Dodaj do ulubionych

Syberiada..

25.01.10, 15:41
www.youtube.com/watch?v=dlgaUd9KEvM
Obserwuj wątek
    • blueberrynight Re: Syberiada.. 25.01.10, 15:49
      Do Przyjaciół Moskali

      WY, czy mnie wspominacie! ja, ilekroć marzę
      O mych przyjaciół śmierciach, wygnaniach, więzieniach,
      I o was myślę: wasze cudzoziemskie twarze
      Mają obywatelstwa prawo w mych marzeniach.

      Gdzież wy teraz? Szlachetna szyja Rylejewa,
      Którąm jak bratnią ściskał carskimi wyroki
      Wisi do hańbiącego przywiązana drzewa;
      Klątwa ludom, co swoje mordują proroki.

      Ta ręka, którą do mnie Bestużew wyciągnął,
      Wieszcz i żołnierz, ta ręka od pióra i broni
      Oderwana, i car ją do taczki zaprzągnął;
      Dziś w minach ryje, skuta obok polskiej dłoni.

      Innych może dotknęła sroższa niebios kara;
      Może kto z was urzędem, orderem zhańbiony,
      Duszę wolną na wieki przedał w łaskę cara
      I dziś na progach jego wybija pokłony.

      Może płatnym językiem tryumf jego sławi
      I cieszy się ze swoich przyjaciół męczeństwa,
      Może w ojczyźnie mojej moją krwią się krwawi
      I przed carem, jak z zasług, chlubi się z przeklęstwa.

      Jeśli do was, z daleka, od wolnych narodów,
      Aż na północ zalecą te pieśni żałosne
      I odezwą się z góry nad krainą lodów,
      Niech wam zwiastują wolność, jak żurawie wiosnę.

      Poznacie mię po głosie; pókim był w okuciach,
      Pełzając milczkiem jak wąż, łudziłem despotę,
      Lecz wam odkryłem tajnie zamknięte w uczuciach
      I dla was miałem zawsze gołębia prostotę.

      Teraz na świat wylewam ten kielich trucizny,
      Żrąca jest i paląca mojej gorycz mowy,
      Gorycz wyssana ze krwi i z łez mej ojczyzny,
      Niech zrze i pali, nie was, lecz wasze okowy.

      Kto z was podniesie skargę, dla mnie jego skarga
      Będzie jak psa szczekanie, który tak się wdroży
      Do cierpliwie i długo noszonej obroży,
      Że w końcu gotów kąsać rękę, co ją targa.
      • aplipapli Re: Syberiada.. 25.01.10, 15:54
        Syberyjska bajka

        Kiedyś nie było ziemi, nie było nieba. Była tylko woda. Żyli w niej nur i
        gronostaj. Pewnego dnia nur zanurkował na siedem tygodni, a wracając przyniósł w
        dziobie kamyk i grudkę ziemi. Zmęczony ptak usnął, a gronostaj zabrał się do
        pracy. Kiedy się obudził była już ziemia, góry i niebo.
        • blueberrynight Re: Syberiada.. 25.01.10, 15:58
          Puszkin Aleksander

          Bajka o carze Sałtanie

          Trzy dziewoje przy okienku
          Tkały lnianą nitkę cienką.

          "Gdybym tak carycą była -
          Pierwsza siostra przemówiła -
          To bym obiad na świat cały
          Zgotowała doskonały."
          "Gdybym ja carycą była -
          Druga siostra oświadczyła -
          To na cały świat bez mała
          Sama płótna bym utkała."
          "Gdyby mnie wziął car za żonę -
          Rzekła trzecia nad wrzecionem -
          Urodziłabym carowi
          Bohatera co się zowie!"

          Ledwie wyrzec to zdążyły,
          Cicho drzwi się otworzyły
          I w świetlicy nagle staje
          Car, co władał owym krajem.
          Nie wiedziały siostry o tym,
          Że stał właśnie poza płotem
          I ostatniej słysząc słowa
          Tę ostatnią umiłował.
          "Witaj! - mówi do niej grzecznie -
          Bądź carycą i koniecznie
          Daj mi, jeśli chęć twa szczera,
          Z końcem września - bohatera.
          A zaś wy, siostrzyczki obie,
          Jako że tak życzę sobie,
          Opuszczajcie swe domostwo,
          Jedźcie za mną i za siostrą -
          Tkaczkę z jednej z was uczynię,
          A z tej drugiej - kuchmistrzynię!"

          Wyszedł car i gwarną rzeszą
          Do pałacu wszyscy śpieszą.
          Car odkładać nic nie lubił,
          Narzeczoną więc poślubił
          I z małżonką swą po społu
          Siadł ucztować wnet do stołu.

          Zaś po uczcie ze świetlicy
          Młodą parę do łożnicy
          Ze słoniowej białej kości
          Zaniósł poczet zacnych gości,
          Tam ich samych zostawili
          I rozeszli się po chwili.

          W kuchni złości się kucharka,
          Nad warsztatem tkaczka sarka,
          Każda we łzach gorzkich tonie -
          Tak zazdroszczą młodej żonie.

          A carowa w swej łożnicy
          Dotrzymała obietnicy
          I poczęła tejże nocy.

          Była wojna na Północy,
          Więc car Sałtan ruszył w drogę
          I pożegnał swą niebogę
          Napomniawszy w krótkim słowie,
          Żeby dbała o swe zdrowie.

          Gdy tak walczył car daleko,
          Gdzieś za siódmą górą, rzeką,
          Nastąpiło rozwiązanie.
          Syn był wprost jak malowanie,
          A caryca nad dziecięciem
          Jak orlica nad orlęciem.

          Gońca z listem śle carowa,
          By się ojciec uradował.

          A kucharka z tkaczkś cicho,
          Z swatką - babą Babarychą,
          Na złośliwość tę się ważą,
          Że przytrzymać gońca każą.
          Ślą innego z wieścią nową
          Pisząc w liście słowo w słowo:
          Przyszła na świat ni to córka,
          Ni to syn - coś na kształt szczurka,
          Na kształt myszki albo żabki,
          Czyli jakiś stworek rzadki."

          Gdy usłyszał car od gońca,
          Jaka przyszła wieść gorsząca,
          Zaczął gniewać się i biesić
          I już gońca chciał powiesić,
          Ale jeszcze zmiękł tym razem
          I odesłał go z rozkazem:
          "Czekać cara, aż tę sprawę
          Sam rozsądzi zgodnie z prawem."
          Wiózł orędzie carskie goniec
          I przyjechał z nim na koniec.
          A kucharka z tkaczką cicho,
          Z swatką - babą Babarychą,
          Dalej knują zdradę swoją,
          Nieprzytomnie gońca poją,
          Pismo z torby wykradają
          I na inne zamieniają.

          Za czym goniec pijaniutki
          Przywiózł taki rozkaz krótki:
          "Car poleca swym bojarom,
          By nie zwlekać długo z karą,
          Lecz carową wraz z przypłodem
          Potajemnie wrzucić w wodę."
          Zasmucili się bojarzy,
          Zamyślili się o carze
          I o młodej jego żonie,
          Po czym tłumnie weszli do niej,
          Wolę cara ogłosili
          I do beczki w tejże chwili
          Posadzili syna z matką,
          Potoczyli beczkę gładko
          I spuścili ją od razu
          Na ocean - w myśl rozkazu.

          W niebie gwiazda się zapala,
          W oceanie pluszcze fala,
          Po niebiosach obłok płynie,
          Beczka płynie po głębinie.

          Jak bolesna, smutna wdowa
          W beczce miota się carowa.
          Gdy zaś ona łka żałośnie,
          Dziecię z każdą chwilą rośnie
          I rozwija się wspaniale,
          I przynagla tylko falę:
          "Falo moja, falo wodna,
          Tyś swawolna i swobodna,
          Ty kamienie morskie toczysz,
          Ty piaszczyste brzegi moczysz,
          Ty wynosisz nad odmęty
          Wszelkie nawy i okręty,
          Ty, gdzie tylko chcesz, tam pluszczesz,
          Przed zagładą ty nas ustrzeż,
          Duszę zbaw od męki wieczniej,
          Wyrzuć nas na ląd bezpieczny!"
          I spełniła prośbę fala,
          Wnet przygnała beczkę z dala,
          Miękko ją na brzeg zepchnęła
          I wolniutko odpłynęła.
          • blueberrynight Re: Syberiada.. 25.01.10, 16:00
            Matka z dzieckiem ocaleli,
            Wydostali się z topieli,
            Lecz kto z beczki ich wyzwoli?
            Czyż opuści Bóg w niedoli?

            Syn nogami wparł się w beczkę
            I natężył się troszeczkę,
            Jeszcze dno pocisnął ręką:
            "Jakby tutaj nam okienko
            Wybić w beczce? Wiem, co zrobię!"
            Wypchnął dno i wyszedł sobie.

            Już są wolni matka z synem,
            Widzą pośród mgieł wyżynę,
            Sine morze z każdej strony,
            Na wyżynie - dąb zielony.
            Myśli syn: "Kto jeść zamierza,
            Temu przyda się wieczerza."
            Więc dębowy konar łamie,
            Zgina łuk potężne ramię,
            Od krzyżyka sznurek zrywa -
            Już napięta jest cięciwa.
            Jeszcze się o pręt zatroszczył,
            W lekką strzałę go zaostrzył
            I w dolinę nieboraczek
            Poszedł szukać dzikich kaczek.

            Ledwie wyszedł na brzeg miękki,
            Słyszy naraz jakieś jęki.
            Snadź na morzu coś się dzieje.
            Patrzy - co to? Puch bieleje,
            Łabędzica fale pruje,
            Nad nią groźny sęp kołuje.
            Ona, biedna, cała drżąca
            Wodę mąci i roztrąca -
            On już szpony rozczapierzył,
            Krwawym dziobem się zamierzył...
            Lecz zagrała właśnie strzała,
            Sępa w szyję połechtała,
            Krew spłynęła do czeluści,
            A carewicz łuk opuści,
            Spojrzy - sęp rażony ciosem
            Tonie, ludzkim jęcząc głosem.

            Łabędzica obok płynie,
            Płynie obok po głębinie,
            Złego sępa dziobem bodzie,
            Bije skrzydłem, topi w wodzie,
            Po czym, z zemsty swojej rada,
            Po rosyjsku tak powiada:
            "Carewiczu, mój wybawco,
            Ocalenia mego sprawco,
            Bez urazy przebolejesz
            To, że dziś przeze mnie nie jesz
            I że strzałę fala zmiata -
            Taka strata, to nie strata.
            Dobroć twoją odwzajemnię,
            Będziesz miał pożytek ze mnie.
            Nie łabędzia słyszysz słowa -
            Tyś dziewczynę uratował.
            I nie sęp w odmętach znika -
            Tyś postrzelił czarownika.
            Moja wdzięczność wieczna będzie,
            Znajdziesz zawsze mnie i wszędzie.
            Nie martw się, choć głód ci dojmie,
            Kładź się spać i śpij spokojnie."

            Odleciała łabędzica,
            A carewicz i caryca
            Pomyśleli i po chwili
            Na czczo spać się położyli.

            Gdy carewicz znów się ocknął
            I otrząsnął marę nocną,
            Nie uwierzył oczom swoim:
            Oto miasto przed nim stoi,
            Ściana wznosi się zębczasta,
            A za ścianą, w głębi miasta,
            Jak makówek szereg spory,
            Błyszczą cerkwie i klasztory.
            Młodzian matkę zbudził żwawo,
            Ta spogląda w lewo, w prawo,
            A syn tylko się zachwyca:
            "Nie próżnuje łabędzica!"

            Szedł carewicz obok matki:
            Ledwo weszli za rogatki -
            Zadzwoniły wszystkie dzwony
            Na rozległe świata strony
            I już wali lud z oddali,
            Chór cerkiewny Boga chwali,
            Dwór bogaty niesłychanie
            Mknie w karocach na spotkanie.

            Już książęcą mitrą wieńczą
            Carewicza skroń młodzieńczą,
            Po czym go, na znak poddaństwa,
            Obwołują głową państwa.

            Z przyzwolenia więc carycy
            Zaczął rządzić syn w stolicy
            I przed ludem zgromadzonym
            Zamianował się Gwidonem.

            Hula sobie wiatr po morzu,
            Mknie okręcik po bezdrożu,
            Na wydętych płynie żaglach,
            Wiatr go pędzi i przynagla.
            Podróżnicy wraz z załogą
            Wprost nadziwić się nie mogą,
            Że na wyspie pustej prawie
            Stał się nagle cud na jawie:
            Miasto, złocąc się, wyrasta,
            Port obronny strzeże miasta
            I już z portu biją działa,
            By się nawa zatrzymała.

            Więc do brzegu płyną goście,
            Książę Gwidon woła: "Proście!"
            Poi, karmi ich do syta
            I w rozmowie grzecznie pyta:
            "Czym wy, kupcy, handlujecie?
            Dokąd teraz żeglujecie?"

            Kupcy na to mu odrzeką:
            "Wędrowaliśmy daleko,
            Handlowaliśmy lisami
            I burymi sobolami,
            Teraz byśmy wracać radzi,
            Droga nas na wschód prowadzi
            Obok jednej z wysp Bujana
            Aż do sławnych ziem Sałtana."

            Książę na to im odpowie:
            "Dobrej drogi wam, panowie,
            Po burzliwych morskich pianach
            Aż do sławnych ziem Sałtana.
            Złóżcie pokłon mój carowi,
            Płyńcie w świat i bądźcie zdrowi!"

            Kiedy okręt w drogę ruszył,
            Książę Gwidon z żalem duszy,
            Na wybrzeżu tkwiąc wysokim,
            Żegnał gości tęsknym wzrokiem.

            Naraz patrzy - po głębinie
            Łabędzica biała płynie.
            "Czemu książę mój najmilszy
            Niczym dzień ponury milczy?
            Czemu takie smutne lica?" -
            Zapytuje łabędzica.

            Odpowiada na to książę:
            "W gorzkim żalu serce grążę,
            Życie już mi jest niemiłe,
            Tak za ojcem zatęskniłem."

            Łabędzica rzecze: "Może
            Chcesz polecieć w dal przez morze?
            Chętnie o to się postaram -
            Przeobrażę cię w komara!"
            I już skrzydłem falę muska,
            Dookoła wodą pluska,
            Już od stóp do głów Gwidona
            Obryzgała woda słona.
            Książę zmalał co niemiara,
            Przeobraził się w komara,
            Jeszcze bzyknął na ostatek,
            Pośród fal dogonił statek
            I, jak robią to komary,
            Na okręcie wlazł do szpary.

            *

            Wiatr wesoło szumi wkoło,
            Z dali okręt mknie wesoło
            Obok jednej z wysp Bujana
            Wprost do sławnych ziem Sałtana
            I krainę upragnioną
            Widać już za mgieł zasłoną.
            Już na brzeg wysiedli goście,
            Już car Sałtan woła: "Proście!"
            A za gośćmi na komnaty
            Wleciał też nasz zuch skrzydlaty.

            Patrzy - siedzi car na tronie
            W złotych szatach i w koronie
            I zadumą niewesołą
            Omroczone chyli czoło.

            A kucharka z tkaczką cicho,
            Z swatką - babą Babarychą,
            Siedząc razem na uboczu,
            Nie spuszczają cara z oczu.

            Car do stołu z gośćmi siada,
            Wita ich i tak powiada:
            "Hej, panowie, goście mili,
            Czyście długo w drodze byli?
            Czy powiedzieć mi możecie,
            Gdzie jest jaki cud na świecie?"

            Podróżnicy mu odrzeką:
            "Żeglowaliśmy daleko
            Przez rozległe świata szlaki,
            Cud zaś jest na świecie taki:
            W morzu stroma wyspa stała
            Z dawnych lat niezamieszkała,
            Dziś tam widać miasto nowe,
            W mieście cerkwie złotogłowe,
            A pośrodku piękne place
            I ogrody, i pałace.
            Miastem książę Gwidon włada,
            Przez nas tobie pokłon składa."

            Car podziwia owe cuda
            Mówiąc: "Jeśli mi się uda,
            Ruszę do tej cud-krainy,
            Do Gwidona w odwiedziny."
            A kucharka z tkaczką cicho,
            Z swatką - babą Babarychą,
            Każda z całych sił się stara
            Od podróży odwieść cara.

            "Warto mówić o tym dziwie?"
            Mrużąc oczy swe złośliwie
            Kuchmistrzyni się odzywa.
            "Miasto - cóż? - nad morzem bywa...
            Wieść o innym cudzie niesie:
            Ponoć jest wiewiórka w lesie,
            Która śpiewa dla uciechy
            Oraz gryzie wciąż orzechy,
            A orzechy - wprost dziwota,
            Ich łupiny są ze złota,
            Każde jądro jest szmaragdem
            To dopiero cud naprawdę!"

            Car słuchając trwał w podziwie,
            Za to komar, zły straszliwie,
            Żądło swoje wbił głęboko
            Ciotce prosto w prawe oko.
            Kuchmistrzyni aż zdrętwiała,
            Jedno oko postradała,
            Siostra z swatką biegną do niej,
            A komara służba goni:
            "Komarzysko wstrętne! My cię..."
            On zaś oknem czmychnął skrycie
            I przez morza obszar siny
            Pomknął wprost do swej krainy.
            Znów nad morze książę schodzi,
            Dookoła wzrokiem wodzi,
            Naraz patrzy - po głębinie
            Łabędzica biała płynie.
            "Czemu książę mój najmilszy
            Niczym dzień pochmurny milczy?
            Czemu takie smutne lica?" -
            Zapytuje łabędzica.

            Odpowiada na to książę:
            "W gorzkim żalu serce grążę,
            Tak mi jednej rzeczy chce się!
            Ponoć jest wiewiórka w lesie,
            Która śpiewa dla uciechy
            Oraz gryzie wciąż orzechy,
            A orzechy - wprost dziwota,
            Ich łupiny są ze złota,
            Każde jądro jest szmaragdem,
            Lecz czy ludzie mówią prawdę?"

            Łabędzica się odzywa:
            "Gadka owa jest prawdziwa,
            Znam ten dziw i wszystko zrobię,
            By się móc przysłużyć tobie."

            Słysząc to, z otuchą w duszy
            Książę wnet do domu ruszył.
            Ledwie stanął na podwórzu,
            Patrzy - tuż pod sosną dużą
            Trwa wiewiórka i dla psoty
            Gryzie orzech szczerozłoty,
            Wyłuskuje szmaragd z łupki,
            Łupki składa w równe kupki
            I przed ludem zgromadzonym,
            Poświstując cienkim tonem,
            Wyśpiewuje wiewióreczka
            "Koło mego ogródeczka."

            Widzi książę - cud nie lada,
            "No, dziękuję ci - powiada -
            Łabędzico moja biała;
            Obyś też uciechę miała."
            Dla wiewiórki swej pomału
            Wybudował dom z kryształu,
            W bramie - warta honorowa,
            A orzechy diak rachował,
            By się na nie nikt nie łaszczył.
            Księciu zysk - wiewiórce zaszczyt.

            Hula sobie wiatr po morzu,
            Mknie okręcik po bezdrożu,
            Na rozpiętych płynie żaglach,
            Wiatr go pędzi i ponagla.
            Wyspa spośród fal wyrasta,
            Widać na niej mury miasta
            I już z portu biją działa,
            By się nawa zatrzymała.

            Więc do brzegu płyną goście,
            Książę Gwidon woła: "Proście!"
            Poi, karmi ich do syta
            I w rozmowie grzecznie pyta:
            "Czym wy, kupcy, handlujecie?
            Dokąd teraz żegl
            • blueberrynight Re: Syberiada.. 25.01.10, 16:05
              Więc do brzegu płyną goście,
              Książę Gwidon woła: "Proście!"
              Poi, karmi ich do syta
              I w rozmowie grzecznie pyta:
              "Czym wy, kupcy, handlujecie?
              Dokąd teraz żeglujecie?"
              Kupcy na to mu odrzeką:
              "Wędrowaliśmy daleko,
              Handlowaliśmy źrebcami
              I dońskimi ogierami.
              Dni w podróży szybko zbiegły,
              A przed nami szlak odległy
              Obok jednej z wysp Bujana
              Aż do sławnych ziem Sałtana."

              Książę na to im odpowie:
              "Dobrej drogi wam, panowie,
              Po burzliwych morskich pianach
              Aż do sławnych ziem Sałtana.
              Złóżcie pokłon mój carowi,
              Płyńcie w świat i bądźcie zdrowi."

              Goście księcia pożegnali,
              Zniknał okręt ich w oddali,
              Idzie książę ku topieli,
              Łabędzica tam się bieli.
              Znowu jej pomocy wzywa:
              "Błagam, serce się wyrywa..."

              Łabędzica usłuchała
              Wodą księcia obryzgała,
              Książę w muchę się przemienił,
              Szybko uniósł się w przestrzeni
              I minąwszy wód obszary
              Na okręcie wlazł do szpary.

              Wiatr wesoło szumi wkoło,
              Z dali okręt mknie wesoło
              Obok jednej z wysp Bujana
              Wprost do sławnych ziem Sałtana
              I krainę upragnioną
              Widać już za mgieł zasłoną.

              Już na brzeg wysiedli goście,
              Już car Sałtan woła: "Proście!"
              A za gośćmi na komnaty
              Wleciał też nasz zuch skrzydlaty.
              Patrzy - siedzi car na tronie
              W złotych szatach i w koronie
              I zadumą niewesołą
              Omroczone chyli czoło.

              A kucharka z tkaczką cicho,
              Z swatką - babą Babarychą,
              Jak złe żaby na uboczu
              Nie spuszczają cara z oczu.

              Car do stołu z gośćmi siada,
              Wita ich i tak powiada:
              "Hej, panowie, goście mili,
              Czyście długo w drodze byli?
              Czy powiedzieć mi możecie,
              Gdzie jest jaki cud na świecie?"

              Podróżnicy mu odrzeką:
              "Żeglowaliśmy daleko
              Przez rozległe morza szlaki,
              Cud zaś jest na świecie taki:
              Wyspa wznosi się z otchłani,
              Stoi duże miasto na niej
              Z klasztorami i cerkwiami,
              Otoczone ogrodami.
              Przed pałacem sosna rośnie,
              Kryształowy dom przy sośnie -
              Mieszka tam wiewiórka mała,
              Żartownisia niebywała.
              Śpiewa piosnki dla uciechy
              Oraz gryzie wciąż orzechy,
              A orzechy - wprost dziwota -
              Ich łupiny są ze złota,
              Szmaragdowe w środku jądra!
              O wiewiórkę służba mądra
              Dba i troszczy się usilnie,
              Diak orzechy liczy pilnie,
              Zapisując to, co zbierze,
              Salutują jej żołnierze,
              Z łupin złotych co sobotę
              Bite są monety złote,
              A szmaragdy - służki w worach
              Przechowują po komorach.
              Lud na wyspie jest bogaty,
              Izb tam nie ma, lecz komnaty;
              Miastem książę Gwidon włada,
              Przez nas tobie pokłon składa."

              Car podziwia owe cuda
              Mówiąc: "Jeśli mi się uda,
              Ruszę do tej cud-krainy,
              Do Gwidona w odwiedziny."

              A kucharka z tkaczką cicho,
              Z swatką - babą Babarychą,
              Każda z całych sił się stara
              Od podróży odwieść cara.

              Tkaczka śmieje się nieznacznie
              I tak wreszcie mówić zacznie:
              "Któż się temu dziwić może,
              Że wiewiórka gryzie orzech,
              Zgarnia złoto i szmaragdy?
              Nie, to żaden cud, doprawdy!
              Wieść o innym niesie dziwie:
              Morze wzdyma się burzliwie,
              Kipi, ryczy - z groźnym chlustem
              Toczy się po brzegu pustym,
              Ląd zalewa coraz szerzej
              I trzydziestu trzech rycerzy
              Ukazuje się na brzegu,
              Ustawiają aię w szeregu -
              Wszystko zuchy co się zowie,
              Młodzi, piękni olbrzymowie
              Lśniący zbroi swych żelazem,
              A Czarnomor z nimi razem.
              O tym dziwie jak o dziwie
              Mówić można sprawiedliwie!"

              Żaden z gości nie jest skory
              Niepotrzebne wszczynać spory.
              Car w ogromnym trwa podziwie,
              Tylko Gwidon, zły straszliwie,
              Brzęcząc wznosi się wysoko,
              Spada ciotce w lewe oko
              I nim tkaczka jęk wydała,
              Jedno oko postradała.

              Wszyscy krzyczą, lecą duchem,
              "Chwytaj! Trzymaj! Zabij muchę!"
              Łapią, gonią ją z wysiłkiem,
              Książę zaś - do okna chyłkiem
              I przez morza obszar siny
              Wrócił wprost do swej krainy.

              Znów nad morze książę schodzi,
              Dookoła wzrokiem wodzi,
              Naraz patrzy - po głębinie
              Łabędzica biała płynie.
              "Czemu książę mój najmilszy
              Niczym dzień pochmurny milczy?
              Czemu takie smutne lica?" -
              Zapytuje łabędzica.

              Odpowiada na to książę:
              "W gorzkim żalu serce grążę -
              Tak bym pragnął dziw jedyny
              Przynieść tu do mej dziedziny."

              "A o jakim prawisz dziwie"?
              "Morze wzdyma się burzliwie,
              Kipi, ryczy - z groźnym chlustem
              Toczy się po brzegu pustym,
              Ląd zalewa coraz szerzej
              I trzydziestu trzech rycerzy
              Ukazuje się na brzegu,
              Ustawiają się w szeregu -
              Wszystko zuchy co się zowie,
              Młodzi, piękni olbrzymowie
              Lśniący zbroi swych żelazem,
              A Czarnomor z nimi razem."

              Odpowiada łabędzica.
              "A więc to cię tak zachwyca?
              Zbądź się troski, przyjacielu,
              Znam ten cud od lat już wielu,
              Bo rycerze w lśniącej zbroi
              To rodzeni bracia moi.
              Odrzuć smutek, idź, nie zwlekaj
              I na braci w domu czekaj."

              Do pałacu książę bieży,
              W siną dal spogląda z wieży -
              Morze wzdyma się burzliwie.
              Fala pieniąc się w przypływie
              Ląd zalewa coraz szerzej
              I trzydziestu trzech rycerzy
              Ukazuje się na brzegu,
              Ustawiają się w szeregu
              I do miasta kroczą śmiele,
              A Czarnomor na ich czele

              Książę Gwidon zbiega z wieży,
              Wita gości jak należy,
              Lud ze wszystkich stron napływa,
              A Czarnomor się odzywa:
              "Łabędzica nas przysłała
              I surowy nakaz dała,
              Byśmy, twą spełniając wolę,
              Obchodzili gród patrolem.
              Więc będziemy już niezmiennie,
              Tak jak jeden mąż, codziennie
              Pojawiali się na brzegu
              Pod murami miasta twego.
              Wkrótce znów się zobaczymy,
              Teraz wracać już musimy -
              Ziemskie nam powietrze szkodzi."
              I zniknęli w fal powodzi.

              Hula sobie wiatr po morzu,
              Mknie okręcik po bezdrożu,
              Na rozpiętych płynie żaglach,
              Wiatr go pędzi i przynagla.
              Wyspa spośród fal wyrasta,
              Widać na niej mury miasta
              I już z portu biją działa,
              By się nawa zatrzymała.
              Więc do brzegu płyną goście,
              Książę Gwidon woła: "Proście!"
              Poi, karmi ich do syta
              I w rozmowie grzecznie pyta:
              "Czym wy, kupcy, handlujecie?
              Dokąd teraz żeglujecie?"

              Kupcy na to mu odrzeką:
              "Wędrowaliśmy daleko,
              Handlowaliśmy niemało
              Złotem, srebrem, bronią białą,
              Dni w podróży szybko zbiegły,
              A przed nami szlak odległy
              Obok jednej z wysp Bujana
              Aż do sławnych ziem Sałtana."

              Książę na to im odpowie:
              "Dobrej drogi wam, panowie,
              Po burzliwych morskich pianach
              Aż do sławnych ziem Sałtana;
              Złóżcie pokłon mój carowi,
              Płyńcie w świat i bądźcie zdrowi."

              Goście księcia pożegnali,
              Zniknął okręt ich w oddali,
              Idzie książę ku topieli -
              Łabędzica tam się bieli.
              Znowu jej pomocy wzywa:
              "Błagam, serce się wyrywa!"

              Łabędzica falę muska,
              Ksigcia morską wodą pluska,
              Książę w trzmiela się przemienił,
              Brzęcząc uniósł się w przestrzeni,
              Okręt pośród fal dogonił
              I do szpary znów się schronił.

              Wiatr wesoło szumi wkoło,
              Z dali okręt mknie wesoło
              Obok jednej z wysp Bujana
              Wprost do sławnych ziem Sałtana
              I krainę upragnioną
              Widać już za mgieł zasłoną.

              Już na brzeg wysiedli goście,
              Już car Sałtan woła: "Proście!"
              A za gośćmi na komnaty
              Wleciał też nasz zuch skrzydlaty.
              Patrzy - siedzi car na tronie
              W złotych szatach i w koronie
              I zadumą niewesołą
              Omroczone chyli czoło.

              A kucharka z tkaczką cicho,
              Z swatką - babą Babarychą,
              Siedzą razem na uboczu,
              Śledzą cara czworgiem oczu.

              Car do stołu z gośćmi siada,
              Wita ich i tak powiada:
              "Hej, panowie, goście mili,
              Czyście długo w drodze byli?
              Czy powiedzieć mi możecie,
              Gdzie jest jaki cud na świecie?"

              Podróżnicy mu odrzeką:
              "Żeglowaliśmy daleko
              Przez rozległe morza szlaki,
              Cud zaś jest na świecie taki:
              Wyspa wznosi się z otchłani,
              Stoi duże miasto na niej,
              Tam w codziennym fal przypływie
              Morze wzdyma się burzliwie,
              Kipi, ryczy - z groźnym chlustem
              Toczy się po brzegu pustym,
              Ląd zalewa coraz szerzej
              I trzydziestu trzech rycerzy
              Ukazuje się na brzegu,
              Ustawiają się w szeregu -
              Wszystko zuchy co się zowie,
              Młodzi, piękni olbrzymowie
              Lśniący zbroi swych żelazem,
              A Czarnomor z nimi razem
              I dzień w dzień pod jego wodzą
              Jako patrol gród obchodzą.
              Choćby przebiec ziemię całą,
              Lepszej straży nie bywało.
              Książę Gwidon miastem włada,
              Tobie przez nas pokłon składa."

              Car podziwia owe cuda
              Mówiąc: "Jeśli mi się uda,
              Ruszę do tej cud-krainy,
              Do Gwidona w odwiedziny."

              Kuchmistrzyni tylko prycha,
              Tkaczka też, zaś Babarycha
              Rzecze śmiejąc się
              • blueberrynight Re: Syberiada.. 25.01.10, 16:08
                Kuchmistrzyni tylko prycha,
                Tkaczka też, zaś Babarycha
                Rzecze śmiejąc się złośliwie:
                "Warto mówić o tym dziwie?
                Jacyś ludzie, gdy się zmierzchnie,
                Z fal wychodzą na powierzchnię
                I w patrolu miasta strzegą.
                Nic nie widzę w tym dziwnego!
                Są nie takie jeszcze dziwy -
                Chodzi oto słuch prawdziwy,
                Że księżniczka jest za morzem,
                Co zaćmiewa światło boże,
                W nocy jasność w krąg rozsnuwa,
                Jej uroda wzrok przykuwa;
                Pod warkoczem ksieżyc pała.
                Lśni na czole gwiazda biała,
                A wspanialsza jest od pawia,
                Gdy dostojnie kroki stawia,
                A gdy wdzięczne słowo powie -
                Szmer strumienia brzmi w jej mowie.
                O tym dziwie sprawiedliwie
                Mówić można jak o dziwie."

                Żaden z gości nie jest skory
                Z Babarychą wszczynać spory.
                Car w ogromnym trwa podziwie,
                Książę zaś, choć zły straszliwie,
                Oczu babki pożałował,
                Brzęcząc, nad nią zakołował,
                Wbił swe żądło w nos jej gładki
                I na nosie starej swatki
                Bąbel wyrósł niespodzianie.
                Znów powstało zamieszanie:
                Wszyscy krzyczą: "Gwałtu! Rety!
                Trzymaj! Zabij! Jest? Niestety..."
                Łapią, gonią go z wysiłkiem,
                Książę zas - do okna chyłkiem
                I przez morza obszar siny
                Pomknął wprost do swej krainy.

                Znów nad morze książę schodzi,
                Dookoła wzrokiem wodzi,
                Naraz patrzy - po głębinie
                Łabędzica biała płynie.
                "Czemu książę mój najmilszy,
                Niczym dzień pochmurny milczy?
                Czemu takie smutne lica?" -
                Zapytuje łabędzica.

                Odpowiada na to książę:
                "W gorzkim żalu serce grążę -
                Do każdego jeżdżą swaty,
                A ja jeden - nieżonaty."

                Czyżbyś kogo miał na myśli?
                O kim mówisz? Powiedz ściślej."

                Jest księżniczka gdzieś za morzem,
                Co zaćmiewa światło boże,
                W nocy jasność w krąg rozsnuwa,
                Jej uroda wzrok przykuwa,
                Pod warkoczem księżyc pała,
                Lśni na czole gwiazda biała,
                A wspanialsza jest od pawia,
                Gdy dostojnie kroki stawia,
                A gdy wdzięczne słowo powie -
                Szmer strumienia brzmi w jej mowie.
                Zresztą - ludzie kłamać mogą."

                Książę rzekł i czeka z trwogą,
                Ona waży coś w napięciu
                I po chwili mówi księciu:
                "Wiedz, choć taka jest księżniczka,
                Żona - to nie rękawiczka:
                W każdej chwili jej nie zmienisz.
                Pomyśl, zanim się ożenisz,
                Dobrze rozważ moje słowa,
                Żebyś później nie żałował."

                Ale książę się zaklina,
                Że to jego chęć jedyna,
                Że obmyślił wszystko ściśle
                I jest gotów po namyśle
                Cud - księżniczkę sercem całym
                Kochać wiernie i z zapałem
                I pójść za nią w świat daleki,
                Choć za góry i za rzeki.

                Łabędzica tylko wzdycha
                I wzdychając mówi z cicha:
                "Po co szukać masz po świecie?
                Ta księżniczka - to ja przecie."

                I trzepocze już skrzydłami,
                Przelatuje nad falami,
                Z wysokości się opuszcza
                I w nadbrzeżnych siada kuszczach.
                Z piór łabędzich się obnaża
                I w księżniczkę przeobraża:
                Pod warkoczem księżyc pała,
                Lśni na czole gwiazda biała,
                A wspanialsza jest od pawia,
                Gdy dostojnie kroki stawia,
                A gdy wdzięczne słowo powie -
                Szmer strumienia brzmi w jej mowie.
                Książę ją do piersi tuli,
                Obejmuje jak najczulej
                I prowadzi przez podwoje
                Do kochanej matki swojej.

                Klęcząc, kornie się odzywa:
                "Matko, pani miłościwa,
                Oto moja narzeczona,
                Niech ci córką będzie ona,
                Przyzwolenie daj nam swoje,
                Pobłogosław nas oboje,
                Aby dzieci twe w przyszłości
                Żyły w zgodzie i miłości."

                Nad ich głową pochyloną
                Matka staje więc z ikoną,
                Z oczu leje łzy i rzecze:
                "Niech was Bóg ma w swej opiece!"
                Książę zwlekać niezbyt lubił,
                Więc księżniczkę wnet poślubił
                I zaczęli wspólne życie,
                O potomstwie marząc skrycie.

                Hula sobie wiatr po morzu,
                Mknie okręcik po bezdrożu,
                Na wydętych płynie żaglach,
                Wiatr go pędzi i przynagla.
                Wyspa spośród fal wyrasta,
                Widać na niej mury miasta
                I już z portu biją działa,
                By się nawa zatrzymała.

                Więc do brzegu płyną goście,
                Książę Gwidon woła: "Proście!"
                Poi, karmi ich do syta
                I w rozmowie grzecznie pyta:
                "Czym wy, kupcy, handlujecie?
                Dokąd teraz żeglujecie?"

                Kupcy na to mu odrzeką:
                "Wędrowaliśmy daleko,
                Handlowaliśmy przemytem,
                Zawsze z zyskiem należytym,
                Teraz byśmy wracać radzi,
                Droga nas na wschód prowadzi
                Obok jednej z wysp Bujana
                Aż do sławnych ziem Sałtana."

                Książę na to im odpowie:
                "Dobrej drogi wam, panowie,
                Po burzliwych morskich pianach
                Aż do sławnych ziem Sałtana.
                Pamiętajcie mu powiedzieć,
                Że obiecał mnie odwiedzić
                I że czekam wciąż daremnie.
                Pokłon złóżcie mu ode mnie."

                Goście znów na pokład idą,
                Płyną w świat, a książę Gwidon
                Ze swą młodą żoną razem
                Został w domu już tym razem.

                Wiatr wesoło szumi wkoło,
                Z dali okręt mknie wesoło
                Obok jednej z wysp Bujana
                Wprost do sławnych ziem Sałtana
                I krainę upragnioną
                Widać jak za mgieł zasłoną.

                Już na brzeg wysiedli goście,
                Już car Sałtan woła: "Proście!"
                Goście patrzą - car na tronie
                Siedzi w złotej swej koronie,
                A kucharka z tkaczką cicho,
                Z swatką - babą Babarychą,
                Siedzą razem na uboczu,
                Śledzą cara czworgiem oczu.

                Car do stołu z gośćmi siada,
                Wita ich i tak powiada:
                "Hej, panowie, goście mili,
                Czyście długo w drodze byli?
                Czy powiedzieć mi możecie,
                Gdzie jest jaki cud na świecie?"

                Podróżnicy mu odrzeką:
                "Żeglowaliśmy daleko
                Przez rozległe morza szlaki,
                Cud zaś jest na świecie taki:
                Wyspa wznosi się z otchłani,
                Stoi duże miasto na niej
                Z klasztorami i cerkwiami,
                Otoczone ogrodami.
                Przed pałacem sosna rośnie,
                Kryształowy dom przy sośnie,
                Mieszka w nim wiewiórka mała -
                Żartownisia niebywała!
                Piosnki śpiewa dla uciechy
                Oraz gryzie wciąż orzechy,
                A orzechy - wprost dziwota -
                Ich łupiny są ze złota,
                Wewnątrz jądra szmaragdowe.
                Jest tam dziwo też i nowe:
                Oto w nagłym wód przypływie
                Morze wzdyma się burzliwie,
                Kipi, ryczy - z groźnym chlustem
                Toczy się po brzegu pustym,
                Ląd zalewa coraz szerzej
                I trzydziestu trzech rycerzy
                Ukazuje się na brzegu,
                Ustawiają się w szeregu -
                Wszystko zuchy co się zowie,
                Młodzi, piękni olbrzymowie
                Lśniący zbroi swych żelazem,
                A Czarnomor z nimi razem.
                Choćby przebiec ziemię całą -
                Lepszej straży nie bywało.
                Z księciem żona dzieli łoże -
                W dzień zaćmiewa światło boże,
                W nocy jasność w krąg rozsnuwa,
                Jej uroda wzrok przykuwa,
                Pod warkoczem księżyc pała,
                Lśni na czole gwiazda biała.
                Miastem książę Gwidon włada,
                Przez nas tobie pokłon składa,
                A że miałeś go odwiedzić,
                Przeto kazał ci powiedzieć,
                Że na próżno ciągle czeka,
                Wypatrując cię z daleka."

                Kiedy car usłyszał o tym,
                Wyszykować kazał flotę.
                A kucharka z tkaczką cicho,
                Z swatką - babą Babarychą,
                Każda z całych sił się stara
                Od podróży odwieść cara.

                Ale car nie słucha zgoła,
                Zagniewany jeszcze woła:
                "Czemu puścić mnie nie chcecie?
                Co ja jestem? Car czy dziecię?
                Jadę dziś!" I z miną srogą
                Wstał i gniewnie tupnął nogą.

                Gwidon siadł przy jednym z okien
                I po morzu błądzi okiem.
                Milczy morze zdjęte ciszą,
                Fale ledwo się kołyszą
                I w oddali nieobjętej
                Ukazują się okręty.
                To Sałtana flota płynie
                Po spokojnej wód równinie.

                Skoczył Gwidon jak szalony,
                I na wszystkie woła strony:
                "Matko! Śpiesz, bo czasu szkoda!
                I ty, żono moja. młoda!
                Spójrzcie - płynie flota chyża,
                Ojciec ku nam się przybliża!"

                Flota zdąża już do mety,
                Książę patrzy w szkło lunety:
                Sałtan płynąc do przystani
                Przez lunetę patrzy na nich,
                A kucharka z tkaczką cicho,
                Z swatką - babą Babarychą,
                Stojąc obok, na przemiany
                Podziwiają kraj nieznany.

                Naraz działa wypaliły,
                Wszystkie dzwony zadzwoniły,
                Gwidon sam nad morze bieży,
                Wita cara jak należy,
                Swatce, tkaczce, kuchmistrzyni
                Też honory wszelkie czyni
                I nie mówiąc nic nikomu
                Poprowadził ich do domu.

                Idą wszyscy na pokoje,
                Przy podwojach błyszczą zbroje,
                Sałtan oczom wprost nie wierzy:
                To trzydziestu trzech rycerzy
                Ustawiło się w szeregu,
                Jak zazwyczaj miasta strzegą -
                Wszystko zuchy co się zowie,
                Młodzi, piękni olbrzymowie
                Lśniący zbroi swych żelazem,
                A Czarnomor z nimi razem.

                Na dziedziniec wstąpił Sałtan -
                Właśnie dom z kryształu stał tam.
                W nim wiewiórka, jak dla psoty,
                Gryzie orzech szczerozłoty,
                Szmaragd chowa do sakiewki
                I wesołe nuci śpiewki,
                A skorupek złotych wiele
                Po dziedzińcu w krąg się ściele.

                Goście dalej kroczą żywo,
                Patrzą - cóż to? Ksi
                • blueberrynight Re: Syberiada.. 25.01.10, 16:09
                  Na dziedziniec wstąpił Sałtan -
                  Właśnie dom z kryształu stał tam.
                  W nim wiewiórka, jak dla psoty,
                  Gryzie orzech szczerozłoty,
                  Szmaragd chowa do sakiewki
                  I wesołe nuci śpiewki,
                  A skorupek złotych wiele
                  Po dziedzińcu w krąg się ściele.

                  Goście dalej kroczą żywo,
                  Patrzą - cóż to? Księżna- dziwo:
                  Pod warkoczem księżyc pała,
                  Lśni na czole gwiazda biała,
                  A wspanialsza jest od pawia,
                  Gdy dostojnie kroki stawia.

                  Świekrze pierwsze miejsce daje,
                  Car spogląda - i poznaje,
                  Serce w nim zadrżało: "Boże!
                  Co ja widzę? Czy być może?
                  Jak?!" I krwi wezbrała fala
                  Łzami szczęścia car się zalał,
                  Obejmuje już carową,
                  Tuli syna i synową;
                  Zastawiono stół i huczna
                  Rozpoczęła się wnet uczta.

                  A kucharka z tkaczką cicho,
                  Z swatką - babą Babarychą,
                  Każda w inną dziurę wlazła;
                  Służba ledwo je znalazła.

                  Do wszystkiego się przyznały
                  I, skruszone, zapłakały.
                  Car ze szczęścia im przebaczył
                  I do domu puścić raczył.
                  Minął dzień i noc, a z rana
                  Położono spać Sałtana.

                  Byłem tam - miód, piwo piłem,
                  Tylko wąsy umoczyłem.
        • Gość: Viviene Re: Syberiada.. IP: 212.59.248.* 25.01.10, 16:03
          " Wzgórze błękitnego snu "-Igor Neverly,mozna sie zaczytac
          w opisach syberyjskiej przyrody etc.
          polecam V. :)
          • aplipapli Re: Syberiada.. 25.01.10, 16:19
            Gość portalu: Viviene napisał(a):

            > " Wzgórze błękitnego snu "-Igor Neverly,mozna sie zaczytac
            > w opisach syberyjskiej przyrody etc.
            > polecam V. :)

            Najpiękniejszy i najciekawszy jest Bajkał.

            www.youtube.com/watch?v=OAG1HOmlBng
            • blueberrynight Re: Syberiada.. 25.01.10, 16:50
              Syberyjskie przysłowie mówi : wśród świerków trzeba pracować, wśród brzóz bawić
              się, wśród cedrów modlić się do Boga. W dawnych czasach na Syberii drzewo cedr
              uważano za święte, było strażnikiem dobra, zródłem siły, piękna i szlachetności.
    • veest Re: Syberiada.. 25.01.10, 17:10
      www.youtube.com/watch?v=lTPGdjg7zS4

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka