Dodaj do ulubionych

Nauczyciel pod lupą

14.10.10, 17:45
Nauczyciele są zawistni i niedojrzali emocjonalnie.
Obserwuj wątek
    • escorpion Re: Nauczyciel pod lupą 14.10.10, 18:24
      Nie będę obiektywny, bo sam nauczam od... 15 lat. Nie mogę narzekać na finanse, pracuję w prywatnej szkole. Więcej pracy niż w szkołach publicznych, ale i zarobki znacznie wyższe.
      • alia_od_noza Re: Nauczyciel pod lupą 14.10.10, 18:38
        Ja w zawodzie nauczyciela najbardziej nie lubię papierkologii stosowanej. W tym roku oprócz 29 godzin dydaktycznych tygodniowo (26 etatowych, jedna jako "19 godzina" z Karty Nauczyciela i 2 godziny zajęć dla maturzystów), oprócz matur (jestem egzaminatorem z języka angielskiego) i oprócz funkcji administratora komputerowego systemu wspomagania rekrutacji (co oznacza, że moje wakacje zaczynają się nie wcześniej niż w drugiej dekadzie lipca) zostałam koordynatorką jednego z zespołów do przeprowadzania ewaluacji pracy w szkole w zakresie "Nauczyciele wspomagają siebie w organizowaniu i realizowaniu procesów
        edukacyjnych, wprowadzane zmiany są efektem ich wspólnych ustaleń". To już chyba ostatni gwóźdź do trumny.

        Uczniów mam różnych, ale wielu bardzo dobrych. Koleżanki i koledzy są w porządku, dyrekcja główna bywa nieprzewidywalna. Pieniądze, od kiedy zostałam nauczycielem mianowanym, nie najgorsze. I tylko ta konieczność pisania raportów po to, żeby były raporty, żeby były papierki i żeby wizytator nie miał się do czego przyczepić - jeśli kiedyś zrezygnuję z pracy w zawodzie, to właśnie dlatego.
        • 33qq Re: Nauczyciel pod lupą 15.10.10, 09:02
          No to jesteś jednym z nielicznych wyjątków, większość nauczycieli narzeka na młodzież, zarobki, dyrekcję, nadmiar pracy...
    • ruby.blue Nauczyciel pod lupą 14.10.10, 18:56
      "Nauczyciele są zawistni i niedojrzali emocjonalnie."
      ????????????????????????????????????????????????
      A blondynki to idiotki. Wszystkie, jak jedna matka durne.
      LOL
    • prenatka Re: Nauczyciel pod lupą 14.10.10, 19:32
      ynruj napisał:

      > Nauczyciele są zawistni i niedojrzali emocjonalnie.
      Wszyscy Włosi mają ciemne włosy i cały czas jedzą makaron.
      Lekarze biorą łapówki.
      Jelenie wiecznie ryczą na swoim rykowisku.
      Wszystkie ryby mają łuski koloru srebrnego.
      Ale ynruj jest jedyny w swoim rodzaju.

    • fun88 Re: Nauczyciel pod lupą 14.10.10, 19:54
      ynruj napisał:

      > Nauczyciele są zawistni i niedojrzali emocjonalnie.
      Widzisz, jurny, człowiek najczęściej wytyka innym te cechy, których nie lubi u siebie. "Nie sądź innych według siebie" to znane i często używane powiedzenie.
    • tlenek_wegla Re: Nauczyciel pod lupą 14.10.10, 19:56
      Taaa.. W Polsce brakuje kilkunastu tysiecy lekarzy i i inzynierow, poniewaz w szkolach notuje sie braki nauczycieli od plastyki, techniki i muzyki..

      Pfff.....
      • anaisanais96 jaki jest zawód nauczyciela każdy wie 14.10.10, 21:28
        To nieustające wakacje,, niezłe zarobki jak na przepracowane godziny. Nie będę się więcej denerwować. Większość z nas ma takie same zdanie na temat tego zawodu, oczywiście oprócz samych nauczycieli i ich najbliższych rodzin.
        • milu100 Re: jaki jest zawód nauczyciela każdy wie 14.10.10, 22:38
          anaisanais96 napisała:

          > To nieustające wakacje,, niezłe zarobki jak na przepracowane godziny. Nie będę
          > się więcej denerwować. Większość z nas ma takie same zdanie na temat tego zawod
          > u, oczywiście oprócz samych nauczycieli i ich najbliższych rodzin.

          bo widzisz, sama poniekąd wyjaśniłaś dlaczego większość i ty masz takie zdanie, bo najwyraźniej nie masz pojęcia o czym piszesz, a sami zainteresowani i ich rodziny mają, ja z reguły się nie wypowiadam w temacie, o którym wiem niewiele, czego i tobie życzę :)
          • sittingbull1 mam pojecie wiec sie wypowiem, ok? 14.10.10, 23:42
            moja osobista, ze tak to fajnie ujme, bratowa jest belfrem. Dziewcze niestare- 28 lat, anglistka."Pracuje" w liceum. Cudzyslow wzial sie stad, ze bez niego obrazilbym ciezko pracujacych na chleb w tym kraju. Jak czytam o zasuwajacych w domu w pocie czola belfrach przygotowujacych sie do kolejnych lekcji, sprawdzajacych testy, klasowki i tym podobne pierdy mam doprawdy szczery ubaw po pachy. Niewiele znam osob, ktore maja wiecej czasu wolnego niz ona. Lazi po sklepiszczach, knajpach i fitness clubach a zasuwa tam z kolezankami z pracy(czytaj- rownie jak ona zapracowanymi belframi). No wiec gdzie sa ci meczennicy polskiej oswiaty? Co do niskich zarobkow- gdybym ja spedzal w pracy 18 godzin tygodniowo, tez zarabialbym tyle, co przecietny belfer, jesli nie mniej. Nauczyciele powinni byc zatrudniani na kontraktach, podlegac FAKTYCZNEJ i RZETELNEJ ocenie na podstawie wynikow swojej pracy czyli wiedzy przekazanej uczniom. Jesli po roku nauki, na przyklad angielskiego, 80% uczniow nie potrafi wydukac poprawnie srednio trudnego zdania, znaczy to ni mniej nie wiecej, ze nauczyciel jest zwyczajnie do bani i nalezy go usunac. Co w Polsce, przy istnieniu takiego cuda jak nauczyciel mianowany, graniczy z cudem.
            • winchester2 Re: mam pojecie wiec sie wypowiem, ok? 14.10.10, 23:50
              Mam propozycje - zostan belfrem i miej tak dobrze jak wszyscy beznadziejni , darmozjadczy nauczyciele w Polsce...
              • sittingbull1 winchester, zabrali lopatke i wiaderko? 15.10.10, 00:28
                czy nie dali lizaka? Ale chyba nie padniesz na glebe i nie zaczniesz walic nogami ze zlosci? Nie skorzystam z twojej rady i nie zostane nauczycielem, bo nienawidze jeczec i smecic, jak to ja malo zarabiam a haruje przeciez jak murzynski niewolnik na plantacji bawelny i wlasnie dolozyli mi, dranie, 2(!) godziny wiec chyba sie zajade. Przypominam tylko, ze praca nauczyciela nie jest praca przymusowa. Jesli ktos jest dobrze wyksztalcony i posiada faktyczna wiedze, zawsze moze te szkolna gehenne zamienic na cos innego. Pytanie, dlaczego tak niewielu nauczycieli z tej mozliwosci korzysta.
              • sammler Re: mam pojecie wiec sie wypowiem, ok? 15.10.10, 00:42
                A może nasi nauczyciele-forowicze wypowiedzieliby się w sprawie zasad kontraktowania i okresowej oceny wyników pracy nauczycieli?

                Prawda jest taka, że młodzi nauczyciele są sfrustrowani, bo - jak większość młodych w tym kraju - interesują ich jedynie pieniądze. Co skądinąd samo w sobie nie jest niczym złym. Ale na pewno w pracy nie pomaga.

                Nie znam ani jednego zapracowanego nauczyciela. Swoich pamiętam dobrze. Choć większość (nie wszyscy) próbowali nas rzeczywiście czegoś nauczyć, nie mogę zapomnieć, że po godz. 13.00 w szkole nie było już nikogo poza matematykiem, fizykiem, dyrekcją oraz oczywiście tymi, którzy mieli jeszcze prowadzić zajęcia.

                Moi rodzice mieszkają przez ścianę z małżeństwem nauczycieli. W domu są mniej więcej ok. 13.00-14.00 (często się kłócą, więc nietrudno to stwierdzić). Od czasów mojej podstawówki i liceum nic się więc nie zmieniło, przynajmniej pod tym względem. Tak, wiem, że codziennie sprawdzają jakieś klasówki i pilnie przygotowują się do zajęć (bo przecież programy nauki co roku zmieniają się w 100%, każdego też roku szkolnego dowolny nauczyciel prowadzi zajęcia tylko z jednym rocznikiem uczniów, tak że cały program powtarzają w cyklach n-letnich). No i oczywiście zajmuje im to tyle czasu, że z nawiązką wyczerpują limit godzin pracy.

                Problem polega tylko na tym, że w innych zawodach - umówmy się - specjalistycznych, czyli tych, gdzie trzeba się wykazać pewną wiedzą i umiejętnościami, praca nie jest podzielona na jakieś moduły, roczniki, nie ma opracowanych programów, pomocy naukowych itp. itd. Dziś muszę np. wiedzieć jak wycenić jakiś typ opcji barierowej, a jutro jak przeprowadzić immunizację portfela. I nikt nie daje mi dodatkowego czasu na to, by się do tego dzień wcześniej przygotować. Podobnie jest - jak sądzę - w innych zawodach. Śmiech mnie więc ogarnia - podobnie jak kogoś wyżej - gdy czytam narzekania nauczycieli na swój los.

                Z moich obserwacji i doświadczeń wynika, że nauczyciele to najbardziej, poza pracownikami hipermarketów, sfrustrowana grupa zawodowa w Polsce. Nie byli zbyt dobrzy, by robić coś innego (np. dobrzy matematycy i fizycy, także ci z doktoratami, często pracują w bankach, firmach konsultingowych lub informatycznych), więc uczą. Albo i "uczą". Chyba mało który nauczyciel ma przy tym świadomość tego, że dwója czy trója, którą stawia uczniowi, jest tak samo porażką ucznia, jak i nauczyciela. I ocenia tak samo pracę, zdolności i zaangażowanie tego pierwszego, jak i drugiego.

                Jednego tylko nauczycielom nie zazdroszczę - uczniów. Ale z drugiej strony... Każdy, kto rozpoczyna pracę w tym zawodzie wie, co go czeka. Przymusu bycia nauczycielem nie ma (to odpowiedź do ciebie, winchester2; "argument" tak samo dobry jak twój pt. "zostań belfrem, skoro nam tak dobrze").

                Oczywiście są i nauczyciele prawdziwi, z powołania. I tych szanuję. Choć jest ich zdecydowana mniejszość*. Dlatego uprzejmie proszę, by sfrustrowani trzydziestoletni dali sobie spokój i nie wszczynali tutaj nowej wojny, a pozostali niech mają świadomość, że są ludzie, którzy ich pracę widzą i doceniają.

                S.

                *) Tak to już jest, gdy się komuś daje przywileje. Nawet gdy początkowo się z nich nie korzysta, z czasem zaczynają coraz bardziej kusić i samodyscyplina ulega jakby poluzowaniu... A zły pieniądz, jak wiadomo, wypiera dobry...
                • alia_od_noza Re: mam pojecie wiec sie wypowiem, ok? 15.10.10, 06:53
                  sammler napisał:

                  > A może nasi nauczyciele-forowicze wypowiedzieliby się w sprawie zasad kontrakto
                  > wania i okresowej oceny wyników pracy nauczycieli?

                  Jestem za. Moi uczniowie mają bardzo dobre wyniki matury z języka angielskiego, w ubiegłym roku zdali wszyscy, choć to technikum, 2 godziny języka obcego tygodniowo, a nie we wszystkich gimnazjach jest angielski, więc niektórych uczyłam od podstaw. Bardzo chętnie poddam się ocenie, jeśli tylko nikt nie będzie ode mnie wymagał, żebym tę ocenę przeprowadziła sama w postaci wypełniania 200 różnych ankiet - a na razie w taki właśnie sposób ocenia się pracę szkoły - rękami nauczycieli. Nawet statystyki matur dla organu prowadzącego przygotowuje sama szkoła, bo wielce zapracowani urzędnicy nie mają przecież na to czasu.

                  > Nie znam ani jednego zapracowanego nauczyciela. Swoich pamiętam dobrze. Choć wi
                  > ększość (nie wszyscy) próbowali nas rzeczywiście czegoś nauczyć, nie mogę zapom
                  > nieć, że po godz. 13.00 w szkole nie było już nikogo poza matematykiem, fizykie
                  > m, dyrekcją oraz oczywiście tymi, którzy mieli jeszcze prowadzić zajęcia.

                  W naszej szkole lekcje trwają od 7.10 do 17.10. Szkoła jest popularna, dużo klas, brakuje sal. Uczniowie oczywiście nie siedzą w szkole 11 godzin, natomiast niektórzy nauczyciele tak. W większych miastach nauczycieli niektórych przedmiotów brakuje (języki obce, informatyka, przedmioty zawodowe w technikach) i w efekcie na 71 nauczycieli w naszej szkole 31 pracuje ponad etat. I to sporo ponad etat.

                  > Moi rodzice mieszkają przez ścianę z małżeństwem nauczycieli. W domu są mniej w
                  > ięcej ok. 13.00-14.00 (często się kłócą, więc nietrudno to stwierdzić). Od czas
                  > ów mojej podstawówki i liceum nic się więc nie zmieniło, przynajmniej pod tym w
                  > zględem. Tak, wiem, że codziennie sprawdzają jakieś klasówki i pilnie przygotow
                  > ują się do zajęć (bo przecież programy nauki co roku zmieniają się w 100%, każd
                  > ego też roku szkolnego dowolny nauczyciel prowadzi zajęcia tylko z jednym roczn
                  > ikiem uczniów, tak że cały program powtarzają w cyklach n-letnich). No i oczywi
                  > ście zajmuje im to tyle czasu, że z nawiązką wyczerpują limit godzin pracy.

                  Chciałabym wracać do domu o godzinie 13, ale w poniedziałki często wracam o 19 (rady pedagogiczne, rady szkoleniowe, zebrania, dni otwarte), poza tym normą jest raczej 16. Uczę w sumie 13 różnych grup, z czterech roczników, na 6 różnych poziomach zaawansowania. Co roku produkuję dla każdej z tych grup rozkłady materiału, które następnie drukuję w domu, na własnej drukarce, własnym papierze własnym tuszem.

                  Aha, mieliśmy w szkole młodą koleżankę, nauczycielkę konstrukcji budowlanych. Koleżanka owa była naprawdę świetną nauczycielką, uczniowie ją cenili, mówili, że jest najlepszym nauczycielem tego przedmiotu w całej szkole. Cóż, po dwóch latach koleżanka miała tak serdecznie dosyć tej jakże lekkiej pracy, tych wczesnych powrotów do domu i tych długaśnych wakacji, że poszła do pracy w firmie budowlanej. A my do dziś nie możemy znaleźć równie dobrego nauczyciela.
                  • sammler Re: mam pojecie wiec sie wypowiem, ok? 16.10.10, 02:11
                    Zadam ci tylko jedno pytanie: ile godzin tygodniowo spędzasz w szkole? Oczywiście mam na myśli wyłącznie czas przeznaczony na pracę... Bo z twojej wypowiedzi dowiedziałem się jedynie tego, że w poniedziałek wyszłaś o 19.00.

                    Czy rzeczywiście jest to więcej niż 40 godzin obowiązujące przeciętnego pracownika niebędącego nauczycielem, za który to czas nikt ci nie płaci? Bo chyba wtedy moglibyśmy mówić o dyskryminacji tej grupy zawodowej w porównaniu z innymi, prawda?

                    S.
                    • alia_od_noza Re: mam pojecie wiec sie wypowiem, ok? 16.10.10, 10:20
                      sammler napisał:

                      > Zadam ci tylko jedno pytanie: ile godzin tygodniowo spędzasz w szkole? Oczywiśc
                      > ie mam na myśli wyłącznie czas przeznaczony na pracę... Bo z twojej wypowiedzi
                      > dowiedziałem się jedynie tego, że w poniedziałek wyszłaś o 19.00.
                      >

                      I to jest problem - ja Ci nie potrafię powiedzieć, ile dokładnie godzin spędzam w szkole, bo w każdym tygodniu wygląda to inaczej. Jeśli mam szczęście, to w samym budynku szkoły spędzam 33 godziny tygodniowo (i nie jest prawdą, jak ktoś to napisał, że na przerwach nauczyciele się obijają, mamy dyżury na korytarzach albo na przykład na klatce schodowej, co oznacza, że przez cały dzień na przerwach chodzę po schodach, w górę i w dół, w górę i w dół, w górę i w dół). Ale jeśli mamy radę pedagogiczną, dzień otwarty, szkolenia, to może to być na przykład 42 godziny. W maju, kiedy trwają matury ustne, zdarzały mi się takie dni, że siedziałam na egzaminach od 8.30 do 19.30. Nie zapominajmy też o tym, że wszelkiego rodzaju szkolenia i konferencje dla nauczycieli, przeprowadzanie poza szkołą, na przykład przez OKE czy CODN, z zasady odbywają się popołudniami albo w weekendy.

                      W tej chwili nie jestem wychowawcą, więc mam trochę mniej pracy - ale kiedy byłam wychowawcą klasy maturalnej, musiałam na przykład wypisać ręcznie (bo szkoły nie było stać na drukarkę do świadectw) 22 świadectwa ukończenia szkoły. Zaczęłam je wypisywać miesiąc przed zakończeniem roku szkolnego (oczywiście, bez ocen, ale dane uczniów, lista 33 przedmiotów, jakich uczyli się w ciągu czterech lat technikum, rozpisanie bloków przedmiotowych - to wszystko można było zrobić wcześniej), bo inaczej bym się nie wyrobiła.

                      A w tym roku mam na przykład 80 maturzystów, dla których będzie przeprowadzona matura próbna z języka angielskiego. Jeśli CKE nie raczy jej przygotować, będę musiała skserować arkusze z lat poprzednich (każdy liczy 12 stron) na naszej ledwo rzężącej szkolnej drukarce, modląc się, żeby przypadkiem się nie zacięła w trakcie, a następnie te 80 arkuszy sprawdzić, już w domu.

                      Poza tym podaj mi inny zawód, w którym pracownik materiały potrzebne do pracy kupuje samodzielnie, za własne pieniądze. Papier do ksero muszę kupować sobie sama, szkoła od dawna go nie zapewnia. Markery do białej tablicy kupuję sobie sama. Zestawy podręczników (komplet podręcznik, zeszyt ćwiczeń, podręcznik nauczyciela i zestaw płyt) kupuję sobie sama, bo proces zamawiania przez bibliotekę szkolną jest tak skomplikowany i trwa tak długo, że nie miałabym z czym pracować - a zestaw taki dla trzech poziomów zaawansowania kosztował mnie ostatnio 400 złotych.

                      Aha, oprócz tego jestem tłumaczką i redaktorką, spokojnie mogłabym pracować na wolnym rynku - i może wkrótce się na to zdecyduję, jeśli po przyszłorocznej zmianie dyrektora coś się nie zmieni na lepsze. Ale lubię pracę w szkole, lubię uczyć - i tylko dlatego jeszcze nie odeszłam.
                • tea_fighter Re: mam pojecie wiec sie wypowiem, ok? 15.10.10, 10:04
                  sammler napisał:

                  > Dziś muszę np. wiedzieć jak wycenić jakiś typ opcji
                  > barierowej, a jutro jak przeprowadzić immunizację portfela. I nikt nie daje mi
                  > dodatkowego czasu na to, by się do tego dzień wcześniej przygotować.

                  Weź daj spokój, do tego są gotowe wzory/algorytmy. W dodatku nie wyliczasz tego ręcznie, tylko dajesz input dla programu komputerowego, który zrobi to sprawniej/szybciej.

                  Co do nauczycieli, to znam dobrych i złych, tak samo jak informatyków, lekarzy albo bankowców. Ogólnie jednak - nie zazdroszcze im pracy, 4 -5 godzin dziennie z dzieciakim wgimnazjum, przez 10 lat może zrujnować psychikę.
                  Gdyby ich nie było, to skąd byś miał podstawy teoretyczne, żeby później zrozumieć ide związane np. z inżynierią finansową?
                  Albo gdyby nie oni, to byłbyś wysoko wyspecjalizowanym gamoniem, który nie rozumie świata dookoła siebie, nie zna hisorii, geografii, a z książek to tylko "Kontrkaty terminowe" Hulla, albo php/mysql w pdfie.
                  • sammler Re: mam pojecie wiec sie wypowiem, ok? 16.10.10, 02:14
                    Widzę, że bladego pojęcia nie masz na czym polega praca człowieka zajmującego się zarządzaniem ryzykiem.

                    Ale takiego prawdziwego zarządzającego, nie kogoś, kto w Polsce siedzi i wypełnia arkusze Excelowe.

                    A programy, owszem, piszę sobie sam... Nie wyobrażam sobie bez tego pracy... Tego też niestety nikt za mnie nie zrobi...

                    S.
                • ksaniak Re: mam pojecie wiec sie wypowiem, ok? 15.10.10, 10:41
                  Problem ze szkolnictwem jest taki, że nie ma konkurencji.

                  Czy jesteś dobrym nauczycielem, czy złym płacą Ci tyle samo. Choćbyś miał super indywidualne podejście do każdego z uczniów to i tak nie zarobisz więcej, niż ten co ocenia.

                  Nauczyciel nie ma też żadnego szacunku w społeczeństwie i ogólnie uważany jest przez wszystkich za darmozjada.

                  Dzień nauczyciela jest dla prawdziwych nauczycieli - takich co chcą czegoś nauczyć (chociaż przeszkadza im się jak może narzucając głupawy program, który wymyślają mądrzy rządzący, tworząc durne, nic nie uczące podręczniki i durne zasady). Tacy nauczyciele istnieją i może czasem narzekają, ale generalnie chodzą do szkoły z przyjemnością. Bo lubią uczyć.

                  BTW. Porównajcie ceny szkoleń z "zarządzania czasem" i angielskiego, matematyki czy fizyki. Te szkolenia to często jedno wielkie nic! Żadnej wartości. Nie dziwie się więc, że nauczyciele czasem ponarzekają. Rozwiązanie jest jedno - wprowadzić konkurencję i zlikwidować konieczność chodzenia do szkoły. Z niewolnika nie ma pracownika - jak ktoś się nie chce uczyć, rodzicom nie zależy by się uczył to i tak się nic nie nauczy.
                  • sammler Re: mam pojecie wiec sie wypowiem, ok? 16.10.10, 03:16
                    Widzisz, ja akurat nie uważam wszystkich nauczycieli za darmozjadów. Wręcz przeciwnie. Uważam, że mają bardzo odpowiedzialne zadania.

                    Wyżej napisałem tylko to, co obserwuję w praktyce. Ciągle i zewsząd słyszę narzekania tej grupy zawodowej. No i jeszcze kasjerek z supermarketów (które zresztą też szanuję, staram się być dla nich miły i zawsze się uśmiechnąć). Gdziekolwiek pojawia się w internecie artykuł na temat nauczycieli, momentalnie pojawiają się pod nim wpisy sfrustrowanych ludzi narzekających na swój los. Tylko że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej...

                    Za punkt wyjścia przyjąć trzeba hmm... niech będzie aksjomat (w rozumieniu Euklidesowym), że żyjemy w gospodarce rynkowej, gdzie nie ma przymusu pracy w określonym sektorze (nie ma nawet w ogóle przymusu pracy). Jeżeli ktoś wybiera pracę w szkolnictwie (a jest to sektor budżetowy, świadczenie usług nierynkowych), to musi się liczyć z wszystkimi tego konsekwencjami, także negatywnymi - czytaj: z niską płacą. Masz rację, że w tej branży nie ma konkurencji, ale jej nigdy tak naprawdę nie będzie, ponieważ - jak napisałem - szkoły publiczne nie świadczą usług rynkowych, które taką konkurencję by wymuszały. Szkolnictwo prywatne stanowi tylko ułamek systemu szkolnictwa w Polsce i nigdy nie będzie przyczynkiem do wprowadzenia konkurencji w szkołach publicznych. Owszem, być może kolejny minister edukacji, który będzie chciał się czymś zapisać na kartach historii, wprowadzi jakąś namiastkę prawdziwej konkurencji w systemie, ale będzie to rzecz sztucznie wymuszona, a więc tak się będzie miała do konkurencji rynkowej, jak się ma "sprawiedliwość społeczna" do sprawiedliwości.

                    Przyjmijmy również drugi aksjomat: nie wystarczy skończyć studia kierunkowe (np. matematykę czy fizykę) by być dobrym nauczycielem. Tymczasem większość ludzi (jak sądzę - sam przecież studiowałem i wiem, jak niektórzy podejmują decyzję o wyborze drogi życiowej) trafia tam z przypadku lub przymusu. Sam pochodzę z małego miasteczka, gdzie jest to aż za dobrze widoczne. Ok. 15 moich kolegów (i koleżanek) jeszcze z czasów liceum zostało nauczycielami w miejscowych szkołach. Choć nigdy wcześniej się na ten temat nie zająknęli! Do zawodu trafiają więc ludzie, którym wydaje się, że wystarczy umieć rozwiązać jakieś sztucznie skomplikowane równanie n-tego stopnia (która to znajomość w życiu nie przyda się 99% ich uczniów) i już można zostać nauczycielem matematyki. I stawiać dwóje z uśmiechem na ustach każdemu, kto tego zrobić nie potrafi. Mało kto zdaje sobie sprawę, że umiejętność przekazywania wiedzy to coś zupełnie innego od jej posiadania.

                    Aksjomat trzeci: jakość kształcenia w Polsce ogólnie leży. Także na studiach. I studia przygotowujące do zawodu nauczyciela wcale nie są tu wyjątkiem. Nauczyciele po prostu są źle wykształceni. I to jest niestety prawda. Nie jestem matematykiem, ale gdy słyszę o bzdurach, które wygadują nauczyciele matematyki, włos się jeży na głowie. Co więcej, niewielu z własnej woli się w późniejszym czasie dokształca. Wyjątkiem są ci, których dana dziedzina akurat pasjonuje.

                    Hipoteza pierwsza (i ostatnia): większość nauczycieli jednak nie spędza aż tak dużo czasu na przygotowaniu zajęć, skoro są one po prostu nudne i zawsze przebiegają według utartego schematu. Nauczyciel przychodzi, sprawdza obecność, wywołuje do odpowiedzi z groźną miną (bo jakoś inaczej nie potrafi zyskać sobie autorytetu), prowadzi zajęcia tak samo, jak robił to rok i dziesięć lat temu, zadaje pracę domową. Ci, którzy rzeczywiście chcą zrobić coś innowacyjnego prawdopodobnie stanowią mniejszość. I ich wypowiedzi tu na forum naprawdę niczego nie dowodzą i obrazu przeciętnego nauczyciela nie zmienią.

                    Aksjomat piąty: organizacja polskiego szkolnictwa jest tragiczna. Zgadzam się. Tylko że to nie daje nikomu podstaw do jakichś szczególnych narzekań. Vide aksjomat pierwszy.

                    Aksjomat szósty: efekty pracy nauczycieli są marne (nie mogą być inne, wziąwszy pod uwagę to wszystko, co napisałem wyżej). To nie są tylko puste słowa. Kandydaci na studia mają praktycznie zerową wiedzę (wiem to dobrze z racji moich związków z ludźmi nauki). Pierwszy lepszy człowiek zapytany na ulicy o jakiś fakt z historii Polski czy kultury będzie miał problem z wydukaniem poprawnej odpowiedzi. Pisząc o efektach mam na myśli nie tylko przekazaną wiedzę, ale także m.in. zaszczepioną ciekawość świata, kształcenia się, rozwijania swoich zainteresowań itp. itd. W końcu - o ile mnie pamięć nie zawodzi - polska szkoła nie tylko uczy, ale i wychowuje. Owszem, to po części wina również samych uczniów (później: dorosłych ludzi), ale jeśli od najmłodszych lat nie wyrobi się w nich pewnych nawyków (albo co gorsza, srogą miną i nieustanną groźbą dwój zniechęci się całkowicie do zdobywania wiedzy), trudno później żądać efektów.

                    Aksjomat siódmy: wszędzie poza szkolnictwem jest trudniej. Wahałem się, czy napisać "gorzej", ale nie zdecydowałem się na to. Bo to odczucie subiektywne (patrz aksjomat pierwszy). Jest trudniej. Nie chodzi tu o to, przy próbować się przekonywać, komu jest trudniej i czyja racja jest "najczyjsza". Napisałem czym ja się (między innymi) zajmuję po to, by uświadomić co poniektórym, że naprawdę są w luksusowej sytuacji w porównaniu do innych zawodów "specjalistycznych". Wy - nauczyciele - macie gotowe rozwiązania, pomoce naukowe, szablony lekcji, opracowania itp. itd. Inni tego nie mają. Wykonują dużo bardziej twórczą pracę. Większość nauczycieli też by mogła, ale idzie po linii najmniejszego oporu. Od osób takich jak ja wymaga się znajomości nie tylko kompleksowych zagadnień z danej dziedziny, ale również m.in. umiejętności programowania, pisania skryptów bazodanowych, znajomości języków obcych oraz... umiejętności wykorzystania tego z pożytkiem dla kogoś, kto z owoców mojej pracy korzysta. I za to mi właśnie płacą. To ostatnie jest chyba najważniejsze. Przeciętny nauczyciel zna się wyłącznie jako tako na swojej dziedzinie i to tylko w zakresie takim, jakiego wymaga program nauczania (nie słyszałem np. o nauczycielach, którzy byliby w stanie skomentować przyznanie nagrody Nobla, medalu Fieldsa itp. nagrody w dziedzinie im pokrewnej; a nie powinno to stanowić problemu dla żadnego człowieka, który naprawdę interesują się daną dziedziną i śledzi postępy, jakie się w niej dokonują).

                    Każdy nauczyciel naprawdę w każdej chwili może porzucić zawód i próbować swoich sił na wolnym rynku. Jeżeli jest dobry, nie będzie miał z tym żadnych problemów. Tylko ja cały czas się zastanawiam, dlaczego mimo tych wszystkich wad pracy w tym zawodzie, nauczyciele nadal stanowią bodaj najliczniejszą grupę zawodową w Polsce. I dlaczego Polska nie jest gigantem innowacyjności, z wykształconym, światłym społeczeństwem, skoro większość naszych nauczycieli to tacy profesjonaliści.

                    Na koniec (bo już więcej pisać mi się nie chce) powtórzę, iż mam świadomość, że nie wszyscy nauczyciele są źli. Są również tacy, dla których wybór tego zawodu nie był życiową koniecznością lecz pragnieniem. I ci w tym zawodzie się odnajdują i spełniają. I świetnie. Nie o nich wyżej pisałem.

                    S.
                    • tea_fighter Re: mam pojecie wiec sie wypowiem, ok? 17.10.10, 00:34
                      No nie :-)
                      To chyba najdłuższy post na forum od czasów jego powstania ;-)
                      Czy pisałeś go z pracy?
                      W takim razie nie powinieneś narzekać na innych, że się nie przepracowują.


                      sammler napisał:

                      > Widzisz, ja akurat nie uważam wszystkich nauczycieli za darmozjadów. Wręcz prze
                      m. I ci w tym zawodzie się odnajd
                      :
                      <wycinam 1000 linijek tekstu ;-) >
                      :
                      > ują i spełniają. I świetnie. Nie o nich wyżej pisałem.
                      >

            • milu100 Re: mam pojecie wiec sie wypowiem, ok? 14.10.10, 23:52
              sittingbull1 napisał:

              > moja osobista, ze tak to fajnie ujme, bratowa jest belfrem. Dziewcze niestare-
              > 28 lat, anglistka.

              no proszę cię, w każdej firmie/instytucji sa różne stanowiska pracy, nie można do jednego worka wrzucać wuefisty, anglistki, matematyka czy informatyka

              jak w samym artykule jest już powiedziane, angliści mają podręczniki według których prowadzą lekcje + płyty z dialogami i filmami, nic innego nie musza robić, zresztą na kursach angielskiego jest identycznie, praca jako anglista to chyba najłatwiejsza fucha w szkole, już nawet wuefista musi jeździć na różne zawody i przygotowywać uczniów, informatyk często oprócz zajęć ma jeszcze w niepisanych obowiązkach opiekę na strona www szkoły, nad siecią szkolną i komputerami administracji (oczywiście robi to w czynie społecznym)
            • tea_fighter Re: mam pojecie wiec sie wypowiem, ok? 15.10.10, 09:47
              Ej jak jest tak fajnie, to zostań nauczycielem :-). (zamiast się użalać na forach jak to inni mają dobrze :-) ).
        • prenatka Re: jaki jest zawód nauczyciela każdy wie 15.10.10, 07:14
          W Polsce zawsze większość ma swoje zdanie, nawet wtedy, gdy o temacie, co do którego zdanie ma wyrobione, nie ma najmniejszego, nawet zielonego, pojęcia:)
    • jotembi szczerze...? 14.10.10, 21:29
      nie przepadam, nie mam szczególnych podstawy by cenić, ale też nie zazdroszczę
      ani długich wakacji, ani krótkich godzin pracy
      skądinąd nie współczuję niskich zarobków - natomiast kontaktu z dzisiejszymi dziećmi - a jakże

      w moim życiu nauczyciele nie odegrali jakiejś szczególnej roli, choć szkoła sama w sobie była zacna - warszawski Reytan
      ale pewnie miałam pecha, bo ci starzy i owiani legendą dla mnie byli już trochę za starzy, a tych młodych praktycznie jeszcze nie było
      skądinąd większość wiedzy - takiej, która przydaje mi się do dziś - zdobyłam albo w domu, albo sama jeśli coś mnie szczególnie zainteresowało... cóż, dom był nietypowy bo wybitnie stymulujący intelektualnie i chwała mu za to

      natomiast nauczyciele, z którymi chcąc nie chcąc stykałam się podczas edukacji mojego dziecka, to była niestety - z jednym chwalebnym wyjątkiem - smutna pomyłka

      więc powtarzam coś co kiedyś napisałam tu na forum przy okazji dyskusji nad reportażem o młodych nauczycielach - do tego zawodu zdecydowanie potrzebne jest to dobre staroświeckie powołanie
      bez powołania wychodzi z tego tragedia

      a że dzieci jakby coraz wredniejsze to zupełnie inna sprawa
    • ja.ja222 Nauczyciel pod lupą 14.10.10, 22:49
      Czy dzisiejszy dzień w którym nie odbywały sie lekcje w szkołach jest dla nauczycieli płatny? Mam w rodzinie nauczycieli i znam ich podejście do tego co robią. Głównie myslą o pieniądzach ( no cóż jak kazdy inny ). Na przygotowywanie się do lekcji w domu czasu nie mają gdyż pochłania ich życie towarzyskie i rodzinne ( jak większośc ludzi ), uczniowie to dla nich coś co muszą tolerować a najlepiej gdyby ich nie było oraz aby zmniejszono im ilośc godzin pracy a zwiekszono ilośc dni wolnych. W dodatku większośc z nich nie jest przygotowana do zawodu, nikły brak wiadomości, podejścia pedagogicznego, wzajemne swary itd.
      • winchester2 Re: Nauczyciel pod lupą 14.10.10, 23:34
        Dzisiejszy dzien byl dzniem pracujacym a jedynie wolnym od zajec dydaktycznych (a to nierozpoznawalna dal wielu roznica) ja w kazdym badz razie w swojej szkole pracowalem. ...i tak, byl dniem platnym, tak samo jak dzien w ktorym wedlug planu mialem 3 h do odpracowania a pracowalem w sumie 15 (12 h nieplatnych bo skoro jestem wychowawca to musze klasa sie opiekowac na wycieczce i koniec, a nadgodziny za takie cos sie nie licza)... Ps. ile czasu zajmuje Pan i/u picie kawy w pracy? I placa Pan i/u za to? ...oj, nie ladnie...
        • milu100 Re: Nauczyciel pod lupą 14.10.10, 23:47
          winchester2 napisał:

          > Dzisiejszy dzien byl dzniem pracujacym a jedynie wolnym od zajec dydaktycznych
          > (a to nierozpoznawalna dal wielu roznica)

          dokładnie, większość myśli, że nauczyciel pracuje tylko wtedy gdy ich dziecko jest w szkole
        • sittingbull1 twoj post to obraz oswiaty, winchester 15.10.10, 00:43
          jestes belfrem, winchester, a nie wiesz, ze "nieladnie" piszemy lacznie. I to jest dopiero problem. Dlatego mam powazne watpliwosci, czy kasa z moich podatkow powinna isc na twoja wyplate.
        • zgryzliwy1 nauczyciel ??? 15.10.10, 01:28
          winchester2 napisał:

          > Dzisiejszy dzien byl dzniem pracujacym a jedynie wolnym od zajec dydaktycznych
          > (a to nierozpoznawalna dal wielu roznica) ja w kazdym badz razie w swojej szkol
          > e pracowalem. ...i tak, byl dniem platnym, tak samo jak dzien w ktorym wedlug p
          > lanu mialem 3 h do odpracowania a pracowalem w sumie 15 (12 h nieplatnych bo s
          > koro jestem wychowawca to musze klasa sie opiekowac na wycieczce i koniec, a na
          > dgodziny za takie cos sie nie licza)... Ps. ile czasu zajmuje Pan i/u picie kaw
          > y w pracy? I placa Pan i/u za to? ...oj, nie ladnie...

          Dlugasne to zdanie, no i ta interpunkcja !!!
          • katamarana Re: nauczyciel ??? 15.10.10, 07:37
            Co do wczorajszego dnia - był płatny, ale... Kilku nauczycieli już od co najmniej dwóch tygodni przygotowywało z uczniami uroczystą akademię. Oczywiście po lekcjach. Ostatnia próba rozpoczęła się o 7.30. Potem akademia dla wszystkich i zarządzone przez dyrekcję siedzenie z uczniami do 11.00.
            Co do pracy nauczycieli. Wszyscy wypowiadający się mają i nie mają racji. Pensum to 18 godzin, ale wielu nauczycieli ma ich więcej. Poza tym dochodzą okienka: 2-3 w tygodniu oraz w tym roku już 2 godziny dodatkowe. Raz w miesiącu jest zebranie dla rodziców - po południu; może trwać godzinę, a może i cztery! Obowiązkowe rady pedagogiczne, również szkoleniowe (te czasem są całodzienne lub weekendowe). Od czasu do czasu wycieczka 1-2- dniowa lub zielona szkoła (nawet 5 dni). I nie jest to bynajmniej odpoczynek dla nauczyciela. Proszę wziąć 24-godzinną odpowiedzialność za dziecko! Czasem trzeba pojechać z uczniem na zawody, na konkurs, a czasem zwyczajnie pogadać po lekcjach. Ile to wszystko razem zajmuje - trudno powiedzieć... Pewnie jednym więcej, innym mniej. Przygotowywanie się do lekcji. Nie twierdzę, że doświadczony nauczyciel poświęca na to godziny dziennie, ale... Zmienia się program i podręczniki. I dochodzą sprawdziany, kartkówki... Polonista ma tego naprawdę dużo, ale z kolei chemik lub fizyk w gimnazjum ma kilkanaście klas i w każdej musi zrobić w semestrze co najmniej dwa sprawdziany. Najpierw przygotować, a potem sprawdzić - porządnie, obiektywnie, bo uczniowie świetnie wychwytują wszelkie pomyłki. Dochodzą kartkówki, sprawdzanie zeszytów, zeszytów ćwiczeń, referatów, w których lubują się uczniowie (szczególnie pod koniec roku) i poprawek tych sprawdzianów i kartkówek, bo przecież uczeń ma prawo poprawić ocenę. Dzień pracy. Podczas lekcji naprawdę nie ma czasu na odpoczynek. Trzeba mieć napiętą uwagę, kontrolować zachowanie (to najtrudniejsze) i pracę czasem ponad 30 uczniów! Nikt nie chce przecież skończyć z koszem na głowie. A przy tym należy powściągać złe emocje: nie obrażać (nawet jeśli się zostało obrażonym), nie wartościować, nie krzyczeć itd. itp. Podczas lekcji nauczyciel stoi, chodzi po klasie, pokazuje coś na mapie, pisze na tablicy. Po 4-5 godzinach naprawdę bolą nogi! Potem jest przerwa: dyżur na korytarzu, czasem kserowanie sprawdzianów, czasem załatwianie czegoś w sekretariacie, czasem rozmowa z rodzicem, który nie mógł przyjść w czasie zebrania, czasem pośpieszna kawa i ploteczki w pokoju nauczycielskim... Długie wakacje - to prawda i duży plus tego zawodu! Szczególnie gdy ma się małe dzieci lub... lubi podróże. Stosunkowo wczesne kończenie pracy - kolejny plus; w końcu sprawdziany można sprawdzić wieczorem lub w weekend. Inne plusy: praca konkretna, użyteczna, kontakt z młodzieżą, która jak każda grupa społeczna jest i dobra i zła. Dzień mija szybko.
            I na koniec apel do forumowiczów: nauczyciele są i dobrzy i źli, jak lekarze, kierowcy autobusów czy ekspedientki w sklepie z obuwiem, ale czy to co teraz robicie, czym teraz jesteście, ile teraz zarabiacie zawdzięczacie tylko sobie samym???
      • franekkcn Re: Nauczyciel pod lupą 29.05.11, 12:15
        I niestety duża część nauczycieli tak ma, płace w publicznych szkołach nie są duże ale też stosunek do pracy też zdarza się że kuleje i to mocno. Widzę to dobrze na przykładzie angielskiego i tego jak nauczyciele uczą... a uczą raczej średnio bądź wcale co widać po ilość uczniów chodzących do szkół angielskiego i na korki.
    • chartis Nauczyciel pod lupą 15.10.10, 09:28
      Nauczyciele mają te swoje "dodatkowe godziny pracy" poza szkołą, a dlaczego tego nie zrobią w szkole np. w czasie okienek? Bo sobie pogaduchy urządzają. Że nauczyciel musi sprawdzać po zajęciach klasówki - a w biurze to może ludzie nie siedzą po godzinach? Że się dokształcać (w sumie nie wiem po co skoro rąbią to samo przez długie lata, może początkujący nauczyciel musi się dokształcić tego czego na studiach się nie nauczył ale podejrzewam, że po kilku latach nawet największy tępak ogarnie to co powinien). Dodatkowo jak nauczycielowi wypada godzina wolna to idzie do domu, jak w biurze nie ma pracy to pracownik musi siedzieć. Nauczyciel nie musi liczyć się z ludźmi, bo w końcu na lekcji tylko on rządzi, a jak już jakiś rodzic przyjdzie z pretensją to panika i nie wie co począć. Po prostu nauczyciele to rozwydrzona grupa zawodowa, która posiadając dużo czasu może sobie takie pierdoły wypisywać o tym że niby tacy zarobieni są. Jak to czytam to mi się nasuwa wierszyk Brzechwy "Na tapczanie siedzi leń..." który następnie wylicza jaki to zarobiony jest.
      • mel_mel_4 Re: Nauczyciel pod lupą 23.10.10, 16:15
        Nauczyciele mają te swoje "dodatkowe godziny pracy" poza szkołą, a dlaczego teg
        > o nie zrobią w szkole np. w czasie okienek? Bo sobie pogaduchy urządzają.

        Wiesz co? Postój sobie z 6 godzin pod tablica i przeprowadź te 6 lekcji, już nie mówię 8, bo też mam dni z ośmioma lekcjami i zobaczymy do czego będziesz zdatny umysłowo. Ja juz po 6-ciu lekcjach jestem umysłowo dętka. Non stop mózg pracuje na pełnych obrotach, musisz jeszcze umieć utrzymać dyscyplinę na lekcji, to bywa ciężkie i po 6-ciu przeciętnych godzinach takiego czegoś człowiek musi odpocząć, bo nie jest w stanie sprawdzać żadnych klasówek. A jak mam okienko to się cieszę, bo mam czas się spokojnie wysikać. Normalnie w czasie przerw to mam dyżur ( 3 dni w tygodniu), a nawet jak dyżuru nie mam, to ciągle stoi do mnie kolejka uczniów,a to przyjdzie rodzic, a to trzeba dziecko wpisać do księgi wyjść no i na każdej przerwie trzeba lecieć w drugi koniec szkoły po dziennik jeszcze.Mam dwa dni po 7 lekcji, bez okienka, to w te dni często sikam dopiero ok. 14.30, bo w te dni kiedy mamy dużo lekcji, to najczęściej mamy dyżury na korytarzu. A jak coś się stanie na korytarzu, a mnie nie ma, to odpowiadam za to z kodeksu karnego normalnie.
        Wiesz, ja myślę, że gdybyś miała stanąć przed grupa 30 uczniów, w takim np. gimnazjum, gdzie polowa to patologia albo w takiej samochodówce, gdzie połowa to jest pod nadzorem sądu z wyrokami, to odechciałoby ci się po 10 minutach.
    • stwarszypan66 Nauczyciel pod lupą 15.10.10, 09:54
      draznia mnie powtarzane obiegowe opinie w kazdej dziedzinie, a szczegolnie dotyczace malych zarobkow nauczycieli. uwazam, ze za to ile pracuja i jak pracuja zarabiaja bardzo dobrze.ale po kolei: nauczyciel pracuje 18 godzin tygodniowo, ale sa to tzw godziny lekcyjne czyli 45 min. a wiec pracuje nie 18 a 13,5 godziny. ze szkoly wychodzi o 12-ej (o 14-ej jesli zjada w niej obiad za pol darmo). takie rzeczy jak zadania administracyjne czy sprawdzanie zeszytow lub klasowek odbywa sie przewaznie w trakcie lekcji w innej klasie, a zdarza sie ze robia to wlasnie uczniowie tej klasy. kola zainteresowan, konsultacje, dyzury w swietlicy sa dodatkowo platne, nie przesadzajmy tez z tym przygotowaniem do lekcji, bo czesto nauczyciel dopiero od uczniow dowiaduje sie co robili ostatnio i na poczekaniu wymysla temat nowej lekcji. a trzeba jeszcze dodac 3 miesiace platnego urlopu i szereg przywilejow w tym emerytury jak sluzby mundurowe ktore gwarantuje im karta nauczyciela. dlatego jak slysze ciagle narzekania bez sprawdzenia faktow to sie buntuje.
      • ksaniak Re: Nauczyciel pod lupą 15.10.10, 10:54
        Sam sprawdź fakty bo głupoty piszesz.

        W przerwac też nauczyciel pracuje - pilnuje porządku na korytarzu, a jak go tam nie ma i uczeń złamie nogę to idzie do więzienia.
      • katamarana Re: Nauczyciel pod lupą 17.10.10, 18:10
        Dawno nie czytałam takich bzdur!
      • mel_mel_4 Re: Nauczyciel pod lupą 23.10.10, 16:20
        stwarszypan66 napisała:

        > draznia mnie powtarzane obiegowe opinie w kazdej dziedzinie, a szczegolnie doty
        > czace malych zarobkow nauczycieli. uwazam, ze za to ile pracuja i jak pracuja z
        > arabiaja bardzo dobrze.ale po kolei: nauczyciel pracuje 18 godzin tygodniowo, a
        > le sa to tzw godziny lekcyjne czyli 45 min. a wiec pracuje nie 18 a 13,5 godzin
        > y. ze szkoly wychodzi o 12-ej (o 14-ej jesli zjada w niej obiad za pol darmo).
        > takie rzeczy jak zadania administracyjne czy sprawdzanie zeszytow lub klasowek
        > odbywa sie przewaznie w trakcie lekcji w innej klasie, a zdarza sie ze robia to
        > wlasnie uczniowie tej klasy. kola zainteresowan, konsultacje, dyzury w swietli
        > cy sa dodatkowo platne, nie przesadzajmy tez z tym przygotowaniem do lekcji, bo
        > czesto nauczyciel dopiero od uczniow dowiaduje sie co robili ostatnio i na poc
        > zekaniu wymysla temat nowej lekcji.


        Najgorzej to jak się wypowiada o tym zawodzie ktoś, kto bywa w szkole pewnie dwa razy do roku na wywiadówce swoich dzieci o godz. 17 po południu albo nawet na to nie ma czasu.Przerwa miedzy lekcjami nie jest dla nauczyciela przerwa od pracy.W przerwie nauczyciel dyżuruje i nie może wyjść na siku, bo odpowiada karnie jak coś się stanie na przerwie uczniowi. Skandaliczne jest to, ze ktos wypisuje tak chore rzeczy. To tak jak ja bym pisała o pracy lekarza, ze jakim problemem jest kroić ludzi. Przecież to się tak kroi jak chleb czy ogórka.
    • ankabezjanka Nauczyciel pod lupą 15.10.10, 23:29
      Możliwe, że się narażę lub będę podejrzewana o nieszczerość, ale mimo to, na zasadzie puknij w stół... Od razu zaznaczę, że jestem starym belfrem, w klasach I-III (ale nie tylko, rzecz jasna, dziś każdy jest wielostronnie wykształcony, i nie jest to żadne bałwochwalstwo, a fakt).
      Jaki jest obecnie n - l? Zmęczony, rzeczywiście sfrustrowany i znerwicowany, zapracowany, oczywiście, zarzucony papieromanią. Mało zarabiający. Narzekalski.
      Tak naprawdę jednak, jakim jest n-lem, głównie zależy od tego, czy lubi swoją pracę. Jeśli nie - to patrz powyżej, jeśli zaś kocha swój zawód (lub chociaż go lubi), to zasuwa i aż tak nie narzeka. Coraz mniej n-li lubi swoją pracę. Szkoda, mimo, że trudna, praca z dziećmi jest naprawdę piękna. Ja odbieram ją jako dar. Mam to w życiu robić. I muszę robić to dobrze. Pozdrawiam wszystkich.
      • sammler Re: Nauczyciel pod lupą 16.10.10, 03:33
        Zgadzam się z Tobą w pełni. Fajnie, że to napisałaś (jako nauczyciel) :)

        Na swojej drodze spotkałem wielu nauczycieli, ale tylko o trzech mogę do dziś mówić, że byli to nauczyciele z powołania: polonistka w szkole podstawowej (specjalnie po to, by doprowadzić nasz rocznik do końca nauki zrezygnowała z przejścia na emeryturę w normalnym trybie), matematyk w liceum (który nawet na tzw. zielonej szkole, na Połoninie Caryńskiej zorganizował nam wykład na temat całek - w liceum! - po powrocie do szkoły temat kontynuowaliśmy, dzięki niemu cały pierwszy rok studiów z analizy matematycznej i algebry zaliczyłem bez najmniejszych problemów - nie tyle dlatego, że wszystko już wiedziałem (oczywiście tak nie było), ile dlatego, że on tak umiejętnie porcjował nam wiedzę i przekazywał ją w taki sposób, że miałem na tyle wyrobioną intuicję matematyczną, iż byłem w stanie zrozumieć wszystko, co wykładowca mówił, a co było dla mnie formalnie nowością) oraz nauczycielka historii, także z liceum (uczyła nas myśleć i wiązać fakty z historii ze współczesnością; nie sprawdzała naszej znajomości dat, ale uczyła nas związków przyczynowo-skutkowych między zdarzeniami, które w historii miały miejsce; w ogóle bardzo mądra i skromna kobieta).

        Dlaczego tylko o trzech? Na co najmniej 30-40, z którymi z pewnością się zetknąłem osobiście w ciągu tych 12 lat nauki w szkołach?

        Pozdrawiam :)

        S.
    • amazing.2 Nauczyciel pod lupą 18.10.10, 15:26
      Nauczyciele powinni się szkolić by zapobiec przestarzałemu systemowi szkolnemu.
      Zapewne nie byłoby tego problemu gdyby szkolnictwo zainwestowało w douczanie nauczycieli.
      Człowiek wykonujący wciąż te same czynności stoi w miejscu.
    • haniakora Re: Nauczyciel pod lupą 19.10.10, 18:55
      Pracuję w zawodzie nauczyciela 17 lat. Nie wiem, czy mam powołanie, ale staram się dobrze wykonywać swoją pracę. Praca ta jest specyficzna, po 5 godzinach lekcyjnych wychodzę ze szkoły bardzo zmęczona. Wracam do domu , odpoczywam i wieczorem wracam do pracy: sprawdzam kartkówki, ćwiczenia, zeszyty. Domownicy i sąsiedzi już śpią. Marzy mi się sytuacja, gdzie w pracy mam stworzone takie warunki, bym mogła tę pracę wykonać na miejscu po swoich 5 godzinach dydaktycznych.

      Jak w każdym zakładzie pracy, pracują tu różni ludzie. Praca jest odpowiedzialna i nie przyjdą do niej najlepsi studenci, bo są za mądrzy, by pracować za tak małe pieniądze i tak żle być postrzegani przez społeczeństwo. Coś trzeba z tym zrobić, by ich przyciągnąć, wiemy co, a wtedy możemy wymagać. Nauczyciele narzekają i siedzą w tej pracy, bo są właśnie taką grupą społeczną. Żeby mieć lepszą grupę, trzeba lepiej płacić. Można też nas zwolnić, ale czy przyjdą w nasze miejsce lepsi? Chyba nie. Chyba, że uczelnie będą przygotowywały nas do zawodu.
      • mist3 Re: Nauczyciel pod lupą 19.10.10, 20:56
        Jestem anglistką w szkole ponadgimnazjalnej i jak już ktoś napisał - 'nic nie robię'. To nicnierobienie polega na tym że ciągle sprawdzam kartkówki, sprawdziany (ułożone przez siebie, bo te które są do mojego podręcznika są dla moich uczniów za trudne), poprawiam też wypracowania (uczniowie przygotowujący się do matury - w lo i technikum - od drugiej klasy po każdym dziale piszą wypracowania), układam dodatkowe ćwiczenia słownikowe i gramatyczne - oczywiście mogłabym skorzystać tylko z tych podanych w książce i ćwiczeniach, z których uczę, ale uczę niestety bardzo słabą młodzież ze specyficznych środowisk i muszę przygotować mnóstwo dodatkowych ćwiczeń, żeby zrozumieli i przećwiczyli niektóre zagadnienia. Przy 2 godzinach na tydzień mam ok 15 ocen w semestrze, przy 5 (maksimum w naszej szkole) - ponad 20. Wszystkie te sprawdziany, kartkówki, dodatkowe ćwiczenia przygotowuję w domu na swoim laptopie, na swojej drukarce. Pod koniec roku kalendarzowego kseruję je za swoje pieniądze.
        Dlaczego, jak ktoś był uprzejmy zapytać, sprawdzianów nie układam i nie poprawiam w szkole? W szkole w pokoju nauczycielskim dzielę krzesło na pół z koleżanką (ulubiony dzień - kiedy ona ma dyżur, mam całe krzesło dla siebie), nie mam miejsca na książki, nie mam dostępu do internetu. O miejscu na położenie swojego laptopa, czy rozłożenie zeszytów nawet nie wspomnę. O dostępie do internetu czy drukarki nawet nie śmiem marzyć... Mogę spędzać 8 godzin w szkole jak każdy urzędnik, jeśli będę miała chociaż swoje biurko.... Znowu o swojej własnej klasie nie śmiem marzyć... Mogę spędzać 8 godzin w pracy, jeśli nie będę musiała przeprowadzać wywiadówek na zakupach, na basenie (tak, taki ze mnie burżuj, że chodzę raz na tydzień na basen...), na spacerze - kiedy to rodzice uważają za stosowne pytać mnie o swoje pociechy, nie zważając na to że mam weekend.
        Nie uważam się za nauczyciela idealnego, znam wielu gorszych (również w mojej pracy, niestety). Chciałam jednak rozwiać mit, że KN zapewnia dobre życie jedynie tym miernotom, które są - jak w każdym zawodzie (choć w naszym na pewno bardziej je widać). Otóż te miernoty dlatego są miernotami, dlatego nie muszą się starać i wysilać, ponieważ mają potężne plecy - córka burmistrza, żona radnego, szwagier starosty może sobie olewać pracę nauczyciela (jak również urzędnika, woźnego, sprzątaczki) ponieważ wie, że Karta, nie Karta i tak go nie zwolni.... Tak więc KN chroni raczej nauczycieli wybitnych (których często się tępi, jako że mają czelność wymagać od siebie i innych), a nie tych którzy mają wszystko w d... Ci, którzy nie lubią swojej pracy mogą jej nie lubić i dawać wszystkim to odczuć, ponieważ są chronieni przez 'krewnych i znajomych królika.'
        • mel_mel_4 Re: Nauczyciel pod lupą 23.10.10, 16:54
          U nas internet jest... dostępny na 4 komputerach dla 50-ciu nauczycieli, więc i tak mamy nieco lepiej niż koleżanka, która tutaj wcześniej pisze posta. Laptopa tez kupiłam sobie swojego, specjalnie małego,żebym mogla nosić go do szkoły, bo nie mogłam dzieciom puścić głupiego filmu na wychowawczej, gdyż w szkole sa 2 laptopy do wypożyczenia na lekcje i kto pierwszy ten lepszy, wiec zanim kupiłam swojego, to przychodziłam czasem 3 godziny wcześniej do pracy,żeby zaklepać sobie laptopa na lekcje.Jak już kupiłam swojego laptopa, to pojawił się problem rolet, bo częściej go wykorzystywałam i chciałam rolety do swojej sali,aby można było coś dostrzec po rzuceniu obrazu przez rzutnik. Niestety, szkoła nie ma na rolety pieniędzy.

          Papieru tez nie ma. Składają sie na papier uczniowie.Owszem, noga sie nie składać i możemy bazować tylko na podręczniku, ale wtedy większość uczniów by umarła z nudów na takiej lekcji.
          Szkolenia? Muszę je robić jeśli chce uzyskać wyższy stopień i zarabiać ok. 300 zł więcej, kilka szkoleń na rok. Kto za nie płaci? Ja sama.Po szkoleniu mogę ewentualnie złożyć wniosek z fakturami o zwrot częściowy kosztów szkolenia. Czasem coś zwrócą. Kto zwraca mi drogę jak np. na szkolenie na egzaminatora trzeba jechać 100 km, bo w naszej miejscowości nie ma takich szkoleń? Nikt.Szkoła nie zwraca kosztów dojazdu, bo szkolenie na egzaminatora nie jest obowiązkowe, ale dyrekcja napiera aby szkolenie zrobić, bo ktoś po szkoleniu wie lepiej, jak przygotować ucznia do matury.

          Generalnie mogłabym po 6-ciu lekcjach siedzieć do 16, tylko, że po pierwsze, po 6-ciu lekcjach jestem już mocno zmęczona umysłowo ( a miewam dni z ośmioma lekcjami) i nie nadaje sie do kolejnego wysiłku umysłowego typu sprawdzanie hurtowe prac klasowych, a druga sprawa to nie mam żadnych warunków aby pracować, bo nie mam choćby komputera pod ręką. A przecież nie jestem w stanie dzień w dzień nosić swojego laptopa, do tego stertę klasówek, książki, swoja torebka itd.W której firmie pracownik kupuje swój komputer i nosi go do pracy celem wykorzystania go w pracy? Tak jest chyba tylko w szkole.

          Ktoś pisał o okienkach, że służą do plotek.Jak mam okienko, to się cieszę, że mogę się spokojnie wysikać, bo na przerwie mam dyżur i odpowiadam karnie za jakikolwiek wypadek ucznia.Jak nie mam dyżuru, to i tak stoi do mnie kolejka uczniów ciągle coś ode mnie chcących: przynoszą usprawiedliwienia, chcą druki na usprawiedliwienia, rodzic chce dziecko ze szkoły odebrać, a to dziecko chce żeby coś mu wyjaśnić, a to przyniesie zgodę rodzica albo pieniądze na wycieczkę itd.

          Nie wspomnę o wycieczkach, że wiadomo, iż nauczyciel odpowiada karnie za każdego ucznia 24 godziny na dobę i naprawdę, ale śpimy na zmianę, bo inaczej nie da się młodzieży upilnować.Nawet jak zamawiamy pokoje, to na parterze, zeby przez balkon nie wypadli.Nie mówię już o tym, że z wycieczek wracamy w niedziele wieczorem czasem, a poniedziałek idziemy na 7 godzin gadania pod tablica i nikt za żadna nadgodzinę złotówki nie zwróci.To samo z wyjazdami na olimpiady w soboty z uczniami.Wszystkie drzwi otwarte , otrzęsiny itd, wszystko po południu. Studniówka? Jak masz wychowawstwo, to musisz iść, nawet jak nie masz z kim zostawić dziecka i musisz komuś za pilnowanie zapłacić, a nikt ci złotówki nie zapłaci za siedzenie na studniówce. Wszystkim się wydaje, że studniówka to takie miłe wyjście, a przygotować ją? Kto jeździ po lekcjach z uczniami na próby? Kto przystraja z uczniami po lekcjach sale? Kto za te godziny płaci nauczycielowi? Kto łatwi wynajem sali, menu? Kto zbiera kilkadziesiąt tysięcy na te studniówkę i kto te pieniądze potem trzyma i za nie odpowiada? Nauczyciel.Wszystko się upycha do 40 godzin pracy.

          Powiem tak. Nie wprowadza nauczycielom żadnych sztywnych godzin pracy od 8 do 16, bo ilość nadgodzin, które by musieli w takim wypadku zapłacić, zrujnowałaby budżet państwa.Za sama wycieczkę 4-dniową miałabym o połowę wyższą pensje za nadgodziny, jeszcze w sobotę czy w niedziele liczone podwójnie, nie licząc innych popołudniowych imprez jak dyskoteki czy zebrania z rodzicami, rady pedagogiczne trwające do 20 czasem. Miałabym wtedy rzeczywiście pensje z 5 tys na rękę.
          • fun88 Re: Nauczyciel pod lupą 23.10.10, 22:57
            Napisałaś się, bidulu, a pisząc miałaś rację ale nie wiem, czy ucząc w szkole nie zauważyłaś, że obecnie większość ludzi nie tyle nie rozumie, co czyta, ile nie chce się jej czytać więcej niż tekst rozmiaru SMS-a. A skoro Twojego tekstu nikt nie przeczyta, to nie przyjmie Twoich argumentów i nadal pozostaniesz obibokiem (jak ja) na 18*0,75=13,5 godzinach tygodniowo :-). szkoda było tracić czas dla matołectwa. Pozdrawiam.
            • mel_mel_4 Re: Nauczyciel pod lupą 24.10.10, 10:59
              Może i szkoda czasu rzeczywiście, ale ludzie naprawdę nie mają pojęcia o tej pracy, już nie mówiąc z gimnazjach czy jakiś szkołach męskich typu budowlanka czy samochodówka. W takich szkołach to jeszcze trochę, a będzie trzeba mieć skończoną dodatkowo resocjalizację, żeby tam uczyć, bo połowa to bandziory, które grożą nauczycielom pobiciem, zniszczeniem samochodu itd. za postawienie jedynki albo wstawienie nieobecności. Niech dalej jadą w nauczycieli i niech dalej psy wieszają ludzie i państwo na nauczycielach. Jeszcze trochę i w ogóle cała oświata runie i nikt już nic się nie będzie starał w tym zawodzie, bo pieniądze marne, a obciążenia psychiczne zaczynają być nie do zniesienia, zwłaszcza jak się pracuje z bandziorami, a system sądownictwa także mocno nawala nie dając żadnej ochrony i żadnego wsparcia w takich szkołach.
            • prenatka Re: Nauczyciel pod lupą 24.10.10, 13:16
              ładny sobie napisałeś/napisałaś komplement, bo "matołectwo" to Twoje alter ego. Nie słyszałeś/aś o dyżurach nauczycieli na przerwach?Osobiście mam takowe 3 w ciągu dnia. O tym, że na przerwie kiedy nie ma dyżuru załatwia się takie sprawy jak np. kserowanie na lekcje, załatwienie czegoś u pedagoga, u dyrekcji, pójście do biblioteki, porozmawianie z uczniem, zainstalowanie i przejrzenie prezentacji, którą chcemy puścić na lekcji??? Co Ty, całkiem jesteś zaimpregnowany/ana na rzeczywistość?
              • fun88 Re: Nauczyciel pod lupą 24.10.10, 18:26
                Wybacz ale w ogóle nie rozumiesz, co czytasz (może spróbujesz jeszcze raz przeczytać mój post i Cię oświeci?) i to jest matołectwo. Nie rozumiesz też, co piszesz - sprawdź w słowniku, co znaczy alter ego. Nie musisz mi pisać, co to dyżur i to wszystko inne, bo sam jestem nauczycielem. Zresztą piszesz to co druga linijkę (albo Tobie podobne inteligentne nauczycielki).
                • prenatka Re: Nauczyciel pod lupą 24.10.10, 21:33
                  I to wszystko wyjaśnia. Obrażający się na wszystko i wszystkich pan nauczyciel, który uważa, że jest Mądrością Narodów. Być może w Twojej szkole etat nauczyciela wynosi 13,5 godziny, sądząc po wypisywanych przez Ciebie bredniach jest to możliwe:) Współczuję Twoim uczniom, jeżeli muszą słuchać Twoich uszczypliwych i pogardliwych uwag. Pewnie jednak sądzisz, że z Twoich szlachetnych warg to balsam na serce dla Twoich, wpatrzonych w Ciebie jak w obrazek i zasłuchanych w mentora, studentów... Droga istoto pozaziemska, wszystkowiedzący półbogu! Dobrze, że nie zacząłeś mi tłumaczyć co to jest słownik i skąd mam go wziąć. Absolutny Mózgu! Może jednak to Ty powinieneś poszperać w słowniku, już niech będzie, możesz skorzystać z Wikipedii... Twoje Alter Ego czy Ty sam usiłujesz mi wmówić, że piszę co drugą linijkę co to dyżur? Chyba coś pisałeś o moim matołectwie... Może byś tak sam stanął przed lustrem i dopatrzył się w swym nieskazitelnym odbiciu cech matołka?
                  • fun88 Re: Nauczyciel pod lupą 26.10.10, 19:53
                    prenatka napisała:


                    > Może byś tak sam stanął przed lustrem i dopatrzył się w swym nieskazitelnym odb
                    > iciu cech matołka?
                    no dobra, ale powiedz mi, jak poznać matołectwo w lustrze :-))))))))))))))))))))
                    • prenatka Re: Nauczyciel pod lupą 03.11.10, 19:25
                      jestem pewna, że jak się porządnie wpatrzysz.....
    • vfib A ja Wam nauczyciele nie zazdroszczę... 31.10.10, 00:06
      Nie jestem nauczycielką. Jestem mamą dwójki przedszkolaków, mam doświadczenie w prowadzeniu zajęć dla studentów (dziennych i podyplomowych) i bardzo specjalistycznych szkoleń. Czyli doświadczenie nauczycielskie mizerne. I nie zazdroszczę Wam wakacji (chociażby dlatego, ze macie wolne nie wtedy kiedy chcecie tylko "na siłę" w najbardziej tłocznym i upierdliwym okresie. Też mi przywilej.), ani tego teoretycznie -w porównaniu do innych grup zawodowych-krótkiego tygodnia pracy (bo jest krótki tylko w teorii). Sama pamiętam-nikogo nie obchodziło, że kolokwia czy prace zaliczeniowe sprawdzam wieczorami: z założenia w moim wolnym czasie. Kilka miesięcy temu byłam też świadkiem afery w przedszkolu moich smyków. Skądinąd słuszna uwaga rodziców jednego z dzieci przerodziła się w pieniacką krucjatę przeciwko paniom przedszkolankom (wiem, wiem to panie nauczycielki, ale bardzo lubię słowo przedszkolanka-kojarzy mi bardzo sympatycznie). Rzecz można było załatwić w prosty i nikogo nie obrażający sposób, niestety tak się nie stało. Aż inni rodzice stopowali tych "gniewnych". Zrozumiałam wtedy pod jaką ogromną presją działają nauczyciele.
      Wkurzył mnie straszliwie post w tej dyskusji, pani która uczy angielskiego. Co było wkurzające? Ano to, że musi wydawać własne pieniądze na ksero, druki etc. No, to jest jakieś szaleństwo!
      Nie wiem w czym tkwi problem z polską edukacją. Być może w kolejnych ministrach i ich reformatorskich- i na ogół destrukcyjnych- zapędach. Być może w tym, że wielu ludzi nie traktuje nauczyciela jako partnera w edukacji własnych dzieci . Ale widziałam też dyskusje i fora, gdzie nauczyciele twierdzili, ze niosą ten kaganek oświaty dla dzieci jednostek prymitywnych i bezmózgich. Bardzo grubiańsko rzecz ujmowano. Więc problem bywa nie tylko po stronie rodziców.
      Może sam system kształcenia nauczycieli? Gdzieś ostatnio wyczytałam, że studenci kierunków pedagogicznych stanowią większość polskich studentów. To może budzić obawy. Bez obrazy. Ale to daje obraz studiów pegagogicznych jako wyjścia awaryjnego dla tych mniej zdolnych, którzy chcą przebimbać studia. Krzywdzące i złe, ale czy nie ma w tym odrobiny prawdy? Bardzo nędzne płace? Są bardzo niskie. I mam wrażenie bez związku z zaangażowaniem i jakością pracy. Czyli de facto bardziej są demotywujące niż odwrotnie. To jakoś mi wszystko stoi na głowie. Czasem mam paranoiczne wrażenie, że polska edukacja nie służy nikomu... A już na pewno nie naszym dzieciakom i nauczycielom, którzy chcą i lubią uczyć.
      Pozdrawiam i oby Wam się ciągle chciało.
      • prenatka Re: A ja Wam nauczyciele nie zazdroszczę... 03.11.10, 19:32
        Vfib-piękny głos w dyskusji. Ostatnie zdania jak najbardziej trafne: staje w przenośni na rzęsach, żeby uatrakcyjnić swoje lekcje, co wiąże się z walką o przedłużacz, walką o rzutnik, przynoszeniem swojego komputera, ale za to dzieciaki na takiej lekcji nie chcą wychodzić na przerwę... I mam nieodparte wrażenie, że komuś to przeszkadza, że dzieciaki lubią moje lekcje, że powinno być tak bardziej przaśnie-buraczano, aby nikt się nie wychylał, bo będzie musiał podnieśćc poziom zajęć....
    • angrusz1 Nauczyciel pod lupą 06.06.11, 22:44
      Niż się pogłębia i uczniów w szkołach coraz mniej a nauczycieli coraz więcej .
      Teoretycznie to świetnie . Można wybierać najlepszych nauczycieli .

      Hmm, nie tak prosto to działa .

      Do pracy , jak i w innych miejscach , przyjmowani są różni ludzie , bo nie tylko kwalifikacje się liczą .

      Dobry fachowiec także się ceni i jak w szkole nie zarobi odpowiednio, to idzie do innej pracy .

      Dlatego w szkołach uczą średniacy i lepiej nie rozdzierać szat z tego powodu .
    • amancjuszka Re: Nauczyciel pod lupą 07.06.11, 13:49
      Ja ucze w szkole 10 lat, uczylam zarowno w liceum, jak i w gimnazjum, od kilku lat w podstawowce. Jestem nauczycielem z powolania, jak zaczynalam pracowac zarabialam 1400 złotych na reke. Czy sa to kokosy? Mam ukonczonych kilka kierunków studiów, w tym przedmiot ścisły oraz psychologie z terapią. Uwazam, że coraz więcej dzieci ma róznokorakie problemy emocjonalne, z którymi jezeli chcemy dobrze uczyć musimy się zapoznac i wiedzieć jakie nalezy stosowac metody pracy. W swojej pracy spotykam sfrustrowanych rodziców, którzy sa także przytloczeni nadamirem obowiazkow, brakiem perspektyw. Czesto kiedy rodzic przychodzi, krzyczy, z takimi osobami tez trzeba umiec rozmawiac, bo ludzie w 90% maja problemy, ktorze zostaja przenosze na dzieci, a te je przenosza do szkoły. Marzy mi sie obiektywna wspolpraca miedzy szkoła a rodzicami dziecka, ale wydaje mi sie ze to pozostanie w sferze mzonek, niemniej zdarzaja sie rodzice ktorzy przynajmniej sie staraja. Co do dzieci, to podzielam zdanie mojej kolezanki, ktora pracuje ponad 25 lat, zawsze sa i beda rozne, aniolki, diabelki -po ta sa dziecmi, wiec maja taki przywilej, ze o ile pewne zachowania mozna tym usprawiedliwic, to trzeba pozniej porozmawiac, wytlumaczyc, wyciagnac konsekwencje. Zarowno rodzice jak i szkola. Wychowujmy madre dzieci, osoby z zasadami.
      Co do samej pracy to owszem ejst duzo papierologi, 3 godziny dyzyrow w tygodniu, 2 godziny karciane, rady peg, otwarte dni, zebrania, bycie w komisji (nowe zasady pomocy psych w szkole) itp itp za co NAM NIE PLACA. W innej pracy jak kobieta siedzi za biurkiem i pije kawke, to ma za ten czas zaplacony ja jedynie skorzystac z toalety czy sie napic moge na rpzerwie. To sa fakty. Ze nauczyciele bywaja znerwicowani czy sfrustrowani to nic dziwnego, po to jest te 18 godzin tygodniowo, zeby nie zwariowac. Uwierzcie, ze praca z dziecmi do najltawiejszych nie nalezy. W panstwach UE nauczyciel pracuje 8 godzin dziennie z tego 4 godziny lekcyjne i 4 godziny ma siedzenia rpzed biurkiem, gdzie wypelnia papiery i zarabia 1o tys na pl zarobki m-cznie. U nas za to nie placa. Uwazam, ze kaazdy powinien godnie zarabiac, ja po tej pracy nigdy nie cozekikawalam "kasy" ale oczekuje ze jakakolwiek rpaca, czy ta czy inna pozwoli mi zaplacic rachunki. A nie zawsze sie tak da. Niemniej satysfkacja jest niezrownana usmiech dziecka, zwierzenia, itp, poczucie ze robisz cos dobrze i ze chociaz na forach krzycza ze nauczyciele to neiroby i mase zarabiaja, to wiesz ze wykonujesz swoja prace z sercem i na to stawiasz. Jak to jest napisane w Desidaracie: zawsze znajdziesz glupszych od siebie. ;)))
      • angrusz1 Re: Nauczyciel pod lupą 07.06.11, 22:02
        Do amancjuszki :

        Piszesz " mam ukończonych kilka kierunków studiów, w tym przedmiot ścisły "

        Co to znaczy ukończony kierunek studiów ?

        Czyżbyś kończyła filologię na UŚ w Sosnowcu i osobno ekonomię w akademii ekonomicznej np w Katowicach a potem ścisły np chemię na Politechnice Śląskiej ?

        Bo to są odrębne kierunki .
        Nie myl pewnych specjalizacji nauczycielskich dla różnych przedmiotów z odrębnymi pełnymi kierunkami studiów .
        Ja kończyłem dzienne chemię na Pol.Śl i zaocznie ekonomię na AE w Katowicach i wiem co to za wiedza i za wysiłek .
        Ale rewelacyjnych pensji i pracy mi to nie dało .
        Brakło ... znajomości .
        • amancjuszka Re: Nauczyciel pod lupą 08.06.11, 09:05
          Mam ukonczona matematykę na wydziale pedagogicznym, do tego psychologie, certyfikat z terapii, dtudia podyplomowe z nauczania poczatkowego oraz pedagogike opiekuncza wychowawcza plus mase roznych kursów.
          • amancjuszka Re: Nauczyciel pod lupą 08.06.11, 09:06
            Przepraszam za literówki :)
      • miau_weglowy Re: Nauczyciel pod lupą 09.07.11, 16:10
        >W panstwach UE nauczyciel pracuje 8 godzin dziennie z tego 4 godziny lekcyjne i 4 godziny >ma siedzenia rpzed biurkiem, gdzie wypelnia papiery

        chyba zartujesz. pracuje w szkole w UE (niewazne, gdzie) i z 7,5 godzin zegarowych dziennie 5 to lekcje, reszta: czas przed i po lekcjach, kiedy sie przygotowujesz (plus jesli po lekcjach, to masz dodatkowe zajecia czesto z uczniami, zwlaszcza przed egzaminami, ktore zaczynaja sie w roznych konfiguracjach, juz po Bozym Narodzeniu), jedna 15 minutowa przerwa rano (czesc grona dyzuruje) i jedna po poludniu 45 minut (posilek + dyzury).
        ogolnie: nie jest prawda,ze 'tam' to nauczyciele maja zaledwie 16 godzin kontaktu z uczniami.
        jest min 20 godzin zajec i to godzin zegarowych (prawie 27 polskich lekcji). a papierow do wypelniania tez masa...
        tyle ze zaplecze zdecydowanie lepsze, co jest wazne. mam porownanie, bylam tez nauczycielem w Polsce.
        • amancjuszka Re: Nauczyciel pod lupą 10.07.11, 13:18
          Miau widocznie u Was sa takie zasady (byc moze placowka prywatna), ja znam ludzi ktorzy byli u nas na wymianie i sami przedstawiali jak pracuja :) Niemniej maja za to placone tzn czas po lekcjach na przygotowanie, za dyzury i mase innych rzeczy, za co w Pl nie ma.
    • k19650311 Re: Nauczyciel pod lupą 22.06.11, 05:07
      Nie polecam Szkoły 129 w Krakowie. Zwłaszcza zapisania dziecka do klasy pani Wandy Św. .Powszechnie wiadomo że pani ta foruje dzieci ,które nie chcą się uczyć i są bardzo niegrzeczne.
    • doris307 Re: Nauczyciel pod lupą 05.07.11, 20:28
      Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma.Wszystkim którzy tak nie nienawidzą pracy nauczyciela, proponuje zmienić zawód i spróbować tego miodu, szczególnie w gimnazjum lub zawodówce.Bo ten kto myśli, że to taki lekki kawałek chleba jest w błędzie i nie ma pojęcia jak funkcjonuje szkoła i na czym polega praca nauczyciela. Po za tym, to dzięki właśnie tym nauczycielom wasze dzieci rozwija się , uczą i stają się wartościowymi ludźmi. Niekiedy więcej czasu spędzają w szkole, niż w domu z rodzicami.Więc myślę że, należy się im przynajmniej szacunek. Nie wszyscy są tak beznadziejni:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka