IP: *.toya.net.pl 25.07.05, 17:21
Zakładam, że dwoje ludzi jest w związku (zalegalizowanym bądź nie) na tyle
długo, że szanują się i ufają sobie, ale nie odczuwają już nadmiernych
ekscytacji. Jedno z nich spotyka kogoś i zakochuje się. W roli którego z tych
szczęśliwców chcielibyście się znaleźć?
Obserwuj wątek
    • Gość: Pi Re: Sytuacja IP: 62.29.138.* 25.07.05, 19:21
      oj nie wiem jedno i drugie ma nie zaciekawie ;) chociaż wolałabym już mieć
      kogoś łatwiej, zarówno w jednej jak i drogiej sytuacji byłam. Chociaż nie byłam
      nigdy tą trzecią. I żadna nie jest miła
      • Gość: gb Re: Sytuacja IP: *.toya.net.pl 25.07.05, 20:03
        Przyznam, ze wolałabym być w sytuacji osoby, która się w inny układ nie
        zaangażowała i to zdecydowanie.
    • Gość: exman Re: Sytuacja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.05, 19:48
      Głupie pytanie,jako strona aktywna, do k....nędzy!!!! A ty myślisz, że dlaczego
      związki się rozpadają ? Bo zupa była za zimna ?
      • Gość: gb Re: Sytuacja IP: *.toya.net.pl 25.07.05, 20:01
        A podobno nie ma głupich pytań :)))
        Ja myślę, ze Ty nie myślisz :)
        Wybacz radość, ale co właściwie Cię tak rozsierdziło?

        Nie jestem pewna, czy zwróciłeś uwagę, że oboje zdobyli swoje zaufanie. Jeżeli
        komuś ufam, to związek nie powinien się rozpaść. Prawda czy fałsz? Jeżeli fałsz,
        to zaufanie między bajki wkładamy?
        • Gość: anna Re: Sytuacja IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 25.07.05, 20:09
          Wzadnej obydwoje są nieśwadom sytuacji nie powinni szukać innych partnerów
          tylko postarać sie o naprawienie tego związku ludzie zawsze jak bedą mieli
          kłopoty bedziecie szukać kogoś innego nie warto jestem zwolenniczka stałych
          zwiazków.
          • Gość: gb Re: Sytuacja IP: *.toya.net.pl 25.07.05, 20:32
            To hipotetyczna sytuacja. Żadne z nich nie szuka nowego związku, po prostu
            spotyka kogoś, w kim się zakochuje.
            • Gość: exman Re: Sytuacja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.05, 20:36
              Bzdury, potrafisz się zakochać z wzajemnością w dwóch różnych osobach np. a
              ciągu jednego miesiąca ? Potrafisz ? A ja się nie rozsiedziłem tylko słucham
              Loreeny MacKennit.
              • Gość: gb Re: Sytuacja IP: *.toya.net.pl 25.07.05, 20:44
                Dwie różne osoby potrafiłyby mnie zafascynować, to fakt. Ale nie mówimy tu o
                krótkim czasie.
                Muzyka ponoć łagodzi obyczaje :)
                • Gość: exman Re: Sytuacja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.05, 22:02
                  No właśnie, większość obecnych nie potrafi rozróżnić fascynacji od sexu a sexu
                  od miłości. Ja tez pewnie błądzę. Ns Boga, dlaczego znowu wojna między mężczyzną
                  a kobietą ? Mam tego dość ! Kochajmy się. Przy muzyce.
                  • Gość: gb Re: Sytuacja IP: *.toya.net.pl 25.07.05, 23:17
                    Nie ma żadnych wojen między kobietą a mężczyzną. Są natomiast zmagania między
                    namiętnościami a rozsądkiem, ale to Ty decydujesz które wybierzesz.
                    • Gość: exman Re: Sytuacja IP: *.teleton.pl 26.07.05, 06:55
                      Widzę że szalenie autorytatywnie podchodzisz do tematu, widać jeden z moich
                      mistrzów Cohen Leonard się mylił .... ale każdy ma takich mistrzów na jakich
                      zasłużył.
                      • Gość: gb Re: Sytuacja IP: *.toya.net.pl 26.07.05, 07:45
                        Może to sposób w jaki się wypowiadam, krótki, sprawia, ze odpowiedź wydaje się
                        autorytatywna, ale jest to tylko propozycja jednej, z wielu mozliwości.
                        A Ty lubisz oceniać.
                        Niedawno zaczęłam rozmowę z miłym, wydawałoby się mężczyzną i nie stał się w oka
                        mgnieniu niemiły, jednak od razu wiedział, że na pewno, interesuję sie tym i
                        tamtym. Czym innym jest mówienie w sposób ogólny a zupełnie czym innym,
                        przypinanie łatki rozmówcy. Zawsze to robisz :-)?
                        • Gość: exman Re: Sytuacja IP: *.teleton.pl 26.07.05, 08:16
                          Czy oceniłem Cię w jakimś momencie ? Sądzę raczej, że przedstwiłem mój punkt
                          widzenia ale nie na Twój temat a co najwyżej Twego zdania, a to chyba jest
                          dopuszczalne ? Co nie zmienia faktu, iż przy okazji straciliśmy z oczu główny
                          wątek, ktory Cię frapuje...Ja, podobnie jak Ty, też lubię krótko i na temat.
                          • Gość: gb Re: Sytuacja IP: *.toya.net.pl 26.07.05, 09:01
                            No, może nie jest to ocena, ale sugestie :)
                            Temat z oczu straciliśmy, bo Ty nie chcesz rozmawiać o tym, co mnie interesuje.
                            Chcesz rozmawiać na temat, który Tobie odpowiada.
                  • kurczak1 Re: Sytuacja 26.07.05, 09:11
                    No wlasnie czy potraficie rozrozniac milosc od fascynacji, namietnosci...
                    • Gość: gb Re: Sytuacja IP: *.toya.net.pl 26.07.05, 09:18
                      Czy potrafimy, tego nie wiem. Próbuję tu zasugerować istotną rolę zaufania, ale
                      jakoś brak zainteresowania tym pojęciem. Może to utopia? :)
                      • kurczak1 Re: Sytuacja 26.07.05, 09:30
                        Alez ufac mozemy komus, kogo nie kochamy.
                        • Gość: gb Re: Sytuacja IP: *.toya.net.pl 26.07.05, 09:50
                          Kontekst sytuacji określiłam i ten chyba rozpatrujemy? Ciekwi mnie, czy zaufanie
                          jest w ogóle możliwe, czy ma podstawy by istnieć. Czy nie jest nieprawdopodobne?
                          Ufać komuś, to znaczy wiedzieć, jak się zachowa. Jeżeli wiemy, to zdajemy sobie
                          sprawę, że miotanie się między uczuciami, które odczuwa osoba zakochana, jest
                          iluzją dokonywanego przez nią wyboru. My wiemy, jak postąpi, jesteśmy
                          obserwatorami, mamy pewność.
                          • kurczak1 Re: Sytuacja 26.07.05, 09:59
                            Nigdy nie ma pewnosci. Pewnosc musi byc we mnie, dopoki nie mam dowodow zdrady.
                            Jesli nie bede pewna partnera, znajde sie w sieci zazdrosci, a to pieklo dla
                            mnie i partnera. Zawsze trzeba ufac. Inaczej nie ma sensu niczego budowac.
                            • Gość: gb Re: Sytuacja IP: *.toya.net.pl 26.07.05, 10:10
                              Chyba własnie udowodniłaś, ze zaufanie jest niemożliwe, ja jednak sądzę inaczej.
                              Wydaje mi się, ze można kogoś w takim stopniu poznać, by wiedzieć, jakich dokona
                              wyborów. Natomiast to, o czym napisałaś, to coś zupełnie innego. Odbieramy,
                              czasem sami nie zdając sobie z tego sprawy, różne sygnały zwiazane z zachowaniem
                              partnera a nie znając go, bądź wiedząc jak niestabilny jest uczuciowo, nie
                              jesteśmy w stanie przewidzieć jego zachowania i to nas niepokoi, to jest zazdrość.

                              "Pewnosc musi byc we mnie, dopoki nie mam dowodow zdrady"

                              A chciałabyś je mieć?

                              "Zawsze trzeba ufac."

                              Chyba nie zawsze, ale wtedy, kiedy ma się ku temu podstawy.
                              • kurczak1 Re: Sytuacja 26.07.05, 10:32
                                Ja ufam komus dla siebie. Po to zeby nie fundowac sobie psychiatryka z
                                zazdrosci. Bo kiedys to zrobilam. Wiem jak boli. Potrzebowalam 2 lat, zeby
                                dojrzec do odejscia. Zrobilam to gdy juz wiedzialam na pewno. Ale wtedy
                                poczulam ulge - mosty byly spalone. Nikogo nie poznasz do konca. Ja wczeesniej
                                dalabym sobie reke uciac. Dzis wiem, ze zaufanie to wiara, a wiara to nie
                                wiedza. Nigdy nie wiesz. Polecam ksiazke M. Plzaka "Strategia i taktyka w
                                milosci". Moje doswiadczenia nie zrazily mnie do mezczyzn. Po prostu patrze
                                realnie.
                                • Gość: gb Re: Sytuacja IP: *.toya.net.pl 26.07.05, 10:49
                                  Chyba słusznie to określiłaś
                                  > Ja ufam komus dla siebie.
                                  Chcesz wierzyć, więc wierzysz.
                                  " Potrzebowalam 2 lat, zeby
                                  > dojrzec do odejscia. Zrobilam to gdy juz wiedzialam na pewno."
                                  Poczułaś ulgę, bo wreszcie zdecydowałaś się nazwać to, o czym od dawna wiedziałaś.
                                  " Moje doswiadczenia nie zrazily mnie do mezczyzn. Po prostu patrze
                                  > realnie."
                                  Czyli teraz najpierw musisz mieć jakieś konkretne przesłanki, zeby wierzyć. To
                                  już coś.
                                  Dzięki, ale nie czytam tego typu książek, wolę sama sprawdzić :)
                                  • kurczak1 Re: Sytuacja 26.07.05, 11:23
                                    Nie gb, poczulam ulge, bo zobaczylam na wlasne oczy. To byla podstawa do
                                    zaniechania dzialan. Wiedzialam, ze jestem wolna. A teraz... coz , malo czasu
                                    uplynelo. Pewnie to sie jeszcze pozmienia.
                                    A jakie np. przeslanki? To ciekawe.
                                    • Gość: gb Re: Sytuacja IP: *.toya.net.pl 26.07.05, 18:16
                                      Ty wiesz co poczułaś więc nie będę twierdzić, że było to coś innego, jednak
                                      napisałaś w taki sposób, jakby ulge sprawiło Ci to, że ktoś zawiódł Twoje
                                      zaufanie, to dość dziwne.
                                      Pytasz o przesłanki? Pojęcia nie mam, co dla Ciebie jest wyznacznikiem zaufania,
                                      ale zrozumiałam, że teraz nie wierzysz drugiemu człowiekowi tylko dlatego, ze
                                      tak by należało.
                                      • kurczak1 Re: Sytuacja 26.07.05, 18:30
                                        Alez ja wierze ludziom, ja wierzę nawet, ze mezczyzna, ktory mnie zawiodl,
                                        wyznajac wielokrotnie swoja milosc, mowil prawde. On sam w to wierzyl. Tylko mu
                                        sie zmienilo. Po prostu ludzie sa omylni i zmieniają się. I dzis nie mam zalu.
                                        To byl kop w górę w moim życiu. Problem sie zaczyna, gdy wchodzą w grę dzieci.
                                        • Gość: gb Re: Sytuacja IP: *.toya.net.pl 26.07.05, 18:51
                                          Czyli pisząc, ze patrzysz realnie, miałaś na myśli, ze straciłas złudzenia?
                                          Wyjaśnij, proszę.
                                          Wierzył w to, co mówił Tobie, wierzył tez w to, co mówił innym, takie wtapianie
                                          sie w nastrój , który udało się stworzyć? A gdzie odpowiedzialność za słowa,
                                          przynajmniej odrobina? I jakas przyzwoitość. Jestem zaskoczona, że musiałaś
                                          czekać na dowód, ale chyba tak było lepiej dla Ciebie.
                                          Co do dzieci, wiem, ale jakąś decyzję podjąć musisz, jako człowiek dorosły.
                                          Dziecko jej nie podejmie, chociaz i tak bywa, że to ono dokonuje wyboru, jednak
                                          takiej odpowiedzialności na barki dziecka, nie powinno się zrzucać.
                                          • kurczak1 Re: Sytuacja 26.07.05, 19:04
                                            Gość portalu: gb napisał(a):

                                            > Czyli pisząc, ze patrzysz realnie, miałaś na myśli, ze straciłas złudzenia?
                                            > Wyjaśnij, proszę.

                                            Tak, ale jest to optymistyczne. Wszyscy jestesmy ludzmi, nie aniolami. Mamy
                                            wady, z ktorymi walczymy. Ja wierze, ze ludzie są dobrzy na tyle, na ile mogą.
                                            Przez 8 lat zwiazku nie bylam oszukiwana, tego co sie potem stalo nie moglam
                                            przewidziec. Rękę bym sobie dała uciąć. Dziś nie dam swej ręki za nikogo, ale
                                            bardziej lubię ludzi. Wiedząc, ze sa ulomni, nie daje sie zranic.

                                            Jesli chodzi o dzieci to chodzilo mi o to, ze gdy sa dzieci, warto zwiazek
                                            ratowac za wszelka cene, no prawie. I to prawie zadecydowalo. Ale to juz na
                                            inny watek, bo i temat trudny
                                            • Gość: gb Re: Sytuacja IP: *.toya.net.pl 26.07.05, 19:24
                                              Tak, ale jest to optymistyczne. Wszyscy jestesmy ludzmi, nie aniolami. Mamy
                                              > wady, z ktorymi walczymy. Ja wierze, ze ludzie są dobrzy na tyle, na ile mogą.
                                              > Przez 8 lat zwiazku nie bylam oszukiwana, tego co sie potem stalo nie moglam
                                              > przewidziec. Rękę bym sobie dała uciąć. Dziś nie dam swej ręki za nikogo, ale
                                              > bardziej lubię ludzi. Wiedząc, ze sa ulomni, nie daje sie zranic.
                                              >
                                              Bardzo się cieszę, że tak właśnie do tego podeszłaś. I masz rację, ideałami nie
                                              jesteśmy, ale miło spotkać człowieka odpowiedzialnego.
                                              Tak więc nie można być pewnym drugiego człowieka? Z tego, co napisałaś wynika,
                                              ze nie.
                                            • Gość: gb Re: Sytuacja IP: *.toya.net.pl 26.07.05, 20:45
                                              Mam jeszcze jedno pytanie, jeżeli jeszcze zaglądasz na ten wątek. Nie napisałaś,
                                              w jaki sposób dowiedziałas sie o tym, co wpłynęło na rozpad Waszego związku.
                                              Jeżeli nie byłas oszukiwana, a stało się coś, z czym Twój partner nie potrafił
                                              sobie poradzić i powiedział Ci o tym, to chyba można mówić o zaufaniu?
                                              • kurczak1 Re: Sytuacja 27.07.05, 10:00
                                                Coz, ja wolalabym, zeby facet powiedzial wprost co jest grane. Niestety, bylo
                                                inaczej. Unikal mnie, widzialam go w kobiecym towarzystwie, z czym sie nie
                                                kryl, mowiac, ze to jego kolezanki. Potem coraz czesciej z jedna z nich.
                                                Zlamalo mnie, kiedy w sytuacji proby (nie chce opisywac- bylo zle), wybral ja
                                                zamiast swego dziecka. Wtedy postanowilam, ze to koniec. Wtedy tez znalazlam
                                                dowody (listy).
                          • samowolny Re: Sytuacja 26.07.05, 10:09
                            Gość portalu: gb napisał(a):

                            > My wiemy, jak postąpi, jesteśmy obserwatorami, mamy pewność.

                            błąd w założeniu...my mozemy sie tylko domyslać jak postapi..i dlatego zycie
                            jest takie ciekawe bo nieprzewidywalne:) A zaufanie to nie wiara w to że wiamy
                            jak ktos postapi tylko wiara(zaufanie) w to ze owa osoba nas nie skrzywdzi...
                            • Gość: gb Re: Sytuacja IP: *.toya.net.pl 26.07.05, 10:14
                              > błąd w założeniu...my mozemy sie tylko domyslać jak postapi..i dlatego zycie
                              > jest takie ciekawe bo nieprzewidywalne:)

                              Ludzie są przewidywalni, gdy wierzą w pewne wartości. Takimi, którzy żadnych
                              wartości nie mają, w ogóle bym się nie zajmowała.

                              A zaufanie to nie wiara w to że wiamy
                              > jak ktos postapi tylko wiara(zaufanie) w to ze owa osoba nas nie skrzywdzi...

                              A to już niczym nieuzasadniona naiwność. Dlaczego by miała nas nie skrzywdzić?
                              Jesteśmy tacy wyjątkowi? Jesteśmy tacy cenni dla niej? Zawsze może sie pojawić
                              ktoś cenniejszy. Nie wiesz, dopóki nie sprawdzisz, przecież to Twój sposób
                              rozumowania? :)
                              • samowolny Re: Sytuacja 26.07.05, 10:24
                                Gość portalu: gb napisał(a):

                                > Nie wiesz, dopóki nie sprawdzisz, przecież to Twój sposób
                                > rozumowania? :)

                                nie pisałem ze wierze bezmyslnie , aby komuś zawierzyć to potrzebuje na to dużo
                                czasu i potem dopiera nabiera sie zaufanie do danej osoby..czyli masz racje
                                najpierw sprawdzam nawet poddaje próbie bo takie sobie nadałem prawo:))
                                • Gość: gb Re: Sytuacja IP: *.toya.net.pl 26.07.05, 10:53
                                  Nie to miałam na myśli. Z tego, co napisałes poprzednio wynika, że zawsze
                                  sprawdzasz gdy coś Cie zaciekawi. Pytanie, do jakiego stopnia zanurzasz sie w
                                  tym sprawdzaniu? :) Nie pytam, w jakim celu, bo zakładam, że po to, by wiedzieć :)
                                  • samowolny Re: Sytuacja 26.07.05, 11:31
                                    Gość portalu: gb napisał(a):

                                    > Pytanie, do jakiego stopnia zanurzasz sie w
                                    > tym sprawdzaniu? :)

                                    do takiego jaki uznam za stosowny w danym momencie, nie mierze ludzi jedną
                                    miarką...kazdemu według jego potrzeb od każdego według jego zdolności:))))
                                    • Gość: gb Re: Sytuacja IP: *.toya.net.pl 26.07.05, 18:19
                                      Miło, ze lubisz pisać o sobie :) Wrócisz do tematu, czy dla Ciebie już wszystko
                                      jasne?
                                      Chciałabym wiedzieć, czy istnieje coś takiego, jak zaufanie oznaczające pewność
                                      co do postępowania drugiego człowieka.
                                      • jmx wcinam się w środek, przepraszam 28.07.05, 02:40
                                        Gość portalu: gb napisał(a):

                                        > Chciałabym wiedzieć, czy istnieje coś takiego, jak zaufanie oznaczające
                                        pewność
                                        > co do postępowania drugiego człowieka.

                                        Moim zdaniem nie. My sami nie wiemy jak się zachowamy w danym momencie, jakimś
                                        trudnym, przełomowym, bolesnym... A co dopiero mówić o pewności co do drugiej
                                        osoby. Jest takie zdanie - "tyle wiemy o sobie na ile nas sprawdzono" to chyba
                                        wiele wyjaśnia. A zaufanie, zasady, dobre znanie kogoś daje nam jedynie
                                        przesłanki do zachowania a nie pewność.

                                        A odpowiedź na pytanie główne - nie chciałabym być żadną z tych osób.
                                        I raczej nie będę ;).
                                        • Gość: gb Re: wcinam się w środek, przepraszam IP: *.toya.net.pl 28.07.05, 07:59
                                          > A odpowiedź na pytanie główne - nie chciałabym być żadną z tych osób.
                                          > I raczej nie będę ;).

                                          To interesujące. Na podstawie jakich przesłanek stwierdzasz, że raczej nie będziesz?

                                          Twoje, rzucone tutaj myśli: "my sami nie wiemy....tyle wiemy o sobie...." mają
                                          rację bytu, tylko, że my pewne rzeczy o sobie wiemy i jeżeli decyzja zależy od
                                          nas, to powinniśmy wyobrazić sobie ciąg dalszy. Zawsze jest taki moment, w
                                          którym możemy się wycofać, nie sprawdzając, czy ulegniemy fascynacji i nie
                                          znając odpowiedzi na pytanie, czy fascynacja przerodzi się w głębsze uczucie.
                                          Jest też taka myśl, ze lepiej grzeszyć, niż żałować, że się nie grzeszyło, ale
                                          dotyczy ona chyba bardzo ciekawych i egoistycznych osobników.
                                          • jmx Re: wcinam się w środek, przepraszam 28.07.05, 17:42
                                            Gość portalu: gb napisał(a):

                                            > > A odpowiedź na pytanie główne - nie chciałabym być żadną z tych osób.
                                            > > I raczej nie będę ;).
                                            >
                                            > To interesujące. Na podstawie jakich przesłanek stwierdzasz, że raczej nie
                                            będz
                                            > iesz?

                                            Hihi, no właśnie ;). Dopuszczam taką możliwość ale jest ona (na ile siebie
                                            znam) bardzo mało prawdopodobna.

                                            Decyzje decyzjami ale czasem emocje biorą górę - nie wiedzieć jak, dlaczego...
                                            Człowiek myśli, ze panuje nad sobą do końca a nagle (no właśnie, czy
                                            rzeczywiście "nagle"?) zaczyna się orientować, że na decyzje np. jest już za
                                            późno bo stało się - zakochanie jest faktem. Owszem, można się wycofać, to
                                            znaczy nie iść dalej w uczucie, nie kontynuować go, nie spotykać się, nie
                                            tworzyć nowego związku ale - zakochania to nie zlikwiduje.

                                            Zawsze jest taki moment.... Czy ja wiem? moze to zalezy od priorytetów. Jeśli
                                            komuś zależy na tym co ma, jesli czuje się spełniony, szczęśliwy - to nie szuka
                                            fascynacji gdzie indziej, a nawet jak ją znajdzie to jej nie ulega. A jeśli
                                            zaczyna szukać, to właśnie - co to oznacza? albo jest draniem bez skrupułów
                                            (dotyczy to obu płci) albo związek jest nie taki jak być powinien.

                                            • Gość: gb Re: wcinam się w środek, przepraszam IP: *.toya.net.pl 28.07.05, 18:35
                                              > Decyzje decyzjami ale czasem emocje biorą górę - nie wiedzieć jak, dlaczego...
                                              > Człowiek myśli, ze panuje nad sobą do końca a nagle (no właśnie, czy
                                              > rzeczywiście "nagle"?) zaczyna się orientować, że na decyzje np. jest już za
                                              > późno bo stało się - zakochanie jest faktem. Owszem, można się wycofać, to
                                              > znaczy nie iść dalej w uczucie, nie kontynuować go, nie spotykać się, nie
                                              > tworzyć nowego związku ale - zakochania to nie zlikwiduje.

                                              To, czy emocje biorą górę, zależy od wieku, doświadczenia i temperamentu. Młodym
                                              ludziom jest zdecydowanie trudniej nad nimi panować.
                                              :) Te działania a raczej ich brak, zlikwidują zakochanie. Brak kontaktu i
                                              dystans do sprawy wystarczą, by minęło. Ten stan musi byc podsycany i to
                                              zgodnie z naszymi oczekiwaniami, by istniał.
                                              >
                                              > Zawsze jest taki moment.... Czy ja wiem? moze to zalezy od priorytetów. Jeśli
                                              > komuś zależy na tym co ma, jesli czuje się spełniony, szczęśliwy - to nie szuka
                                              >
                                              > fascynacji gdzie indziej, a nawet jak ją znajdzie to jej nie ulega. A jeśli
                                              > zaczyna szukać, to właśnie - co to oznacza? albo jest draniem bez skrupułów
                                              > (dotyczy to obu płci) albo związek jest nie taki jak być powinien.

                                              Są jeszcze inne przyczyny i to banalne, np. inne poczucie humoru. To, co jednych
                                              bawi, drugich, irytuje. Może to być także brak wrażliwości na sprawy dla nas
                                              istotne i wiele innych, których czasami nie potrafimy nawet nazwać.
                                              >
                                              • Gość: jmx Re: wcinam się w środek, przepraszam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.05, 23:15
                                                > To, czy emocje biorą górę, zależy od wieku, doświadczenia i temperamentu.
                                                Młody
                                                > m
                                                > ludziom jest zdecydowanie trudniej nad nimi panować.
                                                > :) Te działania a raczej ich brak, zlikwidują zakochanie. Brak kontaktu i
                                                > dystans do sprawy wystarczą, by minęło. Ten stan musi byc podsycany i to
                                                > zgodnie z naszymi oczekiwaniami, by istniał.
                                                > >

                                                Hm, moim zdaniem emocje zależą przede wszystkim od temperamentu.

                                                Zgadzam się co do podsycania zakochania. Ale pisałam o czymś trochę innym. O
                                                samym fakcie zaistnienia tego uczucia. Trzeba "stanąć w prawdzie" i powiedzieć
                                                sobie - tak, zakochałam/em się i co dalej - wchodze to czy zrywam kontakt.
                                                Poza tym wychodzenie z tego stanu (bez podsycania) to też kwestia osobnicza -
                                                jednym zajmuje to pół roku a innym parę lat.

                                                > Są jeszcze inne przyczyny i to banalne, np. inne poczucie humoru. To, co
                                                jednyc
                                                > h
                                                > bawi, drugich, irytuje. Może to być także brak wrażliwości na sprawy dla nas
                                                > istotne i wiele innych, których czasami nie potrafimy nawet nazwać.

                                                Właśnie to nazywam ogólnie "niedobraniem", które powoduje tzw. oglądaniem się
                                                za innymi. I czasem jest tylko oglądanie a innym razem przechodzi do czynów.

                                                Z drugiej strony - przecież zdarzają się trwałe, szczęśliwe drugie związki,
                                                małżeństwa. A ich geneza, cóż, bywa różna...
                                                • Gość: gb Re: wcinam się w środek, przepraszam IP: *.toya.net.pl 29.07.05, 08:07
                                                  > Hm, moim zdaniem emocje zależą przede wszystkim od temperamentu.

                                                  Ich obecność w naszym życiu, z pewnością tak, ale jeżeli nie nauczysz się nad
                                                  nimi panować, to stajesz się ich niewolnikiem. To fantastyczna sprawa,
                                                  podchodzić do życia emocjonalnie, bo znaczy to, że żyjesz i odczuwasz, że to, co
                                                  się wokół nas dzieje, nie jest nam obojętne, można je jednak skierować na inne
                                                  dziedziny życia a nie tylko, kontakty damsko-męskie. I to miałam na myśli pisząc
                                                  o wieku i doświadczeniu.

                                                  > Poza tym wychodzenie z tego stanu (bez podsycania) to też kwestia osobnicza -
                                                  > jednym zajmuje to pół roku a innym parę lat.

                                                  Moze być tak, że sami dany stan pielęgnujemy i nie pozwalamy mu wygasnąć.

                                                  > Z drugiej strony - przecież zdarzają się trwałe, szczęśliwe drugie związki,
                                                  > małżeństwa. A ich geneza, cóż, bywa różna...

                                                  Ten fakt może świadczyć o tym, że uczymy się na błędach, wiemy, mając jakiś
                                                  bagaż doświadczeń, czego nie chcemy powtórzyć. Nie każdy jednak ma odwagę wejść
                                                  w nowy związek bo ten zawsze jest niewiadomą i trudno przewidzieć, co nas w nim
                                                  czeka. Gdzieś, kiedyś napisałam, że wiemy, czego nie chcemy, ale nie wiemy czego
                                                  pragniemy i sytuacja, o której rozmawiamy, jest tego przykładem....a tak to
                                                  kogoś rozbawiło :-)

                                                  Ku mojemu zaskoczeniu, bardzo powazna zrobiła sie ta rozmowa i taka... mało
                                                  romantyczna tak, jakbyśmy w sprawach sercowych oczekiwali jednak konkretów a nie
                                                  uniesień :-)
    • samowolny Re: Sytuacja 26.07.05, 08:37
      Gość portalu: gb napisał(a):

      > Jedno z nich spotyka kogoś i zakochuje się. W roli którego z tych
      > szczęśliwców chcielibyście się znaleźć?

      w roli tej drugiem osoby..bo jeszcze wszystko przed nią:)
      • Gość: gb Re: Sytuacja IP: *.toya.net.pl 26.07.05, 09:04
        A cóz takiego jest przed nią? Rozwiązywanie problemów? Nieuniknione zranienie
        kogoś? Strata zaufania? Jest przed nią także niewiadoma, tylko czy warto
        zamienić wiadome na niewiadome?
        • samowolny Re: Sytuacja 26.07.05, 09:08
          mnie ciekawi to co jest ...za następnym zakrętem, kazdego ciekawi co
          innego :jednego jabłka w ogrodzie a drugiego zona ogrodnika:))
          • Gość: gb Re: Sytuacja IP: *.toya.net.pl 26.07.05, 09:16
            mnie ciekawi to co jest ...za następnym zakrętem,

            A ja myślę, że masz nadzieję, że za zakrętem jest coś innego a to może być tylko
            kolejny zakręt :)
            • samowolny Re: Sytuacja 26.07.05, 09:41
              Gość portalu: gb napisał(a):

              > A ja myślę, że masz nadzieję, że za zakrętem jest coś innego a to może być
              >tylko kolejny zakręt :)

              całe moje zycie to jest..slalom specjalny :)
              • Gość: gb Re: Sytuacja IP: *.toya.net.pl 26.07.05, 09:51
                Robisz uniki, czy dokonujesz wyborów?
                • samowolny Re: Sytuacja 26.07.05, 10:11
                  Gość portalu: gb napisał(a):

                  > Robisz uniki, czy dokonujesz wyborów?

                  po prostu... radze sobie z problemami:)
                  • Gość: gb Re: Sytuacja IP: *.toya.net.pl 26.07.05, 10:15
                    Odsuwasz je, czy rozwiązujesz? :)
                    • samowolny Re: Sytuacja 26.07.05, 10:27
                      Gość portalu: gb napisał(a):

                      > Odsuwasz je, czy rozwiązujesz? :)

                      napisałem "radze z problemami" czyli oczywistym jest że je rozwiązuje bo jakbym
                      odsuwał to napisałbym ze nie radze sobie...odsuwanie problemów to nie jest
                      radzenie sobie bo ona sa nadal ..
                      • Gość: gb Re: Sytuacja IP: *.toya.net.pl 26.07.05, 10:54
                        Nie było to dla mnie oczywiste, dlatego spytałam. Sa bowiem tacy, którym się
                        wydaje, ze gdy nie zauważą problemu i nie poświęcą mu uwagi, to go nie ma.
                        • Gość: exman Re: Sytuacja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.07.05, 21:15
                          a ty, jak sobie z tym radzisz ? Jaką metodę preferujesz ?
                          • Gość: gb Re: Sytuacja IP: *.toya.net.pl 26.07.05, 22:00
                            Jesteś ciekaw? Nigdy nie byłam w takiej sytuacji, scena jest z filmu. Oszukiwać
                            bym nie potrafiła. Jeżeli nie umiałabym dać sobie rady z uczuciami, odeszłabym.
                            • Gość: exman Re: Sytuacja IP: *.teleton.pl 27.07.05, 12:51
                              Tylko to nie jest zabawa dla grzecznych dziewczynek. To nie jest takie proste,
                              są sytuacje że związek, jak u np. mnie, umiera powoli, gaśnie i podjęcie takiej
                              decyzji z dnia na dzień, a nawet z miesiąca na miesiąc nie jest łatwe,
                              szczegolnie gdy w gre wchodzą jeszcze dzieci. Poza tym kto ma odejść od kogo ?
                              Ten odchodzący z reguły, to facet i zaraz otoczenie, szczególnie ze strony
                              kobiety, robi z niego tego najgorszego. To nie jest takie proste, no chyba że
                              wygrywam milion w totka ;)
                              • bellima Re: Sytuacja 27.07.05, 12:59
                                Gość portalu: exman napisał(a):

                                > Poza tym kto ma odejść od kogo ?


                                ciekawe,
                                dlaczego nie rozważysz prostej możliwości, że ktoś odchodzi bo mu w zwiazku źle
                                i nie ma porozumienia. tylko od razu- "do kogo ma odejść" ? co to małe dziecko
                                że musi odejść "do kogoś pod opiekę"?
                                a finanse to wytłumaczenie małych ludzi. zdrowy, ma ręce, nogi i głowę więc
                                niech pracuje i zarabia.

                                • Gość: exman Re: Sytuacja IP: *.teleton.pl 27.07.05, 13:56
                                  ...na pisałem kto od kogo ... a to jednak zmienia kontekst
                                  • bellima Re: Sytuacja 27.07.05, 14:03
                                    masz rację :)) przestawiłam literki

                                    a kto od kogo ma odejść? oboje od siebie. chyba że sedno problem nie w tym kto
                                    ma odejsc, ale kto ma się wyprowadzić z mieszkania...
                                    • Gość: exman Re: Sytuacja IP: *.teleton.pl 27.07.05, 14:21
                                      Wyprowadzić się to jedno ale ważniejsze jest kto kogo opuszcza, a jak już
                                      napisałem zawsze ten kto opuszcza resztę rodziny jest tym na którym się psy
                                      wiesza i z tym trzeba żyć. Przy okazji, chyba nie za bardzo czujesz ciężar
                                      takiej decyzji (szczególnie gdy nie ma tu ojca alkoholika, który bija żonę i
                                      głodzi dzieci albo żony - puszczalskiej) . Pozdrawiam.
                                      • bellima Re: Sytuacja 27.07.05, 14:29
                                        A czujesz ciężar i skutki niepodjęcia decyzji??
                                        A czujesz cięzar i skutki przeciągania domowego piekiełka niechęci między
                                        małżonkami aż do czasu "odważenia" się którejś strony (na ogół -do czasu
                                        znalezienia innej/go)?
                                        Strach przed opinią sąsiadów i życie w zakłamaniu to wspaniały wzór dla dzieci,
                                        naprawdę.

                                        • samowolny Re: Sytuacja 27.07.05, 15:11
                                          bellima napisała:

                                          > Strach przed opinią sąsiadów i życie w zakłamaniu to wspaniały wzór dla
                                          >dzieci,

                                          tak sie dzieje jak sie zyje cały czas "na pokaz" i z mysla "a co ludzie na to
                                          powiedzą"....
                              • Gość: gb Re: Sytuacja IP: *.toya.net.pl 27.07.05, 16:42
                                To chyba nie jest zabawa także dla niegrzecznych dziewczynek, to w ogóle nie
                                jest zabawa i zapewne podjęcie takiej decyzji proste nie jest, dla
                                zainteresowanych. To oni w tym związku są, wrośli w niego a także w określone
                                układy, które, niestety sami latami wypracowali. Myślisz, mnie jest ciężko, bo
                                to Ty jesteś w takiej sytuacji, ale czy robisz coś, żeby było inaczej? Oczywiste
                                chyba jest, że obie strony powinny zrobić to, co potrafią, aby swój związek
                                uratować, bo raczej przy określonym podejściu, w innym, czeka ich to samo.
                                Dobre jest pytanie...kto ma odejść od kogo? Odejdzie zapewne ten, kto ma dość,
                                ale najpierw z reguły stoczona zostanie walka i różne są jej formy, czasem nawet
                                niedostrzegalne dla osób postronnych, ale trafiające celnie. Odejdzie także ten,
                                kto ma gdzie odejść (realia naszego życia) i tu może być opcja, bez walki i bez ran.
                                • Gość: exman Re: Sytuacja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.05, 18:18
                                  gb, zrozumiałaś mnie, dzięki.
                              • kaya_ja Re: Sytuacja 28.07.05, 08:56
                                exman ale gdy tak się potoczy, że odchodzi kobieta to psy wieszane na niej są 2
                                razy większe. Jest jeszcze coś co mnie zastanawia. Mówi się teraz tyle o roli
                                obojga rodziców w wychowaniu dziecka o rodzeniu razem itd...a w sytacji kiedy
                                odchodzi kobieta i zostawia dzieci z mężem/ojcem nie pozostawią na niej suchej
                                nitki.
                                Warto zanimi się kogoś osądzi choć lekko wczuć się w jego sytuację, tej sztuki
                                sobie innym życzę :)
                                • Gość: gb Re: Sytuacja IP: *.toya.net.pl 28.07.05, 09:12
                                  Może usatysfakcjonuje Cię moja odpowiedź? Znam mężczyznę, który zostawił żonę z
                                  dwójką małych dzieci (jedno dopiero ujrzało świat), oburzenie otoczenia było
                                  ogromne. Jednak ten pan, przez 20 lat, systematycznie, co tydzień przyjeżdżał po
                                  swoje dzieci i spędzał z nimi soboty, niedziele a także wakacje, które sam im
                                  organizował (i robi to nadal). Światopogląd otoczenia zmienił się i teraz nie
                                  mogą wyjść z podziwu, jaki to dobry ojciec. Znam także matkę, która poszła za
                                  głosem serca i zostawił dziecko pod opieką ojca by związać się z innym
                                  mężczyzną. Kontakt z dzieckiem, w przypadku tej kobiety, był żaden. Można się
                                  zastanawiać, jak to możliwe, ale to nie jest najistotniejsze bo różne tutaj
                                  mogły być czynniki. W przypadku kobiety: brak zdecydowania, wyrzuty sumienia,
                                  wstyd, nie wnikam. Ważne chyba jest, jak się później wywiązujemy ze swoich
                                  obowiązków, dając sobie jednocześnie prawo, do własnego życia.
                                  • kaya_ja Re: Sytuacja 28.07.05, 09:18
                                    bo życie zdala od siebie nie oznacza bycia złym ojcem...
                                    a pod jednym dacham to nie patent na dobre życie
                                    zgodzisz się jednak jak trudniejsza jest taka decyzja dla kobiety... lata zanim
                                    ludzie wybaczą jej taki krok będą chyba świetlne.
                                    Inaczej kiedy ktoś odchodzi bo coś umarło samoistnie a inaczej jest kiedy z
                                    powodu zdrady.
                                    • Gość: gb Re: Sytuacja IP: *.toya.net.pl 28.07.05, 09:26
                                      Zgadzam się i to ze wszystkim, co napisałaś, ale to nasz wybór; chcemy być tacy,
                                      jacy jesteśmy, czy tacy, jak chętnie widziałoby nas otoczenie? Tylko, ze to
                                      otoczenie, nie jest uprawnione do ferowania opinii, nie znając faktów a z tymi,
                                      nie mamy obowiązku go zapoznawać, ale też nie każdy jest się w stanie zmierzyć z
                                      tzw. opinią spoleczną. Tu decyduje wewnętrzne przekonanie o słuszności tego, co
                                      robimy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka