Dodaj do ulubionych

Mandarynko możesz sobie dla rozrywki poczytać :))

IP: 195.92.39.* 09.09.03, 13:30
AKT PIERWSZY


Ósma wieczorem. Korytarz prowadzący do drzwi wejściowych domu. Słychać
dzwonek. Mężczyzna ubrany w granatowy szlafrok wpatruje się w drzwi. Chwilę
odczekuje nie otwierając ich. Masując kark dłonią zastanawia się. Otwiera
dopiero po drugim przeciągłym dzwonku. W drzwiach stoi młody mężczyzna w
mokrym od deszczu płaszczu z którego mankietów kapie woda na podłogę. Gość
wchodzi do mieszkania.


RIFLE zamyka drzwi.
Jak zwykle punktualny. Pada?
CAMPBELL zdejmuje płaszcz i wiesza go na wieszaku.
Jest burza. Nie słyszysz jak grzmi?
RIFLE
Siedziałem w łazience. Woda lała się z kranu. Nie słyszałem.
CAMPBELL
Ta twoja wodna mania. Czy ty nie możesz żyć bez szumu wody?
RIFLE
Ten szum pozwala mi myśleć. Mogę się skupić.
CAMPBELL
Posłuchaj deszczu.
RIFLE
Nie wiedziałem, że pada a zresztą to nie to samo co szum strumienia
wpadającego do umywalki.
Wchodzą do dużego salonu. Panuje w nim bałagan. Książki oraz płyty CD leżą na
stole, szafkach, nawet na podłodze. Gdzieniegdzie stoją niedopalone świece.
CAMPBELL
Dziwny jesteś.
RIFLE
Dlatego się przyjaźnimy. Prawda?
Y opada na fotel. Wygląda na zmęczonego.
Chyba tak. Wiesz, że nie lubię normalnych ludzi. Są tacy normalni i mówią
zawsze to samo. Mówią o niczym. Symbolem naszych czasów są gładkie słowa o
niczym - i tak od szczytu po sam dół. Od prezydentów po śmieciarzy. Większość
gadać, aby gadać. Nieważne co. Najlepiej żeby mieściło się w jakimś kanonie.
Cholerna rzeczywistość... zawsze taka była. Symbol naszego istnienia na tym
świecie. Symbol istnienia większości to te gładkie słowa. Na szczęście są też
ci oderwani od rzeczywistości...
RIFLE
Ty nie rozumiesz ludzi dlatego nikt nie czyta twoich książek. No może pora
małą grupką dziwaków, którzy są w cię stanie zrozumieć. Mają czas doszukiwać
się siebie w twoich książkach. Reszta nie ma pojęcia o czym piszesz. Ty nie
słuchasz ludzi. Gdybyś ich posłuchał może pisał byś lepiej. Wypowiadał swoje
myśli jaśniej. Ja wysłuchuję nawet głupców i nieświadomych, oni też mają
swoją opowieści warte wysłuchania. Napijesz się czegoś?
CAMPBELL
Czarnego Rosjanina.
RIFLE wyciąga z barku butelkę kahlua oraz butelkę wódki. Miesza w szklance.
CAMPBELL
Ludzie boją się mnie, bo nie mówię o bzdurach. Nie jestem w stanie. Są też
ludzie, którzy kochają mnie za to, że nie mówię o bzdurach. Ich słucham, bo
wiem że myślą. A reszta...?
RIFLE podaje drinka CAMPBELL
Nie mam lodu.
CAMPBELL dostrzega swoją książkę, która leży przy nodze stołu.
Czytasz ją?
RIFLE
Zacząłem, ale znudziła mnie.
CAMPBELL przegląda swoją książkę.
No widzisz. Nie jesteś zupełnie normalny. Każdy inny powiedziałby, że jest
skomplikowana, że jej nie rozumie, albo coś podobnego. Ty mówisz, że cię
znudziła i to prosto w twarz jej autora. Autorowi, który się w niej obnażył.
RIFLE siada w drugim fotelu stojącym naprzeciwko fotela w którym siedzi
CAMPBELL
Tak mówię.
Y z lekkim uśmiechem na ustach.
Właśnie powiedziałeś mi, że jestem nudny.
RIFLE
Nie jesteś nudny. To co piszesz jest nudne. Widocznie jest jakaś różnica.
Nudne i chaotyczne.
CAMPBELL rzuca swoją książkę na podłogę.
Ludzie chcą się bogacić, w kąt rzucić swoje neurozy, a ja jestem jak wrzód na
dupie. Przypominasz im, że świat nie jest samą materią. Dlatego odrzucają
mnie z taką łatwością.
RIFLE
Nie umiesz zamknąć życia w tym co piszesz. Poza tym rozrzucasz myśli i gubisz
się między nimi.
CAMPBELL
Może gubię się między nimi, ale przynajmniej nie korzystam z ich banku. Nie
muszę ssać myśli z czyjejś głowy, żeby pisać. Mam swoje własne. Wszystko co
piszę jest moje. Powstaje w mojej głowie.
RIFLE zrywa się z fotela przestraszony. Jakby właśnie sobie coś przypomniał.
Bank myśli! Zupełnie zapomniałem!
CAMPBELL robi zdziwioną minę.
O co chodzi?
RIFLE przez chwilę chodzi po pokoju. Milczy. Widać, że jest zdenerwowany. Po
chwili znów siada w fotelu. Próbuje się uspokoić.
Nie zaprosiłem cię tutaj żebyśmy rozmawiali o literaturze.
CAMPBELL pije drinka.
A po co?
RIFLE
Pamiętasz jak byliśmy dziećmi. Chodziliśmy do kościoła. Spowiadaliśmy się,
braliśmy komunię i to wszystko, aby być tym dobrym i przy okazji żyć
wiecznie. Wierzyliśmy w Boga. Pamiętasz te niekończące się rozmowy o Nim
kiedy byliśmy starsi? O życiu naszej duszy w raju?
CAMPBELL
Czasem rozmawialiśmy. Zdarzało się.
RIFLE
Właśnie. Wierzyliśmy w naszą nieśmiertelność. W to że nie jesteśmy tylko
zwierzęciem, które w całości obraca się w popiół. Wierzyliśmy, że jesteśmy
czymś więcej, że posiadamy nieśmiertelną duszę.
CAMPBELL
Co ty chcesz mi powiedzieć?
RIFLE
Dzisiaj rano obudziła mnie dziwna myśl. Niby normalny dzień, a już
przeczuwałem jego niezwykłość. Podskórnie. Poszedłem obmyć twarz. Spojrzałem
w lustro i wtedy ta myśl do mnie przyszła w całości. Dojrzałem coś czego nikt
wcześniej nie widział.
CAMPBELL
Co takiego?
RIFLE mówi szubko, z pasją.
To, że niestety jesteśmy śmiertelni. Absolutnie śmiertelni. Łapiemy tylko
tutejszą chwilę i obracamy się w nicość. Jesteśmy totalnym przypadkiem.
Wybrykiem wszechświata. Nikt nas nie stworzył. Jesteśmy sami. W próżni.
CAMPBELL
Wielu już tak mówiło i co z tego?
RIFLE
Oni mówili, ale to były tylko słowa niczym nie pokryte. Ja mam dowód.
Zauważyłem go dzisiaj rano. Wyciągnąłem go z własnego umysłu. Kiedy go
ujrzałem osunąłem się na posadzkę. Czułem się taki słaby jak nigdy, bo już
wiedziałem, że nie mamy nic oprócz tego życia.
CAMPBELL wstaje z fotela. Widząc zdenerwowanie Rifle sam zaczyna się
denerwować.
Jaki to dowód!
Campbell zbliża się do Rifle. Deszcz coraz głośniej uderza w szyby. Słychać
grzmoty, które zagłuszają szept gospodarza. Campbell z każdym słowem staje
się coraz bardziej roztrzęsiony. Po chwili burze zupełnie cichnie. Jak ucięta
nożem. Campbell wraca chwiejnym krokiem do swojego fotela. Opada na niego.
CAMPBELL z niedowierzaniem kręci głową.
Jak mogliśmy tego nie zauważyć.
RIFLE
Ja też nie wiem.
CAMPBELL
Tyle pokoleń i nikt tego nie zauważył. Wszyscy ci myśliciele... Czym jest
człowiek, że tego nie ujrzał przez wieki. Jakim śmiesznym głupcem, a do tego
absolutnie śmiertelnym głupcem, bez duszy. Nieśmiertelnej...
CAMPBELL śmieje się histerycznie.
To śmieszne.
RIFLE
Chrońcie mnie przed tym co myślę.
CAMPBELL przez chwile unosi się w złości.
Chrońcie mnie przed tym co myślisz!
RIFLE
Z początku nie wiedziałem co o tym sądzić, potem płakałem, śmiałem się, a
potem zacząłem się zastanawiać. Jednak nadal nie wiem co z tym zrobić. Czy
mam prawo ukrywać ten oczywisty dowód przed ludźmi. Dowód na to że jesteśmy
tylko chwilą w kosmicznej pustce. Że jesteśmy tu i teraz i że nic poza tym
nie istnieje. A zresztą może już wiedzą?
CAMPBELL
Bank pamięci?
RIFLE
Tak. Przecież sprzedaję swoje myśli. Może już ktoś ich odsłuchał? Może już
cały świat wie?
CAMPBELL
Może przeoczą?
RIFLE
Może.
CAMPBELL
Zdajesz sobie sprawę, że to największe odkrycie w historii? Takie który na
zawsze zmieni świat?
RIFLE
Mam tego świadomość. Byle nie zmienił go na gorsze.
Obserwuj wątek
    • mandaryn_ka Re: Mandarynko możesz sobie dla rozrywki poczytać 09.09.03, 13:43
      Dzięki Oberonie, nieżle się zapowada. Podaj mi proszę autora i tytuł dramatu?
      • Gość: Oberon Re: Mandarynko możesz sobie dla rozrywki poczytać IP: 195.92.39.* 09.09.03, 13:45
        mandaryn_ka napisała:

        > Dzięki Oberonie, nieżle się zapowada. Podaj mi proszę autora i tytuł dramatu?


        Swoich danych nie podaję publicznie... :))
        • mandaryn_ka Re: Mandarynko możesz sobie dla rozrywki poczytać 09.09.03, 13:48
          Jesteś niesamowity !
          Jestem pełna podziwu dla Twego talentu literackiego!
          • Gość: Oberon Re: Mandarynko możesz sobie dla rozrywki poczytać IP: 195.92.39.* 09.09.03, 13:50
            mandaryn_ka napisała:

            > Jesteś niesamowity !
            > Jestem pełna podziwu dla Twego talentu literackiego!



            Hihi i jak mnie nie kochać... Kłaniam się w pas. Niestety na pisaniu w tym
            kraju nie da się zarobić... :))
        • mandaryn_ka Re: Mandarynko możesz sobie dla rozrywki poczytać 09.09.03, 13:48
          Zamawiam egzemplarz z dedykacją .
          • Gość: Oberon Re: Mandarynko możesz sobie dla rozrywki poczytać IP: 195.92.39.* 09.09.03, 13:51
            mandaryn_ka napisała:

            > Zamawiam egzemplarz z dedykacją .


            Oki. Może kiedyś uda mi się to wystawić w jakimś teatrzyku... hmm :)))
            • mandaryn_ka Re: Mandarynko możesz sobie dla rozrywki poczytać 09.09.03, 13:53
              Nie w teatrzyku tylko w teatrze na Brodweyu, napiszę Ci do tego libretto i
              wystawimy to wspólnie jako musicall, co Ty na to ??
              • Gość: Oberon Re: Mandarynko możesz sobie dla rozrywki poczytać IP: 195.92.39.* 09.09.03, 13:57
                mandaryn_ka napisała:

                > Nie w teatrzyku tylko w teatrze na Brodweyu, napiszę Ci do tego libretto i
                > wystawimy to wspólnie jako musicall, co Ty na to ??



                Musicall? Ten gatunek już zmarł dawno temu :)) No ale może się odrodzi? Jesteś
                muzykiem?
                • mandaryn_ka Re: Mandarynko możesz sobie dla rozrywki poczytać 09.09.03, 14:00
                  Nieee, ale z muzyką miałam wiele, wiele wspólnego przez całe moje życie :-).
                  Czas sprawić, aby forma musicallu przeżyła renesans. To piękna forma
                  artystyczna, nie uważasz? Teatr Buffo próbuje ją z niemałym sukcesem
                  podtrzymać...
                  • Gość: Oberon Re: Mandarynko możesz sobie dla rozrywki poczytać IP: 195.92.39.* 09.09.03, 14:03
                    mandaryn_ka napisała:

                    > Nieee, ale z muzyką miałam wiele, wiele wspólnego przez całe moje życie :-).
                    > Czas sprawić, aby forma musicallu przeżyła renesans. To piękna forma
                    > artystyczna, nie uważasz? Teatr Buffo próbuje ją z niemałym sukcesem
                    > podtrzymać...


                    Hmm? Nie wiem jak to miałoby wyglądać. Przecież do musicallu chyba potrzebne są
                    rymy? Jak to jest?
                    Ale mam na nadzieję, ze piszę dość zrozumiale?
                    • mandaryn_ka Re: Mandarynko możesz sobie dla rozrywki poczytać 09.09.03, 15:25
                      Piszesz jak najbardziej zrozumiale. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.
                      nad rymem można popracować, choć niekoniecznie. Wyspiewać można wszystko, nawet
                      jeśli nie jest to tradycyjny tekst rymowany.
    • Gość: Oberon Re: Mandarynko możesz sobie dla rozrywki poczytać IP: 195.92.39.* 09.09.03, 14:05
      A będę mógł robić casting na aktorki do dramatu? Hmm trzeba dopisać rolę dla
      paru ładnych, młodych dziewczyn... na razie przewidziałem tylko jedną. Główną
      bohaterkę :))
      • mandaryn_ka Re: Mandarynko możesz sobie dla rozrywki poczytać 09.09.03, 15:28
        Oczywiście, że będziesz mógł być gospodarzem castingu. Nie będę Ci odbierała
        chleba :-), no bo którz zna się lepiej na kobietach niż sam Oberon ??
        Pozdrawiam Cię serdecznie, miłego popołudnia życzę, uciekam do domku.
        • Gość: Oberon Re: Mandarynko możesz sobie dla rozrywki poczytać IP: *.acn.pl / 10.71.2.* 09.09.03, 20:45
          mandaryn_ka napisała:

          > Oczywiście, że będziesz mógł być gospodarzem castingu. Nie będę Ci odbierała
          > chleba :-), no bo którz zna się lepiej na kobietach niż sam Oberon ??


          Ależ mi pojechała... "niż sam Oberon"... kurcze :))
    • Gość: gb Re: Mandarynko możesz sobie dla rozrywki poczytać IP: *.toya.net.pl / 10.0.230.* 09.09.03, 19:49
      Przeczytałam również, dla rozrywki i z zainteresowaniem. Niestety uwaga którą
      poświęciłam temu zgrabnie napisanemu dialogowi nie miała żadnego uzasadnienia.
      Oprócz okrągłych, ładnie brzmiących zdań, pustka. A o niej przecież piszesz.
      Ciekawe......jest Twoje podejście do słów które nie zawierają treści.
      • Gość: Oberon Re: Mandarynko możesz sobie dla rozrywki poczytać IP: *.acn.pl / 10.71.2.* 09.09.03, 20:16
        Gość portalu: gb napisał(a):

        > Przeczytałam również, dla rozrywki i z zainteresowaniem. Niestety uwaga
        którą
        > poświęciłam temu zgrabnie napisanemu dialogowi nie miała żadnego
        uzasadnienia.
        > Oprócz okrągłych, ładnie brzmiących zdań, pustka. A o niej przecież piszesz.
        > Ciekawe......jest Twoje podejście do słów które nie zawierają treści.


        Szczerze mówiąc nie wiem o co chodzi... :))
        Jest pokój - w nim dwoje ludzi. Inteligentny megaloman, dla którego odbieganie
        od normy jest prawem do istnienia oraz trzeźwy empata, który właśnie
        dowiedział się, że każdy dzień zbliża nas do nieistnienia. Tłumaczą sobie o co
        im na wzajem chodzi. To wcale nie jest o pustce...
        • Gość: gb Re: Mandarynko możesz sobie dla rozrywki poczytać IP: *.toya.net.pl / 10.0.230.* 09.09.03, 20:24
          Gość portalu: Oberon napisał(a):

          > Gość portalu: gb napisał(a):
          >
          > > Przeczytałam również, dla rozrywki i z zainteresowaniem. Niestety uwaga
          > którą
          > > poświęciłam temu zgrabnie napisanemu dialogowi nie miała żadnego
          > uzasadnienia.
          > > Oprócz okrągłych, ładnie brzmiących zdań, pustka. A o niej przecież piszes
          > z.
          > > Ciekawe......jest Twoje podejście do słów które nie zawierają treści.
          >
          >
          > Szczerze mówiąc nie wiem o co chodzi... :))
          > Jest pokój - w nim dwoje ludzi. Inteligentny megaloman, dla którego
          odbieganie
          > od normy jest prawem do istnienia oraz trzeźwy empata, który właśnie
          > dowiedział się, że każdy dzień zbliża nas do nieistnienia. Tłumaczą sobie o
          co
          > im na wzajem chodzi. To wcale nie jest o pustce...

          Ależ jest, o pustce w ich głowach.
          • Gość: Oberon Re: Mandarynko możesz sobie dla rozrywki poczytać IP: *.acn.pl / 10.71.2.* 09.09.03, 20:25

            > Ależ jest, o pustce w ich głowach.


            No cóż, czyli też w mojej. Trudno się mówi :))
            • Gość: gb Re: Mandarynko możesz sobie dla rozrywki poczytać IP: *.toya.net.pl / 10.0.230.* 09.09.03, 20:30
              Gość portalu: Oberon napisał(a):

              >
              > > Ależ jest, o pustce w ich głowach.
              >
              >
              > No cóż, czyli też w mojej. Trudno się mówi :))

              Czyżbyś utożsamiał się z postaciami prowadzącymi rozmowę (lub jedną z nich)?
              • Gość: Oberon Re: Mandarynko możesz sobie dla rozrywki poczytać IP: *.acn.pl / 10.71.2.* 09.09.03, 20:33
                > Czyżbyś utożsamiał się z postaciami prowadzącymi rozmowę (lub jedną z nich)?


                Nie wiem co znaczy utożsamiał. To naprawdę nic nie znaczy :))
                Po prostu śmieję się. Tylko tyle :))
                • Gość: gb Re: Mandarynko możesz sobie dla rozrywki poczytać IP: *.toya.net.pl / 10.0.230.* 09.09.03, 20:38
                  Gość portalu: Oberon napisał(a):

                  > > Czyżbyś utożsamiał się z postaciami prowadzącymi rozmowę (lub jedną z nich
                  > )?
                  >
                  >
                  > Nie wiem co znaczy utożsamiał. To naprawdę nic nie znaczy :))
                  > Po prostu śmieję się. Tylko tyle :))

                  To miłe, że dopisuje Ci humor. Mnie go ostatnio brakuje ale wrócą dobre czasy.
                  Miłej zabawy.
                  • Gość: Oberon Re: Mandarynko możesz sobie dla rozrywki poczytać IP: *.acn.pl / 10.71.2.* 09.09.03, 20:41

                    > To miłe, że dopisuje Ci humor. Mnie go ostatnio brakuje ale wrócą dobre
                    czasy.
                    > Miłej zabawy.



                    Nie łam się. Przecież mamy tylko chwilę... Nie ma przecież aż tyle czasu by go
                    tracić na cierpienie :)))
                    • Gość: gb Re: Mandarynko możesz sobie dla rozrywki poczytać IP: *.toya.net.pl / 10.0.230.* 09.09.03, 20:44
                      Gość portalu: Oberon napisał(a):

                      >
                      > > To miłe, że dopisuje Ci humor. Mnie go ostatnio brakuje ale wrócą dobre
                      > czasy.
                      > > Miłej zabawy.
                      >
                      >
                      >
                      > Nie łam się. Przecież mamy tylko chwilę... Nie ma przecież aż tyle czasu by
                      go > tracić na cierpienie :)))

                      Nie cierpię. I swoim czasem sama rozporządzam :)
                      • Gość: Oberon Re: Mandarynko możesz sobie dla rozrywki poczytać IP: *.acn.pl / 10.71.2.* 09.09.03, 20:46

                        > Nie cierpię. I swoim czasem sama rozporządzam :)


                        Jeśli tak to się cieszę :))
                        • Gość: gb Re: Mandarynko możesz sobie dla rozrywki poczytać IP: *.toya.net.pl / 10.0.230.* 09.09.03, 20:54
                          Gość portalu: Oberon napisał(a):

                          >
                          > > Nie cierpię. I swoim czasem sama rozporządzam :)
                          >
                          >
                          > Jeśli tak to się cieszę :))

                          Miło mi, że radośc potrafię komuś sprawić. Dobranoc :-)
                          • Gość: Oberon Re: Mandarynko możesz sobie dla rozrywki poczytać IP: *.acn.pl / 10.71.2.* 09.09.03, 20:57

                            > Miło mi, że radośc potrafię komuś sprawić. Dobranoc :-)


                            To chyba najważniejsze? Dobranoc. Pozdrów córkę ;)))
    • mandaryn_ka Re: Mandarynko możesz sobie dla rozrywki poczytać 10.09.03, 11:07
      Oberonie, czy masz dla mnie na dziś świeżą porcję rozrywki ?
      • Gość: Oberon Mash :)) IP: 195.92.39.* 10.09.03, 11:33
        AKT DRUGI

        Następny dzień. Jest 8 rano. Instytut Badania Myśli. Małe pomieszczenie.
        Prowadzą do niego przeszklone drzwi. Osoby przechodzące przez nie po swojej
        lewej stronie widzą konsoletę z paroma guzikami oraz pokrętłami. Wbudowany
        jest w nią spory głośnik. Przy konsolecie stoją dwa obrotowe krzesła. Siedzą na
        nich młode kobiety. Obie pala papierosy.

        MAGDALENA smutnym tonem.
        Co konkretnego chciałaś mi pokazać?
        KATHY
        Instytut. Przecież chciałaś go zobaczyć?
        MAGDALENA
        Tak, ale teraz to nie jest dobra pora na wycieczki. Nie wiem dlaczego tu w
        ogóle przyszłam?
        KATHY zaciąga się papierosem.
        Niedobra pora? Leżałabyś w łóżku płacząc w poduszkę. Gapiła w jego zdjęcie.
        Godziny by mijały, a ty zapamiętywałabyś się w bólu. To niezdrowe.
        MAGDALENA gasi papierosa w popielniczce stojącej na konsolecie
        Wiem. Jednak nie jestem w stanie myśleć o niczym innym. To ciągle jest z tyłu
        mojej głowy Cokolwiek robię nurzam się we wspomnieniach, a one toną w bólu. Tak
        jest cały czas.
        KATHY
        Wiem. Musisz się od tego oderwać. Ból oczywiście jest potrzebny człowiekowi by
        żył, ale nie wolno z nim przesadzać. Nie chciałabym, żeby cię zabił.
        MAGDALENA płaczliwie
        Gdyby mnie wezwał, jak pies przyszłabym do niego. Przyszła bym na kolanach.
        Całowała jego stopy. Tylko, aby powiedział do mnie kilka słów. Nawet tych nic
        nieznaczących.
        KATHY lekko rozdrażniona z dużą siłą gasi niedopałek wciskając go mocno w
        popielniczkę
        Przestań tak mówić.
        MAGDALENA
        Nie przesadzam. Kocham go nadal. (Opiera łokcie o konsoletę i wspiera na rękach
        swoją głowę) Nie znienawidziłam tej miłości.
        KATHY
        Miłości nie można znienawidzić. Trzeba by wtedy znienawidzić samego siebie.
        Zaprzeczyć samemu sobie. Tego chyba nie chcemy?
        MAGDALENA unosi głowę z dłoni.
        Boję się, że zamknę się w sobie i nie pokocham już nikogo.
        KATHY
        Miłość będzie w tobie, ale nie zatwardzaj swojego serca, bo nie dając jej
        upustu z czasem zniszczy cię. Wypali ci dziurę w sercu i pozostanie sama pustka.
        MAGDALENA
        Mówisz?
        KATHY
        Tak. Codziennie słucham ludzkich myśli, nawet tych najskrytszych, tych
        ukrytych. Widzę zmiany w ludziach pod wpływem miłości, bólu, nienawiści oraz
        innych podrzędnych uczuć. Widzę je nawet bardziej niż oni sami.
        MAGDALENA patrzy na dość ubogą w guziki konsoletę i kręci głową z
        niedowierzaniem.
        Myślałam, że to bardziej skomplikowane.
        KATHY
        Skomplikowane, tylko nie widać tego. Najbardziej skomplikowany jest nadajnik.
        MAGDALENA
        W głowie delikwenta?
        KATHY
        Tak.
        MAGDALENA
        Ten kto go wymyślił dostał nagrodę Nobla?
        KATHY naciska jakieś guziki na pulpicie
        Van Der Meyde? Nie tylko ją. Dostał mnóstwo nagród. To był prawdziwy geniusz.
        Szkoda, że go nie poznałam. Słuchałam nagrań z jego myśli. Miał straszny chaos
        w głowie, jednak to z niego powstał nadajnik. Niektórzy mają poukładane myśli,
        inni skaczą to tu to tam. Trudno się w tym połapać jednak wolę tych drugich.
        Mam tu nawet takiego swojego ulubieńca. To właśnie nad nim głównie pracuję.
        Czasem go nie pojmuję, ale... Nie ważne.
        MAGDALENA z ciekawością
        Jak się nazywa? Może umówisz się z nim?
        KATHY machnąwszy ręką w powietrzu
        Przestań. (uśmiecha się) Nazywa się Christopher Rifle. Ma numer 666...
        Zawiesza głos.
        MAGDALENA śmieje się
        Złowieszcza liczba.
        KATHY unosi lekko brew
        Wiem gdzie mieszka.
        MAGDALENA
        Powinnaś się tam wybrać.
        KATHY
        Chciałam, ale... Nieważne.
        MAGDALENA dotyka pokrętło na pulpicie wpatrując się w nie.
        Skąd bierzecie tych ludzi?
        KATHY siada przodem do swojej przyjaciółki i patrzy na jej profil.
        Zgłaszają się do nas, a my wszczepiamy im do mózgu nadajnik. Jednak wpierw
        przechodzą różne testy w tym test na inteligencję. Są pewne kryteria. Nawet
        jest ich dość sporo. Nie bierzemy każdego kto przyjdzie tu z ulicy. Kryteria są
        bardzo ostre. To droga operacja. Nadajnik to cenna rzecz. Dostaje go sama
        elita. Geniusze. Na każdego przypada dwóch techników. Innych słucham z doskoku.
        Mój jest właśnie Rifle.
        MAGDALENA
        Po co wy to w ogóle odsłuchujecie?
        KATHY
        Aby poznać naturę człowieka oraz nie przegapić żadnych ważnych myśli. Myśl to
        teraz przeważnie rzecz przechodnia. Nie tworzy się wiele nowych. W większości
        to dziedzictwo pokoleń. Spadek. Jest wielu techników takich jak ja którzy
        wyłapują co ciekawsze myśli. Dzielimy je na kategorie i tworzymy z nich
        bibliotekę z której korzystają ludzie.
        MAGDALENA
        Ja jeszcze z takiej biblioteki nie korzystałam.
        KATHY puszcza jej słowa mimo uszu
        Przychodzą do niej pisarze, poeci, naukowcy nawet muzycy. Melodie też mamy
        zgrane. Wszyscy szukają myśli, której nadadzą kształt, która w ich dłoniach
        urośnie do miary idei, czegoś ważnego, lub chociaż zabawi publikę znudzoną
        wiecznie tym samym. (Odwraca się do konsolety.) Puszczę ci coś. To z
        odtworzenia. Wyciągnęłam to specjalnie dla ciebie.
        Naciska guzik. Z głośnika słychać przytłumiony głos.
        GŁOS
        Czuję się martwy. Gubię się. Tracę samego siebie. Już od tak dawna nie czuję
        świata. Nie ma nic... nic do poczucia. Codzienność. Wszystko co w niej istnieje
        jest moją udręką. Nie ma nic... Coś co mogłoby ożywić obumarłą duszę. Przegrany
        już po samym narodzeniu. Przegrany. Przegrany po pierwszym otwarciu oczu. Nie
        było żadnej pięknej chwili. Tylko pustka po niej. Nie mam już siły krzyczeć. To
        bez sensu być martwym za życia...
        Kathy wyłącza głos guzikiem. Magdalene płacze. Łza spływa po jej policzku.
        KATHY dość chłodno
        Nie chce żeby cię to spotkało. On codziennie cierpi. To już masochizm. Ucieka w
        ciemność, izolację. Niczym flagelant swoje plecy on biczuję swój umysł, swoje
        serce. Jak ty teraz. Tylko on już tak od lat. W tym zapamiętaniu stał się
        komiczny. Śmiejemy się z niego w instytucie. To nasz nadworny masochista.
        Jednak mamy takich wielu. Nie chcę, żeby cię to spotkało.
        MAGDALENA obciera łzy jednak na policzkach pojawiają się ciągle nowe
        Nie bój się. Nie mam takich autodestrukcyjnych inklinacji.
        KATHY
        Mam nadzieję. Odsłuchiwałem jego dawniejszych myśli. Wcześnie też był
        masochistą. Drobnym. Jednak zawiedziona miłość przerodziła jego masochizm w
        ten istny armageddon.
        MAGDALENA zaprzecza kręcąc głową
        Nie jestem masochistką. Nigdy nie byłam.
        KATHY
        Czasem dobija mnie, czasem śmieszy gdy słucham jego dawniejszych myśli z czasów
        kiedy była z nim jeszcze jego miłość. Snuł swoje wielkie, piękne plany. Domek
        nad oceanem, córka, miłość totalna z kobietą, którą kocha. Po co myśleć o
        przyszłości? Wszystko to tylko niesie rozczarowanie. Widzieć jakieś ramy
        swojego życia, lecz nic więcej. Po co się zawodzić? Te złudne oczekiwania
        zabijają wielu. Nie ważne...
        MAGDALENA
        Nie wiem. Nic już nie wiem. Nie chcę o tym myśleć. (udawanym weselszym tonem)
        Spotkasz się kiedyś z tym Christopher’em.
        KATHY z zastanowieniem
        Czy się z nim spotkam? Nie wiem. Może kiedyś. Teraz jest z jakąś kobietą, ale
        nie jest mu z nią dobrze.
        MAGDALENA śmieje się przez łzy
        To lepsze niż serial.
        KATHY oschle gani przyjaciółkę
        Przestań. To żaden serial.
        Przez oszklone drzwi zagląda młody mężczyzna. Otwiera je.
        TECHNIK I wesoło
        Witajcie.
        Kathy kiwa głową. Magdalena odwraca zapłakaną twarz w drugą stronę tak aby
        mężczyzna nie widział jej zaczerwienionych oczu.
        TECHNIK I zwraca się do Kathy
        Mogłabyś przesłuchać to nagranie. (Podaje jej mały, płaski, złoty kwadrat)
        Wyciąłem parę urywków od kobiety 967. Nie wiem czy to coś warte. Ty masz lepsze
        wyczucie w tych sprawach.
        Patrzy na zegarek.
        KATHY
        Wyczucie? Gdzie się śpieszysz?
        TECHNIK I uśmiecha się niewinnie
        Idę na randkę. Jest piękna, a do tego inteligentna. Rzadka okazja.
        KATHY
        Ciekawe... Idź. Posłucham tego w wolnej chwili.
        TECHNIK I
        Masz u mnie kolację.
        Odchodzi.
        KATHY
        Do tej pracy trzeba mieć serce. Naprawdę trzeba chcieć to robić.
        MAGDALENA już z wytartymi łzami
        Pójdę już. Muszę się położyć. Przespać. Głowa mnie boli. Słabo śpię. Ostatnio
        pierwszy raz wzięłam proszki nasenne. Rozumiesz? Wcześniej to była dla mnie
        abstrakcja. Kiedy robiło się ciemno mi kleiły
        • Gość: Oberon Re: Mash 2 :)) IP: 195.92.39.* 10.09.03, 11:34
          c.d.n

          się oczy. Teraz nie mogę zasnąć do późna. Przewracam się w łóżku z boku na bok.
          KATHY
          Dobrze. Idź.
          MAGDALENA wstaje
          Chyba zobaczymy się jeszcze dzisiaj?
          KATHY z lekkim uśmiechem
          Pewnie tak.
          Magdalena wychodzi. Kathy zostaje sama. Zapala kolejnego papierosa. Siedząc w
          fotelu zastanawia się co robić. Naciska na parę przycisków na pulpicie. Z
          głośników wydobywa się tylko niezrozumiały bełkot. Pourywane niepełne słowa.
          KATHY
          Śpisz? (Patrzy na zegarek i ze zdziwieniem). O tej porze przecież nigdy nie
          śpisz?
          Z podłogi podnosi damską torebkę. Wyciąga z niej złoty dysk. Wkłada do portu
          wbudowanego w konsoletę i zamyka go.
          KATHY
          Zobaczymy co wczoraj wymyśliłeś ciekawego panie Rifle.
          Zakłada na głowę słuchawki. Co chwilę kręci pokrętłem na konsolecie. Po chwili
          zatrzymuje się. Słucha z uwagą. Nagle wypuszcza papierosa z ręki. Papieros
          upada na podłogę. Jest roztrzęsiona. Szybko ściąga słuchawki i rzuca je na
          konsoletę. Patrzy na drzwi i widzi, że w korytarzu ktoś stoi. Wstaje, otwiera
          drzwi i brutalnie za rękę wciąga mężczyznę do pomieszczenia.
          TECHNIK II mówi głośno, jest zdziwiony
          Kathy o co ci znowu chodzi?
          KATHY nerwowo
          Posłuchaj tego.
          Podnosi słuchawki, wciska je mężczyźnie na głowę. Mężczyzna nie broni się.
          TECHNIK II
          Ale o co chodzi?
          Kobieta podchodzi do pulpitu, chce nacisnąć guzik, ale wstrzymuje dłoń. Opiera
          się na pulpicie. Po chwili odwraca się do mężczyzny i kręci głową.
          KATHY spokojniej
          Nie. Już nic ważnego. Pomyliłam się.
          TECHNIK II zdejmując z uszu słuchawki i podaje Kathy
          Dziwne zachowanie jak na nic ważnego. Za dużo pracujesz. Wszystko w porządku?
          KATHY opadając na krzesło
          Tak. Wszystko dobrze. Dzięki.
          Mężczyzna wychodzi. Kathy zakłada powoli słuchawki na uszy. Przyciska guzik na
          konsolecie.
          • mandaryn_ka Re: Mash 2 :)) 10.09.03, 11:40
            Podoba mi się...a kiedy będą do siebie strzelać ? :-)
            • Gość: Oberon Re: Mash 2 :)) IP: 195.92.39.* 10.09.03, 11:44
              mandaryn_ka napisała:

              > Podoba mi się...a kiedy będą do siebie strzelać ? :-)


              Chyba nie będą, ale ktoś się pewnie powiesi... :))
              • mandaryn_ka Re: Mash 2 :)) 10.09.03, 11:46
                Łoj....:-(, a kto ? Technik II, czy Magdalena ?
                • Gość: Oberon Re: Mash 2 :)) IP: 195.92.39.* 10.09.03, 11:47
                  mandaryn_ka napisała:

                  > Łoj....:-(, a kto ? Technik II, czy Magdalena ?


                  Tajemniczy Technik XXI :))
                  • mandaryn_ka Re: Mash 2 :)) 10.09.03, 12:02
                    Przyznam szczerze, że wciągnęła mnie ta historia. Z niecierpliwością czekam, na
                    dalszy ciąg...
                  • mandaryn_ka Re: Mash 2 :)) 10.09.03, 12:03
                    powiem więcej, już zaczęłam się utożsamiać z jedna z postaci...
                    Pisz, czekam...na cdn
                    • Gość: Oberon Re: Mash 2 :)) IP: 195.92.39.* 10.09.03, 12:09
                      mandaryn_ka napisała:

                      > powiem więcej, już zaczęłam się utożsamiać z jedna z postaci...
                      > Pisz, czekam...na cdn



                      Z Technikiem II? ;))
                      Będę pisał. Już mam wszystko nakreślone.
                      • mandaryn_ka Re: Mash 2 :)) 10.09.03, 12:20
                        Oj nie z Technikiem II tylko z Technikiem XXI...;-).
                        Pisz!
                        • Gość: Oberon Re: Mash 2 :)) IP: 195.92.39.* 10.09.03, 12:25
                          mandaryn_ka napisała:

                          > Oj nie z Technikiem II tylko z Technikiem XXI...;-).
                          > Pisz!


                          Kobieto, ja muszę też żyć, jeść i pić itd :))
                          • mandaryn_ka Re: Mash 2 :)) 10.09.03, 12:33
                            Ech, tam, nie żyj sprawami doczesnymi! Ty masz talent czlowieku! Nie trac czasu
                            na picie , jedzenie ! Siadaj i pisz ! Najesz się później! No , chyba, że musisz
                            o jedzenie zawalczyć i rozpychać się łokciami, żeby coś Ci do zjedzenia zostało
                            i żeby inni Ci wszystkiego nie zjedli...:-)
                            • Gość: Oberon Re: Mash 2 :)) IP: 195.92.39.* 10.09.03, 12:50
                              Przestań, bo się rozleniwie... :))

                              You Have The Talent To
                              Make Me Feel Like Dirt
                              And You, You Use Your
                              Talent To Dig Me Under

                              :)) Tak mi się przypomniało
                              • mandaryn_ka Re: Mash 2 :)) 10.09.03, 12:53
                                Oj proszę, tylko nie śpiewaj!! To , że masz talent literacki, nie znaczy, że
                                potrafisz tez śpiewać...;-)
                                • Gość: Oberon Re: Mash 2 :)) IP: 195.92.39.* 10.09.03, 12:57
                                  mandaryn_ka napisała:

                                  > Oj proszę, tylko nie śpiewaj!! To , że masz talent literacki, nie znaczy, że
                                  > potrafisz tez śpiewać...;-)


                                  Umiem wymiatać na gitarze jak mało kto. Do tego mam naprawdę talent. Do
                                  wymyślania riff'ów. Tylko nikt nie chce ze mną grać, bo podobno jestem
                                  tyranem... :((
                                  • mandaryn_ka Re: Mash 2 :)) 10.09.03, 13:16
                                    Na jakiej gitarze grasz na akustycznej, basowej, czy elektrycznej ?
                                    • Gość: Oberon Re: Mash 2 :)) IP: 195.92.39.* 10.09.03, 13:25
                                      mandaryn_ka napisała:

                                      > Na jakiej gitarze grasz na akustycznej, basowej, czy elektrycznej ?



                                      Na akustycznym Samick'u
                                      Na basowej Yamasze
                                      Ale przede wszystkim na czarnym Fender'ze Stratocaster'ze :))
                                      • Gość: mandaryn_ka Re: Mash 2 :)) IP: *.powiatradomski.pl 10.09.03, 13:42
                                        Fiu, fiu ...powiedział ćwirek. Brawo!
                                        A jaki jest Twój ulubiony repertuar ??
                                        • Gość: Oberon Re: Mash 2 :)) IP: 195.92.39.* 10.09.03, 13:52
                                          Gość portalu: mandaryn_ka napisał(a):

                                          > Fiu, fiu ...powiedział ćwirek. Brawo!
                                          > A jaki jest Twój ulubiony repertuar ??



                                          Własny... albo potężne riffy Toma Morello z Rage Against The Machine :)))
                                          • mandaryn_ka Re: Mash 2 :)) 10.09.03, 13:54
                                            Uch...to mi pachnie ciężkim rockiem...mylę się ??
                                            • Gość: Oberon Re: Mash 2 :)) IP: 195.92.39.* 10.09.03, 13:57
                                              mandaryn_ka napisała:

                                              > Uch...to mi pachnie ciężkim rockiem...mylę się ??


                                              Ciężka rzecz, ciężka mieszanka niestety już nieistniejąca :((
                                              • mandaryn_ka Re: Mash 2 :)) 10.09.03, 14:10
                                                Śmiem twierdzić, że gdy odpalasz " wiosło" szyby w Twoich oknach nie mają się
                                                najlepiej...:-)
    • Gość: Oberon Akt trzeci :)) IP: *.acn.pl / 10.71.2.* 12.09.03, 01:32
      AKT TRZECI


      Dom państwa Stevenson. Jest godzina 12 w nocy. Sypialnia. W niej tylko łóżko.
      Młody mężczyzna klęczy na dywanie. Patrzy w okno. Widzi księżyc.

      MARK mów do siebie
      Noc jest piękna. Wprowadza ten cudowny spokój w moje serce. Zastygnąć w tym
      wyciszeniu, w tym przyciemnieniu. Teraz naprawdę słyszę bicie serca i mogę
      odetchnąć lekko i swobodnie. Dziękuję Ci życie za wszystko co dajesz i za
      wszystko co odbierasz.
      Wstaje i kładzie się do łóżka.
      ***
      Godzina 9 rano Sypialnia państwa Stevenson. W dużym łóżku małżeńskim leży
      kobieta oraz mężczyzn. Patrząc z góry kobieta leży po lewej stronie łóżka,
      mężczyzna po prawej. Są odwróceni do siebie plecami. Przy głowie mężczyzny
      stoi mała nocna szafeczka na której stoi mała lampka. Mężczyzna powoli odwraca
      się w stronę kobiety.


      PAN STEVENSON
      Śpisz?
      PANI STEVENSON
      Śpię. Jeszcze śpię.
      PAN STEVENSON
      Co będziemy dzisiaj robili?
      PANI STEVENSON kobieta siada na łóżku
      Nie wiem. Miałeś naprawić dzwonek do drzwi. Mam dość pukania. Palec mnie już
      od tego boli.
      PAN STEVENSON
      Nie możesz skorzystać z kluczy?
      PANI STEVENSON oschle
      Zanim znajdę je w torebce zdążę się zestarzeć. Napraw ten...
      PAN STEVENSON przerywa jej
      Pamiętasz jak pierwszy raz kiedy się spotkaliśmy?
      PANI STEVENSON kobieta odwraca twarz w jego stronę
      O co ci chodzi?
      PAN STEVENSON
      Czy pamiętasz?
      PANI STEVENSON
      Przecież wiesz, że pamiętam. Takich rzeczy raczej się ni zapomina. Tak
      wielkiej sklerozy jeszcze nie mam.
      PAN STEVENSON spoglądając w sufit
      Usiadłem na krześle tak by oparcie mieć pod brodą. Patrzyłem na rozmawiających
      między sobą pijanych ludzi. Ciebie nie widziałem. Umknęłaś mi. Bujałem się, a
      krzesło potwornie skrzypiało. Stare, zabytkowe krzesło. Podeszłaś do mnie...
      PANI STEVENSON
      „Jeszcze raz się bujniesz, a strzelę się w twarz” tak powiedziałam. Prawda?
      PAN STEVENSON
      Pamiętam wszystko. Miałaś na sobie krótką, czarną spódniczkę i czerwoną bluzkę.
      PANI STEVENSON
      Dużo pamiętasz.
      PAN STEVENSON
      Wszystko. Pamiętasz nasz pierwszy raz? Co wtedy czułaś?
      PANI STEVENSON
      Co czułam? Nie wiem? Radość.
      PAN STEVENSON
      Byłaś dla mnie najcudowniejszą istotą na tym świecie. Tak cudowną, że aż bałem
      się ciebie dotknąć. Pamiętasz jak długo gładziłem twoją twarz. Była tak
      cudownie gładka. Dotykałem twoich małych uszu. Dotykałem twoich ust, a ty
      przygryzałaś mój palec. Przymykałaś powieki, a ja całowałem je. Ja też
      przymykałem oczy, aby czuć cię mocniej.
      PANI STEVENSON cicho
      Chodź. Pora wstać. (Obydwoje zakładają białe szlafroki, które wisiały na małym
      ściennym wieszaku. Zanim wychodzą z pokoju kobieta mówi cicho.) Tylko przestań
      kłócić się z ojcem. Przecież wiesz, że jest chory.
      PAN STEVENSON
      Ja się nie kłócę.
      PANI STEVENSON
      Pamiętaj nie mów dzieciom, że ma raka. Nie chce, żeby się martwiły. Nie mów
      ani Mark’owi, ani Kathy.
      PAN STEVENSON
      Nic nie powiem. Na razie niech nie wiedzą.
      ***
      Kuchnia państwa Stevenson. Jest godzina 10 rano. Pomieszczenie jest duże i
      jasne. Światło wpada przez okno znajdujące się naprzeciw drzwi wejściowych do
      kuchni. Przy ścianie z oknem stoją szafki. Nad nimi wiszą inne szafki.
      Wszystkie w śnieżnobiałym kolorze. Elektryczna kuchenka jest wbudowana w
      szafkę, która stoi pod oknem. Stojąc przodem do kuchenki po jej lewej stronie
      na sąsiedniej szafce stoi czajnik elektryczny w którym gotuje się woda. Obok
      niego dwie szklanki i pudełko z kawą. Leży tam też paczka papierosów i
      zapalniczka. Po prawej stronie kuchenki elektrycznej, szafkę dalej znajduje
      się zlew w srebrnym kolorze. Stojąc przodem do okna przy prawej ścianie
      znajduje się wysoka lodówka. Po środku stoi biały stół, przy nim pięć krzeseł.
      Na jednym z nich tyłem do okna siedzi starszy mężczyzna. Jest ubrany w
      ciemnogranatowy szlafrok. Czyta gazetę. Kathy stoi za jego plecami. Robi kawę.

      AKERMAN pokazując na gazet, która leży przed nim na stole
      Znów jakaś wojna.
      KATHY sypię kawę do szklanek, jest zamyślona, odpowiada automatycznie
      Niestety. Znów.
      AKERMAN znużony kręci głową
      To wszystko nie ma końca.
      KATHY zalewając kawę wrzątkiem
      Niestety. Nie ma. (Stawia przed nim szklankę. Potem drugą stawia po jego
      prawej stronie i siada przed nią. Mieszając kawę łyżeczką, patrzy w szklankę).
      Dziadku, czy ty potrafisz kochać? Czy potrafiłeś?
      AKERMAN odwraca głowę w stronę wnuczki, nie jest zdziwiony pytaniem
      Tak. Potrafiłem. Nawet za bardzo. Chodzi ci o kobietę?
      KATHY
      Tak. O taki rodzaj miłość.
      AKERMAN
      Kochałem swoją żonę. Najbardziej na świecie kochałem właśnie ją.
      KATHY
      Zawsze wiedziałam, że bardziej kochasz swoją żonę, niż córkę.
      AKERMAN
      To nie tak... (urywa) Pamiętasz jak umierała? Byłaś mała.
      KATHY
      Byłam dzieckiem, ale pamiętam ten zimny pokój przesiąknięty śmiercią. Dobrze,
      że już tam nie mieszkamy. Leżała w dużym łóżku. Nie wpuszczaliście mnie tam.
      Nie chcieliście pokazać mi jej bólu, ale czasem zakradałam się i przez szparę
      w drzwiach patrzyłam jak mama robi jej zastrzyki przeciwbólowe. Babcia
      prostowała się w łóżku jak struna tak bardzo cierpiała. Słyszałem jej jęki.
      Wtedy uciekałam do swojego pokoju i zatykałam uszy, chociaż zza zamkniętych
      drzwi nie było już ich słychać.
      AKERMAN
      Już tyle czasu minęło. Byłaś ostatnio na cmentarzu? Przy jej grobie rośnie
      małe drzewko. Samo się wysiało.
      KATHY
      Byłam wczoraj. Poczułam że muszę tam iść. Chciałam pomyśleć. (Chwilę milczą
      pijąc kawę). Widziałam to drzewko.
      AKERMAN klepie jej rękę leżącą na stole
      Kochałem chociaż miłość napawała mnie lękiem. Czasem wydawało mi się, że jej
      nie sprostam. Ona tyle wymaga, a mi wydawało się, że jestem słaby. Czasem
      bałem się, że mnie zniszczy. Kiedy ona umarła zabrała ze sobą część mnie.
      Znała mnie najlepiej. Moje myśli, uczucia, pragnienia. Przesiąkliśmy sobą.
      Czasem byłem tak zrozpaczony, że nie miałem siły żyć. Nie mogłem powiedzieć –
      tak musi być. Nie byłem w stanie tego powiedzieć o jej śmierci. Ale nie żałuję
      tej miłości mimo że nadal mnie to boli. Chociaż to już tyle czasu minęło to on
      tylko zakurzył i miłość i ból. Mam nadzieję, że jest jej dobrze. Gdzieś tam. W
      niewiadomej.
      KATHY lekko zmieszana, próbuje tego nie okazać
      W niewiadomej...
      Do kuchni wchodzi młody mężczyzna. Jest ubrany tylko w bokserki. Jest dobrze
      zbudowany.
      MARK głośno
      Słyszałem coś o bólu? Czy się nie mylę?
      KATHY wstaje, odstawia swoją szklankę do zlewu i opiera pośladki o szafkę
      oddzielającą zlew od kuchenki elektrycznej
      Mylisz się.
      MARK podchodzi do lodówki, wyciąga z niej jabłko
      Wczoraj w nocy przyszła mi do głowy historyjka. Wyobraźcie sobie geniusza. W
      tym swoim instytucie masz podobno ich pełno, więc nie będzie ci trudno
      siostrzyczko wyobrazić sobie owego nieszczęśnika. Ten geniusz mimo całego
      swojego wielkiego rozumu ma podłe życie. Wiecznie cierpi, a to z powodu
      kobiet, a to z powodu... (zawiesza głos). Tylko kobiet, bo normalny mężczyzna
      nie cierpi z innych powodów. (śmieje się gryząc jabłko, starszy mężczyzna
      parząc w gazetę też uśmiecha się pod nosem) No więc jest cały czas ogarnięty
      bólem. Wpada jednak na pomysł jak go z siebie wyplenić. Wymyśla machinę, która
      codziennie odciąga mu ból niczym niektórzy odsysają sobie tłuszcz. (uśmiech
      się mrugając do Kathy, która robi zdegustowaną minę) Jest najszczęśliwszym
      człowiekiem na świecie, nawet kiedy mu się nie wiedzie. Kiedy kobieta go rzuci
      jest radosny, kiedy ukradną mu samochód cieszy się jak dziecko, kiedy przejadą
      mu psa jego własnym samochodem znów jest radosny (cały czas się uśmiech i
      zwraca się do Kathy) Zapłacisz mi coś za tą myśl?
      KATHY robiąc trzecią kawę
      Zrobię ci kawę.
      MARK
      Może wszczepicie mi nadajnik do odczytywania myśli. Zarobię trochę pieniędzy.
      Chcę kupić sobie Harley’a. Pojechać przez pustynie nad ocean. Stanąć tam i
      poczuć w nozdrzach zapach życia, świata.
      KATHY podając mu kawę w białym kubku
      Nie przeszedłbyś przez pierwsze testy.
      MARK kpiarsko
      Ty masz tam wielu geniuszy? Prawda? Może jeden z nich b
      • Gość: Oberon cdn IP: *.acn.pl / 10.71.2.* 12.09.03, 01:34
        Może jeden z nich by wymyśli taką machinę?
        KATHY
        Z pewnością, któryś wymyśli.
        Do kuchni wchodzą państwo Stevenson. Pan Stevenson w dżinsy i czarną
        podkoszulkę, zaś pani Stevenson w dłuższą białą spódnicę i biały cienki
        sweterek.
        PANI STEVENSON zwraca się do Marka od progu
        Załóż coś na siebie. Nie lubię jak chodzisz nago po domu.
        Ojciec siada naprzeciw swojego teścia. Teść nadal czyta gazetę.
        MARK śmieje się
        Przecież mam piękne ciało. Nie podoba ci się.
        PANI STEVENSON
        Podoba, ale nie chcę, żebyś nagi chodził po kuchni.
        KATHY do matki
        Nie jem śniadania. Wychodzę.
        AKERMAN odkłada gazetę na stół
        Podwieziesz mnie do kościoła?
        KATHY
        Dobrze. Mam po drodze.
        ***

        Dom Christopher’a Rifle. Jest godzina 13 po południu. Rifle siedzi w fotelu
        czytając książkę. Na nosie ma okulary. Słyszy dzwonek do drzwi. Rzuca książkę
        na podłogę. Zdejmuje okulary, lecz nadal trzyma je w ręku. Nie wstając z
        fotela krzyczy.


        RIFLE
        Otwarte. (Dzwonek odzywa się ponownie. Mężczyzna krzyczy głośniej) Otwarte.
        Słyszy jak ktoś naciska klamkę, otwiera drzwi. Z fotela nie widać całego
        korytarza. Chwila oczekiwania, aż w wejściu do salonu pojawia się kobieta.
        KATHY
        Dzień dobry panie Rifle. Nazywam się Kathy Stevenson. Pan mnie pewnie nie zna.
        RIFLE zdziwiony unosi się z fotela
        Dzień dobry. Nie. My się chyba nie znamy. (Z uprzejmym uśmiechem) Proszę
        siadać.
        Kobieta zdejmuje buty na obcasie.
        RIFLE
        Proszę ich nie zdejmować.
        KATHY
        Przecież zawsze pan każe zdejmować buty swoim gościom zanim wejdą do salonu.
        Chcę przestrzegać reguł.
        RIFLE lekko osłupiały
        Proszę usiąść. Porozmawiamy. Tylko nie wiem o czym?
        (Kobieta z dużym wdziękiem siada na fotelu). Może się czegoś pani napije?
        KATHY
        Nie dziękuję. Nie potrzeba.
        Mężczyzna siada na fotelu naprzeciwko kobiety.
        RIFLE marszcząc brwi
        Słucham?
        KATHY
        Mogę mówić do pana po imieniu? Głupio by mi było mówić po nazwisku.
        RIFLE
        Nie ma sprawy.
        KATHY uśmiechając się
        Chris? Prawda?
        Rifle powoli
        Jak najbardziej.
        KATHY
        Czy pracujesz dla Instytutu Badania Myśli?
        RIFLE
        Można tak powiedzieć. Mam wszczepiony nadajnik. Ale ta informacja jest chyba
        tajna?
        KATHY
        Ja też tam pracuję.
        RIFLE ze zrozumieniem
        To już wiem dlaczego wiedziałaś, że zawsze każę gościom zdejmować buty przed
        wejściem do salonu. (Wstaje z fotela, podchodzi do biurka, które stoi
        naprzeciwko fotela w którym siedzi kobieta i siada na nim). Już rozumiem.
        Jesteś technikiem, który mnie bada. Myślałem, że nie wolno spotykać się wam z
        obiektem waszych badań?
        KATHY
        Nie wolno. Ryzykuję zwolnienie z pracy, ale musiałam przyjść.
        RIFLE
        Chyba wiem co cię skłoniło do przyjścia.
        KATHY cicho
        Właśnie.
        RIFLE
        Mój wymysł? Prawda?
        KATHY
        Tak...
        Chce coś powiedzieć, ale milknie. Chwile milczą oboje. Ona patrzy na podłogę,
        on na nią.
        RIFLE
        Jaka to jest praca?
        KATHY spogląda na niego
        Trudna. Trzeba mieć mocną psychikę i najlepiej nie posiadać empatii. Zagłębić
        się w tym nie zagłębiając. Niektórzy technicy w instytucie żyją życiem innych.
        Pogrążają się w tym. To niebezpieczne. Niebezpieczne.
        RIFLE
        A ty?
        KATHY
        Ja?
        RIFLE
        Jak to jest słuchać cudzych myśli? Na przykład moich myśli?
        KATHY
        Przecież znasz swoje myśli. Czasem dziwnie, ale można się przyzwyczaić.
        RIFLE cicho, prawie szepcze
        Boję się ciebie.
        KATHY
        Dlaczego?
        RIFLE
        To nienormalne gdy masz przed sobą kogoś kto wie o tobie tak dużo, więcej niż
        najlepszy przyjaciel, zagląda w twoje wnętrze...
        KATHY
        Pamięta rzeczy, których ty nie pamiętasz...
        RIFLE
        Właśnie. Trudno spojrzeć ci prosto w oczy.
        KATHY
        Nie bój się. Chyba nie jestem złym człowiekiem.
        RIFLE
        Po co tam poszłaś? Dlaczego chcesz to robić?
        KATHY
        Do instytutu dostałam się już na studiach. Pracuję tam już trzy lata. To była
        fascynacja. Chciałam poznać naturę człowieka. Zgłębić ją.
        RIFLE
        I co? Poznałaś ją?
        KATHY
        Jestem dużo mądrzejsza niż wcześniej. Łatwiej mi żyć wiedząc co naprawdę myślą
        i czują inni ludzi. Dogadać się z nimi. To cenne doświadczenie. A dlaczego ty
        się zdecydowałeś na współpracę z nami?
        RIFLE
        Po co pytasz? Przecież wiesz?
        KATHY
        Przypuśćmy, że nie wiem.
        RIFLE uśmiecha się
        Kiedy byłem młody każdą lepszą myśl gdzieś zapisywałem, aby mi nie uciekła.
        Jednak zawsze gubiłem te kartki. Nadajnik był moim wybawieniem. Wiem, że
        ludzkość niczego nie zgubi. Niczego co jest w mojej głowie. A może ktoś w
        mojej niby nieważnej myśli dostrzeże coś ważnego.
        KATHY
        Trochę to megalomańskie.
        RIFLE
        Nie... Nie wiem. Może. Nie chciałem, żeby coś się zagubiło z mojej głowy.
        KATHY
        Czasem coś się przeoczy.
        RIFLE znów podchodzi do fotela i siada w nim.
        Ale tego nie przeoczyliście?
        KATHY
        Tego nie przeoczyłam.
        RIFLE
        Powiedziałaś o tym komuś?
        KATHY
        O tej myśli mówiącej nam, że jesteśmy przypadkiem w pustce? Nie. Nie mówiłam
        nikomu.
        RIFLE
        A powiesz.
        KATHY
        Nie. Ty powinieneś. To jest twoje dzieło.
        RIFLE
        Przecież zrzekłem się prawa do moich myśli. Możecie to opublikować.
        KATHY
        Wykasowałam to z dysku. Nie ma już jej, choć pewnie powraca stale? Myślisz o
        tym?
        RIFLE
        Próbuję nie myśleć. A jeśli myślę próbuję to zaburzyć. Skoro wykasowałaś to,
        to chyba już nie macie tego na dyskach.
        KATHY
        Powinieneś powiedzieć ludziom. Całemu światu, aby przestali żyć złudzeniem.
        Złudzeniem nieśmiertelności. Tak mi się wydaje. Choć czasem zupełnie
        inaczej...Odwrotnie.
        RIFLE
        Złudzenie to ważna rzecz. Nawet bardzo. Czy warto odbierać je ludziom?
        Najzabawniejsze jest to, że nawet największy racjonalny ateista, który żyje tu
        i teraz w sercu ukrywa złudzenie, że jakaś jego część jest nieśmiertelna, że
        nie jest tylko wyżej rozwiniętym zwierzęciem. Myślenie nie pokrywa czucia.
        Myślą jedno, są przekonani, ale w sercu w jego głębi jest co innego – nadzieja
        na coś. Gorzej jest z tymi co wierzą w pełni. Świadomie. Wierzą w coś... Moja
        myśl każdego zmieni, dotknie w jakimś stopniu. Nieważne co myśli, w co wierzy.
        KATHY
        Człowiek powinien się tego dowiedzieć.
        RIFLE
        Dlaczego tak ci na tym zależy?
        KATHY
        Uważam, że każdy ma prawo wiedzieć, by się już nie oszukiwać.
        RIFLE
        Przecież z czasem ktoś inny dojdzie do tej myśli? Może dać jeszcze ludziom
        trochę złudzenia własnej boskości. Poczekać. Niech ktoś inny zabiera im
        nadzieję? Obudzi ze snu. To nie jest koszmar.
        KATHY
        Jak uważasz. W każdym razie ja nic nie powiem. (Bierze z torebki paczkę
        papierosa i zapalniczkę) Mogę zapalić?
        RIFLE
        Możesz. Bardzo proszę. Mi to nie przeszkadza. (Kobieta zapala papierosa,
        mężczyzna wstaje i bierze z biurka popielniczkę, stawia ją na stoliku przed
        Kathy, siada z powrotem) Co czułaś kiedy to usłyszałaś?
        KATHY
        Najpierw strach. Jednak szybko minął. A potem? Potem zaczęłam czuć, że tracę
        czas, którego wiele nie mam. Mimo, że już wcześniej miałam tego świadomość to
        nie czułam tego tak mocno. Teraz czuję to jak nigdy. To dobroczynne uczucie.
        Naprawdę. Dla mnie.
        RIFLE
        Czujesz brak sensu?
        KATHY
        A ty? (Mężczyzna nie odpowiada) Nie. Nie czuję. Nie czułam tego. Życie jest
        dość wspaniałe samo w sobie, by nie oczekiwać za nie nagrody. Czegoś
        wspanialszego. Nie czuję się prochem, zwierzęciem. Dostałam wystarczająco
        dużo – rozum i serce tylko aby umieć to wykorzystać.
        RIFLE
        To dobrze. (Uśmiecha się) Sprawdzisz jutro co myślałem o tobie?
        KATHY śmieje się
        Czytasz w moich myślach. Jeszcze dzisiaj.
        RIFLE
        Od razu ci powiem. Jesteś piękna. Kiedy tutaj weszłaś chciałem płakać.
        KATHY zdziwiona, lekko zszokowana
        Dlaczego?
        RIFLE
        Dlatego, że piękno przeminie. Zawsze czuję smutek kiedy widzę piękno które
        (mówi przeciągle) przeminie.
        KATHY
        Dawno nikt nie mówił do mnie w ten sposób. Nie miałam czasu tego słuchać.
        RIFLE
        To źle.
        KATHY
        Wiem, że to źle. Chciałam przyjść do ciebie wcześniej. Tak naprawdę twoje
        odkrycie to tylko pretekst.
        RIFLE
        Naprawdę?
        KATHY
        Tak. Nie mogę być z tobą nieszczera... (patrzy mu prosto w oczy) Kocham cię.
        (Milczą. Mężczyźnie spływa łza po policzku jednak jego twarz nie wyraża
        smutku. Patrzą na siebie nawzajem) K
        • Gość: Oberon cdn 2 IP: *.acn.pl / 10.71.2.* 12.09.03, 01:34
          Kocham cię. Tak po prostu. Ja wiem, że ty nie potrafisz kochać. Wiem to. Wiem,
          że boli cię to. Wiem, że nigdy nie kochałeś i że cierpisz z tego powodu. Wiem
          to. Nie ważne. Ja kocham ciebie. Może to głupie, ale tak już jest. To
          dokonane. Nie wiem co z tym zrobisz? Może nic, a może coś się zdarzy.
          Kobieta wstaje z fotela. Podchodzi do niego. Wyciera ręką jego łzy. On całuje
          jej rękę. Chwyta ją i przykłada do swojego policzka.
          • mandaryn_ka Re: cdn 2 12.09.03, 18:20
            Obernie...zrobiłeś na mnie wielkie wrażenie. To naprawdę bardzo interesujące.
            Jak zwykle z niecierpliwością czekan na dalszy ciąg.
            Pozdrawiam serdecznie!
            Miłego weekendu życzę.
    • Gość: - Re: Mandarynko możesz sobie dla rozrywki poczytać IP: *.acn.pl / *.acn.pl 16.09.03, 00:42
      • Gość: Oberon Akt Czwarty :)) IP: *.acn.pl / *.acn.pl 16.09.03, 00:43
        AKT CZWARTY



        Salon państwa Stevenson. Jest godzina 2 po południu. Po środku salonu znajduje
        się długi stół przy którym stoi sześć krzeseł. Dwa przy krótszych bokach i po
        trzy po bokach dłuższych. Na stole znajduje się zastawa. Przed każdym z
        krzeseł stoi talerz, obok leżą sztućce. Drzwi prowadzące na balkon są otwarte.
        Dzień jest ciepły i słoneczny. Słychać śpiew ptaków zza okna. W salonie nie
        znajduje się zbyt wiele mebli. Stojąc twarzą do balkonu, a plecami do stołu,
        który jest naprzeciwko balkonowych drzwi po lewej stronie mamy kominek na
        którym stoją małe figurki słoni. Przed kominkiem leży tygrysia skóra. Jakieś
        trzy mery dalej stoi kanapa. Obok fotel. Drzwi wejściowe do salonu są
        naprzeciwko drzwi balkonowych. Przy stole, po przeciwnych stronach siedzą dwaj
        mężczyźni; Akerman i Stevenson.


        AKERMAN patrząc na Stevensona
        Słyszałem dzisiaj cudowną melodię. Była naprawdę piękna. Cała symfonia.
        Fontanna dźwięków. Skrzypce mieszały się z dźwiękiem wiolonczeli i fletu.
        PAN STEVENSON
        Przy guzie mózgu możesz słyszeć muzykę.
        AKERMAN
        Wydawała mi się, że melodia jest z zewnątrz, ale chyba była w mojej głowie.
        PAN STEVENSON dość obojętnie
        Ja nie wiem skąd była.
        AKERMAN
        Te bóle głowy mnie wykończą. Szczególnie rano. Świdrują mój mózg. Czasem
        wydaje mi się, że zwariuję. Oszaleję od tego.
        PAN STEVENSON uspokajająco
        Nie wiadomo jeszcze jakiego rodzaju to guz. Czy łagodny, czy złośliwy.
        Poczekajmy. Przecież to dopiero pierwsze ustalenia, pierwsze diagnozy.
        AKERMAN
        Ty wiesz lepiej przecież w końcu jesteś lekarzem. (Stevenson kiwa głową).
        Powiem ci coś zabawnego. Zawsze bałem się chorób. Widziałem jak umierała moja
        żona. Jak bardzo przy tym cierpi. Widziałem w jej oczach prośbę, aby nie
        okazywać jej litości. Zawsze mawiała, że litość to najgorsza rzecz jaką można
        dostać od drugiego człowieka. Nie zgadzałem się z nią. Mówiłem, że obojętność
        to ta najgorsza rzecz. Teraz boję się tej litości. Chciałbym, żeby ludzie o
        mnie zapomnieli. Nie patrzyli w ten specyficzny sposób - niczym na biedaka,
        tego przegranego. (Przerywa na chwilę). Ja zawsze chciałem umrzeć szybko.
        Choroby niosą ból i oczekiwanie. Nie bałem się właśnie tylko guza mózgu. Wiem,
        że to śmieszne, ale wydawało mi się, że mógłbym go opanować. Jeśli jest w
        mojej głowie to mogę go zwalczyć. Tak myślałem. Jakaś dziecięca wiara była we
        mnie. Kiedy wróciłem do domu z wiedzą o guzie to zamknąłem się w pokoju i
        myślami próbowałem go zwalczyć, zabić. Chciałem, żeby znikł. Niestety nie
        jestem w stanie go zwalczyć.
        PAN STEVENSON
        Lekarze są w stanie. To wystarczy.
        AKERMAN cicho
        Tak. (Starszy mężczyzna bawi się widelcem). Jednak czuję, że umrę. Ty widzisz
        umierających ludzi w szpitalu, czy są podobni do mnie? Tylko szczerze?
        PAN STEVENSON
        Nie wiem
        AKERMAN
        Czuję że umrę już niedługo. Nie mów Annie, że tak powiedziałem, ale czuję to.
        PAN STEVENSON stanowczo
        Nie powiem.
        AKERMAN
        Chciałbym wraz ze śmiercią zabrać wszystko ze sobą. Żal umierać zostawiając
        tyle. Nie mówcie nic dzieciom? Na razie nic im nie mówcie.
        STEVENSON
        Nie powiem.
        AKERMAN
        Dobrze.
        STEVENSON niepewnie
        Nigdy tak nie rozmawialiśmy. W taki sposób.
        AKERMAN
        Bo to koniec, czas porozmawiać. Nigdy cię nie lubiłem. Wydawałeś mi się
        zagubionym dzieciakiem, chwiejnym i niepewnym tego co chcesz. Nasza rodzina
        była zawsze twarda, poukładana. Z wiekiem jednak zmiękłem ja sam i przestałeś
        wydawać się aż taki zły. A może nabrałeś więcej pewności, dorosłeś? Może ja
        zmiękłem, a ty stałeś się twardszy i bliżej mamy do siebie.
        STEVENSON z uśmiechem
        Może właśnie tak jest jak mówisz. Pamiętasz jak kiedyś w złości po jakiejś
        kłótni pchnąłem cię na regał? Wtedy chciałem cię zabić.
        AKERMAN
        Pamiętam. Najpierw byłem na ciebie wściekły, ale potem gdy ochłonąłem nabrałem
        do ciebie większego szacunku. Miałeś wtedy rację. Teraz mogę ci to przyznać.
        STEVENSON
        Cieszę się.
        AKERMAN
        Dziękuję ci też, bo nigdy tego nie zrobiłem za to, że przyjąłeś mnie pod swój
        dach. Sam bym zwariował. Sam pośród czterech ścian. Nie mogąc się do nikogo
        odezwać oszalałbym szybko. A tak mogłem zobaczyć jak Kathy i Mark dorastają.
        Cieszyłem się ich szczęściem, ich życiem.
        STEVENSON
        Nie ma sprawy. Anna chciała, żebyś przeniósł się do nas. Nie sprzeciwiałem się.
        Do pokoju wchodzi Mark. Niesie ze sobą dwa półmiski. Stawia je na środku stołu.
        MARK
        Zaraz przyjdzie Kathy razem z tym swoim facetem.
        Do pokoju wchodzi pani Stevenson. Niesie talerz z kotletami. Stawia go obok
        półmisków..
        PANI STEVENSON
        Dawno już z nikim nie była. Od czasu jak odszedł od niej tamten kretyn,
        którego nie wiem do tej pory dlaczego kochała. Ciekawa jestem jaki jest ten.
        Mam nadzieję, że po stokroć lepszy, a i tak to byłoby za mało. Po tysiąckroć.
        MARK
        Wiem, że słucha Tool’a.
        PANI STEVENSON
        Czego?
        MARK
        Chodzi o zespół muzyczny.
        Słychać dzwonek do drzwi.
        PANI STEVENSON
        Idą.
        Idzie otworzyć drzwi.
        MARK siadając koło ojca i patrząc na dziadka
        To musi być nieźle pokręcony facet, że spodobał się Kathy. Ona lubi tylko
        takich. Normalni i porządni nie mają u niej szans. Ten model już tak ma.
        Uśmiecha się.
        AKERMAN
        Mam nadzieję, że będzie szczęśliwa. Jeśli nie z tym to z innym.
        Do salonu pierwsza wchodzi matka Kathy z bukietem róż w ręku, potem Rifle i
        sama Kathy.
        RIFLE
        Dzień dobry.
        Mężczyźni podnoszą się z krzeseł.
        AKERMAN
        Dzień dobry.
        PAN STEVENSON
        Dzień dobry.
        KATHY
        To jest Chris.
        Mark kiwa na przywitanie głową. Goście podchodzą bliżej stołu. Pani Stevenson
        zostaje dwa kroki z tyłu. Rifle podaje dłoń Panu Stevenson’owi, potem przez
        stół Akerman’owi, a na koniec Markowi.
        PANI STEVENSON
        Proszę siadać. Tylko wstawię kwiaty do wody i już wracam.
        Kobieta wychodzi z pokoju.
        PAN STEVENSON
        Proszę siadać.
        Wskazuje honorowe miejsce na końcu stołu. Rifle siada. Po jego lewej stronie
        siada Kathy. Po prawej stronie siada Mark. Obok Kathy siedzi jej dziadek. Pan
        Stevenson siada naprzeciw Rifle.
        Do pokoju wraca gospodyni. Siada po lewej stronie swojego męża.
        MARK
        To od ciebie Kathy zaraziła się muzyką Tool’a, a potem zaraziła nią mnie.
        Genialna rzecz. Dzięki, że wpoiłeś w nią ten geniusz.
        Wszyscy zaczynają nakładać sobie jedzenie. Talerz z kotletami krąży z rąk do
        rąk tak jak salaterki z kartoflami i surówką.
        RIFLE
        Genialna muzyka. Kiedy słyszę „Moja dusza musi być stalowa, bo mój ból jest
        nagi” to przechodzą mnie ciarki.
        MARK
        Ale tego nie śpiewa przecież Maynard, tylko gościnnie Henry Rollins. Ja jak
        słyszę głos Maynard’a, który śpiewa „Ktoś powiedział, że koniec jest bliski.
        Ktoś powiedział, że niedługo zobaczymy Armageddon. Mam nadzieję że tak będzie.
        Potrzebuję odpocząć od tego wszystkiego.” to aż chce mi się żyć.
        RIFLE z uśmiechem
        „Jedynym sposobem naprawienia go jest jego zatopienie”. Prawda?
        MARK też z uśmiechem
        Dlatego „Naucz się pływać”
        RIFLE
        Nauczmy się pływać.
        MARK beztrosko
        Zabiłbym Maynarda.
        PANI STEVENSON karcąco
        Przestań. Po co miałbyś zabijać tego człowieka?
        MARK
        Po to, aby jego głos nie umarł. Z czasem będzie słabł. Taki głos nie zasługuję
        na taki los. Powinien zniknąć kiedy jest czysty, piękny, a nie kiedy będzie
        starczy i skrzeczący.
        RIFLE
        Może masz rację.
        PANI STEVENSON
        Czym się pan zajmuje?
        RIFLE z uprzejmym uśmiechem
        Proszę mówić mi Chris. Nie lubię gdy ktoś mówi mi na pan. Nie mogę się do tego
        przyzwyczaić. Czuję się jeszcze dzieckiem. Kiedy słyszę swoje nazwisko
        zaczynam obawiać się starości.
        PANI STEVENSON
        Będę mówiła ci po imieniu. To nawet lepiej, że czujesz się dzieckiem. Im
        dłużej tym lepiej.
        RIFLE
        Pracuję dla Instytutu Badania Myśli.
        PAN STEVENSON
        Jesteś jednym z techników?
        RIFLE
        Nie. Mam w głowę wszczepiony nadajnik Van Der Meyde’go.
        MARK gwiżdże przeciągle z uznaniem
        Jesteś jednym z tych geniuszy?
        RIFLE
        Nie wiem co to znaczy - geniusz? To nic nie znaczy. Dostaję zapłatę za to co
        myślę, zapłatę od okr
        • Gość: Oberon CDN IP: *.acn.pl / *.acn.pl 16.09.03, 00:45
          zapłatę od okrągłych zdań. Od tego, że jestem materiałem badawczym, że przeze
          mnie chce poznać się naturę ludzkości.
          AKERMAN
          Da się za to wyżyć?
          RIFLE
          Nawet całkiem nieźle. Nigdy nie chciałem pracować. Chodzi mi o chodzenie do
          pracy na osiem godzin gdzie masz szefa, który może coś ci kazać. Wolałem taki
          sposób bycia. Dla mnie jest on lepszy. Bardziej beztroski. Mogę myśleć o tym o
          czym chcę myśleć i płacom mi jeszcze za to niemałe pieniądze.
          MARK do matki
          Możesz podać solniczkę.
          PANI STEVENSON podając Markowi solniczkę mówi z troską w głosie
          Jak rodzice to przyjęli? To chyba niebezpieczna operacja? Ja bym Kathy nie
          pozwoliła na to.
          KATHY karcąco
          Mamo przestań.
          RIFLE
          Wychowywałem się w domu dziecka. Nie znam swoich prawdziwych rodziców.
          PANI STEVENSON
          Przepraszam...
          RIFLE
          Nie ma za co. To nie jest bolesny temat dla mnie. Staram się o tym nie myśleć.
          MARK
          Adoptowali cię? Miałeś jakiś rodziców zastępczych?
          RIFLE
          Nie. Całą swoją młodość spędziłem w sierocińcu. Ludzie, którzy tam pracowali
          mawiali, że wisi nade mną jakieś fatum, bo każda rodzina, która chciała mnie
          zaadoptować, okazywała się w końcu nie godna, z tego, czy innego powodu tego
          wielkiego zaszczytu. (Uśmiecha się). Potem zaś ja sam byłem niegodny.
          MARK
          Jak to?
          RIFLE
          Byłem już za stary na rodziców. Zresztą nie chciałem stamtąd odchodzić.
          Sierociniec leżał w pięknej okolicy i przyzwyczaiłem się do tego miejsca. Nie
          chciałem wyjeżdżać.
          Gdy ktoś przychodził po mnie, aby się mi przyjrzeć, robiłem i mówiła różne
          dziwne rzeczy, żeby zrazić moich możliwych, przyszłych opiekunów.
          MARK
          Oglądany jak zabawka na wystawie...
          RIFLE
          Lubię cię Mark. (Chłopak unosi brwi i kiwa głową). Tak. Nie chciałem być
          oglądany jak zabawka. Złościło mnie to. Kiedyś znalazła się pewna para, która
          długo nie rezygnowała, choć plotłem różne bzdury i udawała zupełnego debila.
          Nawet już załatwili papierkową robotę i wzięli mnie do swojego domu. Do
          wielkiego dwupiętrowego dom. W ich salonie można było urządzić wyścig na setkę
          i jeszcze wyhamowałoby się przed ścianą. Jednak nie chciałem tam żyć. Robiłem
          wszystko by mnie znienawidzili. Na przykład sikała na podłogę niczym niesforny
          szczeniak nie nauczony dobrych manier. (Mark śmieje się głośno, Kathy uśmiecha
          się, reszta słucha z uwagą jedząc przy tym). Byłem nie do opanowania.
          Opiekunowie mieli dość codziennego wycierania podłogi i suszenia dywanów.
          Zniszczyłem im prawie cały parkiet. W taki sposób wróciłem do sierocińca.
          Musieli mnie oddać.
          AKERMAN
          Aż tak bardzo podobało ci się w ty sierocińcu?
          RIFLE
          To był mój dom. Potem już nikt nie zgłaszał po mnie akcesu. Darowali mi.
          Zrozumieli, że nie chcę stamtąd odchodzić i nie potrzebuję tego.
          MARK
          Myślisz czasem o swoich rodzicach?
          RIFLE bez przejęcia
          Nie obchodzą mnie ani trochę. Ani krztyny. Nie wiem z jakich powodów oddali
          mnie i nie interesuje mnie to. Nie rozumiałem innych sierot, które oglądały
          się na dzieci chodzące za rękę z ojcem, czy matką. Ja nie myślałem o tym.
          PANI STEVENSON
          Jesteś bardzo otwartym człowiekiem. To trochę dziwne.
          RIFLE
          Aby inni się otworzyli sam muszę to uczynić.
          PANI STEVENSON
          To fakt.
          PAN STEVENSON
          Kathy, ale przecież tobie nie wolno spotykać się z za przeproszeniem (tu kiwa
          głową w stronę Rifla) obiektem twoich badań?
          KATHY
          Tak. Wiem. Ale wczoraj odeszłam z pracy.
          PANI STEVENSON marszcząc brwi
          Jak to?
          KATHY
          Po prostu.
          PANI STEVENSON
          To co będziesz teraz robiła?
          KATHY
          Skończyłam psychologię. Może zacznę pomagać ludziom? Ze swojej starej pracy
          zebrałam sporo doświadczeń. Przydadzą się na pewno.
          PAN STEVENSON
          Jak najbardziej.
          Wszyscy skończyli jeść. Pani Stevenson wraz z Markiem wstają od stołu i
          zbierają talerze.
          KATHY do Matki
          Pomóc ci?
          PANI STEVENSON
          Poradzimy sobie.
          Chwila krzątaniny. Akerman wstaje i opada na fotel stojący niedaleko kominka.
          Kathy, Rifle oraz pan Stevenson nadal siedzą przy stole. Mark i jego matka
          wychodzą z zastawą do kuchni. Kathy łapie Chrisa za dłoń.
          KATHY
          Wszystko w porządku.
          RIFLE
          Tak. Wszystko w porządku
          KATHY
          Powiemy im teraz?
          PAN STEVENSON lekko wystraszony, myśli że córka chce powiedzieć coś o
          zaręczynach, lub ciąży
          Co chcecie nam powiedzieć?
          Do pokoju wraca Mark i pani Stevenson.
          KATHY do nich
          Usiądźcie wygodnie. Chcemy wam o czymś powiedzieć.
          Pani Stevenson siada na miejscu na którym siedziała.
          PANI STEVENSON zaciekawiona
          O czym?
          Mark siada na kanapie koło kominka i rozpiera się na niej.
          KATHY
          Chciałam, żebyście dowiedzieli się tego ode mnie. (Pokazuje na Rifle) Od
          niego. Tego czego na pewno dowiecie się niedługo z telewizji, czy gazet.
          PANI STEVENSON patrząc raz na Kathy, raz na Rifle
          Ale o co chodzi?
          RIFLE
          Kathy namówiła mnie do tego. Do tego, żebym wam powiedział o czymś co
          wymyśliłem.
          MARK wesoło
          A zapłacili ci za to coś ekstra?
          Chris nie odpowiada. Wstaje z krzesła. Idzie w stronę kominka. Wszyscy wiodą
          za nim wzrokiem. Mężczyzna opiera się o kominek. Powoli zaczyna słychać piękną
          muzykę symfoniczną. Rifle zaczyna mówić, ale nie słychać go. Muzyka zagłusza
          jego słowa. Z czasem widać przerażenie na twarzy Akermana, Mark prostuje się
          na kanapie, aż wreszcie z niej wstaje, państwo Stevenson słuchają z uwagą,
          Kathy wstaje ze swojego miejsca podchodzi do Chris’a i wspiera się na jego
          ramieniu. Coś dopowiada. Muzyka zaczyna cichnąć.
          AKERMAN z przerażeniem w głosie
          To niemożliwe.
          KATHY
          Ale tak już jest.
          Mark wybiega z pokoju.
          PANI STEVENSON krzyczy za nim
          Gdzie biegniesz?
          Wstaje i wychodzi za nim.
          PAN STEVENSON do Rifle dość ostro
          Myślę, że powinieneś już iść. Rozumiesz?
          RIFLE
          Tak.
          PAN STEVENSON łagodniej
          Musimy to przetrawić w samotności.
          RIFLE
          Rozumiem.
          Nie żegnając się wychodzi z pokoju. Za nim wychodzi Kathy. Pan Stevenson siada
          z powrotem na krześle. Akerman siedzi bez ruchu. Milczą. Po chwili do pokoju
          wraca pani Stevenson.
          PANI STEVENSON
          Zamknął się w pokoju i płaczę.
          PAN STEVENSON
          Nie powinien tego słyszeć jest młody. Wrażliwy. Bie powinien tego słyszeć.
          Pani Stevenson siada na krześle na którym siedział Rifle naprzeciw swojego
          męża.
          PANI STEVENSON
          Nie wiem nic.
          PAN STEVENSON po chwili milczenia, spokojnie
          Już cię nie kocham.
          PANI STEVENSON również spokojnie
          To akurat wiem.
          PAN STEVENSON
          Wypaliło się to co było. Popadliśmy w niebezpieczną pewność, która zabiła
          uczucie.
          PANI STEVENSON
          Ten dzwonek do drzwi zabijał naszą miłość. Wiele było takich dzwonków.
          PAN STEVENSON
          Codzienność ją zabiła. Nic nie zrobiliśmy.
          PANI STEVENSON
          Byliśmy tak pewni siebie nawzajem. Zbyt pewni.
          PAN STEVENSON
          Teraz kocham inną. Poznałem ją w szpitalu. Jest moją pacjentką.
          PANI STEVENSON
          Jest ładna? Mądra?
          PAN STEVENSON
          Ty w jej wieku byłaś ładniejsza. Byłaś piękna.
          PANI STEVENSON ze smutnym uśmiechem
          Mam nadzieję.
          PAN STEVENSON
          Jest pełna życia. Żywe srebro.
          PANI STEVENSON
          To cenne.
          PAN STEVENSON
          Nigdy cię nie zdradziłem.
          PANI STEVENSON
          Ani ja ciebie.
          PAN STEVENSON
          Odejdę z domu i zostawię ci wszystko.
          PANI STEVENSON
          Nie musisz mi nic zostawiać.
          PAN STEVENSON
          Ale chcę.
          PANI STEVENSON
          Dałeś mi wiele. Jestem zadowolona ze swojego życia. Mogliśmy to rozegrać
          trochę lepiej, ale nie było tak źle. Mamy wspaniałe dzieci. Wiele dobrych,
          pięknych wspomnień.
          PAN STEVENSON
          Tak. Mamy. Są nasze. Mieliśmy wiele pięknych chwil.
          PANI STEVENSON
          Nie zestarzejemy się razem, ale chyba to lepiej? Może zaczniemy żyć na nowo?
          Gdzie indziej. Z kimś innym. (Pani Stevenson wstaje od stołu. Idąc dotyka
          ramienia swojego męża. Podchodzi do swojego ojca) Jak się czujesz?
          AKERMAN
          Pozdychamy tu wszyscy i śladu po nas nie będzie. Odchodzę w nicość.
          PANI STEVENSON
          Przestań tak mówić.
          AKERMAN z wyrzutem
          Po twojej matce nic nie zostało. Nic po niej nie zostało.
          PANI STEVENSON siadając na kanapie
          Wiem... To jest nasz los. Tacy już jesteśmy, że potem nas już nie ma. Tak już
          jest.
          AKERMAN
          Boję się. Teraz naprawdę boję się.
          Zaczyna płakać. Pani Stevenson wstaje
          • Gość: Oberon Krótki CDN 2 IP: *.acn.pl / *.acn.pl 16.09.03, 00:47
            Pani Stevenson wstaje z kanapy siada na oparciu fotela i przytula ojca.
    • Gość: Oberon Akt Piąty - Koniec :) IP: 195.92.39.* 18.09.03, 11:01
      AKT PIĄTY


      Sypialnia Christophera Rifle. Jest godzina 11 rano. W małej sypialni znajduje
      się tylko i wyłącznie duże łoże z baldachimem. Patrząc z góry Kathy leży po
      jego prawej stronie. Chris siedzi po lewej. W ręku trzyma poranną gazetę.
      Kobieta ma na sobie białą bieliznę, mężczyzna tylko bokserki.


      RIFLE
      Dziwnie wygląda w gazecie ten wielki, czerwony nagłówek. „Już wiemy co nas
      czeka”. To takie nierealnie. (odwraca głowę w kierunku Kathy) Cały świat już
      wie o wszystkim. Karty zostały odkryte.
      KATHY z nutą zdziwienia w głosie unosząc się lekko z łóżka
      Instytut podał to do publicznej wiadomości? Dobrze, że tak się stało. To było
      nieuniknione.
      RIFLE rzuca gazetę na podłogę
      Kiedy spałaś oglądałem wiadomości w telewizji. Ludzie są w panice. Teraz jest
      histeria i chaos. Boją się. Nie wiem co z tego będzie.
      KATHY
      Dziennikarze wyciągają tylko ludzką histerie. Nie widzisz wszystkiego. Ona w
      końcu minie. Ludzie uspokoją się. To pierwszy atak. Pierwszy strach. Przejdzie
      z czasem.
      RIFLE
      A co potem?
      KATHY
      Przyzwyczają się do nowej świadomości. Przyzwyczają się do oczywistości swojej
      przyszłości. Potem będzie już tylko lepiej. Z pokolenia na pokolenie dzieci
      wyrastały będą w przekonaniu, że mają tylko to życie. Będą już inne niż my.
      Inni ludzie.
      RIFLE
      Jacy?
      KATHY
      Żyjący.
      RIFLE niepewnie
      Tak myślisz?
      KATHY wspiera się na jego plecach, oplata go rękoma
      Trzeba będzie znaleźć coś w co można uwierzyć. Tutaj. Trzeba będzie żyć dalej,
      a przy tym lepiej.
      RIFLE
      Uwierzyć w życie. (Zawiesza na chwilę głos) Pośród bólu, cierpienia, wojen,
      niesprawiedliwości trudno w nie uwierzyć. Będą musieli się bardzo starać.
      KATHY
      Może świat stanie się lepszy. Trzeba będzie go zmienić, aby uczuć w nim raj.
      Aby żyli w przekonaniu o niezwykłości tego co mają. W prawdziwym przekonaniu o
      tym.
      RIFLE
      Na pewno.
      KATHY
      Trzeba będzie myśleć inaczej.
      RIFLE
      Niszczą kościoły. Demolują je. Policja wyszła na ulicę, aby to ukrócić.
      KATHY
      Naprawdę? Tego nie przewidziałam. To frustracja.
      RIFLE
      Widziałem ją kiedy wyszedłem po gazetę. Wyczułem w powietrzu. Coś się zmieniło.
      Ludzie byli jacyś dziwni. Mówili tak cicho do siebie. Nawet silniki samochodów
      były cichsze. Co za złudzenie. A potem spotkałem tych, którzy krzyczeli.
      Lamentowali. Rzucali się na kolana. Płakali. Żal było patrzeć. Czułem się przez
      chwilę winny tego wszystkiego.
      KATHY
      Niepotrzebnie. Ty tylko ich oświeciłeś.
      RIFLE
      Wiem. Nie czuję już winny. Nie ma już przed nimi wielkiej niewiadomej. Odkryłem
      ją. Stało się.
      KATHY
      Jedni przyjmują to lepiej, inni gorzej, a jeszcze inni są zadowoleni, że już
      wiedzą co ich czeka. Mój ojciec odszedł z domu. Zakochał się. Poszedł za głosem
      serca. Uznał, że to potrzebne mu, aby żyć dalej. Nie mam mu tego za złe. Dobrze
      uczynił. Zaś mama zaczęła odżywać. Łapać każdą chwilę. Nie ma jej w domu.
      Ciągle gdzieś chodzi. Bawi się. Niedobrze jest z Markiem. Zatraca się. Staram
      się go ratować. Pomagać mu przez to przejść. Ale za to Magdalena otrząsnęła
      się. Przestała płakać. Chce się zakochać. Przestała się bać.
      RIFLE
      A ty?
      KATHY
      Ja przyjęłam to dobrze. Teraz czuję się szczęśliwa. Padły moje hamulce.
      Przestałam czekać.
      RIFLE całuje jej rękę
      To dobrze.
      KATHY
      Koło mojego domu jest górka z której zawsze
      zjeżdżałam na rowerze i biłam własny rekord szybkości. To
      była moja odskocznia od wszystkiego i wszystkich. Jechałam na łeb, na szyję i
      wszystko było w porządku. Patrzyłam tylko na licznik i to były moje chwile
      wytchnienia. Kiedyś rozbiłam się.
      Poraniłam. Szpital, zastrzyki. Wylizałam się z tego dość szybko. Wyglądało na
      to, że wszystko jest już dobrze. Jednak coś się ze mną stało. Już nie
      zjeżdżałam stamtąd tak szybko jakbym chciała. Nie dochodziłam nawet do
      standardowej szybkości. Pedałowałam i nic. Nie mogłam jej przekroczyć.
      (Zamilkła na chwilę) To samo było z miłością. Poraniona przez mężczyznę,
      którego dawniej kochałam nie byłam w stanie przeskoczyć tej bariery strachu.
      Dopiero wtedy gdy usłyszałam twoją myśl zniszczyłam ją. Kochałam cię.
      Wiedziałam o tym, ale zaprzeczałam samej sobie. Wcześniej tak było.
      Zaprzeczałam. Bałam się twojego chłodu, ale kochałam twój umysł, twoją
      poplątaną dusze. Czasem słyszałam gdzie idziesz i chciałam tam pójść. Zobaczyć
      cię chociaż przez chwilę, ale powstrzymywałam się, aby znów się nie zranić. Nie
      wywrócić. Mówiłam sobie, że nic dla mnie nie znaczysz, ale słuchałam muzyki
      jakiej ty słuchałeś, czytałam to co ty czytałeś, myślałam to co ty myślałeś.
      Byłeś moją drugą połową. Częścią mnie.
      RIFLE
      Nie chciałbym, abyś zaprzeczała samej sobie. Nie chcę, żebyś żyła tym czym ja
      żyję.
      KATHY
      Nie będę. Dlatego odeszłam z instytutu. Chcę żyć z tobą, a nie żyć tobą.
      RIFLE
      Bałaś się mnie?
      KATHY
      Bałam się tego, że nie umiesz kochać. Nigdy wcześniej nie potrafiłeś. Przecież
      w instytucie tak naprawdę badaliśmy twoją oziębłość.
      RIFLE ze zdziwieniem
      Naprawdę?
      KATHY
      Bałam się tego bardzo, ale postanowiłam spróbować. Przebić się przez twoją
      skorupę. Przecież gdzieś tam była miłość. Pragnąłeś jej przecież tak bardzo.
      Najbardziej na świecie. Uznałam, że lepiej nosić palący ogień w sercu jeśli
      mnie odrzucisz, niż pustkę.
      RIFLE
      Ja chciałem coś za co warto umrzeć. Coś co uczyni życie piękniejszym i dostałem
      to w chwili kiedy w ogóle się tego nie spodziewałem. Kiedy powiedziałaś, że
      mnie kochasz przestraszyłem się jak nigdy. Serce biło mi jak szalone. Nie
      wiedziałem co myśleć. Chyba nic nie myślałem. Teraz już wiem, że kocham cię
      bardziej niż własny oddech. Bogowie kiedyś nas rozdzielili jednak znaleźliśmy
      się. Trudno mi w to uwierzyć. Nawet teraz.
      KATHY całując jego ramię
      Kiedy wyznawałam ci miłość (uśmiecha się) serce podeszło mi do gardła. Żołądek
      skurczył się. Prawie zanikł. Myślałem, że za chwile zemdleję. Stracę
      przytomność.
      RIFLE śmieje się
      Udało się jej nie stracić. Mi też.
      KATHY
      Wiesz, kiedy szłam do ciebie chciałam porozmawiać tylko o twoim odkryciu.
      Jednak patrząc na ciebie wreszcie przyznałam przed samą sobą co czuję. Nie
      myślałam o tym co mówię, nawet nie myślałam o tym co ty mówisz. Zastanawiałam
      się jak powiedzieć, że cię kocham. Myślałam, że nie wyduszę słowa, ale w końcu
      to pragnienie było silniejsze niż strach. Gdybym tego nie powiedziała zabiłoby
      mnie.
      Na twarzy mężczyzny pojawia się lekki grymas bólu.
      RIFLE
      Nie chce pamiętać tego czasu kiedy nic nie czułem. Pustka to straszliwa rzecz.
      Czasem z jej powodu wyłem z bólu. Teraz już nawet nie pamiętam jaka ona była.
      Wiem tylko, że nie chciałbym jej uczuć na nowo. Nigdy.
      KATHY
      Razem spróbujemy jej nie uczuć. Ja też wiem czym ona jest. Też mnie dławiła,
      powoli zabijała.
      RIFLE
      Czasem okłamywałem się, że kocham. Kłamałem samemu sobie, aby poczuć się trochę
      lepiej. Teraz przestałem. Już przestałem się okłamywać. Nie muszę już tego
      robić.
      KATHY
      Wiem.
      RIFLE
      Wiesz czego tylko żałuję?
      KATHY
      Czego?
      RIFLE
      Tego, że nie ma nikogo kto nas stworzył. Kto za nas odpowiada. Chciałem ujrzeć
      twarz Boga kiedy umrę. Teraz już wiem, że jej nie zobaczę. Czuję żal. Nie jest
      jakiś wielki, rozrywający, ale jest we mnie.
      KATHY
      Ja zawsze chciałam nie istnieć. Tak po prostu. Przeżyć życie i przestać istnieć.
      RIFLE
      Czasem też tak chciałem. Zasnąć bez snów. Na zawsze. Nie obudzić się nigdy.
      KATHY wstając z łóżka
      Idę na rozmowę do kliniki. Może mnie przyjmą.
      RIFLE
      Dzisiaj nie będą mieli siły o tym myśleć.
      KATHY
      Na pewno. Jednak chcę się przejść. Zobaczyć co się dzieje na ulicach.
      RIFLE
      Jeśli chcesz.
      KATHY zakłada szlafrok dokładnie taki sam jaki nosiła jej matka
      Napijesz się kawy?
      RIFLE
      Tak. Weź klucze ze sobą, bo popsuł się dzwonek i mogę nie usłyszeć pukania.
      ***
      Salon Christopher’a Rifla. Jest godzina 13 po południu. Rifle siedzi w fotelu.
      Plecami do biurka. Ma zamknięte oczy. Słucha przez słuchawki muzyki z
      odtwarzacza płyt CD lezącego na stole. Ma przymknięte powieki, głowę ułożona na
      oparciu. Słucha
      • Gość: Oberon CDN IP: 195.92.39.* 18.09.03, 11:02
        . Słucha muzyki bez najmniejszego ruchu.
        Przez otwarte drzwi wejściowe, nie dzwoniąc, wchodzi Mark. Robi parę niepewnych
        kroków. Staje w wejściu łączącym salon wraz z korytarzem. Patrzy przez chwilę
        na zasłuchanego Christopher’a. Jest ubrany w długi płaszcz. Trzyma ręce w
        kieszeniach. Robi kilka kroków w kierunku Rifla. Podnosi ze stołu opakowanie po
        płycie CD. Chwilę ją ogląda. Wtedy Christopher otwiera oczy. Jest zdziwiony.
        Powoli zdejmuje słuchawki z uszu. Trzyma je w dłoniach.


        MARK
        Widzę, że słuchasz genialnej muzyki. Muzyka ta duszna, a jednocześnie wzniosła.
        Trudno to uchwycić. Kiedyś dużo grałem na gitarze. Technicznie byłem niezły,
        ale nie miałem bożej iskry. Nie było w tym nic wielkiego. Tylko akrobatyczne
        popisy. Nic nieznaczące melodyjki. Bolało mnie to, że nie słyszę w tym magii.
        Czegoś prawdziwego. Trudno być naprawdę wielkim.
        RIFLE powoli
        Nie wiem.
        MARK pokazuje na płytę w swoim ręku
        Są jednak genialni ludzi. Mają to coś. Tyle dobrego robią dla człowieka.
        Genialną muzykę dla wrażliwej duszy. (gwiżdżę melodię z piosenki Prison Sex)
        Nie duszy. Źle się wyraziłem. Mój błąd. Błąd przeszłości. Przecież nie posiadam
        duszy. Muzykę genialnie podrażniającą zmysł słuchu.
        Rzuca opakowanie po płycie na stół.
        RIFLE
        Przecież nadal masz dusze.
        MARK śmieje się głośno
        Taką duszę? Nie dziękuję? Wolę nie mieć żadnej.
        RIFLE wstaje
        Jesteś pijany.
        MARK idąc w kierunku biurka
        A i owszem. Jestem.
        RIFLE
        Może napijesz się kawy?
        Mark kładzie się na pustym biurku na wznak. Nogi zwisają bezwładnie.
        MARK
        Jestem pijany. Odwiedziłem dzisiaj parę barów. W jednym dawali świetne Wściekłe
        Psy. Były bardzo ostre. Podwójna dawka tabascco. W następnym wypiłem Białego
        Rosjanina. Może z dwa. W drodze do trzeciego baru panienka zrobiła mi loda.
        Mało nie zemdlałem. Miała z trzydzieści parę lat. Ciało już nie takie młode,
        ale jakie doświadczenie. Nawet nie wiedziałem, że tak można. Kiedy kończyła
        opowiedziałem jej o twoim odkryciu i o mało się nie udławiła.
        Śmieje się głośno.
        RIFLE
        Po co to wszystko? Czy to potrzebne?
        MARK
        Po co to wszystko? (krzyczy) Powiem ci dlaczego to potrzebne. Obdarzyłeś mnie
        śmiertelną duszą. Nie miałeś do tego prawa. Kto ci pozwolił na to?
        RIFLE
        Chciałeś żyć w nieświadomości?
        MARK
        A co to jest ta świadomość? Po co mi ona? Widziałem świat piękny. Wierzyłem że
        życie jest czymś więcej. Nie celem, lecz piękną drogą do czegoś po stokroć
        lepszego, piękniejszego. Czegoś takiego od czego staniemy się jeszcze
        wspanialsi. Będziemy bogami. A kim jesteśmy?
        RIFLE
        Tego chciałeś?
        MARK
        Tego chciałem. Być czymś niezwykłym. Czułem się jak ktoś niezwykły. A teraz?
        Tylko popiół.
        RIFLE
        Jesteś kimś niezwykłym. Niezwykłą istotą. Piękną. Unikalną. Jedyną w swoim
        rodzaju. Powinieneś to wiedzieć. Dobrze wiedzieć.
        MARK
        Co ty pieprzysz? (urywa) Co z tego, że wiem to skoro tego nie czuję? Poprzez
        mnie wszystko było piękne, a teraz nie ma nic? Wszystko stało się niczym.
        Wszystko stało się szarym. (podnosi głos) Ty zrzuciłeś mnie do piekła. Czy
        pomyślałeś kiedyś, że może się mylisz? Zatruwasz ludzkie myśli?
        RIFLE
        Nie. To tak oczywiste.
        MARK
        Oczywiste. (przeciągle) Fakt. Może jednak to ułuda? Może umysły nas okłamują?
        RIFLE
        Ja powiedziałem ci tylko to co myślałem. Sam musisz osądzić czy to prawda?
        Możesz ją odrzucić. Tylko czy można odrzucić oczywiste i nie popaść w obłęd?
        MARK odwraca się plecami do Rifla opierając dłonie na biurku
        A co to jest prawda? Wiesz jak wiele we mnie umarło? Wiesz ile mi zabrałeś
        swoją prawdą? Gdzie mam teraz dążyć?
        RIFLE
        Tam gdzie do tej pory. Żyć. Zacząć naprawdę żyć. To jest twoje przeznaczenie.
        MARK
        Pomału nie chce ci się żyć, ale boisz się śmierci żeby umrzeć. Przestajesz
        wierzyć w miłość, a może nigdy w nią nie wierzyłeś. Przyprowadzasz kobiety
        kochasz się z nimi i nie możesz spojrzeć w lustro, bo przestałeś traktować
        ludzi tak jak na to zasługują. A radość jest jak choroba. Przychodzi
        niezapowiedziana. Niewiadomo skąd. Przecież nie ma nic dla ciebie na tym
        świecie.
        RIFLE
        Nieprawda.
        MARK znów podnosi głos
        Moja prawda.
        Odwraca się i z kieszeni wyciąga broń. Mierzy z niej do gospodarza.
        RIFLE przestraszony
        Co ty robisz?
        MARK
        Gdy Kathy przyprowadziła cię do naszego domu spojrzałem na ciebie i od razu
        polubiłem, ale kiedy powiedziałeś mi o tym wszystkim znienawidziłem cię
        najbardziej na świecie. Do tej pory to było dla mnie zupełne nieznane uczucie.
        (Wymachuje pistoletem w powietrzu) Abstrakcyjne. Nawet nie wiedziałem, że daje
        tyle siły do działania. Umysł pracuje jak szalony, aby dać ujście nienawiści.
        Znaleźć to w co może zatopić swoje ostrze.
        RIFLE trochę spokojniej
        Co chcesz zrobić? Zabić mnie? Chcesz zabić mnie za to, że taka jest kolei
        rzeczy?
        MARK
        Wtrącę cię tam gdzie ty mnie wtrąciłeś - w pustkę. Absolutną pustkę.
        RIFLE
        I jak będziesz z tym żył?
        MARK
        Nie będę. Pójdę za tobą. To już postanowione. Dzisiaj przełamałem swój lęk
        przed śmiercią, ale i tak nie jestem w stanie żyć, więc umrę. Umrzemy razem.
        RIFLE zupełnie spokojnie, jakby pogodzony z losem, mówi do siebie
        Nie chcę jeszcze umierać. Teraz gdy jestem szczęśliwy. Teraz nie chcę umierać.
        MARK
        Nie chcesz? Ja też byłem szczęśliwy. Kiedyś. Ale umarłem przedwcześnie.
        RIFLE do siebie
        To niesprawiedliwe.
        MARK
        Nie ma sprawiedliwości. Już jej nie ma. Nie zostanę ukarany za nic co uczynię.
        Dla każdego równa śmierć. Wiesz ilu ludzi chciałoby zadać ci ją własnoręcznie.
        Widziałem ich. Przestraszonych, w panice. Biedne bydlaki (zaczyna płakać,
        opuszcza pistolet) A moi rodzice rozstali się przez ciebie. Dziadek umiera bez
        nadziej. Bez żadnej nadziej. Nie ma już niczego. A czego ja chciałem? Chciałem
        być wolny, zakochany, mieć dzieci. Starzeć się przy jej boku i myśleć, że nie
        ma końca dla mnie. Tego właśnie chciałem, ale wszystko pękło jak bańka mydlana.
        Rozpłynęło się w nicości.
        Mark znów unosi pistolet trzęsącą ręką. Mężczyźni stoją naprzeciwko siebie.
        Rifle jest spokojny. Rzuca słuchawki na podłogę. Mark strzela w pierś
        Christopher’a, a ten pada na kolana. Mark podchodzi kilka metrów bliżej do
        swojej ofiary i strzela jej w głowę. Rifle pada na brzuch. Zabójca patrzy
        przez chwilę na trupa. Odwraca się. Obchodzi biurko dookoła i siada na kreślę,
        które za nim stoi. Kładzie rękę z pistoletem na blacie.
        MARK
        Dziękuję ci życie za wszystko co mi dałeś i za wszystko co mi odebrałeś.
        Podnosi rękę z pistoletem. Lufę wkłada w usta i strzela
        • mandaryn_ka Re: CDN 18.09.03, 11:07
          NIE !!!!!!!!!!!!!!!!!!
          OBERONIE NIE ZABIJAJ GO !!!!!!!!!!!!!!!
          ZOSTAW MI GO PROSZĘ !!!!!!!!!
          :-(, :-(, :-(
          • Gość: Oberon Re: CDN IP: 195.92.39.* 18.09.03, 11:09
            mandaryn_ka napisała:

            > NIE !!!!!!!!!!!!!!!!!!
            > OBERONIE NIE ZABIJAJ GO !!!!!!!!!!!!!!!
            > ZOSTAW MI GO PROSZĘ !!!!!!!!!
            > :-(, :-(, :-(


            Kogo mam nie zabijać?
            To tylko bajeczka M :)))
            • mandaryn_ka Re: CDN 18.09.03, 11:20
              Nie zabijaj mi Marka ;-(
              Zależy mi na tym...

              Może niech się zakocha w Magdzie...;-(
              No wymyśl coś ;-(
              Tylko go nie zabijaj!!
              Proszę ;-(
              • Gość: Oberon Re: CDN IP: 195.92.39.* 18.09.03, 11:26
                mandaryn_ka napisała:

                > Nie zabijaj mi Marka ;-(
                > Zależy mi na tym...
                >
                > Może niech się zakocha w Magdzie...;-(
                > No wymyśl coś ;-(
                > Tylko go nie zabijaj!!
                > Proszę ;-(


                I co ja mam z Tobą kobito zrobić? Nie da się go nie uśmiercić. Przypuśćmy
                jednak, że kończy się tak, że on siada za biurkiem i wszystko się kończy. Nie
                wiemy czy strzelił do siebie. Ok? To nawet lepiej.

                Napiszę Ci komedię to może Cie rozweseli M :))

                • mandaryn_ka Re: CDN 18.09.03, 11:31
                  No to niech już tak zostanie, tak w "domyśle"...ja tam sobie dośpiewam bardziej
                  optymistyczny finał, a Ty nawet nie będziesz o tym wiedział !! :-)
                • mandaryn_ka Re: CDN 18.09.03, 11:31
                  Ok, czekam niecierpliwie na Komedię :-)
                  • Gość: Oberon Re: CDN IP: 195.92.39.* 18.09.03, 11:34
                    mandaryn_ka napisała:

                    > Ok, czekam niecierpliwie na Komedię :-)


                    Oki. ;)))
        • mandaryn_ka Re: CDN 18.09.03, 11:08
          NIE UśMIERCAJ MARKA :-( !!
          Nie dość CI tej tragedii ??
          Zostaw go dla mnie !!!!
        • mandaryn_ka Re: CDN 18.09.03, 11:09
          Zmień fabułę , proszę !!!! ;-(
          • Gość: Oberon Re: CDN IP: 195.92.39.* 18.09.03, 11:10
            mandaryn_ka napisała:

            > Zmień fabułę , proszę !!!! ;-(


            Musi umrzeć, bo nie jest w stanie żyć M. Tak czasem już jest.
            • mandaryn_ka Re: CDN 18.09.03, 11:28
              To nieprawda!!
              Nikt nie może o sobie powiedzieć, że nie jest już w stanie żyć!!
              Trzeba żyć mimo wszystko i wbrew wszystkiemu!!
              Życie jest tym najcenniejszym, co było nam dane...Musimy żyć !! Musimy o życie
              dbać, a gdy jest nam w nim źle to próbować je zmienić. Nasze życie to ciągła
              walka!! Musimy ją podjąć !!
              Gdy się rodziliśmy nikt nam nie gwarantował, że życie nasze będzie usłane
              różami, że wszystko będzie gładko szło, każdy nasz pomysł zrealizuje się z
              pomyślnym dla nas wynikiem...Gdyby tak właśnie było, to życie nie miałoby
              najmniejszego sensu, byłoby tak piękne, słodkie, że aż nudne, puste...To
              trudności i niepowodzenia hartują i rzeźbią nasz charakter...
              Tylko tchórze mówią, że nie można już żyć...;-(, tylko tchórze!! ;-(
              • Gość: Oberon Re: CDN IP: 195.92.39.* 18.09.03, 11:33
                Jest wielu tchórzy na świecie M.
                • mandaryn_ka Re: CDN 18.09.03, 11:36
                  Ale Ty ich nie pokazuj w swej twórczości, bo to nie ma sie czym chwalić...:-(
                  • Gość: Oberon Re: CDN IP: 195.92.39.* 18.09.03, 11:38
                    mandaryn_ka napisała:

                    > Ale Ty ich nie pokazuj w swej twórczości, bo to nie ma sie czym chwalić...:-(


                    Pokazuję ludzi i tyle :))
                    • mandaryn_ka Re: CDN 18.09.03, 11:50
                      Ty pokazujesz, a ja sie do tego ustosunkowuję i przywiązuję do bohaterów...i
                      żal mi kogoś, kogo polubiłam, że ma "odejść"...
                      • Gość: Oberon Re: CDN IP: 195.92.39.* 18.09.03, 12:05
                        mandaryn_ka napisała:

                        > Ty pokazujesz, a ja sie do tego ustosunkowuję i przywiązuję do bohaterów...i
                        > żal mi kogoś, kogo polubiłam, że ma "odejść"...



                        Masz dużą wyobraźnie M i empatię. To czego ludziom strasznie brakuję :))
                        • mandaryn_ka Re: CDN 18.09.03, 13:20
                          Hmmm...może to nie za bardzo dobrze, ale wyobraxnie to ja mam, oj, mam...;-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka