Gość: sharky
IP: 212.159.33.*
17.10.02, 17:47
Bylem chyba z 5 lat na diecie wegetarianskiej. Od czasu gdy zaczalem zyc na
wlasny rachunek, powrocilem do jedzenia miesa bo po prostu nie chialo mi sie
kombinowac i kalkulowac ilosc kalorii w fasoli czy soi.
Mam kolege ktory jest wegetarianinem i w tej chwili mam okazje spojrzec z
dystansu na wegetarianizm. Zastanawiam sie co mnie pchalo do tego zeby sie
tak okrutnie meczyc jak on w tej chwili. Przez caly czas biedak chodzil
glodny i co chwile musial cos podgryzac. Nie moglismy sie razem zdecydowac
zeby isc do jednej knajpy bo na ogol nie odpowiadalo mu jedzenie albo nawet
sam zapach miesa. Nie wspomne o moim ulubionym kebabie, ktory on zna tylko z
opowiesci...Po jakims czasie przebywanie z nim zaczelo byc meczace. Nie
wspomne ze przy swoich 190cm wzrostu, moj kolega wyglada jak anorektyczny
patyczak- po prostu bardzo niezdrowo.
Nie chce krytykowac wegetarianizmu ale pytam sie: po co sie tak torturowac?