chory psychicznie w klasie

04.09.08, 15:44
Jestem załamana, w pierwszej klasie gimnazjum trafił nam się chłopak za
schizofrenią. Jest bardzo agresywny wystraszyłam się go trochę na lekcji.
Najgorsze jest to że nie mozna nic z nim zrobić- rodzice nie zgadzają się na
indywidualny tryb naucznia (nie chcą go mieć w domu bo nie dają sobie rady,
nie zgadzają się na szkołę specjalną. Chłopak kiblował kilka razy, ma 175 cm,
jest szeroki jak szafa i bardzo agresywny. Nasze prawo jest do bani, nie mogę
go "ustawić", powiedziano mi, że nie mam oczekiwać od niego prac domowych,
uczestnictwa w lekcji. jak mam wytłumaczyć inny dzieciom, że to inny
przypadek. Nie wstawiać mu 1 a innym tak. Przecież nie powoem im, że jest
chory psychicznie!
    • gobi05 ależ one już wiedzą 05.09.08, 11:23
      po co masz mówić? (poza tym mogłoby się
      okazać, ze popełniasz przestępstwo)
      Dzieci i tak wiedzą, że jest chory.
      Trudniej będzie ci wytłumaczyć, dlaczego
      od nich wymagasz jak od normalnych.

      Powiem ci jeszcze jedno: pożegnaj się z tą
      pracą i nigdy tego nie żałuj. Tak jak ja.
    • randybvain Re: chory psychicznie w klasie 05.09.08, 17:46
      1. Czy jest to choroba orzeczona na papierze?
      2. Poproś o potwierdzenie na piśmie kazdego nakazu, który podważa
      twoje prawo do oceniania.
      3. Od "ustawiania" jest policja, jak sądzę.
      • malgosia100 Re: chory psychicznie w klasie 05.09.08, 18:01
        Coś mi tu nie gra. Mam znajomego chorego na schizofrenię. Jest to
        normalny młody człowiek, różniący się tym od pozostałych, że jest
        skazany na leki do końca swego życia i tyle. Ktoś, kto nie wie, na
        co choruje, nigdy sie tego nie domyśli.
        • truten.zenobi Re: chory psychicznie w klasie 09.09.08, 16:51
          pewnie dużo zależy od konkretnego przypadku
    • lenka_style Re: chory psychicznie w klasie 05.09.08, 18:59
      wydaje mi sie, ze osoby chore na schizofrenie nie zachowuja sie tak
      jak opisujesz (jesli sie lecza). NIe znam jednak nikogo takiego
      osobiscie, wiec nie bede sie wypowiadac. Powiem jednak co innego:
      jesli to jest prawda, chlopiec ma schizofrenie orzeczona i jest
      NIEBEZPIECZNY, jak to wynika z Twojego postu, i nawet Ty sie go
      boisz, bo jest nieobliczalny, to on nie moze byc w tej klasie, bo
      STANOWI ZAGROZENIE DLA INNYCH UCZNIOW.
      uczciwie powiem, ze nie wiem, co prawo mowi na ten temat, ale ja bym
      poruszyla niebo i ziemie i narobila szumu wokol tej sprawy, bo jak
      sie cos stanie, to Ty, moja droga, bedziesz winna temu, ze doszlo do
      tragedii, bo jak zwykle winna jest szkola! ...
      wiec wymagaj na pismie (!) zgody dyrekcji na jego nauke w tej
      klasie, rodzicow, ze "oni wiedza, ponosza odpowiedzialnosc" itd., po
      prostu dla chronienia swojej osoby
      dziwne mi sie wydaje, ze ten Twoj dyrektor tym sie nie przejmuje i
      nie martwi, ze cos sie moze stac
      moze jemu uswiadom, kto bedzie odpowiadal, ze ten chlopiec sie nie
      leczy i stanowi zagrozenie
      (podkreslam: jesli naprawde stanowi, bo nie mam co do tego wcale
      pewnosci, jesli on jest zaleczony, chodzi na terapie itd., to on nie
      stanowi zadnego zagrozenia i jak najbardziej moze chodzic do
      normalnej klasy i szkoly i nikt nie musi - i nie powinien - wiedziec
      o jego chorobie!!)
    • greczynka_77 Re: chory psychicznie w klasie 05.09.08, 21:57
      piszesz to jako nauczycielka? jesli tak to groza.
      • katimamulilo Re: chory psychicznie w klasie 06.09.08, 08:12
        Tak, jestem nauczycielką. Nie wiem dlaczego dla ciebie zgrozą jest to że boję
        się o siebie i inne dzieci? Nawiązując do poprzednich postów: chłopak ma
        orzeczenia i wszystko o czym pisałam znajduje się na piśmie, zarówno diagnoza
        choroby jak i sposób postępowania z uczniem. Mój dyrektor bardzo się stara,
        naprawdę przeczesał całe prawo w poszukiwaniu rozwiązania tej sytuacji ale
        okazało się że bez zgody rodziców nie możemy podjąć żadnych kroków (pewnie
        sytuacja się zmieni jak komuś stanie się krzywda). Staramy się panować nad
        sytuacją jak możemy, w pogotowiu jest zawsze pedagog i psycholog.
        • randybvain Re: chory psychicznie w klasie 06.09.08, 15:52
          Hm, to dziwne. Forumowi eksperci od prawa wspominali o niezaleznosci
          oceniania, gdyz nauczyciel jest bieglym a jego ocena ma byc
          niepodwazalna, czy jakos tak.
        • greczynka_77 Re: chory psychicznie w klasie 10.09.08, 00:04
          przeanalizujmy twoj post, bo wynika z niego ze zabranie tego dziecka
          tobie z oczu jest rozwiazaniem ktorego szukasz.

          > Jestem załamana, w pierwszej klasie gimnazjum trafił nam się
          chłopak za
          > schizofrenią. Jest bardzo agresywny wystraszyłam się go trochę na
          lekcji.
          > Najgorsze jest to że nie mozna nic z nim zrobić- rodzice nie
          zgadzają się na
          > indywidualny tryb naucznia (nie chcą go mieć w domu bo nie dają
          sobie rady,
          > nie zgadzają się na szkołę specjalną. Chłopak kiblował kilka razy,

          nie chca go miec w domu bo nie daja sobie rady? skad wiesz o tym?
          moze tobie tak mowia zeby nie razic twojego poczucia sprawiedliwosci
          ale rodzice posylajacy chore dziecko do publicznej szkoly to zwykle
          ci ktorzy nie chca dopuscic do jego dalszego uposledzenia, szkola
          specjalna zapeniam cie jest dla rodzicow najlatwiejszym wyjsciem,
          dla dziecka zwykle zlym.
          a poza tym ustalmy, skad twoj pomysl ze chlopiec nadaje sie do
          szkoly specjalnej? skad masz dane ze to schizofrenia? od ubieglego
          wieku rozrozniamy mianowicie choroby psychiczne od umyslowch, pewnie
          o tym nie slyszalas ale schizofrenia nie jest uposledzeniem. jesli
          dolega mu oprocz (lub zamiast) niej cos jeszcze na twoim miejscu
          chcialaby sie tego dowiedziec i szukala rozwiazania z punktu
          widzenia przede wszystkim jego interesu. Pozostalym dzieciom nie
          stalaby sie krzywda gdyby potrenowaly akceptacje dla czyjejs choroby
          i dla calej sytuacji.


          ma 175 cm,
          > jest szeroki jak szafa i bardzo agresywny. Nasze prawo jest do
          bani, nie mogę
          > go "ustawić", powiedziano mi, że nie mam oczekiwać od niego prac
          domowych,
          > uczestnictwa w lekcji. jak mam wytłumaczyć inny dzieciom, że to
          inny
          > przypadek. Nie wstawiać mu 1 a innym tak. Przecież nie powoem im,
          że jest
          > chory psychicznie!

          po pierwsze dlaczego nie? a po drugie po co takie wyjasnienia,
          gdybys szukala rozwiazania nie mialabys sztucznego problemu z
          wymowieniem tej choroby z nazwy.
          Twoja wypowiedz i 80 procent odpowiedzi tutaj to dla mnie groza.
          Wiadomo jaka histeria reaguja czasem rodzice tych fajnych
          "prawdziwych" dzieci, ale to ich nalezy ustawic a nie chore dziecko.
          Wiadomo ze nic nie jest latwe gdy w pomeszczeniu siedzi taki
          niepodobny do ucznia, nieestetyczny stwor, trzeba sie wtedy zdobyc
          na jakas refleksje, trzeba szukac metod. wszyscy macie go gdzies
          lacznie z panem dyrektorem, nawet z dobrego serca przeczesaliscie
          cale prawo.



          • scher Re: chory psychicznie w klasie 10.09.08, 20:04
            greczynka_77 napisała:

            > Pozostalym dzieciom nie stalaby sie krzywda gdyby potrenowaly
            > akceptacje dla czyjejs choroby i dla calej sytuacji.

            Pod warunkiem, że nie będzie to akceptacja skrajnie nienormalnych,
            agresywnych, patologicznych zachowań. Inne dzieci nie mogą być w
            szkole ofiarami przemocy, po drugie mają takie samo prawo do
            spokojnej nauki. Interes jednego dziecka, choćby i chorego, nie może
            stać w sprzeczności z dobrem pozostałych uczniów.

            > Wiadomo jaka histeria reaguja czasem rodzice tych fajnych
            > "prawdziwych" dzieci, ale to ich nalezy ustawic a nie chore
            > dziecko.

            A niby czemu chcesz "ustawiać" rodziców, którzy - słusznie -
            domagają się respektowania praw ich dzieci?
            Publiczna szkoła nie jest i nie powinna być miejscem leczenia chorób
            psychicznych, miejscem leczenia zaburzeń osobowości. Szkoła nie jest
            placówką leczniczą.
            • greczynka_77 Re: chory psychicznie w klasie 10.09.08, 20:18
              jakiej przemocy? prosze o opis, bo z postu wynika ze pani
              przestraszyla sie ucznia ze wzrostu.
              Prawa dzieci do czego konkretnie? do swietego spokoju, do braku
              refleksji? w jakim sensie jego obecnosc jest sprzeczna z ich
              dobrem?
              Slowo ustawiac pochodzi od autorki postu, pani chce ustawic ucznia,
              niech sprobuje z doroslymi, taka jest moja propozycja.
              Zadne z dzieci z cukrzyca, z krzywymi zebami, z nerwica nie
              rezygnuja ze szkoly, dlatego ze nie jest placowka lecznicza,
              zastanow sie.
              • scher Re: chory psychicznie w klasie 10.09.08, 21:04
                greczynka_77 napisała:

                > jakiej przemocy? prosze o opis, bo z postu wynika ze pani
                > przestraszyla sie ucznia ze wzrostu.

                Nie, z postu wynika, że uczeń jest bardzo agresywny.

                > Prawa dzieci do czego konkretnie?

                Do nauki, bezpieczeństwa, wolności od wiktymizacji... Mam wymieniać
                dalej?

                > w jakim sensie jego obecnosc jest sprzeczna z ich dobrem?

                W takim sensie jak przylutowanie ci w zęby przez agresywnego
                pasażera w tramwaju jest sprzeczne z twoim dobrem.

                > Zadne z dzieci z cukrzyca, z krzywymi zebami, z nerwica nie
                > rezygnuja ze szkoly, dlatego ze nie jest placowka lecznicza,

                Nikt nie pisze o cukrzycy i krzywych zębach, ale o agresji.
                Zastanów się ty.
                • greczynka_77 Re: chory psychicznie w klasie 10.09.08, 23:12

                  Wymienilas kilka praw (tak, prosze o wiecej bo bardzo ciekawe) ale
                  nie
                  wymienilas komu je przyznajesz, bo wyraznie komus ich odmawiasz.
                  Przyklad z pasazerem jest dokladnie na poziomie na jakim rozumujesz
                  ty i
                  nauczycielka, a ja chcialabym poznac przyklad agresji tego
                  konkretnie
                  dziecka.

                  • scher Re: chory psychicznie w klasie 11.09.08, 01:14
                    greczynka_77 napisała:

                    > nie wymienilas komu je przyznajesz, bo wyraznie komus ich
                    > odmawiasz.

                    Mamy tu do czynienia z kolizją różnych dóbr chronionych prawem.
                    Agresywny uczeń nie ma prawa uczęszczać do placówki, w której
                    stanowi ewidentne zagrożenie dla innych dzieci. Zdrowie i
                    bezpieczeństwo człowieka (tu: ofiary przemocy) jest dobrem wyższej
                    rangi niż prawo do nauki (tu: agresora).

                    > chcialabym poznac przyklad agresji tego konkretnie dziecka.

                    A to już pytanie nie do mnie. Ufam, że tej agresji sobie autorka
                    wątku z palca nie wyssała.
            • manietek Re: chory psychicznie w klasie 04.11.08, 21:26
              ja mam ( od 1 podstawówki a jestem w 6 szkoły społecznej) kolegę z zespołem
              Tureta. To coś w rodzaju ADHD. W pierwszej klasie była masakra, ale teraz się
              ustabilizował. W drugiej klasie, przebierając się na WF robił striptis na stole
              nauczycielki. raz nawrzeszczał na panią od korektywy, albo pchnął ławkę w stronę
              koleżanki. Po za tym na każdej lekcji musi iść się napić, albo do toalety, żeby
              się wyładować, niektóre nauczycielki doprowadza do szału swoim pstrykaniem na
              długopisie(jeśli go ma, bo zazwyczaj wszystkie, nawet pożyczone, rozkręca) ale
              po za tym chyba się rześmy do niego przyzwyczaili.
          • truten.zenobi cos Ci się pomyliło 12.09.08, 23:44
            na twoim miejscu
            > chcialaby sie tego dowiedziec i szukala rozwiazania z punktu
            > widzenia przede wszystkim jego interesu.

            szkoła to nie poradnia specjalistyczna a nauczyciel to nie
            psychiatra psycholog czy (inny) lekarz
            jego zadaniem jest uczenie i zasób wiedzy tego dotyczy! nikt nie
            może znać się na wszystkim!

            oczywiście zgodzę się z tobą że dla wiekszości dzieci upośledzonych
            zy z dysfunkcjami najlepszym rozwiazaniem jest nauka w normalnej
            szkole ale wymaga to odpowiedniego przygotowania i wsparcia (i na
            pewno mniej licznej klasy)
            a napewno nie powinno sie opierac na "podrzucaniu" problemu
            • greczynka_77 Re: cos Ci się pomyliło 14.09.08, 10:33
              czy napisalam gdzies ze szkola ma go uzdrowic? ze nauczyciel ma to
              zrobic w pojedynke? uderzajace ze nauczyciel w tej sytuacji pyta
              jedynie jak pozbyc sie dziecka i nie ma poza tym zadnych dylematow.
              Interesy tego dziecka i reszty klasy nie musza byc sprzeczne, w tym
              temacie chodzi tylko o interesy nauczyciela.
              i jeszcze dla pewnosci - czy skoro szkola to nie poradnia to wszyscy
              chorzy zamiast do szkoly powinni chodzic do poradni?


              • danuta49 Dokladnie tak!!!!!!!!;-) 14.09.08, 11:10
                >- czy skoro szkola to nie poradnia to wszyscy
                chorzy zamiast do szkoly powinni chodzic do poradni?<
                Chorzy (czy osoby z dużymi odchyleniami od norm psychiczynych i
                spolecznych, szczególnie niebezpieczne dla otoczenia) powinni być w
                zakladach wyspecjalizowanych w ich terapii.I tyle...
                Obecne pomysly to albo zakamuflowane szukanie oszczędności albo
                posunięta do absurdu hiperpoprawność polityczna!!!

              • truten.zenobi Re: cos Ci się pomyliło 14.09.08, 19:24
                uderzajace ze nauczyciel w tej sytuacji pyta
                > jedynie jak pozbyc sie dziecka i nie ma poza tym zadnych dylematow.

                bo takie są realia:
                bo podrzucono mu "problem" i zostawinono samego sobie
                bo nie ma szans na żadną pomoc

                ze nauczyciel ma to
                > zrobic w pojedynke?
                ja też bym chciał być głupi zdrowy i bogaty...
                i jeśli chcesz sobie dywagowac o tym co powinno byc i co bysmy
                chcieli to mozna jeszcze długo bic pianę...

                i jeszcze dla pewnosci - czy skoro szkola to nie poradnia to
                wszyscy
                > chorzy zamiast do szkoly powinni chodzic do poradni?
                zacytuje pełna moją wypowiedż bo odnoszenie się do części zdania
                wyrwanego z kontekstu uwazam za "tani chwyt" erystyczny

                "szkoła to nie poradnia specjalistyczna a nauczyciel to nie
                psychiatra psycholog czy (inny) lekarz"
                jeśli "pomoc" dziecku uposledzonemu ma się opierać na szkole
                publicznej zwykłej 30 osobowej klasie i nauczycielu który nie ma
                żandych kompetencji do tego by takiemu dziecku pomóc to jak
                najbardziej nie powinnno oczekiwać cudów! w skrajnych przypadkach
                takie dzieci faktycznie nie powinny uczęszczać do tych szków

                jeśli chcemy pomagac takim dzieciom to trzeba do szkoły skierować
                odpowiednie środki upewnić się czy istnieje fizyczna mozliwość
                stworzenia "małej klasy" skierować tam specjalistów...

                ale głupotą jest oburzanie się że nauczyciel bez takiego własnie
                wsparcia nie chce takiego ucznia w klasie!
                • greczynka_77 Re: cos Ci się pomyliło 15.09.08, 04:05
                  > i jeszcze dla pewnosci - czy skoro szkola to nie poradnia to
                  > wszyscy
                  > > chorzy zamiast do szkoly powinni chodzic do poradni?
                  > zacytuje pełna moją wypowiedż bo odnoszenie się do części zdania
                  > wyrwanego z kontekstu uwazam za "tani chwyt" erystyczny
                  >
                  > "szkoła to nie poradnia specjalistyczna a nauczyciel to nie
                  > psychiatra psycholog czy (inny) lekarz"

                  chwyt? to dokladnie sens twojego postu, przyjrzyj sie logice
                  wlasnych zdan, tu cos takiego pada po raz ktorys. Dzieci do szkoly
                  ida sie uczyc, do kliniki leczyc, na podworko bawic itd, jedno nie
                  zastepuje drugiego i wszystko sklada sie na mozliwie normalne zycie.
                  Ten konkretny nauczyciel nie poruszyl ani jednej z kwestii ktore ty
                  nawet poruszasz, nie pyta na jaka moze liczyc pomoc/pieniadze, moze
                  moglby to byc nauczyciel pomocniczy, jakies pojedyncze zajecia
                  indywidualne, mozna miec rozne pomysly. ok, pieniedzy nie ma, szkola
                  tego nie uniesie: niech przeklnie system, swoja sytuacje, sytuacje
                  30 dzieci w klasie, ale nie, TEN nauczyciel przeklina prawo, ze nie
                  pozwala mu usuanac dziecka wbrew woli rodzicow!! Zycze wszystkim
                  milych snow i na zdrowie, ciao




                  • truten.zenobi Re: cos Ci się pomyliło 15.09.08, 12:15
                    > chwyt?
                    ano chwyt! bo w całości wypowiedzi, teoretyzując, nie kwestionuję tego co
                    piszesz. jednak w odniesieniu do określonej sytuacji, określonego kontekstu to
                    już nie jest takie proste.
                    wyrywasz drobną część mojej wypowiedzi i starasz się coś udowodnić
                    to znaczy co chcesz mnie przekonać że dziecko upośledzone należy pozostawić
                    samego sobie w szkole bo dostaje poza szkołą pomoc z poradni?

                    wiesz ja to widziałem jak to wygląda w praktyce bo z takim dzieckiem chodziłem
                    do szkoły, wiem jak to wygląda z drugiej strony bo mój przyjaciel nauczyciel
                    opowiadał mi jak to jest (np. gdy chciał uzyskać jakąkolwiek pomoc od dyrekcji
                    i/lub jakiejś poradni to dyrektor kategorycznie mu zabronił o cokolwiek prosić -
                    "jak pan sobie nie radzi to proszę się zwolnić")
                    i sam też w jakimś sensie to przećwiczyłem bo jestem dyslektykiem

                    i tak na marginesie pewnie nie było by takim problemem posłanie dziecka do
                    szkoły specjalnej gdyby te szkoły były prowadzone na odpowiednim poziomie. ale
                    rodzice zdają sobie sprawę że SS to dno kompletne i dlatego tak zapierają się
                    rękami i nogami przed wysłaniem tam dziecka.
                    i problem socjalizacji i uczenia się życia w normalnym społeczeństwie jest tu
                    najmniejszym problemem!!!

                    > Zycze wszystkim ...
                    "... a ja życzę czego pan mi życzysz..."
                    ;)
              • truten.zenobi a może nie było by to takie złe 15.09.08, 12:24
                > i jeszcze dla pewnosci - czy skoro szkola to nie poradnia to wszyscy
                > chorzy zamiast do szkoly powinni chodzic do poradni?

                a może nie było by to takie złe gdyby te poradnie/szkoły o specjalnych profilach
                były właściwie prowadzone?
                powiedzmy szkoła dla dyslektyków z jednej strony nauka czytania i pisania
                dostosowana do "szczególnych" predyspozycji z drugiej przedmioty ścisłe
                prowadzone na dużo wyższym poziomie niż w zwykłych szkołach

                to co że "getto"? może dzięki takiej szkole osiągnąłbym dużo więcej?
                problemem była by socjalizacja, ale to może można by było inaczej rozwiązać (np.
                miałbym więcej czasu na: zabawę na podwórku, sport czy inne hobby)
    • szkolny100 Re: chory psychicznie w klasie 07.09.08, 02:12
      Skoro kilka razy powtarzał klasę, skończy niedługo 18 lat?

      1. Nauka jest obowiązkowa do ukończenia 18 roku życia.
      2. Obowiązek szkolny dziecka rozpoczyna się z początkiem roku
      szkolnego w tym roku kalendarzowym, w którym dziecko kończy 7 lat,
      oraz trwa do ukończenia gimnazjum, nie dłużej jednak niż do
      ukończenia 18 roku życia.
    • scher Re: chory psychicznie w klasie 07.09.08, 08:55
      katimamulilo napisała:

      > Jest bardzo agresywny wystraszyłam się go trochę na lekcji.

      Za każdym razem, jak cię zaatakuje albo zakłóci porządek publiczny, wezwij
      policję. Atak na nauczyciela, groźby bezprawne to przestępstwa ścigane z urzędu.
      Zakłócenie porządku w miejscu publicznym - wykroczenie. Parę interwencji policji
      i rodzice go zabiorą.

      > nie zgadzają się na szkołę specjalną.

      Można też wystąpić do kuratora oświaty o przeniesienie go do innej szkoły. Tylko
      statut przepatrzcie, żeby jego zachowania się kwalifikowały.

      > jest szeroki jak szafa i bardzo agresywny.

      Za każdym razem, gdy delikwent stworzy poważne zagrożenie, powinien być siłą
      usunięty z klasy. W stanie wyższej konieczności może to zrobić każdy.

      > powiedziano mi, że nie mam oczekiwać od niego prac domowych,
      > uczestnictwa w lekcji.

      Bzdura, w ocenianiu jesteś niezależna. Skoro chodzi do normalnej szkoły, to
      normalnie od niego wymagasz i normalnie go oceniasz.

      > Przecież nie powiem im, że jest chory psychicznie!

      Możesz powiedzieć grupie, że jest chory (może tylko nie że psychicznie). Grupa
      ma prawo wiedzieć takie rzeczy.
      • sabrilla Re: chory psychicznie w klasie 07.09.08, 21:47
        Nie jestem specjalistką od psychiatrii dziecięcej, ale jeśli dotyczą go przepisy
        Ustawy o Ochronie Zdrowia Psychicznego jeśli w jakikolwiek sposób zagraża innym
        dzieciom lub Tobie powinnaś wezwać policję a oni powinni go odwieźć do szpitala
        psychiatrycznego gdzie lekarze zdecydują co dalej.
        I pamiętajcie Państwo-to nie jest przestępca, ani wariat tylko chore
        dziecko.Chore na naprawdę koszmarną chorobę, dziecko które cierpi. Nie bardzo
        rozumiem rodziców-ani dzieciaki w klasie ani nauczycielka nie jest przygotowana
        do postępowania z takim dzieckiem (i ma do tego pełne prawo!), jego edukacją
        -tak mi się wydaje-powinni zająć się specjaliści. Rodzice pewnie desperacko chcą
        zapewnić mu normalne życie, kontakt z rówieśnikami itd, ale jak widać to nie działa.
        To co mogę doradzić autorce wątku to kontakt z lekarzem psychiatrą. Ani pani
        pedagog ani psycholog to nie są lekarze i nie spodziewałabym się, ze potrafią
        sobie poradzić z chłopcem cierpiącym na tę straszną chorobę. Psychiatra
        prawdopodobnie będzie najlepiej w stanie poradzić co począć. Może zresztą źródło
        tego szkolnego problemu leży nie w chorym dziecku, ale w jego rodzicach.
        • mist3 Re: chory psychicznie w klasie 07.09.08, 21:55
          Właśnie w naszym 'wspaniałym' kraju przepisy są tak skonstruowane, że nauczyciel
          uznawany jest za tego, który chce w dzieci 'wmówić' chorobę i zrobić im krzywdę.
          W mojej szkole też mieliśmy kilka przypadków zaburzeń psychicznych
          (spowodowanych narkotykami, ale był też jeden przypadek ChAD) i niestety - bez
          woli rodziców nauczyciele niewiele mogą - nie mogą skierować dziecka do lekarza,
          nie mogą lekarza sprowadzić do szkoły, nie mogą (jeśli dziecko nie jest
          agresywne, a ma 'tylko' manię) zawieźć dziecka do lekarza czy wezwać policję. A
          z wezwania policji trzeba się niejednokrotnie tłumaczyć wszystkim wokoło -
          nadzorowi, kuratorium itd. I to zawsze z punktu 'to NA PEWNO nie było konieczne'
          a nie 'CZY to na pewno było konieczne?'
          • sabrilla Re: chory psychicznie w klasie 07.09.08, 22:05
            Aż mi się wierzyć nie chce, ale pewnie jest tak jak piszesz. Jest to
            przerażające bo w ten sposób robi się też krzywdę chorym dzieciom. Jednak ja
            myślę, że w opisywanym wypadku dzieciaka z potwierdzoną diagnozą, chyba aż tak
            bardzo nie trzeba się tłumaczyć z wezwania policji. Zresztą można wezwać też
            pogotowie. I naprawdę polecam kontakt z psychiatrą-oni są w stanie doradzić co i
            jak zrobić.
            mist3 napisała:

            > Właśnie w naszym 'wspaniałym' kraju przepisy są tak skonstruowane, że nauczycie
            > l
            > uznawany jest za tego, który chce w dzieci 'wmówić' chorobę i zrobić im krzywdę
            > .
            > W mojej szkole też mieliśmy kilka przypadków zaburzeń psychicznych
            > (spowodowanych narkotykami, ale był też jeden przypadek ChAD) i niestety - bez
            > woli rodziców nauczyciele niewiele mogą - nie mogą skierować dziecka do lekarza
            > ,
            > nie mogą lekarza sprowadzić do szkoły, nie mogą (jeśli dziecko nie jest
            > agresywne, a ma 'tylko' manię) zawieźć dziecka do lekarza czy wezwać policję. A
            > z wezwania policji trzeba się niejednokrotnie tłumaczyć wszystkim wokoło -
            > nadzorowi, kuratorium itd. I to zawsze z punktu 'to NA PEWNO nie było konieczne
            > '
            > a nie 'CZY to na pewno było konieczne?'
    • randybvain Po czterech dniach? 08.09.08, 19:47
      Tak się zastanawiam, czy w ciągu CZTERECH dni od kiedy ten chory
      jest w klasie, zdążył on tak zastraszyć klasę i nauczycieli, pokazać
      swą agresję i tak dalej, że katimamulilo miała podstawy, by założyć
      taki wątek?
      • katimamulilo Re: Po czterech dniach? 09.09.08, 16:04
        Sława tego ucznia dotarła do nas z poprzedniej szkoły, czyli podstawówki za
        rogiem.Żal mi innych dzieciaków bo przy nim niczego się nie nauczą.A wg mnie
        trzy czwarte jego zachowania to bezkarnośc a jeddna czwarta choroba. Ostatnio na
        zajęciach (nie moich) pobił kilku uczniów. Zobaczymy co dalej będzie...
        Wiesz, mnie nie zastraszył w sensie "o matko, boję się że włozy mi kubeł na
        głowę", ja nie daję sobie w kaszę dmuchać. Bardziej chodzi o to, że nauczyciele
        (w tym ja) nie wiedzą jak postępować z takim uczniem i nie wiedzą czego się
        spodziewać (jakich zachowań) a co gorsza jak zapewnić bezpieczeństwo i godne
        warunki nauki pozostałym 26 osobom w klasie.
        • randybvain Re: Po czterech dniach? 10.09.08, 18:53
          Traktuj go, jak normalnego i tyle. Scher już napisął na ten temat.
    • truten.zenobi Re: chory psychicznie w klasie 09.09.08, 16:50
      to jest ciekawe w tym kraju że wszyscy mają konstytucyjne prawo do
      edukacji (bandyci czy inne osoby niebezpieczne) tylko nie normalne
      dzieci czy dzieci szczególnie uzdolnione...

      moja znajoma nauczycielka miała podobny problem, a wiec nie jest to
      przypadekj odosobniony...

      ale nie ma co sie dziwić wszak u nas wszyscy muszą miec po równo...
      takie sa oczekiwania społeczne..
      • sabrilla Re: chory psychicznie w klasie 09.09.08, 22:09
        To nie jest bandyta tylko chory dzieciak. Pewnie jest agresywny bo już został
        wykluczony i nikt nie daje mu zapomnieć, że jest chory.W naszym kraju choroba
        psychiczna jest jak wypalone piętno. Faktem jest, że zapewne powinien być
        indywidualnie edukowany, ale z drugiej strony ja nie widzę żadnych sensownych
        prób rozwiązania problemu i nikogo ten dzieciak nie obchodzi.

        truten.zenobi napisał:

        > to jest ciekawe w tym kraju że wszyscy mają konstytucyjne prawo do
        > edukacji (bandyci czy inne osoby niebezpieczne) tylko nie normalne
        > dzieci czy dzieci szczególnie uzdolnione...
        >
        > moja znajoma nauczycielka miała podobny problem, a wiec nie jest to
        > przypadekj odosobniony...
        >
        > ale nie ma co sie dziwić wszak u nas wszyscy muszą miec po równo...
        > takie sa oczekiwania społeczne..
        • truten.zenobi Re: chory psychicznie w klasie 10.09.08, 12:26
          > To nie jest bandyta tylko chory dzieciak.

          masz rację to nie jest bandyta a o bandytach wspomniałem bo też są
          traktowani jak święte krowy.
          to nie jest bandyta ale jest jednak niebezpieczny i to moze bardziej

          nie twierdze że najlepszym rozwiązaniem jest wywalenie dzieciaka ze
          szkoły ale myślę że jeszcze gorszym jest pozostwaienie nauczyciela
          samego sobie z problemem.
          Twierdzę też że zwykli ludzie też mają "prawo" i nie moze być ono
          poswięcane w imię jakiejś urawniłowki czy spaczonej
          wizji "poprawnosci politycznej"
          • truten.zenobi i jeszcze jedno... 13.09.08, 20:04
            w klasie zwłasza dużej zawsze znajdzie się ktoś kto
            bedzie "odreagowywał swoje kompleksy" na dziecku uposledzonym.
            no chyba że odpowiednio się przygotuje młodzież, i bedzie się cały
            czas ją kontrolować/motywować..

            w szkołach integracyjnych wszyscy są przygotowywani na tego typu
            sytuacje w zwykłej bedzie to nieuchronni eprowadzić do eskalacji
            konfliktu, agresji, chamstwa...
      • szamanka1 Re: chory psychicznie w klasie 09.09.08, 22:17
        Sa 2 wyjscia.
        Pierwsze to bezposrednio po wydarzeniu stanowiacym zagrozenie dla
        zdrowia lub zycia innych uczniow lub nauczyciela szkola wzywa
        Pogotowie Ratunkowe i ono ma obowiazek zawiesc do szpitala
        psychoatrycznego.W miedzyczasie informuje sie rodzicow o fakcie.

        Rozwiazanie drugie- dyrekcja szkoly wnosi pismo do SAdu Opiekunczego
        przynalezacego dla miejsca zamieszknaia dziecka o wyznaczenie
        bieglego psychiatry dziecego .W pismie podac przyklady
        zachowan,opisac sytuacje dziecka-uzasadnienie dlaczego jest
        niebezpieczny.
        Sad wyznaczy bieglego psychiatre ,ktory zbada dziecko i orzeknie czy
        powinno byc hospitalizowane przymusowo wbrew woli rodzicow.
        • truten.zenobi Re: chory psychicznie w klasie 10.09.08, 12:39
          Twoje rozumowanie jest poprawne tyle że nie uwzglednia struktury
          organizacyjnej (uwarunkowań systemu)

          dyrektor oczekuje żeby nic nie wyszło poza szkołę, a więc nauczyciel
          znajduje się między młotem a kowadłem
    • mujer82 Re: chory psychicznie w klasie 12.09.08, 04:35
      Jak nie powiesz dzieciom wprost to same się zorientują co jest z nim nie
      tak.Schizofrenicy,nawet ci agresywni, raczej okaleczają sami siebie niż innych
      ludzi.Mam wrażenie,ze się go boisz bo ma warunki fizyczne by cię zranić.Co
      jeszcze nie znaczy,że to zrobi.Opanuj swój lęk bo chłopak wyczuje od ciebie
      agresję i wtedy może próbować się przed nią bronić i odpowiedzieć
      agresją.Wytłumacz dzieciom czym jest schizofrenia.Możesz zrobić spotkanie ze
      szkolnym pedagogiem i psychologiem.Dzieciaki niekoniecznie będą się go bać.
      Z uczestnictwem w lekcji może być ciężko ale jeśli dacie mu ze sobą przebywać
      może opanuje coś ważniejszego niż minimum programowe czyli umiejętność
      współżycia z ludźmi.
      A tak na marginesie,w dzieciństwie miałam padaczkę.I była groźna tylko dla mnie
      bo mogłam np. zasłabnąć na basenie.
      I wiesz co? Panie z przedszkola nie bały się o mnie.Bały się mnie.I też to
      czułam.Gdyby nie upór moich rodziców i lekarki może tez zostałabym zesłana do
      szkoły dla sprytnych inaczej.
      A tak jestem po normalnych państwowych placówkach i po elitarnym liceum na
      elitarnych studiach dziennych na państwowej renomowanej uczelni.
      Do każdego można dotrzeć.Tylko trzeba chcieć go zrozumieć.
      • truten.zenobi Re: chory psychicznie w klasie 17.09.08, 13:00
        > I wiesz co? Panie z przedszkola nie bały się o mnie.Bały się mnie.

        a może bały się bo nie wiedzą co robić, bały się odpowiedzialności...
        myślę że przesadzasz że bały się Ciebie
        • mist3 Re: chory psychicznie w klasie 17.09.08, 21:25
          Ja też uważam, że największym problemem jest to, że nas nauczycieli nie uczą
          postępowania z dziećmi z problemami - czy to padaczką, czy cukrzycą, czy też
          chorobami psychicznymi.
          Nabór do szkoły robi się w czerwcu/lipcu, więc co za problem zamiast kolejnego
          durnego szkolenia typu 'przelewanie z pustego w próżne' nauczyć nauczycieli na
          radach pedagogicznych w sierpniu (po zanalizowaniu potrzeb dzieci) jak
          postępować z dziećmi chorymi na różne choroby. Ba, nas nawet nie uczą zasad
          udzielania pierwszej pomocy (za szkolenia każdy zainteresowany musi sobie sam
          zapłacić).
          W przypadku naszej dziewczyny z ChAD to ja pierwsza 'zdiagnozowałam' że ona może
          na to chorować. A zrobiłam to nie dlatego, że jestem taka genialna, tylko
          dlatego, że tak się 'szczęśliwie' złożyło że moja najlepsza przyjaciółka na tę
          chorobę choruje.
          Nauczyciel jest odpowiedzialny za chore dziecko i za pozostałe dzieci, które
          chodzą do klasy. Nie może natomiast zmusić rodziców by dziecko leczyli - nie ma
          na to żadnego wpływu. I to jest właśnie najgorsze.
          • truten.zenobi Re: chory psychicznie w klasie 18.09.08, 21:43
            > Ja też uważam, że największym problemem jest to, że nas
            nauczycieli nie uczą
            > postępowania z dziećmi z problemami - czy to padaczką, czy
            cukrzycą, czy też
            > chorobami psychicznymi.

            ale nawet gdyby chcieli uczyć to przecież nauczyciel nie jest w
            stanie znać się na wszystkim. i tak ma (powinien) mieć dość obszerną
            wiedze i umiejętności w dwóch dziedzinach (tj przedmiot którego
            uczy i pedagogiczną)
            i tak ma dość poważny problem bo zwykle w 30 osobowej klasie
            znajdzie się przynajmniej jedno dziecko o ponadprzeciętnych
            zdolnosciach, i "zdolne inaczej", oraz całą gamę (nazwijmy to) postaw
            by było łatwiej zamiast realnego wsparcia zwiększa się ilosc godzin
            dydaktycznych...
            i jeszcze się oczekuje by znał się na wszystkich mozliwych
            dysfunkcjach, chorobach, upośledzeniach itp.

            nauczyciel to człowiek a nie supermen i wymagania powinny być realne
            • mist3 Re: chory psychicznie w klasie 18.09.08, 22:26
              dlatego ja nie chcę znać się na wszystkim, chcę mieć choć odrobinę wiedzy nt.
              padaczki jeśli w mojej klasie będzie dziecko z padaczką. A to się da zrobić - bo
              przecież klasy są ustalane w wakacje, potem są tylko drobne przesunięcia.
              Chcę wiedzieć jak mam pomóc dziecku z cukrzycą, jeśli takie pojawi się w mojej
              klasie i może mieć problem.
              Tymczasem zazwyczaj o chorobach poważnych dzieci pod moją opieką dowiadujemy się
              zazwyczaj zupełnie pokątnie i to jest największy problem. A jak nauczyciel
              przyzna że sobie z jakimś problemem nie radzi to rozwiązaniem nie jest
              skierowanie go na szkolenie tylko stwierdzenie 'jak pan/ pani sobie nie radzi to
              trzeba zmienić zawód" i kropka.
              • truten.zenobi Re: chory psychicznie w klasie 19.09.08, 20:59
                dokładnie jak piszesz!
                • basia961 Re: chory psychicznie w klasie 20.09.08, 05:50
                  Racja - nauczyciel powinien wiedzieć jak postepować z chorym dzieckiem.
                  Szkolenia - niby tak, ale cukrzyca, padaczka, serce...i wszelaki inne schorzenia
                  to jednostkowe przypadki. Trudno organizować szkolenie dla jednego nauczyciela.
                  Albo więc trzeba szkolić wszystkich, albo zamiast szkoleń dawać materiały do
                  "samodzielnej nauki".
                  A czy w opinii o uczniu psycholog/lekarz nie daje wskazówek?
                  • truten.zenobi Re: chory psychicznie w klasie 20.09.08, 17:46
                    OK nauczyciel (tak jak każdy normalny człowiek) powinien znać zasady
                    udzielania pierwszej pomocy, powinien miec też pewną wiedze na temat
                    różnych ułomnosci czy chorób ale nie moze być specjalistą od kazdej
                    z nich. nie ma też sensu szkolić go na wyrost.
                    naprawdę nie wymagajmy cudów!
                    • mist3 Re: chory psychicznie w klasie 20.09.08, 20:51
                      Jeśli w szkole średniej jest jeden uczeń z padaczką, to ma on kontakt z wieloma
                      nauczycielami. Mi nie chodzi o jakieś specjalistyczne szkolenia, po których
                      mogłabym przeprowadzić operację na otwartym sercu. Mogą być nawet ulotki, ale
                      żeby było cokolwiek. Co do opinii lekarskiej - rodzice często nie informują w
                      ogóle o problemach zdrowotnych dzieci, a w przypadku choroby psychicznej często
                      sami nie przyjmują tego do wiadomości. tak przez ponad rok było u nas z
                      dziewczyną z ChAD - rodzicie nie wierzyli/nie chcieli uwierzyć, że dziecko ma
                      problem i rękami i nogami opierali się przed naszymi sugestiami że dziecko
                      należy leczyć. W związku z tym opinii i zaleceń lekarskich nie widujemy na oczy.
                      A co do opinii psychologicznych - może to tylko nasza lokalna poradnia działa
                      tak beznadziejnie, ale jeśli jakakolwiek opinia do nas trafia to jedyne
                      informacje jakie się zmieniają to zazwyczaj dane osobowe dziecka - zalecenia są
                      podawane na zasadzie 'kopiuj-wklej' i różnią się zazwyczaj jednym, dwoma słowami.
                      • basia961 Re: chory psychicznie w klasie 21.09.08, 05:23
                        Trutniu, nikt nie wymaga cudów...
                        Nauczyciel powinien wraz z chorym uczniem dostać wskazówki. I tyle.
                        Trochę dziwi mnie ze rodzice zatajają chorobę dziecka. Jak pomóc jeśli nie zna
                        sie przyczyny?
                        Z drugiej strony - były przypadki odmowy przyjęcia do szkoły chorego dziecka...
                        • danuta49 Zależy co ze wskazówek wynika;-)))) 21.09.08, 12:01
                          >Nauczyciel powinien wraz z chorym uczniem dostać wskazówki. I tyle<
                          Typowe jest w takich wskazówkach,skoncentrowanych na pacjencie, że
                          nie biorą one pod uwagę calej sytuacji lekcyjnej.Autorzy takich
                          kwitów najczęściej zaakladają,że nauczyciel calą omal swoją uwagę
                          poświęci choremu, a on ma jeszcze ponad 30 innych uczniów,często też
                          niektórzy z nich ani zdrowi ani normalni do końca nie są.
                          Dopóki z idącą za plitpoprawnym szaleństwem integracji nie będą szly
                          środki na dodatkowy personel zajmujący się na lekcjach opieką nad
                          różnego typu nienormalnymi psychicznie(tak jest na Zachodzie) to
                          trudno się dziwić,że nauczyciele i szkoly nie chcą takich uczniów.
                          Tyle że kierować i umoralniać jest latwiej niż dawać pieniądze;-)))
                          • aniolaglos Re: Zależy co ze wskazówek wynika;-)))) 24.09.08, 16:57
                            danuta49 napisała:
                            .Autorzy takich
                            > kwitów najczęściej zaakladają,że nauczyciel calą omal swoją uwagę
                            > poświęci choremu, a on ma jeszcze ponad 30 innych uczniów,często
                            też
                            > niektórzy z nich ani zdrowi ani normalni do końca nie są.
                            > Dopóki z idącą za plitpoprawnym szaleństwem integracji nie będą
                            szly
                            > środki na dodatkowy personel zajmujący się na lekcjach opieką nad
                            > różnego typu nienormalnymi psychicznie(tak jest na Zachodzie) to

                            Ktos wyzej wspomniał,że nauczyciel jest specjalistą w dwóch
                            dziedzinach: swojej której uczy i pedagogice

                            Ja rozumiem ze to Pani umiejętnosci pedagogiczne nakazują używanie
                            takiego slownictwa:
                            1.ani normalni do końca nie są
                            2.różnego typu nienormalnymi psychicznie

                            nie bede dyskutowac co oznacza z filozoficznego punktu "normalnosc"
                            do konca, do połowy czy do 1/4 bo nie czuje sie kompetentna ( i
                            smiem panią również uważać za niekompetentną w dziedzinie oceniania
                            normalnosci

                            z medycznego punktu widzenia osoby cierpiące na schorzenia
                            psychatryczne zdecydowanie NIE SĄ "nienormalni psychicznie " tylko
                            SA chorzy (nie wiem jak to wygląda z nauczycielskiego puntku
                            widzenia)


                            sytuacja lekcyjna jest czescią sytuacji życiowej, wiec z pewnoscią
                            nie odbiega od innych...ale jesli wskazówki z broszury to za malo
                            polecam sięganie po literature fachowa
                            • danuta49 Pedagogika nie rozciąga doby,nie mnoży oczu i rąk! 24.09.08, 20:27
                              Nie jest też przygotowaniem personelu pomocniczego psychiatryków!!!
                              >Ktos wyzej wspomniał,że nauczyciel jest specjalistą w dwóch
                              dziedzinach: swojej której uczy i pedagogice
                              Ja rozumiem ze to Pani umiejętnosci pedagogiczne nakazują używanie
                              takiego slownictwa: 1.ani normalni do końca nie są 2.różnego typu
                              nienormalnymi psychicznie.<
                              Rozmawiamy o realiach(!!!) a slownictwo jest reakcją na
                              nieodpowiedzialną glupotę i pięknoduchowstwo!!!
                              Nie mam zamiaru dyskutować o zależnych od definicji granicach normy
                              psychicznej.Po prostu nauczyciel ma określone mozliwości czasowe
                              oraz psychofizyczne.Jeśli ma w klasie uczniów wymagających, ze
                              względu na zaburzenia psychiczne, koncentracji większszości jego
                              uwagi i energii na sobie, to nie jest w stanie poświęcić
                              odpowiedniej ilości uwagi i energii pzostalym(tzn.uczyć i wychowywać
                              efektywnie tych pozostalych, szczególnie w klasach ponad 30-
                              osobowych!)!
                              Różnych dolegliwości psychicznych i innych jest multum, a nauczyciel
                              przedmiotu innego niż polski czy WF9czasem matematyka) uczy 1-2 razy
                              w tygodniu 10-20 klas.Jesli w kazdej będzie jeden tylko świr i każdy
                              z innym schorzeniem...
                              Zanim zaploniesz moralnym oburzeniem pomyśl i policz trochę!!!;-)))
                              • aniolaglos Re: Pedagogika nie rozciąga doby,nie mnoży oczu i 24.09.08, 21:11
                                danuta49 napisała:

                                > w tygodniu 10-20 klas.Jesli w kazdej będzie jeden tylko świr i
                                > każdy z innym schorzeniem...


                                nie chciałabym , aby moje zdrowe dzieci uczył i wychowywał ktoś kto
                                KOGOKOLWIEK (SZCZEGOLNIE OSOBĘ CHORĄ) nazywa świrem

                                nie chodzi tu o "pięknoduchostwo" czy "płomień moralnego oburzenia",
                                ale zwykłą kulturę i szacunek do drugiego człowieka
                                nie mam więcej pytań, ani komentarzy
                        • truten.zenobi Re: chory psychicznie w klasie 21.09.08, 16:23
                          > Trochę dziwi mnie ze rodzice zatajają chorobę dziecka. Jak pomóc
                          jeśli nie zna
                          > sie przyczyny?

                          w wielu wypadkach rodzice pewnie sami nie zdają sobie sprawy. jeśli
                          wiedzą to zwykle mówią ale, tak jak w omawianym przypadku gdy szkoła
                          może skierować dziecko do szkoły specjalnej, pewnie nie
                          bezpodstawnie, się tego obawiają
                    • aniolaglos Re: chory psychicznie w klasie 24.09.08, 16:43
                      jesli cudem jest przeczytanie kilkustronicowych broszurek nt. danej
                      choroby, to różnie rozumiemy slowo cud

                      co musisz wiedzieć:
                      -cukrzyca jak rozpoznac objawy niedocukrzenia i co podac dziecku
                      -padaczka - jak sie zachować podczas incydentu drgawek
                      -schizofrenia- pacjent w okresie remisji nie różni sie
                      od "zdrowego" człowieka , ale powinnas wiedziec jakie są objawy
                      pogorszenia i skonsultowac sie wtedy z psychologiem/ rodzicami
                      dziecka

                      twierdzisz:
                      powinien miec też pewną wiedze na temat
                      > różnych ułomnosci czy chorób ale nie moze być specjalistą od
                      kazdej
                      > z nich.

                      a czy ktos wymaga od ciebie znajomosci leków, terapii , dawkowania,
                      patogenezy, najnowszych badan w danej dziedzinie, wreszcie
                      diagnozowania wszystkich jednostek chorobowych???

                      NIE, masz w klasie konkretne dzieci ( 25-30) i naprawde niewiele
                      wysiłku kosztuje zainteresowanie sie jesli czesc z nich ( w tym
                      przypadku JEDNO) cierpi na jakąs chorobe

                      idąc dalej Twoim sposobem myslenia : czy jesli zdrowe dziecko
                      przyjdzie rano do szkoły pobite, to nie zainteresujesz sie tym bo:
                      a) nie jestes detektywem ani sledczym
                      b)to normalna szkoła a nie specjalna
                      c)bo nie było szkolenia nt.przemocy domowej
                      d)reszta dzieci nie ma sladu pobicia
                      e)nie wymagajmy cudów:)


                      truten.zenobi napisał:

                      > OK nauczyciel (tak jak każdy normalny człowiek) powinien znać
                      zasady
                      > udzielania pierwszej pomocy, powinien miec też pewną wiedze na
                      temat
                      > różnych ułomnosci czy chorób ale nie moze być specjalistą od
                      kazdej
                      > z nich. nie ma też sensu szkolić go na wyrost.
                      > naprawdę nie wymagajmy cudów!
                      • truten.zenobi Re: chory psychicznie w klasie 24.09.08, 17:32
                        ok to wymień wszystkie przypadki z jakimi moze sie spodkac
                        nauczyciel i podstawy tego jak powinien sie zachować, na co zwrócić
                        uwagę, objawy postepowanie itp.

                        nstepna sprawa zdobycie informacji to jedno, a drugie ich
                        stosowanie. czasem to wymaga większej ilosci pracy z dzieckiem,
                        pomocy w rozwiązywaniu innych (społeczych, pedagogicznych,
                        technicznych) problemów
                        i jak nauczyciel ma na to mieć czas?

                        > idąc dalej Twoim sposobem myslenia : czy jesli zdrowe dziecko
                        > przyjdzie rano do szkoły pobite, to nie zainteresujesz sie tym bo:

                        widzisz co innego zainteresowanie a co innego rozwiązywanie problemu.
                        jeśli podejrzewa że doszło do przestępstwa to nie powinien się
                        zajmować jej rozwiazaniem a powiadomic, i to jak najszybciej, organa
                        scigania
                        czy może uważasz że tel.997 też trzeba dać nauczycielowi na biurko?


                        i wsumie to dobry przykład. nauczyciel powinien sie interesować ale
                        też powinien mieć wsparcie od róznych instytucji, jego obowiązkiem
                        jest przede wszystkim nauka przedmiotu - ale tez powinien wiedzieć
                        jak pomóc dzieciom z problemami. tyle że jeśli ta pomoc wymaga
                        ekstra zaangarzowania to własnie te instytucje powinny brac to na
                        siebie.

                        kiedyś czytałem że w klasach integracyjnych jest mniejszy limit
                        dzieci - ot taka prosta pomoc jaką mógłby zapewnic
                        dyrektor/kuratorium/samorzad
                        ale po co lepiej udawac że nie ma problemu!
                        • aniolaglos Re: chory psychicznie w klasie 24.09.08, 18:08
                          > ok to wymień wszystkie przypadki z jakimi moze sie spodkac
                          > nauczyciel i podstawy tego jak powinien sie zachować, na co
                          zwrócić
                          > uwagę, objawy postepowanie itp
                          mówimy o jednym uczniu i jednej chorobie- i o sytuacjach będących
                          swoistą pierwszą pomocą, w kwestii schizofrenii powtarzam w okresie
                          remisji- zachowanie nie rózni sie od zachowanai przeciętnego
                          człowieka, gdy uczeń zaczyna być nadpobudliwy , lub przeciwnie
                          wyciszony co mozemy zaobserwowac przez kilka dni, nalezy porozmawiac
                          o tym z rodzicami - w przypadku chorych dzieci bardzo wazny powinien
                          byc SZCZERY, otwarty , czesty kontakt wychowawca -rodzice/otoczenie
                          aby obie strony mogłyby wymieniac sie spostrzezeniami
                          a postawa nauczycielki(autorki wątku) typu "wezcie mi tego dziwoląga
                          stąd" zdecydowanie temu nie słuzy

                          jesli chodzi o inne schorzenia psychiczne to jesli sa nasilone lub
                          charakter choroby tego wymaga to pacjenci przebywają w zamkniętych
                          osrodkach , (szpitalach psychiatrycznych a nie szkołach specjalnych)
                          a o mozliwosci kształcenia w normalnej , nie integracyjnej ,ani nie
                          specjalnej szkole wydaje opinię lekarz

                          > pomocy w rozwiązywaniu innych (społeczych, pedagogicznych,
                          > technicznych) problemów
                          > i jak nauczyciel ma na to mieć czas?
                          zgadzam sie ze nauczyciel nie ma czasu aby skupic sie na kazdym
                          uczniu tyle ile powinien/uwaza za stasowne- klasy sa zdecydowanie za
                          duze, zajęcia szkolne to nie wykład akademicki ze wystarczy
                          posiedziec/posłuchac , uwazam ze np.15 osobowe klasy pomogły by w
                          nauczaniu i wychowaniu równiez dzieci zupełnie zdrowych

                          > widzisz co innego zainteresowanie a co innego rozwiązywanie
                          problemu
                          zgadzam sie ale sytaacja jest analogiczna
                          zawaiadamiajac organa scigania wykazujesz odpowiednia ilosc
                          zainteresowania i chwała ci za to ( nie musisz i nawet nie
                          powinienes sciagac zlodzieja;)
                          tak samo jesli widzisz ze dziecko z cukrzycą zaczyna zasypiac na
                          lekcji lub jest nienaturalnie spocone wystarczy ze przypomnisz mu o
                          zmierzeniu poziomu cukru glukometrem ( co umie zrobic samo) i
                          pozwolisz zjesc kostke cukru lub nawet kanapke na lekcji w razie
                          niedocukrzenia, (nie musisz, a nawet nie powinienes;) modyfikowac mu
                          dawek leków,anie insuliny)

                          Z tym ze powinno istniec wsparcie od roznych organizacji - w pełni
                          sie zgadzam, ale cóż...
                          • bkt Re: chory psychicznie w klasie 28.09.08, 07:13
                            Jestem PRZERAŻONA.
                            Mam dziecko z autyzmem i właśnie tego się boję.
                            Przepraszam, droga nauczycielko, a na studiach pedagogicznych nie
                            uczyli cię o zaburzeniach? Zapomiałaś?
                            Dużo teraz plakatów na ulicach - o tym że niepełnosprawni
                            intelektualnie mogą zarazić cię swoją pasją. Myślę że to samo
                            dotyczy chorób psychicznych.
                            Mój głęboki sprzeciw budzi chęć odseparowania zdrowych dzieci od
                            chorych - zdrowe dzieci żyją w sztucznym świecie w któym nie ma
                            niepłnosprawnych i "innych". Potem mamy takie kołtuńskie
                            społeczeństwo, którego przykładem jest pani nauczycielka autorka
                            wątku.

                            Mam dziecko z autyzmem które nie jest agresywne, jest w normie
                            intelektualnej, będzie w szkole wymagać tylko trochę więcej wysiłku
                            ze strony nauczyciela, indywidualnego podejścia, i strasznie boję
                            się szkoły - wiem że takie nauczycielki jak ty zrobią wszystko żeby
                            się go pozbyć, żeby nie mieć dodatkowej roboty i wysiłku.

                            WSTYD. Pedagog tak nie myśli. tak się nie robi. Pogadaj z jego
                            psychiatrą, poszukaj terapii, zorganizuj mu szkole terapię, zapytaj
                            jakie przyjmuje leki, współpracuj z rodzicami. TO TWÓJ OBOWIĄZEK.
                            Zastanów się jak go zintegrować z klasą - może ma jakieś mocne
                            strony. Może jakieś warsztaty? jakiś wspólny projekt integracyjny?
                            Zajęcia z dramy? TO bardzo pomaga. I to pomoże też klasie - świetna
                            okazja na uczenie tolerancji dla niepełnosprawności. TOLERANCJI.

                            Przeczytaj książkę "Świry, dziwadła i Zespół Aspergera" Luka
                            Jacksona (13 latek z ZA) - można zamówić w Empiku. Asperger to inny
                            problem, ale schizofrenia dziecięca często przypomina autyzm, pewne
                            problemy mogą się powielać.
                            POWODZENIA.
                            Gorąco namawiam do walki o to dziecko - zobaczysz jak dużo ci to da
                            satysfakcji. Takie osoby są często bardzo wartościowe.
                            • danuta49 Widzisz tylko(!)swoje dziecko i jego interesy!!! 28.09.08, 12:07
                              To nawet normalne u matki!Tylko nie moralizuj i nie zawstydzaj
                              innych, gdy ci mówią o realiach.W medycynie jest specjalizacja-co
                              inego robi anatomopatolog, co innego ginekolog, co innego kardiolog,
                              a co innego dermatolog.I mimo,że kazdy z nich mial na studiach i
                              elementy ginekologii i elementy kardiologii, nikt nie oczekuje od
                              ginekologa czy psychiatry umiejętności wykonywania operacji na
                              otwartym sercu.Podobnie jest z nauczycycielami,choć może ci się to
                              nie podobać.Zaburzeń jest multum,a uczniów z nimi(różnymi)przy
                              obecnej modzie ma integrację też sporo.Nauczyciel uczy paruset
                              uczniów, wśród nich takich z różnymi zaburzeniami.Ma 1-2 godziny w
                              tygodniu na swój przedmiot i oczekuje się od niego,że wszystkich(!)
                              swoich uczniów go nauczy.W krajach rozwniętych modę na integrację
                              wsparto środkami na zatrudnienie dodatkowego personelu pomocniczego
                              i terapeutycznego.Klasy są tam też znacznie mnie liczne.U nas
                              stosuje się wylącznie kazania umoralniające!!!;-)
                              • bkt Re: Widzisz tylko(!)swoje dziecko i jego interesy 28.09.08, 12:11
                                Nie zgadzam się
                                Wystarczy przeczytać parę artykułów czy książkę. Czy to takie
                                trudne? Ja w mojej pracy muszę się ciągle dokształcać nie rozumiem
                                dlaczego pani nauczycielka nie mogłaby poszukać w internecie paru
                                artykułów na ten temat albo zajrzeć na fora dla osób ze schizofrenią
                                czy pogadać z psychologiem? Czy to takie trudne? Nie rozumiem.
                                • aniolaglos Re: Widzisz tylko(!)swoje dziecko i jego interesy 28.09.08, 14:48
                                  > trudne? Ja w mojej pracy muszę się ciągle dokształcać nie rozumiem
                                  > dlaczego pani nauczycielka nie mogłaby poszukać w internecie paru
                                  > artykułów na ten temat al

                                  Pani nauczycielka cytuje :
                                  " danuta49 napisała:
                                  > w tygodniu 10-20 klas.Jesli w kazdej będzie jeden tylko świr i
                                  > każdy z innym schorzeniem "

                                  wogóle nie zasługuje na miano anuczyciela czy pedagoga, i byc moze
                                  powinna pomyslec o zmianie zawodu... a jesli nie, to moze powinna
                                  spróbować sie dokszkałcić w kilku dziedzinach a nie obrazac ludzi na
                                  forum, bo na to znajduje czas

                                  mi tez sie nie podoba "moda na integracje " poniewaz gdy "pani
                                  nauczyccielka" integruje sie z prawdziwymi pedagogami sprawia ze
                                  niektórzy moga stracic szacunek do calej oswiaty
                                  • danuta49 Jak się nie ma argumentów to się obraża o slowa;-) 28.09.08, 14:57
                                    To cytat z twojej partnerki:>Przeczytaj książkę "Świry, dziwadła i
                                    Zespół Aspergera" Luka Jacksona < Rozumiem,że ona jakąś niedobrą
                                    książkę poleca bo slownictwo czegoś trefne;-))))))))))))))))
                                    • bkt Re: Jak się nie ma argumentów to się obraża o slo 28.09.08, 15:50
                                      Najpierw przeczytaj, a potem oceniaj.
                                      To bardzo wartościowa książka napisana przez słynnego Luka - 13
                                      letni chłopak opisuje jak widzi świat. "Zdrowa" częśc dzieci
                                      szkolnych najczęśniej nie jest w połowie tak wartościowa jak ten
                                      chłopak. Uważam że powinna być to lektura obowiązkowa dla wszystkich
                                      nauczycieli. Pokazuje jak można widzieć świat inaczej niż większość
                                      i dlaczego jest to też fajne.

                                      Ręce mi opadłu - czy danuta49 też jest nauczycielką?
                                      Zaczęłam szukać paszportu ...

                                      Nauczyciele większość energii tracą na narzekanie jak im źle a nie
                                      są w stanie wykrzesać z siebie odrobiny empatii. Kto jak kto ale
                                      osoby po studiach pedagogicznych powinny wykazywać minimalne
                                      zainteresowanie w tym kierunku i minimalne tzw umiejętności
                                      interpersonalne. WSTYD!

                                      Prawdziwi pedagodzy też się zdarzają, szkoda że tak rzadko.
                                      • truten.zenobi Re: Jak się nie ma argumentów to się obraża o slo 28.09.08, 21:45
                                        wiesz co powiem ci tak
                                        sam jestem dyslektykiem ( tyle że gdy kończyłem szkołę to nie było
                                        takie "modne") i w szkole dostałem niezły wycisk.

                                        budzi we mnie najwyższą odrazę i obużenie gdy nauczyciele twierdzą
                                        że nie ma dysleksji czy że dyslektyk jest leniem i cały ten cyrk
                                        jest tylko o "papierek".
                                        ale jestem realistą i nie oczekiwał bym od nauczyciela żeby
                                        poświecał czas tylko mi i uczył mnie pisania pośięcając czas całej
                                        klasy ( dyslektyk wymaga odniennego sposobu nauki czytania i pisania
                                        (czytanie globalne a nie głoskowanie!))

                                        to co powinien wiedzieć nauczyciel to to że istnieją takie odmienne
                                        predyspozycje i stosować się do zalecen z poradni. (koniec kropka
                                        punkt!)
                                        to poradnia może specjalne zajęcia , praca w domu, tam powinienem
                                        się uczyć pisać i czytać.

                                        bo zastanów się jak pogodzić to że moja nauka wymagała by całkiem
                                        innych ćwiczeń - nauczyciel ma prowadzić równolegle 2 odmienne toki
                                        nauczania????

                                        > Nauczyciele większość energii tracą na narzekanie jak im źle a nie
                                        > są w stanie ...

                                        sam wielokrotnie pisałem bardzo źle o poziomie naszego szkolnictwa
                                        jest źle ale w naszych narzekaniach powinnismy stawiać realne
                                        wymagania.

                                        realne wymagania czyli nie powinno się oczekiwać od ludzi że będą
                                        pracować za darmo, że będą się znać na wszystkim, że będą pracować
                                        po 16h dziennie...
                                        supermen istnieje tylko w komiksach!

                                        za to niewielu wymaga od systemu. to organizacja jako całosc powinna
                                        stworzyć odpowiednie warunki (a nie samotny nauczyciel)

                                        to mi troche przypomina sytuacje w gospodarce - większośc ludzi ma
                                        pretensje do pracodawców zapominając że to politycy odpowiadają za
                                        to co sie dzieje w gospodarce... przedsiębiorcy dostosowują się
                                        tylko do warunków działania...
                                      • danuta49 Twoja kumpelka glosaniola(chyba diabla;-))ma 28.09.08, 22:06
                                        pretensje o użycie slowa świr.A tu w tytule też takie jak
                                        najbardziej jest;-))))))I o to chodzi!Masz klopoty z poczuciem
                                        humoru-na to, niestety, nie ma lekarstwa ani terapii;-)))
                                  • gobi05 Ostro: "nie zasługuje na miano anuczyciela"! 30.09.08, 23:32
                                    Są kraje, gdzie w klasach integracyjnych jest
                                    dwóch nauczycieli: prowadzący i pomocniczy.
                                    U nas tak nie ma i (między innymi) dlatego
                                    wielu nauczycieli _rzeczywiście_ myśli
                                    o zmianie zawodu. Wielu odchodzi od zawodu.
                                • truten.zenobi Re: Widzisz tylko(!)swoje dziecko i jego interesy 28.09.08, 21:21
                                  czy zgodziłabyć się nba operację jesli byś wiedziałą że przeprowadzi
                                  ja internicsta który coś cobie o tym poczytał?

                                  przeczytnie nie jest trudne ale myślę że gdybyś się trochę nad tym
                                  zastanowiła to bys takich głupot nie opowiadała.
                                  wiedza specjalistyczna to coś innego niż romanse! nie wystarczy
                                  pójść do biblioteki i poprosić o coś o autyźmie.
                                  ba nawet jeśli cos bedzie w bibliotece to skąd masz pewność że
                                  nauczyciel zrozumie fachowe terminy, że książka nie będzie zbytnio
                                  przestarzała czy reprezentowała kontrowersyjne podejście itp.
                                  naprawdę przemyśl to!

                                  > pogadać z psychologiem
                                  to jest dopiero własciwa droga ale...

                                  >Czy to takie trudne? Nie rozumiem.
                                  no własnie jest bo tak naprawdę szkoła nie zapewnia takiego
                                  wsparcia, co ma samemu płacąc z a to słono (czasem nawet w tajemnicy)
                                  organizować sobie prywatne konsultacje...
                            • truten.zenobi a spójż na to z drugiej strony. 28.09.08, 21:06
                              masz rację ale..
                              jest po prostu nie mozliwe by nauczyciel był przygotowany do pracy z
                              dziećmi z różnymi (nazwijmy to) dysfunkcjami.
                              pomyśl że jest ich naprawdę sporo, że twój przypadek jest jednym z
                              wielu!

                              tylko trochę więcej wysiłku
                              > ze strony nauczyciela, indywidualnego podejścia
                              nauczyciel ma 28 dzieci w klasie - jak może on spełnic twoje
                              oczekiwania? czy oczekujesz że będzie on poświęcał dobro 27 dzieci
                              dla Twojego bo przecież Twoje jest chore?

                              następna sprawa reakcja tej nauczycielki (jak sie domyslam bo znam
                              parę podobnych przypadków) wynika z trego że "problem" jest jej
                              podrzucany i jest pozostawiana sama sobie.
                              nikt jej nie pomaga, nie zmniejszono liczebności klasy, ... w
                              zasadzie nie wiadomo co robić i choć to jest okrutne ale pozbycie
                              sie dziecka z klasy jest rozwiązanem które jest jedynym (chociaż
                              teoretycznie) możliwym.

                              oczywiście można wieszać na niej psy (jak to czyni cześć tu
                              piszących) ale moim zdaniem źle adresują swoje politycznie poprawne
                              obużenie.
                              jest wiele instytucji (poradnie kuratorium...) które powinny pomóc
                              stworzyć własciwe warunki nauczania dla takiego dziecka ale jak
                              przychodzi co do czego to nauczyciel słyszy " jak sobie pan nie daje
                              rady to prosze zmienić pracę"

                              z drugiej stony nie za bardzo rozumiem magiczną wiarę "zwykłe klasy"
                              powiedz mi niby dla czzego nauczanie prowadzone przez nauczycieli
                              wyspecjalizowanych w nauczaniu określony typ uczniów było by gorsze
                              od tego co się dzieje w takiej zwykłej klasie?

                              specjalista by miał wiedzę, doświadczenie, ale też klasa by
                              reprezentowała zbliżony poziom...

                              powiedz mi jak mozna prowadzić lekcje matematyki w klasie w której
                              część uczniów ma problem z dodawaniem ułamków a cześć potrafi
                              rozwiązywać skomplikowane równania...
                              • bkt Re: a spójż na to z drugiej strony. 29.09.08, 05:43
                                Macie trochę racji ale nie słuchacie teo co próbuję powiedzieć.
                                To nie tak że nauczycielka powinna rozwiązać problem terapii
                                dziecka, ona powinna (ale przede wszystkim SZKOŁA) zapewnić
                                integrację z dziećmi, możliwość uczestniczenia w zajeciach któe są
                                możliwe.
                                Z tymi w których sobie nie radzi pracuje INNY NAUCZYCIEL - są to
                                zajęcia rewalidacyjno wychowawcze, przecież taka opcja jest,
                                kompletnie nie rozumiem dlaczego dyrekcja tego nie załatwiła.
                                Zajęcia rewalidacyjno- wychowawcze prowadzone są indywidualnie na
                                terenie szkoły, w gabinecie, a uczeń uczestniczy tylko w tych, w
                                których daje sobie radę. Być może na tyle podgoni materiał że po
                                jakimś czasie może uczestniczyć we wspólnych lekcjach - albo
                                przynajmniej raz na jakiś czas.
                                Ma orzeczenie (powinien mieć) do kształcenia specjalnego w placówce
                                masowej i pomaga mu w nauce sztab ludzi - pedagog specjalny, w razie
                                potrzeby nauczyciel kierunkowy na zajęciach indywidualnych,
                                oczywiście psycholog. TO DYREKCJA zawaliła, ale nauczyciel powinien
                                co nieco o dysfunkcjach wiedzieć.

                                Mam dziecko z autyzmem, panie w przedszkolu nie widziały problemu
                                żeby poczytać to i owo. Na całe szczęście moje dziecko nie jest
                                nadpobudliwe bo wtedy pewnie byłby problem. Mam orzeczenie o
                                kształceniu specjalnym, dziecko pracuje z pedagogiem kilka godzin w
                                tygodniu, a resztę czasu spędza normalnie z grupą. Przez rok tyle
                                nadgonił w rozwoju że okazało się że jest w normie intelektualnej -
                                a przedtem znacząco odstawał. To naprawdę działa.

                                Szkoła powinna być wsparciem a tak tutaj nie jest.

                                Przyznajcie że nie jest w porządku że nauczyciel ma takie poglądy o
                                chorym dziecku. Przecież to jest dziecko, to nie jest jego wina.
                                Powinien dostać orzeczenia i wydział edukacji naprawdę bez oporów
                                płaci za te wszystkie zajęcia rewalidacyjne, pedagoga etc. Tylko
                                trzeba się za to zabrać.

                                Jeszcze raz gorąco polecam Luka Jacksona "świry dziewadła i Zespół
                                Aspergera". Naprawdę świetna książka!


                                A autorce wątku życzę powodzenia - proszę się dopominać o wsparcie
                                dla dziecka bo to nie może być zrzucone na panią tylko i wyłącznie.
                                Ma pani pomagać pedagog i psycholog i oczywiście psychiatra. Powinna
                                pani dostać plan dla niego i wskazanie co do postępowania, jakie
                                dostaje leki, co robić w konkretnych sytuacjach. Dziwi mnie że nie
                                zrobili tego rodzice. Ja chodzę namolnie i wszystkich instruuję :)
                                Ale służy to dziecku i to naprawdę służy.

                                Mam nadzieję że ten chłopak tez wyrośnie na ludzi.
                                • truten.zenobi Re: a spójż na to z drugiej strony. 29.09.08, 21:02
                                  > Z tymi w których sobie nie radzi pracuje INNY NAUCZYCIEL

                                  powiedzmy sobie: tak powinno być
                                  klasy powinny być 26 osobowe... lekcje języka obceko w mniejszych
                                  grupach...
                                  realja jednak czesto gęsto sa całkiem inne..

                                  pewnie każdy chciałby byc piekny młody i bogaty...

                                  tyle że obawiam się że słowa które tak Ciebie wzburzyły nie wynikaly
                                  z braku empati a z bezsilnosci/bezradnosci
                                  • bkt Re: a spójż na to z drugiej strony. 29.09.08, 21:49
                                    Pewnie tak, ale jeżeli chodzi o zajęcia rewalidacyjne, na to
                                    naprawdę są pieniądze. Wiem, bo bez kompletnie żadnego problemu
                                    dostałam na dziecko w przedszkolu 4 godziny i to w tygodniu!
                                    Przychodzą panie i zajmują się terapią mojego dziecka w tych
                                    obszarach w których jego rozwój jest zaburzony. Naprawdę załatwione
                                    bez żadnych znajomości i problemów. Problemem było znalezienie
                                    terapeutek, ale ponieważ jestem obrotna to się zakręciłam i pomogłam
                                    pani dyrektor znaleźć.
                                    Nauczyciel nie powinien być zostawiany sam z takim problemem.
                                    • truten.zenobi Re: a spójż na to z drugiej strony. 30.09.08, 20:50
                                      ale jeżeli chodzi o zajęcia rewalidacyjne, na to
                                      > naprawdę są pieniądze.

                                      pewnie jak wszedzie zalezy to od ludzi.. wjednym urzedzie załątwią
                                      ci wszystko od ręki w innym ze wszystkim mają problem...

                                      ale jesze chcę zwrócić na Twoją uwagę na inny problem. w zwykłej
                                      szkole, w zwykłej klasie, dziecko niepelnosprwne może stac się łatwa
                                      ofiara dla dzici które będą chciały leczyć swoje kompleksy znęcając
                                      się nad innym czy też bandytów czy psycholi...
                                      i nauczyciel sam nawet przy ogromnej dobrej woli nie będzie w stanie
                                      nad tym zapanować.
                                      ("zabawne": ta sama argumentacja, (o prawch, o wyższości wychowania
                                      zintegrowanego) jest używana jako uzasadnienie istniejącego prawa
                                      zabraniającego usuwania bandytów ze szkół)
                                      • katimamulilo długo mnie tu nie było 06.10.08, 09:12
                                        trochę się porobiło jak widzę.Jak się spodziewałam znalazło się sporo osób
                                        wieszających na mnie psy za post. No cóż ich święte prawo. Teraz kilka faktów:
                                        Uczeń pobił nauczycielkę, sprawa jest zgłoszona policji. Przy okazji
                                        dowiedzieliśmy się, że ma już podwójny nadzór kuratoryjny. Uczeń nie dostaje
                                        leków ograniczających agresję- matka mu nie podaje a stwierdził to kurator. Ale
                                        tylko stwierdził i na tym sprawa stanęła. Już kilka razy zdażyło się, że ten
                                        uczen namawiał innych do różnych rzeczy typu uciekanie ze szkoły na fajki i
                                        wódkę. A dzieciaki za nim idą bo imponuje im jaki to on dorosły. Najdziwniejsze
                                        jest to że ostatnio złapaliśmy z nim naprawdę dobrych uczniów z którymi nigdy
                                        nie było problemów...
                                        ktoś się pytał skąd ja wiem o chorobie: wiemy bo mamy dostęp do wyników badań.
                                        Słuchajcie, ja wiem że rodzice chcieliby integrować, żeby było cudownie, że to
                                        biedne dziecko itd. itp ale ja nie jestem psychologiem ani tym bardziej
                                        psychiatrą i nie mam kompetencji do zajmowania się takim uczniem!!! Każda lekcja
                                        rozwalona. Doszło do tego że A. ma prywatne, osobiste lekcje z nauczycielami ZA
                                        DARMO bo kuratorium się nie zgodziło na indywidualny tryb nauczania. I jak
                                        zwykle nauczyciele rypią za darmo....
                                        • truten.zenobi Re: długo mnie tu nie było 06.10.08, 21:39
                                          ideały są piękne gorzej z realizacją..
                                          tak się domyślałem że każdy tyko odbija piłeczkę..
                                          rodzice walcza o swoje dziecko, instytucje do tego powołane olewają
                                          temat - bo to koszty, i wszystko się skupia na nauczycielu który
                                          powinien być supermenem...

                                          ale ktoś wyżej pisał że dośc skutecznie zorganizował pomoc, może
                                          ścignij go na priva może nie wszystko da się tak samo załatwić ale
                                          może coś doradzi mądrego.
                                        • bkt Re: długo mnie tu nie było 07.10.08, 06:27
                                          Dyrekcja nie powinna cię była z tym zostawić samej.

                                          Matka nie musi podawać leków - wiem że dla ciebie byłoby tak
                                          najprościej bo byłoby po sprawie. Niestety niektóre uzależniają i są
                                          naprawdę złym wyjściem. Tutaj jest problem ze wsparciem dyrekcji
                                          szkoły - nie tak to powinno wyglądać. Jeśli jest diagnoza, powinna
                                          być współpraca z lekarzem z psychologiem i powinna być SENSOWNA
                                          terapia a nie pogaduszki ze szkolnym pedagogiem.
                                          Jeśli jesteś z dużego miasta to może powinnaś dotrzeć do poradni
                                          która by ci pomogła - w dużych miastach są rożne fundacje,
                                          stowarzyszenia.

                                          Takich uczniów jest i będzie coraz więcej - lawinowo rośnie liczba
                                          różnych dysfunkcji, jest to cena za cywilizację, między innymi, więc
                                          nauczyciele powinni być objęci jakimś programem szkoleń i informacji
                                          gdzie kierować dzieci i jak im pomagać.

                                          Dlaczego indywidualny tryb nauczania - przecież on ma dostać zajecia
                                          REWALIDACYJNO WYCHOWAWCZE czyżby kuratorium nie słyszało o
                                          takowych??? Dziwne, dziwne.
                                          • gobi05 nie tak to powinno wyglądać 09.10.08, 12:33
                                            Masz 100% racji - nie tak. Tylko pytanie,
                                            jak Kati ma się znaleźć w tej sytuacji?
                                            Ja przeżywałem podobne rozterki, kiedyś.
                                            • bkt Re: nie tak to powinno wyglądać 10.10.08, 05:54
                                              Normalnie, dać rodzicom telefon do poradni orzekającej i do wydziału
                                              edukacji w urzędzie miasta/gminy.
                              • truten.zenobi Re: a spójż na to z drugiej strony. 13.10.08, 15:51
                                w praktyce "klasy integracyjne" to równanie w dół...

                                w szkołach nie ma problemu by tworzyć klasy sportowe... ale już np. klasy
                                profilowane matematycznie były samym złem.. więc je zlikwidowano..
                                w efekcie geniusz trafia do zwykłej klasy gdzie uczy się z "zdolnymi inaczej"
                                w efekcie nie musi się niczego uczyć i tak przewyższa ich o kilka poziomów...
                                działa to na niego demotywująco i niszczy jego szanse!

                                inny przypadek
                                w szkole jest klasa integracyjna. szkoły nie stać by zapewnić wychowawców na
                                wycieczki, zielone szkoły itp. więc nigdzie nie mogą jechać. ale w ramach
                                równości(poprawności politycznej) dyrektor(?) zakazał organizowania podobnych
                                wyjazdów dla pozostałych klas..
                                ale znajomych dzieci z innych szkół jak najbardziej jeżdżą... czego się dziecko
                                dowiaduje że z powodu jakiegoś tam "downa" nie może mieć wielu przyjemności...
                                rodzice widząc takie podejście władz oświatowych też nie będą chcieli takich
                                klas w swojej szkole... i dziwisz się im?

                                itd. itd...
                                tak wygląda integracja w praktyce.
                                z pięknej idei zrobiono jakąś kolejną patologię...
                                niestety dzieci na tym cierpią ale co gorsza same potrafią ocenić realia i
                                całkiem normalna reakcja może być cynizm, eskalacja wrogości, czy inne patologie...

                                można karać dzieci, oburzać się na rodziców, wieszać psy na nauczycielach... ale
                                źródło konfliktu i problemów tkwi zupełnie gdzieś indziej - w polityce państwa,
                                we władzach oświatowych, w oszczędzaniu na edukacji!!!
    • marabut123 psychopaty nie da się wychować, ani schizofrenika 14.10.08, 21:25
      ani tym bardziej psychopaty który jest także schizofrenikiem, a ten
      przypadek sądząc z opisu właśnie taki jest.
      Rodzice nie mają często pojęcia, że ich dziecko chodzi do
      jednej klasy z psychopatą.
      Często myślą że jakiś łobuz w klasie syna czy córki sobie
      nieźle poczyna, bo nauczyciele sobie nie radzą, bo są kiepscy.
      Prawda jest zupełnie inna. Nauczyciel poradzi sobie ze
      zwyczajnie niegrzecznym dzieckiem, zbyt ruchliwym, zbyt gadatliwym.
      Kiedy jednak dziecko jest po prostu chore psychicznie -
      nauczyciel nie ma prawa sobie z nim poradzić.
      Nie ma też prawa powiedzieć rodzicom pozostałych uczniów prawdy.
      Jeśli ktokolwiek oczekuje, że nauczyciel poradzi sobie z psychopatą -
      to powinien też wnioskować o zwolnienie z pracy lekarzy i
      pielęgniarzy w szpitalach psychiatrycznych i zatrudnienie tam
      nauczycieli.
      Skoro w szkole mają wychować psychicznie chorego - to dlaczego
      tam mieliby sobie nie poradzić?
      To taka typowo edukacyjna hipokryzja.
      W USA nauczyciele odmawiają pracy z takim uczniem, uzasadnienie jest
      zawsze jedno- nie jestem lekarzem - nie mam żadnego mandatu który
      upoważniałby mnie do leczenia, nie mogę narażać zdrowia i życia
      innych dzieci. Rosną tam jak grzyby po deszczu specjalne ośrodki dla
      takich dzieci - z lekarzami, z pielęgniarzami 195 cm wzrostu.
      Polscy nauczyciele powinni od dyrektora w takich przypadkach
      żądać polecenia na piśmie, że pomimo braku kwalifikacji do opieki
      nad osobą psychicznie chorą - mają się nią opiekować i ją uczyć .
      Wy nauczyciele zażądajcie aby dyrektor zorganizował wam
      szkolenie prowadzone przez psychiatrę. Musi to zrobić skoro jest
      taka potrzeba, jak się będzie wymigiwał - zażądajcie tego na piśmie
      lub na Radzie z bezwzględnym wpisem do protokołu. Nie dajcie się
      spławić warsztatem z pedagogiem czy psychologiem - oni też nie mają
      prawa ani diagnozować takich chorób ani ich leczyć, ani doradzać w
      tych kwestiach.
      Zadajcie potem na szkoleniu z psychiatrą pytanie- czy
      WYCHOWANIE psychicznie chorego jest wogóle możliwe, czy leczenie to
      prawdziwe leczenie, czy tylko hamowanie objawów i ich minimalizacja.
      Czy wyleczenie jest możliwe.
      Nie dajcie sobie wmówić poczucia winy. To częsta sztuczka
      edukacyjnych urzędników. "Co, z dzieckiem sobie nie radzicie?"
      Oczywiście że sobie nie radzicie - gdybyście wyleczyli
      czytaj wychowali schizofrenika lub psychopatę to nagroda Nobla
      murowana.
      Z wybudowaniem elektrowni atomowej w łazience też sobie nie
      poradzicie. Powodzenia, do roboty .

      • flasska Re: psychopaty nie da się wychować, ani schizofre 30.10.08, 00:31
        >Oczywiście że sobie nie radzicie - gdybyście wyleczyli
        > czytaj wychowali schizofrenika lub psychopatę to nagroda Nobla
        > murowana

        czy twój "błyskotliwy" i niezmiernie agresywny post to prowokacja czy naprawdę takie rzeczy lęgną się w umysłach ludzi, którzy posiedli sztukę czytania i pisania? Mamy niby wolność wypowiedzi i każdy może publicznie bredzić (niemal) do woli, ale przed wypluciem z siebie tego jadu mógłbyś choć zerknąć do literatury - bądź do jakiegoś internetowego opracowania dla ludzi na twoim poziomie.
        Otóż porównując schizofrenię z psychopatią (tego określenia już się nie stosuje, tak nawiasem mówiąc) zdradzasz się z ignorancją, która w zasadzie dyskwalifikuje cię całkowicie - przynajmniej w temacie psychiatrii.
        Otóż nie - człowieka z antysocjalnym zaburzeniem osobowości nie "wychowasz" najprawdopodobniej, ale na jakiej podstawie wrzucasz tu schizofrenię, nie wiem. Nie wiem też, dlaczego zalęgło ci się w głowie przekonanie, że osoby chorującej na schizofrenię się nie wyleczy... Nie wiem też czy słyszałeś o używanych od ponad pół wieku neuroleptykach.Oraz o tym, że nauczyciel uczy, a lekarz leczy. Często muszą to robić w tym samym czasie, ale nie zastępują się nawzajem i nie zamieniają rolami.
        Módl się lepiej, żeby żadnej bliskiej ci osobie nie zdarzyło się zachorować (niekoniecznie na schizofrenię, bo taka depresja też potrafi skutecznie "upośledzić"), bo mogłaby spotkać na swojej drodze takich pomocnych i oczytanych ludzi jak ty - a to już poważnie zmniejsza szanse wydostania się z choroby.
        • danuta49 Szkola to nie szpital psychiatryczny ani miejsce 30.10.08, 07:42
          terapii.Miejsce chorych jest szpital albo zajęcia terapeutyczne,
          szczegónie miejsce zagrażających innym.Oni nie mogą być workami
          treningowymi dla niebezpiecznych świrów!!!Tyle w temacie.
          • flasska Re: Szkola to nie szpital psychiatryczny ani miej 30.10.08, 10:14
            Pani już się w tym wątku popisała kulturą osobistą i wrażliwością na poziomie prymitywa prześladującego każdą napotkaną na swojej drodze inność, więc przypuszczam, że informacji o tym, że ludzie z chorobą w remisji (cofniętą) mogą żyć normalnie, nie jest w stanie pani po prostu zrozumieć czy choćby przyjąć do wiadomości.
            Uczeń opisany w wątku faktycznie jest trudny, ale przyznam, że to pierwszy przypadek tak zdemoralizowanej i agresywnej osoby ze schizofrenią o jakim słyszę. I śmiem wątpić, biorąc pod uwagę "wiedzę" na temat zaburzeń psychicznych, którą się udzielający tu nauczyciele i wychowawcy (!) popisali, czy aby autorka wątku jest pewna tej informacji czy tak sobie palnęłą. Bo te objawy nijak do żadnego rodzaju schizofrenii nie pasują.
            A pani z takim podejściem powinna się raczej zająć jakąś telepracą, a nie wychowywaniem młodych ludzi.
            • truten.zenobi Re: Szkola to nie szpital psychiatryczny ani miej 30.10.08, 12:57
              a może pani opisała fakty?
              nigdzie nie twierdziła że jest specjalistą od psychologii,
              psychiatrii, pedagogiki specjalnej, itp.
              ona jest N A U C Z Y C I E L E M zdobyta wiedza i wykształcenie
              oznaczają że ma się zajmować N A U C Z A N I E M (zwykłych) dzieci a
              nie terapią czy pielęgnacją. nie ma też w klasie 1 dziecka ale ich 30
              (?) i musi(!) z nimi wszystkimi(!) pracować.
              tak więc nie bardzo rozumiem skąd Twoje oczekiwania, i co chciałaś
              osiągnąć chamskimi uwagami ad persona?
              czy w restauracji kelnera opieprzasz za to że zupa była za słona?

              ja też się nie znam ale z tgo co wiem to
              1. cofnięcie się choroby wcale nie oznacza że może ona
              nagle/niespodziewanie powrócić
              2. schizofrenicy mogą być niebezpieczni, ale nie wiąże się to z
              chamstwem i chuligaństwem.
              3. schizofrenicy często wykazują się ponadprzeciętnymi zdolnościami.

              czyli nawet jestem skłonny przychylić się do Twojego twierdzenia że
              nie schizofrenia jest tutaj największym problemem (może prawda jest
              taka, że dziecko w domu było traktowane tak że wszystko może bo jest
              chore i stąd problem!)

              ale fakty przedstawione są takie że dziecko jest agresywne,
              patologiczne, nie przystające do poziomu nauczania i... że
              nauczyciela pozostawiano samego sobie z problemem.

              i całkowicie rozumiem jej postawę. i jako rodzic także nie chciał
              bym by w imie jakieś spaczonej wizji poprawnoisci politycznej moje
              dziecko miało by bać się chodzić do szkoły, mieć kontakt z
              patologicznymi osobnikami (przestępczość, alkohol, narkotyki), czy
              żeby miało zaniżony poziom naucznia... ba jeśli stworzenie klasy
              integracyjnej miało by skutkować brakiem różnych imprez takich jak
              wycieczki, zawody itp. to także nie chciał bym takiej osoby/klasy w
              swojej szkole!
              nikt normalny nie chce "równania w dół"!!!

              prawda jest taka iż jeśli mamy realizować szczytne idee to potrzebna
              jest na to dodatkowa kasa
              pewnie ta nauczycielka nie miała by nic na przeciwko gdyby wraz z
              przyjęciem takiej osoby była stworzona klasa integracyjna ale taka z
              prawdziwego zdarzenia, mniejsza, z dodatkowym
              opiekunem/nauczycielem, gdyby szkoła miała zapewnione odpowiednie
              wsparcie i zaplecze...
              • flasska Re: Szkola to nie szpital psychiatryczny ani miej 30.10.08, 14:10
                przede wszystkim moje "chamskie uwagi" są prostą reakcją na niewyobrażalne wręcz chamstwo i ignorancję prezentowane z dumą przez PEDAGOGA (vide radosne skandowanie obraźliwych określeń ludzi chorujących w niemal każdym poście danuty).

                Być może uwagi o remisji i różnym zakresie obowiązków lekarza i nauczyciela były zbyt lakoniczne, więc je rozwinę - zaznaczam, że chodzi mi o szersze spojrzenie, a nie ten konkretny przypadek, do którego przejdę później. Otóż ja także uważam, że nauczyciel uczy i na tym polega jego praca. Jednak nie uczy zuniformowanych, przypominających maszynki pojemników na cenną wiedzę, ale konkretnych ludzi z ich problemami, natrojami i chorobami. W przypadku ucznia chorującego psychicznie nie musi być psychiatrą, bo ma uczyć człowieka, którego leczeniem zajmuje się już lekarz. A jeśli dziecko jest leczone i w opinii lekarza może uczęszczać na zajęcia w grupie, to nie powinno pochłaniać wiele więcej czasu nauczyciela, niż każdy inny uczeń w klasie. Jeśli jednak wymaga intensywniejszej pracy nauczyciela, dostaje zalecenie nauczania indywidualnego. Ta sprawa jest dość prosta. Podobnie nieskomplikowanym zagadnieniem wydawał mi się do tej pory fakt, że kto jak kto, ale wykształceni ludzie wiedzą, że chorzy w ostrej fazie intensywnie leczą się w szpitalu, a przy cofaniu się objawów bądź ich złagodzeniu niektórzy wracają do życia w społeczeństwie. Dlaczego tylko niektórzy? Otóż dlatego, że spora część panicznie boi się tego, że spotka na swojej powrotnej drodze takich empatycznych mędrców jak część forumowiczów.
                Widzę też, że piszącym tu lęk przed "świrem" przesłonił już zdrowy rozsądek, a od nauczycieli oczekiwałabym zupełnie innej postawy.

                1. choroba może wrócić, ale minimalna wiedza na jej temat, a nie potoczne mądrości bazarowe, uchroniłyby przed obawami przed jej nawrotem, bo to nieszczęście jedynie dla chorującego i jego rodziny. Nauczyciel nie ma się czego bać.
                2. chorujący na schizofrenię to raczej dla siebie samych mogą być niebezpieczni; nie zadźga cię taki naostrzonym ołówkiem, jeśli tego się obawiasz. W stanach pobudzenia czy przy omamach ostro reaguje lekarz. A najprawdobodobniej osoba w takim stanie po prostu w szkole się nie stawi, bo to koszmarne przeżycie. A gdyby się pojawiła, po prostu należy wezwać pomoc, żeby ULŻYĆ CIERPIĄCEMU, a nie chronić swój zad.
                3. tak jest. Piękny Umysł zrobił swoje, co? Po Rain Manie też wielu ludzi uważa, że autyzm budzi geniusz... Bez komentarza.

                Moje wypowiedzi są reakcją na bezmyślne szerzenie półprawd i uprzedzeń w stosunku do osób chorujących, walczących każdego dnia. To szkoła może im (młodym) zapewnić pozostanie w społeczeństwie, a wrażliwi nauczyciele mogą stanowić dla nich bardzo znaczące wsparcie. Nie leczeniem czy bawieniem się w psychologa, ale po prostu zredukowaniem swojego lęku przed nieznanym, uznaniem człowieczeństwa osoby chorującej i wykonywaniem swojej pracy - uczeniem.

                A jeśli chodzi o przypadek, który posłużył do założenia wątku, to zgadzam się zupełnie, że agresywnej osoby, która nie radzi sobie z pracą w grupie nie należy tolerować. Mam tylko poważne wątpliwości co do trafności przytoczonej diagnozy. I niepokoi mnie, że przypadek chuligana (wnioskuję z lakonicznych informacji w postach autorki wątku) stał się pretekstem do wyżywania się na osobach leczonych psychiatrycznie i szukania kruczków umożliwiających wyrzucenie ich poza margines społeczności. Nauczyciele często nie zdają sobie sprawy z tego, że już pracują z uczniami bądź kolegami leczonymi czy wymagającymi pomocy - wciąż pokutuje przekonanie, że chory to wariat rzucający się w oczy na kilometr. I to jest smutne, to prowokuje nerwową reakcję, bo świadczy o bezmyślności bądź złej woli.

                A co do twoich uwag na temat rozwiązań systemowych, dofinansowania i wsparcia dla nauczyciela pracującego z uczniami wymagającymi większej uwagi - zgadzam się całkowicie. Jednak nawet najgorzej funkcjonująca instytucja nie zwalnia pedagoga z obowiązku myślenia i wykazania się elementarną delikatnością i empatią w stosunku do osób słabszych, a powierzonych jego opiece.
                • danuta49 Zamiast się efektownie oburzać pomyśl o problemie! 30.10.08, 15:00
                  Szkola nie jest miejscem terapii(nie jest do tego zorganizowana ani
                  przygotowana, bo to kosztuje!).Normalni uczniowie też są ludźmi i
                  mają swoje prawa(bezpieczeństwo,efektywna nauka itd.), a nie tylko
                  workami treningowymi dla garstki świrów i zdemoralizowanego marginesu
                  (on też ma swoich obrońców pod haslem walki z marginalizacją;-)].
                  Zechciej się na ten temat wypowiedzieć zamiast celebrować swoje
                  oburzenie
                  • flasska Re: Zamiast się efektownie oburzać pomyśl o probl 30.10.08, 16:59
                    > Szkola nie jest miejscem terapii(nie jest do tego zorganizowana ani
                    > przygotowana, bo to kosztuje!)

                    Wydawało mi się, że piszę dość zrozumiale, ale widać się mylę. Spróbuję zawrzeć to w prostych słowach: szkoła nie jest miejscem terapii i być nie musi. Nikt tego od nauczyciela nie wymaga. Nauczyciel ma uczyć. Tylko żenująca niewiedza i prymitywne uprzedzenia sprawiają,że ta dyskusja toczy się wokół społecznych lęków przed "wariatami". Tłumaczę tak prosto, jak potrafię, dla myślącego człowieka rzeczy oczywiste: to że w szkole pojawia się uczeń z diagnozą psychiatry (czy to schizofrenia, czy depresja, czy zaburzenie osobowości) niewiele zmienia w funkcjonowaniu klasy. Ludzie przyjmujący leki niejednokrotnie funcjonują tak jak zdrowi. Oczywiście nie zawsze jest tak różowo - mogą być senni, rozkojarzeni, mogą zaspać na niejedne zajęcia itp. ale to już problem skutków ubocznych przyjmowania leków psychotropowych. Nie są "świrami" i nie stanowią dla nikogo zagrożenia - po prostu walczą z koszmarną przypadłością.
                    >Normalni uczniowie też są ludźmi i
                    > mają swoje prawa(bezpieczeństwo,efektywna nauka itd.), a nie tylko
                    > workami treningowymi dla garstki świrów i zdemoralizowanego marginesu
                    Wybacz, ale nie jestem w stanie dyskutować z tak prymitywnym poglądem wyrażonym w tak chamskich słowach. Jeśli nie umiesz uruchomić myślenia, jesteś tak uprzedzona, że wydaje ci się, że człowiek ze schizofrenią jest agresywnym maniakiem i chuliganem rozbijającym lekcję, to świadczy to tylko o twojej ignorancji i braku wrażliwości - żeby nie nazwać tego ostrzej.
                    Cały czas próbuję dotrzeć do ciebie i tobie podobnych, o światła wychowawczyni kolejnych pokoleń. Mój wysiłek jest jednak daremny, bo żeby człowiek czegoś się nauczył, musi uchylić klapki i zechcieć choć zrozumieć przekaz. Przejdę do uświadomienia ci szkody, którą wyrządzasz ludziom chorującym; posłużę się ilustracją, która działa nawet u przedszkolaków. To może kiepski chwyt, ale pozwól mi nazywać cię "tępą klabzdrą" w odpowiedzi na każdego kolejnego "świra", "nienormalnego" czy równie przyjemne - i pewnie w twoim mniemaniu usprawiedliwione - określenia ludzi chorujących psychicznie. Chyba cię to nie urazi, skoro nie rozumiesz, że człowiek leczony psychiatrycznie czuje się urażony tym, w jaki sposób ty go nazywasz?
                    • danuta49 Nie interesuje mnie diagnoza tylko zachowania!!! 30.10.08, 18:13
                      Nie jest moim problemem co kto ma zdiagnozowane.W przypadku, o
                      którym mówimy, chodzi o zagrażające prawom innych zachowania osoby
                      chorej psychicznie czy skrajnie zdemoralizowanej.Ty wykręcasz kota
                      ogonem, sprowadzając ten przypadek do uprzedzeń wobec chorych
                      psychicznie. Skądinąd bylo już sporo przypadków zbójstw i okaleczeń
                      niewinnych ludzi przez chorych psychicznie, których "leczniczo"
                      wypuszczono na wolność!;-)
                      • flasska Re: Nie interesuje mnie diagnoza tylko zachowania 30.10.08, 19:03
                        ok, rozumiem i o tym przypadku się wypowiedziałam. To człowiek zdemoralizowany, który nie jest przystosowany do pracy w grupie.
                        Mam jednak spore wątpliwości, czy ten człowiek faktycznie cierpi na schizofrenię, bo to nie są objawy tej choroby.

                        I to nie ja sprowadzam ten przypadek do uprzedzeń wobec chorujących, tylko reaguję na takie praktyki. Część wypowiadających się tu osób uważa, że osoby chorujące są niezmiennie niepoczytalne i niebezpieczne albo nie odróżnia niepełnosprawności intelektualnej od choroby psychicznej. Ale co tu jest oburzające, to fakt, że to nauczyciele i wychowawcy!

                        A na twoim miejscu w ogóle nie ryzykowałabym wywoływania tego tematu, bo gołym okiem widać, że nie masz pojęcia o czym mówisz, w dodatku namiętnie obrażając ludzi chorych.

                        >Skądinąd bylo już sporo przypadków zbójstw i okaleczeń
                        > niewinnych ludzi przez chorych psychicznie, których "leczniczo"
                        > wypuszczono na wolność!;-)

                        Za takie brednie należałoby aresztować moim zdaniem. No ile? Skąd wiadomo? Wieść gminna niesie?

                        >których "leczniczo"
                        > wypuszczono na wolność!;-)
                        ?! Ty uważasz, że ludzie leczeni psychiatrycznie są przetrzymywani w jakichś zakładach i w ramach wyjątku, jak prognoza jest pomyślna, wypuszcza się ich stamtąd? Czy ty się zgrywasz, czy naprawde jesteś nauczycielką, której wiedza o otaczającym ją świecie plasuje się na tym poziomie? To byłoby straszne, przyznam szczerze, ale wciąż mam nadzieję, że to jakaś wielka zgrywa.

                        Otóż wbij sobie do przepracowanej głowy, że przestępstw to się najczęściej dopuszczają ci uwielbiani przez ciebie "normalni", a ludzie leczący się cierpią często w samotności, bo w szerokim świecie pełno jest ludzi, którzy wiedzę na temat ich choroby czerpią z "Faktu" i ochoczo z niej korzystają, gdy przyjdzie im zetknąć się z chorym. To jest żenujące.
                        • danuta49 Po(!) różnych drastycznych zabójstwach często się 30.10.08, 21:45
                          pojawiają.Że byl agresywny, trafil do zakladu zamknietego.Stamtąd go
                          wypuścili po jakimś czasie coby się z "normalnymi"integrowal bo mu
                          zakladzik nie sluży.Często bo go mieli dość;-)))Podobnie wypuszczają
                          z podobną "leczniczo-intergracyjną"ideologią różnych agresywnych,
                          którzy może nie zabijają, szczególnie drastycznie, ale otoczeniu
                          dają nieźle popalić;-)no i nigdy nie wiadomo co i kiedy im strzeli
                          do lba...Choroby psychiczne są różne, ale kiedy chory jest agresywny
                          to za zbrodnię uważam ryzykowanie życia i zdrowia innych ludzi w
                          imię integracji, skuteczniejszej terapii w spoleczeństwie itp.itd.
                          • flasska Re: Po(!) różnych drastycznych zabójstwach często 30.10.08, 22:12
                            "Powiadają"?! Z kim ja rozmawiam? Znacznie częściej "powiadają", że nauczyciele to tłumoki, które się do żadnej wymagającej pracy, w której liczy się efektywność, nie nadają. I co? Też tak chętnie przytakniesz? Że nauczycielki są sfrustrowane, a nauczyciele to już w ogóle jaj nie mają (że to tak kolokwialnie ujmę). Kto powiada i na jakiej podstawie? Do jakiego zakładu trafił i dlaczego był (kogokolwiek masz na myśli) agresywny?
                            Kto "wypuszcza", kogo i skąd? Zrozumiałaś co pisałam o tym, że ludzi chorujących się rutynowo nie "trzyma" w "zakładach", bo nie ma takiej potrzeby? Ty w ogóle rozumiesz,co ja piszę, czy mam nieco uprościć język? Nie odpowiedziałaś na moje pytanie - jesteś nauczycielką? Powiedz, pośmiejemy się.
                            Owszem, chorych zagrażających sobie czy otoczeniu można leczyć albo zatrzymać w szpitalu przymusowo. Ale to są rzadkie przypadki- wbrew temu, co można wyczytać w piśmidłach dla ludzi, których iloraz inteligencji plasuje się w okolicy dolnej granicy normy.
                            A propos. Nie przyszło ci nigdy do głowy podczas, dajmy na to,lektury artykuliku na temat tego, jak to "chory zbrodniarz" został "wypuszczony" ze szpitala, że być może nie stwierdzono u niego choroby i nie było podstaw do leczenia? Szpitale psychiatryczne to nie przechowalnie wszelkiego śmiecia tylko zakłady opieki zdrowotnej.

                            Nie chce mi się już kontynuować tej rozmowy, bo to bezcelowe. Albo nie rozumiesz, co się do ciebie mówi, albo urządzasz sobie zabawę kosztem milczącej, zawsze dyskryminowanej i pokaźnej grupy ludzi w Polsce.
                            Ogólnie rzecz biorąc, jeśli choć część tego, co się pojawiło w twoich postach to twoje opinie i - wybacz mi brawurę - przemyślenia, to muszę przyznać, że twoja bezrefleksyjność jest porażająca. Podziwiam cię. Wszędzie niemal twierdzi się, że to rozwój mózgu i inteligencji pozwolił Człowiekowi opanować Ziemię i przetrwać. Ty zaś jesteś żywym dowodem na to, że poradzić sobie we wrogim środowisku można i bez tego. Zawiadomię biologów.
                            • danuta49 Zaskoczę cię!Jestem nauczycielką,ale jednocześnie 30.10.08, 22:26
                              mam kontakt bieżący z ludźmi z górnych (pod każdym względem)10tys w
                              tym kraju, nawet do nich należę.I jakoś mnie sluchają...
                              Przeczytaj swoje posty - jesteś jednostronnie uprzedzona i reagujesz
                              na hasla i slowa-dzwonki, a nie na meritum;-))))Co więcej
                              przekręcasz fakty i informacje tak by ci bylo wygodniej dalej
                              wierzyć w to co wierzysz.To się nazywa obrona przed dysonansem
                              poznawczym wlasnej integralności;-))))))
                              Ideologię korzyści leczniczych przebywania nawet niebezpiecznych
                              chorych w normalnym spoleczeństwie rozwija część śriodowiska
                              psychiatrycznego oraz...ci którzy chcą by leczenie psychiatryczne
                              bylo możliwie tanie;-))))))Bo najtanieniej chorego do domu
                              odeslać;-)
                              Spotkania(osobistego albo via rodzina) z niebezpiecznym [a
                              wypuszczonym w celach terapeutycznych;-)] chorym psychicznie życzę;-
                              )))Może wtedy zmądrzejesz;-)))
                              • flasska Re: Zaskoczę cię!Jestem nauczycielką,ale jednocze 30.10.08, 23:21
                                ha! a więc jesteś góralką... :P i czy można być dwu- czy wielostronnie uprzedzonym? Być może tak, ale to musi być bardzo wyczerpujące.

                                Meritum? Słucham, wypowiedz się... Czekam na składne argumenty na temat, który określiłaś jako meritum tej dyskusji. Bo wydawało mi się, że w tej kwestii tylko ty masz problem.

                                Które fakty przekręciłam? Jesteś w stanie je zidentyfikować, czy tylko zakładasz,że muszę "przekręcać", bo nie zgadzają się z informacjami na temat chorych, które się "pojawiają"... Gdzie? Przez kogo podawane? Nie wiadomo, co?

                                "Słowa-dzwonki"?! Jeśli chcę rozmawiać o problemach ludzi chorujących psychicznie z powrotem do zwykłej szkoły, a osoba, z którą rozmawiam, nieskładnie wyrzuca z siebie określenia "świr" i inne tego typu, myląc chuliganów z ludźmi chorymi(w dodatku nie rozumie, co do niej mówię), mam prawo wątpić w sens takiej "rozmowy".

                                Tę "obronę przed dysonansem poznawczym własnej integralności" mogłabyś sobie oszczędzić, albo choć skrócić do "redukcji dysonansu poznawczego" - byłoby mniej upokarzająco, a zrozumiale.

                                Ty wciąż zakładasz - mówiąc o psychiatrii środowiskowej - że osoba chora jest niebezpieczna. To jest według ciebie logiczna konsekwencja choroby? Taki wniosek można wysnuć na podstawie lektury twoich postów i braku reakcji, na to, co piszę. /Być może to ty nie dopuszczasz do świadomości z lęku przed naruszeniem swojego, hm, stanu wiedzy./ Wyprowadź mnie z błędu. Powiedz, każdy chory jest niebezpieczny i należy w ogóle zaprzestać leczenia ambulatoryjnego?
                                Według ciebie szpital jest dla chorego i społeczeństwa najlepszym rozwiązaniem?
                                Bo jeśli uważasz, że powinni do niego trafiać (nawet wbrew swojej woli) ludzie stanowiący zagrożenie dla siebie i innych, to w zasadzie nie masz powodów do stresu, bo prawo, które to umożliwia, już obowiązuje. Ale zgodziłabyś się wtedy, że nie każdy chory stanowi zagrożenie, nie każdy jest "niebezpiecznym świrem"... Zastanów się nad tym.

                                >Spotkania(osobistego albo via rodzina) z niebezpiecznym [a
                                > wypuszczonym w celach terapeutycznych;-)] chorym psychicznie życzę;-
                                > )))Może wtedy zmądrzejesz;-))
                                Ty za to nigdy, hę? A przynajmniej nieprędko.
                                • danuta49 Jednak to Ty nie czytasz ze zrozumieniem!;-) 31.10.08, 18:19
                                  Obsesyjnie walczysz ze stygmatyzowaniem osób ze zdiagnozowanymi
                                  dolegliwościami psychiatrycznymi.
                                  W tym wątku nie chodzi o osoby mające zdiagnozowane problemy
                                  psychiatryczne.Chodzi o uczniów,którzy z tych,albo innych,powodów
                                  a)stanowią zagrożenie dla otoczenia [powiesz,że jest na to przepis,
                                  ale jest też moda czy trend wśród psychiatrów, aby jak najwięcej
                                  chorych nie odrywać od spoleczeństwa bo to im szkodzi na kurację;za
                                  skutki podążania za tą modą oni nie czują się odpowiedzialni;-)]
                                  Co więcej, jak stwierdzil twórca techniki profilowania
                                  psychologicznego przestępców po rozmowach z setkami najbardziej
                                  drastycznych masowych zabójców, mają oni rozwiniete zdolności do
                                  manipulowania ludźmi, a psychiatrzy, nastawieni na pomaganie, są
                                  latwowierni i myślą tylko o pacjencie, a nie o jego potencjalnych na
                                  razie ofiarach.
                                  b) są takie efekty schorzeń psychicznych,które, choć niegroźne, dają
                                  w konsekwencji zakocenia uniemozliwiające naukę innym (ot na
                                  przyklad choćby zupelnie niegroźny nawyk glośnego mówienia do siebie
                                  samego w 30(i więcej!) osobowej klasie.).
                                  Jeszcze raz-mnie nie obchodzi jaką kto ma diagnozę czy u jakiego
                                  lekarza się leczy.Mnie interesują realne zachowania(źródlo nie ma
                                  znaczenia!), które są lub mogą być niebezpieczne dla otoczenia albo
                                  takie, ktore innym uniemożliwiają normalną naukę.
                                  Wreszcie bywa,że skutki choroby w specyficzny sposób zaburzają pracę
                                  mózgu chorego.I uczyć go trzeba zupelnie(!) inaczej niż zdrowych!!!
                                  Ty tymczasem obsesyjnie bronisz chorych psychicznie jako takich,
                                  choć ich tu za samą chorobe nikt nie atakuje!!!
                                  • flasska Re: Jednak to Ty nie czytasz ze zrozumieniem!;-) 01.11.08, 00:27
                                    "Obsesyjnie", powiadasz? Być może. Naczytałam się w dzieciństwie "nie-takich" książek i do dziś uważam, że nie należy krzywdzić słabszych :P

                                    Ponadto, nie odpisywałam na pierwszy post.
                                    Moja pierwsza wypowiedź była odpowiedzią na bełkot o niemożności "wychowania schizofrenika i psychopaty" i nagrodach Nobla. Później odpowiedziałam na twój post, który nijak miał się do tego, co piszesz w tej chwili. Wcześniej z lubością też obrażałaś chorych z zadowoleniem człowieka, który jest niesłychanie dumny z siebie, bo udaje mu się publicznie lekceważyć nakazy politycznej poprawności, zapominając jednak o tym, że one czemuś służą - mają zapobiegać nieskrępowanemu obrażaniu m.in. słabszych. Warto o tym pamiętać, gdy w imię niezależności pisze się o "pedałach","świrach", "żydkach"... Przepraszam za przykłady, ale w Polsce nadal uchodzi bezkarnie obrażanie ludzi chorych, jakby byli jakimiś "gargamelami" i kozłami ofiarnymi istniejącymi tylko w sferze symbolicznej. Niemal zawsze na to reaguję i tym razem także to zrobiłam.

                                    Co do punktu a. - nie wiem, jaki panuje trend wśród psychiatrów i nie sądzę, żeby ktokolwiek prowadził badania na ten temat, więc ty pewnie też nie wiesz, a się domyślasz. Piszesz tak, żeby nic nie napisać; określenia takie jak "moda wśród psychiatrów", "z takich, czy innych powodów" nic mi nie mówią, więc mogę je atakować z każdej strony i z żadnej, bo ty zawsze możesz stwierdzić, że "nie o to chodziło".
                                    Ale faktem jest, że obecnie w psychiatrii dużą rolę odgrywa przekonanie, że ambulatoryjne leczenie przynosi lepsze rezultaty niż ciąganie pacjenta do szpitala przy każdej zmianie nastroju. I tak jest w istocie, bo to nie odrywa pacjenta od środowiska - oderwanie go od niego poważnie utrudnia powrót i odnalezienie się w nim , a w rezultacie zwiększa ryzyko nawrotu choroby i ponownej hospitalizacji. To błędne koło, a postawa psychiatrów jest wg mnie właściwa. Niewłaściwa może być głównie w opinii osób, które nie są zainteresowane wyleczeniem chorych, a odseparowaniem ich od ogółu.

                                    A pisząc,że psychiatrzy lekceważą niebezpieczeństwo i wypisują ze szpitala ludzi w tak złym stanie, że mogą stanowić zagrożenie dla otoczenia, wysuwasz poważne zarzuty. Wiem, że to forum, ale mimo to na twoim miejscu poważnie bym się zastanowiła nad tą wypowiedzią. Mimo że ujęłaś to w taki sposób, że w każdej chwili możesz zaprzeczyć, że o to chodziło, wrażenie nie jest przyjemne, a błoto łatwo przylega.

                                    >Co więcej, jak stwierdzil twórca techniki profilowania
                                    > psychologicznego przestępców po rozmowach z setkami najbardziej
                                    > drastycznych masowych zabójców

                                    Masz na myśli chyba seryjnych, prawda? To setki ich były? I to tylko tych najbardziej drastycznych? Matko Boska. To bardzo musiał być pracowity :P A serio - mowa tu o psychopatach. To jest rzadkie zaburzenie osobowości. Jak na razie niewiele da się z tym zrobić. Nie ma NIC wspólnego z chorobą ucznia, który zgłosi się po hospitalizacji do szkoły. Psychopata (człowiek z antysocjalnym zaburzeniem osobowości) najpewniej i tak by do szkoły nie chodził. A przynajmniej zaraz by się znalazły solidne podstawy, żeby go z niej wyrzucić, o ile sam by jej nie olał.
                                    A wiesz w ogóle, dlaczego seryjnym zabójcom udaje się często przez lata zwodzić policję, lekarzy i sąsiadów? Mieć pracę i cieszyć się opinią porządnych ludzi? Bo zachowują się NORMALNIE, w sposób niewzbudzający podejrzeń i są w tym perfekcyjni. Dlatego są tak skuteczni. "Wariata" ominiesz, ale seryjnego zabójcę najpewniej chętnie zaprosisz do domu. Więc ten przykład możemy sobie już darować.

                                    b. - zgadzam się z tobą, są takie objawy, które mogą zakłocać koncentarcję innych uczniów. OK. Nie każdy musi uczyć się w grupie. Jeśli jest to niemożliwe, istnieją jeszcze zajęcia indywidualne - między innymi dla takich sytuacji je przewidziano. Jednak nie tylko część chorych może zakłócić w ten sposób porządek. I to jest to, o co mi chodzi - o niewrzucanie do jednego wora. Jest masa chorych, którzy żadnego "problemu" nie sprawią. Ale o tym nauczyciel się nie przekona, dopóki takiej osoby nie wpuści do klasy. (Jeśli będzie się bronił jak lew przed chorym, "bo jest chory".)

                                    Zgadzam się z tobą, że najważniejsze są konkretne zachowania. A atakiem na chorych jako grupę jest właśnie ten wspólny worek, etykietka i brak różnicowania. Nie wiem, czy zauważyłaś,że dyskusja w pewnym momencie przestała toczyć się wokół przykładu z poczatku wątku, a przeszła w bardziej ogólną.
                                    Tak zazwyczaj bywa i ja też traktuję problem szerzej. Odpowiadałam na pleniące się jak chwasty w niektórych postach stereotypy. Nie zamierzam nikogo przekonywać, że uczeń z stanie, który uniemożliwia uczestnictwo w lekcji, musi w niej brać udział. Tylko wyraźnie zaznaczmy, że nie każdy chory jest "niebezpiecznym świrem", którego sobie jeszcze zestawimy z psychopatą, na Boga!

                                    A w konkretnej sprawie, która zainicjowała wątek, się wypowiedziałam. Uważam, że osoby, które są agresywne należy "poskromić" w legalny sposób i uniemożliwić im dezorganizowanie zajęć. Niezależnie od tego czy mają diagnozę czy nie. Więc dopóki nie obrażamy chorych, nie szerzymy głupawych stereotypów i mądrości ludowych na temat chorób psychicznych, możemy sobie spokojnie wrzucać na kiepski system w polskim szkolnictwie do woli ;)

                                    • danuta49 On byl b.pracowity,zbędna ironia!;-) 01.11.08, 09:25
                                      >Masz na myśli chyba seryjnych, prawda? To setki ich były? I to
                                      tylko tych najbardziej drastycznych? Matko Boska. To bardzo musiał
                                      być pracowity :P <
                                      Dlatego wlaśnie zostal twórcą(!) profilingu i z funkcjonariusza FBI
                                      po skończeniu odpowiednich studiów psychologicznych na b.renomowanej
                                      uczelni zostal szefem pierwszego zespolu FBI(i w historii!)
                                      zajmującego się profilingiem psychologicznym seryjnych morderców!
                                      Co do trendu czy mody na "leczenie w spoleczeństwie"
                                      Sama piszesz,że
                                      >Ale faktem jest, że obecnie w psychiatrii dużą rolę odgrywa
                                      przekonanie, że ambulatoryjne leczenie przynosi lepsze rezultaty niż
                                      ciąganie pacjenta do szpitala przy każdej zmianie nastroju. I tak
                                      jest w istocie, bo to nie odrywa pacjenta od środowiska - oderwanie
                                      go od niego poważnie utrudnia powrót i odnalezienie się w nim <
                                      No więc to przyznajesz sama.A teraz ilu psychiatrów widzi (to
                                      naturalna tendencja) bardziej dobro swojego pacjenta bo on jest
                                      namacalny i konkretny niż zagrożenia i potencjalne zagrożenia(jeśli
                                      nawet 1 z 10 stanie się relanością to jest to tragedia, za która oni
                                      sie nie czują odpowiedzialni!)dla otoczenia!!!
                                      • flasska Re: On byl b.pracowity,zbędna ironia!;-) 01.11.08, 14:34
                                        posłuchaj mnie uważnie, bo to już mój ostatni post adresowany do ciebie; straciłam cierpliwość.

                                        >Masz na myśli chyba seryjnych, prawda? To setki ich były? I to
                                        > tylko tych najbardziej drastycznych? Matko Boska. To bardzo musiał
                                        > być pracowity :P <
                                        - to, jeśli nie zdołałaś zauważyć, była ironia, bo nie mógł rozmawiać z setkami SERYJNYCH morderców, bo ich tylu znanych w historii USA nawet nie było. Chyba że naprawdę masz na myśli MASOWYCH, ale setki schwytanych masowych zabójców są równie prawdopodobne jak seryjnych. (Jeśli nie wliczamy w to amerykańskich patriotów mordujących ludzi na rozmaitych wojnach w obronie demokracji i pokoju na świecie). Więc albo nie były to setki, albo mowa o każdym zabójcy, do którego miał dostęp. Byłoby mi łatwiej, gdybyś ujawniła nazwisko tego geniusza, bo jak na razie chyba tylko numeru jego buta nie podałaś, zakładając pewnie, że nazwisko stanie się dla wszystkich oczywiste.

                                        > Co do trendu czy mody na "leczenie w spoleczeństwie"
                                        > Sama piszesz,że
                                        > >Ale faktem jest, że obecnie w psychiatrii dużą rolę odgrywa
                                        > przekonanie, że ambulatoryjne leczenie przynosi lepsze rezultaty niż
                                        > ciąganie pacjenta do szpitala przy każdej zmianie nastroju. I tak
                                        > jest w istocie, bo to nie odrywa pacjenta od środowiska - oderwanie
                                        > go od niego poważnie utrudnia powrót i odnalezienie się w nim <

                                        > No więc to przyznajesz sama.A teraz ilu psychiatrów widzi (to
                                        > naturalna tendencja) bardziej dobro swojego pacjenta bo on jest
                                        > namacalny i konkretny niż zagrożenia i potencjalne zagrożenia(jeśli
                                        > nawet 1 z 10 stanie się relanością to jest to tragedia, za która oni
                                        > sie nie czują odpowiedzialni!)dla otoczenia!!!

                                        A ilu głupich ludzi powinno się odizolować od reszty dla dobra ogółu? W kontekście tej rozmowy, to pytanie staje się palące...

                                        Dobrze, więc odpowiem na twoje obawy. Jeśli nawet 1 z potencjalnie niebezpiecznych 10 okaże sie faktycznie niiebezpieczny, to uświadom sobie, że w populacji chorych będzie i tak to rzadsze zjawisko niż w populacji zdrowych, bo wśród chorych BARDZO RZADKO zdarzają się ludzie faktycznie niebezpieczni dla otoczenia. Rzadziej niż wśród tzw. normalnych.
                                        Na twoim miejscu przemocy obawiałabym się prędzej ze strony policjanta czy choćby nauczyciela, który ma fiksum na punkcie władzy. To agresja i frustracja rodzą przemoc. W chorobach też zdarza się agresja, ale chory ma często świadomość choroby, a jeśli jej nie ma, to ma ją jego opiekun (lekarz czy członkowie rodziny) i sprawuje nad agresją czy dziwacznym zachowaniem kontrolę. Bać powinniśmy się patałachów, którzy agresję postrzegają jako normę w codziennym funkcjonowaniu albo środek do celu.

                                        Nie wiem, dlaczego cię tak rajcuje temat oszalałego pacjenta psychiatryka "wypuszczonego" na wolność. To mi trochę przypomina homofoba biegającego w kółko i w podnieceniu wykrzykującego, jacy to homoseksualiści są zwyrodniali, bo mają wielu partnerów seksualnych. To też stereotyp, z którym trudno dyskutować, nie czyniący żadnego rozróżnienia na poszczególne osoby - a można się nim posłużyć dla wielu własnych celów, jak się chce takiemu konkretnemu gejowi czy lesbijce zaszkodzić. Choć pewnie ta analogia także po tobie spłynie. Albo zaraz się okaże, że faktycznie geje to straszne zboki...

                                        Pewnie i tak nic nie zdziałam, bo jak chorego można zamknąć w szpitalu, to należy to zrobić według ciebie, żeby WAM wszystkim się lepiej żyło. Zresztą rozumiem w zasadzie twój punkt widzenia, bo ja też pewne grupy ludzi najchętniej bym gdzieś zamknęła na zawsze.
                                        No to cześć. Jak zdarzy ci się zachorować, trzymaj język za zębami. Pamiętaj.
                                        • danuta49 Dalej tkwisz w swoich urojeniach!;-) 01.11.08, 15:35
                                          > Jeśli nawet 1 z potencjalnie niebezpiecznych 10 okaże sie
                                          faktycznie niiebezpieczny, to uświadom sobie, że w populacji chorych
                                          będzie i tak to rzadsze zjawisko niż w populacji zdrowych, bo wśród
                                          chorych BARDZO RZADKO zdarzają się ludzie faktycznie niebezpieczni
                                          dla otoczenia.<
                                          Ja piszę o takich,którzy do wariatkowa trafili bo już(!!!) wykazali
                                          się agresywnymi zachowaniami.
                                        • danuta49 Nazywal się J.E. Douglas... 01.11.08, 16:52
                • truten.zenobi Re: Szkola to nie szpital psychiatryczny ani miej 30.10.08, 21:57
                  nie musi być psychiatrą, bo ma uczyć człowieka, którego leczeniem zaj
                  > muje się już lekarz. A jeśli dziecko jest leczone i w opinii
                  lekarza może uczęs
                  > zczać na zajęcia w grupie, to nie powinno pochłaniać wiele więcej
                  czasu nauczyc
                  > iela, niż każdy inny uczeń w klasie. Jeśli jednak wymaga
                  intensywniejszej pracy
                  > nauczyciela, dostaje zalecenie nauczania indywidualnego.

                  OK tak powinno być ale tak nie jest. z tego co opisywała została
                  pozostawina sama sobie. byc może to "dupowaty" dyrektor ale równie
                  prawdopodobne nieruchawa i skąpa machina biurokratyczna..

                  że spotka na swojej powrotnej drodze
                  > takich empatycznych mędrców jak część forumowiczów.
                  gorzej spotka dzieci.... ];>

                  i to właśnie druga cześć problemu nie chodzi tylko o pracę z tym
                  dzieckiem ale też z resztą klasy...

                  > Widzę też, że piszącym tu lęk przed "świrem" przesłonił już zdrowy
                  rozsądek,

                  żeby się nie powtarzać to się zacytuję: ;)
                  "wiesz ja to widziałem jak to wygląda w praktyce bo z takim
                  dzieckiem chodziłem
                  do szkoły, wiem jak to wygląda z drugiej strony bo mój przyjaciel
                  nauczyciel
                  opowiadał mi jak to jest (np. gdy chciał uzyskać jakąkolwiek pomoc
                  od dyrekcji
                  i/lub jakiejś poradni to dyrektor kategorycznie mu zabronił o
                  cokolwiek prosić -
                  "jak pan sobie nie radzi to proszę się zwolnić")
                  i sam też w jakimś sensie to przećwiczyłem bo jestem dyslektykiem"
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33&w=84246246&a=84677745
                  > ...ale minimalna wiedza na jej temat, ...
                  ale trudno żeby nauczyciel na wszystkim się znał nawet w stopniu
                  minimalnym. dostaje takiego ucznia w ślad za tym powinien otrzymywać
                  wsparcie czyli min przeszkolenie...

                  2. chorujący na schizofrenię to raczej dla siebie samych mogą być
                  niebezpieczni
                  OK ale w opisywanym przypadku jakby o co innego chodziło, i jak
                  przypuszczam agresja była pochodną (bezkarności, specjalnego
                  traktowania) choroby a nie z niej bezpośrednio wynikała - ale to
                  takie moje dywagacje - tak czy inaczej nauczyciele nie dostali
                  żadnego wsparcia z zewnątrz.

                  > 3. tak jest. Piękny Umysł zrobił swoje, co? Po Rain Manie też
                  wielu ludzi uważa
                  > , że autyzm budzi geniusz... Bez komentarza.

                  nic o mnie nie wiesz i nie oceniaj wszystkich po sobie
                  napisałem o tym bo pamiętałem ze szkoły że paru wielkich pisarzy
                  miało tę "przypadłość"

                  Jednak nawet najgorzej funkcjonująca instytucja nie zwalnia pedago
                  > ga z obowiązku myślenia i wykazania się elementarną delikatnością
                  i empatią w s
                  > tosunku do osób słabszych, a powierzonych jego opiece.

                  poniekąd tak ale
                  1. nauczyciel też jest człowiekiem i może poprostu mieć dość
                  zwalania na niego caorz to większej ilości obowiązków -
                  wytrzymałosc ludzka ma też swoje granice
                  2. pamiętając o prawach słabszych nie zapominaj o prawach pozostałych
                  jeśli o zapewnienie właściwych warunków nie zadbali ani rodzice ani
                  dyrektor/władze oświatowe ani poradnia prowadząca to niby dlaczego
                  rodzice pozostałych dzieci i nauczyciel mają się poświęcać?

                  co do ideii to wpełni się z nią zgadzam ale myśle że nie jest zbyt
                  racjonalne oczekiwanie że w szkołach uczą sami Judymi (bez rodziny i
                  innych obowiązków)
                  tak więc w pełni rozumiem że nauczyciel może mieć dość i myślę że
                  bardziej racjonalnym było by wymaganie od dyrekcji, wladz
                  oświatowych a nie najeżdzanie na nauczyciela.
                  • flasska Re: Szkola to nie szpital psychiatryczny ani miej 30.10.08, 22:53
                    Racja. Zgadzam się, jak już wcześniej napisałam, w kwestii wsparcia dla nauczyciela, warunków pracy, rozwiązań itp.

                    Moje posty są tak naprawdę reakcją na rozniecającą się stopniowo histeryczną reakcję niektórych forumowiczów. Część wypowiedzi to nic innego jak tylko świadectwo uprzedzeń i niewiedzy. I to już nie dotyczy tego konkretnego przypadku, ale osób chorujących psychicznie (nie tylko na schizofrenię) w ogóle.

                    Okrutne dzieci. Tak, to problem . Ale jeśli ich nie spotka, to na swojej drodze pewnie będzie już spotykać głównie lekarzy i pielęgniarki, bo nie nauczy się żyć i sobie radzić. Poza tym, nie zawsze da się poznać, że człowiek choruje. Więc ten argument ma zastosowanie tylko w części przypadków. Warto też postawić sobie pytanie, dlaczego te dzieci są takie okrutne, skąd wiedzą, jak skutecznie obrazić chorego? Od kogo się tego nauczyły i dlaczego nie wiedzą, że nie powinny tego robić?

                    Ja też widziałam, jak to wygląda w praktyce i do głowy mi nie przyszło - zanim zajrzałam na to forum - że obecność ucznia, który ma tego rodzaju problemy, może budzić taki popłoch (wsparty głównie uprzedzeniami) wśród nauczycieli.

                    >nic o mnie nie wiesz i nie oceniaj wszystkich po sobie
                    a ty też nic o mnie nie wiesz, więc skąd ta sugestia? :D czyżby jednak...

                    A uwaga o Rain Manie była na temat kolejnego głupiego stereotypu. To że ludzie zdolni chorują nie znaczy, że zachodzi jakikolwiek związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy wystąpieniem choroby a uzdolnieniami. To tak, jakby ktoś stwierdził, że wśród ślusarzy czy chorych na cukrzycę są ludzie uzdolnieni plastycznie. No są, no i co? Choroba psychiczna nie ma nic wspólnego z intelektem - jeśli o to chodziło, to przyznaję rację. Ale lepiej ostrożnie z tym psychotycznym geniuszem.

                    Mam też wrażenie, że mówiąc o prawach całej reszty do nauki na wysokim poziomie czy uwagi nauczyciela zakładasz, że osoba z diagnozą psychiatry automatycznie obniży jakość kształcenia albo wymaga jakiejś szczególej troski? Jak to sobie wyobrażasz? W trakcie lekcji będziesz się upewniał 15 razy, czy dzieciak ze schizofrenią nie ma urojeń, z depresją - nie ma myśli samobójczych, a z dwubiegunowym - czy czasem się zbytnio nie ekscytuje lekcją? Będziesz się upewniał, czy wzięli rano leki? O co chodzi z tą szczególną uwagą? To nie są niepełnosprawni czy ogłupiali ludzie. Naprawdę można ich traktować całkiem normalnie i nic się nie stanie. Ani nikogo nie zabiją, ani nie zjedzą kredy.

                    Ta histeria jest chyba trochę na wyrost. Jak to, zresztą, każda histeria.
                    • truten.zenobi Re: Szkola to nie szpital psychiatryczny ani miej 31.10.08, 10:01
                      Choroba psychiczna nie ma nic wspólnego z intelektem - jeśli o to
                      > chodziło,
                      poniekąd tak ale
                      nie znaczy, że zachodzi jakikolwiek związek przyczynowo-skutkowy
                      > pomiędzy wystąpieniem choroby a uzdolnieniami.
                      tu już nie koniecznie, popraw jeśli się mylę, ale czy nie odmienność
                      postrzegania świata dała podstawy wielu wybitnym dziełom literackim.
                      czy nie jest tak że choroby - dysfunkcje z jednej strony wywołują
                      problemy ale z drugiej tworzą specyficzne zdolności...

                      jak już wspomniałem na chorobach psychicznych się nie znam, ale
                      jestem dyslektykiem i trochę na ten temat wiem...
                      w dysleksji występuje silny związek pomiędzy dysfunkcją a
                      posiadaniem ponad przeciętnych zdolności "matematycznych"
                      jedna z teorii (w dużym uproszczeniu) tłumaczy dysleksję jako
                      specyficzny sposób postrzegania świata, zwracanie większej uwagi na
                      związki logiczne - czyli nie jest to choroba ale odmienne zdolności.

                      następna rzecz by móc normalnie funkcjonować taka osoba startuje
                      jakby z niższego poziomu.. a więc od dzieciństwa wymagania są
                      większe a więc by cokolwiek osiągnąć musi mocniej korzystać ze
                      swoich zdolności... czyli je rozwija w sposób ponad przeciętny...
                      czyli ci którym się udało są jakby bardziej widoczni

                      czyli nie traktuję tego jako prostej funkcji, ale myślę że jakiś
                      związek "przyczynowo skutkowy" istnieje chociaż masz rację nie jest
                      on taki jak został wykreowany w popkulturze.

                      -------------
                      histeryczną re
                      > akcję niektórych forumowiczów.
                      ale ta histeria nie bierze sie z niczego! bandytyzm, przepełnione
                      klasy - szkoły molochy, brak infrastruktury...
                      ... i pojawia się coś jeszcze,
                      można być pewnym że nie poprawi to sytuacji pozostałych uczniów a
                      może ją tylko pogorszyć
                      można być pewnym że w razie problemów nie można liczyć na żadna pomoc
                      czyli problem nie wynika tylko z niewiedzy ale także z wiedzy...
                      wiedzy że system działa fatalnie!

                      dlaczego te dzieci są takie okrutne, skąd wiedzą, jak skutecznie o
                      > brazić chorego? Od kogo się tego nauczyły

                      to akurat wydaje mi się bardzo proste.
                      w grę wchodzą 2 czynniki
                      strach - nikt im nie powiedział o co chodzi, nie przygotował, nie
                      znają sie na chorobach, nie pojmują sytuacji w której się znaleźli
                      łatwa ofiara - w momencie formowania się grup nieformalnych jest to
                      idealna osoba na "kozła ofiarnego" i później pewnie tak juz zostaje
                      nie trzeba nic uczyć! w każdej większej grupie znajdzie się ktoś kto
                      swoje kompleksy i niepowodzenia będzie odreagowywał wyładowując się
                      na słabszym...

                      jak to wygląda w praktyce i do głowy mi nie przyszło - zanim
                      > zajrzałam na to forum - że obecność ucznia, który ma tego rodzaju
                      problemy, moż
                      > e budzić taki popłoch (wsparty głównie uprzedzeniami) wśród
                      nauczycieli.

                      bo pewnie masz tylko dobre doświadczenia
                      dzieciak mojego kumpla przez całą podstawówkę nie był na żadnej
                      większej wyciecze bo. w szkole jest klasa integracyjna skoro oni nie
                      mogą jechać to nikt nie mógł (zarządzenie dyrektora?) tak więc jak
                      sądzisz jakie będzie jego postrzeganie osób niepełnosprawnych?

                      jakość kształcenia albo wymaga jakiejś szczególej troski? Jak to
                      sobie w
                      > yobrażasz?
                      nie wyobrażam a wiem jak to wygląda. nauczyciel takiemu uczniowi
                      musi poświęcić więcej czasu. w klasie 30 osobowej (a takie właśnie
                      często bywają w naszym kraju) i tak tego czasu, dla poszczególnych
                      uczniów, nie ma za wiele, a co dopiero jeśli jednemu trzeba ciągle
                      coś ekstra tłumaczyć, ba wręcz prowadzić dla niego odrębny tok
                      nauczania, upominać co chwila, upominać innych, dodatkowo pilnować
                      na przerwie...
                      w zależności od schorzenia dziecko może wymagać wielu dodatkowych
                      czynności...

                      może masz rację ze nie w każdym przypadku ale ja się spotkałem i
                      znam parę relacji z pierwszej ręki gdzie taki problem właśnie był i
                      nauczyciela pozostawiano samego sobie.

                      W trakcie lekcji będziesz się upewniał 15 razy, czy dzieciak ze schi
                      > zofrenią nie ma urojeń, z depresją - nie ma myśli samobójczych, a
                      z dwubiegunow
                      > ym - czy czasem się zbytnio nie ekscytuje lekcją? Będziesz się
                      upewniał, czy wz
                      > ięli rano leki?

                      no i oczywiście dodatkowa odpowiedzialność, bo przecież w razie
                      czego prokurator stwierdzi że "przecież pan/pani wiedział/a że
                      dziecko ma..."

                      i powiem jeszcze tak pewnie masz rację że takiej postawy nauczyciela
                      nie można pochwalić ale ganienie go w sytuacji gdy jest on tylko
                      malutkim trybikiem źle funkcjonującego systemu ani nie rozwiąże
                      problemu ani nie zmieni jego nastawienia

                      (trochę się powtarzam :( )
                      poza tym gdyby szkoły specjalne nie były dnem kompletnym, a
                      placówkami faktycznie ułatwiającymi zdobycie wykształcenia
                      odpowiedniego do predyspozycji to pewnie rodzice nie walczyli by tak
                      strasznie o to by ich dzieci tam nie chodziły.
                      może też należało by jednak tworzyć w szkołach klasy profilowane,
                      lub coś na kształt indywidualnego toku nauczania – tak by w ramach
                      szkoły istniała możliwość „integracji społecznej” a z drugiej strony
                      nauka na poziomie najlepiej dostosowanym do zdolności i
                      zainteresowań.

                      bo zobacz co się dzieje. w ramach urawniłowki likwiduje się klasy
                      profilowane. czyli dziecko o ponadprzeciętnych zdolnościach będzie
                      się uczyć z „zdolnym inaczej” – na jakim poziomie ma nauczyciel
                      prowadzić zajęcia? jakie warunki do nauki zapewni szkoła?
                      • truten.zenobi i jeszcze coś o dzieciach 31.10.08, 14:31
                        ("milusińńscy")

                        problem też niekoniecznie musi dotyczyć znęcania się nad taką osobą

                        bywa i tak że dzieci szdają sobie sprawę że "to" dziecko jest
                        specjalnie traktowane, że część rzeczy uchjodzi mu bezkarnie więc
                        podpuiszczają je do róznych wybryków, ono w ten sposób kupuje ich
                        uwagę ("przyjaźń") oni mają ubaw, a nauczyciel ma rozbitą lekcję.

                        maskotka klubu - wabik, bywa i tak że taka osoba jest wykorzystywana
                        do zaczepek, czy wymuszeń...

                        itd. itd.
                        pewnie to samo może dotyczyć normalnych ale mniej rozgarniętych
                        dzieci..
                        ale jeże li nie możesz sobie wyobrazić jeak takie dziecko może
                        wymagać większej pracy od nauczyciela to służę Ci przykłądami
                        (wziętymi z życia)
                        • flasska Re: i jeszcze coś o dzieciach 31.10.08, 15:51
                          Poproszę o te przykłady, ale możliwie z postawioną dzieciakowi diagnozą i jego wiekiem.
                          Gdy piszę o chorych w klasie, nie mam na myśli dziecka z ADHD, tylko nastolatka po przebytym epizodzie choroby leczonym w szpitalu psychiatrycznym. W takiej sytuacji nauczyciel zazwyczaj wie o tej hospitalizacji, a nie wie nic o chorobie. Nie mówię o podstwówce, bo nad dziećmi w tym wieku pewnie w ogóle nie można zapanować niezależnie od ich stanu zdrowia ;/
                          • truten.zenobi Re: i jeszcze coś o dzieciach 31.10.08, 17:06
                            > Poproszę o te przykłady, ale możliwie z postawioną dzieciakowi
                            diagnozą i jego
                            > wiekiem.
                            nie wiem jaka była diagnoza mojego kumpla z klasy, ale był
                            niepełnosprawny i powiedzmy lekko opóźniony w rozwoju
                            wiek to było około 16
                            przykłady o których mi opowiadano też nie znam diagnozy chodziło o
                            napady (czasem niekontrolowanej) agresji wiek jak dobrze pamiętam
                            około 12-14 lat

                            > . Nie mówię o podstwówce, bo nad dziećmi w tym wieku pewnie w
                            ogóle nie można z
                            > apanować niezależnie od ich stanu zdrowia ;/

                            pewnie tak ;)
                      • flasska Re: Szkola to nie szpital psychiatryczny ani miej 31.10.08, 15:45
                        Zapewne odmienność postrzegania świata czy nieprzeciętna wrażliwość uczyniła wielu artystów czy naukowców wybitnymi, ale choroba wielu wybitnym, których dotknęła, uniemożliwiła nie tylko pracę twórczą czy naukową, ale godne życie w ogóle. Dopóki mówimy o wrażliwości czy mądrej refleksyjności, wszystko się zgadza, ale gdy zamieniają się one w niemożliwe do poskromienia lęki i urojenia, czy prowadzącą do prób samobójczych rozpacz, kończy się temat działań twórczych, a zaczyna dyskusja o potężnej i destrukcyjnej sile. To jest siła, która pisarzowi uniemożliwi pisanie i każe walczyć ze sobą każdego ranka, by wykrzesał z siebie siły na tyle, by wstać z łóżka, a może nawet wyjść z domu. Siła, która badaczowi uniemożliwi dotarcie do pracy, bo sparaliżuje go olbrzymi lęk i przekonanie, że wszyscy wokół spiskują przeciwko niemu, a program telewizyjny jest adresowany do niego i zawiera zaszyfrowane informacje.

                        Nie mówimy tu o dysleksji. Dyslektyk nie doświadcza "rozpadu osobowości", nie żyje w świecie urojeń, nie jest straszony przez halucynacje, ani z powodu dysleksji nie porywa się na własne życie. Nie zamyka się też we własnym świecie, nie trwa w stuporze, nie zrywa związków ze światem zewnętrznym i nie okalecza się. To porównanie nie ma większego sensu. Choroba psychiczna nie stymuluje działań twórczych, nie otwiera szerzej oczu - ona po prostu zmienia zupełnie to, co widzisz i co czujesz. I nawet, gdy chcesz to przekazać, przecież niekt cię nie zrozumie. Mało tego, niewielu cię zaakceptuje. Gdyby choroba zamieniała ludzi w twórców, pewnie nikt by się z niej nie leczył. Ale w chorobie stymulujące może być najwyżej początkowe pobudzenie; później życie zamienia się w koszmar i koszmarem długo być nie przestaje, bo gdy objawy mijają, człowiek uświadamia sobie, jak zachowywał się w trakcie trwania choroby, zastanawia się, jak to wpłynie na jego dalsze życie i relacje z otoczeniem. Zapanowanie nad objawami choroby to dopiero początek drogi. Później trzeba nieustannie udowadniać kochanym bliźnim, że nie jest się potworem, ale wrażliwym człowiekiem, który dźwiga nałożone mu przez troskliwych braci piętno ;/ Jeśli ludzie tworzą dzieła spójne, to raczej mimo choroby, a nie dzięki niej.

                        Jeśli chodzi o niewiedzę dzieci. Wiem, że nikt im nie przekazał wiedzy na temat tego, że w grupie zawsze znajdą się ludzie słabsi bądź po prostu odmienni, a jeśli to zrobił, to najprawdopodobniej sugerując traktowanie takiej osoby jak na "normalsa" przystało. Dzieciaki niestety uczą się od dorosłych najpierw zachowań parszywych i niegodnych - bo na przykładzie, a dopiero potem wzorów zachowań przyzwoitych - bo w teorii. Jak słyszą tatusia obmawiającego kolegę z pracy, który jest "nienormalny" i "wiecie, leczy się <wink, wink>", albo jeśli widzą, że tatuś na takie zachowania u innych nie reaguje (albo reaguje pod warunkiem, że nie mówi tego szef), to odbiera lekcję aprobowanych zachowań społecznych. Niewielu ma to szczęście i dowiaduje się od rodziców, że haniebne jest prześladowanie ludzi z powodu ich odmienności; niewielu ma szczęście nigdy nie przyłapać bliskich na takich praktykach, bo nikt chyba nie jest bez winy. Ale to nie znaczy, że nie można się postarać uświadomić ludziom, że "wariat" jest określeniem pogardliwym i że ludzie chorzy różnią się od siebie tak jak zdrowi. Są wśród nich mądrzy i głupi, ładni, przeciętni i zupełnie nieatrakcyjni... I tak bez końca.

                        Jeśli chodzi o specjalną troskę, wierz mi. Ludzie chorujący nie są mniej bystrzy niż zdrowi. Nie trzeba im dwa razy dłużej niczego tłumaczyć z racji choroby. Zwłaszcza, że do klasy trafi pewnie dziecko, które zostało już wy-/zaleczone. Naprawdę fakt, że piętnastolatek przeżył epizod depresji czy schizofrenii nie czyni go kretynem. Jeśli wcześniej nie miał większych problemów, to pewnie nawet na tych fatalnych psychotropach sobie poradzi. Najwyżej będzie miał więcej nieobecności, ale uważam jako była uczennica, że chwila oddechu i odpoczynku od polskiej szkoły, mogą zestresowanemu człowiekowi tylko pomóc. Wrażliwego człowieka nie należy tylko zeszmacić (w czym lubują się niektórzy nauczyciele) - tu diagnoza może zapalić w nauczycielskiej główce lampkę "nie krzyczeć, nie wyzywać", co też wszystkim chyba przyniesie ulgę. Oszczędzić odpytywania, jak akurat skończył płakać w kiblu (co w ogóle nastolatkom się przecież zdarza). Nauczyciel powinien się wykazać jedynie delikatnością, tu innych większych wymogów nie ma (nie mówię rzecz jasna o zaburzeniu typu ADHD). Naprawdę, zdolni ludzie sobie poradzą mimo choroby, jeśli ponownie ich nie zaatakuje z wielką siłą, a niezdolni będą po prostu tak samo niezdolni, jak byli. Nie ma żadnego powodu, żeby obcinać wycieczki czy wyjścia, bo jeśli taki człowiek nie będzie czuł się wystarczająco odważny, żeby gdzieś jechać (niektórych sama podróż do szkoły może bardzo stresować, a co dopiero wycieczka), to po prostu nie pojedzie. Nie musi nawet oficjalnie figurować jako osoba "specjalnej troski" (straszne określenie); wystarczy, że nauczyciel wie, że w przypadku zaobserwowania pogorszenia się nastroju ucznia, zaburzeń w koncentracji, niepokojących zmian w zachowaniu, należy porozmawiać z (uczniem i) rodzicami, żeby zapobiec ewentualnemu nawrotowi.

                        Jeszcze jedno - osoba z orzeczeniem choroby czy zaburzenia psychicznego, nie jest z definicji osobą niepełnosprawną, halo! Niepełnosprawna jest osoba z orzeczeniem niepełnosprawności. A nie każda, która bierze psychotropy czy chodzi do psychiatry.

                        To jest wręcz niepojęte, jak chętnie wyrzuca się poza nawias społeczności (nawet w takiej hipotetycznej sytuacji) osoby z diagnozą. Cały czas tłumaczę, że ludzie z zaostrzeniem objawów zazwyczaj się leczą, a nie marnują czas i stresują się w szkole; dopiero gdy objawy mijają lub zanikają na tyle, że można wrócić do codziennych aktywności, wracają na zajęcia. Nie muszą chodzić do szkół specjalnych. Jak koleżanka z pracy zapadnie na depresję albo okaże się, że choruje na dwubiegunowe afektywne i musi w szpitalu podleczyć stan manii, odmówisz jej prawa do powrotu do pracy? Chyba nie. Bo jest wciąż tą samą osobą. Najpewniej mądrzejszą i bardziej wyrozumiałą niż niejeden półgłówek, który odesłałby ją bez chwili zastanowienia do przytułku albo pozbawił pracy.
                        Tak to jest z chorobami psychicznymi- niektórzy nie mogą się z podnieść po tym doświadczeniu albo muszą walczyć z nawracającą chorobą, co zupełnie rozregulowuje im życie. Jednak inni otrząsają się i wracają do szarej rzeczywistości oraz swojej w niej roli. I jest dobrze. Upadają, podnoszą się, walczą. Tylko na każdym kroku muszą potknąć się o ludzi, którzy nic nie rozumiejąc, ferują na nich wyroki. Bardzo to zniechęcające.
                        • truten.zenobi Re: Szkola to nie szpital psychiatryczny ani miej 01.11.08, 21:38
                          nie musisz mnie przekonywać że chory ma prze...przechlapane jak
                          pinokio w krainie termitów.
                          ja wiem że że nawet jakaś odmienność już stwarza problem (i daltego
                          do porównań wybrałem dysleksję bo w odróżnieniu trochę o niej wiem a
                          część problemów "szkolnych" jest podobna)

                          tyle że uważam że pewna solidarność, empatia, powinna sie wyrażać w
                          stworzeniu systemu w którym każde dziecko ma szansę na edukację
                          najlepiej dostosowaną do jego potrzeb i mozliwości
                          a nie na spychologii. płacimy niemałe podatki nie po to by
                          urzędnikom się żyło dostatnie!
                          • bkt Re: Szkola to nie szpital psychiatryczny ani miej 03.11.08, 13:58
                            Ja mam jedną uwagę.
                            Byłoby ze wszech miar słusznym, by nauczyciele dostali znaczące
                            podwyżki płac, by pensje nie uwłaczały ich godości. Ale na Boga,
                            niech nie będą prymitywni, niech coś sobą reprezentują.
                            Dlaczego nauczyciel ma nie znać podstaw pewnych zaburzeń (ADHD,
                            autyzm, schizofrenia, depresja, etc.) Przecież to niejednokrotnie
                            pedagog powinien być tą osobą która kieruje dziecko na diagnozę. Po
                            co studiował pedagogikę? Przecież powinien był zdawać z tego
                            egzaminy? Jeśli nie, to może szkoła powinna fundować szkolenia z
                            takiej tematyki?

                            CHcecie czy nie, takich dzieci z zaburzeniami będzie coraz więcej.
                            Niestety to cena jaką płacimy za cywilizację.
                            • danuta49 Nauczyciel może skierować na diagnozę,nie leczyć! 03.11.08, 15:07
                              Nikt tu z tym nie polemizuje!!!Problem polega na tym,że nie może
                              zapewnić terapii(to wymaga kwalfikacji, uprawnień i praktyki!) w
                              trakcie lekcji z 30 i więcej uczniami.Nie może się też koncentrować
                              tylko na uczniach z odchyleniami.Na dodatek bywają oni niebezpieczni
                              dla otoczenia czy swoimi zachowaniami uniemozliwiają prowadzenie
                              lekcji.Dlatego tego rodzaju uczniowie powinni trafiać do placówek,
                              których personel i organizacja bylyby przystosowane do ich terapii i
                              zaburzeń jakie mają!!!
                            • truten.zenobi ja bym zaczoł od czegoś innego 04.11.08, 11:54
                              od 15 ososbowych klas, od 10 osobowych klas integracyjnych...

                              Bo mozesz płacić i 100x więcej ale "praw fizyki pan nie zmienisz",
                              doba ma ograniczoną ilość godzin a i wytrzymałośc ludzka też jest
                              (mocno) ograniczona.

                              > Dlaczego nauczyciel ma nie znać podstaw pewnych zaburzeń (ADHD,
                              > autyzm, schizofrenia, depresja, etc.)
                              ja jednak dalej uważam że nie można tego wymagać...
                              może inaczej powinien coś tam wiedzieć o schożeniach/dysfunkcjach
                              często występujących...
                              ale podstawą powinno być to że może skorzystać z pomocy lekarza czy
                              innego specjalisty,
                              to dyrektor i odpowiednie placówki powinny zadbać o zapewnienie
                              odpowiedniego wsparcia

                              a mam pytanie czy Ty w swojej pracy znasz podstawy wszystkich
                              dziedzin znią w jakikolwiek sposób ziązanych?

                              i jeszcze jeden argument:
                              często na zachodzi nasi pracownicy sa cenieni za to że potrafią coś
                              zrobić poza swoją dziedziną, np. kafelkarz podłączy instalację
                              wodną..
                              tyle że najczęściej jednak jest tak że nasz kafelkarz ani nie
                              potrafi kłasć kafelek ani kłąść instalacji wodnej. daje radę gdy nie
                              ma problemów ale wystarczy coś nowego/nietypowego i jest problem -
                              najczęściej robota sp...na i trzeba poprawiać..
                              ot taki elektryk w mojej firmie, misiek zajmuje się wszystkim, ale
                              nie wie jak działa bezpiecznik róznicowy, a ostatnio dał popis
                              podłanczając 2 fazy do gniazdka ( dzięki UPS'om - szlag trafił tylko
                              2 kompy, ale shajcowało się trochę innego sprzętu)
                              (niemiecki elektryk nie potrafi murować ale za to każda instalacja
                              jest tak zroboiona że nie tylko że nie trzeba poprawiać ale też jest
                              intuicyjna i zawsze zrobiona zgodnie ze sztuką)

                              tak własnie działają specjaliści od wszystkiego - takie też są
                              oczekiwania naszych pracodawców (i mówiąc prawdę sam jestem
                              takim "fachowcem") i takich "specjalistów" się boję

                              nauczyciel i tak ma 2 specjalności swój przedmiot i pedagogikę.
                              a chce się mu wpychac kolejne specjalizacje..
                              to nie może się dobrze skończyć!
                              • katimamulilo jestem tu jestem... 05.11.08, 14:52
                                Czytam z uwagą wątki. jak zwykle znajdzie się ktoś, kto wie lepiej. taka flasska
                                na przykład. Proszę przeczytać moje poprzednie wpisy- wyraźnie jest napisane, że
                                choroba jest zdiagnozowana, potwierdzona na papierze z zaleceniami leczenia
                                farmakologicznego. I uczeń tych leków (które ograniczają agresję, co
                                potwierdziły badania i co też jest na papierze)nie bierze bo rodzice mu nie dają
                                pomimo nadzoru kuratora. Czyli wszyscy wiedzą, że dziecko nie jest leczone ale
                                nikt z tym nic nie robi. Ja rozumiem oburzenie, że jemu należy się edukacja itd
                                itp. Ale dla mnie to są farmazony jeśli zagrożone jest moje zdrowie- fizyczne i
                                psychiczne. mam małe dziecko i jestem zainteresowana przede wszystkim tym aby
                                bezpiecznie wrócić do domu a nie być pobitą przez szczeniaka. Tak, szczeniaka!I
                                chuligana. Bo 75% jego agresji wynika z rozbestwienia i dmuchania na biednego,
                                chorego schizofrenika. A on to wyczaił i robi co chce. Ot, dzisiaj poklepał
                                koleżankę nauczycielkę po tyłku- ale fajna zabawa była! Śmiał się on i śmiała
                                się z niej cała klasa, która to widziała...Nie wiem czy pani/pan flasska by
                                takie zachowanie uznała za normalne? A może wzięłaby pani/pan flasska takiego
                                ucznia na rozmowę na stronę? A co jeśli on powie" mam cię w dupie, idź sobie
                                sama"? Ot, taka rzeczywistość.Przykro mi, że ma chory mózg, tak- też uważam, że
                                ma się uczyć, powinien się rozwijać, może nawet jest w czymś genialny. Ale niech
                                to robi w odpowiedniej szkole z przeszkoloną kadrą.
                                • bkt Leki 06.11.08, 15:32
                                  Jasne że Nauczycielowi jest wygodniej jak da się dziecku prochy
                                  (pochodne amfetaminy) - jest spokój. Rodzice nie muszą ich dziecku
                                  dawać, ja bym nie dała w żadnym wypadku. Są to leki po których
                                  dziecko jest otumanione, potem boli je głowa, trudno to nazwać
                                  dobrym samopoczuciem. Nie usuwają przyczyny agresji.

                                  wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,5883718,Psychotropy_dla_dzieci_zamiast_terapii.html



                                  Co do mojego zawodu - niestety muszę się znać na wszystkim. Jestem
                                  tłumaczem i kiedy dostaję tekst, zawsze czytam ile się da o
                                  przedmiocie dokumentu.

                                  Co do dokształcania- przeczytanie kilku artykułów w Internecie chyba
                                  nie przekracza możliwości intelektualnych wykształconego
                                  (teoretycznie) pedagoga???

                                  Tak samo jak zajrzenie do słownika ortograficznego.

                                  Dziwię się takiej zaciętości i niechęci do dzieci. Czy to naprawdę
                                  tak trudno przeczytać kilka stron na jakiś temat?! Ja nie jestem
                                  pedagogiem (byłam kiedyś nauczycielką ale nie mam studiów
                                  pedagogicznych) ale przeczytałam kilka książek pedagogicznych,
                                  czytanie nie sprawia mi problemu ...

                                  A czy zrobiłaś cokolwiek żeby ktoś z tym dzieckiem pracował? Zamiast
                                  tylko się skarżyć? Czy dyrekcja coś robi? Jeśli nie to dlaczego?
                                  Skończy się na tym że zamiast mu pomóc to mu zrobicie krzywdę.
                                  A jak się uczy? ma potencjał? zdolności?
                                  • danuta49 Lepiej żeby kogoś zabil albo okaleczył???;-) 06.11.08, 16:46
                                    >Rodzice nie muszą ich dziecku dawać, ja bym nie dała w żadnym
                                    wypadku. Są to leki po których dziecko jest otumanione, potem boli
                                    je głowa, trudno to nazwać dobrym samopoczuciem. Nie usuwają
                                    przyczyny agresji.<
                                    Jeszcze raz!
                                    1.Szkoła nie jest i nie może być miejscem terapii dla osób o dużych
                                    odchyleniach psychicznych, a ich koledzy i nauczyciele workami
                                    treningowymi.Przeczytanie nawet 10 broszurek o chorobach
                                    psychicznych nie daje kwalifikacji ani umiejętności do takiej
                                    terapii.Czy to tak trudno zrozumieć?
                                    2.Rodzice nie dając dziecku przepisanych przez lekarza(!)lekarstw
                                    stwarzają zagozenie dla otoczenia, dla swojego dziecka zresztą też!
                                    Niewiele terapii jest przyjemnych - podobnie leki psychiatryczne są
                                    po prostu wyborem mniejszego zła!
                                    3.To wszystko nie jest kwestia dobrej woli ani moralnej estetyki!!!

                                    • truten.zenobi Re: Lepiej żeby kogoś zabil albo okaleczył???;-) 06.11.08, 21:58
                                      > 2.Rodzice nie dając dziecku przepisanych przez lekarza(!)lekarstw
                                      > stwarzają zagozenie dla otoczenia, dla swojego dziecka zresztą też!
                                      > Niewiele terapii jest przyjemnych - podobnie leki psychiatryczne

                                      > po prostu wyborem mniejszego zła!

                                      to chyba też nie dokońca tak (wydaje mi się że to wygląda mniej
                                      więcej tak:)
                                      najprostszą i najtańszą "terapią" jest podanie leków uspokajających -
                                      hmmm nie jestem przekonany czy jako rodzic bym je podawał
                                      prawdziwa terapia jest droga i zwykle nie finansowana z nfz

                                      wydaje mi sie że w opisywanym przypadku problemem nie jest sama
                                      choroba ale metody wychowawcze rodziców tego dziecka. wszystko mu
                                      wolno bo ma przecież papier, bo wymaganie czegokolwiek może mu
                                      zaszkodzić...

                                      czyli w/g mnie problemem jest brak właściwej pracy z dzieckiem. z
                                      oczywistych wzgledów nie zapewni tego nauczyciel, rodzice nie radzą
                                      sobie z problemem, a własciwe instytucje udają że problemu nie ma...
                                  • truten.zenobi Re: Leki 06.11.08, 21:45
                                    > Co do mojego zawodu - niestety muszę się znać na wszystkim.

                                    przepraszam ale w dalszym ciągu nie wierzę.. jesteś tłumaczem,
                                    pewnie w pracy korzystasz z komputera,a zwłaszcza z edytora tekstów,
                                    pewnie nie jest to "notatnik" ale jakieś bardziej zaawansowane
                                    narzedzie (word lub OO.o) tak więc czy potrafisz pisać makra? czy
                                    znasz wszystkie funkcje programu?

                                    jeśli tłumaczysz np. jakiś tekst z elektryki to poznajesz jak nazywa
                                    się po polsku np. bezpiecznik różnicoprądowy czy poznajesz zasadę
                                    jego działania?

                                    > Co do dokształcania- przeczytanie kilku artykułów w Internecie
                                    chyba
                                    > nie przekracza możliwości intelektualnych wykształconego
                                    > (teoretycznie) pedagoga???

                                    troche się powtórzę:
                                    "wiedza specjalistyczna to coś innego niż romanse! nie wystarczy
                                    pójść do biblioteki i poprosić o coś o autyźmie.
                                    ba nawet jeśli cos bedzie w bibliotece to skąd masz pewność że
                                    nauczyciel zrozumie fachowe terminy, że książka nie będzie zbytnio
                                    przestarzała czy reprezentowała kontrowersyjne podejście itp."

                                    > Dziwię się takiej zaciętości i niechęci do dzieci.
                                    myślę że co do niecheci to jest to Twoja nadinterpretacja, myślę że
                                    ludzie nie chą "tylko" by wszelkie problemy były rozwiązywane ich
                                    kosztem.
                                    częściowo się z toba zgadzam bo jeśli nauczyciel nie potrafi się
                                    znaleźć w trudnej sytuacji to co mozna wymagac od innych.
                                    jak on będzie wychowywał, jakich postw będzie uczył...
                                    ale nauczyciel to też człowiek czasem poprostu bezrady wobec
                                    zbiuroikratyzowanej machiny naszego państwa
                                    • bkt Re: Leki 07.11.08, 19:06
                                      Wierz mi, parę artykułów wystarczyłoby :)
                                      Z moim dzieckiem np. pracuje kilku pedagogów. Większość z nich nie
                                      ma pojęcia o co chodzi z tą centralną koherencją albo teorią
                                      umysłu ! a wystarczy poczytać dokładnie kilka-kilkanaście stron!
                                      żeby wiedzieć czym się to je i czego od dziecka można i nie można
                                      oczekiwać.
                                      Nie oczekuję że autorka wątku będzie dziecko leczyć broń Boże, ale
                                      warto żeby wiedziała cokolwiek.
                                      Zgadzam się że rodzice tutaj nie są OK w stosunku do dziecka - jeśli
                                      jest tak jak piszesz. Ale na Boga to taki zawód że bywają trudne
                                      dzieci i trudne sytuacje - przecież musicie czasem i pomóc rodzinie!
                                      Przecież szkola to nie tylko placówka edukacyjna ale i wychowawcza!

                                      • katimamulilo Re: Leki 07.11.08, 19:36
                                        hmmmm, a kto pomoże mojej rodzinie jak koleś mnie popchnie, upadnę, uderze sie
                                        glową w kant stołu, strace przytomność?
                                      • danuta49 Jak widać parę zaklęć wystarczy;-)))))))))))))) 07.11.08, 20:24
                                        >Ale na Boga to taki zawód że bywają trudne
                                        dzieci i trudne sytuacje - przecież musicie czasem i pomóc rodzinie!
                                        Przecież szkola to nie tylko placówka edukacyjna ale i wychowawcza!<
                                        Bardzo ladnie!Można jeszcze listę zadań szkoly wypisać dowolnie
                                        dlugą.Tyle,że to jest zaklinanie rzeczywistości!!!Doba ma 24
                                        godziny, nauczyciel uczy ok.500 uczniów(poza polonistami i wf-
                                        owcami) i policz sobie ile ma na jednego ucznia.A często co uczeń to
                                        dysfunkcja, inna dysfunkcja!!!


                                      • truten.zenobi Re: Leki 07.11.08, 20:34
                                        mała uwaga nie jestem nauczycielem
                                        występuję troche (w tym przypadku) w obronie nauczycieli dlatego że
                                        widze duże ocekiwania wobec nauczyciela jako osoby z jednej stony a
                                        z drugiej duże lekcewarzenie wagi edukacji i potrzeby inwestycji
                                        systemu edukacji.

                                        w zasadzie zgadzam się z Tonem Twoich wypowiedzi ale jeśli przez
                                        ostanie 20 lat było społeczne przyzwolenie na likwidacje szkół
                                        (żłobków przedszkoli) na pozostawienie pepełnionych klas i nauki na
                                        zmiany, na obnizanie poziomu nauczania, na obniżanie statusu (i
                                        wymagań) nauczyciela, na zgodę na chamstwo i bandytyzm w szkole....

                                        to co sie dziwić takim reakcjom nauczycieli...
                                  • marabut123 rodzic, który nie daje leków choremu psychicznie 11.11.08, 19:58
                                    oraz niebezpiecznemu dla otoczenia dziecku powinien za wszystkie
                                    akty agresji tego dziecka odpowiadać przed sądem.
                                    Tak samo jak osoba, która umyślnie spowodowała wypadek.
                                    Tak jest w niektórych stanach USA - ale tamtejsze szkoły przeżyły
                                    już tyle, że brednie jak przez ciebie wypisywane dawno trafiły do
                                    śmietnika
                                    • agafrania Re: rodzic, który nie daje leków choremu psychicz 22.02.17, 22:11
                                      cóż...czytam.....czytam....i...... hmmm....od ponad miesiąca pracuję w szkole podstawowej, do której uczęszczają również dzieci leczone psychiatrycznie. Zaznaczam, że nie jest to szkoła specjalna!!! W mojej 20 letniej karierze zawodowej nigdy dotąd nie spotkałam sie z takim problemem, zwłaszcza, że np. w klasie IV dzieci z problemami psychicznymi jest troje, w piatej jedno i w szóstej dwoje. Ponadto pracuję w dzielnicy tzw patologicznej....nigdy nie rozumiałam takich podziałow, patola - nie patola!!! a jednak coś w tym jest!!!! Co dalej?? Dzieci generalnie są bezczelne, chamskie , oczywiście nie chcą się uczyć....bo po co?? Z domów nic nie wyniosły niczego dobrego, ale za to pełne są aresji, arogancji.... normą i zabawna sprawą są brzydkie odzywki do nauczycieli i samych siebie, cytuję: Panią to i tak stad wykurzymy, lub : co Ty chciałaś? - gdy n-l prosi o wyjęcie podreczników, a chodzenie w trakcie lekcji jest dla nich super zabawą...czy np: odzywki do nla "spadaj", "zajebiscie, k...a , p......ę nie bede tego robił"... lub jakby ktoś chciał jeszcze więcej...... "nie mów do mnie po nazwisku, bo po pysku!-klasa IV. I cóz? Życzę każdemu "mądrującemu się" na forum takich doświadczeń!!!! A jestem naprawdę bardzo zaangażowanym nauczycielem!!! Nie wyobrażam sobie pójść na zajęcia z tzw: biegu.....zawsze mam pomysł lub nawet pomysły na lekcję, plan, konsekt lekcji, przygotowane zabawy, gry, piosenki .... najzwyczajniej nie pasuję do tego środowiska....i szukam pracy od nowa :-) pozdrawiam wszystkich:-) ps: bardzo kulturalnie i rozważnie opisałam w skrócie wielkim to co się dxieje:-) pozdro dla mądrzejszych....chętnie przeczytam ich uwagi :-)
                                      • truten.zenobi Re: rodzic, który nie daje leków choremu psychicz 03.05.17, 18:41
                                        no cóż watek z 08... za dużo dyskutantów pewnie już nie będziesz miała...
                                        a po latach chyba można powiedzieć, że indolencja państwa tylko pogłębia problem...
    • sam123neil Re: chory psychicznie w klasie 30.04.17, 13:33
      W Tarnowie do szkół ochroniarskich przyjmuje się i szkoli ludzi od wielu lat leczących się psychiatrycznie czy chcieli byście żeby taki przyszły ochroniarz pracował w szkole waszego dziecka, chronił wasze ciężko zarobione pieniądze lub spokojnie przyglądał się jak jakiś łotr katuje waszą drugą połówkę.To jest skandaliczny błąd w procesie rekrutacyjnym który popełnia tarnowski COSINUS.Znam osobiście ucznia tej szkoły który szkoli się na ochroniarza w domu teroryzuję rodzine nożem i siekierą był hospitalizowany w psychiatryku i bierze leki psychotropowe zapobiegające schizofreni i napadom i agresji .Czy Tarnów będzie kiedyś znany jako kolebka teroryzmu będziemy posiadac na stanie świetnie wyszkolonych morderców- ochroniarzy strzelających do własnych rodzin.Potem w telewizji usłyszymy słynne (czy do tego musiało dojść czy to się musiało wydarzyć).
    • pracownik1221 Re: chory psychicznie w klasie 07.05.17, 11:26
      Jeśli on coś 'odwala' to Twoim obowiązkiem jest zwrócić uwage, zareagować. To, że jest chory, nie daje mu immunitetu na robienie czego dusza zapragnie.
      • edukacjamojapasja Re: chory psychicznie w klasie 09.05.17, 10:51
        ...Y5duF6
Pełna wersja