Dodaj do ulubionych

krzywdzące stereotypy dotyczące nauczycieli

31.10.04, 18:27
1. Nauczyciel pracuje od 8.00 do 13.30 a potem ma wolne.

2. Nauczyciel ma łatwą pracę, bo tylko trochę posiedzi z dziećmi i już, może
sobie wypić herbatę w klasie, przejrzeć gazetę, a dzieciom dać zadania.

3. Nauczyciel i tak zarabia dużo, zważając na to, że ma tyle wolnego. Nie
mówiąc o tym, że zarabia kokosy na korepetycjach.

4. Nauczyciel ma dwa miesiące wakacji, podczas których nic nie robi.

5. Nauczyciel ma dobrze, bo ma wszędzie zniżki.

===========================================================================
Na razie pozwolę sobie nie rozwijać i nie wyjaśniać, zobaczę, co się będzie
działo :-)))
Kto da więcej?
Obserwuj wątek
    • Gość: age Re: krzywdzące stereotypy dotyczące nauczycieli IP: *.icpnet.pl 31.10.04, 21:51
      Lekka robota, w cieple i dźwigać nie trzeba. I tylko 18 godzin tygodniowo. A co
      godzina przerwa na papierosa. Raj na ziemi. A zarabiać by chcieli tyle, co
      człowiek, który od świtu do nocy gania po budowie. A nauczyciel to w pracy nic
      nie robi tylko gada, albo na tablicy coś napisze.
      • Gość: ania Re: krzywdzące stereotypy dotyczące nauczycieli IP: *.magma / *.magma-net.pl 04.11.04, 17:49
        oj matołki, matołki, co wy wiecie.....??
        jestem nauczycielką języka niemieckiego,i nie pracuję 18 godzin, drugie tyle
        pracuję w domu! Poprawianie waszych sprawdzianów, testów, i tych głupot,jakie
        piszecie jest koszmarem!!Przygotowuje się do każdej lekcji, ale im dłużej to
        robię, to tym bardziej sie nie chcę, bo tak naprawde jestescie
        totalnym "BETONEM"(oczywiście są wyjatki)! Chwała Bogu,ze studiuje drugi
        kierunek teraz, i mam praktyke w radiu-a wkrótce zmieniam prace, doprowadze
        jeszcze klasy do końca roku, aby zobaczyły jak wygląda prawdziwa nauka i lekcje
        i zwiewam! A pracowałam tez fizycznie w sklepie, gdzie się napracowałam po same
        uszy i ta praca była o wiele przyjemnijesza niż ta w szkole!I to jest
        oczywiste,ze chciałabym godnie zarabiac, w końcu, przebywac z takimi "debilami"-
        którzy chodza do szkoły-to powinni dobrze płacić. Rodzice pewnie z wami w domu
        tez wysiedziec nie mogą, bo kto da rade patrzec cały czas na idiotę.
        sorki, ale tak własnie jest...
        • Gość: tubu5000 Re: krzywdzące stereotypy dotyczące nauczycieli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.04, 18:22
          widze, ze Ania nie zrozumialas ironii... typowe u nauczycieli ;)
        • Gość: aneta Re: krzywdzące stereotypy dotyczące nauczycieli IP: *.dyn.optonline.net 04.11.04, 21:21
          oj nie chcialabym ani za nauczycielke, bo ona to dopiero matolek bez zadnego
          dystansu do slowa pisanego z ironia.
          aha ja tez jestem nauczycielka
        • Gość: mia Re: krzywdzące stereotypy dotyczące nauczycieli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.04, 21:54
          nie tylko nauczyciele muszą się przygotowywać do "zajęć". Taka np. księgowa też
          musi cały czas być na bieżąco ale jej nikt za to nie płaci dodatkowo...
        • Gość: mama uczennicy Re: krzywdzące stereotypy dotyczące nauczycieli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.04, 23:17
          Uogólnianie nie jest oczywiście dobre. Jednak śmiem twierdzić iż poziom
          zarobków nauczycieli znacznie przewyższa poziom nauczania. Pani Ania -
          nauczycielka niemieckiego (wypowiedź Nr 2) jest tego dowodem - brak
          kompetencji, powołania, arogancja... Zawód nauczyciela jest niezwykle
          odpowiedzialny a tymczasem opłacamy mnóstwo takich właśnie "Pań Ań" - byłych
          ekspedientek, przelotnie zatrudnionych przy kształtowaniu naszych dzieci -
          przyszłości Polski!
          • Gość: asia Re: krzywdzące stereotypy dotyczące nauczycieli IP: *.umsl.edu 05.11.04, 02:09
            Tylko co Pani powie o nauczycielach z powolania? To raczej selekcja nauczycieli
            i normalne zarobki spowodowayby podniesienie ogolnego poziomu nauczania. Co
            Pani powie, o tych nauczycielach, ktorzy poswiecaja sie swojej pracy. I pracuja
            co najmniej 40 godzin tygodniowo. Zwykle wychodzilo mi 55 godzin tygodniowo.
            Czy 1200 zl po 7 latach pracy i niemalym wkladzie w rozwoj zainteresowan
            dzieci i w rozwoj szkoly to wystarczajacy zarobek?
            Mimo niskich zarobkow nie zamierzam odejsc z zawodu. Ale mam szczescie, bo moj
            maz zarabaia tak, ze moze utrzymac rodzine. A najbardziej boli nie to, ze malo
            zarabiam, ale ze ogolnie mysli sie, ze w zasadzie to ja prawie nie pracuje.
            A to, ze zarobki w Polsce ogolnie sa niskie, to juz calkiem inna sprawa.
            Pozdrawiam
            Asia
            • Gość: olga Re: krzywdzące stereotypy dotyczące nauczycieli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.04, 09:59
              co Wy ludzie wypisujecie????skonczylam studia pedagogiczne,i przez 3 lata
              pracowalam z dziecmi..MUSI sie kochac dzieci zeby z nimi pracowac...aktualnie
              pracuje jako ksiegowa,ze wzgledu na finanse,ale wiem jedno,Napeno wroce do
              szkoly,bo strasznie brakuje mi dzieciakow...mam powolanie!!zawsze smialam sie z
              nawiedzonych ludzi,ktorzy potrafili godzinami opowiadac oczyms co lubia
              robic...teraz to rozumiem..obiecalam sobie ze wroce do nauczania,i ....nie chce
              sie chwalic,ale ja ROZUMIEM kazde dziecko!!
      • Gość: Ed Re: krzywdzące stereotypy dotyczące nauczycieli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.04, 22:49
        To trzeba było skończyćstudia . W myśl zasady" Nie chciało się nosić teczki
        trzeba dźwigać dziś woreczki"- Jakbyś sięuczył to też byś zarabiał te "kokosy"
    • Gość: kk Re: krzywdzące stereotypy dotyczące nauczycieli IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.10.04, 23:21
      Dalej:
      Nauczyciel ma dobrze, bo się wyjeździe za darmochę na wszystkie wycieczki. Tzn.
      dzieci zapłacą.
      OOoo i to jest dobre:
      Parę lat temu, pamiętam pewne panie się zdziwiły, że mam tytuł magistra, bo
      myślały, że do uczenia w szkole wystarczy mieć maturę z liceum i ewentualnie
      Studium Nauczycielskie.
      Kolejne: Sam nic nie umie, to się zajmuje nauczaniem.
      Pozdrawiam.
      • Gość: Iza Re: krzywdzące stereotypy dotyczące nauczycieli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.04, 20:57
        Gość portalu: kk napisał(a):
        > Dalej:
        > Nauczyciel ma dobrze, bo się wyjeździe za darmochę na wszystkie wycieczki.
        Tzn. dzieci zapłacą.
        > OOoo i to jest dobre:
        > Kolejne: Sam nic nie umie, to się zajmuje nauczaniem.

        I to jest prawda - nie stereotyp, a tym bardziej krzywdzący. Często jeszcze na
        wycieczce zarabia. A co do tego, że sam nie umie - to też coraz częściej
        prawda. Selekcja do zawodu jest negatywna. Skoro nauczyciel w krótkiej,
        trzyzdaniowej notatce robi kilka błędów, wniosek jest prosty - to po prostu
        niedouczony frustrat, który wyżywa się na dzieciach.

        • Gość: ewa Re: krzywdzące stereotypy dotyczące nauczycieli IP: *.umsl.edu 05.11.04, 02:14
          Selekcja do zawodu jest negatywna, bo praca jest niestety ciezka, a zarobki
          marne. Proponuje popracowac troche w szkole, a potem sie wypowiadac.
          Ja nie smiem powiedziec np. ze lekarze maja lekka prace, bo siedza sobie w
          gabinecie kilka godzin, wypisza recepty i tyle ich roboty. A tak na zewnatrz
          tez by moglo wygladac. Albo kierowca - siedzi sobie "za kolkiem" i wiat
          zwiedza. :-)
          Pozdrawiam
          Ewa
    • Gość: Richelieu* zabrać zniżki nauczycielom IP: 195.117.90.* 31.10.04, 23:43
      albo dać mi! Jedno z dwóch, bez dwóch zdań i fora ze dwora myślącym ianczej

      faktycznie te Wasze zniżki to ustępstwo, że hej;)
      • eirinn Re: zabrać zniżki nauczycielom 01.11.04, 00:42
        Ummm... jakie zniżki?!!! Czyżbym coś przeoczyła? Takie mam wrażenie, że na nic
        już zniżek nie mamy, więc bierz sobie to, co nam zostało. Zero.
        • veritas1 to byla IRONIA 01.11.04, 00:44
          Jak nie wiesz co to takiego to sprawdz w slowniku...
        • Gość: Grobelny Re: zabrać zniżki nauczycielom IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 04.11.04, 23:12
          Zniżżżki,to historyk pisze jakis.Moze chce wprowadzić? Fajnie, niech popracuje
          nad tym.Jestem za.
      • Gość: złośliwy Re: zabrać zniżki nauczycielom IP: *.NIPR.MIL 04.11.04, 14:30
        jestem przeciw albo i za
      • michnia Re: zabrać zniżki nauczycielom 04.11.04, 16:01
        Chciałbym tylko wiedzieć konkretnie o jakie zniżki chodzi??????????
      • Gość: Ed Re: zabrać zniżki nauczycielom IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.04, 22:51
        Chętnie dowiem się jakie jeszcze mamy zniżki.
      • Gość: grazyna Re: zabrać zniżki nauczycielom IP: *.umsl.edu 05.11.04, 02:16
        Jakie znowu znizki? Na bilet do pociagu osobowego 2 klasy? Od 7 lat nie jezdze
        pociagami osobowymi, tylko ewentualnie pospiesznymi albo autobusami. A znizki
        sa tylko na pociagi osobowe.
        Grazyna
        • r.richelieu Re: zabrać zniżki nauczycielom 05.11.04, 13:59
          a ja pociągami jeżdżę prawie codziennie, zniżek nie mam chociaż uczę. Hm,
          usiłuję uczyć. Hm, staram się przynajmniej. Hm, nie zawsze wychodzi ;)

          I to jest gwóźdź programu. Zniżki na pociąg mają panie uczące w szkole 5 minut
          od domu, a nie mają ich ci, po których wiadomo, że będą jeździli

    • Gość: MP Prawda czy fałsz? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.11.04, 09:15
      Jeśli mianowana lub nie daj Boże dyplomowana (80% wszystkich!), jeśli szkoła
      już po reformianej reorganizacji, to może sobie spokojnie popijać kawkę przez
      18 godzin tygodniowo z trzema miesiącami wakacji. A trzódka czyta pracowicie
      podręczniki, skrobie coś w idiot-friendly zeszytach ćwiczeń, a prymusi, którym
      zależy, czytują na głos refero-banialuki przepisane bezmyślnie z Internetu. Dwa
      razy w semestrze jest dzień "orki" bo trzeba jakieś ocenki wylosować.
      I jeśli chce tylko tak "pracować", to żaden kij go (jej) nie ruszy. Nikt przed
      emeryturą jej z posad nie ruszy, chyba że przyłapie na pijaństwie.

      PRAWDA TO, CZY FAŁSZ? (Nie to, czy Ty tak pracujesz. Nie to, czy tak pracują
      wszyscy, większość, połowa ... Czy prawdą jest, że jeżeli ktoś chce tak
      pracować, to system sobie z tym nie potrafi poradzić?)

      Jak długo system na taka "pracę" pozwala, jak długo są chętni by korzystać z
      tego "dobrodziejstwa systemu", STEREOTYPY BĘDĄ! I lokalnie mogą być całkiem
      nieźle uzasadnione.
      A wśród ponad pół miliona nauczycieli, chętnych nigdy nie będzie brakować.
      Będą też całe środowiska, w których nauczyciele zbyt ostentacyjnie odbiegający
      od tego stereotypu będą po prostu tępieni: "nie będą nam tu w porządnej szkole
      siłaczyć!"


      • fan_gazety Prawda 01.11.04, 09:34
        PRAWDA TO, CZY FAŁSZ? (Nie to, czy Ty tak pracujesz. Nie to, czy tak pracują
        > wszyscy, większość, połowa ... Czy prawdą jest, że jeżeli ktoś chce tak
        > pracować, to system sobie z tym nie potrafi poradzić?)

        ** Wg mnie - smutna prawda. Kiedyś - już o tym gdzieś pisałem - miełam "gorsze"
        dni. Zmęczenie, kłopoty zrobiły swoje. Przez parę dni ewidentnie bumelowałem,
        symulowałem pracę. Wiesz co było najgorsze? Że po tych paru dniach, kiedy
        wróciłem do - mam nadzieję - dobrej "normy", zdałem sobie sprawę, że "nic" się
        nie stało, że właściwie mógłbym tak dalej... A w papierach wszystko by ładnie
        wyglądało. Tylko jest pytanie? czy to "system" sobie nie radzi? czy - idąc
        dalej - jest taki system, którego ludzie nie mogli schrzanić? Nie sądzę by taki
        był, ale to też nie znaczy, że gdy coś nowego nie będzie perfekcyjne, to nie
        warto tego robić. Warto jesli będzie lepsze od obecnego.
        • grrrrw Entuzjasta w szkole 01.11.04, 10:27
          Polecam te książeczkę Wierzbickiego. Realia z wczesnego Gierka.
          Szukałam, by zacytować fragment, ale gdzies się zapodział.
          Chodziło o to, ze im bardziej bumelujesz,im słabiej się do lekcji
          przygotowujesz, tym idzie gorzej, dzieci zachowuja się coraz głupiej. Im
          wiecej sie przykładasz do przygotowania w domu, tym w klasie na pełnym luzie
          zasuwasz.
          Ale Wierzbicki napisał to wdzieczniej.
          • Gość: myslak kolejny stereotyp ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.11.04, 10:48
            Nauczyciel jest kobietą ;))
            I na pewno (już od ukończenia studiów) trwa w klimakterium ;)))))
            • Gość: MP Re: kolejny stereotyp ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.11.04, 13:06
              To akurat tylko brutalna (i smutna) statystyka.
              • Gość: MP Re: kolejny stereotyp ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.11.04, 13:07
                Oczywiście to pierwsze :-)
            • Gość: asia Re: kolejny stereotyp ;) IP: *.umsl.edu 05.11.04, 02:25
              Niestety ojciec rodziny nie wyzywi za pensje nauczycielska. Wiec ja zarabiam
              1200 w szkole, a moj maz 6000. Oto dlaczego do szkoly mezczyzna sie nie pcha. Z
              poczucia obowiazku wzgledem rodziny.
              Asia
            • Gość: asia Re: kolejny stereotyp ;) IP: *.umsl.edu 05.11.04, 02:29
              A... I jeszcze jedno. W klimakterium nie trwam. Gdy pracowalam w szkole
              skonczylam drugie studia, napisalam ksiazke i z powodzenim ja wydalam, a
              niedlugo bede bronic doktorat :-) I dla szkoly tez wiele rzeczy zrobilam.
              I w dalszym ciagu bede w szkole pracowac, bo uwielbiam te prace.
              Asia
        • Gość: tubu5000 Re: Prawda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.04, 18:43
          A juz w ogole z tego wszystkiego najlepsze jest to, ze dzieciaki mialy zapewne
          frajde jak byles "nie w formie" . A kiedy wrociles, to zaczely sie znowu
          stresowac i zakuwac bezsensowne rzeczy do glowy.
      • Gość: asia Re: Prawda czy fałsz? IP: *.umsl.edu 05.11.04, 02:22
        Po pierwsze - 80% dyplomowanych nauczycieli niestety nie ma.
        Po drugie - spokojnie moze sobie siedziec, jesli ma dobre uklady z
        kierownictwem (czyli jak wszedzie).
        Po trzecie - trzodka nie czyta, bo trzodke trzeba do nauki zachecic.

        I nie jest prawda to, ze system na cos pozwala, tylko co najwyzej ludzie.

        A dobrzy i zli sa niestety w kazdym zawodzie. Zly kierowca, lekarz, inzynier
        tez moze wyrzadzic krzywde.

        Asia
      • Gość: redbox Re: Prawda czy fałsz? IP: *.intergeo.pl / 80.51.253.* 05.11.04, 09:47
        Witam!
        Tak, to prawda! Pracuję w szkole od czterech lat. Uczę w liceach profilowanych.
        Powoli wspinam sie na kolejne szczeble kariery nauczycielskiej - dokształcam
        się, czytam fachową literaturę, uczestniczę i organizuję konferencje. Jestem
        po prostu zapaleńcem! Często dokładam do tego interesu, ale jestem zadowolony.
        Mogę sobie na to pozwolić, bo jako anglisyta i informatyk jednocześnie, mam
        sporo dodatkowych zleceń pozaszkolnych.
        Tak naprawde jednak, autentyczną satysfakcję przynosi mi praca z uczniami.
        Jednakże, jakakolwiek próba wybicia się ponad przeciętna skalę "pracowniczych
        zachowań nauczycielskich", jest skutecznie blokowana w mojej szkole. Począwszy
        od dyrekcji, na gronie pedagogicznym kończąc. O ile na dyrekcję znalazłem
        sposób - jeżeli organizuje jakąś szkolną akcję, informuję o tym wszystkie
        lokalne media i zapraszam do obejrzenia - zapewniam, sposób ten skutecznie
        odsuwa dyrekcję od stawiania nam przeszkód, o tyle nie ma rady na
        współpracowników. Wiem, że w pokoju nauczycielskim krążą żarciki o mnie, nikt
        nie traktuje mnie poważnie, żeby zachęcić kogokolwiek do współpracy trzeba
        niemalże błagać, a najgorsz,że wszyscy patrzą na mnie z góry. Nikt nie mówi
        tego głośno, ale większość na pewno myśli: "nie będzi nam tu w porządnej szkole
        siłaczyć!" Najfajnie jest, jak zaczyna się dyskusja i większość nauczycieli
        (lek) powołuje się na "kolorowe czasopisma", a ja wyjeżdżam z opinią z jakiegoś
        fachowego obcojęzycznego magazynu - cisza i koniec dyskusji (lubie być złośliwy
        i często tak robię - ubaw po pochy zapewniam).
        Nie, nie odbierajcie tej wypowiedzi jako narzekanie - szczerze powiedziawszy
        mam to wszystko gdzieś. Wolę przyjaźnić się z uczniami, niż z tymi
        pseudopedagogami. Nie mówię, że wszyscy nauczyciele są tacy - dziwna rzecz, ale
        podobne do moich "zachowania szkolne", wykazuje raczej młoda kadra. W mojej
        szkole znalazłem jeszcze kilkoro "siłaczy" i "siłaczek",
        wykazującyhc "instynkty szkolne" podobne do moich. Trzymamy się razem i
        razem "siłaczymy" - oczywiście przy ogromnym zaangażowaniu i pomocy uczniów.
        A wiecie, co jest dla mnie największą nagrodą - kiedyś, w czasie pierwszego
        roku mojej nauki uczeń, który notorycznie uciekał z innych lekcji, powiedział
        do mnie, że przychodzi tylko na moje zajęcia języka angielskiego (zaczynały się
        o 7.10) i że tylko u mnie jest mu wstyd kiedy dostanie gorzej niż dostateczny,
        a resztę "olewa" (oczywiście upomniałem go,że tak robić ni powinien :)), ale po
        tych słowach dostałem takiego "speeda" do pracy, że trzyma mnie do dzisiaj.
        Rada jest prosta, a najprostsze drogi, zawsze najtrudniej odnaleźć - zaufajmy
        uczniom, zauważajmy ich potrzeby i uczmy się od nich - to przecież oni w
        przyszłości będa tworzyć stereotypy o nas nauczycielach. Nie bójmy się tez
        siłaczyć - WARTO!!!
        Moje motto życiowe, to: "Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić i
        przychodzi taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to właśnie robi"
        Albert Einstein
    • Gość: OrganizedConfusion Re: krzywdzące stereotypy dotyczące nauczycieli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.11.04, 12:03
      pozdrawiam was wszystkich, belfrowie moi drodzy :-D
      niektórzy doceniają waszą pracę
      • Gość: asia Re: krzywdzące stereotypy dotyczące nauczycieli IP: *.umsl.edu 05.11.04, 02:31
        Wow! Chociaz jeden. To az chce sie pracowac na wiekszych obrotach.
        Asia
    • Gość: Pajacyk AL Re: krzywdzące stereotypy dotyczące nauczycieli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.11.04, 13:12
      Ciekawe skąd się wzięły te stereotypy? Ja chodzę do stereotypowej szkoły i
      wszystko jest jak mówisz. A to co zostało napisane na początku wątku to i tak
      mało!
      • Gość: Zibi jeżeli.... IP: *.lubin.dialog.net.pl 01.11.04, 13:40
        masz w sobie trochę uczciwości i to, co piszesz jest prawdą, to Ci współczuję.
        Zastanów się jednak, czy w Twojej szkole nie ma ani jednego uczciwego
        nauczyciela, bo jeśli jest, to go w tym momencie krzywdzisz włączajac do
        trzody.
        Polityka państwa dotycząca oświaty sprawiła, że w zawodzie jest wielu ludzi bez
        odpowiedniej etyki i kwalifikacji merytorycznych, pedagogicznych. Podobnie jak
        we współczesnym świecie, gdzie rządzi pieniądz. A mechanizm w oświacie jest
        taki: starostwo chce zaoszczędzić pieniądze dla siebie. Idą z dyrektorem na
        układ - zmuszasz nauczycieli do darmowych zastępstw i przynosimy Ci nominację
        na kolejen 5 lat. Dyrektor wije się, jak piskorz kłamiąc żeby przekonać grono,
        że nie ma pieniędzy na zastępstwa, że teraz nie płaci się za zastępstwa, za
        delegacje, że nie ma pieniędzy na fundusz socjalny. Czy taki dyrektor moze byc
        uczciwym człowiekiem? Czy on uczciwie dopilnuje nauki? Czy on nie bedzie bronił
        swojego przydupasa (tego, który gosuje za jego pozostaniem na stanowisku)?
        Dlatego wielu nauczycieli obiera prostą strategię: klaskać dyrektorowi,
        wypełniac papierki tak, żeby się wizytator nie przyczepił a wtedy reszta jest
        obojetną - "okazja czyni złodziejem". Dlaczego to nie jest moja strategia? Bo
        ja uważam, że wśród uczniów jest jeszcze trochę ludzi nieskażonych, przed
        którymi wstydziłbym się tak "pracować". Bo uważam, że szkoła jest dla ucznia!
        Bo uważam, że na szacunek uczniów trzeba sobie zasłużyć i że nie dostałem go z
        dyplomem i nie wymuszę go żadnymi represjami.
        • Gość: yetka Re: jeżeli.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.11.04, 16:24
          A kto komu zabronił być nauczycielem. Po co te głupie oskarżenia i wymysły.
          Większość z was nie może sobie poradzić z własnymi dziećmi a od nauczycieli
          oczekujecie cudu. Macie szansę, "pchnijcie" swoje dzieci za nauczycieli.
          Zobaczycie jak będzie im dooooooobrze!!!
          • Gość: Jacek Re: jeżeli.... IP: *.brzesko.net.pl 03.11.04, 20:55
            Yetka, świetnie ujęłaś to, o czym i ja chciałbym powiedzieć. Jeśli uważacie, PT
            Respondenci, że w zawodzie nauczyciela jest tak świetnie, np. lepiej niż na
            budowie, w kopalni, w stoczni, w biurze itd., itp.,to zachęcam Wszystkich:
            rzućcie Wasze dotychczasowe zajęcia i przyjdźcie do szkół. Wymienicie tych
            wszystkich leniwych, niedouczonych i zaskorupiałych belfrów, a z Waszymi
            wspaniałymi radami i pomysłami na pewno nasza oświata każdego szczebla stanie
            się jedną z najbardziej kwitnących dziedzin o zasięgu światowym, nie mam co do
            tego żadnych wątpliwości. Z poważaniem - Jacek.
            • Gość: MP Typowe nauczyciolskie brednie! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.11.04, 21:18
              W Warszawie każdy dyrektor szkoły ma grubą teczkę ofert młodych ludzi, z
              pełnymi kwalifikacjami, chętnych do pracy. Jeśli poważnie zachęcasz, to
              zaproponuj realny sposób by zrobić dla nich miejsce, by pozbyć się ze szkół
              tych, którym się nie chce, nie chce się za te pieniądze, albo za żadne
              pieniadze nie byliby w stanie. A wcześniej by ich rozpoznać, bo w
              biurokratycznych czystkach na pierwszy ogień poszliby właśnie Ci Najlepsi (nie
              ważne, że potrafią wytłumaczyć i zainteresować; ważne, że jakiegoś kwitu na
              czas nie wypełnili lub krzywo popatrzyli na jakiś "genialny" pomysł dyrekcji!).
              • Gość: sd Re: Typowe nauczyciolskie brednie! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.04, 13:57
                > W Warszawie każdy dyrektor szkoły ma grubą teczkę ofert młodych ludzi, z
                > pełnymi kwalifikacjami, chętnych do pracy.
                z pelnymi kwalifikacjami to znaczy z magisterka? a moze doswiadczenie tez jest
                istotne?.. u nas kazdy 'młody ludź, z pełnymi kwalifikacjami, chętny do pracy'
                placze [to nie przenosnia] najpozniej po pol roku - tak mu malolaty daja w
                kosc.. a caly zapal do pracy szybko mija jak sie trzeba zmierzyc z papierami
                szkolnymi - gwarantuje to..

                swoja droga 50% nauczycieli to glaby do ktorych najprostsze zdania nie docieraja..

              • Gość: michał Re: Typowe nauczyciolskie brednie! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.04, 13:58
                moja matka jest nauczycielką, ja studiuję kierunek, który daje mi uprawnienia do
                bycia nauczycielem, ale na szczęście mogę też robić co innego. nie znoszę uczyć,
                nie daje mi to satysfakcji i unikam. ale uprawnienia dostanę, ergo jak przyjdzie
                bida to może i zacznę uczyć. I wtedy powiem wam szczerze, będę młodym
                zgorzkniałym bumelantem. to smutne, ale ja przynajmniej robię wszystko, żeby nie
                uczyć. miałem praktyki i po prostu je odbębniłem - zrobiłem swoje od a do z i
                nic poza tym. a taki nauczyciel nie powinien być.
                moja matka zawsze się przykładała, nie olewała i lubiła to. wiem, że praca
                nauczyciela jest ciężka. ale wielu z nich wcale ciężko nie pracuje, bo wpada w
                rutynę i ma to gdzieś. A takich trzeba usuwac i zastępować takimi co chcą.
                pozdrawiam
              • Gość: kris Re: Typowe nauczyciolskie brednie! IP: *.kurow.sdi.tpnet.pl 04.11.04, 14:25
                Nie wystarczy skończyć wyższą uczelnię, żeby być dobrym nauczycielem. Trzeba
                lat praktyki w zawodzie,a nie tylko mędrkowania, bo ktoś ma pomysł na
                rozwiązanie swoich problemów
                • Gość: artur Re: Typowe nauczyciolskie brednie! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.04, 14:31
                  Przykro mi to mówić ale mam kontakt z różnymi grupami zawodowymi i tak czasem
                  osób nierozgarniętych jak nauczyciele w innych nie spotykam z całym zresztą
                  szacunkiem dla tej grupy zawodowej. Strach pomyśleć że takie osoby uczą nasze
                  dzieci. Nie wiem czym to jest spowodowane czy selekcją negatywną czy czymś
                  innym ale tak jest. Aż przykro o tym pisać.
              • Gość: danusia Re: Typowe nauczyciolskie brednie! IP: *.zetosa.com.pl 05.11.04, 01:12
                Masz rację!!! 99% dyrektorów tworzy ze szkoły Bizancjum. Władca życia i śmierci
                otoczony pochlebcami, a kto ma jakieś "pomysły" to go po szyi (czyli zwalnia z
                pracy pod byle pretekstem). Sama się niestety z tym spotkałam, ledwie uchodząc
                z życiem (czyli ocaliłam etat) z pomocą Związków (Solidarność). Niestety
                zwalnia się nauczycieli z doświadczeniem, a przyjmuje absolwentów, bo koszty
                spadają o 50%. Dzieje się to z błogosławieństwem władz miejskich, które na tym
                oszczędzają (na mercedesy albo inne dobra) dla siebie.
    • pawro2001 Re: krzywdzące stereotypy dotyczące nauczycieli 04.11.04, 14:35
      Okiem rodzica i męża nauczycielki:
      1. Nauczyciel pracuje od 8.00 do 13.30 a potem ma wolne.

      - Nieprawda. Jesli jednak jest nauczycielem wfu, to spędza dużo więcej czasu w
      szkole i bierze za to podwójną kasę. Polonista w tym czasie pracuje w domu i
      nikt mu za to nie płaci.

      2. Nauczyciel ma łatwą pracę, bo tylko trochę posiedzi z dziećmi i już, może
      sobie wypić herbatę w klasie, przejrzeć gazetę, a dzieciom dać zadania.

      Bzdura

      3. Nauczyciel i tak zarabia dużo, zważając na to, że ma tyle wolnego. Nie
      mówiąc o tym, że zarabia kokosy na korepetycjach.

      Nauczyciel ma naprawdę dużo wolnego. Uznaję, że pensum 18 godzin to odpowiednik
      40 w innej pracy. Ale trudno mi porównać 26 dni urlopu + Święta do 2 miesięcy
      wakacji, przerw świątecznych (mam na myśli dni okołoświąteczne w czasie których
      inni pracują)i ferii zimowych.

      4. Nauczyciel ma dwa miesiące wakacji, podczas których nic nie robi.

      Oczywiście. A co ma robić???

      5. Nauczyciel ma dobrze, bo ma wszędzie zniżki.
      -Nie słyszałem o zniżkach, jesli sa to oczywiste, że nie powinno ich być. Nie
      wiem jak z PKP bo moja żona nie korzysta.

    • moboj Re: krzywdzące stereotypy dotyczące nauczycieli 04.11.04, 14:45
      belfer_junior napisał:

      > 1. Nauczyciel pracuje od 8.00 do 13.30 a potem ma wolne.

      pracuję od 8 do 14. do pracy dojeżdżam 25 kilometrów, więc wstaję o 4:45, żeby
      zdążyć na jedyny poranny autobus do pracy. powrót zajmuje mi ponad godzinę.
      resztę dnia spędzam na przygotowaniu zajęć na następny dzień.

      >
      > 2. Nauczyciel ma łatwą pracę, bo tylko trochę posiedzi z dziećmi i już, może
      > sobie wypić herbatę w klasie, przejrzeć gazetę, a dzieciom dać zadania.

      jestem polonistą i nauczycielem logopedą, więc prowadzę terapię (pracuję w
      szkole specjalnej z dziećmi z MPD, zespołem downa, auryzmem, różnymi
      dystrofiami itp.) i dla każdego dziecka (a mam ich pod opieką ponad
      trzydziestkę) musze mieć przygotowane oddzielne zajęcia i je od początku do
      końca przeprowadzić. żaden ze znanych mi nauczycieli nie obija się na lekcjach.

      >
      > 3. Nauczyciel i tak zarabia dużo, zważając na to, że ma tyle wolnego. Nie
      > mówiąc o tym, że zarabia kokosy na korepetycjach.

      nie wiem, czy 600 złotych to jest dużo. po opłaceniu mieszkania, opłaceniu
      dojazdów do pracy zostaje mi 200 złotych. z własnej kieszeni pokrywam
      szkolenia, pomoce do terapii.
      korepetycji nie udzielam, bo nie mam kiedy.

      >
      > 4. Nauczyciel ma dwa miesiące wakacji, podczas których nic nie robi.

      dobrze by było.

      >
      > 5. Nauczyciel ma dobrze, bo ma wszędzie zniżki.

      jeszcze z żadnymi zniżkami się nie spotkałam.

      na koniec dodam, że moją pracę kocham, uwielbiam dzieci, z którymi pracuję i
      nigdy w życiu nie chciałabym pracować w tzw. "masówce" ze zdrowymi dziećmi.
    • Gość: Mila Re: krzywdzące stereotypy dotyczące nauczycieli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.04, 14:56
      Nie wiem o co tutaj chodzi, ale tych, co nie pracują w szkole poprosze
      o milczenie( chyba nieco za delikatnie),bo chyba nie maja pojęcia o pracy
      nauczyciela.Byc może że i są tacy, którzy kafke popijaja, ale sa też solidni i
      przejęci swoja rolą.
      Ci którzy krytykuja to tylko wymagają,wspolczuję nauczycielom waszej
      dziatwy.Polonistka
      • Gość: Polonistka Re: krzywdzące stereotypy dotyczące nauczycieli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.04, 15:05
        Mila zakończyła wypowiedź wyrazem "polonistka", ale kawkę popija przez "f"!
        • Gość: Mila Re: krzywdzące stereotypy dotyczące nauczycieli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.04, 19:41
          a masz cos przeciFko?
      • Gość: manta Re: krzywdzące stereotypy dotyczące nauczycieli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.04, 21:08
        Gość portalu: Mila napisał(a):
        > Nie wiem o co tutaj chodzi, ale tych, co nie pracują w szkole poprosze
        > o milczenie( chyba nieco za delikatnie),bo chyba nie maja pojęcia o pracy
        > nauczyciela.Byc może że i są tacy, którzy kafke popijaja, ale sa też solidni
        i przejęci swoja rolą.
        > Ci którzy krytykuja to tylko wymagają,wspolczuję nauczycielom waszej
        > dziatwy.Polonistka

        Zamknij się idiotko i znikaj z forum. Kafkę to się czyta, a nie popija. Chyba,
        że ty należysz do tych polonistek, co to bez ćwiarteczki lekcji prowadzić nie
        mogą. Twoje błędy kompromitują nawet woźne w szkole, nie tylko nauczycieli.
    • Gość: polonistka Re: krzywdzące stereotypy dotyczące nauczycieli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.04, 15:03
      Najpierw pochwała dla gości: to pierwsze forum, na którym wypowiedzi są
      poprawne! Śledziłam z przyjemnością nie tyle przebieg dyskusji nad stereotypami
      dot.zawodu nauczyciela, co zgrabny język i ortografię wypowiadających się. O
      czymś to przecież świadczy!
      "Mój" szewc do mnie na początku lipca:
      - Wam to dobrze, tyle wolnego...
      - Czemu pan nie podejmie pracy w szkole?
      - Pani, jak raz poszedłem po wnuka, to myślałem, że oszaleję!
    • Gość: Krociech Propozycja IP: *.revers.nsm.pl 04.11.04, 16:05
      1. Uprościć system wynagradzania (jednorazowa podwyżka, tak żeby 12x nowa pensja = dotychczasowa roczna pensja + trzynastki + cośtamjeszcze)

      2. Zwiększyć pensum o 50 % (i tak każdy robi po 18pluscośtamjeszcze) do 27 godzin.

      3. Pomnożyć pensję z punktu 1 przez 2.

      Co dostajemy? Brak "dodatków", "przywilejów", czas pracy zgodny ze standardami europejskimi, pensję również. Zaostrzenie selekcji, wzrost "poważania". Wzrost liczby mężczyzn w zawodzie.

      4. Ustalić jasne kryteria przyjmowania do szkół.
      Obowiązkowe ogłoszenie w prasie? (są miejsca? DLA PANA nie ma!)
      Obowiązkowa komisja rekrutacyjna?
      Obowiązkowa rozmowa kwalifikacjyna?
      Obowiązkowa lekcja próbna przed przyjęciem do pracy?
      Lista kandydatów z punktacją w poszczególnych kryteriach (wykształcenie, przebieg lekcji próbnej, wynik rozmowy kwalifikacyjnej)?

      Co Wy na to? Oczywiście jestem nauczycielem. Młodym.
      • Gość: mia Re: Propozycja - super! jestem za! n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.04, 22:07
    • Gość: kamyk Re: krzywdzące stereotypy dotyczące nauczycieli IP: *.waw-bro.leased-e.ids.pl 04.11.04, 16:06
      Wasze wypowiedzi są bardzo krzywdzące dla nauczycieli, przynajmniej niektórych.
      Praca belfra nie kończy się na tych kilku godzinach, które spędzają w szkole.
      Spędza on mnóstwo czasu (powiedzmy drugie tyle co w szkole) na przygotowaniu
      się do zajęć na następny dzień, sprawdzaniu prac klasowych, przygotowywaniu
      dokumentacji związanej ze stażem, uzupełnianiu dokumentacji szkolnej. Nie jest
      tak różowo jak Wam się wydaje. Wiem bo sam jestem nauczycielem informatyki.
      Pracuje 10-12 godzin dziennie w szkole prowadząc lekcje, uzupełniając
      dokumentację szkolną (dzienniki), zajmując się sprawami wychowawczymi, zajmując
      się sprzętem audio-video i komputerowym w szkole. Po pracy, przeważnie po godz.
      20-21 wracam do domu. Tu muszę przygotować się do zajęć na następny dzień co
      zajmuje mi kolejne 3-4 godziny. Prowadzę zajęcia na wszystkich poziomach klas
      gimnazjalnych i licealnych. Więc oczekiwania i zróżnicowanie programowe jest
      ogromne. Dodatkowo wiadomo, że informatyka jest dziedziną chyba najszybciej
      rozwijającą się i z każdymi nowościami (software, hardware) muszę być na
      bieżąco. Praktycznie cały dzień i wieczór poświęcam na sprawy związane ze
      szkołą. A gdzie jeszcze czas dla mojej rodziny (żona i syn)? Oni cierpią na
      tym, że ja nie mam chwili dla nich bo pracuję bądź przygotowuję się do pracy.
      Żeby jeszcze chociaż gratyfikacja finansowa była adekwatna do włożonej przeze
      mnie pracy... Wynajmuję z rodziną mieszkanie w Warszawie, więc cała moja pensja
      idzie na opłaty związane z mieszkaniem i wyżywienie.

      Moja żona uczy chemii. I jak ją obserwuję to też widzę, że wkłada dużo nakładu
      swoich sił na przygotowanie się do pracy po jej godzinach.

      WIĘC, JAK KTOŚ MÓWI, ŻE NAUCZYCIEL MA DOBRZE TO MI SIĘ NÓŻ W KIESZENI OTWIERA
      NA TAKĄ OSOBĘ!!!
      • Gość: nana Re: krzywdzące stereotypy dotyczące nauczycieli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.04, 22:11
        to w takim razie kiedy nauczyciele udzielają korepetycji? bo wiadomo że
        udzielają.
        • Gość: asia Re: krzywdzące stereotypy dotyczące nauczycieli IP: *.umsl.edu 05.11.04, 02:43
          Zwykle ci, ktorym sie nie chce do lekcji przygotowywac i prace w szkole
          traktuja rutynowo. Albo ci, ktorzy maja noz na gardle i musza wytrzasnac
          pieniadze. Albo studenci.
    • Gość: kamyk Re: krzywdzące stereotypy dotyczące nauczycieli IP: *.waw-bro.leased-e.ids.pl 04.11.04, 16:16
      Jakie zniżki ma nauczyciel?
      Jedyne, jakie przychodzą mi do głowy to zniżki na przejazdy pociągami osobowymi
      PKP!
      Spędzanie kilka godzin dziennie w szkole wśród dzieci grozi utratą słuchu,
      głosu i chorobą psychiczną!
    • Gość: martin Re: krzywdzące stereotypy dotyczące nauczycieli IP: *.jzo.com.pl 04.11.04, 16:47
      > 1. Nauczyciel pracuje od 8.00 do 13.30 a potem ma wolne

      tak, a do tego należy dodać przerwy, co jeszcze bardziej skraca czas pracy

      > 2. Nauczyciel ma łatwą pracę, bo tylko trochę posiedzi z dziećmi i już, może
      > sobie wypić herbatę w klasie, przejrzeć gazetę, a dzieciom dać zadania.

      prawda, o ile nie ma w sobie nic z "Siłaczki". A ilu z nauczycieli ma?

      3. Nauczyciel i tak zarabia dużo, zważając na to, że ma tyle wolnego. Nie
      > mówiąc o tym, że zarabia kokosy na korepetycjach

      W przeliczeniu na stawkę godzinową jest daleko powyżej średniej.
      korepetycje - oczywiście, o ile ma się odpowiedni kierunek (języki itp) i kolegów po fachu którzy podsyłają swoich uczniów.

      > 4. Nauczyciel ma dwa miesiące wakacji, podczas których nic nie robi.

      nieprawda - nauczyciel ma o wiele więcej wolnego. Gdzieś słyszałem, że wyliczono, że nauczyciel przepracowuje niewiele ponad 100 dni w roku (na 360 dni!!!). Jeśli do tego dodamy pkt 1, to sytuacja staje się klarowna...

      > 5. Nauczyciel ma dobrze, bo ma wszędzie zniżki.
      miał, obecnie pewnie nie jest już tak kolorowo



      kto da więcej?
      - nauczycielowi przysługuje trzynastka, niezależna od wyników pracy. Tym samym zarobek za godzinę (a właściwie 45 minut) pracy przekracza dobry smak.
      - nauczyciele maja swój związek zawodowy, który pozostaje poza sferą marzeń innych fachów
      - nauczyciela trudno jest zwolnić. nauczyciel ma komfort psychiczny jeśli został zatrudniony, wypowiedzenia zdarzają się niezwykle rzadko i tylko w skrajnych przypadkach (alkoholizm itp)
      - nauczyciel przynosi pracę do domu - a kto dziś jej nie przynosi? w zamian za 4-5 godzin pracy nie jest to żaden argument obrony
    • Gość: tubu5000 z najgorszych studentow wyrastaja nauczyciele IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.04, 18:37
      moge podac przyklad matematyki "krolowej nauk" na UW

      na nauczanie ida osoby o najgorszych wynikach - do tego jest dodatkowy kierunek
      dla nauczycieli - tam poziom jest juz zenujacy... wierze w to, ze bywaja
      wyjatki, choc osobiscie sie nie spotkalem

      prawda jest taka, ze nauczyciel w liceum/gimnazjum to najmniej perspektywiczny
      ze wszystkich zawodow - te dobre godziny pracy i duzo wakacji to mala osloda
      moim zdaniem
      • Gość: fun Re: z najgorszych studentow wyrastaja nauczyciele IP: *.lubin.dialog.net.pl 04.11.04, 19:16
        Oczywiście na ogół masz rację. Śmiać mi się chce, jak na spotkaniach
        warsztatowych nauczycieli matematyki lub na jakimś studium podyplomowym
        prowadzący zadaje jakieś zadanie. Jak większość tych biedaków szuka rozwiązań u
        sąsiadów i skrzętnie je przepisuje (gromadzi), chyba po to, żeby się ich potem
        nauczyć. Jak potem uczą rozwiązywania pewnej liczby zadań zadań zamiast
        matematyki. Spotkałem takich setki. Ale żałuj, że nie znasz wyjątków. Czy
        urządziło by Cię poznanie takiego nauczyciela matematyki, który był dwukrotnum
        finalistą Olimpiady Matematycznej, dyplom matematyki teoretycznej ma na bdb i
        wieku >40 bywa w czołówce konkursów matematycznych dla swojej kategorii? Jest
        co najmniej jeden taki. Wiem, bo znam go lepiej niż ktokolwiek inny.
        • Gość: tubu5000 Re: z najgorszych studentow wyrastaja nauczyciele IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.04, 23:27
          jedyne co moge dodac, to ze wyjatek potwierdza regule :)
      • Gość: asia Re: z najgorszych studentow wyrastaja nauczyciele IP: *.umsl.edu 05.11.04, 02:48
        Ciekawe. Srednia studiow: 4,85. Praca magisterska na bdb. Napisany slownik dla
        gimnazjalistow... Hmm... Nie czuje sie najgorsza.
        Asia
        • Gość: MP Re: z najgorszych studentow wyrastaja nauczyciele IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.04, 03:03
          A jak czytasz w gazecie, że przeciętna Polka żyje 65 lat to od razu biegniesz
          zamówić swój nekrolog na 65 urodziny?
    • wodnik07 ciało pedagogiczne 04.11.04, 19:48
      1.Jest jednolite jak Front Jedności Narodu. Spróbuj na Radzie Pedagogicznej
      wyrazic swoje poglądy i już po tobie.
      2.Biegają za papierkami (jak uczeń za makulaturą)aby potwierdzić swoje
      kwalifikacje zawodowe i zdobyć wymarzony awans.
      3.Dyrektor jest mózgiem ciała pedagogicznego, słabsze członki nieustannie
      zabiegają o względy; może kawka, a może koniaczek? Zza pazuchy wyciągają
      (kwiatka też, czasami) poufną informację o zdolnym i pracowitym, raczej
      nielubianym przez mózga członku.
      4.Ciało pedagogiczne jest rozpoznawalne - w autobusie, na wycieczce, itp. (Nie
      chodzi o uczniów). Ta grupa zawodowa ma wypisane na czole swoją profesję,
      co potwierdza elokwentnie zachrypniętym głosem (zamiast go oszczędzać.)
      Pozdrawiam wszystkich nauczycieli.
      Była nauczycielka
    • Gość: agnes Re: krzywdzące stereotypy dotyczące nauczycieli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.04, 22:04
      miałam w życiu jednego dobrego nauczyciela. Wymagający ale umiał nauczyć.
      Reszta... pozostawiam bez komentarza. Zdarzały się osoby "nijakie" - trudno je
      oceniać negatywnie, ale zachwycać się też nie ma czym. Ale były też osoby bez
      jakichkolwiek kwalifikacji na nauczyciela. Częstym przypadkiem był brak wiedzy,
      jeszcze częstszym - olewanie uczniów i wzbudzanie w nich absolutnej niechcęci
      do swojego przedmiotu.
      Jeśli chodzi o ciężką i wytężoną pracę nauczycieli - znam takich którzy
      potrafili uczyć w dwóch szkołach naraz. Pada tu mit o ciężkiej i wytężonej
      pracy w domu jaką nieustannie wykonują nauczyciele...
    • Gość: Kozlik Re: krzywdzące stereotypy dotyczące nauczycieli IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 04.11.04, 23:07
      Mądrale.Spróbuj przebywać z dziecmi przez 5-6 godzin.
      A jeszcze popracuj z nimi tak żeby wyrosli na mądrych ludzi
      a nie mędrkowali w internecie.
      Wolna droga,dobrych i oddanych nauczycieli wciąż brakuje.
      Powodzenia.
      • Gość: MP W której szkole? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.04, 00:01
        > Wolna droga,dobrych i oddanych nauczycieli wciąż brakuje.

        Podaj adres. Nawet na tym forum kilka osób zgłaszało, że nie może znaleźć
        pracy, bo szkoły zapchane tymi "dobrymi i oddanymi".
        Zresztą nic dziwnego: jak ktoś przebywa 5-6, a nie 3-4 jak przewiduje pensum,
        to dla młodych etatów nie strcza.
    • szczurbiurowy Uwagi o polskim systemie szkolnym 05.11.04, 00:08
      Byłem 9 lat nauczycielem i pochlebiam sobie, ze całkiem dobrym, z pasją.
      Uczyłem historii w liceum społecznym, które współ-zakładałem (było super!!!)w
      Warszawie, potem przez trzy lata byłem dyrektorem szkoły podstawowej
      (państwowej) na suwalszczyźńie. Mam za sobą wszystkie ówcześnie wymagane
      kwalifikacje zawodowe (łącznie z publikacjami) oraz staże zagraniczne. 8 lat
      temu odszedłem z zawodu - dlaczego poniżej.
      Ten wstęp jest po to,zeby czytający te słowa wiedział,że wiem o czym piszę.

      Szkoła w Polsce, instytucja w jej obecnej postaci jest bezpośrednim
      spadkobiercą modelu szkolnego, wprowadzonego na ziemiach Polski po rozbiorach,
      po zlikwidowaniu przez zaborców wykształconych w toku dziejów kolegiów
      prowadzonych przez zakony i szkół zalożonych przez Komisję Edukacji Narodowej.
      Gdyby się te szkoły utrzymały, prawdopodobnie mielibyśmy system szkolny który
      znamy z Wielkiej Brytanii, i opisywany przez Kiplinga (Stalky i spółka), a
      którego echa ludzie chłoną czytając powieści o Harrym Potterze.
      Czyli - szkoły z internatem, wychowanie nie tylko encyklopedyczno pamięciowe
      przedmiotów akademickich ale także praktycznych (szermierka i sporty, gry
      terenowe, kartografia, geologia itd) oraz "team building" i patriotyczne.

      Zaborcy wprowadzili szkoły mające wychować REKRUTA - stąd też ten styl,
      utrzymany do dziś: autriacko-pruski dryl, nauczanie pamięciowe nie związane z
      rzeczywistymi potrzebami edukacyjnymi społeczeństwa lecz wymogami
      biurokratycznymi, kolektywizm wychowawczy, wszechwładza biurokracji
      kuratoryjnej (sam termin jest też tej samej proweniencji), praktyczna
      niobecność rodziców w życiu szkoły (oprócz organizacji imprez bałwochwalczych
      dla grona pedagogicznego), traktowanie uczniów (co zresztą było widać w kilku
      postach w tym wątku) jako masy poddawanej obróbce skrawaniem, stały antagonizm
      pomiędzy młodymi nauczycielami którym się "chce" a starymi "wyjadaczami" którzy
      wiedzą"jak" (syndrom starej gwardii), a przede wszystkim wszechogarniająca
      NUDA, której poddani są nie tylko nauczyciele, ale przede wszystkim dzieci.

      Pewien (wtedy) trzynastolatek po zadaniu mu pytania "Co tam w szkole?"
      odpowiedział mi: "Szkoła jest jak kibel. Chodzę bo muszę".

      I to jest kwintesencja całego tego systemu, który panuje dlatego, że polski
      system szkolny (mimo nieśmiałych prób reformy) jest skrajnie scentralizowany,
      że istnieje coś takiego jak MENiS, że tak naprawdę nikomu nie zależy (z
      urzędników oświatowych) na zmianie, wręcz przeciwnie, zależy na konserwacji
      systemu, ponieważ dzięki wprowadzeniu tych pozorowanych zmian można się nimi
      pochwalić, a interesy klik i oligarchii nie są zagrożone.

      Jakie to kliki?

      Przynajmniej trzy:
      Biurokracja oświatowa i związki zawodowe (w zasadzie tożsame z biurokracją
      oświatową)
      Lobby akademickie układające programy nauczania
      Lobby wydawnicze (podręczniki)i zatwierdzające podręczniki

      Środków zaradczych w dzisiaj praktycznie nie ma. Reforma kształcenia i awansu
      nauczycieli została sprowadzona do bzdurnego wypełniania papierów i uganiania
      się za pseudo-publikacjami, stałe niedoinwestowanie, będące skutkiem państwowej
      własności szkół doprowadza, po pierwsze , do selekcji negatywnej do zawodu, a
      po drugie wychowywania dzieci w szkołąch w stałej świadomości i
      przeświadczeniu, że się "nie da". I to w kraju, który w ciągu ostatnich 15 lat
      odniósł autentyczny sukces cywilizacyjny. Stąd też popularność Leppera.

      Oczywiście, są też w tym czarnym obrazie i jaśniejsze punkty. Ale opisuję
      powyższe, żeby uwypuklic na koniec przyczynę zła : państwowe szkolnictwo,
      scentralizowane i oddalone od źródła finansowania. Jedynie wprowadzenie
      płatnych szkół (płatnych za pomocą bonu oświatowego) i praktyczna konkurencja
      pomiędzy szkołami może uzdrowić sytuację.
      I oczywiście likwidacja nieuzasadnionych przywilejow nauczycielskich czyli
      Karty Nauczyciela. Czy wiecie, ze pierwsza ustawa, którą uchwalono po
      wporwadzeniu stanu wojennego, na pierwszym posiedzeniu sejmu PRL po 13 grudnia
      to była Karta Nauczyciela? Przywileje tam zapisane praktycznie obowiązują do
      dziś. A dlaczego tę ustawę uchwalono WTEDY ? Żeby kupić neutralność
      nauczycieli, żeby spacyfikować młodzież. Coś za coś.
      • Gość: MP Opis trafny, recepta po części księżycowa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.04, 00:26
        > przyczynę zła : państwowe szkolnictwo,
        > scentralizowane i oddalone od źródła finansowania. Jedynie wprowadzenie
        > płatnych szkół (płatnych za pomocą bonu oświatowego) i praktyczna konkurencja
        > pomiędzy szkołami może uzdrowić sytuację.

        Nawet w krajach bogatych szkolnictwo publiczne nie jest marginesem. W krajach
        ubogich to pomysł zupełnie z księżyca. Znasz jakiś pozytywny przykład?
        Jak zmusisz prywatne szkoły, by zmieściły się w koszcie bonu? Jak zmusisz, by
        przyjęły dzieciaka z rodziny z problemami? To może od razu wygrodźmy w miastach
        jakieś kwartały i wyznaczmy getta?
        • szczurbiurowy Re: Opis trafny, recepta po części księżycowa 05.11.04, 00:39
          Bardzo prosto: bon oświatowy zawiera w sobie kwotę która miesiecznie jest
          wydawana przez państwo na utzymanie wskole jednego dziecka. Tym bonem płaci się
          za PRYWATNĄ szkołę. Jełśi rodzice chcą mieć droższą szkołę dopłacą z własnej
          kieszenie, a może z polisy dzieecka opłaconej jeszcze przed jego urodzeniem.

          W tej chwili oceniam około 40% budzetu każdej ze szkół jest wyrzucanych w
          błoto. Brak wieloprzedmiotowości wśród nauczycieli powoduje nadzatrudnienie.
          Programy szkolne układane w Warszawie nie biorą pod uwagę lokalnych
          uwarunkowań, co powoduje konieczność korepetycji, zajęć dodatkowych etc., nie
          mówiąc o ewidentnych szkodach społecznych, np, dręczenie dzieci bez uzdolnień w
          tym kierunku matematyką, lub wręcz odwrotnie - historią. Zamiast skierować
          strumień pieniędzy na dzieci uzdolnione wydaje się je na "po trochu dla
          każdego" co w efekcie daje "jedno nic". Zamiast w srodowiskach zaniedbanych
          dawać podstawy wykształcenia powodujacego możliwość adaptacji społecznej -
          "realizuje się program" ustalony w Warszawie. I tak dalej i tym podobne.
          Bon oświatowy oczywiście calkowicie nie załatwi sprawy, ale spowoduje
          przyblizenie szkoły do realnych potrzeb społecznych, a nie wydumanych w
          ministerialnych gabinetach, żeby paru jeszcze profesorów zarobiło na
          podręcznikach.
          • Gość: MP Re: Opis trafny, recepta po części księżycowa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.04, 01:08
            > Bardzo prosto: bon oświatowy zawiera w sobie kwotę która miesiecznie jest
            > wydawana przez państwo na utzymanie wskole jednego dziecka. Tym bonem płaci
            > się za PRYWATNĄ szkołę.

            Ponawiam:

            Kto zagwarantuje, że będzie choć jedna szkoła chętna do pracy za tę kwotę? Nie
            wiem jak to jest w Suwałkach, ale w Warszawie do trzech tysięcy z
            dotacji miasto dorzuca swoje dwa w gotówce plus aport lokalowy wart przy
            obecnych cenach czynszów kolejne kilka tysięcy rocznie na ucznia. Jak to
            zsumować, to odpowiada mniej więcej wysokości czesnego w szkole społecznej
            (czesne może być niższe, jeśli lokal ma wynajęty nie po cenach rynkowych). Kto
            da bon na taką kwotę?
            Jak zrobi się rynek, to równie dobrze może on starać się wycisnąć ze średnio
            sytuowanych rodziców możliwie najwięcej. I ma wielkie szanse na powodzenie. (A
            może wprowadzisz ceny urzędowe? :-)) Gdzie będzie miejsce dla dzieci rodziców,
            których nie stać na dopłacenie choćby grosza?
            Albo małe środowiska: tam też szkoła prywatna? Będzie wtedy monopol, bo dwie na
            pewno się nie utrzymają. Podyktuje ceny. Będzie część takich, których stać na
            dopłatę. A reszta? Ale w końcu nie każdy musi umieć czytać i pisać.
            Inny problem. Konflikt z rodzicem. Słusznie, niesłusznie, ale szkoła woli go
            nie mieć u siebie, bo za bardzo patrzy na ręce, chce żeby uczyli, a nie
            udawali, albo jakoś zupełnie inaczej podpadł. Fama szybko biegnie po okolicy. I
            co? Pozstaje wozić dziecko z Warszawy do Wołomina, bo szkół prywatnych nikt do
            niczego nie zmusi?
            • szczurbiurowy Re: Opis trafny, recepta po części księżycowa 05.11.04, 01:31
              Akurat mieszkam pod Warszawą, jedno dziecko chodzi do szkoły lokalnej,
              wiejskiej, dwoje wożę do Warszawy do gimnazjum prywatnego, jedno jest w
              lokalnym przedszkolu. Jeśliby bon oświatowy obowiązywał, odbierałbym go w
              urzedzie gminy co miesiac i płaciłbym za usługi edukacyjne w każdej ze szkół.
              Otóż zapewniam Cię, że nie ma niebezpieczeństwa zawyżania cen usług
              edukacyjnych ponad nominał bonu, ponieważ w tej chwili koszty są ZA WYSOKIE.
              Jeśli więc wartość bonu odpowiadałaby dzisiejszym nakładom państwa na jednego
              ucznia - ceny by spadły poprzez racjonalizację kosztów.
              Co do natrętnego rodzica - nie ma fizycznej możliwości pozbycia się kogoś
              takiego przez szkołę, ponieważ w tym systemie istnieje nie kuratorium w
              województwie, tylko lokalna rada szkolna wybrana w wyborach, która zarządza
              szkolnictwem w gminie czy w powiecie. Zarządzanie szkolnictwem nie ma polegać
              tu na funkcjach właścicielskich, lecz na oporacowaniu programu nauczania i
              kontroli standardów. Jeśliby się pojawił problem zmowy szkół natychmiast rada
              szkolna by zareagowała, ze względu na troskę o ponowny wybór.
              W małym środowisku dwie szkoły się utrzymają, a nawe pięć, bo przecież dlaczego
              nie ma być szkoły jednoklasowej? Ważne jest tylko to, zeby uczniowie takiej
              szkoły spełniali wymogi testów standaryzowanych. A jak ktoś chce uczyć dziecko
              w domu - niech też tak robi i odbiera na to bon osiatowy, a potem realizuje w
              banku pieniądze. Tylko że jeśli dziecko nie zda testu standaryzowanego będzie
              musiał te oieniądze oddać.

              Szkoły są instytucjami zaufania publicznego. Jeśli są prywatne, tak jak
              proponuję, to oczywiście zarządza nimi własciciel (fundacja, stowrzyszenie, pan
              Iksiński), lecz z tego względu, że są takimi instytucjami muszą się poddać
              wymaganiom zbiorowości określanymi przez radę szkolną. I jeśli zbiorowść uzna,
              ze curriculum ma zwierać np. gotowanie a nie matematykę - to powinny to zrobić.
              A jeśli rodzice w tej szkole powiedzą, że jednak chcą matematykę - to
              własciciel ma prawo zażądac dodatkowej opłaty.

              A co do szkolnictwa publicznego w Polsce, to jest ono tak samo publiczne jak
              telewizja Kwiatkowskiego była publiczna. Państwowe i tyle.
              • Gość: MP Re: Opis trafny, recepta po części księżycowa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.04, 02:27
                > Otóż zapewniam Cię, że nie ma niebezpieczeństwa zawyżania cen usług
                > edukacyjnych ponad nominał bonu, ponieważ w tej chwili koszty są ZA WYSOKIE.

                Otóz zapewniam Cie (a możemy sie tak zapewniać w nieskończoność), że po
                pierwsze cene tylko w minimalnym stopniu determinują koszty. W zasadniczej
                zcęści determinuje ją relacja popytu do podaży. Szkoła to nie stragan na ulicy.
                Trzeba wiele zainwestować, by ją otworzyć. Zaladanie dominującej podaży to
                utopia.
                Co do kosztów, to są one zawyżone może w jakiejś średniej skali przez drogą
                edukację w małych środowiskach (Twój pomysł tu niczego nie zmienia). W dużych
                środowiskach klasy i tak są przeludnine, problemu wieloprzedmiotowości nie ma
                (chyba, że dla samych nauczycieli, dla których zaczyna brakować etatów). W
                Warszawie i wielu dużych (czytaj: drogich czynszowo) miastach kosztu raczej nie
                zbije się poniżej 10 tys. rocznie za dziecko. To elementarny rachunek i można
                go wykonać na kolanie. Wystarczy znać cenę dzierżawną powierzchni użytkowej
                (lokalu i boiska). Bez trudu znajdziesz w Internecie. Wykaż, że jest inaczej, a
                zgłoszĘ Cię do ekonomicznego Nobla. Na etatach w trzydziestoosobowych klasach
                też nie zaoszczędzisz.

                > Co do natrętnego rodzica ...

                Wybacz, ale to gadanie czysto życzeniowe. Dzielą nas epoki od takiego stanu
                świadomości społecznej, by ciało przedstawicielskie "ręcznie" reagowało na
                problemy jakiejś jednostki. Prawa jednostki zapisuje się w ustawach, a chronią
                je sądy. Rady dbają o interesy grupowe, które z interesami jednostek nie muszą
                być lokalnie zgodne.

                > W małym środowisku dwie szkoły się utrzymają, a nawe pięć, bo przecież
                dlaczego
                >
                > nie ma być szkoły jednoklasowej?

                W małych środowiskach bywa obecnie, że jest jedna kilkuoddziałowa szkoła na
                obszarze godziny jazdy autobusem. Policzmy jak by to było dla szkoły
                jednoodziałowej: Jedna klasa to 1,5 etatu. Jeśli etat mianowany to z
                obciążeniami jest to obecnie 4-5 tys. miesięcznie (za te 1,5 atatu; kosztów
                pracodawcy, a nie tego co do kieszeni nauczyciela) czyli
                ok. 50-60 tys rocznie. A więc na samo wynagrodzenie potrzeba ok. 20 dotacji.
                Klasa nie może być więc mniej liczna. Kosztów wynajęcia lokalu, eksploatacji,
                wyposażenia, nakazanej opieki pielegniarskiej, terenu na WF itp. jeszcze nawet
                nie zaczęliśmy liczyć. Czy warto kontynuować? Gdzie tu widzisz oszczedności?
                Chcesz by w rejonie, gdzie w promieniu godziny trudno zebrać kilkudziesięciu
                uczniów w jednym wieku powstało kilka szkół? Po ilu miały by uczniów? Kto by
                ich dowoził (kolejne koszty)? A może planujesz wspólną naukę na kilku poziomach?

                > Szkoły są instytucjami zaufania publicznego. Jeśli są prywatne, tak jak
                > proponuję, to oczywiście zarządza nimi własciciel (fundacja, stowrzyszenie,
                pan
                >
                > Iksiński),

                Jednoklasową? Stowarzyszenie, fundacja? To przeciez dodatkowe koszty!

                > lecz z tego względu, że są takimi instytucjami muszą się poddać
                > wymaganiom zbiorowości określanymi przez radę szkolną.

                A jak będa oporne, to odbierzesz koncesję? Zabronisz rodzicom zanoszenia
                im bonów?

                > to powinny to zrobić.

                Bo jak nie, to im pogrozimy palcem? Jaki masz realny mechanizm?
                W krajach, gdzie szkołami zawiadują rady, są one własnością samorządową,
                a nie pana Iksińskiego. Do szkoły Pana Iksińskiego nikt się nie wtrąca
                poza wizytatorem państwowym badającym przestrzeganie ustaw.
                • szczurbiurowy Re: Opis trafny, recepta po części księżycowa 05.11.04, 02:37
                  Pomysł nie jest mój, tylko amerykański, sprzed 20 lat.
                  Jasne, że w dzisiejszym ustroju Polski nie da sie go wprowadzić, po pierwsze,
                  ze względu na rozbuchany etatyzm, po drugie ze wględu na kryzys wszystkich
                  instytucji państwowych.
                  Co do czynników kosztotówrczych, o których mówisz, to po pierwsze wprowadzając
                  taki system, trzeba najpierw zbudować normalne państwo, czyli zlikwidowac
                  ZUS,obniżyć podatki, usprawnić sądy i zdjąć rozbuchane regulacje mówiace o
                  pielęgniarkach i tym podobnych sprawach, nie mówiąc już o polityce przez duze P.
                  Ludzie sami wiedzą co potrzebują i nie trzeba do tego państwa. Państwo jest
                  potrzebne do zapewnienia bezpieczeństwa na ulicach obywatelom, bezpieczeństwa
                  granic, i żeby umowy były dotrzymywane. Całą resztą zajmą się ludzie.
                  • Gość: MP Re: Opis trafny, recepta po części księżycowa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.04, 02:46
                    > Pomysł nie jest mój, tylko amerykański, sprzed 20 lat.
                    > Jasne, że w dzisiejszym ustroju Polski nie da sie go wprowadzić

                    Nie dało się go wprowadzić w żadnym ustroju ani w żadnym społeczeństwie.
                    Nawet tak bogatym jak amerykańskie. Nawet nikt poważnie nie próbował.
                    Utopia nie przestaje być utopią przez to, że narodziła się za oceanem.
                    Przestań mącić ludziom w głowach, bo nauczyciele to ludek prosty i g
                    otowi jeszcze Ci uwierzyć.
                    • szczurbiurowy Re: Opis trafny, recepta po części księżycowa 05.11.04, 02:58
                      Otóż nie używam wobec Ciebie ostrych słów, wobec czego traktuj mnie równoważnie.
                      To że system nie został wprowadzony jest tylko i wyłacznie skutkiem braku
                      większości w przedstawicielstwach stanowych. Kwestia bonu oświatowego jest na
                      agendzie Republikanów od lat, i jak teraz mają zdecydowaną większość powinni to
                      wprowadzić. Nie mącę nauczycielom w głowach, bo jest to koncepcja spójna i
                      przemyślana, wystarczy trochę poczytać, być może niezbyt jasno ją tu
                      przedstawiłem. A argumentu, że coś nie jest wprowadzone na świecie i nie
                      funkcjonuje różni wstecznicy używają od zarania dziejów. Jak nasz praprzodek
                      biedził się nad wystruganiem koła to też słyszał, ze to utopia. Podobnie
                      mówiono o padatku liniowym, tylko że jak go wprowadzono na Słowacji to nagle
                      się okazało że przy obniżeniu podatków wpływy wzrosły zamiast zmaleć.
                      Podejrzewam, po dyskusji z Tobą, że pracujesz w biurokracji oświatowej (znasz
                      terminologię, koszty itd) wobec czego wprowadzenie bonu oświatowego byłoby dla
                      Ciebie podcięciem egzystencji.Sorry Winettou.
                      • Gość: MP Re: Opis trafny, recepta po części księżycowa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.04, 03:11
                        > Podejrzewam, po dyskusji z Tobą, że pracujesz w biurokracji oświatowej (znasz
                        > terminologię, koszty itd)

                        :-)))

                        To już mogę skwitować tylko uśmiechem. Ty chyba rzeczywiście żyjesz na
                        Księżycu. Gdyby nasi urzędnicy cokolwiek znali i cokolwiek umieli liczyć ...

                        A słów używam ostrych wobec tego co piszesz, a nie wobec Ciebie.
                        Słowa te uważam bowiem za intelektualne szkodnictwo.
                        • szczurbiurowy Re: Opis trafny, recepta po części księżycowa 05.11.04, 03:17
                          Nie żyję na Księżycu tylko tu i teraz, w Polsce, cięzko pracuję prowadząc firmę
                          i dając pracę ludziom.
                          A co do intelektualnego szkodnictwa, to jest nim przede wszystkim przekonanie,
                          które jak sądzę podzielasz, że omnipotentne państwo ma zatroszczyć się o ludzi,
                          bo oni sami się o siebie zatroszczyć nie potrafią. To jest najbardziej
                          szkodliwe przekonanie, które hamuje rozwój jednostek, grup społecznych i
                          państw. Dzięki temu przekonaniu jest głód na swiecie, marnotrawstwo podatków i
                          rozmaite udręki, które na świecie istnieją. W skrócie - brak wolności.
                          • Gość: MP Re: Opis trafny, recepta po części księżycowa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.04, 03:40
                            Skoro tak już się wzajemnie diagnozujemy, to Ty zapewne zaliczasz się do osób,
                            którym wydaje się, że w bogatych społeczeństwach powstają instytucje socjalne
                            (takie jak np. powszechna, darmowa edukacja) z powodu naiwnej filantropii czy
                            innego pięknoduchowstwa. Otóż grubo się mylisz. Nikt w dzisiejszym świecie nie
                            wydaje centa z podatków na realizację jakichś "szlachetnych wizji". Wszystkie
                            te gadki o solidarności, współczuciu, wspólnej trosce itp. to papaka dla
                            wyborczego mięsa. Systemy socjalne są organizowane i utrzymywane z funduszy
                            publicznych z czystego ekonomicznego wyrachowania. To po prostu znacznie
                            bardziej się opłaci niż dopuścić do powstania zbyt zdeterminowanych i
                            wymykających się kontroli mechanizmami ekonomicznymi dużych grup społecznych.
                            Pomysły "bonowe" nie mają zlikwidować omnipotencji, ale są pomysłem na
                            zracjonalizowanie jej kosztów. Nie podejmuję się ocenić na ile pomysłem
                            trafionym w obecnych realiach amerykańskich. Na pewno nie do wprowadzenia w
                            realich polskich.
                  • Gość: kwiat Re: Opis trafny, recepta po części księżycowa IP: *.umsl.edu 05.11.04, 02:57
                    O, to jesli to amerykanski pomysl, to zycze powodzenia. Akurat troche w
                    amerykanskiej szkole pracowalam. I daleka jestem od entuzjazmu.
                    • szczurbiurowy Re: Opis trafny, recepta po części księżycowa 05.11.04, 03:01
                      Koncepcja powstała właśnie po to żeby poprawić stan szkolnictwa. ja też jakiś
                      czas pracowałem w amerykańskiej szkole i znam sprawę.
                      • Gość: tbk Re: Opis trafny, recepta po części księżycowa IP: *.rasz.edu.pl / *.edu.pl 05.11.04, 03:54
                        wiec nie dokonca tak. bon oswiatowy w paru stanch, w paru okregach oswiatowych
                        dziala (apmietjamy ze osiwata w usa jesy mocno zdecentralizowana). i
                        doswiadczenia nie sa zachecajace

                        ba bon osiwatowy istineje i dziala tez w polsce (świdnik, kwidzyń). i tam takze
                        sie ujawnily wszystkie jego wady (np to ze determinuje powstanie szkół - gett)

                        wiec roziwazanie twoej szczurzeb jak na razie sie mocno nie udaje. brzmi bardzo
                        efektownie na papierze, ale w praktyce to raczej :(
        • Gość: danusia Re: Opis trafny, recepta po części księżycowa IP: *.zetosa.com.pl 05.11.04, 01:04
          Niestety, wszyscy (z niewielkimi chwalebnymi wyjątkami) na tym forum piszą o
          rzeczach, o których nie mają nawet bladego pojęcia, a o ich poziomie świadczy
          ilość błędów ortograficznych popełnianych nawet w takich krótkich tekstach.
          Tych, co nauczycieli krytykują - zapraszam do podjęcia pracy w zawodzie (o ile
          uda im się ją znaleźć), weryfikacja poglądów nastąpi wręcz natychmiastowo.
          Swojego czasu zazdroszczono górnikom sklepów za żółtymi firankami, i czym to
          się skończyło? Niestety nam (nauczycielom) również grozi degrengolada.
          Pozytywna selekcja? Owszem, ale niech zarobki będą na poziomie UE!!!
          • szczurbiurowy Re: Opis trafny, recepta po części księżycowa 05.11.04, 01:09
            Zarobki bedą na poziomie UE jak będziesz pracować w prywatnej szkole, na
            podstawie curriculum opracowanego w twojej lokalnej radzie szkolnej, wybranej
            przez lokalną społeczność w wyborach, a Twoej pieniądze będą wynikać z testów
            standaryzowanych, które co pół roku będą przeprowadzane przez prywatną firmę
            (trochę podobne sa dzisiaj testy wałbrzyskie - początek już mamy). Nie będzie
            kuratorium i paniki z tym związanej, będzie można skupić się na pracy.
            • Gość: danusia Re: Opis trafny, recepta po części księżycowa IP: *.zetosa.com.pl 05.11.04, 01:23
              Dlaczego ja jeszcze siedzę przy komputerze o tej porze? Oczywiście nie dlatego,
              by pisać komentarze. Właśnie (od kilku godzin) przygotowywuję się do lekcji,
              które jutro mnie czekają - 8 godzin, co prawda po 45 minut, ale...
              A propos Twojej wypowiedzi - tak niestety nie będzie przynajmniej do czasu, jak
              odpocznę na emeryturze. Za jakieś 18 lat, oczywiście pod warunkiem, że jeszcze
              do tego czasu dożyję. A brakowało mi tylko 11 m-cy do emerytury w 2007 r.
              Niestety wprowadzono graniczną datę 2006. Aby wszystko było jasne: mgr inż.
              informatyk z 18 letnim stażem i ukończonymi 3 studiami podyplomowymi, licznych
              kursów nie zliczę - wszystko za WŁASNE!!! pieniądze. A informatyka to: uczyć
              się, uczyć się, uczyć się, uczyć się... i płacić. Nie dlatego, że czegoś nie
              umiem, na tych podyplomowych i na tych kursach sama z powodzeniem mogłabym
              wykładać, ale PAPIERY!!! określają człowieka. Cholera... całkiem jak za
              Stalina: niet bumagi, niet cziełowieka. Pozdrawiam SzczuraBiurowego, po
              przeczytaniu fragmentów książki stałeś się moim idolem!!!
              • szczurbiurowy Re: Opis trafny, recepta po części księżycowa 05.11.04, 01:34
                Dzięki za miłe slowo.

                Opisałaś to przejmująco - a ja własnie dlatego odszedłem z zawodu - zdałem
                sobie sprawę, ze w tym chorym systemie liczy się tylko bumaga, nic więcej. A
                cała reszta jest urzędniczym pieprzeniem (przpraszam za słowo) dla zamydlenia
                oczu.
                • Gość: asia Re: Opis trafny, recepta po części księżycowa IP: *.umsl.edu 05.11.04, 03:00
                  Ale bumagi mozna z powodzeniem omijac, a robic swoje i to calkiem dobrze.
                • Gość: KMK Re: Opis trafny, recepta po części księżycowa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.11.04, 22:21
                  Szczurze!!! Jesteś także moim idolem!!!! Marzę, aby ten MENiS-PENiS przeczytał
                  Twoje mądre wypowiedzi i zawstydził się nad swoją nieudolnością przy
                  kształtowaniu wizji polskiego szkolnictwa po reformach.
                  Ja też, jak znajdę bogatego męża, odejdę z zawodu - tylko te moje dzieciaki się
                  zapłaczą. I ja też będę za nimi płakać - no ale cóż - nie można być Stasią
                  Bozowską do usranej śmierci.
              • Gość: MP Jakie 8 godzin? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.04, 01:36
                Wybacz, że wchodzę w prywatne sprawy, ale na etacie to powinnaś mieć po 3-4
                godziny dziennie. Przez pozostałe 4-5 (zegarowych :-)) powinnaś się właśnie
                przygotowywać. A resztę spędzić z kotem, mężem czy wnukami, by rano wypoczęta
                i z "radościa życia" stanąć przed klasą :-).
                Wytłumacz czemu po nocach probujesz naciągać na tanie współczucie?
                • Gość: asia Re: Jakie 8 godzin? IP: *.umsl.edu 05.11.04, 03:07
                  3-4 godziny dziennie, a do tego zajecia pozalekcyjne, czasami zastepstwa za
                  chora kolezanke, dyzury, spotkania z dziecmi, konsultacje z rodzicami,
                  odpisywanie rodzicom i dzieciom na e-maile, wypelnianie dokumentacji. W sumie w
                  szkole spedzam czas od 8 do 15 (czyli siedem godzin). Do domu docieram ok
                  16:30. Jak poswiece chwile sobie, mezowi i dzieciom, to niestety o 22 moge
                  zaczac sie do lekcji przygotowywac (tak do pierwszej do polnocy). Ot, dlaczego
                  noc jest do pracy niezbedna.
                  • szczurbiurowy Re: Jakie 8 godzin? 05.11.04, 03:12
                    Siedzis teraz w St. Louis ?
    • Gość: uosiu kto z was pracował i tu, i tam? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.04, 07:53
      Czyli: i w szkole, i w zwykłym czasie pracy? Ja miałem tę okazję. W szkole
      miałem 26 godzin, prawie 150% etatu, ale i tak miałem czas np. chodzić na
      zajęcia na uczelnię. Owszem, są rady pedagogiczne, wycieczki itp. A gdzie
      indziej niby co - nie ma nadgodzin, delegacji, targów, spotkań z klientami itp?
      O ile jednak na co dzień ilość pracy nauczyciela może być zbliżona do zwykłego
      pracownika, o tyle nieporównanie więcej jest urlopu. Kiedy wykorzystałem w roku
      10 dni, dyrektor już bardzo krzywo patrzył: "Czy nie za dużo urlopujesz?"
      Informacja dla nauczycieli: Wigilia, Sylwester, Wielki Piątek też są dniami
      roboczymi i żeby mieć wolne, trzeba wziąć jeden z max. 26 dni urlopu. Ustawowo
      26 dni, a jak jest naprawdę - patrz wyżej.
      • Gość: Mellon Re: kto z was pracował i tu, i tam? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.11.04, 17:39
        Ja pracowalem i tu i tam i moja zona tez pracowala i tu i tam i bardzo Cie
        prosze, abys nie wysuwal wnioskow ogolnych patrzac tylko na siebie. Miales 26
        godzin tygodniowo? Niezle, a czego uczyles? Jezli to byl polski, historia lub
        jezyk to dziwie Ci sie, ze piszesz w ten sposob. Chyba, ze bylo to bardzo dawno
        temu.Ja zaczynalem "tam", a teraz jestem "tu" - wiedzialem co robie i nie
        zaluje. Wydaje mi sie,ze zaliczam sie do tych, ktorym sie chce, o czym chyba
        swiadcza moje wyniki ( olimpiady, konkursy i takie tam...). Jednak trzeba
        pamietac, ze nauczycielowi, jako osobnikowie wyksztalconemu powinno sie placic
        nie tylko na czysto za wykonywano prace, ale i za kompetencje czy tez
        kwalifikacje jak kto woli. Tak sie placi w kazdej szanujacej sie firmie jak i
        w szkolach na zachodzie (np. ostatnio opowiadal mi o tym belfer ze
        Szwajcarii). Nauczycielom u nas placi sie natomiast za odsiedzony czas wg
        oficjalnych godzin i za ilosc zodbytych papierow w ramach tzw. awansu
        zawodowego. Nie placi sie za godziny spedzone w domu nad klasowkami,
        przygotowaniem sie do lekcji, czesto nie placi sie za zajecia dodatkowe (to
        wiemy ) i nie placi sie za ponoszona odpowiedzialnosc, co w firmach, jest
        standartem.
        Jezeli chodzi o mnie to nie moge narzekac, ale mam relacje z pierwszej reki
        (moja zona uciekla ze szkoly od dyrektora idioty, ktory sam nie radzac sobie z
        rozwydrzono klasa, zwalal wine na nauczycieli tam uczacych)
        Naprawde jestem ciekaw jakiego przedmiotu uczyles poniewaz ja tez mam czas aby
        chodzic na zajecia na uczelenie - w soboty i niedziele).
        Co do targow i konferencji, spotkan z klientami - zestawiajac to z radami
        pedagogoicznymi i rozmaitymi szkoleniami to nie wiem co jest latwiejsze
        do zniesienia.
    • Gość: Ja dam więcej Re: krzywdzące stereotypy dotyczące nauczycieli IP: 213.17.233.* 05.11.04, 09:10
      np.
      hydraulik - zamontowanie spłuczki sedesowej 70 zł,
      brukarz - ułozenie kostki brukowej wokół grobu 2500 zł,
      dozorczyni w dużej spółdzielni mieszkaniowej też 3 do 4 godzin pracy dziennie i
      pensja wysokokwalifikowanego nauczyciela,
      policjant ...
      lekarz ...
      itd.
    • Gość: Maja Re: krzywdzące stereotypy dotyczące nauczycieli IP: *.aster.pl 05.11.04, 09:12
      Pracuje w szkole wiele lat.Bardzo lubie swoj zawod, chociaz:
      1.nie mam czasu zjesc kanapki, pojsc do toalety, nigdy w szkole nie wypilam
      herbaty
      2.pracuje ok.10godzin dziennie w szole, oprocz lekcji mam obowiazkowe
      konsultacje i zajecia dodatkowe, za które nie dostaje zaplaty
      3.ok 4-5 godzin zajmuje mi w domu sprawdzanie prac pisemnych i przygotowanie
      zajec(prawie codziennie)
      4.jako wychowawca mam jeszcze zebrania i konsultacje dla rodzicow (poznym
      wieczorem)
      5.wszystkie podreczniki kupuje sobie sama,najlepiej pod ksiegarnia, uzywane
      6.mam duuuzo pracy!uwierzcie mi!
      • Gość: MP Re: krzywdzące stereotypy dotyczące nauczycieli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.04, 09:35
        > 2.pracuje ok.10godzin dziennie w szole

        :-)))

        A ten szoł to jest dzienny czy nocny? :-)))

        Wybacz! Wiem, że to było poniżej pasa, ale czasem człowiek ma
        niepohamowane natręctwo :-(

        A tak trochę bardziej poważnie. Wynika, że pracujesz w szkole 50 godzin
        tygodniowo, czyli oprócz 18 godzin etatu masz jeszcze 32 godziny zajęć
        dodatkowych i konsultacji. I że tak mają wszystkie Twoje koleżanki, bo rozumiem,
        że miało być reprezentatywne. To gdzie wy się bidule mieścicie? Wynajmujecie
        dodatkowe lokale na te dodatkowe zajęcia? A może pracujecie na 3 zmiany? Jeśli
        nie wynajmujecie, to pewnie szkoła działa do 23 (typowo 1,5 nauczyciela na
        oddział, a sal tyle co oddziałów, czyli każda sala musi "pracować" 15 godzin).
        To chyba jakaś szkoła wieczorowa?
        • werty126 Re: krzywdzące stereotypy dotyczące nauczycieli 05.11.04, 10:37
          Wiesz, duża grupa spośród nas chciałaby pracować tylko w szkole, nawet 40
          godzin w tygodniu. Jak sama zauważyłaś, nie jest to możliwe, bo się bidule nie
          zmieścimy. Szkoły sa tak ciasne, że nawet na rozmowę z rodzicami często
          wykorzystujemy korytarz. Wiekszosć prac wykonujemy w domu, bo mamy własny kąt i
          własne biurko, komputer i nikt nam nie łazi po plecach ( myślę o kolegach
          nauczycielach, nie o dzieciach, zeby było jasne).Nie wiem, w jakim zawodzie
          pracujesz, ale domyślam się, ze firma dostarcza ci materiały i stwarza godziwe
          warunki do pracy. Nam nie! Nawet sprzątaczka dostaje szczotkę i środki
          czyszczące. My pracujemy tym, i w takich warunkach, jakie sobie sami stworzymy
          (no, przesadziłam, mamy jeszcze klasę, tablicę i kredę). Miomo wszystko lubię
          pracę z dziećmi :), przecież one nie sa winne idiotyzmom wymyślanym przez
          dorosłych. A że wyrastają z nich później tacy "życzliwi " nauczycielom rodzice?
          No cóż... na szczęście nie ze wszystkich.
          • Gość: MP Re: krzywdzące stereotypy dotyczące nauczycieli IP: *.fuw.edu.pl 05.11.04, 11:12
            Wierzę, że pracę lubisz, ale nie jestem pewien, czy ja lubię to, że w niej
            pozostajesz. Chodzi mi łatwość i pochopność wyciąganych wniosków. Ale to tylko
            taki znak zapytania, bo przeciez każdy moze mieć gorszy dzień :-)
            Nie pisałem nic o flamastrach i papierze, ale tylko i wyłącznie o tym, ze Maja
            przegięła w argumentacji. Taka przegięta argumentacja czyni argumentujacych
            niewiarygodnymi. A to źle! Uważam, że nawet nauczyciel, który nie ma żadnych
            godzin dodatkowych, to jesli chce sensownie wywiązać się ze swego zadania
            raczej nie starczy mu 40 godzin (dotyczy to nie wszystkich przedmiotów).
            Jestem wielkim sympatykiem takich nauczycieli i uważam, że ich wynagrodzenie
            jest stanowczo zbyt niskie. Niestety, w mojej ocenie potwierdzanej tu
            wielokrotnie, nie wszyscy są tacy (a zdanie to nalezy traktowac raczej jako
            eufemizm). Są tacy, którzy swą "pracą" szlajaja opinię tych zaangażowanych i
            kompetentnych, pracują na bolesne stereotypy, blokują jakiekolwiek zmiany,
            które wprowadzałyby realne mechanizmy oddzielania ziarna od plew. System nie
            radzi sobie z ich obecnością i dopóki sobie nie poradzi to nic istotnego się
            nie zmieni.
            A godziny dodatkowe to osobny temat.
    • Gość: Kali Ja dam więcej IP: 213.17.233.* 05.11.04, 09:18
      hydraulik - zamocowanie spłuczki sedesowej 70 zł,
      brukarz - ułożenie kostki brukowej wokół grobu 2500 zł,
      sprzątaczka - 3 do 4 godzin pracy w dużej spółdzielni mieszkaniowej 1300 zł,
      itd.
      Czemu zarabiają tak mało?
      • Gość: Ania wycieczki IP: *.dip.t-dialin.net 05.11.04, 12:18
        Przeczytalam wiekszosc komentarzy i szczerze mowiac chce mi sie smiac. Ludzie,
        sama jestem nauczycielka, obecnie na bezplatnym urlopie. I tak jak w kazdym
        zawodzie sa lepsi i gorsi, tacy, ktorym chce sie pracowac i tacy, ktorzy lubia
        brac swoje pensje.
        Dlatego nie chce mi sie na ten temat dyskutowac. Moze porusze tylko jeden
        aspekt. Co do wyjezdzania na wycieczki, naszych ,,duzych'' zarobkow itd. W mojej
        szkole jest bardzo duzo biednych i zeby gdziekolwiek wyjechac, trzeba szukac
        sponsorow. Czesto jest tez tak, ze trzeba za dziecko zaplacic z wlasnej
        kieszeni, bo inaczej nigdy by nie pojechalo na wycieczke z klasa. Nie mowiac juz
        o kupowaniu drugiego sniadania itd. Oczywiscie nie twierdze, ze to jest regula.
        Najbardziej czego nie lubie, to uogolnien, stereotypow!
        Pozdrawiam
    • thistle1 Re: krzywdzące stereotypy dotyczące nauczycieli 05.11.04, 18:16
      1.to najbardziej niezadowolony i narzekający na swoją dolę 'naród'
      to niestety prawda:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka