elilah
25.02.07, 20:50
Umawialiśmy sie a Ty czekałeś na mnie. W ostatniej chwili zwalniałam kroku,
moje zaróżowione policzki i przyspieszony oddech zdradzały wcześniejszy
pośpiech. Gdy wychodziłeś naprzeciw mnie, widziałam, jak zbliżając się
prostujesz plecy, jak nagle jaśnieją Ci oczy, jak twarz promienieje
uśmiechem. Twoja obecność otaczała mnie aurą, balsamem spokoju.
Patrzyliśmy na siebie tak, jak gdyby to był cud, ze jesteśmy razem, jak
gdybyśmy odnaleźli się po długiej rozłące. Po rozłące i niebezpieczeństwie.
Oszołomieni tym, że to dzieje sie naprawdę. Jedyni na świecie. Poza nami
znikał swiat. Dla mnie w Twoim zapachu, w Twoim dotyku, w bliskości Ciebie.
Bałam się Ciebie utracić. Widziałeś, że patrze z miłością, widziałes łzy w
moich oczach, pochylałeś się, zeby je wypić i całowałeś je znowu. We dwoje
stanowiliśmy jedno ciało i jedną myśl. Przytuleni do siebie, zaplątani w
siebie tak, że nie sposób było oddetchnąć niejednocześnie. Moje nagłe
szczęście od pierwszej chwili połączone było z wielkim strachem. Bałam się,
że to minie i Ty odejdziesz. Myśl, że mogłabym Cie utracić, że za chwilę ,
być może nie będę Cię czuła przy sobie, ta myśl, była tak pełna bólu, że
wychodziłam jej naprzeciw przestając oddychać i wysuwajac moją dłoń z Twojej.
Odwracałam się od Ciebie, by w nastepnej chwili podbiec i przywrzec całym
ciałem zachłannie wdychając zapach Twojej skóry, by starczyło na dzis, na
jutro, na zawsze, ciągle jak narkotyku potrzebowałam Cię więcej... Jak tlenu.