abassa
04.07.07, 14:09
Piszę o tej "akademii" z wlasnego doświadczenia oraz z doświadczenia osób,
które rownież tam chodziły.
Szkoła ma trzy zalety: prowadzi zającia z Astangi Jogi (instruktor Ewa
Juszczyk), można chodzić przez 7 dni w tygodniu w ciągu roku (opłata 90 zł za
miesiąc), zajęcia są prowadzone również na terenie innych miast. No ale na
tym zalety się kończą.
Niestety reszta pozostawia wiele do życzenia.
Po pierwsze zatrudnia instruktorów, rekrutujących się z pośród klientów.
(moim zdaniem jest to zwyczajna hałtura. Nic w tym dziwnego skoro prowadzi
się zajęcia w wielu miastach, no ale ilość w tym przypadku nie przekłada się
na jakość).
Nie było by w tym nic złego gdyby nie to, że tylko garstaka jest naprawdę
rozciągnięta i może pokazać o co chodzi w asanach. Ciekawe jest również to,
że instruktorzy nie mają pojecia o tym na co działają poszczególne asany.
Na pytania ćwiczących a dlaczego tak ma właśnie być wykonana asana, pada
odpowiedź bo tak ma być.
Pomimo, iż to Paweł Kamiński jest założycielem Akademii to jego zajęć nie
polecam w szczególności.
Z tego co się dowiedziałam również od innych osób to przez cały rok ćwiczone
jest tylko 20 asan (w jodze jest ich 200). Wychodząc z zajęć ma się wrażenie,
że nic się nie robiło.
Ćwiczenia z wkręcaniem żarówek albo w stylu leżymy na brzuchy i wyciągamy
lewą i prawą nogę na przemian są standardem często się powtarzającym, zbyt
często. Nie warto wychodzic z domu i wydawać 90 zł na coś takiego. Bo coś
takiego możemy po prostu sami zrobic w domu.
Jeżeli marzyłeś o tym aby poćwiczyć jogę, poznawac nowe asany to się
przeliczyłeś.
Aby można byłó się czegoś nauczyć to jedyną drogą jest zostać instruktorem.
Wtedy zapoznają cię z innymi ciekawymi asanami. Czyli nie wszystko dla
klienta.
Nie podobało nam się również momentami opryskliwe zachowanie Pawła
Kamiśnskiego.
Ty nic nie robisz! No przsuń tę nogę w tą stronę!
Wy tu nie jestescie dla przyjemności!
Powiedziane tonem kaprala.