Dodaj do ulubionych

Religia w szkołach.

15.10.04, 00:48
Gdy byłem w wieku szkolnym (przed 1990 rokiem) na religię chodziłem wraz z
kolegam ze szkoły do salek katechetycznych w kościele. Był to następny
obowiązek po za szkolny odbierający czas na naukę, zainteresowania lub
przyjemności.
Czytając artykuł na jednym z portali wziąłem udział w głosowaniu. Z
głosowania internautów wynika, ze jesteśmy za tym, zeby znieść naukę religii
w szkołach publicznych.
Rozumiem, że My POLACY nie lubimy lub wręcz nienawidzimy, gdy Nam coś
każą. Jako ojciec nie chcę dla dziecka, żeby po parogodzinnym pobycie w
szkole z i tak ciężkim plecakiem (ja miałem lżejszy) musiało zamiast (dajmy
na to) na język angielski czy karate etc. szło na religię. Rozumiem, ze
sprawa jest skomplikowana, dlatego też pragnę poruszyć ją na forum.
Co więc myślicie na ten temat drodzy Rodacy ?
Obserwuj wątek
    • fan_gazety Jest skomplikowana i nie jest... 15.10.04, 07:23
      Nie jest, bo sprawa - jak prawie wszystko w Polsce - zależy od "woli
      politycznej". Jak zdobędziesz większość, to przegłosuje się wszystko - nawet
      zmianę praw fizyki, jak to czyniono z bio-paliwem. Tak więc - zdobyć wiekszość
      i religii już w szkole nie będzie.

      A jest skomplikowana, bo religia jest zakorzeniona w życiu Polaków tak silnie.
      Krótko mówiąc - uważam, że doprowadziło to do zbyt silnego splecenia się życia
      religijnego i państwowego (np. msze na uroczystościach państwowych,
      rozpoczynanie uroczystoci szkolnych mszą itd. itp.). Jestem przeciw religii w
      szkołach, bo:
      1. Straciła rangę po sprowadzeniu jej do roli zwykłego przedniotu.
      2. "Wypiera" z planów nauczania inne przedmioty (np. po dwie godziny religii w
      LO w każdej klasie wymaga czasu - kosztem innych przedmiotów).
      3. Pomieszane są kompetencje, m. in. dlatego, że finansowanie nauki religii
      odbywa się z pieniędzy publicznych. A mieszanie kompetencji i odpowiedzialności
      zawsze jest złe.

      • kaz_dra Re: Jest skomplikowana i nie jest... 15.10.04, 16:40
        dodam 4 pkt: religia w salkach katechetycznych była dobrowolna, dzieci nie były
        zmuszane, podobnie jak nie wymuzane były decyzje rodziców. Był to moim zdaniem
        bardzo zdrowy układ. Teraz wprawdzie rodzic może nie posyłać dziecka na
        religię, ale co tu dużo mówić , boi się. Stąd skandaliczne zachowania uczniów
        na lekcjach religii. Przymus zrobił bardzo wiele złego w tej materii i efekt
        jest odwrotny; dzieci uciekają od kościoła.
      • Gość: Uczeń Jagiellonki Niepotrzebny przedmiot IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.04, 21:55
        U mnie w szkole religia jest czymś okropnym.
        Na lekcji wszyscy wbici ze strachu w krzesła słuchaja bełkotu bez argumentów
        np. cytuję- "Śmiechem można nawet zabić..."- interpretujcie to jak chcecie.
        A jeśli ktoś juz nie wytrzymuje i mówi swoje zdanie dość pewnie i zdecydowanie
        to wtedy siostra zakonna mówi-"Ja dałam ci prawo głosu i ja ci je odbieram".
        No ludzie co to za polityka?! W jakich czasach my żyjemy?! Co to jakieś
        średniowiecze?! /przykłady wzięte z życia oparte na moich przeżyciach/
        Aha i teraz się boje, że siostra naśle na mnie jakiegoś wielkiego
        inkwizytora!!! sa sa sa ;D
        a oto mój pomysł na przypływ gotówki do budżetu szkół:
        - Religię należy wycofać ze szkół, wtedy już nie trzeba będzie płacic tym
        darmozjadom po teologii!!! pieniążki w momencie przypłyną do mocno dziurawch
        kieszonek naszych szkół...
    • Gość: malowniczy Re: Religia w szkołach. IP: *.acn.waw.pl 15.10.04, 11:08
      Ja jestem przeciwny religii w szkole. Nie wszyscy w tym kraju sa katolikami, a wszyscy wiemy, ze lekcje etyki, w znakomitej wiekszosci szkol w Polsce, to po prostu fikcja. Poza tym mam duze pretensje do Kosciola jako instytucji, bo pamietam dobrze, ze obiecywali uczyc za darmo, jednak nie trzeba bylo dlugo czekac, by wyciagneli reke po publiczne pieniadze, zas sale katechetyczne zaczeli wynajmowac komercyjnie. Jestem za tym, zeby zamiast religii byl w szkolach przedmiot "etyka" czy "filozofia", na ktorym omawianoby wazne kwestie moralne z roznych punktow widzenia, takze z katolickiego, i gdzie mozna byloby poznac takze podstawowe zalozenia innych religii. Nie tylko katolickiej. Ale kopii o to kruszyl nie bede. Sam w liceum mialem religie w szkole z ksiedzem, ktory byl na prawde madry i otwarty na swiat, wiec narzekac nie moge.
      • Gość: Monopolowy Re: Religia w szkołach. IP: *.chello.pl 15.10.04, 11:17
        Chore w tym wszystkim jest to, że religii są aż dwie godziny tygodniowo!!! PO
        CO TO KOMU? mam ledwie jedną godzinę ważnej przecież historii, a dwie religii.
        Czy to nie jest pomieszane?? Cholera mnie bierze jak patrzę, ile czasu
        marnujemy na lekcjach religii! Bo nikt nas tam niczego nie uczy! Od 5 lat uczą
        nas tego samego, starają się wbić formułki na pamięć do głowy. Czy na tym
        polega nauka?
      • grrrrw Re: Religia w szkołach. 15.10.04, 18:51
        Religia jest dla chetnych.
        I wystarczy siedem osób, aby mozna było w szkole zorganizować lekcje
        dowolnej, zarejestrowanej w Polsce religii.
        • Gość: Kazek Re: Religia w szkołach. IP: *.p-s-inter.net 17.10.04, 21:20
          Teoretycznie. Cytat (autentyczny) - słowa pewnego znanego mi dyrektora małej
          szkoły: "Nie wyobrażam sobie, aby w MOJEJ szkole ktos nie chodził na lekcje
          religii". (dodam, że to szkoła państwowa).
          Religia w szkołach to błąd, co już wielu udowodniło. Ja dodam tylko jedno - to,
          aby uczniowie nieuczęszczający na te lekcje byli przez rówieśników
          dyskryminowani, na szczęście sie nie sprawdziło. Ale za to zycie zaskoczyło nas
          czymś innym. Oni są bohaterami! dzieciaki im zazdroszczą i podziwiają. Mnie to
          troche bawi, bo zawsze mnie bawi sytuacja, w której ktoś zadufany ponosi
          klęskę, ale chyba nie tak powinno być.
          • Gość: grrrrw Re: Religia w szkołach. IP: 217.153.181.* / 217.153.181.* 18.10.04, 19:17
            Nie wiem, co miał na mysli, ale wyraznie jest powiedziane, ze uczen ma do
            wyboru religia/etyka. Nie jest to LEKCJA WOLNA, choć tak się zdarza, jesli nie
            pasuje plan lub nie ma ze strony rodziców "niechodzacych" prosby o etyke.Wtedy
            uczen ma obowiazek przebywac na terenie szkoły (chyba ze rodzice go zwolnia) w
            bibliotece, czytelni lub na innych zajeciach (np. SKS).
            Nie wszyscy "niechodzacy" sa niechodzacy naprawdę. U nas spora grupa uczeszcza
            do pozaszkolnych punktów katechetycznych prowadzonych przez mniejszosci
            religijne. Wtedy nikt ich nie nagabuje w sprawie etyki. Dostarczają swiadectwo
            z punktu katechetycznego i na tej podstawie wpisuje sie im na swiadectwie
            stopien (jesli sobie oczywiscie tego zycza).


            • Gość: Kazek Re: Religia w szkołach. IP: *.p-s-inter.net 18.10.04, 20:07
              Miał na myśli dokładnie to, że nie zgadza się na organizowanie lekcji etyki, bo
              jego zdaniem wszyscy mają chodzić na lekcje religii.
              I proszę mi tu tylko nie krzyczeć, że przepisy to czy tamto. Taka atmosfera się
              w kraju wytworzyła, że kwestie religii stoją jakby ponad prawem, to i dochodzi
              do żenujących absurdów (dodam, że rzecz ma miejsce w wielkim mieście w
              zachodniej Polsce). Myślę, że w małych miejscowościach musi byc jeszcze
              bardziej "wesoło".
              • fan_gazety Korzystajmy z prawa - to wszystko. 19.10.04, 08:19
                Gość portalu: Kazek napisał(a):

                > Miał na myśli dokładnie to, że nie zgadza się na organizowanie lekcji etyki,
                > bo jego zdaniem wszyscy mają chodzić na lekcje religii.
                ** Nie wie co, czyni... I błądzi. Jednak, jeśli publicznie głosie takie
                herezje, to oznacza, że odwagi po prostu brakuje jego rozmówcom czy słuchaczom.
                Jeśli sobie pozwolicie na takie traktowanie siebie i prawa, to tak będzie. Nie
                chcę dyrektora tej szkoły usprawiedliwiać - na takie rzeczy powinien reagowac
                nadzór - ale może pasywność ludzi też ma duże znaczenie?


                > I proszę mi tu tylko nie krzyczeć, że przepisy to czy tamto. Taka atmosfera
                > się w kraju wytworzyła, że kwestie religii stoją jakby ponad prawem, to i
                > dochodzi do żenujących absurdów (dodam, że rzecz ma miejsce w wielkim mieście
                w zachodniej Polsce). Myślę, że w małych miejscowościach musi byc jeszcze
                > bardziej "wesoło".

                ** Nie wiem jak jest "wszędzie". Z moim niechodzącym od lat na religię w szkole
                (na wsi, na wsi :-) )synem nie było żadnych problemów. Ani z kolegami, ani z
                dorosłymi, w tym z nauczycielami. A delikatność nauczycieli czasem była wręcz
                niezwykła. Uważam, że wszystko zależy od tego, by po prostu smiało, otwarcie
                korzystać z prawa - takiego np. jak prawo do milczenia w sprawie wiary. I z
                prawa do wolności w tej kwestii.
                • Gość: Kazek Re: Korzystajmy z prawa - to wszystko. IP: *.p-s-inter.net 19.10.04, 20:13
                  Zgadzam się z Tobą całkowicie, że tu powinni zareagować rodzice. Zaręczam Ci,
                  że gdyby to była szkoła mojego dziecka, to reagowałbym stanowczo. Ale nie chcę
                  również oceniaż moich znajomych, że nie reagują. Życie jest skomplikowane, a w
                  Polsce jest pod tym względem dość histerycznie. Zwróć uwagę, że nawet gdy ktoś
                  mówi tylko o lekcjach religii poza szkołą, to już spora część hierarchii
                  reaguje tak, jakby to była "walka z Kościołem". A przecież to jest tylko inny
                  pogląd. I w tym momencie istnienie takiej szkoły, jak ta opisana przez mnie,
                  nie dziwi. Mało tego. Znam też przypadek innej szkoły, w tym samym mieście, w
                  której dyrektorka przyjmując do pracy nową polonistkę ( moją koleżankę)
                  upawniała się, czy na pewno będzie ona dzieciom przekazywać "chrześcijańską
                  wizję świata", bo ona tylko taką uznaje. Też to było w szkole państwowej.
                  • Gość: grrrrw Re: Korzystajmy z prawa - to wszystko. IP: 217.153.181.* / 217.153.181.* 19.10.04, 21:07
                    Bo to obowiazek dyrektora nie tyle upewnic się, co poinformować, ze szkoła w
                    Polsce oparta jest o wartości chrzescijanskie.
                    • fan_gazety ???? To żart?? 20.10.04, 12:10
                      • Gość: grrrrw preambuła do ustawy o systemie oswiaty IP: 217.153.181.* / 217.153.181.* 20.10.04, 16:36
                        Jak są respektowane wartości chrześcijańskie w polskim systemie oświatowym?

                        Respektowanie w polskim systemie oświatowym wartości chrześcijańskich ma
                        swoje uzasadnienie w prawie państwowym. Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej w
                        preambule mówi o uniwersalnych wartościach i wdzięczności przodkom m. in.
                        za "kulturę zakorzenioną w chrześcijańskim dziedzictwie Narodu". Również
                        preambuła Ustawy o systemie oświaty mówi o tym, że nauczanie i wychowanie ma
                        respektować chrześcijański system wartości - za podstawę przyjmując uniwersalne
                        zasady etyki.

                        Podstawa programowa języka polskiego zobowiązuje szkołę do zaznajamiania
                        uczniów z podwalinami naszego dziedzictwa kulturowego. Dlatego omawiane są
                        elementy dwu podstawowych nurtów tworzących kulturę europejską: kultury
                        śródziemnomorskiej (mitologia grecka i rzymska) oraz "Biblii". "Pieśń nad
                        Pieśniami" czy modlitwa, podobnie jak cała "Biblia", omawiane są na lekcjach
                        języka polskiego, jako zjawiska literackie. Znajomość dziedzictwa kulturowego
                        opartego na "Biblii" jest elementem wszechstronnego wykształcenia ogólnego i
                        nie powinno być utożsamiane z deklaracją światopoglądową. Wynika stąd, że
                        program szkolny nie "ogranicza człowieka w przysługujących mu prawach ze
                        względu na jego przynależność wyznaniową albo bezwyznaniowość", czyli nie
                        koliduje z art. 194 KK. Dodać należy, że nauczyciel ma do wyboru wiele różnych
                        podręczników do nauczania tego samego przedmiotu i od niego zależy, jaki
                        podręcznik uzna za najlepszy w określonym środowisku.

                        • fan_gazety Re: preambuła do ustawy o systemie oswiaty 20.10.04, 17:13
                          Oj, zdaje się, że wkraczamy na ruchome piaski prawnych sformułowań, które chcąc
                          coś określić, czasem dają zbyt wiele możliwości różnorakich interpretacji.

                          Np. co oznacza respektować system wartości? To niezwykle szerokie pojęcie. I
                          łatwo sie w tym pogubić. Z drugiej strony co gorliwsi zobaczą w tym zapisie
                          prawną możliwość ograniczania wolności w wyrażaniu poglądów. To dlatego moje
                          zdumienie wzbudziło wypytywanie czy się będzie przekazywało chrześcijańską
                          wizję świata. Czy gdzieś jest oficjalnie zapisane co to jest "przekazywanie
                          chrześcijańskiej wizji świata"? Tu jest tak duże pole do nieporozumień! I
                          dlatego wg mnie takie zapisy mają jedynie charakter formalny, nie mający
                          większego znaczenia w życiu codziennym. Trudno bowiem rozstrzygnąć kto
                          przekazuje, a kto nie. Czy w szkole nie może uczyć ktoś, kto jest wyznawcą
                          islamu? Albo zadeklarowanym agnostykiem?

                          No i jeszcze jedno, może najważniejsze - respektować wizję, a przekazywać wizję
                          to dla mnie całkiem różne sprawy. Do "respektowania" prawo może obligować (choć
                          i tak "respektowanie wizji" jest to bardzo mętne sformułowanie),
                          do "przekazywania" jako jedynie słusznej wizji - nie!

                          Podobnie sformułowanie, że szkoła jest oparta o wartości chrześcijańskie, budzi
                          pewnie u wielu ludzi wiele pytań. Co to w ogóle znaczy?
                          • grrrrw Re: preambuła do ustawy o systemie oswiaty 20.10.04, 17:28
                            Skad wiesz, jak przebiegała rozmowa ? Gdybym ja była dyrektorem uzyłabym
                            dokładnie cytatu z preambuły, a nawet wiecej, poleciła sie zapoznac z
                            dokumentem. I podpisać ? Zeby nie było potem, ze zaniedbałam obowiazki.
                            Ostatecznie nie ja układałam tę preambułe.
                            • fan_gazety Re: preambuła do ustawy o systemie oswiaty 20.10.04, 18:43
                              > Skad wiesz, jak przebiegała rozmowa ?
                              Hmm, nie wiemy tego, ale tez nie wiemy czy nie przebiegała dokładnie tak, jak
                              przedmówca zrelacjonował. Na tej sytuacji sie skupiamy. Przecież i tak wiadomo,
                              że nie wiadomo co jest w takich relacją prawdą, a co nie.

                              > Gdybym ja była dyrektorem uzyłabym
                              > dokładnie cytatu z preambuły, a nawet wiecej, poleciła sie zapoznac z
                              > dokumentem. I podpisać ? Zeby nie było potem, ze zaniedbałam obowiazki.
                              > Ostatecznie nie ja układałam tę preambułe.

                              ** Ja nie - bo przyjmuję do pracy dorosłego człowieka odpowiedzialnego za
                              siebie, w tym za znajomość prawa. Matomiast czyjś stosunek do tak ogólnikowego
                              sformułowania jak "respektowanie wizji" jest mi obojętny, bo i tak można w nim
                              zmieścić, lub z niego wyrzucić (jak kto woli) tak wiele, że jest to bez
                              znaczenia. nie wiem po prostu co to jest ta wizja, więc lepiej reagować na
                              konkretne kontrowersyjne sytuacje, już w trakcie, gdyby coś złego się działo,
                              niż uprzedzać fakty.
                            • Gość: Kazek Re: preambuła do ustawy o systemie oswiaty IP: *.p-s-inter.net 21.10.04, 19:36
                              To co piszesz, jest przerażające. Naprawdę, nadinterpretujesz preambułę, która
                              zresztą zdaniem jej twórcy miała być także do zaakceptowania dla osób o innym
                              światopglądzie, niż chrześcijański.
                              Czymś zupełnie innym jest przekazywanie wiedzy na temat elementów kultury
                              chreścijanskiej w naszej kulturowej przeszłości (to robię), a czymś innym
                              obowiązkowe wpajanie tego systemy wartości (tego nie robię i robić nie będę, Ty
                              pewnie jako ew. dyrektor byś mnie zwolniła). "Respektowanie" nie
                              oznacza "wpajanie innym". ja respektuję system wartości chrześcijański,
                              judaistyczny, islamski i ateistyczny i wiele innych. Ale nie wpajam żadnego z
                              nich. Bo szkoła powinna byc ponad polityczna, ponadreligijna, ponad
                              światopoglądowa.
                              Takie wypowiedzi jak Twoje mnie przeraąają. W jakim kraju my żyjemy?
                              Obowiązkowej ideologizacji? I jeszcze dorabiasz do tego podstawy prawne, tak
                              aby pasowalo do tej poktrętnej logiki. I jeszcze kazałabyś mi to podpisać?
                              Ciekawe , jaka byłaby podstawa prawna tej lojalki? Bo, teoretyczna pani
                              dyrektor - podpisać to ja mogę tylko umowę o pracę. Tam jest wyznaczony zakres
                              obowiązków, ale nie mój światopogląd. Inna rzecz, że w szkole, w której Ty
                              byłabyś dyrektorem, to z całym szacunkiem, na pewno nie chciałbym pracować.
                  • fan_gazety Tak, czy inaczej - milczenie wyraża zgodę, prawda? 20.10.04, 12:07
                    > Zgadzam się z Tobą całkowicie, że tu powinni zareagować rodzice. Zaręczam Ci,
                    > że gdyby to była szkoła mojego dziecka, to reagowałbym stanowczo. Ale nie
                    chcę również oceniaż moich znajomych, że nie reagują. Życie jest skomplikowane,
                    a w Polsce jest pod tym względem dość histerycznie.
                    ** No tak, tylko potem - mam wrażenie - za szybko się rezygnuje ze swoich racji
                    i praw. I trudno potem mieć pretensje, że coś się dzieje nie tak. Trzeba jakoś
                    reagować.

                    Zwróć uwagę, że nawet gdy ktoś mówi tylko o lekcjach religii poza szkołą, to
                    już spora część hierarchii
                    > reaguje tak, jakby to była "walka z Kościołem". A przecież to jest tylko inny
                    > pogląd.
                    ** No, tak, ale ta część hierarchii może sobie tak reagować. Niech reaguje jak
                    chce :-). Ich reakcja to jedno, a głoszenie swoich poglądów to drugie.

                    I w tym momencie istnienie takiej szkoły, jak ta opisana przez mnie,
                    > nie dziwi. Mało tego. Znam też przypadek innej szkoły, w tym samym mieście, w
                    > której dyrektorka przyjmując do pracy nową polonistkę ( moją koleżankę)
                    > upawniała się, czy na pewno będzie ona dzieciom przekazywać "chrześcijańską
                    > wizję świata", bo ona tylko taką uznaje. Też to było w szkole państwowej.
                    ** Hmmm. Ciekaw jestem jak zareagowała ta koleżanka. Ta pani dyrektor
                    przekracza kompetencje. I na takie rzeczy też trzeba reagować
                    • Gość: Kazek Re: Tak, czy inaczej - milczenie wyraża zgodę, pr IP: *.p-s-inter.net 21.10.04, 19:41
                      Koleżanka wzięła torebkę i zaraz potem znalazła pracę gdzie indziej :-))
                      ale poza tym - tak , zgadzam się z Twoimi uwagami.
                      • fan_gazety No i pieknie, że miała szczęście 22.10.04, 07:07
                        ale ta dyrektorka... fatalnie :-(
            • fan_gazety Wybór jest tylko w teorii 19.10.04, 08:23
              Gość portalu: grrrrw napisał(a):

              > Nie wiem, co miał na mysli, ale wyraznie jest powiedziane, ze uczen ma do
              > wyboru religia/etyka.

              Pytałem o to w szkole mojego syna. Otóż w kwestii etyki prawo brzmi tak, że
              szkoła "może" zorganizować lekcje etyki. No, właśnie - może, a nie musi, bo
              takie sa realia szkół. W danym roczniku są nieliczne, pojedyncze osoby nie
              chodzące na religię z takiego czy innego powodu. Dla takiej liczby osób żadna
              szkoła nie zorganizuje prawdopodobnie lekcji etyki z powodów praktycznych i
              finansowych.
              • Gość: grrrrw Re: Wybór jest tylko w teorii IP: 217.153.181.* / 217.153.181.* 19.10.04, 09:59
                Jesli znajdzie sie grupa rodziców, wtedy nie "może" a "musi". Ale najczesciej
                niechodzenie dotyczy dzieci innej religii lub takich, które pojawiają sie w
                szkole okazjonalnie,uciekaja z byle powodu z kazdej lekcji oraz
                szkolnych "martwych dusz" czyli uczniów, którzy figurują tylko na liscie
                obecnosci, a nikt ich nigdy nie widiał na oczy.
                U mnie na 9 klas (gimnazjum)mam niechodzacych 40. W tym ponad połowa to
                protestanci i dwie prawosławne, które przychodza na zasadzie wolnego
                słuchacza. Pozostali to uczniowie, którzy nie sa zainteresowani zadna forma
                jakichkolwiek lekcji, a wypisali się, zeby im nieobecnosci z religii nie pisac
                do opuszczonych godzin.
                • fan_gazety A jednak tylko w teorii :-) 19.10.04, 10:20
                  Gość portalu: grrrrw napisał(a):

                  > Jesli znajdzie sie grupa rodziców, wtedy nie "może" a "musi".
                  ** Sęk w tym, że tych uczniów jest tak mało, że grupa się nie znajduje. I nie
                  ma tych zajęć z etyki.

                  > U mnie na 9 klas (gimnazjum)mam niechodzacych 40. W tym ponad połowa to
                  > protestanci i dwie prawosławne, które przychodza na zasadzie wolnego
                  > słuchacza. Pozostali to uczniowie, którzy nie sa zainteresowani zadna forma
                  > jakichkolwiek lekcji, a wypisali się, zeby im nieobecnosci z religii nie
                  pisac
                  > do opuszczonych godzin.
                  ** Wyjątkowo liczna grupa tych "innowierców" ;-). Pozazdrościć możliwości
                  poznawania różnorodności. Ale niestety przewazający schemat jest w Polsce zdaje
                  się inny, sądząc po statystykach.
                  • Gość: grrrrw Re: A jednak tylko w teorii :-) IP: 217.153.181.* / 217.153.181.* 19.10.04, 15:20
                    Akurat mamy w miescie prezny zbór baptystow, który przyciaga na zajecia
                    popołudniowe nie tylko dzieci baptystow, ale tez inne, słabiej się
                    samookreslajace. Ostatecznie zeby sie zgłosic na katechizacjejakiejkolwiek
                    denominacji nie potrzeba deklaracji swiatopogladowych czy swiadectwa chrztu, a
                    tylko wystarcza wola (pozwolenie) rodziców na udział w tych zajeciach.
                    Na swiadectwie szkolnym wpisuje sie tylko stopien, bez podawanie, gdzie uczen
                    nauki pobierał ani nawet czy chodził na etyke czy religie.

                    Pomysł, by ci, którzy nie chodza na religię chodzili obowiazkowo na etykę
                    jest o tyle bez sensu, ze jest znikome zainteresownie. Ci, którzy nie chodzą
                    na religię, nie chodziliby i na etykę, bo to takze przedmiot nieobowiazkowy,
                    wiec po co ?
                    Jesli jednak znajdzie sie przepisowa grupa, szkoła musi takie zajecia
                    zorganizować w grupach miedzyklasowych.
    • Gość: Fiona Re: Religia w szkołach. IP: *.pl / *.pl 15.10.04, 12:31
      Cóz, ja tez pamietam religie w salce katechetycznej prowadzona przez Siostry Zakonne, ale to tyko pierwsze klasy podstawoki. Pamietam tez,ze bylo tam strasznie zimno. I ze rozdawaly obrazeczki, pooc jeszcze wczesniej rozne slodycze niedostepne na rynku. Ale obecnie Koscioł jest nowy, salka tez. Nota bene komercyjnie byla wynajmowana nam, uczniom szkoly podstawowej na "zajecia dodatkowe" w 8 klasie przed egzaminami do szkoly sredniej i na zajecia wyrownawcze dla osob slabszych. Zarówno za salke jak i za zajecia z nauczycielkami ze szkoly trzeba bylo placic. Ale byly to niewielkie kwoty, na szczescie:))
      Natomiast religia w szkole to fikcja. Przychylam sie do rozwiazania w postaci zajec z etyki/filozofii. Dla wszystkich. Ale mysle sobie, ze Kosciół sie boi, ze do tych salek malo kto by przychodzil. To samo obserwuje sie w Kosciele na maszch, gdy zbliza sie bierzmowanie mnostwo jest mlodych (bo musza zbierac pieczatki itp.), natomiast po bierzmowaniu nie przychodz juz prawie nikt. Obawiam sie, ze tak samo bylo by z religia.
      W szkole, w ktorej teraz mialam praktyke metodyczna, dla uczniów jednej z klas "powodem" chodzenia na religie bylo to, ze potem mieli jeszcze inne zajecia i tak czy siak musieliby ta godzine odsiedziec. O etyce nie ma mowy, po prostu jest "okienko" lub ida do domu/przychodza godzine pozniej.
      Wydaje mi sie, ze głównym problemem jest stanowisko Kosciola, ktory jest zamkniety na innych, na inne teorie i uwaza sie za jeden tylko wlasciwy WSZYSTKIM autorytret moralny. A co widac w zwyklych parafiach z tym morale nie jest tak czysciutko...
    • metiowiec Re: Religia w szkołach. 15.10.04, 16:48
      Religia powinna być po szkole ale tylko dla tych co chcą ! wtedy by się okazała
      kto tak naprawde uznaje ten sposób edukacji duchownej.
      • fan_gazety Jest właśnie tak - dla tych, którzy chcą 19.10.04, 08:24
    • Gość: Marek Re: Religia w szkołach. IP: *.wroclaw.mm.pl 16.10.04, 15:24
      Jestem za tym aby religia wróciła do salek katechetycznych. Dzieci, zwłaszcza w
      dużych miastach, chodzą do szkoły niekoniecznie na swoim osiedlu. I zdarzają
      się księża, którzy nie pozwalają takim dzieciom na przystąpienie do pierwszej
      komunii w parafii pod którą podlega szkoła a do której dziecko z racji miejsca
      zamieszkania nie należy.
      Jak wytłumaczyć dziecku, że nie może iść do komunii z kolegami z klasy.
      Zwłaszcza, że gros przygotowań do komunii odbywa się własnie na katechezie??
      Moje dziecko będzie obserwowało przygotowania swoich kolegów na lekacjach
      religii. Zaś na swojej uroczystości będzie stało samo, obce wśród nieznanych mu
      dzieci. I gdy spojrzy kiedyś na grupowe zdjęcie to nie bedzie znało nawet imion
      tych, którzy na nim się znajdą.
      Ksiądz jest nieprzejednany.
      • Gość: Wolter Re: Religia w szkołach. IP: *.c.net.pl 16.10.04, 17:34
        Po co wprowadzono bocznymi drzwiami religię do szkół ?
        Po pierwsze, by indoktrynować młodzież, zaszczepiać jej jedynie słuszny i
        jedynie prawdziwy światopogląd i system wartości.
        Choć przedmiot ten jest nieobowiązkowy, to jest on zazwyczaj w środku lekcji i
        uczniowie , którzy na religię nie chodzą, włóczą się najczęściej wtedy po
        szkole lub siedzą na świetlicy, bo najczęściej nie ma dla nich alternatywnych
        zajęć, np. z etyki czy filozofii.
        Poza tym często wywierana jest na niuczęszcających na katechezę presja
        społeczna i wielu rodziców posyła dzieci na religię dla "świętego spokoju", aby
        pociecha nie czuła się gorsza i nie była wytykana palcami przez otoczenie
        (szczególnie w małych miastach , na wsiach).
        Po drugie wprowadzenie religii do szkół pozwoliło zgodnie z prawem z kasy
        państwowej finansować księży uczących w szkołach, a w ostatnich 10-12 latach w
        Polsce chyba o ok. 100% wzrosła ilość duchownych i trzeba było jakoś dać tym
        ludziom zarobić, bo z datków biednego społeczeństwa nie byliby oni w stanie na
        odpowiednim dla nich poziomie żyć.
        Pominę już sprawę jakości lekcji religii i zachowania wielu katechetów, bo to
        temat na osobny wątek. W każdy razie z ideą tolerancji i ewangelicznej miłości
        do bliźniego ma to często niewiele wspólnego.
        • Gość: sowjet junion Re: Religia w szkołach. IP: *.chello.pl 16.10.04, 18:47
          Ja na razie raz spotkałem się z naprawdę bardzo dobrym i ciekawym prowadzeniem
          lekcji religii. Ksiądz bardzo interesująco opowiadał, wybierał zagadnienia
          ważne także dla nas. Nie było to dyktowanie formułek do zeszytów czy coś, tylko
          luźna dyskusja. Na lekcje te przychodzili ludzie, którzy od kilku lat w ogóle
          nie chodzili na religię. Było po prostu super. Do czasu... Ksiądz zmarł
          niedługo po rozpoczęciu roku szkolnego, serio :((((((((((((((
          • Gość: Kasjan Re: Religia w szkołach. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.10.04, 23:02
            Uczę w szkole średniej i nieraz słyszę komentarze uczniów. "Co mamy? Religia!
            Acha tzn. wolna godzina. Dobrze, że we wtorek mamy na ósmej godzinie, bo można
            wcześniej pójść do domu."
            Szlag mnie trafia z wielu powodów. Po pierwsze; miałem koncepcję lekcji religii
            w szkole, że nie tylko będzie rozmowa o Bogu i wspólna modlitwa, ale może też
            te lekcje będą suplementem do lekcji polskiego (filozofia, co to jest
            przypowieść, pieśn etc...), historii czy historii sztuki (np. sztuka sakralna,
            architektura poszczególnych epok) czy chociażby etyka i kultura (inne religie,
            wyznania, główne założenia).
            Po drugie - tyle czasu jest zmarnowane (jak słusznie zauważył jeden z
            przedmówców - jedna godzina historii ale 2 godziny religii). Wiem jak pracują u
            nas księża (księża !!! nie katecheci) w szkole. Najczęściej w ogóle nie pracują
            (sala zamknięta, nikogo z klasy nie ma w szkole) albo przegadają godzinkę z
            uczniami o dupie Maryni tudzież pooglądają sobie oceny w dzienniku).
            Po trzecie - dostają taką samą pensję jak nauczyciel np. języka obcego, który
            musi się przygototwywać do lekcji, sprawdzać wypracowania i testy i jeszcze
            martwić się jak uczniowie poradzą sobie z zadaniami maturalnymi w przyszłości
            (język obcy jest teraz obowiązkowy). Tylko, że nauczyciel musi jakoś utrzymać
            siebie i rodzinę, popłacić wszystkie rachunki. A oni pełen wypas, gniazdko na
            plebani, posiłki przygotowane przez gospodynię i niedzielne obiadki u
            proboszcza. Żyć nie umierać. państwo zrobiło im naprawdę prezent w postaci
            dodatkowego kieszonkowego.
            Nie będę już komentował poziomu intelektualnego niektórych księży, bo jest to
            poniżej mojej godności, ale rażą mnie ich antysemickie przesłania w rozmowach z
            młodzieżą tudzież homofobia, ksenofobia i inne fobie... Co bardziej bystrzy
            uczniowie po prostu się z nich nabijają i olewają ich lekcje. Obowiązkiem
            każdego ucznia jest uczęszczać na lekcje religii - no chyba, że wcześniej się
            zdeklarował, że nie chce uczęszczać. Ale wiadomo u nas, w centrum Polski
            mieszka 100% katolików więc oficjalnie wszyscy "chodzą". Mają co prawda
            odznaczoną nieobecność w dzienniku, z których później i rozliczam i ochrzaniam
            na godzinach wychowawczych, ale później, pod koniec semestru, ksiądz "dobry
            wujek" i tak wszystkim postawi piąteczki. Zarówno tym co chodzili uczciwie jak
            i olewusom. No i co??? Cała moja praca wychowawcza na nic. Ja jestem tym złym a
            ksiądz jest tym dobrym nauczycielem.
            I jeszcze jedno. Ostatnio poraził mnie sposób ewnagelizacji moich uczniów - a
            zaznaczam, że pracuję w jednym z najlepszych liceów w mieście, gdzie młodzież
            mamy naprawdę grzeczną. Ostatnio uczeń (właściwie absolwent) uzasadnił mi
            dlaczego lubi ks. Tomka. Ksiądz ów powiedział na lekcji do uczniów: "Kochajcie
            Jezusa. pamiętajcie, że on Wam nigdy nie powie - spierdalaj."
            Całkowity opad szczęki. Najbrzydszym słowem jakiego użyłem w obecności uczniów
            w ciągu mojej 12-letniej kariery jest "cholera jasna!". Ach, w ogóle to już mi
            się pisać odechciewa. Ksiązkę mógłbym napisać na temat religii w szkole oraz
            nauczycieli (pożal się Boże) tego przedmiotu.
            Żeby nie zakończyć pesymistycznie, dodam, że są też księża-katecheci mądrzy,
            subtelni i z powołaniem, ale to są jednostki zamierające. Najgorsze jest to, że
            ich praca i kompetencje są często złośliwie krytykowane i najczęsciej przez
            kolegów ... księży :-(((
            Pzdr.
            • grubasek73 Re: Religia w szkołach. 17.10.04, 19:01
              Masz rację!
              To skandal. Dlatego ja swoich dzieci na religię nie posyłam. Nie chcę, zeby
              miały mętlik w głowie. Jestem przeciwny religii w ogóle, a w szkole tym
              bardziej.
            • Gość: myslenie-szkodzi Re: Religia w szkołach. IP: *.81-161.gts.tkb.net.pl 17.10.04, 20:55
              "Co bardziej bystrzy
              > uczniowie po prostu się z nich nabijają i olewają ich lekcje"

              czuje sie bardzo bystra :)

              przyczyną niezadowolenia naszej wychowawczyni w ubiegłum roku, w 80% przypadków
              było zachowanie naszej klasy na lekcji religii. Niezadowolona była z zachowania
              mojego i kolegi P.
              Uczyła nas siostra zakonna, która wyuczyła się wyświechtanych frazesów i kilku
              paciorków i szła do nas na lekcję. Po kilku miesiącach takiej "nauki", pełnej
              wrzasków, obrażania się, ciągania do wychowawczyni i zapraszania dyrektorki,
              strasznia ogniem piekielnym etc. mieliśmy przygotowane pytanka, które były
              siostrze Basi niewygodne. Siostroo, czy masturbacja jest grzecheeeem? -
              Odpowiedz sobie w duchu [Duchu?] - brzmiała odpowiedź.
              Nieraz zwalniała mnie z lekcji by mnie nawrócić na drogę Pana, zabronić
              noszenia czarnych ubran [a ja czerń bardzo lubię], zerwania naszywki z plecaka
              [jednego z ulubionych wokalistów, na moje nieszczęście to pan Manson], mówić o
              swoich wizjach na mszy z egzorcystą, z nami w rolach głównych oczywista.

              Do tego siostrzyczka była zagorzałą antysemitką, homofobką [bo homoseksualizm
              trzeba leczyć! to choroba! i tup, tup, bucikiem w podłogę...], i tak dalej i
              tak dalej... Potrafiła zarzucić tekstem w stylu "z głosowania na pana
              kwaśniewskiego w wyborach to się spowiadać trzeba!", co jej z radością
              wypominaliśmy wszyscy, łącznie z rodzicami. Siostra zrobiła więcej złego niż
              dobrego, przez 10 miesięcy roku szkolnego.

              Lekcje religii to była totalna bzdura, nigdy wcześniej nie byłam tak
              zniechęcona do KK. Nie tylko ja zresztą, a siostra nadal uczy w mojej szkole.

              W tym roku mam przemiłą katechetkę, zastanawiam się tylko, czy nie lepiej
              zamiast tych religii dodatkowa historia albo niemiecki...?
    • Gość: grrrrw Jednej rzeczy nie rozumiem IP: 217.153.181.* / 217.153.181.* 20.10.04, 16:56
      Jednej rzeczy nie rozumiem.

      Jesli rzeczywiscie tak jest, ze religia jest smiertelnie nudna, ze spora grupa
      młodziezy chodzi na religie tylko dlatego, ze "nie ma co robic", "lekcje
      poodpisywac" czy "pospać", to dlaczego osoby te nie wypiszą się z tych zajęc,
      nie pójda po prostu do swietlicy czy biblioteki, na boisko (przy ładnej
      pogodzie az miło się poopalać lub w piłkę pograć), a nawet i do własnego domu
      (jesli blisko mieszkaja)i nie zajmą się tam w duzo bardziej konfortowych
      warunkach tym samym, co robia rzekomo na religii tj; odrabianiem (odpisywaniem)
      lekcji, gdzie nikt nad głowa nie marudzi, zeby "natychmiast schować, bo do
      dziennika zapisze, ze odwalasz matme na religii".
      Mozna tam sobie telewizje pooglądać, a nawet da się od biedy pospać, czy
      kanapkę i cole z bufetu przyniesiona skonsumować bez ksztuszenia się pod ławką.

      W czym lezy wyzszość odwalania lekcji na religii od odwalania lekcji w
      swietlicy ? W czym wyzszość spania na religii od spania na ławeczce przed
      szkołą ?


      Argument o pójsciu do bierzmowania odpada, bo nigdzie nie jest powiedziane, ze
      bierzmowanić sie można tylko i wyłącznie wiosna w klasie III gimnazjum.


      Z jednym sie ewentualnie zgodzę. Na pewno zadymy robione w swietlicy nie
      umywają sie do zadym robionych na lekcji religii !!!!
      • fan_gazety Osobiście - też nie mogę tego pojąć, ale... 20.10.04, 17:18
        uczniowie najczęściej mówią jasno: presja dorosłych. I to jest smutne. To, że
        dorośli deklarują respektowanie wolności do poglądów i wyborów, ale często
        tylko deklarują, bo jak problem dotyczy ich dzieci, to jakoś o tym szybko
        zapominają.
        • grrrrw Re: Osobiście - też nie mogę tego pojąć, ale... 20.10.04, 17:35
          Zgoda.
          Ale wywierasz presje na dziecko, zeby nauczyło się tabliczki mnożenia i "Ody
          do młodosci". Z tabliczką jeszcze da się dziecku wyjaśnic: "to ci sie skarbie
          przyda", ale taka ODA ? Ze wielkim poeta był ? "Zebys wiedział"?

          Szkoła oparta jest w duzym stopniu na presji, przymusie oswiatowym, na
          rywalizacji, a zajecia nadobowiazkowe zawsze beda wygladały jak lekcje
          polskiego opisane w "Syzyfowych pracach" - szaro, nudnie, sennie. Chyba ze
          trafi sie raz na sto lat jakis Zygier.
          • fan_gazety Tabliczka mnożenia i "Oda" to elementy wiedzy 20.10.04, 18:35
            "neutralnej", natomiast sprawy swiatopoglądu religijnego nie mogą być
            przedmiotem presji w kraju demokratycznym.

            a zajęcia pozalekcyjne, nadobowiązkowe? Pamiętam ile emocji wyzwalały zajęcia
            sportowe :-).
            • Gość: grrrrw Re: Tabliczka mnożenia i "Oda" to elementy wiedzy IP: 217.153.181.* / 217.153.181.* 21.10.04, 10:13
              Tak, nie moga.
              To znaczy rodzice mogą, reszta - nie.
              • fan_gazety Re: Tabliczka mnożenia i "Oda" to elementy wiedzy 22.10.04, 07:21
                "Rodzice mogą" - piszesz.
                Do jakiegoś wieku - tak, ale już w lo, gdy te "dzieci" robią wiele rzeczy po
                swojemu, w tym kształtują stosunek do religii. Czas na rezygnacje z presji, na
                zakceptowanie ich wyborów. "Kazać" 16-stolatkowi chodzić na religię? No, jakoś
                groteskowo mi to brzmi.
      • Gość: Wolter Re: Czyżby podwójna moralność? IP: *.c.net.pl 21.10.04, 00:34
        Gość portalu: grrrrw napisał(a):
        W czym lezy wyzszość odwalania lekcji na religii od odwalania lekcji w
        > swietlicy ? W czym wyzszość spania na religii od spania na ławeczce przed
        > szkołą ?

        Wnioskuję z Twoich wypowiedzi, że jesteś dyrektorem szkoły, a więc Twoim
        obowiązkiem jest dbanie o jakość lekcji w kierowanej przez Ciebie placówce.
        Piszesz o zadymach, jedzeniu, spaniu czy odrabianiu innych lekcji na religii,
        to wszystko prawda. Tylko gdzie wtedy jest katecheta? Gdzie jesteś Ty jako
        dyrektor szkoły? Jeśli takie rzeczy działyby się na polskim, matematyce,
        biologii, historii itp. to zapewne byś interweniowała, przeprowadziła co
        najmniej rozmowę z nauczycielem danego przedmiotu, może nawet zrobiła mu wpis
        do akt, że nie panuje nad klasą, nie realizuje programu (no bo jak to robić,
        gdy na zajęciach panuje chaos?)itp.
        Czy tak postępujesz z katechetami? Bo podstawy do takich działań masz, wiesz
        przecież, jak wyglądają lekcje religii (chyba je czasem hospitujesz?). A może
        jak część dyrektorów patrzysz przez palce na poczynania katechety, wychodząc z
        założenia, że religia jest nieobowiązkowa i na żadnym egzaminie szkolnym
        nieweryfikowana, a klerowi się lepiej nie narażać?
        Czy jedyne, co masz do zaoferowania młodzieży, która z różnych względów nie
        chce chodzić na religię, to sugestia, aby uczniowie poszli się poopalać na
        boisku szkolnym, posiedzieć na świetlicy czy udali się do domu, jeśli
        mieszkają niedaleko?
        Dlaczego nie bierzesz pod uwagę, że lekcje katechezy są często po prostu nudne,
        a prowadzący je ksiądz nie potrafi z różnych powodów zaciekawić nauczanym
        przedmiotem, więc nudząca się młodzież przeszkadza, prowokuje, robi sobie jaja?
        Czy taką sytuację tolerowałabyś na innych przedmiotach?
        Nie ma znaczenia czy religia jest przedmiotem obowiązkowym, czy nie, po prostu
        jest w programie nauczania, a katecheta za uczenie pobiera pieniądze, więc
        powinien ze swych obowiązków wywiązywać się rzetelnie. Ty zaś jako jego
        przełożona powinnaś tego dopilnować i w razie konieczności stosować
        przewidziane prawem środki dyscyplinujące danego nauczyciela. Chyba że inną
        miarą mierzysz pracę katechetów, inną pozostałych nauczycieli, ale to ani
        moralne, ani zgodne z prawem. Wszak i katechetom, i dyrektorom ( w ogóle
        wszystkim nauczycielom) podatnik płaci za wypełnianie swych służbowych
        obowiązków.
        • werty126 bijemy pianę, a religia jest i bedzie 21.10.04, 09:10
          Z tego co wiem to dyrektor nie bardzo ma wpływ na to, kogo zatrudni jako
          katechetę. O tak ważnej funkcji decyduje ksiądz proboszcz, który szkołę
          nawiedza dwa razy w roku (Wigilia szkolna i jakaś mizerna hospitacja,
          zapowiedziana duuuużo wcześniej). Na program nauczania religii dyrektor również
          nie ma wpływu, bo tu decyduje kuria. Myślę, że głównie chodzi o czas
          przeznaczony na zajęcia religii (2x w tygodniu) w porownaniu z innymi
          przedmiotami, egzaminacyjnymi. Zostawiłabym religie w szkolach podstawowych w
          klasach młodszych , aby odciążyć rodzicow od obowiązku odprowadzania dzieci do
          sal katechetycznych. A reszta dzieciaków, samodzielnych, niech z tych
          budowanych z rodzicielskich środków sal korzysta przy kościele. A jeżeli już w
          szkole to jedna godzina powinna zaspokoić wymagania kleru. Przez 12 lat
          edukacji jedna godzina tygodniowo to naprawdę ogrom czasu, aby nauczyć
          życzliwości, uczciwości, wrażliwości na innego człowieka. Bo chyba taki jest
          główny cel tych zajęć. A może się mylę... Pozdrawiam.
          • Gość: marta Re: bijemy pianę, a religia jest i bedzie IP: *.amsnet.pl 21.10.04, 09:46
            Przykro mi to mówić, ale niestety, mylisz się. Celem nie są wymienione przez
            Ciebie wartości, ale bezmyślne wkuwanie teorii chrześcijaństwa i religii
            katolickiej. Wiedza ta jest sprawdzana tak, jak każda inna, poprzez ciągłe
            klasówki, kartkówki i odpytywania ustne. Wczoraj miałam zebranie w szkole
            mojego dziecka (b.dobre liceum) i rodzice skarżyli się, że na naukę religii
            dzieci poświęcają bardzo dużo cennego czasu. Sugerowali, by nauka religii
            polegała na dyskusjach z uczniami, przekazywaniu im wartości, po prostu na
            wychowaniu dobrego człowieka o wysokim morale. Niestety, założenia są zupełnie
            inne i nic się nie da zrobić. Skutkiem jest coraz częstsza rezygnacja z lekcji
            religii. Dzieci "błagają" rodziców, by im na to zezwolili, bo rzadko które z
            nich ma ambicję zostania teologiem.
        • Gość: grrrrw Re: Czyżby podwójna moralność? IP: 217.153.181.* / 217.153.181.* 21.10.04, 10:46
          Nie, jestem katecheta. I uczyłam w podstawówce, a teraz w gimnazjum.
          uczyłam takze kilka dobrych lat angielskiego.

          Na moich lekcjach nie mozna grac w karty, spac i jesc. Co nie znaczy, ze nie
          dochodzi czasem do tego, ze uczniowie próbuja, czy sie a nuz da.

          Reaguję stanowczo.I ciagle sa od rodziców skargi, ze zniechecam dzieci do
          wiary. Bo co to szkodzi jak sobie poje, ostatecznie to nie matematyka.
          A jesli usiłuja grac w karty, to widocznie moje lekcje sa nudne i bla-bla-bla.
          I jeszcze każe kupowac podręcznik (zrezygnowałam z tego wymogu po roku, bo i
          tak nikt nie kupili)i prowadzic zeszyt !

          Utrzymanie dyscypliny na religii jest przynajmniej (gimnazjum !) piec razy
          trudniejsze niz na normalnej lekcji (uczyłam przemiotu który uchodzi za
          prestizowy i w tym samym srodowisku, wiec wiem co mówie). Jesli sam uczysz, to
          wiesz dlaczeo. Po prostu katecheta jest pozbawiony tych srodków
          dyscyplinujacych, które wynikają z oceniania, sredniej ocen, promocji do
          nastepnej klasy.
          Mialam okresy, ze byłam twarda jak stal (rozliczałam za spóźnienia,brak
          zeszytu, ganianie po klasie, wpisywałam jedynki osobom z innych klas, które
          penetrowały mi na lekcje i zakłócały, wypraszałam z nieobecnoscia osoby
          usiłujace jesc, spac, grac w karty - w swietlicy sa do tego duzo lepsze
          warunki)- efekty wypisuje sie połowa z zarzutem, ze jestem nieludzka, dyrekcja
          zwraca mi uwage, ze religia to przedmiot szczególny i zebym nie była taka
          surowa. W podtekscie przesłanie "nie mamy jak zagospodarowac tych dzieci, które
          sie od pani wypisały, swietlica za mała".

          Miałam okresy, ze byłam miekka i elastyczna (a nuz poskutkuje dobrocia?),
          okresy słabszej kondycji fizycznej i psychicznej. Efekty: dyrekcja mnie
          rozlicza za hałasy na lekcji, wedrówki ludów po dzwonku, wypadania przed
          dzwonkiem z hałasem, brak subordynacji na akcji grabienia lisci !
          Miałam rok, gdy za rada kolegi, doswiadczenszego ode mnie katechety, poszłam
          na łatwiznę - niech sobie spia i lekcje odrabiaja, aby było cicho.
          Sumienie nie dawało mi spac, wróciłam do zdrowia i do kompleksowej
          konsekwencji.
          Jesli chcesz wiedziec co było dalej, zacznij czytac jeszcze raz od góry od
          piatego akapitu.

          Czy lekcje religii sa nudne ?
          Mogę powiedzieć, ze robię wszystko, zeby MOJE nudne nie były.
          Robie pięc razy wiecej niz na angielskim robiłam. Tam miałam podręcznik,
          komplet pomocy dodatkowych w tece metodycznej od producenta, a dzieci były
          zywo zainteresowane nie tyle nauczeniem się angielskiego ( bo to podstawówka),
          co uzyskaniem pozytywnej oceny (tata kupi nowa myszke !).
          Aby lekcja była ciekaw, potrzebne jest zaangazowanie obu stron. O to u
          młodszych dzieci bardzo łatwo, w gimnazjum jest własciwie na forum szokły nie
          do uzyskania.
          Po prostu gimnazjum jest to wiek watpliwosci, poczucia "bezsensu", ustawiania
          na nowo hierarchii wartosci, programowego braku zaufania do autorytetów,
          sztubackiej przekory, wielkiej potrzeby zaistnienia w grupie rówiesniczej
          poprzez totalną negacje,brak posłuchu, wygłup czy prostacki głupawy eksces
          (niestety!). To wiek, kiedy zainteresowanie problematyka religijną, dobry
          stopien z religii jest przez rówiesników odbierany jako "swietonadętość", a
          czynny udział w lekcji religii(polegajcy na wet na tak banalnej czynnosci jak
          rozwieszenie mapy) grozi kompromitacja towarzyska na skale szkoły! To wiek, gdy
          młodemu człowiekowi bardzo jest potrzebna "zelazna dłon w aksamitnej rekawicy"
          czyli kontrola silna i delikatna zarazem zewnetrzna i dyscyplina. Wiara w to,ze
          jesli lekcja bedzie ciekawa nie bedzie wygłupu czy ekscesu jest naiwnoscia.
          Jesli byłoby to prawdziwe, to po co stopnie i egzaminy na tak ciekawej
          matematyce czy chemii ? Wystarczyłoby dzieci zaciekawic i samo by poszło ?

          Najciekawiej zaaranzowana lekcja nie uda się jesli trafi sie jeden
          przezywajacy aktualnie trudnosci z zyciem, który da serie sztubackich
          (praktycznie bezkarnych) wygłupów; wstawanie co minute do kosza na smieci,
          wychodzenie do WC, podchodzenie do okna by je zamkna, otworzyc, wyjscie na
          korytarz do kolegi, powrót z krzykiem....itd...itp.
          To wszystko wyczerpuje siły nauczyciela (pal diabli!) i czas przeznaczony na
          zrealizowanie lekcji, bo zanim delikwent sie zdecyduje czy idzie do swietlicy
          czy nie i czy sie wypisuje w tym półroczu - czas mija.



          A mimo wszystko, choć jestem za ocenianiem na religii (ocenia się za gorliwosc
          w zdobywaniu wiedzy)nie jestem za wprowadzeniem stopnia z religii do sredniej.
          Jest duzo argumentów za takim rozwiazaniem, ale równie duzo przeciw. Wolę tak,
          jak jest.
          To daje wieksza satysfakcje zawodowa.
          Ale to juz tylko "miedzy nami katechatami"





          Lekcje religii nie maja za zadanie przekazac tylko wiedzy religijnej. Jako
          pierwsze wymienia sie "zblizenie do Chrystusa" czyli po prostu pogłebienie
          wiary w przesłanie ewangelii.


          • Gość: marta Re: Czyżby podwójna moralność? IP: *.amsnet.pl 21.10.04, 15:35
            Witam grrrrw!
            Po pierwsze:nie wiem, co masz na myśli, mówiąc o podwójnej moralności.
            Po drugie: ja pisałam o licealistach, a nie gimnazjalistach.
            Po trzecie: wierzę, że to, co piszesz, jest prawdą i wiem, że są również tacy
            katecheci i księża.
            Moim zdaniem, problemem są lekcje religii w szkołach i to z wielu względów, o
            których pisano już wiele razy, nie będę więc wdawać się w szczegóły.
            Ja miałam przyjemność (tak, przyjemność!),uczęszczać na lekcje religii do salki
            katechetycznej przy kościele. Chodzili tam ci, którzy naprawdę chcieli i
            chociaż lekcje odbywały się w godzinach popołudniowych, nikt nie uważał, że to
            czas stracony. Uczyło mnie wielu księży. Jeden lepszy, drugi gorszy, ale każdy
            potrafił nie tylko wbijać do głów formułki, ale i świetnie się z młodzieżą
            bawić. Dobrze wiedzielismy, kiedy nauka,a kiedy czas na relaks, wzajemne
            pogaduchy o życiu, po prostu. Nigdy nie kułam na religię i nigdy nie miałam
            sprawdzianów! Owszem, prowadziłam zeszyt, robiłam notatki, poznawałam zasady
            wiary, ale nic pod przymusem, w obawie o złą ocenę. Czas lekcji religii był
            odskocznią od nauki w szkole, relaksem, wytchnieniem. I każdemu chciało się w
            lekcjach religii uczestniczyć. Zresztą, do dziś miło je wspominam i uczących
            mnie księży. Dziś te lekcje często zatraciły swój sens. Są kolejnym "balastem"
            w żmudnej, szkolnej pracy. Wymagania, jakie stawia się uczniom na wszystkich
            lekcjach są o wiele większe niż kiedyś i do tego doszły nowe obowiązki: kucie z
            religii. Co z tego, że uczniowie poznają trudne, skomplikowane terminy i
            zagadnienia, o których uczą się studenci teologii, gdy nikt nie uczy ich
            wrażliwości, miłości bliźniego itd. Nikt z nimi o tym nie rozmawia, ważne jest
            zupełnie coś innego. Religia w szkołach straciła na znaczeniu. Jest traktowana,
            jak każdy inny przedmiot, a przecież nie powinno tak być, z tym chyba się
            zgodzisz? Nie jest moim zamiarem dyskredytowanie katechetów, księży, a już
            religii w szczególności, ale moje zdanie na jej temat jest właśnie takie. Co,
            oczywiście nie oznacza, że wszyscy muszą je podzielać. Pozdrawiam.
            • Gość: grrrrw Re: Czyżby podwójna moralność? IP: 217.153.181.* / 217.153.181.* 21.10.04, 19:13
              To nie ja - to fan gazety !

              Problem klasówek na religii wzial sie z wciagniecia do sredniej oceny z
              religii. To wielka pokusa, bo uzyskuje sie zdyscyplinowanie na lekcji,
              aktywność (obliczona oczywiscie tylko na na efekt), na korytarzu i w zagrodzie
              (tj. tzw. wyjsciach), katecheta uzyskuje w ten sposób konieczny do wykonywania
              funkcji opiekunczych posłuch. Jest to nawet na rekę szkole, bo katecheta moze
              byc wykorzystywany do rozmaitych ogólnoszkolnych akcji wychowawczych i nie
              wykreca się,ze nie ma to sensu, bo i tak sie nie beda go słuchali i na pewno
              nikt nie przyjdzie.
              Ale minusem takiego rozwiazania jest sformalizowanie modelu. Dyrekcja wciubia
              nos w dziennik i czepia sie głupio, dlaczego nie było przewidzianych w WSO
              dwóch prac klasowych w semestrze i czy własciwie je zabezpieczono na wypadek
              odwołania rodzica od oceny itd. Jak oceniac - to oceniac za konkrety - mysli
              dyrekcja. Przeciez taka klasówka nie moze przeciez byc z "co sadzisz o
              problemie ekumenizmu" ani"jak tam, napisz no szczerze, czy nie jestes czasem
              leniwy, kochaneczku", bo nie da sie tego typu twórczosci ocenic w szkolnych
              kategoriach.
              W rezultacie zamiast oceniac za gorliwosc w zdobywaniu wiedzy i zblizac do
              Boga, katecheta robi z lekcji religi mini-kurs-teologii-i-historii-koscioła-
              dla-ubogich-duchem.
              Jest w tym pewna analogia do zajec z plastyki czy muzyki i wkuwaniu zyciorysów
              Moniszki, zeby sie podciagnac.

              Ja tez pamietam czasy religii w salkach, ale pamietam tez czasy religii w
              szkole, bo stara jestem juz bardzo. Co do lat piecdziesiatych i
              szescdziesiatych trudno mi się wiazaco wypowiadac, bo nie dorosłam wtedy
              jeszcze do wieku uzycia rozumu, ale doskonale pamietam lekcje religii w
              salkach.
              Bywało różnie, bo i ja w osiemdziesiatych latach uczyłam w salce i pamietam.
              Osoby uczase tez były róze. U nas, na prowincji i ziemiach odzyskanych nie było
              tak różowo jak w Krakowie czy Małopolsce. Z braku duchownych uczyły osoby o
              rozmaitym wykształceniu i lekcje te bywały nieraz żałosnym spektaklem (dzieci
              na szczescie nie sa krytyczne i daja uczacemu spory kredyt zaufania).
              Niedostatki polskiej katechezy (zarówno od strony uczacego jak i postaw
              katechizowanych) wyszły po prostu kilkanascie lat temu na jaw, uległy
              upublicznieniu problemy z nia zwiazane.
              Sam model się zmienił. Co innego szkolna lekcja religii, co innego katecheza
              przyparafialna oparta głównie na uczestnictwie w liturgii. Jest zreszta w
              szufladzie "katechetyka fundamentalna" przynajmniej kilkanascie modeli
              katechetycznych, w Polsce po Soborze obowiazywały dwa (antropologiczny i
              kerygmatyczny). Dzis one juz się troche zestarzały, nowe rodza się w wielkich
              bólach i rzecz jasna przy kompletnej nieswiadomosci tego procesu u
              katechizowanych i ich rodziców :-) .
              • Gość: Wolter Re: Czyżby podwójna moralność? IP: *.c.net.pl 21.10.04, 19:58
                Grrrw
                Jeśli nie jesteś dyrektorem szkoły, to zwracam honor, ale nie zmieniam swej
                opinii o religii w szkole.
                Uważam, że religia nie powinna być nauczana w szkole, tylko w sali
                katechetycznej po zajęciach lekcyjnych. No, ale jeśli już ją do szkół
                wprowadzono, to księża katecheci, którzy za swą pracę biorą pieniądze i są
                pełnoprawnymi członkami rady pedagogicznej powinni być z wypełniania swych
                obowiązków rozliczani tak, jak pozostali nauczyciele. I to właśnie winien robić
                dyrektor. Faktem jest, że ma on w stosunku do księży w pewnym stopniu
                ograniczoną władzę, ale to nie znaczy, że ksiądz w szkole jest na szczególnych
                prawach, poza kontrolą, a niestety w wielu placówkach w praktyce tak to
                wygląda, np. widać to w przydziale tzw. czynności dodatkowych (księża rzadko
                mają jakieś dodatkowe "ciężary", a jeśli już to symboliczne, tylko na
                papierze), obecnościach księży na konferencjach, szkoleniach grona
                pedagogicznego po godzinach lekcyjnych itp.(tyczy się to głównie księży
                uczących katechezy, nie katechetek, bo te zazwyczaj takich "przywilejów" nie
                mają). Ostatnio media donosiły o przypadkach krycia księży przez dyrektorów
                szkół w sytuacjach, gdy ewidentnie naruszali oni nie tylko zasady etyki
                zawodowej, ale i prawo (molestowanie seksualne, wyzywanie i bicie uczniów).
                • Gość: grrrrw Re: Czyżby podwójna moralność? IP: 217.153.181.* / 217.153.181.* 22.10.04, 22:00
                  Rzeczywiscie, o zatrudnieniu w szkole decyduje proboszcz, on daje misje. Ale
                  jak się dyrekcja uprze to katechety sie pozbedzie. Oczywiscie musza mu zarzucic
                  uchybienia dyscyplinarne, nieobecnosci, spóxnienia, nieudolnosc wychowawcza,
                  czyli komisja dyscyplinarna wchodzi w gre. Od oceny tresci lekcji, planów
                  ewa. sa metodycy diecezjalni.
                  Co do ksiezy, to jesli ucza w szkole, wychodzi głupio. Bo przeciez po południu,
                  gdy my na radzie pedagogicznej sie pocimy/nudzimy, to ksiadz dalej z naszymi
                  dziecmi pracuje. Jest akurat w kosiele na nabozenstwie rózancowym, majowym,
                  roratach, spowiada, w niedzile msze dla dzieci odprawia. Aczkolwiek sa to
                  czynnosci religijne, ale z punktu widzenia osoby swieckiej mozna je ocenic
                  jako dzialania wychowawcze pozaszkolne.Tak jak Ty prowadzisz kółko europejskie
                  po pracy, tak ksiadz spowiada czy nauki dla bierzmowanych prowadzi.
                  Czesto mlodzi ksieza w czasie wakacji organizuja obozy, rajdy dla mlodziezy.
                  Pokaz mi nauczyciela, ktoryby spolecznie podjal sie takiej akcji w czasie
                  wlasnego urlopu. A tegoroczna zupelnie spoleczna akcja"lato przy parafii"
                  doczekała sie nawet pochwał w mediach. Koordynatorami tej akcji sa wikarzy.
    • Gość: nieuczeszcajaca Re: Religia w szkołach. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.04, 21:38
      mam pytanie jezeli ktos nie chodzi na religie to czy obowiazkowe sa zajecia z
      etyki??I czy w takim pzrypadku ta etyka sie liczy do sredniej??
      • fan_gazety Nie są, bo najczęsciej ich nie ma... 22.10.04, 07:01
    • Gość: janusz Re: Religia w szkołach. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 22.10.04, 12:12
      religii jest po prostu za dużo, lizusostwo każdych polskich władz wobec
      kościoła jest ewidentne.
      Jedna godzina w tygodniu zupełnie by wystarczyła. W podstawówce wręcz
      oburza rodziców jedna godzina historii w tygodniu, jedna godzina plastyki w
      ciągu pierwszego semestu i zero w drugim. A religii są zawsze dwie godziny -
      władza o to zadbała w ramowym planie godzin, więc dyrektor nawet gdyby chciał
      to nie może zmniejszyć tej ilości.
      • Gość: grrrrw Re: Religia w szkołach. IP: 217.153.181.* / 217.153.181.* 22.10.04, 15:21
        Nie, etyka nie jest obowiazkowa. Jesli znajdziesz w swoim poziomie edukacyjnym
        7 osób, kóre chciałby etyki, to mozecie się zwrócic do dyrekcji szkoły o takie
        lekcje. Ale najczesciej rzecz umiera sama z siebie, bo okazuje sie, ze niełatwo
        dopasowac takiej grupie miedzyklasowej plan, albo nie ma nauczyciela od etyki.
        Mozesz tez chodzic na etyke do innej szkoły i przeniesc stopien.
        Ale i tak nie liczy się do sredniej.
    • metiowiec Re: Religia w szkołach. 22.10.04, 22:37
      Niech religa będzie po szkole jako dodatkowe zajęcia zobaczycie wtedy ile osób
      by poszło....
    • Gość: elmumio Re: Religia w szkołach. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.04, 23:31
      religie do szkoł wprowadzono nie do konca zgodnie z prawem.to raz.dwa-lekcje
      religii organizuje sie na życzenie rodzicow.teoretycznie-wiemy jaka jest
      rzeczywistość.trzy-czy uważacie za normalne,że religia panująca jest wbijana do
      głów już 3letnim dzieciom w przedszkolu? jezeli ktos chce ogłupiac własne
      dziecko,niech robi to na własny koszt,po lekcjach.niestety pazerność panow w
      czarnych kieckach prowadzi do tego,że jesteśmy narodem otumanionym przez dym
      kadzideł i kult białego starca z Watykanu.wiekszość Polaków nie umie myśleć
      samodzielnie i słucha bajek spasionych katabasów.na szczęście młodzież coraz
      częściej to dostrzega i kosciół za kilkanaście lat musi utracić nienalezne mu
      wpływy.niestety wiem do czego prowadzi religia katolicka-zaślepienie,odrzucenie
      wszelkich przejawów myślenia inaczej niż pan ksiądz powiedział,nietolerancja i
      fanatyzm.mój ojciec dąży do pozbycia sie z domu mnie wraz z żoną i synem,bo nie
      posyłam go na lekcje religii panującej.chodzi o dziecko 3letnie i państwowe
      przedszkole w "laickim"kraju....a gdyby religia była w kosciele,tam gdzie jej
      miejsce problemu by nie było.kończe bo nie o to chodziło,żebym sie żalił,ale
      musze powiedzieć jedno religia jest obrazą rozumu.
      • grrrrw Re: Religia w szkołach. 23.10.04, 12:28
        Nie zmyslaj, trzylatki nie mają religii w przedszkolu.
        A poza tym, sa to zajecia nieobowiazkowe.
        • maika7 Re: Religia w szkołach. 23.10.04, 14:29
          W przedszkolu, do którego chodziły moje dzieci, trzylatki też miały religię (to
          małe, wiejskie przedszkole - była jedna grupa +zerówka) Wszystkie dzieci miały
          religię - jeśli rodzice konkretnego dziecka nie "wypisali" go z tych zajęć.
        • Gość: Kazek Re: Religia w szkołach. IP: *.p-s-inter.net 24.10.04, 17:09
          Ty ty zmyślasz albo udajesz, że nie wiesz, w jakim kraju żyjesz. Jak tam pomysł
          lojalki? Kontynuujesz?
        • Gość: Tigerlily Re: Religia w szkołach. IP: *.g / *.g-net.pl 28.10.04, 20:33
          > Nie zmyslaj, trzylatki nie mają religii w przedszkolu.
          > A poza tym, sa to zajecia nieobowiazkowe.<<
          To w końcu mają czy nie mają?
    • unsatisfied6 tobie się wydaje , że masz prawo glosu 23.10.04, 20:22
      religia to tylko dodatek do całokształtu kształcenia na potrzeby
      wykształcenia lojalnego wobec tego porządku obywatela . widamo
      czego można oczekiwać w przyszlości tak planowanej przez władze -
      coraz to gorszy stan naszego społeczeństwa , kompletną miernotę .
      religia ma być jak i elemnty dogmatycznego bezkrytycznego rozumowania w
      przedmiotach "humanistycznych" . matematyka jakość utrzymała się na
      przyzwoitym poziomie dzięki pewnie jakiejś inercji , ale to pewnie
      kwestia czasu , by zrobić z tego odpowiedni bubel . czasami
      widzi się próby wprowadznia bubli testujące wykształconych przez znaną w
      świecie szkołę polską matematyków - na razie odrzucają , ale przyjdzie
      niebawem nowa kadra .


      nawet jeśli chcesz inny przedmiot zamiast religii , np angielski , to wcale
      nie dostaniesz go dla dzieciaka to o czym myslisz . zapomnij . to będą
      setki godzin pod nazwą język angielski , a w rezultacie dojdziesz do wniosku ,'
      że musisz dać dziecku korki . nawet w szkołach uczących po 4 h tygodniowo
      angielskiego rezultaty są mierne - czegóż można się spodziewać po wkuwaniu
      reguł i słówek ? jedynie rosnące przekonanie niemocy w uczniu - o to właśnie
      chodzi . pozbawiony poczucia wartości i patrzący z zazdroscią na innych , że
      bez takiego reżimu w szkole , rozległych prac domowych , wkuwania reguł w
      innych krajach zdobywają dyplomy najlepszych uczelni świata i ... znają jezyki
      bez korków .
    • un1 Re: Religia w szkołach. 25.10.04, 10:17
      Smutną miarą skuteczności religii w szkołach i religii w ogóle jest poziom
      przestępczości wśród młodzieży.
      • maika7 Re: Religia w szkołach. 25.10.04, 14:19
        >Smutną miarą skuteczności religii w szkołach i religii w ogóle jest poziom
        przestępczości wśród młodzieży.

        Poziom przestępczosci nie jest wynikiem wprowadzenia religii do szkół, ani
        miarą jej skuteczności. Nie ma prostej zależności "religijność społeczeństwa -
        poziom przestępczości".
        M.
        • un1 Re: Religia w szkołach. 25.10.04, 14:37
          maika7 napisała:

          > >Smutną miarą skuteczności religii w szkołach i religii w ogóle jest poziom
          >
          > przestępczości wśród młodzieży.
          >
          > Poziom przestępczosci nie jest wynikiem wprowadzenia religii do szkół, ani
          > miarą jej skuteczności. Nie ma prostej zależności "religijność społeczeństwa -

          > poziom przestępczości".
          > M.
          Oczywiście że nie jest wynikiem. Ale skoro religia nie czyni lepszym to po co
          ona...? Dyskusja oczywiście nie na to forum.
          • maika7 Re: Religia w szkołach. 25.10.04, 14:54
            >Oczywiście że nie jest wynikiem. Ale skoro religia nie czyni lepszym to po co
            ona...? Dyskusja oczywiście nie na to forum.

            Po co? np., żeby mieć wybór :-)
            Nie powiedziałam, że nie czyni lepszym :-) Nie powiedziałam też, że czyni
            gorszym. Powiedziałam, że to nie jest prosta zależność. Tylko tyle :-)
            Fakt - nie na to forum :-)
            M.
            • un1 Re: Religia w szkołach. 25.10.04, 15:22
              maika7 napisała:

              > >Oczywiście że nie jest wynikiem. Ale skoro religia nie czyni lepszym to po
              > co
              > ona...? Dyskusja oczywiście nie na to forum.
              >
              > Po co? np., żeby mieć wybór :-)
              >
              Religia jako hobby? Do przyjęcia:-).
              • maika7 Re: Religia w szkołach. 25.10.04, 16:38
                > Religia jako hobby? Do przyjęcia:-).

                Dla jednych jako hobby, dla innych jako cel do zwalcznia wszelkich jej
                przjawów, dla kolejnych jako droga życia, jeszcze dla innych po prostu element
                kultury + wiele pośrednich spojrzeń na jej sens i rolę w życiu :-)
                M.
        • Gość: jolka Re: Religia w szkołach. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.10.04, 15:11
          religia to nieobowiazkowy przedmiot obowiazkowy
          to cytat - pani z kuratorium lub ministerstwa

          moj maz, ktoregos dnia, bardzo zdeterminowany, przeprowadzil kilka rozmow
          telefonicznych, odsylany do coraz to innych "kompetentnych" osob

          rozmowy mialy mniej wiecej taki przebieg:
          -czy religia jest obowiazkowa?
          -nie
          -jezeli moj syn nie chodzi na religie, czy musi chodzic na etyke?
          -musi
          -czyli obowiazkowa jest religia lub etyka?
          -nie jest obowiazkowa
          -to dlaczego musi chodzic?
          -bo nie bedzie mial oceny na swiadectwie
          -czy jezeli nie bedzie mial oceny, to nie otrzyma promocji?
          -otrzyma, bo religia/etyka nie jest obowiazkowa
          -czyli moze nie chodzic ani na religie, ani na etyke?
          -czy pan nie rozumie, co do pana mowie, musi chodzic albo na religia albo na
          etyke
          i tak dalej

          niestety rozmowy nie trwaly dlugo, bo panie doprowadzaly sie tzn moj maz je
          doprowadzal do stanu furii, z powodu rozmowy z idiota tzn z moim mezem, ktory
          nie rozumie oczywistych rzeczy
          • fan_gazety dziwne te panie... bo 25.10.04, 15:47
            znam osoby, które nie chodza na religię, a na etykę też nie, bo jej po prostu
            nie ma. I co? I nic...
          • Gość: Zibi kto mnie przekona, że IP: *.lubin.dialog.net.pl 26.10.04, 21:58
            (wobec tego co napisała jolka) pracownicy urzędów nie powinni zdawać testów z
            elementarnej logiki przed przyjeciem do pracy? ale nie zdają :-( i mamy, co mamy
    • Gość: grrrrw Re: Religia w szkołach. IP: 217.153.181.* / 217.153.181.* 25.10.04, 19:15
      Jesli w szkole sa zorganizowane zajecia z etyki, to prawdopodobnie rada
      pedagogiczna uchwali, ze albo etyka albo religia. A jesli zajec takich nie ma,
      to ci którzy nie chodza na religie nie chodza takze na etykę.
      Zreszta fakt, ze ktos nie chodzi na religię w szkole nie znaczy, ze nie bedzie
      miał na swiadectwie stopnia. Jesli przyniesie swiadectwo z punktu
      katechetycznego, to mu przepisza te ocena i juz.
      A jak bedzie sobie zyczył, zeby mu nic nie pisac na swiadectwie, tez ma takie
      prawo. I nie bedzie wiadomo czy chodził i na co.
      A poza tym ze swiadectwa nie wynika, czy uczen chodził na religię ( i jaka)
      oraz na co chodził konkretnie.
      • Gość: jolka Re: Religia w szkołach. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 26.10.04, 23:23
        moj syn juz szczesliwie po maturze

        w szkole byla i religia i etyka i oczywiscie wychowawczyni mowila, ze musi na
        cos chodzic

        a on nie mial ochoty
        nie chodzil i juz

        opisalam rozmowy telefoniczne z paniami z kuratorium i ministerstwa (troche nie
        na temat), bo uwazam, ze sa groteskowe

        naprawde egzamin z logiki dla urzednikow bardzo by sie przydal
        • pawro2001 Re: Religia w szkołach. 28.10.04, 11:21
          "w szkole byla i religia i etyka i oczywiscie wychowawczyni mowila, ze musi na
          cos chodzic"
          W szkole tez mówią, że musisz płacic na komitet rodzicielski. Generalnie są
          zawody (nauczyciel, lekarz, ksiądz)których wielu przedstawicieli ma
          przekonanie, że rozmawiają z półgłówkami, którzy nie mieli nigdy w ręku
          Dziennika Ustaw, programów nauczania, Pisma Świętego, nie wiedzą co to
          antybiotyk, heureza, sakrament itp.

    • thistle1 Re: Religia w szkołach. 27.10.04, 10:20
      pamiętam mojego ksiedza od religii w liceum.musielismy uczyc się formułek
      religijnych,mi jakoś one nie wchodziły do głowy i niespecjalnie
      interesowały,więc jako jedyna osoba w klasie miałam z religii cztery z minusem
      na koniec roku.moja koleżanka była pupilka księdza,ciągle ją chwalił.potem nasz
      ksiądz zniknął,jak równiez moja kolezanka.po ukończeniu liceum dowiedziałam
      się,że mają razem dziecko:-)

      teraz w przedszkolu mam kontakt z katechetką.super kobieta!nie może ona nie być
      przygotowana do zajęć,bo 29 dzieci by ją rozniosło,dzieci 6-letnie niczego nie
      udają,jak się nudzą,mówią otwrcie,bujają się nakrześle,zaczynaja rozmawiać i
      wygłupiać się.ona przygotowuje ciekawe opowiadania przekazujące wartości
      moralne,słucha z dziećmi kaset z piosenkami religijnymi,no.Arka Noego,rozdaje
      kolorowanki,dużo żartuje i uśmiecha się.takiej katechetki jak u nas ze świecą
      szukać:-)
      • Gość: grrrw Re: Religia w szkołach. IP: 217.153.181.* / 217.153.181.* 27.10.04, 16:59
        Patrz, a ja ucze i w przedszkolu i w gimnazjum.
        I wyobraz sobie, ze dzieci w przedszkolu lecą na moje spotkanie na wyscigi,
        krzycza hurra - religia !

        A w gimnazjum - nierózowo. A to przeciez tylko te same dzieci, które szesc lat
        temu uczyłam w przedszkolu.
        • Gość: Kazek Re: Religia w szkołach. IP: *.p-s-inter.net 27.10.04, 18:24
          Bo widzisz, maluchy są z zasady ufne, a gimnazjaliści z zasady krytyczni. jako
          było nie było pedagog powinnaś o tym wiedzieć.
          Zastanawiam się jednak, co chcesz przez to powiedzieć? w wątku tym pojawiło się
          pytanie o zasadnośc istnienia tego rodzaju lekcji w szkołach, o sytuację w
          szkolnictwie, gdzie katecheci (przynajmniej księża) traktowani są jak zgniłe
          jajko - zero obowiązków, za to specjalny ulgowy system awansów zawodowych,
          gdzie w przeładowanych programowo klasach wprowadza się na zasadzie ideolo
          drugą godzinę religii w tygodniu. Może trzymajmy się tematu.
          • Gość: grrrrw Re: Religia w szkołach. IP: 217.153.181.* / 217.153.181.* 28.10.04, 10:47
            To było do thistle.
            Utyskiwania na katechetów biora się czesto z niewiedzy o tym, ze gimnazjalisci
            ( a czasem i licealisci) to niełatwa, przewrazliwiona grupa wiekowa.

            Chodzi o piosenkę: "Taki był grzeczny w przedszkolu,z babcia na nieszpory
            chodził co srodę, a do komunii to go katechetka wybrała do niesienia swieczki,
            a teraz to nie chce chodzic na religie i twierdzi nawet czasem, ze Boga nie ma.
            To na pewno wina katechety, inaczej nie da sie tej zmiany w dziecku wyjasnic.
            Po prostu zatrudniaja na tych stanowiskach ludzi nie na poziomie, zdziwaczałych
            dewotów, bigotów i sadystów, którzy nie maja elementarnych umiejetnosci
            pedagogicznych, w zwiazku z czym maja hałas na lekcjach".
            • Gość: Kazek Re: Religia w szkołach. IP: *.p-s-inter.net 28.10.04, 16:31
              Wiem, pod moim adresem wypisałaś dziwaczny komentarz, a potem już nie raczyłaś
              odpowiedzieć. Takie typowe "nie i amen"?

              Poza tym - niestety, wśód katechetów indywiduów dziwacznych widziałem już dość.
              Niektórzy nie wykonywali połowy obowiązków, przychodzili w połowie lekcji, a i
              tak awans zwodowy dostawali na ułatwioych prawach, bo byli katechetami.
              Oczywiście znałem też, tak sie składa, że to były same kateCHETKI (no, i jeden
              ksiądz), pracujących rzetelnie, co nie znaczy, że zaakceptuję absurd drugiej
              godziny religii w tygodniu i w ogóle absurd istnienia tych lekcji w szkole.
              Może jeszcze sposób wprowadzenie tego przedmiotu do szkół ma mi sie podobać?
              Chciałem Ci po prostu powiedzieć, że nie dziwię się niechętnej reakcji
              młodziezy. W tym wieku młody człoiwiek musi się trochę buntować, a przedmiot
              ideologiczny wprowadzany na siłę stanowi wymarzony cel takiego buntu, wot cała
              filozofia. Ja z gimnazjalistami, nie chwaląc się, nie mam żadnych problemów.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka