14.11.02, 14:53
..właśnie..rozwód to porażka czy ulga..???
w moim wypadku (mimo wszystko) oznacza to drugie....
Obserwuj wątek
    • meduza4 Re: Rozwód 14.11.02, 14:55
      To drugie....
    • Gość: grogreg Re: Rozwód IP: proxy / 212.160.165.* 14.11.02, 15:00
      Taktyczne zwyciestwo
      Strategiczna kleska
    • kaprikorn Re: Rozwód 14.11.02, 16:29
      Nie wiem. Mam mieszane uczucia.
      • meduza4 Re: Rozwód 14.11.02, 16:42
        Bo sie nigdy pewnie nie rozwodziles...
        • kaprikorn Re: Rozwód 14.11.02, 16:45
          meduza4 napisała:

          > Bo sie nigdy pewnie nie rozwodziles...

          A właśnie, że tak.
          • meduza4 Re: Rozwód 14.11.02, 17:09
            kaprikorn napisał:

            > meduza4 napisała:
            >
            > > Bo sie nigdy pewnie nie rozwodziles...
            >
            > A właśnie, że tak.
            >

            To ty tez???
            A ja nie mam mieszanych uczuc, ja sie nawet ciesze :)))
    • Gość: capricorne13 Re: Rozwód IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 14.11.02, 19:44
      Odwaga !
      • ja_nek Re: Rozwód 14.11.02, 22:33
        Nie przeżyłem tego osobiście, ale z tego co widziałem, to ulga, ale i
        świadomość klęski.
        Zamknięcie rozdziału i możność uładania sobie (po jakimś czasie) wszystkiego od
        nowa (pierwsze myśli o tym to obrzydzenie i "nigdy więcej tego błędu").

        Pozdrawiam
        Janek
    • puntko Re: Rozwód 14.11.02, 22:40
      myślę, że każdy przypadek jet indywidualny, jeden przyjmie to jako klęske inny
      jako ulgę,, u innych może byc najpierw klęska która przerodzi się w ulgę. ale
      w każdym przypadku jest to przeżycie zostawiające slad w duszy i sercu na całe
      życie
      P
    • matrek Re: Rozwód 15.11.02, 10:37
      samowolny napisał:

      > ..właśnie..rozwód to porażka czy ulga..???
      > w moim wypadku (mimo wszystko) oznacza to drugie....


      W moim też - będzie, gdy to wszystko w końcu się zakończy...
    • bromba13 Re: Rozwód 15.11.02, 14:07
      naprawdę mówicie, że ulga? Bo ja się jakoś nie mogę zebrać, a jest tylko gorzej
      i gorzej... A gdzieś w podświadomości mam, że rozwieść się to przyznać do
      przegranej...Tylko na cholere mi taka wygrana jak to małżeństwo???
      A tak na marginesie mozecie podpowiedzieć jak długo trwa zabowa z rozwodem?
    • bromba13 Re: Rozwód 15.11.02, 14:08
      naprawdę mówicie, że ulga? Bo ja się jakoś nie mogę zebrać, a jest tylko gorzej
      i gorzej... A gdzieś w podświadomości mam, że rozwieść się to przyznać do
      przegranej...Tylko na cholere mi taka wygrana jak to małżeństwo???
      A tak na marginesie mozecie podpowiedzieć jak długo trwa zabawa z rozwodem?
      • kasia-s Re: Rozwód 15.11.02, 14:29
        Przy braku dzieci i porozumieniu stron dwa do trzech
        miesięcy
      • meduza4 Re: Rozwód 15.11.02, 14:36
        Gorzej jak porozumienia stron nie ma,
        bo jedna osoba uparla sie zeby robic
        na zlosc drugiej.... U mnie problem ciagle
        aktualny, dobrze, ze nie mieszkamy razem,
        bo wtedy nie mowilabym z tak radosnym
        usmiechem, ze ulga.......
        Niech sie ciagnie, ile chce -ja to przezyje:))))))
        • bromba13 Re: Rozwód 15.11.02, 15:19
          Dzieki- dzieci brak, jak by było z porozumieniem nie wiem- wydawało mi się w
          pewnym momencie, że oboje mamy dosyć, ale potem dowiedziałam się że jak chcę
          odejść to do widzenia, ale nic nie dostanę- fajnie nie? Mieszkanko, fakt mąż
          kupił sobie przed ślubem i się go nie czepiam, ale jakoś przeoczył, że przez
          pięć lat wszystko kupowalismy ze wspólnej kasy, jak również że parę rzeczy ja
          ze sobą przyniosłam (np. samochód, który w trakcie małżenstwa zmienilismy na
          drugi- i ten juz oczywiscie jest panski)... smutne to jednak strasznie...
          • meduza4 Re: Rozwód 15.11.02, 16:05
            Ja na szczescie nie mam problemow z podzialem
            majatku... bo tyle mojego ile mam na sobie...
            Niczego sie razem nie dorobilismy no ale jak sie
            ksieciu panu nawet pracowac nie chcialo
            i musialam go utrzymywac... W koncu jak mi sie
            fuchy pokonczyly i musial isc do pracy, to oswiadczyl,
            ze on nie bedzie ze mna sypial w tym ukladzie...
            No i tak sie wszystko rozlecialo -proponowalam
            ugode -odmowil... Na rozprawe pojednawcza
            -nie przyszedl... W poniedzialek jest kolejny termin,
            pewnie tez nie przyjdzie... I po co to wszystko?
            Zeby mi nerwy szarpac? Ja jestem cierpliwa,
            a o ile sie orientuje w polskim prawie -te numery
            moga zostac zinterpretowane na jego niekorzysc....
            • bromba13 Re: Rozwód 16.11.02, 15:26
              to też ciekawego gościa trafiłaś... a kto złożyl pozew- Ty czy on?
              • meduza4 Re: Rozwód 17.11.02, 19:14
                Ja złożyłam pozew. Przecież on by nigdy nie złożył z własnej
                inicjatywy... To w ogóle była cała historia -facet po ślubie
                okazał się kimś całkiem innym niż to deklarował przed ślubem...
                • bromba13 Re: Rozwód 18.11.02, 16:28
                  rany, moze to jakis standard? U mnie to samo- wyszlam z fajnego spontanicznego
                  faceta, zapatrzonego we mnie i robiacego milion planow na wspolna przyszlosc, a
                  zyje z zapatrzonym w siebie egoista, ktoremu generalnie jest obojetne wszystko
                  oprocz aktualnej pasji. A takich pasji ma 10 na rok (motory, pilka nozna,
                  koszykowka, fotografia itp- w każda idzie pelne zaangazowanie i czas)- szkoda
                  ze ja- jak wyglada -bylam tylko jedna z nich. A smieszne to strasznie ze ja
                  chcialam byc z nim bez slubu, a on nalegal, ze to wazne i w ogole co rodzina
                  pomysli (jego- bardzo staroswiecka)i efekt jest taki ze bez tej metryczki juz
                  dawno bylabym za drzwiami i wiadomo by bylo co moje co jego- a tak siedzie i
                  sie jeszcze zastanawiam czy to porazka i dlaczego...
                  • samowolny Re: Rozwód 21.11.02, 15:35
                    Widze , ze wiekszość po rozwodzie osiąga spokój...a czy jest to spokoj
                    wewnetrzny takze? czy tylko sa to pozory spokoju.?
                    ja dopiera po pół roku od rozwodu osiągnąłem spokój wewnętrzny...
                    bo ten zewnetrzny nastał z chwilą rozwodu....
                    • meduza4 Re: Rozwód 21.11.02, 15:40
                      Ja spokoj osiagnelam przed rozwodem,
                      bo on po prostu spakowal swoje manele i sie
                      wyprowadzil ledwo wnioslam pozew. Chyba to
                      jest latwiejsze jesli nie mieszka sie razem w takiej
                      sytuacji.
                    • kwasna_cytryna Re: Rozwód 21.11.02, 15:50
                      samowolny napisał:

                      > Widze , ze wiekszość po rozwodzie osiąga spokój...a czy jest to spokoj
                      > wewnetrzny takze? czy tylko sa to pozory spokoju.?
                      > ja dopiera po pół roku od rozwodu osiągnąłem spokój wewnętrzny...
                      > bo ten zewnetrzny nastał z chwilą rozwodu....

                      a to chyba zalezy, jak burzliwie bylo przed rozwodem i na ile ludzie zdolali
                      sie w tym czasie znienawidziec.
                      moze moj przypadek bedzie nietypowy, bo wszystko odbylo sie nadwyraz spokojnie,
                      ale do stanu wewnetrznego spokoju dochodzilam pare ladnych lat.
                  • meduza4 Re: Rozwód 21.11.02, 15:37
                    Bromba -to chyba standard!
                    U mnie bylo tak samo i to on naciskal na slub,
                    bo rodzina naciskala na niego!
                    • Gość: wetka Re: Rozwód IP: *.pila.cvx.ppp.tpnet.pl 21.11.02, 22:45
                      no coz, dziewczyny opowiacacie swoje historie, pozwolcie, ze i ja wam cos
                      powiem.....
                      po dziewieciu latach moj eks znalazl sobie mlodsza, siedemnastolatke. zapraszal
                      ja do domu pod moja nieobecnosc, gowniata bawila sie moimi kosmetykami,
                      ubierala w moje ciuchy, nawet synow moich probowala przekupic. i zylam tak
                      przez prawie dwa lata. teraz mam swiety spokoj i jestem gotowa pomoc kazdej
                      osobie ktora potrzebuje pomocy. a przynajmniej sprobowac pomoc.
                      ...bo czlowiek jest twardszy niz mu sie wydaje.......
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka