aguszak
10.12.08, 12:05
Było? Nie było???
Postanowiłem wziąć krótki urlop. Uzmysłowiłem sobie jednak, że
przecież wszystko już wykorzystałem. Ba! Chyba nawet zalegam
szefowi dzień (lub dwa?). Pomyślałem, że najszybciej zmiękczę
bossowe serce, gdy zrobię coś tak głupiego, że ten zacznie się nade
mną litować! No, bo przecież przemęczony jestem, przepracowany i...
zaczynami odbijać. Samo życie...
Następnego dnia przyszedłem trochę wcześniej do pracy. Rozejrzałem
się dookoła i... Mam! Odbiłem się od podłogi i poszybowałem w
kierunku żyrandola, złapałem go mocno i wiszę! Wchodzi kolega z
biurka obok - i rozdziawia gębępatrząc na mnie (drewniany wzrok ma
koleś, czy co?)
- Ciiiii- szepczę konspiracyjnie. - Rżnę psychola, bo chcę kilka
dni wolnego. Gram żarówkę, rozumiesz?
Kilka sekund później wchodzi szef. Już od progu huczy basem, co ja
tam robię u góry.
- Ja jestem żarówka! - wypiszczałem.
- No co ty? Pogrzało cię! Weź lepiej kilka dni wolnego, niech Ci
główka odpocznie! Wdzięcznie sfrunąłem na podłogę i zaczynam się
pakować.
Kątem oka widzę, że kolega też zaczyna się pakować! Szef
zainteresowany pyta go:
- A pan dokąd?
Kolega odpowiada:
- No do domu... Przecież po ciemku nie będę pracował...