Dodaj do ulubionych

Amerykańskie nieuctwo i ignorancja

26.12.04, 10:35
Obejrzałem wczoraj początkowy fragment filmu "Garfield" . Pada tam
stwierdzenie , że Haga leży w ... Belgii .

Słyszałem już o nędznym poziomie nauczania geografii w USA .

Może zamiast legendarnych kocy , należałoby wysłać tam atlasy geograficzne ?

;-)
Obserwuj wątek
    • Gość: kicia Re: Amerykańskie nieuctwo i ignorancja IP: *.icpnet.pl 27.12.04, 19:46
      widzisz...oni nie muszą zakuwać z atlasów...bo stać ich żeby objechać świat...
      zresztą samoloty też wynalezione zostały przez amerykańskie nieuctwo...podobnie
      jak statki kosmiczne i komputery...ale cóż...jak się wiedzę o USA czerpie z
      bajek to można dojsć do takich wniosków
      • eirinn Re: Amerykańskie nieuctwo i ignorancja 28.12.04, 10:49
        Z żadnych bajek, niestety. Znam kilkoro Amerykanów, ludzi naprawdę świetnie
        wykształconych, doskonałych specjalistów, których wiedza o świecie jest
        porażająco niewielka. Kiedyś zapytali ze zdziwieniem, jak ja odróżniam
        kasztanowca od dębu i klonu, czy studiowałam też biologię. Myślałam, że
        żartują, ale niestety nie. Oni są kształceni bardzo "wąskotorowo", i to już od
        szkoły średniej. Nie wiem, czy słyszałeś/aś o tym, że większość ich odkryć i
        wynalazków to dzieło imigrantów z Europy i Azji? Połowa "amerykańskich"
        laureatów Nobla ma silny zagraniczny akcent. Co do objeżdżania świata, to
        standardowo jeżdżą kupą w te same miejsca. Jak Europa - to Praga, Rzym i Paryż.
        Ale cóż... jak się wiedzę o USA czerpie z amerykańskich filmów katastroficzno-
        przygodowych, to można dojść do takich wniosków.
        • Gość: Zoil Re: Stereotypy i mity na temat USA IP: *.c.net.pl 29.12.04, 15:41
          eirinn napisała:

          > Z żadnych bajek, niestety. Znam kilkoro Amerykanów, ludzi naprawdę świetnie
          > wykształconych, doskonałych specjalistów, których wiedza o świecie jest
          > porażająco niewielka. Kiedyś zapytali ze zdziwieniem, jak ja odróżniam
          > kasztanowca od dębu i klonu, czy studiowałam też biologię. Myślałam, że
          > żartują, ale niestety nie. Oni są kształceni bardzo "wąskotorowo", i to już
          od
          > szkoły średniej. Nie wiem, czy słyszałeś/aś o tym, że większość ich odkryć i
          > wynalazków to dzieło imigrantów z Europy i Azji? Połowa "amerykańskich"
          > laureatów Nobla ma silny zagraniczny akcent. Co do objeżdżania świata, to
          > standardowo jeżdżą kupą w te same miejsca. Jak Europa - to Praga, Rzym i
          Paryż.

          Nie wiem, dowodem czego ma być nierozróżnianie kasztanowca od np. klonu czy
          dębu. Jeśli np. idę do lekarza, to chcę, by był on kompetentny w tym , co robi
          i zupełnie nie obchodzi mnie, czy zna on różnice miedzy gatunkami drzew, wie,
          jaka jest stolica Chin, jakie góry są najwyższe na świeci, czy jak rozwiązuje
          się równanie z jedną niewiadomą itp.. Podobnego profesjonalizmu oczekuję od
          wszelkiej maści specjalistów, zaś ich wiedza ogólna, niezwiązana z wykonywanym
          przez nich zawodem, zupełnie mnie nie interesuje.
          Żadnym argumentem jest też to, że wielu wybitnych naukowców pracujących w USA
          rekrutuje się z Europy czy Azji. Moim zdaniem świadczy to tylko o tym, że
          Amerykanie uruchomili sensowne mechanizmy "przyciągania" najbardziej
          wartościowych pod względem potencjału intelektualnego ludzi z różnych stron
          świata (dobre wynagrodzenie, świetne warunki rozwoju naukowego). Życzyłbym
          sobie, aby tak postępowali Polacy.
          Nie przekonuje mnie też argument o mało wyszukanych potrzebach turystycznych
          Amerykanów, bo identycznie sprawa wygląda z większością Europejczyków (chyba że
          dysponujesz jakimiś wiarygodnymi danymi mówiącymi, że jest inaczej).
          I jeszcze jedno, USA to ogromne wieloetniczne i wielokulturowe państwo, które
          umiało stworzyć i uruchomić takie mechanizmy prawne i gospodarcze, że stało się
          supermocarstwem (co wcale nie znaczy, że państwo to nie boryka się z poważnymi
          problemami), a na głupocie takiej potęgi nie da się zbudować.
          W Polsce pokutuje jeszcze stereotyp człowieka wszechstronnie wykształconego,
          osobowości renesansowej, kogoś, kto samochód sobie naprawi, mieszkanie
          wyremontuje, Szekspira poczyta, do teatru chodzi itp., dlatego m. in. tak
          trudno walczyć z encyklopedyzmem w szkole.
          Dziś trzeba młodzież uczyć uczenia się, wdrażać do samoksztalcenia, uczyć
          szukania i krytycznego przetwarzania informacji, bo jak ktoś tę umiejętność
          posiądzie i będzie miał odpowiednią motywację, to bez problemu znajdzie wiedzę
          pozwalajacą mu odróżnić dąb od klonu czy kasztanowca.
          Czyżbyś swą wiedzę o Amerykanach opierał na filmach z Chevy Chasem?
          • Gość: Real Człowiek jednowymiarowy - amerykański ideał!!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 29.12.04, 15:55
            "Żadnym argumentem jest też to, że wielu wybitnych naukowców pracujących w USA
            rekrutuje się z Europy czy Azji." To znaczy dokładnie tyle, że amerykański
            system edukacyjny i kultura nie są dobrą glebą dla osiągnięć
            intelektualnych.Jak również o tym, że już dzieci i wnuki tych najmitów takie
            wybitne nie są.
            Ciebie nie interesują np.ogólne horyzonty lekarza, z którym masz do czynienia i
            traktujesz go jak mechanika od przykręcania śrubek w organizmie.Niestety
            człowiek jest bardziej skomplikowany, a horyzonty w wielu przypadkach pomagają
            lepiej leczyć.Współczesna medycyna opiera się zresztą na technologii i dobry
            lekarz powinien przynajmniej rozumieć sporo ze współczesnej fizyki (chemii też)
            itp.itd.
            Ludzie nie są jednak tylko wąskimi specjalistami.Czy chciałbyś móc ze swoimi
            dziecmi móc rozmawiać wyłącznie o tym co pokazują w TV i o ich wąskiej
            specjalizacji zawodowej???A tacy są Amerykanie!!!
            • Gość: Zoil Re: Człowiek jednowymiarowy - amerykański ideał!! IP: *.c.net.pl 29.12.04, 17:17
              Gość portalu: Real napisał(a):

              > "Żadnym argumentem jest też to, że wielu wybitnych naukowców pracujących w
              USA
              > rekrutuje się z Europy czy Azji." To znaczy dokładnie tyle, że amerykański
              > system edukacyjny i kultura nie są dobrą glebą dla osiągnięć
              > intelektualnych.Jak również o tym, że już dzieci i wnuki tych najmitów takie
              > wybitne nie są.
              > Ciebie nie interesują np.ogólne horyzonty lekarza, z którym masz do czynienia
              i
              >
              > traktujesz go jak mechanika od przykręcania śrubek w organizmie.Niestety
              > człowiek jest bardziej skomplikowany, a horyzonty w wielu przypadkach
              pomagają
              > lepiej leczyć.Współczesna medycyna opiera się zresztą na technologii i dobry
              > lekarz powinien przynajmniej rozumieć sporo ze współczesnej fizyki (chemii
              też)
              >
              > itp.itd.
              > Ludzie nie są jednak tylko wąskimi specjalistami.Czy chciałbyś móc ze swoimi
              > dziecmi móc rozmawiać wyłącznie o tym co pokazują w TV i o ich wąskiej
              > specjalizacji zawodowej???A tacy są Amerykanie!!!

              Po pierwsze, napisałem, że wielu naukowców pracujących w USA rekrutuje się z
              Europy i Azji, wielu to nie wszyscy (nie dysponuje danymi statystycznymi, a
              podejrzewam, że Ty ich też nie posiadasz).
              Po drugie, amerykański system edukacyjny wcale nie jest taki zły, jak u nas
              stereotypowo się uważa. Polska jest państwem monoetnicznym, USA wieloetnicznym
              i wielokulturowym i znacznie od naszego kraju większym, a w takim
              społeczeństwie system edukacyjny musi być dostosowany do różnych potrzeb i
              możlwości uczniów i to zadanie on spełnia.
              Po trzecie, piszesz "amerykański system edukacyjny i kultura nie są dobrą glebą
              dla osiagnięć intelektualnych" - to stereotyp, a trudno z mitami (nastawieniem
              a nie argumentem) polemizować (co w Twoim rozumieniu jest "osiagnięciem
              intelektualnym"?, czy np. to, że syn analfabety -imigranta nauczył się w
              amerykańskiej szkole czytać i pisać i zdobył zawód, np. hudraulika
              jest "osiągnięciem intelektualnym"?, jak rozumiesz pojęcie "kultura" w
              kontekście, w którym go użyłeś?).
              Po czwarte, zupełnie nie interesują mnie "horyzonty intelektualne", np.
              lekarza, do którego idę. "Horyzonty..." rozumiane jako zasób wiedzy ogólnej, bo
              wiedza i umiejętności z zakresu wykonywanej profesji danego lekarza bardzo mnie
              interesują. Chcę, aby był on kompetentny w zakresie wykonywanego zawodu, więc
              jeżeli do owych kompetencji lekarzowi potrzebna jest wiedza z zakresu fizyki i
              chemii, to winien ją posiadać. Natomiast w ogóle nie interesuje mnie - w
              kontakcie zawodowym z lekarzem - czy posiada on choć minimalną wiedzę, np. z
              historii sztuki, geografii, literatury itp.
              Po piąte, na gruncie towarzyskim, prywatnym nich każdy dyskutuje, o czym chce.
              Tak się składa, że od dawien dawna ludzie zazwyczaj dobrowolnie dobierają się
              towarzysko tak, aby mieli wspólne tematy do rozmowy (te same lub pokrewne
              zawody, podobne systemy wartości, postawy życiowe, zbliżone poglądy polityczne,
              podobne zainteresowania).
              Po szóste, ekspresywne zdanie "A tacy są Amerykanie!!!", nie wyraża żadnej
              sensownej konkluzji, to stereotyp identyczny jak np. sformułowania: tacy są
              Polacy, tacy są Niemcy, tacy są Włosi... Niewiele to ma wspólnego z logiką i
              wnikliwością w dyskusji.
              • Gość: Real Re: Człowiek jednowymiarowy - amerykański ideał!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 29.12.04, 17:36
                "...(co w Twoim rozumieniu jest "osiagnięciem
                intelektualnym"?.."Chyba się za bardzo zamerykanizowałeś ;-)- z kontekstu w
                sposób oczywisty wynika, że chodzi o osiągnięcia naukowe i kulturalne istotne
                dla,powiedzmy, ludzkości.
                Co do danych - życiorysy laureatów nagród Nobla są powszechnie dostepne,
                zajrzyj do nich i zwróć uwagę na pochodzenie.Popatrz tez na skład personelu
                czołowych uczelni(powiedzmy 15!) amerykańskich - łatwo to znaleźć.
                Dla czolowego supermocarstwa nie jest natomiast żadnym sukcesem umiejętność
                uczenia analfabetów pisania i czytania.Zresztą nie jest z tym najlepiej nawetr
                w stolicy - co roku szkoły w downtown Waszyngtonu opuszczają tysiące
                analfabetów, co przyznają oficjalnie sami Amerykanie;-)(Np.na organizowanych
                przez USIA spotkaniach inauguracyjnych dla stypendystów Fulbrighta - byłem,
                widziałem;-) )
                • Gość: Zoil Re: Człowiek jednowymiarowy - amerykański ideał!! IP: *.c.net.pl 29.12.04, 18:29
                  Gość portalu: Real napisał(a):

                  > "...(co w Twoim rozumieniu jest "osiagnięciem
                  > intelektualnym"?.."Chyba się za bardzo zamerykanizowałeś ;-)- z kontekstu w
                  > sposób oczywisty wynika, że chodzi o osiągnięcia naukowe i kulturalne istotne
                  > dla,powiedzmy, ludzkości.
                  > Co do danych - życiorysy laureatów nagród Nobla są powszechnie dostepne,
                  > zajrzyj do nich i zwróć uwagę na pochodzenie.Popatrz tez na skład personelu
                  > czołowych uczelni(powiedzmy 15!) amerykańskich - łatwo to znaleźć.

                  Nie każde osiągnięcie intelektualne "istotne dla ludzkości" ( wielce
                  problematyczne jest już ustalenie kryteriów takich osiągnięć) jest wyróżniane
                  Noblem, więc ta nagroda nie jest wiarygodną miarą "osiągnięć istotnych dla
                  ludzkości".
                  Nie interesuje mnie skład (rozumiem z kontekstu Twej wypowiedzi, że masz na
                  myśli pochodzenie narodowe) personelu czołowych uczelni amerykańskich, tak jak
                  nie interesuje mnie pochodzenie etniczne lekarza, prawnika, nauczyciela,
                  mechanika samochodowego, hydraulika, ekspedientki itp, (pachnie mi to rasizmem)
                  bardzo interesują mnie natomiast kompetencje zawodowe i w niektórych
                  przypadkach (zależy to od zawodu, roli społecznej) moralne takich osób.
                  I jeszcze raz powtórzę, jeśli USA potrafi "przyciągać" wybitne umysły, dobrze
                  im płacąc i dając możliwość naukowego rozwoju, to bardzo dobrze, moim zdaniem,
                  świadczy o tym państwie, źle zaś o krajach, z których tacy ludzie muszą
                  emigrować.

                  Dla czolowego supermocarstwa nie jest natomiast żadnym sukcesem umiejętność
                  > uczenia analfabetów pisania i czytania.Zresztą nie jest z tym najlepiej
                  nawetr
                  > w stolicy - co roku szkoły w downtown Waszyngtonu opuszczają tysiące
                  > analfabetów, co przyznają oficjalnie sami Amerykanie;-)(Np.na organizowanych
                  > przez USIA spotkaniach inauguracyjnych dla stypendystów Fulbrighta - byłem,
                  > widziałem;-) )

                  Moim zdaniem likwidacja analfabetyzmu i asymilacja ludzi pochodzących z różnych
                  srodowisk i krajów w tak ogromnym, złożonym pod względem społecznym i
                  kulturowym państwie jak USA jest osiagnięciem. Zresztą jak to się dzieje, że
                  USA ma niższe średnie bezrobocie i lepsze wskaźniki makroekonomiczne niż UE,
                  jest potentatem światowym w tworzeniu i wdrażaniu nowoczesnych technologii
                  jeśli, jak sugerujesz, jest to kraj ludzi mało rozgarniętych?
                  Absurdalne byłoby tłumaczenie tego faktu tym, że elity intelektualne USA to
                  ludzie napływowi, tacy bowiem ten kraj tworzyli.
                  Zabrałem głos na tym forum, bo nie lubię stereotypów, ocen i sądów
                  schematycznych, a nie z powodu "zamerykanizowania" czy amerykanofilstwa, które
                  mi imputujesz.
                • Gość: bombardier Re: Człowiek jednowymiarowy - amerykański ideał!! IP: *.jersyc01.nj.comcast.net 01.01.05, 02:51
                  ilu z ostatnich noblistow jest jankesami?
                  nie wiem dokladnie, ale byli oni najliczniejsza grupa...
            • Gość: kicia Re: Człowiek jednowymiarowy - amerykański ideał!! IP: *.icpnet.pl 29.12.04, 18:11
              Tak się składa, że amerykańskie książki medyczne są o niebo lepiej napisane od
              polskich, ale bez znajomości fizyki czy chemii nie da się przez nie przebrnąć
              vide np. biochemia Lippincota...a większość polskich książek medycznych,
              przynajmniej tych dot. najnowszej wiedzy, to amerykańskie tłumaczenia. Polski
              student medycyny musi wkuwać stosy bredni i odpowiadać na pytanie "jak?",
              amerykański na pytanie "dlaczego?". Poza tym lekarz, który zarabia 150 tysiecy
              dolarów na rok ma ogromne perspektywy rozwoju osobowości, stać go na wypady do
              teatru ,na koncerty, ma czas żeby poczytać beletrystykę i fachowe książki w
              przeciwieństwie do większosci polskich lekarzy, którzy harują za psie grosze i
              ledwo mają czas żeby się wyspać. Wybitnych Polaków też można policzyć na
              palcach...a już na pewno tych wybitnych, którzy zostają w Polsce.
              • Gość: ewcia Re: Człowiek jednowymiarowy - amerykański ideał!! IP: *.aster.pl / *.aster.pl 29.12.04, 19:47
                Gość portalu: kicia napisał(a):
                Poza tym lekarz, który zarabia 150 tysiecy dolarów na rok ma ogromne
                perspektywy rozwoju osobowości, stać go na wypady do teatru ,na koncerty, ma
                czas żeby poczytać beletrystykę i fachowe książki w przeciwieństwie do
                większosci polskich lekarzy, którzy harują za psie grosze i ledwo mają czas
                żeby się wyspać.

                To nie o to chodzi czy go stać i czy ma czas, tylko czy to robi. I to nie
                zależy ani od pieniędzy, ani od kraju, ani od narodowości, tylko najnormalniej
                w świecie od człowieka. W Polsce też są ludzie, których stać na to wszystko i
                co z tego? Siedzą przed telewizorem i czytają gazetki. A ludzie, którzy mają
                mniej kasy wydają ją właśnie na szeroko pojętą kulturę, wiedzę itp. Myślę, że w
                każdym innym kraju jest tak samo.
                Co do harowania to wszyscy lekarze z USA, których znam (fakt, nie jest to
                reprezentatywne, raptem kilkanaście osób) też harują tak, że nie mają kiedy się
                wyspać, a z dziećmi widują się przez parę minut dziennie. I co z tego, że mają
                kupę kasy, jak cała reszta świata jest dla nich niedostępna?
                • Gość: Ladaco Re: Człowiek jednowymiarowy - amerykański ideał!! IP: *.ne.client2.attbi.com 31.12.04, 04:14
                  Mialem sie nie wtracac...I ciagle nie mam zamiaru...Wspomne tylko, niesmialo,
                  ze zarobki lekarzy amerykanskich sa mi znane(ze sie tak wyraze "z pierwszej
                  reki")...Zanim, nieboraki, zaczna zarabiac $150,000 uplywa wiele wody w
                  rzekach: Nilu, Wisle i Odrze...(razem wzietych). Pierwsze lata mijaja im na
                  splacaniu dlugow(informuje,ze semestr w szkole medycznej kosztuje okolo
                  $30,000/w zaleznosci od szkoly moze byc duzo drozej..i tylko odrobine taniej/.
                  Zapewniam: nie kazdy tatus studenta medycyny jest milionerem).....Eeee...nie
                  chce mi sie marudzic dalej...Pozdrawiam biednych, ale wszechstronnych...z taka
                  sama moca z jaka zycze zdrowia bogatym...he,he...,ale glupkowatym...esculapom...
          • sol_bianca Re: Stereotypy i mity na temat USA 30.12.04, 17:48
            > Jeśli np. idę do lekarza, to chcę, by był on kompetentny w tym , co robi
            > i zupełnie nie obchodzi mnie, czy zna on różnice miedzy gatunkami drzew, wie,
            > jaka jest stolica Chin, jakie góry są najwyższe na świeci, czy jak rozwiązuje
            > się równanie z jedną niewiadomą itp..

            Lekarz też mnie nie obchodzi, ale np. od przyjaciół wymagałabym, żeby mieć z
            nimi o czym porozmawiać nawet jeśli skończyli inne studia niż ja.
            Wiedza ogólna nie wpływa na ocenę człowieka JAKO specjalisty, ale owszem wpływa
            na ocenę człowieka JAKO interesującej, inteligentnej osoby.

            > W Polsce pokutuje jeszcze stereotyp człowieka wszechstronnie wykształconego,
            > osobowości renesansowej, kogoś, kto samochód sobie naprawi, mieszkanie
            > wyremontuje, Szekspira poczyta, do teatru chodzi itp., [...]
            ...i bardzo dobrze. Nie podoba ci się taki obraz człowieka? A może uważasz, że
            do teatru powinni chodzić tylko teatrolodzy, Szekspira czytać literaturoznawcy itp.?

            > dlatego m. in. tak
            > trudno walczyć z encyklopedyzmem w szkole.

            Encyklopedyzm w szkole nie ma z tym nic wspólnego. Można rozwijać wiedzę ogólną
            bez wkuwania na pamięć formułek. A wkuwanie formułek i ogólnie nasz system
            edukacji raczej zniechęca do zdobywania wiedzy, niż tworzy "osobowości renesansowe".
            • Gość: LMB Re: Stereotypy i mity na temat USA IP: *.icpnet.pl 04.01.05, 15:53
              > > W Polsce pokutuje jeszcze stereotyp człowieka wszechstronnie wykształcone
              > go,
              > > osobowości renesansowej, kogoś, kto samochód sobie naprawi, mieszkanie
              > > wyremontuje, Szekspira poczyta, do teatru chodzi itp., [...]
              > ...i bardzo dobrze

              Na pewno?

              > Nie podoba ci się taki obraz człowieka?

              A Tobie się podoba? Może wyrecytujesz 3 zasady dynamiki newtona, albo
              skomentujesz różnicę między gipsem szpachlowym a budowlanym? (o tym pisał Twój
              przedpiśca).

              > A może uważasz, że
              > do teatru powinni chodzić tylko teatrolodzy, Szekspira czytać literaturoznawcy
              > itp.?

              A Ty co uważasz, bo nie mogę się doczytać. Uważasz, że wszyscy powinni znać
              Szekspira i chodzić do teatru?

              > > dlatego m. in. tak
              > > trudno walczyć z encyklopedyzmem w szkole.
              >
              > Encyklopedyzm w szkole nie ma z tym nic wspólnego.

              Ma. Postaram się przełożyć to na język normalny. W szkole podaje się masę teorii
              , w dużej części zupełnie nieprzydatnej. Człowiek o przeciętnym intelekcie nie
              jest w stanie znaleźć relacji między tą teorią a realiami/życiem. I co z niego
              zostaje? Nieuk.

              > Można rozwijać wiedzę ogólną bez wkuwania na pamięć formułek.

              W której szkole można rozwijać wiedzę ogólną bez zdawania sprawdzianów itp?

              > A wkuwanie formułek i ogólnie nasz system edukacji raczej zniechęca do
              > zdobywania wiedzy, niż tworzy "osobowości renesansowe".

              A może robi jedno i drugie?

              Największą wadą naszego systemu szkolnego jest wyrabianie przeświadczenia, że do
              szczęścia drogą jest wiedza i "bycie", a nie posiadanie. Czym prędzej taki
              człowiek pozbędzie się pędu do poznania wszystkiego, a odda się pędowi bogacenia
              (nie konsumpcji!), tym będzie szczęśliwszy.

              Nie można tylko być. Trzeba też mieć. Niekoniecznie w skali amerykańskiej.
          • arilo zgadzam sie 31.12.04, 10:24
            dokladnie tak to powinno wygladac.
            Wszechstronne wyksztalcenie mozna uznac jako dodatkowy atut w przyjacielskich
            kontaktach, ale na pewno nie w scisle profesjonalnych.
            • truscaveczka Re: zgadzam sie 31.12.04, 13:37
              Wiedza ogólna, erudycja itp (niw wkuwanie na pamięć encyklopedii) pozwalają na
              ćwiczenie umysłu. Dlatego wolę lekarza (prawnika, nauczyciela itp.) który wie
              różne rzeczy.
          • arilo inny system nauczania w Stanach 31.12.04, 10:38
            moj krewny tam pojechal w wieku 14 lat. Opowiadal mi, ze w szkole podstawowej
            sa rozne poziomy nauczania - dla tych ktorzy chca sie uczyc dalej i dla tych
            ktorym wystarczy umiejetnosc czytania i pisania. A tak wogole to tam najlepszy
            start zapewniaja szkoly prywatne.
            Na studiach nie pisze sie pracy magisterskiej - pisze sie nascie prac
            semestralnych, ktore sa traktowane b. powaznie - zarowno przez piszacego jak
            tez sprawdzqjacego.

            W tamtym systemie (znam go ze slyszenia ) podoba sie najbardziej to, ze panuja
            tam pewne scisle okreslone zasady tzn.
            chcesz zarabiac tyli i tyle - wybierasz taka a taka szkole - placisz tyle i
            tyle - musisz miec srednia taka i taka - wiesz czego sie spodziewac i jaki
            koszt musisz poniesc. Na pewno ma na to wplyw niskie bezrobocie, ale nie bede
            odbiegal od tematu.
            W Polsce idziesz np. na UW - po ktorym nie masz zadnej gwarancji na nic.

            W USA jest podobno duzo bardziej sprawiedliwie sprawdzana wiedza - np. w szkole
            podstawowej i srednioej - kazdy otrzymuje krotkie pytanie w ramach sprawdzenia
            wiedzy nabytej w czasie poprzednich zajec. itp, itd
            Nikt nie wstydzi sie wypowaiadac w czasie zajec itp, itd

            Pozdrawiam
            • bella-donna Re: inny system nauczania w Stanach 01.01.05, 14:41
              dodam jeszcze, ze w USA kazdy uczy sie dla siebie, czyt. nie sciaga,
              a w Polsce doskonale wiemy jak to sie przedstawia
          • manny_ramirez Re: Stereotypy i mity na temat USA 04.01.05, 14:36
            Swietny wpis ; wlasciwie nic dodac, nic ujac

            ale dodam jedno: Ciekawy jestem ile z tutejszych krytykow widzialo w ogole
            wnetrze amerykanskiej szkoly. Meritum anty-amerykanskich wpisow swiadczy raczej
            o tym ze wiekszosc ludzi opiera swoje spostrzenia na opiniach zaslyszanych a w
            rzeczywistosci nie ma za duzo pojecia o autentycznych faktach. Ciekawe jest to
            ze ta sa prawie zawsze Ci sami ludzie co potem oburzaja sie na Niemcow ze
            uwazaja ze Polacy to narod zlodzieji samochodow.

            Tak w ogole to jestem ciekaw ile z tych ludzi mialo cos do czynienia z polska
            szkola ostatnio. Ja mieszkalem przez prawie cztery lata w Polsce zanim wrocilem
            niedawno do USA i mialem stycznosc z systemem nauczania w obu krajach. I choc
            przyznaje ze ten nawal faktow ktory musi sobie przyswoic przecietny polski
            uczen pozwala istotom wybitnym naprawde sie duzo nauczyc to jednak przecietne
            dziecko polskie moze w dniu testu wie duzo o biologi, historii czy geografii
            ale nie ma zielonego pojecia jak ta czy inna wiedze wdrozyc w dorosle zycie.
            Narzekajcie na Ameryke ile chcecie ale nie zmieni to faktu ze to wlasnie
            tutejszy system polityczny, gospodarczy i edukacyjny wyprowadzil ten kraj lata
            swietlne przed inne. Jak Polska przegoni Stany w jakims znaczacym wskazniku
            gospodarczym czy edukacyjnym to wtedy bedziecie mieli moralne prawo krytyki a
            teraz czas wziasc sie do roboty i zmienic Polske na lepsze a nie tylko wylewac
            zolc na forum
        • Gość: sara Re: Amerykańskie nieuctwo i ignorancja IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.01.05, 21:33
          Zgadzam sie w stu procentach!!!
      • Gość: Real Re: Amerykańskie nieuctwo i ignorancja IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 29.12.04, 09:38
        "zresztą samoloty też wynalezione zostały przez amerykańskie nieuctwo...podobnie
        jak statki kosmiczne";-)))))))))))))))))))))))))))))
        Kiedyś mawiano u nas, że wszystko wymyslili Rosjanie.Teraz przyszła pora na
        Amerykanów!!!Samolot wymyslili(wykonali pierwszy lot!) bracia Wright - Anglicy,
        a ststki kosmiczne - Rosjanie właśnie!!!
        • otto_1 Re: Amerykańskie nieuctwo i ignorancja 29.12.04, 13:53
          Amerykanom ich pierwszą rakietę kosmiczną skonstruował Werner von Braun,
          niemiecki spec od V2.
          • Gość: dziad_borowy Re: Amerykańskie nieuctwo i ignorancja IP: *.bflony.adelphia.net 30.12.04, 17:58
            dobra, towarzycho, to moze kilka przykladow.
            na poczatku pragne wyjasnic, ze aktualnie jestem na wymianie uczniowskiej w
            Stanach i koncze ostatnia klase liceum. podobno na tym poziomie niewiele da sie
            faktycznie ocenic, ale w momencie kiedy
            - panna stwierdza ze Wielka Brytania i Anglia to dwa rozne kraje
            - kolejna pyta mnie na tescie ktora wojna swiatowa byla z Hitlerem?
            - kolejna utrzymuje ze Hiszpania jest w Meksyku
            - nie wspominajac juz o pytaniach na temat Polski - gdzie jest, czy jest tam
            zimno, czy mamy tam samochody, czy amerykanska muzyka przychozi do nas juz po
            polsku
            - i na deser moj ulubiony dialog:

            Lekcja historii. Omawiamy powierzchownie komunizm w Europie wschodniej.
            towarzystwo dowiaduje sie ze Polska byla panstwem satelickim, wiec sypia sie
            pytania. wiec ja opowiadam jak bylo ciekaawie, jak to ludzie za Stalina szli do
            pudla za dwcip, jak to stali w kolejkach
            Pytanie - wiec dlaczego ludzie nie wyjezdzali?
            Odp - nie mogli, nie przyznawano paszportow
            Pytanie - To jak ty wyjechalas???!!!!????

            jak stwierdzil kiedys Kaowiec - pewnych spraw nie mozemy przeginac
            • otto_1 Re: Amerykańskie nieuctwo i ignorancja 30.12.04, 20:53
              Wiesz, ale z drugiej strony... Był kiedyś chyab na Forum Humorum wątek, w
              którym nauczyciele - egzaminatorzy przytaczali kwiatki z matur w polskich
              liceach - zdarzały się podobne.
            • aralski oj. dziadzie borowy 30.12.04, 22:16
              Anglia i Wielka Brytanie to istotnie dwa rozne pojecia, awiec mozna rzec inne
              kraje, Anglia co prawda lezy w Wielkiej Brytanii, lecz W. Brytania to pojecie
              szersze
              ponadto Amerykanie najczesciej uzywaja terminu "United Kingdom"
              wie to Ty utozsamiajac Anglie i W. Brytanie jestes w bledzie

              zart, coz jezeli im nie wyjasniles ,ze stalinizm sie skonczyl i kiedy itp, to
              w sumie slusznie kojarzyli fakty
              numerek wojny, coz to kwestia konwencji i z czasem sie zapamieta, do tego sluza
              te testy,
              europocentryzm sie skonczyl, Amerykanin moze wiedziec o Polsce, tyle co O
              Boliwii czy, Birmie, a co przecietny polski licealista wie o tych krajach?
              Meksyk, Hiszpania, sluszne kojarzenie faktow, ten sam glowny jezyk
              • Gość: dziad borowy Re: oj. dziadzie borowy IP: *.bflony.adelphia.net 31.12.04, 00:15
                juz wyjasniam
                - wiem ze Anglia jest czescia Wielka Brytania (jako i Walia, Szkocja i
                Irlandia) , ale w zaden sposob nie da sie pod to naciagnac wypowiedzi kolezanki
                - pytanie mialo miejsce na tescie na lekcji historii - trzeba bylo wsrod
                czterech odpowiedzi wybrac panstwo z korym USA prowadzilo wojne w danym okresie
                (chodzilo o Anglie) - kolezanka natomiast zapamietala z wykladu, ze to z Wielka
                brytania USA prowadzila wojne - wiec wywnioskowala ze odpowiedzi prawidlowej w
                tescie nie ma. i strzelila we Francje.
                - co do zartu - sa rzeczy, ktore czlowiek po prostu powinien wiedziec
                To ze stalin nie zyje wg mnie jest na liscie.
                - Numerek wojny???? no coz, uwazam ze przesadzasz. Mam 18 lat, wiec wojna jest
                dla mnie pojeciem abstrakcyjnym - ale to nie jest pytanie o jakis drobny
                konflikt na koncu swiata - tylko o II wojne swiatowo, w kotorej Stany braly
                udzial, i o ktorej nakrecily kupe filmow (chociaz to slaby argument)
                - a jednak przcietny posli licealista wie o tych krajach zdecydowanie wiecej
                niz przecietny amerykanin o Polsce - nie jestem urzedem statystycznym, ale
                uczeszczalam do L.O w Polsce i jakies pojecie mam.
                dlatego bylam zszokowana.
                - i nie spotkalam do tej pory polskiego licealisty, ktory by slusznie skojarzyl
                ze Hiszpania leze w mekskyu, bo jezyk akurat sie zgadza.

                Powtarzam - nie chce generalizowac - spotkalam mnostwo inteligentych i
                oczytanych ludzi o wyrafinowanym guscie. Ale prawda jest taka, ze nikomu tam za
                bardzo nie zalezy na geografii (chyba ze akurat gdzies jest wojna), historii,
                dobrych ksiazkach, dobrej muzyce. Oczywiscie, ze w Polsce znajdzie sie mnostwo
                takich osobnikow, z tymze dokladnie pamietam, ze to oni byli wystawieni na
                posmiewisko. A w amerykanskim liceum wszysko kreci sie dookola zupelnie innych
                spraw.
            • Gość: Romuald Re: Amerykańskie nieuctwo i ignorancja IP: *.client.comcast.net 02.01.05, 16:49
              Musisz chodzic do strasznie kiepskiej szkoly albo poprostu zmien grono ludzi
              ktorzy cie otaczaja.
        • Gość: bombardier Re: Amerykańskie nieuctwo i ignorancja IP: *.jersyc01.nj.comcast.net 01.01.05, 03:18
          bracia wright z anglii?
          nic o tym nie wiem, ale zaryzykuje twierdzeniem, ze mogli byc angolami z
          pochodzenia... mozna to chyba sprawdzic...

          a pamietacie to:
          -kto wynalazl rower?
          -sowieci na strychu u niemca...
          :-)
      • Gość: OLO Re: Amerykańskie nieuctwo i ignorancja IP: *.dialup.sprint-canada.net 31.12.04, 00:52
        NIE MASZ RACJI ,NIE PISZESZ CZASEM Z AMERYKI,BO NA TO WYGLADA.JESTES ZADUFANA A
        W GLOWIE PLEWY.
        • Gość: dziad borowy Re: Amerykańskie nieuctwo i ignorancja IP: *.bflony.adelphia.net 31.12.04, 01:45
          NIE MASZ RACJI ,NIE PISZESZ CZASEM Z AMERYKI,BO NA TO WYGLADA.

          pisze z Ameryki. Wymiana uczniowska


          JESTES ZADUFANA A
          > W GLOWIE PLEWY.

          nie masz zadnych podstaw zeby tak twierdzic. to co napisalam wynika z moich obserwacji. Przeczytaj
          sobie poprzedni post, w ktorym wyraznie twierdzilam, ze to tylko wyjatek z rzeczywistosci i ze nie chce
          generalizowac.
          zastanow sie zanim zaczniesz rzucac inwektywami.
          • Gość: bombardier Re: Amerykańskie nieuctwo i ignorancja IP: *.jersyc01.nj.comcast.net 01.01.05, 03:14
            czy ty przypadkiem jestes w okolicach buffalo, ny (twoj IP)...?
            spedzilem tam 5 lat w UB...
            tak, moge powiedziec, ze nikt tu sie za swoj brak wiedzy nie wstydzi...
            to chyba jest tak, ze ogolnie rozumiane jest, ze ten kto sie chce uczyc,
            beedzie sie uczyc, nie kazdy zostanie noblista...

            pozdrowienia noworoczne z jc, nj...!
      • Gość: ekonom Re: Amerykańskie nieuctwo i ignorancja IP: *.crowley.pl 31.12.04, 16:58
        A Gagarin to rasowy Amerykanin :)))

        Gość portalu: kicia napisał(a):

        > widzisz...oni nie muszą zakuwać z atlasów...bo stać ich żeby objechać świat...
        > zresztą samoloty też wynalezione zostały przez amerykańskie nieuctwo...podobnie
        > jak statki kosmiczne i komputery...ale cóż...jak się wiedzę o USA czerpie z
        > bajek to można dojsć do takich wniosków
      • Gość: LMB Re: Amerykańskie nieuctwo i ignorancja IP: *.icpnet.pl 04.01.05, 15:43
        > widzisz...oni nie muszą zakuwać z atlasów...bo stać ich żeby objechać świat...

        Tytłumacz mi pewien fenomen. Jeśli stać ich na to, to dlaczego nie objeżdżają? O
        ile dobrze pamiętam, poziom turystyki w USA to 1/5 średniej europejskiej.
        > zresztą samoloty też wynalezione zostały przez amerykańskie
        > nieuctwo... podobnie jak statki kosmiczne i komputery...

        A nie przez amerykański kapitalizm?

        > ale cóż...jak się wiedzę o USA czerpie z
        > bajek to można dojsć do takich wniosków

        Ciekawe skąd ty czerpiesz... Sądząc po poziomie tego, co mi na miejscu
        Amerykanie tłumaczyli (np. że dolar kanadyjski to nie to samo nominalnie co
        dolar amerykański), to są to ludzie o nieco niskich horyzontach.

        A wracając do nauki, to czemu w 2000 r sonda na Marsa nie doleciała? Czyżby
        nieuki pomyliły system metryczny z królewskim ? A samoloty to kto skonstruował,
        Amerykanie, czy może imigranci niemieccy, duńscy, ukraińscy *helokopter) czy
        generalnie żydowscy?

        Hollywood kto stworzył, może Amerykanie? itd....
    • dr.krisk Uprzejmie informuję.... 30.12.04, 19:18
      .. że miałem przyjemnośc pracować jakich czas na kontrakcie na jednym z
      amerykańskich uniwersytetów. Prowadziłem tam badania a także nadzorowałem prace
      studentów. Oprócz tego z wielkim zaciekawieniem studiowałem "życie codzienne w
      USA", ludowe zwyczaje itp. :)
      Sądzę, że byłoby dobrze, abyśmy (my Europejczycy) przestali zadzierać nosa i
      traktować poczciwych Amerykasiów jak prymitywnych, choć nieprzyzwoicie
      bogatych, kuzynów z prowincji. Stereotyp Amerykanina-nieuka pojawia się często
      w naszym polskich rozmowach... I kto to mówi? Polacy, którzy wyprodukowali
      Leppera... i nic więcej (prawie)!
      Ja w Stanach byłem pozytywnie zaskoczony np. ofertą płyt z muzyką poważną,
      ilością stacji radiowych nadających dobrą muzykę, księgarniami. A także ilością
      koncertów, spotkań z pisarzami, itp. itd. Miasto w którym byłem było identyczne
      co do wielkości z moim polskim miejscem zamieszkania. Oferta kulturalna była
      wielokrotnie bogatsza i ciekawsza.
      Tak więc, trochę pokory, moi drodzy. W Polsce też nie same Chopiny i
      Curie-Skłodowskie siedzą....
      KrisK
    • szczurbiurowy Re: Amerykańskie nieuctwo i ignorancja 31.12.04, 00:03
      Gdy jeszcze byłem nauczycielem, pojechałem na staż do amerykańskiej szkoły i
      przez kilka tygodni tam pracowałem, najpierw przyglądałem się, a potem nawet
      prowadziłem lekcje. Junior high school , czyli z grubsza rzecz biorąc,
      odpowiednik naszego gimnazjum.
      Mam więc poglad na sprawę dosyć dokładny, bo z jednej strony bardzo dobrze wiem
      czym jest polski system szkolny, jakie są jego zalety i wady, no i poznałem od
      środka szkołę amerykańską, mam wrażenie, że reprezentatywną - położoną w
      średnio zamożnym mieście, będącym "suburb" większego miasta na środkowym
      zachodzie. A więc bez skrajności, ale też nie żadne rewelacje finasowo-
      towarzyskie, wielu afroamerican (cholera, nie wiadomo jak napisac po polsku,
      żeby się ktoś z polityczną poprawnością nie wyrwał) bo bussing działa, czyli
      dowożenie uczniów z gorszych dzielnic.
      Otóż początkowo tez miałem wrażenie, że ogólny poziom uczniów i nauczania jest
      w porównaniu z polskim niebywale niski. Ale po tygodniu zrozumiałem zasadniczą
      różnicę - w Polsce uczy się encyklopedycznie do wykucia na "blachę", natomiast
      w Ameryce uczy się umiejetności. A poza tym, jeśli w tym zbiorowisku mało
      zdolnych, niezdolnych czy średnich uczniów trafi się dzieciak z jakimkolwiek
      zainteresowaniem czymkolwiek, chociażby klejeniem modeli albo pisaniem
      opowadań, dowolnie - to wtedy dla takiego dzieciaka organizowany jest specjalny
      projekt w szkole, fundusze, wspomagana jest ta iskierka zainteresowań
      pozatelewizyjno-przyjemnościowych i rozmuchiwana tak, że w końcu pojawia się
      sukces. I na tym polega amerykański cud edukacyjny (w porównaniu z
      europejskim) - szara masa, która nie przejawia zainteresowania nauczeniem się
      czegokolwiek dochodzi w edukacji się do poziomu, w porównaniu z polskimi
      uczniami, bardzo niskiego (i stąd wrazenie że Amerykanie nic nie umieją),
      natomiast wyłuskane surowe diamenty są obrabiane tak w procesie edukacji, że
      skutkuje to sukcesem Ameryki w świecie.
      I tyle.
      • przycinek.usa ja sie zgadzam. 31.12.04, 03:21
        Musze przyznac, ze przychylam sie do opinii przedmowcy.

        Jednak nalezy rowniez oddac racje osobom wypowiadajacym sie o Amerykanach, jako
        stadzie niemyslacych debili. Niestety, (pomimo istotnych mozliwosci
        wyksztalcenia utalentowanych osob) to jednak wiekszosc stanowi te nasza
        codzienna liczbe interakcji. Na codzien nie spotyka sie geniuszy i wybitnych
        osobowosci. Na codzien spotyka sie debili. Na kazdym kroku. To przykre.
        • bella-donna Re: ja sie zgadzam. 31.12.04, 20:00
          przycinek.usa napisał:
          >Na codzien nie spotyka sie geniuszy i wybitnych
          > osobowosci. Na codzien spotyka sie debili. Na kazdym kroku. To przykre.

          a czy w Polsce i w innych krajach tak na co dzien ma sie do czynienia ii
          tylko z geniuszami ?
          badz poprawna/ny
        • Gość: gosia kogo na codzień spotykam w Polsce IP: *.chello.pl 31.12.04, 21:07
          dojeżdżam tramwajami do pracy (w Polsce) - codziennie ok. 40 min. w jedną
          stronę; nie chciał(a)byś wiedzieć, jakie to wulkany intelektu i kultury w tych
          tramwajach spotykam!
      • Gość: kasza Re: Amerykańskie nieuctwo i ignorancja IP: *.cable.ubr03.harb.blueyonder.co.uk 02.01.05, 19:19
        A więc bez skrajności, ale też nie żadne rewelacje finasowo-
        > towarzyskie, wielu afroamerican (cholera, nie wiadomo jak napisac po polsku,
        > żeby się ktoś z polityczną poprawnością nie wyrwał)


        Afroamerykanow

        bo bussing działa, czyli
        > dowożenie uczniów z gorszych dzielnic.
    • paganinni po co Amerykanom geografia 31.12.04, 04:28
      przeciez swiat to Ameryka, niech sie inni ucza;((.
    • Gość: Monika Re: Amerykańskie nieuctwo i ignorancja IP: *.toya.net.pl 31.12.04, 08:25
      Byłam w Stanach kilka razy, a ostatnio 1 rok z córką, która uczęszczała do
      szkoły podstawowej - taka nasza 1sza klasa.Zauwazyłam,że dzieci duzo pracowały
      w terenie poznając wszystko personalnie poprzez zabawę. Lekcja poznawania
      kolorów i nakładanie się kolorów poprzez przeżroczyste kolorowe płachty tez w
      terenie itd. Moja córka dostała projekt obserwacji żaby i w domu i w
      terenie.Potem musiała wszystko opowiedzieć wszystkim dzieciom. Ciekawe!!! Byc
      może teraz bardzo interesuje się biologią. Kiedys tez sama uczęszczłam do
      senior high i najbardziej podobało mi się to, że mozna było sobie wybierac
      przedmioty, i w ten sposób uczyc się tego co mnie interesowało naprawdę.Prawda
      taka,że inne przedmioty no matematyke znałam mniej niz inni, ale przynajmniej w
      moich byłam expertem : duzo projektów i więcej godzin lekcyjnych + literatura
      na ten temat.Prawda jest taka,że każdy kto chce się uczyć ma ku temu warunki. W
      Polsce zauważyłam, że uczniowie tez robia projekty, ale jako sa obłożeni tak
      bardzo innymi nie przydatnym ich zainteresowaniom przedmiotami, że odwalają te
      projekty z braku czasu. W Polsce uczniowie ucza sie wszystkiego czyli niczego
      tak naprawdę. Mam wrażenie, że ludzie z MEN cos wiedza na temat edukacji w
      innych krajacj i staraja sie to wprowadzić w Polsce, ale to wygląda tak, że do
      już pełnego wiadra wody dolewa sie jeszcze pól wiadra i wszystko się i tak
      wylewa.Czasami sami nauczyciele robia coś bo muszą, ale dlaczego i po co i tak
      sami nie wiedzą.... takie sa zalecenia LOL. Smieszne , ale prawdziwe.
      • dr.krisk Rzeczywiście. 31.12.04, 11:12
        Moi amerykańscy studenci mieli takie sobie przygotowanie z przedmiotów ścisłych
        (tzn. na poziomie moich polskich studentów), ale np. bez problemu potrafili
        napisać sprawozdanie z badań, przygotować prezentację, zabrać głos w dyskusji.
        Tutaj niestety, zaraz przypominam sobie moich studentów, absolutnie
        nieprzygotowanych do jakiejkolwiek samodzielności w myśleniu. Czasem aż przykro
        patrzeć (i słuchać) jak podczas obrony pracy dyplomowej przyszły magistrant nie
        wie jak przedstawić wyniki swojej pracy, jak zbudować wystąpienie, a nawet jak
        się zachować....
        Sądzę, że Amerykanie (choć sami narzekają na poziom swoich szkół, zwłaszcza
        średnich), sa realistami: siła nikomu do łba się nie wciśnie wszytskich tomów
        Encyklopedii Powszechnej. Natomiast pożądane jest aby obywatel taki posiadał
        minimum umiejętności niezbędnych w życiu. A jak będzie chciał na MIT - to musi
        zasuwać!
        KrisK
    • Gość: Zibi stwierdzenie:" Amerykanie są <przymiotnik,...> nie IP: *.lubin.dialog.net.pl 31.12.04, 11:42
      ma żadnego sensu. A jacy są Polacy?
      RÓŻNI. Od noblistów i ludzi będących w swoich dziedzinach w czołówce swiatowej
      do dużego odsetka prymitywów, którzy na GŁOWĘ (a nie co innego) swojego państwa
      wybrali kiedyś Wałęsę - człowieka, który w szkołę rzucał kamieniami i wychował
      i bronił ze swojej uprzywilejowanej pozycji dwóch synów bandytów.
      Tak samo zapewne jest w USA. Od naukowców, którzy, nawiasem mówiąc, maja
      świetne warunki do prymitywa, który zna tylko numer swojego konta i wie, gdzie
      jest stacja benzynowa, albo co gorsza, do odbiorcy koncertów Metalliki (nie
      jestem przeciwko tej muzyce a nawet miejscami ją lubię ale chodzi mi o
      to "mięso", które leci ze sceny i najwyraźniej przyciąga publikę).
    • dyplomata Porownanie z Europa 31.12.04, 16:38

      Polska jest krajem biednym z ciezka historia wiec tak porownanie wprost do
      Ameryki jest nieco na wyrost. Ale mozna smialo porownac kraje Europy Zachodniej
      do Ameryki i wychodzi na to ze przecietnie ludzie sa ciut bardziej rozgarnieci,
      nie? To wynika czesciowo z tego ze w Ameryce ludzie sa zamknieci w swiecie
      ktory sie zaczyna na jednym Coast a konczy na drugim. W Europie ludzie maja
      swiadomosc wiekszej roznorodnosci swiata.
      • Gość: T Student Re: Porownanie z Europa IP: *.devs.futuro.pl 31.12.04, 18:30
        Kurcze, nic już nie rozumiem. W marcu 2000 UE przyjęła „Lisbon strategy” czyli
        plan stworzenia najbardziej dynamicznej i konkurencyjnej, opartej na wiedzy
        gospodarki na świecie i dogonienia USA do 2010 roku. W listopadzie 2004 pojawił
        się raport „High Level Group” pod przewodnictwem Wim Kok, który stwierdził iż
        różnica pomiędzy USA i UE nie tylko nie zniknie ale się jeszcze powiększy.
        Trudno zatem przyjąć rozumowanie iż UE jest lepsza od USA jeżeli sama KE
        przyznaje iż tak nie jest.
        Przestajmy szukać trzeciej drogi i kopiujmy od najlepszych.
        • Gość: olka Re: Porownanie z Europa IP: *.teleton.pl 31.12.04, 18:44
          >W Europie ludzie maja swiadomosc wiekszej roznorodnosci swiata
          (...)
          >mozna smialo porownac kraje Europy Zachodniej do Ameryki i wychodzi na to ze
          >przecietnie ludzie sa ciut bardziej rozgarnieci

          Czy aby na pewno? Ludzie (niektorzy), prosze, wykroczcie wreszcie w swoim
          mysleniu poza stereotypy!

          Chodze do szkoly sredniej w Niemczech, oto pare przykladow tego, co mozna tu
          uslyszec na lekcjach w gimnazjum (politische Bildung, 12, 13 klasa):

          1. Pyt.: A co bedzie, jak Irak wejdzie do unii europejskiej?
          2. Opinia w dyskusji na temat Polski i jej polozenia w Europie: Jestem zdania,
          ze Polakom byloby duzo lepiej, gdyby Polska w koncu weszla do NATO.
          3. Na matematyce przecietny znany mi Niemiec wpatruje sie w tablice tak, jakby
          widzial kogos wyciagajacego krolika z kapelusza.

          A jednak wszystkie osoby, ktorym takie teksty, tudziez zachowania, moge
          przypisac, sa w taki lub inny sposob wartosciowe i np. ich problemy z
          matematyka, czasem wrecz podstawowa, swiadcza tylko o tym, ze w kazdej czesci
          swiata sa bardzo roznorodni ludzie.

          Mozna mnozyc takie przyklady, ale nie o to chodzi. Ludzi nie powinno sie oceniac
          po tym, ze czasami zdarzy im sie taki ‘kwiatek’. Sa inne wartosci oprocz metnego
          pojecia ‘madrosci’, to samo z wyksztalceniem. Uczylam sie tez 10 lat w szkolach
          w Polsce, i nie bylo duzo inaczej (moze z wyjatkiem liceum, zaliczanego do tzw.
          renomowanych, chociaz to tez o niczym nie swiadczy. Baaardzo roznych ludzi i tam
          spotkalam. Odchodzac po 2 latach z tej ‘elitarnej’ szkoly chcialo mi sie smiac z
          wszelkich rankingow; nic bardziej absurdalnego; tyle tylko ze ja sie nabawilam w
          tym czasie nerwicy- uklon w strone nauczycieli).

          We wrzesniu zaczynam studia na amerykanskiej uczelni i niezmiernie cieszy mnie
          perspektywa opanowywania konkretnych umiejetnosci i nauki tego, co mnie interesuje.
          (Ile polskich uczelni oferuje studentom cos typu public speaking? Przydatne dla
          kazdego!)

          A polski system edukacji... Ach... Do tej pory pamietam z geografii bodajze z 7
          klasy podstawowki, taka definicje:

          ‘wielkich rozmiarow glaz, lezacy lub przewrocony, z wytartym skrzydlem dolnym,
          skrzydlo gorne nasuniete na przedpole na kilka, a nawet kilkadziesiat kilometrow’

          Tylko ze nie mam od paru lat pojecia, jakiego to dotyczy terminu (podejrzewam,
          ze plaszczowina jakas czy cos takiego, ale to raczej strzal). I to wlasnie
          ilustruje podstawowy problem polskiego systemu.

          Szczesliwego Nowego Roku wszystkim! Oby byl pozbawiony stereotypow (pomyslmy,
          jaka opinia ciesza sie na swiecie Polacy...) i oby byl bardziej otwarty na
          wszystko, co nowe i nieznane!
          • Gość: JK Re: Porownanie z Europa IP: *.aster.pl / *.aster.pl 31.12.04, 19:50
            Takie głupie pytanie: ile masz lat i jak wygląda(ła) twoja "droga naukowa"? Po
            dwóch latach liceum w PL teraz jesteś w gimnazjum w Niemczech i we wrześniu
            zaczynasz studia w USA? W PL jest chyba jakoś tak: koniec podstawówki lat 13,
            koniec gimnazjum lat 16, koniec liceum lat 19. Jak jest w niemieckim systemie?
            Z naszego liceum idzie sie tam do tamtejszego gimnazjum? Czyli oni po gimnazjum
            idą od razu na studia?
            • Gość: olka Re: Porownanie z Europa IP: *.teleton.pl 31.12.04, 21:05
              Przepraszam, nie chcialam pisac niejasno. Niemieckie Gymnasium to odpowiednik
              naszego ogolniaka. Oni tu maja w sumie 13 klas, tak jakby nasza zerowke liczyc
              jako 1 klase itd. Ja po 2 klasie ogolniaka poszlam do szkoly prowadzacej
              niemiecko-polski projekt; po 10 latach nauki w polsce (jeszcze starym systemem:
              8 lat podstawowki + 2 lata liceum) zaczelam w Niemczech 11 klase, teraz jestem w
              ostatniej, 13. Gdybym zostala w liceum w Polsce, bylabym teraz na 1 roku studiow
              (no, zakladajac, ze wszystko ulozyloby sie pomyslnie :-) ).

              Tak wiec cale nieporozumienie przez to, ze nie pomyslalam, ze w Polsce termin
              gimnazjum rzeczywiscie odnosi sie do troche mlodszej dziatwy :-) Moze dlatego,
              ze mnie ten system jeszcze nie objal :-)
    • Gość: gosiaP LUDZIE!!! ODKRYŁAM SPISEK IP: *.chello.pl 31.12.04, 21:12
      otóż doszłam do wniosku, że ci beznadziejni Amerykanie nie tylko nie wiedzą,
      gdzie leży Polska, co jest jej stolicą itp. Oni nawet nie znają języka
      polskiego! HORROR!
      • pia.ed Re: LUDZIE!!! ODKRYŁAM SPISEK 01.01.05, 11:22
        Tylko po co Polakow tak ciagnie do tej Ameryki?
        Zeby edukowac tych, ktorzy pracuja razem z Polakami na dachach?
    • aniutek Re: Amerykańskie nieuctwo i ignorancja 01.01.05, 07:09
      to NIE byly koce a spiwory!!!!!!!
      • eirinn Re: Amerykańskie nieuctwo i ignorancja 01.01.05, 12:34
        Polaków tam ciągnie to, co widzą na filmach, i uważają, że od razu będą mieli
        takie luksusy. Poza tym jest to nadal chłonny rynek pracy, w którym można
        znaleźć pracę nie mając żadnych kwalifikacji, co w Europie jest w tej chwili
        praktycznie niemożliwe. Jest to też olbrzymi kraj, w którym łatwo się "schować"
        przed władzami pracując na czarno. Anyway, mit Ameryki nadal pokutuje,
        podsycany umiejętnie płaszczeniem się naszych władz przed kolejnym "Wielkim
        Bratem" i karygodnym nasyceniem naszej telewizji najczęściej bezwartościowymi
        produkcjami made in USA. Powstaje tam wiele wartościowych filmów i programów,
        ale tych niestety się u nas nie pokazuje. Jeszcze parę lat traktowania polskich
        widzów jak kretynów i my też będziemy mieć wiedzę porównywalną z tamtejszą.
        • Gość: dalolajda Re: Amerykańskie nieuctwo i ignorancja IP: *.telsten.com / 83.238.68.* 01.01.05, 17:13
          Ja bym chciała w przyszłości zamieszkać w USA, raczej nie na stałe. Moi rodzice
          mają dom na Florydzie, który tata dostał od swojego brata - mojego wujka. Wujek
          mieszka teraz w Nowym Jorku i bardzo dobrze mu się powodzi, tyle, że on tam
          wyjechał zaraz po studiach, ukończonych w Polsce, siedzi tam 20 lat. Jeżdżę
          tam co roku, ale bardzo nie podoba mi się tamtejsze życie rodzinne. Mój wujek
          jest chyba w separacji z ciocią, moj kuzyn i kuzynka studiuja po drugiej
          stronie USA, oni tam ciagle pracuja i nie maja na nic czasu. Po co im wiec ta
          ogromna kasa? Sa wielkimi materialistami i potem maja odpaly typu: jeden
          samochod na pol roku, ale to jaki samochod! 10 domow, a potem co? Rozdawac jako
          prezenty. Nie wiem jak to sie dzieje z tymi, co sie tam urodzili, ale moje
          kuzynostwo raczej nie nalezy do nieukow. Moja kuzynka byla ostatnio w Polsce,
          dostala w Stanach stypendium. Mowila, ze tam co druga dziewczyna w wieku 18-19
          lat miala robione odsysanie tluszczu, poza tym wiekszosc farbuje sie na blond i
          sa dokladnie takie jak na filmach o chearleaderkach (dobrze napisalam? ;p).
          Chociaz jak ja bylam w Nowym Jorku w wakacje, nie widzialam zadnej szczuplej i
          ladnej dziewczyny. Same baardzo grube dziewczyny z hamurgerem w reku... Nie
          wiem, co mam myslec o USA, na razie niech to pozostanie dla mnie jako atrakcja
          turystyczna...
          • Gość: haha Re: Amerykańskie nieuctwo i ignorancja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.01.05, 17:19
            cheerleaderka. ale przypał...
    • Gość: Science Kto reprezentuje USA??? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.01.05, 22:25
      Na ostatniej Międzynarodowej Olimpiadzie Fizycznej w Seulu reprezentacja USA
      składała się z 3 Chińczyków(2-3 lata pobytu!), Rosjanki z Petersburga o
      podobnym stażu oraz jednego tylko osobnika, który się w USA urodził.(Wygrał
      Białorusin ;-) )Podobny jest skład ekip USA na międzynarodowych olimpiadach
      informatycznej i matematycznej.Tak jest od ładnych paru lat.Czasem rolę
      Chińczyków i Rosjan pełnią Hindusi, Wietnamczycy czy Koreańczycy.To są
      dziedziny decydujące o przyszłości, a Chińczyk,Rosjanin czy Hindus nawet
      pracujący w USA pozostaje nadal Chińczykiem, Hindusem czy Rosjaninem. Za 20 lat
      światowa nauka będzie w rękach Chińczyków, świat też!!!!
    • Gość: Dawny cs137 Rozładowywanie polskich kompleksów. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.01.05, 22:50
      v.ci specjalizuje się w pisaniu źle o Ameryce. W Ameryce, jak sam przyznaje,
      nigdy nie był.

      Jako nauczyciel akademicki z 15-letnim stażem pracy w UW - pracy, która
      obejmowała bardzo wiele kontaktów z młodzieża licealną - jak również 20-letnim
      stażem pracy w amerykańskim systemie uniwersyteckim prawdopodobnie wiem o
      edukacji K12 (czyli szkolnej w USA) nieco więcej, niż v.ci. Jestem na dodatek
      ojcem dwóch córek, z których jedna jest już po szkole, a druga jest w
      przedostatniej klasie.

      Dla mnie to całe polskie mówienie o niskim poziomie edukcji w USA jest głownie
      rozładowywaniem naszych własnych kompleksów. Bo kompleksów na punkcie innych
      narodów my Polacy mamy multum. Wiec poprawiamy sobie samopoczucie mówiąc: "my
      jesteśmy bedni, ale przynajmniej mamy w głowach więcej, niz oni!".

      Akutat niedawno czytałem ona tym forum o proównawczych testach młodzieży
      licealnej z wielu krajów. Młodzież z USA wypadła blado, plasując sie dopiero na
      20-tym miejscu. Ex equo z kim? Ano, z Polską właśnie! Zatem, kochani, my też do
      "orłów" nie należymy...

      Amerykanin nie wie, że Haga jest w Holandii, a nie w Belgi? Kochani, a zróbcie
      test i zapytajcie ilustam przypadkowo wybranych Polaków, gdzie leży Burkina
      Faso? Akurat wielu odpowie! Nie trzeba nawet siegac do egzotyki. Ja spędziłem
      rok akademicki 2001/02 w Polsce w ramach tzw. "sabbatical leave". No i miałem
      ookazje romawiac z bardzo wielu tubylcami. Prawie każdy z nich słyszał nazwę
      "Oregon" (stan, w którym mieszkam w USA), ale dla bardzo wielu zaskoczeniem
      było, kiedy dowiadywali się ode mnie o tym, że leży on nad Pacyfikiem.

      Podobnie, kazdy wiedział o istnieniu miasta Waszyngton (Waszhington, D.C.),
      natomiast więszosc moich rozmówców dopiero ode mnie się dowiadywała o istnieniu
      stanu Washington
      • Gość: Romuald_f@yahoo.co Re: Rozładowywanie polskich kompleksów. IP: *.client.comcast.net 02.01.05, 05:46
        Na ten temet mozna by napisac ksiazke. Pozwole sobie tylko na kilka zdan.

        Juz ponad 100 lat temu Henryk Sienkiewicz podrozujac po Ameryce
        pisal : "Edukacja rozlana tu szeroko ale bardzo powierzchownie"
        Jest w tym wiele prawdy nawet dzisial, biorac pod uwage statystke.
        A twierdzi ona poprzez komisje oswiaty , ze podstawy Amerykanskiej edukacji
        podmywa fala miernoty. Kwalifikacje absolwentow szkol srednich nie dorownuja
        potrzebom wysokiej technologii. itd. Nawet czytajac niektore z powyzszych
        wypowiedzi mozna odniesc podobne wrazenie.
        To powiedzcie mi dlaczego amerykanskie spoleczenstwo mimo tych oczywistych
        zaniedban potrafi funkcjonowac z taka efektywnoscia?.

        Polacy, chyba zreszta jak inne narody, zapatruja sie na Ameryke ktora
        skolonizowala prawie caly swiat (Polske zwlaszcza) poprzez np: swoje filmy,
        mode, Mc.Donalda, sposob zycia, muzyke itd. Nie spodziewajcie sie, ze
        przecietny amerykanin bedzie wiedzial cos wiecej na temet np. Polski anizeli
        polak na temat jakiegos kraju w Afryce ponizej rownika.
        Bede bronil amerykanskiego systemu oswiaty dlatego ze kto chce sie uczyc to
        otzrzyma porzadne wyksztalcenie nawet w szkolazh publicznych.
        • Gość: Real Broń jak chcesz, ale przeczytaj i pomyśl;-)!!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.01.05, 11:49
          "Bede bronil amerykanskiego systemu oswiaty dlatego ze kto chce sie uczyc to
          otzrzyma porzadne wyksztalcenie nawet w szkolazh publicznych."

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33&w=18873245&wv.x=2&a=19045414
          • eirinn Re: Broń jak chcesz, ale przeczytaj i pomyśl;-)!! 02.01.05, 12:31
            Niestety, w tamtejszych szkołach publicznych (poza chlubnymi wyjątkami w
            naprawdę dobrych dzielnicach) nie otrzyma się porządnego wykształcenia. Stąd
            tak duża popularność elitarnych szkół prywatnych. Gdyby z państwową oświatą
            było tam tak dobrze, jak piszesz, nie powstawałyby kolejne szkoły prywatne lub
            wyznaniowe. Nie mówiąc o rosnącym odsetku młodych Amerykanów zasilających co
            roku szkoły w Wlk. Brytanii (te prywatne rzecz jasna).
      • Gość: Real Chyba się mylisz;-)!!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.01.05, 13:17
        "Ale umotywowany uczeń może wyjśc z amerykańskiej średniej szkoły nawet z
        większym zasobem wiedzy, niz uczeń w Polsce - dzięki temu, że sytem w USA
        dopuszcza branie kursów uniwersyteckich juz w szkole. Nierzadko student w chwili
        wstąpienia na uczelnię ma już zaliczony semestr studiów... A jest to mozliwe w
        Polsce? Jakos nie słyszałem..."
        Do ostatniej nieszczęsnej reformy Handkego zakres wiedzy i umiejetności
        absowenta porządnej klasy matematyczno-fizycznej nie różnił się od podobnego
        zasobu kogoś, kto zaliczył kursy Advanced Placement (bo chyba o nie Ci
        chodzi!).

        • Gość: Dawny Cs137 [...] IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.01.05, 19:45
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • Gość: ekhm... Re: Amerykańskie nieuctwo i ignorancja IP: *.telsten.com / 83.238.68.* 02.01.05, 14:46
      Nie chcę wypowiadać się na temat, którego dokładnie nie znam, nie byłam w USA,
      nie poznałam na własnej skórze tamtejszego systemu nauczania... Mogę natomiast
      wypowiedzieć się o poziomie nauczania w Niemczech.
      Byłam na wymianie w Niemczech i uczestniczyłam w normalnych zajęciach w liceum.
      Na zajęciach języka niemieckiego nikt z nich nie wiedział, kim był Goethe!
      Wtedy mnie zamurowało. W Polsce chyba wszyscy czytali chociaż jedno jego
      dzieło... A tam nic...
      Poza tym zupełnie inaczej uczeni są historii. Nie chcę uogólniać, ale akurat
      tamta klasa nic nie wiedziała nic o rozbiorach Polski. Wiem, że to historia
      innego państwa, ale oni w nich uczestniczyli!
      Poziom matematyki w liceum mieli taki, jak ja w gimnazjum, albo jeszcze niższy.
      Mam nadzieję, że trafiłam akurat na tak mało rozgarniętą klasę, że inni są
      trochę bardziej wykształceni. W Polsce też zdarzają się przypadki totalnej
      niewiedzy na tematy oczywiste, dlatego nie chcę osądzać Niemców na podstawie
      jednego przykładu...
      • eirinn Re: Amerykańskie nieuctwo i ignorancja 02.01.05, 15:53
        Możliwe, że to była tzw. Real Schule, jako że słyną one w Niemczech z niskiego
        poziomu nauczania, jak niegdysiejsze Comprehensive Schools w Anglii. Nasz
        system, niestety, idzie ku coraz gorszemu, ale dzięki Bogu są rzeczy z zakresu
        wiedzy ogólnej, które absolwent polskiego liceum pamięta przez całe życie.
        Oczywiście, wykształcenie umiejętności jest ważne, ale nie można zapomnieć o
        wiedzy. Tak, czasami wymaga się jej u nas zbyt wiele, ale znajomość mapy świata
        jest rzeczą raczej oczywistą, i chyba żaden Polak na pytanie "co jest stolicą
        Włoch" nie odpowie "Francja". Jay Leno, słynny amerykański prezenter i satyryk,
        przedstawiał w swoich programach sondy ukazujące zatrważający poziom wiedzy
        Amerykanów na temat własnego kraju. Skoro oni sami uważają, że coś jest nie
        tak, to chyba o czymś świadczy.
        Inna sprawa, to tak popularne przed paru laty wyjazdy młodzieży na rok szkolny
        do USA. Przez parę lat co najmniej jeden uczeń z mojej szkoły każdego roku brał
        udział w tej akcji. Od jakichś 6 lat to się nie zdarzyło. Dlaczego? Bo wracając
        nie byli w stanie zdać naszej matury i musieli powtarzać ostatnią klasę, a
        jeśli tam zrobili maturę, to nie dostawali się zwykle na studia z powodu braków
        w wiedzy. Więc teraz zdają naszą maturę i dopiero z nią jadą tam na
        uniwersytety, na których zresztą brylują i bez trudu zaliczają jednocześnie 2 -
        3 kierunki.
    • stary-wyjadacz Dyskutuja ignoranci o ignorancji 02.01.05, 18:06
      Zawsze zastanawia mnie dlaczego piszacy z Polski eksperci popelniaja jeden
      podstawowy blad dyskutujac o USA. Z tego podstawowego bledu wynikaja setki
      pochodnych bledow. Biorac pod uwage skale nalezy uznac te pisanine za stek bzdur.
      Po pierwsze w USA nie ma jednolitego systemu nauczania. Nie ma panstwowych szkol
      ani uniwersytetow tak jak jest to rozumiane w Polsce. Nie ma tez panstwowej
      policji z Komenda Glowna w Washingtonie. Struktury sa calkowicie odmienne niz w
      Polsce i stad bierze sie blad przenoszenia polskiego rozumowania na amerykanska
      rzeczywistosc. Z tego powstaja takie kwiatki jak ten: "Zresztą nie jest z tym
      najlepiej nawet w stolicy - co roku szkoły w downtown Waszyngtonu..." piora
      Reala. Oto w oczach Polaka Waszyngton pelni role Warszawy.
      W polskiej percepcji Department of Education to takie Ministerstwo Edukacji
      Narodowej. Nic bardziej odleglego od prawdy. Role obu instytucji sa daleko
      odmienne. Szkoly podstawowe i srednie podlegaja miejscowym wladzom, ktorym
      biurokraci z Waszyngtonu moga nadmuchac. Uniwersytety podlegaja albo wladzom
      miejscowym albo stanowym. Na przyklad CUNY to uniwersytet miejski w miescie Nowy
      Jork. W tym samym miescie jest tez SUNY (State University), ktory podlega
      wladzom w Albany. Zaden nie podlega Department of Education, ktorego glownym
      zajeciem jest rozdawanie pieniedzy w zamian za przyjecie takich czy innych warunkow.
      Prosze nie mierzyc amerykanskiej rzeczywistosci polska miarka.
      W jednym z poprzednich postow dziad_borowy przytoczyl przyklad mierzenia
      polskiej rzeczywistosci amerykanska mirka.
      Cytuje:"Pytanie - wiec dlaczego ludzie nie wyjezdzali?
      Odp - nie mogli, nie przyznawano paszportow
      Pytanie - To jak ty wyjechalas???!!!!????
      Powyzszy tok myslenia uznawany jest na glupote i nieuctwo amerykanow.
      Dziwi mnie, ze identyczny tok myslenia Polakow uznawany jest za przejaw wiedzy.
      • Gość: dziad borowy Re: Dyskutuja ignoranci o ignorancji IP: *.bflony.adelphia.net 02.01.05, 19:22
        ja nie wymagam od amerykanow chronologicznej znajomosci wydarzen w powojennej polsce.
        jedyne co staram sie zasugerowac, to ze wiedza ogolna jest jednak podstawa do jakichkolwiek rozmow.
        dlatgo jest OGOLNA. Pewnie, statystyczny polak moze nie znac stolicy jakiegos afrykanskiego
        panstewska, ale uwazam ze nie mozna porownywac tego do mieszania dwoch wojen swiatowych czy
        stolic znaczacych europejskich krajow. Kazdy ma jakies tam swoje hobby, i moze byc specjalista w
        swojej dziedzinie, ale isa pewne sprawy ktore inteligentny czlowek powienien po prostu znac.
        • stary-wyjadacz dziad borowy you're missing the point 03.01.05, 01:16
          Moj post nie mowi nic o poziomie nauczania.
          Jedynie interesuje mnie sposob rozumowania.
          I tak amerykanin nie znajac polskiej rzeczywistosci zadaje na pozor idiotyczne
          pytanie: "Dlaczego zatem ludzie nie wyjezdzali?" W jego mentalnosci pewne rzeczy
          poprostu nie sa w stanie sie zmiescic. Przyklada amerykanska miarke do czegos co
          taka miarka nie moze byc mierzone. To taki intelektualny infantylizm.

      • Gość: binia Re: Dyskutuja ignoranci o ignorancji IP: *.c3-0.nmex-ubr1.lnh-nmex.md.cable.rcn.com 03.01.05, 16:21
        stary-wyjadacz ma calkowita racje. slowko ode mnie a propos szkol w
        Waszyngtonie ktore "produkuja" analfabetow, bo w jednej z takich szkol
        prowadzilam badania, wiec jakies spojecie mam. Tak, to prawda, ze poziom jest
        marny. Jest rowniez prawda to, ze jest to szkola publiczna, w ktorej - mimo iz
        szkola jest w okolicy ktora staje sie coraz bardziej popularna wsrod bialych -
        nie ma ani jednego bialego dzieciaka. Ani jednego. Zaden bialy Amerykanin nie
        posle dziecka do takiej szkoly. Zamiast tego, posle go do jednej z wielu
        dobrych prywatnych szkol, na ktore znakomita wiekszosc Afroamerykanow w
        Waszyngtonie po prostu nie stac. Nie jest rowniez tajemnica dla nikogo tutaj,
        ze szkoly publiczne dostaja najmniej wykwalifikowanych nauczycieli, najgorzej
        tym nauczycielom placa. Dzieciak ktory przychodzi do takiej szkoly juz na
        starcie jest w gorszej sytuacji bo wywodzi sie zazwyczaj ze srodowiska w
        ktorym nie czyta sie ksiazek, slownictwo jest ubogie, a w domu bieda. Tak
        wyglada sytuacja wiekszosci dzieci w szkolach publicznych w Waszyngtonie.
        Oczywiste jest, ze sytuacja dzieciaka, ktory urodzil sie w rodzinie bilaych
        zamoznych rodzicow ktorzy posla go do szkoly prywatnej bedzie inna i szanse na
        rozwoj intelektualnych w takiej szkole beda wyzsze. Owszem, jest kilka dobrych
        szkol publicznych, ale to jest doslownie KILKA szkol, ktore mozna policzyc na
        palcach u jednej reki.
        co do poziomu intelektualnego Amerykanow, to mysle ze wystarczajaco wiele juz
        zostalo tu powiedziano, ja moge tylko przylaczyc sie do tych, ktorzy slusznie
        zauwazaja ze przecietny Amerykanin tyle wie o Polsce co Polak o panstwach
        afrykanskich i o stanach amerykanskich, to chyba logiczne? co do preferencji
        turystycznych zas - ciekawe ilu Polakow ktorych stac na wycieczke gdziekolwiek
        wybiera Ukraine zamiast Hiszpansii albo Hawai???????
        na koniec za jeszcze jedna osobista refleksja - dla mnie mieszkanie w tym kraju
        jest ciekawym doswiadczeniem ze wzgledu na mozliwosc spotykania ludzi
        pochodzacych z roznych miejsc swiata, obserwowania wielu roznych kultur -
        dlatego smieszy mnie zawsze kiedy slysze historie o Ameryce - kraju
        intelektualnej miernoty. hahaha chyba czas sie wyleczyc z kompleksow, co?
    • Gość: lemmo mitomani... IP: *.intertel.net.pl 02.01.05, 18:15
      oj Polacy mitomani...w tym naprawdę jesteście dobrzy!
    • Gość: 15-latek Re: Amerykańskie nieuctwo i ignorancja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.01.05, 20:23
      ok, to proste bo w Europie wszyscy wiedzą, że Haga jest Portugalii ale przecież
      Amerykanie nie muszą znać geografii Europy tak jak Polacy stolic wszystkich
      stanów.
      • Gość: Dorota Re: Amerykańskie nieuctwo i ignorancja IP: *.vf.shawcable.net 02.01.05, 20:39
        Czy nie uwazacie, ze reforma oswiaty w Polsce zmierza ku modelowi
        amerykanskiemu.
        Mieszkam w Kanadzie, gdzie system oswiaty jest podobny jak w USA.
        Tutaj mozna skonczyc szkole srednia i nigdy nie miec takiego przedmiotu jak np.
        geografia, czy fizyka. Jest kilka przedmiotow wymaganych, ktore trzeba
        zaliczyc, a reszte sie wybiera samemu w zaleznosci od zainteresowan, czy
        pozniejszych wymagan przy staraniu sie na studia.
        Lektury na j. angielskim to glownie Szekspir i pare dodatkowych, ale niewiele.
        W Polsce to byly ogromne ilosci lektur obowiazkowych i nieobowiazkowych.
        Ale przy staraniu sie nop. na studia medyczne pisze sie obszerny test tzw.
        MCAT, ktorego duza czesc stanowia testy z j. angielskiego, miedzy innymi
        wypracowania na podany temat, oceniane bardzo ostro, ze wzgledu na tresc, forme
        i gramatyke. Czyli mozna byc dobrym z przedmiotow scislych, miec powolanie do
        tego zawodu, ale jezeli nie napisze sie poprawnie wypracowania z j.
        angielskiego to mozna zapomnie o studiowaniu medycyny.
        No coz, co kraj to obyczaj, powinnismy wiec czerpac od innych to co najlepsze.
        Pozdrawiam.
        Dorota
        • Gość: Ilmarinen off-topic IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.01.05, 21:35
          Chciałabym skorzystać z okazji pojawienia się na tym wątku kilku osób z dużą
          wiedzą o systemie oświaty w USA... .
          Interesuje mnie jak wygląda sytuacja z dostępem amerykańskich uniwersytetów dla
          polskich uczniów, nie jakiś community colleges i tym podobnych, tylko solidnych
          i renomowanych stanowych. Z naszej części Europy, z tego co wiem, zdarza się
          bardzo nie wielu undergraduates, jeśli już, to po IBO.
          Jak to jest więc, czy, a jeśli tak, mając jakie osiągnięcia absolwent polskiego
          LO może konkurować z taśmowo produkowanymi child prodigies z Chin, Indii, czy
          Korei Płd. ;) ?
          • mist3 Re: off-topic 02.01.05, 22:14
            Jestem nauczycielką w polskiej szkole ponadgimnazjalnej. Jest to szkoła słaba to
            fakt, ale nie sądziłam, że aż tak słaba. Oto kilka kwiatków z działki mojej i
            innych nauczycieli.
            1. Uczniowie piszą na języku angielskim reklamę szkoły językowej. Mają między
            innymi wypisać języki, jakich w tej szkole uczą. Oto kilka języków (bardzo byli
            zdziwieni, gdy dowiedzieli się, że takich językow nie ma): amerykański,
            austriacki, kanadyjski.
            Uczeń nie umie napisać na tablicy zaimka ja i ty. Na świadectwie z gimnazjum ma
            z angielskiego czwórkę.
            2. Sprawdzian z mapki na geografii - na rozgrzewkę. Uczniowie mają mapę i mają
            na niej podpisać sąsiadów polski. Przykłady - Autria, Bułgaria, Węgry, Holandia.
            3. Matematyka - dodawanie ułamków. Ile jest np. 1/4 + 5/8. Oczywiście 6/12
            Gdybym tego nie widziała, to bym nie uwierzyła.

            Nie znam systemu amerykańskiego. Ale myślę, że my Polacy też nie mamy się czym
            za bardzo chwalić.
            • Gość: katja Re: off-topic IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.01.05, 22:24
              Mist3: przyznaj się, uczysz w zawodówce, do której chodzi młodzież po szkole
              specjalnej :D.
              • mist3 Re: off-topic 02.01.05, 22:59
                uczę w zespole szkół ponadgimnazjalnych - licea, technika i owszem - zawodówki.
                Jednak z zawodówki był tylko przykład matematyczny. Niestety.
          • jersey.girl Re: off-topic 03.01.05, 15:09
            Absolwent LO z Polski ma wbrew pozorom wieksze szanse dostania sie na czolowe
            amerykanskie uczelnie niz licealisci z Indii, Chin etc. Wyjasnienie jest proste:
            na amerykanskich uniwersytetach najwazniejsza jest tzw. "diversity". Zadna
            szkola nie przyjmie kilkuset kandydatow np. z Chin, a wlasnie tylu ich zdaje. Sa
            oni konkurencja sami dla siebie, wiec dostaje sie tylko garstka najlepszych z
            najlepszych. Polak moze miec mniejsze osiagniecia czy wyniki egzaminow, i dostac
            sie z powodu swojej "egzotyki".
    • broch Re: Amerykańskie nieuctwo i ignorancja 02.01.05, 22:51
      Geografia...
      moja corka chodzi do osmej klasy: zna wszystkie duze rzeki Europy, Azji, Ameryk
      i Afryki, zna stolice panstw j.w. nie ma zadnych problemow z lokalizacja masywow
      gorskich na mapie. Matematyki jest uczona na poziomie 11 klasy. Bardzo duzo
      zajec dodatkowych. Nie wydaje mi sie aby w Polsce byl wyzszy poziom nauczania.
      Sadze ze w Polsce poziom nauczania obniza sie w porownaniu z latami gdzy ja
      chodzilem do szkoly.

      Polskie poczucie wyzszosci (jak zwykle) wynika bardziej z kompleksow i
      zasciankowosci niz z realnych zalet np naszego szkolnictwa.
      Jak wszedzie w Polsce czy USA mozna znalezc lepsze i gorsze szkoly. Jednak w
      wypadku szkolnictwa wyzszego Polska jest bardzo daleko w tyle. W GW byl na ten
      temat artykul.

      Atlasy geograficzne radze zatrzymac dla polskich prominentow.
      Z reszta tego typu uwagi wyciagniete na podstawie filmu (ktory byl zartem)
      sugeruja ze nie tylko Amerykanie powinni troszczyc sie o swoje wyksztalcenie.
      Pachnie to maglem.
    • Gość: edu spokojnie, nie bójcie się o nich IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.01.05, 01:41
      No, ale ponieważ my Europejczycy jesteśmy wszechstronnie wykształceni, na pewno
      tłumnie odpowiecie na parę naprawdę prostych pytań:

      1. Jaki jest największy stan USA?
      a) obszarowo
      b) pod względem liczby ludności

      2. Jakie miasto jest stolicą stanu California?

      3. Kiedy ogłoszono Deklarację Niepodległości?

      4. Co jest wyjątkowego w prawie stanu Luizjana?

      5. Jaki jest najwyższy szczyt Ameryki Północnej?

      Ha, zagwozdka, co?

      Nie oceniajmy ich z naszego punktu widzenia.

      Co do szkolnictwa w USA - to prawda, że znakomita większość tamtejszych uczelni
      jest na miernym poziomie, ale znajdźcie nie tylko w Polsce ale i w Europie
      chociaż jedną uczelnię mogącą konkurować z uniwerkami takimi jak Harvard,
      Stanford, Princeton, Yale, MIT (czyli z tzw. Ivy League).
      • kalinowski11 Re: spokojnie, nie bójcie się o nich 03.01.05, 09:46
        > 1. Jaki jest największy stan USA?
        > a) obszarowo

        Alaska

        > b) pod względem liczby ludności

        Kalifornia

        > 2. Jakie miasto jest stolicą stanu California?

        Sacramento

        > 3. Kiedy ogłoszono Deklarację Niepodległości?

        4 VII 1776

        > 4. Co jest wyjątkowego w prawie stanu Luizjana?

        ? Przestępstwo przeciwko naturze - seks oralny :)

        > 5. Jaki jest najwyższy szczyt Ameryki Północnej?

        Mac Kinley 6194 m n.p.m. (Alaska)

        Pozdrawiam .
        • dorota_snooker Re: spokojnie, nie bójcie się o nich 03.01.05, 14:38
          ........
          Miałam okazję uczyć się w szkole średniej w Kanadzie.
          Z autopsji wiem jedno, tam nikt nie zabiera młodzieży do teatru ....
          Cuż z tego że "wałkują" Szekspira jeśli jest on dla większości "niedostępny".
          Nie mogę i nie chcę się spierać o systemy edukacyjne.
          Ktoś z moich poprzedników napisał jednak, że widział w stanach świetnie
          zaopatrzone sklepy z muzyką poważną itp.
          Ja sią z tym zgadzam, ale żeby z nich korzystać trzeba wiedzieć kim był Chopin
          czy Czajkowski. Moi koledzy z kanadyjskiej szkoły tego nie wiedzieli.....

          Reszta jest milczeniem..........
          • narodowy1 Re: Amerykańskie nieuctwo i ignorancja 03.01.05, 20:15
            Rzeczywiscie poziom nauczania w USA jest skandalicznie niski. Amerykanie
            praktycznie po studiach nie znaja biegle ani jednego obcego jezyka.
            35% absolwentow 3 klasy szkoly elementarnej nie umie pisac ani czytac po
            angielsku.
            O ile pamietam umiejetnosc czytania i pisania nabywa sie u nas w pierwszej
            klasie szkoly podstawowej.
            Amerykanie ida do szkoly o rok wczesniej niz Polacy tzn. zerowka od 5 lat a
            pierwsza klasa od 6 sciu. W Polsce zerowka od 6 a szkola od 7 lat.

            Absolwentka szkoly sredniej (high school) w USA nie wiedziala jak sie pisze po
            angielsku slowo jewelry - sam ja musialem poprawiac.

            Jest to celowa polityka wladz amerykanskich, bo glupie spoleczenstwo lepiej
            jest kontrolowac i manipulowac a wyniki mamy dzisiaj w Iraku. 75% Amerykanow
            sadzi, ze Saddam byl odpowiedzialny za 9/11 a terrorysci pochodzili z Iraku
            oraz ze znaleziono w Iraku bron masowel zaglady.

            Amerykanie na studiach nie pisza pracy magisterskiej.

            W USA natomiast absolwent liceum moze pojsc do 2-letniej szkoly - najczesciej
            jest to community college, czyli szkola sluzaca danej spolecznosci lokalnej.
            Jest to cos posredniego miedzy polska szkola pomaturalna a studiami
            licencjackimi*.

            Te college'e w znacznie wiekszym stopniu - niz normalna uczelnia - umozliwiaja
            studentom zdobycie umiejetnosci w okreslonym zawodzie. Oprocz tego pelni on
            funkcje pomostu miedzy szkola srednia a uniwersytetem dla tych, ktorzy chca
            kontynuowac nauke. Ponadto 2-letnie szkoly sa ponad polowe tansze niz 4-letnie.
            Dla tych sluchaczy, ktorzy chca potem dalej studiowac, spedzenie pierwszych
            dwoch lat nauki na community college to czesto oszczednosc kilku tysiecy
            dolarow.

            Konczac taki college student otrzymuje stopien associate. Jesli koncentrowal
            sie glownie na przedmiotach humanistycznych i naukach spolecznych, bedzie to
            Associate of Arts (A.A.). Gdy zaliczyl wiecej przedmiotow z nauk scislych,
            otrzymuje Associate of Science (A.Sc.).


            Studia podstawowe
            Najbardziej powszechnym stopniem naukowym w USA jest bakalarz. Wienczy on
            zakonczenie 4-letnich studiow podstawowych (undergraduate), na ktore mozna sie
            przeniesc rowniez po skonczeniu community college.

            Stopien bakalarza sztuk (Bachelor of Arts - B.A.) otrzymuja studenci, ktorzy
            ukonczyli studia ogolne (liberal arts). Bakalarz nauk (Bachelor of Science -
            B.Sc.) przyznawany jest tym, ktorzy ukonczyli bardziej rygorystyczny program,
            skoncentrowany glownie na naukach scislych.

            Zdecydowana wiekszosc Amerykanow konczy edukacje na tym poziomie. Absolwenci
            college1u moga starac sie o przyjecie na studia magisterskie lub doktoranckie,
            moga tez isc na studia profesjonalne (prawo, medycyna, biznes, dziennikarstwo,
            edukacja).


            Studia pobakalarskie
            Laczenie studiow magisterskich i doktoranckich w jeden blok oraz rozgraniczenie
            miedzy dziedzinami akademickimi a studiami profesjonalnymi to chyba najwieksze
            roznice miedzy struktura szkolnictwa wyzszego w USA i Polsce.

            Amerykanie inaczej traktuja studia akademickie (nauki scisle, humanistyczne,
            spoleczne), na ktorych - przynajmniej w zalozeniu - zdobywaja wiedze glownie
            przyszli profesorowie. A inaczej studia profesjonalne, ktore prowadza do
            zdobycia umiejetnosci zawodowych.

            Pobakalarskie studia akademickie to rok do dwoch lat studiow magisterskich, a
            nastepnie 3-5 lat doktoranckich. Uniwersytety amerykanskie oferuja zazwyczaj
            studia magisterskie w roznych dziedzinach wiedzy, ale czesto studenci zdobywaja
            stopien magistra (M.A. albo M.Sc.) niejako w drodze do doktoratu (Ph.D.).

            Doktoranci bardzo czesto otrzymuja pomoc finansowa od swoich uczelni. W zamian
            za czesne i stypendium na zycie pracuja oni jako asystenci na swoich wydzialach.

            W tej grupie na amerykanskich uczelniach jest wielu studentow spoza Stanow
            Zjednoczonych. Podczas gdy tubylcom nie zawsze sie oplaca studiowac przez 4-6
            lat, aby pozniej za umiarkowanym wynagrodzeniem wykladac na uniwersytecie,
            stypendium doktoranckie i praca naukowa w USA to znacznie atrakcyjniejsza
            perspektywa dla wielu studentow z zagranicy (w tym dla wielu Polakow).


            Studia profesjonalne
            Nieco inaczej przedstawia sie sytuacja studentow prawa czy medycyny. Dopiero na
            poziomie ponadpodstawowym (graduate) zaczynaja sie w Stanach Zjednoczonych
            wlasciwe studia profesjonalne. Dla Polaka jest to zaskakujaca roznica, bo w
            Polsce medycyne czy prawo studiuje sie juz od pierwszego roku studiow.

            W Ameryce przyszli prawnicy musza najpierw skonczyc studia bakalarskie,
            obojetne na jakim wydziale. Nastepnie kandydaci musza napisac standardowy test
            LSAT i zlozyc podania do szkol prawniczych. Przez kolejne trzy lata studiuja,
            aby uzyskac stopien doktora prawa, czyli J.D.**

            Studia medyczne i stomatologiczne przebiegaja podobnie. Od kandydatow na te
            kierunki wymagane jest zaliczenie na studiach bakalarskich okolo 10 przedmiotow
            z biologii, chemii i fizyki. Kandydaci na medycyne, po napisaniu testu MCAT i
            przyjeciu na studia, maja przed soba trzy lata zajec teoretycznych. Dopiero po
            zdaniu egzaminow otrzymuja stopien doktora medycyny, czyli M.D. Ponadto przez
            rok odbywaja praktyki na roznych oddzialach szpitala i przychodni (rotations).
            Po czwartym roku mlodzi lekarze musza wybrac sobie specjalnosc, a nastepnie
            spedzic minimum dwa lata na praktyce jako tzw. rezydenci (residents).

            Studia biznesowe natomiast to najczesciej 2-letnie programy, prowadzace do
            stopnia MBA (Master of Business Administration). Zeby dostac sie na studia
            biznesowe, nie trzeba wcale studiowac ekonomii lub biznesu na poziomie
            undergraduate. Wiele uczelni oczekuje natomiast od studentow minimum dwoch lat
            doswiadczenia z pracy. Praktycznie wszystkie programy MBA wymagaja od
            kandydatow napisania egzaminu GMAT.

            Poniewaz studenci na kierunkach prawa, medycyny czy biznesu po ukonczeniu
            szkoly moga oczekiwac wysokich pensji, bardzo rzadko zdarza sie, by uczelnie
            tego typu oferowaly pomoc finansowa. Praktycznie wszyscy studenci, ktorym
            potrzebne jest wsparcie, otrzymuja jedynie pozyczki. Szkola profesjonalna
            traktowana jest po prostu jako bardzo dobra inwestycja.



            • Gość: jewelry:) Re: Amerykańskie nieuctwo i ignorancja IP: *.proxy.aol.com 03.01.05, 23:09
              narodowy1 napisał:

              > Jest to celowa polityka wladz amerykanskich, bo glupie spoleczenstwo lepiej
              > jest kontrolowac i manipulowac a wyniki mamy dzisiaj w Iraku. 75% Amerykanow
              > sadzi, ze Saddam byl odpowiedzialny za 9/11 a terrorysci pochodzili z Iraku
              > oraz ze znaleziono w Iraku bron masowel zaglady.

              Takich bzdur juz dawno nie czytalem. Czy ty czlowieku masz stycznosc z
              realiami. Posiadasz typowa mentalnosc kilkulatka, rozpisales sie i myslisz, ze
              cos z tego wynika. Sloma z butow wychodzi calymi stogami panie narodowy1.

            • Gość: axxolotl Re: Amerykańskie nieuctwo i ignorancja IP: *.office.marketscore.com / 170.224.224.* 04.01.05, 03:13
              Stopien bakalarza sztuk (Bachelor of Arts - B.A.) otrzymuja studenci, ktorzy
              ukonczyli studia ogolne (liberal arts). Bakalarz nauk (Bachelor of Science -
              B.Sc.) przyznawany jest tym, ktorzy ukonczyli bardziej rygorystyczny program,
              skoncentrowany glownie na naukach scislych

              Narodowy1 to chyba napisal. W czesci blednie niestety. Na studiach Bachelor
              of Arts mozna sie specjalizowac w jakiejs dziedzinie humanistycznej jesli sie
              chce. Tak ze nie sa to studia ogolne - liberal arts. Chociaz jak ktos sie nie
              chce specjalizowac to nie musi i wtedy rzeczywiscie jest to tzw. liberal arts.

              Co do nie pisania pracy magisterskiej - zalezy jak studia Master's sa
              skonstruowane. Sa takie co sie zalicza tylko przedmioty i z kazdego trzeba
              napisac 1-2 prace semestralne oceniane bardzo ostro i nie jest to jakies 600-
              800 slow, tylko minimum 2500-3000. Sa takie co sa kombinacja przedmiotow (i
              znowu z kazdego sa 1-2 prace semestralne) i dluzszej pracy pisemnej (thesis - w
              zaleznosci od kierunku/wydzialu/uniwersytetu miedzy 10000-50000 slow); i sa
              takie co sa calkowicie skonstruowane jak Research degree i wtedy przez ten rok
              czy dwa prowadzisz badania naukowe i potem piszesz z tego normalna prace. I ma
              to byc oryginalne, tzn. wniesc cos nowego do nauki, a nie posklejanie paragrow
              z roznych ksiazek tak jak sie to robi w Polsce na magisterkach.

              Stopien bakalarza tez czasem wymaga napisania pracy koncowej, zwlaszcza jesli
              jest to Honours Bachelor. Na czwartym roku mozna wtedy pisac Honours thesis.

              Tak ze wiesz ze gdzies ci dzwoni, narodowy, ale gdzie dokladnie to juz nie
              bardzo.

              Poza tym jesli juz chcesz porownac magisterki z Polski do tutejszych, to
              tutejsze wymagaja duzo wiecej pracy i nauki niz te polskie. To jest rok, a
              przewaznie dwa lata nauki po czteroletnich undegraduate studiach (po
              bakalarzu), z kazdego przedmiotu 1-2 prace semestralne plus czasem jeszcze
              praca magisterska na koniec. W Polsce ten piaty rok studiow spedza sie tylko
              na pisaniu pracy, ktora (z tego co mi znajomi ktorzy magisterskie konczyli w
              Polsce) mozna po prostu przepisac kawalkami z roznych ksiazek) i nic nowego do
              tego nie trzeba wniesc.

              A to ze tutaj wiekszosc konczy studia na bakalarzu? Tak powinno byc. W Polsce
              magistrow jest zdecydowanie za duzo i wiekszoc powinna konczyc studia na
              licencjacie. Wtedy te studia magisterskie mialyby jakis przyzwoity poziom bo
              szli by na nie tylko najlepsi.
          • Gość: Dorota Moze jeszcze Kanada IP: *.vf.shawcable.net 03.01.05, 20:24
            Nikt nie gloryfikuje poziomu nauczania w USA czy w Kanadzie, ale moze jeszcze
            jeden przyklad.
            Kolezanka, swiezo po medycynie z Polski, nie miala problemow ze zdaniem
            egzaminow nostryfikacyjnych i dostala sie do szpitala na staz.
            Byla przerazona. Praktyczna wiedza jej kolezanek i kolegow na stazu okazala sie
            ogromna w porownaniu z jej praktyczna wiedza z Polski. Ona nie umiala wykonac
            najprostszego zabiegu, ktory w Kanadzie potrafia wykonac nawet pielegniarki.
            Wiedza praktyczna po studiach medycznych w Polsce jest wlasciwie zadna,
            teoretyczna duza. W Kanadzie prawie od poczatku studiow medycznych ma sie
            kontakt z pacjentem, a od III roku zajecia sa niemal caly czas w klinice.
            Nie chce dyskutowac na temat pozniejszej pracy lekarzy, bo to bywa roznie.
            Osobiscie wolalabym byc leczona przez doswiadczonego specjaliste z Polski niz z
            Kanady, ale to juz musi byc b. dobry specjalista.
            Kolezanki znajomi ze studiow z Polski skarzyli sie, ze ich staz w szpitalu
            polega na wypelnianiu papierkow, a do bezposredniego kontaktu z pacjentem sa
            prawie wogole nie dopuszczani. Moze to zalezy od szpitala, nie wiem.
            Pozdrawiam.
            Dorota
          • Gość: axxolotl Re: spokojnie, nie bójcie się o nich IP: *.marketscore.com / 66.119.34.* 04.01.05, 02:58
            Miałam okazję uczyć się w szkole średniej w Kanadzie.
            > Z autopsji wiem jedno, tam nikt nie zabiera młodzieży do teatru ....

            Moze na zla szkole trafilas. Ja tez chodzilam do kanadyjskiej szkoly sredniej i
            co roku jezdzilismy na Stratford Festival.

            O Chopinie i Czajkowskim wiedza ci, ktorzy sie muzyka powazna interesuja. Ja,
            mimo ze jestem Polka, muzyka powazna sie nie interesuja i kompozytorow nie
            odrozniam. Z nazwisk znam jedynie wlasnie tych dwoch, plus Mozarta i Bacha.
            Ale zapewniam cie, ze ci ktorzy sie ta muzyka interesowali to mieli mozliwosc
            uczeszczania na zajecia z muzyki wlasnie w szkole sredniej, gdzie sie
            wszystkiego co chcieli na ten temat nauczyli. Tak ze nie generalizuj.
        • Gość: Romuald Re: spokojnie, nie bójcie się o nich IP: *.client.comcast.net 04.01.05, 05:13
          Ciekawostka w stanie luisiana jest to ,ze tzw. second cousins czyli rodzenstwo
          stryjeczne moze sie pobrac.
          • Gość: Venus Re: spokojnie, nie bójcie się o nich IP: 5.6.1D* / *.vc.shawcable.net 04.01.05, 09:45
            a teraz wy wszyscy tacy madrzy macie tu test:

            www.lizardpoint.com/fun/geoquiz/usaquiz.html
            zobaczymy ka Polacy dobrze znaja geografie USA.

            Aby wiadomo bylo o co chodzi:
            Odpowadamy na pytanie:

            >>Where is ? ..... (Arkansas)

            to znaczy: gdzie jest (Arkansas)

            waszym zadaniem jest kliknac na wlasciwe miejsce.

            Jesli nie traficie, w okienku pokaze sie taka odpowiedz:

            No, that's ....., try again
            Nie, to jest ... probuj jeszcze raz.

            Good luck!

            Venus

            Your score: Twoj wynik
            Max Points: Max ilosc punktow
            Next question- nastepne pytanie
            help- pomoc


      • Gość: Śmiechacz Re: spokojnie, nie bójcie się o nich IP: *.dip.t-dialin.net 04.01.05, 13:56
        KTÓRY stan, KTÓRE miasto....
        Język polski odmiany jako-takiej. W której szkole tego uczą?
      • Gość: Vp Re: spokojnie, nie bójcie się o nich IP: 195.117.30.* 18.01.05, 19:58
        > No, ale ponieważ my Europejczycy jesteśmy wszechstronnie wykształceni, na
        pewno
        >
        > tłumnie odpowiecie na parę naprawdę prostych pytań:

        > 1. Jaki jest największy stan USA?
        > a) obszarowo
        > b) pod względem liczby ludności
        >
        > 2. Jakie miasto jest stolicą stanu California?
        >
        > 3. Kiedy ogłoszono Deklarację Niepodległości?
        >
        > 4. Co jest wyjątkowego w prawie stanu Luizjana?
        >
        > 5. Jaki jest najwyższy szczyt Ameryki Północnej?
        >
        > Ha, zagwozdka, co?

        > Nie oceniajmy ich z naszego punktu widzenia.

        Ale to nie chodzi o to, że oni nie wiedzą nic o Polsce np co jest jej stolicą,
        ale ogromna większość Amerykanów nie umie odpowiedzieć na podobne do powyższych
        pytania dotyczące ich własnego kraju. Podczas gdy ogromna większość polskich
        uczniów bezproblemowo odpowiedziałaby na pytania typu jakie miasto jest stolicą
        Wielkopolski albo jaki jest najwyższy szczyt w Europie.
        Oceniamy ich z właściwego punktu widzenia.
        Gdybyśmy mieli porównać wiedzę na temat ogólnoświatowy nie dotyczący
        bezpośrednio konkretnego kraju, to Polacy pobiliby Amerykanów na głowę. Założę
        się o każde pieniądze, że gdyby przyszło znaleźć na mapie Antarktydę albo
        Japonię, to znacznie większy odsetek polskich dzieci potrafi to zrobić niż
        amerykańskich. Oczywiście gdyby wziąć pod uwagę całą populację a nie porównywać
        elity z tamtejszych prywatnych szkół z losowo wybraną szkołą w Polsce.
        We WSZYSTKICH znanych mi przypadkach dzieci, które wyjechały do USA i poszły
        tam do szkoły, były prymusami. W jednym przypadku porównanie wypadło
        szczególnie wyraziście: chłopak w wieku 17 lat nie skończył zawodówki bo mu się
        nie chciało, w podstawówce jechał na samych pałach, pojechał do Stanów i dla
        jaj zapisał się do koledżu - takiego państwowego gdzie chodzili sami Murzyni i
        Meksykanie, bo biali posyłali dzieci do szkół prywatnych. Czyli można
        twierdzić, że był to odpowiednik polskiej zawodówki. No i ten leser, na dodatek
        kiepsko znający język, okazał się tam najlepszy! Z matematyki jako jedyny
        potrafił dodawać słupki! Jako jedyny wiedział że istnieje taki kontynent jak
        Azja! Skończył tę szkołę na pierwszej pozycji, obsypany nagrodami. Sam się
        śmiał z tego. Niestety nie wiem co robił dalej, ale bardzo możliwe że studia
        skończył...
    • lokis1791 Amerykańskie nieuctwo i ignorancja??? 04.01.05, 10:19
      Brawo!!! Po obejrzeniu fragmentu filmu (komedii) , wykształcony "v.ci", stawia
      żałosną tezę o "Amerykańskim nieuctwie i ignorancji" i sposób nieuprawniony
      przenosi na całą populację obywateli USA! Twój mózg jest chyba "in statu
      dormiendi".

      Pała i do "oślej ławki"!
      • jasmina_tdi Re: Amerykańskie nieuctwo i ignorancja??? 04.01.05, 11:34
        Nigdy nie byłam w USA ani tym bardziej w tamtejszej szkole. Jeszcze w liceum,
        gdy modne stały się wszelkie wymiany, kilka kolezanek zdecydowało się na
        wyjazd. I wiecie co? One tam były GENIALNE. Tu w PL srednie, a tam chodzace
        komputery. Sprawa geniuszu wkrótce się wyjaśniła - oni tam mieli przedmioty na
        kilku poziomach - jesli interesowala Cię matematyka i byles z niej dobry -
        wybierales odpowiednio wysoki poziom tak, aby ilosc % ze wszystkich przedmiotów
        zsumowala się na koniec semestru, jesli biologia byla be, to wybierały
        najniższy poziom i miały z głowy. W sumie fajnie, bo nikt nie tracil tam czasu
        na zakuwanie czegos, co i tak chwile potem by zapomnial. Potwierdza sie wiec
        teoria o waskich specjalizacjach. Po roku czy dwóch panny wrocily z wiedzą o
        niebo wyższą z pewnych przedmiotów, ale z okropnymi lukami z innych. Nietrudno
        wiec zgadnąc, że ich zapał szybko się ulotnił, gdy stanęły w obliczu
        nadrobienia braków z kilku semestrów czyli słynne 3 x Zet.

        Co do wiedzy ogólnej, to ja akurat bardzo cenię sobie obycie i nie za bardzo
        rozumiem argument, że jak ktoś zna sie dobrze na śrubkach czy przeszczepach, to
        moze być skończonym ignorantem i w kółko żenić Rumunię z Moskwą czy Lenor z
        Renoir'em.
        • Gość: axxolotl Re: Amerykańskie nieuctwo i ignorancja??? IP: *.marketscore.com / 66.119.34.* 04.01.05, 15:06
          > Co do wiedzy ogólnej...

          Jak sie wie wszystko, to w sumie nie wie sie nic. Bo ta wiedza ogolna to
          taka "po lebkach".
          • jasmina_tdi Re: Amerykańskie nieuctwo i ignorancja??? 05.01.05, 11:49
            Szkoda, ze nie zamieściłeś / łaś całego cytatu, gdyż dalej mówiłam o obyciu,
            cokolwiek to znaczy. W skład takowego wchodzi właśnie wiedza ogólna wielu
            zakresów. Rozumiem jednak, że gdy np tematem rozmowy stają się nerki, to
            spokojnie można o nich rozmawiać nie wiedząc, gdzie się znajdują i do czego
            służą, a na wycieczce w Paryżu koniecznie trzeba zamęczać przewodnika prośbami
            o oprowadzenie po Bastylii (bo taki przypadek znam). No może i można, jeśli tak
            twierdzisz.


            Gość portalu: axxolotl napisał(a):

            > > Co do wiedzy ogólnej...
            >
            > Jak sie wie wszystko, to w sumie nie wie sie nic. Bo ta wiedza ogolna to
            > taka "po lebkach".
            • Gość: iloveusa Re: Amerykańskie nieuctwo i ignorancja??? IP: *.proxy.aol.com 08.01.05, 00:42
              mowiax o edukacji, nabijacie sie z Ameryki
              W mojej rodzinie znowuz chodzi obiegowa historyjka o polskim systemie. Otoz ma
              siostre w 5 klasie na zastepstwie geograficzka nauczyla ze wiek zaczyna sie od
              roku 51 pierwszego, wiec 20 w 1951, 19 w 1851, 18 w 1751 itd...
              Wiec ja bym nie psioczyl na Ameryke bo widac ze w Polsce tez mamy super
              nauczycieli
    • Gość: edu Test dla v.ci IP: *.atlsfl.adelphia.net 04.01.05, 14:33
      Pisze się tępy czy "tempy".

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=19030246&a=19049143
      Gazeta.pl : Forum : Aktualności
    • Gość: LMB a po co, IP: *.icpnet.pl 04.01.05, 15:38
      ... myślisz że Amerykanie będą od tego szczęśliwsi?

      Jakie miasto jest stolicą np. Płn. Dakoty?
      • Gość: edu Re: a po co, IP: *.atlsfl.adelphia.net 04.01.05, 16:25
        Dlatego, ze jako inicjator tej dyskusji ma wyrazne braki w wyksztalceniu.
        primo- nie umie pisac po Polsku, pomimo, ze w kraju tym mieszka i w nim konczyl
        "edukacje".
        • Gość: bolesław Re: a po co, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.05, 16:36
          Pokaż mi Polaka, który zna stolice poszczególnych stanów, albo potrafiłby
          nazwać przynajmniej połowę stanów na mapie konturowej
          • Gość: Lola test IP: *.pekao.com.pl 04.01.05, 17:29
            zabawa w pokazywanie poszczegolnych stanow jest zupelnie od czapy. europejczycy
            powinni zrobic test dotyczacy europy i stolic (lub np. w polsce test o
            wojewodztwach). wtedy mozna sprawdzic czy znasz geografie swojego regionu, bo w
            gruncie rzeczy o to chodzi:-)
            • Gość: Venus Re: test IP: 5.6.1D* / *.vc.shawcable.net 05.01.05, 08:06
              >>>wtedy mozna sprawdzic czy znasz geografie swojego regionu, bo w gruncie
              rzeczy o to chodzi:-) <<

              nie calkiem.

              w tym watku ktos sie nasmiewal z tych debilnych Amerykanow ze mysla ze Haga
              jest w Belgii.

              No to- a jak znajomosc georgrafii USA w Europie, zwlaszcza w Polsce?

              Venus


          • Gość: LMB Re: a po co, IP: *.icpnet.pl 15.01.05, 09:48
            > Pokaż mi Polaka, który zna stolice poszczególnych stanów, albo potrafiłby
            > nazwać przynajmniej połowę stanów na mapie konturowej

            To ja się zgłaszam, ale zaraz dodaję, że to bezużyteczna wiedza z polskiej szkoły.
    • michal_777 Re: Amerykańskie nieuctwo i ignorancja 15.01.05, 10:00
      Mamy tendencję do uogólnień. W Stanach system edukacji jest bardzo
      zróżnicowany: obok doskonałych uczelni są marne lokalne college'e, podobnie
      jest ze szkołami średnimi. Jedno jest pewne, że ogólny poziom wymagań
      programowych jest niższy niż u nas, przynajmniej na wcześniejszych etapach
      edukacji. Z kolei kultura amerykańska jest dosyć powierzchowna...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka