hetacus
05.12.03, 11:42
Wyszperałem ostatnio w czasopiśmie "Pokucie i Huculszczyzna" z roku 1936
wiersz zupełnie nieznanego mi autora. Bardzo mi się spodobał; postanowiłem
się nim z Wami podzielić
„Zmierzch w górach”
„zachód, jak ołtarz złociście się pali
i dzwonią srebrne Czeremoszu fale
słońce monstrancją promienną gasnące
nam błogosławi i zielonej łące
górom, rzece i sosnowym lasom,
nim się słoneczne promienie dogaszą
nim się w kołybach rozpalą ogniska
dzień pożegnaniem rozbłyska
na połoninie i trawiastej zboczy
cisza, co do snu przymyka już oczy
w dolinę rzeki schodzi bezszelestnie
wysłuchać naszych pacierzy i westchnień
wicher gdzieś w borze wśród drzew się zabłąkał
i kwiatów wonie rozgonił po łąkach
na polach pusto i niema nikogo
tylko tęsknota nasza idzie drogą
ku owym jasnym gorejącym dalom
co się czerwienią na zachodzie palą
z nadzieją, że nas ze smutku wyzwoli
słońce, co wróci do tych gór i dolin”
Marjan Andrzej Bugajski
Wiersz zamieszczony został w czasopiśmie „Pokucie i Huculszczyzna” nr 1/1936
Pismo wydawane było w Kołomyi