modo
05.06.02, 15:47
Z wdzięczności dla Joggera, za to że zainspirował i zmobilizował mnie w paru
sprawach, zebrałam jego wypowidzi porozrzucane po różnych wątkach (byc może nie
wszystkie ;((() i poskładałam do kupy. Mam nadzieję, że nie powstały
przekłamania wynikające z tzw. wyjęcia ich z kontekstu.
Jakby co, to, ssory, Jogger sprostuj!!!!
Pozdrawiam
modo
1) Teoria
Żeby wejść w stan spalania tłuszczu, przez pierwsze 2 tygodnie dzienna dawka
węglowodanów nie może przekraczać 20g, a i to tylko z zielonych warzyw. Wtedy
organizm 'uczy się' korzystać z tłuszczu jako źródła energii - trzeba mu więc
dostarczać tego paliwa: jemy sery i pijemy tłustą śmietanę - zgroza, prawda?
(ja dodaję jeszcze nnkt - olej z wiesiołka i tran).
Tłuszcze są niezbędne, gdyż stanowią tu podstawowe źródło energii. Organizm
przestawia się z wykorzystywania węglowodanów na tłuszcz (również własny).
Przy małej ilości węglowodanów organizm spala i tłuszcz dostarczony w
pożywieniu, i tłuszcz własny, z powodu ograniczenia wydzielania insuliny nic
się z tego nie odłoży. Poziom cholesterolu i trójglicerydów spada przy tej
diecie, wzrasta procentowy udział 'zdrowego' HDL.
Przy braku węglowodanów w pożywieniu, przysadka zaczyna wytwarzać zbliżoną do
hormonu substancję, nazwaną 'Substancją Mobilizującą Tłuszcz'. Jest to
substancja, która pomaga np. misiom przetrwać zimę bez jedzenia.
Odrobina węgli powinna być, żeby utrzymać minimum glukozy we krwi dla
podtrzymania pracy mózgu. Przy zupełnym braku węgli, organizm nauczy się
przekształcać białko w glukozę i zacznie się spalać mięśnie. Sery i orzechy
zawierają pewną ilość węglowodanów.
Przy diecie niskowęglowodanowej nie wolno być głodnym. Przy długich przerwach
między posiłkami zjeżdża poziom cukru we krwi i mózg domaga się szybkiej
dostawy - stąd apetyt na słodycze.
Paradoksalnie, przy Atkinsie można jeść bez zdecydowanych ograniczeń
kalorycznych (pod warunkiem że będą to białka i tłuszcze), co przyspiesza
przemianę materii w stosunku do diet niskokalorycznych.
Dieta musi być restrykcyjna na samym początku, bo inaczej głód będzie nas
prześladował. 20g dziennie to konieczność przez pierwsze 2 tygodnie,
żeby 'uspokoić' trzustkę. Inaczej ciągle będziemy się wozili na huśtawce
insulinowej i będzie po prostu źle!
Sport jest wręcz zalecany przez Atkinsa. Poprzez ograniczenie węglowodanów mamy
wprawdzie mniej glikogenu w mięśniach, i siła trochę spada, gdyż tłuszcz jest
mniej wydajnym źródłem energii, to jednak to, co spalamy, pochodzi w dużej
mierze z naszego sadełka.
2) fazy
Typowy okres trwania fazy indukcji u Atkinsa (20g węglowodanów dziennie) trwa 2
tygodnie - trzustka 'uspokaja się' i już nie reaguje gwałtownie na dostarczane
nieco większe ilości węglowodanów. Faza wstępna (indukcji) może być
bezproblemowo przedłużona, jeśli zależy nam na b. szybkim zrzuceniu tłuszczu.
Po tej fazie zaczynamy powolutku zwiększać węglowodany, w dalszy ciągu będąc na
granicy ketozy.
20g przez pierwsze 2 tygodnie, potem idziemy w górę. Lekko zwiększamy
węglowodany kosztem mniejszego tempa utraty wagi. Chodzi o to, żeby przypadkiem
nie przekroczyć dawki wyrzeczeń, która obrzydzi nam dietę i zmusi do
zmarnowania dotychczasowych efektów (czyli jojo). Jak wielokrotnie
podkreślałem, dieta musi NAM służyć (tu: smakować), a nie my diecie. Chodzi
przecież o wypracowanie własnego sposobu odżywiania, gdy dojdziemy do wagi
docelowej i chcemy ją utrzymać NA STAŁE.
W fazie 2 ustalamy krytyczną ilość węglowodanów dla spadku wagi. Poniżej tej
wartości będziemy chudnąć. Teraz, idąc w górę, ustalamy krytyczną ilość
węglowodanów dla utrzymania wagi (powyżej tej wartości zaczynamy tyć). Gdy
tylko w kolejnym tygodniu zaczynamy przybierać na wadze, zmniejszamy na powrót
węglowodany o 10g. Będzie to właśnie ta druga wartość krytyczna. Musimy stale
balansować między tymi wartościami - dolną i górną. Jesli waga skoczy
niespodziewanie w górę (np. niezależne od diety wahania metabolizmu
spoczynkowego), możemy w każdej chwili wrócić np. na 2 tygodnie do fazy
indukcji.
Najbezpieczniej jest przejść do fazy III po uzyskaniu wagi docelowej, gdyż ma w
niej przecież nastąpić celowy niewielki wzrost wagi. Wcześniej warto też
utrzymać np. przez miesiąc ilość węglowodanów, do której doszło się w fazie II
(poziom krytyczny dla odchudzania), żeby upewnić się, czy nie przybywa się
jednak na wadze.
3) Brak efektów
Jedną z przyczyn, które uniemożliwiają wejście w fazę spalania tłuszczu, są
drożdżaki w przewodzie pokarmowym - candida albans. One są źródłem
węglowodanów. Są na to antybiotyki, ale najlepsze są metody naturalne. Polecam
Citrosept - skutki bywają rewelacyjne (np. kilo zdechłych drożdżaków i/lub
pierwotniaków opuszczających nas drogą naturalną.
Brak utraty wagi przy ketozie może być związany z niską spoczynkową przemianą
materii: dostarczany tłuszcz może wystarczać w pełni na zaspokojenie potrzeb
energetycznych, a ketony są świadectwem, że spalamy ten tłuszcz. Organizm
potrafi doskonale się bronić przed utratą wagi właśnie zmiejszając przemianę
materii (tarczyca 'zwalnia tempo'). Można spróbowć, jak w podobnych przypadkach
na kopenhaskiej, Kelp, wit.E i miłorząb japoński. No i jakieś ćwiczenia
aerobowe, żeby wywołać deficyt kaloryczny.
4) Co jeść?
Kofeina podnosi insulinę. Sądząc po doświadczeniach z dietą kopenhaską, kawę
można by pić tylko rano na czczo, bo wtedy insulina nie ma czego magazynować.
Alkohol - dopiero w fazie utrzymania wagi np. lampkę czerwonego wina, szklankę
piwa lub mały koniaczek po posiłku. W fazie indukcji zdecydowanie nie, w fazie
dalszego spadku wagi - 1-2 razy w tygodniu lampka czerw. wina. Alkohol to puste
kalorie - organizm natychmiast zaczyna z nich korzystać zaprzestając spalać
tłuszcz. W fazie utrzymania wagi jesteśmy już po ketozie, więc można poluzować.
Ale piwo poza tym ma węglowodany, więc trzeba uważać.
Sery dlatego jemy w dietach niskowęglowodanowych ,bo są TŁUSTE, a właśnie z
tłuszczu ma pochodzić nasza energia. 'Jeśli chcesz spalać tłuszcz - jedz
tłuszcz'. Organizm przestawia się, acz niechętnie, z węglowodanów na tłuszcz
jako podstawowe źródło energii i spala zarówno tłuszcz dostarczony w
pożywieniu, jak i własny. Poza tym tłuszcz daje uczucie sytości i nie męczymy
się z uczuciem głodu, jak na dietach redukujących kalorie. Jemy, dopóki nie
zaspokoimy głodu. Francuzi po obiedzie 'dopychają się' właśnie serami, i są
jednym z najszczuplejszych narodów. Te tłuste sery Atkinsa to sery dojrzewające
(żółte, feta etc). Sery białe są nie zalecane ze względu na zbyt dużą zawartość
laktozy (cukru mlecznego). Dodatkowo zawarta w nich (i w mleku) kazeina
powoduje odkładanie tłuszczu podskórnego (kazeina to pasza dla cieląt).
Węglowodany zawarte w błonniku nie mają właściwości podnoszenia poziomu cukru
we krwi i dlatego otręby można spokojnie jeść przy diecie niskowęglowodanowej,
nie wliczając ich do bilansu. Otręby mogą zapobiec ew. obstrukcji, spowodowanej
zmniejszeniem ilości źródeł błonnika.
Otręby to przede wszystkim nieprzyswajalny błonnik, więc z nimi nie ma
problemu. Groszek i marchewka już wchodzą do limitu. Przykładowo, Atkins
podaje, że 20g węglowodanów (dzienna dawka) to pół filiżanki zielonego groszku.
Z sokiem z marchewki trzeba b. uważać, bo w ogóle marchew jest
najbardziej 'węglodajna' z warzyw.
W I fazie pomidory i ogórki są niezalecane. Raczej zielone warzywa liściaste
(niski indeks glikemiczny) jak sałata lodowa czy brokuły w postaci sałatki z
np. oliwą.
Co do orzechów, ja np. podjadam tylko brazylijskie i włoskie (ale ostrożnie, bo
też mają trochę węgli).