Gość: Nict
IP: *.w3cache.osiedle.net.pl / *.w3cache.osiedle.net.pl
07.12.03, 02:03
Skromniutkie prezenty przygotowane. Choinka przyniesiona z piwnicy umyta,
przygotowana do odświętnego stroju..
Z trzech łańcuszków lampek tylko jeden działa...
Szybko do bankomatu, biegiem do hipermarketu...
Tłok, szukanie dobrych i tanich świecidełek, może jeszcze coś dokupić...
Nie ma kosza???
Pięć złotych poszło więc razem z nim...
Trudno... Jak to możliwe, skoro wstęp za kartą klienta??
ładnie się można obławić - kilka koszy zagapionych klientów i już niezła
dniówka...
Trudno...
Jeszcze stoisko z książkami, potem płyty, kasety...
Ktos popycha, nag pojemnikiem z płytami gromadla młodzieży, sztuczny tłok..
Rozchodzą sie zadziwiająco nagle...
Dwóch niedopitych panów, pozornie zajętych zakupami..
Czas do kasy, do domu...
Nie, gdzie portmonetka???
Była w kieszeni...
Nie ma...
Bilet, karty bankomatowe, legitymacja TPD Małgosi poświadczająca
niepełnosprawność, legitymacja emeryta z wpisaną czwórka małoletnich
dzieci...
Suchość w ustach...
Niedowierzanie...
Zaczepiam ochroniarza, wyglądam pewnie dziwnie, nieskładnie i nerwowo
usiłując wytłumaczyć co się stało, łapiąc się za kieszeń, za głowę, opierając
się o ścianę...
Ochroniarz idzie ze mną między półki, pyta, czy nie działo się coiś
podejrzanego...
Cóż, tłok, popychanie, ja zamyślona jak zwykle gdy ważę wydatki mając w
uszach głosiki dzieci:
- mamo kup... mamo chcę by Mikołaj przyniósł...
Jeszcze tylko zostawiam telefon na wypadek, gdyby znalazł się portfel z
dokumentami...
I wciąż niedowierzanie, że ktoś sięga po moją własność, w tak świątecznym
okresie... Coś, co było moje, stanowiło jakąś cząstkę w miarę uporządkowanego
świata - znika, pozostawiając dotkliwie odczuwalną pustkę ...
Nie mam nic... Wychodze przed hipermarket, w ciemność, zagubiona w tłumie
pędzących ludzi, pogrążonych w swoim światach, obojętnych na moją rozpacz...
Nie mam nic...
Nie mam karty, by zadzwonić do domu, nie mam pieniędzy, nie mam dokumentów,
biletu...
Bezradnie kręcę się w kółko, zaglądam do koszy, budząc podejrzenia u
ochroniarzy na zewnątrz...
Na oślep mijam ludzi, samochody, rozpaczliwie starając się pozbierać myśli
rozproszone zamachem na moją intymność, moje ja...
Powoli dociera do mnie, że jestem bezimienną drobiną zagubioną w obojętnym
nurcie innych istnień...
Półprzytomnie, machinalnie jadę do banku by zastrzec karty...
Nie wiem, jak docieram do domu...
Nie lubię świąt....
Mój święty Mikołaj był okrutny...
Straciłam nie tylko portfel ...