eeela
20.11.07, 13:27
Zaledwie wczoraj pisalam do Titty:
"Mnie jest w tym wzgledzie latwiej, bo to ja mam blizej do rodziny. Ale Miguel
utwierdza sie coraz bardziej w zamiarze pozostania w Europie na zawsze, wiec
mam nadzieje, ze mnie omina takie wybory po prostu - dla nas obojga najlepiej
jest zostac tu, gdzie jestesmy. A rodziny - no coz, ja nie mam tak daleko,
Miguel ma trojke rodzenstwa, w tym brata, ktory przejmuje rodzinny interes i
zostaje z rodzicami, wiec mam nadzieje, ze nie spotka nas koniecznosc jakichs
ciezkich
wyborow w kwestii miejsca zamieszkania."
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=34187&w=72077236&a=72235342
Ledwie wczoraj, bedac w pelni przekonana o prawdziwosci tego, co pisze. Z
facetami co prawda tak zazwyczaj jest, ze trudno z nimi rozmawiac o planach na
daleka przyszlosc, bo dopoki sprawa nie wymaga podjecia jakichs krokow teraz
natychmiast, wydaje im sie strata czasu rozprawianie o niej. Ale jest chlop mi
mowi o staraniu sie o brytyjskie obywatelstwo i inwestowaniu tutaj w
nieruchomosci od poltora roku, to mialam chyba prawo sadzic, ze chce tu zostac?
Tymczasem wczoraj wieczorem przy wieczornej butelce wina rozwinela sie nam
filozoficzna dyskusja o szczesciu i moje pytanie, zadane raczej pro forma, bez
oczekiwania przeczacej odpowiedzi - czy jest tu szczesliwy na tyle, by smialo
patrzec na perspektywe calego zycia spedzonego tutaj?
I co? I nie! I chce wracac do Meksyku. Nie teraz, za jakies 5-6 lat.
Szczerze mowiac, nigdy na powaznie nie bralam pod uwage tej ewentualnosci. Ot,
fantazjowalam sobie, ale bez najmniejszej obawy czy tez nadziei, ze taki
scenariusz moze zaistniec. Ale tez nie przychodzi mi do glowy na powaznie brac
pod uwage rozejscia sie naszych drog - wiec jesli bedzie trzeba, pojade. Ale,
moj Boze, przeraza mnie to. Wyjazd z Polski i zadomowianie sie w UK bylo
ciezkim przezyciem. Poczatki byly dla mnie trudne i pelne samotnosci. Boje
sie takiego kolejnego przezycia, zupelnej zmiany warunkow, nowego swiata, w
ktorym nie mam rodziny ani przyjaciol, odciecia od tychze. teraz, gdy zzera
mnie tesknota, moge wskoczyc w samolot i leciec na weekend do Polski. No, tak
naprawde tego nie robie, ale mam swiadomosc, ze moge. Boje sie, ze nie odnajde
piekna w sonorskiej pustyni i umierac bede za widokiem i zapachem iglastych
lasow.
Wybieramy sie na Wielkanoc do Meksyku. Miguel mowi, ze jak tam pojade, zaczne
marzyc, zeby tam zamieszkac. Na razie sie tylko boje.
Ale niewystarczajaco, zeby ze strachu rezygnowac z tego czlowieka, ktory jest
jednym z najwiekszych dobr, jakie mnie spotkaly w zyciu!