taka_tam
08.09.03, 21:10
właśnie gdy świat się kończył,
zakochaliśmy się w sobie
bez najmniejszego umiaru. ja miałem
parę niebieskich spodni w prążki,
nienagannie wyprasowanych
na szczęście;
ty miałaś parę srebrnych
pantofelków na wysokich obcasach
i niedyskretnie przezroczystą bluzkę.
nasz pocałunek wyglądał teatralnie,
odbity w szybie witryny lombardu:
wokół nas mandoliny i skrzypce,
nawet błyszczaca tuba. powiedziałbym,
dwie fosforyzujące wskazówki
na cyferblacie rzeczy niewymiernych,
genialni w sztuce
rozbierania się nawzajem
w powolnie wzbierającym napięciu...
doszło do tego w szarym od zmierzchu hotelu
pamiętającym lepsze dni,
naprzeciw jakiejś szacownej państwowej instytucji,
rozmywającej się w deszczu
wraz ze swą parą pseudoegipskich
kamiennych lwów.
(charles simic)