Gość: ech...
IP: *.toya.net.pl
09.01.05, 17:01
Siedzę w domu, bo wiatr głowę chce urwać i nagle dzwonek do drzwi. Nawet udało
mi się nie zakląć pod nosem z niezadowolenia, że ktoś odważyl się zakłócić
moje nicnierobienie. Za drzwiami stoi mała dziewczynka (znam ją z widzenia,
pochodzi z wielodzietnej rodziny, w pomoc której zaangażowanych jest mnóstwo
ludzi z osiedla) i po grzecznym powitaniu, zwierza mi się, że zbiera na
prezent dla brata. Pytam, co chce mu kupić. Odpowiada, że gadającą papugę,
zabawkę. Zawahałam się, mam w domu całe mnóstwo pluszaków ale doszłam do
wniosku, ze przecież nie są wymarzoną papugą, więc dałam pieniążek. Zamknęłam
drzwi i spojrzałam na choinkę obwieszoną cukierkami. Zdjęłam szybko kilka i
znów otworzyłam drzwi...dziewczynka stała tam jeszcze przepytywana przez
sąsiadkę. Dałam cukierki z życzeniami miłego zbierania na prezent i....w
odpowiedzi otrzymałam bardzo piękny, szczerbaty uśmiech.