syrenka23
20.11.02, 21:51
"Hodowla przemysłowa! - Najpierw wtłoczone zostają w istnienie, wepchnięte w
życie inseminacją lub inkubacją. I od tej chwili aż do końca trwają w
przerażeniu i udręce. Świat jest jednolitym koszmarem oblepiającym ciasno ich
strach i cierpienie. Nie ma kogo prosić, nie ma na co liczyć, opór jest
bezsilny, ucieczka niemożliwa, śmierć nieunikniona, strach bez pociechy,
rozpacz bez ukojenia, męka bez zadośćuczynienia. Najwyższą, ostatnią
instancją zwierzęcego Kosmosu reprezentuje Człowiek-Rzeźnik. Umierają w
przekonaniu, że Bóg jest oprawcą. Z niebiańskich wyżyn ludzkiego wspaniałego
i niepojętego świata, zamiast oczekiwanego gestu opiekuńczej dłoni, spada na
bezbronny kark - dźwignia gilotyny".
(Lektury i pomyślenia - maszynopis)
Maria Grodecka
Gehenna
Rzadko kto zdaje sobie sprawę, jakimi drogami trafia mięso na jego talerz
albo mleko do szklanki. Niewielu zastanawia się nad tym, że ceną za ten
pokarm jest śmierć i cierpienie zwierząt. W całym świecie każdego roku ginie
w rzeźniach ponad 20 miliardów krów, cieląt, świń, drobiu i innych zwierząt.
A każda ta śmierć jest poprzedzona osobną, indywidualną męką, strachem i
bólem
Wielu ludzi obecnie ucisza skryty niepokój i trwa w stanie samozadowolenia,
żywiąc przekonanie, że zwierzęta są w rzeźniach zabijane "humanitarnie". W
ten sposób uwalniają się od wszelkich etycznych zastrzeżeń wobec faktu
jadania mięsa. Niestety, nic nie jest bardziej odległe od rzeczywistych
faktów życia i... śmierci.
Całe życie zwierząt przeznaczonych na pokarm i pozostających w hodowlanej
niewoli jest nienaturalne. Począwszy od sztucznych narodzin, sprowokowanych
inseminacją, brutalnej kastracji i stymulacji hormonalnej, karmienia
nieprawidłową dietą w celu szybszego utuczenia, aż do ostatniej długiej
podróży w warunkach skrajnej niewygody, podróży zmierzającej do ostatecznego
końca. Ciasna przegroda, paniczny strach i przerażenie, elektryczny cios,
wszystko to stanowi część "najnowocześniejszego" systemu hodowli zwierząt,
ich transportu i uboju. Aby akceptować to wszystko i sprzeciwiać się jedynie
nadmiernej brutalności ostatnich kilku sekund życia zwierzęcia, wystarczy
używanie obłudnego słowa "humanitarny". Gdy przyjmujemy do wiadomości
fakt "humanitarnego uboju" uznajemy, że wszystkie inne elementy cierpienia
zwierzęcia mogłyby pozostać takie same, nie wywołując z naszej strony żadnego
sprzeciwu. Rzadko zdajemy sobie sprawę, z tego w jaki sposób zwierzę, którego
mięso zjadamy, zostało wyhodowane, przetransportowane i zabite. Bo nie zawsze
i sam ubój jest dokonywany tymi nowoczesnymi "humanitarnymi metodami".(Facts
of Vegetarianism).
Te fakty, najczęściej wstydliwie przemilczane lub ignorowane, docierają
jednak ostatnio do coraz szerszych kręgów ludzi we wszystkich krajach na
świecie. Dla wielu z nich jest to zupełnym zaskoczeniem, są zdumieni i
przejęci grozą, nigdy dotąd nie myśleli, że ich codzienny pokarm, który
uważali za taki zwykły i normalny, zostaje okupiony niekończącą się udręką i
przerażeniem czujących istot. Czasem nagłe zrozumienie bezmiaru ich męki
przychodzi jak olśnienie. Trudno pojąć, że do tej pory tolerowaliśmy ten
koszmar tak łatwo i tak beztrosko. Najczęściej ci, do których to dotarło,
przestają od razu jeść mięso, aby chociaż osobiście wycofać się ze zbiorowej
ludzi za dziejącą się zwierzętom okrutną krzywdę. Liczna wegetarian na
świecie potroiła się w ciągu ostatnich kilku lat i dalej wzrasta z roku na
rok.
Innym nie wystarcza to, że sami nie jedzą mięsa, pragną i drugich zjednać dla
tej sprawy, zarazić ich własnym współczuciem, przekonać. Wstępują do
stowarzyszeń wegetariańskich lub sami organizują nowe stowarzyszenia, piszą
artykuły na ten temat i książki. Wielkiego rozgłosu nabrała ostatnio w całym
świecie książka Petera Singera pt. "Animal Liberation" (Wyzwolenie Zwierząt,
1975). Jej autor jest profesorem etyki w Melbourne. Drugą napisał wspólnie z
amerykańskim dziennikarzem Jimem Mansonem, nosi ona tytuł "Animal Factories"
(Fabryki Zwierząt, 1982) i jest wstrząsającą relacją sytuacji zwierząt
hodowlanych we współczesnym systemie przemysłowym.
Zamim zostaną dowiezione do rzeźni przeżywją gehennę okresu tuczu lub
użytkowania mlecznego. Krowy całe życie spędzają w zamknięciu, umieszczane w
ciasnych boksach, na podłodze z betonu lub perforowanej blachy.
Nieodpowiednie podłoże powoduje, że chorują na zapalenie racic, co sprawia im
niesłychany ból i wiele z nich stoi wtedy przez całe dnie na ugiętych
kolanach. Boksy, w których przebywają, są tak ciasne, że gdy krowa kładzie
się, żelazne pręty wbijają się głęboko w jej ciało. Karmione treściwą paszą
chorują na wątrobę, co jest jeszcze jedną przyczyną bólu. Hodowcy nie biorą w
ogólę pod uwagę wszystkich tych uciążliwości i udręk, bo dopóki taka forma
hodowli jest opłacalna, nie widzą powodu, aby dokonywać jakichkolwiek zmian.
Angielska pisarka Brigid Brophy tak komentuje tą sytuację: "Wydaje nam się
wprost niewiarygodne, że greccy filozofowi, którzy tak wnikliwie analizowali
problemy dobra i zła, nie dostrzegali nigdy tego, jak niemoralnym systemem
jest niewolnictwo. Może za następne trzy tysiące lat równie niewiarygodne
wyda się to, że do naszej wyobraĽni nie dociera moralny aspekt systemu
ciemiężenia i udręki zwierząt".
Jeżeli czasem hodowcy decydują się na dokonanie poprawy warunków życia
zwierząt, to tylko wtedy, gdy istnieje obawa, że nadmierna ich śmiertelność
może spowodować finansowe straty. Nie dotyczy to jednak kurcząt, bo nawet
najdrastyczniejsze niewygody nie skłaniają hodowców do jakichkolwiek zmian.
Nieprawdopodobne stłoczenie w klatkach lub na podłodze wielkich hal powoduje
śmiertelność dochodzącą do 20%. Obliczono jednak, że nawet jeszcze większa
śmiertelność wypada taniej niż stworzenie im dogodniejszych warunków życia.
Pod koniec dziesiątego tygodnia życia każde kurczę ma dla siebie nie więcej
miejsca do stania niż kartka w notesie. Ulegają wtedy stresom, atakują się
nawzajem, a nawet zjadają. Aby temu zapobiec, przycina się im dzioby
rozpalonym ostrzem. Taka operacja nazywa się debeaking. Gdy są już gotowe do
konsumpcji następuje transport do rzeĽni. Zostają wrzucone ciasno do klatek,
jedne na drugim i tak przebywają swoją ostatnią drogę w przerażeniu i udręce.
W rzeĽni zostają zawieszone za nogi na ruchomej taśmie. Taśma się przesuwa, a
pracownik dokonujący egzekucji wsuwa każdemu kurczęciu do dzioba skalpel i
przecina tętnice szyjną. Wisząc głową w dół umiera ono wskutek zadławienia
się własną krwią.
Równie okrutna jest procedura transportu i uboju krów. Platformy do ich
przewożenia są najczęściej przeładowane, zwierzęta jadą więc stłoczone,
narażone na mróz lub upał, a ponadto bardzo brutalnie traktowane przez
konwojentów. Przy gwałtownym ruszaniu lub hamowaniu ciężarówek często padają
i łamią nogi. Czasem spędzają w samochodach 2-3 dni, nie pojone i bez
jedzenia. Gdy oczekują w rzeĽni na egzekucję przez całe nieraz godziny,
trwają w przerażeniu, czując zapach krwi i słysząc głosy bólu tych, które
poszły na śmierć przed nimi. Często płaczą. Ulegają licznym stresom, które w
technicznym języku hodowlanym nazywają się "stresem samotności" występującym
u cieląt oddzielonych od matek, lub "stresem transportowym". W stanie stresu
obserwuje się wzmożoną akcję serca, zaburzenia czynności układu krążenia,
układu oddechowego i pokarmowego. A już po kilku dniach oczekiwania na ubój w
pobliżu miejsca egzekucji występują przypadki owrzodzenia żołądka,
powiększenia wątroby i inne objawy chorób powstających na tle nerwowym.
Takie są fachowe diagnozytego stanu zwierzęcia, który w kategoriach
humanistycznych nazywa się po prostu cierpieniem.
Świnie hodowlane trzymane są w przegrodach tak ciasnych, że nie mogą chodzić,
ani nawet się obrócić. Jedna z fotografii w książce Singera przedstawia
świnię leżącą w ciasnej