Gość: hmmm....
IP: *.range86-136.btcentralplus.com
10.12.07, 14:27
Jakis czas temu po dlugim zwiazku rozstalem sie . Prawde mowiacv bylo
strasznie ciezko . Zaczalem brac prozac . Poprawilo sie , ale nie do konca .
Sek w tym , ze nie moge znalezc nikogo , z kim chcialo by mi sie dluzej
pogadac . A jak juz znajde to temu komus sie nie chce . Bledne kolo . Nie
cierpie byc sam , ale nie moge tego zmienic . Duzo pracuje . Wtedy nie mysle .
Ale wieczorem jak juz nie mam nic do roboty zaczynam myslec . To nie jest tak
, ze ja nic nie robie , zeby zmienic ten stan . Naprawde sie staram . Nie
jestem jakis strasznie brzydki , dobrze mi sie powodzi . Zaczelem pic . 3/4
whiskey wieczorem ? Nie ma sprawy ! Czasem jeszcze skocze do sklepu po piwo .
Dzis doszedlem do wniosku , ze od dwoch miesiecy co wieczor bylem pijany .
Upijam sie ze strachu , ze znow zaczne myslec . Pije sam , do komputera . W
komputerze sa ludzie . Taki azyl , bo nawet nie moge wyjsc z domu ( taka praca
) . Dopiero na urlopie wyjde do prawdziwych ludzi . Wyjde , pobawie sie i
potem znow to samo . Boje sie , ze znow zaczne cpac . Sadze , ze w tej chwili
jestem alkoholikiem . Nie nawidze byc sam i nie miec do kogo sie odezwac . Nie
umiem tak zyc a z jakiegos powodu nie moge tego zmienic . Pewnie cos robie zle ...
Tak sie wyzalilem , bo nie mam komu w sumie