antekwielki
04.07.07, 22:19
wlasnie bylem swiadkiem napadu. na poczatku myslalem, ze goscie sie bawia,
kiedy przebiegli przed moim nosem i zatrzymali sie przy plocie. ten co biegl
pierwszy odwrocil sie przodem do goniacego go napastnika.
zorientowalem sie, ze to jednak nie jest zabawa. byl to srodek dnia, dookola
troche ludzi. nikt nawet nie zareagowal. widzialem, ze uciekinier sie boi.
mialem zamiar podejsc gdy zobaczylem, ze podnosi rece do gory. nie widzialem
broni, ale ten ruch spowodowal, ze przeszedlem obok i skrecilem w swoja ulice.
widzialem tylko jak bandyta przeszukuje mu kieszenie. na srodku ulicy, w
srodku dnia.
zwykly meksykanski dzien.
teraz mam wyrzuty sumienia, ze nie pomoglem. sam bym nie chcial byc w
stytuacji, gdyby kiedys grupa machos kopala mnie lezacego, a ludzie udawaliby
ze nic sie nie dzieje.
jak zostane tu dluzej to kupuje gnata, jak Boga kocham. pozabijam sku...synow.
saludos,