Dodaj do ulubionych

moje nocne po - myślenie

IP: 213.17.172.* 09.05.03, 00:46
Wszystkim - i tym, którzy popadli w pieniactwo i tym,
których to mierzi, chcę zaproponować chwilę wytchnienia
i nocnych refleksji.

---------

Rozejrzyjcie się dookoła, ale też przyjrzyjcie się sobie...

Jakże często się zdarza, że ludzie, których kiedyś
znaliśmy jako osoby ciepłe, życzliwe, pełne pogodnego
spojrzenia na świat, niepostrzeżenie stają się całkiem
inne. Dlaczego? Powodów jest zapewne dużo, ale jeden z
nich jest nadzwyczaj wyraźny.

Sukces.

Ktoś nagle zaczyna odnosić tzw. sukcesy. Jest doskonały
w swojej dziedzinie, zdobywa kolejne tytuły, kończy
kolejne studia, awansuje, zaczyna bardzo dobrze
zarabiać... Niby wszystko w porządku, chciałoby się
powiedzieć "szczęśliwy człowiek".

Ale ten szczęśliwy człowiek jest powoli zjadany przez
to, co osiąga. Jego życie zaczyna być uregulowane i
uporządkowane, nie ma w nim miejsca na leniwe wieczory
z przyjaciółmi i nocne rozmowy o... niczym? Nie ma
czasu i chęci na słuchanie i próbę patrzenia cudzymi
oczami. Nie ma woli zrozumienia odmienności drugiego
człowieka.

Znajomi i przyjaciele, którzy nie mogą być
"pożyteczni", są odsuwani na bocznicę życia, nie
dostrzega się już powodów, by o nich dbać. Nie czeka
się na tych, którzy nie nadążają, nie zauważa się
drzemiącego w nich piękna.

W "szczęśliwym człowieku" dokonuje się morderstwo, są w
nim zabijane resztki Dziecka.

I nagle się okazuje, że człowiek, który kiedyś był
rozsiewającą ciepło elektryczną poduszką, zaczyna
przypominać lodówkę - w jego wnętrzu panuje przejmujący
chłód.

Widzę to...
dookoła.

MS.

Obserwuj wątek
    • otcoo Re: moje nocne po - myślenie 09.05.03, 01:18
      Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

      > Wszystkim - i tym, którzy popadli w pieniactwo i tym,
      > których to mierzi, chcę zaproponować chwilę wytchnienia
      > i nocnych refleksji.
      >

      meduza nie popadla w pieniactwo i pasuje do Ciebie :-)))
    • quickly Nie jest jeszcze az tak zle... 09.05.03, 01:25
      Kiedy zaslepieni sukcesem, chcemy jeszcze wiecej, dobry Bog (dzieki bogu on
      nigdy nie traci kontroli :)) )zsyla wtedy na nas klopoty i zmartwienia. Czesto
      jest to smierc przyjaciela, moze kogos w rodzinie... I jest wtedy czas na
      zastanowienie sie, na zobaczenie tego ze jestesmy tylko przechodniami...

      Chociaz sa tacy, do ktorych to i tak nigdy nie dotrze.
      • jmx Re: Nie jest jeszcze az tak zle... 09.05.03, 01:35
        Myślę, że nie chodzi tutaj o "jeszcze więcej" tylko o zmianę zachowania, stylu
        życia, "zapominanie" o dawnych znajomych... Tak jakby odnoszenie sukcesów miało
        się wiązać z tym, ze ktoś juz nie pasuje do wizerunku "osoby z sukcesami".
        Ale czy tylko samo odnoszenie sukcesów za tym stoi?

        --------------------------------

        Przechodnie, którzy mijają się w biegu i znikają w tłumie...
        • Gość: maria.magdalena Re: Nie jest jeszcze az tak zle... IP: *.media4.pl / 10.5.14.* 09.05.03, 01:43

          to sie nazywa "dynastia"
          kasa i sex, nic więcej
          • jmx jest jeszcze gorzej 09.05.03, 01:58
            Spróbuj żyć bez tej "kasy". Zobaczysz jak to łatwo.
            • Gość: maria.magdalena no co Ty? jmx......... IP: *.media4.pl / 10.5.14.* 09.05.03, 02:13
              ja tylko tak ogolnie mowilam.....
              nie bede tu mowic ze szczegolami!
      • messja Re: Nie jest jeszcze az tak zle... 09.05.03, 02:01
        quickly napisał:

        > Kiedy zaslepieni sukcesem, chcemy jeszcze wiecej, dobry Bog (dzieki bogu on
        > nigdy nie traci kontroli :)) )zsyla wtedy na nas klopoty i zmartwienia.
        Czesto
        >
        > jest to smierc przyjaciela, moze kogos w rodzinie... I jest wtedy czas na
        > zastanowienie sie, na zobaczenie tego ze jestesmy tylko przechodniami...
        >
        > Chociaz sa tacy, do ktorych to i tak nigdy nie dotrze.

        mysle, ze do tych co ma dotrzec, takie zmartwienia i klopoty potrafia wywrorcic
        zycie na druga strone...
        ci inni staraja sie wykorzystac kazda sytuacje na swoja korzysc...
        moze to nieladnie tak generalizowac... mzoe w kazdym jest odrobina dobra,
        pragnienie milosci... moze...
        ale znam ludzi (prawie przez cale moje zycie) ktorzy zdaja sie nie miec serca..
        ktorzy nigdy nie zrobili niczego bezinteresownie...
        a moze jest poprostu pozno, jestem zmeczona i widze wszystko w czarnych
        kolorach, bo w tej chwili zycie wydaje mi sie zbyt trudne...
        • niegrzeczna Re: Nie jest jeszcze az tak zle... 09.05.03, 02:05
          wiesz mesjo mowi ze ze cierpienie jednych uszlachetnia innych robi gorzkich.
          Zalezy chyba od predyspozycji

          :)

          • messja Re: Nie jest jeszcze az tak zle... 09.05.03, 02:11
            niegrzeczna napisała:

            > wiesz mesjo mowi ze ze cierpienie jednych uszlachetnia innych robi gorzkich.
            > Zalezy chyba od predyspozycji
            >
            > :)

            mam prosbe - nie zaczepiaj mnie.
            nie mam ochoty czytac ani kolejnych twoich inwektyw, przekrecania nicka,
            obrazliwych sformulowan, ani tym bardziej bawic sie w "delikatne" aluzje.
            nie jestes dla mnie partnerem do rozmowy.
            • niegrzeczna Re: Nie jest jeszcze az tak zle... 09.05.03, 02:30
              messja napisała:

              > niegrzeczna napisała:
              >
              > > wiesz mesjo mowi ze ze cierpienie jednych uszlachetnia innych robi gorzkic
              > h.
              > > Zalezy chyba od predyspozycji
              > >
              > > :)
              >
              > mam prosbe - nie zaczepiaj mnie.
              > nie mam ochoty czytac ani kolejnych twoich inwektyw, przekrecania nicka,
              > obrazliwych sformulowan, ani tym bardziej bawic sie w "delikatne" aluzje.
              > nie jestes dla mnie partnerem do rozmowy.

              Boze, o co chodzi??? Czy ja Ciebie mialam zamiar wogole obrazic??? To co
              napisalam bylo ogolne, nie zwrocone do nikogo w szczegonosci.
              Wchodze bardzo rzadko, a ty sie w czyms zupelnie niewinnym dopatrujesz aluzji
              pod swoim adresem. Wskaz w ktorym miejscu Ciebie obrazilam, albo w jakim innym
              poscie. Albo nie.. niewazne.. Who cares??? Nie bede nic pisac na poscie na
              ktorym bedziesz, bo dopatrzysz sie aluzji. A mnie klotnie naprawde odrazaja.
              Acha i nie wiem co to znaczy inwektywa.
              • messja Re: Nie jest jeszcze az tak zle... 09.05.03, 02:57
                bardzo cie przepraszam - pokrecilo mi sie. z jakiegos powodu pomylilam cie
                z "odwazna". moze dlatego, ze oba nicki to przymiotniki, a ja mam glowe
                wypelniona strasznymi problemami i nie bardzo mam podzilelna uwage.

                jeszcze raz przepraszam.
                • niegrzeczna Re: Nie jest jeszcze az tak zle... 09.05.03, 03:03
                  messja napisała:

                  > bardzo cie przepraszam - pokrecilo mi sie. z jakiegos powodu pomylilam cie
                  > z "odwazna". moze dlatego, ze oba nicki to przymiotniki, a ja mam glowe
                  > wypelniona strasznymi problemami i nie bardzo mam podzilelna uwage.
                  >
                  > jeszcze raz przepraszam.
                  >

                  :))))))))) Zycze Tobie zeby problemy sie rozwiazaly.
                  • maria.magdalena quickly 09.05.03, 04:21
                    Kiedy zaslepieni sukcesem, chcemy jeszcze wiecej, dobry Bog (dzieki bogu on
                    nigdy nie traci kontroli :)) )zsyla wtedy na nas klopoty i zmartwienia. Czesto
                    jest to smierc przyjaciela, moze kogos w rodzinie... I jest wtedy czas na
                    zastanowienie sie, na zobaczenie tego ze jestesmy tylko przechodniami...

                    Bóg to raczej daje a nie odbiera, sam gdzies na innym watku mowiles ze jak
                    ktos daje to otrzymuje zawsze wiecej.....
    • jolie Re: moje nocne po - myślenie 09.05.03, 11:33
      Na pewno sukces to jeden z czynników... Ale czy tylko? Z własnego ogródka mogę
      podać - nieszczęśliwa miłość. Ona sprawiła, że z osoby ciepłej, wrażliwej
      stałam się klasyczną chłodnią emocjonalną. W środku jest pustka...... Nie mam
      ochoty na dbanie o cudze sprawy, cudze problemy, nie cieszę się cudzym
      szczęściem, nikomu dobrze nie życzę...... To okrutne i egoistyczne, zdaję sobie
      z tego sprawę. nie mogę tego przezwyciężyć. A może po prostu nie chcę.....
      Kontakty ze znajomymi, przyjaciółmi stały się jakieś takie formalne - i nie
      dlatego, że oni się zmienili, że zaniedbali, nie ofiarowali pomocy...... Tylko
      ja jestem temu winna. Zgaslo we mnie jakieś światło. Dzisiaj myślę, że na zawsze
      Przepraszam, jeśli zmieniłam trochę wątek (pisałam nie na temat)
      • ja_nek Re: moje nocne po - myślenie 09.05.03, 12:12
        Myślę, ze taka zmiana o jakiej mówi Sergiusz cechuje osoby, które coś
        osiągnąwszy wchodzą między nowych ludzi. Tam pewne postawy są mile widziane,
        inne są uważane za gorsze, dziecinne, nie przystają do nowych okoliczności.
        Trzeba się znaleźć i im samym wydaje się, że to co za nimi to takie głupiutkie
        naiwne....
        Poza tym: czasem niektórzy wypalają się, ich własne doświadczenia zamykają ich
        we własnym zgorzkniałym świeciem, na którym jest miejsce dla nich samych.
        Egoistycznie i bezpiecznie. I to napisawszy dopiero zauważyłem wpis Jolie...

        Pozdrawiam
        janek
      • messja Re: moje nocne po - myślenie 09.05.03, 18:23

        > Na pewno sukces to jeden z czynników... Ale czy tylko? Z własnego ogródka
        mogę
        > podać - nieszczęśliwa miłość. Ona sprawiła, że z osoby ciepłej, wrażliwej
        > stałam się klasyczną chłodnią emocjonalną. W środku jest pustka...... Nie mam
        > ochoty na dbanie o cudze sprawy, cudze problemy, nie cieszę się cudzym
        > szczęściem, nikomu dobrze nie życzę...... To okrutne i egoistyczne, zdaję
        sobie
        >
        > z tego sprawę. nie mogę tego przezwyciężyć. A może po prostu nie chcę.....
        > Kontakty ze znajomymi, przyjaciółmi stały się jakieś takie formalne - i nie
        > dlatego, że oni się zmienili, że zaniedbali, nie ofiarowali pomocy......
        Tylko
        > ja jestem temu winna. Zgaslo we mnie jakieś światło. Dzisiaj myślę, że na
        zawsz
        > e
        > Przepraszam, jeśli zmieniłam trochę wątek (pisałam nie na temat)

        wiesz ja jednak jestem optymistka jesli chodzi o ciebie. mysle, ze skoro
        zdajesz sobie sprawe jak bardzo twoje uczucie i stosunek do przyjaciol sie
        zmienil i nic nie wskazuje na to, ze jest co z ta zmiana dobrze, ze taka zmiana
        byla twoim celem, marzeniem... to mysle, ze jest jednak tymczasowa.

        mysle, ze mozna w czlowieku zabic wrazliwosc i uczuciowosc, ale tylko w mlodym
        wieku. bo taki czlowiek nie potrafi racjonalizowac ani abstrahowac.
        dorosly czlowiek zmienia sie pod warunkiem, ze tego naprawde chce.
        mysle, ze twoje serce poprostu jest nieufne, powoli dochodzi do siebie po
        okresie rozczarowan, smutku, poczuciu bezsensu.
        wspomnisz kiedys moje slowa - jeszcze sie zakochasz i bedziesz szczesliwa...
        tego ci z calego serca zycze...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka