rahel1
07.11.02, 22:29
Tytułem wstępu: nie udało mi sie zalogować pod nickiem, który sobie wybrałem,
pisząc jako gość, więc pozwoliłem na jego lekką modyfikację. A oto historia:
"Wyobraźcie sobie senne miasteczko, które budzi sie rano spowite zapachami
nadlatującymi z dworca PKP po przejściu jednego z nielicznych tu pociągów.
Wyobraźcie miasteczko o dachach z czerwonej dachówki, o uliczkach z kocimi
łbami, gdzie niegdzie litościwie przykrytymi asfaltem, z górującym nad
otoczeniem kościółkiem ze spiczastą, jak czapka Tatara dzwonnicą, zameczkiem
poniemieckim i takimiż poniemieckimi domkami. Tu ludzie wiedzą, kto kupił
nowe kafelki, kto nabył większą ilość wędliny w sklepiku, kto nie odwiedził
cmentarza, położonego kilka kilometrów za miastem. Jeżeli wyobraziliscie
miasteczko, to bez trudu wyobrazicie sobie Ich - parę, dorastającą razem,
bawiącą się najpierw w jednej piaskownicy, chodzącą do jednego przedszkola,
szkoły, liceum. Zaprzyjaźnionych i skłóconych ze sobą w różnych latach, a
ostatecznie - będących parą, planującą pod czujnym i pobłażliwym okiem obydwu
rodzin wspólną przyszłość, będącą dla ich bliskich prostą jak promień słońca:
jakaś poczciwa praca, przejęta w "spadku" po odchodzącej na emeryturze
ciotecznej Cioci dla Niej, studia i powrót do miasteczka do pracy - dla
Niego, dzieci, mieszkanko, spokojne życie, takie, jakie wiodą rodzice,
sąsiedzi, krewni. Może tak by się i stało, gdyby nie jedno wydarzenie, które
pociągnęło za sobą lawinę innych zdarzeń, prowadzących do rozwiązania, które
wstrząsnęło sennym duchem miasteczka, a czy zmieniło jego duch - to się
okaże..."
Jeżeli jesteście ciekawi, to mogę opowiedzieć dalej.
Pozdrv.