meduza4
19.05.04, 09:37
rwanie włosów z głowy, sto pytań "dlaczego", żałosne próby zatrzymania mnie
na siłę, głupie uśmieszki, pochlebstwa na zmianę z atakami złego humoru.
Będzie to i jeszcze więcej, bo postanowiłam odejść...
Oczywiście z obecnej pracy i nie chodzi tu o porzuconego kochanka, tylko
o szefa, który będzie musiał przełknąć moją decyzję.
A na każde "dlaczego" jest jedna odpowiedź: płaci grosze, nie szanuje mojej
pracy, nie szanuje mnie jako człowieka, wymaga Bóg wie ile i dziwnie na mnie
patrzy jak mam rację i potrafię mu udowodnić, że to on się pomylił.
Jednym słowem mam tu niezły młynek a dostaję jałmużnę.
A żeby było śmieszniej - szef proponował mi już przedłużenie umowy na rok, na
obecnych warunkach płacowych. A niech sam za takie pieniądze żyje i zasuwa
jak bury osioł za darmo po godzinach.