20.02.08, 11:30
„Niezbadane są wyroki Boskie, o ile są one Boskie”. Tak mógłbym podsumować moją rozmowę ostatnio w pracy. Pojawiły się w mojej głowie pewne przypuszczenia i rozmyślania ale czyż nasz rozum nie jest po to aby pewne rzeczy kwestionować by w drodze rozumowania dochodzić do wniosków a co a tym idzie formułować naszą opinię na temat rzeczywistości. Nie pamiętam jak ale w rozmowie dobrnęliśmy do tematu śmierci. Tu odwieczny problem. Istnieje życie po życiu czy nie. Pracując w szpitalu dość łatwo można sobie wyrobić zdanie, choć czasem pojawi się myśl o tej najgorszej chyba z możliwości, że to życie obecne jest jedynym które jest nam dane. Bo jest możliwe ( choć wszyscy mamy nadzieję że tak właśnie nie jest) iż w momencie śmierci całe nasze jestestwo przestaje istnieć. Za razem istnieje, ostatnią chwilą – na zawsze. Wytłumaczyć to można w taki sposób: skoro przestajemy istnieć, nie czujemy niczego, czasu ani otoczenia, nasza świadomość czegokolwiek znika raz na zawsze. Pamięć, chwile które nam dały radość, uczucia wobec innych. Jednak oznacza to, że nasza ostatnia myśl, ostatni obraz przed oczami ( choćby wyobrażony) trwał będzie wiecznie. Przecież nie istniejąc, nieświadomi że czas „już się dla nas skończył” nie wiedząc że ten realny świat dalej płynie w chwilach do przodu, zamieramy niejako w tym ostatnim marzeniu na wieczność. Nie czując żalu czy smutku bo przecież nie istniejemy, nie mamy świadomości przemijania, a tym bardziej własnego nie-bytu. W tym sensie można by powiedzieć że każdy kreuje swoje własne niebo, czy „to coś” z czym pozostanie na wieki. Trochę to skomplikowane. Mam nadzieję że tak wcale nie jest, bo cóż z tymi wszystkimi nieszczęśnikami którzy umierają w wypadkach, wojnach, na wskutek chorób, biedy czy plag. Jeżeli to życie pełne smutku i żalu jest ich/naszym jedynym, to świat jest cholernie nie sprawiedliwy.
Wszystko raczej wskazywało by że śmierć i w ogóle cały aspekt przemijania ma jakiś głębszy – nie znany nam – sens. Zastanawiające jest na przykład co by się stało gdyby śmierć „wyjąć” z naszego świata. Gdyby przestała istnieć. Przede wszystkim cała nasza cywilizacja wyglądała by zupełnie inaczej; Bo w zasadzie gdzie nie spojrzeć kultura, sztuka czy literatura związana jest z tym tematem. Oczywiście na pierwsze miejsce wysuwa się religia u której podstaw leży albo strach przed śmiercią albo obietnica tego co po niej. Inną konsekwencją było by zupełnie inne spojrzenie na historię oraz sztukę. Historię bo ci którzy ją tworzyli, nie przechodzili by do niej lecz trwali. Zupełnie jak w „cyrku Monty Phytona” mielibyśmy debatę telewizyjną z Napoleonem, Człowiekiem z Cro-Magnon oraz Mieszkiem I. Jeżeli chodzi o sztukę to czy dzieła artystów którzy nie umierają miały by jakąś wartość? Przecież jedna z miar dzieła jest jego unikatowość oraz niepowtarzalnosć... Czy była by wtedy mowa o tworzeniu sztuki dal potomnych? Jeśli czyjeś życie nie zamyka się w ramach czasowych, nie można go jakby „finalnie podsumować” a więc dokonać konstruktywnej oceny samego twórcy.
Problemem kolejnym jest nasza chęć ( lub jej brak) do osiągania zamierzonych celów w życiu. Jeśli nie było by śmierci, a przez to mielibyśmy nie ograniczoną ilość czasu, czy większość ludzi nie straciło by wolę do osiągania czegokolwiek ( tu i teraz)? A przecież to właśnie w obawie czy z szacunku wobec upływającego sekunda po sekundzie czasu chcemy coś w życiu osiągnąć nim będzie za późno, zaprzęgając umysł i wolę do pracy ( oby na naszą korzyść) w obawie przed jego (czasu) zmarnowaniem. Poza tym w obliczu życia które się nie kończy mieli byśmy do niego większy czy raczej mniejszy szacunek? Widać że wszystko działa tu na zasadzie kontrastu czy przeciwieństw. Doceniamy życie, pamiętamy i chcemy pamiętać bo mamy świadomość jego kruchości, skończoności, niepowtarzalności chwil oraz niewzruszonych ram czasowych w których istniejemy aby myśleć, odczuwać, współistnieć z innymi. Gromadzić wiedzę która pomoże nam na starość na obcowanie w mądrości.
Choć znowu ciekawa rzecz, co by się stało gdybyśmy z całą pewnością wiedzieli że istnieje jakieś kolejne życie? Że śmierć to faktycznie jedynie etap, swoista transformacja, a nie koniec egzystencji. Wszyscy mamy taką nadzieję ale co by się stało gdybyśmy wiedzieli na sto procent że tak właśnie jest? Tu (ponownie) wydaje się że stracili byśmy szacunek do życia obecnego. Wiedząc że śmierć to tylko „moment przejściowy” łatwo sobie wyobrazić całą masę „nadużyć” świadomości tego faktu przez choćby samobójców. Podobnie jak poprzednio, religia straciła by na wartości oraz swojej wymowie. Bo któż starałby się czynić swe życie wartościowym, pięknym (żyjąc wedle choćby przykazań – których przestrzeganie miało by zagwarantować nagrodę po śmierci) skoro trwałby w świadomości iż śmierć wcale nie zamyka egzystencji ( z niemożliwością „korygowania” błędów raz popełnionych) lecz jest wstępem przed kolejną, być może lepszą. Poza tym ciekawe na jakiej zasadzie „przechodzili” byśmy o nowego życia. „Z” czy „bez” swojej świadomości? Jeśli bez, to znaczy że tak naprawdę rodzilibyśmy się zupełnie na nowo, kształtując osobowość, charakter od podstaw ( czymże to różni się od naszego życia teraz? Może właśnie tak się więc dzieje?). Jeśli natomiast „przejście” oznaczało by również „transfer” osobowości, pojawiałby się kolejny problem. Co czuł by, jak wyglądała psychika nowej istoty , świadomej poprzedniego wcielenia. Jak ktoś taki ma „lokować” uczucia, na czym polegała by tęsknota i do którego z żyć? Czy w ogóle było by ono aż tak wyjątkowe jak teraz? Czy miłość, smutek miały by taki sam ładunek emocjonalny? Czy pałali byśmy zachwytem do czegoś co nazwać by można ... „tylko życie”?
Można dojść do wniosku że śmierć jest niezbędnym składnikiem życia! Nie tylko kończy to obecne ale przez samą swoją obecność nadaje życiu sens. No i kolejny kontrast. Dzięki śmierci umiemy docenić wartość życia. Tak samo jak poprzez zło doświadczone w życiu uczymy się docenić dobro, szczęście i wszelkie pozytywne emocje ( dlatego należy dzieciom pokazywać obie strony świata, ucząc już za młodu rozróżniać emocje i czy sytuacje – „wyławiać” to co pozytywne, ucząc się z sytuacji negatywnych tzw „twardego stąpania po ziemi” .... w granicach rozsądku oczywiście). Nie powinniśmy wiedzieć co jest po śmierci. Powinno to pozostać dla nas tajemnicą aby utrzymać sens i jakość życia. Bo świat jest tak dziwnie urządzony, że im więcej człowiek posiada (również w sensie niebezpiecznej wiedzy) tym mniej w nim człowieczeństwa.
Podobnie sprawa się ma z Bogiem. Co by się stało gdybyśmy wiedzieli że oto gdzieś tam jest osoba która stworzyła cały ten świat. Nie mówię tu o wierze. Mówię o fakcie! Co by było gdybyśmy wiedzieli że tak jest na sto procent, gdybyśmy mogli z tą istotą rozmawiać, żalić się, prosić. Pierwsze co by się zapewne stało to spora część ludzi „przeniosło by” całą swoją odpowiedzialność na ową istotę... za wszystko. Każdy problem w życiu byłby natychmiast „zwracany” z pretensjami do jego „stwórcy”. Oczywiście jest tu przewrotność gdyż twórca jest odpowiedzialny za swój twór, ale nie za to co ten stworzy sam. Na prostej zasadzie ojca odpowiedzialnego za syna, ale już nie za wnuka. Niestety większość ludzi ma do życia postawę roszczeniową, jeśli tylko pojawia się choć cień szansy na wyzbycie się odpowiedzialności robimy to z miłą chęcią... a może tak zostaliśmy stworzeni w jakimś konkretnym celu? Cóż, tajemnice pozostaną tajemnicami.... bo powinny. Tak jak miłość której piękno polega na jego odkrywaniu, choć nigdy tak „do końca”, dzięki temu zawsze jest wyjątkowa i niepowtarzalna, a tyle wrażeń jej oraz sposobów przeżywania ile serc które ją czują.
Świat bez tajemnic byłby byt oczywisty aby warto w
Obserwuj wątek
    • zwierz_futerkowy Re: ? 20.02.08, 11:30
      Świat bez tajemnic byłby byt oczywisty aby warto w nim było choćby umrzeć
      • osv Re: ? 20.02.08, 13:20
        Zastanawialam sie czasami, czy lekarzom latwiej jest sie oswoic
        ze smiercia...stykaja sie z nia w koncu profesjonalnie...

        Jedno jest pewne...zaskakuje. Czesto.
        Ciekawa wizyta mlodych ludzi w pewnej gazecie, we wtorek 12.02 i
        spotkanie z jej szefem... i wizyta ponowna 14.02 z druga grupa...
        i...

        sydsvenskan.se/globalinfo/article300839.ece
        ...samo zycie.
    • altinka Re: ? 21.02.08, 17:13
      Przyjmując, że śmierć jest nieuchronna o wiele gorsza jest dla mnie
      świadomość niespełnionego życia w moim (subiektywnym) odczuciu.
      Godzenie się z przemijaniem, z etapami wyznaczanymi biologią.
      Czy jest życie Potem? A jakie to ma znaczenie? Jeśli nie mamy na to
      wpływu czy będzie czy nie to zostaje wiara albo przeświadczenie:
      jest albo nie ma. Komu łatwiej? Temu kto ma nadzieję czy temu, kto
      nie ma złudzeń? Wystarczy, że teraz każdy musi sobie radzić ze
      swoimi ograniczeniami. I jeśli piekło jest w nas, to niebo też.
      Wierzę w zagadkę życia. Kto wie. Czasem mam poczucie jakby ktoś
      pociągał te sznureczki i śmiał się ze mnie, że próbuję walczyć z
      wiatrakami.
      • agnes.g Re: ? 21.02.08, 17:59
        altinka napisała:
        (...) Komu łatwiej? Temu kto ma nadzieję czy temu, kto
        > nie ma złudzeń? Wystarczy, że teraz każdy musi sobie radzić ze
        > swoimi ograniczeniami. I jeśli piekło jest w nas, to niebo też.
        > Wierzę w zagadkę życia. Kto wie. Czasem mam poczucie jakby ktoś
        > pociągał te sznureczki i śmiał się ze mnie, że próbuję walczyć z
        > wiatrakami.

        Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. To wszystko zależy od naszego nastawienia,
        charakteru, osobowości. Optymista wciąż będzie widział szklankę do połowy pełną,
        pesymista odwrotnie. Nadzieja to w pewnym sensie optymizm, brak złudzeń - to
        brak nadziei, pogodzenie się z takim stanem rzeczy, realne spojrzenie na swiat?

        Ciężko byłoby mi zaakceptować fakt, ze ktoś próbuje być reżyserem w moim
        Teatrze, dlatego też przybrałam wygodną dla mnie postawę - jestem kowalem
        swojego losu. Oczywiscie, wszystko wokół ma ogromne znaczenie na to co dzieje
        się w moim życiu, ale to ja pociągam za sznureczki.... Tak wolę myśleć;P
    • kanapony Re: ? 22.02.08, 10:12
      będę złośliwa nieco
      po coś ludzie wymyślili akapity
      !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      • zwierz_futerkowy Re: ? 23.02.08, 22:16
        i.... okulary... :p
        • kanapony Re: ? 25.02.08, 00:28
          :b
          • zwierz_futerkowy Re: ? 25.02.08, 00:41
            :^
            • kanapony Re: ? 25.02.08, 22:03
              (:o

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka