Dodaj do ulubionych

śmierć kochanków II

16.07.03, 17:31
Nazwałam go jak poprzedni, mam nadzieję, że rb wybaczy :)))

Rimbaud


Podarował jej ostowy wianek
z czarnej ziemi wilgotny kochanek
i przytulił ją potem bez słowa
i ustami zimnymi całował

Podarował jej nocny głos sowy
na cmentarzu pod niebem lipcowym
i darował pierścionek z kryształem
i swe serce w mogile zmurszałe

Aż objęła go blada i drżąca
jak on zimny taka gorąca
księżyc zmilkłe oświetlał mogiły
wiatr się w liściach szamotał bez siły

Michał Piotrowski
Obserwuj wątek
    • Gość: Ewa Re: śmierć kochanków II IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 16.07.03, 17:58
      W odpowiedzi taka prosta poezja, ktora znalazlam w pierwszej pod reka
      ksiazeczce "A l'écoute des arbres":

      Ce pin solitaire,
      combien de siècles
      a-t-il vécus?
      Le vent qu'on y
      entend est si pur
      qu'il suggère
      la profondeur
      du temps.

      Ichihara No Ôkimi
      • kwasna_cytryna Re: Jean-Baptiste CLEMENT 16.07.03, 18:08
        Le temps des cerises

        Quand nous en serons au temps des cerises,
        Et gai rossignol et merle moqueur
        Seront tous en fête.
        Les belles auront la folie en tête
        Et les amoureux du soleil au coeur.
        Quand nous en serons au temps des cerises,
        Sifflera bien mieux le merle moqueur.

        Mais il est bien court, le temps des cerises,
        Où l'on s'en va deux cueillir en rêvant
        Des pendants d'oreilles.
        Cerises d'amour aux robes pareilles
        Tombant sous la feuille en gouttes de sang.
        Mais il est bien court le temps des cerises,
        Pendants de corail qu'on cueille en rêvant.

        Quand vous en serez au temps des cerises,
        Si vous avez peur des chagrins d'amour
        Evitez les belles.
        Moi qui ne crains pas les peines cruelles,
        Je ne vivrai pas sans souffrir un jour.
        Quand vous en serez au temps des cerises,
        Vous aurez aussi des chagrins d'amour.

        J'aimerai toujours le temps des cerises :
        C'est de ce temps-là que je garde au coeur
        Une plaie ouverte,
        Et dame Fortune, en m'étant offerte,
        Ne saurait jamais calmer ma douleur.
        J'aimerai toujours le temps des cerises
        Et le souvenir que je garde au coeur.
        • Gość: Ewa Re: Letnia milosc z ogrodowej IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 16.07.03, 20:38
          Siedzą razem na ławce
          Ich dziecko jest w drodze
          Od słońca są chronieni
          Przez stary rodzinny orzech

          Ona jest z Ogrodowej
          On z Kościelnej rodem
          Jakoś tak się spotkali
          Gdzieś chyba przed rokiem

          Wziął ją raz do kina
          A film był miłosny
          Na kogo miała czekać
          Wybór stał się prosty

          Teraz lody sobie kupili
          I nagle ich zmroziło
          Gdyż do końca nie wiedzą
          Czy to naprawdę miłość

          Siedzą sobie na ławce
          Spodziewają się dziecka
          On całkiem przeciętny
          Ona niezbyt piękna

          Zwykła letnia miłość
          Z ulicy Ogrodowej
          Trochę po polsku wymuszona
          Bo dziecko jest w drodze

          Adam Ziemianin
          • kwasna_cytryna Re: NN 16.07.03, 20:45
            DZIECKO KSIĘŻYCA

            Nazwij ją dzieckiem Księżyca tańczącą w płyciznach rzeki.
            Samotne dziecko Księżyca rozmyślające w cieniu wierzby
            utkanym z pajęczych nitek.
            Rozmawiające z drzewami,śpiące na schodach fontanny,
            zostawiające srebrne nici w nocnej piosence ptaka.
            Czekające na Słońce w górze.
            On jest dzieckiem Księżyca zbierającym kwiaty w ogrodzie,
            śliczne dziecko Księżyca przesuwające się poprzez echo w dolinie.
            Żeglujące na Wietrze na mleczno~białym płaszczu.
            Rzucające okrągłe kamienie w dół, wprost na Słońce,
            bawiące się w chowanego z dziewczynami poranka,
            czekające na uśmiech dziecka Słońca.
            • Gość: Ewa Re: Voyelles IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 16.07.03, 23:12
              A noir, E blanc, I rouge, U vert, O bleu: voyelles,
              Je dirai quelque jour vos naissances latentes:
              A, noir corset velu des mouches éclatantes,
              Qui bombinent autour des puanteurs cruelles,

              Golfes d'ombre; E, candeurs des vapeurs et des tentes,
              Lances de glaciers fiers, rois blancs, frissons d'ombelles;
              I, pourpres, sang craché, rire des lèvres belles
              Dans la colère ou les ivresses pénitentes;

              U, cycles, vibrements divins de mères virides,
              Paix des pâtis semés d'animaux, paix des rides
              Que l'alchimie imprime aux grands fronts studieux;

              O, suprême Clairon plein de strideurs étranges,
              Silences traversés de Mondes et d'Anges:
              - O l'Omega, rayon violet de Ses Yeux!

              A Rimbaud
              • kwasna_cytryna Re: Między Alfą i Omegą 17.07.03, 14:13
                Spotykasz przyjaciela -
                jesteś w niebie
                spotykasz łotra -
                mętny wir się wciąga
                trzeba czuwać
                Na Ziemi ciągle palą się ogniska
                z daleka nie widać
                jaki ogień z nich się wydobywa
                z których cieszy się Bóg
                a z których - Bestia
                Trzeba podejść bliżej
                i popatrzeć z niewinnością dziecka
                trzeba myślom dać swobodę
                aby czuły nurt prawdziwy
                aby nie błądziły w czarnym dymie
                Trzeba chwilę się zatrzymać
                wyjść z ciężaru ciała
                poczuć własną duszę
                uświadomić sobie ciszę głębi
                i symbole wąskiej ścieżki
                Nie jest łatwo czuwać nad oddechem
                jeszcze trudniej - wyczuć Powiew Ducha
                szczytem marzeń - poczuć Boga
                wszystko jest możliwe
                i jest tuż tuż

                J. Adamczyk
                • Gość: Ewa Re: W pierwszej osobie liczby mnogiej IP: *.w80-13.abo.wanadoo.fr 17.07.03, 15:10
                  Nosimy używane słowa, wzniosłość i rozpacz
                  zjedzone przez cudze usta,
                  chodzimy po zapadniach cudzego przerażenia,
                  w encyklopedii odkrywamy starość,
                  wieczorem udajemy, że wybuchła wojna,
                  rozmawiamy z Baczyńskim,
                  pakujemy się w pośpiechu,
                  przypominamy sobie dawnych poetów,
                  wychodzimy na dworzec, potępiamy faszyzm,
                  po czym triumfialnie,
                  w przedziale pierwszej klasy,
                  w pierwszej osobie liczby mnogiej,
                  dajemy wyraz naszej przenikliwości,
                  tak jakbyśmy nie zostali obdarzeni
                  absolutnym słuchem milczenia.


                  Adam Zagajewski
                  • kwasna_cytryna Re: Words 17.07.03, 15:45

                    • kwasna_cytryna Re: Words 17.07.03, 15:46

                      by: Anonymous

                      When I was young
                      You told me words would never hurt me
                      I believed you
                      And then when I was a older...
                      I'm sick so sick of her
                      What's wrong with you
                      Some words may sound
                      Just like little comments
                      Maybe you thought they would help me
                      Well they didn't
                      They hurt me
                      They dug a deep hole straight through me
                      You couldn't fill that hole
                      Only one thing could
                      And the one thing comforted me
                      Made me feel in control
                      Made me feel good
                      And made me ignore all my real feelings
                      It blinded me
                      And made me feel like It was my only hope
                      Well guess what
                      If it wasn't for some special people
                      That one thing would've killed me
                      And now I know
                      Words CAN hurt
                      Don't let anyone lie to you
                      Physical damage is half the time fixable
                      But emotional damage is permanent
                      I love you
                      But your words hurt
                      • Gość: Ewa Re: Beyond words IP: *.w80-13.abo.wanadoo.fr 17.07.03, 18:43
                        When I think of you
                        I instantly smile
                        With that smile
                        There are so many memories.

                        There is something about you
                        that is not replaceable
                        for no one could fill
                        the void you would leave

                        You are always on my mind
                        on the days the sun shines
                        When million tiny stars
                        light up the darkest skies

                        And though we be separated
                        by miles upon miles
                        of wide rivers, deep oceans
                        higher mountains and dark valleys

                        Our souls are connected
                        sharing the bond of Love
                        To express feelings isn't easy
                        cause "Its Beyond words

                        Smriti V Metikurke
                        • kwasna_cytryna Re: Thér& egrave;se MERCIER 17.07.03, 19:09
                          NOSTALGIE.

                          J'ai mis de l'or dans mes bagages
                          Et des coquillages nacrés.
                          J'ai mis des fleurs à mon corsage
                          Fleurs d'hibiscus, fleurs d'orchidée.

                          J'ai mis du ciel, j'ai mis des vagues
                          Et le pêcheur à peau tannée
                          J'ai mis des colliers et des bagues,
                          Faits dans la noix des cocotiers.

                          J'ai pris des soleils qui se couchent
                          Sur des îles toutes dorées
                          J'ai gardé du sel sur ma bouche
                          Des parfums sur ma peau bronzée.

                          J'ai pris des tissus à la cire
                          Des mangues, des nankas sucrés
                          J'ai pris de Bali le sourire
                          Ses Dieux et ses danses sacrées.

                          J'ai voulu emporter les larmes
                          Du petit plongeur de Putri,
                          N'ai pas voulu rompre le charme
                          Suis restée dans ce doux pays.
                          • Gość: zahedan Re: Thér& egrave;se MERCIER IP: *.protonet.pl 17.07.03, 22:04
                            tata moje zawsze mi mówić: ucz się języków obca my son.ale ja to mieć gdzieś.i
                            oto skutki teraz być opłakane I was fu...'n stupid boy!!!!!!!!!! It's too late
                            • white.falcon Re: Thér& egrave;se MERCIER 17.07.03, 22:10
                              Gość portalu: zahedan napisał(a):

                              > tata moje zawsze mi mówić: ucz się języków obca my son.ale ja to mieć
                              gdzieś.i
                              > oto skutki teraz być opłakane I was fu...'n stupid boy!!!!!!!!!! It's too late

                              Nigdy nie ma tak dobrze, że jest zbyt późno na coś. Przyznaj się, Zahedanku,
                              jesteś poprostu leniwy.;)
                              Pozdrv.:)
                              • Gość: Ewa Re: Kochajcie czasem poete IP: *.w80-13.abo.wanadoo.fr 17.07.03, 22:45
                                Kochajcie czasem poetę

                                On jest rybim okiem

                                Śladem po locie motyla

                                I wężową łuską między ziołami



                                Gdy zechce - ognisko rozpali

                                Na środku pokoju

                                I firanki ogniem tańczą

                                W porywach miłości



                                Najczęściej jednak bywa

                                Pasażerem smutnego tramwaju

                                I bez biletu - nawet ulgowego

                                Patrzy ludziom w oczy



                                Tam zapisane są wiersze

                                Alfabetem zmarszczek

                                Kreskami uśmiechów

                                Strumykami żyłek podskórnych



                                Kochajcie czasem poetę

                                On musi być rybim okiem

                                Białym śladem odrzutowca

                                I zielem dziurawca gdy już wszystko boli

                                Adam Ziemianin "Jest rybim okiem"
                                • kwasna_cytryna Re: Wisława Szymborska 17.07.03, 23:31
                                  Wieczór autorski

                                  Muzo, nie być bokserem to jest nie być wcale.
                                  Ryczącej publiczności poskąpiłaś nam.
                                  Dwanaście osób jest na sali,
                                  już czas, żebyśmy zaczynali.
                                  Połowa przyszła, bo deszcz pada,
                                  reszta to krewni. Muzo.

                                  Kobiety rade zemdlec w ten jesienny wieczór,
                                  zrobią to, ale tylko na bokserskim meczu.
                                  Dantejskie sceny tylko tam.
                                  I wniebobranie.

                                  Nie być bokserem, być poetą,
                                  mieć wyrok skazujacy na ciężkie norwidy,
                                  z braku muskulatury demonstrować świat
                                  przyszłą lekturę szkolna - w najszczęśliwszym razie -
                                  o Muzo. O pegazie,
                                  aniele koński.

                                  W pierwszym rządku staruszek słodko sobie śni,
                                  że mu żona nieboszczka z grobu wstała i
                                  upiecze staruszkowi placek ze śliwkami.
                                  Z ogniem, ale niewielkim, bo się placek spali,
                                  zaczynamy czytanie. Muzo.
                                  • Gość: Ewa Re: La po& egrave;sie, c'est un boulot IP: *.w80-13.abo.wanadoo.fr 18.07.03, 00:02
                                    ça continue jusqu'a fin du monde

                                    Je suis vraiment très désolée . . .
                                    J'écris ce poème avec des
                                    larmes violettes, la couleur des
                                    fleurs du printemps, courant
                                    sur mon visage. Vous m'avez
                                    dit que je devais écrire moins de poèmes.

                                    Je suis vraiment très désolée, mais
                                    c'est comme si vous m'aviez demandé de
                                    ne plus respirer, de ne plus parler, de ne plus voir, de ne
                                    plus chanter jamais. La poèsie, c'est un boulot.
                                    Ça continue jusqu'à la fin du monde. Comme
                                    poète, je peux écouter au ciel quand il
                                    me parle. Je peux comprendre le
                                    soleil quand il crie près de mon visage.

                                    C'est la qualité de la vie qui compte.
                                    Je ne veux pas devenir une femme qui est
                                    "solide," ou "responsable." Je veux
                                    qu'on dise que je suis orange parsemée de
                                    jaune, et que j'ai des fleurs noirs comme
                                    cheveux et que mes jambes sont comme
                                    les pilons d'un poulet. Mais souvenez-vous
                                    que je serai invisible. Vous avez décrit, parfaitement,
                                    ce que je ferai dans l'avenir. Je vais
                                    tourner les yeux des arbres, je vais donner
                                    un coeur aux nuages, mes larmes vont être
                                    vides et sêches. Ce n'est pas du tout un signe
                                    de tristesse si on écrit la poèsie. Probablement,
                                    c'est nous qui sommes plus heureux--bien sûr, nous sommes
                                    trop heureux de temps en temps, mais c'est nous qui
                                    gardons la folie, la colère, la joie et l'inquiétude.

                                    Pour moi, il y a des sommets et des précipices,
                                    mais rien ne peut me sauver -

                                    Sauf moi-même. Chaque fois que j'écris, je
                                    me sauve. Je réchauffe le feu de mon âme. Je suis
                                    nulle dans ce monde sans ma poésie. Ce n'est pas
                                    une question de bonheur, mais une question
                                    de liberté d'être libre en soi-même.

                                    Je serai libre. Même si je dois le payer par mes cris,
                                    mes larmes, mes désespoirs,
                                    je mourrai libre. Et j'espère que mon travail aidera
                                    quelqu'un qui a crié comme moi, quelqu'un
                                    qui a crée comme moi, ou seulement un agneau perdu
                                    dans ce monde gris qui a besoin d'une âme soeur.
                                    Mais ce sont mes espoirs. Maintenant, j'espère que
                                    je peux survivre cette nuit, cette semaine
                                    • kwasna_cytryna Re: H. Sojka 18.07.03, 09:55
                                      To dusza moja wyszła ze mnie

                                      Ktoś ty , że możesz iść przede mną
                                      niby poezji panna żywa
                                      ciesząc mnie twarzą swą przyjemną ,
                                      która mnie z ziemskich mąk wyrywa .

                                      Widzę cię , żyję i oddycham -
                                      dla mnie to kwitnie twoja szata ,
                                      twój świeży urok szarość spycha ,
                                      pójdę za tobą w otchłań świata .


                                      Śmieję się śmiechem zachwycenia
                                      i idę dziwnie urzeczony ,
                                      jak w chwilach , które świat docenia ,
                                      za narzeczoną narzeczony .

                                      Opadły ze mnie wszystkie pęta ,
                                      trud samotności , złudzeń poty ,
                                      widząc cię krzywd już nie pamiętam ,
                                      cieszę się twoją zjawą lotną .

                                      Choć idziesz w tłumach Marszałkowskiej ,
                                      - a ja po drugiej kroczę stronie -
                                      zbyteczne tutaj wszystkie troski
                                      w twych oczach światło dla mnie płonie .

                                      To dusza moja wyszła ze mnie
                                      i idzie w tłumach uśmiechnięta ,
                                      piękniejsza , czystsza niż marzenie ,
                                      w kobiecy , czuły kształt zaklęta .

                                      Nas wiąże nieśmiertelny związek ,
                                      tajemny , żywy , nieprzerwany ,
                                      lecz czemuś wyszła panno ze mnie ,
                                      czylim już śmierci zapisany ?

                                      Tyś moje życie ! szczęśliw idę ,
                                      czy może zniknąć twoja postać ?
                                      i gdy ty w tłumie raptem giniesz ,
                                      jakże ja mogę sam pozostać ?

                                      Błądzę szukając cię daremnie ,
                                      na oczach czuję twoje lśnienie ,
                                      żyję - bo wyszłaś jak kwiat ze mnie ,
                                      pamiętam wdzięczne twe zjawienie .
                                      • Gość: Ewa Re: Dwie milosci IP: *.w80-13.abo.wanadoo.fr 18.07.03, 10:28

                                        Więc pokochałeś kruche, ciepłe ciało,
                                        które się w formach słowiczych ustało,
                                        jak mleko płynie w szklanym smukłym dzbanie,
                                        skrzypiec ma smutek i roślin śpiewanie.
                                        Więc pokochałeś je. Jak ruczaj sobie
                                        przed oczy stawiasz, aby twarze obie:
                                        i ta odbita, i twoja prawdziwa,
                                        były jak jeden ruch, co poukrywa
                                        ziemię jak pożar i niebo jak jaśmin,
                                        na które jedno serce jest małe i ciasne.

                                        I pokochałeś jeszcze ziemię grozy
                                        z ognistym śladem wielkich kroków bożych,
                                        ziemię, gdzie bracia popieleją z tobą,
                                        gdzie śmierć i wielkość jak dwa gromy obok
                                        stoją u skroni i skrzydłami biją
                                        tym, co umarli, i tym, którzy żyją.
                                        Więc pokochałeś jej rzek bicz srebrzysty
                                        i białe pióra mazowieckiej Wisły,
                                        i góry ciężkie jak chmury na ziemi,
                                        i ludzi skutych - i tak żyjesz niemi.


                                        I kiedy z szablą rozpaloną stoisz
                                        u huraganów ostatniego boju,
                                        i kiedy broń jak życie w dłoni ważysz,
                                        a nie masz łzy na sercu i na twarzy,
                                        gdy rzucasz ciało jak puchy świetliste,
                                        wiotkie jak śpiew, a z nim odbicie czyste,
                                        by mieć twarz jedną nie odbitą w ciszy,
                                        napiętnowaną śmierci czarnym krzyżem,
                                        myślisz, że z Boga musi być ta miłość,
                                        dla której młodość w grobie się prześniło.


                                        Krzysztof Kamil Baczyński .


                                        • kwasna_cytryna Re: .... 18.07.03, 13:57
                                          KIM JESTEŚ KOCHANIE?

                                          Jesteś złotym ptakiem nocy

                                          w trzepocie tęczowych skrzydeł

                                          przysiadasz na brzegu mojego łóżka

                                          Jesteś motylem pełnym szczęścia

                                          który uczy mnie tańczyć o świcie

                                          by nie przegapić wschodu słońca

                                          Jesteś srebrzystym delfinem

                                          który w rytmie gorącego dnia

                                          obmywa z grzechu moje ciało

                                          Jesteś kotem drapieżnym

                                          który pożera mnie na śniadanie

                                          a potem niewinnie mruczy piosenki

                                          Jesteś pielgrzymem strudzonym

                                          który mimo całej mądrości

                                          u mnie szuka drogi do domu

                                          • Gość: capricorne 13 Re: .... IP: 195.117.97.* 18.07.03, 14:18
                                            Motto
                                            Ostatni listek wstydu
                                            Już dawno odrzuciłam
                                            Sunrise 1@gazetaa.pl


                                            Ostatni listek

                                            Pokazałaś mi ciało
                                            Pokaż może więcej
                                            Pokaż swoje wnętrze
                                            Naturę pierwotną
                                            Swą duszę ulotną

                                            Z rozchylonymi płatkami
                                            Twą różę ujrzałem
                                            Spłakaną perłowymi łzami
                                            Zerwać jej nie chciałem
                                            Nie mogłem
                                            Więc kłamałem !

                                            Dawałem Ci duszę
                                            Nie mogłem dać więcej
                                            W moich oczach łzy
                                            Dziś w mojej ręce
                                            Kwiat róży tylko drży

    • rb13 Re: śmierć kochanków II 18.07.03, 13:38
      RB13 - przeczytał i wybacza .Znów musiałem siedziec ze słownikiem na francuskim
      tłumaczeniem wierszy. I wychodzi ło mi ble,ble .
      Jak zwykle ...słomiany zapał do nauki francuskiego mnie ogarnął i ciekawym
      jak długo wytrzymam...
      Ech nieśmiało polecam moje wierszowane wypociny na www.wiersze.nex.pl i potem
      trzeba wlepać w - szukaj - rb13 lub Ryś B.
      Można krytykować , oceniać głosowo i pisać na mój adres na gazecie.pl swoje
      przemyślenia !
      • Gość: Ewa Re: Boris Vian IP: *.w80-13.abo.wanadoo.fr 18.07.03, 14:46
        Si les poètes étaient moins bêtes

        Si les poètes étaient moins bêtes
        Et s'ils étaient moins paresseux
        Ils rendraient tout le monde heureux
        Pour pouvoir s'occuper en paix
        De leurs souffrance littéraires
        Ils construiraient des maisons jaunes
        Avec des grandsjardins devant
        Et des arbres pleins de zoizeaux
        De mirliflûtes et des feuvretes
        Des plumuches, des picassiettes
        Et des petits corbeaux tout rouges
        Qui diraient la bonne aventure
        Il y aurait de grands jets d'eau
        Avec des lumières dedans
        Il y aurait deux cents poissons
        Depuis le croûsque au ramusson
        De la libelle au pépamule
        De l'orphis au rara curule
        Et de l'avoile au canisson
        Il u aurait de l'air tout neuf
        Parfumé de l'odeur des feuilles
        On mangerait quand on voudrait
        Et l'on travaillerait sans hâte
        A construire des escaliers
        De formes encor jamais vues
        Avec des bois veinés de mauve
        Lisse comme elle sous les doigts

        Mais les poètes sont très bêtes
        Ils écrivent pour commencer
        Au lieu de s'mettre à travailler
        Et ca leur donne des remords
        Qu'ils conservent jusqu'à la mort
        Ravis d'avoir tellement souffert
        On leur donne des grands discours
        Et on les oublie en un jour
        Mais s'ils étaient moins paresseux
        On ne les oublierait qu'en deux.
        • kwasna_cytryna Re: George Sand 18.07.03, 22:12
          Chatterton

          Quand vous aurez prouvé, messieurs du journalisme,
          Que Chatterton eut tort de mourir ignoré,
          Qu'au Théâtre-Français on l'a défiguré,
          Quand vous aurez crié sept fois à l'athéisme,

          Sept fois au contresens et sept fois au sophisme,
          Vous n'aurez pas prouvé que je n'ai pas pleuré.
          Et si mes pleurs ont tort devant le pédantisme,
          Savez-vous, moucherons, ce que je vous dirai ?

          Je vous dirai : " Sachez que les larmes humaines
          Ressemblent en grandeur aux flots de l'Océan ;
          On n'en fait rien de bon en les analysant ;

          Quand vous en puiseriez deux tonnes toutes pleines,
          En les faisant sécher, vous n'en aurez demain
          Qu'un méchant grain de sel dans le creux de la main. "
          • Gość: Ewa Re: William Shakespeare IP: *.w80-13.abo.wanadoo.fr 18.07.03, 23:06
            When my love swears that she is made of truth
            I do believe her though I know she lies,
            That she might think me some untutored youth
            Unlearned in the world's false subtleties.
            Thus vainly thinking that she thinks me young,
            Although she knows my days are past the best,
            Simply I credit her false-speaking tongue;
            On both sides thus is simple truth suppressed.
            But wherefore says she not she is unjust,
            And wherefore say not I that I am old?
            O, love's best habit is in seeming trust,
            And age in love loves not to have years told.
            Therefore I lie with her, and she with me,
            And in our faults by lies we flattered be.
            • kwasna_cytryna Re: Kazimierz Przerwa-Tetmajer 18.07.03, 23:33
              "FAŁSZ, ZAWIŚĆ..."

              Fałsz, zawiść, płaskość, mierność, nikczemność, głupota:
              oto rafy, o które łódź moja potrąca,
              płynąc przez życia mętne i cuchnące błota
              pod niebem zachmurzonym, bez gwiazd i bez słońca.

              Wiem, że błot nie przepłynę - odrzucam precz wiosła
              i przymknąwszy powieki na dnie łodzi leżę,
              nie dbając, kędy by mnie mętna woda niosła,
              nie dbając, gdzie i jakie czeka mnie wybrzeże?

              Tak płynę ja, zrodzony od czystego morza,
              do purpurowych wschodów, zachodów złoconych,
              do gwiazd kroci, orkanu, co gna przez przestworza,
              do cisz wielkich i sennych i do wysp zielonych.

              Tak płynę ja, zrodzony, by słoneczne fale
              pruć silnym ruchem ręki leżącej na sterze,
              by wiry i wietrzyce roztrącać zuchwale - -
              tak płynę i półmartwo na dnie łodzi leżę.
              • Gość: Ewa Re: Adam Mickiewicz IP: *.w80-13.abo.wanadoo.fr 19.07.03, 10:58
                Nieznajomej, dalekiej - nieznany, daleki,

                Kiedy nas jeszcze dalej wyrok chce rozegnać,

                Posyłam, by cię razem poznać i pożegnać,

                Dwa wyrazy; "Witam cię!", "Bądź zdrowa na wieki!"

                Tak przechodzeń zbłąkany w alpejskim parowie,

                Pieśnią chce nudnej drodze przyczynić wesela;

                A kiedy nie ma komu śpiewac serce wdowie,

                Śpiewa piosnkę kochance swego przyjaciela;



                Lecz nim piosnkę przypędzą echo ku jej stronie,

                Może już podróżnego wieczny śnieg pochłonie.

                Dla Ludwiki przyszłej Chodźkowej
                pisałem w godzinę po otrzymanyn
                rozkazie oddalenia się z Polski.
                R. 1824. D. 22 Oktobra

    • rb13 Re: śmierć kochanków II 19.07.03, 11:24
      Zapomnienia kraina


      Samotny leżę w trumnie ,bez żadnych trosk
      Z żałobnych świec kroplami spływa wosk
      Snem wiecznym pokryte me powieki
      Boże – już mam spać tak przez wieki
      Czuję zapach wosku z palącej się gromnicy
      Słyszę głosy w tej przedwiecznej ciemnicy
      Płacz, modlitwy ciche i organów granie
      Dlaczego odszedłeś – To twoje pytanie ?

      Ktoś nachyla się nade mną w żałobie
      Kto to jest .Nie mogę przypomnieć sobie
      Twarz znana kiedyś - teraz nieznana
      Kochałem ją – poznaje to moja ukochana ?
      Po jej policzku perłowa łza płynąc lśni
      Pusto tu bez Ciebie , a minęło kilka dni
      Brak mi pocałunków i oddechu tchnienia
      Żaru Twego ciała i miłosnego westchnienia

      Więc otwieram oczy inaczej widzące
      Biegnę ku Tobie po niebiańskiej łące
      Stoisz ,a sina mgła otula Twą twarz
      Już jestem blisko , czemu wciąż łkasz
      Jesteś zmoknięta morzem wylanych łez
      Pachnie liliami, jaśminem ,pachnie bez
      Te czarowny zapach coś mi przypomina
      Wdycham go i ...znów o Tobie zapominam


      Rys B. Kraków 14.07.2003r. godz. 1230

      • kwasna_cytryna Re: TADEUSZ ZIELICHOWSKI-WOYNILLOWICZ 19.07.03, 12:19
        Poezja w Nowym Jorku

        Gdy zdarza mi sie raz po raz pojsc do najwczesniej otwieranej na Manhattanie
        ksiegarni Borders (czynnej juz od siodmej rano), mieszczacej sie w kompleksie
        budynkow World Trade Center, i patrze pod ostrym katem na slawne Twin Towers,
        nie dopadaja mnie skojarzenia obracajace sie wokol pieniedzy, bowiem kazda suma
        wieksza od 10 dolarow jest dla mnie wieksza abstrakcja niz najbardziej
        abstrakcyjny system matematyczny. W tym miescie zyje taka mnogosc narodow -
        mysle sobie - wiec, ile z nich pracowalo przy tym gigantycznym projekcie, jaki
        byl ich jezyk ojczysty i ile ich w sumie bylo? Projekt siegnal chmur,
        wspolczesna wieza Babel stoi; moze gdzies z niebianskich pastwisk patrzy na nia
        Piotr Breughel i rozumie, ze juz nie bedzie powtorzenia biblijnej sytuacji. Ja
        mialem inny trop, bo poetycki, ozywiony wierszem Anny Frajlich Ergo sumus, w
        ktorym czytamy, ze w Nowym Jorku poeci pisza w dwustu jezykach dla nikogo. Czy
        to tesknota za archetypicznym mitem poety-trybuna powolanego do gloszenia
        Logosu? Sposrod poetow tylko Wlodzimierz Majakowski mogl pochwalic sie
        kilkudziesieciotysieczna publicznoscia zgromadzona na stadionach ledwie co
        poczetego ZSRR, ktora sluchala jego agitacyjnych recytacji; tragiczna refleksja
        nadeszla rychlo pozniej, gdy autor Brooklynskiego Mostu spostrzegl, jak
        fatalnej sprawie sluzyl. Do mniejszej liczebnie, ale zadnej spektaklu
        siegajacego dalej niz prezentacja poetyckiego slowa zwracal sie tu Dylan Thomas.

        Ale od roku 1992 wybranych poetow spotkal przywilej mowienia do publicznosci
        rownej liczbie tych wszystkich, ktorzy dzien w dzien korzystaja z nowojorskiego
        metra i autobusow. Demokratycznie ich wszystkich laczy jeden jezyk zarowno
        oryginalu, co i przekladow - angielski.

        Co to za fenomen? Zanim o nim napisze chce przypomniec, ze Nowy Jork ma swoje
        imie wlasne - Wielkie Jablko; Rzym jest Wiecznym Miastem, Paryz - Miastem
        Swiatla, St. Petersburg to Wenecja Polnocy, zas Nowy Jork to owoc, ktorego
        warto posmakowac. Czasem zdawal sie byc kwasny, niedojrzaly - moze dla Norwida?
        Przyjechal tu na poltora roku, mieszkal na Manhattanie i Brooklynie; na zycie
        zarabial rabaniem drewna na opal i robotami sztukatorskimi. Dluzej oden zyli
        tutaj Jozef Wittlin, Jan Lechon, Kazimierz Wierzynski, zas Julian Tuwim na
        Upper East Side napisal Kwiaty polskie. Szkoda doprawdy, ze po polskich poetach
        nie pozostal trwalszy slad w postaci tablicy pamiatkowej.

        Nie moge pochwalic sie ugruntowanymi znajomosciami posrod nowojorskich poetow,
        jakkolwiek korzystajac z informacji zamieszczanych w miesieczniku Poetry
        Calendar wiele razy (kilkadziesiat?) bywalem na poetyckich wieczorach na
        Manhattanie - w ksiegarniach, literackich kawiarniach Greenwich i East Village,
        w bibliotekach nalezacych do sieci New York Public Library i w miejscach na
        poezje upatrzonych, ktore tu opisze. Sluchajac zywej poetyckiej mowy nie za
        kazdym razem bylem zdolny ustalic range poety. Kierowalem sie przeto slawa;
        kilkakrotnie sluchalem Allena Ginsberga, Anny Waldman, Gary'ego Snydera, Josifa
        Brodskiego, Tomasa Venclovy; bylem na spotkaniu z Adamem Zagajewskim i z Anna
        Frajlich. Spotkanie poetyckie to za kazdym razem rodzaj spektaklu i nie powiem,
        zebym wychodzil zawiedziony, ale zdezorientowany - owszem. Za wymienionymi
        wyzej nazwiskami, zywymi poetami (dzis Allen Ginsberg i Josif Brodsky juz nie
        zyja) stala moja znajomosc ich poezji, niekompletna zreszta. Na przyklad poemat
        Ginsberga Skowyt czytalem juz na poczatku lat 70. we wroclawskim domu Malgosi
        Dzieduszyckiej w amerykanskim "dywersyjnym" pismie Tematy. Sposrod garstki
        poetow znanych mi wczesniej jedynie z tekstow, jakich spotkalem w Nowym Jorku
        od roku 1992, najwieksze wrazenie wywarl na mnie Josif Brodski. Jego nagla
        smierc w styczniu 1996 roku - gdy na Nowy Jork zwalily sie masy sniegu - do
        dzis wydaje mi sie fatalnym nieporozumieniem. Tak czy owak, nie zaznalem w tym
        miescie "czasu marnego", miedzy innymi dzieki poetom, przeto Martin Heidegger
        nie przekonal mnie do swej sentencji; do tego miasta ona nie pasuje.

        Zanim Nowy Jork stal sie melting pot, jego XIX-wieczny mieszkaniec Walt Whitman
        (1819-1892), poeta i piewca amerykanskiej ziemi napisal byl z emfaza, w iscie
        pionierskim duchu: The Americans any nation and any time upon the Earth have
        probably the fullest poetical nature. The United States themselves are
        essentially the greatest poem. Moze mial racje.

        Jesienia 1992 roku jechalem metrem linii F z Queensu na Manhattan. W cizbie
        reklam we wnetrzu wagonu wylowilem plakat opatrzony tytulem Poetry in Motion
        ponizej wiersz, na samym dole imie i nazwisko poety; w lewym dolnym rogu
        plakatu nazwa dwoch sponsorow programu: New York City Transit i Poetry Society
        of America. Pierwsze wrazenie to mimowiedne przekonanie, ze idea programu
        POEZJI W RUCHU (obejmujaca nowojorskie pociagi metra i autobusy) jest
        miejscowego chowu. Tymczasem nic podobnego; narodzila sie w Londynie na
        poczatku 1986 roku pod nazwa Poems on the Underground. Szesc lat pozniej w
        Anglii ukazala sie antologia zawierajaca 114 wierszy, ktore podrozowaly w
        labiryntach londynskich tuneli. Nowojorczycy raz jeszcze wiec siegneli po wzor
        za Atlantyk, jest tu wiec nie tylko tzw. Tudor Style w architekturze przelomu
        XIX/XX wieku, wziety ponoc z Wysp Brytyjskich, lecz i poetycka mysl na ulotnym
        druku. Po adaptacji pozostal slad-lacznik, jako ze bodaj pierwszym wierszem w
        nowojorskim metrze w serii Poetry in Motion jest Western Wind - wiersz
        anonimowego poety angielskiego z poczatku XVI wieku. Oto jego poczatek:

        Western Wind when wilt thou blow
        The small rain down can rain
        Christ if my love were in my arms
        And I in my bed again.

        Ale wtedy, jesienna pora 1992 roku, gdy jechalem metrem, na poetyckim plakacie
        studiowalem inny juz wiersz, ktory zdawal sie miec dla mnie dramatyczny
        kontekst, jakze osobisty. Znawca poezji bez trudu przypisze go konkretnemu
        autorowi, lecz my, zjadacze chleba powszedniego jeszcze na aniolow nie
        przerobieni? Kto odgadnie autora tego wiersza:


        Encounter


        We were riding through frozen fields in a wagon at dawn.
        A red wing rose in the darkness.
        And suddenly a hare ran across the road.
        One of us pointed to it with his hand.
        That was long ago. Today neither of them alive,
        Not the hare, not the man who made the gesture.
        O my love, where are they, where are they going.
        The flash of hand, streak of movement, rustle of pebbles.
        I ask not out of sorrow, but in wonder.


        Jak na miasto wielu kultur przystalo - tutaj poeta mowi w dwustu jezykach do
        nikogo, ale jezykiem uniwersalnym jest oczywiscie angielski, na ktory przeklada
        sie poezje z japonskiego, eskimoskiego, hiszpanskiego, starogreckiego,
        chinskiego, rosyjskiego i polskiego. No i rozpietosc czasu jest doprawdy
        olbrzymia - od starogreckiej poetki Safony (rok 600 przed Chrystusem) po
        wspolczesnych poetow amerykanskich. Gdy po czterech latach od narodzin
        tej "ruchomej" inicjatywy poetyckiej zebrano owoce w liczbie stu5), nie bylo
        jeszcze posrod nich jednego, ktory dostrzeglem w wagonie linii 4 jesienia 1997
        roku, gdy wracalem z Bronksu po wizycie na Woodlawn Cementry, tutejszym
        odpowiedniku paryskiego Pere-Lachaise. Oto jego angielski przeklad:


        Four in the morning

        The hour from night to day.
        The hour from side to side.
        The hour those past thirty.
        The hour swetp clean to the crowing of cooks.
        The hour when earth betrays us.
        The hour when wind blows from extinguished stars.
        The hour of and-what-if-nothing-remains-after-us.
        The hollow hour. Blank, empty.
        The very pit of all other hours.
        No one feels good at four in the morning.
        If ants feel good at four in the morning.
        three cheers for the ants.
        And let five o'clock come
        if we're to go on living.


        Mysle, ze to zagadka latwa do rozwiazania - kim sa dwaj poeci, ktorzy jakis
        czas podrozowali pociagami nowojorskiego
        • kwasna_cytryna Re: TADEUSZ ZIELICHOWSKI-WOYNILLOWICZ 19.07.03, 12:49
          cd.

          Mysle, ze to zagadka latwa do rozwiazania - kim sa dwaj poeci, ktorzy jakis
          czas podrozowali pociagami nowojorskiego metra w serii Poetry in Motion.

          Inicjatywa wyszla - zdaje sie - od instytucji pomieszkujacej w budynku bedacym
          wlasnoscia National Art Club, a stojacym w miejscu - o moja zazdrosci! - w
          istocie rownie pieknym, co i drogim: przy Grammercy Park South.

          Do snobistycznego National Arts Club nie wchodzi sie z marszu w przyodziewku
          nowojorskim, czyli niechlujnym. Tylko dzieki poetyckiemu wieczorowi
          organizowanemu przez Poetry Society of America obejrzalem wnetrza, w ktorych
          Andrzej Wajda moglby krecic duble z zycia lodzkich kapitalistow czasow Ziemi
          obiecanej. W istocie - pieknie! Wiem juz, ze organizacja ta jest najstarszym
          poetyckim zrzeszeniem w USA, przyznaje nagrody, kieruje programem wymiany
          z "kontynentalnymi" (tj. europejskimi) odpowiednikami, szczyci sie czlonkostwem
          takich slaw, jak George Santayana, Wallace Stevens, Robert Frost, Ezra Pound,
          Wystan H. Auden. PSA wraz z NYC Transit Authority wylonilo komisje, ktora
          kwalifikuje wiersze do druku na plakatach w serii Poetry in Motion. Kryterium
          ilosciowe jest proste - maksimum szesnascie linijek, lecz to nie zdarza sie
          czesto; im mniej linijek, tym wiekszy moze byc druk na plakacie, na czym
          zyskuje wizualna percepcja. Nie moze tu byc nic o przemocy i destrukcji, zadnej
          smierci i tematow kostuszych. Tak wiec nie zobaczymy w nowojorskich pociagach
          mego ulubionego poety - ksiedza Jozefa Baki (wiek XVII) z fragmentami z Uwag o
          smierci niechybnej, turpista Stanislaw Grochowiak tez nie przejdzie. O!, zdaje
          sie mam cos na podoredziu - piekny lagodny wiersz... nie powiem kogo. Oto jego
          fragment:


          Do Marka Aurelego

          Dobranoc Marku lampe zgas
          i zamknij ksiazke juz nad glowa
          wznosi sie srebrne larum gwiazd
          to niebo mowi obca mowa
          to barbarzynski okrzyk trwogi
          ktorego nie zna twa lacina
          to lek odwieczny ciemny lek
          (...)


          Niestety, dalej ida tresci depresyjne i obawiam sie, ze kolegium rymolowcow z
          Poetry Society of America i NY Transit Authority musialoby siegac po prozac.
          Nie jest wiec latwo wybierac wiersze wystawiane na widok publiczny w tutejszym
          metrze.

          Jak wiadomo, w kraju zwanym Ameryka i tutaj, w Nowym Jorku wszystko jest na
          sprzedaz, czyli do kupienia, rowniez i plakaty z serii Poetry in Motion.
          Gapiostwo sprawilo, ze w swej kolekcji mam tylko trzy i kiedy do sklepiku na
          Grand Central Terminal bedacego w gestii New York Transit Museum zajrzalem z
          lista potrzeb, skonczylo sie na nich samych. Nie ma, wyczerpane! Szkoda; ponoc
          jest jeden kolekcjoner, ktory ma je wszystkie - to Eugene Roach z Transit
          Police, ktory - uwaga! - jest off-hours poet.
          • Gość: Ewa Re: A World Without War IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 19.07.03, 17:16
            Buildings rose and fell and smashed

            In waves and blasts of wood and brick

            and glass and stone.

            Dust swirled, cavorted, playing games

            As though to mock the earth

            And every living thing that ever was,
            
            as though to say:

            “Forget the songs, the poems, science, books,


            Ignore the paintings, hopes, joys, love,

            The sorrows and the ugliness,

            And the beauty

            That once was Man.”

            Then, from the loudest cries and noises ever heard

            There came a silence never known–

            Not even one small scream,

            As Armageddon, Man’s last creation, ended war–

            forever

            Charlotte M. Weller
            • Gość: Ewa Re:Phyllis Janowitz IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 19.07.03, 17:47
              Although I Am Taking Courses in the Language



              Although I am taking courses in the language
              of children, penguin socialization
              and creative writing, now, in my dotage —

              dotage, what a striking word — I find
              myself betrayed — betrayed — by what?
              Betrayed! That's what it means to be human.

              First acceptance, then rage, then reiteration.
              Once dinner was always exactly at seven.
              We said a prayer. Naturally, I imagined

              my grandchildren would have red hair and make
              kipful good as my own. I didn't think they'd
              arrive right off the green farms of Alpha Centuri

              out of touch, wearing headphones and refusing
              to move without tape decks and wide receivers.
              Exhausting, their tolerance for a drifting world.

              How can I get through to them? Listen, listen
              I want to say (as if it would make a difference)
              without order there can be no love, not even

              tenderness, the only possible purpose
              under a dying sun — the only one.
              My hearing grows worse with the years;

              what passes from human to human is inaudible,
              yet how clearly I hear what they hear. Fragile
              and pale, Humpty-Dumpty bounces on his wall

              in the sky, high on the timeliest twaddling tunes
              and worlds may break to bits, worlds may be reglued.
              I nod and sigh. What else can I do?

              It is not to me, alone, the little
              angels cry, Come to dust Come to dust
              The sun has ten billion years to go.




              Summer 1980


              • kwasna_cytryna Re:Sasza Czornyj 20.07.03, 09:28
                В ОЖИДАНИИ НОЧНОГО ПОЕЗДА

                Светлый немец
                Пьет светлое пиво.
                Пей, чтоб тебя разорвало!
                А я, иноземец,
                Сижу тоскливо,
                Бледнее мизинца,
                И смотрю на лампочки вяло.
                Просмотрел журналы:
                Портрет кронпринца,
                Тупые остроты,
                Выставка мопсов в Берлине...
                В припадке зевоты
                Дрожу в пелерине
                И страстно смотрю на часы.
                Сорок минут до отхода!
                Кусаю усы
                И кошусь на соседа-урода —
                Проклятый! Пьет пятую кружку.
                Шея, как пушка,
                Живот, как комод...
                О, о, о!
                Потерпи, ничего, ничего,
                Кельнер, пива!
                Где мой карандаш?
                Лениво
                Пишу эти кислые строки,
                Глажу сонные щеки
                И жалею, что я не багаж...
                Тридцать минут до отхода!
                Тридцать минут...

                򒼶>
                Веймар. Вокзал
                • Gość: Ewa Re:Bajka arabska IP: *.w217-128.abo.wanadoo.fr 20.07.03, 10:06
                  Волк, лиса и собака


                  Однажды лиса забралась в курятник, наелась там вволю и быстро убежала, пока
                  хозяйка ничего не заметила.
                  Но тут лиса почувствовала сильную жажду; она стала искать, где бы напиться, но
                  нигде не могла найти ни капли воды. Едва не умирая от жажды, бродила она
                  повсюду, пока наконец не наткнулась на колодец. Без раздумий лиса прыгнула в
                  привязанное к нему ведро, надеясь найти в нем хоть немного воды. Но ведро под
                  тяжестью ее тела стало падать на дно колодца, поднимая другое ведро наверх.
                  В ту пору мимо проходил волк. Он увидел на дне колодца лису и спросил ее:
                  - Как это тебя угораздило свалиться туда, сестрица?
                  - Я увидела туг много рыбы, братец, и спустилась половить. Если не веришь, иди
                  сюда и ты увидишь это собственными глазами. О братец, какая это сытная и нежная
                  пища!
                  - Что случилось, сестрица? Первый раз ты приглашаешь меня покушать. Такого еще
                  никогда не бывало. Коварная лиса возразила:
                  - Если ты сомневаешься в том, что я говорю правду, друг мой, посмотри на дно
                  ведра и ты увидишь большую рыбину.
                  Волк поверил лисе и прыгнул в ведро. Оно стало быстро спускаться, а другое
                  ведро, с лисицей, начало подниматься наверх. Когда ведра поравнялись, волк
                  увидел, что лиса поднимается наверх, и спросил изумленно:
                  - Куда же ты?
                  - Такова уж наша жизнь, она как лестница: один поднимается, другой опускается,-
                  коварно ответила лиса.
                  В тот самый момент, когд
                  • Gość: zahedan Re:Bajka arabska IP: *.protonet.pl 20.07.03, 10:08
                    o boh moj!!!!!!!skąd ty cyrylica wziąść?
                  • kwasna_cytryna Re:Lafontaine 20.07.03, 10:36
                    Le Renard et les Raisins

                    Certain renard gascon, d'autres disent normand,
                    Mourant presque de faim, vit au haut d'une treille
                    Des raisins mûrs apparemment,
                    Et couverts d'une peau vermeille.
                    Le galand en eut fait volontiers un repas;
                    Mais comme il n'y pouvait point atteindre:
                    «Ils sont trop verts, dit-il, et bons pour des goujats.»

                    Fit-il pas mieux que de se plaindre?
                    • kwasna_cytryna Re:Lafontaine 20.07.03, 10:37
                      Chłop, lis i pies

                      Lis, wyjadacz starej daty,
                      Co różne w życiu przebył tarapaty,
                      Nadaremnie przez czas długi
                      Kręcił się koło kurnika.
                      Przepłoszony raz i drugi,
                      Z dala wietrzy, ślinkę łyka,
                      Widzi kury i koguty,
                      I kurczęta, i kapłony
                      I głodem wielce dręczony,
                      Chodzi jak struty.
                      "Tfu, do licha! - pomyślał - jam nie bity w ciemię,
                      A znoszę takie męczarnie!
                      Dokądże to chamskie plemię
                      Drwić ze mnie będzie bezkarnie?
                      Śledzę, czatuję od zmroku do świtu,
                      I już mi nawet konceptu nie staje
                      Na lada figiel wart lisiego sprytu.
                      Biedzę się, trudzę, aż mi pęka głowa,
                      A chłop wykarmi, utuczy, sprzedaje
                      I bez zachodu grosz do srzyni chowa.
                      Onegdaj wpadł mi w łapy jakiś kogut stary:
                      Twardy, chudy, jak trzaska, sama skóra, kości,
                      A przecie(wstyd powiedzieć), szczęśliwy bez miary,
                      Zjadłem go płacząc z radości!
                      Czekaj, chłopie! Masz rygle, masz wrota i pieski,
                      Lecz jam ci przysiągł zemstę do grobowej deski,
                      Zobaczym, czyje na wierzchu."
                      Kiedy to mówił, o zmierzchu
                      Wraca chłop z karczmy po kwaterkach pięciu;
                      Zatoczył się do chaty, padł koło komina
                      I w Morfeusza objęciu
                      Chrapać zaczyna.
                      Tego czekał lis zażarty.
                      Gdy noc zapadła, do kurnika bieży,
                      Patrzy - i oczom nie wierzy:
                      Kurnik otwarty!
                      Dał susa i na początek
                      Zadusił troje pisklątek;
                      Potem wzioł się do kokoszy,
                      Chwyta, goni, łowi, płoszy,
                      Gryzie i dławi,
                      We krwi się pławi,
                      A gdy już zemstę nasycił zajadłą,
                      Porwał, co mu w paszczę wpadło,
                      Resztę zostawił i nie tracąc czasu
                      Drapnął do lasu.
                      Nad ranem chłop wytrzezwiał; wziął przetak pośladu
                      I jeszcze na wpół senny powlókł się do sadu,
                      Kędy stał kurnik. Wszedł w otwarte wrota -
                      Leżą kurczęta, kapłony, koguty!...
                      "O rety! - krzyknie - lis tu był, niecnota!
                      Gdzie pies? A łotr! A zdrajca! A skóra na buty!
                      Dać tu psa? Już parobek ciągnie go za ucho.
                      "Ha, psisynu! - chłop krzyknął - czy widzisz tę szkodę?
                      Nie ujdzie ci to na sucho:
                      Kamień do szyi - i w wodę!
                      Czemuś nie szczekał, czemuś nie ujadał,
                      Gdy lis do kur się zakradał?
                      Ty jesteś sprawcą mej straty!
                      Na ten raz jeszcze daruję ci życie,
                      Lecz abyś służbę pełnił należycie,
                      Dostaniesz baty."
                      "Szczekałem ci ja - pies odrzecze na to -
                      Lecz ty, wróciwszy wieczorem
                      Tak... niby... pod dobrą datą,
                      Drzwi zostawiłeś otworem.
                      A potem... i jam zasnął, wyznaję to szczerze,
                      Bo jeśli tobie wcale się nie chciało
                      Dbać o swe mienie, dlaczegoż ja, zwierzę,
                      Mam być mędrszym od ciebie i czuwać noc całą?"
                      W ustach czlowieka takie argumnta
                      Byłyby wielce cenione,
                      Lecz gdy je na swą obronę
                      Zechcą przywodzić bydlęta,
                      To bajki, brednie wierutne!
                      I pies z tej racji wziął cięgi okrutne.
                      Na co psa winić? Chcecie nie być stratni,
                      Wstańcie pierwsi do pracy - idzcie spać ostatni.
                      Przez posły wilk nie tyje - jest to prawda święta.
                      I człek się nie zbogaci przez plenipotenta.
                • Gość: sachedan Re:Sasza Czornyj IP: *.protonet.pl 20.07.03, 10:13
                  czy mnie rozerwać jak ja pić mnóstwo piwo?
                  • Gość: Ewa Re:Sasza Czornyj IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 20.07.03, 12:52
                    ty, zachedan, jak mnostwo piwo pic to roznoje
                    jazyki comprends very good i zabawa dobra miec
                    • Gość: Ewa Re:Sasza Czornyj IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 20.07.03, 13:12
                      Radziecki statek podpływa do afrykańskiego portu. Marynarz rzuca linę
                      cumowniczą na brzeg, krzycząc do Murzyna stojącego na nabrzeżu:
                      - Dierzi linu!
                      Murzyn nie rozumie. Rosjanin znów rzuca cumę krzycząc:
                      - Dierzi linu!
                      Murzyn stoi bez ruchu. Rosjanin pyta:
                      - Gawari pa ruski?
                      Cisza.
                      - Parlez vous francais?
                      Cisza.
                      - Sprechen Sie Deutsch?
                      Cisza.
                      - Do you speak English?
                      - Yes, I do.
                      -No to dierzi linu!
                    • Gość: zahedan Re:Sasza Czornyj IP: *.protonet.pl 20.07.03, 13:25
                      Gość portalu: Ewa napisał(a):

                      > ty, zachedan, jak mnostwo piwo pic to roznoje
                      > jazyki comprends very good i zabawa dobra miec
                      "bez wódki nie razbieriosz"
                      • Gość: Ewa Re:Poezije mlade ljubezni IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 20.07.03, 13:56
                        Pokoren sem.
                        Vdan sem.
                        Ljubljen nisem.
                        Sem kot samotno drevo
                        nad otožno poljano
                        in le tiho, modro nebo
                        ve, kaj je z mano.
                        Saj le ptič,
                        ko dvigne peruti
                        v visokem letu,
                        morda komaj čuti,
                        kaj je človek na svetu

                        France Magojna
                        • kwasna_cytryna Re: Krzysztof Siwczyk 20.07.03, 20:36
                          Drażniące przyjemności

                          Zupełnie ci odbiło, fiucie- mówi taka jedna, której w życiu
                          Nie posądziłbym o coś podobnego. Chociaż w żadnym stopniu
                          Nie przypomina Marleny Dietrich, to jednak nie mogę się
                          Oprzeć wrażeniu, że skądś ją znam. Znam wiele takich,
                          Co to mówią niestworzone rzeczy, a potem długo tego żałują.
                          Gdyby, dla przykładu, powiedziała to Gena Rowlands,

                          Sprawy przybrałyby stanowczo inny obrót. No więc
                          Wcinam solone orzeszki, przełykam puszkowego browca i patrząc
                          W ekran słucham, co ma mi jeszcze do powiedzenia. A ona
                          Wytrzeszcza podretuszowane gały, jak gdyby dostała zatwardzenia,
                          I nic, ani słowa. Weźmy taką Sonię Bragę w filmie
                          Pocałunek kobiety pająka, ona już wiedziałaby, co powiedzieć,

                          Ona zawsze wie, co powiedzieć, nie to co Klaus Maria Brandauer,
                          Któremu przeważnie coś się komplikuje. Wkurza mnie
                          Klaus Maria Brandauer, ten jego dwuznaczny uśmieszek.
                          Takim facetom jak on zawsze coś nie pasuje, chyba że w grę
                          Wchodzi klepanie po tyłkach. Klepanie po tyłkach jest tak
                          Eklektyczne i mało oryginalne. Yoko Tsukasa nigdy by sobie

                          Na to nie pozwoliła, tym bardziej Liv Ullmann. Wiem o tym,
                          Bo oglądałem każdy film z jej udziałem. Co innego B. B.
                          Albo C. C. One tylko na to czekają, wierzcie mi lub nie,
                          Z takimi trzeba ostrożnie, na dystans, bez zbędnych
                          Hipererekcji. Wolę już Faye Dunaway, Isabellę Rosselini
                          Czy Nastassję Kinski w roli uciekającej żony

                          W Paris, Texas. Szanuję żony znikające z pola widzenia
                          W najmniej spodziewanym momencie bez złośliwego mamrotania
                          O pieluchach, zwałach tłuszczu, drapiącym zaroście etc.
                          Inaczej ma się rzecz z maniakami tropiącymi swoje żony
                          Przy czterdziestostopniowym upale (patrz: Harry Dean Stanton).
                          Nigdy nie potrafiłem zrozumieć, o co im tak naprawdę chodzi.

                          Więc pewnie chodzi o to, żeby nie dać się wykopać
                          W pierwszej kolejności. Żal mi Lubow Orłowej nie mniej niż
                          Marii Schneider czy Grace Kelly. Tyle piękna i wszystko na nic.
                          Co z gwiazdami niemych supergigantów i Polą Negri w roli
                          Madame Dubarry? Co z kinem grozy i melodramatami Griffitha?
                          Co z przemysłem porno i talentem Teresy Orlowsky?

                          Raczej darujmy sobie jakiekolwiek przypuszczenia i chodźmy
                          Na kolejny seans. Zapewne pani Ula wpuści nas za darmo. Takich
                          Jak my pani Ula zawsze wpuszcza za darmo, żeby nie wiem co.
                          • Gość: Ewa Re: Isabelle Huppert IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 20.07.03, 22:59
                            Paryżanka w każdym calu, Isabelle Hupert po raz pierwszy pokazała się na scenie
                            w sztuce Alfreda de Musset "Kaprys". Występ ten zapewnił jej wstęp bez
                            egzaminów do prestiżowego Conservatoire d'Art Dramatique w Wersalu. Jako
                            dyplomowana już aktorka grała głównie w klasyce: "Medei" Eurypidesa
                            czy "Miesiącu na wsi" Turgieniewa. W 1971 dostała propozycję zagrania w filmie
                            i od tej chwili można mówić o dwóch życiach Isabelle. Teatralnym, o którym
                            wiedzą tylko paryskie elity i drugim, lekkim jak chmurka filmowym wcieleniu
                            aktorki. W pismach z 70. widzimy Isabelle Huppert obok największych gwiazd
                            francuskiego kina: "lekka jak Miou Miou, tajemnicza jak Isabelle Adjani" -
                            czytamy poniżej. Choć jak podkreślała sama aktorka, nie grała postaci z
                            wielkiego świata, nie była seksbombą ani przyjmowała ról komicznych - była, ot,
                            taką banalną dziewczyną z sąsiedztwa. Taką prostą dziewuszkę zakochaną w
                            studencie gra u Claude'a Goretty w La Dentellere, choć już u Jean-Luca Godarda
                            w Sauve qui peut (la vie) - pierwszym postmaoistycznym filmie mistrza pojawia
                            się jako prostytutka, a w Loulou Maurice'a Pialata - jako kobieta z wyższych
                            sfer zauroczona młodym osiłkiem-wagabundą czyli Gerardem Depardieu.

                            Lata 70., złota era lewackich ruchów i społecznego fermentu we Francji, były
                            dla Isabelle Huppert łaskawe. Role, jakie grała, kobiet łamiących społeczne i
                            erotyczne tabu doskonale wpisywały się w retorykę Ruchu Wyzwolenia Kobiet,
                            którego Isabelle stała się symbolem. Jednak to było za mało. W 1980 roku
                            Isabelle Huppert postanowiła zrobić karierę za oceanem i zgodziła się wziąć
                            udział we Wrotach niebios Michaela Cimino - superprodukcji, która poniosła
                            jedną z najbardziej spektakularnych klęsk w historii kina. Na szczęście w tym
                            momencie, na scenę wkroczył Claude Chabrol, którym okazał się dla Isabelle
                            Huppert mężem równie opatrznościowym, co Techine dla Catherine Deneuve i Sautet
                            dla Emmanuelle Beart. Duet Chabrol-Huppert odpowiedzialny jest za szereg
                            celuloidowych majstersztyków: Violette Noziere (Huppert gra tu młodą kobietę,
                            która morduje swoich rodziców), Une Affaire de femmes (postać akuszerki
                            wykonującej nielegalne aborcje, która staje się ostatnią kobietą straconą we
                            Francji), Madame Bovary (Emma) i w końcu La Ceremonie (za rolę obłąkanej
                            pokojówki Huppert dostała Cesara i nagrodę dla najlepszej aktorki na festiwalu
                            w Wenecji). Od roli szalonej Jeanne można mówić o nowej ekranowej osobowośći
                            Isabelle - znacznie mroczniejszej i mniej obliczalnej od poszukujących wrażeń
                            żon, które dotychczas grywała. W Szkole dziewic gra fanatyczną przełożoną
                            pensji stosującą wobec swoich wychowanek metody, jakich nie powstydziliby się
                            islamscy terroryści; pełną hipokryzji dyrektorkę fabryki czekolady w Gorzkiej
                            czekoladzie, czy sfiksowaną nauczycielkę muzyki - nimfomankę w kontrowersyjnej
                            Pianistce (nagroda w Cannes w 2001 roku). Jaśniejszym punktem w karierze
                            Isabelle ostatnich dwóch lat była komedia 8 kobiet, ale czy jako komiczna lecz
                            zgorzkniała Augustine uciekła od etykietki pierwszej wariatki europejskiego
                            kina - można się sprzeczać. Etykietki tyle krzywdzącej, co po prostu
                            nieprawdziwej: mało kto wie, że prywatnie Isabelle jest szczęśliwą żoną i matką
                            trojga dzieci.
                            • kwasna_cytryna Re: Edward Stachura 21.07.03, 21:24
                              Życie to nie teatr

                              Życie to nie teatr, mówisz ciągle, opowiadasz;

                              Maski coraz inne, coraz mylne się nakłada;

                              Wszystko to zabawa, wszystko to jest jedna gra

                              Przy otwartych i zamkniętych drzwiach

                              To jest gra!



                              Życie to nie teatr, ja ci na to odpowiadam;

                              Życie to nie tylko kolorowa maskarada;

                              Życie jest straszniejsze i piękniejsze jeszcze jest;

                              Wszystko przy nim blednie, blednie nawet sama śmierć!

                              Ty i ja – teatry to są dwa.

                              Ty i ja!
                              Ty - ty prawdziwej nie uronisz łzy.

                              Ty najwyżej w górę wznosisz brwi.

                              Nawet kiedy źle ci jest, to nie jest źle.

                              Bo ty grasz!



                              Ja – duszę na ramieniu wiecznie mam.

                              Cały jestem zbudowany z ran.

                              Lecz kaleka nie ja jestem, tylko ty!
                              • Gość: Ewa Re: Jean-Baptiste Poquelin dit Moli& egrave;re IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 21.07.03, 23:17
                                A Madame Henriette d'Angleterre Duchese d'orlèans


                                Madame,

                                Je suis le plus embarrassé homme du monde, lorsqu'il me faut
                                dédier un livre ; et je me trouve si peu fait au style d'épître
                                dédicatoire, que je ne sais pas où sortir de celle-ci. Un autre
                                auteur, qui serait en ma place, trouverait d'abord cent belles
                                choses à dire de Votre Altesse Royale, sur ce titre de l'Ecole des
                                femmes, et l'offre qu'il vous en ferait. Mais, pour moi, Madame,
                                je vous avoue mon faible. Je ne sais point cet art de trouver des
                                rapports entre des choses si peu proportionnées ; et, quelques
                                belles lumières que mes confrères les auteurs me donnent tous les
                                jours sur de pareils sujets, je ne vois point ce que Votre Altesse
                                Royale pourrait avoir à déméler avec la comédie que je lui
                                présente
                                • kwasna_cytryna Re: list 22.07.03, 09:02
                                  List Juliusza Głowackiego
                                  do Joanny Bobrowej

                                  (...) Oto żegnam Panią! - Nic w mojem sercu nie ma,
                                  co by się mogło przydać Pani, owszem, wszystko może
                                  odwiodłoby Ją od egoizmu, od szczęścia... Jam ciągnął
                                  za Panią dawny jęk przeszłości, ze mną do salonu wchodziła
                                  wieść, wspomnienie, boleść dawna. - A ilem ja osobiście,
                                  jako środkowy kamień, cierpiał, tego trudno zliczyć i tej nuty
                                  może nigdy Pani między różnemi tonami wspomnień
                                  nie znajdziesz. Lepiej więc, że się rozstaniemy, że ja zniknę,
                                  jak gdybym nigdy nie egzystował, nigdy nie żył. Wszystko
                                  zniknie! i wszystko się znajdzie w łonie Bożem, ale biada
                                  ludziom, co nie zrywają prędko ostatnich bolących łańcuchów.
                                  Znikajmy więc, abyśmy się odnaleźli... Na ostatnią pamiątkę
                                  zaimprowizuję Pani, jak gdybym żył jeszcze.

                                  O! gdybym ja wiódł Panią do kaskady!
                                  To tak, jak ludzie przyjaciołom wierni,
                                  Aż tam bym zawiódł, gdzie pył leci blady
                                  Śród leszczyn w Gisbach, a śród laurów w Terni.
                                  Dzikie bym zrywał na murawie kwiaty,
                                  A Pani w skałach siadłabyś myśląca,
                                  Jak Anioł, skrzydłem kaskady skrzydlaty,
                                  Czekając znad skał śpiewu - i miesiąca.
                                  Gdybym ja Panią do kaskady woził,
                                  Może bym wieczną tam zatrzymał siłą -
                                  Śpiewem skamienił i lodem zamroził.
                                  I kazał tęczom świecić nad mogiłą.
                                  Dzisiaj siedzącej przed kaskadą w koczu
                                  Sumienie Pani powie samo głuche...
                                  Że niegdyś łzy się tak sączyły z oczu!
                                  A dzisiaj! oczy patrzą - takie suche.
                                  Czyś tem przeklęta, czy błogosławiona,
                                  Że serce zimne - oczy łez nie leją!
                                  Powie Ci kiedyś mogił druga strona,
                                  Gdzie serca pękną albo się rozgrzeją.
                                  Co do mnie - wiem ja, jak to praca pusta
                                  Serce kobiece na czas przeanielić! -
                                  Dlatego odtąd - wiecznie zamknę usta,
                                  I wolę nie być z Panią - niż zgon dzielić.
                                  Gdybym był duchem Wersalskiej natury,
                                  A taką Ciebie między tłumem zoczył,
                                  Zleciałbym na Cię jak kaskada z góry,
                                  Porwał i rzucił w przepaść - i sam skoczył.

                                  O! dosyć już, trzeba się rozstać - bez groźby ze smutną
                                  cichością odchodzącego człowieka... Żegnaj mi Pani -
                                  do jaśniejszych i wyświetlonych czasów.

                                  Dnia 4 maja 1842. Paryż

                                  Juliusz
    • kasia-s Re: śmierć kochanków II 22.07.03, 01:23
      Robert Desnos
      DERNIER POEME

      j'ai reve tellement fort de toi,
      j'ai tellement marche, tellement parle,
      tellemnt aime ton ombre, qu'il ne me reste plus rien de toi.
      il me reste d'etre l'ombe parmi les ombres
      d'etre cent fois plus ombre que l'ombre,
      d'etre l'ombre qui viendra et reviendra
      dans ta vie ensoleillee.
    • rb13 Re: śmierć kochanków II 22.07.03, 07:33
      Wspomnienia cień

      Napis wyryty już trochę zbladł
      Z epitafium został tylko ślad
      Już tylko brzozy srokaty pień
      Rzuca wspomnienia szary cień
      Nad grobem anioł skrzydlaty
      Patrzy na zwiędnięte kwiaty
      Na znicz zapomnienia wypalony
      Na grób szarością zakurzony
      Minęło ponad pięćdziesiąt lat
      W pamięci nawet nie został ślad


      Kraków Ryś B. 21.07.2003 r. godz. 1200
    • rb13 Re: śmierć kochanków II 22.07.03, 08:53
      To tylko był sen ?

      Z kąta pokoju wypełza smutek siny
      Łoskot wskazówek odmierza godziny
      Towarzyszem mu cisza grobowa
      W sinościach mgielnych giną słowa
      Szeptem strachu wypowiedziane
      O niedotykalnym ,o tym co nie znane
      Czuję to, widzę w kącie jakieś cienie
      Są coraz bliżej , nie - to nie złudzenie

      Ciało me oplatają mgielne opary
      Zimne ,oślizłe i północ biją zegary
      Krzyk strachu zamiera mi na ustach
      Ta postać - spowija ją czarna chusta
      I ta poświata – blade światła lśnienie
      Śmierć nadchodzi ,czy to złudzenie
      Już blisko zimno ,coś mnie dotyka
      Ręka ze strachem szuka wyłącznika

      Ostrze światła kłuje po oczach igłami
      Pustka, znajome ściany, znikły omamy
      Co za ulga - nie ma tu przecież nikogo
      Koszmary znikły - och jak mi błogo
      Cóż tam na ścianie jakaś smuga cienia
      Znów w obraz w pokoju się zmienia
      Rośnie, przekształca się i kołysze
      Wypełza i jakiś okropny jęk słyszę

      Jęk przeciągły, straszny i wibrujący
      W korę mózgową się wkręcający
      Napędza nowym koszmarem sen
      Nie wiem ktoś ty - czyj jęk jest ten
      Ręka odruchowo tłumi terkot budzika
      Otwarte oczy ,jęk ścichł , zanika...
      Przez okno przesącza się blady dzień
      Boże - jaka ulga. To tylko był sen ?


      Ryś B. Kraków 21.07.2003 r. godz.0108
      • Gość: Ewa Re:Evviva la poesia IP: *.w217-128.abo.wanadoo.fr 22.07.03, 10:08
        Koń by też pisał wiersze,
        gdyby mu dać sto złotych,
        też miałby aspiracje,
        ambicje i tęsknoty;

        co mówię? nawet wielbłąd
        gwizdnąłby na pustynię,
        gdyby mu, jak Boyowi,
        dać przednich wódek skrzynię;

        i nawet nietoperze,
        które wiszą na głowie,
        pisałyby komedie -
        a cóż dopiero człowiek?

        Ty więc, o Muzo moja,
        rymem mnie słodkim natknij -
        możem ja tu nie pierwszy,
        aleć i nie ostatni!

        Umiem i metr wyszukać,
        i uśpić rym przy rymie,
        puent mam tyle w głowie,
        ile jest śniegu w zimie;

        a jakie miewam wizje,
        koncepcje, problematy!
        W ogóle: bardzo dziwne,
        że nie jestem bogaty;

        toć jednym aforyzmem
        mógłbym spalić Warszawę;
        gdybym się rodził w Anglii,
        byłbym Bernardem Shawem.

        Więc jakże tu nie pisać,
        więc jakże! panie złoty...
        Koń by też pisał wiersze,
        gdyby mu dać sto złotych.


        Konstanty Ildefons Gałczyński
        1929
        • kwasna_cytryna Re: *** 22.07.03, 10:18
          piszę wiersze
          coraz lżejsze
          wyrzucając jak z balonu
          balast rzeczywistości


          by mogły się unosić
          coraz wyżej i wyżej
          przezroczyste
          liryki czyste
          napełnione
          samą tylko
          WlECZNOŚCIĄ

          Józef Baran
          • Gość: Ewa Re: Poezja naszych czasow IP: *.w217-128.abo.wanadoo.fr 22.07.03, 11:34
            rozprawiali o milionach

            cudownie przemieniających się w miliardy

            wachując swe muzy niedbale

            tą najpiękniejszą muzyką cyfr



            w restauracji chińskiej

            gdzie kwiecisty rosół i schab lakierowany

            siedziałem niczym Chrystus kuszony na Górze

            goły pomiędzy biznesmenami



            i rozmyślałem o swych oszczędnościach

            kupie tzw. bezcennych metafor

            słuchając jak triumfuje w ich słowach

            nowoczesna poezja walutowa



            Jozef Baran
            • kwasna_cytryna Re: Poezja naszych czasow 22.07.03, 20:54
              Ballada zimowa

              z tobą pić nie trzeba alkoholi
              żebyś uderzyła do głowy
              gdy przez stół patrzymy sobie w oczy
              to się człowiek do dna zauroczy

              co masz w środku pod tymi lodami
              jak je stopić serca dotykiem
              żebyś wybuchnęła mi w dłoniach
              najgorętszym nagim erotykiem

              jeszcze dzieli nas lodowa tafla
              lecz już tu i tam zaczyna trzaskać
              to wezbrane zduszone słońca
              pragną się wyłamać z potrzasku

              już ruszają w lutych oczach pierwsze lody
              rozstępują się śniegi na trwałe
              i tak mocno uderza do głowy
              twoich spojrzeń wiosenny szalej

              Józef Baran
              • rb13 Re: Poezja naszych czasow 22.07.03, 22:29
                Nocą wyciągam ku Tobie trwożliwe dłonie

                Motto
                Nocą wyciągam ku sobie trwożliwe dłonie
                Józef Baran
                Ostra pieśń miłosna

                Nocą wyciągam ku Tobie trwożliwe dłonie

                Co nas jeszcze łączy
                Znaki zapytania
                Wypalony żar miłości
                Więc tak to się kończy ?
                Prócz wspólnego mieszkania
                Pozostała pamięć
                Fornirowanych mebli
                Pokrytych kurzem zapomnienia
                Dni kiedy nosiłem Cię na rękach
                Szeptając sprośne słowa
                Odgłosów wersalki
                Znowu
                Daj spokój boli mnie głowa

                Zostały
                Ulotne wspomnienia
                Obiady pospiesznie jedzone
                Z rozbieganym pilotem
                Chwile wspólnego zapatrzenia
                W zatrzymany kanał tv - potem
                We wspólnym milczeniu
                Szukamy wypalonego uczucia
                W pospiesznym zbliżeniu

                Wsłuchani
                W oddechy śpiących dzieci
                Szukamy dogasającej miłości
                Nieśmiało wyciągając ku sobie ręce
                Zasypiamy z uśmiechem radości
                Splatając trwożliwie dłonie
                W podzięce
                Coś nas jeszcze łączy!
                Przytuleni

                Ryś B. Kraków 22.07.2003 r. godz.1254


                • kwasna_cytryna Re: Poezja naszych czasow 22.07.03, 22:35
                  Mijanie się

                  mijają stulecia
                  a one fruną
                  i są dla nas wciąż te same

                  zadzierając głowy
                  niezmiennie mówimy na nie:
                  kawki bociany pszczoły
                  nie próbując rozróżnić
                  kawkę od kawki
                  bociana od bociana
                  pszczołę od pszczoły

                  i one dostrzegają w nas
                  stale tego samego człowieka
                  żyjącego teraz i przed wiekami

                  w tej gatunkowej perspektywie
                  (może nie tak znów niedorzecznej)
                  mijając się a nie przemijając
                  istniejemy dla siebie
                  bezimiennie ale za to wiecznie

                  Józef Baran
    • elzbieta28 Re: śmierć kochanków II 22.07.03, 23:06
      Samą pamięcią nie powinno się:
      dotykać marmuru, muskać spadających liści
      zapalać zniczy i kłaśc na grobie
      najpiękniejszych chryzantem
      ocierać lez
      czuć bliskości wspomnień
      Samą pamięcią nie powinno się:
      dotykać zapachu cmentarza
      zamyślać się nad drgającym płomieniem
      Samą pamięcią nie zazna się spokoju
      i nie pozwoli bliskim przejść na drugą stronę.

      Pozdrawiam
      • Gość: Ewa Re: poezja z okresu sredniowiecza IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 22.07.03, 23:30
        Satyra na leniwych chlopow

        Chytrze bydlą z pany kmiecie,

        Wiele się w jich siercu plecie.

        Gdy dzień panu robić mają,

        Częstokroć odpoczywają,

        A robią silne obłudnie:

        Jedwo wynidą pod południe,

        A na drodze postawają,

        Rzekomo pługi oprawiają;

        Żelazną wić doma złoży,

        A drzewianą na pług włoży;

        Wprzągają chory dobytek,

        Chcąc zlechmanić ten dzień wszytek:

        Bo umyślnie na to godzi,

        Iż się panu źle urodzi.

        Gdy pan przydzie, dobrze orze -

        Gdy odydzie, jako gorze;

        Stoji na roli, w lemiesz klekce:

        Rzekomoć mu pług orać nie chce;

        Namysłem potraci kliny,

        Bieży do chrosta po jiny;

        Szedw do chrosta za krzem leży,

        Nierychło zasię wybieży.

        Mnimać każdy człowiek prawie,

        By był prostak na postawie,

        Boć się zda jako prawy wołek,

        Alić jest chytry pachołek.

        • kwasna_cytryna Re: satyra 23.07.03, 20:27
          JAK NAPISAĆ WIERSZ BARDZO MIŁOSNY

          W miłosnym wierszu: atmosfera
          Powinna sprzyjać uniesieniu,
          W napięciu trzymać,jak cholera
          I łzy wywołać w zakończeniu.

          Unikać znaczeń oklepanych:
          Kochanie, miłość, żal, rozstanie.
          Używać raczej,słów mniej znanych:
          Namiętność, żądza, spółkowanie.

          Wskazane aby było dwoje,
          Choć są przypadki wyjątkowe
          - Powiedzmy - jacyś tam oboje...
          Lecz skojarzenie to niezdrowe.

          Wyglądać winni,wprost prześlicznie:
          On tulipanem, ona różą.
          Wyeksponujmy ich lirycznie -
          Uznanie takie wiersze wróżą.

          I bardzo ważne !- miejsce akcji:
          Na ziemi wszystkie kąty znamy,
          Nie będzie zatem...tej reakcji,
          A efekt trudu opłakany.

          Umieśćmy naszych zakochanych,
          W rakiecie albo gdzieś w kosmosie
          Lub setce innych miejsc wybranych
          I miejmy złośliwości...w nosie!

          Można być w wierszu...wykrzyknikiem,
          Hebelkiem, śrubką lub pilnikiem.
          Można muterką lub nakrętką,
          Metali stopem,częścią giętką -
          Od mercedesa być resorem,
          W rowerze amortyzatorem.


          Kilka prostych przykładów:

          Ja gasnę,luba ! (jestem świecą)
          Więc przedłuż żywot mego knota!
          I ogrzej dłonią swą kobiecą
          Zbielałą z zimna parafinę,
          Niechaj powróci znów ochota,
          By płonąć...chociaż przez godzinę.

          ............................................................

          Na zawsze będziesz moją Nimfą...
          (Spotakałem ją na polowaniu)
          Gdym ujrzał Ciebie, stojąc z flintą:
          Tyś otulona była tiulem
          I chyba zmarzłaś,trochę drżałaś -
          Jam zerwał z siebie w mig koszulę...

          :))))
          • elzbieta28 Re: do rb13 23.07.03, 22:20
            -To był tylko sen?"
            Witam nowy dzień
            Lecz duchów nocnych cień
            Zostawiam w duszy mej
            Nadal boję się słów
            Które tkwią w głowie jak cierń
            Mówiące duchy? No cóż
            Wyobraźni figiel i już
            Koszmary oswajam w dzień
            Lecz wieczór już zbliża się
            Znów boję się nocy i mar
            Jak dziecko garbię ramiona
            Ach dusza ma udręczona
            Boi się śmierci, istnienia
            Jest ciężka jakby z kamienia
            Szybko chcę zapaść w głęboki sen
            By znów z ulgą przywitać dzień.
            :)))) Pozdrawiam
          • bluewolf Re: satyra 23.07.03, 23:14
            Daniel Naborowski
            Łowy

            Cicho, cicho, Kupidynie,
            Tu w tej zielonej krzewinie
            Lub pada, lub słońce wschodzi,
            Śliczna łani się przechodzi.
            Wej trop świeży; serce czuje,
            Że gdzieś pobliżu żyruje.
            Weźmi łuk i prętkie strzały:
            Ono, ono, zwierz zuchwały.
            Teraz strzelaj, Kupidynie,
            O ślepy Wezery synie!
            Coś uczynił najlepszego?
            Mnieś postrzelił, a prętkiego
            Zwierzaś chybił; on przez szkody
            Przez gęstwy gdzieś i przez wody
            Przepadł i nie masz nadzieję,
            Że się wróci do tej knieje.
            Ja z łowu, łowczy ubogi,
            W sercu niosę postrzał srogi
            • Gość: J Tuwim Re:wiersz nowatorski IP: *.w217-128.abo.wanadoo.fr 23.07.03, 23:33
              Moje zycie

              Krwi, snów, mknień, żądz,
              Gór, chmur, drżeń, zórz,
              Łez, chwil, róż, słońc,
              Łkań, gwiazd, gróz, mróz --!
              O, życie moje!
              O, życie moje!
              Bierz, gub, trwoń, trać,
              W lot, w śmiech, w gniew, w szał!
              Żyć! śnić! drżeć! łkać!
              Mknij, leć, pędź, w cwał!
              O - życie moje!!
              O życie moje!!
              Ból? Śmierć? Tak, tak!
              Wiem, wiem: czar złud!
              Nic, nic! Dzień - ptak!
              W pęd! w lot! w wir! w cud!
              O życie, życie moje
              • kwasna_cytryna Re:trudne do wymówienia 24.07.03, 00:54
                A wokół pięknie
                Skóra i kości
                Serca zgłodniałe
                Spuchniete nogi
                Co po nic stały
                Nadęty brzuch
                I myśli ciężarne

                A wokół pięknie
                Choć życie jest marne

                Zgłupiałe ciała
                Maszyny parowe
                Zatrute usta
                I łóżka niezdrowe
                Seks bez Miłości
                To ruchy niezdarne

                A wokół pięknie
                Choć życie jest marne

                Zmęczone uszy
                Oczy zmęczone
                Zmęczona lampa
                Co w oczach płonie
                Krzyk niemowlęcia
                I suknie czarne

                A wokół pięknie
                Choć życie jest marne
                • Gość: Ewa Re:Ordre du jour IP: *.w217-128.abo.wanadoo.fr 24.07.03, 10:42
                  Tenir l'âme en état de marche

                  Tenir le contingent à distance
                  Tenir l'âme au-dessus de la mêlée
                  Tenir Dieu pour une idée comme une autre
                  un support, une éventualité,
                  une contrée sauvage de l'univers poétique
                  Tenir les promesses de son enfance
                  Tenir tête à l'adversité
                  Ne pas épargner l'adversaire
                  Tenir parole ouverte
                  Tenir la dragée haute à ses faiblesses
                  Ne pas se laisser emporter par le courant
                  Tenir son rang dans le rang de ceux qui sont décidés
                  à tenir l'homme en position estimable
                  Ne pas se laisser séduire par la facilité
                  sous le prétexte que les pires
                  se haussent commodément au plus haut niveau
                  et que les meilleurs ont peine à tenir la route
                  Etre digne du privilège d'être
                  sous la forme la plus réussie: l'homme.
                  Ou mieux encore, la femme

                  Jean-Pierre Rosnay
                  • kwasna_cytryna Re:LETTRE A UNE ÂME BLESSÉE 24.07.03, 10:47
                    par Musique

                    Je sais que tu aimes les poemes, mais quelqu'un m'a dit que, les poemes
                    n'étaient pas tous écrits en vers. Alors j'ai décidé de t'écrire, toi, ma
                    petite soeur disparue.

                    Je sais que de la-haut, de ton pays de rires et de chansons, tu me regardes, et
                    tu vois le monde. Tu dois etre heureuse. Tu dois meme te dire: "Pourquoi ne
                    l'ai-je pas fait avant?"

                    Mais moi j'en souffre, petite soeur. Si tu savais. Il ne fallait pas aimer, si
                    ça devait te donner de ces idées. Si j'avais su que tu étais si malheureuse, je
                    serais venue te réconforter. Je t'aurais prise dans mes bras, toi, l'oiseau
                    blessé et je t'aurais consolée.

                    Qui t'a montré ça? Est-ce lui? Je te vengerai, si c'est ça. Tu aurais pu m'en
                    parler. Je t'aurais écoutée. Tu aurais peut-etre renoncé a ce dessein. Qui
                    sait? Les miracles, je n'y crois plus maintenant, mais avant...

                    Pourquoi, petite soeur, pourquoi? Il te battait? Il te maltraitait? Que te
                    faisait-il? Que faisaient ses sales mains sur ton corps fragile? Pourquoi
                    t'emmurais-tu dans ce silence impénétrable? Tu aurais pu me dire... qu'il
                    t'avait violée...

                    Pourtant, tu l'aimais. Mais il a abusé de ton innocence, il t'a détruite par la
                    suite. Tu aurais du m'en parler, au lieu...de te suicider...
                    • Gość: Ewa Re: Mon cher Casanova IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 24.07.03, 11:21
                      Pendant que vous êtes là à jaser, mon cher ami, je vais vous écrire, moi. Je
                      suis très aise que vous ne doutiez plus de mon amitié pour vous (vous auriez
                      grand tort au moins si c'était autrement) ; mais je voudrais que cette
                      persuasion-là ne vous servît qu'à m'aimer davantage et ne vous rendît si sûr de
                      ma tendresse que vous négligiez de conserver mon coeur : mais je crois que vous
                      n'avez pas besoin que je vous dise tout cela ; si vous m'aimez bien, vous
                      tâcherez sans doute de faire que je vous aime aussi toujours.

                      Je suis impatiente au moins en ce que M. Rodrigo ne s'en va pas ; à la fin,
                      c'est horrible ! Il ne lui manque plus que la guitare. Dépêchez-vous donc, mon
                      cher ami, si vous voulez me voir.

                      Oh ! mon Dieu, vous ne m'aimez guère puisque vous ne vous pressez pas plus.

                      Oh ! non, je ne sais ce que je dis ; vous m'aimez bien, mon cher ; mais je suis
                      impatiente, parce que je prévois que si vous venez si tard, je vous verrai
                      moins ; et je suis très aise de vous voir les soirs, parce que je vous vois un
                      peu plus librement... Mais j'entends remuer ; eh ! bien... oh ! ce n'est encore
                      rien... Je m'impatiente.

                      Oh ! Sia lodato quel che diceva la signora zia ! Ils partent, ils partent ! Et
                      j'en suis ravie, car je vais vous voir bientôt. Mais quoi ! Mme Jules ne s'en
                      va pas ?... Ah ! si fait, la voilà partie ! Ah ! Dieu soit béni !

                      Je vous attends à présent, vous. Ah ! si vous lambinez, vous devez sentir, mon
                      cher ami, autant d'impatience que moi ; si vous m'aimez, arrivez donc ! Je
                      quitte la plume à chaque moment pour vous attendre !... Ah ! vous voilà !

                      Manon Balletti
                      • kwasna_cytryna Re: Turandot 24.07.03, 12:37
                        Nessun dorma, nessun dorma ...
                        Tu pure, o Principessa,
                        Nella tua fredda stanza,
                        Guardi le stelle
                        Che tremano d'amore
                        E di speranza.

                        No one sleeps, no one sleeps...
                        Even you, o Princess,
                        In your cold room,
                        Watch the stars,
                        That tremble with love
                        And with hope.

                        Ma il mio mistero e chiuso in me,
                        Il nome mio nessun sapra, no, no,
                        Sulla tua bocca lo diro
                        Quando la luce splendera,
                        Ed il mio bacio sciogliera il silenzio
                        Che ti fa mia. But my secret is hidden within me;

                        My name no one shall know, no, no,
                        On your mouth I will speak it*
                        When the light shines,
                        And my kiss will dissolve the silence
                        That makes you mine.

                        Il nome suo nessun sapra
                        E noi dovrem, ahime, morir.

                        No one will know his name
                        And we must, alas, die.


                        Dilegua, o notte!
                        Tramontate, stelle!
                        All'alba vincero!

                        Vanish, o night!
                        Set**, stars!
                        At daybreak, I shall conquer!
                        • Gość: Ewa Re: le journal d'ophélia IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 24.07.03, 13:27
                          la plus belle lettre d'amour date du 18 juin 2001. c'est un lundi. il fait
                          chaud. je porte une robe noire décolletée et des chaussures à brides rouge
                          foncé. le matin j'ai pris le métro et puis j'ai ri encore, le front collé à la
                          vitre entre les stations sèvres-babylone et mabillon de la ligne dix, lorsque
                          les murs soudain s'écartent et que pendant quelques secondes, très courtes
                          vraiment, le métro fou traverse la station de métro fantôme de la croix-rouge.
                          c'est lui qui me dit ça dans la lettre, que la station fantôme se situe à
                          l'intersection des rues de grenelle et du dragon, à l'endroit dit : de la croix-
                          rouge. c'est la plus belle lettre d'amour du monde et elle parle de ça, de la
                          station fantôme entre sèvres-babylone et mabillon qui s'appelait croix-rouge.

                          tout à l'heure en allant rejoindre D, j'ai collé mon front à la vitre entre
                          sèvres-babylone et mabillon et j'ai souri encore. je ne passe plus souvent par
                          ici. j'ai quitté le lycée et puis cette part secrète de ta vie. je me souviens
                          de tout pourtant, chaque chose et chaque instant. la motte-piquet-grenelle, une
                          fille sanglote sur un banc. j'ai pleuré là aussi, pleuré pour toi sur ce
                          presque même siège, il y a longtemps. je lui souris tout doucement. la motte-
                          piquet-grenouille, je descends bien avant auteuil maintenant.

                          lundi 18 juin 2001, s'il avait fallu alors donner des raisons de rester vivant
                          je n'aurai donné que ça : les pierres jetées par les fenêtres, rue d'auteuil,
                          les bouteilles à la mer, l'évanouissement à chaque pas. paris n'avait plus
                          d'autre corps que le tien. j'étais déchirée d'amour et de tristesse, j'ai tout
                          déchiré autour de moi je ne regrette rien. la plus belle lettre d'amour du
                          monde date du 18 juin 2001. je m'en souviens très bien. elle ne dit rien
                          d'autre peut être que ce qui a déjà été dit mille fois entre les lignes, de
                          cahier, de métro. tout ce qui est caché dans les mots. et qu'est-ce que ça peut
                          faire maintenant, si tu ne m'aimes plus, si je ne t'aime plus, qu'est-ce que ça
                          peut faire vraiment ? la plus belle lettre d'amour c'est celle-là. c'est celle
                          qui hurle en secret dans le langage. c'est celle qui marque le signe, le corps
                          écrit, l'amour comme la mer qui avance. personne ne sait cela. personne ne
                          saura jamais. personne n'écrit comme toi.

                          • kwasna_cytryna Re: Lettres persanes - Montesquieu 24.07.03, 23:21
                            Lettre LXIV. Le chef des eunuques noirs à Usbek, à Paris

                            Je suis dans un embarras que je ne saurais t'exprimer, magnifique seigneur: le
                            sérail est dans un désordre et une confusion épouvantables; la guerre règne
                            entre tes femmes; tes eunuques sont partagés; on n'entend que plaintes, que
                            murmures, que reproches; mes remontrances sont méprisées: tout semble permis
                            dans ce temps de licence, et je n'ai plus qu'un vain titre dans le sérail.

                            Il n'y a aucune de tes femmes qui ne se juge au-dessus des autres par sa
                            naissance, par sa beauté, par ses richesses, par son esprit, par ton amour, et
                            qui ne fasse valoir quelques-uns de ces titres pour avoir toutes les
                            préférences. Je perds à chaque instant cette longue patience avec laquelle,
                            néanmoins, j'ai eu le malheur de les mécontenter toutes: ma prudence, ma
                            complaisance même, vertu si rare et si étrangère dans le poste que j'occupe,
                            ont été inutiles.

                            Veux-tu que je te découvre, magnifique seigneur, la cause de tous ces
                            désordres? Elle est toute dans ton coeur et dans les tendres égards que tu as
                            pour elles. Si tu ne me retenais pas la main; si, au lieu de la voie des
                            remontrances, tu me laissais celle des châtiments; si, sans te laisser
                            attendrir à leurs plaintes et à leurs larmes, tu les envoyais pleurer devant
                            moi, qui ne m'attendris jamais, je les façonnerais bientôt au joug qu'elles
                            doivent porter, et je lasserais leur humeur impérieuse et indépendante.

                            Enlevé dès l'âge de quinze ans au fond de l'Afrique, ma patrie, je fus d'abord
                            vendu à un maître qui avait plus de vingt femmes ou concubines. Ayant jugé à
                            mon air grave et taciturne que j'étais propre au sérail, il ordonna que l'on
                            achevât de me rendre tel, et me fit faire une opération pénible dans les
                            commencements, mais qui me fut heureuse dans la suite, parce qu'elle m'approcha
                            de l'oreille et de la confiance de mes maîtres. J'entrai dans ce sérail, qui
                            fut pour moi un nouveau monde. Le premier eunuque, l'homme le plus sévère que
                            j'aie vu de ma vie, y gouvernait avec un empire absolu. On n'y entendait parler
                            ni de divisions, ni de querelles: un silence profond régnait partout; toutes
                            ces femmes étaient couchées à la même heure, d'un bout de l'année à l'autre, et
                            levées à la même heure; elles entraient dans le bain tour à tour; elles en
                            sortaient au moindre signe que nous leur en faisions; le reste du temps, elles
                            étaient presque toujours enfermées dans leurs chambres. Il avait une règle, qui
                            était de les faire tenir dans une grande propreté, et il avait pour cela des
                            attentions inexprimables: le moindre refus d'obéir était puni sans
                            miséricorde. "Je suis, disait-il, esclave; mais je le suis d'un homme qui est
                            votre maître et le mien, et j'use du pouvoir qu'il m'a donné sur vous: c'est
                            lui qui vous châtie, et non pas moi, qui ne fais que prêter ma main." Ces
                            femmes n'entraient jamais dans la chambre de mon maître qu'elles n'y fussent
                            appelées; elles recevaient cette grâce avec joie et s'en voyaient privées sans
                            se plaindre. Enfin, moi, qui étais le dernier des noirs dans ce sérail
                            tranquille, j'étais mille fois plus respecté que je ne le suis dans le tien, où
                            je les commande tous.

                            Dès que ce grand eunuque eut connu mon génie, il tourna les yeux de mon côté;
                            il parla de moi à mon maître, comme d'un homme capable de travailler selon ses
                            vues, et de lui succéder dans le poste qu'il remplissait. Il ne fut point
                            étonné de ma grande jeunesse: il crut que mon attention me tiendrait lieu
                            d'expérience. Que te dirai-je? je fis tant de progrès dans sa confiance qu'il
                            ne faisait plus difficulté de mettre dans mes mains les clefs des lieux
                            terribles qu'il gardait depuis si longtemps. C'est sous ce grand maître que
                            j'appris l'art difficile de commander, et que je me formai aux maximes d'un
                            gouvernement inflexible. J'étudiai sous lui le coeur des femmes; il m'apprit à
                            profiter de leurs faiblesses et à ne point m'étonner de leurs hauteurs. Souvent
                            il se plaisait à me les voir conduire jusqu'au dernier retranchement de
                            l'obéissance; il les faisait ensuite revenir insensiblement, et voulait que je
                            parusse pour quelque temps plier moi-même. Mais il fallait le voir dans ces
                            moments où il les trouvait tout près du désespoir, entre les prières et les
                            reproches: il soutenait leurs larmes sans s'émouvoir et se sentait flatté de
                            cette espèce de triomphe. "Voilà, disait-il d'un air content, comment il faut
                            gouverner les femmes. Leur nombre ne m'embarrasse pas: je conduirais de même
                            toutes celles de notre grand monarque. Comment un homme peut-il espérer de
                            captiver leur coeur, si ses fidèles eunuques n'ont commencé par soumettre leur
                            esprit?"

                            Il avait non seulement de la fermeté, mais aussi de la pénétration: il lisait
                            leurs pensées et leurs dissimulations; leurs gestes étudiés, leur visage feint,
                            ne lui dérobaient rien; il savait toutes leurs actions les plus cachées et
                            leurs paroles les plus secrètes; il se servait des unes pour connaître les
                            autres, et il se plaisait à récompenser la moindre confidence. Comme elles
                            n'abordaient leur mari que lorsqu'elles étaient averties, l'eunuque y appelait
                            qui il voulait, et tournait les yeux de son maître sur celle qu'il avait en
                            vue; et cette distinction était la récompense de quelque secret révélé. Il
                            avait persuadé à son maître qu'il était du bon ordre qu'il lui laissât ce
                            choix, afin de lui donner une autorité plus grande. Voilà comme on gouvernait,
                            magnifique seigneur, dans un sérail qui était, je crois, le mieux réglé qu'il y
                            eût en Perse.

                            Laisse-moi les mains libres; permets que je me fasse obéir. Huit jours
                            remettront l'ordre dans le sein de la confusion. C'est ce que ta gloire
                            demande, et que ta sûreté exige.

                            De ton sérail d'Ispahan, le 9 de la lune de Rebiab 1, 1714.
                            • Gość: Ewa Re: L'enl& egrave;vement au sérail IP: *.w217-128.abo.wanadoo.fr 25.07.03, 12:10
                              • Gość: Ewa Re:Mozart-Uprowadzenie z Seraju IP: *.w217-128.abo.wanadoo.fr 25.07.03, 12:24
                                Premier acte

                                Scène 3

                                Osmin

                                Ces aventurirs infâmes
                                qui ne cessent de courir les femmes,
                                par diable, je les déteste;
                                car tous les faits et gestes
                                visent à nous espionner;
                                mais ces têtes-là na suraient m'abuser.
                                Vos intrigues, vos malices,
                                vos ficelles, vos astuces
                                je ne les connais que trop.
                                Et pour me duper,
                                il faut vous lever tôt,
                                je ne suis pas sot;
                                Aussi, par barbe du prophèete!
                                jour et nuit je médite
                                sans repos, pour avoir ta tête,
                                prends garde à toi, c'est ton affaire.
                                • kwasna_cytryna Re:Camille LAURENS Aventure 25.07.03, 19:54

                                  Avant, nous aimions l'aventure, n'est-ce pas ? Qui, nous ? Mais les hommes,
                                  voyons, les Ulysse à qui manquaient toujours du vent dans les voiles et de
                                  l'élan dans la mâture, les Perceval en quête du Graal, les Don Quichotte en mal
                                  d'absolu. Au temps des chevaliers, l'aventure était un exploit, une prouesse
                                  telle que l'amour même s'y soumettait - l'amour courtois glorifiait ces
                                  errances héroïques lancées toujours plus avant dans la conquête sacrée de
                                  l'idéal et des moulins à vent. De nos jours, elle a du plomb dans l'aile, les
                                  coureurs d'aventures courent surtout le guilledou, sans porter pour autant les
                                  couleurs d'aucune dame. On peut multiplier les aventures sans sortir de chez
                                  soi, les odyssées sont domestiques, les tours du monde se réduisent à rien, il
                                  y a des réseaux pour ça.

                                  Autrefois, l'aventure exigeait son poète, le héros son héraut, on en composait
                                  le récit, l'épopée, le rêve ; à présent les aventures sont brèves - moins
                                  passion que passade - rarement de quoi en faire une histoire : les aventures
                                  d'aujourd'hui n'ont pas d'avenir, elles sont sans lendemain.

                                  Quel paradoxe, pourtant, et quel déclin du sens, si l'on songe
                                  qu'étymologiquement l'" adventure " est justement ce qui doit advenir,
                                  l'imprévu qui va transformer notre routine en destinée. Les arcanes du tarot et
                                  les lignes de la main nous la disent toujours bonne, la mauvaise est tue, on
                                  comprend pourquoi. Mais au vrai, nous n'en savons rien, la figure en est tracée
                                  par le sort, " le destin de qui le compas/Marque à chacun son aventure ".
                                  L'aventure, alors, c'est la vie. Notre vie est une aventure, le dictionnaire la
                                  définit au plus juste : " Ce qui arrive d'inattendu ; entreprise hasardeuse, où
                                  se mêle souvent de l'attrait. " Pour la rendre plus agréable, et quelque plates
                                  qu'en soient les péripéties, parfois on la raconte : point n'est besoin d'être
                                  Jules Verne, d'aller vingt mille lieues sous les mers ni de couper la tête du
                                  Morholt, l'aventure est dans les mots, c'est la langue, et qu'importe les
                                  gestes pourvu qu'on ait la chanson ! " Que ton vers soit la bonne
                                  aventure/Éparse au vent crispé du matin/Qui va fleurant la menthe et le
                                  thym./Et tout le reste est littérature. " Dans le dernier poème des Fleurs du
                                  Mal, Baudelaire retrace les étapes de ce voyage humain : l'existence. Bonne ou
                                  male aventure, elle se déroule au gré des désirs et des déceptions, sans cesse
                                  bourlinguée vers un inaccessible horizon, jusqu'à ce que le Temps l'arrête : "
                                  Lorsqu'enfin il mettra le pied sur notre échine/Nous pourrons espérer et
                                  crier : En avant !/De même qu'autrefois nous partions pour la Chine,/Les yeux
                                  fixés au large et les cheveux au vent,/Nous nous embarquerons sur la mer des
                                  Ténèbres. " En avant, qu'y a-t-il ? Plus de Graal, plus d'Ithaque, sinon la
                                  beauté d'un vers. Et puis l'ultime aventure humaine, la mort, si conforme elle
                                  aussi à la première définition du dictionnaire : ce qui doit arriver. Nous
                                  sommes tous des aventuriers.
                                  • Gość: Ewa Re:List do krolowej Marii Kazimiery IP: *.w217-128.abo.wanadoo.fr 25.07.03, 23:40
                                    --------------------------------------------------------------------------------



                                    Au camp, 25 VII [1665].

                                    Jedyna pociecho duszy i serca mego!
                                    Nie co dzień, ale co minuta rad bym się pytał o zdrowiu twoim, moja śliczna
                                    panno, bez której widzenia już ledwo żyć mogę; i lubo po łasce bożej i po
                                    twojej serca mego miłości nie mam nic na tym świecie nad honor milszego, tedy
                                    przyznać się, moja duszo, muszę, że mi i ten z ciężkością zatrzymać przyjdzie,
                                    jeśli inszego do widzenia prędkiego najśliczniejszej Jutrzenki nie będzie
                                    sposobu. Wierzę, że też nikt na świecie nade mnie tego nie uznał na sobie:
                                    kochać dziesięć lat z nieporównaną z ni z kim pasją, doczekać się szczęścia
                                    prawie niespodziewanego nigdy, odnieść zupełną nagrodę, mieć w posesji to, co
                                    jest nieporównanego ze wszystkim światem - i potem z tego się nie cieszyć i
                                    oddalać się, i upuszczać prawie z rąk skarb nieoszacowany, przy którym by się
                                    na wieki przykować potrzeba! Nieraz to sam wymawiam i Królowi JMci, i innym, że
                                    mi wielką czyni krzywdę. Wołał na mnie z drugimi, żebym się żenił, i pokoju mi
                                    nie dawał; a teraz mi nie tylko mieszkać, ale i nacieszyć się nie dopuszcza,
                                    luboć się moje nie może, chyba z ostatnim duchem, skończyć ucieszenie.

                                    Uważże tedy, moja jedyna Mamusieńku, jako to ciężko znosić i jako to jest dur
                                    eloignement, et combien me cause de tourment. Muszka mię też znowu w liście tak
                                    skomosiła, że już ledwie szaleć nie przyjdzie. O, duszkoż by się teraz choć w
                                    mizerną obrócić płeszkę! Ja nie wiem, jeśli też to kiedy na myśl mojej
                                    przyjdzie dobrodziejce; bo mnie i śpiąc, i jedząc, i chodząc z myśli wszystkie
                                    śliczności najkochańszej Diany zejść nie mogą. Sam się jednak wydziwić nie
                                    mogę, jako mię we wszystko jedyna moja odmieniła Cassandre, że lubo wola i
                                    apetyt jest wielki, o okazję też nietrudno, a przecie pomyśleniem jednym, za to
                                    ślubuję, przeciwko mojej Jutrzence zgrzeszyć nie mogę.

                                    M. St. Germain przyjechał wczora; będzie przy mnie i wszystko dla niego uczynię
                                    według woli i rozkazania mojej duszy. Przywiózł mi też conserves des fleurs
                                    d'orange. Wierzę, że nic na świecie nie masz lepszego - prócz jednak przecię
                                    jednej rzeczy, która w sąsiedztwie bliskim z muszką siedzi. Tak jednak kładę,
                                    że gdybym był tej rzeczy gustu nie wiedział, tedybym te conserve za najlepszy
                                    był osądził smak. Szylwacht że tęskni, wątpić nie potrzeba; o żadnej jednak
                                    inszej nie myśli służbie, tak sobie tamtą u muszki upodobał kwaterę, w której,
                                    gdyby mu można dziś być, wszystko, cokolwiek ma i mieć może, z drogą by na to
                                    ważył duszą.

                                    Nowin różnych sam siła, o których byłoby co pisać, ale woli się piórko milszą i
                                    smaczniejszą bawić materią. Celadon dysgustów pełen z różnych okazyj, znosi to
                                    jednak wszystko dla Bukieta, że tak chce i tak mu każe; dowie się jednak Róża,
                                    jeśli kto lepiej i życzliwiej starał Kupcowi paryskiemu nad niego. M. Kielmski
                                    przyjechał przed wczorem, ale nań krzywo patrzą; proszę, racz tam Wć przecie
                                    jego trzymać stronę. A M. Comminges dał Król JMć kompanię gwardii rajtarską,
                                    która bywała pod p. Bielińskim, i jeszcze mu więcej do niej przydać chce.

                                    Myśmy się tu już zbliżyli, od Sanu tylko pół mili stoimy; jutro się przezeń
                                    przeprawować będziem. P. Lubomirski pod Jarosławiem stał, siedm tylko mil od
                                    nas; powiadają, że się wczora ruszył i idzie ku Wiśle. Jeśli tak, to bardzo
                                    blisko od nas pójść musi; po trzecim tedy dniu pewnego byśmy się z nim
                                    spodziewali zejścia. Tylko nam tak wszyscy udają, że pola stawić nie zechce,
                                    ale ustępować to tam, to sam komunikiem; co by w długą pójść musiało i
                                    musielibyśmy, piechoty porzuciwszy, komunikiem także za nimi chodzić, bo
                                    inaczej nie byłoby temu końca, i na co bym ja i sam umierać musiał, włócząc się
                                    ni tego, ni owego, bez serca i duszy mojej. P. podstoli koronny we czwartek ze
                                    trzema chorągwiami przyszedł do p. Lubomirskiego, a starosta radomski we dwóch
                                    kornetach; to tak pewna, jakem ja człowiek, iże żołnierzom znowu jakieś w tych
                                    dniach rozdawał pieniądze.

                                    Ciokolatę jeśli Wć masz, moja duszo, przyślij mi Wć; tylko by garnuszka
                                    potrzeba, choćby wziąć ten u M. des Noyers, a taki mu odrobić kazać; także i to
                                    drewno do kłócenia albo zamieszania. Cytryny, pomarańcze, kasztany jeżeliby
                                    były, przyślij mi Wć moja duszo.

                                    Zdrowie swoje, moja śliczna dobrodziejko, konserwuj Wć tak jako moje własne,
                                    ponieważ Wć moje przekładasz nad swoje. Zmiłuj się, moja duszo, uczyń to dla
                                    mnie, bo inaczej prędko byś o stracie mego własnego usłyszała odoru. Ja z łaski
                                    bożej teraz nie najgorzej; głowa przecię bolewa i rumatyzm podczas przypada. To
                                    jednak za największe stanie mi lekarstwo, kiedy jako najczęściej słyszeć będę,
                                    że serce moje zdrowe, a kocha tak, jako kochała swego wiernego Celadona, który
                                    sto tysięcy milionów razy całuje i w gębusię, i w oczko, i w rączki, i w nóżki,
                                    i w muszkę swoją najśliczniejszą Mamusieńkę.

                                    Jeśli tam który z moich śliczną Jutrzenkę poturbował listów, przepraszam
                                    uniżenie, bo była niesłychanie długo poalterowana Beaulieu., którą wolno będzie
                                    za szczęśliwym się ujrzeniem najśliczniejszemu osiec Bukietowi, byle się nigdy
                                    na nią nie gniewać i zimnej jej nie pokazywać miny. Notre frere jeśli jeszcze
                                    nie wyjechał z Paryża, racz mi Wć oznajmić, boby mi tam kilku rzeczy sprawić
                                    potrzeba. Kłaniać się tam wszystkim uniżenie proszę, pisząc au palais enchante.
                                    Ja, Bóg widzi, że czasu i minuty nie mam jednej; nagrodzę to jednak, jeśli P.
                                    Bóg zdrowo powróci. List a notre tante przez inszą prześlę okazję. M. Millet
                                    kłania Wci, moje serce. Stawa ze mną wespół i ustawicznie u mnie bywa. Człowiek
                                    niesłychanie dobry, ale tak ucieszny, że umieram sto razy na dzień ze śmiechu,
                                    kiedy się kłóci avec ses domestiques, a najczęściej z swym nieszczęsnym majorem.

                                    Listy od niego, komu należą, kazać pooddawać. Warszawskim damom wszystkim nisko
                                    kłaniam. Materyjki szarej albo popielatej lepiej przysłać próbkę, bo kitajka
                                    bardzo słaba, i ta materyjka moja szara już wniwecz poszła.








                                    • kwasna_cytryna Re:Przygody Sinbada Zeglarza 26.07.03, 05:49
                                      Piszę z morza do Ciebie, kochany Sindbadzie!
                                      Choć się burza zerwała i fala się kładzie
                                      Na mój grzbiet i przerywa mój spokój i cisze,
                                      Ja - mimo burz i wichrów - list do ciebie piszę,
                                      Nazywają mię ludzie Diabłem Morskim, ale -
                                      Choć jestem Morskim, diabłem nie czuję się wcale.
                                      Przeciwnie - jestem dobry, tkliwy, choć rubaszny,
                                      Bo mam brzuch zbyt pękaty i pysk bardzo straszny.
                                      Nie sądź mnie po pozorach ani po wyglądzie,
                                      Ja zjadam ryby w morzu, ty zjadasz - na lądzie,
                                      Ja połykam je żywcem, ty - po usmażeniu.
                                      Obydwaj dogadzamy swemu podniebieniu,
                                      Obydwaj pożeramy chętnie, co się zdarza,
                                      Z tą różnicą, że nie mam - tak jak ty - kucharza.
                                      Ja wolę ryby z morza, ty - ryby z patelni,
                                      Lecz obydwaj jesteśmy w pożeraniu dzielni.
                                      Mimo to nikt cię diabłem dotąd nie przezywa,
                                      A mnie w dziale przypadła ta nazwa straszliwa!
                                      Ani burza najsroższa, ani złe wichrzysko
                                      Nie męczy mię, nie boli tak, jak to przezwisko!
                                      Trudno! Muszę je nosić, choćby z tej przyczyny,
                                      By nie zostać bez nazwy wśród morskiej głębiny!
                                      Przysięgam ci, że diabłem nie jestem i wolę
                                      Pływać w morzu niż w ogniu piekielnym lub smole.
                                      Ufam, że ci wystarczy ta moja przysięga.
                                      Piszę ten list z powodu, iż wicher-włóczęga,
                                      Który na brzegu przygód byle jakich szuka,
                                      Zwiał do morza papiery wuja Tarabuka,
                                      Słynny srebrny kałamarz tudzież złote pióro.
                                      Płynąłem właśnie, gnany falą i wichurą,
                                      I pod wodą papiery widząc niespodzianie,
                                      Zacząłem chciwie czytać, bo lubię czytanie,
                                      A nawet wolę wiersze od zwyczajnej prozy.
                                      Przeczytałem - i dotąd od gniewu i zgrozy
                                      Trzęsę się, bo doprawdy w życiu po raz pierwszy
                                      Przeczytałem tak dużo tak okropnych wierszy!
                                      Co za rymy bez sensu wuj Tarabuk przędzie!
                                      Głupstwo siedzi na głupstwie, błąd siedzi na błędzie.
                                      Osioł pisałby lepiej, a noga stołowa
                                      Więcej ma w sobie sensu niźli jego głowa!
                                      Sindbadzie! Jakże możesz żyć pod jednym dachem
                                      Z takim głupcem nieznośnym i z takim postrachem?
                                      Jak możesz spać spokojnie w tym samym budynku,
                                      Gdzie Tarabuk swe rymy tworzy bez spoczynku?
                                      Opuść prędzej swój pałac i pożegnaj wuja.
                                      Czyż nie nęci cię okręt, co po morzu buja?
                                      Czyż nie wabi cię podróż dziwna i daleka?
                                      Cud nieznany w nieznanej podróży cię czeka.
                                      Czeka cię bajka senna w zaklętej krainie
                                      I Królewna stęskniona, co z urody słynie,
                                      I skarby, i przepychy, i dziwy, i czary!
                                      Pędź na lotnym okręcie przez morza obszary,
                                      Zwiedzaj wyspy, półwyspy, lądy i przylądki
                                      I najdalsze zatoki, najskrytsze zakątki.
                                      Zwalczaj wszelkie przeszkody i wszelkie zawady!
                                      Pędź, leć, płyń bez ustanku! Posłuchaj mej rady!
                                      Tego ci życzy, ukłon przesyłając dworski,
                                      Kochający się szczerze - twój druh Diabeł Morski

                                      Rev. mi-aout...
                                      • Gość: Ewa Re:Le Vaisseau Fantôme IP: *.w217-128.abo.wanadoo.fr 26.07.03, 16:15
                                        L'équipage du Vaisseau Fantôme

                                        Johohé!Johohé! Hohé! Hohé!
                                        Hou-hi çà!
                                        La tempête pousse vers la terre!
                                        Hou-hi çà!
                                        Voiles au vent! Ancre à bord!
                                        Courez dans le havre!
                                        Noir capitaine, descends à terre,
                                        Voilà sept années écoulées!
                                        Sollicite la main d'une blonde jeune fille!
                                        Blonde jeune fille sois-lui fidèle.
                                        De la joie aujourd'hui, ô fiancé!
                                        Le vent d'orage hurle
                                        la musique des fiançailles,
                                        l'Océan l'accompagne de sa danse!
                                        Hou-hi!Ecoutez, il siffle!
                                        Capitaine, es-tu de retour!
                                        Hou-hi!Carguez les voiles!
                                        La fiancée, dis, où l'as-tu laissée?
                                        Hou-hi! En mer!
                                        Capitaine! Capitaine!
                                        Tu n'as pas de bonheur en amour!
                                        Hahaha!
                                        Siffle, hurle, vent de tempête!
                                        Tu laisses du repos à nos voiles!
                                        C'est Satan qui nous a tissées,
                                        Elles na se déchireront pas de l'éternité.
                                        Ohé!Pas de l'éternité!

                                        (pendant ce chant, le Vaisseau fantôme est balloté dans tous les sens par les
                                        vagues; un vent de tempête effroyable hurle et siffle à travers les cordages
                                        nus mais, excepté autour du vaisseau fantôme, l'air et la mer demeurent
                                        paisibles.)
                                      • Gość: cal.....ka Ładnie napisane :))) IP: *.media4.pl / 10.5.14.* 26.07.03, 16:43
                                        • Gość: Ewa Re: Gift IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 28.07.03, 16:22
                                          You tell me that silence
                                          is nearer to peace than poems
                                          but if for my gift
                                          I brouhgt you silence
                                          (for I know silence)
                                          you would say
                                          This is not silence
                                          thit is another poem
                                          and you would hand it back to me.


                                          Leonard Cohen
    • rb13 Re: śmierć kochanków II 29.07.03, 08:30

      Furia

      Mrok złości
      Skrycie skrada się
      Niczym dziki kot
      Wystarczyło
      Twoje jedno spojrzenie
      Z szybkością geparda
      Słowa niczym dwa sztylety
      Wyfrunęły z moich ust
      Ostrzami brzytew
      Uderzyły w Twą postać
      Zatapiając się w ciele
      Rozcinając je szarpiącymi ranami

      Morze nienawiści
      Dopadło Cię z szybkością tajfunu
      W uszy uderzyła
      Kakofonia wyzwisk
      Krwawe Łzy bólu
      Spłynęły po Twoich policzkach
      Ogłuszona
      Bezwiednie zasłoniłaś się
      Ręka przed ciosem

      Tym gestem
      Spotęgowałaś gniew
      Czarna burzowa chmura
      Przez moment
      Przysłoniła mój umysł
      Błysk błyskawicy
      Oświetlił umysł pytaniem
      Dlaczego?
      Spójrz na łzy !
      Co robisz?

      Z szarej mgły zapomnienia
      Wolno z rozpostartym żaglem
      Napłynęło pytanie
      O co poszło?
      Wgryzając się niczym kornik
      Boże ! Nie pamiętam
      W geście rozpaczy poszukałem dłoni
      Uklękłem
      Całując ją w niemej prośbie
      Przebacz mi
      Moja Ukochana !

      Ryś B. Kraków 28.07.200r. godz. 1448
    • rb13 Re: śmierć kochanków II 30.07.03, 14:58
      Motto
      ...sama w pokoju rozebrała się przed lustrem...
      owca@gazeta.pl

      Poduszka

      W Twojej sypialni
      Z drugiej strony lustra obserwuję
      Jak ramiączko koszuli nocnej
      Leniwym gestem zdejmujesz
      Powoli spływa koszula na dywan miękki
      I w czułym geście Twe nogi obejmuje
      Wywołując we mnie piekielne męki
      Gdy Twe dłonie coraz bardziej śmiałe
      Zataczając kręgi delikatnie masują
      Dwie brzoskwinie dojrzałe

      Oszalały me zmysły
      Przez lustro patrzę z bliska
      Niewidzialnymi rękami
      Dorodne piersi masuję i ściskam
      Czując ich jedwabistą skórę z atłasu
      Wyczuwam ulotny zapach ciała
      Zapach - dzikiego lasu
      Opuszkiem palca okrążam
      Delikatnie brązową otoczkę
      W atawistycznym geście
      Do nabrzmiałego sutka ustami podążam

      Nie zważając na me usta
      Twa dłoń zbiega w złoty trójkąt
      Znalazła tam rozkwitłą dziką róże
      Wśród pachnących złotych łąk
      Spłakaną perłowymi kroplami rosy
      Mchem złotym omszałą
      Rozpłomieniona różę rozkoszy

      I ciało Wenus oszalało
      Oczy patrzyły półprzytomnie
      Jakby z zimna jej ciało drżało
      I zapomniała już o mnie
      Gdy o grzbiet z poduszki się ocierała
      Patrzyłem w ciszy jak kwiliła
      Na przemian śmiała się i jęczała
      Przez przeszkody skoki ćwiczyła
      Oblizując lubieżnie usta
      Cwałując z rozwianym włosem
      A ja patrzyłem z za lustra
      Pytając- ten cwał to jawa czy sen

      Ryś B. Kraków 30.07.2003 r. godz.750
    • rb13 Re: śmierć kochanków II 30.07.03, 14:59
      Mrok nocy

      Mrok nocy otuli mnie szarością
      Na usta rzuci cień milczenia
      Ogłuszy wątpliwością
      Wygładzi mrok wspomnienia

      Osuszy gorzkie łzy rozpaczy
      Przykryje oczy płaszczem zapomnienia
      I nikt rano nie zobaczy
      Mego cierpienia

      Zbolałą duszę ochłodzi
      Krwawe rany zagoi
      Odpłynę w Charona łodzi
      Pośród bladych gwiazd roi

      Rys B. Kraków 29.07.2003 r. godz.2107
      • Gość: Ewa Re: śmierć kochanków II IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 30.07.03, 19:19
        Mimo i wciaz

        Czys nie czytala
        W mojej glowie slow,
        A jam sie nie stal
        Czastka twoich snow?
        Wyciagnelismy
        Slomke przegranej-
        Ty lagodnosci,
        Ja pochopnosci,
        Oboje rozpaczy-
        Lecz nadal dzielimy
        Szczesliwa wole:
        Kochac mimo i wciaz.
        Niech zadne nie przeczy
        Koniecznosci rzeczy,
        Lecz,o, odmowmy
        tego wyboru,
        gdzie los by dal sam
        Inna milosc nam.

        Robert Graves
        • kwasna_cytryna Re: śmierć kochanków II 02.08.03, 16:08
          Narysuj mi nowe życie
          palcem na piasku tropikalnej plaży
          Pod palmą gdzie zgubiłam
          najdroższe senne marzenia
          Dodaj mi sił do walki
          z zaborczą miłością
          Napiętnuj dotykiem ust
          nie zostawiając na moim ciele
          jednego miejsca bez pocałunku
          Otwórz mi oczy na świat
          mądrością swojego serca
          Napełnij mocą ciepłych ramion
          wiarą w najpiękniejszy los
          Obdarz najwyższą rozkoszą
          namiętnego tańca Twoich palców
          A potem zanurz się w oceanie
          aby zmierzyć się z Neptunem
          I nie zapomnij wyjąć z moich włosów
          zaplątanych w nie błękitnych muszli
          • Gość: Ewa Re: śmierć kochanków II IP: *.w217-128.abo.wanadoo.fr 02.08.03, 18:30
            Na wszystkie moje pogody, na niepogody duszy mej-
            trzeba mi wielkiej wody, trzeba mi wielkiej wody,
            tej dobrej i tej złej ...
            Oceanów mrukliwych i strumieni życzliwych,
            czarnych głębin niepewnych i opowieści rzewnych ...

            Na wszystkie moje złe bogi i na niebogi z moich snów -
            trzeba mi wielkiej drogi, trzeba mi wielkiej drogi
            wśród wiecznie młodych bzów ...
            Drogi białosrebrzystej, dróżki nieuroczystej,
            piachów siebie niepewnych i ptasich rozmów śpiewnych ...

            Na wszystkie moje tęsknoty
            i na ochoty duszy mej - trzeba mi wielkiej psoty,
            trzeba mi wielkiej psoty, trzeba mi psoty, hej ...
            Nocnych wypraw pod Kraków, długich rozmów rodaków,
            wysokonogich lasów i bardzo dużo czasu.

            Taką mnie ścieżką poprowadź,
            gdzie śmieją się śmiechy w ciemności
            i gdzie muzyka gra.
            ... i nie daj mi, Boże, skosztować
            tak zwanej życiowej mądrości,
            dopóki życie trwa.

            • kwasna_cytryna Re: śmierć kochanków II 02.08.03, 20:57
              Artur Rimbaud - Moje życie

              XXX

              Moje życie, jeżeli mnie pamięć nie zawodzi, było niegdyś
              ucztą, na której otwierały się wszystkie serca, płnęły
              wszystkie wina.
              Pewnego wieczoru wziąłem na kolana Piękno. - I
              przekonałem się, że jest gorzkie. - Znieważyłem je.
              Uzbroiłem się przeciw trybunałom.
              Uciekłem. O czarownice, nędzo, nienawiści, powierzono wam
              mój skarb!
              Zdołałem wygnać ze swego umysłu wszelką ludzką nadzieję.
              Głuchym skokiem drapieżnika rzucałem się na każdą radość,
              by ją zdusić.
              Wezwałem oprawców, żeby, konając, kąsać kolby ich
              karabinów. Wezwałem wszystkie plagi, by zadławić się
              piachem i krwią. Moim bóstwem było nieszczęście. Tarzałem
              się w błocie. Suszył mnie wiatr zbrodni. Igrałem z obłędem.
              I wiosna przyniosła mi okropny uśmiech idioty.
              Niedawno, bliski wydania ostatniego skrzeku, zapragnąłem
              odnależć klucz od dawnej uczty, na której być może
              odzyskałbym apetyt.
              Tym kluczem jest miłosierdzie. Pomysł taki dowodzi, że
              śniłem!
              - Pozostaniesz hieną... itd. - wykrzykuje demon, który
              ukoronował mnie pięknym wieńcem maków. - Stań w obliczu
              śmierci ze wszystkimi swoimi głodami, ze swoim egoizmem i
              wszystkimi grzechami głównymi.
              Ach, tego mi już nadto: - Ależ, drogi Szatanie, błagam,
              spojrzyj mniej wściekłym okiem! W oczekiwaniu na kilka
              zapóźnionych podłostek, przyjmij, ty, tak ceniący w
              pisarzu brak walorów opisowych czy dydaktycznych, tych
              kilka odrażających stronic z mojego karnetu potępieńca.
              • Gość: Ewa Re: śmierć kochanków II IP: *.w217-128.abo.wanadoo.fr 02.08.03, 23:04
                Przekraczajac pas mieliz
                Alfred Lord Tennyson

                Wieczornej gwiazdy blask
                To jasny dla mnie znak,
                Niech więc nie jęczy w morzu mielizn pas,
                Gdy ruszę sam na szlak.

                Tak się kołysze odpływ, jakby spał,
                Głęboki żłobiąc rów,
                W bezdenną otchłań, gdzie swe leże miał,
                Powraca znów.

                Wieczorny głosi dzwon
                Ostatni rozbłysk zórz,
                Lecz niechaj nie brzmi żałobliwy ton,
                Choć pora już.

                Choć może ponieść woda łódź mą aż
                Gdzieś poza kres i czas,
                Pilota mego ujrzę wreszcie twarz,
                Gdy minę mielizn pas.

                • kwasna_cytryna Re: śmierć kochanków II 02.08.03, 23:09
                  Widzę Go jak siedzi w malutkim oknie swojego mieszkanka i pali papierosy. Jego
                  potężne lewe ramię wystaje wtedy zza parapetu z papierosem między palcem
                  środkowym i wskazującym i co jakiś czas dłoń wędruje do ust, aby pozwolić
                  płucom się zaczernić. Zza winkla wystaje tylko kawałek Jego nosa... pięknego
                  nosa. Taki nos ma coś w sobie. Duży i garbaty. Starożytni uważali, że jest on
                  oznaką mądrości. Może, nie wiem. Dla mnie jest po prostu pociągający,
                  uwodzicielski, magiczny, spragniony dotyku. Gdy kończy palić, chowa się za
                  framugę i patrzy na mnie. Widzę wtedy tylko kawałek Jego twarzy, fragment oka
                  zwróconego w moją stronę. Udaję, że tego nie widzę. Robię to tylko po to, aby
                  nadal na mnie patrzył. Jeżeli podniosę na Niego wzrok, od razu chowa się do
                  środka jak żółw do swojej skorupy, gdy się wystraszy. Dlatego staram się na
                  Niego nie patrzeć, a przynajmniej udaję, że tego nie robię. Tymczasem jednak
                  robię to cały czas. Patrzę na Niego cały czas. Obserwuję Go tak samo, jak On
                  obserwuje mnie. Zakładam ciemne okulary, aby nie widział jak na Niego patrzę.
                  Udaję, że patrzę na psa, a tym czasem moje gałki oczne błądzą w poszukiwaniu
                  Jego postaci.
                  Wiem, że widzi mnie, gdy jestem nieuczesana. Widzi mnie zaraz po przebudzeniu w
                  rozwichrzonej fryzurze, bez makijażu. Widzi moje zaspanie oczy, nieprzytomnie
                  patrzące na poranny świat. Widzi także moje piersi, swobodnie zwisające pod
                  koszulą nocną, radujące się ostatnimi chwilami porannej swobody. Widzi mnie,
                  gdy robię sobie śniadanie i krzątam się po kuchni. Moją obecność w łazience
                  zdradza zapalone w niej światło. Ja wiem, że On mnie widzi i cieszy mnie to.
                  Czasem wyglądam na podwórko i nie ma Go. Może jest zajęty pracą, może śpi snem
                  płytkim jak mielizna. Może poszedł skorzystać z toalety. Jest co najmniej setka
                  powodów, dla których w tej chwili nie ma Go tam. A jednak to mnie niepokoi.
                  To dla Niego maluję się nawet wtedy, gdy nie wychodzę z domu przez cały dzień.
                  Nie chcę, aby patrzył na mnie, gdy nie mam na sobie makijażu. Wiem, że nie
                  widzi mnie jak się kąpię, gdyż Jego okno nie zagląda do mojej łazienki. Bardzo
                  bym chciała, aby mnie widział wtedy, patrzył jak się myję, jak pozbywam się
                  zbędnego owłosienia, jak się czeszę, jak płaczę...
                  • Gość: Ewa Re: śmierć kochanków II IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 03.08.03, 12:50
                    I jeszcze jedno jest
                    jest bezruch i zawiesina
                    po upalnym dniu
                    w którym spływasz po mnie
                    z potem
                    po plecach

                    i jest jeszcze
                    ten skwar
                    kiedy psy kąsają
                    częściej niż zwykle

                    i żar jest
                    i jego wódka jadowita
                    i kolejny dzień
                    mimo wszystko senny

                    jest też
                    ogień z nieba
                    który nie pali robactwa
                    i rąk zgrabiałych
                    nie pocieszy

                    i mój język jest
                    suchy
                    odpadający
                    by nie lizać jej tam
                    suchy
                    bo do ciebie
                    chce mówić.







                    • kwasna_cytryna Re: śmierć kochanków II 04.08.03, 13:34
                      Nie odróżnię Cię od nich, siebie do nich zaliczę!
                      Nie ma nic poza nimi, ani nas, ani marzeń,
                      Ludzkie losy są ciche, doświadczalne, królicze,
                      Bo są wirem w nurcie niepodległych nam zdarzeń.

                      Chciałbym kłamać żarliwie, że czekają nas szlaki
                      Cierniem, baszczem porosłe, bagnami usłane,
                      Lecz nas czeka żywot pospolity, nijaki,
                      Finansowe sukcesy i ułudy przegrane.

                      Nas czeka obroża, powszednia niewola,
                      Marzenie o zdradzie i do niej niezdolność,
                      Niespełniona ucieczka przez pszeniczne pola,
                      Rutynowa, conocna, małżeńska powolność.

                      Dalej czeka bezsłowie, obojętność w gestach,
                      Potem "romans zimowy" w tandetnym zachwycie,
                      Potem syn czy córka rozkochani w protestach,
                      Poróżnienie, ugoda - starcze, puste życie.

                      Tyle słów na teraz - i tak nic nie zmienią,
                      Znikną szybko, bez śladu, w namiętnych uściskach,
                      Kiedy nadzy i głodni, otoczeni zielenią,
                      Oczy w oczy popatrzymy z bliska.

                      Potem grzeczni i syci znów autem pomkniemy
                      Między jakimś początkiem, między jakimś końcem,
                      Trochę smutni i mali, bo już sami nie wiemy,
                      Co jest nam Księżycem, a co jest aż Słońcem.

                      K. Jasudowicz
                      • Gość: Ewa Re: śmierć kochanków II IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 04.08.03, 16:06
                        Zbawienie mojej duszy nie zależy
                        od doskonałości form świata
                        a moja forma jest fatamorganą
                        od pustyni śmierci nie uwolni mnie

                        starzeję się i może śmierć na jakieś wojnie
                        mogłaby mnie ocalić od kompromitacji

                        wojna odnawia ducha i często nagle przeobraża
                        smutek ubóstwa w pieśń radości

                        Paryż Manhattan Berlin Tokio Londyn
                        onieśmielają mnie dumne i obce
                        ale słabymi pazurami fundamentów
                        trzymają się ziemi rozpaczliwie mocno
                        nie wzniosą się – niewolniczo przywarły
                        i stoją sztywno jak jacyś umarli

                        Rozum rozwija się wbrew naszej woli
                        pragnąc na Ziemi stworzyć prawdę i dobrobyt

                        Dostaniesz słowa które kiedyś upokorzą złoto
                        choć będą się lękały kwiatów
                        (dziwne dzisiaj słowo nie lęka się róży)
                        na jakiejś łące usłyszysz odnajdziesz
                        eliksiru młodości źródełko sakralne
                        najpiękniejsze kobiety dopiero się urodzą
                        i nie zgasną jak owe nieczyste gwiazdy z Hollywood

                        Już umarłe dziecko zaklaskało w lasach
                        echo mu odpowiada na pustyni
                        gdzie w medytacji pragnę z mózgu
                        wyrzucić każdą sprzeczność - - Te na niebie
                        chrzcielnice w czerwonych aureolach
                        wysoko nisko stoją krążą na nich
                        uśmiechające się i piękne panie

                        Ale geniuszem jak Szekspir był ten
                        który wymyślił i zbudował zamek:
                        wieże dziedzińce fontanny i bramy
                        komnaty krypty karety i mury
                        jak lustra nieświadome odbijają
                        prawdopodobne dusz naszych struktury



                        Józef Kurylak








                        • kwasna_cytryna Re: śmierć kochanków II 04.08.03, 16:11
                          Nie liczy się nic
                          Słowo na powitanie
                          słowo na pożegnanie
                          Tyle wszystkiego
                          Za mało!
                          Nie liczy się nic
                          A ja?
                          A Ty?
                          I chwila
                          przemijający czas
                          Kąpiel bez piany
                          Czysta woda
                          Duże lustro
                          Biel ścian
                          Kremowe prześcieradło
                          Cztery miękkie fotele
                          I ja
                          I Ty
                          Nie liczy się nic
                          Zaproś mnie
                          Przyjdę...

                          Anna Kopiec
                          • Gość: Ewa Re: śmierć kochanków II IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 04.08.03, 16:41
                            Jeśli pomyśleć,
                            czym jest dla ciebie literatura,
                            etyka,
                            przyroda,
                            niespodzianka,
                            dom, matka, wóz,
                            tamta kobieta,
                            tamten mężczyzna,
                            dobra kurtka na zimę,
                            dobre buty
                            i wreszcie
                            ty sam -
                            to rzeczywiście:
                            nie miałam szans

                            Agnieszka Osiecka
                            • kwasna_cytryna Re: śmierć kochanków II 04.08.03, 16:47
                              Oto nadzieja

                              w pysk wyobraźni
                              strach na wiersze
                              i nic się nie stanie

                              słowo w kagańcu
                              z nożem w plecach
                              państwu znaczenia
                              nadać autonomię

                              i mogłabym tak długo
                              choć nie mogę wcale
                              nazywać od tyłu
                              dmuchać w chmury zdumienia
                              lub nawet się
                              obnażyć
                              albo powiedzieć prozą

                              usiądźmy zatem
                              w jakimś cieniu
                              (oby nie był tylko zmyśleniem)
                              i rozpijmy za zdrowie
                              pół litra nadziei
                              • Gość: Ewa Re: śmierć kochanków II IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 04.08.03, 17:10
                                Blues sierpniowy


                                Sierpień kołysze już kłosy do snu

                                Lato umiera z braku cienia

                                Dobrze że wiatr ma liście w garści

                                I czasem szeptem w liściach śpiewa



                                I jest tęsknota liści wielka

                                Żarówka jeszcze ćmom rada

                                W pokoju chińska zapalniczka

                                Liście na żółto w ogrodzie podpala



                                Ten mały pokój daleki od wojny

                                Z oknem na góry sierpniowe

                                I jest ołówek cienko zastrugany

                                Na wszystkie nasze niepokoje



                                I jesteś ty dotknięta latem

                                Z gęstym ogrodem pełnym sierpnia

                                Gdy szepczesz cicho mi do ucha

                                - Warto ten sierpień zapamiętać

                                Adam Ziemianin












                                Ulubione
                                Poleć
                                Drukuj



                                • kwasna_cytryna Re: śmierć kochanków II 04.08.03, 17:15
                                  Barwy błyszczące, jasne, lśniące migotliwie
                                  Wonie odurzające, mocne, rozkoszne, upojne,
                                  Głosy triumfem brzmiące, zwycięskie, zgiełkliwe -
                                  Barwy wonie i głosy sprzeczne, niespokojne

                                  Z wolna cichną, szarzeją zmilkają, bledną,
                                  Wirują, płyną w zmierzchu senne, mgliste tonie,
                                  Zlewają się ze sobą, stapiają się w jedną
                                  Ukojenia harmonię; barwy, głosy, wonie.

                                  S. Korab-Brzozowski
                                  • Gość: Ewa Re: śmierć kochanków II IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 04.08.03, 17:59
                                    Podaj mi rękę. Tylko tyle mamy
                                    Ciepła co w sobie jak kubek podamy
                                    Z wrzącą herbatą. Zapal jakieś słowo
                                    A ja zapalę inne jak lampę naftową
                                    Może ten mróz podniebny jakoś przeczekamy
                                    Podniosę lampę, zobaczę - a może
                                    Ktoś jeszcze obok czuwa choć go nie widzimy
                                    Może ten blask mu usta zamknięte otworzy
                                    I powie: Obok nas czuwają inni.

                                    Zaszeptaj. Niech odszepcą. Krzyknij. Niech odkrzykną.
                                    Popatrzmy dobrze w tę noc trzaskającą
                                    Podnieśmy płomyk niech wszyscy przeliczą
                                    Ilu nas jest...

                                    Ernest Bryll
                                    • kwasna_cytryna Re: śmierć kochanków II 04.08.03, 18:19
                                      Jednakowo piękna jest noc, jak śmiech obłąkanego w tej nocy. ``A piękno jest
                                      początkiem przerażenia''. Ja jestem owym szalonym, dla którego nieważny jest
                                      klucz, którym można otworzyć drzwi, a to, że ten klucz mogę wrzucić do studni,
                                      a drzwi rozbić głową, dla którego nieważna jest kieszeń, do której mogę wsadzić
                                      100 zł, a dziura w kieszeni, którą może wylecieć ostatnia nadzieja -
                                      zaproszenie na bal samobójców. Wierzę w siebie tak jak nie wierzę w ``Świętych
                                      obcowanie'' i ``Grzechów odpuszczenie''. Bo ja żadnym kreto i szczurom nigdy
                                      nie przebaczę. Jeśli jest Bóg, jeśli Bóg mnie stworzył, jestem jego częścią -
                                      częścią boga i też będę sądził ludzi jak oni będą mnie sądzić. Los kazał mi
                                      zostać włóczęgą, matką włóczęgi jest poezja. przyjaźń jest dla mnie zbyt
                                      szlachetnym uczuciem, bym po Twoim milczeniu, mógł jeszcze Cię o coś prosić.
                                      Zbliża się już balet biały połnocnych czarownic, a ja nadal chodzę w trampkach.
                                      Ej przyjaciele moi, przyjaciele. Puszkin miał rację. nie ma sprawiedliwości.
                                      ``Piękno jest absolutną sprawiedliwością''

                                      Edward Stachura
                                      • Gość: Ewa Re: śmierć kochanków II IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 04.08.03, 23:01
                                        BRUNO SCHULZ
                                        MITYZACJA RZECZYWISTOŚCI(fragmant)

                                        Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.
                                        Każdy fragment rzeczywistości żyje dzięki temu, że ma udział w jakimś sensie
                                        uniwersalnym. Stare kosmogonie wyrażały to sentencją, że na początku było słowo.
                                        Nienazwane nie istnieje dla nas. Nazwać coś – znaczy włączyć to w jakiś sens
                                        uniwersalny. Izolowane, mozaikowe słowo jest wytworem późnym, jest już
                                        rezultatem techniki. Pierwotne słowo było majaczeniem, krążącym dookoła sensu
                                        światła, było wielką uniwersalną całoścą. Słowo w potocznym dzisiejszym
                                        znaczeniu jest już tylko fragmentem, rudymentem jakiejś dawnej
                                        wszechobejmującej, integralnej mitologii. Dlatego jest w nim dążność do
                                        odrastania, do regeneracji, do uzupełniania się w pełny sens. Życie słowa polega
                                        na tym, że napina się ono, pręży do tysięcy połączeń, jak poćwiartowane ciało
                                        węża z legendy, którego kawałki szukają się wzajemnie w ciemności. Ten
                                        tysiąckrotny a integralny organizm słowa rozerwany został na poszczególne
                                        wyrazy, na głoski, na potoczą mowę i w tej nowej formie, zastosowany do potrzeb
                                        praktyki, przeszedł on już do nas jako organ porozumienia. Życie słowa, jego
                                        rozwój sprowadzony został na nowe tory, na tory praktyki, życiowej, poddany
                                        nowym prawidłowościom. Ale gdy jakimś sposobem nakazy praktyki zwalniają swe
                                        rygory, gdy słowo, wyzwolone od tego przymusu, pozostawione jest sobie i
                                        przywrócone do praw własnych, wtedy odbywa się w nim regresja, prąd wsteczny,
                                        słowo dąży wtedy do dawnych związków, do uzupełnienia się w sens – i tę dążność
                                        słowa do matecznika, jego powrotną tęsknotę, tęsknotę do praojczyzny słownej,
                                        nazywamy poezją.

                                        Poezja – to są krótkie spięcia sensu między słowami, raptowna regeneracja
                                        pierwotnych mitów.
                                        • kwasna_cytryna Re: śmierć kochanków II 04.08.03, 23:18
                                          Jeśli chodzi ostateczny i doskonały sens istnienia - nie mamy prawa niczego
                                          szukać. Wracamy zatem z miejsca, z którego obserwowaliśmy ogrom
                                          nieskończoności - do naszego - jakże miłego po tej podróży - przytulnego,
                                          dynamicznego świata. Teraz ruszamy się, planujemy, działamy i walczymy - nawet
                                          ze świadomością, że tak naprawdę i obiektywnie nawet nie drgniemy. Nasza podróż
                                          uświadomiła nam, że można przyjąć dowolny system wartości i wzorzec
                                          postępowania, bez obawy, że jeden jest obiektywnie gorszy do drugiego. Z
                                          naukowego punktu widzenia żadnych rozróżnień uczynić się nie da. Ale z naszej
                                          perspektywy nie możemy nie wybrać - nawet całkowite poddanie się - niczym korek
                                          na morzu - jest jakimś wyborem. Musimy więc wybrać. Nie spodziewamy się przy
                                          tym wyborze żadnej pomocy ze strony obiektywnej rzeczywistości - ta już
                                          rozczarowała nas dostatecznie. Z nonszalancją poddajemy się naszym subiektywnym
                                          odczuciom. Od tej chwili dalszy tekst może potoczyć się dowolnie.



                                          Maciej "NEX" Dudek
                                          • Gość: Ewa Re: śmierć kochanków II IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 04.08.03, 23:49
                                            My z drugiej połowy XX wieku


                                            My z drugiej połowy XX wieku
                                            rozbijający atomy
                                            zdobywcy księżyca
                                            wstydzimy się
                                            miękkich gestów
                                            czułych spojrzeń
                                            ciepłych uśmiechów

                                            Kiedy cierpimy
                                            wykrzywiamy lekceważąco wargi

                                            Kiedy przychodzi miłość
                                            wzruszamy pogardliwie ramionami

                                            Silni cyniczni
                                            z ironicznie zmrużonymi oczami

                                            Dopiero późną nocą
                                            przy szczelnie zasłoniętych oknach
                                            gryziemy z bólu ręce
                                            umieramy z miłości

                                            Malgorzata Hillar
                                            • kwasna_cytryna Re: śmierć kochanków II 04.08.03, 23:53
                                              Felieton

                                              Fundamentalizm religijny w konflikcie z cywilizacją zachodu

                                              My, ludzie XXI wieku, powoli wracamy do prehistorii. I co z tego, że
                                              technika, informatyka, motoryzacja idą do przodu? W naszym świecie nadal panuje
                                              stara zasada z babilońskiego kodeksu Hammurabiego: "oko za oko, ząb za ząb."

                                              Przyjrzyjmy się na przykład konfliktowi na Bliskim Wschodzie. Dwa kraje,
                                              dwie kultury - Izrael i Palestyna - walczą ze sobą niby o ziemie, niby o
                                              niepodległość. Tak naprawdę chodzi jednak o pokazanie, która religia jest
                                              silniejsza. Muzułmanie zrzucają cegły i kamienie na głowy modlących się pod
                                              Ścianą Płaczu Żydów. Wysadzają samych siebie w powietrze zabijając przy tym
                                              niewinnych ludzi. Niewinni ludzie z kolei w odwecie strzelają do cywilów. Gdzie
                                              sens, gdzie logika? Czy duma i polityka, czy brak tolerancji są w stanie
                                              zmienić świat?

                                              Dzisiejsi ludzie kierują się stereotypami. Ale czy każdy muzułmanin to
                                              terrorysta, który porywa samoloty? Czy każdy z nich to fanatyk, który bez
                                              cienia wątpliwości rzuci się w świętą wojnę? Wszyscy wiemy, że to nieprawda...

                                              Aby być obiektywnymi, spójrzmy jeszcze na problem z drugiej strony - co
                                              takiego zrobił świat, że fanatycy i terroryści są w stanie bez mrugnięcia okiem
                                              zniszczyć to, co budowało się przez tysiąclecia? Czyżby chodziło o brak
                                              tolerancji? Każdy człowiek ma prawo wybrać w co wierzy i nie może nikomu tej
                                              wiary narzucać.

                                              "Trawi" mnie tylko ciekawość, kiedy świat znormalnieje, zacznie być
                                              tolerancyjny. Bo każdy człowiek na Ziemi jest inny, osobliwy! I nie zmieni tego
                                              żadna religia.

                                              Natalia Wit
                                              • Gość: Ewa Re: śmierć kochanków II IP: *.w217-128.abo.wanadoo.fr 05.08.03, 16:47
                                                ”Czy i gdzie mógłby pojawić się „współczesny Sokrates” i jakich mógłby napotkać
                                                przeciwników?”
                                                Oskar Skibicki

                                                Temat: ”Czy i gdzie mógłby pojawić się „współczesny Sokrates” i jakich
                                                mógłby napotkać przeciwników?”

                                                Powyższy temat bardzo mnie zaciekawił, gdyż daje on możliwość
                                                konfrontacji teraźniejszości z Starożytnością. Pozwala ukazać obraz
                                                zmian, lub ich brak, w otaczającym świecie. Można docenić wpływ kultury
                                                antycznej na współczesność i jej aktualność.
                                                Na początku koniecznym jest wyjaśnienie pojęcia „współczesny Sokrates”-
                                                któż to taki?, jaki jest?, aby odpowiedzieć na te pytania należy przybliżyć
                                                postać Sokratesa, którego cechy posłużą do wykreowania współczesnego
                                                mu odpowiednika.

                                                Curriculum vitae Sokratesa
                                                Istnieją różne przekazy biografii tego filozofa. Platon w „Dialogach” zawarł
                                                subiektywny- gloryfikując opis swojego mistrza, inny od świadectwa
                                                Arystofanesa, który z kolei w utworze „Chmury” krytykuje postawę i
                                                filozofię myśliciela. Najbardziej wiernym zapisem są źródła historyka
                                                Ksenofonta, który w historii Sokratesa odegrał taką rolę jak Eckermann w
                                                stosunku do Goethego.
                                                Tak, więc w 469 r p.n.e. w rodzinie rzeźbiarza urodził się chłopiec,
                                                któremu dano na imię Sokrates. Skończył szkołę, uczył się muzyki,
                                                geometrii, gramatyki, a także astronomii. Prawdopodobnie był uczniem
                                                Anaksoregesa i Domona, uczęszczał na wykłady Archeduda. Ożenił się
                                                raz, co już było aż nadto dla filozofa, z legendarną Ksantypą. Jako filozof
                                                był bardzo zagadkowa postacią, bowiem nie napisał nawet pół zdania, a
                                                stał się jednym z tych, którzy wywarli wpływ na rozwój myśli w Europie. Nie
                                                tworzył on teorii, lecz ukazywał swoją strategia rozumowania dochodzenie
                                                prawdy. Posługiwał się metodą dyskusji, współpracy umysłowej z
                                                rozmówcą, aby uczyć i usuwać fałszywe przekonania (metoda
                                                elenktyczna) i uczyć jak zdobywać prawdziwe(maiuetyczna). Podczas
                                                rozmów na ateńskiej agorze z ludźmi: kapłanami, rzemieślnikami,
                                                politykami stawiał im pytania, zaczynając od ironii i po kolei zbijał je
                                                logicznymi argumentami. w ten sposób, jak zauważył Nieztsche „Sokrates
                                                pozostawił swemu przeciwnikowi wysiłek udowodnienia, że nie jest
                                                głupcem” . Niebezpieczna to dialektyka, gdyż powiększała liczbę wrogów i
                                                przeciwników Sokratesa. Kładł on szczególny nacisk na pojęcie cnoty („to
                                                co w dusy siedzi” wg. Tischnera) rozumianej jako dobro bezwzględnej
                                                począł je wskazywać np.: sprawiedliwość, odwaga i panowanie nad sobą.
                                                Tak prezentują się poglądy Sokratesa.
                                                Wizerunek tego myśliciela nie jest bez znaczenia. Jak pisze Jostein
                                                Gaarden w książce „Świat Zofii” „jego brzydota stała się wręcz
                                                przysłowiowa”. Wyobraźmy go sobie jako otyłego, niskiego mężczyznę z
                                                duża nieforemną głową, niepielęgnowaną broda i włosami, szerokim
                                                nosem złamanym w licznych bójkach, w niedbale narzuconej chlamidzie i
                                                bosego. Obraz nędzy i ubóstwa.
                                                Niemałe znaczenie miała także jego śmierć. W wieku 70 lat spotkało go
                                                publiczne oskarżenie, że jego działalność jest szkodliwa. Działały tu
                                                przyczyny polityczne, poczucie zaczynającego się upadku Aten kazało
                                                szukać jego winowajców. Sąd uznał winę Sokratesa i skazał go na karę
                                                śmierci. Uczniowie chcieli zorganizować ucieczkę nauczycielowi, lecz nie
                                                zgodził się stojąc na stanowisku posłuszeństwa prawa.

                                                „Współczesny Sokrates”
                                                Można założyć, że człowiek, który miałby zostać odpowiednikiem
                                                Sokratesa w XXI w., przyjąłby jego poglądy i wiedzę, ponieważ są one
                                                bardzo aktualne i w równym stopniu dotyczą ludzi współczesnych i tych z
                                                przed 2500 lat. Mimo rozwoju nauki są fundamentalne dla filozofii, co
                                                świadczy o ich uniwersalności. Na potwierdzenie można przytoczyć
                                                sokratejską metodę dyskusji, która w dobie demokracji, kiedy każdy ma
                                                możliwość wypowiedzenia swoich poglądów, staje się coraz bardziej
                                                popularna. Szczególnie często, być może nieświadomie, używają jej
                                                redaktorzy telewizyjni, czy radiowi podczas modnych programów.
                                                Natomiast wygląd należałoby zmodernizować nie ujmując przy tym
                                                ogólnym odczuciom. Chlamidę zamienić na koszulę w kratę, ubrać w
                                                spodnie - jeansy, mocno zużyte i niemodne mokasyny (z brakującymi
                                                frędzlami). Urody nie zmieniłbym, aby pozostawić efekt brzydoty.
                                                Charakter miałby podobny do Jędrusia Kudasika- „nasego
                                                podholońskiego Sokratesa”, jednego z bohaterów zwykłych podhalańskich
                                                górali, którymi wypełnia Józef Tischner swą „Historię filozofii po góralsku”,
                                                którzy przybierają cechy znanych postaci z filozofii. Osobę tę – Jędrusia
                                                Kudasika - wyróżniała wewnętrzna harmonia, umiejętność zachowania
                                                dystansu do otaczającej rzeczywistości i ogromne możliwości perswazji,
                                                które potrafił wykorzystać.
                                                Przenosząc się w obszar psychiki tworzonego bohatera, trudno
                                                byłoby uzyskać ten sam stan, co 25 wieków temu. Przede wszystkim
                                                uległaby zmianie sfera świadomości. Odmiennie niż tkanki jej, dzięki
                                                Bogu, nie da się jeszcze skopiować, dlatego dzisiejszy Sokrates zostałby
                                                tylko naśladowcą geniusza starożytności. Z tego powodu nie mógłby
                                                zbudować samodzielnie systemu wartości, przez co i podwalin pod całą
                                                filozofię, całą osobowość musiałby przenicować; włożyć niczym cudzą
                                                koszulę, dokonując niezbędnych adaptacji do współczesności. Tylko taka
                                                koncepcja jest możliwa „pojawienia się” jego wśród nas.

                                                Metamorphoses
                                                Jeśli sam założę tę koszulę pozwoli mi to utożsamić się z
                                                tworem mojej wyobraźni, przysparzając dobrej zabawy pod czas pisania,
                                                co w konsekwencji umożliwi wyciągnąć lepsze wnioski. Najważniejsze
                                                byłoby wyjście do ludzi, jak mój protoplasta. Teraz pojawia się
                                                pytanie „gdzie?”, najlepszym miejscem jest punkt, w którym miałbym
                                                kontakt z wszystkimi przedstawicielami społeczeństwa. W środkach
                                                komunikacji publicznej jest gwarno, ale np.: przeciętnego polityka czy
                                                nowobogackiego biznesmena trudno tam znaleźć, podobnie jest z
                                                ryneczkami, bazarami, czy parkami. Po krótkim namyśle dochodzę do
                                                wniosku, że cały przekrój naszego konsumpcyjnego społeczeństwa na
                                                pewno spotkałbym w neonowych i i tłocznych centrach handlowych.
                                                Szczególnie w niedzielne popołudnie, gdy całe rodziny dumnie wkraczają
                                                w świat plexi i promocji. Tak więc będąc w hipermarkecie, znalazłbym
                                                dogodnie miejsce, chyba najlepiej na środku skrzyżowania dróg
                                                prowadzących sklepów do restauracji, którędy pełnymi koszami i pustymi
                                                żołądkami po wielogodzinnych zakupach pchają się potencjalni rozmówcy.
                                                Tych głodnych należałoby omijać, wiadomo jak to jest z nerwami, kiedy
                                                ma się pusty brzuch. Próbowałbym zagaić rozmowę z ludźmi
                                                opuszczającymi obszar restauracji. Oczywiście większa część zbyłaby
                                                mnie, spiesząc się gdzieś lub podziękowałaby, chcąc spokoju, biorąc mnie
                                                za natarczywego akwizytora (ironia sokratejska- banalne pytanie mające
                                                wciągnąć do dalszej dyskusji, jest bardzo często metodą używaną przez
                                                akwizytorów), który uprzykrza im niedzielny „odpoczynek”. Nawet ludzie,
                                                którzy mieliby czas i minimalną ochotę konwersacji nie podjęliby się jej,
                                                ponieważ mój strój nie prezentowałby się estetycznie. Jednak, jeśli
                                                zdarzyłoby się spotkać człowieka chętnego do dyskusji mogłaby ona
                                                potoczyć się na kilka wariantów, ale nigdy nie dałaby takich skutków jak w
                                                Starożytności. Wszak dziś takie zabiegi jak metoda elenektyczna (przyp.
                                                Zbijanie argumentów) są powszechnie znane, tyle, że pod innymi
                                                nazwami a umiejętnym wymijaniem argumentów i dawaniem trafnych
                                                odpowiedzi zajęła się taka dziedzina nauki, jak chociażby, public
                                                relations. Nawet, gdyby jakiś rozmówca uległby moim metodą i został
                                                doprowadzony do momentu, w którym powinien wg Sokratesa uznać swoją
                                                niewiedzę, on nie uczyniłby tego. Starałby się jak najszybciej skończyć
                                                dyskusję. Właśnie w tych ostatnich upatrywałbym ewentualnych moich
                                                przeciwników.
                                                Znaleźliby się z pewnością ludzie, którym przeszkadzałyby moje pytania,
                                                a na pewno agenci ochrony, wyładowujący swoje ko
                                                • Gość: Ewa Re: śmierć kochanków II IP: *.w217-128.abo.wanadoo.fr 05.08.03, 19:19
                                                  c.d.
                                                  mpleksy przy każdej
                                                  możliwej okazji na klientach, zgłosiliby dyrekcji moje „niepokojące”
                                                  zachowanie. Po krótkiej praktyce na korytarzu sklepu zostałbym stamtąd
                                                  wyproszony za „napastowanie” odwiedzających market.
                                                  Musiałbym opuścić prywatny teren, jakim jest sklep i udać się
                                                  do miejsca publicznego np.: głównej spacerowej ulicy miasta. Tutaj ludzie
                                                  maja więcej czasu, wychodzą pospacerować, spotkać znajomych lub utopić
                                                  smutki w środkach odurzających. Z tymi ostatnimi wyglądem
                                                  zasymilowałbym się, lecz Sokratesowi na ogól nie pijatyki w głowie były.
                                                  Za wszelka cenę szukałbym słuchaczy. Spacerowicze reagowaliby, tak
                                                  samo, jak ludzie w supermarkecie. Trudno byłoby odszukać uczniów,
                                                  Sokrates nauczał ludzi młodych (Platon), dzisiejsza młodzież jest
                                                  zupełnie inna niż ówczesna w Grecji. Tu warto się zatrzymać, jestem
                                                  młodym człowiekiem i mogę podzielić się kilkoma trafnymi
                                                  spostrzeżeniami na ten temat. Wielu młodych zatraciło się w codzienności
                                                  i chaosie, brak autorytetów spowodował w nich wybór dziwnych środków na
                                                  osiągnięcie szczęścia. I tych może spotkałbym tam spieszących na
                                                  dyskotekę lub do sklepu monopolowego. Inni znaleźli szczęście w
                                                  zamknięciu z samym sobą, chowając się i swoje kompleksy przed całym
                                                  światem. Z pewnością obca im jest główna zasada Sokratesa, że
                                                  szczęściem jest harmonia wewnętrzna i spokój, niewiele osób potrafi
                                                  łączyć i godzić fizyczność z duchowością, a wystarczyłoby poznać właśnie
                                                  Sokratesa i jego następców. Zatem nie miałbym kogo uczyć. Może
                                                  trafiłaby się grupka studentów, która wysłuchałaby moich poglądów, ale
                                                  czy bez tytułu naukowego byłbym wiarygodny- wątpię. Po niedługim
                                                  czasie takiej działalności, pozostałbym bez środków do życia i pewnie
                                                  miałbym dość duże grono wrogów.
                                                  Gdybym dotrwał do kampanii wyborczej i miałbym możliwość rozmowy z
                                                  politykiem, bo tylko wtedy można ich spotkać w miejscach publicznych,
                                                  któremu udowodniłbym brak słuszności jego przekonań, on nie przejąłby
                                                  się, nawet jeślibym go skompromitował, jak miał to w zwyczaju Sokrates.
                                                  Ludzi Ci są nauczeni haseł wyborczych swoich ugrupowań politycznych i
                                                  pewnie nieraz zastanawiają się sami nad sensem głoszonych poglądów,
                                                  ale odpowiedź przyćmiewa wizja wygodnego fotela na wysokim stanowisku.
                                                  W dzisiejszych czasach brak sympatii jest równy brakowi zainteresowania.
                                                  Jako człowiek mówiący nieprzychylne rzeczy, niechwalący, podważający
                                                  zdanie innych, byłbym omijany. Nikt nie fatygowałby się, aby podać mnie
                                                  do sądu, czy w ogóle zając się mną. Przypięłoby mi etykietę dziwaka i
                                                  pieniacza i jako taki skończyłbym żywot w jakimś schronisku dla ubogich.

                                                  Suma, sumarum
                                                  Przedstawiłem powyżej obraz sytuacji w otaczającej mnie czaso-
                                                  przestrzeni i przeciętnej grupie ludzi. Teraz postaram się uogólnić i
                                                  wyciągnąć wnioski.
                                                  Jak już stwierdziłem pisząc o młodzieży, tak i tu powtórzę- ludzie się
                                                  zatracili w swych pragmatycznych celach. W ten sam sposób można
                                                  najtrafniej uogólnić sytuację poszczególnych osób; zatracamy się, tracimy
                                                  wszechstronność. Jedni w dążeniu do zdobycia stanowiska, pieniędzy,
                                                  drudzy stopni naukowych, a jeszcze inni tkwią w pustce. To wszystko wynik
                                                  upadku autorytetów; a w konsekwencji braku zawieszenia światopoglądu.
                                                  Chaos i zmienność teorii, ideologii zacierają granice miedzy dobrem i
                                                  złem, a najbardziej na tym traci drugi człowiek, na którego nie mamy
                                                  czasu nawet popatrzeć, bo bez opamiętania oddaliśmy się jakieś
                                                  dziedzinie.
                                                  Powszechna niechęć do nieprzychylnych dla rozmówcy opinii
                                                  wszechobecnego sobie wynika z wszechobecnego i mocno zakorzenionego
                                                  w naszej świadomości narcyzmu. To byłoby powodem trudności w
                                                  znalezieniu słuchaczy, którzy nieprzyzwyczajeni są do dowiadywania się o
                                                  własnych słabościach, niewiedzy. Owa wskazane zapatrzenie w siebie w
                                                  połączeniu z postmodernistycznym nawoływaniem do poszukiwań
                                                  przyczyniłoby się do wytwarzania indywidualnych cnót. Sokrates oponował
                                                  przeciw takiemu relatywizmowi, wskazał na zalety, które są jedne dla
                                                  całego rodu ludzkiego, są zaletami zawsze i wszędzie. Nie należy przez to
                                                  rozumieć, że chciał on zamknąć nam drogę do własnych rozważań. Cnoty
                                                  były wartościami podstawowymi, jak dla Żydów dekalog i dopiero w oparciu
                                                  o nie można tworzyć własne przekonania. Jestem zwolennikiem takiego
                                                  stanu rzeczy, gdyż powyższe wartości stałyby się hakiem na zawieszenie
                                                  naszego światopoglądu. Jednak jakakolwiek próba wyznaczenia
                                                  priorytetowych wartości w większości zakończyłaby się fiaskiem, ponieważ,
                                                  można rzec, w modzie jest niszczenie fundamentów postmodernistyczne
                                                  pseudo poszukiwania
                                                  Ostatecznie stwierdzam, że „współczesny Sokrates” mógłby
                                                  pojawić się tu i teraz, zresztą czas i okoliczności nie maja tu dużego
                                                  znaczenia, gdyż syndromy są wspólne dla ogółu ludzi. Podobnie na
                                                  zapowiadanych, w niedalekiej przyszłości nowych osobnikach Sokrates nie
                                                  wywarłby większego wrażenia. W sferze nauki nie znalazłby zwolenników,
                                                  ponieważ tam też trzeba być układnym (Sokrates do takich nie należał),
                                                  lecz, co paradoksalne, jego poglądy są uznawane za aktualne i cenione.
                                                  Taki „współczesny Sokrates”, jakiego „stworzyłem” nie stałby się
                                                  wybitnym naukowcem min., dlatego że dziś forma przewyższa treść i
                                                  istotniejsza jest oprawa niż zawartość.
                                                  Jednak, jeśli dać „naszemu Sokratesowi” czas do „oswojenia się” i
                                                  nauczenia się teraźniejszych prawideł świata, to jako człowiek
                                                  nieprzeciętnie inteligentny i „wygadany” osiągnąłby, nie tracąc swoich
                                                  przekonań, bardzo wiele.





                                                  • Gość: gb Re: śmierć kochanków II IP: *.toya.net.pl / 10.0.230.* 05.08.03, 20:09
                                                    Z dużą sympatią, "Ewo":-)
                                                    Cel działań Sokratesa.....ten nadrzędny....to sprawić aby ludzie myśleli. J
                                                    bardzo pasuje tu brak dbałości o siebie. Tylko pasja może sprawić, że nic poza
                                                    nią nie jest tak bardzo istotne. Tak ja chce widziec Sokratesa, ale czy tak
                                                    rzeczywiście było?
                                                  • kwasna_cytryna Re: śmierć kochanków II 05.08.03, 21:45
                                                    Felieton

                                                    Figo-fago, kawa marago

                                                    Zadał mu kiedyś Chajrefon pytanie, którędy - sądzi - komar serenadę swą
                                                    odprawuje: przodem czy też zadem?

                                                    Ten ciekawy problem (i jemu podobne) był przedmiotem badań filozoficznej szkoły
                                                    starożytnych, greckich sofistów. Tak przynajmniej utrzymywał Arystofanes -
                                                    ateński komediopisarz z V w. p.n.e., który poświęcił sofistom i związanym z ich
                                                    środowiskiem Sokratesowi satyryczną komedię pt. Chmury.

                                                    Sofiści głosili, że wszystko (w tym także prawo i moralność) jest względne, bo
                                                    przecież dzięki umiejętności przemawiania można wykazać słuszność każdej tezy,
                                                    choćby i absurdalnej. Sofiści pokazywali w dysputacji, jakich chwytać się
                                                    sposobów, uczyli także hokus - pokus, oszukaństwa, przeniewierstwa i
                                                    krętactwa, i matactwa, i kuglarstwa....

                                                    Sofiści potrafili w kilka miesięcy nauczyć swego adepta dobrych manier i sztuki
                                                    wysławiania się lub nauczyć go pisać przemówienia polityczne i sądowe, w razie
                                                    potrzeby nawet dwa o przeciwstawnej wymowie...

                                                    Krótko mówiąc, robili mniej więcej to, co obecnie czynią agencje public
                                                    relations, zajmujące się kreowaniem wizerunku osób publicznych i tzw. teorią
                                                    wpływu, czyli owijaniem sobie ludzi wokół palca przy użyciu odpowiednich słów i
                                                    gestów. Najsłynniejszym specjalistą tej branży jest aktualnie p. Piotr
                                                    Tymochowicz, który przygotowywał do ubiegłorocznych wyborów parlamentarnych
                                                    Andrzeja Leppera. Zadowolony z wyborczego wyniku swego ucznia p. Tymochowicz
                                                    chwalił się w wywiadach prasowych, że dzięki niemu lider Samoobrony opanował
                                                    sztukę retoryki, umie ripostować w taki sposób, by kogoś zgnębić lub
                                                    dowartościować, potrafi odtworzyć z pamięci całą, dopiero co przeczytaną stronę
                                                    itd.

                                                    Współczesny sofista jest z siebie zadowolony: - Za pośrednictwem pana Leppera
                                                    miałem możliwość zaprezentować nową dziedzinę - teorię ripost: 38 taktyk
                                                    skutecznego przerywania wypowiedzi. On to opanował.

                                                    To, czy rozmówca, któremu profesjonalnie przerwie A. Lepper będzie akurat miał
                                                    rację czy nie, niewiele pana Tymochowicza obchodzi: on obsługuje swego ucznia -
                                                    klienta, i tyle. Profesjonalizm niebezpiecznie zbliża się tu do cynizmu.

                                                    - Nie uważam ludzkości za immanentnie złą. Ona jest tylko głupia i tchórzliwa -
                                                    pisał przed wiekiem Joseph Conrad - Polak, który stał się klasykiem
                                                    anglojęzycznej literatury. Nie jestem bezkrytycznym chwalcą przeszłości ale
                                                    śmiem twierdzić, że jeśli od czasów Conrada cokolwiek się w dziedzinie
                                                    moralności zmieniło, to raczej na gorsze. Bohaterowie jego powieści często
                                                    stawali przed trudnymi wyborami, gdy jednak wybrali niewłaściwie (vide tytułowy
                                                    Lord Jim, który pozostawił na łasce losu statek, wypełniony pasażerami) to
                                                    mieli świadomość popełnionego zła i do końca życia dręczyło ich poczucie winy,
                                                    owa konradowska smuga cienia.

                                                    Dziś, podobnie jak sto, pięćset czy tysiąc lat temu, ludzie kierują się z
                                                    reguły swoimi egoistycznymi interesami. Różnica polega jednak na tym, że
                                                    obecnie rozmyciu uległo poczucie moralnej odpowiedzialności, sumienia, winy i
                                                    kary. Te dwa ostatnie pojęcia rozpatrywane są już tylko jako kategorie prawne,
                                                    tak jakby kodeks karny mógł zastąpić etykę. A zastąpić nie może: gdy jeden z
                                                    bandytów wydaje pozostałych członków gangu w ręce policji, żeby dzięki temu
                                                    uniknąć odpowiedzialności, to - nawet jeśli przynosi to wymierne efekty w
                                                    zwalczaniu przestępczości - ma się to nijak do etyki czy moralności...

                                                    Sofistyka jest tak stara, jak demokracja. Z tą różnicą, że w starożytnych
                                                    Atenach sofistyka była ostro krytykowana, a obecnie nikt nie śmie zabrać głosu.
                                                    Politycy mówią o pokornym przyjmowaniu werdyktu wyborców (jakikolwiek by nie
                                                    był, i tak by go z pokorą przyjęli!) i trudno im się dziwić. Przecież co kilka
                                                    lat są jakieś wybory i znowu będą musieli mizdrzyć się do elektoratu. Pojawiają
                                                    się też poglądy, iż partie, które przegrały, nie umiały się wsłuchać w głos
                                                    społeczeństwa, były wyizolowane itp.

                                                    Te opinie przypominają jednak szukanie zgubionego portfela tam, gdzie jest
                                                    widno, a nie tam, gdzie zginął. Warto by było - tak jak niegdyś Arystofanes -
                                                    nazwać dzisiejszą sofistykę tym, czym ona rzeczywiście jest. A jest
                                                    manipulacją, dokonywaną przy pomocy słowa. Manipulacją, dodajmy, coraz
                                                    powszechniej stosowaną. Przecież współczesny marketing wprost powiada, że nie
                                                    jest ważne, jaki produkt się wytwarza i czy jest on naprawdę ludziom potrzebny:
                                                    najważniejsze, żeby umieć go sprzedać. Jeden z popularnych muzyków powiedział
                                                    niedawno: - Przeboju się nie komponuje, przebój się lansuje!

                                                    Cóż robić? Jakie przeboje, taki leppertuar...

                                                    Dowiedzmy się na koniec, jak to jest z tym komarem? Sokrates wyjaśnia:

                                                    Wnętrzności jego - twierdzi - są jak stożek, więc kiedy komar przez tę ciasną
                                                    szparę, chce ulżyć sobie i popuścić parę, to tyłem podźwięk wydaje nadobny.

                                                    I wszystko jasne! Dźwięki, wydawane przez komary, nie mają już dla nas tajemnic:

                                                    Więc tyłek jego trąbie jest podobny! Jakże sub-tylnie wyłożył tę rację! Nie
                                                    przegra nigdy procesu ten filut, co zna wnętrzności komara na wylot.

                                                    A przecież wynik procesu (sądowego czy wyborczego, o to mniejsza) jest dla
                                                    ekspertów od teorii wpływu najważniejszy.

                                                    Lech Brywczyński
                                                  • Gość: Ewa Re: śmierć kochanków II IP: *.w217-128.abo.wanadoo.fr 05.08.03, 22:46
                                                    "Jak odróżnić dzień od nocy"
                                                    Anthony de Mello

                                                    Pewien guru spytał swych uczniów, uczniów jaki sposób mogą określić,
                                                    kiedy kończy się noc, a zaczyna dzień.
                                                    Jeden powiedział:
                                                    - Gdy widząc w oddali zwierzę, można powiedzieć, czy to krowa, czy koń.
                                                    - Nie – rzekł guru.
                                                    - Gdy patrząc na drzewo w oddali, można powiedzieć, czy jest to drzewo
                                                    neem czy mango.
                                                    - Znów źle – rzekł guru.
                                                    - No więc w jaki sposób? – spytali uczniowie.
                                                    - Gdy spojrzawszy w twarz jakiegoś człowieka, rozpoznasz w nim brata;
                                                    gdy spojrzysz w twarz jakiejś kobiety i zobaczysz w niej siostrę. Jeśli nie
                                                    będziesz mógł tego uczynić, niezależnie od tego, jaki czas wskazuje
                                                    słońce, oznacza to, że nadal panuje noc.

                                                  • kwasna_cytryna Re: śmierć kochanków II 06.08.03, 08:26
                                                    Oczy nie kłamią

                                                    Powszechnie wiadomo, że nasze źrenice reagują na zmiany oświetlenia:
                                                    rozszerzają się w ciemności, gwałtownie kurczą pod wpływem światła. Lecz
                                                    również oczy zmieniają wygląd pod wpływem emocji.
                                                    Radość i szczęście rozszerzają je - jak np. u gracza który dostanie dobre
                                                    karty. Rozszerzone źrenice są również oznaką pobudzenia erotycznego.
                                                    Gniew irytacja i nienawiść wywołują zwężenie źrenic. Wąskie, kłujące oczy mają
                                                    ludzie, którzy są z jakiegoś powodu zirytowanie lub wściekli.
                                                    Warto więc obserwować oczy naszego rozmówcy, gdy np. przedstawiamy jakąś ważną
                                                    propozycję. Jego zmieniające się źrenice mogą stać się dla nas ważnym sygnałem
                                                    niezależnie od tego co mówi. Oczy nie kłamią, nie możemy ich zmusić do innych,
                                                    niż nasz aktualny stan emocjonalny, reakcji.
                                                    Irytującym zachowaniem podczas rozmowy jest przymykanie powiek przez naszego
                                                    rozmówcę. Możemy odnieś wtedy wrażenie, że lekceważy on nas i jest znudzony
                                                    całą rozmową. Nie jest to jednak tak bardzo jednoznaczne. Możliwe jest bowiem,
                                                    że nie zgadza się on z naszymi argumentami lub też usiłuje ukryć swoje emocje.
                                                    Szeroko rozwarte oczy, sygnalizują czyjeś zaskoczenie, zdumienie, lecz taką
                                                    reakcję łatwo udawać.
                                                    Naturalnym odruchem podczas witania, jest patrzenie sobie w oczy. Jeśli ktoś
                                                    podczas witania nie patrzy na nas, budzi to naszą nieufność Możemy odnieść
                                                    wrażenie, że ma on w stosunku do nas złe zamiary lub nas lekceważy.
                                                    Podczas rozmowy, niezależnie od nas, nasze oczy zarówno odbierają jak i
                                                    wysyłają sygnały mogące zwiększyć lub osłabić efekt tego, co mówimy lub
                                                    słyszymy. Najlepszy kontakt z rozmówcą nawiązujemy patrząc mu w oczy, jeśli
                                                    jego wzrok "błądzi gdzieś w przestrzeni", może świadczyć to o ty, że nasz
                                                    rozmówca jest nieszczery.
                                                    Prowadząc rozmowę, możemy co jakiś czas "oderwać" oczy od słuchacza - pomaga to
                                                    w skupieniu, ale tylko na chwilę, szybki powrót spojrzeniem na rozmówcę umacnia
                                                    kontakt z nim, pozwala uniknąć wrażenia nieszczerości z naszej strony. Pozwala
                                                    to nam również na obserwację jego zachowań. Jeżeli uda nam się zachować kontakt
                                                    wzrokowy przez 2/3 rozmowy, stworzymy wrażenie dobrą atmosferę dyskusji i
                                                    wyrobimy w słuchaczu zaufanie. Dzięki temu, zwiększymy nasze szanse na
                                                    pozytywne załatwienie sprawy.
                                                    Badania wykazały, że w rozmowach oficjalnych, np. rozmowy kwalifikacyjne,
                                                    najlepiej utrzymać wzrok na poziomie brwi i oczu rozmówcy. Ma on wtedy
                                                    wrażenie, że poważnie traktujemy całą sytuację.
                                                    Podczas spotkania towarzyskiego, możemy sobie pozwolić na spoglądanie na na
                                                    twarz miedzy oczami i uszami, natomiast w sytuacji romantycznej, patrzmy
                                                    ukochanej osobie nie tylko w oczy, ale wódźmy wzrokiem po całym ciele.
                                                    Nie zawsze jednak "mowa oczu" jest tak oczywista. Jeden z twórców tej teorii,
                                                    opisywał trudności, jakie mieli nauczyciele ze zrozumieniem zachowań
                                                    portorykańskich uczennic w nowojorskiej szkole. posądzali je o nieszczerość i
                                                    lekceważenie, a wszystko dlatego, że podczas rozmowy spuszczały oczy. Dopiero
                                                    parafialny ksiądz wyjaśnił to nieporozumienie. W kulturze portorykańskiej
                                                    opuszczanie wzroku oznacza szacunek do autorytetu rozmówcy.
                                                    Również amerykańscy psycholodzy wiedzą już, że patrzenie Indianinowi prosto w
                                                    oczy, jest odbierane przez niego jako dowód agresji.
                                                    Nie wyciągajmy więc pochopnych wniosków. Gdy np. ktoś w rozmowie z nami ma
                                                    rozbiegany wzrok, nie koniecznie musi świadczyć to o jego nieszczerości w
                                                    stosunku do nas, nasz rozmówca może być również osobą nieśmiałą i wystraszoną.
                                                  • Gość: Ewa Re: śmierć kochanków II IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 06.08.03, 11:08
                                                    Aurikuloterapia i irydologia
                                                    Angielscy piraci, według legendy, nosili w uchu kolczyk, co pozwalało im
                                                    widzieć statki z dużej odległości. Dr G.T.Lewith, specjalista od akupunktury
                                                    wywnioskował, że legenda nie jest pozbawiona podstaw, bo być może kolczyki
                                                    wpięte były w ucho w miejscu, które zgodnie z teorią akupunktury odpowiada
                                                    wzrokowi. Bo, jak nietrudno się domyślić, (dziś, gdy leczymy się wodą
                                                    destylowaną, a wahadełkiem sprawdzamy czy jajka są świeże, nic nie może
                                                    zdziwić), w muszli usznej jest odzwierciedlenie całego ciała ludzkiego i
                                                    wystarczy ukłuć czy nacisnąć w odpowiednim miejscu by wyleczyć z choroby.
                                                    Aurikuloterapia (ładna nazwa, prawda) jest zdolna leczyć wszystko. Wystarczy
                                                    się podrapać w ucho.
                                                    Skoro ucho jest odzwierciedleniem ciała ludzkiego, to tęczówka oka też musi coś
                                                    odzwierciedlać. I oczywiście odzwierciedla. Jak to zwykle bywa w przypadkach
                                                    magicznego podejścia do medycyny, odzwierciedla wszystko. I wszystko można
                                                    przepowiedzieć patrząc pacjentowi prosto w oczy.

                                                    Tęczówka podzielona jest na 12 równych części, które odpowiadają 12 częściom
                                                    ludzkiego ciała. W zależności od ułożenia plamek w określonych częściach
                                                    tęczówki, choroba dotyka takiej lub innej części ciała. Proste, prawda?
                                                    Wystarczyło na to wpaść. I jakie praktyczne, przecież nie ma już potrzeby
                                                    chodzenia do lekarza, wystarczy wysłać dobrą kolorową fotografię oka.

                                                  • Gość: Ewa Re: śmierć kochanków II IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 06.08.03, 11:14
                                                    c.d.
                                                    Ta "nauka" nazywa się irydologia. Wydaje się, że została wynaleziona przed stu
                                                    pięćdziesięciu laty przez Węgra, Ignatza von Peczely, który stał się później
                                                    doktorem medycyny.

                                                    Otóż pan Peczely próbował kiedyś wsadzić do klatki sowę. Tak nieszczęśliwie
                                                    manipulował zwierzakiem, że złamał mu nogę. W momencie, gdy kość pękła, w
                                                    prawym oku ptaka, na tęczówce pojawiła się kreska.

                                                    Od powstania tej "medycyny" pojawiły się różne mapy tęczówki, które, co
                                                    najdziwniejsze, nie są takie same w różnych wydaniach. Istnieje więc irydologia
                                                    amerykańska, chińska i holenderska, które inaczej interpretują plamki na
                                                    tęczówce. To tak, jakby założyć, że kardiologia francuska nie stosuje tych
                                                    samych metod diagnoz chorób serca co kardiologia belgijska. Bez wchodzenia w
                                                    szczegóły wystarczy powiedzieć, że przeprowadzone zostały dwie próby kliniczne,
                                                    których wyniki zostały opublikowane. Jedna na Uniwersytecie w Melbourne w
                                                    Australii, druga w Uniwersytecie Kalifornijskim w San Diego.

                                                    Żadna zmiana opisana na mapach irydologicznych nie została wykryta u pacjentów
                                                    poważnie chorych na wątrobę. Żaden z irydologów nie był w stanie w grupie
                                                    testowej wykryć chorych na nerki.

                                                    Oczywiście, tak jak każda część ciała, tęczówka może ulegać stanom zapalnym i
                                                    stan oczu może odzwierciedlać pewne choroby. Ale, i jest to ALE fundamentalne,
                                                    nie ma to nic wspólnego z irydologią, która mówi o istnieniu związku części
                                                    tęczówki z częścią ciała czyli interakcji między dwoma regionami organizmu.

                                                    Tak jak w przypadku innych pseudonauk, od 1866 roku (data publikacji teorii
                                                    Peczely'ego) ani jedno poważne badanie naukowe nie potwierdziło twierdzeń
                                                    irydologów. A przecież eksperyment, który mógłby potwierdzić zasadność
                                                    przynajmniej podstaw teorii jest prosty. Wystarczy złamać kilka łap sowich, by
                                                    zaobserwować zmiany na tęczówkach ich oczu.

                                                  • kwasna_cytryna Re: śmierć kochanków II 06.08.03, 11:22
                                                    Miejcie się na baczności z kolorami, gdyż wywierają duży wpływ na ciało i duszę
                                                    człowieka. Mogą spowodować pojawienie się różnych stanów emocjonalnych,
                                                    wzbudzić w nas radość lub smutek. - Goethe

                                                    Przed tobą emocjonujący dzień. Właśnie dziś wybierasz się na spotkanie w
                                                    sprawie nowej pracy. Zastanawiasz się, co na siebie włożyć. Co będzie bardziej
                                                    odpowiednie - elegancki granatowy kostium czy czerwona bluzka z szarą
                                                    spódnicą ? Odpowiednie są oba stroje, ale tak naprawde nie o to chodzi. Ważne
                                                    jest jaki efekt chcesz osiągnąć...

                                                    Trudno sobie wyobrazić świat pozbawiony kolorów - towarzyszą nam bowiem od
                                                    urodzenia. Nie bez powodu również w naszej potocznej mowie pojawiają się znane
                                                    określenia: „pozieleniała z zazdrości; był czerwony z wściekłości czy chocby
                                                    czarny humor”. „Kolor jest życiem” - uważał francuski filozof Bacon, ale my
                                                    musimy wiedzieć, ze kolory nie tylko pomagają, ale mogą nam również poważnie
                                                    zaszkodzić. Choć brzmi to niewiarygodnie, są na to dowody - kiedy na przykład
                                                    przemalowano w Londynie most Black - friars” mający ponurą sławę mostu
                                                    samobójców z koloru czarnego na zielony liczba rzucających się w otchłań wody
                                                    nieszczęśników spadła o jedna trzecią... Uzdrawianie kolorem i światłem jest
                                                    tak stare jak ludzka cywilizacja - współcześnie ta dziedzina medycyny
                                                    niekonwencjonalnej medycyny zwie się chromoterapią lub koloroterapią, a samo
                                                    słowo „kolor” pochodzi od łacińskiego „color” i oznacza „kryć coś, taić,
                                                    skrywać” i niewykluczone, że etymologia tego wyrazu ma związek z ukrytymi
                                                    właściwościami barw. Dlatego choć większość z nas nigdy się nad tym nie
                                                    zastanawia, pamiętajmy, że decydując się na kolor ubrania czy wystroju
                                                    mieszkania, a nawet kolorystycznego doboru potraw na stole stajemy się sami dla
                                                    siebie koloroterapeutami, co oznacza, że nasz stan emocjonalny czy fizyczny
                                                    będzie miał ścisły związek z wybranym przez nas kolorem.

                                                    Jak działa kolor ?

                                                    „Kiedy postrzegamy kolor, zjawisko to rejestrowane jest w naszym mózgu” -
                                                    tłumaczy chromoterapeuta prof. Morton Walker w swojej książce „Power of color”
                                                    („Siła koloru”). „Następnie mózg w odpowiedzi na to zjawisko wysyła odpowiedni
                                                    przekaźnik nerwowy (tzw. neurotransmiter) w kierunku odpowiedniego narządu
                                                    dokrewnego (tarczycy, nadnerczy, jajników, jąder czy trzustki) w celu wywołania
                                                    odpowiedniej reakcji hormonalnej. Powiadomiony narząd odpowiada wzmożoną
                                                    produkcją i wydzielaniem hormonu, który dostaje się do krwiobiegu i
                                                    oddziaływuje na inne narządy wewnętrzne. Gruczoły wydzielania wewnętrznego
                                                    reagują więc na kolory w sposób , w jaki rozpoznaje je mózg. Dlatego kolor
                                                    czerwony, który działa na mózg podniecająco, pośrednio oddziaływuje na
                                                    nadnercza wywołując wzmożone wydzielanie adrenaliny” - wyjaśnia działanie
                                                    kolorów Morton.

                                                    W przyrodzie istnieją tylko trzy podstawowe barwy - czerwona, zielona i
                                                    niebieska - wszystkie inne kolory to ich pochodne, a one same zmieszane w
                                                    idealnych proporcjach tworzą idealną biel. Oprócz barw podstawowych, wyróżniamy
                                                    łącznie siedem kolorów, czyli pełną gamę siedmiobarwnej tęczy. Pierwsze trzy -
                                                    żółty, czerwony i niebieski odpowiadają trzem głównym pierwiastkom - wodorowi,
                                                    tlenowi i węglowi lub jak twierdzą inni naukowcy reprezentują ciało, umysł i
                                                    duch - maja więc fundamentalne znaczenie dla życia na ziemi, ale i dla
                                                    prawidłowego funkcjonowania człowieka.Pozostałych cztery to: zielony,
                                                    pomarańczowy, fioletowy i indygo (ciemny granat). Każda z tych barw ma inne,
                                                    bardzo ważne działanie i znaczenie:

                                                    żółty - według chromoterapeuty Rolanda Hunta ma działanie ożywiające i
                                                    inspirujące, pobudza zdolność rozumowania pomagając w panowaniu nad własnymi
                                                    emocjami. Jest związany z układem trawiennym, nerwowym, częstością uderzeń
                                                    serca i krążeniem krwi. Uchodzi również za symbol intelektu i mądrości, pobudza
                                                    do wzniosłych myśli i uspokaja psychicznie. Kolorem żółtym emanuje złoto,
                                                    chrom, miedź i aluminium. Wśród warzyw najwięcej tego barwnika zawierają:
                                                    kukurydza, żółta papryka, pietruszka, banany, dynie, ananasy, cytryny,
                                                    grejpfruty i melony.

                                                    czerwień - nie bez kozery uznana jest za kolor miłości - związana jest bowiem z
                                                    narządami płciowymi, sercem i układem krążenia. Czerwony pobudza sprawność
                                                    umysłową, przyspiesza bicie serca, podnosi ciśnienie tętnicze krwi, poprawia
                                                    samopoczucie, daje uczucie ciepła. Wywołuje gwałtowne reakcje - bunt, przekorę,
                                                    namiętność i agresje, dodaje odwagi i żywotności - jest więc twórcza i
                                                    niszcząca. Czerwienią emanuje żelazo, miedź i cynk, a z pokarmów buraki,
                                                    rzodkiewka, czerwona kapusta, szpinak, sałata i większość czerwonych owoców.

                                                    niebieski - kolor ten związany jest z mózgiem, układem nerwowym i hormonalnym.
                                                    Naukowcy nazywają go tez najsilniejszym antyseptykiem. Niebieskie światło jest
                                                    chłodzące, działa nasennie, znieczulająco i przeciwzapalnie. Wnosi radość i
                                                    spokój, wpływa kojąco na skołatane nerwy, łagodzi wzburzone myśli i uczucia,
                                                    sprowadza spokojny i głęboki sen. Kolor ten jest uważany za symbol stałości i
                                                    wierności. Błękitem promieniuje miedź, i aluminium, a z pokarmów np. ciemne
                                                    śliwki.

                                                    zielony - związany jest ze skórą, płucami i grasicą. To kolor równowagi i
                                                    harmonii, „kolor przyrody, kolor zrównoważonej siły, postępu umysłu i ciała” -
                                                    tak charakteryzuje go Hunt. Jasne odcienie zieleni według Hindusów kojarzą się
                                                    z sympatia, przyjaźnią, indywidualnością i nadzieją, a ciemne z chciwością,
                                                    zawiścią i egoizmem. Zielenią promieniuje miedź, chrom, platyna i aluminium
                                                    oraz wszystkie zielone warzywa i owoce, pod warunkiem, że nie są ani kwaśne ani
                                                    zasadowe.

                                                    pomarańczowy - oddziaływuje na układ odpornościowy, przemianę materii układ
                                                    moczowo - płciowy, wątrobę i nadnercza. Jest kolorem witalności, ciepła,
                                                    kreatywności i radości. Działa wyzwalając na funkcje cielesne i mentalne.
                                                    Zbliża, pobudza i oddziaływuje dodatnio na cały organizm. Jest barwą niższych
                                                    zdolności intelektualnych czyli wiedzy zdobywanej tylko na własny użytek.
                                                    Najwięcej pomarańczowej barwy zawierają: marchew, kalarepa, dynia, pomarańcze,
                                                    morele, śliwki, mandarynki i brzoskwinie.

                                                    fiolet - związany jest z przysadką. Usuwa zmęczenie, łagodzi stresy i napięcia,
                                                    zapobiega bezsenności, ale także wpływa korzystnie na rozwój duchowy człowieka.
                                                    Fioletem promieniuje żelazo, a najwięcej tego koloru zawiera sałata, czerwone
                                                    winogrona, czerwona kapusta i czarne jagody.

                                                    indygo - oddziaływuje na narząd wzroku, słuchu i węchu. Stymuluje aktywność
                                                    psychiczną. Kolorem tym emanuje żelazo, miedź i chrom.

                                                    Chromoterapia kontra kolory

                                                    Chromoterapia polega na uzdrawiającym stosowaniu promieni różnych kolorów.
                                                    Przenikająca w głąb organizmu moc wiała i barwy oddziaływuje bezpośrednio na
                                                    cytoplazmę komórek wpływając tym samym na szybkość i siłę zachodzących w
                                                    ustroju reakcji chemicznych. Najczęściej chromoterapeuci stosują następujące
                                                    rodzaje zabiegów leczniczych:

                                                    bezpośrednie naświetlanie poprzez ekran w odpowiednim kolorze (początkowy czas
                                                    naświetlania powinien wynosić 15 minut, potem czas naświetlań zwiększa się do
                                                    30-60 minut, a zabiegi można powtarzać nawet kilkakrotnie w ciągu dnia, przy
                                                    czym naświetla się zwykle miejsca zmienione chorobowo kładąc na nich odpowiedni
                                                    filtr)
                                                    wdychanie promieni słonecznych poprzez kolorową tkaninę
                                                    przebywanie w otoczeniu dostosowanym kolorystycznie do danej terapii
                                                    picie nasłonecznionej wody i spożywanie wyselekcjonowanych pokarmów
                                                    picie wody napromieniowanej danym kolorem (w tym celu szklankę z zimna woda
                                                    należy trzymać lewą ręka, a prawa skierowana palcami w dół trzymać na d
                                                    szklanka, następnie skoncentrować się nad danym kolorem, a po pięciu minutach
                                                    wypić wodę małymi łyczkami)
                                                    kąpiele w kolorowej wodzie.

                                                    Alkohol, nikotyna, kawa oraz tłuste mięsa znacznie ograniczają lub znoszą
                                                    efekty lecznicze koloro
                                                  • kwasna_cytryna Re: śmierć kochanków II 06.08.03, 11:23

                                                    Alkohol, nikotyna, kawa oraz tłuste mięsa znacznie ograniczają lub znoszą
                                                    efekty lecznicze koloroterapii. Za pomocą chromoterapii leczy się wiele chorób -
                                                    oto przykłady:

                                                    promienie czerwone - anemia, brak apetytu, choroby krtani, astma, choroby
                                                    skory, nerwice, nerwobóle, niskie ciśnienie, impotencja.

                                                    promienie żółte - choroby wątroby, żołądka i jelit, brak apetytu, niestrawność,
                                                    cukrzyca, choroby nerek, przyspiesza gojenie się ran, choroby przemiany
                                                    materii, przeziębienie.

                                                    promienie niebieskie - choroby na tle nerwowym, choroby gorączkowe i
                                                    infekcyjne, bóle zębów, żółtaczka, reumatyzm, oparzenia, biegunki.

                                                    promienie zielone - choroby oczu, układu nerwowego, krążenia, wątroby i
                                                    żołądka, choroby skórne i alergiczne i nadciśnienie.
                                                    promienie pomarańczowe - bezsenność, choroby układu oddechowego, niewydolność
                                                    serca, astma, zapalenie płuc

                                                    promienie fioletowe - choroby na tle nerwowym, padaczka, nerwobóle, reumatyzm,
                                                    stres, obrzęki.

                                                    promienie indygo - choroby umysłowe i psychiczne, choroby uszu, nosa, gardła,
                                                    niestrawność.

                                                    Długoletnie badania na temat kolorów prowadził brytyjski psycholog Robert
                                                    Edelman. Na ich podstawie z całą stanowczością stwierdza, że kolory maja
                                                    korzystny wpływ na stan naszego ciała i umysłu. Oto jego zalecenia cytowane w
                                                    książce Andy’ego Collinsa - „Medycyna niekonwencjonalna - od stresu do diety”:

                                                    jeśli pragniesz schudnąć, jadaj na niebieskiej zastawie (błękit osłabia
                                                    apetyt) - amerykańscy terapeuci zalecają nawet wkręcenie niebieskiej żarówki do
                                                    lodówki...

                                                    jeśli masz kłopoty i zmartwienia otocz się zielenią (rośliny, ubiór, wystrój)

                                                    jeśli masz kłopoty z przebudzeniem i czujesz się zmęczona - zjedz pomarańczę,
                                                    albo weź kąpiel z dodatkiem soli lub płynu w kolorze pomarańczowym, a potem
                                                    wytrzyj się ręcznikiem w takim samym kolorze - poczujesz się rzęsko i lekko;
                                                    w stanach depresyjnych włóż na siebie coś żółtego.

                                                    Chromoterapeuci doradzają również, gdzie powinniśmy spędzać urlop, jeżeli
                                                    szwankuje nasze zdrowie i tak:

                                                    nad morzem, gdzie istnieje możliwość zażywania kąpieli słonecznych i
                                                    podziwiania zachodów słońca powinny wyjeżdżać osoby cierpiące na kłopoty z
                                                    pamięcią i koncentracja, oraz osoby ze schorzeniami układu oddechowego,
                                                    trzustki wzroku, narządów rodnych i astmatycy;

                                                    na urlop wśród lasów, łąk i jezior udać się powinny osoby źle sypiające,
                                                    niespokojne i cierpiące na dolegliwości skórne i nadciśnienie;
                                                    góry zalecane są dla osób chorujących na przewlekłe choroby zapalne i choroby
                                                    narządów rodnych.

                                                    Kolorowe wizytówki

                                                    Jeśli zgłębisz tajniki kolorów na odległość rozpoznasz wroga, sprzymierzeńca,
                                                    konkurenta czy partnera. W jaki sposób ? Bardzo prosty. Zauważ jaki jest jego
                                                    ulubiony kolor - w ubiorze, jakimi kolorami otacza się w domu czy w pracy.
                                                    Ulubiony kolor zdradza bowiem cechy charakteru... I tak:

                                                    „czerwoni” rzadko kiedy zaspokajają swoje pragnienia, są dynamiczni, impulsywni
                                                    i aktywni, nie nękają ich wyrzuty sumienia ani skrupuły. Korzystają z życia i
                                                    spełniają swoje zachcianki. Maja szanse stać się liderami, jeśli przerost
                                                    ambicji nie skłoni ich do popełniania fałszywych kroków.

                                                    „pomarańczowi” są towarzyscy i przyjacielscy, którzy podziela się radością i
                                                    pocieszą w smutnych chwilach;

                                                    „żółci” - to intelektualiści i idealiści, którzy na siłę chcieliby uszczęśliwić
                                                    cały świat. Są otwarci, twórczy i niestrudzenie dążą do szczęścia. Zmysłowi,
                                                    uczuciowi, czasem nadwrażliwi. Spotyka ich uznanie otoczenia ale i zazdrość.

                                                    „zieloni” to osoby uczuciowe, wyrozumiałe i tolerancyjne, ufające w szczerość
                                                    otoczenia, wręcz naiwne przy czym „jasnozieloni” są stworzeni, aby mięć wielu
                                                    przyjaciół i brać na siebie liczne zobowiązania, a „ciemnozieloni” mało otwarci
                                                    na pomysły innych, uparci i wybredni;

                                                    „biali” są skłonni do zazdrości i niskich uczuć, wielu z nich posiada zdolności
                                                    parapsychologiczne;

                                                    „czarni” są kolorem ludzi o nieco dziwnym usposobieniu, z jednej strony oddają
                                                    się rozmyślaniom, z drugiej zachowują lekkomyślnie, mają zatarte ego, urodzeni
                                                    buntownicy, o skrajnych uczuciach, pasjach, gotowi do walki, namiętni, idący
                                                    pewnym krokiem, ale mający kłopoty z jasna ocena sytuacji;

                                                    „brązowi” mocno stoją nogami po ziemi, można na nich liczyć, choć stanowią dla
                                                    otoczenia zagadkę, niewiele czasu poświęcają na miłość i namiętność, prawie
                                                    zawsze osiągają postawione sobie cele;

                                                    „ciemnoszarzy” są pedantami, lubią porządek i analizę , są zbyt skrupulatni,
                                                    humaniści;

                                                    „jasnoszarzy” nie znoszą ograniczeń, mają trudności z koncentracja, są
                                                    wrażliwi, źle znoszą hałas i upał, inteligentni, nieśmiali;

                                                    „jasnoniebiescy” - to romantycy, dla których najważniejszą osoba jest matka.
                                                    Nie umieją być sami, są popularni, lubiani, uwielbiają życie w grupie, podróże,
                                                    dążą do pokoju, spokoju i ciepła rodzinnego;

                                                    ”ciemnoniebiescy” często są artystami, osiągają prestiż i pieniądze, są pełni
                                                    życia, kochają dzieci, jeżeli lubią swoja prace są w niej znakomici, dużo
                                                    podróżują.

                                                    Kolor a wiek

                                                    Właściwie nie wiadomo skąd wziął się pogląd, że starsze osoby nie powinny
                                                    ubierać się kolorowo, bo w ich wieku to niestosowne. Chromoterapeuci uważają to
                                                    za duży błąd. Ich zdaniem właśnie w tzw. trzecim wieku powinno się ubierać
                                                    kolorowo, gdyż wzmacnia to siły obronne organizmu. „W ciągu swego życia
                                                    człowiek zazwyczaj zmienia barwy trzykrotnie” - pisze Andy Collins. W okresie
                                                    dorastania dominują kolory pobudzające do dorastania (od czerwieni do żółtego),
                                                    w drugim przeważają kolory uspokajające (fiolet, niebieski, indygo, szary), a w
                                                    trzecim znów powinniśmy się ubierać na kolorowo. Terapeuci zalecają jednak
                                                    unikanie koloru białego, ponieważ powoduje on utratę energii.

                                                    Zaatakuj kolorem

                                                    „Kolor, który nosisz na sobie nie tylko oddziaływuje na ciebie, ale jak dowodzą
                                                    badania naukowe - na ponad 60% osób znajdujących się w twoim otoczeniu” - uważa
                                                    amerykański koloroterapeuta Carlton Wagner - autor książki „Color Response
                                                    Report” (Raport o odpowiedzi na kolory). Kiedy promienie światła pochłaniane są
                                                    przez tkaniny, które nosisz na sobie, kolor, który zauważasz ty i otoczenie
                                                    jest niczym innym jak odbitym światłem, a jego energia jest tym co wywiera
                                                    wpływ na ciebie i otoczenie. Kolory oddziaływają fizycznie, mentalnie i
                                                    emocjonalnie, a zgłębiwszy ich tajniki będziemy mieć do dyspozycji narzędzie,
                                                    które pomoże nam w obcowaniu z otoczeniem. Ale pamiętaj - aby kolory
                                                    zaprezentowały swą największą moc bielizna, którą nosisz pod ubraniem powinna
                                                    być biała, a jak twierdzą specjaliści od koloru najlepiej nie nosić nic pod
                                                    spodem...

                                                    A zatem spójrz na poniższe zestawienie i wybierając ubiór kieruj się nie tylko
                                                    modą !

                                                    Aby pobudzić...... Wybierz:

                                                    zorganizowanie, dobre stosunki towarzyskie - pomarańczowy, zielony
                                                    odwagę, żywotność, namiętność - czerwony
                                                    zauroczenie, słodycz - różowy
                                                    twórczość, zaangażowanie - fioletowy
                                                    cierpliwość, integralność - niebieski
                                                    inspirację - turkus, żółty
                                                    neutralność - beżowy, szary
                                                    pokój - zielony, jasnoniebieski
                                                    radość, witalność - pomarańczowy
                                                    równowagę - zielony, turkus
                                                    autorytet - czarny, granatowy, stalowoszary
                                                    praktyczność, stabilność - brązowy, zielony
                                                    samodzielność - brzoskwiniowy
                                                    ochronę - czarny, biały, złoty
                                                    agresję - czarny, czerwony
                                                    poczucie własnej godności, ambicje - fiolet, różowy, purpurę
                                                    tolerancje, mądrość - złoty
                                                    pamięć, intuicję - indygo, fiolet
                                                    komunikację - żółty, turkus, niebieski
                                                    kompetencję, precyzję - biały
                                                    przyjaźń - koralowy, brązowy, pomarańczowy

                                                    Życie wśród kolorów

                                                    Posługiwanie się kolorami we wnętrzu to temat - rzeka - zajmuje się nimi nie
                                                    tylko chromoterapia, ale i filozofia feng - shui. To temat wielce
                                                    zindywidualizowany. Kolory,
                                                  • kwasna_cytryna Re: śmierć kochanków II 06.08.03, 11:24
                                                    Życie wśród kolorów

                                                    Posługiwanie się kolorami we wnętrzu to temat - rzeka - zajmuje się nimi nie
                                                    tylko chromoterapia, ale i filozofia feng - shui. To temat wielce
                                                    zindywidualizowany. Kolory, które widzisz wchodząc do jakiegoś domu po raz
                                                    pierwszy warunkują twoje wrażenia z pobytu w tym miejscu, a zatem określają co
                                                    jest możliwe do zrealizowania w tej przestrzeni. A zatem przede wszystkim
                                                    wybieraj kolory, które wprawiają cię w dobry nastrój. Specjaliści od koloru
                                                    ustalili praktyczne wskazówki doboru kolorów w mieszkaniu korzystnych dla
                                                    zdrowia i samopoczucia (pisze o niech w swojej książce „Tajemnice
                                                    niekonwencjonalnej medycyny” Teresa Cybulska. Oto one:

                                                    kuchnia - barwy ścian powinny być pogodne, ale nie jaskrawe, od kości
                                                    słoniowej, poprzez błękit i róż aż do bieli;
                                                    przedpokój - żywe, jaskrawe kolory
                                                    jadalnia - ściany powinny być jasne, ale nie blade;
                                                    salon - meble powinny być zharmonizowane z kolorem ścian, ale nie jaskrawe;
                                                    sypialnia - barwy ścian maja wytwarzać klimat spokoju i odpoczynku, najlepsze
                                                    są w tonacji niebieskiej lub szarej;
                                                    pokój dziecinny - barwy jasne, lecz z elementami w kolorze jaskrawym.

                                                    I jeszcze jedno - wiele osób poprzestaje na białych ścianach w całym domu.
                                                    Biały wystrój domu otwiera coprawda wszelkie możliwości, ale jej nadmiar
                                                    wskazuje na brak celu i kierunku w życiu...

                                                    lek. med. Dorota Wydro
                                                  • Gość: Ewa Re: śmierć kochanków II IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 06.08.03, 11:46
                                                    Legendy miejskie o kolorach
                                                    Ważną cechą legendy miejskiej jest jej względna niezmienność. Ta sama historia
                                                    powtarzana jest w Polsce, we Francji, w Brazylii i w Australii, choć czasem
                                                    realia, które przedstawia, zupełnie nie odpowiadają realiom kraju, w jakim
                                                    historia miała mieć miejsce. Postanowiłem rozpocząć podróż po świecie legend
                                                    miejskich od historii, którą opowiedział mi mój przyjaciel, mówiąc, że to
                                                    właśnie jemu się przydarzyło, w Poznaniu. Opowiedział mi to w połowie lat
                                                    osiemdziesiątych, i tak jak to bywa z legendami miejskimi, uśmiawszy się do
                                                    rozpuku, opowiedziałem ją, czyli "podałem dalej", tym razem jako historię
                                                    zaczynającą się od słów "a mojemu przyjacielowi zdarzyła się pewna, niezwykła
                                                    historia"... Myślę, że jeśli czyta on teraz te słowa, nie będzie miał mi za
                                                    złe, że poszperawszy nieco, doszedłem do źródeł przygody, którą mi opowiedział,
                                                    jako własną. Jedyne, co mógłbym mu doradzić, gdy następnym razem będzie
                                                    rozpowszechniał legendę miejską, to, by zachował klasyczną jej formę, czyli
                                                    zawsze zaczynał od słów "znajomy mojego znajomego (ZMZ) opowiada, że"...

                                                    Tak więc mój przyjaciel opowiedział mi, że...

                                                    Murzyn w barze szybkiej obsługi
                                                    ... wracając pewnego dnia z miasta zatrzymał się w barze szybkiej obsługi, by
                                                    przekąsić conieco, bo nie miał już ochoty siedzieć w kuchni w domu. Wszedł więc
                                                    do lokalu, wziął tacę, wybrał sobie potrawy, to znaczy zupę i drugie danie,
                                                    skądinąd pierogi, i skierował się do jednego z wolnych stolików. Postawił na
                                                    podłodze przy krześle torbę z zakupami i zorientował się, że zapomniał wziąć
                                                    sztućców. Postawiwszy więc tacę z jedzeniem na stole, poszedł do lady, by wziąć
                                                    widelec, nóż i łyżkę i wrócił do stolika. Jakież było jego zdumienie, gdy
                                                    zobaczył, że przy jego stoliku siedzi Murzyn i zjada jego zupę.

                                                    Postanowił jednak nie reagować, siadł z drugiej strony, sięgnął po pierogi, i
                                                    zaczął je zjadać. Murzyn popatrzył nań jakoś dziwnie i powiedział:

                                                    - Krizys...

                                                    - Ano krizys - odpowiedział mój przyjaciel, nie bardzo wiedząc, co może
                                                    powiedzieć.

                                                    Jedli tak chwilę w milczeniu, aż wreszcie Murzyn skończył zupę, wstał i udał
                                                    się w kierunku wyjścia nic nie mówiąc. W tym momencie mój przyjaciel
                                                    zorientował się nagle, że zniknęła mu torba z zakupami. Wpadł w furię, bo
                                                    niedość, że Murzyn zjadł mu zupę, to jeszcze ukradł rzeczy. Zerwał się więc, by
                                                    go dognać i nagle, z przerażeniem i rozpaczą zobaczył, przy sąsiednim stoliku,
                                                    swoją torbę, oraz tacę z zupą i pierogami, które cały czas tam na niego czekały
                                                    i nawet już przestygły.

                                                    Niewiele można tu powiedzieć, czy skomentować. Historia jest po prostu śmieszna
                                                    i jest to dokładnie typ przygody, którą można opowiadać, by rozbawić
                                                    towarzystwo. Jej źródeł można szukać w reakcji na rasizm, bardziej lub mniej
                                                    rozpowszechniony w różnych regionach świata. Jest to jakby zdrowa reakcja na
                                                    postawy rasistowskie, mająca w podtekście moralnym pokazać "dobrego"
                                                    i "tolerancyjnego" Murzyna wobec białego, który z pewnością nie wykazałby się
                                                    tak wielką tolerancją.

                                                    Ciekawym zjawiskiem jest fakt, że głównym bohaterem jest zawsze Murzyn. Bez
                                                    względu na miejsce, w którym jest opowiadana. Jest to o tyle zadziwiające, że
                                                    przecież w Polsce, w połowie lat osiemdziesiątych, nawet w Poznaniu, nieczęstym
                                                    było spotkanie Murzyna w barze szybkiej obsługi. A jednak, pozostał Murzyn, tak
                                                    jak w 1983 roku w Hiszpanii, w 1985 w USA, w tym samym roku we Francji i w
                                                    Australii, a w 1989 we Włoszech. Bo wszędzie tam, historia ta, z niewielkimi
                                                    naprawdę zmianami (oczywiście pierogi zamieniały się w hamburgera i frytki,
                                                    czasami była tylko zupa, którą bohaterowie zjadali z jednego talerza...)
                                                    opowiadała o Murzynie.




                                                  • Gość: gb Re: śmierć kochanków II IP: *.toya.net.pl / 10.0.230.* 06.08.03, 11:09
                                                    Gość portalu: Ewa napisał(a):

                                                    > "Jak odróżnić dzień od nocy"
                                                    > Anthony de Mello
                                                    >
                                                    > Pewien guru spytał swych uczniów, uczniów jaki sposób mogą określić,
                                                    > kiedy kończy się noc, a zaczyna dzień.
                                                    > Jeden powiedział:
                                                    > - Gdy widząc w oddali zwierzę, można powiedzieć, czy to krowa, czy koń.
                                                    > - Nie – rzekł guru.
                                                    > - Gdy patrząc na drzewo w oddali, można powiedzieć, czy jest to drzewo
                                                    > neem czy mango.

                                                    Miał rację :-)
                                                    > - Znów źle – rzekł guru.
                                                    > - No więc w jaki sposób? – spytali uczniowie.
                                                    > - Gdy spojrzawszy w twarz jakiegoś człowieka, rozpoznasz w nim brata;
                                                    > gdy spojrzysz w twarz jakiejś kobiety i zobaczysz w niej siostrę. Jeśli nie
                                                    > będziesz mógł tego uczynić, niezależnie od tego, jaki czas wskazuje
                                                    > słońce, oznacza to, że nadal panuje noc.
                                                    >
                                                  • Gość: Ewa Re: śmierć kochanków II IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 08.08.03, 23:16
                                                    Agnieszka Osiecka - JA NIE ODCHODZĘ KIEDY TRZEBA


                                                    Ja nie odchodzę kiedy trzeba,
                                                    choć nie ma mojej tam mnie już.
                                                    Choć na wieszaku w przedpokoju,
                                                    wisi pomięty mój kapelusz.
                                                    Gdy w twoim chłodzie się wygrzewam,
                                                    to jedno myślę coraz częściej.
                                                    Ja nie odchodzę kiedy trzeba,
                                                    na twoje szczęście.

                                                    Ja nie odchodzę kiedy warto,
                                                    zna mnie przydrożny czarny kot.
                                                    Gram wciąż tą samą zgraną kartą,
                                                    jak smutny wariat albo łotr.
                                                    Gdy w twoim chłodzie się wygrzewam,
                                                    to jedno myślę coraz częściej.
                                                    Że nie odchodzę kiedy trzeba,
                                                    na twoje szczęście.

                                                    Ja nie odchodzę kiedy trzeba,
                                                    choć chcę ci słów wyrazić żal.
                                                    Choć wyciągacie kromkę chleba,
                                                    nie pora wracać już na bal.
                                                    Gdy w twoim chłodzie się wygrzewam,
                                                    to jedno myślę coraz częściej.
                                                    Że nie odchodzę kiedy trzeba,
                                                    na twoje szczęście.

    • Gość: Ewa Re: cierpliwe lato IP: *.w80-13.abo.wanadoo.fr 14.08.03, 23:03
      W słonecznikach
      gra wciąż jeszcze
      pszczela muzyka
      niżej liczne biedronki
      wdzięcznie narzekają
      zaś samym dołem
      łąkę ujeżdżają
      koniki polne

      Tu kwiat dyni
      jakimś cudem
      w owoc przechodzi

      Tu lato cierpliwie
      na jesień się godzi

      A Ziemianin
      • kwasna_cytryna Re: koniec lata 14.08.03, 23:16
        Jesienny duch
        Odradza się
        Rdzą pokrył leśne trakty
        Opada kurz
        Zaciera ślad
        Mądrości - chwało bogów
        pogański mrok
        Zapada znów
        Nadchodzi odrodzenie
        Bogowie chwałą
        Okryją się
        Nim spadnie pierwszy śnieg
        Zapłoną stosy
        I czarny dym
        Pokryje wieków dzieje
        Jak czarny kruk
        Opadnie liść
        Lecz chwały nie zachwieje
        Posępny mrok
        Pokryje lasy
        Księżyc na niebo wedrze się znów
        Straszliwy krzyk
        Ginącej zorzy
        Nadchodzi koniec lata...
        • Gość: Ewa Re: letni wieczor IP: *.w80-13.abo.wanadoo.fr 15.08.03, 17:54
          Już zaszedł nad doliną
          Złocisty słońca krąg
          Ciche odgłosy płyną
          Z zielonych pól i łąk.

          Dalekie ludzi głosy,
          Daleki słychać śpiew
          I cichy szelest rosy
          Po drżących liściach drzew.

          Promieńmi gra różana
          Topnieje w sinej mgle,
          A świeży zapach siana
          Skoszona łąka śle.

          Wraz z wonią polnych kwiatów,
          Z gasnącym blaskiem zórz
          Cicha poezja światów
          W głąb ludzkich spływa dusz.

          W półcieniu pierś olbrzymią
          Podnoszą widma gór,
          Nocnymi mgłami dymią,
          Wdziewają płaszcze chmur.

          I wiążą swoje skrzydła,
          Podarty kryjąc stok
          Jak senne malowidła
          Powoli toną w mrok.

          Wieczoru blask niepewny
          Oświetla obraz ten
          Ludzie w zadumie rzewnej
          Gonią piękności sen.



















          • kwasna_cytryna Re: Artur Rimbaud 15.08.03, 19:50
            "Poranek"

            Czy nie miałem niegdyś miłej młodości, bohaterskiej,
            baśniowej, godnej zapisania złotymi głoskami - zbytku
            szczęścia! Jaką zbrodnią, jakim zbłądzeniem zasłuzyłem na
            obecną słabość? Wy, którzy utrzymujecie, że zwierzęta
            wydaja z siebie łkanie żalu, że chorzy popadają w rozpacz,
            że umarli mają złe sny, spróbujcie opowiedzieć mój upadek
            i senne rojenia. Sam nie potrafię już wypowiedzieć się
            jaśniej niż żebrak bezustannie powtarzający swoje Pater
            noster i Ave Maria. Nie umiem już mówić!
            Myślę dziś jednak, ze skończyłem opowieść o swoim
            piekle. Było to własnie piekło: stare piekło, którego
            bramy otworzył syn człowieczy.
            Na tej samej pustyni, tą samą nocą, moje zmęczone oczy
            budzą się zawsze w blasku srebrnej gwiazdy, zawsze, choć
            nie porusza to Królów życia, trzech magów serca, duszy,
            umysłu. kiedyż pójdziemy za morza i góry, by powitać
            zaranie nowej pracy, nową mądrość, ucieczkę tyranów i
            demonów, koniec przesądów, kiedyż to uwielbimy - pierwsi! -
            Boże Narodzenie na ziemi?
            Śpiew niebios, pochód ludów! Niewolnicy, nie
            przeklinajcie życia.
            • Gość: Ewa Re: W B Yeats IP: *.w80-13.abo.wanadoo.fr 15.08.03, 23:03
              Święty i Garbus
              (The Saint and the Hunchback)

              Garbus: Wstań, podnieś rękę, pobłogosław,
              Tego, co krzywdy wielkiej doznał
              O swojej dawnej myśląc sławie.
              Oto Cezara skrywa prawie
              Ten garb przeklęty.

              Święty: Różnych ludzi
              Na różny sposób Stwórca trudzi.
              Błogosławieństwa-ć nie odmówię,
              Bom w swym cierpieniu tobie rówien:
              Oto dzień cały próbowałem
              Wygnać Augusta z mego ciała,
              I Aleksandra, i psotnika
              Alcybiadesa ? też niech znika!

              Garbus: Dziękuję wszystkim, których moce
              W twej ziemskiej zlały się powłoce,
              Zwłaszcza za łaski z zacnej ręki
              Alcybiadesa składam dzięki.

              • kwasna_cytryna Re: Quo Vadis 15.08.03, 23:09
                "Wiem, o cezarze, że wyglądasz z niecierpliwością mego przybycia i że twoje
                wierne serce przyjaciela tęskni dniami i nocami za mną. Wiem, że obsypałbyś
                mnie darami, powierzył mi prefekturę pretorii, a Tygellinowi kazał być tym, do
                czego stworzyli go bogowie: dozorcą mułów w tych twoich ziemiach, któreś po
                otruciu Domicji odziedziczył. Wybacz mi jednak, bo oto przysięgam ci na Hades,
                a w nim na cienie twej matki, żony, brata i Seneki, że przybyć do ciebie nie
                mogę. Życie jest wielkim skarbem, mój drogi, jam zaś z owego skarbu umiał
                najcenniejsze wybierać klejnoty. Lecz w życiu są także rzeczy, których już
                dłużej znieść nie potrafię. Och, nie myśl, proszę, że mnie zraziło to, iżeś
                zabił matkę i żonę, i brata, iżeś spalił Rzym i wysłał do Erebu wszystkich
                uczciwych ludzi w twym państwie. Nie, mój prawnuku Kronosa. Śmierć jest
                udziałem ludzkiego pogłowia, po tobie zaś innych postępków nie było się można
                spodziewać. Ale kaleczyć sobie uszy jeszcze przez lata całe twoim śpiewem,
                widzieć twe domicjuszowskie cienkie nogi, miotane tańcem pirrejskim, słuchać
                twej gry, twej deklamacji i twoich poematów, biedny poeto z przedmieścia, oto
                co przewyższyło moje siły i wzbudziło do śmierci ochotę. Rzym zatyka uszy
                słuchając ciebie, świat cię wyśmiewa, ja zaś dłużej już za ciebie płonić się
                nie chcę, nie mogę. Wycie Cerbera, mój miły, choćby do twego śpiewu podobne,
                mniej będzie dla mnie dotkliwe, bom nie był mu nigdy przyjacielem, i za głos
                jego wstydzić się nie mam obowiązku. Bądź zdrów, lecz nie śpiewaj, zabijaj,
                lecz nie pisz wierszy, truj, lecz nie tańcz, podpalaj, lecz nie graj na cytrze,
                tego ci życzy i tę ostatnią przyjacielską radę posyła ci Arbiter elegantiae."
                • Gość: Ewa Re: Oda do urny greckiej IP: *.w80-13.abo.wanadoo.fr 15.08.03, 23:35
                  Oblubienico jeszcze niezdobyta ciszy,
                  Przybrana córo wolno płynącego czasu,
                  Leśna dziejopisarko, co słodziej opisać
                  Umiesz barwne zdarzenie niż utwory nasze:
                  Jaki mroczny mit w kształcie twoim jest zaklęty?
                  O bogach, śmiertelnikach, czy jednych i drugich?
                  Tłem mu Tempe czy górskie Arkadii strumyki?
                  Niebian głosi podboje, ziemianek wykręty?
                  Za kim ten bieg szaleńczy? Czyj opór tak długi?
                  Skąd te dzwonki, fujarki? Skąd szał aż tak dziki?

                  II.

                  Słodka jest pieśń słyszalna, ale słodsza odeń
                  Jest niesłyszalna, przeto grajcież mi, fujarki,
                  Nie mym uszom cielesnym, lecz niemą melodię
                  Wlejcie w najdalsze duszy mojej zakamarki:
                  Piękności, tak jak liści nigdy swych nie zrzuci
                  Drzewo, pod którym stoisz, ty nie skończysz pieśni;
                  Śmiały kochanku, nigdy, nigdy nie posiądziesz
                  Jej ust słodyczy, jednak niech cię to nie smuci;
                  Jej uroda nie zblaknie ? choć nie będziesz pieścił,
                  Zawsze ją będziesz kochał, ona piękna będzie!

                  III.

                  Szczęsne gałęzie, wasze liściaste sklepienie
                  Trwa, wszak nigdy jesienna nie nadejdzie plucha;
                  I szczęśliwy śpiewaku, który niestrudzenie
                  Grasz pieśni, które wiecznie nowe są dla ucha;
                  Więcej miłości! Więcej szczęśliwej miłości!
                  Zawsze gorącej, zawsze przynoszącej rozkosz,
                  Zawsze bez tchu i której starość nie dotyka;
                  Dość ludzkiej namiętności, co na szczytach gości,
                  Która przesyca serce boleścią i troską
                  I przynosi gorączkę czoła i języka.

                  IV.

                  Kim są, których w procesji przed ołtarze wiedziesz,
                  Tajemniczy kapłanie, jakiemu to bogu
                  Przeznaczono tę piękną jałówkę na przedzie,
                  Której kwietne girlandy przypięto do rogów?
                  Jakież to małe miasto nad rzeką, nad morzem,
                  Lub w górach w cieniu mocnej skryte cytadeli
                  Opuścił ten lud prosty w ten świąteczny dzionek?
                  Miasteczko, twe ulice już o każdej porze
                  Będą ciche i nikt się nigdy nie ośmieli
                  Powrócić, by powiedzieć, czemuś opuszczone.

                  V.

                  Attycki kształcie! Piękna figuro! Tak wiele
                  Marmurowych cię zdobi, prócz mężczyzn i kobiet,
                  Leśnych gałęzi ponad zadeptanym zielem;
                  Cicha formo, co sądom naszym na złość robisz,
                  Spokój mącisz, jak wieczność: O, Sielanko Zimna,
                  Kiedy to pokolenie wytraci już starość,
                  Pozostaniesz, wśród innych niedoli i nieszczęść
                  Niż nasze, przyjacielem ludzi, ze swym hymnem:
                  „Piękno jest prawdą, prawda pięknem” ? bo z tą wiarą
                  Żyjesz i nic do szczęścia nie trzeba ci więcej.

                  John Keats




                  • kwasna_cytryna Re: Falszywa prawda 16.08.03, 22:46
                    Fałszywa prawda

                    Zostanę łgarzem
                    kłamcą za grosik albo dwa
                    albo za sos spływający z pańskiego stołu
                    by nie żebrać

                    Niebieskie cienie na drzwiach do twojego serca
                    pragną słyszeć to, co pragną słyszeć
                    nikną w potoku prawdy jak drzewa po zmroku
                    przebijają komory głosem ironii

                    Więc dlaczego nie mogę zostać kłamcą
                    nie mogę żyć tak jak mółgbym żyć
                    gdybym tylko mógł
                    dlaczego?

                    Boję się niebieskich cieni
                    czy tylko dlatego?
                    • Gość: Ewa Re: Ballada o Cyganeczce IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 16.08.03, 23:15
                      Cyganeczka tańczy i błyszczy
                      Na peronie w miasteczku fabrycznym

                      - Panie złoty
                      Daj parę złotych

                      Zabrzęczały zadygotały
                      Wszystkie dzwonki których nie miała

                      Oniemiałym wzrokiem spoglądam
                      Zapomniałem o swoim pociągu

                      Hm... na pieniądze jesieś za mała
                      Kupię ci lepiej cztery obwarzanki
                      Ale... ale... Słuchaj no mała
                      Umiesz ty po cygańsku?

                      Boby mi było miło gdybyś tak
                      coś powiedziała w swoim języku -
                      Żeby jabłoni majowej kwiat
                      Słowik w sanskryckiej lingwistyce

                      Ech ogniska jałowce brzozy
                      Pies niosący srogi łeb pod wozem

                      Podróżni szarzy od pola i fabryk
                      A ty jesteś śpiewającą barwą

                      Czekaj jeszcze kupię ci słodyczy
                      Bierz co zechcesz płacę jak żywo

                      I wtem znowu przy budce dróżniczej
                      ...Zagwizdała lokomotywa

                      Szybko wybiegam na peron
                      A kolejarz do mnie przez wąsów gęstwinę
                      - Próżny pośpiech obywatel
                      Wasz pociąg odszedł przed godziną

                      - A następny?
                      - Dopiero rano
                      Pusta stacja
                      Pusta poczekalnia
                      Nie ma nawet małej Cyganki
                      Zostałem na peronie sam
                      Z nadgryzionym obwarzankiem
                      • kwasna_cytryna Re: Damą być 17.08.03, 11:45
                        Tak chciałabym - tak umiałabym
                        powiewna być - niby dym!
                        Królewną być - złote kwiatki rwać
                        i trenować nowe miny i przed lustrem stać!
                        Tak bym chciała damą być, ach, damą być, ach, damą
                        być
                        i na wyspach bananowych dyrdymały śnić!

                        Nie mam serca do czekania, do liczenia, do zbierania,
                        nie, mnie nie zrozumie pan!
                        Nie mam głowy do posady, do parady, do ogłady,
                        to zbyt opłakany stan!
                        Chcę swój szyk jak dama mieć, jak dama mieć, jak
                        dama mieć,
                        i jak moja ciocia Jadzia z wrażliwości mdleć!

                        Nie mam serca do sieroty, zgubionego wajdeloty,
                        nie, mnie nie zrozumie pan!
                        To nie mój styl z musztardówki pić
                        i z panem na wiarę żyć!
                        Wolałabym na stokrotkach spać
                        i trenować nowe miny i przed lustrem stać!
                        Tak bym chciała damą być, ach, damą być, ach, damą
                        być
                        i na wyspach bananowych bananówkę pić!

                        Nie mam serca do pilności, do piękności, do świętości,
                        to zbyt wyszukany stan!
                        Nie mam głowy do dyplomu, do poziomu, zbiórki złomu,
                        nie, mnie nie zrozumie pan!
                        Damś być, ach, c'est si bon, o, c'est si bon, o, c'est si bon,
                        tylko gdzie te, gdzie te damy są?
                        Z kochasiem gdzieś poszły w siną dal,
                        odfrunęły z królikami, a głupiemu żal!

                        A. Osiecka
                        • Gość: Ewa Re: Ksiaze IP: *.w80-13.abo.wanadoo.fr 17.08.03, 14:26
                          Chłopięcy książę mocą przeczucia Luizy
                          W gorączce się przemyka poprzez chłodne sale
                          Ściskając krótki mieczyk do cieni się zbliża
                          Płosząc je spod stóp kolumn wyrżniętych w krysztale

                          Waleczność księcia duchy zwycięża rogate
                          Lecz najmężniejsze serce pojąć nie jest w stanie
                          Dzwonów ciszy w pomrukach elektrycznych świateł
                          Wież i baszt fatalizmu w bałamuctwie planet

                          Książę... Królestwo twoje obraca się w popiół
                          Istotne jest to czego nie osiągniesz nigdy
                          Osamotnienie spojrzeń bezcelowość kroków
                          Krew wina puls kryształu konstrukcja obłoków
                          Rozgrzeszy bieg planety i krater wystygły


                          A Bursa
                          • kwasna_cytryna Re: Czułość 17.08.03, 15:26
                            Ty się nazywać tak miękko jak orzech
                            ciebie wymówić niekiedy
                            przez usta i zęby
                            nie można

                            A zawsze myślałem i wierzę
                            smukłość ode mnie poczatek
                            szyja - tulipan i piękni złodzieje
                            ode mnie

                            Ty się chyba w smuklejszych naczyniach
                            narodzić a teraz zamykasz
                            i jeszcze każesz z mojej włóczęgi
                            złote złoto

                            *
                            Modliłem się nigdy a jeśli to czysto
                            dla samej magii do siebie samego
                            nigdy o chleb ni o daktyle lub mleko

                            Po mojej stronie nie było nic prócz fatum
                            a ksiażę ten rzymski nie tyle co hojny
                            nazywał mnie - Piękna Egzystencja
                            • Gość: Ewa Re:Sprobuj opiewac okaleczony swiat IP: *.w217-128.abo.wanadoo.fr 17.08.03, 23:26
                              Spróbuj opiewać okaleczony świat.
                              Pamiętaj o długich dniach czerwca
                              i o poziomkach, kroplach wina rosé.
                              O pokrzywach, które metodycznie zarastały
                              opuszczone domostwa wygnanych.
                              Musisz opiewać okaleczony świat.
                              Patrzyłeś na eleganckie jachty i okręty;
                              jeden z nich miał przed sobą długą podróż,
                              na inny czekała tylko słona nicość.
                              Widziałeś uchodźców, którzy szli donikąd ,
                              słyszałeś oprawców, którzy radośnie śpiewali.
                              Powinieneś opiewać okaleczony świat.
                              Pamiętaj o chwilach, kiedy byliście razem
                              w białym pokoju i firanka poruszyła się.
                              Wróć myślą do koncertu, kiedy wybuchła muzyka.
                              Jesienią zbierałeś żołędzie w parku
                              a liście wirowały nad bliznami ziemi.
                              Opiewaj okaleczony świat
                              i szare piórko, zgubione przez drozda,
                              i delikatne światło, które błądzi i znika
                              i powraca.

                              • quickly Dla kwasna_cytryna i Ewa... 18.08.03, 06:50
                                Cos mi ta wasza korespondencja podejrzanie wyglada...
                                No wlasnie... kiedy dwie dziewczyny pisza do siebie poezja. Hmmmmm...

                                • kwasna_cytryna Re: Dla kwasna_cytryna i Ewa... 18.08.03, 08:56
                                  Quickly, Ty chyba masz jakieś .. hmmm... zbereźne myśli ;PPP
                                  A tak w ogóle, to witaj :))) Czyzbyś powrócił z dalekiej podróży ???
                                  • Gość: Ewa Re: Dla kwasna_cytryna i Ewa... IP: *.w217-128.abo.wanadoo.fr 18.08.03, 09:34
                                    Quickly ma dusze romantyka. Sens wymiany poetyckiej
                                    rozumie. A my jego zart.
                                    • kwasna_cytryna Re: Dla kwasna_cytryna i Ewa... 18.08.03, 09:48
                                      Ewo, myślisz, że rozumie ??? Sama nie wiem :PPP
                                      • Gość: Ewa Re: Dla kwasna_cytryna i Ewa... IP: *.w217-128.abo.wanadoo.fr 18.08.03, 11:33
                                        Cytrynko, sadze ze w pelni rozumieja tylko dwie zainteresowane
                                        strony
                                        • kwasna_cytryna Re: Zrozumieć kobietę 18.08.03, 12:56
                                          Jakże wielu próbowało,
                                          żadnemu się nie udało.
                                          Wszak to problem zbyt ogromny
                                          na nasz męski umysł skromny.
                                          Ziemię ruszyć, Słońce wstrzymać,
                                          promień lasera zatrzymać,
                                          maszynę parową wymyślić,
                                          teorię względności uściślić -
                                          wszystko to małe problemy
                                          porównując z tym, że chcemy
                                          płci pięknej zgłębić umysł.
                                          "Cóż to w ogóle za pomysł?"
                                          może spytać ten i tamten.
                                          Ja go wprost nazwę "dewiantem",
                                          mamy wszak powodów wiele,
                                          moi drodzy przyjaciele,
                                          my, mężczyźni oczywiście,
                                          aby zgłębić znaną mgliście
                                          kobiet naturę zawiłą,
                                          aby łatwiej z nimi było.
                                          Od początku zacznę może -
                                          inaczej byłoby gorzej:

                                          Zakupy - oto podstawa.
                                          Nas męczą - dla nich zabawa.
                                          I choć często nie muszą,
                                          to ciągle nam głowę suszą,
                                          I musimy iść niestety
                                          razem z nimi. Ach! Kobiety!
                                          I choć wytrzymać to umiem
                                          ja nie rozumiem.

                                          Bardzo dziwne zachowanie
                                          ma kobieta gdy dostanie
                                          kilkudniowej przypadłości.
                                          Biedne nasze męskie kości!
                                          Przez w miesiącu tych dni kilka -
                                          drażnić ją - to drażnić wilka.
                                          I choć z wilkiem żyć umiem
                                          i tak nie rozumiem.

                                          Martwi mnie również niezmiernie,
                                          że one są zmienne cholernie.
                                          Dziś tak, jutro już inaczej,
                                          to jest nienormalne raczej.
                                          A bywa przecież i gorzej,
                                          bo dzień wszak długo trwać może.
                                          I choć zdanie zmieniać umiem
                                          znowu nie rozumiem.

                                          Rozmowa jest ważną rzeczą,
                                          bynajmniej temu nie przeczą.
                                          Same się wręcz przyznają,
                                          że wciąż gadają, gadają...
                                          Chcesz rozmawiać - chętnie służą,
                                          byle o niczym i... dużo.
                                          I choć dużo mówić umiem
                                          wciąż nie rozumiem.

                                          Jeśli mam już być dokładny -
                                          "Kłapouchy" jest układny,
                                          dogadać się z nim nietrudno.
                                          A z kobietą? Nigdy nudno.
                                          Gdy tylko ma zdanie swoje
                                          nawet nie walcz, na nic boje!
                                          I choć też tak umiem
                                          ich nie rozumiem.

                                          Czasem takie dni miewają,
                                          że się bardzo obrażają.
                                          Pytasz "na co?", mówią "na nic!!"
                                          Przecież gdzieś logiki granic
                                          szukać trzeba, bo co boli -
                                          nic nie dzieje się bez woli.
                                          I choć przepraszać umiem
                                          tego nie rozumiem.

                                          Lustro jest sprawą inną,
                                          bo trzeba przecież godzinną
                                          sesję przed wyjściem odprawić -
                                          nie mogą brzydkie się zjawić!
                                          A my biedaki czekamy,
                                          nerwy na wodzy trzymamy.
                                          I choć cierpliwym być umiem
                                          to nie rozumiem.

                                          Nasze niewiasty biedne są,
                                          bo choć przecież zwykle chcą,
                                          gdy jest już nocy połowa
                                          to je wiecznie boli głowa.
                                          A my biedaki cierpimy
                                          i sami jakoś musimy.
                                          I choć też ręką umiem
                                          znów nie rozumiem.

                                          Jeśli gafa nam się zdarzy,
                                          choćby nie ten wyraz twarzy,
                                          nawet coś bardzo małego,
                                          one nie zapomną tego!
                                          Choćby przeszło to bezgłośnie,
                                          to wypomną! Bezlitośnie!
                                          I choć zapamiętać umiem
                                          czegoś tu nie rozumiem.

                                          Dziwnie jest też między nimi.
                                          My - faceci - razem tkwimy,
                                          jest plemników solidarność.
                                          Za to u nich, cóż za marność!
                                          Z jednej strony się kochają,
                                          z drugiej nóż w plecy wbijają.
                                          I choć dużo pojąć umiem
                                          nic nie rozumiem.

                                          Może jednak rację mieli
                                          Ci co zrozumieć nie chcieli,
                                          Bo próbę zrozumienia jedna myśl odgania -
                                          widać one nie do rozumienia, one do kochania!
                                          • Gość: Ewa Re: Ach, panie, panowie IP: *.w80-11.abo.wanadoo.fr 18.08.03, 22:45
                                            Ginie wśród łąk, biegną chłopcy znad rzek,
                                            chłodna noc, długa noc zawitała na brzeg.
                                            Śpią samotne ziemniaki w popiele
                                            nie przyjedzie już nikt na niedzielę...........
                                            Jeszcze czynny GS, więcej piwa niż łez,
                                            lecz nie taki już tłok - przeszedł rok - minął rok.
                                            Sennie chwieją się łany rzepaku,
                                            umierają co słabsi wśród ptaków...............

                                            Ach, panie, panowie,
                                            ach, panie, panowie,
                                            ach, panie, panowie,
                                            czemu ciepła nie ma w nas ?

                                            Co było, to było,
                                            co było, to było,
                                            co było, to było,
                                            nie wróci drugi raz.

                                            Ach, panie, panowie,
                                            ach, panie, panowie,
                                            ach, panie, panowie,
                                            już ciepła nie ma w nas.
                                            Co było, to było,
                                            minęło jak miłość,
                                            prześniło, przelśniło -
                                            wyśniło się do dna.

                                            Poczerniały pnie drzew, liście porwał im wiatr,
                                            poznikały gdzieś hen, jak nadziei mych ślad.
                                            Nie złowione figlują szczupaki,
                                            minął rok, znowu rok - byle jaki..............
                                            Widzisz, kończy się bal, nie mów mi, że ci żal,
                                            przecież patrzysz nie tak, mówisz "szczęścia nam brak",
                                            zamarzają na śmierć kartofliska,
                                            wiem, że pora rozstania już bliska.

                                            Ach, panie, panowie,
                                            ach, panie, panowie,
                                            ach, panie, panowie,
                                            czemu ciepła nie ma w nas ?

                                            Co było, to było,
                                            co było, to było,
                                            co było, to było,
                                            nie wróci drugi raz.

                                            Ach, panie, panowie,
                                            ach, panie, panowie,
                                            ach, panie, panowie,
                                            już ciepła nie ma w nas.
                                            Co było, to było,
                                            minęło jak miłość,
                                            prześniło, przelśniło -
                                            wyśniło się do dna.

                                            Umiem cenić twój takt,
                                            elegancki twój styl,
                                            kto nauczył cię tak ładnie patrzeć na łzy ?
                                            Jeszcze tulisz do ust moją rękę,
                                            lecz zapomnisz mnie jak tą piosenkę.
                                            Żegnaj miły, no cóż,
                                            jak się żegnać - to już,
                                            pięknie było nam z tym,
                                            lecz za dużo jest zim,
                                            ja cię może za mało kochałam,
                                            lecz zapomnieć to już nie umiałam.

                                            Ach, panie, panowie,
                                            ach, panie, panowie,
                                            ach, panie, panowie,
                                            czemu ciepła nie ma w nas ?

                                            Co było, to było,
                                            co było, to było,
                                            co było, to było,
                                            nie wróci drugi raz.

                                            Ach, panie, panowie,
                                            ach, panie, panowie,
                                            ach, panie, panowie,
                                            już ciepła nie ma w nas.
                                            Co było, to było,
                                            minęło jak miłość,
                                            prześniło, przelśniło -
                                            wyśniło się do dna..........


                                            • kwasna_cytryna Re: Tym, którzy smutni 19.08.03, 07:08

                                              Tym, którzy smutni, którzy zgnębieni
                                              W milczeniu tylko i cierpią, i giną,
                                              Tym dla serc trzeba jaśniejszych promieni
                                              Nad idealną świecących krainą,

                                              Im zimne słowa mędrców nie wystarczą
                                              I praw koniecznych bezwzględna powaga
                                              Nie będzie dla nich osłoną ni tarczą,
                                              Gdy serce gwałtem szczęścia się domaga.

                                              Trzeba im pociech, których nie da życie;
                                              Trzeba anielskich uśmiechów w błękicie;
                                              Trzeba litosnej nad światem opieki;
                                              Trzeba miłości wiecznej, choć dalekiej...


                                              Adam Asnyk
                                              • quickly Dla kwasnej_cytryny... 19.08.03, 07:28
                                                Asnyk...
                                                Dotknelas czulej struny, zagralas delikatnym subtelnym dzwiekiem...

                                                Bez watpienia literatura milosna Asnyka nie wstrzasa, nie przeraza... A tym
                                                bardziej nie ma oszalamiajacej sily i glebi... Ale jest pelna wdzieku,
                                                tesknoty i zadumy...

                                                "Trzeba z zywymi naprzod isc,
                                                Po zycie siegac nowe,
                                                A nie w uwiedlych laurow lisc
                                                Z uporem stric glowe."

                                                • kwasna_cytryna Re: Dla Quickly ... 19.08.03, 09:37
                                                  Ależ miłosna liryka nie powinna wstrząsać ani tym bardziej przerażać, powinna
                                                  wzbudzać czułość, tęskontę i zadumę... Zresztą jakoś się składa, że większe
                                                  wrażenie robi milość nieszczęsliwa niż szczęśliwa... Dla mnie mnie wiersze o
                                                  nieszczęśliwej miłości są zawsze subtelniejsze niż te chwalące miłość
                                                  szczęśliwą :))
                                                  • kwasna_cytryna Re: Do Ewy 19.08.03, 15:01
                                                    O Pani w lśniącej sukni, gdzie zniknełaś?
                                                  • Gość: Ewa Re: Posylam kwiaty IP: *.w217-128.abo.wanadoo.fr 19.08.03, 15:11
                                                    Posyłam kwiaty - niech powiedzą one
                                                    To, czego usta nie mówią stęsknione!
                                                    Co w serca mego zostanie skrytości
                                                    Wiecznym oddźwiękiem żalu i miłości.

                                                    Posyłam kwiaty - niech kielichy skłonią
                                                    I prószą srebrną rosą jak łezkami,
                                                    Może uleci z ich najczystszą wonią
                                                    Wyraz drżącymi szeptany ustami,
                                                    Może go one ze sobą uniosą
                                                    I rzucą razem z woniami i rosą.

                                                    Szczęśliwe kwiaty! Im wolno wyrazić
                                                    Wszystkie pragnienia i smutki, i trwogi
                                                    Ich wonne słowa nie mogą obrazić
                                                    Dziewicy, choć jej upadną pod nogi;
                                                    Wzgardą im usta nie odpłacą skromne,
                                                    Najwyżej rzekną: "słyszałam - zapomnę".

                                                    Szczęśliwe kwiaty! mogą patrzeć śmiele
                                                    I składać życzeń utajonych wiele,
                                                    I śnić o szczęściu jeden dzień słoneczny...
                                                    Zanim z tęsknoty uwiędną serdeczniej.

                                                    Adam Asnyk
                                                  • kwasna_cytryna Re: "Ofiarujac Serce" -"Offering of the heart" 19.08.03, 15:16
                                                    by Julian Tuwim translated by Paulina Szwarc

                                                    Posylam ci bezdomne moje serce,
                                                    Co chcesz z min zrob.
                                                    Na swoje zamień to bezdomne serce
                                                    Lub zatrac, zgub
                                                    Wdzieczne ci bedzie to bezdomne serce
                                                    Nawet za grob


                                                    I`m sending you my homeless heart,
                                                    Do with it what you will.
                                                    Change it for your own, this homeless heart of mine
                                                    Or loose it, or dump it
                                                    It will be thankful to you, this homeless heart of mine
                                                    Even for a grave.
                                                  • Gość: Ewa Re: Najpiekniejsze piosenki IP: *.w217-128.abo.wanadoo.fr 19.08.03, 15:40
                                                    Najpiękniejszych moich piosnek
                                                    Nauczyła mnie dzieweczka,
                                                    Mistrzem bowiem były dla mnie
                                                    Harmonijne jej usteczka.

                                                    Te usteczka brzmiały zawsze
                                                    Jakąś piosnką świeżą, nową,
                                                    Każdy uśmiech był melodią,
                                                    Śpiewem było każde słowo.

                                                    Adam Asnyk
                                                  • kwasna_cytryna Re: Patrzę z daleka 20.08.03, 07:12
                                                    Patrzę z daleka
                                                    Jak przez taflę szkła
                                                    Jak przez brudne szyby
                                                    Szybuje lekko
                                                    Szukam...
                                                    Szukam Twojego Ja
                                                    Słucham...
                                                    Przez pryzmat myśli
                                                    Zamieram w bezruchu
                                                    Słucham..
                                                    Czemu milczysz?
                                                    Patrzę..
                                                    Z za mgielnej kotary
                                                    Jak przez ciemne opary
                                                    Przedzierają się myśli
                                                    Szukaja drogi
                                                    Nie ma drogowskazu
                                                    Czemu sie chowasz?
                                                    Coś majaczy w oddali
                                                    Coś ciszą krzyczy
                                                    Postać...
                                                    Siedzi i duma zamyślona
                                                    Zamykam oczy
                                                    Nieskończone zdania
                                                    Gdzieś po drodze giną
                                                    Domyślanie mnie mroczy
                                                    Czego sie boisz?
                                                    Myslisz...
                                                    Że słowem zabolisz?
                                                    Nie...nawet jeśli..
                                                    Nigdy się tego nie dowiesz
                                                    Za szrościa ukryje myśli
                                                    Popatrz..
                                                    Uśmiecham się
                                                    Znów coś chwyta za gardło
                                                    Znowu coś zamarło
                                                    Skryło sie w ciszy
                                                    Znów milczysz
                                                    Przyklejam nos do szyby
                                                    Nastepny łyk goryczy
                                                    Przełykam...
                                                    Znowu cisza krzyczy
                                                    Zatykam uszy
                                                    Wstaje słońce
                                                    Czemu czarne?
                                                    Odpowiedz prosze
                                                    Czemu czarne?!
                                                    Znów milczysz....
                                                  • Gość: Ewa Re: Czarny blues o czwartej nad ranem IP: *.w80-11.abo.wanadoo.fr 20.08.03, 09:57
                                                    Czemu cię nie ma na odległość ręki

                                                    Czemu mówimy do siebie listami

                                                    Jednostajnie opóźnionymi

                                                    Gdy ci to śpiewam - u mnie pełnia lata

                                                    Gdy to usłyszysz - będzie środek zimy



                                                    Czemu się budzę o czwartejnad ranem

                                                    i włosy twoje próbuję ugłaskać

                                                    Lecz nigdzie nie ma twoich włosów

                                                    Jest tylko blada nocna lampka

                                                    - Łysa śpiewaczka



                                                    Śpiewamy bluesa - czarnego

                                                    (bo czwarta nad ranem)

                                                    Tak cicho żeby nie zbudzić sąsiadów

                                                    Czajnik z gwizdkiem świruje na gazie

                                                    - Myślał by kto że rodem z Manhattanu



                                                    Herbata czarna - myśli rozjaśnia

                                                    A list twój sam sie czyta

                                                    Że można go śpiewać

                                                    Za oknem mruczą bluesa ciszej

                                                    - Topole z Krupniczej



                                                    I jeszcze strażak wszedł na solo

                                                    Ten z Mariackiej Wieży

                                                    Jego trąbka - jak księżyc

                                                    biegnie nad topolą

                                                    Nigdzie się jej nie spieszy



                                                    Już piąta

                                                    Może sen przyjdzie

                                                    Może mnie odwiedzisz


                                                    Adam Zagajewski

















                                                  • kwasna_cytryna Re: Uriah Heep 20.08.03, 10:05
                                                    Lady In Black

                                                    She came to me one morning, one lonely Sunday morning,
                                                    her long hair flowing in the mid-winter wind.
                                                    I know not how she found me, for in darkness I was walking,
                                                    and destruction lay around me from a fight I could not win.

                                                    She asked me name my foe then. I said the need within some men
                                                    to fight and kill their brothers without thought of men or god.
                                                    And I begged her give me horses to trample down my enemies,
                                                    so eager was my passion to devour this waste of life.

                                                    But she would not think of battle that reduces men to animals,
                                                    so easy to begin and yet impossible to end.
                                                    For she the mother of all men had counciled me so wisely that
                                                    I feared to walk alone again and asked if she would stay.

                                                    Oh lady lend your hand, I cried, Oh let me rest here at your side.
                                                    Have faith and trust in me, she said and filled my heart with life.
                                                    There is no strength in numbers. I've no such misconceptions.
                                                    But when you need me be assured I won't be far away.

                                                    Thus having spoke she turned away and though I found no words to say
                                                    I stood and watched until I saw her black cloak disappear.
                                                    My labor is no easier, but now I know I'm not alone.
                                                    I find new heart each time I think upon that windy day.
                                                    And if one day she comes to you drink deeply from her words so wise.
                                                    Take courage from her as your prize and say hello for me
                                                  • Gość: Ewa Re: You're never alone IP: *.w80-11.abo.wanadoo.fr 20.08.03, 11:06
                                                    Cowering in the corner, shivering with fear,
                                                    As the shadows formed and began to grow near.
                                                    Out of the darkness shone a great light.
                                                    High in the sky enrapturing the night.

                                                    The light had shone to guide me home.
                                                    From where I'd been lost.
                                                    The place where I'd roamed.
                                                    A place I thought would capture my soul,
                                                    Make my life more complete, take on a new role.

                                                    But I soon found that this could never be so,
                                                    Without the solitude of my humble abode,
                                                    Among family I love, the people who care,
                                                    And the warmth in my heart...
                                                    Knowing they'll always be there
                                                  • kwasna_cytryna Re: The Road Not Taken 20.08.03, 19:50
                                                    by Robert Frost


                                                    Two roads diverged in a yellow wood,
                                                    And sorry I could not travel both
                                                    And be one traveler, long I stood
                                                    And looked down one as far as I could
                                                    To where it bent in the undergrowth;

                                                    Then took the other, as just as fair,
                                                    And having perhaps the better claim,
                                                    Because it was grassy and wanted wear;
                                                    Though as for that the passing there
                                                    Had worn them really about the same,

                                                    And both that morning equally lay
                                                    In leaves no step had trodden black.
                                                    Oh, I kept the first for another day!
                                                    Yet knowing how way leads on to way,
                                                    I doubted if I should ever come back.

                                                    I shall be telling this with a sigh
                                                    Somewhere ages and ages hence:
                                                    Two roads diverged in a wood, and I--
                                                    I took the one less traveled by,
                                                    And that has made all the difference
                                                  • Gość: Ewa Re: La route aux quatre chansons IP: *.w80-11.abo.wanadoo.fr 20.08.03, 23:15
                                                    Georges Brassens

                                                    J'ai pris la route de Dijon
                                                    Pour voir un peu la Marjolaine
                                                    La belle, digue digue don
                                                    Qui pleurait près de la fontaine
                                                    Mais elle avait changé de ton
                                                    Il lui fallait des ducatons
                                                    Dedans son bas de laine
                                                    Pour n'avoir plus de peine
                                                    Elle m'a dit : " Tu viens, chéri ?
                                                    Et si tu me payes un bon prix
                                                    Aux anges je t'emmène
                                                    Digue digue don daine "
                                                    La Marjolain' pleurait surtout
                                                    Quand elle n'avait pas de sous
                                                    La Marjolain' de la chanson
                                                    Avait de plus nobles façons

                                                    J'ai passé le pont d'Avignon
                                                    Pour voir un peu les belles dames
                                                    Et les beaux messieurs tous en rond
                                                    Qui dansaient, dansaient, corps et âmes
                                                    Mais ils avaient changé de ton
                                                    Ils faisaient fi des rigodons
                                                    Menuets et pavanes
                                                    Tarentelles, sardanes
                                                    Et les bell's dam's m'ont dit ceci
                                                    " Etranger, sauve-toi d'ici
                                                    Ou l'on donne l'alarme
                                                    Aux chiens et aux gendarmes "
                                                    Quelle mouch' les a donc piquées
                                                    Ces belles dam's si distinguées
                                                    Les belles dam's de la chanson
                                                    Avaient de plus nobles façons

                                                    Je me suis fait fair' prisonnier
                                                    Dans les vieilles prisons de Nantes
                                                    Pour voir la fille du geôlier
                                                    Qui, paraît-il, est avenante
                                                    Mais elle avait changé de ton
                                                    Quand j'ai demandé: " Que dit-on
                                                    Des affaires courantes
                                                    Dans la ville de Nantes ? "
                                                    La mignonne m'a répondu
                                                    " On dit que vous serez pendu
                                                    Aux matines sonnantes
                                                    Et j'en suis bien contente "
                                                    Les geôlières n'ont plus de cœur
                                                    Aux prisons de Nante' et d'ailleurs
                                                    La geôlière de la chanson
                                                    Avait de plus nobles façons

                                                    Voulant mener à bonne fin
                                                    Ma folle course vagabonde
                                                    Vers mes pénates je revins
                                                    Pour dormir auprès de ma blonde
                                                    Mais elle avait changé de ton
                                                    Avec elle, sous l'édredon
                                                    Il y avait du monde
                                                    Dormant près de ma blonde
                                                    J'ai pris le coup d'un air blagueur
                                                    Mais, en cachette, dans mon cœur
                                                    La peine était profonde
                                                    L'chagrin lâchait la bonde
                                                    Hélas ! du jardin de mon père
                                                    La colombe s'est fait la paire
                                                    Par bonheur, par consolation
                                                    Me sont restées les quatr' chansons

                                                  • kwasna_cytryna Re: Mon tambour 21.08.03, 19:32
                                                    Si le grand sol de la Chine
                                                    m’était terre d’origine
                                                    je dirais à Shanghai
                                                    pour ses vertes campagnes,
                                                    je veux chanter tes collines
                                                    dans des rimes Mandarines.

                                                    Si le verbe Espagnol
                                                    m’accordait la parole
                                                    mes vers à chaque mot
                                                    danserait boléro.

                                                    Si le verbe Anglais
                                                    à ma langue était
                                                    ami très intime
                                                    j’aurais en estime
                                                    les musées de Londres
                                                    même dans mes songes.

                                                    Mais… C’est dans les Antilles
                                                    où soleil toujours brille
                                                    où la mer a pour compagnes
                                                    les cocotiers qui l’accompagnent
                                                    pour fiancés les bois-fouillés
                                                    qui la draguent et l’accotent
                                                    tout le long de ses cotes
                                                    que je me vis naître d’âme et d’être.
                                                    C’est là que Batala me fit naître

                                                    C’est là par cette attrayante fenêtre
                                                    que mon esprit, mon sang se vit apparaître.
                                                    C’est sur le sol d’Haïti,
                                                    terre aux montagnes chéries
                                                    que Maîtresse Erzulie dessine
                                                    le berceau de mon origine.

                                                    C’est sur cette élégante île
                                                    au sol fertile
                                                    que le cordon de mon nombril
                                                    s’est fait fossile.

                                                    C’est là sur cette Île Créole
                                                    que je peux hausser mes épaules
                                                    pour dire d’une âme altière
                                                    voici le sol voici la terre
                                                    où mon cœur à l’air de roi
                                                    se sent à jamais chez soi.
                                                    Par ce destin
                                                    qui me retient

                                                    mon âme n’a que son tambour
                                                    pour offrir son chant d’amour
                                                    à ses loas Grann Batala,
                                                    Jean Dantò, Papa Legba.

                                                    Chaque fois que ma main nègre
                                                    d’un ton allègre
                                                    fait chanter son cher tambour
                                                    un chant d’amour
                                                    c’est pour dire à tous mes Loas
                                                    en bon Konpa
                                                    que toujours mon cœur leur sera
                                                    un bon rara

                                                    À moi tout chant étranger
                                                    n’est qu’un exotique oranger;
                                                    plus je mange son fruit
                                                    moins ma faim m’enfuit.

                                                    Alors à mes loas Guede
                                                    je saurai ainsi chanter:
                                                    Oui! Je n’ai pour faire de moi
                                                    à tout moi
                                                    ce que je dois à jamais être
                                                    à tout mètre
                                                    que l’écho de mon tambour
                                                    avec amour
                                                    que mes femmes créoles dansent
                                                    d’une âme en transe.

                                                    —Edner Saint-Amour 8 juin 1999
                                                  • Gość: Ewa Re: Ballade des amours passées IP: *.w80-13.abo.wanadoo.fr 21.08.03, 19:58
                                                    Amours légères, jeux charmants
                                                    Tendres propos, douces promesses
                                                    Où êtes-vous, ô mon amant
                                                    Et vos baisers et vos caresses
                                                    Grands sont devenus ma tristesse
                                                    Et mon chagrin depuis des mois
                                                    Jours lumineux de sa tendresse
                                                    Vous êtes allés Loin de moi.

                                                    En mon très âpre dénûment
                                                    Je pleure et lamente sans cesse
                                                    Mais ce n'est qu'un amer tourment
                                                    De pleurer seule ma faiblesse
                                                    Ami si cher, point ne me laisse
                                                    Car tant cruel est mon émoi
                                                    Bonheur, jeux et ris et liesse
                                                    Vous êtes allés loin de moi

                                                    Ainsi va-t-il des beaux serments
                                                    D'un coup de son aile traîtresse
                                                    Malheur navre les coeurs aimants
                                                    II a consommé ma détresse
                                                    Aussi la santé me délaisse
                                                    Mon teint semble d'un Siamois
                                                    Beauté, corps souple et gentillesse
                                                    Vous êtes allés loin de moi.

                                                    Envoi
                                                    Prince, ouvre-lui ta forteresse
                                                    Libre fais-le comme chamois
                                                    Car demain, je dirai: jeunesse
                                                    Mous êtes allée loin de moi.


                                                    Boris Vian


                                                  • kwasna_cytryna Re: POUR TOI MON AMOUR 22.08.03, 07:16
                                                    Je suis allé au marché aux oiseaux
                                                    Et j'ai acheté des oiseaux
                                                    Pour toi
                                                    Mon amour

                                                    Je suis allé au marché aux fleurs
                                                    Et j'ai acheté des fleurs
                                                    Pour toi
                                                    Mon amour

                                                    Je suis allé au marché à la ferraille
                                                    Et j'ai acheté des chaînes
                                                    De lourdes chaînes
                                                    Pour toi
                                                    Mon amour

                                                    Et puis je suis allé au marché aux esclaves
                                                    Et je t'ai cherchée
                                                    Mais je ne t'ai pas trouvée
                                                    Mon amour.

                                                    (Jacques Prévert)
                                                  • Gość: Ewa Re: Cet amour IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 22.08.03, 16:01
                                                    Cet amour
                                                    Si violent
                                                    Si fragile
                                                    Si tendre
                                                    Si désespéré
                                                    Cet amour
                                                    Beau comme le jour
                                                    Et mauvais comme le temps
                                                    Quand le temps est mauvais
                                                    Cet amour si vrai
                                                    Cet amour si beau
                                                    Si heureux
                                                    Si joyeux
                                                    Et si dérisoire
                                                    Tremblant de peur comme un enfant dans le noir
                                                    Et si sûr de lui
                                                    Comme un homme tranquille au milieu de la nuit
                                                    Cet amour qui faisait peur aux autres
                                                    Qui les faisait parler
                                                    Qui les faisait blémir
                                                    Cet amour guetté
                                                    Parce que nous le guettions
                                                    Traqué blessé piétiné achevé nié oublié
                                                    Parce que nous l'avons traqué blessé piétiné achevé nié oublié
                                                    Cet amour tout entier
                                                    Si vivant encore
                                                    Et tout ensoleillé
                                                    C'est le tien
                                                    C'est le mien
                                                    Celui qui a été
                                                    Cette chose toujours nouvelles
                                                    Et qui n'a pas changé
                                                    Aussi vraie qu'une plante
                                                    Aussi tremblante qu'un oiseau
                                                    Aussi chaude aussi vivante que l'été
                                                    Nous pouvons tous les deux
                                                    Aller et revenir
                                                    Nous pouvons oublier
                                                    Et puis nous rendormir
                                                    Nous réveiller souffrir vieillir
                                                    Nous endormir encore
                                                    Rêver à la mort
                                                    Nous éveiller sourire et rire
                                                    Et rajeunir
                                                    Notre amour reste là
                                                    Têtu comme une bourrique
                                                    Vivant comme le désir
                                                    Cruel comme la mémoire
                                                    Bête comme les regrets
                                                    Tendre comme le souvenir
                                                    Froid comme le marbre
                                                    Beau comme le jour
                                                    Fragile comme un enfant
                                                    Il nous regarde en souriant
                                                    Et il nous parle sans rien dire
                                                    Et moi j'écoute en tremblant
                                                    Et je crie
                                                    Je crie pour toi
                                                    Je crie pour moi
                                                    Je te supplie
                                                    Pour toi pour moi et pour tous ceux qui s'aiment
                                                    Et qui se sont aimés
                                                    Oui je lui crie
                                                    Pour toi pour moi et pour tous les autres
                                                    Que je ne connais pas
                                                    Reste là
                                                    Là où tu es
                                                    Là où tu étais autrefois
                                                    Reste là
                                                    Ne bouge pas
                                                    Ne t'en va pas
                                                    Nous qui sommes aimés
                                                    Nous t'avons oublié
                                                    Toi ne nous oublie pas
                                                    Nous n'avions que toi sur la terre
                                                    Ne nous laisse pas devenir froids
                                                    Beaucoup plus loin toujours
                                                    Et n'importe où
                                                    Donne-nous signe de vie
                                                    Beaucoup plus tard au coin d'un bois
                                                    Dans la forêt de la mémoire
                                                    Surgis soudain
                                                    Tends-nous la main
                                                    Et sauve-nous.

                                                    Jacques Prévert
                                                  • kwasna_cytryna Re: amour 22.08.03, 23:35
                                                    COMMENT

                                                    Regarder

                                                    Ces yeux rougis

                                                    D'avoir tant pleurer

                                                    D'avoir tant attendu



                                                    Un mot....

                                                    D'amour, de réconfort

                                                    Dans la solitude de sa vie



                                                    Une main....

                                                    Tendue, confiante

                                                    Pour le serrer sur un coeur

                                                    Remplis d'amour



                                                    Une simple lueur d'espoir

                                                    Dans le regard de cette enfant décu

                                                    D'avoir tant chercher l'amour
                                                  • Gość: Ewa Re: Les yeux d'Elsa IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 23.08.03, 00:02
                                                    Tes yeux sont si profonds qu'en me penchant pour boire
                                                    J'ai vu tous les soleils y venir se mirer
                                                    S'y jeter à mourir tous les désespérés
                                                    Tes yeux sont si profonds que j'y perds la mémoire
                                                  • kwasna_cytryna Re: Je contemple souvent le ciel de ma mémoire 23.08.03, 11:39
                                                    Le temps efface tout comme effacent les vagues
                                                    Les travaux des enfants sur le sable aplani
                                                    Nous oublierons ces mots si précis et si vagues
                                                    Derrière qui chacun nous sentions l'infini.

                                                    Le temps efface tout il n'éteint pas les yeux
                                                    Qu'ils soient d'opale ou d'étoile ou d'eau claire
                                                    Beaux comme dans le ciel ou chez un lapidaire
                                                    Ils brûleront pour nous d'un feu triste ou joyeux.

                                                    Les uns joyaux volés de leur écrin vivant
                                                    Jetteront dans mon coeur leurs durs reflets de pierre
                                                    Comme au jour où sertis, scellés dans la paupière
                                                    Ils luisaient d'un éclat précieux et décevant.

                                                    D'autres doux feux ravis encor par Prométhée
                                                    Étincelle d'amour qui brillait dans leurs yeux
                                                    Pour notre cher tourment nous l'avons emportée
                                                    Clartés trop pures ou bijoux trop précieux.

                                                    Constellez à jamais le ciel de ma mémoire
                                                    Inextinguibles yeux de celles que j'aimai
                                                    Rêvez comme des morts, luisez comme des gloires
                                                    Mon coeur sera brillant comme une nuit de Mai.

                                                    L'oubli comme une brume efface les visages
                                                    Les gestes adorés au divin autrefois,
                                                    Par qui nous fûmes fous, par qui nous fûmes sages
                                                    Charmes d'égarement et symboles de foi.

                                                    Le temps efface tout l'intimité des soirs
                                                    Mes deux mains dans son cou vierge comme la neige
                                                    Ses regards caressants mes nerfs comme un arpège
                                                    Le printemps secouant sur nous ses encensoirs.

                                                    D'autres, les yeux pourtant d'une joyeuse femme,
                                                    Ainsi que des chagrins étaient vastes et noirs
                                                    Épouvante des nuits et mystère des soirs
                                                    Entre ces cils charmants tenait toute son âme

                                                    Et son coeur était vain comme un regard joyeux.
                                                    D'autres comme la mer si changeante et si douce
                                                    Nous égaraient vers l'âme enfouie en ses yeux
                                                    Comme en ces soirs marins où l'inconnu nous pousse.

                                                    Mer des yeux sur tes eaux claires nous naviguâmes
                                                    Le désir gonflait nos voiles si rapiécées
                                                    Nous partions oublieux des tempêtes passées
                                                    Sur les regards à la découverte des âmes.

                                                    Tant de regards divers, les âmes si pareilles
                                                    Vieux prisonniers des yeux nous sommes bien déçus
                                                    Nous aurions dû rester à dormir sous la treille
                                                    Mais vous seriez parti même eussiez-vous tout su

                                                    Pour avoir dans le coeur ces yeux pleins de promesses
                                                    Comme une mer le soir rêveuse de soleil
                                                    Vous avez accompli d'inutiles prouesses
                                                    Pour atteindre au pays de rêve qui, vermeil,

                                                    Se lamentait d'extase au-delà des eaux vraies
                                                    Sous l'arche sainte d'un nuage cru prophète
                                                    Mais il est doux d'avoir pour un rêve ces plaies
                                                    Et votre souvenir brille comme une fête.

                                                    M. Proust
                                                  • Gość: Ewa Re: Zycie, to wnetrza zwiedzanie IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 24.08.03, 11:40
                                                    Znam takie okno, przez które widać wnętrze...

                                                    Piękno rodzi zachwyt i równocześnie zaprasza do wnętrza człowieka;
                                                    cierniowy krzew oczyszcza serce ze zwykłej ciekawości.
                                                    Cierniowe piękno zaprasza, a równocześnie strzeże dostępu,
                                                    bo spojrzeć do duszy ludzkiej to rzecz ogromna...

                                                    Znam taki kwiat, który płakał w samotności...

                                                    Zewnętrzne piękno
                                                    to tylko preludium do ludzkiej tajemnicy -
                                                    człowiek staje się naprawdę wielki
                                                    dopiero wtedy,
                                                    kiedy wypowie swoje wnętrze
                                                    w sakramencie łez.
                                                    By dostać się do wnętrza
                                                    i zrozumieć zrodlo piękna,
                                                    nie należy obrywać płatków
                                                    ani rozchylać ich boleśnie;
                                                    trzeba zamienić się w słońce
                                                    i z wielką delikatnością
                                                    otwierać kwiat najcieplejszymi z promieni...

                                                    Znam takie starocie, które były kolebką nowego geniuszu...

                                                    W życiu
                                                    należy odsłonić zasłony,
                                                    które zarzuciliśmy pomiędzy przeszłością a marzeniami;
                                                    nie należy szczelnie zamykać okien
                                                    oddzielając te dwa światy od ludzkiego istnienia.
                                                    Człowiek spełniając swoje jedyne powołanie do szczęścia
                                                    powinien z przeszłości wyprowadzić
                                                    promienie własnych marzeń,
                                                    żyjąc w doskonałej harmonii i pokoju.
                                                    Zatrzymanie się na przeszłości sprawia, że malujemy swoje marzenia
                                                    kolorami mroku...

                                                    Znam taki dom, który tęsknił za otwarciem drzwi...

                                                    Nie należy człowieka oceniać po tym,
                                                    co zewnętrzne;
                                                    często pod strzechą bolesnie minionego czasu
                                                    kryje się niepowtarzalne piękno,
                                                    jakaś ogromna mądrość.
                                                    Do człowieka noszącego na sobie pieczęć czasu
                                                    nalezy podejść z szacunkiem,
                                                    delikatnie otworzyć drzwi, jak się otwiera
                                                    nie przeżytą księgę mądrości,
                                                    by wyczytać z niej to wszystko,
                                                    co konieczne dla młodego życia.
                                                    Czasami spotkasz człowieka, który wygląda
                                                    jak dom z zatrzaśniętymi bolesnie drzwiami;
                                                    spójrz wtedy głęboko w jego otwarte oczy,
                                                    a zrozumiesz, że "zatrzaśnięte" drzwi
                                                    niekoniecznie znaczy "zaryglowane".

                                                    Znam takie 'kocham Cię' które sprawia, że istnieję...

                                                    Nawet codzienność człowieka
                                                    to wielkie święto -
                                                    bo nie jest rzeczą zwykłą,
                                                    że Ktoś strugami na ziemię wylewa miłość.
                                                    Każda chwila człowieka, to święto codzienne,
                                                    bo nie jest rzeczą powszednią,
                                                    że człowiek otwiera usta, oczy, dłonie
                                                    jakby z wielkiej głębiny wydobywał serce
                                                    budzony przeogromny:
                                                    "Kocham Cię Człowieku".
                                                    Badz zawsze otwarty na miłość,
                                                    a ona sobą przebarwi Ci serce i się uwieczni wokół Ciebie,
                                                    nie mogąc wyjść z podziwu,
                                                    że twoje serce, to przecież ona sama.

                                                    Znam taki ogień, który przetapiał jedynie złoto...

                                                    Najszczęśliwsza chwila w życiu człowieka to nie ta,
                                                    w której znalazł żyłę obfitującą złotem,
                                                    ale ta, w której wytopił złoto z siebie.
                                                    To nic, że serce człowieka bywa jak zamknięte naczynie.
                                                    Jeśli jest w nim coś szlachetnego,
                                                    jest taki ogień, który potrafi wszystko przetopić... .

                                                    Roman Mleczko
                                                  • kwasna_cytryna Re: Wnętrze balowej sali 24.08.03, 12:00
                                                    spóźniony przyszedł i gdy zdejmuje płaszcz
                                                    uderza śmiech, gwar, muzyki takt
                                                    gospodarz wita wśród
                                                    zdziwionych obcych gości twarzy

                                                    bo długo już trwa irlandzki bal
                                                    i wokół wiele już przelano wina
                                                    tak wiele dziewcząt poszło w takt
                                                    w półmroku sali pełnej gwar

                                                    tak właśnie krąży wokół nich
                                                    szukając słów znajduje gesty
                                                    inni już toną w muzyki falach

                                                    (ale może tylko dlatego widzi ich z boku:
                                                    jest tu sam i zbyt mało wypił,
                                                    dwa błędy naraz - ale każdy
                                                    można jeszcze naprawić)

                                                    ale to jest irlandzki bal
                                                    i szuka wzrokiem tancerki - bo przecież
                                                    czyż wybaczą mu gdy nie dopełni ceremonii

                                                    zbliża się by poznać
                                                    choć drżą świece
                                                    ale to już jest nasz zew
                                                    stary pasterz podaje rytm
                                                    i ożywa cała sala


                                                    J. Zieliński
                                                  • Gość: Ewa Re: le bal masqué IP: *.w80-13.abo.wanadoo.fr 24.08.03, 12:52
                                                    Au bal masqué, ohé, ohé !
                                                    Ell' danse, ell' danse au bal masqué
                                                    Ell' ne peut pas
                                                    S'arrêter, ohé, ohé
                                                    De danser, danser, danser, danser, danser.

                                                    Pendant tout' l'année,
                                                    On prépar' les costumes
                                                    Dracula,
                                                    Casanova
                                                    C'est un vrai plaisir
                                                    De respecter les coutumes
                                                    Cendrillon (Cendrillon)
                                                    Napoléon (Napoléon)
                                                    Aujourd'hui,
                                                    Je fais ce qui me plaît, me plaît
                                                    Devinez, devinez, devinez qui je suis
                                                    Derrièr' mon loup,
                                                    Je fais ce qui me plaît, me plaît
                                                    Aujourd'hui, (aujourd'hui) tout est permis (tout est permis)
                                                    Aujourd'hui, (aujourd'hui) tout est permis (tout est permis)



                                                    C'est l'occasion rêvée
                                                    De changer de partenaire
                                                    Superman (Superman)
                                                    Spiderman (Spiderman)
                                                    On peut s'envoler
                                                    En gardant les pieds sur terre
                                                    Joséphine (Joséphine)
                                                    Colombine (Colombine
                                                    Aujourd'hui
                                                    J'embrasse qui je veux, je veux
                                                    Devinez, devinez, devinez qui je suis
                                                    Derrière mon loup,
                                                    J'embrasse qui je veux, je veux
                                                    Aujourd'hui, (aujourd'hui) tout est permis (tout est permis)
                                                    Aujourd'hui, (aujourd'hui) tout est permis (tout est permis)



                                                    Joséphin' (Joséphin')
                                                    Dracula (Dracula)
                                                    D'Artagnan (D'Artagnan)
                                                    Cendrillon (Cendrillon)
                                                    Jul's César (Jul's César)
                                                    Arlequin (Arlequin)
                                                    Superman (Superman)
                                                    Colombin' (Colombin')
                                                    Napoléon (Napoléon)
                                                    Bécassine (Bécassine)
                                                    Casanova (Casanova)
                                                    Marylin' (Marylin')
                                                    Aujourd'hui,
                                                    J'embrasse qui je veux, je veux
                                                    Devinez, devinez, devinez qui je suis
                                                    Derrière mon loup,
                                                    J'embrasse qui je veux, je veux
                                                    Aujourd'hui, (aujourd'hui) tout est permis (tout est permis)
                                                    Aujourd'hui, (aujourd'hui) tout est permis (tout est permis)

                                                    Au bal,
                                                    Au bal masqué
                                                    Ell' danse, ell' danse au bal masqué
                                                    Ell' ne peut pas
                                                    S'arrêter, ohé, ohé
                                                    De danser, danser, danser, au bal masqué
                                                    Au bal masqué.








                                                  • kwasna_cytryna Re: Extrait de Watt 24.08.03, 13:28
                                                    La poissonnière plaisait beaucoup à Watt. Watt n'était pas un homme à femme,
                                                    mais la poissonnière lui plaisait beaucoup. D'autres femmes lui plairaient peut-
                                                    être davantage, plus tard. Mais de toutes les femmes qui lui avaient jamais plu
                                                    jusqu'alors, aucune ne pouvait se comparer aux yeux de Watt, même de loin, avec
                                                    cette poissonnière. Et Watt plaisait à la poissonnière. C'était là une
                                                    coïncidence providentielle, qu'ils se fussent plu l'un à l'autre. Car si la
                                                    poissonnière avait plu à Watt sans que Watt eût plu à la poissonnière, ou Watt
                                                    avait plu à la poissonnière sans que la poissonnière eût plu à Watt, alors
                                                    qu'en serait-il advenu, de Watt, ou de la poissonnière ? Non que la
                                                    poissonnière fût une femme à hommes, loin de là, étant d'un âge avancé et
                                                    privée au surplus par la nature des propriétés qui attirent les hommes vers les
                                                    femmes, hormis peut-être les restes d'une démarche distinguée due à l'habitude
                                                    de porter son panier à poisson sur la tête, sur de longues distances. Non qu'un
                                                    homme, sans posséder une seule des propriétés qui attirent les femmes vers les
                                                    hommes, ne puisse être un homme à femmes, ni qu'une femme, sans posséder une
                                                    seule des propriétés qui attirent les hommes vers les femmes, ne puisse être
                                                    une femme à hommes, loin de là. A telle enseigne que Madame Gorman avait eu
                                                    plusieurs admirateurs, aussi bien avant qu'après Monsieur Gorman, et même
                                                    pendant Monsieur Gorman, et Watt au moins deux affaires de coeur caractérisées
                                                    au cours de son célibat. Watt n'était pas un homme à hommes non plus, dénué de
                                                    toutes les propriétés qui attirent les hommes vers les hommes, tout en ayant eu
                                                    bien sûr des amis masculins (qui peut y couper) en plus d'une occasion. Non que
                                                    Watt n'eût pu être un homme à hommes, sans posséder une seule des propriétés
                                                    qui attirent les hommes vers les hommes, loin de là. Mais il se trouvait qu'il
                                                    ne l'était pas. Quant à savoir si Madame Gorman était une femme à femmes, ou
                                                    non, c'est là une des choses que l'on ignore. D'un côté elle l'était peut-être,
                                                    de l'autre elle ne l'était peut-être pas. Mais il semble probable qu'elle ne
                                                    l'était pas. Non qu'il soit le moins du monde impossible qu'un homme soit à la
                                                    fois un homme à femmes et un homme à hommes, ni qu'une femme soit à la fois une
                                                    femme à hommes et une femme à femmes, pour ainsi dire d'un seul et même
                                                    mouvement. Car chez les hommes et les femmes, chez les hommes à femmes et les
                                                    hommes à hommes, chez les femmes à hommes et les femmes à femmes, chez les
                                                    hommes à femmes et à hommes, chez les femmes à hommes et à femmes, tout est
                                                    possible, jusqu'à preuve du contraire, dans ce domaine.

                                                    Samuel Beckett
                                                  • Gość: Ewa Re: Les lésions dengereuses IP: *.w217-128.abo.wanadoo.fr 24.08.03, 15:46
                                                    Tu l'as donc rencontré
                                                    Dans un pauvre bistrot
                                                    Où tu vas le matin très tôt
                                                    Prendre un petit café
                                                    Il venait tous les jours
                                                    Et toi tu as fini
                                                    Le voyant si triste toujours
                                                    Par le trouver gentil
                                                    Et hier soir dans ta maison
                                                    Tu étais gaie comme un pinson

                                                    Ses yeux
                                                    Qui te plaisaient tant
                                                    T'avaient caressé
                                                    D'un regard si tendre
                                                    Sa bouche
                                                    Qui te plaisait tant
                                                    T'avait dit des mots
                                                    Pleins de sentiments
                                                    Son coeur
                                                    Qui te plaisait tant
                                                    Battait doucement
                                                    Au rythme des rêves
                                                    Ses mains
                                                    Qui te plaisaient tant
                                                    Etreignaient tes mains
                                                    D'un geste enivrant

                                                    Il avait des beaux yeux
                                                    Il avait des mains fines
                                                    Une bouche bien dessinée
                                                    Il était seul et digne
                                                    Tu pensais à son coeur
                                                    Tu voulais l'éveiller
                                                    Imaginant sa pauvre vie
                                                    Tu voulais l'égayer
                                                    Mais hier soir dans sa maison
                                                    Il était gai comme un pinson

                                                    Ses yeux
                                                    Qui te plaisaient tant
                                                    Regardaient le sang
                                                    Couler sur la table
                                                    Son coeur
                                                    Qui te plaisait tant
                                                    Sonnait à coups sourds
                                                    Le glas des amants
                                                    Sa bouche
                                                    Qui te plaisait tant
                                                    Murmurait des mots
                                                    Qui te rendaient folle
                                                    Ses mains
                                                    Qui te plaisaient tant
                                                    Poussaient un couteau
                                                    Dans un ventre blanc

                                                    Il préparait des merlans

                                                    Boris Vian
                                                  • kwasna_cytryna Re: o vodke :PP 25.08.03, 21:55
                                                    Пиво пьют одни уроды,
                                                    Пьют вино лишь абормоты,
                                                    Вермут - негры и французы,
                                                    Спирт - медсестры и матросы.
                                                    Водку пьет честной народ -
                                                    Кто не пьет, тот - идиот.

                                                    Раз, два, три, 4, 5
                                                  • Gość: Ewa Re: for brandy IP: *.w217-128.abo.wanadoo.fr 26.08.03, 00:12
                                                    Some freaks drink beer,
                                                    Drink the only
                                                    abormoty,
                                                    Vermouth - negroes and
                                                    Frenchmen,
                                                    Alcohol - nurse
                                                    sailors.
                                                    Vodka drinks honest
                                                    people -
                                                    Who does not drink, that - idiot.

                                                    Once, two, three, 4, 5
                                                    -I went the second to take…

                                                    Drink menty
                                                    cosmonauts,
                                                    Liliputians and giants,
                                                    Monks and priests drink,
                                                    We drink, certainly, and we.

                                                    Once, two, three, 4, 5
                                                    -he knew indeed… by third
                                                    it is necessary to take…

                                                    Vodka can be drunk
                                                    to doctors,
                                                    To permiaks and to Muscovites,
                                                    Blue and to violinists, Cannot be drunk only to
                                                    stukacham.

                                                    Two, three, seven,
                                                    twelve, 5
                                                    -three us it is small…
                                                    -we will take…

                                                    On the work we drink houses.
                                                    Sitting, standing also in the bed.
                                                    So that the children would not ache,
                                                    Tomatoes did not sweat…

                                                    37 and 25
                                                    -it is necessary box
                                                    to immediately take…

                                                    On the work we drink houses.
                                                    Sitting, standing also in the bed.
                                                    So that the hens would not ache,
                                                    Tomatoes did not sweat… So that the cucumbers would bear,
                                                    Well, pancake, we and fine people!

                                                    We continue
                                                    to be cheered.
                                                    As to us, brother,
                                                    not to get drunk!
                                                    I drink yes I drink, and to me everything
                                                    is small.
                                                    All, the khan - hand got tired.

                                                    Once, 4, 25
                                                    Ram I went to search for… Who did not hide,
                                                    it is not guilty
                                                  • kwasna_cytryna Re: Ewa :)))))))))))))) 26.08.03, 07:26
                                                    Na świat przyszedłem, los tak chciał
                                                    W czas wielce nie wskazany.
                                                    I wagi znak na drogę dał,
                                                    W życiorys zapisany.

                                                    Historii wiatr jak halny wiał
                                                    W wojennym huraganie.
                                                    Wstawało się wraz z hukiem dział,
                                                    I kładło wraz z ustaniem.

                                                    Nad nami w górze szumiał las,
                                                    Jak szampan karnawału.
                                                    I tak się liczył wtedy czas,
                                                    Od strzału do wystrzału.

                                                    A we wsi kur czerwony piał,
                                                    Pożarem pieścił strzechy.
                                                    Wojny pożogę wzniecać miał,
                                                    Dmuchając w jego miechy.

                                                    A kiedy przyszło z domu iść,
                                                    W nieznaną obcą stronę,
                                                    Czułem się jak opadły liść,
                                                    Lub pisklę z gniazda wyrzucone.

                                                    Jeszcze mi pamięć w mózgu tkwi,
                                                    Jak boso po ściernisku,
                                                    Stopy raniłem aż do krwi,
                                                    Jesienią na pastwisku.

                                                    Pozostał za mną czasu ślad,
                                                    Młodości niespełnionej,
                                                    Niczym zerwany wcześnie kwiat
                                                    W wiązance zasuszonej.

                                                    Tylko tęsknota niczym mgła,
                                                    Tuliła moje serce,
                                                    Zawsze przez życie ze mną szła
                                                    Ratując mnie w rozterce.

                                                    Z. Hajduczek
                                                  • Gość: Ewa Re: Wspomnienia IP: *.w80-11.abo.wanadoo.fr 26.08.03, 18:13
                                                    Odwiedzaj swoje wspomnienia,
                                                    Uszyj dla niech płócienne pokrowce.
                                                    Odsłoń okna i otwórz powietrze.
                                                    Bądź dla nich serdeczny i nigdy
                                                    nie daj im poznać po sobie.
                                                    To są twoje wspomnienia.
                                                    Myśl o tym, kiedy płyniesz
                                                    w sargassowym morzu pamięci
                                                    i trawa morska zarasta ci usta.
                                                    To są twoje wspomnienia, których
                                                    nie zapomnisz aż do końca życia.


                                                    Adam Zagajewski
    • Gość: capricorne 13 Re: śmierć kochanków II IP: 195.117.97.* 18.08.03, 10:38
      Król wolnego rynku

      Wychudły jak stara chabeta
      Rozsiewając wokół smród
      Niemytego ciała
      Z oddechem cuchnącym
      Nieprzetrawionym denaturatem
      W śmietniku osiedlowym
      Z twarzą pooraną
      Szczerniałymi bruzdami
      Od swoich poddanych
      Król wolnego rynku
      Odbiera codzienny hołd

      Sparszywiałe kundle
      Leniwie odsuwając się z drogi
      Witają go radosnym warkotem
      Obudzone nieśmiałymi
      Promieniami wschodzącego słońca
      Tłuste muchy
      Całuje jego twarz i ręce
      Wita piskliwą muzyka
      Przemykając
      Miedzy podartymi nogawkami
      Gromada szczurów

      Niczym poczerniała korona
      Beret z antenką
      Potargany w misternie liliowe kwiaty
      Zdobi posiwiałe tłuste włosy
      Zakrzywionym berłem
      Grzebie w śmietniku
      Zagryzając nadgniłe jabłko
      Zgrzytliwie fanfary aluminiowych puszek
      Rozgniatanych dziurawym butem
      Wieszczą jego zwycięstwo

      Z oczami przymglonymi
      Swobodą istnienia
      Pijany wolnością
      Z niedopitej puszki
      Przepłukuje usta
      Resztką skwaśniałego piwa
      Przegryza na zagrychę
      Nadpleśniała kanapkę
      Z zieleniała szynką
      Wspominając z pogarda
      Czas zniewolenia
      Marną płacę i pracę
      W Hucie im Lenina

      Ryś B. Kraków 14.08.2003 godz.1755
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka