wojbus
31.05.03, 13:38
https://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=353&w=6270466
Misja Czaitanii wygrała proces o zniesławienie
JOANNA P0DGÓRSKA
Polityka, nr 30, 24 lipca 1999
W ostatnich latach ośrodki antykultowe w Polsce rozpętały prawdziwą
histerię. Wrzucając do jednego worka buddystów z satanistami i ruch Hare
Kryszna z Antrovisem, nazywają wszystkich hurtem sektą i oskarżają o
psychomanipulacje, porywanie ludzi, handel bronią, narkomanię, seks zbiorowy
i kazirodztwo. Zdarzały się nawet przypadki fizycznej agresji wobec
innowierców, Ci postanowili dochodzić swych praw na drodze sądowej - i jak
do tej pory wygrywają.(!!!!)
Na początku tego roku ruch Hare Kryszna wygrał proces o zniesławienie ze
Stowarzyszeniem Civitas Christiana (pisaliśmy o tym POLITYKA 3). W ubiegły
wtorek Sąd Okręgowy w Lublinie nakazał Annie Łobaczewskiej z Ruchu Obrony
Rodziny i Jednostki (RORiJ)(Lech należy do RORiJ) sprostowanie
nieprawdziwych informacji, jakie rozpowszechniała na temat Instytutu Wiedzy
o Tożsamości Misja Czaitanii. W Krakowie prokuratura podjęła postępowanie
przeciwko Lidze Republikańskiej. Kolejne procesy szykują się w Poznaniu
(przeciwko Ruchowi Młodego Pokolenia z powództwa Misji Czaitanii) i
Warszawie, gdzie buddyjska grupa Karma Kagyu skarży wydawcę książki "Sekty-
ekspansja zła" - wydawnictwo Ad Astra.
Lubelski proces trwał dwa i pół roku. Przesłuchano kilkudziesięciu świadków:
religioznawców, byłych i obecnych adeptów Misji wraz z rodzicami, członków
ruchów antykultowych. Przedmiotem pozwu były przede wszystkim ulotki i
artykuły autorstwa Anny Łobaczewskiej oraz wypowiedzi, jakich udzieliła
prasie, w których oskarża Misję Czaitanii m.in. o: stosowanie wyrafinowanych
technik psychomanipulacji i środków halucynogennych, kształtowanie
bezwzględnego posłuszeństwa, doprowadzanie członków do chorób umysłowych,
izolowanie ich od rodzin, namawianie do porzucenia nauki. Żadnego z tych
oskarżeń nie udało się na sali sądowej udowodnić. Bo też trudno za dowód na
faszerowanie ludzi narkotykami uznać relację, że pozwana widziała, jak syn
był "częstowany odpowiednio doprawionymi potrawami", domniemanie, że
kadzidełka mogą mieć wpływ halucynogenny, czy propozycję, by sąd przyjrzał
się oczom powódki, bo są wywrócone.(!!!) Skoro 70 proc. członków Misji ma
wyższe wykształcenie lub studiuje (!!!)- argumentowali - trudno uznać, że
namawiają do porzucenia nauki. Mieszkają z rodzinami lub utrzymują z nią
dobry kontakt, przynajmniej do momentu, gdy nie pojawi się Anna Łobaczewska,
(!!!) alarmując rodziców, by natychmiast wyrwali dziecko ze szponów groźnej
sekty, bo je stracą. Szczegółowo roztrząsano skutki diety wegetariańskiej
(zarzut o doprowadzanie do wyczerpania fizycznego), ale nie udało się
udowodnić, że powoduje ona śmierć lub kalectwo. Wreszcie religioznawcy z
Uniwersytetu Jagiellońskiego pytani, czy Misja Czaitanii wykazuje cechy
destrukcyjnej sekty, odpowiedzieli jednoznacznie. nie.(!!!)
Anna Łobaczewska od lat jest bohaterką mediów jako matka, której sekta
zabrała syna. 19-letni wówczas Piotr miał pod wpływem Misji zmienić
osobowość, porzucił studia i wyprowadził się z domu. Od tej pory nie ma z
nim kontaktu. Po artykułach w prasie i wizytach matki na spotkaniach Misji,
które nieodmiennie kończyły się karczemnymi awanturami, Piotr napisał
oświadczenie: "Postanowiłem się odezwać, nie chcę bowiem dłużej być
traktowany przez moją matkę i Ruch Obrony Rodziny i Jednostki jak wymóżdżony
idiota czy pięcioletnie dziecko, które nie wie, co ma ze sobą zrobić. (...)
Zabiegi mojej matki, starającej się na siłę ograniczyć moją wolność,
sprawiły, że wyprowadziłem się z domu. Wtedy moja mama zamieszczała swoje
rozpaczliwe wypowiedzi w prasie twierdząc, że zostałem porwany przez sektę.
Prawda jednak była taka, że to ja, nie mogąc wytrzymać atmosfery, jaka
panowała w moim domu, postanowiłem go opuścić". Piotr zeznawał jako świadek.
Na sali sądowej powtórzył, że przyczyną odejścia z domu była nietolerancja
matki i pijaństwo ojca.(!!!) Nikt z Misji nie namawiał go do opuszczenia
domu, studia rzucił, bo kiepsko mu szły. Zajął się interesami, mieszka w
Lublinie, ma własne życie. Z Misją utrzymuje luźne kontakty, czasem wpada na
spotkania.
Adwokat Anny Łobaczewskiej nie miał łatwego zadania próbując udowodnić, że
nie powiedziała tego, co powiedziała, zwłaszcza że jeszcze na sali sądowej
porównała Misję do Hitlerjugend.( Lechu też mnie porównywał do Hitlera ;))
Można zrozumieć rozgoryczenie i żal rodziców, którzy próbują szukać winnych
własnej (!!!) porażki wychowawczej, ale ich oskarżenia dotykają żywych
ludzi, a nie tylko instytucji. Ludzi, którzy muszą potem albo ukrywać swoje
przekonania religijne, albo narażać się na szykany. Po informacjach
kolportowanych przez RORiJ Misja Czaitanii spotykała się z odmową wynajęcia
sali, "Kurier Lubelski" nie chciał zamieścić ogłoszenia, że organizują
zbiórkę dla powodzian, domy dziecka nie przyjmują darów, bo a nuż są
nafaszerowane narkotykami. Kiedy kilka lat temu z katedry lubelskiej zginął
krzyż, jedna z gazet podejrzewała Misję. Po programie telewizyjnym z
udziałem Anny Łobaczewskiej ktoś wymazał odchodami samochód przewodniczącej
Misji, Elżbiety Serwin.
- To okropne, gdy sąsiedzi, z którymi ma się dobre stosunki, pewnego dnia
przestają się odzywać i patrzą podejrzliwie, bo przeczytali, że porywam
ludzi - opowiada. -Dziecko naszej koleżanki zostało w szkole wyzwane od
diabelskich pomiotów, ludzie tracą pracę, wypowiadają im mieszkania. Czasem
zastanawiam się, czy nie powinniśmy wyjechać z Polski.
Na informacje RORiJ powołuje się Liga Republikańska, która w Krakowie postano
wiła uniemożliwić Misji Czaitanii jakiekolwiek działanie. Pikietowali jej
spotkania skandując "Insekty won z Polski", "Czysty Kraków", rzucali
zapalone petardy (jedna trafiła w prelegentkę) i gaz śmierdzący.
- Osiągnęliśmy to, że nigdzie nie organizuje się już otwartych spotkań
sekty - chwalił się dziennikarzom Wojciech Polaczek z Ligi. - Gdy
dowiedzieliśmy się, że Misja spotyka się w prywatnym mieszkaniu przy
Pędzichowie, zrobiliśmy pikietę.
Przy Pędzichowie ma pracownię plastyczną 80-letni Leon Chęć, od wielu lat
członek Misji Czaitanii. Liga okleiła jego ulicę, klatkę schodową i drzwi
nalepkami z trupią czaszką, napisami "uwaga zagrożenie, niebezpieczna sekta"
z dokładnie podanym adresem. Gdy Leon Chęć próbował w swojej pracowni
zorganizować konferencję prasową, pojawili się chłopcy z Ligi z łańcuchami,
deskami i gwoździami próbując zabić drzwi od zewnątrz. Interweniowała
policja, kilka osób zatrzymano.
Leon Chęć to lwowiak, akowiec odznaczony Krzyżem AK, Krzyżem Weterana,
Krzyżem Partyzanckim i trzykrotnie Medalem Wojska przyznawanym przez Rząd
Emigracyjny w Londynie; malarz - uczeń Kantora i Pronaszki. Jest inwalidą I
grupy. Można powiedzieć: klasyczny okaz sekciarza. Administrator domu, w
którym pan Leon ma pracownię, katolickie Stowarzyszenie Dom Rodzinny
próbowało wypowiedzieć mu umowę najmu. Zachował ją tylko pod warunkiem, że
nie będą go odwiedzać członkowie Misji. Dziś bywa tam rzadko; boi się, że
chłopcy z Ligi jeszcze wrócą, poza tym, po całej awanturze trafił do
szpitala i wymaga opieki. Mieszka więc w siedzibie Misji i zastanawia się,
jak to jest, że tyle lat po wojnie wracają faszystowskie metody.
Misja Czaitanii złożyła w krakowskiej prokuraturze rejonowej zawiadomienie o
popełnieniu przestępstwa groźby karalnej, wyszydzania ze względu na
wyznawaną religię i obrazy uczuć religijnych, bowiem na ulotkach ligi
umieszczono wizerunek świętej dla nich osoby Pana Czaitanii z trupią czaszką
i napisem: uwaga sekta. - To tak, jakby wobec katolików obrazić Jezusa -
mówią.
Kolejny proces szykuje się w Poznaniu. Tym razem przeciwko Wojciechowi
Wybranowskiemu, członkowi Ruchu Młodego Pokolenia i Ligi Republikańskiej
(wsławiony rzuc