Dodaj do ulubionych

Potrzebne szybkie wsparcieeeeee ! ! ! ! !

11.08.05, 09:39
Cześć, muszę się komuś zwierzyć, a że nie mam nikogo specjalnego, to cuż -
pozostaje mi to forum. Mam 24 lata i byłem z drogą memu sercu kobietą ponad 6
lat. Ona jest wspaniałą, cudowną, naj naj najkochańszą dziewczyną jaką
kiedykolwiek znałem i teraz czuje to bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
A wcześniej? no właśnie, z tym to było różnie, mieliśmy chwile lepsze, i te
gorsze też.

Ale teraz to już przeszłość, od 4 tygodni to już historia, i naprawdę nie
wiem jak mogłem być takim wielkim dupkiem, że do tego dopuściłem! To była
moja wina, moje własne życzenie które niestety się spełniło, a ona
odeszła..totalna załamka. Oczywiście, że są koledzy, jest alkohol..i jest
coraz gorzej! Co parę dni dzwonię do niej, mając cichą nadzieje, że ona też
na to liczy. Próbuję ją namówić, jakoś przekonać, żeby zmieniła zdanie, lecz
to na nic. Ona mówi, że już podjęła świadomą decyzję, że teraz jest jej o
niebo lepiej samej, że odpoczywa i nadrabia stracony czas, że się zmieniła i
nie widzi już nas razem. Usłyszałem też, że ze mną przecież nic nie mogła
nigdy zaplanować, niczego być pewna, i że wszystko było beeee. Teraz chodzi
na imprezy i wogóle jest inną, nową, lepszą osobą...ale już beze mnie.

Co ja mam dalej zrobić, czy mam nadal robić z siebie idiotę i wydzwaniać,
może pisać listy, posyłać kwiaty? Zależy mi na niej i wiem, że potrafię być
też zimny jak głaz, grymaśny i złośliwy. Powiem szczerze, że myslałem że
zawsze będzie przy mnie, i że to się nigdy nie zmieni. Jak widać bardzo się
przeliczyłem. Może powinienem teraz to wszystko odpokutować, popracować nad
sobą, może powinienem zapomnieć i nauczyć się żyć bez tej drugiej połówki?
Nie potrafię, czuje się jak dziurawa opona, z której ucieka powietrze... Czy
to będzie trwać długo?

Cały czas mam nadzieje, że ona jeszcze coś do mnie czuje, dzisiaj nie
zaprzeczyła, choć też tego nie potwierdziła. Mówi, że ja się nie zmienię, że
mam odpuścić, choć z drugiej strony pozwala mi dzwonić "jeśli mi z tym będzie
lepiej". Nawet w takich momentach stara się byc dobra i miła! Grrrrrrr jaki
ja byłem głupi! Pomóżcie!!! Napiszcie, co o tym myślicie, bo ja myśle, że
zaraz zwariuję!!!!!!

MyWayOrTheHighway
Obserwuj wątek
    • kamea5 Re: Potrzebne szybkie wsparcieeeeee ! ! ! ! ! 11.08.05, 09:55
      poczuła wolnosc...muisiałes niezle narozrabiac:))
      a dla pocieszenia,niewiele jest zwiazków ktore maja szanse przetrwania jesli
      zaczynaja sie w 18 roku zycia;)
      i nie wydzwaniaj do niej,poczekaj troche a moze wszystko sie ułozy:))
      • thehighwaystar Re: Potrzebne szybkie wsparcieeeeee ! ! ! ! ! 11.08.05, 10:11
        kamea5 napisała:

        > poczuła wolnosc...muisiałes niezle narozrabiac:))
        > a dla pocieszenia,niewiele jest zwiazków ktore maja szanse przetrwania jesli
        > zaczynaja sie w 18 roku zycia;)
        > i nie wydzwaniaj do niej,poczekaj troche a moze wszystko sie ułozy:))


        O tak, super, poczuła wolność, ależ to brzmi uspakajającą! :))
        Ja narozrabiałem? I tak i nie, oboje mamy cuś za uszkami, jak to w życiu bywa..
        Ale poważnie, chyba tak zrobie, bo cuż innego pozostaje.. Odczekam troche czasu
        i.. Ale czy na pewno "time is on my side"?
        Przecież już mineły 4 tygodnie, a ona się czuje coraz lepiej...beze mnie !!
        Czy mam już o niej zapomnieć?
        • kamea5 Re: Potrzebne szybkie wsparcieeeeee ! ! ! ! ! 11.08.05, 10:16
          nie tak drastycznie..zapomniec o kims waznym w zyciu ,nie jest tak łatwo:)
          widze ze tworzyliscie burzliwy zwiazek:DDD
          przed podjeciem ostatecznej decyzji ,moze spotkanie w uroczym miejscu z
          odrobina szalenstwa..i szczera rozmowa:)))))
          • thehighwaystar Re: Potrzebne szybkie wsparcieeeeee ! ! ! ! ! 11.08.05, 12:02
            Obawiam się, że ona sama taką decyzje już dawno podjeła, a teraz już jest już
            zapóźno, nawet na powtórne i uroczyste tym razem zerwanie. A niech to, jak to
            mówią, jak kocha to wróci, a jeśli to nie była naprawde ta jedyna? Bo coraz
            bardziej do mnie dochodzi, że to nie była do końca tylko moja wina, przecież za
            związek odpowiedzialni są odboje partnerzy, a skoro ona nie widzi potrzeby
            rozmowy na ten temat, to czemu ja mam sobie zawracać głowę...
            • kamea5 Re: Potrzebne szybkie wsparcieeeeee ! ! ! ! ! 15.08.05, 20:27
              "...i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
              czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą..."
              czas na mały rachunek sumienia i do przodu,zycie przyniesie jeszcze wiele
              dobrego:)
    • Gość: Amazonka Re: Potrzebne szybkie wsparcieeeeee ! ! ! ! ! IP: *.gdansk.sdi.tpnet.pl 11.08.05, 16:59
      Droga gwiazdo (: przestań się mazgaić i daj sobie spokój z tą babeczką. widać
      że jesteś chlopakiem uczuciowym, kulturalnym i jak sądze niczego tobie nie
      brakuje, może oprócz pewności siebie i wyższej samooceny ! (: pomyśl tak:
      jestem młody (24 lata), piękny, silny i zdrowy. To, że byłeś w związku tak
      długo tylko dobrze o tobie świadczy! a nie zapominaj ze przecież tego kwiata
      jest pół swiata (albo i więcej) więc weź się w garść i zacznij żyć normalnym
      życiem, bo wtedy nawet się nie obejrzysz i o niej zapomnisz i poznasz pełno
      fajnych laseczek - np. takich jak ja (: ta niemądra z którą się
      porozstawaliście jeszcze nie raz o tobie wspomni, nie raz zapłacze i pomyśli:
      jaka byłam durna, że odeszłam, że nie starałam się ciut bardziej itd - ja ci to
      gwarantuję. a wtedy to ty nawet na nia nie spojrzysz, ewentualnie na dobicie
      powiesz jej ze juz jestes inny, odmieniony i nie widzisz was razem (: a więc
      głowa do góry i do dziela gwiazdo - pozdrawiam gorąco (: calusy na dobry
      początek :)(:
      • Gość: amore no. 54 Re: Potrzebne szybkie wsparcieeeeee ! ! ! ! ! IP: *.zab.nat.hnet.pl 11.08.05, 17:30
        popieram Amazonke, kolego nie oszukujmy się, skoro byliście ze sobą tak długo i
        nie potrafiliście się dogadać, to mówiąć bez ogródek - nie ma za czym
        rozpaczać. 6 lat to długo, ale to tylko ciebie wzmocni, nie przejmuj się,
        chwile poboli i przejdzie.
        pozdro

        ----------------------------
        było sobie kiedyś życie...
    • thehighwaystar Re: Potrzebne szybkie wsparcieeeeee ! ! ! ! ! 12.08.05, 00:51
      Dzięki Kamea5 i Amazonko, wasze wsparcie jest wspaniałe, jednak nie zmienia to
      faktu, że znów przyszła zimna, samotna noc, i tej samotności łatwo się nie
      wyzbęde. Takiej miłości nie polecam nikomu, czuje się jak niepotrzebna zabawka,
      wszystko co dobre już mineło, oby do wiosny...
      • Gość: Mala Re: Potrzebne szybkie wsparcieeeeee ! ! ! ! ! IP: *.icpnet.pl / 62.21.96.* 13.08.05, 20:37
        Oj!jestes duzym chlopcem!ja tez 2miesiace temu rozstalam sie z chlopakiem z
        ktorym bylam 4lata.Boli!ale wiem ze przejdzie!Jestem z Toba!!














    • white.falcon Może tak od serca :-) 13.08.05, 22:35
      Bardzo dobrze Ciebie rozumiem i współczuję Ci, że nie wyszło coś, co miało
      wyjść.:-(

      Moja rada. Daruj sobie, odpuść, nic z tego nie będzie i chleba już nie
      upieczesz z tą Panią. Przykro mi, ale tak jest. Nieważne, że i Ty i Ona za
      uszkami mieliście coś-tam-coś, nieważne, że przechodziliście przez chwile dobre
      i złe, nieważne. Poprostu ta Pani stwierdziła, i z tego, co piszesz, widzę, że
      przemyślała to, że nie chce z Tobą być. Uszanuj to. Pani jest bardzo grzeczna,
      więc przez gardło jej nie przejdzie mówienie "nie", będzie kluczyć, wymigiwać
      się, męczyć siebie i Ciebie pośrednio, ale i tak dopnie swojego, czyli do
      Ciebie nie wróci.

      Nawet jeżeli "złamiesz" ją lub ona "złamie się" sama całą sytuacją (to zależy w
      dużej mierze od stopnia wrażliwości osoby), to i tak będzie to chwila, której
      nie warto przeżywać. Będzie to chwilowy powrót, po którym będzie tylko gorzej.
      Tak więc, Drogi Autorze, daruj sobie, nie męcz jej i siebie i zapisz to, co się
      stało w Twoim życiu jako doświadczenie. Pamiętaj dobre chwile i nie zamykaj się
      na przyszłość.

      Wyciągnij wnioski, ale nie patrz w przyszlości na inne Panie na swojej drodze
      przez pryzmat tej Pani. Oszczędź im tego bagażu. Każda kobieta, choć mogą
      wydawać się podobne, jest inna i nie ma nic gorszego, niż obciążanie kogoś
      grzechami lub porównaniem z kimś, z kim się nie udało. Odchorujesz, przejdzie
      Ci. Nie radzę próbować metody "klin klinem". Skrzywdzisz kogoś niechcący, a
      potem ktos kogoś też skrzywdzi. Po co pomnażać nieszczęśliwych ludzi na tym
      świecie. Wytrzymaj, odchoruj to i trzymaj się.

      Pozdrawiam serdecznie,
      Sokoliczka
      • Gość: gloomy_sunday Re: Może tak od serca :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.08.05, 11:50
        witaj staryn w klubie, dopiero cie zaboli jak sobie znajdzie nowego faceta,
        moja wspaniala zona poza ktora swiata nie widze i dzieki ktorej nie potrafie
        racjonalnie myslec postapila tak samo. Jeszcze sie wypiera ze nikogo nie ma a
        kazdy weekend spedza u "kolezanek" Ja juz miesiac placze i konca nie widac, tez
        bym chcial wiedziec kiedy sie to wszystko skonczy. Wiesz co mnie najbardziej
        boli. NAjbardziej mnie boli to ze sie strasznie boje ze nie znajde juz takiej
        drugiej kobiety nigdy w zyciu.
        • white.falcon Re: Może tak od serca :-) 14.08.05, 13:31
          Może Ci odpowiem ja z punktu widzenia kobiety. Trudno stwierdzić, co zaszło w
          związku Autora wpisu, ale to niezbyt istotne, by uzewnętrzniał sprawy, które
          tylko jego dotyczą. Napisał emocjonalnie o bólu go trapiącym. Próbuję nie tyle
          odrzeć go ze złudzeń, tylko przestrzec przed brnięciem w trudną i beznadziejną
          sytuację. Moim zdaniem, powienien swojej-już-nie swojej Pani dać spokój. Wiem,
          jakie to trudne. Sama miałam podobne "przejście" w życiu, ale na to nie ma
          rady, by tylko pozbierać się. I żyć dalej.

          Boli, bo boleć musi. Jesteśmy tylko ludźmi i to trzeba zaakceptować w sobie. Z
          własnego doświadczenia wiem, że wtedy, gdy ktoś Cię porzuca trzeba wyciszyć
          się, nie szarpać, nie szukać na siłę remedium (w postaci innej Pani, którą
          najprawdopodobniej skrzywdzimy tym, że jest właśnie antidotum. Nie można używać
          ludzi jako lekarstwa.), znaleźć sobie jakieś zajęcie, które absorbuje. A nie
          mów, że nie ma takich - możesz zrobić remont w domu (uchetasz się i naużerasz z
          robotnikami tak, że o życiu zapomnisz), zapisać się na kurs języka obcego i
          narzucić sobie, że języka nauczysz się, przykładać się do tego, zrobić coś
          sensownego ze sobą.

          Najgorsze jest zastanawianie się, co robi ta porzucająca osoba. Na dobrą sprawę
          może nie robić nic nagannego - może spać, iść na kawę z Przyjaciółką i
          naprawdę - z inną babą, by się wygadać, może pójść na zakupy, do fryzjera,
          kosmetyczki, licho wie, gdzie i pt. Porzucającego też ten czyn coś kosztuje,
          nie spływa z niej/niego jak woda po kaczce i to odreagowuje, no chyba, że
          ewidentnie jest to głupia osoba. Tyle że w tym wypadku powstaje pytanie,
          dlaczego ktoś tej głupoty nie zauważył wcześniej (ktoś, to Ty i Autor wątku).

          Inną bajką jest, czy decyzja, którą podjęła dana osoba jest decyzją
          przemyślaną, czy też była sprawą chwili. Jeżeli Panią "wpieniło", że po
          przyjściu z pracy zastała pełen zlew brudnych naczyń i Ciebie w towarzystwie
          rozbawionych kolegów, dręczącego grę komputerową i trzasnęła drzwiami i
          wyprowadziła się, to rzecz jest do naprawienia, przy czym sam musisz
          przemyśleć, co powinieneś u siebie naprawić. Natomiast jeżeli decyzja
          kiełkowała w Pani od dawna, a Ty, pewny swoich uczuć, nie zwróciłeś uwagi na
          oznaki, że coś w związku się psuje i oświadczenie było dla Ciebie zaskoczeniem,
          to odpuść. Ona Ciebie już nie widzi, a jeżeli jest osobą na poziomie, to nie
          powie Ci "nie" otwarcie, tylko wykombinuje coś, byś znikł z jej życia. Odstawi
          Ciebie na boczny tor sympatii. Takie są kobiety. Ja mam odwagę do tego przyznać
          się, bo może komuś z Panów będzie to przydatne do zrozumienia zaistniałej
          sytuacji w ich życiu.

          I nie płacz, znajdziesz. Tylko że nie teraz, zaraz. Ja bym się o to nie
          martwiła na Twoim miejscu. Każda potwora znajdzie amatora (byle ta potwora
          widziała rzeczywistość, a nie to, co chce widzieć). :-)

          Pozdrawiam,
          Sokoliczka
          • Gość: gloomy_sunday Re: Może tak od serca :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.08.05, 14:18
            wydaje mi sie ze bardzo celnie to ujelas dlatego to jest takie przerazajace dla
            mnie. Ale o wiele latwiej by mi bylo gdybym uslyszal od niej: to juz jest
            koniec odczep sie mam kogos innego, ale nie potrafi sie na to zdobyc mimo iz ja
            prosilem o to. Nie mam pojecia dlaczego sie tak zachowuje. TAk wiec probuje z
            nia rozmawiac o tym zeby sprobowac jeszcze raz, dostaje informacje ze ona jest
            juz wszystkim bardzo zmeczona i nie ma sil na nic jednoczesnie nie mowi mi ze
            kogos ma podczas gdy znika za cale weekendy i w glupi sposob klamie o miejscu
            swojego pobytu. Ja ciagle za nia tesknie i "krew mnie zalewa" jak nie odbiera
            telefonow i niechce rozmawiac. Myslisz ze nie splywa to po niej jak po kaczce,
            a jesli sie w kims zakochala to moze poprostu ma cala reszte gdzies.
            Mysle ze o wiele latwiej by mi bylo gdyby mi wprost powiedziala nie kocham cie
            to jest koniec bylo by bardzo ciezko ale dal bym sobie z nia spokuj, a tak mam
            ciagle jeszzcze jakies glupie nadzieje i ciagle rozdrapuje rany.
            Ponadto jet mi jej bardzo zal bo boje sie ze dokonala jakiegos idiotycznego
            wyboru za ktory bedzie musiala zaplacic.
            Dopiero teraz zauwazylem jaka to byla wyjatkowa dziewczyna i nawet te wszystkie
            rzeczy ktore sie teraz dzieja nie pozwalaja mi o niej myslec zle i to mnie
            wlasnie martwi bo moze sie myle co do oceny jej osoby. Ale przed oczami mam
            tylko te dobre chwile i to jaka byla kochajaca osoba.
            NIe wiem jak sie pozbierac, inne dziewczyny wogole mnie nie interesuja, ciagle
            mysle o niej.
            • Gość: gloomy_sunday Re: Może tak od serca :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.08.05, 14:21
              spokoj oczywiscie a nie spokuj z tego wszystkiego juz zaczolem robic bledy, tak
              mi kurcze smutno
            • white.falcon Re: Może tak od serca :-) 14.08.05, 14:33
              Kiedyś byłam w podobnej sytuacji - tyle że jako kobieta. Nie miałam nikogo "na
              boku", a rozpadł się związek z Panem ze wszech miar pozytywnym, nadal mam dla
              Niego dużo sympatii i pomogę mu w miarę swoich możliwości w różnych sprawach,
              tyle, ze pasowaliśmy do siebie jak piernik do wiatraka. Nie mogliśmy znaleźć
              wspólnego mianownika w życiu i tak przędliśmy przez jakiś czas - on swoje, ja
              swoje. Męczyłam się okropnie i w końcu to się skończyło. Rozum (umysł)
              rozumiał, że robimy to, co powinniśmy, że wspólnie nam nie wyjdzie nic, a
              emocje... Ech, w tamtym momencie najchętniej serce bym na śmietnik wyrzuciła. I
              nie tak łatwo, szczególnie osobie, która nie awanturuje się, jest spokojna,
              powiedzieć "nie". Nie chce się skrzywdzić kogoś drugiego, kogoś, kogo szanuje
              się, szczególnie, gdy krzywda ta jest pozorna (tu odwołuje się do tego, co
              napisałeś), bo lepsza byłaby prawda. Można komuś ulżyć i samemu powiedzieć, że
              to koniec i nie łudzić samego siebie, że to tylko taki czasowy kryzys. Nie ma
              tak dobrze, niestety. I trzeba sobie darować, przeskoczyć siebie. to, że Twoja
              Pani tak mówi jest oznaką, że nie ma odwagi powiedzieć "koniec". Ułatw to,
              przestanie się dręczyć i Tobie też będzie lżej.

              Zapamietaj sobie wyjątkową dziewczynę, trzymaj to w pamięci i nie przenoś na
              inne Panie na zasadzie porównań. Trzymaj się, dasz radę, bo z wpisów widzę, że
              jesteś dzielnym człowiekiem. :-)
            • white.falcon Re: Może tak od serca :-) 14.08.05, 15:32
              I może jeszcze jedno. Nie wiem, czy trafne, ale nie idealizuj swojej Pani. Jest
              taka, jaka jest i błędem jest myślenie, że człowieka się zmieni. Tak, jak
              myślenie osoby, która wychodzi zamąż za alkoholika z nadzieją, że on przestanie
              pić jest mylne, tak jest mylne myślenie, że "ona będzie lepszą, jeżeli uzna
              swoje błędy i obiecuje poprawę".

              Jak się pozbierać? Znaleźć siebie, zdawać sobie sprawę, że jesteś dzielnym
              człowiekiem, któremu nie brak odwagi na to, by właśnie nim być. Góry tak można
              przenieść, a kiedyś to, co Cię spotkało ocenisz właściwie. Nie możesz załamać
              się, postaraj się uszanować także siebie i przeskoczyć przez "serce mi mówi".
              Niech przemówi rozum. Jak możesz, to wyjedź gdzieś, znajdź miejsce, gdzie masz
              możliwość dogadania się sam ze sobą. A jak nie - idź na spacer i zobacz, jaki
              kolor ma niebo i jaki kolor mają liście na drzewach i pomyśl, że zbliża się
              nieuchwytna jesień. Pomyśl, że nie jesteś jedyny, ktorego to spotkało (to,
              czego doświadczasz), ale przeżywasz to na sposób swój i masz zamiar to przeżyć
              i iść dalej. Jutro będzie lepsze, czego życzy Ci Sokoliczka. :-)
              • Gość: gloomy_sunday Re: Może tak od serca :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.08.05, 15:50
                dzieki bardzo myslalem wlasnie czy nie wyjechac na 2-3 miesiace do brazyli albo
                gdzies powloczyc sie po azji ale obawiam sie ze moje problemy tez wsiada w
                samolot i to ze bede 7 czy 8 tys kilometrow dalej nic nie da.
                Nie wiem jak o niej zapomniec kazda kobiete ktora widze na ulicy porownuje do
                niej, gdy widze cos napisane po niemiecku lub angielsku ( tymi jezykami
                posluguje sie moja zona)zaraz mi sie ona przypomina, gdy patrze na niebo lub
                liscie pamietam jak razem zesmy na nie patrzyli. Jest mi tak ciezko zapomniec.
                Najgorzej jest w srodku nocy gdy sie budze.
                Naprawde nie wiem jak sobie z tym poradzic.
                • white.falcon Re: Może tak od serca :-) 14.08.05, 16:05
                  Wsiądą albo i nie. Zależy od tego, w jakim stanie chcesz je zabrać ze sobą.
                  Jeżeli w dotychczasowym, to będziesz nimi gryzł się nadal, szukał remedium i po
                  powrocie wrócisz do punktu wyjścia. Jeżeli zaś postawisz sprawę jasno - w
                  rodzaju: "Wiesz co, namyślmy się, co dalej zrobimy. Ja proponuję to i to...",
                  to jeszcze dajesz malutką szansę tej drugiej osobie, że we własnym zakresie
                  opamięta się, chyba że sprawa zaszła daleko, ale licz się z tym, że ta szansa
                  to nie jest ratunek, tylko zapowiedź końca. Chcesz coś odciągać w
                  nieskończoność, wierząc w złudzenie? Czasem łatwiej jest powiedzieć "koniec",
                  niż tym się męczyć i męczyć siebie. I dsopiero potem jedź powłóczyć się po
                  Brazylii i Azji.

                  Dlaczego nie Meksyk? Jest o wiele bardziej ciekawym krajem, niż Brazylia, no
                  chyba, że ktos lubi piranie i krokodyle (kokodrilos)...
      • thehighwaystar Re: Może tak od serca :-) 14.08.05, 19:03
        Cześć, jestem bardzo zaskoczony ilością odwiedzających wątek wszystkich
        chętnych do wsparcia! Wielkie dzięki, to niezwykle miłe :) Wpisy white.falcon
        jednak mnie dzisiaj dobiły, gdyż rzeczywiście pomału i skutecznie dochodzi do
        mnie, że tak właśnie jest - że to już naprawde jest koniec! Łapie się na tym,
        że na nowo zaczynam w myślach przeżywać każdy miesiąc z moją byłą Panią, że
        każdą cudowną chwilę wspominam na nowo, a że tych miesięcy, tych wspaniałych
        chwil było naprawde wiele, to wydaje się, że niestety będzie to trwało baaardzo
        długo. A jeszcze na dodatek to uczucie wewnętrznego burzenia się, które w
        człowieku nie pozwala na chwile spokoju, te zrywy, które powodują, że chce się
        jak najszybciej dzwonić, wyjaśniać, przepraszać, prosić...

        Nie jest łatwo, tym bardziej,że mam świadomość, że właśnie traci się coś
        niezwykle wartościowego. Czy ma już kogoś innego? Nie wiem, chyba nie, a
        zresztą to już teraz zupełnie nie ważne, bo skoro sama czuje się lepiej, to dla
        mnie jest to bez różnicy. Nie będę histeryzował jeśli naprwadę odeszła dla
        kogoś innego. Byle była szcześliwa. Myśle też, tak jak napisała white.falcon,
        że moja była Pani zaplanowała to już jakiś czas temu, a to co się wydarzyło ów
        feralnego wieczora zwyczajnie ułatwiło jej realiazację swojego zamiaru. Co
        gorsza również z innych względów są to dla mnie dość trudne chwile.

        Pomimo tego wydaje się, że to wszystko układa się w jakąś drastycznie spójną
        całość. Oboje właśnie niedawno skończyliśmy studia i oboje wybraliśmy różne
        kierunki naszego dalszego rozwoju. Moja była Pani, a również jej najbliższa
        rodzina, miały na to wszystko troszke inne zapatrywanie. Cuż, wyszło jak
        wyszło, idziemy dalej każdy w swoją stronę. To jest taki dodatek do naturalnej
        przemiany naszego życia, koniec pewnego etapu, tyle tylko, że cholernie
        bolesny...

        Nie ma co dalej użalać się nad sobą, idę na spacer a potem do kina. Później
        znów puszczę sobie w domku cd "the streets", których świetny album niedawno
        odkryłem na nowo. W numerze "Dry your eyes" Mike śpiewa, że podobnie został
        potraktowany przez najbiższą jego sercu kobietę i tak jak bez znieczulenia
        pisze tutaj white.falcon, nie pozostaje w tej sytuacji nic innego jak spokojnie
        odejść i wyciągnąć wnioski, ponieważ to już niestety jest koniec.
        Dodaje jednak w refrenie: "There's plenty more fish in the sea" i to jest
        pocieszające :-) pozdrawiam serdecznie
        • white.falcon Re: Może tak od serca :-) 14.08.05, 19:31
          Prawda, nawet powiedziana przez kogoś innego, boli mniej, ale przeraża jednako.
          Przepraszam, że nie pocieszyłam i nie dałam nadziei, mówiąc, że "jakoś będzie".
          Nie zwykłam kłamać i ukrywać tego, co myślę na jakiś temat.

          Uśmiechnij się, nie tylko Ty słuchasz tej muzyki. :-)
          • Gość: gloomy_sunday Re: Może tak od serca :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.08.05, 20:39
            a moim kawalkiem ktory opisuje stan mojego ducha i serca jest wlasnie tytulowy
            gloomy sunday polski tekst brzmi mniej wiecej tak:
            Smętna niedziela, bez chwili snu wlecze się.
            Najdroższa, mrok straszny zewsząd otacza mnie.
            Woń słodkich kwiatów nie zbudzi Cię więcej już,
            Tam dokąd odeszłaś daremno szukać róż.
            Anioły na wieczność chcą już zatrzymać Cię,
            Czy będą złe jeśli podążę w ślady Twe?
            Smętna niedziela.

            Niedziela smętna; w ciemnościach i pośród łez.
            Wraz z sercem mym chcę już położyć temu kres.
            Wiem, będą świece, modlitwy, smutek i żal,
            Daremne, wszak z wielką ulgą odchodzę tam.
            Śmierć to nie sen, w śmierci mogę dotykać Cię.
            Ostatnim tchnieniem mym pobłogosławię Cię.
            Smętna niedziela.

            Śniłem, a więc tylko śniłem.
            Budzę się, i już wiem, wiem że śpisz
            W sercu mym, w sercu mym.
            Miła, wiem że sen mój nie niepokoił Cię.
            Serce me powie Ci jak bardzo pragnę Cię.
            Smętna niedziela.


            tak sie wlasnie czuje :(
            • white.falcon Re: Może tak od serca :-) 14.08.05, 21:07
              Cóż mam powiedzieć, by nie współczuć?

              Może to i Tobie, Gloomy, pomoże i Autorowi wpisu:

              "Co się spotkało a potem rozeszło
              co było razem by biec w inne strony
              szczęście co nagle rodzarło się w środku
              chociaż żegnając kocha się najdłużej
              bliscy co potem wydają się obcy
              i mówią sobie wszystko się skończyło
              Nie martw się o nic bo szpak zamyślony
              i smutna ziemia w niewidzialnych rękach
              orzeszek grabu ze skrzydełkiem zielonym
              zyrafa co szyją wypatrzy najdalej
              koniec - to kłamczuch w świecie nieskończonym."

              ks. J. Twardowski

              Polecam Wam lekturę tych wierszy. Mi pomogły w swoim czasie nie zwariować z
              miłości, więc niewykluczone, że Wam też pomoże.
              W innym wierszu ks. Twardowski napisał, że "kiedy Pan Bóg drzwi zamyka, otwiera
              okno. Nie ma w życiu sytuacji bez wyjścia...".
              • quickly Dawno juz tu nie bylem white.falcon... 16.08.05, 06:51
                Serdecznie pozdrawiam i zapytuje o zdrowie.
                Mama szczera nadzieje, ze u Ciebie wszystko jest O.K. Milo Cie znowu czytac.

                A ja? No coz, gnany po dalekim swiecie wiatrami historii... stary, zmeczony juz
                zyciem wiarus... eh, szkoda pisac...

                Widze white.falcon, ze wlozylas w ten watek sporo serca. Dlugie, spokojne i
                dobrze wywazone teksty (wywazone, az do bolu - czy zdazylo Ci sie kiedys w
                zyciu chociaz powiedziec slowo "cholera"?). Ale tak ogolnie white.falcon
                zrobilas dobra robote.

                ********************************************************************************

                No ale nic.
                OSTRZEZENIE: Dzieci do lat 21 uprasza sie o nie czytanie ponizszego tekstu.


                Wracajac do meritum sprawy. Wiec po kolei.
                Ta historia jest jak wiele.

                Facet ma babke. Dziewcze mlode i glupie, mniej wiecej na poziomie tego faceta,
                co jest rzecza naturalna i normalna. (TYLKO NIE OBRAZAC MI SIE TU PROSZE!!!).
                Wszystko jest odjazdowo. Wiec sa oboje mlodzi. Seks (wiadomo - oboje ciekawi i
                pragnacy). Oboje studiuja... Zdrowko dopisuje (niestety, ale nigdy juz nie
                bedzie tak dobre - cztery numerki pod rzad to normalka), zadnych wiekszych
                obowiazkow (jakies tam pozyczki, splaty, praca, dzieci i chandry tesciowej).
                Pozostaje jedynie zaliczyc kolokwium, pozniej zdac egzaminy. Gleboki oddech i
                juz wakacje. Do tego, od czasu, jaks slodka balanga z kumplami. Powiem krotko:
                JA PIERNICZE, ZYC NIE UMIERAC!!!

                Nagle bec. Babka odchodzi. Szok! Przeciez bylo tak fajnie!

                No i zaczyma sobie facet glowkowac: DLACZEGO? ZA CO TO? JA PRZECIEZ W SUMIE
                BYLEM TAKI DLA NIEJ DOBRY! KOCHALEM I KOCHAM JA!!! (i takie tam inne dyrdymaly -
                samo okaleczanie sie - czyli robi dokladnie tak, jak miliony przed nim i
                miliony, ktore jeszcze beda po nim).

                A prawda jest prosta i czysta jak szklo:
                NASTAPILO ZMECZENIE MATERIALU.

                Dziewcze przestalo kochac. Koniec, kropka! I juz nigdy bedzie. Nigdy!
                Jest to psychicznie nie mozliwe. Wypalilo sie... raz na ZAWSZE!

                Pozniej ona cos tam bedzie majaczyc mu o jego winie. On bedzie sie zastanawial
                gdzie popelnil blad. Bedzie rozpaczac, czuc zal i takie tam inne samo-
                katowanie sie...

                Zaloze sie, ze dziewcze ma juz faceta!!!!
                ZALOZYSZ SIE!!!!!!!!!!!!!!!???????
                Nie warto. Przegrasz...

                Takze, daj sobie facet owsa. Dla spokoju sumienia zrob maly wywiad. Znasz
                zapewne jakas jej kolezanke. Baby lubia sie zwierzac (zwlaszcza przyjaciolkom)-
                tak jest juz ich natura. Zagraj va bank. Odwiedz kiedys ktoras z jej
                najblizszych kumpeli, (pamietaj odrobina dobrego alkoholu rozwiazuje znakomicie
                jezyki) i powiedz tej jej kolezance, ze juz o wszystkim sie dowiedziales, ze ma
                jakiegos tam gacha. I masz to wszystko gdzies. A cala reszte to juz dopowie ci
                jej kolezanka. Uwazaj tylko, bo bardzo czesto po takim czyms dochodzi do
                burzliwego zblizenia (co wiaze sie z przyjemnosciami - no tak, wszystko przez
                ten alkohol - tak on jest wszystkiemu winen!). Ale co najwazniejsze, to
                czlowiekowi nad ranem jest juz lzej na sercu (i nie tylko)...


                • white.falcon Quickly, moc pozwdrowień :-) 16.08.05, 20:40
                  Dziękuję Ci, jestem zdrowa i mam nadzieję, że Ty też! Dawno nie widziałam
                  Twoich wpisów, ale cieszę się, że mój niegdysiejszy Adwersarz jednak nie
                  zniknął na bezdrożach dalekiego kraju kangurów i misi koala. Czy masz może
                  wieści od Calineczki? Znikła mi, a ostatnio ktoś o Nią mnie pytał. Jak tam
                  połowy ryb? Złapałeś może jakąś ciekawą rybę? :-)

                  Co zaś dotyczy oceny moich wpisów. Dziekuję po stokroć za pozytywne odebranie
                  przesłania, które skierowałam do Zasmuconych i Nieszczęśliwych Panów. Może w
                  czymś im to pomoże. Ale nie przeceniaj proszę moich wpiśow. Są najzwyczajniej
                  takie, jaką jest niesforna Sokoliczka.

                  Ciekawa jestem, czy dotarły do Ciebie moje świąteczne kartki.
                  Pozdrawiam,
                  Sokoliczka
                  P.S.: Mówić "cholera" potrafię, ale jeżeli nie jestem do tego zmuszona wyższą
                  koniecznością, to nie zaśmiecam sobie języka. Słowa niezbyt cenzuralne też
                  trzeba znać, ale niekoniecznie trzeba ich używać. Nieprawdaż? :-)
                  • quickly white.falcon, moc pozwdrowień :-)))))))))))))))))) 17.08.05, 07:16
                    white.falcon napisała:

                    "Czy masz może wieści od Calineczki?"
                    --------------------------------------------------------------------------------
                    Calineczka, po bardzo dlugim milczeniu, napiasal dzisiaj do mnie...


                    "Złapałeś może jakąś ciekawą rybę? :-)"
                    --------------------------------------------------------------------------------
                    Nie mialem jak lowic. Najpierw bylo nieciekawie. Pozniej jeszcze bardziej
                    nieciekawie. A jeszcze pozniej byl szpital i operacja kolana... Ale juz jest
                    tak jak powinno byc. Biegam, skacze i ciesze sie zyciem.


                    "Co zaś dotyczy oceny moich wpisów. Dziekuję po stokroć za pozytywne odebranie
                    przesłania, które skierowałam do Zasmuconych i Nieszczęśliwych Panów. Może w
                    czymś im to pomoże. Ale nie przeceniaj proszę moich wpiśow. Są najzwyczajniej
                    takie, jaką jest niesforna Sokoliczka."
                    --------------------------------------------------------------------------------
                    Nie bede komentowac. Po prostu NIE jestes z pospolitego gantunku "tych
                    jadowitych". Fajnie miec taka "kumpele"...


                    "Ciekawa jestem, czy dotarły do Ciebie moje świąteczne kartki."
                    --------------------------------------------------------------------------------
                    Dotarly i slicznie za nie dziekuje


                    A zycie toczy sie do przodu. Mam nadzieje, ze jeszcze nie raz bedziemy na tym
                    forum "prostowac" nadlamanych, jak rowniez "giac do gleby" niezlomnie pewnych
                    siebie.

                    Rowniez serdecznie pozdrawiam
                    quickly
                    • white.falcon Quickly, moc pozwdrowień :-))))))))))))) 18.08.05, 23:37
                      Dziękuję Ci za miłe wieści. Mam nadzieję, że ozdrowiałeś całkowicie, bo to, co
                      piszesz o zdrowiu było przykro czytać.

                      Ciekawe określenie Sokołka. Nie wiedziałam, że należę do gatunku Falconus
                      Jadovitus. ;-)

                      Sądzę, że masz rację w tym, co piszesz. Zawsze udawało się Ci wszcząć ciekawe
                      dyskusje i nijak nie mogę odżałować, że nie piszesz już forumowego reportażu o
                      Australii, opisując egzotyczne dla wielu z nas ciekawostki tego kraju. Z
                      przyjemnością czytało się te wpisy. Może warto nowym osobom na forum też
                      opowiedzieć o ciekawych miejscach, zdarzeniach, zwierzakach i całej reszcie?

                      Pozdrawiam serdecznie,
                      Sokoliczka
              • to_ja_obiekt kopę lat... 17.08.05, 23:35
                Zajrzałam tu pierwszy raz od niepamiętnych czasów.... Nieco oszołomiła mnie
                mnogość nicków-nic-mi-nie-mówiących i postanowiłam poszukiwać starych
                wyjadaczy. No i proszę! Falconetta i quickly jak za starych dobrych czasów...
                Pozdrawiam!
                • quickly zgadza sie, to juz kopę lat... 18.08.05, 00:28
                  Serdecznie Cie pozdrawiam.

                  to_ja_obiekt, czy bylas gdzies na wakacjacach?
                  Moze i tym razem to byl, jak zawsze atrakcyjny... Paryz? A moze Londyn? Teraz
                  jezdzi tam masa Polakow.

                  to_ja_obiekt, ale co tam jakis tam Paryz czy Londyn!
                  Mnie w zupelnosci wystarczylby chociaz miesieczny pobyt gdzies nad jakims
                  jeziorem (oczywiscie w Polsce).

                  Niekoniecznie w jakims "kurorcie" lub innych "zaglebiu wypoczynkowym".
                  Niekoniecznie to jezioro musi byc wielkie, piekne i ladne...

                  A ja mam takie swoje miejsce na ziemi. Zapomniane przez Boga i ludzi. W
                  zchodniej Polsce, tam gdzie sie urodzilem. Dokladnie w lubuskiem. Tam nigdy nie
                  bedzie zorganizowanej turystyki. Podmokle laki i polany, trzesawiska, ptaki,
                  komary, trzcina i gdzie niegdzie olcha wymieszana z bukiem. Nawet Niemcy tam
                  niczego nie robili, bo ziemia slaba, a dojazd bardzo, bardzo trudny.

                  Ile razy jestem w Polsce, to zawsze jade tam. Doskonale wiem, ze zabraknie mi
                  zycia, zeby poznac caly ten teren. Ale to, co juz poznalem w zupelnosci mi
                  wystarczy. I nie chce wiecej. I co najciekawsze to jest to, ze coraz bardziej
                  za tym odludziem tesknie. A przeciez taka tesknota powinna byc tylko moja
                  imaginacja (tak... jakas imaginacja emigranta, wyolbrzymieniem, rozejsciem sie
                  rzeczywistacia - nazwij to jak chcesz. Ale tak nie jest...)

                  Boze jakie to piekne polskie slowa: "tesknota", "tesknic"... Wiesz ze nie ma w
                  j. angielskim dokladnego ich odpowiednika? To nie sa stare slowa. Tak na
                  prawde, to wprowadzil je do j. polskiego nasz wieszcz, A. Mickiewicz...


                  Nie kazdy to lubi. Tzn. takie miejsca. Odwieczne knieje, trzesawiska i
                  zarastajace w ciszy jeziora i kradla. Czasami zobaczysz na swojej drodze
                  czeluscie czarnej topieli, polplynnego czarnego blota. Takie czeluscie moglyby
                  wessac czlowieka na koniu. Kiedy idziesz po takim "czyms", wszystko wokol
                  Ciebie ugina sie, czasami az po kolana. Wtedy zawsze czuje sie strach...
                  Idzie wtedy jak na... trudno to okreslic, jak po bardzo miekkiej gabce. Do tego
                  mgla nad ranem, czasami zatnie deszcz...

                  Niczego wiecej nie potrzebuje...


                  • widac do SEPOW white.falcon i to-ja-objekt 20.08.05, 01:36
                    No proszę, już się zleciały sępy – white falcon(pisze kartki-narzuca się), a
                    szczególnie super sęp objekt
                    Gdzie Wasza duma sępy? Czy do Waszych cepów nie dochodzi że facet ma babkę I
                    jest ZAJETY???
                    Co za zbieg okoliczności, że objekt nagle pisze tu gdy zjawia się quickly!
                    Baba czatuje na zapleczu i wychodzi z ukrycia gdy nik ‘quickly’ się pojawia.
                    Zebrze o każde jego słowo.
                    • white.falcon Pisz na Berdyczów, widac ;-) 20.08.05, 01:58
                      Forum jest dla wszystkich i nie narzucam się nikomu - chcę, to piszę na jakiś
                      temat, nie - to nie. A to, że znajomym wysyłam kartki? Czy przypadkiem, widac,
                      nie wciskasz nosa nie w swoje sprawy? I jeszcze masz czelność powoływać się na
                      coś, czego nie rozumiesz - na dumę - poczytaj sobie słownik, co znaczy to słowo
                      i potem nie używaj go bezrozumnie.

                      Ja doskonale rozumiem, że Ty szukasz kogoś dla siebie, ale trzeba być mocno
                      ograniczonym, by innych podejrzewać o szukanie tego, co Ciebie nie spotkało lub
                      ominęło innych. Domyślam się, że jeżeli ludziom fundujesz podobne jak we wpisie
                      przejawy charakteru, to ludzie niezbyt chcą z Tobą się zadawać. Przykro mi z
                      tego powodu, no ale to Twoja sprawa i Twój ból.

                      Ze swojej strony kończę z Tobą dyskusję, bo nie uważam Ciebie za partnera do
                      rozmowy. Pisz do mnie na Berdyczów... :-)
                    • to_ja_obiekt Re: do SEPOW white.falcon i to-ja-objekt 21.08.05, 23:59
                      Eat shit and die.
                  • to_ja_obiekt Re: zgadza sie, to juz kopę lat... 22.08.05, 00:13
                    Zaraz ktoś mi dowali, jeżeli coś do Ciebie napiszę, Quickly. Skąd w tych
                    maluczkich tyle jadu...

                    A w tym roku byłam tylko 4 dni w Rzymie. Ale warto było.
                • white.falcon Moc pozdrowień :-) 18.08.05, 23:40
                  Obiekcie, nisko ptak się kłania, o zdrowie dopytuje i raduje się niezmiernie,
                  że widzi Cię tu. :-) Zatem popiszemy, jak za starych dobrych czasów. Teraz mamy
                  nowe, ale też mogą być tak sympatyczne, jak kiedyś. No i ciekawych nowych
                  nicków przybyło, więc sądzę, że nasze sympatyczne grono tu piszących znacznie
                  się powiększy, gdy ich bliżej poznamy z wpisów. :-)
                  • to_ja_obiekt Re: Moc pozdrowień :-) 22.08.05, 00:10
                    Falconetto, wątpię czy ja tutaj popiszę. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej
                    wody jak mówi "Gurua". Btw tam też jeszcze bywasz?

                    Spojrzałam na te wpisy i poczułam się jakoś tak za dorosła na to forum. Kiedyś
                    tu były emocje a teraz poczekalnia... Ja tu chyba już nie pasuję :/
                    • white.falcon Re: Moc pozdrowień :-) 22.08.05, 21:29
                      Zaglądam, zaglądam. :-) Nawet dostałam z TwCh ciekawą propozycję literacką, co
                      mnie cieszy.

                      Natomiast popisać zawsze można, bo forum, w moim odczuciu, jest takie, jak
                      ludzie, którzy na nim piszą. Nie jest ani dziecinne, ani dorosłe. To my je
                      tworzymy i jest takie, jak ludzie otaczający nas. Trudno więc jednoznacznie
                      uznać, czy ktoś pasuje tu, czy nie. Wybieramy poprostu.

                      Pozdrawiam,
                      Sokoliczka
    • sandra41 Re: Potrzebne szybkie wsparcieeeeee ! ! ! ! ! 16.08.05, 09:27
      thehighwaystar chyba nie ma innej drogi do niej jak tylko popracowac nad soba.
      Moze porozmawiaj z nia, wysluchaj co jej nie odpowiadalo i sprobuj ocenic na
      ile jestes w stanie zmienic sie tak aby jej bylo z Toba dobrze i Tobie dobrze z
      nia. Bylo Ci dobrzee, ale moze do tej pory tylko ona szla na ustepstwa,
      rezygnowala z siebie itp. I moze jest juz zmeczona tym. Pokaz jej ze potrafisz
      byc inny. To wazne co Ci powiedziala, ze z Toba niczego nie mogla byc pewna.
      Nikt nie lubi dluzej przebywac na beczce z prochem....
      Chyba nie mogla Ci zaufac i to (a moze tez inne rzeczy) ja zmeczylo.
      Wydzwanianie chyba niwiele zmieni. Popros o rozmowe, zapytaj sie czy mozna cos
      jeszcze naprawic, daj jej czas i sobie.
      Chyba czeka Cie ciezka praca jak chcesz z nia byc, ale zycze powodzenia. Jak ja
      odzyskasz moze byc pieknie :)
      • thehighwaystar Re: Potrzebne szybkie wsparcieeeeee ! ! ! ! ! 16.08.05, 11:22
        Sandra41, twój wpis spadł mi z nieba :) już od paru dni robie rachunek sumienia
        (mam duuużo czasu) i wychodzi na to - uwaga - że ona miała rację! To ona zawsze
        szła na ustępstwa i to ona dostosowywała się do mnie!!! Ja zrywałem, ona to
        odkręcała, znosiła, dalej kochała..

        Ale naważyłem, ojojoj będzie naprawde trudno!
        Tylko czy ona będzie chciała ze mną porozmawiać, spotkać się, czy w niej
        jeszcze coś się tli? Przecież tak szybko wszystko nie mogło prysnąć!?

        Muszę spróbować zawalczyć o nią jeszcze raz, tak poważnie się postarać i tym
        razem jej nie zawieść! No tak, tylko jak to zrobić? Zadzwonić i porosić o
        spotkanie? Nic na siłę, na spokojnie.. Jakaś knajpka? Pub? Restauracja? Kwiaty,
        wino, list miłosny? Porozmawiać z jej przyjaciółką? Muszę wreszcie stać się w
        jej oczach kimś poważnym i odpowiedzialnym, kimś kto wie czego chce - no tak,
        teraz to wiem.. ale ze mnie kretyn!
        • sandra41 Re: Potrzebne szybkie wsparcieeeeee ! ! ! ! ! 16.08.05, 12:49
          Z winem to lepiej nie. Moze kwietek..... ale Ty ja lepiej znasz.
          Po prostu i zwyczajnie zadzwonic lub lepiej pofatygowac sie osobiscie do jej
          domu i poprosic o rozmowe w jakiejs milej knajpce w ustalonym, dogodnym dla
          niej terminie.
          Reszta to w rekach Opatrznosci - ale chyba beda z Ciebie ludzie skoro do takich
          odkrywczych wniosków dochodzisz :)
          raz jeszcze powodzenia zyczę
          • thehighwaystar Re: Potrzebne szybkie wsparcieeeeee ! ! ! ! ! 19.08.05, 16:49
            Gdy pisałem swój zeszły post miałem zamiar jak najszybciej spróbować jeszcze
            raz z NIĄ porozmawiać. Chciałem się trochę pokajać i obiecać poprawę,
            oczywiście zachowując przy tym odpowiedzialną i godną postawę – godną JEJ
            zaufania. Chciałem stać się dla NIEJ lepszy, bardziej odpowiedzialny, bardziej
            wrażliwy. Swoje zdanie jednak zmieniłem i nie zadzwoniłem. Przyznam, że nie
            żałuję. Można powiedzieć, że posłuchałem rad szanownych bywalców tego forum -
            serdecznie pozdrawiam! - którzy w wielu tutejszych wątkach służyli
            potrzebującym niezwykle ciekawymi radami (np.: daj JEJ trochę czasu, zapisz się
            na kurs języka, wyjedź z miasta albo daj sobie owsa). Krótko mówiąc, program
            pracy nad własną osobą wziąłem sobie głęboko do serca.

            Teraz pomału staram się układać na nowo swoje życie jak na Singla przystało.
            Zajmuję się wieloma najróżniejszymi rzeczami na które nigdy nie zwracałem uwagi
            albo na które po prostu nie miałem wcześniej czasu. Sporo pracuje, ale też
            spotykam się ze znajomymi, zażywam sportowych rekreacji i duchowego odpoczynku.
            Owszem, rozmyślam czasem nad tym w czym tkwił nasz (mój?) błąd. Łudzę się, że
            ONA - jak zawsze sądziłem niezwykle uczuciowa i romantyczna dziewczyna - musi
            się również choć trochę nad tym zastanawiać, trochę żałować, choć troszkę się z
            tym męczyć. Bo za żadne skarby nie uwierzę i nikt mi nie wmówi że spłynęło to
            po niej tak szybko!

            No i co? No i właściwie nic! Wciąż ta sama cisza jak makiem zasiał. Brak
            jakiegokolwiek znaku od niebios, że jest jeszcze sens o cokolwiek walczyć.

            Szczerze stwierdzam, że choć wciąż tęsknie do niej cholernie, to znajome
            uczucie "wewnętrznego skręcania" nęka mnie coraz rzadziej. Nie chodzi o to, że
            zweryfikowałem swoje uczucia, bo szybko się tego niestety zrobić nie da, lecz
            po prostu wiem, że takim zachowaniem i zamartwianiem się niczego nie wskóram.
            Ale twardo postanowiłem, że wydzwaniać do NIEJ już więcej nie będę (5 tygodni -
            dzwoniłem 3 razy) i w dodatku coraz częściej czuję radość, że na JEJ punkcie do
            końca nie zgłupiałem. Nie dałem się JEJ przez te 6 lat omamić do końca!

            Teraz jestem troszkę mądrzejszy. Wiem już na przykład, że nie opłaca się
            oddawać całego siebie partnerce/partnerowi, gdyż potem skutki tego są marne.
            Ludzie najpierw mówią jedno, potem udają drugie a na końcu i tak się rozstaja,
            w najlepszym razie zdradzają. I co zostaje takiej nieszczęsnej Julii czy Romeo?
            Wtedy taki omamiony smutny człowieczek chodzi pusty i wyniszczony - wyniszczony
            przez tę cholerną miłość! Czuje się oszukany, samotny i jest zły na cały świat!
            Bo uwierzył w miłość! A ta prawdziwa miłość znana nam wszystkim z książek,
            filmów, piosenek czy innych przekazów ludowych, do której ja sam przyznaje
            chcąc nie chcąc dążyłem, ba, zgodnie z zasadami której chciałem postępować (a
            co?) po prostu NIE ISTNIEJE! Nie dajcie się moi drodzy – tak jak ja się prawie
            dałem - nabrać na ten tandetny numer. Korzystajcie z życia bez ograniczeń - w
            całej rozciągłości! Nie patrzcie za siebie, nie ulegajcie słabszym! Bo gdy
            tylko choć na chwilkę „stracicie dla kogoś głowę” i uśpicie swoją czujność,
            wtedy ta jakże „oddana Wam połówka”, ta „jedyna najbliższa osoba”, bez
            najmniejszych skrupułów wyczuje waszą słabość, wbiję w was łyżkę, wydłubie
            serce i zje je na waszych oczach !!!

            Może się trochę zapędziłem i ciut odszedłem od meritum. Tak, na czym to ja
            skończyłem? Już wiem i jeszcze raz to w tym miejscu podkreślę - już mi na NIEJ
            nie zależy i nie będę się więcej przejmował! Jeśli ona nie zadzwoni, to ja to
            chromolę. Taka jest właśnie moja wersja wydarzeń. :-) Pozdrawiam!
            • white.falcon Re: Potrzebne szybkie wsparcieeeeee ! ! ! ! ! 20.08.05, 01:48
              Przechodzisz przez kolejny etap swojego doświadczenia, Autorze - gorycz,
              niechęć, twierdzenie, że uczucia nie ma. To jest zrozumiałe. Musi to gdzieś
              przelać się i dobrze, że w tym momencie wybierasz forum, gdzie ludzie nie znają
              Ciebie i są Ci życzliwi, bo temu tu są, by ktos ich wspierał i służyć innym
              wsparciem. Zycie jest ciężką sztuką i to jest potrzebne wszystkim. Nie miej
              jednak do nas żalu za wpisy (odczytałam bowiem go, ukrytego za literkami) -
              ludzie, którzy Ci odpowiedzieli życzą Ci dobrze, starają się na podstawie
              własnego doświadczenia doradzić Ci, udzielić Ci wsparcia.

              To dobrze, że nie siedzisz gapiąc się w ścianę - robisz coś sensownego.
              Następny etap jednak Ciebie też, jak sądzę, czeka. Też tego doświadczysz, ale
              trzeba mu podołać. Jest to zniechęcenie - uznasz, że nic z tego, co robisz, nie
              jest niczego warte. Może Ci odechcieć się wszystkiego, gdyż po etapie
              aktywności nagle możesz zapragnąć spokoju i łatwo niezmiernie z tego spokoju
              wylądować w zniechęceniu. Różnie ludzki organizam reaguje. Postaraj się na to
              przygotować wewnętrznie i zmusić siebie, by funkcjonować dalej, robić to, co
              zacząłeś. Tak niejako wbrew sobie.

              I nie mów, Autorze, że uczucia nie ma. Ono jest, tylko ta rana wewnątrz Twojego
              serca Ciebie boli i włączyła Ci się samoobrona. Z jednej strony - dobrze, z
              drugiej - źle. W takim stanie możesz skrzywdzić kogoś, kto nic nikomu nie
              zawinił, a może przypadkiem obdarzyć Ciebie uczuciem. Uważaj, by kogoś nie
              skrzywdzić, robiąc temu komuś nadzieję na uczucie lub gorzej - wbijając sobie
              do głowy, że udowodnisz światu, że miłości nie ma. Ona jest, ale póki nie
              wyzdrowiejesz - tego nie dostrzeżesz. A tak, jak na grypę - na miłość też się
              choruję. Tyle że nie ma na tę chorobę leku poza nami samymi.

              Autorze drogi, Ty tą Panią nadal kochasz. Literki, które napisałeś, nie
              przekonają Ciebie o tym, że tak nie jest. Ty chcesz, by tak było i przy
              odrobinie starań z Twojej strony tak może stać się. Życzę Ci wytrwałości,
              cierpliwości wobec siebie samego i udanej kuracji.

              Z życzliwością,
              Sokoliczka
              • thehighwaystar Re: Potrzebne szybkie wsparcieeeeee ! ! ! ! ! 21.08.05, 23:29

                Odnośnie mojej obecnej kondycji psychicznej, to przyznam, że white.falcon
                potrafi przewidzieć każdą z nadchodzących faz. A może jest tak, że o czymś
                najpierw przeczytam a potem się w ten stan sam wprowadzam? Nie wiem już sam.
                Obecnie zawładnęło mną uczycie rezygnacji i bierności, nie mam na nic siły ani
                nawet ochoty, czuje się naprawdę słabo. Dzisiaj cały dzień byczyłem się na
                plaży, zwyczajnie czuję się jakbym dostał mocno w łep.

                Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja cały czas ją kocham! Teraz nawet na
                moment nie mogę przestać o niej myśleć! Nie potrafię już znaleźć nawet jednej
                dobrej przyczyny dla której nie mielibyśmy być razem. To znaczy wiem, że
                nawaliłem i narozrabiałem, byłem niedobry i odpychałem ją tyle razy, zatem
                przyczyna jest, nawet nie jedna. A w dodatku po tym jak się pokłóciliśmy ja
                byłem pewny, że już jej nie potrzebuje - zadzwoniłem więc ponad tydzień
                później. I było już za późno.. :-(

                Nie potrafię wyobrazić sobie jej z kimś innym.. ani siebie bez niej. Ona była
                całym moim życiem, które teraz jest pozbawione jakiegokolwiek sensu. Czuję, że
                jak tak po prostu odpuszczę, ona szybko kogoś pozna, zakocha się na nowo, ktoś
                się jej oświadczy, będą mieli razem dzieci... AAA!! Czy ja już kompletnie
                zwariowałem? To się nazywa zazdrość! Dzieci, no właśnie.. ja w tym momencie
                bardzo chciałbym mieć z nią dzieci! Choć gdy ona o tym wspominała to ja się
                krzywiłem... przewrotność losu :-(

                I co ja mam dalej zrobić? Czy mam dalej siedzieć i tak bezczynnie czekać na to
                aż ona zupełnie o mnie zapomni? Wiem, że gdybyśmy znów byli razem to ja byłbym
                naprawdę inny, lepszy i wszystko ułożyło by się dobrze! A może jest już za
                późno? Przecież powiedziała ostatnio, że już się zmieniła, że chodzi na imprezy
                i w ogóle jest odmieniona.. Kamea5 napisała tutaj, że pary które poznały się w
                młodości (jak my) po latach, jak dorosną, mają bardzo małą szansę na udany
                związek. Z drugiej strony dziś usłyszałem, że właśnie pary, które przeszły
                wiele razem tworzą związki najtrwalsze i najszczęśliwsze! Mam już całkowity
                mętlik w głowie!

                A może jest tak, że ona chcę, żebym ja to sobie jeszcze bardziej uzmysłowił,
                żebym popracował nad sobą, żebym stał się dojrzalszym? Przecież tyle razy
                prosiła żebym ją kochał, żebym jej to mówił, żebym napisał do niej list, żebym
                był dla niej lepszy. Jestem chyba strasznie głupi, bo pomimo, że doprowadziłem
                do tej sytuacji, to w dodatku cały czas wierzę, że tak zwyczajnie to wszystko
                nie mogło się skończyć - że to wszystko ma jakiś ukryty sens, że ponownie się
                zejdziemy, że ona jeszcze nie zapomniała, że wciąż o nas myśli, że wciąż
                kocha... Nie wiem czy to rozumowanie może być uzasadnione, nie znam podobnych
                przypadków. Wiem, że trzeba być silnym i takie momenty nie raz się jeszcze
                powtórzą, gdybym jednak wiedział na pewno, że nic z tego nie wyjdzie! A tak
                cały czas mam nadzieję..

                Droga Sokolniczko! Chciałbym, żebyś wiedziała, że nie mam najmniejszego żalu
                ani do Ciebie, ani do nikogo innego wpisującego się na forum. Jest wręcz
                odwrotnie! Jestem bardzo wdzięczny za to, że komuś chce się w ogóle wczytywać w
                te moje wypociny, a w dodatku kierować do mnie życzliwe słowa otuchy i
                pocieszenia. Rzeczywiście moje wpisy mogą wydać się miejscami niemiłe, ale to
                tylko wylewająca się gorycz z cierpiącego człowieka. Wybaczcie jeśli kogoś
                uraziłem. Pozdrawiam.
                • white.falcon Re: Potrzebne szybkie wsparcieeeeee ! ! ! ! ! 21.08.05, 23:45
                  Kiedyś, Drogi Autorze, przeczytałam zdanie, które utkwiło mi w pamięci: "Kto
                  przeszedł ogień, zrozumie błękit". Dużo myślałam nad tym zdaniem i nie
                  rozumiałam go, póki nie przeszłam przez niego. Ogień ma różne kolory, w tym - w
                  pewnej jego części - błękitny. Jest to właściwa, najgorętsza część płomienia,
                  która nie parzy, a spala. Tylko ten, kto przeszedł przez podobne doświadczenie,
                  przerobił je po to, by iść dalej może zrozumieć kogoś innego, kto tego samego
                  doświadcza.

                  Ja piszę tylko o tym, co po czym następuje, Autorze. Tak więc może takie
                  zadanko dla Ciebie - teraz mniej myśl nad zadanymi przez Ciebie pytaniami,
                  tylko zmuś się do przeskoczenia rezygnacji. Zmuś siebie, by coś robić. Może to
                  być bardzo trudne, ale zrób to. Czas refleksji przyjdzie później, jeszcze nie
                  czas na zadawanie sobie pytań i szukanie odpowiedzi. Nie drap rany i nie
                  posypuj jej solą rozważań, bo będzie tylko bolało, a rozsądne wytłumaczenia w
                  takiej sytuacji nie przyjdą Ci do głowy.

                  Trzymaj się. Uśmiechnij - dla samego siebie. :-)
                  Pozdrawiam,
                  Sokoliczka
                  • thehighwaystar No to po mnie..... 22.08.05, 15:49
                    Popełniłem straszliwy błąd!!!! Rozmawiałem z nią! Przez gadu-gadu! Ale jestem
                    głupi! Zaproponowałem spotkanie!! A ona powiedziała NIE NIE NIE NIE!!!!! No to
                    już po mnie. Czuje, że zaraz coś we mnie eksploduje....zaraz się przekręcę
                    normalnie!
                    Ale mi powiedziała, ja starałem się być taki uprzejmy a ona mnie po prostu
                    zlała! Cały się trzęsę – po co to mi było....teraz już wiem, że nie mam żadnych
                    szans, wszystko skończone! Nie mogę do siebie dojść! Nie poznaje już jej! I
                    jeszcze jej słowa:- „ja już jestem inna, zmieniłam się, coś we mnie pękło jeśli
                    chodzi o nas, już nie będę ci się podobać, kluby imprezy, jestem inna...”
                    będzie mi to chodzić po głowie..
                    Chyba umrę. Naprawdę ją straciłem!!!!! A myślałem, że jeszcze jest nadzieja...
                    Nie mogę się pozbierać a siedzę w robocie! Chyba dzisiaj nie wrócę trzeźwy...:-(
                    Sokoliczko ratuj!!!!
                    • white.falcon Re: No to po mnie..... 22.08.05, 17:26
                      Oj, Autorze, Autorze. :-( Koniecznie chciałeś dobitnie przekonać się, że Pani
                      odeszła, koniecznie chciałeś potwierdzenia. No to je masz. I co Ci z tego
                      przyszło oprócz stresu? Nie, nie mam zamiaru Ciebie łajać, tylko alkohol nie
                      rozwiązał jeszcze nikomu żadnych problemów. Więcej, może dodać kilka
                      dodatkowych, jeśli pod jego wpływem narozrabiasz.

                      Wbrew pozorom rozumiem, dlaczego chcesz się upić - by znieczulić się, choć
                      przez jakiś czas najpierw być znieczulonym, a następnego dnia - zdychać od
                      kaca. Ale to nie jest wyjście - dojdziesz do siebie i problem wróci w całej
                      okazałości. Tego rodzaju sprawy trzeba jednak rozwikływać na trzeźwo.

                      Chyba będziesz musiał, jak sądzę, zacząć od początku. Zająć się sobą, zająć
                      sobie czas czymś sensownym - do skutku. Do pioruna, chyba masz jakichś dobrych
                      Przyjaciół, z którymi możesz szczerze porozmawiać, którzy wysłuchają. Idź do
                      ludzi, bo dopóki nie wyjdziesz do ludzi - ludzie nie wyjdą do Ciebie. Chyba
                      znów troszkę cofnąłeś się w radzeniu w tej sytuacji - znów musisz zacząć nie od
                      początku (bo zauważ, odbiegłeś już od początku), a od momentu, gdy Forumowicze
                      sugerowali Ci zajęcie się różnymi rzeczami.

                      Nie obraź się, ale ja rozumiem wpis tej Pani. Ona rzeczywiście zrezygnowała,
                      nie jest to z jej strony jakiś makabryczny żart. Ona nie chce się spotkać, bo
                      wie, że z tego nic nie wyniknie. Daruj sobie ten związek, Autorze, i postaraj
                      się dać sobie radę. Wiele osób przed Tobą przeżywało takie chwile, nie jesteś
                      wyjątkiem. I zauważ, nie załamali się, dali sobie radę. Nie jesteś gorszy od
                      nich.

                      Trzymaj się,
                      Pozdrawiam,
                      Sokoliczka
                      • thehighwaystar Re: No to po mnie..... 22.08.05, 21:08
                        Oj, droga Sokoliczko, widzę, że pomału zaczynam działać Tobie na nerwy – „Do
                        pioruna..” - :) zaczynasz nie przebierać w słowach :) oczywiście żartuję :)
                        Masz rację, że to wszystko znowu zaczyna się od początku, lecz już jakby z
                        troszeczkę większą ufnością patrzę na to wszystko. Przyjaciele? Jasne, że są,
                        głównie wtedy, kiedy ich najmniej potrzebujemy. A propos dziś już od jednego
                        takiego usłyszałem, że ją widział gdzieś, z kimś... po prostu nie może być
                        lepiej ;) Eeeh pozostaje za to stereo z Norah Jones na głośnikach i to też
                        trochę pomaga.
                        A zresztą chyba tak to musiało być, dziś tak naprawdę chciałem jedynie usłyszeć
                        od niej, że jej też jest źle, a czy byłbym dla niej lepszy? Sam już nie wiem,
                        może przez chwilę, taki ze mnie egoista :) zresztą „niech się dzieje wola
                        nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba” (co ja wypisuję?)
                        Pociesza to, że jeszcze chyba nie jesteśmy tacy starzy żeby się martwić, że
                        będziemy kiedyś samotni. Jest już trochę lepiej, głównie dzięki Tobie -
                        serdeczne dzięki za poświęcony czas.
                        • white.falcon Re: No to po mnie..... 22.08.05, 21:26
                          Właśnie mylisz się - to "do pioruna" miało Tobą, Autorze, wstrząsnąć. W realnym
                          życiu potrząsnęłabym Tobą, byś się obudził. W necie to można zrobić tylko
                          słownie. :-)

                          Muszę Cię rozczarować - moim zdaniem bezinteresownie od Pani nie usłyszysz, że
                          jej jest źle. Prawdopodobieństwo, że to usłyszysz istnieje i tu widzę
                          następującą pułapkę: rzucisz wszystko, by biec na koniec świata, gdzie ona
                          aktualnie przebywa, by jej pomóc, po czym okaże się, że to było chwilowe i albo
                          jej się nudziło, albo, że po okazaniu pomocy Pani powróci do stanu
                          istniejącego. Nic z tego nie wyniknie, a zaczniesz znów cierpieć.

                          Jak sądzę, nie warto wypytywać znajomych o to, czy coś o niej wiedzą, co robi,
                          z kim spotyka się. Niewiedza czasem jest lepsza, niż wiedza. Zresztą, odpowiedz
                          sobie na pytanie, czemu ta wiedza ma służyć? Po co Ci jest potrzebna? Po to, by
                          zadręczać się? Nie wystarcza Ci dotychczasowe zadręczanie się? Sądzę, że tak.
                          Jeżeli jest Ci smutno, to Norah Jones jest dobrym wyborem, jeżeli Ci to pomaga.
                          Bedzie jeszcze czas smutku, ale już nie rezygnacji, nie "czarnej dziury" w
                          duszy i nie buntu. Gdy go przejdziesz (to jest indywidualne, jedni ten etap
                          osiągają wcześniej, inni później), gdy doświadczysz smutku - wyjdziesz na
                          prostą, choć prostą nierówną i wyboistą. No ale na to trzeba poczekać. Te różne
                          odczucia mogą w pewnym momencie przeplatać się, nakładać na siebie, ale w końcu
                          dominować zacznie na jakiś czas smutek. Wtedy, jak mniemam, powinieneś poczuć
                          się troszkę lepiej.

                          Trzymaj się,
                          Sokoliczka
    • cheesey Re: Potrzebne szybkie wsparcieeeeee ! ! ! ! ! 20.08.05, 01:44
      thehighway - ile masz lat? 20+ czy 40+
    • thehighwaystar Re: Potrzebne szybkie wsparcieeeeee ! ! ! ! ! 04.09.05, 02:54
      Cześć,
      muszę Wam to powiedzieć, bo dziś stało się to, czego bardzo się obawiałem, choć
      wiedziałem, że prędzej czy później nastąpi. Wiem już jak on się nazywa – i choć
      nie wiem na 100% czy to już jej nowy facio, to ten jegomość pojawił się teraz
      nagle w JEJ życiu...i mam przeczucie, że zajmuje właśnie moje miejsce.... . .

      Tak, wiem, to musiało kiedyś nastąpić- wiadomo, nikt nikomu nie przyrzekał
      życia w celibacie, ale ja nie potrafię tego zrozumieć: czy kochające kobiety są
      zdolne do tego, by po niemalże 7 latach spędzonych razem z kimś, raptem po 6
      tygodniach od rozstania zacząć kręcić z kimś innym? Poprawcie mnie, ale to nie
      mogła być prawdziwa miłość!? Sprawdza się powiedzenie, że kobiety są jak
      małpy: nie puszczą jednej gałęzi, dopóki nie złapią się drugiej...smutne :/

      Ta $*#&^$#&@ sytuacja sprawia, że nie czuje się już tak bardzo źle w związku z
      tym co się stało, bo skoro ona tak szybko znajduje sobie kogoś nowego, a ja
      wciąż nie potrafię spokojnie usnąć, pracować, nic w zasadzie nie mogę robić-
      czuje się fatalnie..- teraz już wiem, że to nie była ta właściwa osoba, ja w
      ogóle bym tak nie potrafił... tak szybko..*&#^$^%#@#$
      Chcę mieć to wszystko w tyle, nigdy już nie zaufam dziewczynie. Dobranoc.
      Aha, "the less you know, the better you sleep", radzę zapamiętać :/
      • white.falcon Re: Potrzebne szybkie wsparcieeeeee ! ! ! ! ! 04.09.05, 23:02
        Eeee, przesadzasz uogólniając, Autorze. Podobnie przecież mogłaby powiedzieć
        jakaś zawiedziona Pani, bo jakiś Pan np. ją porzucił dla innej. Są różni
        ludzie, więc nie przesadzaj z pisaniem w ten sposób o kobietach jako takich.
        Ta, jak i wiele innych spraw zależą od człowieka. Ty trafiłeś tak, ale to
        przeciez nie oznacza, że wiecznie będziesz wyłącznie tak trafiać.

        Odchorujesz, ale Ci przejdzie. Zgadzam się z Twoim twierdzeniem, że nie była to
        ta właściwa dla Ciebie osoba. Więc skoro doszedłeś do takiego wniosku, to
        posdtaraj się przestać... przejmować. Przecież skoro to była niewłaściwa, to
        przynajmniej nie marnujesz na nią czasu, który można wykorzystać inaczej.
        Prawda?

        Trzymaj się. Jutro będzie lepsze. :-)
        Pozdrawiam,
        Sokoliczka
        • thehighwaystar Re: Potrzebne szybkie wsparcieeeeee ! ! ! ! ! 05.09.05, 12:44
          Racja, to uogólnienie było raczej chybione, zwykle tego nie robię, ale wtedy
          byłem po prostu wściekły :(
          I powiem jeszcze, że chociaż naprawdę chcę, to zapomnieć o Niej nie mogę, gdyż
          jakiś dziwy los sprawia, że.. ale od początku.

          Całą niedziele – tj. wczoraj - leczyłem zły stan ducha z kolegami na plaży,
          opalając się, grając w piłkę, słuchając muzyczki, pijąc piwko itd. – pogoda
          dopisała. :) Generalnie bardzo przyjemne spotkanie, rozmowy o wrednych i
          zimnych dziewczynach, bezsensowności związków itp. Takie wsparcie kolegów też
          jest potrzebne a i nawet pomocne.
          Już od pewnego czasu zacząłem się przyzwyczajać do życie bez niej...

          Zrobił się już wieczór, poszliśmy na kolejkę i w iście sprinterski sposób
          zdążyliśmy na tą, która właśnie miała odjechać z peronu. Wskoczyliśmy do niej i
          ruszyliśmy w stronę naszych domów.
          I wtedy w tej kolejce patrzę i widzę.. widzą Ją. Co za uczucie, jakieś drgawki
          przechodzą po ciele, człowieka ogarnia ciepło i dreszcze jednocześnie :) Ona
          wstała, podeszła, przywitaliśmy się i zaczęliśmy rozmawiać (ależ ona pięknie
          wyglądała!!!). Zaproponowałem, że odprowadzę ją do domu, to tylko parę
          przystanków dalej, zresztą fajnie było znów z nią porozmawiać, zobaczyć ten
          uspakajający, jedyny w swoim rodzaju śmiech na jej prześlicznej buźce :)
          Zgodziła się.

          Dojechaliśmy na miejsce, usiedliśmy na ławce i długo rozmawialiśmy o wszystkim.
          Nie chciałem jej pokazać, że moja kondycja psychiczna jest ogólnie mówiąc
          średnia, że moje serce boleśnie krzyczy że to jest właśnie ta którą kocham...
          nie widziałem sensu. Zdziwiłem się bardzo, gdy mi powiedziała, że dzisiaj cały
          dzień o mnie myślała i musiała „mnie wymyślić” skoro tak na siebie wpadliśmy.
          Co mnie jeszcze bardziej zdziwiło, powiedziała, że wciąż mnie kocha, że bardzo
          to przeżywa, cierpi, ale również, że nie potrafi już sobie nas wyobrazić, że ja
          tyle razy zrywałem, tyle razy ją raniłem, że Ona już nie chce mi wierzyć, że
          woli być sama. Może kiedyś...

          No właśnie, powiedziałem, że wiem, że z kimś się spotyka itd., na co ona
          spojrzała na mnie z politowaniem i spytała skąd o tym wiem. Oczywiście tego jej
          nie powiedziałem, a ona dodała żebym nie wierzył w plotki, bo rozpuszczają je
          ci co źle nam życzą (w zasadzie był to mój blef, bo pewności w tym temacie nie
          miałem żadnej, więc tym bardziej jej odpowiedź na pewien czas mnie uspokoiła).
          Pytała też, czy już odzywają się do mnie moje ex, czy może już z kimś się
          umawiam. Mówiła, że jest tyle fajnych dziewczyn, że raz dwa sobie kogoś znajdę,
          że będę mieć szczęśliwą rodzinę, gromadkę dzieci... a ona nawet nie chce myśleć
          o żadnych chłopakach, związkach...

          Dalej odprowadziłem ją pod jej dom. Rozmawialiśmy o nowościach w naszych
          życiach, sporo tego wszystkiego, w domu, w pracy, w życiu towarzyskim
          („przekonałam się, że źle robiłam, zabraniając tobie spotykać się ze znajomymi,
          przepraszam” - ????).
          Na końcu raz jeszcze spytałem czy jest pewna, że tego właśnie chce, ona
          odpowiedziała, że niczego w życiu nie można być pewnym, ale ona już tak
          postanowiła. Na końcu przytuliliśmy się, pożegnaliśmy i poszedłem w swoją
          stronę :(

          W zasadzie mógłby być to już koniec tej historii, tej - jak Ona to określiła –
          tragicznej miłości. Najgorsze jest to, że całe tygodnie walki ze sobą poszły na
          marne. Znowu pojawiają się pytania, czy nie warto jest zawalczyć? Niektórzy
          ludzie, którzy mnie dobrze znają mówią, że warto, że jeśli to była ta jedyna
          miłość, to nie wolno odpuszczać, trzeba spróbować pomóc szczęściu...znów mam
          mętlik w głowie.
          Minęła kolejna samotna noc, oczywiście poszedłem spać późno – wcześniej znów
          niezawodni koledzy, niezastąpiony alkohol...

          Gdy dziś z trudem zwlokłem się z łóżka aby iść do pracy, straszliwy kac nie
          pozwalał mi skupić mych myśli na tym co się wczoraj stało. Uznałem minioną
          niedziele za zły dzień i postanowiłem o tym wszystkim jeszcze raz zapomnieć.

          Ale, jako że w życiu zbyt prosto być nie może, idą na kolejkę dziwnym trafem,
          dziś znów na siebie wpadliśmy!!! Czemu do licha Ona wybrała drogę okrężną, tą
          drogę którą ja zwykłem od dłuższego czasu chodzić? No tak, uciekł jej autobus
          (który kursuje co 10min.) i postanowiła pojechać innym autobusem, potem kolejką
          i znów autobusem - taak) Tym razem nie miałem czasu z nią rozmawiać, nie
          chciałem jej przytulać, nie chcę sobie robić nadziei. Znów wyglądała
          nieziemsko.. Ach te kobiety...
          Tylko, żeby ten los nie płatał takich figli i dał nam zapomnieć w spokoju...

          W ten oto sposób zaczął się kolejny bezsensowny tydzień.
          • white.falcon Re: Potrzebne szybkie wsparcieeeeee ! ! ! ! ! 05.09.05, 13:24
            Nie odnosisz wrażenia, Autorze, że ta rezygnacja ze związku ze strony tej Pani
            nie wzięła się ot tak sobie - z sufitu? Może warto zastanowić się, czy ... nie
            popsuliście go sami - bez udziału osób trzecich. Mogło być tak, że nie zbiegły
            się razem w czasie Wasze oczekiwania wobec związku, co doprowadziło Panią do
            takiego dyskomfortu wewnętrznego, że już nie mogła wytrzymać... sprzeczności
            powstałej wewnątrz Jej "ja". Z jednej strony - nadal ma wobec Ciebie ciepłe i
            serdeczne uczucia (nie nienawidzi Ciebie, o nie) i nie chce ich zniszczyć, a z
            drugiej - zmęczyła się ciagłym przekraczaniem swojego "ja" i postanowiła zostać
            sama. Nie umiem precyzyjnie tego nazwać, ale domyślam się (choć mogę się
            mylić), co takiego się stało. Pani wie, że Tobie jest ciężko, ale Jej też, bo
            musiała dokonać wyboru nie na zasadzie: "bo serce mi mówi, to zrobię tak" lecz
            na zasadzie podporządkowania serca rozumowi. Ojej, bardzo trudno mi ująć w
            słowa to, o czym chcę powiedzieć...

            Zapewne ta Pani jest wychowaną, kulturalną osobą o ciekawych zainteresowaniach,
            planach? Zgadza się? Nie należy do rodzaju osób, szczytem marzeń których jest
            siedzenie przed TV i oglądaniem papkowatych seriali, pamiętając o nastawionych
            ziemniakach w garnku? Jeżeli tak jest, to najzwyczajniej to nie jest jeszcze
            Jej czas na poważniejsze angażowanie się w związek i rozum na poziomie
            podświadomości zbuntował się. To jest, jak sądzę, Jej dorastanie i na to nie ma
            rady. Musi minąć czas, a ile tego czasu ma minąć - nie wiem. To jest sprawa
            indywidualna.

            Pomyśl, czy chciałbyś czekać niewiadomo ile? Walcząc, jak sądzę, nie zyskasz
            wiele, albo nic. Nie zmusisz człowieka na siłę do zmiany zdania, chyba, że
            chcesz, by ta osoba znielubiła Ciebie za to, że zmusiłeś ją do zmiany zdania.

            Postaraj się trzymać się. Świat trwa i trzeba go doceniać i to wszystko, co nas
            otacza.

            Pozdrawiam,
            Sokoliczka
            P.S. Na kaca ponoć najlepszy jest rosołek (taki z torebki lub kostki
            rosołowej). Sok pomidorowy też dobry, a do tego tabletka magnezu z wit. B6 (ale
            dopiero po rosołku). Alkohol wypłukuje magnez i potas - dlatego źle sie
            czujesz. Oczywiście, najlepiej nie przesadzać z alkoholem, ale jak już się to
            stało, to trzeba ten stan zlikwidować. Powodzenia! :-)
            • thehighwaystar Re: Potrzebne szybkie wsparcieeeeee ! ! ! ! ! 05.09.05, 14:02
              Droga Sokoliczko, wszystko się pięknie zgadza, ale – w naszym związku to ja
              byłem tym ciągle dorastającym elementem, wiecznie niedojrzałą osobą, która
              nigdy nie wiedziała - w przeciwieństwie do niej - czego tak naprawdę chce. To
              ja z nią zerwałem, gdyż sądziłem, że nie jestem gotów na oświadczyny, nie byłem
              pewny czy to ta jedyna, nie byłem gotów na życie tylko z jedną osobą. A może
              jej presja była zbyt silna? Ale to ja byłem niestabilny i humorzasty...Ona
              wręcz przeciwnie. To ja powiedziałem: rozstajemy się!

              Ona rzeczywiście jest nietuzinkową osobą o zainteresowaniach zupełnie innych,
              niż zainteresowania bohaterek kolorowych pisemek (choć i o to ją posądzałem).
              Oglądała co prawda "M jak miłośc" - czego nigdy nie znosiłem, ale potrafiła też
              coś dobrego przyrządić. Teraz wydaje mi się wręcz doskonałym materiałem na
              żonę :) A na dodatek do niedawna dokładnie wiedziała czego chce – chciała tylko
              mnie. A ja jej nie...

              I teraz jestem w kropce. Teraz jest trwoga. Bo ona już nie ma siły.. A przecież
              powiedziała, że jeszcze mnie kocha. No nie, moim zdaniem to wszystko jest bez
              sensu: Ona mnie kocha i ja ją też kocham, mam wreszcie dobre intencje, a i tak
              nie będziemy razem... co za historia. Bardzo trudno jest się z tym pogodzić..

              Czy ograniczałem jej osobowość? Na początku naszej przyjaźni było wręcz
              przeciwnie, ale z czasem się dostosowałem i zmieniłem tryb życia. Paradoksalnie
              ona mnie za to właśnie teraz przeprosiła, i sama zaczyna czerpać z życia
              garściami. Czy w takim razie byłem głupi? Na pewno zakochany, zresztą teraz też
              jestem, długo będę.

              Czuje, że właśnie tracimy coś tak fantastycznego, coś co już się nigdy nie
              powtórzy! A może to tylko przyzwyczajenie...ale przecież miłość polega na tym,
              żeby razem pokonywać przeciwności! Przecież straszniejsze rzeczy przytrafiały
              się ludziom, zdrady, rodzinne tragedie, rozstania na długie miesiące, i pomimo
              tego wiele kochających par wychodziło z tego razem!

              Zaczynam wierzyć, że nic nie dzieje się przypadkiem. Może te nasze spotkania
              spowodują, że coś się odmieni? Czy mam wyjść z inicjatywą? No pewnie,
              najprościej o wszystkim zapomnieć i dać sobie spokój - to żadna sztuka.
              Przecież i tak jeszcze nie raz się zakocham... ale to już nie będzie to
              samo.... Kiedyś będziemy żałować, że wszystko popsuliśmy...

              Dzięki za wszystko i pozdrawiam

              Ps. A kac już przestał mnie dręczyć, silny chłopak ze mnie :)
              • white.falcon No i jesteśmy "w domu", Thehighwaystar... 05.09.05, 20:41
                Dzięki, Thehighwaystar, za szczerość. Tak na moje oko dopiero teraz - po Twoich
                słowach o Tym, że to Ty zadecydowałeś o rozstaniu - puzzle w układance Twojej
                historii znalazły swoje miejsca. Wiesz, jak sądzę, dodatkowo do Twoich rozterek
                dodało się poczucie winy i obawa z rodzaju "czy przypadkiem nie tracę czegoś
                najważniejszego w życiu...". Ja nie mam na to pytanie odpowiedzi i podejrzewam,
                że nikt oprócz Ciebie tej odpowiedzi nie zna. Natomiast same obawy i ww.
                myślenie są jak najbardziej na miejscu, jak sądzę, Pani też ma poczucie winy,
                skoro przeprosiła Ciebie za "wymaganie byś się zmienił" - tak bym to nazwała.
                Może uprzedzę przed możliwą sytuacją, gdy można podjąć jakąś pochopną decyzję:
                wzajemnym prowokowaniem do poczucia winy u tej drugiej strony, wzbudzanie
                wyrzutów sumienia - dopiero można siebie tym "rozwalić". Natomiast musisz
                zastanowić się, czy chcesz wszystko naprawić. I tu tylko Ty sam możesz
                odpowiedzieć, nikt na świecie za Ciebie tego nie zrobi.

                Ech, Autorze, wcale nie chcę pogorszyć Twojego nastroju, ale jak sądzę z opisu,
                to nieźle musiałeś "zamęczyć" Panią tym, że tkwiła w sytuacji bez określenia
                się w którąś stronę. Niestety, kobieta (nie wszystkie, ale sporo z nich!) jest
                tak urządzona, że jeżeli znajdzie tego właściwego, to po jakimś czasie
                wspólnego zamieszkania, wspólnie spędzanego czasu będzie chciała, jak bym
                powiedziała - "określenia swojego miejsca w społeczeństwie". Może powiem, na
                czym, jak sądzę, z grubsza to polega: dziewczyna nie jest mężatką, a samotną
                osobą też nie, nie ma pewności co do tego, czy w jednej chwili partner nie
                stwierdzi, że "już dość" i nie wyjdzie, by nigdy nie powrócić. Niestabilna
                sytuacja nie daje jej możliwości "ruchu" w rozwoju w jakąkolwiek stronę. Gdyby
                była samotna - korzystałaby z życia, może szukała tego jedynego, ale w kręgu
                Przyjaciół i Znajomych byłaby traktowana jako samotna. W przypadku, gdyby była
                mężatką - inaczej byłaby odbierana. A tak jest odbierana jako ni to ni owo i do
                tego nie ma żadnej pewności z Twojej strony w tym, że warto angażować się w
                taki, a nie inny związek. Kobieta intuicyjnie wyczuwa nastawienie długoletniego
                partnera i wie, kiedy może być pewna, a kiedy nie, kiedy związek (nawet za 10
                lat!) przekształci się w małżeński, a kiedy jest to tzw. "trzymanie psa na
                uwięzi bez dawania mu kości". No i "zmęczyłeś" swoja Panią na tyle, że już nie
                mogła "kłaść uszki po sobie" i dlatego, po rozstaniu, twierdzi, że ma dosyć
                związków. Autorze, każdy by miał dosyć. Jest inteligentną, wartościową i
                uczuciową Dziewczyną (wnioskuję z Twojego opisu) i po Niej to, co się stało,
                nie spłynęło "jak woda po kaczce".

                Myśl, Thehighwaystar! I nie nadużywaj alkoholu - każdy jest mocny do chwili...
                Po co Ci dodatkowo kłopoty w pracy?

                Trzymaj się! Pozdrawiam, :-)
                Sokoliczka
          • Gość: emu Re: Potrzebne szybkie wsparcieeeeee ! ! ! ! ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.05, 13:34
            Mam dwie rzeczy na poprawienie Twojego humoru:

            1. Komplement: to porownanie kobiet do malp, ktore nie puszczaja jednej galezi,
            nim nie uczepia sie drugiej, jest do diaska trafne! mam wiele przyjaciolek i
            ich zyciorysy wystarczylyby na pare seriali, niektorych nawet zasluguja na
            powiesc, ale.... jedno jest jasne: jesli tylko istnieje taka mozliwosc,
            dziewczyna rzeczywiscie nie puszcza faceta dopoki nie znajdzie innego, mimo, ze
            pierwszego ma w zasadzie dosc. Meczy sie, ale czeka, az ktos zastapi
            pierwszego, ktory jest sredni i do szczytu marzen ma kilometry pod gorke.
            Swoja droga jak mozna byc z kims, kto nie jest szczytem marzen???? - To nie do
            Ciebie.

            2. Taka szarpanina, jak Ci los wlasnie zafundowal, musi miec swoj koniec -
            nadejdzie niewiadomo skad, i to szybko - a na dzis docenial brak nuuuudy.
            Chociaz tyle. I wyluzuj, pomysl o tym wszystkim po uprzednim wyproznieniu glowy
            z niepotrzebnych smieci (niesprecyzowane odczucia), odpusc najmocniejsze emocje
            i troche alkoholu. On nie pomaga, i nie mowie tego z perspektywy abstynentki, o
            nie.

            A! i ciesz sie, z trzeciej strony, ze tyle czujesz. na starosc juz tak nie
            bedzie :-)

            Gadam jak Grazyna Dobron, ale co tam.
            • thehighwaystar Re: Potrzebne szybkie wsparcieeeeee ! ! ! ! ! 05.09.05, 14:30
              Takie małpki pewnie też się zdarzają, lecz nigdy wcześniej nie mógł bym o mojej
              ex pomyśleć w ten sposób :)

              Pocieszasz pisząc, że wszystko nagle przejdzie. Tylko czy ja chcę, żeby Ona mi
              przeszła? Powiedziała, że mam nie udawać poszkodowanego, bo to była moja
              decyzja i to ona czuje się zraniona. Jasne: prościej być tym poszkodowanym, tym
              który potrzebuje pocieszenia! Emocje sprawiają, że odwracam całą sytuację, i
              samemu się stawiam w pozycji zranionego.... Chyba zamartwiam się na własne
              życzenie! Basta! Daje sobie spokój- nic na siłę, jeśli ona nie chce się dać
              przeprosić, to bez sensu dalej w tym tkwić.. a od teraz żadnych głębszych uczuć
              czy emocji :)

              Dzisiaj nie będę już tak ostro pił, znowu trochę pobiegam, bo jogging jest
              dobry na wszystko - na kondycję fizyczną, odreagowanie stresu, a przede
              wszystkim na linię, co też Ona ostatnio zauważyła, mówiąc, że schudłem :) eeeh
              nie chcę jej już nawet znać... ;(
              pozdrawiam
              • Gość: emu Re: Potrzebne szybkie wsparcieeeeee ! ! ! ! ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.05, 14:41
                z tym poszkodowaniem historia jest prosta,wydaje mi sie: lepiej byc
                porzuconym/zranionym/zdradzonym niz ta krzywdzaca strona, bo nie musisz siebie
                winic.
                POczucie, ze to ja zmarnowalam wszystko, zepsulam i zatracilam jest
                okropniejsze. Kto nosi poczucie winy ma gorzej. Jesli to ja zostalam
                zraniona/zdradzona bla bla to przynajmniej NIE MOGE SOBIE NIC ZARZUCIC , a
                przynajmniej mniej ;-). I to bardzo duzo, mozna zaczynac od nowa.

                Chyba tak sie czuje teraz Twoja (ex)dziewczyna, a Ty tylko bys chcial....

                I dlatego az tak Ci zle. Troche Toba to wszystko szarpie, raz tesknisz raz nie
                chcesz jej znac ;-)
                Pobiegaj, bo w odprezonym ciele, odprezony mozg. PO ZDROWKO!

          • samowolny Re: Potrzebne szybkie wsparcieeeeee ! ! ! ! ! 05.09.05, 14:11
            thehighwaystar napisał:
            >Zaproponowałem, że odprowadzę ją do domu, to tylko parę
            > przystanków dalej, zresztą fajnie było znów z nią porozmawiać, zobaczyć ten
            > uspakajający, jedyny w swoim rodzaju śmiech na jej prześlicznej buźce :)

            Widze ze masz skłonnosci masochistyczne więc męcz sie dalej i zyj ułudą ,
            płacz, nie śpij po nocach, pij coraz więcej alkoholu bo przeciez masz pretekst,
            mysl ciągle o tym coby było gdyby, żyj cały czas przeszłością...bo przeciez o
            to ci chodzi . Dlatego nic nie zmieniaj w swoim zyciu to takie ci odpowiada..I
            nie mow że jest inaczej bo jak by było to bys to już dawno zmienił...
            • thehighwaystar Re: Potrzebne szybkie wsparcieeeeee ! ! ! ! ! 05.09.05, 14:41
              Dzięki i za tą opinię!

              Nie, nie płaczę po nocach, a ostatnio piję już tylko dla zabawy i dla zabicia
              nudów ze znajomymi.
              Nie jest tak, że siedzę w domu i patrzę w ścianę – sporo rzeczy robię w
              międzyczasie :) po prostu nie zamknąłem jeszcze tamtej książki, licząc, że
              życie dopisze inne zakończenie. Niczego samemu nie prowokuję.
              Skoro traf chciał, żebym ją znów spotkał to niby co? Miałem udać, że jej nie
              znam? Choćby z szacunku do niej, chcę żebyśmy się dobrze wspominali. Może to i
              prawda że, jestem naiwniakiem, który sądzi, że wszystko się może zdarzyć, ale
              masochistą nie jestem z pewnością. Wiem, że jeśli zdecyduje się definitywnie
              odłożyć tę książkę na wysoką półkę, to szybko popłynę dalej nie patrząc za
              siebie... tylko troszkę szkoda po niemalże 7 latach, nie sądzisz?
              pozdrawiam
              • Gość: emu Re: Potrzebne szybkie wsparcieeeeee ! ! ! ! ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.05, 15:03
                nie tlumacz sobie przyczyn picia, wszyscy to robimy, he he.
                3 linijki wyzej napisalam chyba, ze lepiej pobiegac, czego sama nigdy nie robie.

                a na pewno siedmiu lat zal, oj zal. ja sobie po trzech zadaje pytanie, czy to
                byl czas zmarnowany czy sie po prostu pisala moja historia i czy nie wyszlam z
                tego czegos bogatsza, madrzejsza, piekniejsza (?), he he. Jakkolwiek
                pretensjonalnie to brzmi.
                Sprobuj sobie odpowiedziec na chyba piekielnie trudne pytanie, czy gdyby czas
                cofnac wszedlbys jeszcze raz w ten zwiazek.
                Ja mysle, ze tylko przyszlosc moze na nie odpowiedziec.
                A u Ciebie nie koniec zmagan juz dzis, choc zdaje sie, ze jestes zwolennikiem
                szybkich ciec.
                Daj czasowi czas ;-)
                • thehighwaystar Re: Potrzebne szybkie wsparcieeeeee ! ! ! ! ! 05.09.05, 16:04
                  Tak też myślę i ja – sport to zdrowie :)

                  Na sam koniec dniówki dodam tylko (zaraz kończę robotę:)), może tak trochę z
                  żalem, ale postarajcie się mnie zrozumieć – a więc kiedyś w zamierzchłych
                  czasach naszego bujnego związku, kiedy Ona zrobiła coś, czego, jak twierdziła
                  później, okropnie żałowała, coś co jak sądzę w 95-99% przypadkach kończy się
                  rozstaniem i spaleniem mostów (łagodna wersja) ja wówczas postanowiłem o tym
                  zapomnieć i dać nam jeszcze jedną szansę. Zrobiłem to wtedy trochę z lenistwa a
                  trochę z współczucia, gdyż nie mogłem patrzeć na nią jak się wtedy kajała,
                  płakała, przepraszała...Może takich rzeczy nie powinno się wyrzucać, ale teraz
                  chyba łatwiej zrozumieć moje rozżalenie, złość i smutek: nie mówcie zatem, że
                  nie mam prawa czuć się zranionym. Nie mówcie też, że wtedy to była moja decyzja
                  i sam chciałem jej wybaczyć- tutaj chodzi o ludzkie uczucia które sobie nie raz
                  deklarowaliśmy - wtedy gdy Ona potrzebowała wparcia, ja dla niej byłem, dalej
                  kochałem, a teraz? Ona się na mnie wypieła i koniec – i nie ważne kto dał
                  pretekst, tylko kto ten pretekst skutecznie wykorzystał. Ludzie się zmieniają.

                  Przynajmniej mam nauczkę, żeby w przyszłości takich „przypadków” nie wybaczać,
                  i niczego nie ciągnąć z przyzwyczajenia. I nauczyć się lepiej dobierać następne
                  partnerki....

                  Pozdrawiam
    • Gość: siwa Re: Potrzebne szybkie wsparcieeeeee ! ! ! ! ! IP: *.elb.vectranet.pl / 81.15.226.* 07.09.05, 19:42
      powinienes sie zmienic wlasnie byly lepsze i gorsze chwile musisz nie robic z
      siebie idiote a wzbudzic w niej uczucie... i nie pomoga na to kwiaty. i co
      cieszysz sie ze masz kolegow piscie ttd a ja?? postaraj sie dla niej a nie
      siedzisz i uzalasz sie nad soba przy browarku lub wodeczce. zapomnij o tym i
      zajmij sie nia poswiec jej uwage postaraj sie sobie przypomniec jak to bylo na
      poczatku jak musiales ja zdobyc sprobuj to zrobic na nowo mozen sie uda:) zycze
      powodzenie!
    • thehighwaystar Potrzebne szybkie wsparcieeeeee ! ! ! ! ! 08.09.05, 11:06
      Tak, kwiatki nie wystarczą – to już wiem, bo przedwczoraj udałem się do niej z
      bukietem... Niestety uznała, że świruję, utrudniam i generalnie mam jej dać
      spokój. Znów rozmawialiśmy prawie 2 godziny. Powiedziała, że rzeczywiście
      zmieniłem się, ale i tak już nie mogłaby ze mną być, chce teraz pobyć sama,
      poznawać świat, innych chłopców, a jeśli może jej to kiedyś przejdzie, to i tak
      będzie dla nas zbyt późno, bo ja pewnie kogoś znajdę.... Teraz czuje się fajnie
      mając w końcu kolegów, nie przejmując się mną. Powiedziała, żebym lepiej więcej
      nie przychodził, bo sprawiam, że znów dostanie wrzodów żołądka :-)

      Chcę czekać, aż jej ten okres minie, kochać, tęsknić, ale jednocześnie jakoś
      delikatnie próbować przypominać jej o tym, że żywię do niej szczere uczucie.
      Sytuacja jest beznadziejna. Może nie ma już powrotu? Kiedy byłem dla niej zbyt
      szorstki i zimny – było źle, kiedy wreszcie się obudziłem – jestem w jej oczach
      ciepłą kluchą. A oprócz tego dodała, co mnie naprawdę rozbawiło, że gdybym
      powiedział jej takie rzeczy 2 miesiące temu, to normalnie posikałaby się ze
      szczęścia do kieszeni :-) Czy dziewczyny mogą stać się nagle takie nieczułe?
      Czy ona w takim układzie już kogoś musi mieć?

      Walczyć, odpuścić, sam już nie wiem, a jeśli to chwilowe? W sumie i tak prędko
      nie przestanę jej kochać, nawet gdybym chciał. A może ona właśnie teraz
      pokazuje swoje prawdziwe JA? W sumie nie zachowywała się jak kiedyś,
      rzeczywiście jest inna i sam nie wiem, czy wyszło jej na dobre. Mówiła, że
      przeżywa swój bunt – moim zdaniem po prostu zwariowała i na niczym jej nie
      zależy. A jeśli zrobi coś głupiego pod wpływem chwili i potem będzie
      żałowała...? Mówi: może zadzwonie do ciebie za miesiąc, spytać się jak leci,
      ewentualnie umówić się na jakiś szybki sex, no bo przecież kobiety muszą sobie
      jakoś radzić... fuck

      Dzisiaj są moje urodziny, więc staram się być optymistą, chociaż pewnie i tak
      ona nawet nie wyśle krótkiego esemesa. O taak, normalnie happy birthday.

      Jeśli ktoś chce dołożyć swój komentarz, to proszę wczytać się w tytuł wątku.

      pozdrawiam
      • white.falcon Zyczenia urodzinowe :-) i nie tylko 08.09.05, 11:48
        Thehighwaystar, życzę Ci zdrowia mocnego jak skała, życzę, by smutne myśli
        Ciebie opuściły i świat znów był dla Ciebie miejscem przyjaznym i miłym, no by
        na Twojej ulicy zaświeciło słoneczko, w tej chwili nie całkowicie, no może
        deczko. :-)

        Wiesz, Autorze, dlaczego Pani nie chce, byś teraz z Nią się kontaktował?
        Niestety, ale Twoja obecność rani jej uczucia, bo, jak już wyżej pisałam, ona w
        jakiś tam sposób zawiodła się na Tobie i dokonała wyboru poprzez rozsądek.
        Teraz pracuje nad tym, by uciszyć serce. To, że prowadzi życie towarzyskie, że
        ma masę zajęć - to sposób na ucieczkę (uświadomiony, czy nie - inna sprawa) i
        zresztą nie najgorszy (mogła przecież wdać się w "złe" towarzystwo, zacząć
        pić). Nie sądzę, że kogoś tam ma. Skoro mówi tak, jak opisujesz, a do tego jest
        taka, jak ją opisałeś, to nie stać ją na zaczynanie jakichś nowych związków.
        Natomiast to, że wydała Ci się inną osobą - ona się nie zmieniła to jest
        tylko "pancerzyk ochronny" - chce wydać się Tobie mniej atrakcyjna, chce przed
        Tobą "zagrać" taką osobę, jaką napewno byś znielubił, byś ograniczył z Nią
        kontakty. Nic tu nie wymyślisz, tak moim zdaniem. Jeżeli już coś ma między Wami
        naprawić się, to nie licz na to, że nastąpi to w najbliższym czasie. Daj
        Dziewczynie pobyć samej, ale nie urywaj z Nią kontaktu - raz na jakiś czas
        zadzwoń towarzysko pogawędzić, nadaj SMS-a, by wiedziała, że o Niej pamiętasz.

        Głupot, jak sądzę, nie narobi, bo z opisu wnioskuję, że jest to osoba rozsądna
        i nie nalezy do rodzaju ludzi, którzy robią coś, a potem myślą. Wręcz mi się
        wydaje odwrotnie. Nie jest dzieckiem, nie jest niezaradna, potrafi samodzielnie
        dawać sobie radę. Rozumiem, że chciałbyś widzieć w Niej dziewczynkę bezradną,
        która wymaga oparcia i bez Ciebie ani rusz, ale tak nie jest. Owszem, są
        kobiety, które koniecznie to oparcie muszą mieć, ale są i samodzielne, które w
        Panach widzą partnerów, a nie oparcie. Sadzę, że opisywana przez Ciebie osoba
        nalezy do tej drugiej kategorii.

        Trudno jest przyzwyczaić się do mysli, że ktoś, kto był obok, żyje swoim zyciem
        i nie wiemy, co w jego życiu dzieje się. Pani, jak wnioskuję z opisu, nie chce
        Ciebie wtajemniczać w jej sprawy, przestała uznawać "razem" i zyje "osobno",
        odcięła więź tego rodzaju. Ma prawo, skoro tak, a nie inaczej wybrała.

        Napewno, jak sądzę, dostaniesz zyczenia urodzinowe od Niej. Tylko nie ciesz się
        zbytnio, bo to będzie świadectwo tego, że jest dobrze wychowana i nie jest na
        Ciebie zła. Nie świadczy o żadnym ponownym nawiązywaniu kontaktu, czy czymś
        podobnym. Świadczy o pamięci i sympatii do Człowieka, który kiedyś był Jej
        bliski.

        Trzymaj się, Thehighwaystar,
        Pozdrawiam i raz jeszcze zyczę dobrych chwil w Dzień Urodzin,
        Sokoliczka
        • thehighwaystar Dzięki Sokoliczko za wszystko :-) 08.09.05, 12:43
          Droga Sokoliczko,

          Dziękuje Ci bardzo, bardzo, bardzo za Twoje życzenia! I jeszcze w ogóle
          dziękuję za wszystkie Twoje niezwykle cenne słowa i ten czas który dla mnie
          poświęciłaś, dziękuję – to miło wiedzieć, że jest ktoś, kto serdecznie myśli i
          kto dobrze życzy.
          A tak w ogóle jeśli chcesz, zapraszam jutro wieczorkiem do siebie na
          symbolicznego kielonka i zagrychę :-)

          Właśnie, właśnie.. przed chwilą miłość mego życia zadzwoniła do mnie z
          życzeniami urodzinowymi.. jak spędzam dzień moich urodzin? Hehe jakoś tak nie
          specjalnie, chociaż się staram...
          Ją też zaprosiłem, ale oczywistym jest, że przecież to nie był najlepszy
          pomysł... Ona jest taka wspaniała, taka cudowna, ale powiedziała, że chyba chce
          być teraz sama, że może chce wyjechać za granicę bo w pracy nienajlepiej..że
          odezwie się jeszcze.. Życzę jej jak zwykle jak najlepiej, a że miłość jest też
          egoistyczna, nic nie poradzę :-(

          Wcale nie zrobiło mi się lepiej, wręcz przeciwnie... wiem, że muszę uszanować
          jej decyzję, że pewnie już nigdy nie będziemy razem...czuje, że zaraz dostanę
          palpitacji serca albo porzygam się z tej całej miłości. Tak źle..

          W każdym razie jeszcze raz dzięki za życzenia, zaproszenie potraktuj poważnie :-
          ) wracam do roboty bo oszaleje....
          pozdrawiam serdecznie
          • white.falcon Dziękuję i mam nadzieję, że Urodziny... :-) 08.09.05, 21:19
            Tobie się udają. I mam nadzieje, że złożone przeze mnie życzenia sprawdzą
            się. :-)

            Wiesz, Thehighwaystar, nie każde Urodziny muszą być koniecznie takie, jak sobie
            wymyślimy, czy zaplanujemy. Kiedyś mnie los doświadczył Urodzinami takimi, że
            lepiej nic nie mówić. Zamiast spotkania z Najbliższą Osobą i Przyjaciółmi,
            zamiast składania życzeń i radosnej zabawy spędziłam je rycząc jak bóbr na
            pogrzebie właśnie tej najbliższej mi osoby. Wszystko stało się tak nagle,
            niespodziewanie, tyle było planów, jeszcze cztery dni przed moimi Urodzinami,
            by następnego dnia zdezaktualizować się bezpowrotnie. Minęło kilka lat w
            trakcie których uświadomiłam sobie, że żyję dalej, że nie zmarłam ja i że moje
            życie nie skończyło się, tym bardziej, że ta Osoba napewno by nie życzyła tego,
            więcej, zapewne zyczyłaby, bym zycie ułożyła sobie na nowo, a nie zamartwiała
            się bez końca, patrząc tylko w przeszłość. Tak los po coś chciał i trzeba z tym
            pogodzić się, przyjąć to jako doświadczenie życiowe i żyć. Nikomu, nawet
            wrogowi, nie życzyłabym takich Urodzin, jak wtedy moje, ale teraz każde moje
            kolejne uznaję za te dobre i udane, choć może nie zawsze każdy o nich pamięta.

            Pamiętaj, Thehighwaystar, że nasze przeżycia - i Twoje i moje - z perspektywy
            spojrzenia innych ludzi, którym jest gorzej (np. chorych na coś) nie są
            poważne, choć dla nas są najważniejsze, bo to my ich przeżywamy. Nie wolno
            jednak dać się zdominować trapiącym nas nieszczęściom, trzeba umieć im się nie
            dać, by potem powiedzieć: "przeżyłem, jestem mądrzejszy, wyciagam wnioski i
            będę lepszy".

            Serdecznie dziękuję za zaproszenie - to miłe z Twojej strony. Sympatyczna
            niespodzianka dla mnie. Jednak sądzę, że ten temat mozna omówic w mailu, bo
            jednak jest to forum publiczne. Jeżeli masz chęć, to napisz na mój adres
            mailowy: white.falcon@gazeta.pl

            Pozdrawiam serdecznie i trzymaj się,
            Sokoliczka
    • thehighwaystar potrzebna nadzieja :-( 08.09.05, 14:12
      Droga Sokoliczko,

      Powiedz mi jeszcze tylko, ale bez picu, czy znasz albo słyszałaś o przypadkach
      szczęśliwych powrotów ? Czy jest możliwe, że nic przez ten czas się nie
      wydarzy, że Ona nie zakocha się w kimś, zacznie mnie kochać na nowo i wszystko
      się ułoży?
      O rety reny, jak ja jestem naiwny.....
      • white.falcon Re: potrzebna nadzieja :-( 08.09.05, 21:21
        Wszystko jest możliwe i to Ci powiem bez picu. Los pisze takie scenariusze w
        naszym życiu, że przy nich wyobraźnia ludzka jest pikusiem. Znam i takie
        powroty, znam i rozstania na amen - w podobnych sytuacjach. Ale każda sytuacja
        jest inna, jedno jest pewne - sytuacje różnych ludzi nigdy nie są podobne do
        siebie, są inne, tak, jak każdy człowiek jest inny.

        Dobrego urodzinowego wieczorku Ci życzę,
        Sokoliczka
        • Gość: Ja Potrzebne wsparcie vol.II IP: *.dip.t-dialin.net 02.10.05, 15:50
          Moja dziewczyna tez postanowila sie ze mna rozstac po 3 latach kochajacego sie
          zwiazku.Bylem jej pierwszym facetem,starszym o 8 lat.A wszystko zaczelo sie
          ponad 2 miesiace temu,kiedy dowiedzielismy sie,ze jej ojciec jest smiertelnie
          chory.Niestety jej ojciec zmarl 2 miesiace po tej tragicznej wiadomosci a ponad
          3 tygodnie temu byl jego pogrzeb.Wszystko zaczelo sie psuc kiedy dowiedzielismy
          sie o tej chorobie.Jest jedynaczka,zaczela sie martwic co to dalej
          bedzie,zaczela zastanawiac sie nad nami,co to z nami dalej bedzie i wogole na
          wszystko zaczela patrzec z pesymizmem.W koncu powiedziala,ze ona teraz chce byc
          sama,zebym nie mowil jej ze ja kocham i wogole o milosci bo ona w tej chwili
          nie moze odwzajemnic tego uczucia.Stwierdzila,ze potrzebuje czasu bo sie
          pogubila i musi sobie poukladac swiat na nowo a teraz chce byc tylko z matka i
          umierajacym ojcem.Bolalo mnie to bardzo bo wiele czasu spedzalem z nia i jej
          rodzicami tez,bylismy bardzo zzyci,chcialem byc z nimi w tych trudnch
          chwilach.Zaproponowala miesiac przerwy a pozniej spotkanie i szczera
          rozmowe.Niestety w miare pogarszania sie stanu zdrowia jej ojca bylo coraz
          gorzej.Byla zalamana,jednoczesnie chciala byc sama choc bardo chcialem byc przy
          niej.Nagle po 2 tygodniach oswiadczyla ze z nami koniec,juz nigdy nie bedziemy
          razem i wogole nie chce zadnych spotkan i rozmow o nas bo to nie ma
          sensu.Przezylem szok i zalamanie.Nie wiedzialem co robic.Mieszkamy w roznych
          miastach,dzieli nas 250km.Nie chciala rozmawiac,pisalismy tylko na gg.Ja
          oczywiscie pisalem jej,ze tak nie mozna po 3 latach,ze przeciez kochalismy sie
          i kochamy a ona swoje,ze to koniec i juz mnie nie kocha i zebym uszanowal jej
          wole,ze chce byc sama i zebym juz wiecej do niej nie pisal.Zalamany nie
          wiedzialem co robic,nie pisalem tak jak chciala,ale wiecorem sama napisala i
          zapytala czy nie jest mi smutno,ale co mialem napisac,napisalem ze jest mi
          zle.Ona napisala,ze jest emocjonalnie wyprota,ze sytuacja z ojcem ja przerosla
          jednoczesnie nie chciala mojego przyjazdu.Prosila o zrozumienie,ze teraz nie ma
          czasu dla mnie.Zaczelismy pisac znowu,ale glownie rano na dzien dobry i
          wieczorem na dobranoc i rowniez stanie zdrowia jej ojca.Pewnego niedzielnego
          ranka napisala,ze tata coraz bardiej slabnie i to sa chyba jego ostatnie
          dni.Nie wytrzymalem,wsiadlem w samochod i bez zapowiedzi pojechalem do szpitala
          do jej ojca.Ona tam byla przy nim.Przywitalem sie,posiedielismy chwilke,jej
          matka zaproponowala,zebysmy pojechali do domu porozmawiac sami w
          spokoju.Pojechalismy.Jechalismy w milczeniu.W domu nie chiala wogole slyszec o
          jakichkolwiek uczuciach,milosci do niej.Rozplakala sie kiedy mowilismy o
          ojcu,ale nie pozwolila sie przytulic,objac,powiedziala ze nie chce.Wypilismy
          kawe,zaczelismy wiec rozmawiac o roznych rzeczach z naszego zycia
          codziennego,generalnie o pie..ch unikajac mowienia o milosci.Zaczelo sie
          robic milo,poszlimy do jej pokoju,pokazala mi swoje nowe kwiaty na balkonie a
          pozniej wlaczyla nastrojowa muzyke i powiedzial,ze sie polozy na
          troche.Polozylem sie przy niej i w miare uplywu czzasu zaczalem ja tulic i
          glskac po glowie,czule cmokac.Nie protestowala,bylo jej dobrze,pytala co u mnie
          w domu i wogole.´Dalej bylo milo,myslalem,ze wszystko jakos powoli wraca do
          normy.Pozniej byl obiad a po nim odwiozlem ja szpitala do ojca i mialem sobie
          jechac,ale zaproponowalem,ze posiedze z nia,zgodzila sie.Zrobilo sie
          pozno,zapytalem czy nie mogl bym u niej przenocowac i rano pojechac.Zgodzila
          sie,ale pod warunkiem,ze nie bedziemy spali razem ja wczesniej tylko w
          oddzielnych pokojach.W domu jednak jakby to odeszlo w niepamiec i jak za
          dawnych czasow razem polozylismy sie do lozka.Spalimy wtuleni,czulem,ze jest
          jej dobrze i ze brakowalo jej tego.Nad ranem juz nie moglem spac.balem sie
          rana,co bedie,co powie jak sie obudzi.Obudzila sie i powiedziala,ze chce byc
          sama,zebym zajal sie swoim zyciem bo ona chce byc sama,nie chce sie z nikim
          wiazac,ze to nie chodzi o mnie bo przeciez jestem czulym,kochajacym facetem i
          powinna byc szczesliwa,ze jest tak kochana ale nie jest i nie wie jak to sie
          stalo,choc do niedawna swiata poza soba niewidzielismy.Przezylem kolejny szok i
          zalamanie,rozplakalem sie jak dziecko a ona swoje,ze jej przykro,ale pewnie
          znajde sobie kiedys jakas fajna dziewczyne.Widzialem,ze tez jest jej ciezko i
          to co mowila,jest do niej niepodobne.Zjedlismy sniadanie no i przyszedl czas na
          wyjazd,trudny i ciezki.Stanelismy przed brama domu,czule sie
          pozegnalimy,powiedzialem jej,ze jest jedna jedyna dla mnie i tylko ja kocham,ze
          rozumiem ja,ze teraz nie ma czasu dla mnie,ale czas musi zrobic swoje,przeciez
          kochalismy sie,bylismy dla siebie wszystkim,ze nie wyobrazam sobie zycia bez
          niej.Wrocilem do domu,wyslalem jej smsa,ze calo dojechalem.Ona odpisala,ze
          wieczorem moze zadzwoni do mnie i zadzwonile.Byla mila rozmowa,ciepla o tym co
          robila przez caly dien,co pozalatwiala na koniec powiedialem,ze ja bardzo
          kocham,powiedziala,ze wie o tym,powiedielismy sobie dobranoc.Wrocilem do domu w
          poniedzialek a w sobote rano zadzwonila i powiedzilala,ze tata
          zmarl.Prosila,zebym jednak nie przyjezdzdal,ze chce byc sama z matka i zebym
          uszanowal ich wole i ze poda mi termin pogrzebu.Coz mialem zrobic,nie
          pojechalem choc bardzo chcialem.W poniedzialek dala znac,ze pogrzeb jest w
          srode i w dalszym ciagu powiedziala,ze chca byc z matka same i ze nawet rodzina
          tez pojawi sie dopiero w dzien pogrzebu.Pojechalem wiec na pogrzeb.Byla
          mila,ale jakby obojetna,nie spodziewalem sie niczego innego zwazywszy na jej
          stan szoku,zalamania.Bylem caly czas w jej poblizu.Po pogrzebie chcialem
          zostac,byc przy niej,wspierac,opiekowac sie,przytulic,ale ona powiedziala,ze
          nie chce.Powiedziala,ze nie jest w stanie teraz na spotkanie ze mna czy na
          rozmowy.Moze za jakis czas jak ochlonie.Coz,pozegnalismy sie.Wieczorem
          zadzwonila do mnie,podziekowala za przybycie na pogrzeb.Powiedziala,ze nie ma
          teraz ochoty na zadne spotkania,ze teraz najlepiej jej tylko samej z
          matka.Generalnie stwierdzila,ze z nami juz koniec,zebym sie nie ludzil ze
          jescze mozemy byc razem,ale ja powiedzialem swoje co do niej czuje i
          wogole.Powiedziala tez,ze sa u niej moje rozne rzeczy ale ma nadzieje,ze nie
          zalezy mi teraz na tym aby je teraz zabrac tylko przy okazji innym
          razem.Prosila,zebym nie dzwonil i nie pisal smsow.Zakonczyla rozmowe.Kolejne
          zalamanie ale jednoczesnie myslalem sobie,ze czlowiek w jej stanie nie moze
          trzezwo myslec i ze na trzezwe myslenie przyjdzie jeszcze czas.Od tego czasu
          przestala sie odzywac wogole.Ja wysylalem jej jednego smsa dziennie z lozka na
          dobranoc.Po 2 tygodniach chcialem do niej zadzwonic,porozmawiac,ale nie
          odebrala.Odpisala mi zaraz na gg ze przeciez dala mi jasno do zroumienia,ze
          poki co nie ma ochoty na kontakt ze mna i zebym to uszanowal i zebym nie
          dzwonil i nie pisal nawet tego jednego smsa bo to ja tylko jeszcze bardziej
          drazni i czuje wieksza niechec wiec powiedziala,zebym sobie odpuscil jak nie
          chce pogorszyc sytuacji.Coz czwarty dzien milcze jak sobie zyczyla.Od ponad
          dwoch miesiecy przezywam koszmar,nie moge jesc,spac,caly czas mysle tylko o
          niej.Boze,jesczcze w lipcu nigdy bym nie przypuszczal,ze nasze zycie tak
          wywroci sie do gory nogami.Byly wspaniale plany wakacyjne i
          wogole.Ustalilismy,ze bede u niej za 4 tygodnie,mam tez zabrac swoje rzeczy
          ktore u niej zostaly.Boje sie tego spotkania,nie chce zeby bylo ostanim
          spotkaniem.Zastanawiam sie czy wogole po te rzeczy jechac,moze niech tam
          leza,troszke ubran,moze beda jej przypominac o mnie,sam nie wiem.Ktoregos dnia
          bylem wieczorem pod jej domem,popatrzylem sobie na okna jej pokoju w ktorym
          przezylismy tyle pieknych chwil.Myslalem ze bedzie mi lepiej a bylo tylko
          gorzej odjezdzac spod jej okien.Boje sie tego spotkania,caly czas mam i bede
          nadzieje,ze kiedys bedziemy znowu razem,ze czas zrobi swoje bo ni

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka