05.10.05, 20:56
Witam serdecznie,

Ponieważ na różnych forach, jak Turystyka czy Latanie, często pojawiają się
wątki dotyczące Meksyku, uznałem iż kraj ten dorósł już do posiadania
własnego forum. A co tam, jeżeli ma go Albania, to czemu nie Meksyk? :))

Wiele osób już tam podróżowało, wiele chciałoby się tam wybrać, dobrze więc
byłoby podzielić się doświadczeniami, opisać dobre jak i złe strony tego
kraju. Chciałbym abyśmy wymieniali się tutaj wiadomościami nie tylko o
turystyce, ale również o społeczno-ekonomicznym życiu tego kraju,
podyskutowali o ludziach – czy Meksykanie podobni są do innych Latynosów, a
może nie? Jakie ich cechy najbardziej Wam się podobają, które trochę mniej, a
które drażnią? Kuchnia meksykańska – co lubicie a co nie?

Sam mieszkałem w Meksyku 5 lat, moja żona jest Meksykanką, obecnie jesteśmy w
trakcie przeprowadzki do Polski.

Pozdrawiam wszystkich wszystkich i zachęcam do dyskusji!

Arek
Obserwuj wątek
    • mojito Meksyk, sloneczny Meksyk :). 06.10.05, 04:26
      Hola Arek,

      doskonaly pomysl. Najwyzszy czas aby Meksyk mial swoje forum.
      Jest coraz bardziej popularny w Polsce. Forum bedzie w fachowych
      rekach :).

      Lubie Meksyk. Wspaniale miejsce na wakacje i odpoczynek. Podrozujac
      lub przebywajac stacjonarnie. Ludzie przyjazni, otwarci i latwo
      usmiechajacy sie. Widze duze podobienstwo miedzy krajami. Mamy podobna
      dume narodowa i wyczulenie patriotyczne. Czasami odrobine za duze :).
      Mowimy: "To prawdziwy Meksyk". I mamy ten sam rodzaj chaosu narodowego.
      Ocieram sie o "Meksyk" prawie codziennie i takie mam wrazenie.

      Lezenie o zachodzie slonca pod palma w hamaku z jedna dlonia na zimnej
      butelce piwa a drugiej na...gdziekolwiek :) i ogladanie zsuwanie sie
      slonca do oceanu relaksuje wspaniale. Opcja aktywniejsza moze byc jazda
      konna wzdluz brzegu oceanu przy zachodzacym sloncu. La vida es hermosa :).
      • mojito Re: Meksyk, sloneczny Meksyk :). 06.10.05, 04:39
        Rozmarzylem sie i za szybko kliknalem :).

        Wchodzac w drzwi z napisem Caballero prawie slysze brzek ostrog.

        Maja wspaniala kuchnie. Doskonale potrafia przyrzadzac ryby, owoce
        morza i moje ulubione ceviche. O talencie robienia margarity nie
        wspomne. Tequila i mezcal z gusano tez im sie udaly :).

        Mysle o osmiu/dziesieciodniowym Meksyku w styczniu. Sadze, ze wyladuje
        w Playa del Carmen lub okolicach. Zatesknilem troche do europejskiego
        klimatu tego miasteczka. I wszystkiego tego co ma do zaoferowania.

        Oh, Meksyk, Meksyk...
        Basta!

        Hasta luego, Amigo,
        mojito.
        • arekch77 Meksykańska duma narodowa 06.10.05, 15:32
          Witaj mojito!

          Dziękuję że się odezwałeś, liczyłem na Ciebie jako na największego fachowca od
          Meksyku :) To, w jaki sposób opisujesz wypoczynek w tym kraju sprawia, że od
          razu zaczynam przeglądać strony linii lotniczych :)

          Ciekawie napisałeś o tym, iż mamy podobną dumę narodową i wyczulenie
          patriotyczne. Pozwolę sobie nie do końca zgodzić się z Tobą tym punkcie. To, że
          mamy dumę narodową, nie ulega wątpliwości. Mamy przecież wspaniałą historię,
          pełną wzlotów i upadków, z której możemy być dumni, tak samo jak Meksykanie.
          Mamy swoje święta narodowe, i oni również je mają. I na tym, tak sądzę,
          podobieństwa między obu krajami się kończą. Sposób w jaki my podchodzimy do
          tych spraw, w jak sposób rozpamiętujemy historię, jak obchodzimy święta, różni
          się ogromnie od sposobu w jaki robią to oni. Moim zdaniem, te ich święta,
          obchody, są strasznie jakoś tak „naciągane”, po prostu z braku jakichkolwiek
          szczególnych dokonań historycznych niektóre święta jakby tak sztucznie
          wymyślono, wpojono dzieciom w szkole że data ta to jakieś niesamowite dokonanie
          nawet w skali światowej, stwarza się całą otoczkę która bardzo podoba się
          turystom kiedy widzą w jaki sposób się obchodzi te święta w Meksyku, ale czy
          rzeczywiście są aż takie powody do świętowania?

          Weźmy na przykład jedno z większych świąt, 5 maja, 5 de Mayo, rocznica bitwy
          pod Pueblą. Chyba nie znajdziesz miasta, w którym nie byłoby ulicy 5 de Mayo
          lub ulicy Allende, od nazwiska ich generała. Jak każde święto narodowe jest to
          dzień wolny od pracy, ale poza tym przygotowywuje się ogromną paradę, zwłaszcza
          w stolicy oraz w mieście Puebla. Szkoły organizują pochody, jest i defilada
          wojska, inscenizacja bitwy… Pierwszy raz jak to widziałem spodobało mi się,
          więc zacząłem dociekać, co oni tak świętują? I jak się okazało, 5 maja wojsko
          meksykańskie odniosło zwycięstwo w bitwie pod Pueblą nad wojskiem Napoleona. No
          cóż, myślę sobie, czyli coś jak nasze europejskie Waterloo. Też w rocznicę
          bitwy się świętuje (co prawda nie ten Napoleon, ale zawsze), odgrywa
          inscenizację bitwy, w końcu nie tak łatwo było w owym czasie pokonać Francję.
          Nic bardziej mylnego! Meksykanie nikogo nie pokonali. Cała wojna z Francją była
          wynikiem tego, iż Meksyk ogłosił niewypłacalność – władze stwierdziły, że
          pieniędzy, które państwo było winne Francji, Wlk. Brytanii i jeszcze paru innym
          państwom, nie odda. Wówczas Napoleon III wysłał ekspedycję aby zagarnąć kraj i
          odzyskać co do niego należało. Francuzi bez przeszkód wylądowali w Veracruz i
          nie napotykając oporu doszli aż do Puebli. Tak zostali na krótko zatrzymani
          przez wojska Allende które wkrótce rozbili, weszli do Mexico City po czym
          ustanowili swoje władze z Maksymilianem III na czele – jego pałac możemy dziś
          podziwiać w parku Chapultepec. Słowem – totalna klęska, wojna z Francją
          przegrana, kraj zdobyty, Benito Juarez ucieka na północ organizując tam ruch
          oporu… No i co tu świętować? Z krótkotrwałego zatrzymania wojsk francuskich
          robić święto narodowe, uznawane za największe dokonanie w historii wojskowości
          Meksyku? Moim zdaniem to bardzo dziwne podejście, którego kompletnie nie
          rozumiem. My świętujemy Grunwald, Bitwę Warszawską, ale te bitwy rzeczywiście
          były zwycięskie, zmieniały bieg wojen. A bitwa pod Pueblą? To tak jakbyśmy
          robili święto 1 września, bo tego dnia Niemcy nie zdobyli Westerplatte. Zostali
          odparci przez nasze niezwyciężone wojsko! No cóż, takie jest właśnie podejście
          Meksykanów. Chyba wynika ono z tego, że po prostu nie mają innych historycznych
          dokonań, więc i takie jest dobre.

          Oprócz tego obchodzi się święto konstytucji 5 lutego, święto flagi narodowej 24
          lutego, urodziny Benito Juareza 21 marca – wyobrażasz sobie świętowanie urodzin
          np. Piłsudskiego? Poza tym wspomniane już 5 de Mayo, no i 15 września – dzień
          niepodległości. Jest też dzień rewolucji, 20 listopada. W odróżnieniu od
          naszego święta 11 listopada, kiedy obchodzimy zakończenie Pierwszej Wojny
          Światowej które w rezultacie przyniosło nam niepodległość, Meksykanie obchodzą
          rozpoczęcie wojny o niepodległość, która faktycznie rozpoczęła się 16 września
          i zakończyła 10 lat później. Dlaczego obchodzą 15.09 a nie 16.09, tego nikt nie
          potrafił mi wyjaśnić, jak również dlaczego świętują rozpoczęcie wojny a nie jej
          zakończenie. Ale taki już ich folklor. Poza tym podoba mi się sposób w jaki
          obchodzą dzień niepodległości – na wesoło, wymachując flagami, jedząc
          tradycyjne pozole oraz tacos, wszystko przyozdabiając na zielono-biało-
          czerwono. Odnoszę wrażenie że u nas jest to smutne święto, dla wielu ludzi po
          prostu dzień wolny od pracy. No niektórzy może obejrzą defiladę, i to wszystko.
          Meksykanie umieją cieszyć się swoimi świętami, nawet jeżeli niekoniecznie mają
          co świętować.

          A wracając do historycznych dokonań Meksyku, przypomniała mi się scenka z
          filmu „Perfumes de Violeta”. Nauczycielka pyta uczennicę – kto rozpoczął Drugą
          Wojnę Światową? – ta odpowiada: Niemcy (o tym że wspólnie z ZSRR nikt tam nie
          słyszał). Następne pytanie – kto wygrał? – Alianci (a gdzie ZSRR?). Kolejne –
          jaki był wkład Meksyku w zwycięstwo? Odpowiedź – dywizjon 201! No nie
          wytrzymałem, alianci przy wydatnej pomocy Meksyku rozbili Niemców! Ponieważ
          interesuję się historią IIWŚ, ale nigdy nie słyszałem o dywizjonie 201,
          zacząłem szukać informacji na jego temat. Udało mi się ustalić, że była to
          grupa pilotów, która walczyła wspólnie z Amerykanami, prawdopodobnie na
          Pacyfiku. Nic więcej nie znalazłem! No ale postanowiono uczcić tą wydatną pomoc
          nazywając wiele ulic, szkół, a nawet stację metra imieniem dywizjonu 201.
          Ciekawe co na taką wydatną pomoc powiedzieli by lotnicy z 303-go.

          Dlatego sądzę, że to ich poczucie dumy narodowej jest mocno przesadzone, kreuje
          się sztucznych bohaterów z braku prawdziwych, stwarza się w ludziach poczucie
          że ich kraj zawsze się liczył w historii świata i nadal bardzo się liczy. Skoro
          zwykłym ludziom tak bardzo brakuje tam powodów do radości, może te święta to
          jeden z nich…?

          Pozdrawiam!
          • mojito Re: Meksykańska duma narodowa. 08.10.05, 06:49
            Czesc Arek,

            Twoje niezgadzanie sie (do konca :) jest uzasadnione. Historie Meksyku
            znasz lepiej i miales okazje blizej przyjrzec sie celebrowaniu swiat
            narodowych. Moja historyczna wiedza o Meksyku jest peryferyjna i
            powierzchowna. W rozmawach ktore schodza na historie przytaczam swoja
            znajomosc swieta Cinco de Mayo i slucham o odzyskaniu niepodleglosci
            chociaz to swieto nie ma nic z nim wspolnego :). Ma natomiast duzo dumy
            narodowej. Faktycznie sluchajac tej historii mozna odniesc wrazenie, ze
            miala miejsce przelomowa bitwa.

            Nie poruszam sprawy Generala de Santa Anna i Alamo. Utrata Teksasu
            jest dla nich ciagle bolesna. Zrozumiale, ze majac za sasiada potezne
            panstwo kazdy sukces sie liczy i jest odpowiednio naswietlany.
            W amerykanskim angielskim jest okreslenie Mexican stand-off i Mexican
            draw - oznaczajace specyficzny impas :).

            Wczoraj z pierwszej strony hiszpanskojezycznej gazety Al Dia krzyczal do
            mnie tytul: Mexico bebio la gloria en Copa Mundial. Meksyk - Brazylia 3:0!
            Myslalem, ze swiat sie konczy :). Zainteresowalem sie entuzjastyczna
            i nieprawdopodobna wiadomoscia. Okazalo sie, ze wynik rzeczywiscie jest
            taki ale graly ze soba druzyny juniorow.

            Wspomniana przez Ciebie historia Dona Marina - La Malinche jest mi
            znana w pierwszej wersji - przyjaciolki Cortesa. Znajomy Meksykanin
            wyjasnil , ze imie kochanki Cortesa obejmuje obecnie pojecie zdrady
            i kolaboracji. Widzialem Casa de la Malinche w Coyoacan. Coyoacan
            zreszta pelen jest historii - Diego/Frida/Trocki.

            Cortes kojarzy mi sie glownie z hotelem de Cortes na Av. Hidalgo i jego
            czerwonawa fasada z kamienia tezontle :). Podoba mi sie hotelowe kolonialne
            patio. Smakuje mi tam nawet slaba Corona :).

            Z weekendowym pozdrowieniem,
            mojito.
            • arekch77 Alamo 09.10.05, 21:46
              Witaj mojito,

              no właśnie, Alamo. Jak to jest postrzegane w USA? Czy tam w ogóle obchodzi się
              jakieś święto lub rocznicę związaną z wojną z Meksykiem?
              W Meksyku ten temat raczej jest pomijany, o Alamo nic się nie mówi, nie ma
              żadnego święta w rocznicę tej bitwy. Dziwi mnie to, zwłaszcza na tle narodowej
              histerii jaką podnosi się każdego 5-go maja. Jakby nie było, zwycięstwo nad
              wojskami USA ma większą wagę niż nad wojskami Francji (Dlaczego w
              Eurodisneylandzie nie ma pokazów fajerwerków? Bo Francuzi natychmiast by się
              poddali) :) Czy Meksykanie nie świętują tego zwycięstwa aby nie drażnić
              potężnego sąsiada? Czy może dlatego, że w wyniku tej wojny stracili ponad
              połowę swego terytorium, w tym część którą Santa Ana sprzedał? Niektórzy
              Meksykanie mają do niego żal, że nie sprzedał wszystkiego :))Obserwując sposób
              w jaki świętują zwycięstwa nad USA w meczach piłkarskich, dziwi mnie brak
              obchodów rocznicy zwycięstwa pod Alamo, ale cóż.

              Hotelu de Cortes nie znam, ale jak będziesz w Cuernavace, to koniecznie odwiedź
              pałac Cortesa. Robi wrażenie.

              Pozdrawiam,

              Arek
              • mojito Re: Alamo 10.10.05, 07:56
                Czesc Arek,

                Alamo jest swietoscia w Teksasie. Maly misyjny fort Alamo kolo San Antonio
                byl swiadkiem zacietej walki miedzy armia Santa Anny i obroncami fortu.
                Po trzynastu dniach (6 marzec, 1836) oblezenia armia (ok 2,000) Santa
                Anna zdobyla fort broniony przez 189 zolnierzy i ochotnikow.
                Wszyscy obroncy zgineli. Straty Meksykanow okolo 600 zabitych i 300 rannych.
                Bylo to raczej pyrrusowe zwyciestwo Santa Anna i on sam okreslil to
                jako maly epizod bitewny. Obroncy Alamo stali sie legenda i sa uwazani
                za bohaterow ktorzy dali poczatek Republice Teksas. W swoich szeregach
                mieli sporo kolorowych postaci. Nazwisko bylego kongresmana Davida
                Crockett wydaje sie byc najpopularniejszym i uswietnione w baladach,
                literaturze i filmie.

                W kwietniu tego samego roku Santa Anna przegral bitwe pod San Jacinto
                i zostal wziety do niewoli przez generala Houston. Zgodzil sie opuscic
                Teksas i wrocic do Meksyku. Walczyl jednak jeszcze w wojnie meksykansko
                - amerykanskiej. W wyniku wojny (1848) Meksyk stracil Nowy Meksyk,
                Arizone i Kalifornie. Poludniowa granica Teksasu dotarla do brzegow rzeki
                Rio Grande. Meksyk stracil ponad polowe swojego obszaru. Byc moze ta
                wiadomosc nie dotarla do licznej populacji meksykanskiej w tych stanach :).
                Nic dziwnego, ze nie jest to powod do obchodzenia radosnie rocznic
                z Alamo, San Jacinto i pozniejszego zakonczenia wojny. Nie ma tutaj powodow
                do narodowej dumy.

                Podczas walk pod San Jacinto narodzil sie okrzyk bojowy zolnierzy
                amerykanskich "Remember the Alamo!" I od tego czasu slyszany byl
                na roznych polach walk.

                General Santa Anna byl interesujaca i tragiczna dla Meksyku postacia.
                Byl wielokrotnie prezydentem i dyktatorem Meksyku. Bral udzial w wiekszej
                ilosc bitew niz Napoleon i Waszyngton razem wzieci. Sadze, ze strata polowy
                terytorium kraju zawazyla, ze nie jest popularna postacia.

                Tych rocznic nie celebruje sie specjalnie w stanach poza Teksasem.
                Wojna z Meksykiem tez nie jest przypominana co roku.

                Ze zdziwieniem dowiedzialem sie, ze popularna w Stanach firma wypozyczajaca
                samochody "Alamo" ma swoje glowne biura w Tulsa, Oklahoma :).

                Hotel de Cortes nalezy do sieci Best Western i miesci sie na przeciwko
                parku Alameda od strony alei Hidalgo, rzut beretem od Palacio de Bellas
                Artes. Uwazany jest za najstarszy hotel w Amerykach. Wybudowany byl w 1780.
                Poza malowniczym kolonialnym patio niczym innym sie nie wyroznia.

                Za polecenie palacu Cortesa dziekuje. Obejrze go przy najblizszej okazji.

                Pozdrowienia,
                mojito.
          • che9 Re: Meksykańska duma narodowa 08.01.06, 07:28
            Jesli chcesz wiedziec nieco wecej nt. Division 201 to polecam :
            www.fav-club.com/articulos/esc201mex/histesc201mex.htm
            Co do obchodow swiat narodowych i takiej krytki, to mysle, ze za malo znasz
            historie Meksyku - tu nie potrzeba zadnej otoczki ani fiest na pokaz - tu
            autentycznie czci sie bohaterow, obchodzi rocznice i ksztalci dume narodowa.
            Meksykanie to szowinisci w pozytywnym znaczeniu tego slowa: Como Mexico no hay
            dos!

            Ja nie tylko mieszkam wiele lat w Meksyku, ale juz jestem Meksykanka. Kraj
            wspanialy, zjzdzilam doslownie caly (no, prawie). Ostatnio jestem wprost
            zauroczona Baja California Sur- raj na ziemi!

            Saludos!

    • mexaga Re: Witam! 21.10.05, 20:30
      Hej Arek!
      Ty jestes w trakcie przeprowadzki do Polski a ja jestem na etapie rozwazania
      decyzji o wyjezdzie do Meksyku. W czerwcu 2006 roku zmieniam stan cywilny,
      wychodze za maz za Meksykanina, ktorego poznalam w czasie rocznego pobytu w
      Meksyku.
      Interesuja mnie roznice kulturowe ktore wystepuja po zawarciu malzenstwa :) bo
      te przed juz zdazylam poznac :)
      Dlaczego zdecydowales sie na powrot do Polski?
      Ja namawiam swego narzeczonego na Polske a on mnie na Meksyk i jeszcze nie
      podjelismy decyzji.
      Pozdrawiam
    • copernico Re: Witam! 23.10.05, 06:06
      Witam!
      Fajnie że wpadłeś na pomysł tego forum. Mam nadzieję że z czasem będzie się tu
      więcej działo.
      Piszesz że mieszkałeś w Meksyku 5 lat. Powiedz mi jak znosiłeś niepunktualność
      meksykanów. Ja od 7 miesięcy mieszkam w Meksyku, a konkretnie w Guadalajarze i
      nadal nie mogę się przyzwyczaić do tego. To jest chyba rzecz która mnie tu
      najbardziej drażni i denerwuje.
      Pozdrawiam wszystkich,
      Copernico

      • arekch77 Re: Witam! 23.10.05, 17:35
        Hej!

        witam dwóch nowych uczestników1 :)

        Aga, po pierwsze gratuluję decyzji o zmianie stanu cywilnego! :) Z jakiego
        miasta jest Twój narzeczony? Co miałabyś robić po przyjeździe do Meksyku?

        Powiem Ci że po zwarciu małżeństwa nie obserwowałem specjalnych różnic
        kulturowych u żony, może bardziej różniły nas niektóre przyzwyczajenia
        wynikające raczej z odmiennego trybu życia które każde z nas prowadziło przed
        małżeństwem niż z kultur w jakich się wychowywaliśmy. Generalnie największą
        różnicą było chyba to że ja jestem dosyć liberalny (w sferze, powiedzmy,
        obyczajowości:) natomiast ona i jej rodzina są nastawieni bardziej
        konserwatywnie.

        Z różnic kulturowych które za to obserwowałem często u innych ludzi bardzo
        utkwiło mi w pamięci coś co jest zwane mianem "machista". Machista jest to
        zachowanie typowe dla macho, czyli dominacji mężczyzny. Mężczyzna jest panem i
        władcą w domu, kobieta jest traktowana bardziej jako pomoc domowa niż partner,
        powinna ona spędzać czas przy dzieciach podczas gdy mężczyzna spotyka się z
        kolegami w "cantinas", gra w karty lub domino, obowiązkowa posiada kochankę lub
        lepiej kilka, itp. Taka postawa jest tam u mężczyzn bardzo rozpowszechniona,
        zwłaszcza w małych miejscowościach lub na wioskach. Co prawda usiłuje się z tym
        walczyć, samo słowo "macho" ma charakter zdecydowanie negatywny, chociaż u nas
        to słowo kojarzy się inaczej :)

        Piszesz że rozważacie gdzie mieszkać po ślubie. Wiadomo, nie jest to łatwa
        decyzja. Ja starałem się przez 5 lat przyzwyczaić do życia tam, i mimo mojej
        generalnie otwartości na wszystko co nowe i dosyć wygodnego życia jakie tam
        wiodłem nie udało mi się. A niestety łatwiej było wyjechać niż wrócić :) Więc
        dobrze rozważ wszystkie za i przeciw.

        Dlaczego wróciłem? Wiesz, nie podam Ci jednego prostego powodu. Złożyło się na
        to wiele przyczyn, do głównych zaliczyłbym ogromną przestępczość, przyanjmniej
        w Mexico City. Nie powodziło nam się źle, ale ceną za to było mieszkanie za
        murami, drutami kolczastymi pod napięciem, częste jeżdżenie z obstawą, itp.
        Inna przyczyną była pogarszająca się sytuacja ekonomiczna kraju, niestabilnośc
        polityczna i społeczna - trochę piszę o tym tutaj. Poza tym państwo to
        przeżarte jest przez korupcję, z ogromą biurokracją, gdzie poanuje samowola
        urzędników i każdego kto ma trochę władzy. Warto posłuchać doskonałych tekstów
        meksykańskiej grupy "Molotov", w bardzo dobry sposób ukazują one te patologie.
        Dodam, że do niedawna nie wolno było publikować żadnyh tekstów krytykujących
        władzę czy prezydenta, cz porządku dziennym były zabójstwa polityków, obrońców
        praw człowieka, dziennikarzy, itp. Teraz niby rząd Vicente Fox'a walczy o
        demokrację, prawa człowieka, ale marnie mu to wychodzi. Może kiedys ten kraj
        się rozwinie i zapanuje w nim demokracja na wzór tych europejskich, zobaczymy.
        W każdym razie długa droga przed nimi.

        Copernico, jedną z rzeczy do których nigdy nie udało mi się przyzwyczaić jest
        ta właśnie niepunktualność! Bardzo mnie to drażniło! Sytuacje gdy umawiam się z
        kimś na daną godzinę a ta osoba przychodzi 15 czy 20 minut później stały się
        normalne, ale co naprawdę mnie złościło to umawianie się i totalne lekceważenie
        tego przez klientów czy innych ludzi, którzy albo nie przychodzą na umówioną
        godzinę albo nie ma ich w ich miejscu pracy, dokąd dzień wcześniej pilnie mnie
        zwołują. No, miałem wiel problemów z Meksykanami z powodu ich niesłowności
        iniepunktualności, bo onie przecież nigdy nie są winni, tylko zawsze jakieś
        zrządzenie losu. Podam pierwszy z brzegu przykład - lekarz kupuje od nas
        mammograf - spore urządzenie ważące około 400 kg, i prosi aby dostarczyć mu je
        tego i tego dnia pod taki a taki adres. Jeszcze tego samego dnia rano dzwonię
        do niego i potwierdzam. Organizuję więc ludzi, ciężarówkę, jedziemy do lekarza,
        podjeżdżamy pod gabinet a tam pusto. Dzwonię to niego, odbiera: A, que tal,
        como estas?? Mówię mu że jestem pod gabinetem ze sprzętem, co mam robić? A on
        na to, że nic nie może zrobić, bo wyjechał na wakacje!! Rozumiesz? jeszcze tego
        samego dnia potwierdza że mam u niego być, w międzyczasie wyjeżdżając na
        wakacje, których chyba nie zaplanował w 5 minut? Moje stwierdzenie że przecież
        się umawialiśmy kwituje krótkim "no tak, ale cóż, tak widocznie miało być,
        widocznie nie miałem kupićteog aparatu". Takich sytuacji miałem setki, bardzo
        ciężko się pracuje w ten sposób.

        A Ty co porabiasz? Zostajesz tam na stałe czy tymczasowo?

        Pozrawiam!
        • wasza_bogini Re: Witam! 24.10.05, 00:06
          he,he,he.
          sluchaj arek ja tez sie zastanawialam gdzie ja jestem. ja pracowalam na
          uniwersytecie wiec mialam do czynienia z ludzmi w miare cywilizowanymi;)
          ale na przyklad obiecane ubezpiecznie zdrowotne dostalam po 7 miesiacach. w
          zwiazku z takim obrotem sprawy dalam im do zrozumienia, ze mam to juz gdzies.
          to bylo byc moze jakies ostrzezenie w zwiakzu z tym co robilam. nie wiem.
          w kazdym razie pewne tematy nie moga wychodzic na powierzchnie, to fakt.
          mowiac szczerze mnie juz troche meczylo sprawdzanie dokumentow w autobusach,
          wyciaganie wszystkich mezczyzn z autobusow i sprawdzanie ich- todos los hombres
          fuera itp, itd.
          po tym doswiadczeniu, mowiac szczerze mi przeszlo na ameryke lacinska.
          no i oczywiscie zwalanie wszystkiego na stany, jakie sa be.
          a- to robienie innym ludziom wody z mozgu, to jets kwestia zachowania wladzy w
          mojej opinii. ale w Polsce tez to jets czeste. spoznianie sie jest rowniez w
          modzie.
          • arekch77 Re: Witam! 24.10.05, 18:37
            Witaj, diosa

            Ubezpieczenie medyczne po 7 miesiącach to i tak nieźle, bo ja w ogóle nie
            miałem, he he. No, ale że niejako w tej branży pracowałem, więc wcale się o to
            ubezpieczenie nie starałem. Zresztą stan meksykańskiej służby zdrowia (IMSS)
            jest tak nędzny, że i tak nie miałem zamiaru z niej korzystać. Właściwie to raz
            chciałem skorzystać - przyprowadziliśmy z żoną dziecko do publicznego szpitala
            i mówimy że chcemy je zaszczepić. Na to pani recepcjonistka - oczywiście, nie
            ma problemu, potrzebne będą:

            - ubezpieczenie któregoś z rodziców
            - dokumenty tożsamości obu rodziców,
            - potwierdzenie miejsca zamieszkania rodziców (comprobante de domicilio)
            - akt urodzenia dziecka
            - zaświadczenie od pediatry dziecka

            i cos tam jeszcze czego nie pamiętam. To taki mały przykład potężnej i
            wszechobecnej tam biurokracji. Oczywiście zrezygnowaliśmy z usług IMSS, wizyta
            w prywatnym gabinecie i 100 pesos rozwiązało sprawę.

            To co piszesz o ciągłych kontrolach dokumentów, wyrzucacniu wszystkich z
            autobusów i przeszukiwaniu, posterunki wojskowe na autostradach gdzie
            zatrzymuje się i przeszukuje samochody, to wszystko "wkład rządu w walkę z
            przestępczością". Że jest to jakieś ograniczenie swobód obywatelskich, nikogo
            to nie martwi. Meksykanie biernie się na wszystko zgadzają. U nas jest raczej
            nie do pomyślenia, żeby zwykłe autobusy komunikacji publicznej były
            zatrzymywane przez policję, ludzie wyciągani na zewnątrz, ustawiani pod murem i
            przeszukiwani.

            Propaganda rządowa jest wszechobecna i czerpie z najlepszych komunistycznych
            wzorców. Oglądając tamtejszą telewizję nie ma możliwości żebyś się nie natknęła
            na krótkie filmiki pokazujące jaki to rząd jest wspaniały, jak to wybudował
            jakąś tam autostradę, most, elektrownię, jak to Meksyk jest najwspanialszym,
            najdemokratyczniejszym państwem, "Mexico esta en la vanguardia", "Mexico
            avanza", etc. Na początku, kiedy to zobaczyłem, to nie mogłem uwierzyć, że rząd
            wydaje kupę pieniędzy na takie filmiki reklamowe. I słusznie że nie wierzyłem,
            rząd nic na to nie wydaje. Jak się okazało, stacje telewizyjne mają obowiązek
            udostępniania jakiegoś tam procentu czau antenowego na propagandę rządową.

            No, można by tak w nieskończoność, ale nie chciałbym zrażać potencjalnych
            turystów. Meksyk jako cel turystyczny jest fajnym krajem, ludzie lubią
            turystów, są dla nich bardoz uprzejmi. Jeżeli już ktoś traif na taką np.
            kontrolę, to jako turysta na pewno zostanie potraktowany inaczej. Zresztą to
            był mój sposób, "na turystę". Gdy policjant zatrzymywał mój samochód starając
            się w taki czy inny sposób wymusić łapówkę, to polskie prawo jazdy oraz
            krótkie "sorry, I don't understand" rozwiązywało sprawę. Najlepiej dodać "Soy
            de Polonia, papa, Juan Pablo Segundo", no to już w ogóle zostaniemy
            potraktowani po przyjacielsku. Meksykanie bardzo lubią Polaków, bardzo szanują
            papieża, generalnie odnoszą się do nas z sympatią.

            A jak oceniasz pod tym pod względem teog co tu napisaliśmy inne kraje Ameryki
            Łacińskiej? Ja byłem tylko w Gwatemali, za krótko aby cokolwiek poznać, ale
            podobno jest tam jeszcze gorzej...

            Pozdrawiam!
            • mojito Policia de Transito i "mordida". 25.10.05, 04:04
              arekch77 napisał:

              "Gdy policjant zatrzymywał mój samochód starając się w taki
              czy inny sposób wymusić łapówkę..."

              Hola!

              generalnie najlepiej nie miec zadnego kontaktu z policja w Meksyku
              z wyjatkiem policji turystycznej (Policia Turistica).
              Kontakt z policja drogowa w wiekszosci przypadkow konczy sie
              proba wystawieniw mandatu (infraccion) za "niemanie swiatel" na przyklad.

              W miescie Meksyku zajmuja sie tym "transitos" nazywani rowniez "tamarindos"
              ze wzgledu na ciemnobrazowy kolor noszonych mundurow.
              Jezdzenie po miescie swoim/wypozyczonym samochodem jest bardzo zlym
              pomyslem. Najlepiej tego unikac.

              Przy kontakcie z policja staram sie jak najszybciej i najtaniej
              odjechac nie wnikajac w istote mojego "wykroczenia".
              Tak jak wspomnial Arek, czasami dziala sposob na papa/polaco/Polonia.
              Jezeli nie, to pozostaje "mordida" - wszechobecna w Meksyku lapowka.
              Dobrze jest miec przygotowany profilaktycznie zlozony odpowiednio
              banknot z widocznym nominalem i upierac sie, ze sa to jedyne pieniadze
              jakie posiadamy :). Te dwa sposoby nigdy mnie jeszcze nie zawiodly.
              Jest oczywiscie ogolnie dostepny numer telefonu pod ktorym mozna
              zlozyc zazalenie na zachowanie policji podajac numer policjanta
              i numer jego samochodu. Ale z praktycznego punktu warto sobie dac z tym
              spokoj. Przy okazji telefonu, biurokracja ma takie slimacze tempo, ze
              ksiazka telefoniczna w MEX nazywana jest ksiega umarlych. Tak dlugo czeka
              sie na umieszczenie w niej numeru i nazwiska. Rozbudowana monstrualnie
              biurokracja sprzyja rozkwitowi "mordida".

              Zanim na lotnisku MEX wprowadzono swiatla celne - zielone, przechodzi sie
              bez kontroli - czerwone, kontrola wyrywkowa celnicy mieli zwyczaj rzucac
              w przestrzen do nikogo niespecjalnie sume dwa lub trzy w zaleznosci od
              wielkosci bagazu :). Mozna bylo tego nie rozumiec ale cena dwoch dolarow
              za nie otwieranie i pakowanie bagazu ponownie byla rozsadnie umiarkowana :).

          • copernico Re: Witam! 25.10.05, 01:01
            wasza_bogini napisała:

            > ale na przyklad obiecane ubezpiecznie zdrowotne dostalam po 7 miesiacach. w
            > zwiazku z takim obrotem sprawy dalam im do zrozumienia, ze mam to juz gdzies.


            Widzę że temat przygody z ubezpieczeniem to każdy miał :)
            Ja czekałem "tylko" 5 miesięcy, ale jak już dostałem to było ważne jeszcze
            przez ... 5 dni. Akurat było to przed samym moim urlopem w Polsce więc mnie
            szczypało, ale powiedziałem że jak wrócę i nie będę miał ubezpieczenia to nie
            przychodzę do pracy. Poskutkowało. Ale podobnie jak arek nie planuję korzystać
            z dobrodziejstw meksykańskiej służby medycznej.
            Ale ze wszystkim im tu schodzi bardzo dłuuugo. No i zgadzam się że biurokracja
            to tu jest niesamowita. Nie tylko w urzędach, bo i w firmach również. Widać
            muszę mieć jakieś zajęcie.
            • arekch77 Mordida 26.10.05, 20:07
              Hola todos!

              No, o mordidas to można by w nieskończoność, wymuszanie i dawanie łapówek to w
              Meksyku codzienność, coś co nikogo nie dziwi, stało się po prostu częścią
              codziennego życia. Oprócz słowa "mordida" używa się też sformułowania "dar para
              refresco/chesco", czyli w takim luźniejszym tłumaczeniu - kupić coś do picia.

              Oczywiście najbardziej zachłanną grupą na mordidas są wspomniani przez
              mojito "tamarindos", czyli policjanci tamtejszej drogówki. Składanie zażaleń
              przez tamtejszy telefon antykorupcyjny nic nie da, zwłaszcza jeżeli jesteśmy
              turystami, przebywającymi w Meksyku krótko. Były przypadki nagrania na video
              policjantów biorących łapówki, i wówczas skończyło się to wydaleniem ich z
              pracy.

              O ile "tamarindos" jak i policjanci z policia auxiliar w ogromnej większości
              prezentują poziom umysłowy na poziomie ucznia podstawówki i dlatego nie ma co
              się z nimi kłócić, to dosyć pozytywne wrażenie wywarli na mnie "los federales",
              czyli Policia Federal de Caminos. Patrolują oni autostrady stanowe, w
              odróżnieniu od policia estatal która patroluje drogi lokalne i poziomem
              kompetencji nie odbiega od tamarindos. Policjanci z federal de caminos muszą
              mieć ukończone studia i raczej są nieprzekupni. Mi zdarzyło się być dwukrotnie
              przez nich zatrzymanym i chociaż za popełnione wykroczenia należał się mandat -
              raz nieprawidłowe wyprzedzanie i raz zbyt duża prędkość (110 zamiast
              dozwolonych 70), to skończyło się tylko na pouczeniu. Oczywiście dużo pomogło
              polskie prawo jazdy, facet stwierdził że Meksykaninowi by nie przepuścił, no
              ale ja miałem prawo nie wiedzieć że tak się nie wyprzedza :))) Moi znajomi
              także niespecjalnie się skarżyli na federal de caminos, zdarzało się że
              otrzymywali mandaty ale zawsze były one zasadne.

              mojito, niezłe było to co pisałeś o celnikach :)) Podczas mojej pierwszej
              podróży do Meksyku były już te światełka, więc się z tym nie spotkałem.

              copernico, a co porabiasz? Planujesz zostać tam na stałe?

              Pozdrawiam!
              • copernico Re: Mordida 26.10.05, 22:22
                Hola!
                Czy planuję tu zostać na stałe? Raczej nie no ale kto to wie co w życiu może
                się wydażyć. Pewnego dnia dowiedziałem się że mnie wysyłają do Meksyku i w
                ciągu niecałego miesiąca się tu znalazłem. Planowo mam tu być jeszcze 15
                miesięcy, no ale kto to wie co będzie za 15 miesięcy.
                Niestety nie mam wiele czasu na zwiedzanie tego ciekawego kraju. Pozostają
                weekendy, no ale Meksyk jest wielki a w weekend to bardzo nie zaszaleje. Coż
                zrobić.
                A wracając do tematu policji, to jeszcze nie miałem styczności z nimi. Ale
                jeżdzę właściwie po mieście. Parę razy mijałem "łapanki" no ale chyba nie mam
                podejrzanego wyglądu i mnie nie zatrzymywali. Sądzicie że jest sens załatwiać
                meksykańskie prawko jazdy, czy bez problemów przejdzie z polskim?
                Pozdrawiam,
                Copernico
                • arekch77 Re: Mordida 26.10.05, 22:35
                  Witaj!

                  Bez problemów z polskim. Na meksykańskie szkoda czasu i pieniędzy. Poza tym,
                  polskie kilka razy pomogło mi uniknąć mandatu.

                  Z tego co wiem to meksykańskie wyrabia się bez problemu. Nie ma kursów ani
                  egazminów. Idzie się ze zdjęciem i aktem urodzenia i po godzince - dwóch
                  odbiera prawko. Oczywiście po uiszczeniu opłaty, w zależności od okresu na jaki
                  chcesz mieć prawko. Kiedyś nie było bezterminowych, teraz już są. W sumie
                  możesz sobie wyrobić na pamiątkę :))

                  A co do planów, to rzeczywiście, trudno przewidzieć. Ja planowo jechałem na 3
                  tygodnie, zrobiło się 5 lat :)

                  Jak Ci się podoba Guadalajara? Co tam ciekawego widziałeś? Podobno jest ładnym
                  miastem, żałuję że nigdy tam nie byłem...

                  Pozdrawiam!
                  • wasza_bogini Re: Mordida 27.10.05, 11:49
                    > Z tego co wiem to meksykańskie wyrabia się bez problemu. Nie ma kursów ani
                    > egazminów. Idzie się ze zdjęciem i aktem urodzenia i po godzince - dwóch
                    > odbiera prawko.

                    :::))))

                    mialam kiedys znajomego Meksykanina i akurat w tamtym okresie przypominalam
                    sobie jak sie jezdzi samochodem. w zwiakzu z tym kupilam sobie ksiazke do nauki
                    jazdy, wiecie z rysunkami, cwiczeniami itp, itd.
                    gdy on zobaczyl te ksiazke to myslalam, ze padnie ze smiechu.strasznie go to
                    smieszylo jak my uczymy sie jezdzic samochodem.
                    teraz jzu wiem dlaczego go to tak bardzo smieszylo.::))

                    mnei natomiats smieszyli czasami kelnerzy w Meskyku, ktorzy np. zabierali
                    talerz, kiedy jeszcze nie skonczylo sie jesc. tak przydarzylo sie mojej
                    znajomej. myslalam, ze padne.

                    oczywiscie na wszystko odpowiadaja si- to moze bardziej kurortowe klimaty.
                    w kazdym razie meksykanie lepiej chyba wiedza od polakow jak sie robi pieniadze.
                    bo nie spotkalam sie z postawa- jak ci sie nie podoba, to mozesz wy.... ale to
                    chyab tez jets zalezne od stanu, bo kazde miasto ma inny klimat.

                    ale oczywiscie jest cos wspanialego u niektorych. Polacy generalnie sa
                    zamknieci na sluchanie innyhc i kazdy jest wszechwiedzacy i instruujacy.
                    natomast pamietam, jak bylam pierwszy raz w Meksyku i mialam nauczycielke
                    hiszpanskiego, ktora jednoczesnie byla dentystka. i ja jej opowiedzialm
                    historie swoich zebow. gdybym byla w europie, to nie wyobrazam sobie, zeby ktos
                    mnie tak wysluchal. a ja jej opowiadalam szczegoly leczenia i degradacji moich
                    zebow;) no, moze byla zainteresowana z punktu widzenia medycznego, jak sie
                    leczy zeby w Polsce.
                    Meksyk to tez kraj takiego pozytywnego absurdu. a moze kiedy bylam po raz
                    pierwszy w Meksyku, to bylam mlodsza i mialam inne spojrzenie;)

                    w kazdym razie- czasami przyjemny jets luz, mi meksykanskie poczucie czasu nie
                    przeszkadzalo, bo chyba sama takie mam.
                    i wlasnie w Meksyku poznalam swietnych amerykanow. i Meskyk niestety nie bylby
                    taki, jaki byl bez nich. i generalnie mam wrazenie, ze ameryknaie maja
                    pozytywne podejscie do innych (oczywiscie to jets generalizacja) ale takich
                    spotkalam. nigdy sie nie spotkalam z tym, zeby ktos sie wymadrzal. a jak cos
                    bylo zle, to taka jedna amerykanka (lekarka), brala valium i bylo ok;)
                  • mojito Guadalajara i Lago Chapala. 28.10.05, 03:45
                    Okolice Guadalajara i Jeziora Chapala to najpopularniejsze w Meksyku
                    miejsce zamieszkiwania emerytowanych "gringo". Mieszka ich tam juz
                    przeszlo sto tysiecy. Innymi popularnymi miejscami osiedlania sie na
                    emeryturze sa: San Miguel de Allende, Cuernavaca, Taxco i Oaxaca.
                    Koszty utrzymania sa od 25% - 50% nizsze niz w Stanach/Kanadzie.
                    I klimat lepszy. Stad ta popularnosc.
                    Zgodnie z meksykanskim przyslowiem: "A cada quien su vida."

                    Copernico, byles juz nad jeziorem Chapala?

                    Salud!
                    • copernico Re: Guadalajara i Lago Chapala. 01.11.05, 04:45
                      Tak. Miałem okazję się raz tam wybrać. Samo jezioro Chapala jakiegos wielkiego
                      wrażenia na mnie nie zrobiło. Prawda, jest duże ale też bardzo zanieczyszczone.
                      Kolor niebieski to ma jedynie na mapach :) Brzegi są porośnięte hiacyntami
                      wodnymi, co czasami wyglada wspaniale. Kolorowa łódka a dookoła niej falujący,
                      zielony dywan. To akurat wygląda ładnie. Ale mają coraz większy problem z tymi
                      hiacyntami, bo się im strasznie rozrastają. A wszystko przez sztuczne nawozy,
                      które wraz z deszczami spływają z pól do jeziora.
                      Oprócz samej miejscowości Chapala odwiedziłem również niedalekie miasteczko
                      Ajijik. Bardzo ładne, spokojne, uliczki brukowane. Bardzo czysto a domy są
                      pięknie malowane. Szkoda że nie można tu plików dołączać bo bym podesłał jendo
                      zdjęcie.

                      Z okolic Guadalajary to odwiedziłem jeszcze Tequile. Jadąc tam dookoła oglądamy
                      aż do znudzenia pola Agave, czyli kaktusa z którego się robi tequile. Na
                      miejscu pierwsze co udeża, to wszędzie unoszący się zapach alkoholu z gorzelni
                      tequili, a jest tu ich sporo. Nawet w samym centrum, dosłownie przy rynku.
                      Można zwiedzić muzeum tequili, ale ja polecam się wybrać do jednej z fabryk na
                      wycieczkę, aby poznać cały proces i historię tego wspaniałego napoju. Ja
                      osoboście zwiedziłem fabrykę Jose Cuervo. Było warto. Polecam.
                  • copernico Re: Mordida 01.11.05, 05:05
                    Guadalajara... Czy ładne miasto? Mi się w miarę podoba. Wiadomo, ma różne
                    oblicza, dzielnice bardzo bogate i również bardzo biedne. Nie wiem jak wygląda
                    na tle innych dużych meksykańskich miast bo nie dane mi było zobaczyć. W każdym
                    razie zieleni sporo i dbają o nią. Na jakieś ciekawe muzea to tu nie ma co
                    liczyć. Za to kwitnie tu życie barowe. Zabytkowe to jest właściwie tylko Centro
                    Historico, ale ja za nim za bardzo nie przepadam. Do naszych polskich starówek
                    to nie ma nawet co porównywać. Ja już wole meksykańskie wioski. Do tego ta kupa
                    śmieci wszędzie. Katedra całkiem ładna, w nocy wygląda jeszcze ładniej. W jeden
                    dzień spokojnie można zobaczyć wszystko co warte.
        • antek78 Re: Witam! 10.11.05, 14:20
          Czesc,
          Czytając Wasze maile stwierdziłam, zę chyba trafiłam do właściwego grona:-) W
          poniedziałek wyjażdżam do Meksyku na 3 tygodnie i ciekawa jestm jakie macie
          rady? Może możecie polecić jakis hostel na kilka pierwszych nocy w Mexico City?
          Znalałam Casa Vieja - słyszeliście coś o nim? Potem zamierzam zwiedzić ile się
          da i ile zdążę więc może macie jakieś sugestie transportowe? No i jeszcze
          bezpieczeństwo - byłam w Peru i Chile ( w czasie studiów na wykopaliskach )
          więc znam latynoskie klimaty całkiem nieżle - ale czy w Meksyku jest coś
          szczególnego na co trzeba uważać? Będę wdzięczna za szybkie odpowiedzi od kogoś
          przy komputerze, bo do poniedziałku zostało mi nie wiele czasu;-)
          Pozdrawiam
          • arekch77 Re: Witam! 10.11.05, 15:36
            Hej!

            Najwięcej tanich hoteli znajdziesz w okolicach Zocalo, czyli Centro Historico.
            Jest ich bardzo dużo i standard ich jest podobny, czyli spartański :) Kiedyś
            dawno temu zatrzymałem się w jednym z nich, Hotel Zamora na ulicy 5 de Mayo,
            jedną przecznicę na zachód od Zocalo. Kosztował wtedy 9 USD za noc, było dosyć
            czysto, telewizor na wspólnej sali, no i nie było "ciasteczek" o których
            wspominał rudziel tutaj. :) Plusem tego hotelu
            jest też dorba lokalizacja - blisko Zocalo, stacji metra - Zocalo lub Allende,
            no i naprzeciwko hotelu znajduje się super lokal - Jugos Canada gdzie
            przygotowywują doskonałe soki i koktajle owocowe. Tak więc z własnego
            doświadczenia mogę polecić ten hotelik, innych w podobnej klasie cenowej nie
            znam.

            Co do transportu, to masz tylko 3 opcje - samolot, autobus albo wynajęty
            samochód. Samochodu nie polecam - patrz wcześniejsze wpisy o meksykańskiej
            policji :)) Dodaj do tego fatalną jakość dróg (poza głównymi autostradami które
            są dobre), kompletny brak organizacji ruchu w dużych miastach, no i dość spore
            odległości do pokonania...

            Bilety lotnicze w Meksyku są drogie, średni koszt prelotu w obie strony to 250 -
            300 USD. Pozostaje więc autobus, jako wygodny i w miarę tani środek
            transportu. Na dłuższe trasy wybieraj tyle te "de lujo" albo "primera clase".
            Jazda w innych, o gorszym standardzie to męczarnia.

            Jeżeli chodzi o bezpieczeństwo, to cóż, Meksyk jakoś specjalnie nie wyróżnia
            się pod tym względem od innych państw latynoskich jak Brazylia czy Peru. Bardzo
            niebezpieczne jest samo Mexico City oraz rejony przygraniczne - te z USA ze
            względu na przemyt narkotyków oraz te z Gwatemalą z powodu dużego ruchu
            nielegalnych imigrantów z krajów Ameryki Środkowej. Jako turystkę jednak te
            problemy Cię nie dotyczą, więc poza zwykłymi środkami ostrożności które
            wszędzie się podejmuje nie musisz jakoś specjalnie się obawiać. Pamiętaj o
            niewypłacaniu pieniędzy z bankomatów w miejscach mało uczęszczanych czy po
            zmroku, w Mexico City unikaj podróżowania zielonymi taksówkami łapanymi na
            ulicy. Dużo z nich to tzw. "taxi pirata", czyli nielegalne taksówki często
            używane do popełniania przestępstw. Raczej poproś w hotelu o zamówienie "taxi
            seguro" lub "taxi del sitio". Są one droższe, ale bezpieczne. Na lotniskach czy
            terminalach autobusowych pytaj o "taxis autorizados". Są to taksówki
            zarejestrowane na terminalach, kupuje się na nie bilety na których jest numer
            rejestracyjny oraz boczny taksówki, są one najbezpieczniejsze. Pamiętaj, nie
            daj się namówić żadnemu z naganiaczy, tylko kup bilet w punkcie
            oznaczonym "taxis autorizados"! Naganiacze ci najczęściej z bezpiecznymi
            taksówkami nie mają nic wspólnego.

            No cóż, tak na szybko to na razie wszytko, jak mi się coś jeszcze przypomni to
            napiszę. Jak będziesz potrzebowała więcej informacji to pisz!

            Pozdrawiam,

            Arek
            • antek78 Re: Witam! 10.11.05, 16:51
              Bardzo dziękuję za wszystkie informacje i rady! Powoli wychodzę z pracy i
              zaczynam przygotowywać się do lotu:-)
              Dzięki za ofertę konsultacji - jak dotrę postaram się odezwać,jak mi się nie
              uda to na pewno odezwę się po powrocie.
              Hasta luego
              • arekch77 Zdjęcia 28.11.05, 01:20
                Jak macie ochotę pooglądać parę zdjęć, to tutaj wkleiłem kilka z Gwatemali. Te z Meksyku też pewnie
                się pojawią :)
        • mexaga Re: Witam! 06.01.06, 21:48
          Hej Arek!

          Uff ponad 2 m-ce minęło od mojego poprzedniego postu. :0

          Dziękuje za Twoją odpowiedź dotyczącą "różnic kulturowych po wypowiedzeniu
          sakramentalnego tak". Mam nadzieję, że i u mnie takowe nie wystąpią!! Co do
          zachowania "machistas" to również miałam okazję je zaobserwować i to nie tylko w
          Meksyku, lecz także w Hiszpani, w rodzinach o niższym statusie społecznym!

          Mój narzeczony pochodzi z Cuernavaca ale obecnie pracuje w Leon - Gto (dokładnie
          Silao). Co miałabym robić? Hm, mam nadzieję że to samo co podczas mojej
          poprzedniej pracy dla jednej z firm z branży samochodowej (audyt, księgi
          rachunkowe, etc), ale to wszystko jest jeszcze w powijakach. Zastanawiam się czy
          jest możliwe otrzymanie tego FM3 bez konkretnie ustalonej firmy na rzecz której
          będę pracować, tylko na rodzaj świadzczonych usług, zanim jeszcze wjadę do
          Meksyku (oczywiście będąc już żoną obywatela Meksyku)? Poprzednim razem to firma
          wszystko załatwiała, tym razem o wszystko muszę zatroszczyć się sama :(

          Co do tych wszystkich "ciemnych" stron Meksyku (korupcja, biurokracja, wysoka
          przestępczość i kompletny brak bezpieczeństwa) miałam okazję je poznać na
          własnej skórze i to są te czynniki "przeciw wyjazdowi", ale z drugiej strony
          wyjazd nie oznacza "na zawsze", zawsze jest możliwość powrotu.

          Arek, powiedz jak się czujesz w "zimnej i śnieżnej" Polsce? Nie tęsknisz za
          klimatem Meksyku?
          Pozdrawiam ciepło i dzięki za wszelkie info.
        • diplomatica Re: Witam! 07.01.06, 19:55
          a propos meksykanskiej niepunktualnosci

          ja w sumie to mialam bardzo odmienne doswiadczenia

          kilka razy zdarzylo mi sie umowic i to ja bylam spozniona co prawda kwadrans
          akademicki, ale mimo wszystko to ja sie spoznialam.
          oni wrecz mowili ze staraja sie walczyc z tym stereotypem Meksykanina/Meksykanki.

          wiec tu raczej powiedzialabym duzo zalezy od ludzi.
    • eres39 Re: Witam! 07.01.06, 12:03
      Ooooo.... jak pieknie .Dlaczego nikt nie napisze, o ciemnych stronach tego
      kraju? Milo spedzic 2 tyg. w Cancun , wylegujac sie na plazy w cieniu palm , a
      co innego poznac prawdziwy Meksyk ze wszystkimi niebezpieczenstwami.Czy ktos z
      Was byl w La Paz?Kontrola na lotnisku , pod lufami wojskowych karabinow to
      horror.Przejechalem autokarem "szlak narkotykowy" z La Paz do Ensenady ...i
      malo nie narobilem w gacie , podczas wojskowych kontroli.Na lotnisku w Mexico
      City zostalem zatrzymany przez policje na 10 minut przed odlotem samolotu.50$ i
      moglem z ziajany potem, dobiec do samolotu.Meksyk ma dwa oblicza i trzeba o
      tym pamietac, i cholernie uwazac.
        • 512512a Re: Witam! 08.01.06, 10:47
          Chyba troche przesadzacie z tymi obawami o niebezpiczenstwie jakie czychaja w
          Am. Poł. a szczególnie w Meksyku. Jezeli czlowiek wpoi sobie kilka podstawowych
          zasad zachowania i poruszania sie po tym kontynencie nic mu nie grozi. Ja bylem
          w Meksyku kilka lat, zjechalem prawie wszystkie kraje tego kontynentu
          (mieszkalem w Sao Paulo w budynku, gdzie na noc wlanczano prad w ogrodzeniu) i
          nic nigy mi nie uradli, ani nie napadli na mnie. Chiapas w Meksyku przejechalem
          w czasie, gdy dzialali tam paryzanci, i tez obylo sie bez zadnych
          niebezpiecznych momentow. Jak ktos szuka guza to zapewne go znajdzie!!!

          Pozdrawiam
          • wasza_bogini Re: Witam! 08.01.06, 14:23
            dlaczego zakladasz, ze ktos szuka guza.?
            ja tez duzo jezdzilam po meksyku, bylam w chiapas. san cristobal mi sie podobalo
            plaze sa przyjemne, atmosfera nadmorska tez ale jest duze ALE. to jest bardzo
            maly element tamtejszej rzeczywistosci.
            samo spoleczenstwo jest czesto w stanie stagnacji, frustracji itp. i inaczej
            byc nie moze jesli jest tyle biedy.
            mowiac szczerze mi nie pasuje atmosfera wyciagania ludzi z autobusow i
            stawiania wszystkich facetow w rzadku, ze tak powiem w rozkroku. i to nie jest
            prawda, ze meksykanie ogolnie sa pogodni- owszem niektorzy tak, inni nie.
            widzialam rozne niemile sytuacje kiedy na przyklad kobieta sie pytala kierowcy
            autobusu gdzie jest szpital. a on, mimo, ze jezdzil trasa codziennie,
            odpowiedzial jej, ze nie wie. klimaty sa czesto bardzo podobne do naszych.
            jest po prostu roznie.
            • 512512a Re: Witam! 09.01.06, 13:18
              To ze jest roznie, to jest oczywiste, tak jak roznorodny jest caly swiat. Ale
              pewne kraje maja to cos co charakteryzuje tylko je, np. Szkoci sa skąpi.
              Obsolutnie sie z tym nie zgadzam, ze tam zyja smutni ludzie. Latynosi sa
              pogodni i bieda nie ma tu nic do rzeczy. Wierz mi, mieszkalem w roznych krajach
              AŁ ok. 8 lat i czegos takiego jak smutek nie zauwazylem na ich twarzach, a juz
              na pewno nie u Meksykanów, moze u Boliwijczykow czy Chilijczykow w jakims
              stopniu. Podam Ci przyklad, 4 lata temu moj znajomy wraz z grupa studentow
              przyjechal na kilka dni do Polski. Po 2 dniach zadawali mu to samo pytanie:
              dlaczego Polacy sa tacy smutni, na ulicach nie widac bylo wedlug nich ludzi
              pogodnych i usmiechnietych. W swoich pogladach powinnas odrzucic skrajnosci,
              jak pojedziesz w Polsce do miejscowosci, gdzie jest 35% bezrobotnych, to ludzi
              radosnych wcale nie zobaczysz.

              Serdecznie pozdrawiam
              • wasza_bogini Re: Witam! 09.01.06, 15:52
                ja mysle, ze Twoj poglad jest skrajny i chyba nie do konca znasz Meksyk.
                moze trzeba byc blisko jakiegos Meksykanina, zeby widziec jak Meksykanie smeca
                jak sobie troche popija, jak wyja, ze ta ich "tierra, nieszczesliwa" itp.
                Zastanow sie- moze tego nie widac, bo Meksykanin ma tak olbrzymie kompleksy, ze
                zawsze widoczna jest maska.
                zreszta o tej masce swietnie pisal Octavio Paz, oczywiscie w labiryncie
                samotnosci.
                trzeba wejsc troche glebiej w to spoleczenstwo. a poza tym naprawde nie mow mi
                o szczesliwym spoleczenstwie, w ktorym wiekszosc ludzi nie ma ubezpieczenia
                zdrowotnego!!!!!!!!!! paradoksalnie maja je najbogatsi, ktoryhc stac na
                leczenie prywatne. przypatrz sie twarzom ludzi, ktorzy sprzedaja na ulicach,
                przypatrz sie roznym twarzom, nie tylko wiecznie usmiechnietemu Vip-owi,
                sprzataczkom w domach, ktore nie moga sobie zalatwic ubezpieczenia i musza
                wracac bo brakuje jakiegos swistka, kelnerowi, ktory w kazdej chwili moze byc
                wywalony z pracy i nie ma stalej pensji.
                sorry ale tam sie dzieja naprawde rzeczy, o ktorych my mamy marne pojecie.
                wspomne jeszcze o tym, ze wielu ludzi pracuje na zasadzie dniowek, a nie
                stalych pensji, wiec to tez nie daje stabilizacji zyciowej.

                jesli chodzi o Meksyk i Ameryke lacinska to swietnie o tamtejszej
                rzeczywistosci pisze Leopoldo Zea.
                I naprawde trzeba zaczac rozmawiac z kims na innym poziomie, to zobaczysz co
                mowia meksykanie i co sie dzieje z ich twarzami.
                • 512512a Re: Witam! 12.01.06, 18:44
                  Pytasz czy znam Meksyk. Wydaje mi sie, ze tak. Spedzilem tam 4 lata i duzo
                  podrozowalem. Bylem w roznych miejscach i rowniez w takich, gdzie jest bieda,
                  szczegolnie na wsiach meksykanskich. Ciekaw jestem skad Ty znasz Meksyk, bo
                  jesli tylko z literatury, to Twoje opinie nie sa w pelni wiarygodne. Nie
                  przecze, ze w tym kraju jest duza bieda, ludzie calymi rodzinami przenosza sie
                  do miasta, bo latwiej o jedzenie i prace. Mieszkaja na skwerach i tam sie tez
                  rodza, a w ciagu dnia czlonkowie tych rodzin okupuja skrzyzowania handlujac i
                  zebrzac. Nawet 3 letnie dzieci widzialem ktore prosily o pieniadze przemykajac
                  sie miedzy samochodami. Ale to jedno oblicze Meksyku. Drugie, to wspaniali
                  ludzie, pogodni, lubiący sie bawic. Niesamowite zabytki, przepiekna sztuka
                  przedkolumbijska oraz wspolczesna. Klimat w Mexico City bardzo przyjazny.
                  Temperatura w granicach 20-28 prawie przez caly rok. Kompleksy maja dlatego, ze
                  granicza z najbogatszym krajem swiata. Polacy tez maja kompleksy w stosunku do
                  Niemców. Jezeli chcesz sprawiedliwie ocenic jakis kraj to nie mozesz patrzec na
                  niego przez pryzmat skrajnosci. Na zakonczenie podam Ci wyniki sondazu jaki
                  przeprowadzili Amerykanie i ukazaly sie w dzienniku "Nowy dzien" w ostatnia
                  srode. Dotyczy szczescia ludzi zyjacych w swoich krajach:
                  1. miejsce - Szwajcaria
                  2. - Kolumbia
                  4. - Meksyk
                  22. - Polska

                  Pozdrawiam
                  • wasza_bogini Re: Witam! 12.01.06, 20:29
                    Ale to jedno oblicze Meksyku. Drugie, to wspaniali
                    > ludzie, pogodni, lubiący sie bawic.


                    dlaczego uwazasz, ze to, o czym pisze to sa skrajnosci.?
                    sam piszesz o dwoch obliczach. ktore przechyla szale?
                    moj ostatni wyjazd przechylil szale w te strone, ze juz oprocz oaxaca i puerto
                    escondido raczej do meksyku mnie nie ciagnie. rozwarstwienie spoleczne jest
                    przenoszone na inne plaszczyzny zycia. i naprawde trzeba troche pogadac z
                    ludzmi, a nietylko opierac sie na tym, ze Meksyk to murale, sztuka
                    prekolumbijska itp.
                    my tez mamy swoj biskupin i co z tego? i fajni ludzie tez sie zdarzaja.
                    mowiac szczerze jakos nie odpowiada mi to, ze ktos mnie ocenia pod tym wzgledem
                    czy mam obraczke czy nie- robilam eksperymenty.
                    po prostu starzeje sie:) i coraz bardziej cenie sobie wolnosc, dobra
                    organizacje pracy, zycia, wolnosci wypowiedzi, i zaczelam wrecz organicznie
                    nie znosic sacrificios del poder.juz mnie to nie bawi.
                    nie jestem w stanie przejsc obojetnie obok indianki zebrzacej na ulicy, ktorej
                    dzieci rownierz zebrza razem z nia. nie chce juz sluchac o tym, ze indianie
                    nie maja swojej ziemi. nie chce juz sluchac o tym, ze zarabiaja 20 dol
                    tygodniowo, jesli w ogole. po prostu tego bylo za duzo. nie chce juz ogladac
                    wiadomosci o tym, ze maz rozwalil swojej zonie maczeta, bo sie nad nia znecal.
                    moje obserwacje podpieram literatura.
                    nie uwazam sie za szowinistyczna swinie, bo o tym samym pisal przytoczony
                    przeze mnie leopoldo zea- meksykanin z unam. o roznicach w kolonizacji krajow
                    anglo, francuzo i hispanojezycznych.

                    usmiechnieta twarz palazuelosa mnie nie interesuje.


                    ps.
                    owszem bawilam sie w meksyku, bylo fajnie, poznalam naprawde swietnych ludzi.

                      • wasza_bogini a teraz dla forumowego experta 14.01.06, 18:02
                        wyjawie swoje drugie ja i zacytuje rozmowe jaka przeprowadzilam w jednym z
                        watkow na forum turystyka z arkiemch:) i miguelskim.


                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=193&w=4073169&a=4080964
                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=193&w=4073169&a=4139542
                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=193&w=4073169&a=4140494
                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=193&w=4073169&a=4149325
                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=193&w=4073169&a=4162878
                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=193&w=4073169&a=4199520
                        jak widzicie tutaj mialam bardzo usmiechnieta twarz
                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=193&w=4073169&a=4208333
                        arek, mnie wtedy uspokiol, ze 10 miesiecy mozna jakos wytrzymac::::::::::))))
                        owszem wytrzymalam::::::::)))))))))))))
                        • wasza_bogini Re: a teraz dla forumowego experta 14.01.06, 18:19
                          co do klimatu w mexico city, to juz od ilus lat nastapil odwrot zasiedlania i +-
                          w miare dobrze sytuowani Meksykanie wynosza sie do pobliskiej puebli, jak mowia
                          w df juz nie da sie mieszkac.
                          i tutaj wylania sie watek roznic w samym Meksyku. piszecie o tym, ze Meksykanie
                          sa ogolnie przyjazni, sympatyczni itp.
                          Istnieja, o tym mowia sami Meksykanie, roznice miedzy stanami!. Na przyklad
                          ludzie z costa Veracruz- relajados, nie znosza poblanos- bardzo niecierpliwych,
                          jeszcze bardziej niecierpliwych niz warszawiacy- trzeba bardzo szybko jechac
                          samochodem, bo od razu trabia. Specyfika poblanos polega jeszcze na czyms
                          innym- arystokratycznym i glebokokatolickim charakterze. Na przyklad dla
                          chilangos poblanos sa nie do zniesienia bo sa bardzo zamknieci, nieprzystepni
                          itp. To bardzo specyficzne miasto.

                          Takze robienie generalizacji moim zdaniem nie ma sensu. komus sie podoba
                          drugiem nie.
                          osobiscie nie jestem ekspertka. zrobilam mnostwo wywiadow z ludzmi, z racji
                          tego czym sie zajmowalam i to wszystko.moje obserwacje moge opierac na tym co
                          uslyszalam. nikt nikomu nie chce niczego narzucac ale zycie bez zaplecza
                          ubezpieczenia zdrowotnego latwe nie jest.
                        • wasza_bogini Re: a teraz dla forumowego experta 15.01.06, 11:08
                          jeszcze mi sie przypomnialo cos na temat sprytu meksykanow, podawania roznych
                          cen i z kogo najbardziej zdzieraja. otoz meksykanie sa dobrze obeznani w
                          sprawach gospodarczo-politycznych, wiec oczywiscie z europejczykow zdzieraja, z
                          amerykanow zdzieraja troche wiecej, a najwiecej zdzieraja z japonczykow;).

                          ale z tego co wiem, to podwojne ceny w Polsce tez istnieja, dla cudzoziemcow
                          zupelnie inne.
                          faktem jest, ze w czyms jestesmy bardzo podobni.
                  • mojito Witaj smutku :))). 13.01.06, 03:09
                    512512a napisał:

                    " Dotyczy szczescia ludzi zyjacych w swoich
                    krajach: ...4. - Meksyk, 22.- Polska."

                    Co wcale nie przeszkadza niektorym turystom z Polski widziec tego
                    inaczej i oferowac Meksykanom hojnie swojej recepty na szczescie.
                    My, Polacy, znani jestesmy w swiecie z naszego slonecznego usposobienia,
                    radosci zycia, braku ciagle zatroskanych twarzy i ogolnej szczesliwosci.

                    Czytajac niektore wypowiedzi na forach turystycznych odnosze wrazenie,
                    ze niektorzy turysci leca na druga polkule w poszukiwaniu kup smieci
                    i nedzy. Zjawiska zupelnie nieznanego w Polsce. I tylko znalezienie ich
                    robi ich szczesliwymi. Czuja sie wowczas dobrze i swojsko.

                    Tym ktorych opuscila obiektywnosc i jej nieobecnosc zastapila trudna do
                    powstrzymania koniecznosc udzielania rad jak byc szczesliwym innym krajom
                    proponuje w miare mozliwosci lekture obcojezycznych for na ktorych
                    turysci dziela sie wrazeniami z Polski. Polska, oczywiscie, jest postrzegana
                    jako kraj szczesliwy. Z ludzmi wiecznie usmiechnietymi i majacy zdolnosc
                    cieszenia sie najmniejszymi sprawami. W krystalicznie czystych rzekach
                    w Polsce plynie mleko (pelnotluste) i miod. Polacy rzucaja sie sobie
                    i turystom na szyje. Nie ma zebrakow, nedzy i jest klinicznie czysto.
                    Wszystkie dzieci klada sie wieczorem z usmiechem i pelnym brzuszkiem do
                    kolorowego snu. Polacy obrzucaja kobiety polskie tylko garsciami kolorowych
                    i pachnacych platkow kwiatow i oczywiscie czulymi niezliczonymi pocalunkami.

                    Polska to kraj absolutnego bezpieczenstwa. Nic i nigdy nie powinno sie
                    zdarzyc turyscie. Moj przyjaciel, Szwajcar, odstapil od wypelniania
                    policyjnego formularza gdy zobaczyl jakim sprzetem policja dysponuje i jak
                    zaczela sie do meldunku o kradziezy/wlamania zabierac. Przyznajac, ze shit
                    happens everywhere, nie stracil entuzjazmu na odwiedzanie Polski.

                    Fora zagraniczne chwala uroki i podejscie turystyczne do odwiedzjacych
                    Krakow. Zmeczylem sie szukajac zlej opinii o Krakowie. Byc moze jeszcze
                    znajde :). Byc moze jakis Polak napisze z Warszawy.

                    Na forach krajowych pisza prawie tylko osoby szczesliwe, bez kompleksow
                    z pogodnym i obiektywnym pogladem na swiat. Zyczliwe innym. Nie ma narzekania,
                    jeczenia i jeremiad. My, Polacy, jestesmy tylko otymistami. Wszystko nas
                    cieszy. Nic nas nie martwi.

                    Wiekszosc Polakow, jako calosc, moglaby sie duzo w sprawach bycia
                    szczesliwym nauczyc od Meksykanow i wiekszosci krajow Ameryki Poludniowej.
                    Jezeli zechca strzasnac ze swoich turystycznych sandalkow i plecakow
                    zloty pyl wyzszosci i nieomylnosci co do tego co dla innych narodow jest
                    lepsze. Jednorazowe zblizenie sie do Meksykanina nie daje dyplomu ekspertki.
                    Moze sie to udac tylko gdy zaczniemy usmiechac sie czesciej i latwiej.
                    Gdy pozbedziemy sie tej wiecznie zatroskanej miny, kukulczego niepokoju
                    i odpowiedzialnosci za inne narody. Martwmy sie swoim krajem. Mamy czym.

                    Pozdrawiam,
                    mojito.


                  • seniorita15 Re: Witam! 18.01.06, 01:55
                    Spodobalo mi sie to forum.Bardzo roznorodne i ciekawe posty.Chce dodac tylko
                    maly komentarz do tej statystyki o szczesciu.Mam meza Kolumbijczyka,tego samego
                    od lat i ziecia Meksykanina.Uwielbiam jezdzic do Kolumbii,ale i Meksyk mnie
                    zauroczyl.Nie zdecydowalam sie na mieszkanie w Kolumbii i rozumiem wypowiedzi
                    niektorych,ze kazdy Raj ma swoje czarne strony,ktore sie widzi jak sie tam
                    mieszka dluzej.Mieszkam w Skandynawii,ale pomimo wysokiego standartu zycia i
                    bezplatnej opieki lekarskiej jest tu cale mnoostwo smutnych i samotnych
                    ludzi,rowniez mlodych.Wiec moze to nie o to tu chodzi.To chyba Slonce daje te
                    radosc zycia i wielopokoleniowe rodziny,ktore tez czasami sie kloca,ale zawsze
                    sie wspieraja.A takze wszechobecna w tych krajach muzyka.
                    • mojito Sol y felicidad :). 18.01.06, 03:33
                      seniorita15 napisała:

                      "A takze wszechobecna w tych krajach muzyka."

                      ... i taniec! Salsa/mambo rytmicznie pulsujaca zmyslowym rytmem.
                      Taniec jest integralna czescia bycia szczesliwym. Oceniajac po
                      sposobie tanczenia Meksykanom czesto sie to udaje. Bycie szczesliwym...
    • salceson_brunszwicki Re: Witam! 09.01.06, 10:26
      no proszę jakie miłe forum:) właśnie przyjechałem z tamtąd po 3 latach. choć
      trudno tu mówić o powrocie, bo za jakiś czas znowu się wybieram. i tak już chyba
      zostanie, raz tu, raz tam.

      pumas!;)

      el peyote asesino
      • arekch77 W koncu! 10.01.06, 18:00
        Hola todos!!

        W koncu, po 3 tygodniach w Meksyku udalo mi sie dostac do neta!! Przepraszam
        wszystkich ktorym nie odpowiedzialem na pytania, obiecuje poprawe :) Niestety
        musze konczyc, ale nareeszcie bede mial okazje pisac tu czesciej.

        Wszystkim forumowiczom zycze Szczesliwego Nowego Roku!!

        Arek

        Jezeli ktos przebywa obecnie w Meksyku i chcialby sie skontaktowac, podaje
        numer komorki:
        z Ciudad de Mexico 044 55 1048-6280,
        z innych miast: 01 55 1048-6280

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka