Dodaj do ulubionych

Żeby żołnierz walczył na zimno

21.05.09, 15:17
super, to poza amfa bedzie jeszcze pigula z dhea i ognia w tlum. ciekawe jak
zachowaja sie ci co maja naturalny wysoki poziom hormonow jak sie ich jeszcze
dopompuje albo jaka bedzie reakcja na stres w przypadku braku dodatkowych
wspomagaczy. jezeli maja podawac im to non stop (w jedzeniu) to jak sie beda
zachowywali w warunkach niewojennych z wysokim poziomem opisywanych hormonow?
sporo pytan ;)
Obserwuj wątek
    • maruda.r Żeby żołnierz walczył na zimno 22.05.09, 00:46

      "- Gdyby to ode mnie zależało, już dziś pakowałbym DHEA do wojskowych racji
      żywnościowych - podsumowuje dr Gary Hazlett, były wojskowy psycholog z Fortu
      Bragg, obecnie w zespole prof. Morgana."

      *********************************

      Zwiększy się poziom "agresji" w trakcie życia w jednostce. Organizm się
      przyzwyczai i na polu walki żołnierz stanie się jeszcze bardziej nieprzewidywalny.

      Owe stany "jasności" i "mgły" są prawdopodobnie zindywidualizowaną pochodną
      oceny konkretnej sytuacji. Hormony są reakcją organizmu na sytuację. Sztuczne
      ich podnoszenie na niewiele się zda.

      Podejrzewam, że wojskowe psychy doskonale o tym wiedzą, ale muszą spróbować.

      • andrzejto1 Re: Żeby żołnierz walczył na zimno 30.05.09, 09:30
        maruda.r napisał:

        >
        > "- Gdyby to ode mnie zależało, już dziś pakowałbym DHEA do
        wojskowych racji
        > żywnościowych - podsumowuje dr Gary Hazlett, były wojskowy
        psycholog z Fortu
        > Bragg, obecnie w zespole prof. Morgana."
        >
        > *********************************
        >
        > Zwiększy się poziom "agresji" w trakcie życia w jednostce.
        Organizm się
        > przyzwyczai i na polu walki żołnierz stanie się jeszcze bardziej
        nieprzewidywal
        > ny.

        Obawiam się, iż nie masz pojęcia o wojsku. W jednostce żołnierz nie
        dostaje racji żywnościowych, tylko normalne gotowane posiłki. Racje
        dotsje tylko i wyłącznie w okresie działań w polu. Jakoś nie
        wyobrażam sobie kuchni polowej jdącej za żołnierzami w górach
        Afganistanu...
        W żadnych ionnych warunkach też. TO nie II Wojna.

        > Owe stany "jasności" i "mgły" są prawdopodobnie zindywidualizowaną
        pochodną
        > oceny konkretnej sytuacji. Hormony są reakcją organizmu na
        sytuację. Sztuczne
        > ich podnoszenie na niewiele się zda.

        To co powiesz o sztucznym podnoszeniu testosteronu przez "pakerów"??
        Jakoś w tym przypadku to działa.

        > Podejrzewam, że wojskowe psychy doskonale o tym wiedzą, ale muszą
        spróbować.
        >
      • critto Re: Żeby żołnierz walczył na zimno 30.05.09, 11:38
        to prawda, już wikingowie zmieniali psychikę wybranych, najlepszych wojowników,
        tzw. bersekerów. Taki dostawał mieszankę z roślin atropinowych i halucynogenów i
        wpadał w niewyobrażalny szał. Mógł "przejść" przez wrogie szeregi jak przez masło.
        Tyle, że po bitwie przeważnie trzeba było go zabić (tylko jak?? chyba
        podstępem), bo stanowił zbyt duże zagrożenie dla innych.
        Swoją drogą, może Amerykanie powinni wynajmować najemników? Ci jakoś nie mają
        problemów ze stresem na polu walki, dla nich to przygoda... Wystarczy poczytać
        Rafała "Gan" Ganowicza...
        Oczywiście bandycka napaść na Irak nie ma żadnego usprawiedliwienia, ale tutaj
        rozmawiamy o sprawach psychologicznych i technicznych.
        • mrarm Re: Żeby żołnierz walczył na zimno 30.05.09, 12:50
          E tam, spożywałem amanita muscaria, i nie było tak źle. Co prawda wydawało mi się, że już nic nie przeczytam w życiu, co mnie bardzo martwiło, ale po ok 10h i zaśnięciu w kuli światła, obudziłem się u siebie ;> No a szał był, świetnie się biega - puls chyba 200/min:)

          Po atropinie z datury też po 3 dniach człowiek zwykle dochodzi do siebie :) Ale nie zamierzam sprawdzać.
    • jacek.3 Żeby żołnierz walczył na zimno 22.05.09, 09:29
      Byłem w Iraku 2003-2004 i obserwowałem to samo. Po kilku atakach moździerzowych na Zieloną Strefę, które właściwie nie powodowały ofiar, wiedziałem dokładnie, jakie będą reakcje moich znajomych. Od paniki do żartów, że mamy farta, bo walą w nas zupełne patałachy. Taka samo było w obozie dla internowanych w stanie wojennym. Jedni traktowali to jako przygodę, inni zapadali na ciężką nerwicę. Nie muszę dodawać, z jakimi ludźmi lepiej się znaleźć w takich sytuacjach.


    • jsaluga Zeby walczył, musi mieć o co. 22.05.09, 09:31
      dlatego amerykanie zbierają lanie od dużo gorzej ozbrojonych, ale
      posiadających motywację.
      • andrzejto1 Re: Zeby walczył, musi mieć o co. 30.05.09, 09:33
        jsaluga napisał:

        > dlatego amerykanie zbierają lanie od dużo gorzej ozbrojonych, ale
        > posiadających motywację.


        Przelicz sotsunek strat jednych i drugich. Ale z bezpośrednich
        działań. Wtedy będziesz wiedział kto od kogo zbiera lanie.
        Dlaczego ci "posiadający motywację" nie atakują wprost?? Bo wiedzą
        jaki będzie efekt. Wolą terroryzować cywilów albo podkładać bobmy.
        • stefan4 Re: Zeby walczył, musi mieć o co. 30.05.09, 10:58
          jsaluga:
          > dlatego amerykanie zbierają lanie od dużo gorzej ozbrojonych, ale
          > posiadających motywację.

          andrzejto1:
          > Przelicz sotsunek strat jednych i drugich. Ale z bezpośrednich
          > działań. Wtedy będziesz wiedział kto od kogo zbiera lanie.

          Z rachunku strat z bezpośrednich działań w wojnie wietnamskiej wynikałoby, że
          Wietnamczycy dostali lanie. Ale jednak to Amerykanie wiali z opuszczonym ogonem
          a Wietnamczycy przypalali im tyłki. Z rachunku strat z bezpośrednich działań w
          II Wojnie Światowej nie dałoby się zrozumieć, dlaczego Niemcy przegrali.

          Rachunek strat z bezpośrednich działań sprawdza się na manewrach i może posłużyć
          do tego, żeby jakiś generał czy inny żołnierz dostał medal. W rzeczywistości
          pozasztabowej mentalność militarystyczna się nie sprawdza, bo działa jej
          odwrotność: im więcej strat zadadzą wojska okupacyjne Irakijczykom i
          Afgańczykom, tym większą wyhodują nienawiść do siebie i tym groźniejszy wybuch
          ich stamtąd wymiecie. Niestety odłamki mogą nie dolecieć do Ameryki a spaść na
          nas...

          andrzejto1:
          > Dlaczego ci "posiadający motywację" nie atakują wprost??

          A dlaczego zarazek dżumy nie rozszarpuje swojej ofiary na strzępy, tylko zatruwa
          ją od środka? A dlaczego Amerykanie nie ubierają się w burki? Każdy ma swój
          sposób działania. Wszystko wskazuje na to, że metodami partyzanckimi obrońcy
          Afganistanu i Iraku łatwiej przepędzą agresorów, niż gdyby próbowali stosować
          ich metody.

          A potem jakiś emerytowany osiemnastogwiazdkowy generał amerykański będzie pisał
          traktaty, w których będzie porównywał straty z bezpośrednich działań i będzie
          dowodził, że gdyby ,,terroryści'' próbowali otwarcie stawić czoła niepokonanej
          armii amerykańskiej, to niepokonana armia amerykańska faktycznie by nie została
          pokonana. Niestety my wszyscy jesteśmy stale zmuszani do finansowania takiego
          obłędnego wojskowego sposobu myślenia o świecie.

          andrzejto1:
          > Wolą terroryzować cywilów

          W tym to raczej celują Amerykanie. Ludność okupowana boi się już organizować
          uroczystości rodzinnych, bo to przyciąga samoloty.

          andrzejto1:
          > albo podkładać bobmy.

          To jest oczywiście działalność zbrodnicza, jak każdy atak ludzi uzbrojonych na
          nieuzbrojnych.

          Przypominam tylko, że kraje-agresorzy, m.in. USA i Polska, od dawna odmawiają
          przystąpienia do konwencji o rezygnacji z min lądowych. USA nie zaprzestały ich
          produkowania i aktywnego stosowania. Polska
    • stefan4 dr Mengele redivivus 22.05.09, 09:52
      Manipulacje genowe w ludzkich zarodkach są ponoć nieetyczne. Zapłodnienie in vitro jest ponoć nieetyczne. W Ameryce tej etyki bronią potężne ruchy społeczne i religijne.

      A etyczność badań, których jawnie deklarowanym celem jest hormonalne przekształcenie człowieka w niepanującą nad sobą maszynę do zabijania, nie jest dyskutowana.

      Panie Ulanowski, dlaczego Pan chce, żeby żołnierz walczył na zimno? Przecież w obliczu takiego oprycha jedyną szansą przeżycia takiego gryzipiórka jak Pan, jest jego stres, wahanie, wspomnienie dawnych czasów w dzieciństwie, gdy opowiadano mu o moralności i o grzechu...

      Kiedy cywil marzy o superżołnierzu, to musi mieć nie po kolei w głowie.

      - Stefan
    • ksionc_proborzdz Re: Żeby żołnierz walczył na zimno 22.05.09, 12:38
      Co ciekawe, grając przez kilka godzin w jakiś szybki shooter, zaczynam odczuwać
      podobne objawy. Spowolnienie, niesamowita koncentracja i nadludzki refleks. Taki
      trans.
      • nieruchomy_spin Re: Żeby żołnierz walczył na zimno 22.05.09, 15:32
        a jak ciebie fraguje to z placzem chowasz sie pod ciezarowke ;)
        • ksionc_proborzdz Re: Żeby żołnierz walczył na zimno 22.05.09, 17:44
          I w tym momencie mama przerwała Twój słodki sen wołaniem, synku czas wstawać do
          szkoły.
    • bezportek Żeby żołnierz walczył na zimno - super przepis 22.05.09, 20:57
      Jako nadzwyczaj nowy i nieznany sposob poprawienia jakosci
      swiadomosci zolnierza na polu walki, proponuje sie jak nizej:
      - wyodrebnic klase zawodowych zolnierzy
      - narzucic tej klasie obowiazek walki na smierc i zycie w ramach
      treningu
      - sklonic zawodowych zolnierzy do rozmnazania sie wewnatrz swej klasy
      - zapewnic przywileje calej klasie, zabronic marnowania czasu na
      handel,rzemioslo czy komedianctwo.
      Efekt - naturalna, wspomagana selekcja ludzi zdolnych do skutecznej
      walki na trzezwo, bez ulegania panice.
      Nazwa tej klasy, hmmmm, niech bedzie z niemieckiego "szlachta".
      Trening w walce niech sie nazywa "pojedynek". To najskuteczniejszy
      sposob eliminacji nieudacznikow i pacyfiarzy.
      A reszta spoleczenstwa, dalej zwana "chamstwem" ma na szlachte
      pracowac, lozyc podatki i cieszyc sie, kiedy zawodowa armia spusci
      baty moskalowi, prusakowi czy turczynowi.
      • robert666666_6 Re: Żeby żołnierz walczył na zimno - super przepi 27.05.09, 18:38
        pieknie... tylko tej zawodowej armii jak przyszlo co do czego to
        nigdy nie moglismy uzbierac wiecej niz z 30 tys ludzi. A reszta
        szlachty miala jedynie przywileje ale zajmowala sie glownie
        opilstwem i warcholstwem. No bo pospolitego ruszenia chyba nie
        traktujesz powaznie jako kasty wojownikow :-) :-)
      • andrzejto1 Re: Żeby żołnierz walczył na zimno - super przepi 30.05.09, 09:58
        bezportek napisał:

        > Jako nadzwyczaj nowy i nieznany sposob poprawienia jakosci
        > swiadomosci zolnierza na polu walki, proponuje sie jak nizej:

        Nic nowego nie wymyśliłeś. Poczytaj o formacjach Gurkhów. Nie tylko
        tych angażowanych w Nepalu, ale też o żolnierzach się z dzieci
        emerytowanych żołnierzy. W Indiach takowi dostawali ziemię w
        okolicach stacjonowania jednostek.
        Pojęcie honoru było i jest u nich tak rozwinięte, że obecnie rada
        regimentu może nie zatwierdzić awansu na przykład powodu tego, iż
        dziadek kandydata nie wykazał się wystarczającą odwagą w czasie walk
        o Tobruk.
      • wladca_pierscienii Re: zawodowi żołnierze = nowa szlachta 14.05.11, 12:31
        bezportek napisał:

        > Jako nadzwyczaj nowy i nieznany sposob poprawienia jakosci
        > swiadomosci zolnierza na polu walki, proponuje sie jak nizej:
        > - wyodrebnic klase zawodowych zolnierzy
        > - narzucic tej klasie obowiazek walki na smierc i zycie w ramach
        > treningu
        > - sklonic zawodowych zolnierzy do rozmnazania sie wewnatrz swej klasy
        > - zapewnic przywileje calej klasie, zabronic marnowania czasu na
        > handel,rzemioslo czy komedianctwo.
        > Efekt - naturalna, wspomagana selekcja ludzi zdolnych do skutecznej
        > walki na trzezwo, bez ulegania panice.
        > Nazwa tej klasy, hmmmm, niech bedzie z niemieckiego "szlachta".
        > Trening w walce niech sie nazywa "pojedynek". To najskuteczniejszy
        > sposob eliminacji nieudacznikow i pacyfiarzy.
        > A reszta spoleczenstwa, dalej zwana "chamstwem" ma na szlachte
        > pracowac, lozyc podatki i cieszyc sie, kiedy zawodowa armia spusci
        > baty moskalowi, prusakowi czy turczynowi.

        w ostatnią środę czy czwartek był w polsce "dzieN Niepełnosprawnych"
        czy jakoś tak podobnie

        poiedzieli, że w Polsce żyje 5,5 miliona niepełnosprawnych
        co stanowi 14% społeczeństwa
      • wladca_pierscienii i żeby żołnierz był ZDROWY 28.08.12, 12:07
        bezportek napisał:

        > - wyodrebnic klase zawodowych zolnierzy
        > - narzucic tej klasie obowiazek walki na smierc i zycie w ramach
        > treningu
        > - sklonic zawodowych zolnierzy do rozmnazania sie wewnatrz swej klasy
        > - zapewnic przywileje calej klasie, zabronic marnowania czasu na
        > handel,rzemioslo czy komedianctwo.
        > Efekt - naturalna, wspomagana selekcja ludzi zdolnych do skutecznej
        > walki na trzezwo, bez ulegania panice.
        > Nazwa tej klasy, hmmmm, niech bedzie z niemieckiego "szlachta".
        > (...)

        oprócz "nie ulegania panice"
        przyda się też dobre zdrowie fizyczne

        kilka-kilkanaście dni temu
        (przy okazji omawiania słabych wyników polskich sportowców)
        podawali w wiadomościach telewizyjnych
        że obecnie w polskich liceach
        30% uczniów korzysta ze zwolnień z zajęć
        z Wychowania Fizycznego - jacy z nich byliby żołnierze ????
    • bret.2 Re: Żeby żołnierz walczył na zimno 28.05.09, 16:17
      Jakakolwiek ingerencja w psychikę żołnierza to będzie porostu przestępstwo. Musiały by być analizowane :poszczególne bronie ,specjalności wojskowe . i sytuacje bojowe . to są bzdury . A te badania niech lepiej wykorzystają komisje poborowe i eliminują ludzi nie naddających się do woja. J wiem co mowie.
      • stefan4 Re: Żeby żołnierz walczył na zimno 28.05.09, 21:18
        bret.2:
        > Jakakolwiek ingerencja w psychikę żołnierza to będzie porostu przestępstwo.

        To, jak mówisz, przestępstwo wojsko uprawia od zawsze: tradycyjnie żołnierze
        dostają brom do kawy, żeby byli spokojniejsi i mniej ciągnęli do dziewczyn; oraz
        wódke przed atakiem. I to przestępstwo jest tak banalne w porównaniu z równie
        tradycyjnym zabijaniem, grabieniem i gwałceniem, że nawet nie podlega ściganiu.
        Te prawdziwe zbrodnie wojska też zresztą rzadko kiedy...

        bret.2:
        > A te badania niech lepiej wykorzystają komisje poborowe

        Chwała Bogu, w Polsce już nie ma poboru. Już niedługo jak napotkasz żołnierza,
        to będziesz miał pewność, że nikt go nie zmuszał, tylko sam miał takie skłonności.

        - Stefan
        • bret.2 Re: Żeby żołnierz walczył na zimno 29.05.09, 12:41
          Chodziło mi o ciut co innego (O prawdziwych żołnierzy n.p. do spec zadań gdzie trzeźwość umysłu w samodzielnym działaniu jest cena życia)a nie o mięso armatnie.Ale przyznaje to nie adekwatna teza. I to Ty masz całkowitą racje.
        • kornel-1 Re: Żeby żołnierz walczył na zimno 30.05.09, 09:58
          stefan4 napisał:

          > [...]
          > Chwała Bogu, w Polsce już nie ma poboru. Już niedługo jak
          > napotkasz żołnierza, to będziesz miał pewność, że nikt go nie
          > zmuszał, tylko sam miał takie skłonności.

          Niekoniecznie. Od pewnego czasu obserwuje się w Polsce nowy trend. Do wojska
          zgłaszają się mężczyźni, dla których wojsko oznacza stałą, stabilną, w miarę
          dobrze płatną pracę.

          A co do profilu psychologicznego kandydatów - to obok skłonności do agresji
          ("wystrzelam was wszystkich"), występuje również chęć dominacji, władania nad
          innymi ("typ wodzowski").

          Kornel
          • andrzejto1 Re: Żeby żołnierz walczył na zimno 30.05.09, 10:04
            kornel-1 napisał:

            > stefan4 napisał:
            >
            > > [...]
            > > Chwała Bogu, w Polsce już nie ma poboru. Już niedługo jak
            > > napotkasz żołnierza, to będziesz miał pewność, że nikt go nie
            > > zmuszał, tylko sam miał takie skłonności.
            >
            > Niekoniecznie. Od pewnego czasu obserwuje się w Polsce nowy trend.
            Do wojska
            > zgłaszają się mężczyźni, dla których wojsko oznacza stałą,
            stabilną, w miarę
            > dobrze płatną pracę.

            To jest fakt niezaprzeczalny.

            > A co do profilu psychologicznego kandydatów - to obok skłonności
            do agresji
            > ("wystrzelam was wszystkich"), występuje również chęć dominacji,
            władania nad
            > innymi ("typ wodzowski").
            >
            > Kornel
            Co do agresji, to cię poniosło, żadna normalna armia nie chce
            psychopatów. Tym bardziej, że to są typy niepoddajace się
            dyscyplinie i nie posiadajacy skołnności do poświęceń. Takich typów
            najczęsciej spotkasz wśród "dresiów" którzy sa silni w 3 na jednego.
            A typ wodzowski?? Kolego, jesli jest 2 żołnierzy, to jeden jest
            dowódcą. Poza tym, jest to raczej skłoonośc prawidłowa, umiejętność
            rządzenia i przewodzenia grupie to rzeczy poszukiwane...
            • kornel-1 Re: Żeby żołnierz walczył na zimno 30.05.09, 10:38
              >> A co do profilu psychologicznego kandydatów - to obok skłonności
              >> do agresji ("wystrzelam was wszystkich"), występuje również chęć
              >> dominacji, władania nad innymi ("typ wodzowski").
              >>
              >> Kornel

              > Co do agresji, to cię poniosło, żadna normalna armia nie chce
              > psychopatów. Tym bardziej, że to są typy niepoddajace się
              > dyscyplinie i nie posiadajacy skołnności do poświęceń. Takich typów
              > najczęsciej spotkasz wśród "dresiów" którzy sa silni w 3 na
              > jednego.

              No cóż. Najwyraźniej mówimy o różnych rzeczach. Ja o skłonności do agresji, ty o psychopatii.

              Podtrzymuję swoje stwierdzenie, że skłonność do agresji wśród dobrowolnych kandydatów do wojska (a zatem i wśród żołnierzy) jest większa niż w innych grupach zawodowych.

              W szczególności bibliotekarzy ;-)

              Kornel
            • stefan4 Re: Żeby żołnierz walczył na zimno 30.05.09, 11:31
              andrzejto1:
              > Co do agresji, to cię poniosło, żadna normalna armia nie chce psychopatów.

              No to żadna normalna armia sama nie wie, czego chce. Nie da się rozważać
              zabijania ludzi w kategoriach ,,eliminowania siły żywej przeciwnika'' bez
              skłonności psychopatycznych.

              Zanik uczuć wyższych, niezbędny dla skutecznego wygrywania starć zbrojnych, jest
              cechą kwalifikującą normalnych ludzi do zamkniętych oddziałów psychiatrycznych.
              Do żołnierzy to się nie stosuje, bo całe armie w każdym kraju funkcjonują na
              wariackich papierach.

              andrzejto1:
              > A typ wodzowski?? Kolego, jesli jest 2 żołnierzy, to jeden jest
              dowódcą.

              Pewnie nawet jak jest jeden, to musi ustalić zwierzchność jednej swojej pólkuli
              mózgowej nad drugą i która ręka ma salutować której...

              Na szczęście tak jest tylko w wojsku. W normalnym świecie ludzie często
              współpracują na zasadach partnerskich, albo konkurencyjnych, z jak najlepszymi
              skutkami.

              - Stefan
              • raveness1 Re: Żeby żołnierz walczył na zimno 30.05.09, 16:07
                > W normalnym świecie ludzie często
                > współpracują na zasadach partnerskich, albo konkurencyjnych, z jak
                najlepszymi skutkami.

                I dlatego armia nigdy nie byla i nie bedzie "normalnym swiatem". Wie
                o tym kazdy, kto spedzil tam pod przymusem kilkanascie miesiecy
                swojej mlodosci. Instytucja ta jest psychopatyczna i calkowicie
                zwyrodniala od samych korzeni.
          • stefan4 Re: Żeby żołnierz walczył na zimno 30.05.09, 11:20
            stefan4:
            > Chwała Bogu, w Polsce już nie ma poboru. Już niedługo jak
            > napotkasz żołnierza, to będziesz miał pewność, że nikt go nie
            > zmuszał, tylko sam miał takie skłonności.

            kornel-1:
            > Niekoniecznie. Od pewnego czasu obserwuje się w Polsce nowy trend. Do wojska
            > zgłaszają się mężczyźni, dla których wojsko oznacza stałą, stabilną, w miarę
            > dobrze płatną pracę.

            No to co ,,niekoniecznie''? Jak ktoś trafił w kamasze, to koniecznie sam tak chciał. Może lubił taką ,,pracę'', może go ktoś zwiódł, albo oszukał, ale już nikt go nie zmusił.

            kornel-1:
            > A co do profilu psychologicznego kandydatów - to obok skłonności do agresji
            > ("wystrzelam was wszystkich"), występuje również chęć dominacji, władania nad
            > innymi ("typ wodzowski").

            Ja myślę, że skłonność do ,,pracy'' w wojsku może wynikać jeszcze z wielu innych defektów psychiki i charakteru. Niektórzy ludzie lubią pożary i wybuchy, oraz następującą po nich gorączkową akcję. Niektórym daje satysfakcję poczucie potęgi i trzymanie w ręku skutecznego narzędzia mordu. Niektórzy boją się odpowiedzialności i dlatego wolą poddać się rozkazom. Jeszcze inni lubią przenosić gry komputerowe do realu. Albo po prostu wolą wódkę i łatwe dziewczyny niż dorosłe życie.

            - Stefan
            • critto normalne wojsko jest podporą społeczeństwa 30.05.09, 12:14
              daj spokój,
              masz prawo być pacyfistą, ale gdyby nie te "psychopatyczne" skłonności, to już
              dawno (albo i nigdy) nie byłoby Polski. Gdyby w czasie II wojny Polacy myśleli
              tak, jak Ty, niemieccy naziści dawno by nas wymordowali i przerobili na nawóz.
              Chęć obrony swoich bliskich i kraju jest naturalną, a więc NORMALNĄ skłonnością
              większości mężczyzn. Pamiętaj, że normę czyli przekonanie o słuszności wyznacza
              POTRZEBA, dlatego normą jest np. praca, a nie lenistwo, walka z wrogiem, a nie
              poddawanie się, opieka nad rodziną, a nie jej porzucanie, itp. Psychopata to
              ktoś przejawiający chorobliwe zachowania antyspołeczne, a żołnierz jest tego
              społeczeństwa podporą, więc nie żadnym "psychopatą", tylko dzielnym obrońcą.
              Choć oczywiście życie na wojnie MOŻE go pchnąć w kierunku takiego spaczenia.
              Natomiast nie można przeginać w drugą stronę o pomysły z podawaniem żołnierzom
              narkotyków i innych środków zmieniających funkcjonowanie ich psychiki jest
              przerażający, choć wcale nie nowy, vide bersekerowie; podobno dragi podawano też
              członkom SS i Waffen-SS, milicji strzelającej w roku 1970 na Wybrzeżu, itp.
              Hodowanie specjalnej kasty wojowników też już było (vide Sparta), od
              najmłodszego sprawdzonych w prawdziwej walce, gdzieniegdzie się nieźle
              sprawdzało (właśnie tam), ale efektem ubocznym były skłonności dyktatorskie tego
              kraju (mimo formalnie istniejącego w nim systemu w stylu ateńskim).
              Pewnych cech człowieka się nie przeskoczy, trzeba nauczyć się z nimi żyć. Dopóki
              to są NASZE cechy, a nie wytworzone sztucznie przez inżynierię genetyczną, nie
              ma powodów do obaw.
              • stefan4 O ,,podporach'' 30.05.09, 13:06
                critto:
                > gdyby nie te "psychopatyczne" skłonności, to już dawno (albo i nigdy) nie byłoby
                > Polski. Gdyby w czasie II wojny Polacy
                [...]

                Po pierwsze nie ma wewnętrznej niespójności w stwierdzeniu, że być może Polskę
                uratowali psychopaci. Skoro to jest forum naukowe, to dbajmy o ostrość pojęć.

                Po drugie to, co mówisz o losach II WŚ, to jest przestarzała wojskowa
                propagandówka. Jeśli twierdzisz, że bez wojska nie byłoby Polski, to zastanów
                się, dlaczego niemilitarystyczna (przed wojną) Francja istnieje, Czechy
                istnieją, nawet Łotwa istnieje. Dlaczego Polska miałaby nie istnieć? Nie
                byłoby natomiast ruin Warszawy, a i trupów byłoby mniej.

                Niepodległość Polski nie wynika z utrzymywania armii, tylko z dość
                skomplikowanego splotu okoliczności historycznych i politycznych. Nie rozumujmy
                w uproszczony sposób ze szkolnych czytanek patriotycznych.

                critto:
                > Psychopata to ktoś przejawiający chorobliwe zachowania antyspołeczne

                Wg Pospiszyla psychopata
                charakteryzuje się następującymi cechami:

                * deficyt lęku - defekt emocjonalny polegający na braku przyswajania odruchów
                moralnych i braku empatii;
                * deficyt uczenia się – dominujące w typie impulsywnym zachowania agresywne;
                * upośledzenie związków – relacje oparte na przydatności innych do własnych
                celów, płytkie związki – dominujące w typie kalkulatywnym, ignorowanie konwencji
                społecznych;
                * cierń psychopatyczny – zubożone życie psychiczne, kompensowane przez narcyzm –
                wyczulenie na przejawy niedoceniania.


                Której z tych cech nie dostrzegasz u ,,idealnego'' żołnierza?

                critto:
                > a żołnierz jest tego społeczeństwa podporą, więc nie żadnym "psychopatą",
                tylko dzielnym obrońcą.

                Tak, tak, społeczeństwo nie przetrwałoby miesiąca bez wojskowej fali, wojskowego
                języka i żołnierzy awanturujących się na dworcach i w pociągach... Ty piszesz o
                żołnierzu z jakiegoś wydumanego ,,etosu rycerskiego''. Ja mam na myśli wojsko
                prawdziwe, działające współcześnie u nas i w innych krajach. Być może obaj mamy
                rację, tylko Ty masz rację w sprawie żołnierza z etosu, a ja mam rację w sprawie
                pijanego żołnierza bijącego żonę a stającego na baczność przed równie pijanym
                oficerem.

                critto:
                > Hodowanie specjalnej kasty wojowników też już było (vide Sparta), od
                > najmłodszego sprawdzonych w prawdziwej walce, gdzieniegdzie się nieźle
                > sprawdzało (właśnie tam), ale efektem ubocznym były skłonności dyktatorskie tego
                > kraju (mimo formalnie istniejącego w nim systemu w stylu ateńskim).

                W Sparcie demokracja ateńska?
                • critto Re: O ,,podporach'' 30.05.09, 15:43
                  > Po pierwsze nie ma wewnętrznej niespójności w stwierdzeniu, że być może Polskę
                  > uratowali psychopaci. Skoro to jest forum naukowe, to dbajmy o ostrość pojęć.

                  tyle, że dalszym wnioskiem byłoby, że w takim razie psychopatia - w pewnym
                  ograniczonym i kontrolowanym zakresie - jest korzystna, a w stanach zagrożenia
                  wręcz niezbędna dla społeczeństwa i dobra społecznego. A więc jest cechą
                  pożądaną, a nie zaburzeniem psychicznym sensu stricte (zaburzenia psychiczne
                  cechują się tym, że uniemożliwiają bądź utrudniają funkcjonowanie w
                  społeczeństwie, nie służa adaptacji jednostki w strukturach społecznych), a co
                  najwyżej a co najwyżej staje się nim, gdy psychopata przestaje służyć
                  społeczeństwu i obraca sie przeciwko niemu. A więc istnieje "zła psychopatia"
                  (Kuba Rozpruwacz, Hannibal Lecter etc. oraz "dobra psychopatia" (oddany swojemu
                  Krajowi żołnierz).

                  > Po drugie to, co mówisz o losach II WŚ, to jest przestarzała wojskowa
                  > propagandówka. Jeśli twierdzisz, że bez wojska nie byłoby Polski, to zastanów
                  > się, dlaczego niemilitarystyczna (przed wojną) Francja istnieje, Czechy
                  > istnieją, nawet Łotwa istnieje. Dlaczego Polska miałaby nie istnieć? Nie
                  > byłoby natomiast ruin Warszawy, a i trupów byłoby mniej.

                  dla mnie taki pogląd jest po prostu obrzydliwy, gdy pomyślimy o tym, CZYM
                  Francja okupiła w miarę lekki los pod okupacją - wydawaniem Żydów Niemcom.
                  Skłania mnie to do myślenia, że los Żydów w czasie II wojny jest ci obojętny.
                  Poza tym gdyby nie skrajnie militarystyczna postawa Generała De Gaulle, który
                  uratował honor połowy Francuzów, bo tylu mniej więcej nie poddało się okupacji,
                  nie udałoby się pokonać nazistów. Postawa Czechów była równie obrzydliwa.
                  Natomiast Łotysze ostro walczyli przeciw okupacji sowieckiej i dlatego
                  sprzymierzyli się z Niemcami, za co zostali potem zbiorowo ukarani przez
                  Stalina. Nie można mówić, że im się to "opłaciło"...

                  Niezależnie też od wszelkich splotów politycznych, gdyby nikt nie walczył z
                  Niemcami - czyli gdyby nikt nie był tym twoim "psychopatą" - to dzisiaj III
                  Rzesza rządziłaby co najmniej całą Europą, budując ogromną sieć obozów zagłady i
                  realizując Generalplan Ost (przewidujący zagładę biologiczną Polaków i
                  niektórych innych narodów słowiańskich). Chciałbyś tego?
                  Jeśli więc żołnierz=psychopata to jest to psychopatia dobra, korzystna i
                  konieczna dla naszego własnego przetrwania.

                  > W Sparcie demokracja ateńska?
                • critto patologia? a może norma? 30.05.09, 16:00
                  > Po pierwsze nie ma wewnętrznej niespójności w stwierdzeniu, że być może Polskę
                  > uratowali psychopaci. Skoro to jest forum naukowe, to dbajmy o ostrość pojęć.

                  czy jakikolwiek NAUKOWIEC - poważny naukowiec, pracujący dla placówki naukowej i
                  w jej imieniu, a nie jakiś ideologiczny ultrapacyfista, jakich wielu - uważa
                  wszystkich lub większość żołnierzy za psychopatów, a samą funkcję wojskowego -
                  za psychopatyczną, czyli antyspołeczną? Czy psychiatria traktuje legalną i
                  stanowiącą konstytucyjną podporę Państwowości instytucję Sił Zbrojnych jako
                  formację patologiczną i antyspołeczną (tak jak np. gangi)? Czy raczej są to
                  rojenia skrajnych pacyfistów i anarchistów? Jeśli mówimy o nauce, to opinie
                  ideologów lewicy czy prawicy z góry odpadają.
                  Psychopatia cechuje się naruszaniem norm społecznych przy poczuciu satysfakcji.
                  Pytanie za 5 punktów: czy konstytucyjna instytucja państwowa jest normą, czy
                  patologią?
            • bret.2 Re: Żeby żołnierz walczył na zimno 30.05.09, 19:15
              99% wstępujących do woja nic naprawdę o nim nie wie . A tam zaczyna się magiel psychologiczna. Materiał który z tego powstaje jest tak rożny ze nie sposób go opisać.
    • xnonorx Mięso armatnie musi być odpowiednio przyprawione 30.05.09, 10:53
      >- Gdyby to ode mnie zależało, już dziś pakowałbym DHEA do
      >wojskowych racji żywnościowych - podsumowuje dr Gary Hazlett, były
      >wojskowy psycholog z Fortu Bragg, obecnie w zespole prof. Morgana.

      Politycy nie lubią, gdy ich mięso armatnie jest bez chemii.

    • jiddu To jest chore 30.05.09, 13:59
      W jakim my świecie żyjemy?
      • critto Re: To jest chore 30.05.09, 16:04
        owszem, chore, choć - jak już napisałem - wcale nie nowe, vice berserkerowie
        choćby. Przypomniało mi się, jeszcze, że Amerykanie udostępniają - czy
        udostępniali - pilotom myśliwców amfetaminę w postaci pigułek, tzw. "power
        pills". Chodzi o to, aby pilot, przebywający czasem i 48 godzin bez snu, mógł
        nadal myśleć i działać.
        Jej użycie jest niemniej dobrowolne (podobno).
        Pomysły psychologa wojskowego z artykułu są znacznie bardziej niebezpieczne, bo
        chodzi w nich o wyhodowanie robotów. A do tego nie powinno się dążyć - co
        najwyżej zastępować lub wspierać ludzi robotami w walce, co już teraz się
        zaczyna (w armii USA, Izraela, itp)
        • raveness1 Re: To jest chore 30.05.09, 16:25
          Swiat jest pelen wplywowych, bogatych psychopatow chcacych
          wychodowac sobie armie robotow. Do jakich celow? Trzeba miec bardzo
          zakompleksiony i zdemoralizowany umysl, by taki cele probowac
          racjonalnie uzasadnic.
          A zolnierze, czyz obecnie nie sa juz pol-robotami? Faktycznie zawsze
          nimi byli. A miliony Chinczykow, Koreanczykow itd. tyrajacych za
          przyslowiowa miske ryzu....? Czy to nie sa pol-roboty? Tyle, ze
          zamiast karabinu trzymaja w rekach srubokrety...
    • mozart SNRI rowniez sprawiaja, ze w stresie nie wpadam w 07.06.09, 15:40
      panike i dzialam konsekwentnie. Z kolei same NRI zniechecaja do jakiegokolwiek
      dzialania. Moze cos w tym jest...
      PS. SNRI - Serotonin Noradrenaline Reuptake Inhibitor
      NRI - Noradrenaline Reuptake Inhibitor
    • wladca_pierscienii Re: dhea 16.06.09, 09:14
      nieruchomy_spin napisał:

      > super, to poza amfa bedzie jeszcze pigula z dhea i ognia w tlum.

      BŁĄD!
      DHEA ma działać antystresowo

      > ciekawe jak
      > zachowaja sie ci co maja naturalny wysoki poziom hormonow jak sie ich jeszcze
      > dopompuje albo jaka bedzie reakcja na stres w przypadku braku dodatkowych
      > wspomagaczy. jezeli maja podawac im to non stop (w jedzeniu) to jak sie beda
      > zachowywali w warunkach niewojennych z wysokim poziomem opisywanych hormonow?

      Wiktor Suworow w książce "Specnaz" czy "Akwarium" twierdził,
      że wśród żołnierzy radzieckiego "Specnazu"
      celowo utrzymywano złość i wewnętrzne konflikty
      by byli w stanie permanentnej złości

      i znalazwszy się na jakiejś wojence (np. w Afganistanie, ale Sowieci "doradców" wojskowych wysyłali na wiele lokalnych wojen)
      tę złość wyłądowywali na wrogu
    • wladca_pierscienii instynkt, wychowanie - kwestia CZASu ! 06.03.10, 11:54
      ciekawy pokrewny temat:

      THE TIMES
      wiadomosci.onet.pl/1601973,242,1,tonaca_moralnosc,kioskart.html
      (...)

      "Titanic" uderzył w górę lodową 14 kwietnia 1912 roku, w czwarty
      dzień swojego dziewiczego rejsu. Podczas akcji ratunkowej
      przestrzegano zasady "najpierw kobiety i dzieci". Pośród 706
      ocalonych nie było zbyt wielu młodych mężczyzn pomiędzy 16. a 35.
      rokiem życia. Największe szanse na ratunek miały kobiety i dzieci.

      W przypadku "Lusitanii", storpedowanej przez niemiecki okręt
      podwodny 7 maja 1915 roku, większość ocalonych stanowili ludzie w
      sile wieku. Uratowali się ci mężczyźni i kobiety, którzy byli na
      tyle sprawni fizycznie, żeby wywalczyć sobie dostęp do łodzi
      ratunkowych.

      Według naukowców, ewakuacja na "Titanicu" i "Lusitanii" miała inny
      przebieg, ponieważ transatlantyki te zatonęły z inną
      szybkością. "Titanic" znalazł się pod wodą w dwie godziny i 40
      minut, co pozwoliło przeprowadzić akcję ratunkową w uporządkowany
      sposób. "Lusitania" zatonęła w niespełna 18 minut, więc każdy
      pasażer skupił się na ratowaniu własnego życia.

      Według grupy naukowców z uniwersytetu w Zurychu w Szwajcarii,
      wnioski z porównania obydwu katastrof pozwalają wyjaśnić, kiedy w
      człowieku silniejszy jest instynkt przetrwania, a kiedy społeczne
      konwenanse. Ich zdaniem, błyskawiczne tempo, w jakim
      zatonęła "Lusitania" spowodowało, że instynkt samozachowawczy
      zadziałał u pasażerów automatycznie. Zyskali na tym najsprawniejsi
      fizycznie, którzy byli w stanie dopchać się do łodzi ratunkowych,
      póki było w nich jeszcze miejsce.

      "Titanic" tonął wolniej, był więc czas, żeby przekonać mężczyzn i
      pasażerów niższych klas, żeby ustąpili miejsca kobietom i
      przedstawicielom klas wyższych. Załoga dysponowała też odpowiednim
      zapasem czasu, by w razie potrzeby wymusić porządek siłą.

      Szczegóły badań zostały opublikowane w czasopiśmie "Proceedings of
      the National Academy of Sciences". – Udowodniliśmy, że presja czasu
      ma kluczowe znaczenie dla wytłumaczenia zachowań w ekstremalnych
      warunkach – podkreślają naukowcy. – Budowa obydwu statków, a nawet
      struktura społeczna ich pasażerów były bardzo podobne. Jednak w
      chwili zagrożenia ludzie na "Titanicu" i na "Lusitanii" zachowywali
      się zupełnie inaczej. Różnica wynikła z tego, że "Lusitania"
      zatonęła w 18 minut. Ludzie na jej pokładzie reagowali impulsywnie,
      a ich działanie obliczone było na błyskawiczny rezultat. Na powolnie
      tonącym "Titanicu" był czas, żeby mogły wytworzyć się zachowania
      społeczne.
      (...)
      • bret.2 Re: instynkt, wychowanie - kwestia CZASu ! 06.03.10, 13:49
        < Moim zdaniem przykłady są mdłe i zawężają skale reakcji.
        < Ciekawsze były by przykłady zachowań żołnierzy na froncie i w operacjach specjalnych kiedy zderzają eis ze bosa rozkaz i instynkt przetrwana i jeszcze odruch etyczni-moralny w stosunku do ludności cywilnej przeciwnika.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka