Dodaj do ulubionych

Być obok i tylko tyle

13.05.02, 11:27
To było takie zaczarowane... jak zwykle, kiedy ona i on sie poznają. Było
motylki w brzuchu, niekończące się patrzenie w oczy, tyle ciepła i troski,
wieczory pełne przytulań... w końcu seks. Może ponad miesiąc... nie więcej.
Czy się w sobie zakochali? Na pewno byli sobą zauroczeni, cieszyli sie sobą, że
sie znaleźli.
On zaczął się pomaleńku odalać... wątpliwości, czy to to jest właśnie TO? Ona
jest cudna, urocza, mądra, dobra, czuła... ale nie wiem, sam nie wiem... nie
umiem sie otworzyć, wiesz co przeżyłem... potrzebuję czasu - powiedział. Ale
nie uciekaj... Nie kłamał, nie zwodził. Był szczery.
A Ona? Ona się zakochała, tak jej sie wydaje. W tym spokoju, wrażliwości,
cieple i w tym wszystkim, czego nie dał jej już dawno nikt. To ciepło trwało
tak krótko, było takie ulotne... ale wystarczająco mocne i piekne, by tęsknić
do tego, tęsknić do Niego... Przecież wiesz, nic na siłę, zobaczymy jak
będzie... masz rację, trzeba czasu, sama też pewna nie jestem, powiedziała.
Kłamała - już wiedziała. Nie uciekła. Bo jakże by mogła? Ma jego chociaż jako
przyjaciela... może być przy nim, kiedy dzieje się coś złego albo radosnego...
kiedy zachoruje, kiedy chce z nią porozmawiać... Czasem się spotkają... coraz
rzadziej. On ją wtedy przytula do siebie, delikatnie całuje, głaszcze... nie
mówiąc prawie nic. Po prostu są ze sobą tę chwilę, która dla niego pewnie jest
tylko wytchnieniem, pragnieniem uczucia, dla niej chwilą dla której warto
tęsknić i żyć. Ale on o tym nie wie... przecież dała mu czas... i nie chce go
stracić błagając o więcej.
I tak trwa przy nim... i tak jej smutno dziś...
Obserwuj wątek
    • emperor czy my sie przypadkiem nie znamy? :) 13.05.02, 11:30
      • nie_wiem Re: czy my sie przypadkiem nie znamy? :) 13.05.02, 11:37
        On nie jest z Forum.
        • emperor Re: czy my sie przypadkiem nie znamy? :) 13.05.02, 11:44
          a ona?
          • nie_wiem Re: czy my sie przypadkiem nie znamy? :) 13.05.02, 11:48
            Ona tak. Ta historia jest dla niej tylko, gdyby on tu był, znalazłaby się
            gdzie indziej.
        • ja_nek Re: czy my sie przypadkiem nie znamy? :) 13.05.02, 11:49
          Szczęście na odległość.
          Pozostaje gorycz i nadzieja czekania.
          • emperor Re: czy my sie przypadkiem nie znamy? :) 13.05.02, 11:52
            a czy ona to ty? bo ja chetnie cie pociesze:)))
            • nie_wiem Re: czy my sie przypadkiem nie znamy? :) 13.05.02, 11:54
              Co mi po pocieszycielach, powiedz? Nie jesteś Nim, więc nie możeszz mnie
              pocieszyć.
          • nie_wiem Re: czy my sie przypadkiem nie znamy? :) 13.05.02, 11:53
            Okruchy tego szczęścia...
            A najgorsze jest to, ze tak naprawde on nie chce jej stracic i nie ma innej.
            Nie wiem, czy mam nadzieję. Chyba jednak nie...
            • emperor Re: czy my sie przypadkiem nie znamy? :) 13.05.02, 11:55
              a skad masz pewnosc ze nie jestem lepszy?
              bo ja mam ze jestem:)))))
              • nie_wiem Re: czy my sie przypadkiem nie znamy? :) 13.05.02, 12:00
                Udało Ci się mnie rozśmieszyć.:)
                • emperor Re: czy my sie przypadkiem nie znamy? :) 13.05.02, 12:06
                  wiec jak jest z toba?
                  co on ma czego ja nie mam?
                  bo ja mam duzo tego co on nie ma! :)))
                  • nie_wiem Re: czy my sie przypadkiem nie znamy? :) 13.05.02, 12:08
                    Jakie to chłopięce i urocze.:) Gdybym miała inny nastrój, z pewnością bym sie z
                    Toba podroczyła.:)
                    • emperor Re: czy my sie przypadkiem nie znamy? :) 13.05.02, 12:10
                      a myslalem ze zmienimy ten powyzszy scenariusz, ale jesli chcesz go ciagnac
                      dalej...

                      • nie_wiem Re: czy my sie przypadkiem nie znamy? :) 13.05.02, 12:15
                        Czy to co chcę ma znaczenie? Nie chce sie tak szybko poddać... to zawsze można
                        zrobić, prawda?
                        Gdy zapytałeś, czy się przypadkiem nie znamy, pomyślałam, że Twoja sytuacja
                        jest prawie identyczna i chcialeś sprawdzić, czy aby nie pisze tego ktoś, kogo
                        znasz... czy mam rację?
                        • emperor Re: czy my sie przypadkiem nie znamy? :) 13.05.02, 12:21
                          nie chodzi o sytuacje, tylko o sposob wypowiedzi, cos mi sie skojarzylo:)
                          • nie_wiem Re: czy my sie przypadkiem nie znamy? :) 13.05.02, 12:23
                            To opowiedz co, jeśli możesz.:)
                            • emperor Re: czy my sie przypadkiem nie znamy? :) 13.05.02, 12:31
                              to juz jest nie wazne,
                              zajmijmy sie toba, bo to ty potrzebujesz pomocy, a ja nie moge patrzec na
                              czyjes cierpienie:(

                              • nie_wiem Re: czy my sie przypadkiem nie znamy? :) 13.05.02, 12:36
                                Mi może chyba pomóc tylko czas. Albo desperacka ucieczka... i mam leczyć smutki
                                kimś innym? Nie chcę.
                                • emperor Re: czy my sie przypadkiem nie znamy? :) 13.05.02, 12:39
                                  ale ja moge cie wziazc w wiecznosc zapomnienia, gdzie bol nie istnieje tylko
                                  ciagle szczescie i nieustajaca ekstaza:)
                                  • nie_wiem Re: czy my sie przypadkiem nie znamy? :) 13.05.02, 12:42
                                    Co za perspektywa.:) Dlaczego o tym wcześniej nie pomyślałam?:)
                                    • emperor Re: czy my sie przypadkiem nie znamy? :) 13.05.02, 12:48
                                      a pomysl co moglas stracic:)
                                    • ja_nek Re: czy my sie przypadkiem nie znamy? :) 13.05.02, 12:49
                                      Klin klinem nie pomaga, to nie metoda.
                                      To zależy czy chcesz z tego wyjść czy nie.

                                      Pozdrawiam
                                      Ja_nek
                                      • nie_wiem Re: czy my sie przypadkiem nie znamy? :) 13.05.02, 12:54
                                        Klin to żadna metoda. To jak zatrucie zęba. Niby nie boli a ząb do wyrwania. :)
                                        • emperor Re: czy my sie przypadkiem nie znamy? :) 13.05.02, 13:15
                                          ale zawsze po zatruciu wstawia sie plabe i zab jak nowy! :)
    • Gość: Krizia Re: Być obok i tylko tyle IP: *.ey.com.pl / 195.187.56.* 13.05.02, 14:01
      Sledzilam z uwaga Twoj watek i szczerze mowiac bylam ciekawa dalszego ciagu.
      Przykro, ze tak to sie zakonczylo.....

      Pzdr
      • ja_nek Re: Być obok i tylko tyle 13.05.02, 14:59
        Trochę usmiechu też się przyda, kiedy w środku boli. Przynajmniej się nie myśli
        tyle...

        Pozdrawiam
        Ja_nek
        • Gość: Krizia Re: Być obok i tylko tyle IP: *.ey.com.pl / 195.187.56.* 13.05.02, 15:03
          To aluzja?
    • Gość: kaja Re: Być obok i tylko tyle IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 13.05.02, 15:06
      Faceci to kłamliwe świnie, stawiające PRACĘ ponad wszystko!!!!
      • ja_nek Re: Być obok i tylko tyle 13.05.02, 15:18
        Kriziu, aluzja do czego? Bo nie chwytam.

        Zawsze wiedziałem, że jestem zwierzęciem, zawsze jest miło usłyuszeć coś o swej
        płci. Daj spokój ze stereotypami Kaja.
        • Gość: kaja Re: Być obok i tylko tyle IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 13.05.02, 15:35
          Akurat dziś tak uważam.

    • Gość: messja Re: Być obok -moze zbyt duzo IP: 5.1R2D* / *.blueyonder.co.uk 13.05.02, 15:36
      nie_wiem napisał(a):

      > To było takie zaczarowane... jak zwykle, kiedy ona i on sie poznają. Było
      > motylki w brzuchu, niekończące się patrzenie w oczy, tyle ciepła i troski,
      > wieczory pełne przytulań... w końcu seks. Może ponad miesiąc... nie więcej.
      > Czy się w sobie zakochali? Na pewno byli sobą zauroczeni, cieszyli sie sobą, że
      >
      > sie znaleźli.
      > On zaczął się pomaleńku odalać... wątpliwości, czy to to jest właśnie TO? Ona
      > jest cudna, urocza, mądra, dobra, czuła... ale nie wiem, sam nie wiem... nie
      > umiem sie otworzyć, wiesz co przeżyłem... potrzebuję czasu - powiedział. Ale
      > nie uciekaj... Nie kłamał, nie zwodził. Był szczery.
      > A Ona? Ona się zakochała, tak jej sie wydaje. W tym spokoju, wrażliwości,
      > cieple i w tym wszystkim, czego nie dał jej już dawno nikt. To ciepło trwało
      > tak krótko, było takie ulotne... ale wystarczająco mocne i piekne, by tęsknić
      > do tego, tęsknić do Niego... Przecież wiesz, nic na siłę, zobaczymy jak
      > będzie... masz rację, trzeba czasu, sama też pewna nie jestem, powiedziała.
      > Kłamała - już wiedziała. Nie uciekła. Bo jakże by mogła? Ma jego chociaż jako
      > przyjaciela... może być przy nim, kiedy dzieje się coś złego albo radosnego...
      > kiedy zachoruje, kiedy chce z nią porozmawiać... Czasem się spotkają... coraz
      > rzadziej. On ją wtedy przytula do siebie, delikatnie całuje, głaszcze... nie
      > mówiąc prawie nic. Po prostu są ze sobą tę chwilę, która dla niego pewnie jest
      > tylko wytchnieniem, pragnieniem uczucia, dla niej chwilą dla której warto
      > tęsknić i żyć. Ale on o tym nie wie... przecież dała mu czas... i nie chce go
      > stracić błagając o więcej.
      > I tak trwa przy nim... i tak jej smutno dziś...

      nie znam cie dobrze, niewiele tez wiem o waszym zwiazku, a z tej wypowiedzi
      wywnioskwac moge tylko tyle, ze pewno jestes wrazliwa, ciepla i nieglupia
      osoba... mam jednak wrazenie, ze idalizujesz...
      moja opinia calkowicie subiektywna (bo oparta jedynie na wrazeniu i moich
      nielicznych zreszta doswiadczeniach) jest taka, ze ten facet (mimo ladnego obrazu
      jaki mu namalowalas) nie jest tak do konca cudowny i szlachetny...
      uwazam, na podstawie tych inf. jakie mam, ze kieruje nim troche egoizm i ze
      pozostaje w takiej z toba sytuacji ze wzgledu na to, ze jest to mu wygodne...
      oczywiscie, ze on zdaje sobie sprawe, ze jestes w nim zakochana i swiata poza
      nim nie wiedzisz... (nie tak latwo to ukryc zakochanej kobiecie). a jak sadze ten
      pan nie jest idiota, i wykorzystuje to w pewien sposob, chodz wie, ze nie
      odwzajemnia zaangazowania i glebokosci uczuc....
      kazdemu pochlebia i sprawia przyjemnosc, ze obok nas jest osoba, ktora szczerze
      kocha, ktora potrafi ofiarowac przyjazn, uwage, ktorej mozna zaufac, a ktora na
      dodatego niczego nie domaga sie wzamian...
      kazdemu cos takiego jest potrzebne, ale nie kazdy potrafi zdobyc sie na to by,
      gdy taka sytuacja juz nastapi, jej nie naduzywac i nie brac niczego "za darmo"...
      predzej czy pozniej, uswaidomisz sobie, ze nie masz juz sily czekac na "cud" na
      to by spokojnie stac z boku i przygladac sie, jak ktos bierze od tak, z ciebie co
      najlepsze...
      kiedys uswadomisz sobie, ze "pol milosci" zamiast milosci, to o cala milosc
      zamalo...
      kiedys bedziesz wiedziala napewno, ze albo ktos cie kocha, albo nie, trzeciej
      drogi nie ma, szara sfera nie istnieje...
      kiedys zrozumiesz, ze jesli ktos pozwala ci sie kochac nie dajac nic wzamian, to
      robi ci poprostu krzywde....
      moze sie myle nie jestem wyrocznia, ale chcialam zebys poznala moja opinie i nie
      czekala zbyt dlugo na przebudzenie....
      pozdr. i zycze rozsadnego podejscia do sytutacji
      • Gość: monik Re: Być obok -moze zbyt duzo IP: *.mos.gov.pl / 194.181.153.* 13.05.02, 15:50
        messjo
        ja wiem tyle co i wszyscy. ale czy nie oceniasz go troche za ostro. czasami
        ludzie rzucaja sie na gleboka wode nie sprawdzajac, czy potrafia plywac. czasami
        wzlatuja w powietrze i szybuja wysoko w gorze bez spadochronow,a kiedy spojrza w
        dol widza male punkciki. mozna sie przestraszyc, mozna chciec latac nizej,
        wyhamowac choc na chwile.
        nie nam osadzac tego pana. nie wiem, co on mysli i jakie sa tego powody. co mnie
        najbardziej wkurza, to podejscie 'domysl sie o co mi chodzi'. a czy my mamy
        szklana kule? z fusow tez nie kazdy umie czytac.
        lubie formy jasne i czyste:) i takie relacje miedzy ludzmi. nie jest to latwe, oj
        nie. jakis wniosek na koniec, jakas rada?
        nie_wiem porozmawiaj z nim, sprobuj raz jeszcze
        na przekor burzy sloneczny usmiech
        Gość portalu: messja napisał(a):
        >
        > nie znam cie dobrze, niewiele tez wiem o waszym zwiazku, a z tej wypowiedzi
        > wywnioskwac moge tylko tyle, ze pewno jestes wrazliwa, ciepla i nieglupia
        > osoba... mam jednak wrazenie, ze idalizujesz...
        > moja opinia calkowicie subiektywna (bo oparta jedynie na wrazeniu i moich
        > nielicznych zreszta doswiadczeniach) jest taka, ze ten facet (mimo ladnego obra
        > zu
        > jaki mu namalowalas) nie jest tak do konca cudowny i szlachetny...
        > uwazam, na podstawie tych inf. jakie mam, ze kieruje nim troche egoizm i ze
        > pozostaje w takiej z toba sytuacji ze wzgledu na to, ze jest to mu wygodne...
        > oczywiscie, ze on zdaje sobie sprawe, ze jestes w nim zakochana i swiata poza
        > nim nie wiedzisz... (nie tak latwo to ukryc zakochanej kobiecie). a jak sadze t
        > en
        > pan nie jest idiota, i wykorzystuje to w pewien sposob, chodz wie, ze nie
        > odwzajemnia zaangazowania i glebokosci uczuc....
        > kazdemu pochlebia i sprawia przyjemnosc, ze obok nas jest osoba, ktora szczerze
        >
        > kocha, ktora potrafi ofiarowac przyjazn, uwage, ktorej mozna zaufac, a ktora na
        >
        > dodatego niczego nie domaga sie wzamian...
        > kazdemu cos takiego jest potrzebne, ale nie kazdy potrafi zdobyc sie na to by,
        > gdy taka sytuacja juz nastapi, jej nie naduzywac i nie brac niczego "za darmo".
        > ..
        > predzej czy pozniej, uswaidomisz sobie, ze nie masz juz sily czekac na "cud" na
        >
        > to by spokojnie stac z boku i przygladac sie, jak ktos bierze od tak, z ciebie
        > co
        > najlepsze...
        > kiedys uswadomisz sobie, ze "pol milosci" zamiast milosci, to o cala milosc
        > zamalo...
        > kiedys bedziesz wiedziala napewno, ze albo ktos cie kocha, albo nie, trzeciej
        > drogi nie ma, szara sfera nie istnieje...
        > kiedys zrozumiesz, ze jesli ktos pozwala ci sie kochac nie dajac nic wzamian, t
        > o
        > robi ci poprostu krzywde....
        > moze sie myle nie jestem wyrocznia, ale chcialam zebys poznala moja opinie i ni
        > e
        > czekala zbyt dlugo na przebudzenie....
        > pozdr. i zycze rozsadnego podejscia do sytutacji

        • ja_nek Re: Być obok -moze zbyt duzo 13.05.02, 16:33
          Też mam wrażenie, że Messja ocenia trochę za surowo. Jakoś ten facet nie kojarzy
          mi się z zimnym draniem. Może po prostu nie wie, co czuje?
          Może nie jest gotowy do wielkich uczuć, moze boi się tak zaangażować bo w
          przeszłości się sparzył?
          Czasem ludzie boją się, że szczęście jest w zasięgu ręki. Może on tak dlatego?
          Nie wiem.
          Ten facet nie chce brnąć w coś, czego mógłby nie chcieć, żałować, jeśli nie czuje
          tak jak autorka wątku.

          Pozdrawiam
          Ja_nek
          • Gość: messja Re: Być obok -moze zbyt duzo IP: *.in-addr.btopenworld.com 13.05.02, 19:31
            ja_nek napisał(a):

            > Też mam wrażenie, że Messja ocenia trochę za surowo.

            nie jestem psychologiem, ani ksiedzem....
            jestem tylko kobieta, ktora kiedys dostala trudna lekcje od zycia i na dlugo ja
            pamieta...
            zadne z nas nie wie napewno jakie sa motywy osob w tej histori, gdybamy sobie
            tylko na podstawie mizernych informacji...
            od razu na poczatku zastrzeglam, ze nie sile sie na obiektywizm, aby mi nikt nie
            zazuci pochopnych ocen... ale widze, ze i tak sie nie ustrzeglam...
            znalam kiedys kogos i tlumaczylam jego zachowanie w podbny sposob jak ty janku:
            ze boi sie zaangazowac, bo w przeszlosci sie sparzyl, ze potrzebuje wolnosci,
            czasu, ze pewno popelniam jakis blad, ze pewno zbyt mocno naciskam itp. itd....
            dzisiaj zaluje kazdego dnia, kazdej minuty z tych 6 lat i wiem, ze gdybym mogla
            teraz cofnac czas napewno postapilabym inaczej...
            nie chce tu sugerowac, ze jestem biedna ofiara i ze wszyscy faceci to podstepne
            swinie, bo wcale tak nie uwazam...
            wiem tez, ze bylam od samego poczatku dorosla, mam oczy i widzialam co sie
            swieci... mam takie same prawo dzis winic jego jak i siebie za nieudany zwiazek...
            moze tym trudniej jest mi dzisiaj wybaczyc sobie glupote i naiwnosc...
            ale wiem tez, jaki jest mechanizm samooszukiwania.... i mysle, ze istnieje tutaj
            mozliwosc, ze sytuacje jest odrobine podobna...
            napisalam, o tym jak ja widze historie autorki i jaka jest moja interpretacja
            zachowania jej partnera bo nikomu nie zycze by mu zabieralo dlugie lata na
            dochodzenie do wniosku, ze daje zbyt wiele i otrzymuje zbyt malo...
            jesli jej sytuacja jest kompletnia inna i nie ma nic wspolnego z moja, to po
            pierwsze:tym lepiej dla niej, po drugie: mysle, ze warto bylo zasygnalizowac, ze
            zdarzaja sie i takie historie...

            Jakoś ten facet nie kojarz
            > y
            > mi się z zimnym draniem. Może po prostu nie wie, co czuje?
            > Może nie jest gotowy do wielkich uczuć, moze boi się tak zaangażować bo w
            > przeszłości się sparzył?
            > Czasem ludzie boją się, że szczęście jest w zasięgu ręki. Może on tak dlatego?
            > Nie wiem.
            > Ten facet nie chce brnąć w coś, czego mógłby nie chcieć, żałować, jeśli nie czu
            > je
            > tak jak autorka wątku.
            >
            > Pozdrawiam
            > Ja_nek

        • Gość: messja Re: Być obok -moze zbyt duzo IP: 5.1R2D* / *.blueyonder.co.uk 13.05.02, 17:03
          Gość portalu: monik napisał(a):

          > messjo
          > ja wiem tyle co i wszyscy. ale czy nie oceniasz go troche za ostro.

          mowilam przeciez, ze moje zdanie jest subiektywne i poparte moimi
          doswiadczeniami... oczywiscie, ze nie znam tamtego pana i nie znam tamtej
          relacji... napisalam tylko, jak mozna ja wg. mnie zinterpretowac....
          a czy mam racje? oby nie... ale zycie to pokaze...

          czasami
          > ludzie rzucaja sie na gleboka wode nie sprawdzajac, czy potrafia plywac. czasam
          > i
          > wzlatuja w powietrze i szybuja wysoko w gorze bez spadochronow,a kiedy spojrza
          > w
          > dol widza male punkciki. mozna sie przestraszyc, mozna chciec latac nizej,
          > wyhamowac choc na chwile.
          > nie nam osadzac tego pana. nie wiem, co on mysli i jakie sa tego powody. co mni
          > e
          > najbardziej wkurza, to podejscie 'domysl sie o co mi chodzi'. a czy my mamy
          > szklana kule? z fusow tez nie kazdy umie czytac.
          > lubie formy jasne i czyste:) i takie relacje miedzy ludzmi. nie jest to latwe,
          > oj
          > nie. jakis wniosek na koniec, jakas rada?
          > nie_wiem porozmawiaj z nim, sprobuj raz jeszcze
          > na przekor burzy sloneczny usmiech
          > Gość portalu: messja napisał(a):
          > >
          > > nie znam cie dobrze, niewiele tez wiem o waszym zwiazku, a z tej wypowiedz
          > i
          > > wywnioskwac moge tylko tyle, ze pewno jestes wrazliwa, ciepla i nieglupia
          > > osoba... mam jednak wrazenie, ze idalizujesz...
          > > moja opinia calkowicie subiektywna (bo oparta jedynie na wrazeniu i moich
          > > nielicznych zreszta doswiadczeniach) jest taka, ze ten facet (mimo ladnego
          > obra
          > > zu
          > > jaki mu namalowalas) nie jest tak do konca cudowny i szlachetny...
          > > uwazam, na podstawie tych inf. jakie mam, ze kieruje nim troche egoizm i z
          > e
          > > pozostaje w takiej z toba sytuacji ze wzgledu na to, ze jest to mu wygodne
          > ...
          > > oczywiscie, ze on zdaje sobie sprawe, ze jestes w nim zakochana i swiata
          > poza
          > > nim nie wiedzisz... (nie tak latwo to ukryc zakochanej kobiecie). a jak sa
          > dze t
          > > en
          > > pan nie jest idiota, i wykorzystuje to w pewien sposob, chodz wie, ze nie
          > > odwzajemnia zaangazowania i glebokosci uczuc....
          > > kazdemu pochlebia i sprawia przyjemnosc, ze obok nas jest osoba, ktora szc
          > zerze
          > >
          > > kocha, ktora potrafi ofiarowac przyjazn, uwage, ktorej mozna zaufac, a kto
          > ra na
          > >
          > > dodatego niczego nie domaga sie wzamian...
          > > kazdemu cos takiego jest potrzebne, ale nie kazdy potrafi zdobyc sie na to
          > by,
          > > gdy taka sytuacja juz nastapi, jej nie naduzywac i nie brac niczego "za da
          > rmo".
          > > ..
          > > predzej czy pozniej, uswaidomisz sobie, ze nie masz juz sily czekac na "cu
          > d" na
          > >
          > > to by spokojnie stac z boku i przygladac sie, jak ktos bierze od tak, z ci
          > ebie
          > > co
          > > najlepsze...
          > > kiedys uswadomisz sobie, ze "pol milosci" zamiast milosci, to o cala milos
          > c
          > > zamalo...
          > > kiedys bedziesz wiedziala napewno, ze albo ktos cie kocha, albo nie, trzec
          > iej
          > > drogi nie ma, szara sfera nie istnieje...
          > > kiedys zrozumiesz, ze jesli ktos pozwala ci sie kochac nie dajac nic wzami
          > an, t
          > > o
          > > robi ci poprostu krzywde....
          > > moze sie myle nie jestem wyrocznia, ale chcialam zebys poznala moja opinie
          > i ni
          > > e
          > > czekala zbyt dlugo na przebudzenie....
          > > pozdr. i zycze rozsadnego podejscia do sytutacji
          >

          • Gość: belbo Re: Być obok -moze zbyt duzo IP: *.acn.waw.pl 13.05.02, 18:22
            tak bo faceci wedlug c\Ciebie to szowinistyczne swinie ..co to chca sobie tylko
            dobrze zrobic.
            Nie wierzysz w costakiego jak przyjazn..
            a jak ktos czuje inaczej niz ty wyrocznio to dal niego krzesło elektryczne to
            mało.

            I moze kiedys zrozumiesz o co mi chodziło kiedys w Łodzi.. moze .. ale chyba
            według Ciebie zbedny trud.. nie mysle w końcu tak jak ty.. tak jak jest jedynie
            słuszne.

            • Gość: messja Re: Być obok -moze zbyt duzo IP: *.in-addr.btopenworld.com 13.05.02, 19:44
              > tak bo faceci wedlug c\Ciebie to szowinistyczne swinie ..co to chca sobie tylko
              >
              > dobrze zrobic.

              nigdy tak nie twierdzilam i nie twierdze....
              sa wsrod facetow i tacy, ktorych bardzo szanuje jak moj ojciec brat i wielu,
              wielu innych, dlatego nie przypisuj mi czegos, czego nigdy nie powiedzialam...

              > Nie wierzysz w costakiego jak przyjazn..

              wierze... chyba.... chodz z latami robie sie coraz bardziej ostrozna i coraz
              mniej sie po ludziach spodziewam (w znaczeniu, iz wiem, ze moga zawsze mnie czyms
              zaskoczyc)

              > a jak ktos czuje inaczej niz ty wyrocznio to dal niego krzesło elektryczne to
              > mało.

              zbilam cie to prawda.... ale myslalm, ze i tobie i mnie emocje juz opadly, a
              krzeslem elektrycznym nikogo straszyc nie bede (ani doslownie, ani w przenosni:)))
              jesli chodzi o ciebie, to zyj sobie jak dlugo chcesz.... naprawde mi to nie
              przeszkadza;)))))
              >
              > I moze kiedys zrozumiesz o co mi chodziło kiedys w Łodzi.. moze .. ale chyba
              > według Ciebie zbedny trud.. nie mysle w końcu tak jak ty.. tak jak jest jedynie
              >
              > słuszne.
              >

              nie ma potrzeby na nowo walkowac co sie wydarzylo tak dawno temu, ale jesli sam
              do tego wracasz to jeszcze raz ci powiem, jasno, wyraznie i dobitnie: podstawa
              przyjazni (i to pewnie nie tylko dla mnie) jest zaufanie i szacunek dla drugiego
              czlowieka...
              a ty sam przyznales, ze pewne rzeczy przemilczales, bo tak bylo ci wygodnie, i w
              dodatku probowales, jak to okresliles, cos swoim zachowaniem "pokazac" (i to bylo
              mniej niz potrzebne - wiesz o co chodzi...)
              zawiodles wiec po 1) w zakresie zaufanie
              po 2) w zakresie szacunek dla mnie i moich uczuc...
              i tylko dlatego, ze tak ci bylo wygodnie...
              czy nadal mam cie przekonywac, ze o przyjazni miedzy nami nie moglo byc mowy?:)
              • Gość: Belbo Re: Być obok -moze zbyt duzo IP: *.acn.waw.pl 13.05.02, 20:54
                Z toba to jak ze slepym o kolorach.
                jesteś uparta.
                I to strasznie.
                A przykład z bratem i ojcem?.. chyba nie na miejscu.

                • Gość: messja Re: Być obok -moze zbyt duzo IP: *.in-addr.btopenworld.com 13.05.02, 20:57
                  Gość portalu: Belbo napisał(a):

                  > Z toba to jak ze slepym o kolorach.
                  > jesteś uparta.
                  > I to strasznie.
                  > A przykład z bratem i ojcem?.. chyba nie na miejscu.
                  >

                  czego ty wlasciwie ode mnie chcesz?
                  dlaczego nie na miejscu? nie przykladam do wszystkich takiej samej miary - tyle
                  chcialam powiedziec i mysle, ze to najlepszy przyklad jaki moglam dac...
                  • Gość: Belbo Re: Być obok -moze zbyt duzo IP: *.acn.waw.pl 13.05.02, 23:48
                    Przykład łatwy aczkolwiek nie na miejscu..
                    Do rodziny mamy inne podejscie.. krew z krwi.. kosci z kosci...
                    • Gość: messja Re: Być obok -moze zbyt duzo IP: *.proxy.aol.com 14.05.02, 00:12
                      Gość portalu: Belbo napisał(a):

                      > Przykład łatwy aczkolwiek nie na miejscu..
                      > Do rodziny mamy inne podejscie.. krew z krwi.. kosci z kosci...

                      nie masz sie teraz czego przepic, to uczepiles sie akurat tego...
                      • Gość: messja Re: Być obok -moze zbyt duzo IP: *.proxy.aol.com 14.05.02, 00:16
                        Gość portalu: messja napisał(a):

                        > Gość portalu: Belbo napisał(a):
                        >
                        > > Przykład łatwy aczkolwiek nie na miejscu..
                        > > Do rodziny mamy inne podejscie.. krew z krwi.. kosci z kosci...
                        >
                        > nie masz sie teraz czego przepic, to uczepiles sie akurat tego...

                        i dla rozwiania watpliwosci dodam jeszcze: szwagier:)))
                        • Gość: belbo Re: Być obok -moze zbyt duzo IP: 195.116.222.* 14.05.02, 16:18
                          czyli faceci w rodzinie sa OK ..a inni to szuje..
                          • Gość: messja Re: Być obok -moze zbyt duzo IP: *.proxy.aol.com 14.05.02, 18:25
                            Gość portalu: belbo napisał(a):

                            > czyli faceci w rodzinie sa OK ..a inni to szuje..

                            nie i dosc dyskusji o tym, ze nie jestem wielbladem...
                            • Gość: Belbo Re: Być obok -moze zbyt duzo IP: *.acn.waw.pl 14.05.02, 21:37
                              trudno pijawe z tak szlachetnym zwierzem pomylic:)
                            • Gość: messja Re: Być obok -moze zbyt duzo IP: *.in-addr.btopenworld.com 14.05.02, 21:45
                              jak brakuje argumentow, niektorym zostaja tylko inwektywy... mam nadzieje, ze nie
                              przejdziesz do rekoczynow (adres podstepem przeciez uzyskales:))))))))
                              Gość portalu: messja napisał(a):

                              > Gość portalu: belbo napisał(a):
                              >
                              > > czyli faceci w rodzinie sa OK ..a inni to szuje..
                              >
                              > nie i dosc dyskusji o tym, ze nie jestem wielbladem...

                              • Gość: Dr.Belbo Re: Być obok -moze zbyt duzo IP: *.acn.waw.pl 14.05.02, 22:32
                                diagnoza jest prosta..
                                • Gość: messja Re: Być obok -moze zbyt duzo IP: *.proxy.aol.com 15.05.02, 00:43
                                  Gość portalu: Dr.Belbo napisał(a):

                                  > diagnoza jest prosta..

                                  ciesze sie, ze zaczoles sie leczyc... chodz na twoim miejscu nie ufalabym zbytnio
                                  dr. bilbo:)))
    • Gość: Saba Re: Być obok i tylko tyle IP: *.twarda.pan.pl / 212.87.18.* 13.05.02, 18:08
      Nie_wiem, jak jest to cos wartosciowego to przetrwa....
      • Gość: messja Re: Być obok i tylko tyle IP: *.in-addr.btopenworld.com 13.05.02, 19:15
        Gość portalu: Saba napisał(a):

        > Nie_wiem, jak jest to cos wartosciowego to przetrwa....

        z toba sie zgodze...

        • Gość: Belbo Re: Być obok i tylko tyle IP: *.acn.waw.pl 13.05.02, 20:56
          Dziewczyna w ncy spac nie bedzie mogla .. z wrazenia oczywiscie.
          Łaskawie sie zgodziła..
          • Gość: messja Re: Być obok i tylko tyle IP: *.in-addr.btopenworld.com 13.05.02, 20:58
            Gość portalu: Belbo napisał(a):

            > Dziewczyna w ncy spac nie bedzie mogla .. z wrazenia oczywiscie.
            > Łaskawie sie zgodziła..

            sadzisz ludzi po sobie?:)))0

            • ja_nek Re: Być obok i tylko tyle 13.05.02, 23:01
              Wiesz Messjo, masz rację, próbujemy coś wywnioskować z niewielu informacji, jakie
              mamy. Twoje słowa to cenna przestroga, żeby autorka wątku nie ugrzęzła w związku
              na lata.
              Messjo, każda opinia się liczy. Na tym polega forum, każdy próbuje pomóc. Dodać
              coś od siebie.

              Pozdrawiam
              Ja_nek
              • Gość: Belbo Re: Być obok i tylko tyle IP: *.acn.waw.pl 13.05.02, 23:50
                niektórzy ( jak ja) nie na miejscu.. ale każde zdanie sie liczy.
                Jesli jest szczęśliwa.. to niech po uszy sie w tym zapada..
                Nie kazdy szuka ideału.. jak ja:)
                • Gość: messja Re: Być obok i tylko tyle IP: *.proxy.aol.com 14.05.02, 00:13
                  Gość portalu: Belbo napisał(a):

                  > niektórzy ( jak ja) nie na miejscu.. ale każde zdanie sie liczy.
                  > Jesli jest szczęśliwa.. to niech po uszy sie w tym zapada..
                  > Nie kazdy szuka ideału.. jak ja:)

                  pierdu, pierdu:)))
                  • Gość: Belbo Re: Być obok i tylko tyle IP: 195.116.222.* 14.05.02, 09:45
                    widze ze niewiele masz do napisania..wiec moze nie pisz.
                    • Gość: messja Re: Być obok i tylko tyle IP: 5.1R2D* / *.blueyonder.co.uk 14.05.02, 11:36
                      Gość portalu: Belbo napisał(a):

                      > widze ze niewiele masz do napisania..wiec moze nie pisz.

                      to byl tylko komentarz:)))
                      • Gość: belbo Re: Być obok i tylko tyle IP: 195.116.222.* 14.05.02, 16:20
                        jako bogini nie musisz komentowac.. to inni komentuja słowa bogini.. szukajac w
                        nich objawienia..
                        • Gość: messja Re: Być obok i tylko tyle IP: *.proxy.aol.com 14.05.02, 18:26
                          Gość portalu: belbo napisał(a):

                          > jako bogini nie musisz komentowac.. to inni komentuja słowa bogini.. szukajac w
                          >
                          > nich objawienia..

                          szukajcie wiec, a znajdziecie:)))))
                          • Gość: Belbo Re: Być obok i tylko tyle IP: *.acn.waw.pl 14.05.02, 21:39
                            zwiędłe kwiaty i porozrzucane skórki pomarańczy
                            • Gość: messja Re: Być obok i tylko tyle IP: *.in-addr.btopenworld.com 14.05.02, 21:46
                              Gość portalu: Belbo napisał(a):

                              > zwiędłe kwiaty i porozrzucane skórki pomarańczy

                              szukaj dalej, tys objawienia jeszcze nie dostapil:)))))

    • nie_wiem Re: Być obok i tylko tyle 14.05.02, 09:43
      Dzień dobry.
      Messjo, w tym co piszesz jest bardzo dużo racji... bardzo dużo! Choć to surowa
      ocena, to nie można od niej uciec. Ale jednak nie, on nie jest zimnym,
      wyrachowanym typkiem, zwodzącym mnie, by coś dostać.
      On NAPRAWDĘ NIE WIE, co do niego czuje.
      Od wczoraj coś się wydarzyło... coś, co chyba, tak myślę, jeszcze bardziej
      odarło mnie ze złudzeń i może pozwoli mi na krok, którego nie zrobiła Messja, a
      jak sama mówi, powinna była zrobić. W końcu określił się...
      Nie wiem, czy to właśnie z Tobą chce być. Nie jestem pewnien. Co byś zrobiła,
      gdybym spotykał się z innymi kobietami? Miała byś coś przeciwk temu? Spotykaj
      się, nie mogę Ci niczego zabronić, nie roszczę sobie żadnych praw. Ale
      pamiętaj, mnie już przy Tobie nie będzie... A Tobie nie przeszkadzałoby, gdybym
      oprócz Ciebie jeszcze z kimś sie spotykała? Tuliła do niego, że ktoś inny by
      mnie pieścił, tak jak Ty? Nie, nie przeszkadzałoby mi - odpowiedział.
      Wyskoczyłam jak oparzona z jego domu. Nachylił się, by mnie pocałować...
      uciekłam.
      Nie chce go widzeć.
      • sonija Re: Być obok i tylko tyle 14.05.02, 10:31
        być obok kogoś a nie z kimś... to nie ma sensu, widocznie to nie był ON...
        TAMTEN jeszcze do Ciebie nie przyszedł, jeszcze GO nie poznałaś, a może
        poznałaś tylko jeszcze nie wiesz że to ON...
        Nie badź smutna, moja prababcia mawiała .."tego kwiatu jest pół światu"...
        lepiej,że tak się stało ..przecież nie wiesz co Cię spotka jutro..nigdy tego
        nie wiesz...musisz uwierzyć, że wszystko jest przed Tobą a nie za Tobą !
        pozdr.
        S.
      • Gość: Krizia Re: Być obok i tylko tyle IP: *.ey.com.pl / 195.187.56.* 14.05.02, 10:42
        To kolejny emocjonalny popapraniec, ktoremu przydalby sie porzadny kop w
        wiadome miejsce.
        • nie_wiem Re: Być obok i tylko tyle 14.05.02, 12:07
          Nie chce go kopać. Niech sobie żyje spokojnie... może spotka kiedyś kobietę, z
          którą będzie chciał być i nie będzie wątpił, ani mówił jej takich rzeczy jak mi.
          Może i do mnie kiedyś usmiechnie sie szczęście... nie myślę o tym teraz. Czuje
          się... nawet nie zraniona... jakiś absmak, niechęć... w jednej minucie z osoby
          bliskiej memu sercu stał się kimś, kogo tak naprawdę nie poznałam i nigdy nie
          poznam.
          Tak, być ze sobą a nie obok. To tego, gdy to obok jest tylko czasem i takie
          niepewne. Messja miała rację: albo ktoś kocha albo nie... i to się czuje. Tutaj
          nie ma odcieni szarości.
          Może to zbyt idealistyczne podejście do życia, do miłości. Może powinnam
          znaleźć w sobie tę cierpliwość i przeczekać to jego wahanie, kobiety, które
          będą sie przewijać przez jego życie? By potem powiedział, tak, to z Toba chce
          być. Pewnie nie powie tego... Ja wiem, że on umie kochać. Bardzo. Potrafi
          kochać jedną kobietę i być jej wierny do krwi. I szczęśliwą będzie ta ktąra on
          wybierze...
          • ja_nek Re: Być obok i tylko tyle 14.05.02, 12:43
            Jeśli nie kocha autorki wątku, a chce być z nią na stopie przyjacielskiej, to
            dlaczego mówicie o nim popapraniec???
            Za łatwo oskarżacie, przecież spotyka się z Nią coraz rzadziej. I nie są to (tak
            to odebrałem) randki.
            Czy On jej mówi, że Ją kocha? Czy składa obietnice bycia razem? Czy mówi chcę z
            Tobą budować związek?
            Jeśli chce zostać jej przyjacielem, jeśli stwierdził, że Ona to nie jest to, to
            chyba lepiej niż gdyby miał Ją oszukiwać i wykorzystywać Jej uczucie.

            NIEŁATWO JEST BYĆ PRZYJACIELEM KOGOŚ, KTO CIĘ KOCHA.
            Każdy gest może być odebrany jako nadzieja. Oczywiście można być brutalnym i
            zniknąć, ale jeśli jest obok niej jako przyjaciel, to też trzeba umieć to docenić.
            Ja odbieram to w ten sposób, że chce pozostać przyjacielem autorki wątku i nie
            umawia się z Nią na randki. Jeśli się mylę, proszę mi to uświadomić.

            A jeśli chce być tylko Jej przyjacielem, to oszczędniej z tymi kamieniami.

            Pozdrowienia
            Ja_nek
            • Gość: messja Re: Być obok i tylko tyle IP: 5.1R2D* / *.blueyonder.co.uk 14.05.02, 12:55
              jasne....... chce byc przyjacielem i caluje ja po przyjacielsku.... taka chodzaca
              dobroc i uczciwosc:)))) czy naprawde jestes taki naiwny czy tylko udajesz?

              ja_nek napisał(a):

              > Jeśli nie kocha autorki wątku, a chce być z nią na stopie przyjacielskiej, to
              > dlaczego mówicie o nim popapraniec???
              > Za łatwo oskarżacie, przecież spotyka się z Nią coraz rzadziej. I nie są to (ta
              > k
              > to odebrałem) randki.
              > Czy On jej mówi, że Ją kocha? Czy składa obietnice bycia razem? Czy mówi chcę z
              >
              > Tobą budować związek?
              > Jeśli chce zostać jej przyjacielem, jeśli stwierdził, że Ona to nie jest to, to
              >
              > chyba lepiej niż gdyby miał Ją oszukiwać i wykorzystywać Jej uczucie.
              >
              > NIEŁATWO JEST BYĆ PRZYJACIELEM KOGOŚ, KTO CIĘ KOCHA.
              > Każdy gest może być odebrany jako nadzieja. Oczywiście można być brutalnym i
              > zniknąć, ale jeśli jest obok niej jako przyjaciel, to też trzeba umieć to docen
              > ić.
              > Ja odbieram to w ten sposób, że chce pozostać przyjacielem autorki wątku i nie
              > umawia się z Nią na randki. Jeśli się mylę, proszę mi to uświadomić.
              >
              > A jeśli chce być tylko Jej przyjacielem, to oszczędniej z tymi kamieniami.
              >
              > Pozdrowienia
              > Ja_nek

            • Gość: Krizia Re: Być obok i tylko tyle IP: *.ey.com.pl / 195.187.56.* 14.05.02, 13:12
              ja_nku, Osame bin Ladena tez bys pewnie jakos usprawiedliwil.
              Faceta autorki watku baaaardzo nie lubie, a okreslenie go mianem emocjonalnego
              popapranca to i tak uprzejmosc z mojej strony.

              Btw tzw. reality check niektorym bardzo by sie przydal.

              pzdr
            • Gość: Krizia i jeszcze jedno.... IP: *.ey.com.pl / 195.187.56.* 14.05.02, 13:21
              W przypadkach takich jak opisany, gdy ona kocha, a on nie moze sie zdecydowac,
              propozycja "pozostanmy przyjaciolmi" to czyste okrucienstwo, zeby nie
              powiedziec ochlap rzucony na odchodne. Oni nigdy nie zostana przyjaciolmi.
      • Gość: messja Re: Być obok i tylko tyle IP: 5.1R2D* / *.blueyonder.co.uk 14.05.02, 12:49
        dzien dobry sloneczko...
        jasne, ze on nie jest zimnym, wyrachowanym typkiem, to istna matka teresa...
        i pewno dlatego ucieklas z jego domu jak oparzona, bo wlasnie uswiadomilas sobie
        jaki z niego cudowny czlowiek i ze chcialabys przejsc z nim przez zycie trzymajac
        sie za rece, urodzic mu trojke dzieci, a jedynym jego celem jest by uczynic cie
        szczesliwa:))))
        wiesz nie chce sie wtracac w nie swoje sprawy, ale jesli jeszcze chodz raz sie z
        nim spotkasz to przyjade do twojego miasta i osobiscie cie spiore:))))
        dla twojego dobra:))))
        trzymaj sie cieplutko i pozdrawiam:)

        > Dzień dobry.
        > Messjo, w tym co piszesz jest bardzo dużo racji... bardzo dużo! Choć to surowa
        > ocena, to nie można od niej uciec. Ale jednak nie, on nie jest zimnym,
        > wyrachowanym typkiem, zwodzącym mnie, by coś dostać.
        > On NAPRAWDĘ NIE WIE, co do niego czuje.
        > Od wczoraj coś się wydarzyło... coś, co chyba, tak myślę, jeszcze bardziej
        > odarło mnie ze złudzeń i może pozwoli mi na krok, którego nie zrobiła Messja, a
        >
        > jak sama mówi, powinna była zrobić. W końcu określił się...
        > Nie wiem, czy to właśnie z Tobą chce być. Nie jestem pewnien. Co byś zrobiła,
        > gdybym spotykał się z innymi kobietami? Miała byś coś przeciwk temu? Spotykaj
        > się, nie mogę Ci niczego zabronić, nie roszczę sobie żadnych praw. Ale
        > pamiętaj, mnie już przy Tobie nie będzie... A Tobie nie przeszkadzałoby, gdybym
        >
        > oprócz Ciebie jeszcze z kimś sie spotykała? Tuliła do niego, że ktoś inny by
        > mnie pieścił, tak jak Ty? Nie, nie przeszkadzałoby mi - odpowiedział.
        > Wyskoczyłam jak oparzona z jego domu. Nachylił się, by mnie pocałować...
        > uciekłam.
        > Nie chce go widzeć.

        • nie_wiem Re: Być obok i tylko tyle 14.05.02, 13:04
          Przyjedź.:) Chętnie bym Ciebie poznała.:)

          Nie chcę go oczerniać i złorzeczyć. Ale nie dam się skrzywdzić.

          Janku, do niedawna to były randki... kiedy zrozumiał, że dopóki nie bede
          wiedzieć kim jestem dla niego, randki nie wchodza w grę - zaczął sie oddalać i
          to szybko. Powinnam pomstować? Może. Ale w końcu tak jak mówisz, nic nie
          obiecywał, nic nie wyznawał. Nie mam prawa go oskarżać.
          • ja_nek Re: Być obok i tylko tyle 14.05.02, 15:27
            Zanim powiecie, żebym poszedł na odwyk:
            zakreśliłem w swoim liście dwie mozliwośći, ale oczywiście zanim usłyszałem
            odpowiedź od autorki wątku spadły na mnie internautki z ironią.

            Ja nie mierzę każdego jedną miarką. Jeśli to dla Was naiwność, proszę bardzo.
            Ja z góry nie zakładam, że każdy musi być draniem. I nie każdy pocałunek jest
            wyrazem pożądania.
            Autorka wątku w swym pierwszym liście mówiła o kolejnej fazie tego kontaktu i
            używała słów "ma jego jako przyjaciela". Nie wiem jak koleżanki, ale ja mogę
            objąć czy pocałować w policzek koleżankę i nie oznacza to jeszcze Bóg wie czego.
            Poza tym nie wiemy jak długo to trwa.
            Dalej autorka wątku mówi, że ON NIE WIE CO ONA CZUJE!
            Dopiero później padają słowa o pieszczotach (rzcezywiście nie zauważyłem szybko
            czytając).
            Dlatego zapytałem autorkę wątku w ostatnim mym liście, aby mieć jasność sytuacji,
            bo nie będę gdybał, ani wydawał szybkich osądów. Diabeł tkwi w szczegółach, a
            upraszczać fakty potrafi każdy. Nie jestem naiwny, tylko nie feruję wyroków tak
            szybko jak Wy.

            Jest też tak, że
            WSZYSTKO ZALEŻY OD TEGO JAK OBIE STRONY ZARYSUJĄ ZASADY SWOJEGO BYCIA RAZEM.
            Czy ma być po prostu miło czy to ma być coś poważnego. Czy zostało to powiedziane
            i wyrażone przez obie strony?
            Jeśli on widział Jej zaangażowanie i zaproponował układ dla niego wygodniejszy
            oparty na seksie bez żadnych zobowiązań to okazał się świnia.
            Jeśli chciał mieć kilka kobiet jednocześnie, to sprawa nie wymaga komentarza.
            Wykorzystał Jej zaangażowanie. I powiem jeszcze raz - świnia.
            Okay, czy nadal jestem naiwny?

            Pozdrawiam
            Ja_nek
            • ja_nek Re: Być obok i tylko tyle 14.05.02, 15:50
              Jeśłi spełnione zostały te okoliczności o których napisałem w ostatnich wersach,
              osobiście uważam, że autorka wątku powinna już się nie spotkać z tym facetem.

              Pozdrawiam
              Ja_nek
            • Gość: messja Re: Być obok i tylko tyle IP: *.proxy.aol.com 14.05.02, 18:29
              ja_nek napisał(a):

              > Zanim powiecie, żebym poszedł na odwyk:
              > zakreśliłem w swoim liście dwie mozliwośći, ale oczywiście zanim usłyszałem
              > odpowiedź od autorki wątku spadły na mnie internautki z ironią.
              >
              > Ja nie mierzę każdego jedną miarką. Jeśli to dla Was naiwność, proszę bardzo.
              > Ja z góry nie zakładam, że każdy musi być draniem. I nie każdy pocałunek jest
              > wyrazem pożądania.
              > Autorka wątku w swym pierwszym liście mówiła o kolejnej fazie tego kontaktu i
              > używała słów "ma jego jako przyjaciela". Nie wiem jak koleżanki, ale ja mogę
              > objąć czy pocałować w policzek koleżankę i nie oznacza to jeszcze Bóg wie czego
              > .
              > Poza tym nie wiemy jak długo to trwa.
              > Dalej autorka wątku mówi, że ON NIE WIE CO ONA CZUJE!
              > Dopiero później padają słowa o pieszczotach (rzcezywiście nie zauważyłem szybko
              >
              > czytając).
              > Dlatego zapytałem autorkę wątku w ostatnim mym liście, aby mieć jasność sytuacj
              > i,
              > bo nie będę gdybał, ani wydawał szybkich osądów. Diabeł tkwi w szczegółach, a
              > upraszczać fakty potrafi każdy. Nie jestem naiwny, tylko nie feruję wyroków tak
              >
              > szybko jak Wy.
              >
              > Jest też tak, że
              > WSZYSTKO ZALEŻY OD TEGO JAK OBIE STRONY ZARYSUJĄ ZASADY SWOJEGO BYCIA RAZEM.
              > Czy ma być po prostu miło czy to ma być coś poważnego. Czy zostało to powiedzia
              > ne
              > i wyrażone przez obie strony?
              > Jeśli on widział Jej zaangażowanie i zaproponował układ dla niego wygodniejszy
              > oparty na seksie bez żadnych zobowiązań to okazał się świnia.
              > Jeśli chciał mieć kilka kobiet jednocześnie, to sprawa nie wymaga komentarza.
              > Wykorzystał Jej zaangażowanie. I powiem jeszcze raz - świnia.
              > Okay, czy nadal jestem naiwny?
              >
              > Pozdrawiam
              > Ja_nek

              chyba w koncu ustalilismy co jest"right" i co jest "wrong"...:)))
              na pytanie odpowiadam wiec: nie... nie jestes naiwny:)))
          • Gość: messja Re: Być obok i tylko tyle IP: *.proxy.aol.com 14.05.02, 18:38
            dzieki za zaproszenie i mam nadzieje, ze bedziemy mialy kiedys sie poznac i
            pogadac na bardziej przyjemne teamaty....
            a jesli wierzysz w to co mowisz: ze nie pozwolisz sie skrzywdzic... to juz wiesz
            to co najwazniejsze...
            a pomstowanie i tak tu nic nie pomoze
            (moze bede tu falszywym prorokiem, ale mam przeczucie, ze z czasem twoja anielska
            wyrozumialosc troche przybleknie i poajwi sie gniew...:)
            zobaczymy....

            > Przyjedź.:) Chętnie bym Ciebie poznała.:)
            >
            > Nie chcę go oczerniać i złorzeczyć. Ale nie dam się skrzywdzić.
            >
            > Janku, do niedawna to były randki... kiedy zrozumiał, że dopóki nie bede
            > wiedzieć kim jestem dla niego, randki nie wchodza w grę - zaczął sie oddalać i
            > to szybko. Powinnam pomstować? Może. Ale w końcu tak jak mówisz, nic nie
            > obiecywał, nic nie wyznawał. Nie mam prawa go oskarżać.

            • nie_wiem Re: Być obok i tylko tyle 14.05.02, 19:39
              Może i pojawi się gniew. Pewnie tak. Przeczekam... myślałam, że ta rana
              znieczuli serce. Ale to nie tak.:(
              Żle mnie zrozumiałaś, to nie tak... mówiłem teoretycznie... nie chcę się z
              nikim innym spotykać, nie chcę, byś była smutna. Nie wiem jeszcze czego
              dokładnie chcę, ale walczę ze sobą i wkrótce się dowiem... Tak mi jest dobrze...

              A mi jak jest? Dobrze? Tylko co mam z tym zrobić???
              • Gość: messja Re: Być obok i tylko tyle IP: *.in-addr.btopenworld.com 14.05.02, 20:06
                wyslij tego pana do wrozki, moze ona mu powie czego chce, skoro on sam nie wie....
                a moze nie chce wiedziec? - nie myslalas w ten sposob?
                i co masz zamiar zrobic? poczekac, az sie dowie.... podsuwajac mu jakies
                materialy, aby poglebial wiedze swoja na ten temat?
                a co jesli za dni, miesiecy, lat kilka on nadal nie bedzie wiedzial, az ktoregos
                dnia pojawi sie kobieta i dozna olsnienia, ze to ta - jedna jedyna....? wtedy
                bedzie ci latwiej?
                ja na twoim miejscu zapytalabym go ile czasu mu zajmnie dowiadywanie sie i
                poprosila go by dal znac jak juz sie dowie... byleby tego zbytnio nie odwlekal,
                bo nie mozesz zareczyc, ze wiecznie ta informacja bedzie miala jakies dla ciebie
                znaczenie...


                i polecam ci zimne prysznice, co jakies 2 godz. az do widocznych rezultatow:))))

                nie_wiem napisał(a):

                > Może i pojawi się gniew. Pewnie tak. Przeczekam... myślałam, że ta rana
                > znieczuli serce. Ale to nie tak.:(
                > Żle mnie zrozumiałaś, to nie tak... mówiłem teoretycznie... nie chcę się z
                > nikim innym spotykać, nie chcę, byś była smutna. Nie wiem jeszcze czego
                > dokładnie chcę, ale walczę ze sobą i wkrótce się dowiem... Tak mi jest dobrze..
                > .
                >
                > A mi jak jest? Dobrze? Tylko co mam z tym zrobić???

                • Gość: belbo Re: Być obok i tylko tyle IP: *.acn.waw.pl 14.05.02, 21:43
                  ty niczego sie nie nauczysz..
                  Nie znasz dnia ani godziny.
                  Wszystko ma początek i kres..

                  Wiec nigdy niczego nie ozemy byc pewni.
                  Ani uczuć kogos ..ani własnych..

                  I to co napiasłem to dopiero punkt wyjscia.. reszta jest jeszcze mniej pewna:)
                  • Gość: messja Re: Być obok i tylko tyle IP: *.in-addr.btopenworld.com 14.05.02, 21:52
                    no nie wiem jak autorce tego watku, ale mnie osobisci twoja wypowiedz bardzo
                    pomogla i wiele wyjasnila co do przeszlosci, terazniejszosci i przyszlosci:)))
                    w imieniu swoim i redakcji bardzo ci dziekuje bilbo za ta wazna i i bardzo
                    gleboka mysl....
                    (rozumiem wiec, ze tamtego pana zamiast do wrozki nalezaloby wyslac do ciebie...
                    pewno wtedy dozna objawienia....

                    (i powiedz jeszcze, jak dziewczyna cie zostawila dla innego i szprycowales sie
                    nerwosolkiem to dlatego, ze nie byles pewny co czules?:))))


                    Gość portalu: belbo napisał(a):

                    > ty niczego sie nie nauczysz..
                    > Nie znasz dnia ani godziny.
                    > Wszystko ma początek i kres..
                    >
                    > Wiec nigdy niczego nie ozemy byc pewni.
                    > Ani uczuć kogos ..ani własnych..
                    >
                    > I to co napiasłem to dopiero punkt wyjscia.. reszta jest jeszcze mniej pewna:)

                    • Gość: belbo Re: Być obok i tylko tyle IP: *.acn.waw.pl 14.05.02, 22:29
                      jako wyrocznia jestes.. no.. niedostateczna.
                      jesli wszystko tak inetrpretujesz jak ten wątek z innym facetem.
                      A to co napisalem moze nie pomoze ale jest prawdziwe.
                      A twoja trada zeby zapytala ile to potrwa... smieszna.
                      Jestas czasem urocza..ale nie jestes genialna:)
                      • nie_wiem Re: Być obok i tylko tyle 15.05.02, 00:41
                        Nie droczcie się już tak, że sie wtrącę niedelikatnie.:)
                        Oboje macie rację po części.

                        Dziś wieczorem napisałam maila, nic wielkiego, zadnych smętnych płaczów i
                        zawodzeń... dowiedziałam się, że piękny to mail, że bardzo mi za niego dziękuję
                        i jest mi wdzięczny. I że.... zasłużyłam na więcej...
                        Czyż to nie rozbrajające?:)
                        • Gość: messja Re: Być obok i tylko tyle IP: *.proxy.aol.com 15.05.02, 00:49
                          nie mialam zamairu tutaj akurat sie droczyc... nic nie poradze, ze
                          bilbo stara sie zablysnac tym, ze mu sie moje wypowiedzi nie podobaja:)))
                          (swoja droga nawet tak bardzo sie temu nie dziwie...:)))
                          ze ja mam racje to wiem... a w jakiej czesci on ma? co?:)))
                          i coz zamierzasz teraz zrobic? pozwalac by cie rozbrajal?:))

                          nie_wiem napisał(a):

                          > Nie droczcie się już tak, że sie wtrącę niedelikatnie.:)
                          > Oboje macie rację po części.
                          >
                          > Dziś wieczorem napisałam maila, nic wielkiego, zadnych smętnych płaczów i
                          > zawodzeń... dowiedziałam się, że piękny to mail, że bardzo mi za niego dziękuję
                          >
                          > i jest mi wdzięczny. I że.... zasłużyłam na więcej...
                          > Czyż to nie rozbrajające?:)

                          • nie_wiem Re: Być obok i tylko tyle 15.05.02, 00:59
                            Napisałaś na początku: albo jest miłość albo jej nie ma, tu nie ma odcieni
                            szarości. Masz rację.
                            I jeszcze jedno wykorzystam Messjo:) Jak nie wie, to niech da znać, kiedy sie
                            dowie, tylko niech poda jakiś termin, w miare rozsądny, bo nie będę wiecznie
                            czekać.:)

                            Jest pierwsza rano a ja sie śmieję.:)
                            • Gość: messja Re: Być obok i tylko tyle IP: *.proxy.aol.com 15.05.02, 01:27
                              nie_wiem napisał(a):

                              > Napisałaś na początku: albo jest miłość albo jej nie ma, tu nie ma odcieni
                              > szarości. Masz rację.
                              > I jeszcze jedno wykorzystam Messjo:) Jak nie wie, to niech da znać, kiedy sie
                              > dowie, tylko niech poda jakiś termin, w miare rozsądny, bo nie będę wiecznie
                              > czekać.:)
                              >
                              > Jest pierwsza rano a ja sie śmieję.:)

                              i to mi sie podoba! tak mowi dziewczyna, ktora lubie:)))))


                      • Gość: messja Re: Być obok i tylko tyle IP: *.proxy.aol.com 15.05.02, 00:46
                        Gość portalu: belbo napisał(a):

                        > jako wyrocznia jestes.. no.. niedostateczna.
                        > jesli wszystko tak inetrpretujesz jak ten wątek z innym facetem.
                        > A to co napisalem moze nie pomoze ale jest prawdziwe.
                        > A twoja trada zeby zapytala ile to potrwa... smieszna.
                        > Jestas czasem urocza..ale nie jestes genialna:)

                        nie tobie radzilam i na pewno juz nie o twoja ocene sie martwie:)))
                        ze jestem urocza: dziekuje... ze niegenialna: wiem, nawet sie nie stram...:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka