Dodaj do ulubionych

jedzenie, a miłość

IP: *.chello.pl 19.10.03, 20:07
Słuchajcie, już nie wiem co robić. Wydawało mi się, że wreszcie znalazłem
świetną kobietę, taką jakiej zawsze szukałem. Spotykamy się od 6 miesięcy. I
jest problem, który coraz bardziej zwiększa się. Ona jest wegetarianką, i
jedzenie wybiera bardzo dokładnie. Nie zje kajzerki, tylko chleb z
ziarniami. No ma hopla na punkcie jedzenia. Ja jem mięso, i nie zamierzam
rezygnować. Ona powiedziała, że zawsze będzie wegetarianką. Kiedy chodzimy
do ciastkarni, nie chce nic jeść,a ja tak lubie słodycze. Jedzenie to duża
częsć życia. Zadaję sobie pytanie: czy damy sobie radę? Ona wegetarianka, i
ja lubiący słodycze, schabowe i inne smakołyki. Nie wiedziałem, że to aż
taki kłopot. Zależy mi na Niej bardzo, ale co zrobić? Powiedziała, że nie
chce widzieć mięsa w swoim domu. Myślałem o wspólnej przyszłości, ale mam
coraz większe wątpliwości. Co o tym myślicie?
Obserwuj wątek
    • messja Re: jedzenie, a miłość 19.10.03, 20:23
      Gość portalu: trzydziestolatek napisał(a):

      > Słuchajcie, już nie wiem co robić. Wydawało mi się, że wreszcie znalazłem
      > świetną kobietę, taką jakiej zawsze szukałem. Spotykamy się od 6 miesięcy. I
      > jest problem, który coraz bardziej zwiększa się. Ona jest wegetarianką, i
      > jedzenie wybiera bardzo dokładnie. Nie zje kajzerki, tylko chleb z
      > ziarniami. No ma hopla na punkcie jedzenia. Ja jem mięso, i nie zamierzam
      > rezygnować. Ona powiedziała, że zawsze będzie wegetarianką. Kiedy chodzimy
      > do ciastkarni, nie chce nic jeść,a ja tak lubie słodycze. Jedzenie to duża
      > częsć życia. Zadaję sobie pytanie: czy damy sobie radę? Ona wegetarianka, i
      > ja lubiący słodycze, schabowe i inne smakołyki. Nie wiedziałem, że to aż
      > taki kłopot. Zależy mi na Niej bardzo, ale co zrobić? Powiedziała, że nie
      > chce widzieć mięsa w swoim domu. Myślałem o wspólnej przyszłości, ale mam
      > coraz większe wątpliwości. Co o tym myślicie?

      mysle, ze to wbrew pozorom dosc powazny problem i nie mam pojecia jak go
      rozwiazac. rozmawiales z nia na temat: "roznic w jadlospisie"? myslisz, ze
      moglaby pojsc na jakis kompromis? sadze, ze jesli tylko jedna z osob ukladu
      calkowicie zmienia tryb zycia i idzie na kompromis, zeby sie dostosowac, to
      bardzo trudno bedzie stworzyc udany zwiazek. tylko jesli obydwoje bedziecie
      chcieli sie spotkac w polowie drogi, macie ,moim zdaniem, szanse na sukces.
      • Gość: trzydziestolatek Re: jedzenie, a miłość IP: *.chello.pl 19.10.03, 21:10
        Rozmawialiśmy, oczywiście. W innych sprawch jest bardzo dobrze, tylko to
        jedzenie. Jak najbardziej jestem w stanie jeść, to co Moja Kobieta przyrządza,
        ale mam też ochotę na salami czy polędwicę czy moją ulubioną karpatkę. Nie
        chce na siłę być wegetarianinem, choć oczywiście częściej niż kiedyś jem soję
        czy chleb razowy z różnymi pastami z soczewicy. Powiem, że podoba mi się to
        Jej dbanie o zdrowie, ale chyba przesadza. Zero czekoladek czy ciasteczek,
        mogłaby choć raz na tydzień pójść ze mną do cukierni i zjeść kawałek
        drożdżowego, byłoby mi bardzo miło. Kocham Ją, nie chcę stracić. Zawsze
        chciałem mieć taki ciepły dom, w którym razem z Ukochaną Kobietą gotujemy. A
        tutaj jest to raczej niemożliwe. Będziemy jeść oddzielnie??? Nie wyobrażam
        sobie tego. Ja nie chcę, żeby przestala być wegetarianką, to jest Jej wybór,
        już od 10 lat taki jest Jej styl życia. Chciałbym tylko, żeby zaakceptowała
        moje potrawy, bo naprawdę byłbym bardzo nieszczęśliwy, gdybym przestał jeść to
        co tak lubię. I co tu zrobić?
        • messja Re: jedzenie, a miłość 19.10.03, 21:14
          Gość portalu: trzydziestolatek napisał(a):

          > Rozmawialiśmy, oczywiście. W innych sprawch jest bardzo dobrze, tylko to
          > jedzenie. Jak najbardziej jestem w stanie jeść, to co Moja Kobieta
          przyrządza,
          > ale mam też ochotę na salami czy polędwicę czy moją ulubioną karpatkę. Nie
          > chce na siłę być wegetarianinem, choć oczywiście częściej niż kiedyś jem soję
          > czy chleb razowy z różnymi pastami z soczewicy. Powiem, że podoba mi się to
          > Jej dbanie o zdrowie, ale chyba przesadza. Zero czekoladek czy ciasteczek,
          > mogłaby choć raz na tydzień pójść ze mną do cukierni i zjeść kawałek
          > drożdżowego, byłoby mi bardzo miło. Kocham Ją, nie chcę stracić. Zawsze
          > chciałem mieć taki ciepły dom, w którym razem z Ukochaną Kobietą gotujemy. A
          > tutaj jest to raczej niemożliwe. Będziemy jeść oddzielnie??? Nie wyobrażam
          > sobie tego. Ja nie chcę, żeby przestala być wegetarianką, to jest Jej wybór,
          > już od 10 lat taki jest Jej styl życia. Chciałbym tylko, żeby zaakceptowała
          > moje potrawy, bo naprawdę byłbym bardzo nieszczęśliwy, gdybym przestał jeść
          to
          > co tak lubię. I co tu zrobić?


          jesli cie kocha to zaakceptuje twoj styl jedzenia i nie bedzie probowala na
          sile cie zmienic.
        • white.falcon Re: jedzenie, a miłość 19.10.03, 21:18
          Musicie porozmawiać na ten temat. Nie można nikogo na siłę zmusić do zmiany
          przyzwyczajeń żywieniowych. Przecież Ty Jej nie każesz, by jadła mięsko, więc,
          jeżeli Jej także na Tobie zależy, to powinna pójść na kompromis i zaakceptować
          to, że jadasz ciut inne rzeczy, niż Ona. Ja n.p. nie jadam ciast, lodów i
          cukierków (nigdy nie polubiłam i osobiście dla mnie byłoby wielką karą, gdybym
          musiała je jeść), ale na zamówienie współpracowników (na ich imieniny,
          urodziny) piekę ciasta, które znikają w pięć minut. Można więc coś ugotować lub
          upiec dla kogoś, kogo się lubi, ale samemu nie jeść, bo akurat tego rodzaju
          potraw osobiście nie lubi się i nie jada.

          Pozdrv.:)
          • Gość: trzydziestolatek Re: jedzenie, a miłość IP: *.chello.pl 19.10.03, 21:52
            O ile ja jak najbardziej dla Niej mogę przyrządzać te różne sałatki, kupować
            to co lubi, to Ona mówi, że gdybyśmy razem zamieszkali, przeszkadzałoby Jej,
            gdyby w lodówce było mięso. Jestem mężczyzną, który już od kilku lat sam
            gotuje, to dla mnie przyjemność. Tylko jak Ją przekonać do tego, że trudno
            byłoby mi zrezygnowac z mięsa. Bardzo Ją kocham, jest inteligentną, piękną
            kobietą. Czuję się z Nią wspaniale, kiedy rozstajemy się tęsknię. Kupuję
            kwiaty pamiętam o imieninach, urodzinach, robię niespodzianki. Ona jest bardzo
            wrażliwa, czuła, pełna pomysłów. Nigdy nie nudzimy się, tylko to cholerne
            jedzenie
            • white.falcon Re: jedzenie, a miłość 19.10.03, 22:09
              Jednak musicie się dogadać w tym temacie. Ja nie wytrzymałabym, gdyby ktoś mnie
              zmuszał do jedzenia n.p. ciastek, ale ulubione ciastka komuś, kogo kocham
              kupowałabym lub piekła i nie sprawiałoby mi to problemu. Co za różnica - jakie
              jedzonko leży w lodówce, jeżeli je jada kochana osoba.

              Pozdrv.:)
            • samowolny Re: jedzenie, a miłość 20.10.03, 09:25
              Gość portalu: trzydziestolatek napisał(a):

              > przeszkadzałoby Jej, gdyby w lodówce było mięso.

              " my chcemy jeść my chcemy pić samą miłością nie można żyć
              choć miłość to jest fajna rzecz lecz żeby kochać trzeba jeść...".:))))))))
    • jmx Re: jedzenie, a miłość 19.10.03, 21:45

      A Ty kochasz bardziej mięso czy ją?
      • messja Re: jedzenie, a miłość 19.10.03, 21:50
        jmx napisała:

        >
        > A Ty kochasz bardziej mięso czy ją?
        >

        co za glupie pytanie. przeciez autor nie kaze swojej partnerce wybierac, ani
        nie zmusza ja by rezygnowala ze swojego jadlospisu. dlaczego, wiec on mialby
        sie wyrzekac ulubionych potraw, skoro nie oczekuje tego od innych?
        gdyby ktos powanie zadalby mu takie pytanie , to przypominaloby to emocjonalny
        szantaz.
        • Gość: trzydziestolatek Re: jedzenie, a miłość IP: *.chello.pl 19.10.03, 22:08
          Pewnie, że bardziej kocham Ją, ale dlaczego mam rezygnować z mięsa, i tak jem
          je rzadko, ale jem, bo mam takie zapotrzebaowanie. Akceptuję tak jak napisałem
          Jej styl życia. Dodam, że nie palę papierosów, jestem abstynentem, co jest dla
          Niej bardzo ważne.
          • bukfa Re: jedzenie, a miłość 19.10.03, 22:21
            Wiesz co, znam kilka takich par wegertariansko-miesozernych. I oni robia tak ze
            w domu faktycznie nie maja i nie podaja miesa. Wiekszosc wegetaria nie bedzie
            chciala (tak jak Twoja kobieta) ogladac w swojej lodowce czegos co ich odrzuca.
            Ja to rozumiem. Za to podczas wszelkich wizyt rodzinnych i przyjacielskich,
            wyjsc do restauracji itp. polowka miesolubna zamawia potrawy ktorych jej
            brakowalo w domu. Rozwniez podczas wyjazdow drugiej polowki cos tam pichci dla
            siebie i znajomych z miesem. Piszesz ze i tak jeszcz mieso rzadko, wiec moze
            takie sporadyczne okazje Ci wystarcza?
            A co do ciast i slodyczy, to moze zabieraj Ukochana do kawiarni gdzie rowniez
            podaja np. salatke owocowa albo koktajle?
            Zycze udanych kompromisow!
            • Gość: trzydziestolatek Re: jedzenie, a miłość IP: *.chello.pl 19.10.03, 22:57
              Mam nadzieję, że nam się uda, jestem gotowy do kompromisów, chyba nawet rzucę
              to mieso, choć nie będzie łatwo. Za bardzo Ją kocham. I nie chcę żeby pomiędzy
              nami stanął kabanos czy schabowy. Tyle nas łączy, a dzieli to jedzenie. Dodam,
              że też uwielbiam sałatki, surówki, owoce, warzywa. Mamy wspólne poglady na
              życie, pasje, jestem za partnerstwem w związku. Mamy też doswiadczenia
              życiowe, tyle samo lat, chęć na budowanie wspólnego życia
              • ja_nek Re: jedzenie, a miłość 20.10.03, 00:53
                Miłość to nie pretekst, aby ktoś zrezygnował ze swoich nawyków zywieniowych,
                bo druga osoba nie chce czegoś widzieć w lodówce. Nikt nie każe dziewczynie
                jeść mięsa, więc niech Ona nie wymaga, żeby on przestał je jeść.
                Przecież powiedzenie "nie chcę mięsa w naszej lodówce" to eliminacja tegoż
                mięsa. Jak często się jada na mieście?
                To kwestia negocjacji obustronnych. Nie widzę powodu, by tak po prostu
                zrezygnować. Kobieta może się obejdzie listkiem sałaty czy jogurtem, ale nie
                mężczyzna.

                Pozdrawiam
                janek
                • jmx Do Trzydziestolatka 20.10.03, 02:32

                  To ja "od szantażu" ;-P.
                  Nigdzie nie zauważyłam, żebyś napisał, że Twoja dziewczyna zmusza Cię do
                  zrezygnowania z mięsa. To raczej Ty ma problem z tym, że ona nie je mięsa,
                  uważasz, że nie mogą chodzić go cukierni, restauracji itp. Stąd moje pytanie.
                  Bo przecież możecie chodzic wspólnie gdzieś i zamawiać inne potrawy, możecie
                  chodzić do cukierni i Ty sobie zamówisz ciasto a ona np. galaretkę. Czemu nie
                  możesz zaakceptować jej wegetarianizmu i się z nim pogodzić?

                  Akurat znam parę (szczęśliwe małżeństwo od kilkunastu lat), gdzie mężczyzna
                  jest wegetarianinem a ona nie. I potrafią się dogadać.
                  Czego i Tobie życzę :-)
                  • Gość: trzydziestolatek Re: Do Trzydziestolatka IP: *.chello.pl 20.10.03, 12:04
                    Nie, Dziewczyna nie zmusz mnie do rezygnowania, ale tak jak napisałem, mówi,
                    że nie chce w domu mieć zadnego mięsa, wędlin itd. Ona je głównie owoce,
                    warzywa, starannie dobiera jedzenie,zbyt przesadnie. Pieczywo potrafi wybierać
                    kilka minut, i to tylko takie najbardziej naturalne, niektórych produktów w
                    ogóle nie je, np. serów czy masła. O ciastach już pisałem. Jej jadłospis jest
                    bardzo rygorystyczny. Ja ten wegetarianizm akceptuję, ale Ona daje mi też do
                    zrozumienia, że byłaby szczęśliwsza, gdybym był wegetarianinem.
                    • ja_nek Re: Do Trzydziestolatka 20.10.03, 12:09
                      Gość portalu: trzydziestolatek napisał(a):

                      > Ja ten wegetarianizm akceptuję, ale Ona daje mi też do
                      > zrozumienia, że byłaby szczęśliwsza, gdybym był wegetarianinem.

                      To się nazywa próba zmieniania Ciebie na to, co Jej bardziej odpowiada.
                      Woli swój wizerunek Ciebie niż Ciebie jakim jesteś.

                      Pozdrawiam
                      janek
                      • samowolny Re: Do Trzydziestolatka 20.10.03, 12:43
                        rozumiem ze twoja dziewczyna nie nosi także skórzanego obuwia bo słyszy krzyk
                        zabijanego zwierzęcia z którego owe buty pochodzą? Ciekawe że tylko od ciebie
                        wymaga poświęceń w sprawie jedzenia a sama nie chce kompromisu.. ale młodość
                        swoje prawa ma....:)))
                        • Gość: trzydziestolatek Re: Do Trzydziestolatka IP: *.chello.pl 20.10.03, 13:02
                          Ona jest szczęśliwa, będąc wegetarianką, i ja to akceptuję, Ale troszkę
                          niepokoi mnie to, że tak zawęziła sobie jadłospis. Podstawa to owoce i
                          warzywa. Jest szczupła, piękna, ale może przesadza? Tak jak już napisałem jest
                          bardzo inteligentną kobietą, co dla mnie ma bardzo duże znaczenie, mozemy
                          rozmawiać i o sytuacji na świecie, i analizować filmy czy sztuki teatralne, na
                          które bardzo często chodzimy. Imponuje mi swoim optymistycznym podejściem do
                          życia i ciepłem, które z Niej emanuje.
                    • jmx Re: Do Trzydziestolatka 21.10.03, 00:08

                      Ona robi dokładnie to samo co Ty :-). Przecież też dajesz jej do
                      zrozumienia "że byłbyś szczęśliwszy" gdyby jadła mięso. Tak to jest, że jeśli
                      kogos kochamy to chcemy dla niego jak najlepiej, diety i sposobu życia też to
                      dotyczy.

                      Z tego co wyczytałam z Twoich postów to raczej zauważam, ze to Ty masz problem
                      z jej wegetarianizmem niz ona z Twoją mięsożernością. Powiedz to naprawdę dla
                      Ciebie taki problem, że wybiera długo rodzaj pieczywa? Albo nie je ciast?
                      Domyślam się, że chodzi Ci o to, że nie dzielicie "wspólnych zainteresowań", w
                      tym przypadku kulinarnych. Ale skoro się świetnie we wszystkim innym
                      dogadujecie to chyba szkoda byłoby poświęcać wasz związek z powodu mięsa?
                      Pomyśl o tym co tracisz a co zyskujesz będąc z nią...

                      Rozumiem tez Twoja troske o jej zdrowie ale skoro jest wegetarianką od 10 lat
                      to chyba potrafi sobie ułożyć dobrze zbilansowaną dietę bez uszczerbku dla
                      swego zdrowia.

                      Życzę powodzenia i dokonania słusznego wyboru :-)
                • Gość: trzydziestolatek Re: jedzenie, a miłość IP: *.chello.pl 20.10.03, 12:08
                  A Ty Janku, gdybyś kochał bardzo Dziewczynę, zostałbyś dla niej
                  wegetarianinem??? Gdyby poza kwestią jedzenia wszystko układało się świetnie,
                  ja naprawdę nie chcę Jej stracić. Jest cudowną, mądrą, piękną kobietą, taką
                  jakiej szukałem.
                  • ja_nek Re: jedzenie, a miłość 21.10.03, 00:29
                    Trzydziestolatku, ja bym negocjował pozostanie przy swoim. Ty daj Jej spokój z
                    ciastami, wędlinami itp, ale niech Ona da Ci to samo i to miejsce w lodówce:)
                    Ale ja myślę, że Ty byś chciał Ją namówić na własny sposób żywienia, bo byś
                    nie musiał gotować własnoręcznie i chyba tu jest pies pogrzebany:) Swoją drogą
                    gotować można dla dwojga, a jeść niekoniecznie.

                    Jak komuś zależy na drugiej osobie, to nie jest przecież taki nieprzejednany,
                    wręcz przeciwnie - jest tolerancyjny.
                    Można wiele zrobić dla drugiej osoby, ale to musi mieć poważniejsze podstawy
                    niż ideologia.

                    Nie wyobrażam sobie, abym miał zrezygnować z wędlin i serów. Ciekaw jestem
                    jakie sery Twoja dziewczyna wyklucza. Tylko żółte, czy twarogowe, pleśniowe
                    też? Co z twarożkowymi, homogenizowanymi?

                    Pozdrawiam
                    janek
                    Lubię zjeść białko zwierzęce i bez niego czuję się głodny
                    • messja Re: jedzenie, a miłość 21.10.03, 00:36
                      ja_nek napisał:

                      > Trzydziestolatku, ja bym negocjował pozostanie przy swoim. Ty daj Jej spokój
                      z
                      > ciastami, wędlinami itp, ale niech Ona da Ci to samo i to miejsce w lodówce:)
                      > Ale ja myślę, że Ty byś chciał Ją namówić na własny sposób żywienia, bo byś
                      > nie musiał gotować własnoręcznie i chyba tu jest pies pogrzebany:) Swoją
                      drogą
                      > gotować można dla dwojga, a jeść niekoniecznie.
                      >
                      > Jak komuś zależy na drugiej osobie, to nie jest przecież taki nieprzejednany,
                      > wręcz przeciwnie - jest tolerancyjny.
                      > Można wiele zrobić dla drugiej osoby, ale to musi mieć poważniejsze podstawy
                      > niż ideologia.
                      >
                      > Nie wyobrażam sobie, abym miał zrezygnować z wędlin i serów. Ciekaw jestem
                      > jakie sery Twoja dziewczyna wyklucza. Tylko żółte, czy twarogowe, pleśniowe
                      > też? Co z twarożkowymi, homogenizowanymi?
                      >
                      > Pozdrawiam
                      > janek
                      > Lubię zjeść białko zwierzęce i bez niego czuję się głodny

                      janku, czy to twoja nowa sygnaturka:

                      "Lubię zjeść białko zwierzęce i bez niego czuję się głodny"

                      ?:)
                • white.falcon Liść sałaty od Janka - jako dieta dla Pań ;) 20.10.03, 18:19
                  ja_nek napisał:

                  Kobieta może się obejdzie listkiem sałaty czy jogurtem, ale nie
                  > mężczyzna.
                  >
                  > Pozdrawiam
                  > janek

                  Janek, co Ty mówisz?! Ja bym umarła, gdybym miała odżywiać się jak kanarek (nie
                  obrażając kanarków), czyli tak, jak sugerujesz. Kobiety jedzą tak samo, jak
                  mężczyźni i nie żyją powietrzem. A już na takiej diecie zapadłabym na anoreksję
                  i padół ziemski zostałby bez sokołka :)))

                  Pozdrv.:)
                  • ja_nek Re: Liść sałaty od Janka - jako dieta dla Pań ;) 21.10.03, 00:34
                    white.falcon napisała:

                    > Janek, co Ty mówisz?! Ja bym umarła, gdybym miała odżywiać się jak kanarek
                    (nie
                    > obrażając kanarków), czyli tak, jak sugerujesz. Kobiety jedzą tak samo, jak
                    > mężczyźni i nie żyją powietrzem.

                    No tak, Ty jesteś mięsożerna z nicka:)))
    • taka_tam Re: jedzenie, a miłość 20.10.03, 13:34
      faktycznie, to problem, ale jak dla mnie... twojej dziewczyny. a ty dostajesz
      za to po nosie... znam pary wegetariańsko-mięsożerne i umieją one poradzić
      sobie z różnicami w jadłospisie. niestety, najczęściej prowadzą osobne
      kuchnie. "niestety" dlatego, że wspólne gotowanie i jedzenie to jedna z
      przyjemniejszych rzeczy, które można robić we dwoje... wśród tych, których znam
      nikt nikomu nie zabrania trzymania mięsa i wędlin w lodówce, bo co by było,
      gdyby druga strona zabroniła swojej połowie trzymania tam np. pomidorów?
      najczęściej jednak strona mięsożerna zaczyna dryfować w kierunku
      wegetarianizmu. wygląda na to, że twoja dziewczyna jest nieprzejednana i chyba
      pozostanie ci dostosowanie się do niej... możesz negocjować, ale jedzenie w
      waszym domu pozostanie - myślę - problemem, bo twoja partnerka bardzo
      emocjonalnie skupiona jest na zdrowym, niskokalorycznym odżywianiu się. czy jej
      wegetarianizm ma podłoże ideologiczne, czy zdrowotne (dieta)? czy moze jedno i
      drugie?

      Gość portalu: trzydziestolatek napisał(a):

      > Słuchajcie, już nie wiem co robić. Wydawało mi się, że wreszcie znalazłem
      > świetną kobietę, taką jakiej zawsze szukałem. Spotykamy się od 6 miesięcy. I
      > jest problem, który coraz bardziej zwiększa się. Ona jest wegetarianką, i
      > jedzenie wybiera bardzo dokładnie. Nie zje kajzerki, tylko chleb z
      > ziarniami. No ma hopla na punkcie jedzenia. Ja jem mięso, i nie zamierzam
      > rezygnować. Ona powiedziała, że zawsze będzie wegetarianką. Kiedy chodzimy
      > do ciastkarni, nie chce nic jeść,a ja tak lubie słodycze. Jedzenie to duża
      > częsć życia. Zadaję sobie pytanie: czy damy sobie radę? Ona wegetarianka, i
      > ja lubiący słodycze, schabowe i inne smakołyki. Nie wiedziałem, że to aż
      > taki kłopot. Zależy mi na Niej bardzo, ale co zrobić? Powiedziała, że nie
      > chce widzieć mięsa w swoim domu. Myślałem o wspólnej przyszłości, ale mam
      > coraz większe wątpliwości. Co o tym myślicie?
    • mantha Re: jedzenie, a miłość 22.10.03, 16:31
      Przeczytalam ten post ze zdumieniem. Moj chlopak nie je miesa, ja jem. nigdy,
      przenigdy nie mielismy z tym zadnych problemów. gotujemy razem - gotujemy bez
      miesa - nie ma zadnego problemu Ja juz odruchowo wybieram przepisy bez miesa
      dla nas, a potem, jak mam ochote smaze wielkiego schabowego i wcinam z
      apetytem. Poza tym niejednokrotnie on dla mnie przygotowuje jedzenie z miesem i
      jakos go nie odrzuca, po prostu tego nie je, tak jak ja nie jem marchewki, bo
      nie znosze, a jednak jestem w stanie ja kupic i obrać, czy ugotować.
      W ogole nie rozumiem gdzie jest problem.
      co do slodyczy - mozna po prostu nie lubic, tak jak rzesze ludzi nie lubia
      kwasnych, ostrych itd itp.
      wydaje mi sie, ze nie powinienes az tak w to wnikac. Mam nadzieje, ze sie
      dogadacie z czasem, no chyba, ze Twoja dziewczyna jest strasznie zasadnicza w
      tej kwestii i nie jest w stanie nawet przejsc obok sklepu miesnego - wtedy to
      ona ma problem.
      • Gość: trzydziestolatek Re: jedzenie, a miłość IP: *.chello.pl 22.10.03, 16:48
        Właśnie chodzi o to,że moja Dziewczynę odrzuca wręcz na widok mięsa. I to jest
        problem. W ogóle pewnych produktów nie je, tak jak pisałem; słodyczy, serów,
        białego pieczywa,nie pije niczego poza zieloną herbatą i wodą moineralna.
        Przesadza, ale ja to akceptuję, to Jej wybór. Jednak nie chciałbym, aby stół
        nas dzielił, to ważna sprawa. A tak noże niestety być. Ona nie znosi widoku
        mięsa, w ogóle wybiera tylko zdrowa żywność. To dobrze, że są takie pary, w
        których nie ma problemów w kwestii jedzenia!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka