Gość: Oberon
IP: 195.92.39.*
09.09.03, 13:30
AKT PIERWSZY
Ósma wieczorem. Korytarz prowadzący do drzwi wejściowych domu. Słychać
dzwonek. Mężczyzna ubrany w granatowy szlafrok wpatruje się w drzwi. Chwilę
odczekuje nie otwierając ich. Masując kark dłonią zastanawia się. Otwiera
dopiero po drugim przeciągłym dzwonku. W drzwiach stoi młody mężczyzna w
mokrym od deszczu płaszczu z którego mankietów kapie woda na podłogę. Gość
wchodzi do mieszkania.
RIFLE zamyka drzwi.
Jak zwykle punktualny. Pada?
CAMPBELL zdejmuje płaszcz i wiesza go na wieszaku.
Jest burza. Nie słyszysz jak grzmi?
RIFLE
Siedziałem w łazience. Woda lała się z kranu. Nie słyszałem.
CAMPBELL
Ta twoja wodna mania. Czy ty nie możesz żyć bez szumu wody?
RIFLE
Ten szum pozwala mi myśleć. Mogę się skupić.
CAMPBELL
Posłuchaj deszczu.
RIFLE
Nie wiedziałem, że pada a zresztą to nie to samo co szum strumienia
wpadającego do umywalki.
Wchodzą do dużego salonu. Panuje w nim bałagan. Książki oraz płyty CD leżą na
stole, szafkach, nawet na podłodze. Gdzieniegdzie stoją niedopalone świece.
CAMPBELL
Dziwny jesteś.
RIFLE
Dlatego się przyjaźnimy. Prawda?
Y opada na fotel. Wygląda na zmęczonego.
Chyba tak. Wiesz, że nie lubię normalnych ludzi. Są tacy normalni i mówią
zawsze to samo. Mówią o niczym. Symbolem naszych czasów są gładkie słowa o
niczym - i tak od szczytu po sam dół. Od prezydentów po śmieciarzy. Większość
gadać, aby gadać. Nieważne co. Najlepiej żeby mieściło się w jakimś kanonie.
Cholerna rzeczywistość... zawsze taka była. Symbol naszego istnienia na tym
świecie. Symbol istnienia większości to te gładkie słowa. Na szczęście są też
ci oderwani od rzeczywistości...
RIFLE
Ty nie rozumiesz ludzi dlatego nikt nie czyta twoich książek. No może pora
małą grupką dziwaków, którzy są w cię stanie zrozumieć. Mają czas doszukiwać
się siebie w twoich książkach. Reszta nie ma pojęcia o czym piszesz. Ty nie
słuchasz ludzi. Gdybyś ich posłuchał może pisał byś lepiej. Wypowiadał swoje
myśli jaśniej. Ja wysłuchuję nawet głupców i nieświadomych, oni też mają
swoją opowieści warte wysłuchania. Napijesz się czegoś?
CAMPBELL
Czarnego Rosjanina.
RIFLE wyciąga z barku butelkę kahlua oraz butelkę wódki. Miesza w szklance.
CAMPBELL
Ludzie boją się mnie, bo nie mówię o bzdurach. Nie jestem w stanie. Są też
ludzie, którzy kochają mnie za to, że nie mówię o bzdurach. Ich słucham, bo
wiem że myślą. A reszta...?
RIFLE podaje drinka CAMPBELL
Nie mam lodu.
CAMPBELL dostrzega swoją książkę, która leży przy nodze stołu.
Czytasz ją?
RIFLE
Zacząłem, ale znudziła mnie.
CAMPBELL przegląda swoją książkę.
No widzisz. Nie jesteś zupełnie normalny. Każdy inny powiedziałby, że jest
skomplikowana, że jej nie rozumie, albo coś podobnego. Ty mówisz, że cię
znudziła i to prosto w twarz jej autora. Autorowi, który się w niej obnażył.
RIFLE siada w drugim fotelu stojącym naprzeciwko fotela w którym siedzi
CAMPBELL
Tak mówię.
Y z lekkim uśmiechem na ustach.
Właśnie powiedziałeś mi, że jestem nudny.
RIFLE
Nie jesteś nudny. To co piszesz jest nudne. Widocznie jest jakaś różnica.
Nudne i chaotyczne.
CAMPBELL rzuca swoją książkę na podłogę.
Ludzie chcą się bogacić, w kąt rzucić swoje neurozy, a ja jestem jak wrzód na
dupie. Przypominasz im, że świat nie jest samą materią. Dlatego odrzucają
mnie z taką łatwością.
RIFLE
Nie umiesz zamknąć życia w tym co piszesz. Poza tym rozrzucasz myśli i gubisz
się między nimi.
CAMPBELL
Może gubię się między nimi, ale przynajmniej nie korzystam z ich banku. Nie
muszę ssać myśli z czyjejś głowy, żeby pisać. Mam swoje własne. Wszystko co
piszę jest moje. Powstaje w mojej głowie.
RIFLE zrywa się z fotela przestraszony. Jakby właśnie sobie coś przypomniał.
Bank myśli! Zupełnie zapomniałem!
CAMPBELL robi zdziwioną minę.
O co chodzi?
RIFLE przez chwilę chodzi po pokoju. Milczy. Widać, że jest zdenerwowany. Po
chwili znów siada w fotelu. Próbuje się uspokoić.
Nie zaprosiłem cię tutaj żebyśmy rozmawiali o literaturze.
CAMPBELL pije drinka.
A po co?
RIFLE
Pamiętasz jak byliśmy dziećmi. Chodziliśmy do kościoła. Spowiadaliśmy się,
braliśmy komunię i to wszystko, aby być tym dobrym i przy okazji żyć
wiecznie. Wierzyliśmy w Boga. Pamiętasz te niekończące się rozmowy o Nim
kiedy byliśmy starsi? O życiu naszej duszy w raju?
CAMPBELL
Czasem rozmawialiśmy. Zdarzało się.
RIFLE
Właśnie. Wierzyliśmy w naszą nieśmiertelność. W to że nie jesteśmy tylko
zwierzęciem, które w całości obraca się w popiół. Wierzyliśmy, że jesteśmy
czymś więcej, że posiadamy nieśmiertelną duszę.
CAMPBELL
Co ty chcesz mi powiedzieć?
RIFLE
Dzisiaj rano obudziła mnie dziwna myśl. Niby normalny dzień, a już
przeczuwałem jego niezwykłość. Podskórnie. Poszedłem obmyć twarz. Spojrzałem
w lustro i wtedy ta myśl do mnie przyszła w całości. Dojrzałem coś czego nikt
wcześniej nie widział.
CAMPBELL
Co takiego?
RIFLE mówi szubko, z pasją.
To, że niestety jesteśmy śmiertelni. Absolutnie śmiertelni. Łapiemy tylko
tutejszą chwilę i obracamy się w nicość. Jesteśmy totalnym przypadkiem.
Wybrykiem wszechświata. Nikt nas nie stworzył. Jesteśmy sami. W próżni.
CAMPBELL
Wielu już tak mówiło i co z tego?
RIFLE
Oni mówili, ale to były tylko słowa niczym nie pokryte. Ja mam dowód.
Zauważyłem go dzisiaj rano. Wyciągnąłem go z własnego umysłu. Kiedy go
ujrzałem osunąłem się na posadzkę. Czułem się taki słaby jak nigdy, bo już
wiedziałem, że nie mamy nic oprócz tego życia.
CAMPBELL wstaje z fotela. Widząc zdenerwowanie Rifle sam zaczyna się
denerwować.
Jaki to dowód!
Campbell zbliża się do Rifle. Deszcz coraz głośniej uderza w szyby. Słychać
grzmoty, które zagłuszają szept gospodarza. Campbell z każdym słowem staje
się coraz bardziej roztrzęsiony. Po chwili burze zupełnie cichnie. Jak ucięta
nożem. Campbell wraca chwiejnym krokiem do swojego fotela. Opada na niego.
CAMPBELL z niedowierzaniem kręci głową.
Jak mogliśmy tego nie zauważyć.
RIFLE
Ja też nie wiem.
CAMPBELL
Tyle pokoleń i nikt tego nie zauważył. Wszyscy ci myśliciele... Czym jest
człowiek, że tego nie ujrzał przez wieki. Jakim śmiesznym głupcem, a do tego
absolutnie śmiertelnym głupcem, bez duszy. Nieśmiertelnej...
CAMPBELL śmieje się histerycznie.
To śmieszne.
RIFLE
Chrońcie mnie przed tym co myślę.
CAMPBELL przez chwile unosi się w złości.
Chrońcie mnie przed tym co myślisz!
RIFLE
Z początku nie wiedziałem co o tym sądzić, potem płakałem, śmiałem się, a
potem zacząłem się zastanawiać. Jednak nadal nie wiem co z tym zrobić. Czy
mam prawo ukrywać ten oczywisty dowód przed ludźmi. Dowód na to że jesteśmy
tylko chwilą w kosmicznej pustce. Że jesteśmy tu i teraz i że nic poza tym
nie istnieje. A zresztą może już wiedzą?
CAMPBELL
Bank pamięci?
RIFLE
Tak. Przecież sprzedaję swoje myśli. Może już ktoś ich odsłuchał? Może już
cały świat wie?
CAMPBELL
Może przeoczą?
RIFLE
Może.
CAMPBELL
Zdajesz sobie sprawę, że to największe odkrycie w historii? Takie który na
zawsze zmieni świat?
RIFLE
Mam tego świadomość. Byle nie zmienił go na gorsze.