unsatisfied6
02.06.05, 08:54
w swoim niezwykle krótkim życiu zawodowm stosowałem metodę marchewki ,
by motywować uczniów do nauki ,bo uważam ją za skuteczną i przyjemniejszą -
i im i mi było przyjemniej . nie odwracali się plecami na ulicy , po latach
uczniowie lub ich rodzice zatrzymywali mnie na ulicy i opowiadali o sobie no
i najważniejsze , faktycznie się czegoś nauczyli .
dyrektor szkoły natomiast nie mógł znieść tego , że stawiam oceny na swój
sposób ( kilka razy byłem wzywany do jego pokoju na rozmowę - śrenia
ważnona nie była wówczas pewnie znaną metodą w kraju ) , że nie
korzystam z podręcznika , który został wybrany przez kierownika sekcji
anglicystów ( wg mnie za mało było tam materiału do przeprowadzania ćwiczeń
werbalnych ) , i odmówiłem zrobienia z uczniami Szekspira w orginale -
to ostanie to nie był mój kaprys , bo ja ewentualnie mógłbym przez to
cierpienie czytania wielkiego poety w innym języku przejść , ale
nie widziałem możliwości realizacji tego zadania z uczniami , a to
na UCSD nauczyli mnie , że nie realizujac podjętego zadania z uczniami ,
wdraża się im poczucie niższej wartości .
szkoła ostro eksploatuje zbyt wcześnie i zbyt wcześnie przeprowadza selekcję .
jest zdecydowanie za dużo testów . wprowadza się duży stres pośród uczniów .
suksces szkoły mierzony jest zdobytymi laurami teraz - co powoduje brak
ewnetualnej możliwości zdrowego realizowania się we własnych
zaiteresowaniach , gdy chce się mieć wysoką średnią .
weźmy przykladowo szkoły sportowe -stawiają na sukces swoich uczniów
eksploatując ich od najmłodzszych lat. są to faktycznie wyczynowcy , nie
dzieci szkół sportowych . ćwiczą po kilka godzin dziennie i w efekcie wielu z
nich nadwyręża kolana i kończy swoją karierę zawodową w wieku ok 10-15 lat .
kryteria selekcji są co najmniej dziwaczne - nie decyduje średnia , a
wiele innych czynników takich jak testy kompetencji , wyniki w konkursach .
powinno być kryterium nadrzędne i ewentualnie jakieś inne osiągnięcia
dodatkowo , gdy to kryterium nie wystarczy do przyjecia dziecka do
lepszej szkoły . selekcja przeprowadzana jest zdecydowanie zbyt szybko .
to odrzuca duży procent przyszłego potencjału ludzkiego zwłaszcza wśród
chłopców , którzy nabywają dyscyplinę nauki później od dziewcząt i
u wielu inteligantnych chłopców , taki pęd do wiedzy może pojawić
się bardzo późno , bo po 13 roku życia ( znałem nawet przypadki
w USA znacznie późniejsze , bo ok 30 facet już z rodziną zdecydował ,
że chce się uczyć - był najlepszy na matematyce- UCSD ) .
uczniowie szkół polskich uczą się nie dla siebie - robią to z miłosci
do rodziców i z nakazu . w USA czeka się na to , żeby dziecko samo
zadecydowało i ewentualnie dojrzało do takiej decyzji , samo chciało
pogłębiać jakiś teamt , u nas do końca ta edukacja jest nakazem środowiska .
znacznie przyjemniej uczyć tych , co chcą niż tych , co im się każe .
prowadząc praktyki ( substitute teacher ) w szkole średniej w La Jolla
( publiczna ) miałem klasę elective , gdzie uczniowie zadawali pytania ,
nie ja - uczyli się tego czego nasi inżynierzy nie poznają nawet na studiach
w takim zakresie - calculus III . nie da się wiedzy tych uczniów porównać z
wiedzą naszych , bo uczą się czego innego ( matematyka , to nie
samo rozwiązywanie puzli , to poznawanie odkrytych już metod i nauczanie
ich stosowania ) - tacy uczniowie nie startują w olimpiadach naszego
typu , a mają inne testy sprawdzające ich wiedzę - najważniejsza w tym
wszystkim jest różnorodność szkół i programów i możliwości wyboru.