jestem załamana, w kropce, na skraju życia i śmierci normalnie

myślę,
myślę i myślę, od tego wszystkiego boli mnie już głowa i żołądek-z nerwów
chyba.Otóż jak sami wiecie przygarnęliśmy schroniskową damę w
październiku.Szczerze powiedziawszy nie myśleliśmy wtedy o wakacjach.Znaczy
myśleliśmy, ale było powiedziane "nowy pies i stary pies jadą z nami i
kropka".No i teraz zbliżają się wakacje.... wiem, wiem, wiem, jestem
nieodpowiedzialna kretynka, mogłam nie brać psa lub myśleć o tym wcześniej!
Możemy wyjechać do moich rodziców, którzy jak wiecie mieszkają we
Włoszech...niby to nie problem, że mieszkają w italii, mogliby równie dobrze
mieszkać w bytkowie, ale... mają psa.Mają koty.Mają nieogrodzone ogromne
pole.Ich sąsiedzi mają 4 psy.Ich sąsiedzi mają koty, kozy, kury, kaczki i huj
wie co jeszcze.A mój pies nie ukrywam...nie należy do spokojnego
gatunku.Adoptowana sunia kocha swoją drugę "siostrę" bokserkę, ale z miłości
chce zagryźć każdego jednego psa, który zbliża się do bokserki, fuck

krew
w oczach ma wtedy i normalnie utrzymanie się w pozycji pionowej graniczy z
cudem...
I co ja mam teraz zrobić?

izolacji nie ma szans, bo niby jak?Moi rodzice
mają dwa pokoje z kuchnią.Ich psowiu to też kawał mendy zadziornej, a dla
mojej suki przeforsowanie drzwi to robota na co najwyżej 15 sekund?
Jezu, jezu, jezu, jezu

(( co ja mam robić, jakiego rozwiązania szukać?Hotel
dla psa odpada, bo jej w życiu nie dam na 4 tygodnie gdzieś, gdzie nie będzie
tulona całymi dniami...gdzie nie będzie spała w pościeli tylko w boksie brrr,
domu zastępczego nie wiem czy w ogóle szukać?

( co z nią będzie??przecież
ona może nie przeżyć 4 tygodni rozstania

z drugiej strony jak będą
wyglądały 4 tygodnie wakacji z psami, które na 99% będą próbowały się
zagryźć?
Nie wiem czy mnie zrozumiecie, bo większość z was pewnie nie miała nigdy
takiego problemu, ale ja naprawdę musiałam to napisać, bo nawet nie mam z kim
o tym porozmawiać

(( błagam, pocieszcie mnie jakoś...rozsądnie.