Teatr okropnosci

28.08.04, 10:30
Gazeta.pl > Kultura > Informacje Sobota, 28 sierpnia 2004


Wozy od rzeźnika


Andrzej Osęka 27-08-2004, ostatnia aktualizacja 27-08-2004 20:37

Felieton Andrzeja Osęki z cyklu "Jawa czy sen"

W zaułku Chaptal na paryskim Montmartrze, w małym obskurnym budynku,
wtłoczonym między kolorowe domy uciech, istniał w latach 1897-1962 sławny
teatr Grand Guignol. Przedtem była tu kaplica, po której zostały twarde ławki
i dwa drewniane anioły. Wychodzący z teatru czasem wymiotowali na bruk.
Często wynoszono ich zemdlonych, by odzyskali przytomność na powietrzu.
Dyrekcja podawała do wiadomości publicznej liczbę zemdleń, informując przy
tym, że na każdym spektaklu dyżuruje lekarz. Przeciętnie padały dwie osoby
dziennie, głównie mężczyźni. Rekord wyniósł 17 zemdleń na widowni o 285
miejscach. Wrażenie takie wywierała przeprowadzana na scenie transfuzja krwi,
zapewne jakoś urozmaicona. Codziennie rano przywożono od rzeźnika świeże
wnętrzności zwierzęce, oczy, kawały mięsa, krew. Do stałego repertuaru Grand
Guignol należało bowiem wydłubywanie komuś oczu, wyrywanie wnętrzności.
Kiszki, które trzymał w ręku zbrodniarz, musiały być prawdziwe, pachnieć
krwią. Wydłubane oko musiało, upuszczone, efektownie podskakiwać na podłodze.
Wieloletnia praktyka dowiodła, że najlepiej nadają się do tego oczy cielęce.

Kronikarze podkreślali zręczność "efektów specjalnych" w tym teatrze.
Opisywali, jak przy zafascynowanej publiczności ciało młodej kobiety
zamieniało się w ciągu dwóch minut w gnijącego trupa. Ja sam widziałem tam -
gdy wyrwawszy się w 1957 roku na Zachód, pobiegłem do Grand Guignol -
ucinanie piersi pewnej białej lady oraz głowy pewnemu podróżnikowi. Obu tych
rzeczy dokonywali członkowie egzotycznego plemienia łowców głów w tropikalnej
dżungli, którą urządzono na niewielkiej scenie w zaułku Chaptal. Niestety,
wszystko to wyglądało niezbyt prawdopodobnie, choć z uciętej głowy czerwona
ciecz lała się obficie. Na widowni siedzieli głównie turyści. Nikt nie
zemdlał. Po pięciu latach od mojej wizyty tę historyczną placówkę zamknięto.
Charles Nonon, ostatni dyrektor Grand Guignol, powiedział: "Nie mogliśmy
współzawodniczyć z Buchenwaldem. Przed wojną wszyscy wierzyli, że to, co się
dzieje na naszej scenie, należy wyłącznie do świata wyobraźni. Teraz wiemy,
że takie i gorsze rzeczy są możliwe". Teatru nie zamknięto jednak tuż po
wojnie, gdy pamięć o jej okropnościach była świeża. Zrobiono to po
siedemnastu latach stabilizacji, kiedy rozwinęła się kultura masowa, z tak
wielką porcją horroru w postaci filmów, programów telewizyjnych, komiksów
etc., że istotnie ścigać się z tym trudno. To nie Buchenwald, lecz Hollywood
sprawił, że dla Grand Guignol zabrakło miejsca.

Ten teatr był produktem dekadencji, zrodzonym w jej najciekawszym czasie -
"wokół roku 1900". Dekadencji, oraz półświatka, funkcjonował bowiem w
okolicach placu Pigalle - miejscu zajmowanym przez tanią rozrywkę, seks i
hazard - odwiedzanym zaś przez cyganerię artystyczną i pewną odmianę
arystokracji. Na ławkach Grand Guignol widywano króla Grecji, księżnę
Wilhelminę z Holandii, rumuńskiego króla Karola, dzieci sułtana Maroka, a
obok nich lokalnych małych złodziei, alfonsów, dziennikarzy z prasy brukowej.
Wiele z granych tutaj utworów scenicznych to przeróbka skandali wziętych z
rewolwerowych gazet, jak "Nocny człowiek" André de Lorde'a, osnuty na
wyczynach głośnego nekrofila Bertranda. Teatrzyk, dający trzy sztuki każdego
wieczora, był przez ponad sześćdziesiąt lat masowym producentem mieszanki:
krew, seks, gwałt i zbrodnia. Jego czołowa aktorka Paula Maxa, obliczyła, że
w ciągu paru lat została na scenie zabita 10 tys. razy, zgwałcona 3 tys.,
wielokrotnie oskalpowana, poćwiartowana, a także zakażona śliną trędowatego.

Grand Guignol był maleńkim, osobnym zjawiskiem. Jako takie w zmienionych
czasach nie utrzymał się. Ale teraz pod drzwi czołowych gmachów operowych i
teatralnych, prestiżowych salonów wystawowych zaczynają podjeżdżać wozy od
rzeźnika. Sławni artyści czekają na ich zawartość.

    • balbinia Re: Teatr okropnosci 28.08.04, 14:18
      Pfui... nawet jakby mi placili nie poszlabym na takie widowisko. :/
      • narysuj.mi.baranka Re: Teatr okropnosci 28.08.04, 14:21
        Ja tez nie, ale taki happenig rzezniczy przydatny bylby dla tych, ktorzy mysla,
        ze mieso slicznie powstaje w fabryce.
        • balbinia Re: Teatr okropnosci 28.08.04, 14:33
          O tak. Zdecydowanie. Zamiast tych usmiechnietych kurek i swinek na szyldach
          sklepow miesnych, powinny wisiec fotografie z rzezni. Z data narodzin i smierci
          danego zwierzecia.
Pełna wersja