrunduil:
                                          > tak. A mozna inaczej traktowac?

                                          Pulbeku, jestes genialny. Na to nieporozumienie nigdy bym nie wpadl.

                                          Thrunduil:
                                          > teraz to ja pojde troche dalej i powiem, ze tw. godla jest nierozstrzygalne w
                                          > kazdym niesprzecznym systemie formalnym w ktorym da sie zformulowac.

                                          Czytaj: niezalezne od aksjomatow? Przeciez to jest metatwierdzenie.

                                          Thrunduil:
                                          > ale dowodu poprawnosci tez nie widzialem.

                                          Juz mnie calkiem zmyliles. Czego nie widziales? Dowodu twierdzenia, ze
                                          wlasnosc stopu maszyny Turinga jest nierozstrzygalna? To gdzie patrzyles, gdy
                                          wczoraj Pulbek pracowicie walil w klawisze?

                                          Thrunduil:
                                          > Rownolicznosc, ze zbiorem liczb naturalnych jest definicja przeliczalnosci?

                                          A znasz inna definicje przeliczalnosci?

                                          Thrunduil:
                                          > To co to jest przeliczalny model liczb rzeczywistych w takim przypadku? Liczb
                                          > rzeczywistych jest tyle co naturalnych w moim modelu?

                                          W najprostszych teoriach liczb rzeczywistych nie ma w ogole liczb naturalnych.
                                          Nie da sie ich wydefiniowac. To znaczy wiadomo, co to jest 0, i 1, i 2, itd.,
                                          ale nie ma jak zebrac ich do kupy w jeden zbior. Wobec tego nie da sie badac
                                          mocy tego zbioru. Jak Ci trudno w to uwierzyc, to sprobuj sobie zdefiniowac
                                          liczby naturalne bez uzycia jakichs nieformalnych trzykropkow czy innych
                                          itakdalejow, i bez rekursji. Jak to zrobisz, to ja Ci wyjasnie jakich srodkow
                                          2-ego rzedu uzyles nieswiadomie w swojej definicji.

                                          Jesli wezmiesz mocniejsza teorie liczb rzeczywistych, to moze byc roznie. Jesli
                                          dolaczysz jakis aksjomat ciaglosci lub inny podobny 2-ego rzedu, to on Ci moze
                                          wykluczyc modele przeliczalne. Zalezy, jak to zrobisz. Sa tez teorie (1-ego
                                          rzedu), w ktorych sa i liczby naturalne i rzeczywiste i te dwa zbiory sa
                                          rownoliczne.

                                          Jesli nie chcesz wchodzic w te cienkosci formalne, to przyjmij, ze liczb
                                          rzeczywistych jest wiecej niz naturalnych
                                        • Gość: Pulbek. Re: niespodzianka IP: *.skjoldhoej.dk 17.02.02, 16:06
                                          Gość portalu: thrundui napisał(a):

                                          > kolejne przyblizenie:
                                          > 1 a
                                          > 2 b
                                          > 3 c
                                          > 4 a->b
                                          > 5 -a->b
                                          > 6 -b->-a
                                          > 7 --b
                                          >
                                          > czy teraz dalej istnieja tautologie klasyczne, ktorych nie mozna udowodnic?
                                          >

                                          -((a->a)->(-(a->a)))

                                          ***************************************************************

                                          > > He, juz chyba rozumiem! Kiedy mowisz 'nierozstrzygalne' to masz na
                                          > > mysli 'niezalezne od aksjomatow', tak? No to sie grubo, grubo a nawet: gró
                                          > bo
                                          > > mylisz. To jest zupelnie cos innego!
                                          >
                                          > tak. A mozna inaczej traktowac?

                                          Jak w Dekrecie o Stanie Wojennym: Mozna, nawet trzeba! Bo to sa rozne rzeczy.

                                          Definicja: Problem X jest nierozstrzygalny jezeli nie istnieje program
                                          komputerowy ktory go rozstrzyga.

                                          Jak mamy ze soba rozmawiac skoro uzywamy roznych jezykow? Wlasnie dlatego
                                          wspominalem o przeczytaniu dowolnej ksiazki o teorii obliczen. Nie po to zebys
                                          uwierzyl w to co tam jest napisane. Po to, zebysmy mowili tym samym jezykiem.

                                          > Twierdzenie turinga to tw godla.
                                          >
                                          Czy zaczerpnales to zdanie z jakiejs ksiazki popularnonaukowej? Twierdzenie
                                          Turinga rzeczywiscie jest subtelnie zwiazane z twierdzeniem Goedla, ale na pewno
                                          nie sa tym samym, chocby dlatego ze dowod twierdzenia Turinga miesci sie na
                                          jednej stronie (podalem Ci go zreszta), a twierdzenia Goedla - na piecdziesieciu.

                                          Jezeli potrafisz dokladnie objasnic sens zwiazku wynikow Turinga z wynikami
                                          Goedla, to prosze bardzo. Bede Ci wdzieczny, bo sam nigdy nie zrozumialem do
                                          konca tego zwiazku, mimo ze sie kiedys staralem. Ale najpierw ktorys z nas musi
                                          sie nauczyc jezyka tego drugiego. Bedzie latwiej jesli to Ty sie nauczysz, bo ja
                                          uzywam tego samego jezyka co Turing i Goedel.

                                          > Nie widzialem dowodu nierozstrzygalnosci,
                                          > ale dowodu poprawnosci tez nie widzialem.

                                          Powtarzam sie...
                                          Rozstrzygalnosc nie ma nic wspolnego z poprawnoscia. Poprawne sa zdania,
                                          rozstrzygalne - problemy, czyli zbiory napisow.

                                          > jakos nikomu nie przychodzi do glowy, ze ktos moze wierzyc, ze liczb
                                          > naturalnych jest nieprzeliczalnie wiele.
                                          >
                                          Mi tylko nie przychodzi do glowy ze to ma jakis zwiazek z wynikami Turinga.

                                          > > Mam wiec pewien program P', napisany z uzyciem procedury X. Jest to pewien
                                          > > tekst, wiec moge go zapisac w zmiennej p typu STRING.
                                          >
                                          > robisz chyba tutaj to samo oszustwo, co turing. Zakladasz, ze zmienna typu stri
                                          > ng to to co ty myslisz. Jak chcesz pokazac, ze kazda zmienna typu string cos
                                          > koduje?

                                          Wcale nie musze pokazac ze kazdy string cos koduje. Musze tylko pokazac ze kazdy
                                          program da sie zakodowac w zmiennej typu string. A to robie na luzie, bez zadnych
                                          kombinacji z nieskonczonosciami. Mowiac w uproszczeniu, program to przeciez
                                          _jest_ string.

                                          > Jakkolwiek nie zdefiniujesz string, ja jej znaczenie wykrece jak tylko umiem
                                          > najbardziej.

                                          Prosze bardzo. String to skonczony ciag znakow. Znak to takie cos co widnieje na
                                          jednym z klawiszy przed Toba.

                                          Wykrecaj jak tylko umiesz najbardziej.

                                          >
                                          > Nie wiem dokladnie, czy w tym miejscu kryje sie blad.
                                          > Chodzi o to ze w orginalnym dowodzie byly liczby naturalne, wiec moge go
                                          > zignorowac.

                                          Dowod nigdzie nie korzysta z przeliczalnosci. Poza tym w moim dowodzie nie ma
                                          mowy o liczbach naturalnych, wiec zamiast go ignorowac powiedz co w nim jest nie
                                          tak.

                                          > Wazniejsze jest drugie postawienie sprawy. Skoro uniwersalna maszyna,
                                          > korzystajaca ze wszyskich regul wnioskowania nie wykazala, ze procedura sie
                                          > zatrzyma to skad turing wiedzial, ze sie zatrzyma.
                                          >

                                          Drobne pytanie: czy wiesz co to jest uniwersalna maszyna Turinga? Skad Ci
                                          przyszlo do glowy ze ona korzysta ze "wszystkich" regul wnioskowania? I co to w
                                          ogole znaczy "wszystkich" Twoim zdaniem?


                                          [...]
                                          > Przeciez twierdzisz, ze udowodniles twierdzenie turinga. Skonstruowales w
                                          > mysli proces nieobliczalny. To ta konstrukcja myslowa jest procesem obliczalnym?
                                          >

                                          Oczywiscie ze tak moze byc. Konstrukcja maszyny Turinga jest nie tylko
                                          obliczalna, ale w ogole bardzo latwa (najmniejsza znana uniwersalna maszyna
                                          Turinga ma tylko 11 stanow, o ile pamietam). Ale problem jej stopu jest
                                          nieobliczalny.

                                          Nie przejmuj sie, to kazdego na poczatku denerwuje. Przyzwyczaisz sie.

                                          Chyba jedyna ksiazka po polsku na ten temat to
                                          Hopcroft, Ullman "Jezyki, automaty, obliczenia", wydane przez WNT. Niestety dosc
                                          dawno nie wznawiana, a na dodatek fatalnie przetlumaczona. Ale zapewniam, ze
                                          bedzie to fascynujaca przygoda. Zyskasz o wiele wiecej niz z dyskusji ze mna i ze
                                          Stefanem!

                                          Pulbek.

                                          • Gość: Stefan Re: niespodzianka IP: 195.205.16.* 17.02.02, 23:34
                                            Pulbek:
                                            > Twierdzenie Turinga rzeczywiscie jest subtelnie zwiazane z twierdzeniem
                                            > Goedla, ale na pewno nie sa tym samym, chocby dlatego ze dowod twierdzenia
                                            > Turinga miesci sie na jednej stronie (podalem Ci go zreszta), a twierdzenia
                                            > Goedla - na piecdziesieciu.

                                            Pulbeku, to jest zludzenie. Wiekszosc tych 50 stron to nauka kodowania w
                                            liczbach naturalnych. Gdyby mozna bylo zakladac, ze czytelnik jest biegly w
                                            takim kodowaniu, to dowod tw. Goedla bylby krotszy. Z drugiej strony Ty w
                                            dowodzie tw. Turinga przyjales, ze czytelnik cos tam wie o programowaniu. Gdyby
                                            nie wiedzial, to poswiecilbys 50 stron na wprowadzenie.

                                            Pulbek:
                                            > Jezeli potrafisz dokladnie objasnic sens zwiazku wynikow Turinga z wynikami
                                            > Goedla, to prosze bardzo.

                                            Wynikanie w jedna strone mozna naszkicowac tak:

                                            TW. TURINGA => TW. GOEDLA:
                                            Zalozmy, ze Tw. Goedla nie jest prawdziwe, a wiec istnieje system aksjomatyczny
                                            dla arytmetyki taki, ze dla kazdej formuly zamknietej (bez zm. wolnych) F
                                            istnieje wywod albo dla F albo dla ~F. Bierzemy dowolna maszyne Turinga M i
                                            dowolne dane D dla niej i kostruujemy formule arytmetyczna F(M,D) rownowazna
                                            stwierdzeniu ,,M zatrzymuje sie na D''. To jest kwestia kodowania obliczen w
                                            arytmetyce. Teraz albo F(M,D) albo ~F(M,D) ma wywod. Zeby dowiedziec sie, czy
                                            M staje na D, wywodzimy wszystko, co sie da w systemie aksjomatycznym. To
                                            znaczy stosujemy wszytkie reguly wnioskowania jakie mamy kolejno do twierdzen
                                            jakie juz mamy
                                            • Gość: Pulbek Ups! IP: *.skjoldhoej.dk 18.02.02, 00:22
                                              Gość portalu: Stefan napisał(a):

                                              > TW. TURINGA => TW. GOEDLA:
                                              [...]

                                              Uj, ale wpadka! Wstyd ze nie znalem czegos tak prostego. Probujac zachowac twarz
                                              czepne sie zupelnego drobiazgu: istnieja oczywiscie teorie pierwszego rzedu z
                                              nierostrzygalnym dopasowywaniem aksjomatow. Na (zlosliwy) przyklad: zbior
                                              wszystkich formul pierwszego rzedu prawdziwych w standardowym modelu liczb
                                              naturalnych. Ale w zalozeniach tw. Goedla bierze sie tylko takie teorie, ktorych
                                              aksjomaty moga byc wypisane przez jakas maszyne Turinga. Jak to sie wszystko
                                              pieknie sklada...

                                              Oczywiscie Stefan ma tu calkowita racje a ja jej calkowicie nie mam. To jest
                                              faktycznie bardzo prosty zwiazek tw. Goedla z nierozstzygalnoscia.

                                              No prosze, a ja zawsze myslalem ze tw. Goedla to taki oderwany od rzeczywistosci
                                              wynik... A to tymczasem fakt fizyczny!

                                              Dziekuje za korepetycje i pozdrawiam,

                                              Pulbek.
                                            • Gość: thrundui Re: niespodzianka IP: 157.25.125.* 18.02.02, 12:04
                                              1 a
                                              2 b
                                              3 c
                                              4 a->b
                                              5 -a->b
                                              6 -b->-a
                                              7 --b
                                              8 -(a->-b)

                                              a teraz?
                                              uznam, ze dodawanie jest zakonczone i system sie nie udal, jezeli bede musial
                                              dorzucic odpowiednio dlugi aksjomat.

                                              > Thrunduil, zrozum w koncu, jesli nie masz ZADNEJ reguly wnioskowania, to nie
                                              > mozesz udowodnic NICZEGO.

                                              a dlaczego to nie moga byc reguly wnioskowania?
                                              Po za tym to nie takie proste. W logice klasycznej istnieje regula zewnetrzan
                                              ktora kaze aby ten system wlaczec. Ja dolaczam cos podobnego.
                                              W LK jest powiedziane aby wlaczyc regule podstawiania i odrywania do reszty a u
                                              mnie aby tylko ja wlaczyc do ukladu aksjomatow.
                                              To jest tylko zludzenie co nalezy zrobic z regulami w LK. Tego trzeba sie
                                              domyslec w oparciu o cos dziwnego. Dlatego ja tez wymagam, aby czytelnik domyslil
                                              sie jak nalezy to uruchomic.
                                              Trywialnosc jest bardzo nie oczywista, bo ma on przeliczalnie wiele twierdzen.

                                              >> teraz to ja pojde troche dalej i powiem, ze tw. godla jest nierozstrzygalne w
                                              >> kazdym niesprzecznym systemie formalnym w ktorym da sie zformulowac.

                                              >Czytaj: niezalezne od aksjomatow? Przeciez to jest metatwierdzenie.

                                              I co z tego? Przeciez to nie moze byc zdanie w systemie bo nie a sie sformulowac.
                                              Przeciez prawdziwosc tw turinga tez jest tylko w metasystemie. Jezeli wy sie do
                                              niego odnosicie to ja tez.

                                              Naszla mnie teraz pewna watpliwosc.
                                              Czy nierostrzygalnosc zdania to fakt obiektywny czy kwestia wiary?
                                              Przeciez ja moge do systemu aksjomatow dodac zaprzeczenie twierdzenia godla.
                                              Co wtedy powstanie?

                                              >> ale dowodu poprawnosci tez nie widzialem.

                                              >Juz mnie calkiem zmyliles. Czego nie widziales? Dowodu twierdzenia, ze
                                              >wlasnosc stopu maszyny Turinga jest nierozstrzygalna? To gdzie patrzyles, gdy
                                              >wczoraj Pulbek pracowicie walil w klawisze?

                                              To nie jest dowod.
                                              dla unikniecie nieporozumien ustale notacje:
                                              dany jest system formalny.
                                              zdanie jest 1_prawdziwe jezeli jest konsekwencja formalna w tym systemie.
                                              zdanie jest 0_prawdziwe jezeli jest konsekwencja semantyczna.
                                              Kazde zdanie 1_prawdziwe jest 0_prawdziwe.
                                              Zdanie 0_prawdziwe moze nie byc 1_prawdziwe.

                                              Dowod pulbka jest dowodem na 0_prawdziwosc.
                                              Ja uznaje tylko 1_prawdziwosc.

                                              >> Rownolicznosc, ze zbiorem liczb naturalnych jest definicja przeliczalnosci?

                                              >A znasz inna definicje przeliczalnosci?

                                              Dla mnie przeliczalnosc to byla rownolicznosc z iloscia twierdzen
                                              Pojecie z metasystemu.
                                              Dlatego nieprzeliczalnosc liczb naturalnych to nie jest problem.
                                              To przy okazji mam inne pytanie. Jak wyglada przeliczalny model teorii mnogosci?

                                              >Jesli nie chcesz wchodzic w te cienkosci formalne, to przyjmij, ze liczb
                                              >rzeczywistych jest wiecej niz naturalnych
                                              • Gość: Stefan Re: niespodzianka IP: *.zaspa.gda.pl 18.02.02, 13:47
                                                Thrunduil:
                                                > 1 a
                                                > 2 b
                                                > 3 c
                                                > 4 a->b
                                                > 5 -a->b
                                                > 6 -b->-a
                                                > 7 --b
                                                > 8 -(a->-b)
                                                >
                                                > a teraz?
                                                > uznam, ze dodawanie jest zakonczone i system sie nie udal, jezeli bede musial
                                                > dorzucic odpowiednio dlugi aksjomat.

                                                Czy Ty te aksjomaty generujesz kompletnie na pale, czy jest w nich jakas mysl?
                                                W kazdym razie ZNOWU zaden z tych aksjomatow nie jest tautologia w logice
                                                klasycznej. Jesli nie masz zadnych regul wnioskowania, to te 8 zdan to juz
                                                wszystko, nic nowego nie jestes w stanie wywiesc. Jesli jest regula odrywania
                                                (bo zdaje sie, ze Twoje stanowisko w tej sprawie zmieklo) i zadnej wiecej, to
                                                mozesz jeszcze wywnioskowac b (z 1 i 4), ale to Cie w ogole nie urzadza, bo b
                                                juz masz (asj. 2). Nic wiecej. Twoja teoria ma 8 twierdzen. Jesli zgodzisz
                                                sie na regule podstawiania w klasycznej postaci, to mozesz wyprowadzic dowolna
                                                formule poprawnie zbudowana. Wystarczy ja podstawic do 1 za a . Czyli Twoj
                                                system aksjomatow zaleznie od przyjetych regul jest albo kompletnie bezradny
                                                albo od razu sprzeczny. Oczywiscie logikom nie zalezy na zadnej z tych
                                                skrajnosci, wiec z jego publikacja przewiduje problemy.

                                                Thrunduil:
                                                > Czy nierostrzygalnosc zdania to fakt obiektywny czy kwestia wiary?

                                                W to sie nawet wierzyc nie da. Zdania nie sa nierozstrzygalne, problemy sa
                                                nierozstrzygalne, zdania sa falszywe albo prawdziwe.

                                                Thrunduil:
                                                > Przeciez ja moge do systemu aksjomatow dodac zaprzeczenie twierdzenia godla.

                                                Jesli masz na mysli dodac jako ,,1_prawdziwe'', to bedziesz mial klopot z
                                                wyrazeniem w jezyku. Jesli Ci sie to uda przez jakas przekatna, to uzyskasz
                                                teorie sprzeczna. Czyli taka, w ktorej wszystko da sie udowodnic.

                                                Thrunduil:
                                                > zdanie jest 1_prawdziwe jezeli jest konsekwencja formalna w tym systemie.
                                                > zdanie jest 0_prawdziwe jezeli jest konsekwencja semantyczna.
                                                > Kazde zdanie 1_prawdziwe jest 0_prawdziwe.
                                                > Zdanie 0_prawdziwe moze nie byc 1_prawdziwe.
                                                >
                                                > Dowod pulbka jest dowodem na 0_prawdziwosc.
                                                > Ja uznaje tylko 1_prawdziwosc.

                                                Czy chodzi Ci o to, ze prawdziwe sa tylko te Twoje aksjomaty a jest ich osiem?

                                                Thrunduil, prezentowanemu przez Ciebie stanowisku najblizej jest do
                                                intuicjonizmu. Nazwa jest paradoksalna, bo intuicjonizm, chociaz trudno mu cos
                                                zarzucic formalnie, jest dla wiekszosci matematykow cholernie nieintuicyjny. To
                                                jest poglad, ze istnieja tylko rzeczy, ktore da sie efektywnie pokazac.
                                                Intuicjonisci odrzucaja wszelkie srodki dowodowe pozwalajace na rozumowanie typu
                                                ,,musi istniec, bo inaczej bylby bezsens''. Zeby istnial, to go trzeba
                                                skonstruowac, inaczej nie wiemy. Twierdzen intuicjonistycznych jest wobec tego
                                                mniej, bo srodki dowodowe sa ubozsze. Jest to poglad szacowny, chociaz jako
                                                filozoficzna podstawa matematyki raczej odrzucany. Ale chyba wlasnie jego
                                                powinienes sobie postudiowac, o ile razi Cie zwykla filozofia matematyki a
                                                chcialbys, zeby zglaszane przez Ciebie zastrzezenia do niej przestaly byc tak
                                                naiwne.

                                                Thrunduil:
                                                > To przy okazji mam inne pytanie. Jak wyglada przeliczalny model teorii
                                                > mnogosci?

                                                O modelu moge wypowiadac tylko zdania 0_prawdziwe, wiec Ty ich i tak nie uznasz.

                                                Intuicjonista odrzucilby z modelu teorii mnogosci wszystkie zbiory, ktorych nie
                                                da sie jawnie wydefiniowac. Na przyklad za podzbior X moglby przyjac
                                                {x:X|F(x)} (zbior tych x z X, ktore spelniaja F) dla dowolnej formuly F z
                                                jakiegos dobrze zdefiniowanego jezyka. I zadnego innego. Ale formul jest na
                                                swiecie tylko przeliczalnie wiele, wiec zbior ma tylko przeliczalnie wiele
                                                podzbiorow. Nieintuicjonista powiedzialby: ,,X ma o wiele wiecej podzbiorow,
                                                ale pozostale nie sa definiowalne skonczona formula''. Intuicjonista odpowie:
                                                ,,W takim razie nie istnieja''. Glownym zrodlem ekspansji wielkosci modeli
                                                teorii mnogosci jest aksjomat mowiacy, ze zbior podzbiorow danego zbioru tez
                                                jest zbiorem. Stanowisko intuicjonistyczne powoduje, ze ten aksjomat traci
                                                zeby, ekspansja dochodzi tylko do mocy przeliczalnej.

                                                Taki model teorii mnogosci jest formalnie poprawny, chociaz kloci sie z intuicja
                                                wiekszosci matematykow. Chcialbym Ci zwrocic uwage, ze intuicjonisci nie
                                                kwestionuja przeliczalnosci liczb naturalnych, bo to jest bez sensu. Oni raczej
                                                kwestionuja nieprzeliczalnosc liczb rzeczywistych. Zreszta rowniez
                                                nieprzeliczalnosc czegokolwiek innego.

                                                Thrunduil:
                                                > Prawde mowiac nieistnienie modelu przeliczalnego liczb rzeczywistych jest
                                                > pewna zagadka.

                                                A kto Ci taka zagadke zadal? Ja mowilem, ze dowolna teoria pierwszego rzedu
                                                posiadajaca model nieskonczony posiada modele w dowolnej mocy nieskonczonej.
                                                Liczby rzeczywiste nie sa wyjatkiem. Teoria liczb rzeczywistych, zawierajaca
                                                aksjomaty ciala uporzadkowanego i ew. jeszcze rozwiazywalnosc niektorych rownan
                                                algebraicznych, bedzie miala model przeliczalny. A jak dorzucisz aksjomat
                                                ciaglosci i uprzesz sie, zeby go interpretowac klasycznie, to juz nie.
                                                Intuicjonista zadba o to, zeby tam, gdzie w tym aksjomacie mowi sie ,,dla
                                                kazdego zbioru'', albo ,,dla kazdego filtra'', albo ,,kazdy ciag'' (jest wiele
                                                rownowaznych sformulowan) rozumiec dla kazdego DEFINIOWALNEGO zbioru itd.
                                                • Gość: thrundui Re: niespodzianka IP: 157.25.125.* 18.02.02, 14:41
                                                  > > 1 a
                                                  > > 2 b
                                                  > > 3 c
                                                  > > 4 a->b
                                                  > > 5 -a->b
                                                  > > 6 -b->-a
                                                  > > 7 --b
                                                  > > 8 -(a->-b)

                                                  > Czy Ty te aksjomaty generujesz kompletnie na pale, czy jest w nich jakas mysl?
                                                  > W kazdym razie ZNOWU zaden z tych aksjomatow nie jest tautologia w logice
                                                  > klasycznej. Jesli nie masz zadnych regul wnioskowania, to te 8 zdan to juz
                                                  > wszystko, nic nowego nie jestes w stanie wywiesc. Jesli jest regula odrywania
                                                  > (bo zdaje sie, ze Twoje stanowisko w tej sprawie zmieklo) i zadnej wiecej, to
                                                  > mozesz jeszcze wywnioskowac b (z 1 i 4), ale to Cie w ogole nie urzadza, bo b
                                                  > juz masz (asj. 2). Nic wiecej. Twoja teoria ma 8 twierdzen. Jesli zgodzisz
                                                  > sie na regule podstawiania w klasycznej postaci, to mozesz wyprowadzic dowolna
                                                  > formule poprawnie zbudowana. Wystarczy ja podstawic do 1 za a . Czyli Twoj
                                                  > system aksjomatow zaleznie od przyjetych regul jest albo kompletnie bezradny
                                                  > albo od razu sprzeczny.

                                                  nie ma reguly odrywania
                                                  jest regula podstawiania (domyslna), ale mozna podstawiac tylko to co jest do tej
                                                  pory na liscie.
                                                  Te zdania nie sa tautologiami, ale sa zdaniami klasycznie prawdziwymi bo a,b,c to
                                                  zdania prawdziwe.
                                                  Mysl polega na dodawaniu takich aksjomatow aby mozna bylo zrobic klasyczna regule
                                                  podstawiania do tautologii klasycznych ale juz nie do tautologii w tym systemie.

                                                  Zdan jest o wiele wiecej niz 8.
                                                  np a->a.
                                                  --(a->a) itd.

                                                  > > Czy nierostrzygalnosc zdania to fakt obiektywny czy kwestia wiary?

                                                  > W to sie nawet wierzyc nie da. Zdania nie sa nierozstrzygalne, problemy sa
                                                  > nierozstrzygalne, zdania sa falszywe albo prawdziwe.

                                                  Zdania to z definicji formuly poprawnie zbudowane. Dlaczego zdanie nie moze byc
                                                  nierozstrzygalne? Dlaczego nie moge dodac zdania godla do systemu? To chyba
                                                  przeciez zdanie.
                                                  Co to jest problem?

                                                  > > Przeciez ja moge do systemu aksjomatow dodac zaprzeczenie twierdzenia godla.
                                                  >
                                                  > Jesli masz na mysli dodac jako ,,1_prawdziwe'', to bedziesz mial klopot z
                                                  > wyrazeniem w jezyku.

                                                  Ale ono bedzie jeden 1_prawdziwe z definicji.
                                                  Zdania 1_prawdziwe to konsekwencje systemu. W powiekszonym systemie ono od razu
                                                  nalezy do konsekwencji.

                                                  > > Dowod pulbka jest dowodem na 0_prawdziwosc.
                                                  > > Ja uznaje tylko 1_prawdziwosc.

                                                  > Czy chodzi Ci o to, ze prawdziwe sa tylko te Twoje aksjomaty a jest ich osiem?

                                                  w tej czesci korzystam z calej logiki klasycznej.
                                                  dalej dowod pulbka jest dowodem na 0_prawdziwosc.

                                                  > Thrunduil, prezentowanemu przez Ciebie stanowisku najblizej jest do
                                                  > intuicjonizmu.

                                                  Nie prawda.
                                                  U mnie jest regula wylaczanego srodka.
                                                  Zgadzam sie na dowody egzystencjalne. Ale na formalne dowody egzystencjalne a nie
                                                  magiczne.

                                                  > Ale chyba wlasnie jego
                                                  > powinienes sobie postudiowac, o ile razi Cie zwykla filozofia matematyki a
                                                  > chcialbys, zeby zglaszane przez Ciebie zastrzezenia do niej przestaly byc tak
                                                  > naiwne.

                                                  Dlaczego naiwne?
                                                  Moj poglad do nie intuicjonizm.

                                                  > > To przy okazji mam inne pytanie. Jak wyglada przeliczalny model teorii
                                                  > > mnogosci?

                                                  > O modelu moge wypowiadac tylko zdania 0_prawdziwe, wiec Ty ich i tak nie uznasz.

                                                  Dlaczego mialbym nie uznac?
                                                  Chcialbym tylko aby bylo wyraznie zaznaczone, ze zdanie 0_prawdziwe nie bedzie
                                                  1_prawdziwe. Mozesz siegac nawet do metametapoziomu. To przeciez nie zmieni zdan
                                                  1_prawdziwych, a mogloby byc ciekawe.

                                                  > Intuicjonista odrzucilby z modelu teorii mnogosci wszystkie zbiory, ktorych nie
                                                  > da sie jawnie wydefiniowac.

                                                  nie jestem intuicjonista.
                                                  Zgadzam sie z istnieniem zbiorow dowolnej mocy.

                                                  > Chcialbym Ci zwrocic uwage, ze intuicjonisci nie
                                                  > kwestionuja przeliczalnosci liczb naturalnych, bo to jest bez sensu.

                                                  Wiec juz sam widzisz, ze nie jestem intuicjonista.
                                                  Ja kwestionuje przeliczalnosc liczb naturalnych czasami.
                                                  to nie jest bez sensu. Aby wykazac bezsens musisz odwolac sie do argumentow
                                                  filozoficznych a nie matematycznych.

                                                  Istnienie mnie jest filozoficznym dowodem na to, ze kwestionowanie
                                                  nieprzeliczalnosci liczb naturalnych jest bez sensu.

                                                  Istnienie jednego pogladu przeciw niszczy obiektywnosc tego sadu ale nie jego
                                                  prawdziwosc. Twoje stanowisko oznacza wiec, ze wyznajesz prawde subiektywna.
                                                  Nie jest to wielka katastofa ale powoduje, ze matematyka z zalozeniem
                                                  przeliczalnosci ma charakter wiary.

                                                  > A kto Ci taka zagadke zadal? Ja mowilem, ze dowolna teoria pierwszego rzedu
                                                  > posiadajaca model nieskonczony posiada modele w dowolnej mocy nieskonczonej.
                                                  > Liczby rzeczywiste nie sa wyjatkiem. Teoria liczb rzeczywistych, zawierajaca
                                                  > aksjomaty ciala uporzadkowanego i ew. jeszcze rozwiazywalnosc niektorych rownan
                                                  > algebraicznych, bedzie miala model przeliczalny. A jak dorzucisz aksjomat
                                                  > ciaglosci i uprzesz sie, zeby go interpretowac klasycznie, to juz nie.

                                                  Powiedziales, ze liczby rzeczywiste nie maja modelu przeliczalnego
                                                  a teraz sie wykrecasz. Ja sie upre by aksjomat ciaglosci interpretowac
                                                  nieklasycznie.

                                                  Czy liczb rzeczywistych moze byc wiecej niz naturalnych?
                                                  Tzn czy istnieje metasystem, gdzie tak jest.

                                                  > > Jak matematycy chca rozmawiac o twierdzeniach 0_prawdziwych to niech tez m
                                                  > owia
                                                  > > wprost, ze to jest wyznanie wiary a nie dowod.

                                                  > Kryteria uznawania za prawde sa w matematyce
                                                  > zbyt ostre, zeby cos takiego zaakceptowac.

                                                  Nie wiem, czy zauwazyles, ale ja przyjalem wszystkie reguly wnioskowania
                                                  matematycznego a nie akceptuje znaczacej wiekszosci dowodow.

                                                  Czy to oznacza, ze aby przystapic do grona matematykow trzeba przejsc test wiary?
                                                  Jak nie wierzysz w przeliczalnosc liczb naturalnych to wypadasz?

                                                  Wytlumacz mi jak mozesz twierdzic, ze twierdzenia matematyki sa prawdziwe, jezeli
                                                  nie mozesz mi zabronic twierdzic, ze liczb naturalnych jest nieprzeliczalnie
                                                  wiele.
                                                  To gdybym nagle wylonil sie z grupa 1000 matematykow, opanowalibysmy cambridge i
                                                  zalozyli wlasne pismo to nagle powstalyby dwie matematyki? Obie zupelnie rozne
                                                  ale obie absolutnie prawdziwe?

                                                  > Matematyczne dowody sa o wiele scislejsze i pewniejsze niz te wszystkie
                                                  > przyklady. Ale (z malymi wyjatkami) nie sa 1_prawdziwe w Twoim sensie. Jak
                                                  > chcesz, mozesz je odrzucic, tylko raczej zacznij od odrzucenia wiary w to, ze w
                                                  > dzien jest jasno.

                                                  Przeciez twierdze, ze matematyka nie ma nic wspolnego z rzeczywistoscia.
                                                  Nie musze odrzucac, zadnych faktow fizycznych. Nawet jak odrzuce cala matematyke,
                                                  to nie bedzie mi sie chcialo odrzucic zadnego modelu fizycznego. Ja nie wymagam
                                                  aby matematyka modelu fizycznego byla prawdziwa z punktu widzenia matematyki.


                                                  > Thrunduil, czytales Penrose'a ,,Nowy umysl cesarza'' albo ,,Cienie umyslu''?

                                                  wlasnie utkalem na pewnej stronie.

                                              • Gość: Pulbek Re: niespodzianka IP: *.daimi.au.dk 18.02.02, 15:24
                                                Gość portalu: thrundui napisał(a):

                                                > 1 a
                                                > 2 b
                                                > 3 c
                                                > 4 a->b
                                                > 5 -a->b
                                                > 6 -b->-a
                                                > 7 --b
                                                > 8 -(a->-b)
                                                >
                                                > a teraz?

                                                Teraz lepiej. Dostales to co (chyba) chciales, to znaczy
                                                system, w ktorym przy uzyciu reguly podstawiania, ktora
                                                nazywasz regula celowosci, mozesz wyprowadzic wszystkie
                                                te i tylko te formuly, ktore sa klasycznie prawdziwe
                                                jezeli formuly a,b i c sa prawdziwe.

                                                Tautologia to takie zdanie, ktore jest klasycznie
                                                prawdziwe _niezaleznie_ od prawdziwosci a,b i c. W
                                                szczegolnosci wiec Twoj system pozwala wyprowadzic
                                                wszystkie klasyczne tautulogie, ale takze ogromne mnostwo
                                                zdan ktore tautologiami nie sa. Juz pojedyncze symbole
                                                nimi nie sa.

                                                Ale osiagnales pewien sukces: nie ma takiego zdania p, ze
                                                Twoj system wyprowadza zarowno p jak i -p.

                                                Masz wiec pewien formalizm zdaniowy i to nawet
                                                niesprzeczny w sensie syntaktycznym. Co z nim chcesz
                                                dalej zrobic?

                                                Na jezyku zdan matematyki nie zbudujesz. Musisz oprzec na
                                                swoim rachunku jakis jezyk pierwszego rzedu, to znaczy
                                                taki z kwantyfikatorami, predykatami i termami. Dopiero
                                                jak to zrobisz mozesz pojsc dalej, to znaczy zdefiniowac
                                                swoja wersje teorii zbiorow albo arytmetyki.

                                                Sprobuj rozszerzyc swoj jezyk o predykaty i
                                                kwantyfikatory, zobaczysz jak sie ladnie wszystko zawali.
                                                Prawdopodobnie bedziesz musial sie ograniczyc do
                                                predykatow ktore sa zawsze spelnione, bo w Twoim
                                                formalizmie nie masz zadnego mechanizmu stwierdzania ze
                                                cos nie jest prawda.

                                                Do mowienia w tym systemie o rozstrzygalnosci to tu jest
                                                jeszcze dluga droga daleka przed nami.

                                                No ale nic, sprobuj sam.


                                                Stefan:
                                                > Thrunduil, zrozum w koncu, jesli nie masz ZADNEJ reguly
                                                > wnioskowania, to nie mozesz udowodnic NICZEGO.

                                                On caly czas ma te swoja "celowosc". Cos tam moze
                                                wyprowadzic.


                                                Pulbek.
                                                • Gość: thrundui Re: niespodzianka IP: 157.25.125.* 18.02.02, 15:44
                                                  > Masz wiec pewien formalizm zdaniowy i to nawet
                                                  > niesprzeczny w sensie syntaktycznym. Co z nim chcesz
                                                  > dalej zrobic?

                                                  Czas zdefiniowac teorie.

                                                  Nie jest tak, ze mam za duzo zdan prawdziwych.
                                                  Teoria powstaje przez dolaczenie nowych aksjomatow.
                                                  Moge uznac, ze zdania teorii nie moga juz zawierac a,b,c.
                                                  Nie wiem czy tak sie da zrobic. Jezeli jednak sie da, to wszytskie konsekwencje
                                                  teorii w moim sensie beda konsekwencjami teorii w sensie klasycznym.
                                                  Wszyskie nadmiarowe zdania zostana wyeliminowane.

                                                  Jezyk pierwszego rzedu jest tylko teoria, wiec nie musze sie nim zbytnio
                                                  przejmowac. NIe jest w kazdym badz razie uprzywilejowany. Gdybym jednak chcial go
                                                  dolaczyc, to wlasciwie tez nie widze wielkiego klopotu, jezeli uznam, ze wiadomo
                                                  co to jest predykat. Jednak w klasycznym podejsciu on nie jest zdefiniowany
                                                  wiec i ja nie musze sie strasznie tym przejmowac.

                                                  Aby to zdefiniowac musialbym dowiedziec sie skad wiadomo jak czytac znak
                                                  predykatu w logice klasycznej.

                                                  To co ja zrobilem to bylo jednoczesne definiowanie jezyka i operatorow
                                                  logicznych. Moze w logice pierwszego rzedu tez to sie uda, jezeli zaloze ze
                                                  wiadomo jak czytac symbol predykatu.
                                                  Problem bedzie z rachunkiem zbiorow, bo tam jest nieskonczenie wiele aksjomatow.

                                                  Ale mnie tak naprawde interesuje tylko logika. Reszta juz dzieje sie sama.
                                                  • Gość: Pulbek Re: niespodzianka IP: *.daimi.au.dk 18.02.02, 17:36
                                                    Gość portalu: thrundui napisał(a):

                                                    > > Masz wiec pewien formalizm zdaniowy i to nawet
                                                    > > niesprzeczny w sensie syntaktycznym. Co z nim chcesz
                                                    > > dalej zrobic?
                                                    >
                                                    > Nie jest tak, ze mam za duzo zdan prawdziwych.
                                                    > Teoria powstaje przez dolaczenie nowych aksjomatow.
                                                    [...]
                                                    > Wszyskie nadmiarowe zdania zostana wyeliminowane.
                                                    >

                                                    Jak chcesz je wyeliminowac? Przez dodawanie nowych
                                                    aksjomatow mozesz udowadniac _wiecej_ rzeczy, a nie
                                                    mniej. Chcesz sprawic zeby Twoja logika byla
                                                    niemonotoniczna?

                                                    W Twoim systemie mozesz wyprowadzic zdanie 'a'. Jezeli
                                                    dodasz rozne nowe aksjomaty (a na tym polega tworzenie
                                                    teorii) to nadal bedziesz mogl wyprowadzic 'a', Chyba ze
                                                    masz w zanadrzu jakies niesamowite sztuczki. Ale uzywajac
                                                    takich sztuczek od razu pozegnamy sie z logika klasyczna.

                                                    > Jezyk pierwszego rzedu jest tylko teoria, wiec nie
                                                    > musze sie nim zbytnio przejmowac.

                                                    ??

                                                    Logika pierwszego rzedu jest teoria logiki zdaniowej?
                                                    Jakim cudem? Przeciez jest wyrazona w zupelnie innym
                                                    jezyku? Nie ma w niej nawet zmiennych zdaniowych!

                                                    W jaki zywy sposob chcesz zdefiniowac na przyklad
                                                    arytmetyke w jezyku zdan? Przeciez nie mozesz napisac
                                                    nawet '0', bo to sie nie miesci w Twoim jezyku.

                                                    [...]
                                                    >
                                                    > Aby to zdefiniowac musialbym dowiedziec sie skad
                                                    > wiadomo jak czytac znak predykatu w logice klasycznej.
                                                    >

                                                    Nic nie rozumiem. A skad wiadomo jak czytac znak
                                                    implikacji w logice klasycznej? A skad wiadomo jak czytac
                                                    znak implikacji w Twoim formalizmie? Znikad. Aksjomaty
                                                    mowia jak go czytac. To samo z predykatami w logice
                                                    pierwszego rzedu.

                                                    > Problem bedzie z rachunkiem zbiorow, bo tam jest
                                                    > nieskonczenie wiele aksjomatow.

                                                    To bedzie akurat najmniejszy problem, zapewniam Cie.

                                                    >
                                                    > Ale mnie tak naprawde interesuje tylko logika. Reszta
                                                    > juz dzieje sie sama.

                                                    Logika nie konczy sie na rachunku zdan. Jesli sadzisz ze
                                                    logika pierwszego rzedu daje sie zapisac jako teoria
                                                    logiki zdaniowej, to to zrob.

                                                    Dla ustalenia terminologii: teoria to zbior zdan, zwykle
                                                    prezentowany w jakis skonczony sposob.

                                                    Podejrzewam ze planujesz do tego podejsc bardziej
                                                    liberalnie i w swoich teoriach dopuszczac rozszerzanie
                                                    jezyka. Prosze bardzo, do dziela. Stawiam banany
                                                    przeciwko sliwkom, ze nawet arytmetyki nie uda Ci sie tak
                                                    zdefiniowac.

                                                    Pozdrawiam,

                                                    Pulbek.
                                                  • Gość: thrundui Re: niespodzianka IP: 157.25.125.* 18.02.02, 17:54
                                                    > > Wszyskie nadmiarowe zdania zostana wyeliminowane.

                                                    > Jak chcesz je wyeliminowac? Przez dodawanie nowych
                                                    > aksjomatow mozesz udowadniac _wiecej_ rzeczy, a nie
                                                    > mniej. Chcesz sprawic zeby Twoja logika byla
                                                    > niemonotoniczna?

                                                    aksjomatycznie tego oczywiscie nie da sie zrobic

                                                    Tyle tylko, ze mam jeszcze prawo do bardzo wielu niekonwencjonalnych sztuczek.
                                                    Zauwaz, ze moja logika nie wymaga zadnego jezyka. Logike klasyczna mozna wyrazic
                                                    tylko w jakims jezyku - angielki, chinski, cokolwiek. Wersja argielska moze byc
                                                    niedostepna dla chinczyka i na odwrot. Chyba, ze przez podobny format i
                                                    zgadniecie. Ale nie o takie wnioskowanie chodzi.

                                                    U mnie nie ma reguly podstawiania, odrywania, metnego definiowania jezyka, nie ma
                                                    jeszcze nawet metasystemu!

                                                    W logice klasycznej teorii nie da sie latwo wprowadzic. Pojecie teorii jest w
                                                    metasystemie a nie systemie logicznym. U mnie mozna wprowadzic teorie bez
                                                    odwolywania sie do metasystemu po prostu dodajac nowe aksjomaty. W systemie
                                                    klasycznym te nowe aksjomaty maja juz zupelnie inna range niz aksjomaty klasyczne
                                                    bo nie definiuja regul wnioskowania. U mnie definiuja. U mnie nie ma wiec logiki,
                                                    sa tylko teorie.

                                                    Skoro system klasyczny jest zasmiecony definicja teorii to ja tez moge zasmiecic
                                                    swoj system taka definicja. I moge w niej przyjac, ze do konsekwencji teorii
                                                    nalezy wszystko oprocz zdan zawierajacych a lub b lub c.

                                                    > > Jezyk pierwszego rzedu jest tylko teoria, wiec nie
                                                    > > musze sie nim zbytnio przejmowac.

                                                    Gdyby jezyk pierwszego rzedu byl logika to bylby zupelny. Predykat moglby byc
                                                    albo prawdziwy albo falszywy. Normalnie predykat ma jest jeszcze inna opcje do
                                                    wyboru.

                                                    > Logika pierwszego rzedu jest teoria logiki zdaniowej?
                                                    > Jakim cudem? Przeciez jest wyrazona w zupelnie innym
                                                    > jezyku? Nie ma w niej nawet zmiennych zdaniowych!

                                                    Moge sie zgodzic, ze jest to jakas logika, ale o statusie nizszym niz klasyczny
                                                    rachunek zdan. Wlasciwie to ja nie rozumiem jego znaczenia.

                                                    > W jaki zywy sposob chcesz zdefiniowac na przyklad
                                                    > arytmetyke w jezyku zdan? Przeciez nie mozesz napisac
                                                    > nawet '0', bo to sie nie miesci w Twoim jezyku.

                                                    11. 0

                                                    > Nic nie rozumiem. A skad wiadomo jak czytac znak
                                                    > implikacji w logice klasycznej? A skad wiadomo jak czytac
                                                    > znak implikacji w Twoim formalizmie? Znikad. Aksjomaty
                                                    > mowia jak go czytac. To samo z predykatami w logice
                                                    > pierwszego rzedu.

                                                    Mozliwe.
                                                    Jeszcze nigdzie nie widzialem syntaktycznej definicji rachunku predykatorow.
                                                  • Gość: Pulbek Re: niespodzianka IP: *.skjoldhoej.dk 18.02.02, 19:12
                                                    Gość portalu: thrundui napisał(a):

                                                    >
                                                    > W logice klasycznej teorii nie da sie latwo wprowadzic. Pojecie teorii jest w
                                                    > metasystemie a nie systemie logicznym. U mnie mozna wprowadzic teorie bez
                                                    > odwolywania sie do metasystemu po prostu dodajac nowe aksjomaty.

                                                    Dokladnie tak samo wprowadza sie teorie do logiki klasycznej. Po prostu
                                                    wprowadzajac nowe aksjomaty.

                                                    > W systemie
                                                    > klasycznym te nowe aksjomaty maja juz zupelnie inna range niz aksjomaty klasycz
                                                    > ne
                                                    > bo nie definiuja regul wnioskowania.

                                                    Maja dokladnie taka sama range, bo klasyczne aksjomaty tez nie definiuja regul
                                                    wnioskowania. Twoje zreszta tez nie definuja, jedyna Twoja regula wnioskowania
                                                    to "zasada celowosci".

                                                    > Skoro system klasyczny jest zasmiecony definicja teorii to ja tez moge zasmieci
                                                    > c swoj system taka definicja. I moge w niej przyjac, ze do konsekwencji teorii
                                                    > nalezy wszystko oprocz zdan zawierajacych a lub b lub c.

                                                    No to zrob to. Ale tak zeby cos bylo jej konsekwencja. Nie uda sie! Pomijajac juz
                                                    fakt ze to bardzo dziwne zeby pusta teoria miala inne konsekwencje niz gola
                                                    logika.


                                                    > Gdyby jezyk pierwszego rzedu byl logika to bylby zupelny. Predykat moglby byc
                                                    > albo prawdziwy albo falszywy. Normalnie predykat ma jest jeszcze inna opcje do
                                                    > wyboru.

                                                    Ha, i tu Cie wlasnie mam. Otoz logika pierwszego rzedu jest jak najbardziej
                                                    zupelna. I twierdzenie Goedla wcale temu nie przeczy!


                                                    > > W jaki zywy sposob chcesz zdefiniowac na przyklad
                                                    > > arytmetyke w jezyku zdan? Przeciez nie mozesz napisac
                                                    > > nawet '0', bo to sie nie miesci w Twoim jezyku.
                                                    >
                                                    > 11. 0
                                                    >

                                                    Zero to jest Twoim zdaniem formula? I to na dodatek prawdziwa?

                                                    [...]
                                                    > Jeszcze nigdzie nie widzialem syntaktycznej definicji rachunku predykatorow.

                                                    Acha.

                                                    Pulbek.
                                                  • Gość: thrundui Re: niespodzianka IP: *.sgh.waw.pl 18.02.02, 19:33
                                                    > Maja dokladnie taka sama range, bo klasyczne aksjomaty tez nie definiuja regul
                                                    > wnioskowania. Twoje zreszta tez nie definuja, jedyna Twoja regula wnioskowania
                                                    > to "zasada celowosci".

                                                    to np a->a nie jest regula wnioskowania w teorii?

                                                    > I moge w niej przyjac, ze do konsekwencji teorii
                                                    > > nalezy wszystko oprocz zdan zawierajacych a lub b lub c.

                                                    > No to zrob to. Ale tak zeby cos bylo jej konsekwencja. Nie uda sie! Pomijajac
                                                    > juz fakt ze to bardzo dziwne zeby pusta teoria miala inne konsekwencje niz gola
                                                    > logika.

                                                    To nowy aksjomat
                                                    x
                                                    konsekwencje:
                                                    x->x, --x, -x->x,...
                                                    Pusta teoria u mnie bedzie miala takie same konsekwencje jak logika, bo
                                                    jako konsekwencje zdefiniuje to co nie zawiera a,b,c (ulepszona teraz definicja
                                                    teorii)

                                                    > Ha, i tu Cie wlasnie mam. Otoz logika pierwszego rzedu jest jak najbardziej
                                                    > zupelna. I twierdzenie Goedla wcale temu nie przeczy!

                                                    to predykat p(x) jest falszywy czy prawdziwy?
                                                    zdanie p jest zawsze prawdziwe albo falszywe.

                                                    > > 11. 0

                                                    > Zero to jest Twoim zdaniem formula? I to na dodatek prawdziwa?

                                                    A co to jest zero?
                                                    Mowiles, ze u mnie nie ma zera a ja go stworzylem.

                                                    > > Jeszcze nigdzie nie widzialem syntaktycznej definicji rachunku predykatorow

                                                    > Acha.

                                                    To jakos go pokaz.
                                                    Mam nadzieje, ze nie chcesz mi pokazac to co ja mysle, ze chcesz pokazac.
                                                  • Gość: Pulbek Re: niespodzianka IP: *.skjoldhoej.dk 18.02.02, 20:12
                                                    Gość portalu: thrundui napisał(a):

                                                    >
                                                    > to np a->a nie jest regula wnioskowania w teorii?
                                                    >

                                                    Nie. To jest twierdzenie, albo aksjomat. Zaleznie od sposobu wprowadzenia logiki.
                                                    Mamy tu jakies straszne nieporozumienie. "Regula wnioskowania" nazywamy
                                                    mechanizm "sklejania" formul w dowody. Regula wnioskowania to metoda, a nie
                                                    formula. Majac tylko gole formuly (aksjomaty) nic nie udowodnisz, bo nie wiesz co
                                                    to jest dowod. Reguly wnioskowania mowia Ci jak robic dowody. U Ciebie jedyny
                                                    mechanizm robienia dowodow z formul to "zasada celowosci".

                                                    >
                                                    > To nowy aksjomat
                                                    > x
                                                    > konsekwencje:
                                                    > x->x, --x, -x->x,...

                                                    No to chyba wpadles z deszczu pod rynne, bo x tez nie jest tautologia klasyczna.
                                                    Myslalem ze chcesz czegos takiego uniknac? Czy moze teraz na nowo zdefiniujesz
                                                    konsekwencje teorii i wyrzucisz z nich wszystko co zawiera x?

                                                    Poza tym nie uzywaj prosze litery x na oznaczenie zmiennej zdaniowej, bo za
                                                    chwile bedziemy mowili o logice pierwszego rzedu i sie nam wszystko pomiesza.
                                                    Zmienne zdaniowe przyjelo sie oznaczac a,b,c,d,...

                                                    > to predykat p(x) jest falszywy czy prawdziwy?
                                                    > zdanie p jest zawsze prawdziwe albo falszywe.
                                                    >

                                                    p(x) to nie jest zdanie. Zdanie to formula bez zmiennych wolnych. W formule p(x)
                                                    jest zmienna wolna x.

                                                    > 11. 0
                                                    >
                                                    > A co to jest zero?
                                                    > Mowiles, ze u mnie nie ma zera a ja go stworzylem.
                                                    >

                                                    Mowilem, bo nie bylo. Skoro teraz jest to nie mowie.

                                                    W klasycznym rozumieniu zero to symbol stalej. Nigdy sie nie spotkalem z pogladem
                                                    ze zero to zdanie. I ze na dodatek jest aksjomatem. A co z kwantyfikatorami? Czy
                                                    napis 'dla kazdego x' tez jest zdaniem i aksjomatem?

                                                    > > > Jeszcze nigdzie nie widzialem syntaktycznej definicji rachunku predykatorow
                                                    > To jakos go pokaz.
                                                    > Mam nadzieje, ze nie chcesz mi pokazac to co ja mysle, ze chcesz pokazac.

                                                    Kurcze, trudne zadanie przede mna stawiasz... Ja sie namecze, napisze, a Ty
                                                    powiesz tylko "Eee, tak myslalem ze mi to chcesz pokazac...".

                                                    To juz moze jutro pokaze, bo to troche pisaniny. Ale zapewniam Cie ze nie pojawi
                                                    sie w niej zadne ze slow "model", "interpretacja", "semantyka". Beda tylko
                                                    aksjomaty i reguly wnioskowania.

                                                    Pulbek.
                                                  • Gość: Pulbek Re: niespodzianka IP: *.skjoldhoej.dk 18.02.02, 20:47
                                                    Gość portalu: Pulbek napisał(a):

                                                    > >
                                                    > > To nowy aksjomat
                                                    > > x
                                                    > > konsekwencje:
                                                    > > x->x, --x, -x->x,...
                                                    >
                                                    > No to chyba wpadles z deszczu pod rynne, bo x tez nie jest tautologia klasyczna
                                                    > .

                                                    Hm, zastanowilem sie chwile i chyba rozumiem o co Ci chodzi. x jest aksjomatem
                                                    Twojej teorii, tak? A w dowodach mozesz uzywac a,b,c tylko na koncu musza
                                                    wszystkie zniknac?

                                                    W takim razie zgoda. Mozesz tu tworzyc teorie zdaniowe. Ale nie pokazesz
                                                    wszystkich _tautologii_ klasycznych.

                                                    Zastanow sie nad przykladem, w ktorym Twoim jedynym aksjomatem jest -d.
                                                    Powinienes umiec stad wyprowadzic tautologie d->d, ale nie mozesz! Gdybys mogl za
                                                    a i b podstawic d to by bylo OK, ale nie mozesz bo d nie ma na Twojej liscie
                                                    aksjomatow! Wiec nie mozesz zamiast --d napisac d, na przyklad, bo nie mozesz
                                                    zamienic b z d.

                                                    Innymi slowy nie dasz rady stworzyc zadnej teorii w ktorej stwierdzasz ze cos
                                                    jest falszywe. Tymczasem bez tego ani rusz. W arytmetyce jest aksjomat ze x+1
                                                    jest rozne od x. W teorii zbiorow jest aksjomat ze x nie nalezy do x. To sa
                                                    wszystko stwierdzenia ze cos _nie_ zachodzi.

                                                    Co Ty na to?

                                                    Pulbek.
                                                  • Gość: thrundui Re: niespodzianka IP: 157.25.125.* 19.02.02, 11:33
                                                    > Zastanow sie nad przykladem, w ktorym Twoim jedynym aksjomatem jest -d.
                                                    > Powinienes umiec stad wyprowadzic tautologie d->d, ale nie mozesz!

                                                    -a->-a
                                                    --d->--d
                                                    d->d

                                                    moga jednak powstac zamieszania z nawiasami w przypadku odwrotnej reguly
                                                    podstawiania.

                                                    >Ale i tak nie rozumiem przejscia od
                                                    ᡂ. --(a -> -b) -> --(a -> -b)
                                                    >do
                                                    ᡃ. (a -> -b) -> (a -> -b) z 10 i 7.
                                                    >Widze tu zastapienie --(a -> -b) przez (a -> -b), tymczasem ani jednego ani
                                                    >drugiego nie widze na liscie i nie wiem, jak moglyby na nia trafic. Dla
                                                    >przypomnienia, oto lista aksjomatow:

                                                    dokladniej, jak wygladaja reguly podstawienia:
                                                    a
                                                    b
                                                    --b
                                                    ------
                                                    --a

                                                    skoro a to to samo co b, b to to samo co --b, a wiec --a.

                                                    I regula odwrotna:

                                                    b
                                                    --b
                                                    --a
                                                    ------
                                                    a

                                                    skoro --a to to samo co --b, oraz --b to to samo co b, a wiec --a to to samo co
                                                    a.

                                                    dlatego mozna robic reguly podstawiania w obu kierunkach.
                                                    Nad odwrotnym podstawianiem wiekszych czesci to ja musze jeszcze zastanowic.
                                                    Chyba trzeba dokladniej przesledzic role nawiasow.
                                                    W kazdym razie odwrotne podstawianie wyglada obiecujaco.

                                                    >ale Thrunduil mowi jeszcze, ze zasada celowosci to NIE JEST regula podstawiania.
                                                    >Rozumiesz w takim razie, co to jest?

                                                    zasada celowosci:
                                                    to wszytsko ma sens i jest dokladnie przemyslane. Nie ma nic czego nie powinno
                                                    byc i niczego nie brakuje. To do czegos sluzy.

                                                    >Pytanie dla Thrundui, z gatunku celnych: Czy potrafisz w swoim rachunku pokazac
                                                    >tautologie

                                                    >-((a->a)->((a->a)->-(a->a)))

                                                    Taki sam dowod jak (a->-b)->(a->-b)
                                                    Jak sie na niego zgodzicie, to to bedzie to samo.

                                                    >> to predykat p(x) jest falszywy czy prawdziwy?
                                                    >> zdanie p jest zawsze prawdziwe albo falszywe.
                                                    >>

                                                    >p(x) to nie jest zdanie. Zdanie to formula bez zmiennych wolnych. W formule p(x)
                                                    >jest zmienna wolna x.

                                                    Tym sie rozni rachunek predykatorow jako logika i jako teoria. Gdyby byl logika,
                                                    to zdanie to byloby albo prawdziwe albo falszywe. Rachunek moze byc logika albo
                                                    nie. To kwestia woli.

                                                    Robisz tutaj male oszustwo.
                                                    Zupelnosc definiuje sie w ten sposob, ze kazda formula dobrze zbudowana jest albo
                                                    prawdziwa albo falszywa. W rachunku predykatow p(x) jest dobrze zbudowane.
                                                    Twoja zupelnosc jest spreparowana. Wyrzuciles to co ci sie nie podoba.
                                                    W ten sposob kazda teorie mozna zrobic zupelna zakladajac, ze zdanie to z
                                                    definicji tylko konsekwencje teorii.

                                                    Dla mnie cos jest logike, jezeli definiuje prawde. Taki rachunek predykatow nie
                                                    jest logika, bo nie okresla, czy p(x) jest falszywe czy nie.

                                                    >> > > Jeszcze nigdzie nie widzialem syntaktycznej definicji rachunku
                                                    >predykatorow
                                                    >> To jakos go pokaz.
                                                    >> Mam nadzieje, ze nie chcesz mi pokazac to co ja mysle, ze chcesz pokazac.

                                                    >Kurcze, trudne zadanie przede mna stawiasz... Ja sie namecze, napisze, a Ty
                                                    >powiesz tylko "Eee, tak myslalem ze mi to chcesz pokazac...".

                                                    Czy to to co zawiera takie zdania jak:
                                                    - jezeli cos tam nie zawiera zmiennej wolnej to
                                                    - jezeli cos tam zawiera zmienne wolne, z ktorych co najmniej dwie sa nie
                                                    zwiazane ale nie wiecej niz 15 to:
                                                    itd
                                                    ?
                                                  • Gość: Pulbek Re: niespodzianka IP: *.daimi.au.dk 19.02.02, 12:27
                                                    Twoj dowod jest niepoprawny.

                                                    _Nie_mozesz_ przejsc od --(a->-b) do a->-b. Zaden z
                                                    Twoich aksjomatow na to nie pozwala.

                                                    Mozesz przejsc od --b do b, na to Twoje aksjomaty, wraz
                                                    z regula celowosci, pozwalaja. Ale zeby skorzystac z
                                                    tego przejscia w swoim dowodzie, musisz podstawic a->-b
                                                    zamiast b. Tymczasem tego _nie_mozesz_ zrobic, bo a->-b
                                                    nie ma na Twojej liscie aksjomatow!

                                                    Gdybys potrafil kasowac podwojna negacje przed dowolna
                                                    formula, byloby lepiej. Ale te aksjomaty ktore
                                                    wypisales, wraz z "zasada celowosci", o ile ja dobrze
                                                    rozumiem, pozwalaja na kasowanie podwojnej negacji
                                                    tylko sprzed formul, ktore potrafisz podstawic za b.
                                                    Czyli tylko takich, ktore potrafisz wyprowadzic.

                                                    A a->-b nie mozesz wyprowadzic, i zreszta cale
                                                    szczescie bo jakbys mogl caly system zrobilby sie
                                                    sprzeczny.

                                                    Widzisz problem?

                                                    Pulbek.
                                                  • Gość: thrundui Re: niespodzianka IP: 157.25.125.* 19.02.02, 12:55
                                                    > _Nie_mozesz_ przejsc od --(a->-b) do a->-b. Zaden z
                                                    > Twoich aksjomatow na to nie pozwala.

                                                    z --d moge przejsc do d.
                                                    aksjomaty:
                                                    a
                                                    b
                                                    --b
                                                    i nowy
                                                    --d

                                                    powtorze jeszcze raz rozumowanie:
                                                    --b to to samo co --d.
                                                    --b to to samo co b
                                                    wiec
                                                    --d to to samo co d

                                                    Nie widze powodow, dla ktorych moznaby to wyeliminowac.
                                                    Moge wiec usuwac
                                                  • Gość: Pulbek Re: niespodzianka IP: *.daimi.au.dk 19.02.02, 13:44
                                                    Gość portalu: thrundui napisał(a):

                                                    > z --d moge przejsc do d.
                                                    > aksjomaty:
                                                    > a
                                                    > b
                                                    > --b
                                                    > i nowy
                                                    > --d
                                                    >
                                                    > powtorze jeszcze raz rozumowanie:
                                                    > --b to to samo co --d.
                                                    > --b to to samo co b
                                                    > wiec
                                                    > --d to to samo co d
                                                    >

                                                    Wlasnie ze nie, w tym problem. Jezeli do swoich
                                                    aksjomatow dodasz tylko jeden: --d, to mozesz napisac
                                                    tylko tyle:
                                                    --b to to samo co --d
                                                    --b to to samo co b
                                                    a wiec
                                                    --d to to samo co b

                                                    Ale jak z tego wywnioskujesz ze --d to to samo co d?
                                                    Musialbyc jeszcze wiedziec ze b to to samo co d, a tego
                                                    nie wiesz bo na swojej liscie nie masz jeszcze d!
                                                    Przypominam, ze Twoja "zasada celowosci" pozwala Ci
                                                    podstawiac tylko takie napisy ktore juz masz na liscie!

                                                    Nawiasy nie maja tu nic do rzeczy.

                                                    Pulbek.
                                                  • Gość: thrudnu Re: niespodzianka IP: 157.25.125.* 19.02.02, 14:01
                                                    > Wlasnie ze nie, w tym problem. Jezeli do swoich
                                                    > aksjomatow dodasz tylko jeden: --d, to mozesz napisac
                                                    > tylko tyle:
                                                    > --b to to samo co --d
                                                    > --b to to samo co b
                                                    > a wiec
                                                    > --d to to samo co b

                                                    --d --d
                                                    --b --b
                                                    --b b
                                                    ---------------
                                                    --d d

                                                    Mi sie wydaje, ze to widac.
                                                    Jezeli z --b mozna zrobic b
                                                    to dlaczego z --d nie mozna zrobic d

                                                    mamy przeciez
                                                    --d
                                                    --b
                                                    nie ma wiec roznicy miedzy b a d.

                                                    zakceptowales,ze:
                                                    z b mozna zrobic --b
                                                    oraz d
                                                    to --d.

                                                    Teraz mamy sytuacje dokladnie symetryczna
                                                    z --b mozna zrobic b
                                                    oraz --d
                                                    to d.

                                                    Jest to troche dziwne, bo o ile w normalna strone moja regula podstawiania
                                                    przypomina klasyczna, to w ta strone jest juz czyms zupelnie innym.
                                                    Ale to tylko przedstawienie symetryczne. zasada ta sama.
                                                  • Gość: Pulbek Re: niespodzianka IP: *.daimi.au.dk 19.02.02, 14:23
                                                    Gość portalu: thrudnu napisał(a):

                                                    > Mi sie wydaje, ze to widac.
                                                    > Jezeli z --b mozna zrobic b
                                                    > to dlaczego z --d nie mozna zrobic d

                                                    Bo b i d to nie to samo! Dlaczego uwazasz ze to to samo,
                                                    co Ci pozwala tak stwierdzic? NIE masz d na swojej liscie
                                                    aksjomatow!

                                                    >
                                                    > mamy przeciez
                                                    > --d
                                                    > --b
                                                    > nie ma wiec roznicy miedzy b a d.
                                                    >

                                                    Nie ma roznicy miedzy --b a --d, ale skad wiesz ze nie ma
                                                    roznicy miedzy b a d?

                                                    > zakceptowales,ze:
                                                    > z b mozna zrobic --b
                                                    > oraz d
                                                    > to --d.
                                                    >

                                                    Jezeli do aksjomatow dodasz d, to z zasady celowosci i z
                                                    aksjomatow b, --b wychodzi Ci --d. Dzieje sie tak, bo:

                                                    b i d to to samo (oba sa aksjomatami)
                                                    b i --b to to samo (oba sa aksjomatami)
                                                    a wiec
                                                    d i --b to to samo
                                                    a wiec
                                                    d i --d to to samo.

                                                    W te strone to dziala. W druga strone nie dziala! Z d
                                                    mozna wyprowadzic --d, ale z --d nie da sie wyprowadzic
                                                    d! Sprobuj to zrobic _bardzo_dokladnie_, nie machajac
                                                    rekami w rodzaju "przeciez wszystko jest symetryczne", to
                                                    zobaczysz dlaczego sie nie uda!

                                                    > Jest to troche dziwne, bo o ile w normalna strone moja
                                                    > regula podstawiania
                                                    > przypomina klasyczna, to w ta strone jest juz czyms
                                                    > zupelnie innym.

                                                    Najwyrazniej wobec tego ja nie rozumiem na czym. Do tej
                                                    pory myslalem ze zasada celowosci brzmi nastepujaco:

                                                    jezeli
                                                    - na liscie wystepuje pewna formula P
                                                    - w P jest pewna podformula Q, ktora tez jest na liscie
                                                    - na liscie jest pewna inna formula R
                                                    to
                                                    - do listy mozna dodac formule powstala z P przez
                                                    zastapienie Q przez R.

                                                    Czy Ty rozumiesz zasade celowosci inaczej?

                                                    Pulbek.
                                                • Gość: Stefan Re: niespodzianka IP: *.zaspa.gda.pl 18.02.02, 16:40
                                                  Pulbek:
                                                  > On caly czas ma te swoja "celowosc". Cos tam moze wyprowadzic.

                                                  O kurcze, stale zapominam. Tak, z podstawianiem COS moze wyprowadzic.

                                                  Thrunduil:
                                                  > 1 a
                                                  > 2 b
                                                  > 3 c
                                                  > 4 a->b
                                                  > 5 -a->b
                                                  > 6 -b->-a
                                                  > 7 --b
                                                  > 8 -(a->-b)
                                                  Pulbek:
                                                  > Teraz lepiej. Dostales to co (chyba) chciales, to znaczy system, w ktorym przy
                                                  > uzyciu reguly podstawiania, ktora nazywasz regula celowosci, mozesz
                                                  > wyprowadzic wszystkie te i tylko te formuly, ktore sa klasycznie prawdziwe
                                                  > jezeli formuly a,b i c sa prawdziwe.

                                                  A co z (a -> -a) -> (a -> -a) ? Poniewaz to jest implikacja rzeczy
                                                  niezanegowanych, musialby dla jej uzyskania podstawiac do 4. Skoro podstawiac
                                                  mozna tylko rzeczy juz wyprowadzone, to najpierw trzeba wyprowadzic a -> -a .
                                                  To chyba juz nie pasuje do zadnego aksjomatu. Czy czegos nie dostrzeglem? Wiec
                                                  dostal podzbior wlasciwy zbioru tych formul, w ktorych nie wystepuja zadne
                                                  zmienne poza a, b i c, i ktore sa klasycznie prawdziwe jezeli formuly a, b i c
                                                  sa prawdziwe.

                                                  Co klasycznego sie w tym systemie nie zmiescilo? Ano wszystko, co w normalnym
                                                  rachunku zdan okresla nature implikacji. Zeby dowiesc ,,jesli A to B''
                                                  zakladamy A i wyprowadzamy B nie przejmujac sie tym, czy A jest prawdziwe.
                                                  Thrunduil nie moze nic takiego zrobic: zeby dowiesc implikacje (przy ktorej
                                                  poprzedniku nie ma jawnej negacji) musi najpierw udowodnic poprzednik.

                                                  Ja:
                                                  > Thrunduil, czytales Penrose'a ,,Nowy umysl cesarza'' albo ,,Cienie umyslu''?
                                                  Thrunduil:
                                                  > wlasnie utkalem na pewnej stronie.

                                                  Zgadlem. Pewne sformulowania Thrunduila pachnialy Penrosem. To sa ciekawe i
                                                  glebokie przemyslenia. Ale wydawalo mi sie zawsze, ze raczej nie do zrozumienia
                                                  dla ludzi bez porzadnych podstaw. Oczywiscie wydawca nie przestrzega przed tym,
                                                  bo po co ma sobie zmniejszac ilosc sprzedanych egzemplarzy. Niebezpieczenstwo
                                                  dla osob nieprzygotowanych jest mniej wiecej takie. Gdzies w zakamarkach
                                                  kodeksu drogowego jest zezwolenie na to, zeby na dwukierunkowej ulicy zjechac na
                                                  lewa strone i zaparkowac lewym bokiem do chodnika, o ile ten manewr nie utrudni
                                                  zycia innym. Wyobraz sobie teraz kogos, kto nigdy nie slyszal o zasadzie ruchu
                                                  prawostronnego, przeczytal tylko ten drobny przepis i wyciagnal wniosek, ze
                                                  wolno jezdzic po lewej stronie.

                                                  Pulbeku, jesli nadal interesuje Cie problem chinskiego pokoju, to siegnij po
                                                  ,,Cienie umyslu''. Penrose ma sporo naprawde ciekawego do powiedzenia w tej
                                                  sprawie. Ale czytaj krytycznie.

                                                  - Stefan

                                                  • Gość: thrundui Re: niespodzianka IP: 157.25.125.* 18.02.02, 17:05
                                                    > 1 a
                                                    > 2 b
                                                    > 3 c
                                                    > 4 a->b
                                                    > 5 -a->b
                                                    > 6 -b->-a
                                                    > 7 --b
                                                    > 8 -(a->-b)

                                                    > A co z (a -> -a) -> (a -> -a) ?

                                                    9 -b->-a z 6
                                                    10 --(a->-b)->--a(a->-b) z 9 i 8
                                                    11 (a->-b)->(a->-b) z 10 i 7.
                                                    12. (a->-a)->(a->-a) z 11 i 1.

                                                    Mamy pelna symetria
                                                    b to to samo co --b
                                                    --b to to samo co b

                                                    > Zgadlem. Pewne sformulowania Thrunduila pachnialy Penrosem. To sa ciekawe i
                                                    > glebokie przemyslenia. Ale wydawalo mi sie zawsze, ze raczej nie do zrozumienia
                                                    > dla ludzi bez porzadnych podstaw. Oczywiscie wydawca nie przestrzega przed tym,
                                                    > bo po co ma sobie zmniejszac ilosc sprzedanych egzemplarzy. Niebezpieczenstwo
                                                    > dla osob nieprzygotowanych jest mniej wiecej takie. Gdzies w zakamarkach
                                                    > kodeksu drogowego jest zezwolenie na to, zeby na dwukierunkowej ulicy zjechac na
                                                    > lewa strone i zaparkowac lewym bokiem do chodnika, o ile ten manewr nie utrudni
                                                    > zycia innym. Wyobraz sobie teraz kogos, kto nigdy nie slyszal o zasadzie ruchu
                                                    > prawostronnego, przeczytal tylko ten drobny przepis i wyciagnal wniosek, ze
                                                    > wolno jezdzic po lewej stronie.

                                                    czas na argumenty silowe, odwolywania do rozumu, inteligencji, przyzwoitosci,
                                                    honoru i ojczyzny, przez zameczenie, zanudzenie, odwolanie do demokracji, dobra
                                                    wspolnego,...

                                                    czyli teza udowodniona.
                                                  • Gość: Stefan Re: niespodzianka IP: *.zaspa.gda.pl 18.02.02, 17:45
                                                    Thrunduil:
                                                    > 1 a
                                                    > 2 b
                                                    > 3 c
                                                    > 4 a->b
                                                    > 5 -a->b
                                                    > 6 -b->-a
                                                    > 7 --b
                                                    > 8 -(a->-b)
                                                    Ja:
                                                    > A co z (a -> -a) -> (a -> -a) ?
                                                    Thrunduil:
                                                    > 9 -b->-a z 6
                                                    > 10 --(a->-b)->--a(a->-b) z 9 i 8
                                                    > 11 (a->-b)->(a->-b) z 10 i 7.
                                                    > 12. (a->-a)->(a->-a) z 11 i 1.

                                                    Nie rozumiem przejscia z 10 do 11. 7 mowi tylko, ze --b jest
                                                    twierdzeniem. Zasade celowosci sformulowales tak:

                                                    Thrunduil (dawniej):
                                                    > jest regula podstawiania (domyslna), ale mozna podstawiac tylko to
                                                    > co jest do tej pory na liscie.

                                                    Wiec na jej podstawie sa twierdzeniami wszystkie zdania zaczynajace
                                                    sie od podwojnej negacji a dalej majace cos juz wczesniej udowodnione.
                                                    Nie widze, co Ci pozwala na kasowanie podwojnej negacji.

                                                    Thrunduil:
                                                    > Mamy pelna symetria
                                                    > b to to samo co --b
                                                    > --b to to samo co b

                                                    To z Twoich aksjomatow nie wynika. Tylko b oraz --b. Nic o zadnej
                                                    symetrii.

                                                    Thrunduil:
                                                    > czas na argumenty silowe, odwolywania do rozumu, inteligencji,
                                                    > przyzwoitosci, honoru i ojczyzny, przez zameczenie, zanudzenie,
                                                    > odwolanie do demokracji, dobra wspolnego,... czyli teza
                                                    > udowodniona.

                                                    [:-)]
                                                    Nie gniewaj sie, Thrunduil. Tez miewam slabsze momenty.

                                                    - Stefan
                                                  • Gość: thrundui Re: niespodzianka IP: 157.25.125.* 18.02.02, 18:15
                                                    > Nie rozumiem przejscia z 10 do 11. 7 mowi tylko, ze --b jest
                                                    > twierdzeniem. Zasade celowosci sformulowales tak:

                                                    > Thrunduil (dawniej):
                                                    > > jest regula podstawiania (domyslna), ale mozna podstawiac tylko to
                                                    > > co jest do tej pory na liscie.

                                                    > Wiec na jej podstawie sa twierdzeniami wszystkie zdania zaczynajace
                                                    > sie od podwojnej negacji a dalej majace cos juz wczesniej udowodnione.
                                                    > Nie widze, co Ci pozwala na kasowanie podwojnej negacji.

                                                    Zasada celowosci to nie regula podstawiania.
                                                    Z niej wynika regula podstawiania.
                                                    Nie wiem jednak dokladnie co z niej wynika. Wy zamiast wymyslac dziwne
                                                    interpretacje dla reguly celowosci i podstawiac za implikacje zaczeliscie grzebac
                                                    w tautologiach, jakby one mialy dla mnie jakies wielkie znaczenie.

                                                    Dla mnie ten uklad aksjomatow wskazuje, ze b i --b to wlasciwie to samo. Tylko w
                                                    ten sposob uzyskam prawo podstawienia w a->b za b a, uzyskujac a->--b. Ale skoro
                                                    b i --b to prawie to samo to z a->--b mamy tez a->b. Dokladnie ta sama zasada,
                                                    ktora dala nam prawo podstawic --b.
                                                    Majac --(a->-a) mamy tez (a->-a).
                                                    Nie widze powodu dla ktorego mozemy podstawiac tylko w jedna strone.
                                                    Tak jest w klasycznej ale u mnie to jest bardzo niejasne.
                                                    Moja regula podstawiania to cos bardzo innego.

                                                    Nie wiem czy taka zasada jest wlasciwa. Nie ma to jednak strasznie wielkiego
                                                    znaczenia bo ja moge sobie popsuc system i zapisac ja slownie jak bedzie trzeba.
                                                    Zawsze tez moge dodac nowy aksjomat jak cos pojdzie nie tak.
                                                  • Gość: Pulbek Re: niespodzianka IP: *.skjoldhoej.dk 18.02.02, 19:38
                                                    Gość portalu: Stefan napisał(a):

                                                    > Wiec na jej podstawie sa twierdzeniami wszystkie zdania zaczynajace
                                                    > sie od podwojnej negacji a dalej majace cos juz wczesniej udowodnione.
                                                    > Nie widze, co Ci pozwala na kasowanie podwojnej negacji.
                                                    >

                                                    Thrundui zastepuje formulami z listy nie tylko symbole, ale tez inne formuly z
                                                    listy. Dlatego udaje mu sie kasowac podwojna negacje, bo nie tylko mozna za b
                                                    podstawic --b, ale na odwrot tez.

                                                    Pulbek.

                                                    PS. Straszny juz balagan w tym watku. Moze thrundui wroci na lewa strone ekranu,
                                                    w koncu to jego dyskusja?
                                                  • Gość: Stefan Re: niespodzianka IP: *.zaspa.gda.pl 18.02.02, 20:33
                                                    Pulbek:
                                                    > Thrundui zastepuje formulami z listy nie tylko symbole, ale tez inne formuly z
                                                    > listy. Dlatego udaje mu sie kasowac podwojna negacje, bo nie tylko mozna za b
                                                    > podstawic --b, ale na odwrot tez.

                                                    O kurcze. Cos chyba musialem przeoczyc. Czyli mozna wziac dowolna formule z
                                                    listy, wynalezc w niej dowolna podformule z listy i zastapic inna formula z
                                                    listy? Czy to juz cala zasada celowosci, czy jest w niej jeszcze jakas ukryta
                                                    magia, ktora wyplynie na wierzch przy okazji?

                                                    Pulbeku, czy masz dowod, ze w ten sposob daja sie wywiesc dokladnie te klasyczne
                                                    formuly, ktorych jedyne zmienne to a, b i c i ktore sa prawdziwe, gdy a, b i c
                                                    sa prawdziwe? Tak zrozumialem Twoja wypowiedz. Chyba jestem slaby w te klocki.
                                                    Przy tak skomplikowanej regule wnioskowania zbior twierdzen nie jest juz dla
                                                    mnie oczywisty.

                                                    Ale i tak nie rozumiem przejscia od
                                                    10. --(a -> -b) -> --(a -> -b)
                                                    do
                                                    11. (a -> -b) -> (a -> -b) z 10 i 7.
                                                    Widze tu zastapienie --(a -> -b) przez (a -> -b), tymczasem ani jednego ani
                                                    drugiego nie widze na liscie i nie wiem, jak moglyby na nia trafic. Dla
                                                    przypomnienia, oto lista aksjomatow:

                                                    Thrunduil:
                                                    > 1 a
                                                    > 2 b
                                                    > 3 c
                                                    > 4 a -> b
                                                    > 5 -a ->b
                                                    > 6 -b -> -a
                                                    > 7 --b
                                                    > 8 -(a -> -b)

                                                    Ale Thrunduil mowi jeszcze, ze zasada celowosci to NIE JEST regula podstawiania.
                                                    Rozumiesz w takim razie, co to jest?

                                                    - Stefan

                                                  • Gość: Pulbek Re: niespodzianka IP: *.skjoldhoej.dk 18.02.02, 21:16
                                                    Gość portalu: Stefan napisał(a):


                                                    > O kurcze. Cos chyba musialem przeoczyc. Czyli mozna wziac dowolna formule z
                                                    > listy, wynalezc w niej dowolna podformule z listy i zastapic inna formula z
                                                    > listy? Czy to juz cala zasada celowosci?

                                                    O ile dobrze rozumiem, cala...

                                                    >
                                                    > Pulbeku, czy masz dowod, ze w ten sposob daja sie wywiesc dokladnie te klasyczn
                                                    > e
                                                    > formuly, ktorych jedyne zmienne to a, b i c i ktore sa prawdziwe, gdy a, b i c
                                                    > sa prawdziwe?

                                                    W jedna strone latwo: jezeli a,b,c sa prawdziwe to na poczatku na liscie sa same
                                                    zdania prawdziwe, a podstawianie podzdania prawdziwego na prawdziwe nie zmienia
                                                    prawdziwosci calego zdania.

                                                    W druga strone: przez indukcje strukturalna pokazuje ze daje sie wyprowadzic
                                                    wszystkie zdania p i zdania -q, gdzie p jest prawdziwe a q falszywe (od tej pory
                                                    zakladam ze a,b,c sa prawdziwe).

                                                    Przypadek bazowy - latwo. a,b,c prawdziwe.

                                                    Zdanie falszywe jest albo postaci -p albo p->q, gdzie p prawdziwe a q falszywe. W
                                                    pierwszym przypadku p z zalozenia da sie wyprowadzic, wiec --p tez. W drugim
                                                    przypadku z zalozenia da sie wyprowadzic p i -q, wiec (z ostatniego aksjomatu) da
                                                    sie wyprowadzic -(p->--q), a wiec ...

                                                    Zaraz - co a wiec? Nie mozemy --q zastapic przez q, bo q jest falszywe! :-(

                                                    Jak to dobrze czlowiekowi robi pisanie porzadnych dowodow!

                                                    Pytanie dla Thrundui, z gatunku celnych: Czy potrafisz w swoim rachunku pokazac
                                                    tautologie

                                                    -((a->a)->((a->a)->-(a->a)))

                                                    ?

                                                    Pulbek.
    • Gość: +++ignor Re: Definicja w logice czy definicja w etnologii.? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.02.02, 18:10
      Witam!


      Jedna z definicji Polaka wymyslono w Piwnicy po Baranami dla Aloszy Awdiejewa:
      "Polak to najlepszy z Rosjan".

      Ale poza żartami można przyjmować bardzo różne kryteria polskości: etniczne,
      kulturowe, państwowe, wspolnotowe, subiektywne, językowe, genetyczne...

      Każde z nich ma wyjatki i żadne nie jest definicja zupełną:

      1. ktoś nie jest etnicznym Polakiem może sie uważać za Polaka i być nim: każdy
      naturalizowany w Polsce
      2.osoba należaca do kultury polskiej: np Japończyk polonofil, zwyciesca
      konkursu chopinowskiego nie jest Polakiem
      3. obywatel polski nie musi być Polakiem: część Żydów, Niemców obywateli
      polskich
      4. osoba należąca do wspólnoty polskiej, dobrowolnie związana.., ale czy Anglik
      ożeniony z Polką, służący ochotniczo w Wojsku Polskim na terenie Polski będzie
      Polakiem
      5. schizofrenik Murzyn na Madaskarze uważający sie za Polaka, też chyba nie
      będzie Polakiem
      6. Nie wystarczy mówić po Polsku by byc Polakiem; podobno Peter Raina uważa sie
      za Polaka i choc bardzo wartościowy dla Polski..?
      7. przykładów dużo, gdy urodzeni w ewidentnie polskich rodzinach nie są
      Polakami, i odwrotnie: mamy wielu naturalizowanych w Polsce obcokrajowców,
      którzy doskonale sprawdzili się jako Polacy
      8. wspaniali Polacy moga też mieszkać poza Polską

      Te definicje nie sa ścisłe i chyba nie powinny byc ścisłe, bo wtedy pozbawimy
      sie różnorodności, a przeciez nie o to chodzi...


      Pozdrawiam!

      Ignorant
      +++
    • Gość: Stefan Nierozstrzygalnosc IP: *.zaspa.gda.pl 19.02.02, 10:44
      LPiotrek:
      > Przepraszam ze sie wtracam ,ale skoro napisales wczesniej ze ten dowod jest
      > prosty ,to chyba nie zaszkodziloby dodac jeszcze pare slow komentarza do
      > niego.

      Witaj LPiotrku, dawno Cie tu nie widzialem. Twoj post zaplatal sie w inne juz
      dawno przejrzane, wiec z trudem go wyczailem. Odpowiadam wiec z lewego skraju,
      zeby mojemu nie przytrafilo sie to samo.

      Nie bardzo wiem, co w sprawie tw. Turinga chwyciles a co nie, wiec sprobuje
      wypowiedziec moj poglad od pieca. Samego dowodu nie podaje, bo zrobil to juz
      Pulbek.

      ,,Rozstrzygalnosc'' jest pojeciem semantycznym, to znaczy zastanawiamy sie, co
      sie da efektywnie rozpoznac, obliczyc i tak dalej dowolnymi metodami w
      ,,prawdziwym'' swiecie, bez ogladania sie na ew. aksjomatyzacje.
      Wyprowadzalnosc czegos w logice moze prowadzic do problemow nierozstrzygalnych,
      ale to jest wtorne zastosowanie pojecia. Rozstrzygalne lub nie, moga byc
      PROBLEMY, czyli (nieformalnie mowiac) rodziny pytan o swiecie postaci TAK/NIE,
      indeksowane jakims zbiorem, na ogol nieskonczonym przeliczalnym. Problem nazywa
      sie ROZSTRZYGALNY, jesli istnieje komputerowy program (formalnie mowi sie:
      maszyna Turinga), ktora potrafi wczytac indeks, porachowac przez skonczony czas,
      zatrzymac sie i prawidlowo odpowiedziec, czy dla tego konkretnego indeksu
      odpowiedz jest ,,TAK'' czy ,,NIE''.

      Przyklad problemu: indeksujemy formulami rachunku zdan pytanie: ,,czy to zdanie
      jest tautologia?''
      • Gość: Pulbek Re: Nierozstrzygalnosc IP: *.daimi.au.dk 19.02.02, 13:36
        Gość portalu: Stefan napisał(a):

        > Wiec co musi zawierac jezyk?
        >
        • Gość: thrundui Re: Nierozstrzygalnosc IP: 157.25.125.* 19.02.02, 14:06
          > Z drugiej strony (i to na poczatku ludzi zdumiewa), dla
          > _kazdego_ programu M i wejscia D problem

          > "Czy M zatrzymuje sie na D?"

          > jest rozstrzygalny. Dlaczego? Bo ten problem ma tylko
          > jedna instancje, innymi slowy mozliwe sa tylko dwie
          > odpowiedzi - TAK albo NIE.

          Nie chce na nowo rozpoczynac dyskusji.
          Powiem tylko, ze sie z tym niezgadzam.

        • Gość: Stefan Re: Nierozstrzygalnosc IP: *.zaspa.gda.pl / 10.1.5.* 19.02.02, 22:51
          Pulbek:
          > Z drugiej strony (i to na poczatku ludzi zdumiewa), dla _kazdego_ programu M i
          > wejscia D problem
          >
          > "Czy M zatrzymuje sie na D?"
          >
          > jest rozstrzygalny. Dlaczego? Bo ten problem ma tylko jedna instancje, innymi
          > slowy mozliwe sa tylko dwie odpowiedzi - TAK albo NIE. Wobec tego jeden z
          > programow
          >
          > print("TAK")
          >
          > albo
          >
          > print("NIE")
          >
          > rozstrzyga ten problem. Nie wiadomo ktory, ale ktorys rozstrzyga.

          No wlasnie. W zwiazku z tym musze odszczekac jedno moje stwierdzenie:

          Ja:
          > moze nas interesowac tylko podzbior danego problemu, np. wlasnosc stopu
          > programow niedluzszych niz 100mld instrukcji dzialajacych na danych o dlugosci
          > najwyzej 100mld bitow
      • Gość: LPiotrek Re: Nierozstrzygalnosc IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 20.02.02, 18:21
        > Starczy na razie? Stoje otworem do ew. pytan.
        > - Stefan

        Dzieki Stefanie za wyklad od "pieca".
        Jednak nie rozwial on mojej niewiedzy.
        Sprobuje wiec zadac kilka pytan.

        1. Czy z dowodu przedstawionego przez Pulbeka
        wynika ze programy P i P' nie istnieja ?
        Bo mi sie wydaje ze tak - sa przeciez oparte na
        nieistniejacej procedurze X.
        2. Jezeli mi sie dobrze wydaje to czy mozna
        mowic ze problem stopu MT jest problemem
        rzeczywistym ?? Wg mnie bylby rzeczywistym gdyby
        z tego dowodu wynikalo ze programy P i P' istnieja
        rzeczywiscie.
        3. A moze rzeczywistosc tego problemu stopu
        polega na tym ze wlasnie nie mozna napisac
        P i P' bo nie istnieje odpowiednie do tego X ???

        4. Czy nie mozna podejsc do tego w ten sposob
        ze skoro nie istnieje P' - czyli pewien program ktory
        powinien sam siebie analizowac i orzekac o sobie -
        bo potrzebowalby do tego procedury X a takowa nie istnieje
        ,to umowic sie ze rzeczywiste sa tylko te problemy
        ktore dotycza programow istniejacych rzeczywiscie
        a nie takich ktorych bysmy chcieli napisac ,ale
        nie jestesmy w stanie tego zrobic ???

        5. Najwazniejsze pytanie: czy poprzednie pytania
        sa dla was jasne ( Ciebie i Pulbeka ) ?
        Bo moze ja nic z tego nie zrozumialem i zadaje wam
        jakies dziwne pytania ?

        Na koniec przyszlo mi do glowy ,ze przeciez procedura X
        moglaby takze sprawdzac czy wynik jaki ona wygeneruje
        ma wplyw na wynik jaki powinna wygenerowac. Jezeli by stwierdzila
        taka zaleznosc to mogloby sie okazac ze cokolwiek ona
        odpowie to zawsze bedzie dobrze tzn. prawda ,albo
        odwrotnie tj. jak w dowodzie Pulbeka zawsze sprzecznosc
        tzn. wynik falszywy. Bo jesli X orzeknie ze P' sie zapetli
        to P' sie wtedy zatrzyma i na odwrot.
        Tylko ze to wymagaloby aby procedura X oprocz odpowiedzi
        TAK/NIE zwracala takze dodatkowa informacje o tym jak
        nalezy interpretowac jej zasadnicza odpowiedz. Przy czym
        musialby byc spelniony dodatkowy warunek aby ta dodatkowa
        informacja nie byla dalej wykorzystywana w taki sposob
        ktory powodowalby koniecznosc zmiany tej dodatkowej
        informacji aby calosc pozostawala w zgodzie z prawda.
        Najlepiej/najprosciej aby dodatkowa informacja nie byla
        nigdzie dalej interpretowana przez program. Wtedy nie
        bedzie z pewnoscia takiego szkodliwego sprzezenia.
        Wtedy taka dodatkowa informacja moglaby sluzyc tylko nam
        do tego abysmy mogli wlasciwie ocenic zasadnicza odpowiedz
        procedury X.
        Przykladowo w dowodzie Pulbeka procedura X zwracala by
        dodatkowa informacje ze jej zasadnicza odpowiedz jest
        falszem (jest zanegowana ). Wtedy my bysmy wiedzieli
        ze ona sobie radzi z problemem. Jej zasadnicza odpowiedz
        moglaby byc dowolna (gdyby jej argumentem bylo P' )
        ,a i tak w sumie wszystko by sie
        zgadzalo. Bo program P' zachowywalby sie dokladnie
        przeciwnie do tej zasadniczej odpowiedzi czyli
        zgodnie jesli uwzglednic ta dodatkowa informacje.

        Moze to wszystko wyglada na jakies bzdurzenie ,ale mi sie
        wydaje ze takie podejscie moglo by rozwiazac problem
        tego typu nierozstrzygalnosci.A jesli nie to przynajmniej
        ten dowod ktory zaprezentowal Pulbek trzeba by zmodyfikowac
        aby wykazac ze problem bedzie istnial dalej .

        pozdrawiam
        LPiotrek
        • Gość: Stefan Re: Nierozstrzygalnosc IP: *.zaspa.gda.pl / 10.1.5.* 20.02.02, 20:36
          LPiotrek:
          > 1. Czy z dowodu przedstawionego przez Pulbeka wynika ze programy P i P' nie
          > istnieja ?

          Pulbek doprowadzil do sprzecznosci zalozenie, ze X moglby istniec. Jego P i P'
          sa oparte o X, wiec tez nie istnieja.

          LPiotrek:
          > 2. Jezeli mi sie dobrze wydaje to czy mozna mowic ze problem stopu MT jest
          > problemem rzeczywistym ?? Wg mnie bylby rzeczywistym gdyby z tego dowodu
          > wynikalo ze programy P i P' istnieja rzeczywiscie.

          Problem stopu jest rzeczywisty, a hipotetyczna maszyna zgadujaca poprawnie
          odpowiedz nie jest rzeczywista. Znaczy nie istnieje. To wynika z tego dowodu.

          LPiotrek:
          > 3. A moze rzeczywistosc tego problemu stopu polega na tym ze wlasnie nie mozna
          > napisac P i P' bo nie istnieje odpowiednie do tego X ???

          To jest problem o tyle ,,rzeczywisty'' o ile maszyny Turinga sa rzeczywiste. To
          jest abstrakcyjne pojecie matematyczne, wiec jego rzeczywistosc jest pewnie
          zalezna od wyznawanego pogladu filozoficznego. Moze sie znajdzie jakis kruczek,
          zeby wyjac jakies jezyki programowania z tego modelu i zastosowc dla nich jakies
          sztuczki niemozliwe dla maszyn Turinga. Na razie jednak nikt nic takiego nie
          wymyslil.

          LPiotrek:
          > 4. Czy nie mozna podejsc do tego w ten sposob ze skoro nie istnieje P' - czyli
          > pewien program ktory powinien sam siebie analizowac i orzekac o sobie - bo
          > potrzebowalby do tego procedury X a takowa nie istnieje ,to umowic sie ze
          > rzeczywiste sa tylko te problemy ktore dotycza programow istniejacych
          > rzeczywiscie a nie takich ktorych bysmy chcieli napisac ,ale nie jestesmy w
          > stanie tego zrobic ???

          Tego postulatu nie rozumiem. Jesli za ,,rzeczywiste'' uznasz tylko programy juz
          napisane, to jest ich tylko skonczona ilosc, wiec wlasnosc stopu jest dla nich
          rozstrzygalna. Ale co z programami, ktore ktos napisze jutro? Czy one juz nie
          bedza ,,rzeczywiste''? Z takiej rozstrzygalnosci nie ma zadnego pozytku. Na
          ogol wiec rozwaza sie nie programy juz napisane tylko programy dajace sie napisac
          w danym jezyku programowania. I jesli ten jezyk nie jest kompletnie trywialny,
          to wlasnosc stopu jest dla niego nierozstrzygalna.

          LPiotrek:
          > 5. Najwazniejsze pytanie: czy poprzednie pytania sa dla was jasne ( Ciebie i
          > Pulbeka ) ?

          (:-})
          Nie wiem. Staralem sie zrozumiec twoje intencje. Wyniki tych staran mozesz
          ocenic sam po moich odpowiedziach.

          LPiotrek:
          > Na koniec przyszlo mi do glowy ,ze przeciez procedura X moglaby takze sprawdzac
          > czy wynik jaki ona wygeneruje ma wplyw na wynik jaki powinna wygenerowac.
          [...]
          > Przykladowo w dowodzie Pulbeka procedura X zwracala by dodatkowa informacje ze
          > jej zasadnicza odpowiedz jest falszem (jest zanegowana ). Wtedy my bysmy
          > wiedzieli ze ona sobie radzi z problemem. Jej zasadnicza odpowiedz moglaby byc
          > dowolna (gdyby jej argumentem bylo P' ) ,a i tak w sumie wszystko by sie
          > zgadzalo. Bo program P' zachowywalby sie dokladnie przeciwnie do tej zasadniczej
          > odpowiedzi czyli zgodnie jesli uwzglednic ta dodatkowa informacje.

          Ale po co chcesz to komplikowac? Ta procedura zostala skrojona do dowodu
          twierdzenia i swoja role spelnila dobrze. Czy zyskamy cos, jesli zamiast niej
          uzyjemy czegos bardziej skomplikowanego?

          Jesli Cie interesuje nierozstrzygalnosc innych bardziej skomplikowanych
          problemow, to na ogol dowodzi sie jej przez sprowadzenie do nierozstrzygalnosci
          problemu stopu maszyny Turinga. Udowania sie, ze gdyby cos tam bylo
          rozstrzygalne to jako efekt uboczny dawaloby nam mozliwosc rozstrzygniecia
          problemu stopu, co jest niemozliwe. Wiec powyzszy dowod jest jedynym dowodem
          nierozstrzygalnosci prowadzonym od samych podstaw, jaki kiedykolwiek widzialem.
          Oczywiscie mozna napisac dowod nierozstrzygalnosci czegos innego od podstaw, ale
          nikomu sie nie chce, bo po co.

          - Stefan

          • Gość: Pulbek Re: Nierozstrzygalnosc IP: *.skjoldhoej.dk 20.02.02, 21:00
            Gość portalu: Stefan napisał(a):

            > > Na koniec przyszlo mi do glowy ,ze przeciez procedura X moglaby takze spra
            > > wdzac czy wynik jaki ona wygeneruje ma wplyw na wynik jaki powinna
            > > wygenerowac.
            > [...]
            > Ale po co chcesz to komplikowac? Ta procedura zostala skrojona do dowodu
            > twierdzenia i swoja role spelnila dobrze. Czy zyskamy cos, jesli zamiast niej
            > uzyjemy czegos bardziej skomplikowanego?
            >

            Wiesz Stefanie, wydaje mi sie ze LPiotrkowi chodzi o cos innego. W istocie
            proponuje inny model obliczen: taki, w ktorym procedura moze zwrocic dwa wyniki,
            przy czym tylko jeden z nich jest widoczny z procedury ktora ja wywolala, a drugi
            jest propagowany bez zmian, az dopiero na koncu moze go zintepretowac uzytkownik.

            No i teraz pytanie: czy istnieje procedura X(y,z), ktora zwraca dwa wyniki a,b
            takie ze (a xor b) wtedy i tylko wtedy gdy y konczy sie na z. Ale jak jakas
            procedura wywoluje X, to widzi tylko wynik a.

            Wydaje sie ze faktycznie ta najprostsza konstrukcja programow P i P' tu nie
            prowadzi do natychmiastowej sprzecznosci. Procedura X teoretycznie moglaby jakos
            magicznie rozpoznac ze dostala argumenty (P',P') i zwrocic wynik "zatrzyma sie
            (pst! to nieprawda!)", i bylby to poprawny wynik. Troche dziwne ze moglaby tez
            zwrocic "petli sie (pst! to nieprawda!)" i tez byloby dobrze... Ale sprzecznosci
            tu nie ma. Sam sie zastanawiam jak sformalizowac nieznosne uczucie ze cos tu jest
            okropnie nie tak...

            Pulbek.
            • Gość: LPiotrek Re: Nierozstrzygalnosc IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 21.02.02, 00:36
              > Wiesz Stefanie, wydaje mi sie ze LPiotrkowi chodzi o cos innego. W istocie
              > proponuje inny model obliczen: taki, w ktorym procedura moze zwrocic dwa
              wyniki,
              > przy czym tylko jeden z nich jest widoczny z procedury ktora ja wywolala, a
              drugi
              > jest propagowany bez zmian, az dopiero na koncu moze go zintepretowac
              uzytkownik.

              Wielkie dzieki Pulbek - o to mi chodzi.
              Podtrzymales mnie na duchu ,bo juz zaczynalem miec wrazenie ,ze
              chyba strasznie majacze :-)
              Stefanowi tez dziekuje za odpowiedzi. Musze sprostowac swoja niefortunna
              wypowiedz o istniejacych programach. Ja mialem na mysli to ,ze one
              chociaz nie napisane jeszcze, istnieja potencjalnie ,podobnie jak
              liczby o 100 milionach cyfr - mimo ze nikt jeszcze wiekszosci z nich
              nie napisal to one sa.

              > > rzeczywiste sa tylko te problemy ktore dotycza programow istniejacych
              > > rzeczywiscie a nie takich ktorych bysmy chcieli napisac ,ale nie jestesmy w
              > > stanie tego zrobic ???
              >
              > Tego postulatu nie rozumiem. Jesli za ,,rzeczywiste'' uznasz tylko programy
              juz
              > napisane, to jest ich tylko skonczona ilosc, wiec wlasnosc stopu jest dla nich
              > rozstrzygalna. Ale co z programami, ktore ktos napisze jutro? Czy one juz nie

              Po tym wyjasnieniu teraz ten postulat chyba zaczyna miec sens - prawda ?

              Po prostu programow P i P' nie da sie napisac ,wiec dla mnie NIE
              jest RZECZYWISTYM problemem okreslenie czy one beda sie petlic czy nie.
              Rzeczywistym problemem dla mnie jest to ,ze ich sie nie da napisac.
              Tylko ze ja tego problemu nie utozsamialbym z problemem stopu
              tych programow ktore mozna napisac.
              Nie zrozum mnie Stefan zle - to Ty jestes fachowcem nie ja ,wiec to co
              ja tu pisze to tylko takie moje wrazenia laika.
              Prawde mowiac to wydaje mi sie ze mowienie o problemie stopu ,to jest
              bardzo mylace. Ja bym to nazwal problemem sprzecznego sprzezenia .
              I wlasnie ten problem chcialem rozwiazac proponujac ten
              inny model obliczen - co dokladnie wyczail Pulbek.

              Ciekaw jestem Pulbeku ,co miales na mysli piszac :
              [...]
              > Ale sprzecznosci
              > tu nie ma. Sam sie zastanawiam jak sformalizowac nieznosne uczucie ze cos tu
              jest
              > okropnie nie tak...

              Czy miales na mysli ten moj model obliczen ??
              Czy moze dowod tw. Turinga ?
              Mi sie wydaje ,ze tw. Turinga nie sposob udowodnic bez posluzenia
              sie takim sprzecznym sprzezeniem. Wiec znalezienie sposobu na wyrazenie/opisanie
              takiego sprzecznego sprzezenia rozwiazywaloby problem stopu.

              pozdrawiam was serdecznie
              LPiotrek
              • Gość: Pulbek Re: Nierozstrzygalnosc IP: *.daimi.au.dk 21.02.02, 09:58
                Gość portalu: LPiotrek napisał(a):

                > Po prostu programow P i P' nie da sie napisac ,wiec dla
                > mnie NIE jest RZECZYWISTYM problemem okreslenie czy one
                > beda sie petlic czy nie. Rzeczywistym problemem dla
                > mnie jest to ,ze ich sie nie da napisac.
                > Tylko ze ja tego problemu nie utozsamialbym z problemem
                > stopu tych programow ktore mozna napisac.

                Ale zastanow sie przez chwilke. Zalozmy ze problem stopu
                programow 'ktore mozna napisac' daje sie rozwiazac. To by
                znaczylo ze programy P i P' daja sie napisac, a wiec
                problem stopu dla nich tez sie da rozwiazac. Ale to daje
                sprzecznosc. Czujesz klimat? :-)

                Problem stopu jest rzeczywiscie rzeczywisty.


                > Ciekaw jestem Pulbeku ,co miales na mysli piszac :
                > [...]
                > > Ale sprzecznosci
                > > tu nie ma. Sam sie zastanawiam jak sformalizowac
                > > nieznosne uczucie ze cos tu
                > > jest okropnie nie tak...
                >
                > Czy miales na mysli ten moj model obliczen ??
                > Czy moze dowod tw. Turinga ?

                Po pierwsze, model. Nie wiem czy wiesz dokladnie co to
                jest maszyna Turinga, ale Twoj model to w istocie maszyna
                Turinga z dodatkowym jednym elementem dostepnym tylko do
                zapisu, a jezeli na koncu obliczenia na tym elemencie
                jest 1 to stany akceptujace zamienia sie z
                nieakceptujacymi.

                Chyba latwo pokazac ze ten model mozna symulowac zwykla
                maszyna Turinga i na odwrot, wiec jest on rownowazny
                zwyklej m.T. To by znaczylo ze problem stopu dla Twojego
                modelu tez jest nierozstrzygalny i to powinno sie dac
                jakos latwo pokazac.

                Ale nie wiem jak to ladnie opowiedziec w jezyku
                'procedur' i 'programow', a nie 'maszyn Turinga'. Stad to
                nieznosne uczucie.

                Pozdrawiam,

                Pulbek.
                • Gość: Stefan Re: Nierozstrzygalnosc IP: *.zaspa.gda.pl / 10.1.5.* / *.zaspa.gda.pl 21.02.02, 10:38
                  Pulbek:
                  > Twoj model to w istocie maszyna Turinga z dodatkowym jednym
                  > elementem dostepnym tylko do zapisu, a jezeli na koncu obliczenia na
                  > tym elemencie jest 1 to stany akceptujace zamienia sie z
                  > nieakceptujacymi.
                  [...]
                  > Ale nie wiem jak to ladnie opowiedziec w jezyku 'procedur' i
                  > 'programow', a nie 'maszyn Turinga'.

                  Moze przez procedury z efektami ubocznymi?


                  VAR pst : Boolean; (* deklaracja zmiennej globalnej typu logicznego *)

                  PROCEDURE costam(x, VAR y);
                  (* definicja procedury czytajaca z x i piszaca do y *)
                  BEGIN
                  y := ...; (* jakies oficjalne dzialania zmieniajace wartosc y *)
                  pst := ...; (* jakies tajne dzialania zmieniajace wartosc pst *)
                  END; (* koniec definicji procedury costam *)

                  BEGIN
                  ...
                  costam(a,b);
                  (* wywolanie procedury czyta z a i pisze do b *)
                  (* przy okazji zakulisowo zmienia pst *)
                  ...
                  END.


                  Czy o to chodzilo?

                  - Stefan

                • Gość: Stefan Re: Nierozstrzygalnosc IP: *.zaspa.gda.pl / 10.1.5.* / *.zaspa.gda.pl 21.02.02, 10:39
                  Pulbek:
                  > Twoj model to w istocie maszyna Turinga z dodatkowym jednym
                  > elementem dostepnym tylko do zapisu, a jezeli na koncu obliczenia na
                  > tym elemencie jest 1 to stany akceptujace zamienia sie z
                  > nieakceptujacymi.
                  [...]
                  > Ale nie wiem jak to ladnie opowiedziec w jezyku 'procedur' i
                  > 'programow', a nie 'maszyn Turinga'.

                  Moze przez procedury z efektami ubocznymi?


                  VAR pst : Boolean; (* deklaracja zmiennej globalnej typu logicznego *)

                  PROCEDURE costam(x, VAR y);
                  (* definicja procedury czytajaca z x i piszaca do y *)
                  BEGIN
                  y := ...; (* jakies oficjalne dzialania zmieniajace wartosc y *)
                  pst := ...; (* jakies tajne dzialania zmieniajace wartosc pst *)
                  END; (* koniec definicji procedury costam *)

                  BEGIN
                  ...
                  costam(a,b);
                  (* wywolanie procedury czyta z a i pisze do b *)
                  (* przy okazji zakulisowo zmienia pst *)
                  ...
                  END.


                  Czy o to chodzilo?

                  - Stefan

                • Gość: Stefan Re: Nierozstrzygalnosc IP: *.zaspa.gda.pl / 10.1.5.* / *.zaspa.gda.pl 21.02.02, 10:41
                  Pulbek:
                  > Twoj model to w istocie maszyna Turinga z dodatkowym jednym
                  > elementem dostepnym tylko do zapisu, a jezeli na koncu obliczenia na
                  > tym elemencie jest 1 to stany akceptujace zamienia sie z
                  > nieakceptujacymi.
                  [...]
                  > Ale nie wiem jak to ladnie opowiedziec w jezyku 'procedur' i
                  > 'programow', a nie 'maszyn Turinga'.

                  Moze przez procedury z efektami ubocznymi?


                  VAR pst : Boolean; (* deklaracja zmiennej globalnej typu logicznego *)

                  PROCEDURE costam(x, VAR y);
                  (* definicja procedury czytajaca z x i piszaca do y *)
                  BEGIN
                  y := ...; (* jakies oficjalne dzialania zmieniajace wartosc y *)
                  pst := ...; (* jakies tajne dzialania zmieniajace wartosc pst *)
                  END; (* koniec definicji procedury costam *)

                  BEGIN
                  ...
                  costam(a,b);
                  (* wywolanie procedury czyta z a i pisze do b *)
                  (* przy okazji zakulisowo zmienia pst *)
                  ...
                  END.


                  Czy o to chodzilo?

                  - Stefan

                • Gość: Pulbek Re: Nierozstrzygalnosc IP: *.daimi.au.dk 21.02.02, 14:33
                  No dobra, juz chyba wiem. Sluchaj, LPiotrku.

                  W oryginalnym dowodzie nieroztrzygalnosci problemu
                  stopu (tym dla zwyklych programow) kluczowa procedure X
                  traktuje sie jako 'black box': nie interesuje nas jak
                  ona wyglada w srodku. Same jej 'zewnetrzne' wlasnosci
                  wystarczaja do uzyskania sprzecznosci.

                  Ale nie musimy byc tacy grzeczni. Mozemy zalozyc ze
                  procedura X istnieje i zadac jej dowolny gwalt, zeby
                  pokazac sprzecznosc. I tak zrobimy w Twoim modelu
                  obliczen, zeby pokazac ze problem stopu caly czas jest
                  nieobliczalny.

                  Zalozmy ze istnieje taka Twoja procedura X(y,z), ktora
                  - dostaje na wejsciu program y i wejscie z
                  - zwraca dwa wyniki: a i b
                  - wartosc b mowi czy a jest wlasciwa odpowiedzia czy
                  nie
                  - tylko wartosc a jest dostepna dla reszty programu.

                  No dobrze, ale jak X ustala wartosc b? Gdzies to musi
                  robic, w jakis sposob. Innymi slowy, w Twoim jezyku
                  programowania musi istniec jakas instrukcja (byc moze
                  zupelnie nowa, byc moze po prostu jakies przypisanie na
                  zmienna, byc moze wypisanie czegos na ekran, wszystko
                  jedno) ktora mowi: "pst! zapamietaj ze wynik bedzie
                  falszywy" albo "pst! zapamietaj ze wynik bedzie
                  prawdziwy".

                  Teraz: X jest programem, czyli fragmentem tekstu. Mamy
                  go na tacy. Mozemy go wiec _przerobic_ i zrobic nowa
                  procedure X', ktora
                  - korzysta z jednej nowej zmiennej globalnej PST,
                  - nigdzie tej zmiennej nie czyta,
                  - wszedzie tam gdzie X mowi "pst! cos tam", zamiast
                  tego X' ustawia zmienna PST na odpowiednia wartosc.

                  X' tworzymy po prostu edytujac X jako fragment tekstu.

                  Teraz rozwaz taka procedure Z(x,y):

                  var PST, wynik;
                  BEGIN
                  wynik := X'(x,y);
                  wynik := wynik xor PST;
                  return wynik;
                  END

                  Jest to zupelnie normalny program, zapisany na
                  'normalna', a nie na Twoja maszyne Turinga. Co wiecej,
                  robi dokladnie to co robila procedura X w normalnym
                  dowodzie: rozwiazuje problem stopu dla zwyklej m.T. Ale
                  juz wiemy za taka procedura nie istnieje: procedury Z
                  nie da sie napisac. Wniosek: Twoja procedura X, na te
                  'niezwykla' m.T., tez nie istnieje.

                  To typowy przyklad dowodu przez redukcje: pokazalem ze
                  jesli bysmy umieli rozstrzygnac problem stopu dla
                  Twoich nietypowych programow, to daloby nam to metode
                  roztrzygania problemu stopu dla zwyklych programow. Ale
                  wiemy ze takiej metody nie ma. CBDO.

                  Intuicyjnie, idea dowodu polega na tym ze procedura X,
                  skoro mamy ja na tacy, nie da rady nas oszukac i ukryc
                  czesci swoich wynikow. Mozemy ja troche potorturowac i
                  wydobyc z niej wszystko co wie. :-)

                  I tyle.

                  Pulbek.
                  • Gość: LPiotrek Re: Nierozstrzygalnosc IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 22.02.02, 07:13
                    > No dobra, juz chyba wiem. Sluchaj, LPiotrku.
                    >
                    > W oryginalnym dowodzie nieroztrzygalnosci problemu
                    > stopu (tym dla zwyklych programow) kluczowa procedure X
                    > traktuje sie jako 'black box': nie interesuje nas jak
                    > ona wyglada w srodku. Same jej 'zewnetrzne' wlasnosci
                    > wystarczaja do uzyskania sprzecznosci.
                    >
                    > Ale nie musimy byc tacy grzeczni. Mozemy zalozyc ze
                    > procedura X istnieje i zadac jej dowolny gwalt, zeby
                    > pokazac sprzecznosc. I tak zrobimy w Twoim modelu
                    > obliczen, zeby pokazac ze problem stopu caly czas jest
                    > nieobliczalny

                    Fajnie ,ze to napisales. Bo to jest woda na moj mlyn :-)
                    Dlaczego ?
                    Bo zadawanie gwaltu procedurze X jest rownoznaczne z
                    pozbawieniem jej mozliwosci wyrazenia tego co chciala by nam
                    przekazac ,ale nie jest w stanie nie dlatego ze nie
                    ma nam nic prawdziwego i konkretnego do przekazania
                    tylko dlatego ze TO MY zadajemy jej gwalt.
                    Ja to nazywam sprzecznym sprzezeniem. Moze nazwa nie
                    jest najlepsza ,ale wg. mnie oddaje istote dzialania
                    tego sprzezenia.

                    To nie problem stopu jest nieobliczalny , tylko brak
                    nieskrepowanej mozliwosci wyrazenia tego co "wie"
                    procedura X jest powodem tego ,ze wyglada to tak
                    jakby ona "nie wiedziala" jak sobie z nim poradzic.

                    Zamiast stosowania takich sprzecznych sprzezen, mozna
                    by po prostu usunac z tej procedury to co ona zwraca
                    ,a co jest objete tym sprzecznym sprzezeniem.

                    W przypadku procedury X z Twojego pierwszego dowodu Tw. Turinga
                    sprowadziloby sie do tego ze procedura X nic nam nie zwraca.
                    Ale to byloby przeciez trywialne - nieprawdaz ?
                    Bo jak ona moglaby cokolwiek policzyc/rozstrzygnac skoro nic
                    nie zwraca ?
                    Tylko jaki z tego wniosek : ze nic sie nie da rozstrzygnac ?

                    Dla mnie wniosek jest taki : nic sie nie da rozstrzygnac w ukladzie
                    objetym sprzecznym sprzezeniem.

                    A czy to bedzie problem stopu MT ,czy cokolwiek innego to juz
                    mniejsza o to, bo sednem calej sprawy jest to sprzeczne sprzezenie.

                    Mowienie ,ze to problem stopu jest taki szczegolny i nierozstrzygalny
                    to wg. mnie jak w tym dowcipie: kowal zawinil - Cygana powiesili.

                    On jest rozstrzygalny ,tylko aby go rozstrzygnac trzeba posluzyc
                    sie odpowiednia konstrukcja. Konstrukcja ktora bedzie wolna od
                    tego sprzecznego sprzezenia. Przeciez to od nas zalezy jaka
                    konstrukcje zastosujemy. Czy bedziemy gwalcic X czy nie.
                    Jesli chcemy gwalcic ,to mozemy od razu zrezygnowac z pisania X
                    ,bo nie napiszemy takiego X ,zeby go sie zgwalcic nie dalo.
                    Ale jezeli zalezy nam na tym zeby moc ZAWSZE rozstrzygnac
                    problem stopu to mozemy napisac odpowiednie X i odpowiednio
                    z tego co X nam odpowie/zwroci skorzystac i to wszystko co jest
                    konieczne by miec problem stopu z glowy.

                    Ciekaw jestem waszego zdania na ten temat

                    Ale przyszla mi do glowy taka mysl ,ze przeciez procedura X ,nie jest
                    znowu w maszynie Turinga taka bezbronna. Bo gdy to ona sie realizuje
                    to nic jej tego dzialania nie przerywa !
                    W maszynie Turinga nie ma mowy o przerwaniach !
                    Tak wiec procedura X moze w nieco inny sposob porozumiec sie
                    z obserwatorem. Jezeli nie mozemy miec zagwarantowanej nieczytalnosci
                    przez P' tej dodatkowej "ukrytej" informacji to jej sens moze
                    miec teraz inne znaczenie np. stan"0" jak poprzednio "pst.prawda"
                    ,ale stan "1" nie bedzie juz znaczyl "pst.falsz" tylko:
                    " nie moge ci powiedziec czy prawda czy falsz nie dlatego ze nie wiem ,tylko
                    dlatego ,ze cokolwiek ci powiem ,to zostanie to tak wykorzystane
                    ze ta moja odpowiedz nie da ci zadnej pewnosci jak zinterpretowac
                    odpowiedz zasadnicza. Wiec jak chcesz miec pewnosc w jaki sposob
                    zinterpretowac odpowiedz zasadnicza to zaladuj mi tu procedure Y
                    zeby to ona policzyla jakie sa tu sprzeczne sprzezenia i wtedy
                    bedziesz mial pewna odpowiedz "
                    Troche to zawile ,ale powinno dzialac !
                    Bo procedura Y jest niewidoczna przez X' i P' oraz nie wykorzystuje
                    niczego co policzyla procedura X. Y oblicza tylko sprzeczne sprzezenia
                    - i informuje o tym obserwatora tzn. ona informuje obserwatora
                    jak zinterpretowac zasadnicza odpowiedz z procedury X -
                    ,a nie problem stopu ,bo ten ostatni policzyla X. Sprzeczne sprzezenia
                    musi sie dac policzyc ,bo w przeciwnym wypadku nie daloby sie
                    sformuowac dowodu Tw. Turinga w pierwotnej wersji !!
                    ( Bo gdyby w tamtym dowodzie nie wychodzila sprzecznosc "czarno na bialym",
                    to nie mozna by powiedziec ze X na pewno nie istnieje )
                    Tam bylo jedno sprzeczne sprzezenie. W tej wersji z procedura X' sa
                    dwa sprzeczne sprzezenia. Oczywiscie X moglaby rowniez policzyc ich
                    ilosc tylko ze kazda proba poinformowania o tym obserwatora
                    mogla by sie skonczyc zmiana ilosci tych sprzezen ,wiec kazda taka
                    proba bylaby nieskuteczna. Dlatego trzeba zastosowac procedure
                    niewidoczna dla P' czy X' , taka ktora nie da sie zgwalcic :-)

                    Teraz sytuacja jest prosta: X rozwiazuje problem stopu , a Y
                    rozwiazuje problem komunikacji X-a z obserwatorem (czyli rozwala
                    te sprzeczne sprzezenia - one moga sobie tam byc dalej ,ale
                    juz nie przeszkodza obserwatorowi wiedziec z pewnoscia 100%-owa
                    ze X rozwala problem stopu dla kazdej maszyny Turinga.

                    I co Wy na to ??

                    pozdrawiam
                    LPiotrek
                    • Gość: Stefan Re: Nierozstrzygalnosc IP: *.ipipan.gda.pl 22.02.02, 11:21
                      LPiotrek:
                      > Mowienie ,ze to problem stopu jest taki szczegolny i nierozstrzygalny
                      > to wg. mnie jak w tym dowcipie: kowal zawinil - Cygana powiesili.
                      >
                      > On jest rozstrzygalny ,tylko aby go rozstrzygnac trzeba posluzyc
                      > sie odpowiednia konstrukcja.
                      [...]
                      > Ciekaw jestem waszego zdania na ten temat

                      W Twojej konstrukcji czesto uzywasz zaimka ,,my'': MY gwalcimy X zeby cos tam.
                      Rozpatrzmy to moze inaczej, jako gre, rozdzielmy ,,my'' na ,,ja'' i ,,Ty''. Ty
                      potrafisz napisac superprogram, ktory prawidlowo rozstrzyga wlasnosc stopu
                      dowolnego programu na dowolnych danych. Jesli to prawda, to wygrywasz. Ja
                      wygrywam, jesli przedstawie Ci program i dane, na ktorych Twoj superprogram
                      zawiedzie. To znaczy albo da falszywa odpowiedz albo sie beznadziejnie zapetli.

                      W konstrukcji Twojego superprogramu mozesz robic co chcesz: uzywac efektow
                      ubocznych, albo kogos gwalcic, albo nic takiego nie popelniac, mnie to w ogole
                      nie bedzie interesowalo. Ale tez Ty nie protestuj, ze moj przyklad jest
                      ,,nieuczciwy'', czy ,,sprzecznie sprzezony''. Ty kostruujesz swoj superprogram
                      dowolnymi metodami, ja potem konstruuje moj program i dane dowolnymi metodami, a
                      potem patrzymy, czy Twoj superprogram da mu rade.

                      Twierdzenie Turinga mowi, ze ja mam zawsze strategie wygrywajaca. To znaczy ze
                      do kazdego Twojego superprogramu jestem w stanie znalezc program i dane, na
                      ktorych Twoj superprogram zawiedzie. Jak ja to zrobie?
                      • Gość: LPiotrek Re: Nierozstrzygalnosc IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 22.02.02, 23:17
                        > W Twojej konstrukcji czesto uzywasz zaimka ,,my'': MY gwalcimy X zeby cos tam.
                        > Rozpatrzmy to moze inaczej, jako gre, rozdzielmy ,,my'' na ,,ja'' i ,,Ty''. Ty
                        > potrafisz napisac superprogram, ktory prawidlowo rozstrzyga wlasnosc stopu
                        > dowolnego programu na dowolnych danych. Jesli to prawda, to wygrywasz. Ja
                        > wygrywam, jesli przedstawie Ci program i dane, na ktorych Twoj superprogram
                        > zawiedzie. To znaczy albo da falszywa odpowiedz albo sie beznadziejnie
                        zapetli.

                        To nie jest uczciwa propozycja, bo wymagasz abym przedstawil Ci dowod
                        konstrukcyjny w postaci gotowego programu.
                        Ja mam inna propozycje: sprobuj udowodnic ,ze napisanie
                        takiego programu jest niemozliwe. Tylko nie wymagaj od
                        tego programu aby udostepnil Ci on caly swoj kod i dane.
                        Umowmy sie ,ze ten program udostepni Ci tylko ten kod i te
                        dane ,ktore beda mialy ewentualny wplyw na dzialanie analizowanego
                        programu (tego Twojego ) i ze tym dostepnym dla Twojego
                        programu kodem bedzie kod procedury X - obliczajacej
                        problem stopu.
                        No bo niby z jakiego praktycznego powodu program analizujacy
                        mialby udostepniac swoj caly kod i dane programowi analizowanemu ??

                        > W konstrukcji Twojego superprogramu mozesz robic co chcesz: uzywac efektow
                        > ubocznych, albo kogos gwalcic, albo nic takiego nie popelniac, mnie to w ogole

                        czy w programie mozna kogos gwalcic ?
                        czy znasz Stefan jakis jezyk mogacy sluzyc do tego ?
                        - moze visual basic ? - ktos twierdzil ostatnio ze to dzielo szatana :-)

                        > nie bedzie interesowalo. Ale tez Ty nie protestuj, ze moj przyklad jest
                        > ,,nieuczciwy'', czy ,,sprzecznie sprzezony''. Ty kostruujesz swoj superprogram
                        > dowolnymi metodami, ja potem konstruuje moj program i dane dowolnymi
                        metodami, a
                        > potem patrzymy, czy Twoj superprogram da mu rade.

                        Ja wcale nie protestuje przeciwko sprzecznemu sprzezeniu.
                        Ja tylko stwierdzam fakt jego wystepowania i wynikajace
                        z tego konsekwencje.

                        > Twierdzenie Turinga mowi, ze ja mam zawsze strategie wygrywajaca. To znaczy ze
                        > do kazdego Twojego superprogramu jestem w stanie znalezc program i dane, na
                        > ktorych Twoj superprogram zawiedzie

                        Masz taka strategie ,ale tylko dla kazdego takiego ktorego
                        mozesz poznac caly kod i dane.
                        A przeciez w swiecie rzeczywistym mozna tworzyc takie
                        programy ,ktore nie udostepniaja innym calego swojego
                        kodu i wszystkich swoich danych.
                        Dlatego tak postawiony problem jest dla mnie problemem
                        abstrakcyjnym ,a nie rzeczywistym.
                        To tak jakby twierdzic ,ze istnieje rzeczywisty problem
                        wbicia gwozdzia w sosnowa deske. Bo uczyniono zalozenie
                        ze trzeba to zrobic jednym golym palcem.
                        Dla mnie to nie jest zaden rzeczywisty problem - biore
                        mlotek do reki i jest po sprawie.

                        > W tym i tylko tym sensie problem stopu jest nierozstrzygalny: do kazdej Twojej
                        > proby rozstrzygniecia potrafie znalezc przyklad, na ktorym ta proba sie
                        wywroci.

                        Dla kazdej proby ,ale obwarowanej zalozeniem o dostepnosci
                        "mojego" kodu i danych.
                        Wg. mnie jest to bardzo specyficzny i wasko pojety sens.
                        Ja traktowalem problem stopu w sensie doslownym i stad
                        to nieporozumienie.

                        Wg. mnie nie byloby tego zamieszania gdyby Pulbek o tym
                        napomknal przy okazji prezentacji tego dowodu.
                        Ze w tak specyficznym sensie problem istnieje rzeczywiscie
                        chociaz w sensie doslownym to ten problem rzeczywiscie nie
                        istnieje ( albo ,ze nie istnieje dowod na to ze problem
                        rozumiany w sensie doslownym istnieje rzeczywiscie )
                        Ciekaw jestem Stefan ,co o tym sadzisz i co Ci podpowiada
                        o tym Twoja kobieca intuicja.
                        Istnieje taki dowod - czy nie ???

                        pozdrawiam
                        LPiotrek
                        • Gość: Pulbek Re: Nierozstrzygalnosc IP: *.skjoldhoej.dk 22.02.02, 23:30
                          Gość portalu: LPiotrek napisał(a):

                          > To nie jest uczciwa propozycja, bo wymagasz abym przedstawil Ci dowod
                          > konstrukcyjny w postaci gotowego programu.
                          > Ja mam inna propozycje: sprobuj udowodnic ,ze napisanie
                          > takiego programu jest niemozliwe.

                          Dowod wyglada tak: jesli taki program istnieje, to klops. Jest to klasyczny dowod
                          nie wprost, co Cie w nim dziwi?

                          > Tylko nie wymagaj od
                          > tego programu aby udostepnil Ci on caly swoj kod i dane.
                          > Umowmy sie ,ze ten program udostepni Ci tylko ten kod i te
                          > dane ,ktore beda mialy ewentualny wplyw na dzialanie analizowanego
                          > programu (tego Twojego )

                          Program to pewien tekst. Nie jest tak ze on mi cos 'udostepnia', bo program to
                          nie czlowiek i nie moze nic 'udostepniac'. Program to napis i mozna go czytac i
                          tworzyc na jego podstawie inne napisy. Dlaczego zabraniasz mi czytac czesc tego
                          napisu? Jezeli program istnieje, to istnieje caly a nie pol.

                          Ale narobilem! Tak efektownie napisalem o tym torturowaniu programow ze az
                          zainspirowalem LPiotrka do animizacji programow :-)

                          Pulbek.
                        • Gość: Stefan Re: Nierozstrzygalnosc IP: *.zaspa.gda.pl / 10.1.5.* / *.zaspa.gda.pl 23.02.02, 02:13
                          LPiotrek:
                          > To nie jest uczciwa propozycja, bo wymagasz abym przedstawil Ci dowod
                          > konstrukcyjny w postaci gotowego programu.

                          Chcesz zachowac tajemnice handlowa? Ale wtedy niezawodnosc Twojego programu
                          bedzie oparta na tym, czy ktos nie odgadnie Twojego kodu. Nie bedziesz wiec
                          mogl twierdzic ,,moj superprogram prawidlowo rozstrzyga wlasnosc stopu dla
                          DOWOLNYCH programow i danych'' tylko ,,nie macie metody zgadniecia, na jakich
                          programach i danych moj superprogram sie wyklada''. To jest o wiele mniej.
                          Twierdzenie Turinga mowi o tym, ze nie istnieje superprogram rozstrzygajacy
                          wlasnosc stopu dla WSZYSTKICH programow i danych. Ono nie mowi o tym, ze ja
                          bede potrafil zbudowac kontrprzyklad nie majac w reku wszystkich informacji.

                          Czyli gra jest taka:
                          • Gość: LPiotrek Re: Nierozstrzygalnosc IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 24.02.02, 10:01

                            Przyznaje ze ten moj pomysl z "niewidoczna" procedura Y
                            byl delikatnie mowiac niezbyt udany :(
                            Poza tym miala by ta sama slabosc co procedura X ,tzn.
                            nie umiala by sobie poradzic ze wszystkimi mozliwymi
                            "sprzezeniami".
                            Na swoje usprawiedliwienie podam skad mi przyszedl taki
                            beznadziejny pomysl. Nie chcialem wcale zachowywac zadnej
                            tajemnicy handlowej. Tak bardzo sie zasugerowalem tym
                            ze w dowodzie tw. Turinga traktuje sie procedure X jako
                            orginal ,ze pomyslalem skoro ukryje czesc orginalu - bo to
                            jest przeciez technicznie mozliwe - to trzeba bedzie zmienic
                            dowod tw. Turinga. Na dodatek faktycznie Pulbek mnie jeszcze
                            upewnil w mym blednym przekonaniu piszac o torturowaniu
                            procedury X. Tak naprawde X wcale nie trzeba torturowac ,bo
                            X jest tylko blizniacza kopia orginalu ,ktory mozemy sobie
                            ukryc nawet na koncu swiata a to i tak niczego nie zmieni. Bo ta kopia
                            bez zadnych tortur bardzo chetnie bedzie wspolpracowala z X'.
                            Ta kopia to po prostu czesc konstrukcji na ktorej "wywraca"
                            sie moj "superprogram". Nie mozna wymagac od tej konstrukcji
                            by w niej nie wolno bylo czegos robic na co tylko jezyk MT pozwala.
                            Nie dziwie sie teraz wam, ze nie mogliscie zrozumiec o co mi chodzi :-)

                            > Wedlug klasycznej definicji rozstrzygalnosci warunki tej gry sa ustawione
                            > niesymetrycznie, na Twoja niekorzysc. Mianowicie tego rodzaju remis uwaza sie
                            > za nierozstrzygalnosc. Dla rozstrzygalnosci zada sie niekwestionowanego
                            > zwyciestwa superprogramu rozstrzygajacego. Twierdzenie Turinga mowi tylko, ze
                            W
                            > TYM SENSIE problem stopu jest nierozstrzygalny.
                            [...]
                            > Praktycznie to chcialoby sie przed uruchomieniem programu dac go do obejrzenia
                            > superprogramowi z pytaniem: ,,czy to obliczenie sie skonczy, bo jesli nie to
                            nie
                            > mam po co go uruchamiac?''. Superprogramu, ktory potrafi zawsze dobrze
                            > odpowiedziec na takie pytanie, nie ma i nie bedzie. Jesli jakos oslabisz slowo
                            > ,,zawsze'', to byc moze bedzie, zalezy od oslabienia.
                            >
                            > Czy luka miedzy naszymi pogladami maleje?

                            Mysle ,ze maleje. Dopiero teraz widze to dosyc wyraznie
                            mam nadzieje. Pulbek mnie troche naprowadzil powtarzajac
                            swoje argumenty i nie przyjmujac mozliwosci ukrycia czegokolowiek.
                            Ty tylko dodatkowo opisales "zalete" tego ukrywania.

                            Tylko teraz pozostalo mi jedno spostrzezenie.
                            Moze troche nie na temat:
                            Jezeli mialbym program/procedure ,ktora nic nie oblicza
                            tylko decyduje. I ma mozliwosc podjecia 1 decyzji poprzez
                            wyrazenie swojego zyczenia,
                            To nie istnieje gwarancja ,ze obserwator z zewnatrz
                            bedzie ZAWSZE wiedzial/ mial pewnosc ,ze zyczenie tej
                            procedury zostaje spelnione. Bo moze trafic na takiego
                            wrednego dzina/program ,ktory owszem spelnia to zyczenie
                            zawsze ,ale posiada inna logike do porozumiewania sie
                            z moja procedura niz moja procedura ze mna.
                            Np. miedzy nim a moja procedura jest logika ujemna ,a miedzy
                            mna a moja procedura dodatnia
                            A gdy moja procedura ustala ,ze mna przeciwna logike porozumiewania sie
                            to "wredny" dzin tez sie rownoczesnie przestawia na
                            przeciwna logike. Przez co ja mam wrazenie ,ze on wcale
                            nie slucha mojej procedury.
                            Moje spostrzezenie : nie da sie wybrac takiej logiki
                            ani systemu porozumiewania sie ,aby nie bylo dzina
                            majacego odwrotna. I z tego powodu nie istnieje taka
                            superprocedura o ktorej ja bym wiedzial ,ze sluchaja
                            jej wszystkie dziny. Mimo tego ze wszystkie dziny sluchaja
                            kazdej procedury.
                            ( ograniczenie do jednego zyczenia jest stad ,ze gdyby byly
                            dwa to pierwsze byloby takie: posluguj sie taka logika
                            w komunikacji ze mna jaka ja sie posluguje w komunikacji
                            z moim obserwatorem/panem , ale dwa zyczenia to za duzo dobrego )

                            Czy widzisz Stefan podobienstwo dzina do Twojego programu
                            ,a procedury do mojego "superprogramu" ??

                            Ja widze takie podobienstwo i nierozstrzygalnosc problemu
                            stopu MT wyglada mi jak problem "nieposlusznego" dzina ,
                            przynajmniej ze wzgledu na sposob w jaki zostal skonstruowany
                            dowod.
                            Bardziej przemawiaja do mnie argumenty zdroworozsadkowe
                            Pulbeka - tylko dlaczego nie uwzgledniono ich w konstrukcji
                            dowodu ??
                            Zamiast nich Turing posluzyl sie taka "boczna furtka" i dlatego
                            mam wrazenie ,ze jego dowod ma sie tak do hipotezy Goldbacha
                            i innych otwartych problemow, jak piesc do nosa.
                            Jezeli jest inaczej ,to ciekaw jestem dlaczego .

                            pozdrawiam
                            LPiotrek
                            ps. przepraszam ,ze odpisuje z duzym poslizgiem ,ale
                            musialem dlugo "trawic" ten problem.
                            • Gość: Stefan Re: Nierozstrzygalnosc IP: *.zaspa.gda.pl / 10.1.5.* 24.02.02, 20:40
                              LPiotrek:
                              > Na dodatek faktycznie Pulbek mnie jeszcze upewnil w mym blednym przekonaniu
                              > piszac o torturowaniu procedury X.

                              Matematycy tak mowia. Takie przenosnie i porownania sa obrazowe i pobudzaja
                              wyobraznie, wiec prowadza do skuteczniejszego przekazywania informacji. A
                              poniewaz ten jezyk jest bardzo odlegly od wymaganego scislego formalizmu, wiec
                              sie z nim nie myli. Zdaje sobie sprawe, ze osobom spoza fachu moze byc trudno
                              polapac sie w tym, co nalezy traktowac do jakiego stopnia doslownie.

                              LPiotrek:
                              > Zamiast nich Turing posluzyl sie taka "boczna furtka" i dlatego mam wrazenie
                              > ,ze jego dowod ma sie tak do hipotezy Goldbacha i innych otwartych problemow,
                              > jak piesc do nosa.

                              To jest sluszne wrazenie. Jest wiele bardzo trudnych problemow formulujacych
                              sie latwo i jasno. Hipoteza Goldbacha jest jednym z nich. Dzialanie programu
                              latwo jest uzaleznic od dowolnego z nich. Gdyby sie tak zdarzylo, ze ktos
                              rozwiaze hipoteze Goldbacha (w ktorakolwiek strone), to argument Pulbeka na niej
                              oparty przestanie byc wazny. A twierdzenie Turinga nadal bedzie prawdziwe.
                              Turing potrzebowal dowodu niezaleznego od takiej czy innej konkretnej
                              komplikacji wewnatrz programu, i taki dowod przedstawil.

                              - Stefan

                              • Gość: LPiotrek Re: Nierozstrzygalnosc IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 26.02.02, 07:46
                                > LPiotrek:
                                > > Na dodatek faktycznie Pulbek mnie jeszcze upewnil w mym blednym przekonaniu
                                > > piszac o torturowaniu procedury X.
                                >
                                > Matematycy tak mowia. Takie przenosnie i porownania sa obrazowe i pobudzaja
                                > wyobraznie, wiec prowadza do skuteczniejszego przekazywania informacji. A
                                > poniewaz ten jezyk jest bardzo odlegly od wymaganego scislego formalizmu, wiec
                                > sie z nim nie myli. Zdaje sobie sprawe, ze osobom spoza fachu moze byc trudno
                                > polapac sie w tym, co nalezy traktowac do jakiego stopnia doslownie.

                                Zle mnie zrozumiales. Mi chodzilo o to ze zmylil mnie tym
                                ze mowil o torturowaniu X ,a nie kopii X z przestrzeni
                                wszystkich mozliwych programow. Dla was jest to oczywiste
                                ze to jest kopia, a dla mnie nie bylo. Samo torturowanie
                                wcale mnie nie zmylilo ,co najwyzej rozbawilo :)
                                Orginalu moze nie dac sie torturowac ,bo moze nieistniec
                                fizyczna mozliwosc odczytu jego pewnych fragmentow lub
                                pewnych danych jakie tam powstaja.

                                Natomiast nie ustosunkowales sie do mojego wrazenia
                                ,ze dowod tw. Turinga opiera sie tylko na tym ,ze
                                w zbiorze {True,False} nie istnieje element neutralny
                                wiec konstrukcja a=NOT(a) bedzie zawsze sprzeczna dla
                                kazdego a z tego zbioru niezaleznie od tego jaka
                                jest geneza a.

                                napisales:
                                > Turing potrzebowal dowodu niezaleznego od takiej czy innej konkretnej
                                > komplikacji wewnatrz programu, i taki dowod przedstawil.

                                Przedstawil ,bo konstrukcja jego dowodu zawiera wlasnie taki motyw
                                a=NOT(a) .Moim zdaniem "naduzycie" polega na tym ,ze wniosek z dowodu
                                jest taki: jak sie spotka superprogram z wrednymi danymi i utworza
                                taka konstrukcje to nie da sie obliczyc a. (Problem jaka jest wartosc a
                                jest nierozstrzygalny ). Dla mnie jest to niewlasciwy wniosek.
                                Wlasciwy powinien brzmiec : nie istnieje zadna wartosc a
                                jaka zgodzilibysmy sie zaakceptowac. Czyli w takim wypadku problem
                                znika ,bo nie ma sensu zastanawiac sie nad tym jakie powinno byc a ,skoro
                                wiemy ze zadne a nie bedzie dobre.
                                Czyli wniosek powinien brzmiec :nieroztrzygalny jest problem stopu tych
                                programow ktorych nie jestesmy w stanie napisac.
                                Tzn. inaczej napisac sobie mozemy co tylko zechcemy ,tylko ze to
                                moze byc sprzeczne ,czyli nieistniejace.

                                pozdrawiam
                                LPiotrek
                                • Gość: Pulbek Re: Nierozstrzygalnosc IP: *.daimi.au.dk 26.02.02, 09:07
                                  Gość portalu: LPiotrek napisał(a):


                                  > Zle mnie zrozumiales. Mi chodzilo o to ze zmylil mnie
                                  > tym ze mowil o torturowaniu X ,a nie kopii X z
                                  > przestrzeni wszystkich mozliwych programow. Dla was
                                  > jest to oczywiste ze to jest kopia, a dla mnie nie
                                  > bylo.

                                  Prawde mowiac to wcale nie jest dla mnie oczywiste, nie
                                  wiem jak dla Stefana. Tak naprawde to w ogole nie
                                  rozumiem o co chodzi z tymi kopiami. Program to program,
                                  po co tu jakies kopie?

                                  Kurcze, X to jest po prostu napis a nie jakies dziwne
                                  cos!

                                  > Natomiast nie ustosunkowales sie do mojego wrazenia
                                  > ,ze dowod tw. Turinga opiera sie tylko na tym ,ze
                                  > w zbiorze {True,False} nie istnieje element neutralny
                                  > wiec konstrukcja a=NOT(a) bedzie zawsze sprzeczna dla
                                  > kazdego a z tego zbioru niezaleznie od tego jaka
                                  > jest geneza a.
                                  >

                                  No przeciez wlasnie na tym polega tw. Turinga. Ono mowi
                                  ze nie ma programu ktory odpowiada TAK albo NIE na
                                  pytanie o stop. Gdyby program mogl zwrocic wartosc
                                  neutralna ktora nic nie mowi, to mozna po prostu napisac
                                  program ktory zawsze zwraca wartosc neutralna i sprawa
                                  zalatwiona.

                                  Zreszta tak naprawde programy w pewnym sensie moga
                                  'zwracac' wartosc neutralna. Robia to wtedy gdy sie
                                  petla.

                                  Tyle ze zwracanie wartosci neutralnej jest malo przydatne
                                  w praktyce, wiec ludzie sie tym nie za bardzo
                                  zainteresowali. No bo ostatecznie kazdy program albo sie
                                  zatrzymuje albo nie (tak, wiem, thrundui sie z tym nie
                                  zgadza), wiec dobrze by bylo umiec to sprawdzic, a nie
                                  zwracac jakies bezwartosciowe wartosci neutralne.

                                  [...]
                                  > Czyli wniosek powinien brzmiec :nieroztrzygalny jest
                                  > problem stopu tych programow ktorych nie jestesmy w
                                  > stanie napisac. Tzn. inaczej napisac sobie mozemy co
                                  > tylko zechcemy ,tylko ze to moze byc sprzeczne ,czyli
                                  > nieistniejace.

                                  Teraz to juz zaczynasz niezle kombinowac, ciekawe po co.
                                  Jezeli mozemy cos napisac to to cos istnieje i kropka.
                                  Nie mam najmniejszego pojecia o co Ci chodzi kiedy mowisz
                                  ze mozemy napisac cos nieistniejacego.

                                  Pulbek.
                                  • Gość: LPiotrek Re: Nierozstrzygalnosc IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 27.02.02, 07:49
                                    > > Zle mnie zrozumiales. Mi chodzilo o to ze zmylil mnie
                                    > > tym ze mowil o torturowaniu X ,a nie kopii X z
                                    > > przestrzeni wszystkich mozliwych programow. Dla was
                                    > > jest to oczywiste ze to jest kopia, a dla mnie nie
                                    > > bylo.
                                    >
                                    > Prawde mowiac to wcale nie jest dla mnie oczywiste, nie
                                    > wiem jak dla Stefana. Tak naprawde to w ogole nie
                                    > rozumiem o co chodzi z tymi kopiami. Program to program,
                                    > po co tu jakies kopie?
                                    >
                                    > Kurcze, X to jest po prostu napis a nie jakies dziwne
                                    > cos!

                                    Napisy sie nie petla ,ani nie zatrzymuja :-))
                                    X to jest napis i interpretacja jego dzialania.
                                    Bez tej interpretacji nie byloby zadnych krokow,petli,skokow itp.
                                    W sumie robi sie z tego dziwne cos , czyli program.

                                    Ja to widze tak: jezeli nie byloby kopii ,to jakis analizowany
                                    program P' musialby zwracac sie do orginalu programu X po to
                                    zeby X zwrocil mu to co zwraca uzytkownikowi. W ten sposob P'
                                    moglby petlic sie wtedy gdy X zwraca obserwatorowi ze P' sie zatrzyma.
                                    Ale X moglby byc "sprytniejszy" i miec zarezerwowane tylko dla
                                    obserwatora pewne mechanizmy dointerpretowujace to co standardowo
                                    zwraca obserwatorowi ,a takze programowi P'.
                                    W ten sposob dopoki w P' nie byloby kopii tych ukrytych mechanzmow
                                    jakimi X komunikuje sie z uzytkownikiem ,to zeby X falszywie
                                    poinformowalo obserwatora o tym jak sie zachowa P' , P' musialoby
                                    wydobyc z X te mechanizmy jakimis "torturami" (np. skanujac
                                    obszar we-wy do komunikacji X z obserwatorem ) i sie nimi posluzyc.
                                    Wtedy to od nas zalezaloby na co pozwolimy P' wobec X ,albo inaczej
                                    jak skonstruujemy X ,a tym samym czy X bedzie skutecznie analizowal P'.

                                    Jednak te powyzsze rozwazania nie maja tu sensu ,bo w P' moze istniec
                                    kopia wszystkich mechanizmow X - kopia X. Wtedy P' nie zwraca sie po nic
                                    do orginalu X ,bo nie musi - ma go przeciez w sobie. Tutaj pisanie o
                                    torturowaniu jest nieco mylace. Po prostu te mechanizmy sobie istnieja
                                    przez "jakis przypadek" i P' robi z nich uzytek ,zeby zachowac sie
                                    inaczej niz to jak X przekaze obserwatorowi ze P' sie zachowa.
                                    Wlasciwie to te mechanizmy w P' musialy sie znalezc ,skoro P' moze
                                    byc dowolnym programem dlatego napisalem : "jakis przypadek",a nie
                                    istnieje ograniczenie zabraniajace im pojawic sie w P'.


                                    > > wiec konstrukcja a=NOT(a) bedzie zawsze sprzeczna dla
                                    > > kazdego a z tego zbioru niezaleznie od tego jaka
                                    > > jest geneza a.
                                    >
                                    >
                                    > No przeciez wlasnie na tym polega tw. Turinga. Ono mowi
                                    > ze nie ma programu ktory odpowiada TAK albo NIE na
                                    > pytanie o stop. Gdyby program mogl zwrocic wartosc



                                    > neutralna ktora nic nie mowi, to mozna po prostu napisac
                                    > program ktory zawsze zwraca wartosc neutralna i sprawa
                                    > zalatwiona.
                                    >
                                    > Zreszta tak naprawde programy w pewnym sensie moga
                                    > 'zwracac' wartosc neutralna. Robia to wtedy gdy sie
                                    > petla.

                                    Wtedy to nic nie zwracaja. To zwracanie wartosci neutralnej o jakie
                                    mi chodzi ,zwracac powinno jednak pewna wartosciowa informacje.
                                    Dla mnie jest zasadnicza roznica miedzy przypadkiem kiedy
                                    program analizujacy zapetli sie i nic nie zwroci, a sytuacja
                                    kiedy zwroci mi informacje, iz ze wzgledu na nasz wzajemny sposob
                                    komunikacji nie moze podac mi prawdziwej odpowiedzi chociaz odpowiedz
                                    ta jest mu znana poniewaz nawet moze o niej decydowac.
                                    Mimo ,ze taka odpowiedz nie zawiera tej najwazniejszej informacji ,to
                                    dla mnie - o ile ta odpowiedz jest prawdziwa - taki program poradzil sobie z
                                    problemem stopu ,choc dla Turinga ,Ciebie ,Stefana i wielu innych - NIE.
                                    Dla mnie w tym przypadku problem lezy tylko w komunikacji.
                                    Dla mnie problem lezalby w stopie ,jezeli taki program nic by mi nie zwrocil,
                                    zwrocil by mi falsz bez zadnego ostrzezenia jak powyzej, albo zwrocil by mi
                                    informacje ze napotkal problem w rodzaju hipotezy Goldbacha i zebym poczekal
                                    np. ze 20 miliardow lat to moze powie mi wtedy cos wiecej.

                                    > Tyle ze zwracanie wartosci neutralnej jest malo przydatne
                                    > w praktyce, wiec ludzie sie tym nie za bardzo
                                    > zainteresowali. No bo ostatecznie kazdy program albo sie
                                    > zatrzymuje albo nie (tak, wiem, thrundui sie z tym nie
                                    > zgadza), wiec dobrze by bylo umiec to sprawdzic, a nie
                                    > zwracac jakies bezwartosciowe wartosci neutralne.

                                    To czy sa bezwartosciowe ,to zalezy od punktu widzenia.
                                    Dla mnie mogly by byc bardzo cenne w pewnych przypadkach ,w innych
                                    mogly by byc bezwartosciowe.
                                    Ja mam "nieco" inne zdanie w tej kwestii niz thrunduil - takie jak Wy macie.
                                    Choc nie chce mi sie z nim prowadzic dialogu (to nie ze zlosci tylko
                                    po prostu mamy zbyt niekompatybilne logiki) ,to wydaje mi sie ze jego
                                    stanowisko byloby jasniejsze gdyby wyjasnil dlaczego nie wybral przeciwnej
                                    opcji tzn. ze wszystkie programy sie petla. Przeciez nawet jesli jakis
                                    program sie "zatrzyma" i stoi tak przez 15 miliardow lat ,to skad wiemy
                                    ze pozniej nie "ruszy"- czyli zgodnie z jego logika nie daloby sie
                                    eksperymentalnie dowiesc falszywosci takiego


                                    > > Czyli wniosek powinien brzmiec :nieroztrzygalny jest
                                    > > problem stopu tych programow ktorych nie jestesmy w
                                    > > stanie napisac. Tzn. inaczej napisac sobie mozemy co
                                    > > tylko zechcemy ,tylko ze to moze byc sprzeczne ,czyli
                                    > > nieistniejace.
                                    >
                                    > Teraz to juz zaczynasz niezle kombinowac, ciekawe po co.
                                    > Jezeli mozemy cos napisac to to cos istnieje i kropka.
                                    > Nie mam najmniejszego pojecia o co Ci chodzi kiedy mowisz
                                    > ze mozemy napisac cos nieistniejacego.

                                    Chodzi mi o przypisania sekwencyjne i wspolbiezne.
                                    Przy sekwencyjnym przypisaniu a = NOT(a) nie ma nigdy sprzecznosci.
                                    Przy wspolbieznym mamy sprzecznosc gdy a nie jest neutralne.
                                    W dowodzie tw. Turinga jesli X podawaloby zawsze prawdziwe
                                    wartosci to mielibysmy takie przypisanie wspolbiezne ,bo P'
                                    powinno wtedy zachowywac sie odwrotnie niz wlasny argument ktorym
                                    jest rowniez P'.
                                    Zapisac to sobie mozemy tyle ze od razu nasuwa sie wniosek ,ze
                                    takie cos nie istnieje.

                                    pozdrawiam
                                    LPiotrek
                    • Gość: Pulbek Re: Nierozstrzygalnosc IP: *.skjoldhoej.dk 22.02.02, 22:27
                      Prawde mowiac, LPiotrku, mam klopot z odpowiedzia na Twoj list. Kultura
                      nakazuje na odniesienie sie do tego co w nim napisales, tylko ze ja naprawde
                      nie wiem jak. Czasami zamiast zbijac argumenty oponenta (szczegolnie jesli sie
                      ich nie rozumie, tak jak ja teraz Twoich) trzeba powtorzyc swoje innymi
                      slowami. Moze Ty lepiej zrozumiesz moj tok rozumowania niz ja Twoj?

                      No wiec powtarzam. Poprzednio chyba zbytnio szafowalem dramatycznymi slowami o
                      gwalceniu i torturowaniu i moze stad Twoja konfuzja. Teraz bedzie spokojnie i
                      krok po kroczku.

                      No wiec mamy tu w istocie dwa jezyki programowania: jeden zwykly T (Turinga),
                      czyli zwykle procedury i drugi rozszerzony LP (LPiotrka), czyli zwykle
                      procedury z jakas mozliwoscia 'zakulisowej' komunikacji z uzytkownikiem. To, w
                      jaki sposob zachodzi ta komunikacja, jest tu zupelnie nieistotne, jak sie okaze.
                      Wazne tylko, zeby byla widoczna w programie.

                      Twierdzenie Turinga mowi: w jezyku T nie da sie napisac programu, ktory
                      rozstrzyga wlasnosc stopu programow w jezyku T.

                      Hipoteza LPiotrka mowi: w jezyku LP byc moze da sie napisac program, ktory
                      rozstrzyga wlasnosc stopu programow w jezyku T.

                      Lemat Pulbeka mowi: ta hipoteza jest falszywa. Ogolna idea dowodu: zakladajac
                      ze mamy taki program X w jezyku LP ktory robi co trzeba, umiem napisac program
                      Z w jezyku T (czyli tym prostszym), ktory robi dokladnie to samo. A tego sie
                      nie da zrobic z tw. Turinga, czyli zalozenie bylo falszywe.

                      Jak to robie? Napisalem juz wczesniej. Znajduje w X wszystkie miejsca w ktorych
                      X 'zakulisowo' komunikuje sie z uzytkownikiem i je zmieniam na przypisania na
                      dodatkowa zmienna. Piszesz ze X moze odwolywac sie do innych procedur - tak,
                      ale wtedy te procedury tez musza byc jakos napisane i tez je moge zmienic. W
                      koncu jakas procedura musi napisac ze komunikuje sie z uzytkownikiem.

                      Pamietaj - procedura to po prostu kawalek tekstu. Jezeli istnieje Twoja
                      procedura X (razem z jej wszystkimi podprocedurami), to istnieje tez jej
                      zmodyfikowana wersja - procedura Z (z odpowiednio zmienionymi podprocedurami,
                      jesli to konieczne). Zauwaz, ze Z jest napisana w tym prostszym jezyku, T.

                      Nie jestem pewien czy umiem to wytlumaczyc jeszcze prosciej.


                      Tyle dowod. A teraz argument zdroworozsadkowy na rzecz nierostrzygalnosci
                      problemu stopu. Pomysl na przyklad o takim programie:

                      n:=2;
                      while true do begin
                      n:=n+2;
                      if (n nie jest suma dwoch liczb pierwszych) then stop;
                      end;

                      Ten program sie zatrzymuje wtedy i tylko wtedy gdy prawdziwa jest hipoteza
                      Goldbacha - znany otwarty problem matematyczny. Podobne programy mozna napisac
                      dla Wielkiego Twierdzenia Fermata i mnostwa innych otwartych lub bardzo
                      trudnych problemow. Gdyby mozna bylo rozstrzygnac problem stopu, to by znaczylo
                      ze komputer potrafi sam udowodnic w.tw.Fermata! Bardzo dziwne by to bylo, nie
                      uwazasz?

                      Z tego od razu wynika na przyklad ze nie mozna policzyc czy procedura
                      sie 'negatywnie sprzeza', jak niejasno piszesz. No bo (mowiac bardzo
                      nieformalnie, niejasno i w uproszczeniu) wez program

                      if (hipoteza Goldbacha jest prawdziwa)
                      then (sprzez sie negatywnie)
                      else (nie sprzegaj sie)

                      I co, sprzega sie to czy nie? Byloby dziwne gdyby komputer umial to sprawdzic.




                      Uwaga dla Stefana: sadze ze nie da sie pokazac nierozstrzygalnosci problemu
                      stopu dla tego rozszerzenia LPiotrka bez zagladania do srodka procedury, ktora
                      on sprobuje stworzyc. Nieformalny argument za tym pogladem: zeby zasymulowac
                      jego rozszerzona maszyne Turinga M zwyczajną maszyną M', nie wystarczy w M'
                      wywolac M jako black box. W konstrukcji M' trzeba jawnie skorzystac ze zbioru
                      stanow i tablicy przejsc M, zeby to wszystko zagralo.


                      Pozdrowienia,

                      Pulbek.
                      • Gość: Stefan Re: Nierozstrzygalnosc IP: *.zaspa.gda.pl / 10.1.5.* / *.zaspa.gda.pl 23.02.02, 10:51
                        Pulbek:
                        > Uwaga dla Stefana: sadze ze nie da sie pokazac nierozstrzygalnosci problemu
                        > stopu dla tego rozszerzenia LPiotrka bez zagladania do srodka procedury, ktora
                        > on sprobuje stworzyc. Nieformalny argument za tym pogladem: zeby zasymulowac
                        > jego rozszerzona maszyne Turinga M zwyczajną maszyną M', nie wystarczy w M'
                        > wywolac M jako black box. W konstrukcji M' trzeba jawnie skorzystac ze zbioru
                        > stanow i tablicy przejsc M, zeby to wszystko zagralo.

                        Tak, zagalapowalem sie. Tu nie chodzi o modyfikacje LPiotrka. Rowniez dla
                        klasycznego dowodu tw. Turinga trzeba umiec podsunac maszynie jej program jako
                        dane. Trzeba wiec miec ten program. Czarna skrzynka nie daje sie w nic wczytac
                        jako dane.

                        - Stefan

                        • Gość: thrundui Re: Nierozstrzygalnosc IP: *.sgh.waw.pl 23.02.02, 13:58
                          Obawiam sie, ze zle zabieracie sie do konstrukcji maszyny, ktora stwierdzi
                          zatrzymanie sie kazdego programu.

                          Konstruujac udziwnione kody jest to conajmniej niejasne.
                          Chociaz moja propozycja w tym kierunku to dodanie zmiennej czysto losowej.
                          Na podstwanie tej zmiennej program bedzie sie sam modyfikowal i wtedu argument
                          mozliwoscia okresielenia ptogramu, ktorego stop bedzie dla maszyny niejasny
                          chyba pada.

                          Moja propozycja
                          to zbudowanie maszyny, ktora zawsze mowi, ze program sie zatrzyma.
                          Teraz wszystkie argumenty z poszukiwaniem nie maja sensu.
                          Niepoprwanosc algorytmu jest fizycznie niemozliwa do sprawdzenia

                          jak zapuscimy dany program i on nie zatrzymal sie przez ostatnie 15 mld lat
                          to ciagle nie wiemy kto mial racje.

                          Dowody matematyczne natomiast w tym wypadku nie sa do konca dowodami i ich
                          absolutna poprawnosc jest watpliwa.
                          • Gość: Pulbek Re: Nierozstrzygalnosc IP: *.skjoldhoej.dk 23.02.02, 20:34
                            Gość portalu: thrundui napisał(a):

                            > Moja propozycja
                            > to zbudowanie maszyny, ktora zawsze mowi, ze program sie zatrzyma.
                            [..]
                            > jak zapuscimy dany program i on nie zatrzymal sie przez ostatnie 15 mld lat
                            > to ciagle nie wiemy kto mial racje.
                            >
                            > Dowody matematyczne natomiast w tym wypadku nie sa do konca dowodami i ich
                            > absolutna poprawnosc jest watpliwa.

                            Acha, bo jak liczb naturalnych jest nieprzeliczalnie wiele to program

                            WHILE true DO nothing

                            sie zatrzymuje, co? Puk puk puk...

                            Pulbek.
                            • Gość: Stefan Re: Nierozstrzygalnosc IP: *.zaspa.gda.pl / 10.1.5.* 23.02.02, 21:49
                              Pulbek:
                              > Acha, bo jak liczb naturalnych jest nieprzeliczalnie wiele to program
                              >
                              > WHILE true DO nothing
                              >
                              > sie zatrzymuje, co?

                              On sie chyba zatrzymuje nawet jak ich jest przeliczalnie wiele. Bo nie istnieje
                              zaden EKSPERYMENTALNY dowod, ze on dziala wiecznie, a te rozne tam panie,
                              rozumowania, to psu na bude...

                              Ale zastanawiam sie, czy jednak nie daloby sie ZAOBSERWOWAC nieskonczonego
                              dzialania tego programu. Uruchamiamy go na ziemskim komputerze zaopatrzonym w
                              dobra radiostacje i odlatujemy w strone jakiejs porzadnej czarnej dziury. Pod
                              wplywem wzmozonej grawitacji czas w rakiecie zaczyna plynac coraz wolniej, czyli
                              z naszego punktu widzenia czas na Ziemi przyspiesza. Sygnaly swiadczace o tym,
                              ze komputer wlasnie wykonal kolejny nothing otrzymujemy coraz czesciej. Czuje,
                              ze jestem na tropie waznego odkrycia. Przeliczenie czasow jest mniej wiecej
                              takie:
                              t1 = T - T/(1+t0)
                              gdzie t0 to czas ziemski, t1 to czas rakietowy, T to ilosc czasu rakietowego
                              potrzebna na dolecenie z Ziemi do horyzontu zdarzen tej dziury. Wprawdzie
                              jednostki sie nie zgadzaja, ale kto by w chwili takiego podniecenia badawczego
                              troszczyl sie o jednostki. Jak na Ziemi uplynie nieskonczenie wiele czasu,
                              czyli nothing wykona sie przeliczalnie wiele razy, to my akurat osiagniemy
                              promien Schwartzschilda. Jesli na chwile przedtem nie otrzymamy sygnalu, ze
                              program zakonczyl dzialanie, to sprawdzilismy empirycznie, ze nie ma wlasnosci
                              stopu (albo ze sygnalizator popsul sie ze starosci). I mozemy tryumfalnie
                              pograzyc sie na zawsze w czarna dziure.

                              Kiedy juz nakreslilem zarys tego smialego eksperymentu, to sam nie wiem, czy
                              jestem kandydatem do Nobla (z tytulu praktycznego wykorzystania czarnej dziury),
                              czy do Turinga (eksperymentalny dowod braku wlasnosci stopu to nie w kij
                              dmuchal), czy do Fieldsa (na wszelki wypadek). W kazdym razie nie martwcie sie
                              panowie, to jest osiagniecie kolektywne, wiec odpale Wam Wasza dole.

                              - Stefan

                              • Gość: thrundui Re: Nierozstrzygalnosc IP: *.sgh.waw.pl 24.02.02, 13:14
                                > > WHILE true DO nothing
                                > > sie zatrzymuje, co?

                                > On sie chyba zatrzymuje nawet jak ich jest przeliczalnie wiele. Bo nie istnieje
                                > zaden EKSPERYMENTALNY dowod, ze on dziala wiecznie, a te rozne tam panie,
                                > rozumowania, to psu na bude...

                                to byl tylko apel o uczciwosc
                                wy chcieliscie programu FIZYCZNEGO ktory pokaze, ze problem stopu nie istnieje
                                a jak go pokazalem to pienicie sie, ze fizycznie nie mozecie go obalic.

                                jak chcecie przeprowadzac wnioskowania na poziomie logiki to nie wymagajcie od
                                kogos dowodu konstrukcyjnego.
                                Nieprzeliczalnosc liczb wymiernych to juz i tak za silny argument.
                                • Gość: Stefan Re: Nierozstrzygalnosc IP: *.zaspa.gda.pl / 10.1.5.* / *.zaspa.gda.pl 24.02.02, 19:25
                                  Thrunduil:
                                  > to byl tylko apel o uczciwosc wy chcieliscie programu FIZYCZNEGO ktory pokaze,
                                  > ze problem stopu nie istnieje a jak go pokazalem to pienicie sie, ze fizycznie
                                  > nie mozecie go obalic.

                                  Przepraszam, ale sie pogubilem. Po pierwsze nie rozumiem, co Twoje nowatorstwo
                                  w matematyce ma wspolnego z uczciwoscia a moja klasyka z nieuczciwoscia. Po
                                  drugie nic nie rozumiem o tej fizycznosci. Po trzecie jesli sie tu cos pieni to
                                  tylko dlatego, ze wlasnie wsypalem niewlasciwy proszek do pralki.

                                  Rozstrzygalnoscia problemow zajmuje sie nalezaca do informatyki teoretycznej
                                  teoria rozstrzygalnosci i obliczalnosci a nie fizyka. Informatyka teoretyczna
                                  ma swoje kryteria prawdy inne niz fizyka. Np. eksperyment nie stanowi kryterium
                                  a rozumowanie tak. Pod tym wzgledem jest podobna do matematyki.

                                  Thrunduil:
                                  > jak chcecie przeprowadzac wnioskowania na poziomie logiki

                                  Ja nie chce. Rozstrzygalnoscia problemow zajmuje sie nalezaca do informatyki
                                  teoretycznej teoria rozstrzygalnosci i obliczalnosci a nie logika. Te wszystkie
                                  nauki
                                • Gość: Pulbek Re: Nierozstrzygalnosc IP: *.skjoldhoej.dk 24.02.02, 21:43
                                  Gość portalu: thrundui napisał(a):

                                  > to byl tylko apel o uczciwosc
                                  > wy chcieliscie programu FIZYCZNEGO ktory pokaze, ze problem stopu nie istnieje
                                  > a jak go pokazalem to pienicie sie, ze fizycznie nie mozecie go obalic.
                                  >
                                  > jak chcecie przeprowadzac wnioskowania na poziomie logiki to nie wymagajcie od
                                  > kogos dowodu konstrukcyjnego.

                                  Thrundui, o co Ci chodzi wlasciwie? Twierdzenie Turinga mowi

                                  "Nie istnieje program sprawdzajacy wlasnosc stopu, bo dla kazdej _konstrukcji_
                                  takiego programu istnieje pewien przyklad, na ktorym mozna przedstawic pewne
                                  _rozumowanie_ stwierdzajace ze konstrukcja dala bledny wynik."

                                  Uwazasz ze to nieuczciwe? Nie ma sprawy, ja sie nie upieram. Innymi slowy
                                  apelujac o uczciwosc apelujesz o to zeby nie zajmowac sie twierdzeniem Turinga
                                  ani nierozstrzygalnoscia. No wiec jesli nie chcesz to sie nie zajmuj. Opublikuj
                                  swoje uczciwe rozwiazanie ktore zawsze udziela odpowiedzi twierdzacej i sprawdz
                                  czy wszyscy informatycy z zachwytem zaczna go uzywac do sprawdzania poprawnosci
                                  swoich programow. Ja natomiast chetnie pozostane nieuczciwy, skoro to dziala.

                                  Pulbek.

                                  • Gość: thrundui Re: Nierozstrzygalnosc IP: 157.25.125.* 25.02.02, 11:00
                                    > Thrundui, o co Ci chodzi wlasciwie? Twierdzenie Turinga mowi

                                    > "Nie istnieje program sprawdzajacy wlasnosc stopu, bo dla kazdej _konstrukcji_
                                    > takiego programu istnieje pewien przyklad, na ktorym mozna przedstawic pewne
                                    > _rozumowanie_ stwierdzajace ze konstrukcja dala bledny wynik."

                                    > Uwazasz ze to nieuczciwe? Nie ma sprawy, ja sie nie upieram. Innymi slowy
                                    > apelujac o uczciwosc apelujesz o to zeby nie zajmowac sie twierdzeniem Turinga
                                    > ani nierozstrzygalnoscia.

                                    uczciwosc dotyczyla tego, ze chcieliscie konstrukcji maszyny rozwiazujacej
                                    problem stopu.

                                    dla mnie zdanie turinga jest bardzo niezrozumiale.
                                    jego status jest bardzo niejasny.
                                    Nie jest to zdanie ze swiata nauki, bo nie mozna go sfalsyfikowac.
                                    Nie jest ze swiata czystej matematyki bo nie mozna formalnie udowodnic.
                                    jest z jakiegos metafizycznego swiata, gdzie istnieja jakies obiekty niedostepne
                                    rozumowi.
                                    istnienie takich zdan pokazuje, ze za duzo pozwolono w logice.

                                    jego uzasadnienie wymaga silnych argumentow zewnetrzych do matematyki.
                                    a takich argumentow nie widzialem. Zreszta nie wierze w ich istnienie podobnie
                                    jak w istnienie liczb naturalnych. Nie moze chyba istniec dobre kryterium
                                    zewnetrzne odnoszace sie do stworow nieistniejacych.
                                    • Gość: Stefan Re: Nierozstrzygalnosc IP: *.ipipan.gda.pl 27.02.02, 13:51
                                      Thrunduil:
                                      > dla mnie zdanie turinga jest bardzo niezrozumiale.

                                      Staramy Ci sie je jakos uprzystepnic, ale faktycznie idzie nam ciezko.

                                      Thrunduil:
                                      > jego status jest bardzo niejasny.
                                      > Nie jest to zdanie ze swiata nauki, bo nie mozna go sfalsyfikowac.
                                      > Nie jest ze swiata czystej matematyki bo nie mozna formalnie udowodnic.

                                      Tw. Turinga NALEZY do czystej matematyki. Posiada porzadny dowod matematyczny.
                                      Ten dowod NIE JEST formalnym wyprowadzeniem z wydumanych aksjomatow, bo prawie
                                      zaden dowod matematyczny taki nie jest.

                                      Thrunduil:
                                      > istnienie takich zdan pokazuje, ze za duzo pozwolono w logice.

                                      Tw. Turinga nie nalezy do czystej logiki, chociaz ma z nia wiele waznych
                                      zwiazkow.

                                      Thrunduil:
                                      > jego uzasadnienie wymaga silnych argumentow zewnetrzych do matematyki.

                                      Nie. To, czego ono potrzebuje, to jest wlasnie matematyka. Przyjrzyj sie temu
                                      dowodowi starannie, a moze w koncu zobaczysz chocby z daleka, na czym ta nauka
                                      polega.

                                      - Stefan

                                      • Gość: thrundui Re: Nierozstrzygalnosc IP: 157.25.125.* 27.02.02, 15:13
                                        > Thrunduil:
                                        > > jego uzasadnienie wymaga silnych argumentow zewnetrzych do matematyki.

                                        > Nie. To, czego ono potrzebuje, to jest wlasnie matematyka. Przyjrzyj sie temu
                                        > dowodowi starannie, a moze w koncu zobaczysz chocby z daleka, na czym ta nauka
                                        > polega.

                                        nie rozumiem idei dowodu, ktory nie jest dowodem z aksjomatow.

                                        moznaby przyjac, ze tw turinga jest twierdzeniem prawdziwym w modelu, gdzie liczb
                                        naturalnych jest przeliczalnie wiele.
                                        Tyle tylko, ze obawiam sie, ze takiego modelu nie da sie zrobic aksjomatycznie.
                                        Wiec przy okazji powstalo pytanie co to jest model. To nie jest stwor
                                        matematyczny ani nie fizyczny.
                                        Kolejny poziom, gdzie zaklada sie ze wszyscy sie rozumieja.

                                        Dlaczego nie rozroznia sie twierdzen absolutnie prawdziwych - takich, ktore sa
                                        konsekwencjami formalnymi i sa prawdziwe w kazdym modelu
                                        od twierdzen, ktore sa prawdziwe tylko w szczegolnych modelach?

                                        Jak to jest, ze wszyscy zgadzaja sie na takie dowody, kiedy uwzgledniajac ilosc
                                        mozliwych pogaldow jest to wlasciwie nieprawdopodobne.
                                        I nikomu to nie przeszkadza. Mam wrazenie, ze ten problem nie jest uswiadomony.

                                        • Gość: Stefan Re: Nierozstrzygalnosc IP: *.ipipan.gda.pl 27.02.02, 16:13
                                          Thrunduil:
                                          > moznaby przyjac, ze tw turinga jest twierdzeniem prawdziwym w modelu, gdzie
                                          > liczb naturalnych jest przeliczalnie wiele.

                                          Tak.

                                          Thrunduil:
                                          > Tyle tylko, ze obawiam sie, ze takiego modelu nie da sie zrobic
                                          > aksjomatycznie.

                                          Moze i daloby sie, ale po co? Matematyka NIE POLEGA na wyprowadzaniu z
                                          aksjomatow. Pewna jej uboczna odnoga, logika formalna, bada stosunki formul
                                          wywodliwych z aksjomatow do formul prawdziwych. Z tw. Goedla wynika, ze tych
                                          teorii, ktore mozna zaksjomatyzowac w sposob zupelny, jest raczej niewiele i sa
                                          raczej nieciekawe. Wiec wiekszosc matematykow logika interesuje tylko
                                          marginalnie. Wszystko inne udowadnia sie w modelach metodami takimi, jak w
                                          calej matematyce.

                                          Thrunduil:
                                          > Wiec przy okazji powstalo pytanie co to jest model.

                                          Pytanie, czym w takim razie zajmuje sie matematyka, jest dosyc trudnym problemem
                                          filozoficznym. Ja na nie nie umiem udzielic zadowalajacej odpowiedzi. Jednak
                                          istnieje dobrze wyodrebnione cialo wiedzy i metod, co do ktorych stosowania nie
                                          ma sporow wsrod fachowcow, i ktora to wiedza wielokrotnie wykazala swoja
                                          przydatnosc i skutecznosc w poznawaniu i kontrolowaniu swiata materialnego.
                                          Opiera sie na byc moze niepewnych podstawach filozoficznych ale tworzy zwarta
                                          konstrukcje, na ktorej nie widac zadnych pekniec.

                                          W kazdym razie, prosze, przestan mnie dreczyc pogladem, ze do matematyki nalezy
                                          tylko to, co daje sie formalnie wyprowadzic przez przeksztalcanie jakichs
                                          aksjomatow.

                                          Thrunduil:
                                          > Dlaczego nie rozroznia sie twierdzen absolutnie prawdziwych - takich, ktore sa
                                          > konsekwencjami formalnymi i sa prawdziwe w kazdym modelu od twierdzen, ktore
                                          > sa prawdziwe tylko w szczegolnych modelach?

                                          Logicy to oczywiscie odrozniaja. Nawet nazywaja inaczej. Jesli masz w pelni
                                          sformalizowana teorie aksjomatyczna (aberacja, ktora zdarza sie prawie wylacznie
                                          w logice a i to rzadko), to za TWIERDZENIE tej teorii uwaza sie formule, ktora
                                          ma formalny wywod z aksjomatow. Za TAUTOLOGIE uwaza sie formule, ktora jest
                                          prawdziwa semantycznie w kazdym modelu teorii. W najczesciej spotykanych
                                          teoriach, to wychodzi na jedno, ale oczywiscie sa przyklady teorii, w ktorych
                                          nie kazda tautologia jest twierdzeniem. Formula spelniona tylko w pojedynczym
                                          modelu to ani twierdzenie ani tautologia. Takich formul uzywa sie np. do
                                          rozrozniania modeli teorii miedzy soba.

                                          Ale logicy rozpatruja rowniez dualne podejscie: zamiast wielu modeli do jednej
                                          formalnej teorii, biora jakis swiat i badaja rodzine wszystkich teorii, ktorych
                                          ten swiat jest modelem. Np. bierzemy prawdziwe liczby naturalne i badamy
                                          rodzine wszystkich arytmetyk. Swiat jest pierwotny, a teorie sa wtorne. Jesli
                                          matematyka jest Ci potrzebna do modelowania jakiejs rzeczywistosci (obojetne czy
                                          swiata fizycznego czy ekonomicznego), to tak jest o wiele naturalniej.

                                          Twierdzenia nie sa w zadnym sensie ,,bardziej prawdziwe'' niz tautologie. Jesli
                                          istnieja niewywodliwe tautologie, to swiadczy to tylko o niedoskonalosci srodkow
                                          dowodowych danej teorii. A stad nie mozna czerpac krytycyzmu w stosunku do
                                          swiata, a raczej w stosunku do formalizacji.

                                          Thrunduil:
                                          > Jak to jest, ze wszyscy zgadzaja sie na takie dowody, kiedy uwzgledniajac
                                          > ilosc mozliwych pogaldow jest to wlasciwie nieprawdopodobne.

                                          Byloby kompletnie nieprawdopodobne, gdyby ludzie swoje poglady wybierali
                                          przypadkowo. Fakt, ze WSZYSCY fachowcy zgadzaja sie na matematyczne kryteria
                                          prawdy, swiadczy wlasnie o tym, ze jest w nich cos glebokiego i przekonujacego.
                                          Nawet jesli nie potrafie jasno powiedziec, co to jest.

                                          Thrunduil:
                                          > Mam wrazenie, ze ten problem nie jest uswiadomony.

                                          Nie, Thrunduil. Matematycy czesto zajmuja sie dzieleniem wlosa na czworo i
                                          rozpatrywaniem subtelnosci. A filozofowie napisali o tym niejedno dzielo.

                                          - Stefan

                                          • Gość: thrundui Re: Nierozstrzygalnosc IP: 157.25.125.* 28.02.02, 21:00
                                            > Matematyka NIE POLEGA na wyprowadzaniu z aksjomatow.

                                            nikt jej nie kaze. nie w tym problem.
                                            chodzi o jakies spojne podejscie filozoficzne do matematyki.

                                            platonizm jest glupi, chyba ze zaczne wierzyc w duchy.
                                            kiedys mialem podejscie formalne, z biegiem czasu przestalem sie przejmowac, co
                                            dane twierdzenie znaczy. Wkoncu uznalem, ze zajmowanie sie twierdzeniami nie ma
                                            sensu bo one sa juz calkowicie okreslone w momencie wyciagniecia aksjomatow z
                                            worka.
                                            a teraz ono sie calkowicie rozpadlo jak okazalo sie, ze status formalny znaczacej
                                            wiekszosci twierdzen jest niejasny.

                                            nie jest tak, ze jest to powszechnie uswiadomione.
                                            znam wielu studentow matematyki UW.
                                            wszyscy swiecie wierza, ze nieprzeliczalnosc liczb rzeczywistych jest wywodliwa,
                                            przeliczalnosc liczb naturalnych, twierdzenie godla, itp jest wywodliwe.
                                            Moze i jest. To ze moze padl dowod niczego nie oznacza. Nie rozumiem tylko
                                            dlaczego jest to oczywiste.
                                            To troche nieuczciwe, ze na studiach tego nie mowia.

                                            > W kazdym razie, prosze, przestan mnie dreczyc pogladem, ze do matematyki nalezy
                                            > tylko to, co daje sie formalnie wyprowadzic przez przeksztalcanie jakichs
                                            > aksjomatow.

                                            ja mam uzytkowe podejscie do matematyki. Jest mi wszytstko jedno co sie w
                                            matematyce dzieje. Chce tylko aby to bylo spojne.
                                            Dopuszczenie jakos rozumianego wgladu byloby nawet korzystne. Jak sie go dobrze
                                            zrobi i dopusci chocby niewielkie prawdopodobienstwo popelnienia jakos
                                            rozumianego bledu to mogloby to nawet sprowadzic matematyke do dzialu nauk. To
                                            wymaga jednak dosc dobrych regul zewnetrznych czy argumentow filozoficznych.

                                            Nie widzialem takich podstaw. Zreszta bardzo nie szukalem bo formalizm mi
                                            wystarczal. Byl on wystarczajaco spojny. Istnienie zdan prawdziwych nie
                                            wywodliwych jest duzym problemem dla takiego podejscia. Mozna go jednak pokonac
                                            manipulujac formulami dopuszczalnymi tak aby formuly bedace niewywodliwe juz nie
                                            istnialy. Tak zmodyfikowane podejscie zachowa juz spojnosc. Powstanie tylko
                                            jakies wielkie dziwactwo. Ja jednak moge poswiecic bardzo wiele dla zachowania
                                            spojnosci.

                                            Podejscie z wgladem jest oczywiscie duzo bardziej atrakcyjne. Fajnie jest kiedy
                                            twierdzenie cos znaczy a nie tylko istnieje. Mam jednak bardzo powazne
                                            watpliwosci czy takie podejscie mozna jakos uzasadnic. Prawda semantyczna jest
                                            wielkim wytrychem, takie maskowane zewnetrzne kryterium prawdy oparte o zasady
                                            demokracji. Potrzebne jest zupelnie inne kryterium dla okreslenia co jest prawda
                                            a co nie. A to zapewne nie jest proste.

                                            W takiej sytuacji majac z jednej strony zupelnie niejasne podstawy ale dosc
                                            atrakcyjne podejscie a spojne ale absurdalne wole to absurdalne. Przynajmniej na
                                            poziomie podstaw. Im dalej od podstaw tym bardziej mozna sobie je zignorowac,
                                            chociaz nie przychodzi to latwo.
    • Gość: lisa2 Re: Definicja w logice ..... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 25.02.02, 01:10
      Przepraszam, że się wtrącam.

      Dyskutujecie tak ciekawie, a ja lubię takie dyskusje.

      Dziś znalazłam wasz wątek i z zapartym tchem, albo jak kto woli, wpatrzona w
      ekran jak sroka w gnat, pochłaniam go.

      Wchłąnęłam już do 31-01-2002 10:43 i nie wytrzymałam.

      Wyjaśnienia:

      Mój stan umysłowy - na poziomie szkoły nieco niższej niż średnia + techniczna
      (matematyka, logika, retoryka, informatyka - wszystko to, na poziomie zerowym,
      podstawowym, albo coś słyszałam); główka płaska [ : > ;

      Mój stan ciekawości i zainteresowania tematem - duuuży, zwłaszcza rzeczywistą
      logiką, a nie urojeniami pseudologicznymi.

      Mój stan zrozumienia tego co napisaliście, do daty i godziny podanej wyżej,
      coraz większy, ale bardzo niski.

      Zrozumiałam z Waszych wywodów, że na poziomie logiki (która jest tylko jedna)
      dotąd nie potrafiliście dojść do porozumienia i skakaliście po różnych
      poziomach wiedzy i dyskusji (dla mnie filozoficznych) by przedstawić swoje
      racje.

      Stan waszych umysłów, wskazują na to wasze próby przedstawiania argumentów, był
      w różnych momentach na różnych poziomach abstrakcji i czasami wydawało mi się,
      że uprawiacie SOFISTYKĘ. Nie potrafiąc składnio udowodnić swojej tezy
      sięgaliście co i rusz po inne MIECZE, powołując się na coraz to inne TARCZE, i
      tak to szło, ze czasami widziałam w jednym ręku wodę, a w drugim mydło, przeciw
      Big Bang i kwarkowi, a innym razem cebulę i piasek przeciw szufladzie i
      klamotom.

      Otóż doszłam do stanu rozpaczy, ale i dalej chciałam to czytać, więc im
      bardziej się zbliżałam do stanu aktualnej pozycji, dyskusja wasza, choć często
      zbyt mądra, coraz bardziej mi rozjaśniała istotę sporu cząstkowego.

      W końcu, moja płaska główka, zniecierpliwiona długością pozostałej, bocznej
      części paska przewijania, i dość dalekiej pozycji do końca wskaźnika aktualnego
      tekstu - wlazłam wam w paradę - bo zaświtała mi, może głupia, a może nie, ale
      taka myśl.

      Cel mojej tu wizyty:

      Otóż, czytając wasze uczone dysputy, doszłam do wniosku, być może bardzo
      logicznego, lub patrząc na to z INNEGO POZIOMU, nielogicznego, że możecie
      spróbować dojść do logicznych wniosków, przy pomocy przykładów z całkiem
      ludzkiej i potrzebnej dziedziny w celu udowodnienia lub obalenia dowodu i stanu
      rzeczywistego "Definicja w logice..."

      Ja proponuję za przykład następującą dyskusję, która powinna być wyjaśniana na
      bierząco:

      Tematem pomocniczym i przykładowym, lecz nażuconym przeze mnie, jest:

      Przyjęcie nowego pracownika do pracy;
      Firma: budka warzywniak na bazarze;
      Jeden z panów: właściciel;
      Drugi z panów: bezrobotny;
      Otoczenie: dowolni gapie (wszak dyskusja jest na łamach Forum - publiczna) i
      ich dowolna ilość;

      Dane dodatkowe: celem nie jest przyjęcie lub nieprzyjęcie pracownika, CELEM
      JEST PRZEKONANIE PRZECIWNIKA O SWOJEJ RACJI i udowodnienie tego.

      Oczywiście macie tu pole do popisu, a ja może znajdę pracę.

      Potraktujcie panowie moją propozycję BARDZO POWAŻNIE i wszystko to co tu o
      sobie piszę.

      Myślę, że jak już doczytam wasze dyspuyu do końca, czyli do mojego postu, to
      znajdę jako następny odpowiedź na moją propozycję.

      lisa2 [ : >

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka