Dodaj do ulubionych

Kupujecie czy gotujecie?

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.12.07, 09:41
No własnie. Zostalam zaproszona przez moich przyszlych teściów na
wigilię. Nie mam czasu (prac, praca, praca) i sił, zeby po nocach
lepic pierogi, więc pomyslałam, ze zamowię kilka potraw w jakiejś
firmie kateringowej. Jak tylko powiedziałam o tym mojemu Ukochanemu,
ten zrobil wielkie oczy. Ze jak to? Ze to swieta, a ja chce zamawiac
katering? Ze za duzo pieniedzy mam i nie wiem co z nimi zrobic...Czy
jest tu ktoś, kto podziela moje zdanie?????
Obserwuj wątek
    • pinos Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 09:48
      Jeżeli Ukochany nie wyobraża sobie kateringu,to niech sam ugotuje - serio. I nie
      chodzi mi o to, że jestem wojującą feministką. Tylko jak dla mnie Boże
      Narodzenie powinno być radością i odpoczynkiem dla wszystkich: jeżeli lubię/chcę
      coś ugotować, gotuję. Dlatego że chcę, a nie dlatego że wypada. Jeżeli nie, to
      kupuję coś dobrego, a sama jestem wypoczęta i uśmiechnięta...
      • kirkwall Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 10:00
        A pewnie, ze zamow! Moze popros o probke smakowa, zeby w ostatniej
        chwili nie okazalo sie, ze niezbyt dobre te pierogi. Ja czasami
        zamawiam catering ale zawsze probuje dania na jakis czas
        przed 'okazja'.

        Powodzenia!
        • kirkwall Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 10:15
          OK, moze komus byloby wstyd, ale z tego co dziewczyna pisze to nie
          ma ani czasu ani ochoty - a wtedy efekty gotowania sa raczej
          oplakane. I wtedy dopiero blamaz przed tesciami...

          Jesli catering jest dobry, to beda pierogi jak domowe.
          ;-)
        • wadera3 Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 11:25
          mówiła, że dla mnie byłby wstyd, bo ja lubię i umiem gotować, a jako młoda
          synowa zawsze chciałam się "popisać" przed teściową
          (zwróćcie uwagę na cudzysłów ;) )
          poza tym jeśli w zwykłe dni nie ekscytuję się gotowymi wyrobami, to w święta tym
          bardziej, ale to ja, każdy może mieć inne pomysły
      • em_es Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 10:39
        > Oczywiście zrobisz jak zechcesz, ale mnie by było wstyd iść do domu przyszłych
        > teściów z zamówionymi w kateringu potrawami..

        rzeczywiście, lepiej się zaharować przed świętami... ehh, jak to łatwo kogoś
        podsumować - a nie wpadło Ci do głowy, że ktoś może zwyczajnie nie mieć czasu
        gotować? albo tego nie potrafić? to nie jest umiejętność, z którą się człowiek
        rodzi, nie każdy też zwyczajnie to lubi - to w imię czego się zmuszać?

        liczą się chęci, pani domu doceni z całą pewnością każdy szczery gest, nie musi
        to być całonocne lepienie pierogów
    • pani.serwusowa Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 10:22
      Jesli stac Cie na zamawianie jedzenia, nie lubisz/nie umiesz, nie
      masz czasu i ochoty, to po co i w imie czego masz sie meczyc w
      kuchni? Skutki takiego gotowania na sile pewnie nie beda lepsze, niz
      kupienia gotowcow w dobrej firmie. Osobiscie nie zrobilabym tego,
      ale jestem zdecydowanie z tych, ktorym sie chce. Z czasem moze i
      nieraz krucho, ale przede wsyztskim checi sa i to chyba
      najwazniejsze. Jesli Ukochany robi Ci wyrzuty z tego powodu, to
      zaproponuj mu, aby chociaz przejrzal przepisy na dania swiateczne,
      moze sobie uswiadomi ile to roboty.
    • em_es Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 10:29
      tak jak Pinos: chcę, mam czas i siłę, to gotuję, nie dam rady, to kupuję coś
      dobrego, najchętniej coś, czego akurat w tym domu nie podają, żeby się nie
      powtarzać i dać okazję do spróbowania czegoś nowego

      święta to czas dla rodziny, nie dla zaharowania się tylko po to, żeby zanieść
      rodzicom czy teściom coś od siebie..
      jeśli Twój Ukochany jest tak przeciwny zamawianiu, to może on ma więcej czasu od
      Ciebie? to nie żadna złośliwa uwaga z mojej strony, spokojnie przecież może
      kupić ryby i zrobić w galarecie albo upiec, jedno i drugie nie wymaga wielkiego
      kuchennego doświadczenia i można przyrządzić wcześniej, podobnie jak jakąś
      wersję śledzi czy zupę, w jednym domu króluje barszcz, w innym grzybowa, w
      jeszcze innym żurek czy rybna, On wie co się tradycyjnie podaje w Jego domu, to
      się nie powtórzy ;)

      i jeszcze jedno - jeśli dysponujecie czasem przed wigilią, to można też pojawić
      się wcześniej i czynnie pomóc w przygotowaniach, zrobić ostatnie zakupy itp. - w
      końcu nie obcy ludzie Was zapraszają, tylko rodzice, można pomysły skonsultować ;)
    • matylda1001 Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 10:33
      Wydaje mi się, że nie o to chodzi. Jeśli zostałaś zaproszona na
      Wigilię a nie zaznaczono wyrażnie, że jest to spotkanie "składkowe"
      to myślę, że zabieranie ze sobą jedzenia może być poczytane za spory
      nietakt. Myślę, że nikt od Ciebie tego nie oczekuje. Przyszła
      teściowa (doświadczona gospodyni) napewno wszystko przygotuje sama i
      nie wiem jak będą wyglądały na stole jej wypieszczone pierogi obok
      Twoich kateringowych gniotów. Zresztą jest zasada, że jak ludzie
      organizują "składkową" Wigilię to umawiają się wcześniej co kto ma
      przygotować, żeby nie okazało się, że jest stos pierogów, wiadro
      barszczyku i ani jednego kawałka ryby. Myślę, że jako zaproszona
      powinnas pójść bez jedzenia. Jeśli już to może z jedną potrawą,
      której np. w domu narzeczonego się nie praktykuje. Np. ryba
      przyrządzona na jakiś nietypowy sposób a może kluski z makiem? Jeśli
      nie to może jakies drobne upominki dla domowników podrzucone
      dyskretnie pod choinkę? "Wielkie oczy" Twojego ukochanego powinny
      dać Ci do myślenia, żebyś tylko takich oczu nie dostrzegła u
      przyszłej teściowej.
      • em_es Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 10:45
        > nie wiem jak będą wyglądały na stole jej wypieszczone pierogi obok
        > Twoich kateringowych gniotów

        a skąd założenie, że jak kateringowe, to od razu gnioty? ja bym się tak nie
        rozpędzała ;)
        nie widzę też związku pomiędzy chęcią przyniesienia jakiejś potrawy, a tym, czy
        wigilia jest składkowa - nie pisała dziewczyna, że zamierza pół menu wykonać,
        tylko że chce coś od siebie przynieść, to dwie różne sprawy jak dla mnie
        w życiu nie przyszłoby mi do głowy poczytać za nietakt tego, że ktoś zaproszony
        do mnie na wigilię przyniósł ciasto albo jakąś potrawę, którą zna ze swojego
        domu, a w moim jest ona nieznana, niezależnie od tego, czy pracowicie wykonał
        osobiście, czy kupił
        • matylda1001 Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 11:00
          >a skąd założenie, że jak kateringowe, to od razu gnioty<

          Nie rozśmieszaj mnie, proszę...

          >nie pisała dziewczyna, że zamierza pół menu wykonać<

          Pół może nie ale napisała, że kilka potraw.

          >w życiu nie przyszłoby mi do głowy poczytać za nietakt tego, że
          ktoś zaproszony do mnie na wigilię przyniósł ciasto albo jakąś
          potrawę, którą zna ze swojego domu, a w moim jest ona nieznana
          niezależnie od tego, czy pracowicie wykonał osobiście, czy kupił<

          Mnie też by nie przyszło do głowy i dlatego napisałam, że fajnie
          byłoby gdyby coś takiego przyniosła. Jest jednak różnica czy wykona
          sama czy kupi. Jak kiedyś zaprosi teściów do swojego domu to może
          poszalec z kateringiem, teściowa to jakoś przeżyje ale do domu
          przyszłej teściowej gotowego jedzenia się nie nosi.
          • em_es Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 11:59
            > Nie rozśmieszaj mnie, proszę...

            to raczej ty mnie bawisz zakładaniem, że nie można kupić dobrych potraw
            wigilijnych, zapewniam cię, że można, np. w dobrej restauracji, wiele przed
            wigilią ma taką ofertę - zapewniam cię, że gniotami nie handlują :D

            > Mnie też by nie przyszło do głowy i dlatego napisałam, że fajnie
            > byłoby gdyby coś takiego przyniosła. Jest jednak różnica czy wykona
            > sama czy kupi. Jak kiedyś zaprosi teściów do swojego domu to może
            > poszalec z kateringiem, teściowa to jakoś przeżyje ale do domu
            > przyszłej teściowej gotowego jedzenia się nie nosi.

            no wybacz, ale gdzie tu sens, gdzie logika?? no rozbawiłaś mnie :D
            można teściową kateringiem we własnym domu podjąć, ale wziąć takie danie na
            wigilię to nie uchodzi? a jaka to różnica? jeśli zakładasz, że teściową urazi
            przyniesienie takiej potrawy (moim zdaniem bezsensowne założenie), to tak samo
            by poczytała za afront podejmowanie jej takim jedzeniem ;)

            tu naprawdę chodzi tylko i wyłącznie o chęci tej dziewczyny, a one są
            bezdyskusyjne (nawet jeśli to nie będzie 300 pierogów lepionych ciemną nocą) i
            na pewno przyszła teściowa je zauważy i doceni - a nie oceni, co chyba zakładasz
          • marghe_72 Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 13:45
            matylda1001 napisała:
            Jak kiedyś zaprosi teściów do swojego domu to może
            > poszalec z kateringiem, teściowa to jakoś przeżyje ale do domu
            > przyszłej teściowej gotowego jedzenia się nie nosi.

            bo?
            • wadera3 Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 13:51
              marghe_72 napisała:

              >
              > bo?
              >



              Bo, mimo spłycenia obyczajów, jakieś normy, tradycje, zwyczaje, czy jak to kto
              chce nazwać obowiązują, po prostu.
              Z tego samego prostego powodu na pogrzeb ukochanej cioci nie idziemy w sukni bez
              pleców, a na bal w trampkach.
                • wadera3 Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 14:01
                  hania55 napisała:

                  > Aha, czyli jednak "bo nie wypada", czyli "bo tak".
                  >




                  nie wiem jak Ci to wyłożyć:)

                  może być, że "nie wypada"



                  >Lepiej jednak
                  > lepić te pierogi do bladego świtu.


                  Co Wy z tym świtem i pierogami?
                  Pierogi robisz (to hipoteza;)) przez kilka dni (nocy? ;D)
                  Przygotowujesz farsz(znaczy chyba grzyby) i spokojnie wsadzasz do lodówki.
                  Kolejny etap, to ciasto i lepienie owych nieszczęsnych odsądzonych od czci i
                  wiary, ugotować i zamrozić....
                  • pinos Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 16:03
                    Wadero - widać że nie lepiłaś.

                    Chyba grzyby? Mrozimy farsz?
                    Na jedną solidną Wigilię lepimy z mamą jakieś 300 sztuk pierogów. W porywach do
                    450. I to naprawdę, biorąc pod uwagę sprzątanie,serniki, itp. itd czasem trwa do
                    świtu.
                    • pinos Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 16:12
                      A dlaczego do świtu? Bo jak się kończy pracę o 19,to w domu jest się o 20, a do
                      lepienia startuje od 20.30...

                      Robię niezłe pierogi. Mama moja robi świetne pierogi. Ale w Przegryziu mają też
                      dobre.

                      A co do pierwszego wrażenia na pierwszej Wigilii: naturalnie przyszła synowa,
                      która przyjdzie a) wymięta i niewyspana, b) obrażona na przyszłego męża, c) a
                      priori uprzedzona do Teściów, bo się musiała namachać, ale:
                      tadadadaaaaaaam
                      z własnoręcznie przygotowanymi potrawami
                      będzie lepsza jak rozumiem,od tej wypoczętej, uśmiechniętej, chętnej do pomocy z
                      kupnymi?
                    • wadera3 Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 16:16
                      pinos napisała:

                      > Wadero - widać że nie lepiłaś.
                      >



                      ciekawe, w którym miejscu to widać:D

                      lepię nieustająco od circa about, 30 lat sama własnoręcznie i o ile kiedyś,
                      mając czteroosobową rodzinę i koniecznie teściów, na wigilii, lepiłam w wigilię,
                      lub dzień przed, owszem pracując i mając małe dzieci, o tyle teraz zrobiłam się
                      wygodna i robię wcześniej , gotuję i zamrażam z powodzeniem.
                      Co do zamrażania zaś, to zamrażam prawie wszystko co można potem bez szkody dla
                      formy (potrawy) zjeść:)
                      (piwa nie, bo niesmaczne potem)
                      • pinos Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 16:20
                        "Przygotowujesz farsz(znaczy chyba grzyby) i spokojnie wsadzasz do lodówki.
                        Kolejny etap, to ciasto i lepienie owych nieszczęsnych odsądzonych od czci i
                        wiary, ugotować i zamrozić..."

                        Przyznam że naprowadziła mnie na ów podobno mylny trop Twoja niepewność co do
                        farszu...

                        A co do odsądzania od czci i wiary - nie. Ale nie dajmy się zwariować, że bez
                        "naszych" pierogów Wigilia się zawali,albo że się zawali jak ktoś przyniesie
                        kupne...
                        • wadera3 Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 16:42
                          pinos napisała:

                          > "Przygotowujesz farsz(znaczy chyba grzyby) i spokojnie
                          >wsadzasz do lodówki...."
                          >
                          > Przyznam że naprowadziła mnie na ów podobno mylny trop Twoja niepewność co do
                          > farszu...


                          to nie niepewność, tylko nieświadomość kto co wtyka do owych pierogów(uszek), bo
                          ja grzyby:)




                          > A co do odsądzania od czci i wiary - nie. Ale nie dajmy się >zwariować, że bez
                          > "naszych" pierogów Wigilia się zawali,albo że się zawali jak ktoś >przyniesie
                          > kupne...



                          Mnie chodzi o to, że dla mnie, dla moich bliskich jest nie do pomyślenia, że w
                          wigilię, w dzień, na który czeka się cały rok
                          (u mnie w rodzinie to najważniejszy dzień roku).
                          W którym jada się potrawy przygotowywane TYLKO raz w roku i tylko w ten dzień,
                          można by było po prostu kupić cokolwiek żeby się nie przemęczać.
                          Zaznaczam, że to moje zdanie, a jeśli ktoś ma inne, życzę smacznego:)
                          • pinos Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 17:00
                            > W którym jada się potrawy przygotowywane TYLKO raz w roku i tylko w ten dzień,
                            > można by było po prostu kupić cokolwiek żeby się nie przemęczać.

                            Właśnie dlatego, że ten dzień jest tylko raz w roku należy przede wszystkim się
                            na niego cieszyć. Mnie osobiście zmęczenie i urobienie sie po łokcie w imię np.
                            karpia dla kota (przykładowo Jottko, nie to żeby mi się coś nie podobało w
                            gotowaniu dla kotów) i Tradycji w tym przeszkadza. Zdecydowanie wolę narobić się
                            przy czymś naprawdę ważnym i wyjątkowym - pierogach, prezentach, pakowaniu, niż
                            przy rybach w galarecie. I dlatego rybom mówimy adieu, albo się je kupuje. Ale
                            jeżeli nie będę miała czasu,sił,ochoty - to się nie narobię. Tylko będę
                            odpoczywać i cieszyć się na miły wieczór.

                            Natomiast przychodzenie w gości z kupnym jest takim samym wyrazem manier, jak
                            podejmowanie gości kupnym - czyli żadnym (Nie żadnych manier, a żadnym wyrazem,
                            podkreślam). Zaś ocenianie kogoś po tym co przyniósł (za ile, czy zrobił sam...)
                            jest wyrazem kiepskich manier. Zawsze i wszędzie. Jak dla mnie, oczywiście. Wolę
                            zakładać zawsze dobre chęci i czyste intencje oraz widzieć nieporozumienie niż
                            złą wolę.
      • kirkwall Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 10:55
        """Przyszła
        teściowa (doświadczona gospodyni) napewno wszystko przygotuje sama i
        nie wiem jak będą wyglądały na stole jej wypieszczone pierogi obok
        Twoich kateringowych gniotów.""

        Uwaga, skad ta pewnosc? Matka mojego meza ma prawie 70 lat i wyglada
        na wlasnie taka doswiadczona gospodynie, a gotowac nie umie i nigdy
        nie umiala.
      • pani.serwusowa Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 10:55
        W Polsce mialam do czynienia z firmami kateringowymi przy okazji
        szkolen sluzbowych i konferencji i jedzenie bylo zawsze tip-top,
        wiec zakladanie, ze kupne dania beda gniotami jest niesprawiedliwe.

        Zapraszam czesto znajomych i jestem gosciem u nich i zawsze ktos
        przynosi cos od siebie - nie dlatego, ze umawiamy sie na tzw.
        skladkowe menu, tylko uwazamy, ze milo jest dodac cos od siebie co
        urozmaici wieczor. Aczkolwiek w przypadku wigilli na miejscu autorki
        watku wypytalabym o to co przygotuje tesciowa, aby zaskoczyc
        gospodynie wieczoru czyms innym.

        Jesli tesciowa zrobi wielkie oczy na kupne potrawy, to trudno - nie
        kazdy musi lubic gotowac i byc w tym rewelacyjny. Nie widze powodu,
        zeby dziewczyna sie meczyla i naginala do gustow, nawet przyszlej
        tesciowej.
        • Gość: ola Re: Kupujecie czy gotujecie? IP: *.infinity.net.pl 06.12.07, 11:13
          jeżeli narzeczona została pierwszy raz zaproszona na wigiliję to
          naprawdę nie wyobrażam sobie , aby przynosiła jedzenie , bardziej
          wypadałoby obdarować przyszłych teściów miłymi upominkami a co do
          składkowych imprez to jak najbardziej jestem za ale w innych
          okolicznościach , chyba że to nie pierwsza wigilija u narzeczonego
          na którą została zaproszona i rzeczywiście ma coś przynieść
        • matylda1001 Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 11:14
          Co innego jest jak ktos wpada w niedzielne popołudnie z kawałkiem
          smacznego ciasta albo miseczką domowego bigosu a co innego
          przynoszenie jedzenia na Wigilię. Dlatego napisałam, że jeśli juz to
          żadna z potraw tzw. "obowiązkowych" bo to wiadomo, że będzie. Jeśli
          zaskoczyć teściową to napewno nie gotowymi pierogami! a właściwie
          można zaskoczyć, ale negatywnie.

          >Jesli tesciowa zrobi wielkie oczy na kupne potrawy, to trudno -
          nie kazdy musi lubic gotowac i byc w tym rewelacyjny. Nie widze
          powodu, zeby dziewczyna sie meczyla i naginala do gustow, nawet
          przyszlej tesciowej.<

          Pewnie, a potem mamusia będzie współczuła synkowi losu, jaki go
          czeka z żoną, która nie potrafi gotowac. Taka otwartość nie opłaca
          się. Nie wiadomo jakie relację w przyszłości czekają obie panie ale
          może być tak, że dziewczyna kiedyś nauczy się gotowac a dla
          teściowej na zawsze zostanie ta od gotowych ŚWIĄTECZNYCH pierogów.

          • kirkwall Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 11:21
            "Pewnie, a potem mamusia będzie współczuła synkowi losu, jaki go
            czeka z żoną, która nie potrafi gotowac."

            Czy to na rzeczywiscie komentarz do kobiety zyjacej w roku 2007? Z
            calym szacunkiem, uwazam, ze jesli moze wspolczuc to tylko sobie, ze
            nie wychowala mezczyzny, ktory radzi sobie sam i nie traktuje
            pracujacej zawodowo zony jak pomocy domowej.
            • pani.serwusowa Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 11:23
              kirkwall napisała:

              > "Pewnie, a potem mamusia będzie współczuła synkowi losu, jaki go
              > czeka z żoną, która nie potrafi gotowac."
              >
              > Czy to na rzeczywiscie komentarz do kobiety zyjacej w roku 2007? Z
              > calym szacunkiem, uwazam, ze jesli moze wspolczuc to tylko sobie,
              ze
              > nie wychowala mezczyzny, ktory radzi sobie sam i nie traktuje
              > pracujacej zawodowo zony jak pomocy domowej.


              Dobrze powiedziane!
          • pani.serwusowa Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 11:21
            Matyldo, jesli mamusia bedzie wspolczuc synkowi, to chyba synka
            problem. A jesli przyszla tesciowa wyrobi sobie zdanie o
            dziewczynie, jako o tej od kupnych pierogow i zdania nie zmieni,
            nawet jesli ta nauczy sie gotowac, to sorry - ale cos jest nie tak z
            tesciowa. Zycie nie zaczyna sie i nie konczy na gotowaniu. I pisze
            to jako pasjonatka gotowania, ale starajaca sie zrozumiec tych,
            ktorzy nie maja do tego drygu i/lub czasu.
            • matylda1001 Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 11:39
              :)))Oj...nie tak do końca będzie to sprawa synka, znasz chyba życie
              i jego uroki. Nic nie wiemy o charakterze teściowej więc wszelkie
              przypuszczenia moga byc tylko na wyrost. Ja wiem jak ja bym
              zareagowała (jako przyszła teściowa) na taka sytuację. Otóż
              poczułabym niesmak, który potrafiłabym ukryc, bo mam taki charakter.
              Pewnie pomyślałabym jeszcze o domu, w którym się dziewczyna
              wychowała, może o matce, która nie nauczyła czegoś córki... W
              gruncie rzeczy chodzi mi o to, że ktoś zaproszony na uroczysta
              kolacje (już wszystko jedno z jakiej okazji) nie przynosi ze soba
              wałówki. Są zasady prawidłowego zachowania, które określaja jak
              wybrnąć z takiej sytuacji. Wiem, że dzisiejsze czasy zmuszają ludzi
              do pewnych ustępstw ale jest kilka dni w roku kiedy warto kultywowac
              te obyczaje, chociazby po to, żeby nie "zezwierzęciec" do szczętu.
              Pozdrawiam i życzę wspaniałych Świąt.
              • Gość: anita Re: Kupujecie czy gotujecie? IP: 212.122.223.* 06.12.07, 11:44
                Są domy, w których młode dziewczyny namawia sie do czytania książek,
                chodzenia do teatru i do kina, a nie do gotowania. Kwestia postaw
                życiowych rodziców. A na gotowanie przyjdzie pora i chęci, jesli
                mają przyjśc. Lub nie przyjdzie nigdy, czy to zbrodnia? No, chyba że
                zbrodnia przeciw teściowej. Ohydne i przerażające.
                • wadera3 Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 12:07
                  Gość portalu: anita napisał(a):

                  > Są domy, w których młode dziewczyny namawia sie do czytania
                  > książek,chodzenia do teatru i do kina, a nie do gotowania.
                  > Kwestia postaw życiowych rodziców.



                  Szósty krzyżyk na karku, a nie wpadło mi do głupiego łba, że jak dobrze gotuję,
                  to teatr i książki mi zakazane....
                  I co ja progeniturze powiem swej, wykształconej i lubiącej (umiejącej)
                  gotować...laboga.....biada mi biada
                  • Gość: anita Re: Kupujecie czy gotujecie? IP: 212.122.223.* 06.12.07, 12:23
                    W domach, o których piszę, nie ocenia się kobiety po tym, czy
                    potrafi i lubi gotować, lecz po tym, co ma w głowie, czy jest
                    interesującym partnerem, czy sie interesuje światem, sztuką i innymi
                    ludźmi. W domach tych wychodzi się z założenia, że gotowac mozna sie
                    nauczyc w dowolnym wieku, jeśli człowiek ma takie potrzeby lub
                    chęci. Gotowanie nie jest miarą wartości żadnego człowieka, a
                    szczególnie kobiety. Jak widać niestety sposób myślenia i horyzonty
                    zmieniają sie najwolniej, mimo postępu technicznego i
                    cywilizacyjnego.
                • pani.serwusowa Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 12:22
                  Anito, nie badz smieszna. Lubie teatr, jeszcze bardziej opere,
                  czytam sporo, ukonczylam studia i realizuje sie zawodowo w
                  zagranicznej firmie. Rodzice zachecali mnie do czytania od malego, w
                  szkole mialam swietne wyniki, interesowalam i interesuje wieloma
                  rzeczami. Czy to dyskwalifikuje mnie w byiu dobra kucharka? Watpie.
                  Mam wrazenie, ze Twoj niepowazny post to prowokacja.

                  Oczywiscie to nie zbrodnia, jesli na gotowanie checi nie przyjda.
                  Natomiast zbrodnia jest sugerowanie, ze jak ktos gotuje dobrze i
                  lubi to robic, to juz nie czyta ksiazek i nic innego go nie
                  interesuje.
                  • Gość: anita Re: Kupujecie czy gotujecie? IP: 212.122.223.* 06.12.07, 12:28
                    Mój post był odpowiedzią na te słowa Matyldy:
                    "Ja wiem jak ja bym
                    zareagowała (jako przyszła teściowa) na taka sytuację. Otóż
                    poczułabym niesmak, który potrafiłabym ukryc, bo mam taki charakter.
                    Pewnie pomyślałabym jeszcze o domu, w którym się dziewczyna
                    wychowała, może o matce, która nie nauczyła czegoś córki... ". I
                    tyle. Nigdzie nie twierdziłam, że albo sie rozwija kulturalnie, albo
                    kulinarnie. Oczywiście, że bylaby to bzdura! Twierdze tylko, że
                    ludzi nie ocenia sie jako wartościowych po tym, czy potrafia
                    gotowac, czy nie. I nie ocenia się domów, z których wyszli. Bo te
                    domy mogły inny system wartości realizować podczas wychowywania
                    dzieci. A rodzice mogli sami nie przywiązywac wielkeij wagi do
                    gotowania. I tyle, nie myslałam, że Cie urażę, zupełnie nie taka
                    była moja intencja.
                    • matylda1001 Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 13:07
                      >Mój post był odpowiedzią na te słowa Matyldy:<

                      Jak sie jest tak oczytanym jak Ty to powinno sie również posiąść
                      umiejętność czytania ze zrozumieniem. Nie każda matka nauczy córke
                      gotować i umiejętność gotowania nie jest jedyną doceniana przez
                      przyszłą teściową zaleta. Matka może nie nauczyć gotowania ale
                      powinna nauczyć córkę zasad dobrego wychowania. Na proszone
                      przyjęcia jedzenia się nie nosi (chyba że umówiono się inaczej).
                      taka jest zasada i koniec. Można oczywiście robić po swojemu ale ze
                      świadomością, że można się narazić na opinię osoby nieobytej
                      towarzysko lub żle wychowanej, kwestia wyboru. Mylisz się tez w
                      kwestii czy dom dziewczyny bedzie oceniany przez przyszłych teściów.
                      Będzie oceniany i to ostro, i to w każdym aspekcie bo wszak z tym
                      domem ma sie połączyć ich syn. Tak więc jeśli Twój post był
                      odpowiedzią na moje słowa to ta odpowiedz niezbyt trafna, niestety.
                      Pozdrawiam.
                      • Gość: anita Re: Kupujecie czy gotujecie? IP: 212.122.223.* 06.12.07, 13:22
                        Po pierwsze: wszystko zalezy od teściowej, jakim ona jest
                        czlowiekiem. Moja teściowa lekce sobie waży, czy ktos umie gotować,
                        czy nie, sama nie gotuje i nie pada z wrażenia na widok dobrego
                        jedzenia. Po prostu inne rzeczy bardziej się dla niej liczą. Tacy
                        ludzie też istnieją, dobrze jest o tym pamietać, że za progiem
                        naszego domu i poza końcem naszego nosa rozpoczynają sie inne domy i
                        inne nosy.
                        Zasady, o których piszesz, to zasady w Twoim jedynie domu i
                        środowisku. W innych domach i środowiskach byc może jest zasada, że
                        na proszone przyjęcie każdy jednak przynosi jakąś potrawę. To nie ma
                        nic wspólnego z dobrym wychowaniem, lecz jest zwyczajem przyjetym w
                        danej rodzinie czy grupie ludzi.
                        To, co napisałaś o tym, według jakich kryteriów oceniany będzie dom
                        dziewczyny przez przyszłych teściów, jest dla mnie przerażające, ale
                        znowu tylko przypomnę, ze piszesz ze swoja najlepszą wiarą i wiedzą,
                        swoją tylko, a nie ogólnoludzką. Naprawdę uwierz, ze nie tylko takie
                        kryterium oceny sie liczy. A jesli takie jest najważniejsze, to
                        raczej na miejscu dziewczyny należałoby sie zastanowic, czy sie chce
                        wchodzić do takiej rodziny, w końcu dzieci syn mógł przejąć
                        przerażające poglądy swojej mamusi.
                        Moja poprzednia odpowiedź byla bardzo trafna, Ty zaś nie
                        zrozumiałas, że nie mówię o tym, że teściowie nie oceniają
                        dziewczyny i jej domu (zachowując Twoja konwencję), lecz o tym,
                        jakie kryteria stosują. I przeciw tym kryteriom występuje, a raczej
                        przeciw Twoim kryteriom oceny.
                        Nie sądzę, żebysmy były w stanie sie porozumieć. Ale bogom dziekuje
                        za moja teściową.
                        • matylda1001 Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 15:28
                          >Zasady, o których piszesz, to zasady w Twoim jedynie domu i
                          środowisku.<

                          To smutne ale cieszę sie w takim razie, że przypadło mi wzrastac w
                          środowisku ludzi kulturalnych.

                          >W innych domach i środowiskach byc może jest zasada, że
                          na proszone przyjęcie każdy jednak przynosi jakąś potrawę. To nie
                          ma nic wspólnego z dobrym wychowaniem, lecz jest zwyczajem przyjetym
                          w danej rodzinie czy grupie ludzi. <

                          Oczywiście, pod warunkiem, że ludzie tak się umówią. W mojej
                          rodzinie też tak bywa (tylko w przypadku Wigilii) ale dotyczy to
                          osób, że sie tak wyrażę "zadomowionych w rodzinie" a nie tych,
                          którzy dopiero maja do rodziny dołączyć. Ci sa gośćmi.

                          >To, co napisałaś o tym, według jakich kryteriów oceniany będzie dom
                          dziewczyny przez przyszłych teściów, jest dla mnie przerażające,
                          ale znowu tylko przypomnę, ze piszesz ze swoja najlepszą wiarą i
                          wiedzą, swoją tylko, a nie ogólnoludzką.<

                          Kryteria o jakich napisałam to jeszcze nie koniec świata. W
                          rzeczywistości bywa gorzej a Ty jestes idealistką.

                          >A jesli takie jest najważniejsze, to raczej na miejscu dziewczyny
                          należałoby sie zastanowic, czy sie chce wchodzić do takiej rodziny,
                          w końcu dzieci syn mógł przejąć przerażające poglądy swojej mamusi.<

                          Słuszna uwaga, niech się zastanowi i szuka dalej. Jednak trudno
                          będzie o taką rodzinę w której matce obojętne jest z kim wiąże się
                          syn. No, chyba że rodzina patologiczna...ale to tez niedobrze (dla
                          dziewczyny).

                          >Ty zaś nie zrozumiałas, że nie mówię o tym, że teściowie nie
                          oceniają dziewczyny i jej domu (zachowując Twoja konwencję), lecz o
                          tym, jakie kryteria stosują. I przeciw tym kryteriom występuje, a
                          raczej przeciw Twoim kryteriom oceny.<

                          No i mialam rację, jesteś idealistką. Zapewniam Cię, że pierwsze
                          wrażenie liczy się najbardziej. Każda matka zanim rozpocznie
                          dyskusję na temat różnic między ontologią, aksjologią i
                          epistemologią najpierw zauważy czy dziewczyna potrafi się ubrac
                          odpowiednio do sytuacji i czy zna podstawowe zasady dobrego
                          wychowania.

                          >Nie sądzę, żebysmy były w stanie sie porozumieć. Ale bogom
                          dziekuje za moja teściową.<

                          O tak, chętnie sie z Tobą zgodzę. Serdeczne pozdrowienia dla
                          Teściowej!








                          • hania55 Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 15:33
                            matylda1001 napisała:

                            Każda matka zanim rozpocznie
                            > dyskusję na temat różnic między ontologią, aksjologią i
                            > epistemologią najpierw zauważy czy dziewczyna potrafi się ubrac
                            > odpowiednio do sytuacji i czy zna podstawowe zasady dobrego
                            > wychowania.


                            A ja myślałam, że matce może głównie zależeć na tym, żeby jej
                            dziecko związało się z dobrym człowiekiem...
                            • ka2 Hania, no weź 06.12.07, 15:50
                              stosownie ubrana synowa to skarb
                              niektóre matki tak mają, trzęsą się o dorosłych synów zamiast
                              cieszyc się, że mają wreszcie córke, a od kandydatki wymagają
                              kultury w jedynym, czyli jej własnym pojęciu
                              Matyldzie trudno zrozumieć, że gdyby w domu teściów Kachny nietaktem
                              bylo przynoszenie jedzenia na Wigilię, to jej chłopak by jej
                              zwyczajnie o tym POWIEDZIAL
                              on się oburzył na katering, bo to wyjdzie DROŻEJ
                              • momas Re: Hania, no weź 06.12.07, 15:57
                                No właśnie
                                Bo KUPNE to wyjdzie DROZEJ

                                Powtarzam do znudzenia. Pytanie było czy można przynieść KUPNE
                                pierogi...

                                Ech, gadał dzid do obrazu :)
                              • hania55 Re: Hania, no weź 06.12.07, 16:10
                                Nieno, ja rozumiem, że jak ktoś ma brudne buty, to i brudne myśli, a
                                poza tym, co sobie sąsiedzi pomyślą? A nie mówiłam, że zaczynamy
                                wkraczać w dramaty egzystencjalne?
                          • Gość: anita Re: Kupujecie czy gotujecie? IP: 212.122.223.* 06.12.07, 15:49
                            Matyldo nie manipuluj moimi słowami!!!
                            Pisząc "zasady" pisałam o zasadach oceniania przyszłej synowej i jej
                            rodziny przez pryzmat tego, czy potrafi gotować, czy nie! A nie o
                            zasadach dobrego wychowania (w dodatku moim zdaniem Twoje ocenianie
                            ludzi w taki sposób to oznaka bardzo złego wychowania i ciasnych
                            horyzontów, bez urazy i wbrew temu, co sama o sobie myslisz, a
                            myslisz o sobie same dobre rzeczy, jak widać). Więc nie stawiaj sie
                            w roli obrończyni Zasad Dobrego Wychowania, bo nie o tym tu mowa, a
                            patos jest niewskazany w dyskusjach na forum, zwłaszcza gdy jest
                            nieuzasadniony.
                            Jeżeli wyrazem mojego idealizmu jest dla Ciebie fakt, iż istnieją na
                            tym świecie kobiety, które nie od gotowania uzalezniają wartość
                            przyszlego czlonka rodziny, to tak, jestem idealistką. Aczkolwiek
                            pragmatyczną idealistką, bo ja znam takie kobiety. Ciągnie swój do
                            swego, chciałoby sie powiedzieć, skoro Tobie taka postawa jest
                            obca...
                            I wycofuję się, manipulacja nie prowadzi w dobrym kierunku i
                            dyskusja traci sens. W dodatku moje dobre wychowanie podpowiada mi,
                            żeby zaniechać, zanim zrobisz się jeszcze bardziej niegrzeczna, niz
                            juz jesteś. Nie tylko wobec mnie.
                      • hania55 Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 13:51
                        matylda1001 napisała:

                        Można oczywiście robić po swojemu ale ze
                        > świadomością, że można się narazić na opinię osoby nieobytej
                        > towarzysko lub żle wychowanej, kwestia wyboru.

                        No tak, a z taką opinią to już nic tylko w mogiłce pod brzozowym
                        krzyżykiem się położyć, bo żyć się przecież nie da!
              • hania55 Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 11:45
                Matyldo, z całym szacunkiem, ale to, że Ty na podstawie kupnych
                pierogów dorobiłabyś całą teorię na temat przyszłej synowej i jej
                pochodzenia, nie oznacza, że: a) tak robią wszyscy, b) że przyszłą
                synową w ogóle to obchodzi.
              • em_es Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 12:05
                no to gratuluję 'przenikliwości', jeśli na podstawie głupich pierogów potrafisz
                ocenić przyszłą synową, jej matkę i dom, w jakim się wychowała - idąc tokiem
                twojego rozumowania serdecznie współczuję twojej ewentualnej przyszłej synowej
              • pani.serwusowa Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 13:52
                Matyldo :) Szanuje fakt, ze masz takie, a nie inne podejscie - na
                pewno w Twoim domu wszystko bedzie w czasie swiat tip-top. W moim
                domu rodzinnym Mama tez zawsze robila z moja pomoca wszystkie dania
                i ja osobiscie nie przynioslabym na kolacje, szczegolnie swiateczna
                kupnych dan. Ale! Staram sie wejsc w buty osob, ktore nie lubia,
                nie potrafia gotowac, albo nie maja na to czasu i mysle sobie, ze
                kultywowanie na sile obyczajow, moze przyniesc im wiecej strat, niz
                korzysci. Uwazam takze, ze 'zezwierzecenie' to za mocne slowo.

                Acha i na koniec - nie przyrzadzilabym Cie w galarecie ;) Pozdrawiam
                rowniez!
          • Gość: anita Re: Kupujecie czy gotujecie? IP: 212.122.223.* 06.12.07, 11:28
            Matyldo nie żartujesz? Bo to niemozliwe, aby w roku 2007 mieć tak
            skostniałe, niechetne mlodszym kobietom poglądy. Nie chcialabym byc
            członkiem Twojej rodziny, a szczegolnie Twoja synową.
            Moja teściowa tez nie gotuje, nie dośc, że nie umie, to jeszcze nie
            przecenia tej umiejętności u innych i zawsze powtarza, że woli,
            abysmy ją zabawiali inteligentną rozmową, niż wpychali w nią
            jedzenie. No, ale to kobieta z klasą. Uwzględnij, Matyldo, w swoich
            autorytarnych wypowiedziach, równiez i takie osoby.
            • matylda1001 Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 12:03
              >Matyldo nie żartujesz?<

              :))) Ani trochę nie żartuję. Rok nie ma tu najmniejszego znaczenia.
              Nie jestem niechętna młodym kobietom, ba, nawet sama się za taką
              (trochę ;)) uważam pomimo dorastających córek. Jak widac moją synowa
              nie będziesz (masz męża a ja syna nie) ale żałuj bo nie spróbujesz
              moich domowych pierogów i racuszków no i na inteligentną rozmowe też
              mogłabyś liczyc...
              Mam pytanie, dlaczego uważasz, że moje poglądy sa niechętne młodym
              kobietom? Przecież ja też nie tak dawno temu miałam małe dzieci,
              odpowiedzialną i pasjonującą pracę, zapracowanego męża i wszystkie
              domowe obowiązki. Na fryzjera i kosmetyczkę tez musiałam znależć
              czas. Gosposię miałam przez niecaly rok, jak dzieci były malutkie i
              zrezygnowalam bo okazało się, że wole sama. Nie wiem na czym polega
              różnica między współczesną młodą kobieta a mną kilkanascie lat temu?
              Przeciez teraz kobiety nagle nie zgłupiały, sa tak samo zaradne,
              nawet maja łatwiej ( chociażby kwestia zakupów) więc dlaczego myślec
              o nich jak o głupiutkich cielątkach, które sobie z niczym nie radzą?
              Nie moge się z tym zgodzić.
              Ps. Koszul i spodni męża nigdy nie prasowałam, swoich tez. Nie lubie
              tego więc na wstepie zaznaczyłam, że nie potrafię i tak juz zostało.
              Taki związek partnerski, on prasuje a ja odpracowuję cała resztę!
              • bene_gesserit Re: Kupujecie czy gotujecie? 09.12.07, 02:25
                matylda1001 napisała:

                > Mam pytanie, dlaczego uważasz, że moje poglądy sa niechętne młodym
                > kobietom? Przecież ja też nie tak dawno temu miałam małe dzieci,
                > odpowiedzialną i pasjonującą pracę, zapracowanego męża i wszystkie
                > domowe obowiązki. Na fryzjera i kosmetyczkę tez musiałam znależć
                > czas. Gosposię miałam przez niecaly rok, jak dzieci były malutkie
                i
                > zrezygnowalam bo okazało się, że wole sama. Nie wiem na czym
                polega
                > różnica między współczesną młodą kobieta a mną kilkanascie lat
                temu?

                Nie wiem, jakie 'kilkanascie lat' masz na mysli, ale wiele sie
                zmienilo. Np fakt, ze malo jest posad, w ktorych pracuje sie od
                osmej do szesnastej, a duzo takich, ktore wymagaja obecnosci od
                dziewiatej do dwudziestej - albo i pozniej. Zmienilo sie tez to, ze
                coraz wiecej ludzi (mlodych lub/i bezdzietnych) zyje poza domem.
                Poza domem czesto jada, spotyka sie z przyjaciolmi i na wszelkie
                inne sposoby sie rozrywa. Bo tak jest wygodniej. Itd. Dlatego wiele
                osob nie umie swietnie gotowac i nie widzi potrzeby, aby doskonalic
                akurat te umiejetnosc.

                Noi - ty 'wolisz sama', to jest ok. Ale skad przekonanie, ze inne
                kobiety tez powinny 'wolec same'? A moze wola, zeby to maz gotowal,
                a moze wola kupowac mrozonki albo w jakikolwiek sposob rozwiazywac
                kwestie zywienia rodziny. Mysle, ze taka mozliwosc wyboru jest
                cenna. Mysle tez, ze nie ma podstaw do wartosciowania, kto jest
                lepszy: kobieta, ktora wita meza cieplym obiadem na stole, czy
                kobieta, ktora jest witana przez meza cieplym obiadem na stole.

                > Przeciez teraz kobiety nagle nie zgłupiały, sa tak samo zaradne,
                > nawet maja łatwiej ( chociażby kwestia zakupów) więc dlaczego
                myślec
                > o nich jak o głupiutkich cielątkach, które sobie z niczym nie
                radzą?
                > Nie moge się z tym zgodzić.

                'Glupiutkich'? Nieumiejetnosc albo niechec do gotowania oznacza
                glupote i cielęctwo? 'Z niczym sobie nie radza'? Mialam wrazenie, ze
                rozmawiamy o gotowaniu, a nie 'wszystkim'. Kuchnia jest moze i dobra
                metafora wszechswiata ale moze warto roboczo uznac, ze to jednak
                tylko metafora.

                ;)

                > Ps. Koszul i spodni męża nigdy nie prasowałam, swoich tez. Nie
                lubie
                > tego więc na wstepie zaznaczyłam, że nie potrafię i tak juz
                zostało.
                > Taki związek partnerski, on prasuje a ja odpracowuję cała resztę!

                Łał. Tez bym chciala miec taka zone :) Chetnie wymienie pare godzin
                prasowania tygodniowo na obsluge 24/7.

    • mwookash To chyba nigdy nie słyszałaś 06.12.07, 10:47
      że u niektórych jest taka tradycja, że na wspólną kolację wigilijną
      każdy przyności jakąś potrawę, niektórzy uważają, że tak jest
      rodzinniej. Głupotą jest nieumiejętność wybrażenia sobie takiej
      sytuacji ;)
    • momas Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 11:13
      Po pierwsze:
      wstyd - TO KRAŚĆ i ŁAJDACZYĆ SIĘ...

      Po drugie, bardzo często organizowane są kiermasze żywności
      świątecznej. wytwórcami tych specjałów śa bezrobotne lub
      przebywające na zasiłkach kobiety.
      Ja bym tam nie miała oporów kupić u nich (zwłaszcza, jesli na wygląd
      są ok, a często można popróbować.
      Taka forma wsparcia bez urażania godności (nie jest to żebranie).
      Ale ja mam problem z głowy :) bo u mnie pierogów w świeta akurat się
      nie jada....


      Wyrażam swoje zdanie...
      • magaly3 Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 11:39
        Gotuje, bo lubie. Zapach swiatecznych potraw w domu kojarzy mi sie z
        cieplem rodzinnego domu. Chyba mam zakodowane w genach, ze przed
        swietami mam sie zaharowac na smierc i niestety nic na to nie
        poradze. Z czasem u mnie podobnie jak u autork watku, do (pracy,
        pracy, pracy) dochodzi jeszcze dwojka malych dzieci.
        Wlasnie, wydaje mi sie calkiem noramlne zamawianie gotowych potraw.
        Jezeli ktos ma takie bardzo emocjonalne podejscie do swiat jak ja to
        gdyby nawet catering byl bezplatny, a nawet gdybym miala na tym
        zarobic, to nie dziekuje, nie skorzystam.
        • Gość: senin no i fajnie.. IP: *.for.connect.net.au 06.12.07, 12:14
          mnie sie podoba , ze tak masz,

          ale zauwazylam, ze nie twierdzisz, ze KAZDY tak musi, :)

          czyli: robmy tak, jak nam pasuje, przedstawiajac swoje racje, tym,
          ktorzy prosza o rade, ale zaakceptujmy tez inne podejscia do zycia i
          tradycyjno rodzinnych obowiazkow

          strasznie mnie to: "no moja pani, ja bym tak nie mogla!" wkurza....
          jest wyjatkowo 'moherowe' i tyle!
    • hania55 Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 11:37
      GotujeMY, tzn. wspólnie z mężem, bo nie miałabym czasu lepić przed
      Wigilią sama tuzinów uszek i pierogów. W sytuacji podbramkowej (tzn.
      gdybyśmy obydwoje nie mieli czasu), zamówiłabym gotowe potrawy w
      sprawdzonym miejscu.
      • Gość: senin ja to mialam i mam dobrze..;))) IP: *.for.connect.net.au 06.12.07, 11:52
        ani tesciowej w poblizu, ani tardycji nieodstepliwej ;))

        choc w pierwszych latach malzenstwa tez padalam przed wigilia na
        pysk, zeby lubemu wyzszosc kuchni polskiej nad indyjska
        zademonstrowac..

        a tu ani karpia, ani grzybow, ani porzadnej kapusty kiszonej...
        upaly 35 stopni, pot kapie na ciasto do lazanek (sorry jesli komus
        sie niedobrze robi) ilez ja bym wtedy dala by miec pod reka taka
        firme kateringowa ;))

        co do wypieszczzonych potraw wigilijnych tesciowej, to mialam okazje
        probowac owych w domu tesciowej mojego brata ;(( mysle ze kazda
        firma kateringowa bylaby lepsza - no nie miala kobita talentu do
        gotowania. ..co byloby zupelnie w porzadku, gdyby nie fakt, ze byla
        przekonana, ze jest mistrzynia kuchni ... ale co tam, niech jej
        bedzie :)

        tak wiec droga autorko watku, rob tak, jak ci jest wygodnie,
        chlopaka przekonaj, ze powinien sie zdziebko zastanowic, zanim
        zacznie wymagac od Ciebie zupelnie nieistotnych zachowan... i zrob
        cos by spojrzal na sprawe z dystansu..

      • Gość: senin Re: Kupujecie czy gotujecie? IP: *.for.connect.net.au 06.12.07, 12:01
        vandikia napisała:

        > No ja jestem przeciwniczką, wolałabym nei mieć pierogów, niż kupne
        > jeść w Wigilie :)

        > Wolałabym poświęcić godzinkę - dwie w weekend, nalepić i zamrozić.


        a ja nie, choc bardzo lubie dobre jedzenie, i bardzo rzadko kupuje
        gotowe potrawy. Trzeba jednak odrozniac w zyciu sprawy wazne i mniej
        wazne ;)

        everybody is different ;DD

        • vandikia Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 12:15
          Ja nie potępiam absolutnie kogoś kto woli sobie w ten sposób ułatwić
          życie :)
          Po prostu dla mnie potrawy świąteczne, to takie w które włożone jest
          serce, nasz czas, nasza praca. Tak samo o wiele bardziej cieszą mnie
          prezenty własnoręcznie robione, czy przygotowane z jakimś pomysłem,
          niż zakup najdroższej butelki perfum ;)
          • Gość: senin Re: Kupujecie czy gotujecie? IP: *.for.connect.net.au 06.12.07, 12:25
            a ja wole, zeby maz pozmywal naczynia posprzatal kuchnie, niz po
            obiedzie wymykal sie kryjomu do garazu i robil dla mnie lancuszek z
            kapsli po piwie na gwiazdkowa niespodianke ;D

            pogodze sie wtedy z kazdymi perfumami, nawet tymi tanszymi
            troche ;)))

            wypoczeta kobieta nie potzrebuje az tylu zabiegow kosmetycznych,
            pachnie tez lepiej niz spocona przy kuchni

            no moze niechby jeszcze poodkurzal i okna umyl na swieta, bo na
            codzien to zadowole sie, gdy zajmie sie praniem i prasowaniem..


              • Gość: senin Re: Kupujecie czy gotujecie? IP: *.for.connect.net.au 06.12.07, 12:47
                sorry, nie moglam sie powstrzymas

                rzecz w tym, ze kazdy z nas ma jakies priorytety w zyciu, i jet to OK
                ale wydziwianie nad tym ze inni nie podzielaja naszychupodoban,
                przyzwyczajen, czy nawet wartosci jest delikatnie mowiac nie fair,
                a mniej delikatnie: prostackie

                nie pisze tu o tobie, bo nie odnioslas sie bezposrednio do autorki
                watku, tylko napisalas o swoich upodobaniach ... i to jest cool, ale
                przyrownywania i porownywania i tekstow w stylu: "ja tego nie
                rozumiem", albo "no po prostu nie wypada' czy "no tak nie nalezy"
                lub "tak sie nie robi"- w sprawach tak blachych jak kuchnia (uwaga,
                pisze to ja, dla ktorej kuchnia jest esencja zycia) tego po prostu
                nie znosze i nazywam 'koltunstwem' - tak samo jak wszelkie inne
                przejawy nietolerancji dla innych (nieobrazliwych) zachowan
                • vandikia Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 13:10
                  "tak sie nie robi" - jest dobre dla osoby, ktora chce podac kiszone
                  ogórki z zupą mleczną ;)
                  trzeba sie trzymac jakis ram obyczajowych, ja sie bym nei
                  zastanawiala czy wypada isc z czyms takim do przyszelj tesciowej -
                  bo przeciez tylko ja mialabym wiedze, ze pierogi sa z cateringu, a
                  reszta niech sie glowi :))
                  tak jak pisalam..co kto lubi.. a ze ktos napisze "ja tego nei
                  rozumiem"..aa tam..niech pisze, to tylko opinia jednego czlowieka,
                  ma prawo tak napisac, skoro nie rozumie :)
                    • vandikia Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 16:12
                      nie zrozumialas mojej wypowiedzi :) trzeba sie trzymać jakiś norm
                      obyczajowych w każdym społeczeństwie, ale to czy do tesciowej zabrac
                      pierogi kupne czy przygotowane wlasnorecznie nie jest moim zdaniem
                      obyczajem czy czymkolwiek innym, jest neutralne.
                      A ze trzeba sie trzymac jakis norm - to chyba oczywiste, bo w kazdej
                      kulturze takie normy są, a kiedy trzeba a kiedy niezupelnie to juz
                      niech kazdy sobie sam na to pytanie odpowie.
                      Powiedzmy, ze w takich ramach w okresie Swiat Bozego Narodzenia nie
                      powinno sie wiercic wiertarką pol dnia w scianie, bo wiekszosc
                      swietuje w tym czasie i bedzie sie zaklocalo spokoj.. ale czy ktos
                      bedzie to robil czy nie, to jego wola i jego 'wolnoc tomku w swoim
                      domku'
                      pozdrawiam
            • hania55 Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 12:32
              Gość portalu: senin napisał(a):

              > a ja wole, zeby maz pozmywal naczynia posprzatal kuchnie, niz po
              > obiedzie wymykal sie kryjomu do garazu i robil dla mnie lancuszek
              z
              > kapsli po piwie na gwiazdkowa niespodianke ;D
              >

              :-))))))))))))))))))))))))))))))))
    • alinka_li Re: Kupujecie czy gotujecie? 06.12.07, 12:05
      Hmm, ja mam mieszane uczucia. teoretycznie nie ma się do czego przyczepić: nie
      umiem, nie mam czasu gotować- zamawiam gotowe. Rozsądne. Ale jednak jakoś mi to
      nie pasuje, ja na pewno nie poszłabym do kogokolwiek w gości na uroczystą
      kolację z gotowcem w ręku. No nie wypada moim zdaniem. Jeśli teściowa faktycznie
      oczekuje przyniesienia części potraw, to najlepiej wprost powiedzieć , że nie
      umiesz gotować, ale chętnie nauczysz się od niej(wskazana pomoc przed kolacją) i
      zaproponować np. że kupisz jakieś dobre wino, zadbasz o pieczywo ewentualnie
      napoje. Chociaż trudno mi sobie wyobrazić, że teściowie zapraszają Cię pierwszy
      raz na Wigilię i dają listę dań do zrobienia. Jeśli to Twoja inicjatywa, chcesz
      mimo braku czasu zrobić dobre wrażenie na przyszłych teściach, to zrób JEDNą
      potrawę, ale własnoręcznie.
      • fettinia Alinka:) 06.12.07, 12:47
        Szczerze mowiac tez mam podobne mieszane uczucia:)I chyba najlepszy bedzie
        kompromis.Zamiast lepienia pierogow po nocach badz zamawiania z firmy
        przygotowac ladnie udekorowany polmisek wedzonyych ryb(oj zazdroszcze tu nie ma
        takiego wyboru)Potrwa to raptem 15 minut:)Ewentualnie drugi polmisek matjasow z
        cebulka-tez 10-15 minut:)Do tego makowiec z cukierni-czemu nie-i bukiet
        kwiatow:)I juz wilk syty i owca cala:)
        • hania55 Re: Alinka:) 06.12.07, 13:00
          Fetti, nie rozumiem - czym różni się półmisek wędzonych ryb, które
          kupiło się w sklepie i samemu wyłożyło na talerz, od np. pierogów
          czy ryby w galarecie zamówionej w restauracji / firmie kateringowej?
          No i w czym lepszy jest kupny makowiec od wyżej rzeczonych gotowych
          dań?
          • jottka Re: Alinka:) 06.12.07, 13:09
            no więc ja mam taką teorię, że od prawdziwej polki nikt nie oczekuje osobistego
            złapania i uwędzenia tych rybek, więc w tym wypadku wystarczy, jak je kupi i w
            trzech rządkach dziabnie na talerz, natomiast pierogi, danie czaso- i
            pracochłonne, świetnie nadają się do wykazania cnotami cierpliwości, dokładności
            i co tam jeszcze, które prawdziwej polce przystoją. kiedyś przyszła synowa
            musiała ponoć wydziergać sakiewkę dla narzeczonego ze splątanego kłębu nici,
            które jej teściowa wręczała, a dziś sprawy nieco się uprościły:)

            co do makowca - fetti tkwi w dojczlandzie, tam osobiście sporządzany makowiec,
            jak i inne ciasta, są dowodem twego oryginalnego hobby, a nie typowym elementem
            krajobrazu, więc może to stąd?


            a co do adremu - najbardziej interesuje mnie podejście wspominanego faceta, bo
            ono cokolwiek niejasne. tzn. jego dobre prawo chcieć handmejdy na wigilię, ale
            jeśli oczekiwał, że ich wyrób niezależnie od okoliczności jest wyłącznie psim
            kobiecym obowiązkiem, to najwyższa pora albo zmienić faceta, albo przeprowadzić
            reedukację.
            • hania55 Re: Alinka:) 06.12.07, 13:45
              Co do ostatniego zdania: AMEN :)

              PS. No to te rybki w takim razie cnoty cierpliwości i tak nie
              udowadniają i bez własnoręcznie udzierganych pierogów ani rusz!
            • fettinia Jottka 06.12.07, 14:27
              Tak w pewnym sensie masz racje:)Dla mnie owe wedzone rybki sa luksusem-sama
              sobie nie uwedze hehe.A i makowce kupuje w cukierni.Nie umiem dobrze piec i tyle:D
              Roznica pomiedzy owym nieszczesnym pierogiem z firmy a rybkami kupionymi w
              sklepie jest taka,ze chociaz inwencji wymaga ulozenie ich artystycznie na talerzu:)
              I wiecej juz nie powiem bo mam zly humor i moge marudzic:D
              ps-pierogi robie sama bo lubie,ale nie obrazilabym sie podobnie jak Pinos gdyby
              ktos mi przyniosl super ciasto z cukierni:D
              Co do faceta sie nie wypowiadam:D
          • alinka_li Re: Alinka:) 06.12.07, 13:29
            Pytanie nie do mnie, Fettinia pewnie napisze co myśli, ale jednak nie mogę sie
            powstrzymać, by nie napisać jaką ja widzę różnicę: by coś samodzielnie
            przygotować, trzeba najpierw się zastanowić nad gustem innych, co lubią, a czego
            nie, co im sprawi przyjemność lub chociaż zaskoczy. Potem trzeba zrobić zakupy,
            znaleźć najpiękniejsze produkty. Przyrządzić. Zadbać o formę, dopieścić
            szczegóły, wykazać się gustem lub jego brakiem- rys bardzo osobisty. Zanieść na
            kolację, przyjąć zasłużone pochwały(bez głupiego uczucia, że nie nam się
            należą). W to wszystko wkładamy serce, albo chociaż uwagę i czas- rzecz bardzo
            cenna. Nijak ma sie do tego szybki wybór przy ladzie- łosoś czy karp i
            zapłacenie, a potem z uśmiechem wręczenie gospodyni, by postawiła na stole wśród
            tradycyjnych, pracochłonnych dań. Dodam, że sama nie robię wszystkiego
            samodzielnie,bardzo często korzystam z gotowców( ach ten czas!!!), ale tu mamy
            do czynienia z wyjątkową sytuacją i świętem
            • hania55 Re: Alinka:) 06.12.07, 13:49
              Emmm, no dobra, ale ja nadal nie widzę różnicy między rybkami
              wyjętymi z opakowań na półmisek (niechby nawet ozdobiony
              nieśmiertelną różyczką z pomidora) a rybą w galarecie zrobioną nie-
              własnymi-ręcami :))

              No i tak nie bardzo też rozumiem, czy w związku z tym, że to święto,
              trzeba np. noce zarywać na przygotowywanie tych najpiękniejszych
              produktów i głowienie się nad tym, czy wykażę się gustem lub jego
              brakiem. Tkoboska, jakoś to wszystko zaczyna popadać w dramaty
              egzystencjalne.
              • alinka_li Re: Alinka:) 06.12.07, 13:57
                No a ja nadal widzę:-)))))Bardzo podoba mi sie to zdanie:"Tkoboska, jakoś to
                wszystko zaczyna popadać w dramaty
                > egzystencjalne." Hihi;-) Faktycznie, mroczno jakoś. Ale jednak obstaję przy
                swoim zdaniu: katering w tej sytuacji-be, w innych-cacy. Pozdrawiam wszystkich
                dyskutujących( hmm, muszę do pracy się wziąć, godzinki lecą)
    • Gość: lolka Ale sie zapędziłyście, wróćcie do pytania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.12.07, 12:06
      wyjściowego.Dziewczyna idzie do jeszcze obcych ludzi /ewent.teściów/
      i chyba tylko własna nadgorliwość czy nieobycie każe jej brać
      jedzenie.Będąc na jej miejscu kupiłabym dobre ciasto bądz poprosiła
      kogoś ze swojej rodziny o upieczenie i nie kryła tego faktu przed
      gospodarzami, następnie udałabym się do kwiaciarni, zakupiła np.
      gwiazdę betlejemską lub stroik świąteczny i to wszystko.Na pewno nie
      tachałabym śledzi i pierogów.
        • Gość: lauri no wlasnie, do meritum... IP: *.dip.t-dialin.net 06.12.07, 12:24
          ... bo co mnie tu najbardziej irituje, to te wielkie oczy chlopa.
          Ja gotowac lubie, nie zawsze mam na to czas, ale najczesciej wole
          szybko a samodzielnie sklecona pomidorowa od jakiegos gotowca. Jak
          mam czas, to lubie i chlopu sprawic przyjemnosc przez zoladek. Ale
          gdyby on ode mnie stanowczo wymagal, zebym stala przy garach...
          Chyba bym pogonila, niestety...
          Zrobisz, jak zechcesz. Pochodze z takiego domu, gdzie trzeba bylo
          sie zaharowac na swieta, wszystko (a duzo tego) wlasnorecznie,
          obojetnie, ile nieprzespanych nocy to kosztowalo... Zmeczenie i
          irytacja kulminowaly w wigilne poludnie, nikt nie wytrzymywal
          napiecia, awantury, placze (dopiero wtedy okazywalo sie, ze kobiety
          wziely za duzo na siebie, a mezczyzni to nieroby). I choc wole
          handmade, to uwazam, ze lepsze kupne, od tego okupionego zmeczeniem
          i nerwami. A chlop jak taki madry, niech sam gotuje.
    • matylda1001 Re: alinka i lolka 06.12.07, 12:27
      Fajnie, że macie podobne zdanie jak ja bo juz myślałam, że
      dziewczyny piszące wyżej przyrzadzą mnie w galarecie i kachna
      zaniesie mnie na ten wigilijny stół do przyszłej teściowej.
      • Gość: senin wiesz Matyldo, IP: *.for.connect.net.au 06.12.07, 12:57
        mnie Twoje zdanie nie przeszkadza
        ale tylko do momentu, gdy twierdzisz, ze jest to jedyne sluszne
        zdanie :)

        jest tyle roznych podejsc do zycia i tradycji ile jest ludzi, chyba
        nie ustwimy tu na forum policji "dobrych, jedynie slusznych
        obyczajow wigilijnych" - ludzie maja rozne zdania, i tak naprawde
        kazdy ma racje .. w swoim domu ;))
        • matylda1001 Re: widzisz, senin... 06.12.07, 13:31
          Tylko, że ja nigdzie nie napisalam, że to moje zdanie. Przeciwnie,
          to zdanie jest uniwersalne dla ludzi szanujących zasady dobrego
          wychowania. Jeśli ktoś ma ochotę postępować wbrew tym zasadom to
          mnie to nie przeszkadza (nie mój dom, nie moje zmartwienie, nie moj
          nietakt). Tylko niech powie, że to jego zdanie a nie obowiązująca
          zasada. Nie wypada na uroczyste przyjęcie przynosić swojego jedzenia
          (jeśli nie umówiono sie inaczej) tak jak nie wypada wymagać od gości
          zdejmowania butów. Tu też, jak ktoś uważa za stosowne paradowac "pod
          krawatem" i boso lub w kapciach to niech sobie paraduje ale niech
          nikt nie ośmieli sie sądzić, że tak powinno być. To prawda, że
          ludzie mają różne zdania. Czasami wynika to z braku dobrych wzorców.
          Nie widzę powodów żeby nie mieli sie czegoś więcej nauczyc ponad to
          co wynieśli z (czasami prostego) domu.
          • jottka Re: widzisz, senin... 06.12.07, 13:37
            matylda1001 napisała:

            > Tylko, że ja nigdzie nie napisalam, że to moje zdanie. Przeciwnie,
            to zdanie jest uniwersalne, ale niech nikt nie ośmieli sie sądzić, że tak
            powinno być.



            w takiej wersji twoja wypowiedź jest dużo lepsza:)
          • Gość: senin Re: widzisz, senin... IP: *.for.connect.net.au 06.12.07, 13:56
            jeszcze jedno, matyldo

            dobre wzorce to nie tylko dobre wychowanie i przestrzeganie zasad
            savoir vivre (buty i takie tam)...

            twoja wypowiedz jest tak subtelnie arogancka, ze az mnie zmierzilo

            ale masz do niej prawo, oczywiscie... jako, ze wypowiadasz to
            miekkim cieplymglosem z 'lady like' usmiechem - jest to zaprawde
            demonstracja uniwersalnego szacunku ..zwlaszcza te ostatnie dwa
            wersy ;)

            Protekcjonalnosc jest rownie nietaktowna jak pokazywanie dziurawych
            skarpetek ;)

            mam nadzieje, ze nie szokuje cie swoim jezykiem - a jesli tak, to
            coz...

            i skad ten elaborat o uroczystym przyjeciu? moze autorka wybiera sie
            do domu bez 'dobrych wzorcow' czyli"(czasami prostego) domu"? -
            caly Twoj wywod nie ma wtedy sensu, nie wspominajac o tym, ze jest
            pretensjonalnym zadeciem :((
            • momas Re: widzisz, senin... 06.12.07, 14:03
              senin, mnie też zmroziło... ta zawoalowana arogancja, która tak
              wyszła w ostatnim zdaniu. Az mi się przykro zrobiło.Niby pełna
              kultura, a jednak...
              Pozory mylą.


              Czasami prosty dom bywa lepszy od tego "niby lepszego"....
              • matylda1001 Re: jottka, senin, momas... 06.12.07, 16:25
                Właściwie każda z Was zasłużyła na osobna odpowiedz ale spróbuje
                razem... Tak jakoś przypomniało mi sie powiedzenie o tych nożycach
                co to się odezwały na stole. Tłumaczyc się nie mam zmiaru bo nie
                czuję sie winna ale wyjaśnię. To co napisałam nie ma nic wspólnego z
                arogancją. Wszak nie wszyscy obywatele tego kraju maja korzenie w
                szlacheckich dworkach. Są ludzie, którzy z zasadami dobrego
                wychowania nie mieli sie gdzie zapoznac. Ci ludzie dzielą się na
                dwie grupy. Jedni zetknąwszy się z ludzmi, od których można sie
                czegoś nauczyc chłoną wiedzę jak gąbka, drudzy obrażają sie bo gdzie
                go "taki tam" będzie poprawiał! Kwestia inteligencji, po prostu...
                Niech tylko nikt nie oczekuje, że człowiek kulturalny będąc w
                restauracji "zapomnie" jak sie jada nożem i widelcem tylko dlatego,
                żeby nie urazic uczuc kogoś, kto tego nie potrafi.

                >i skad ten elaborat o uroczystym przyjeciu? moze autorka wybiera
                sie do domu bez 'dobrych wzorcow' czyli"(czasami prostego) domu"? -
                caly Twoj wywod nie ma wtedy sensu, nie wspominajac o tym, ze jest
                pretensjonalnym zadeciem :((<

                Rzeczywiście, w takim razie nie ma sensu. Jednak to oburzenie
                chłopaka na myśl o jedzeniu kupionych (nie kupnych!) potraw przy
                rodzinnym, wigilijnym stole daje nadzieję. Poza tym proszę zauwazyc
                różnicę pomiędzy domem prostym a domem prostackim.





                  • hania55 Re: jottka, senin, momas... 06.12.07, 16:48
                    Omaryjo, wiedziałam, że prędzej czy później trafimy do dworku :)

                    PS. Nie wiem na co daje nadzieję oburzenie chłopaka na to, że
                    autorka wątku chce wydać zarobione przez siebie pieniądze na kupno
                    potraw na wigilijny stół - na to, że dziewczyna się w miarę szybko
                    zorientuje, jakie są poglądy na rolę kobiety w domu jej
                    wybranka? :)))
                      • matylda1001 Re: jottka, senin, momas... 07.12.07, 00:26
                        ka2 napisała:

                        > do mocno zubożałego dworku, w którym pani sama pierogi lepiła
                        nie zatrudniała kucharki :)<

                        Wśród ziemiaństwa rzeczą niewyobrażalną było żeby młoda dziewczyna
                        nie umiała gotować. Musiała umiec, nawet gdyby nigdy nie miała robic
                        tego osobiście. W tamtych czasach nie było szkół gastronomicznych
                        więc kucharka uczyła się gotowania pod okiem Pani. Nie czerpała
                        przeciez swojej wiedzy z chałupy. Ambicją każdej Pani było
                        posiadanie wytresowanej służby. Mnie też się to określenie nie
                        podoba ale tak się to wtedy nazywało. Tak więc dworek wcale nie
                        musiał być zubożały, moja Ty znawczyni.

                        • ka2 Re: jottka, senin, momas... 07.12.07, 08:26
                          ładnie jesteś wytresowana, tak pięknie piszesz Pani z dużej litery
                          nie zrozumiałaś mnie, prawda ?
                          w końcu pani, nazwijmy ją Dulska, i tak jadła te pierogi, robione
                          przez kucharkę, a co gorsze gościom je podawała
                          jak myślisz, czym się różnią pierogi zrobione przez wspólczesną
                          kucharkę, tym, że nauczyla się je robić w szkole gastronomicznej a
                          nie pod okiem Dulskiej ?
                          • matylda1001 Re: jottka, senin, momas... 07.12.07, 12:50
                            >ładnie jesteś wytresowana, tak pięknie piszesz Pani z dużej litery
                            nie zrozumiałaś mnie, prawda ?<

                            Zawsze napiszę słowo "pani" z dużej litery jeśli nie ma przy tym
                            nazwiska i jesli słowo to ma określać kogoś konkretnego (w tym
                            przypadku osobę zatrudniającą służbę). Może taki był tok mojego
                            rozumowania (w/g Ciebie pewnie błędny, trudno). Pani Dulska nie była
                            szlachcianką ale mieszczanką. Zapolska na jej przykładzie ukazała
                            cechy mieszczaństwa właśnie, które najczęściej snobowało się na
                            ziemiaństwo, przeważnie z mizernym skutkiem.

                            >jak myślisz, czym się różnią pierogi zrobione przez wspólczesną
                            kucharkę, tym, że nauczyla się je robić w szkole gastronomicznej a
                            nie pod okiem Dulskiej ?<

                            Jak już napisałam Dulska nie jest dobrym przykładem ale niech Ci
                            będzie. Czy robione przez kucharkę czy przez Dulską, pierogi były
                            domowe. Robione przez współczesną kucharke zawsze będą gorsze bo są
                            robione po to żeby zarobić, przeważnie metodą "na skróty". Bardzo
                            lubię pierogi i jak mam okazję to jadam je również poza domem. Nawet
                            te, które smakują maja widoczne cechy gotowych.


                            • hania55 Re: jottka, senin, momas... 07.12.07, 13:12
                              matylda1001 napisała:

                              >Zapolska na jej przykładzie ukazała
                              > cechy mieszczaństwa właśnie, które najczęściej snobowało się na
                              > ziemiaństwo, przeważnie z mizernym skutkiem.

                              Emmmm, bo to tak bywa, gdy się człowiek snobuje na coś lub kogoś :)
                            • winoczerwone Re: jottka, senin, momas... 07.12.07, 13:17
                              nie, zebym się chciała wtracać czy czepiac, ale ... dałabym głowe,
                              że to tez ty, matyldo:
                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=77&w=62772819&a=62772819
                              oczywiscie mozna zmieniac poglady, niby nic w tym złego
                              • matylda1001 Re: winoczerwone 07.12.07, 15:10
                                Tak, to ja. Nadal robie te torty, w dalszym ciągu za darmo albo za
                                czekoladę. Jakoś nie chce mi przejść przez gardło cena, taka głupia
                                widocznie jestem albo lubie robic ludziom przyjemność. Domyślam sie
                                o co Ci chodzi i wyjaśniam. Tort, który zrobię można uznać za domowy
                                bo robie tak jak dla siebie. Do każdego podchodzę indywidualnie i
                                stosuje najlepsze produkty. Chyba dlatego "znajomych" wciąż mi
                                przybywa, że żaden mój tort nie przypomina ani w smaku ani w
                                wyglądzie masowej, cukiernianej produkcji. Doszłam chyba już do
                                perfekcji ale nie trzymam w tajemnicy sekretu wykonania. Chętnie
                                tłumaczę co i jak zrobic jeśli ktoś chce sam. Moich tortów z
                                tymi "kateringowymi" nie da się porównać.
                                • winoczerwone Re: winoczerwone 07.12.07, 15:32
                                  nie pomyśl, że cie atakuję, nic z tych rzeczy, ustalmy jednak fakty
                                  w celu zakończenia tego wątku jakze ciekawej dyskusji:
                                  1. to, co robisz, nazywa sie własnie katering (kwestia pobierania
                                  lub nie opłaty nie zmienia nazwy samej czynności
                                  2. katering kateringowi nierowny, znam przypadki (coraz liczniejsze
                                  zresztą) znakomitej kuchni "na wynos", że się tak wyrażę, i nie
                                  mialabym żadnych oporów przed skorzystaniem z usług tych firm w
                                  sytuacji podbramkowej
                                  3. nieladnie to może zabrzmi, ale w wielu przypadkach wolałabym
                                  dobry katering niż tzw domowe jedzonko, czasem przyprawiające o
                                  zgrozę formą i skladnikami
                                  4. gdybym miala decydowac się na katering, to - bez urazy -
                                  zdecyduje się na usługi hotelu, restauracji czy wyspecjalizowanej
                                  profesjonalnej firmy, a nie pani Kazi produkujacej np torty w
                                  zaciszu swojej kuchni... czy pani Kazia myje rece po wyjściu z
                                  ubikacji? profesjonaliści przynajmniej poddawani sa kontrolom
                                  Sanepidu i innych instytucji
                                  5. nie jestes niewolnica wlasnych poglądów, jak widać (to pozytywna
                                  cecha w zasadzie), choć wziąwszy powyższe jestem nieco zdziwiona
                                  twoja zapalczywością i atakowaniem innych
                                  6. pozdrawiam hanię55, polubiłam porządkowanie mysli w punktach
                                  (haniu nie jestes czasem prawniczka..?:-))
                        • momas Re: jottka, senin, momas... 07.12.07, 09:30
                          Aha. U ziemiaństwa było niedopuszczalne, by młoda osoba nie umiała
                          gotować. Generalizując -owszem....
                          Ale i inne sprawy też były niedopuszczalne.
                          Czy młode (!) ziemianki miały np. własne firmy, czy pracowały od
                          rana do nocy?

                          Ocenianie kogoś w ten sposób:
                          Ja wiem jak ja bym
                          zareagowała (jako przyszła teściowa) na taka sytuację. Otóż
                          poczułabym niesmak, który potrafiłabym ukryc, bo mam taki charakter.
                          Pewnie pomyślałabym jeszcze o domu, w którym się dziewczyna
                          wychowała, może o matce, która nie nauczyła czegoś córki... ".
                          Jest dla mnie niedopuszczalne.
                          Owszem ważne jest pierwsze wrażenie, ale nie ten pierwszy rzut oka
                          na wejście, tylko całokształt.
                          Załózmy: wigilia jest składkowa (jej chłopak nie protestował, zeby
                          coś przynosic, jego protest polegał na tym, ze kupne to DROZSZE).
                          Dziewczyna pracuje, nie czuje sie w kuchni zbyt dobrze. Nie ma czasu
                          ni chęci zrobic te pierogi. Ale w imie dobrego wrażenia - przynosi
                          własnoręczne gnioty, następnie podczas wigilijnej wieczerzy nie ma
                          zbyt dobrego humoru, bo jest zmęczona i zła, ze musiała te
                          nieszczęsne pierogi wykonać. Siedzi niezbyt szczęsliw.
                          I jakie jest wrażenie? Tego już nie oceniasz, bo liczy się tylko ten
                          pierwszy rzut oka?

                          Ja tam wolę sytuację, gdy przynosi pyszne kupne (no przecież nie
                          przyniesie tych gniotów z morżonki). W czasie wieczerzy jest miła,
                          radosna.
                          Ja bym ją oceniała po tym, jak sie zachowuje,czy jest miła, czy
                          pomocna, czy też siedzi i kaze obsługiwac sie jak królewna z bożej
                          łaski.
                          No, ale ja to jednak, jak wczoraj pisałam pozbawiona jestm kultury...

                          Druga sprawa.
                          Masz rację, owszem istnieje coś takiego jak ogól zasad dobrego
                          wychowania. Ale...
                          Czy w imię tych zasad, należy być ich "niewolnikiem" nie bacząc na
                          nic ?
                          Czy jadąąc/idąc doi innej kultury w imię "dobrych manier" będziesz
                          się domagać widelca i noża w kulturach jedzących pałeczkami? Czy
                          będziesz trzymac, a co gorzej jeś lewą ręką np. w Bangladeszu???
                          Jezeli tak to gratuluję.
                          Może podałam drastyczne przykłady róznic, ale czy sama o tym kiedyś
                          nie pisałaś, ze dawniej, "państwo" wizytując "gospodarzy" mając
                          podane sztućce do obiadu jedli tak jak pozostali = łyżką...
                          Czy to oznacza, ze "państwo" schamieli?
                          Nie to właśnie oznaczało, ze mają dobre maniery. Bo umieli
                          dostosować się do innych...
                          • matylda1001 Re: jottka, senin, momas... 07.12.07, 13:44
                            >Czy młode (!) ziemianki miały np. własne firmy, czy pracowały od
                            rana do nocy?<

                            Oczywiście, że miały "firmy" i najczęściej pracowały od rana do
                            nocy. W każdym majątku ziemskim był podział na pole i gospodarstwo
                            kobiece. Mąż zajmował się polem i pracującymi tam ludzmi a żona
                            prowadzeniem domu (państwo i służba czyli wielu ludzi do
                            wykarmienia), ogrodem warzywnym, sadem, chlewem, kurnikiem, itp.
                            Taka Pani (właścicielka) miała swoją ochmistrzynię (dyrektorkę) i
                            personel (parobek, kucharka, lokaj, dziewka (!) kuchenna, robotnica
                            w ogrodzie, w kurniku, w chlewie). Pani musiała wszystkim zarządzać,
                            wydawać dyspozycje, pilnować, uczyć, rozstrzygać spory, nagradzać.
                            Jak zebrała plony to nadwyżki trzeba było sprzedać więc szukała
                            zbytu, negocjowała ceny z kupcami. Mąż zajmował się czymś innym.
                            Czyż to nie była ciężka praca, pochłaniająca cały dzień? A do tego
                            musiała byc zadbana, pachnąca, bawić miłą rozmową, pograć na
                            fortepianie, pogadać po francusku...Nie wiem czy współczesna
                            właścicielka własnej firmy chciałaby się zamienić.

                            Co do dalszej części Twojej wypowiedzi to zadziwiasz mnie....
                            Sugerujesz jakobym nie miała prawa do własnych myśli, wniosków. Co
                            dla Ciebie jest niedopuszczalne, że zwróciłabym uwagę na niestosowne
                            zachowanie dziewczyny, która ma byc członkiem mojej rodziny?
                            Zaznaczam, że gdy to napisałam już dawno odeszłyśmy w rozmowie od
                            tych nieszczęsnych pierogów. Ja wcale się nie upieram (pierwszy mój
                            post), że dziewczyna ma je lepic własnoręcznie. Ja twierdzę, że nie
                            powinna zanosic jedzenia w ogóle. Uważam, że nikt od niej tego nie
                            oczekuje i jakiś fajny drobiazg pod choinke czy ciekawy stroik
                            załatwiłby sprawę. Ot, tak żeby nie pójść z pustą ręką, zrobić komus
                            przyjemność i podziękować za zaproszenie.

                            >Druga sprawa. Masz rację, owszem istnieje coś takiego jak ogól
                            zasad dobrego wychowania.<

                            O Boże, co za ulga, że wreszcie ktoś to dostrzegł...

                            >Czy w imię tych zasad, należy być ich "niewolnikiem" nie bacząc na
                            nic ?<

                            Widzisz...jeśli ktoś z zasady nie pluje na podłogę to dlaczego ma to
                            zrobić chociaż jeden, jedyny raz...żeby spróbować czegoś innego,
                            żeby adrenalina skoczyła? No dobrze, zależy czego miałyby dotyczyc
                            te ustępstwa...

                            >Czy jadąąc/idąc doi innej kultury w imię "dobrych manier"...itd...<

                            Nie tyle drastyczny co naciągany. Tu napisałaś o różnicy kultur a
                            cały czas rozmawiamy o różnicy kultur osobistych w obrębie jednej
                            kultury.

                            >czy sama o tym kiedyś nie pisałaś, ze dawniej, "państwo"
                            wizytując "gospodarzy" mając podane sztućce do obiadu jedli tak jak
                            pozostali = łyżką... Czy to oznacza, ze "państwo" schamieli? Nie to
                            właśnie oznaczało, ze mają dobre maniery. Bo umieli dostosować się
                            do innych...<

                            Rzeczywiście, chyba coś takiego kiedyś napisałam. Państwo jedli
                            łyżką dlatego, żeby nie sprawić przykrości gospodarzom ale
                            inteligentny gospodarz, widząc to, do czasu drugiej wizyty postarał
                            się już nauczyc jeść tak jak Państwo. Żeby zrobić przyjemnośc swoim
                            gościom, ma się rozumieć. Pozdrawiam.






                            • momas Re: oczywiście, nie dotyczy to pierogów... 07.12.07, 14:03
                              Nie przeczę, że zarządzanie służbą to też praca, jednak wydaje mi
                              się, ze ciut przesadziłaś.Zwłaszcza jak się weżmie pod uwagę
                              obowiązki współczesnej kobiety prowadzącej własną firmę Składam to
                              jednak na krab braku doświadczenia w tym zakresie.
                              Dla wyjaśnienia - odczytuję to "między wersami" tak jak Ty
                              odczytałaś to, ze dziewczyna nie została poproszona o partycypację w
                              wieczerzy wigilijnej.
                              :)
                              Nie sugęruję, ze nie masz prawa do własnych wniosków, Twój jedynie
                              dziwi mnie sposób oceniania ludzi - a ntak jak go odczytałam
                              napisałam wcześniuej.
                              Ja też mam prawo do wyciąganioa własnych wniosków.

                              Poza tym, ja wyniosłam z domu żeby oceniać ludzi "po czynie", ale
                              nie jednym, tylko ogóle zachowań.

                              Co do ogółu dobrych manier - owszem istniej, ale trzeba być
                              elastycznym! Jak ci przykładowi państwo...
                              Można zachowywać się wbrew "ogólnie przyjętym zasadom" i nie być
                              przez to niekulturralnym, a wręcz zachować klasę. Dlatego podałam te
                              przykłady.
                              I wcale nie jest powiedziane, że gospodarze podczas następnej wizyty
                              jedli sztucami. Zapewne, w większości przypadków - nadal łyżką....
                              A państwo też...


                              A co do plucia na podłogę? No wybacz, ale u mnie złamanie twego
                              typu zasad nie powoduje skoku adrenaliny.
                              Mam na to inne sposoby. I wierz mi, wcale nie łamiące zasad.
                    • Gość: anita Re: jottka, senin, momas... IP: 212.122.223.* 06.12.07, 17:57
                      W każdym porządnym wątku dworek musi sie pojawić, jak strzelba:))
                      Choć dworek wyciagają zazwyczaj ci, co go znaja z literatury i tv.
                      Tacy, co w dworkach sie chowali, są z reguły kulturalni i nie
                      potrzebuja sie dworkiem zasłaniać ani usprawiedliwiać, ani tez w
                      argumentacji stosowac dworkologii stosowanej.
                      • kirkwall Ta biedna Kachna, co chciala cateringa ;-) 06.12.07, 18:12
                        Tyle wam powiem - dobra matka chce aby syn/corka znalezli partnera
                        zyciowego, ktory ich kocha i rozumie.

                        To, co jest kultura w jednym kraju jest niewazne w innym i ciesze
                        sie, ze matka meza, ktora jest Szwedka, zaakceptowala mnie wlasnie
                        za milosc do syna, a nie za to, ze poznalam arkana szwedzkiej
                        kuchni.
                        Szacunek i tolerancja sa lepszym kapitalem niz puste konwenanse i
                        przesady.
                      • matylda1001 Re: jottka, senin, momas... 07.12.07, 00:09
                        > W każdym porządnym wątku dworek musi sie pojawić, jak strzelba:))<

                        Tak jest, szczególnie w takim o kulturze i dobrym wychowaniu.

                        >Choć dworek wyciagają zazwyczaj ci, co go znaja z literatury i tv.<

                        Też prawda bo tamto pokolenie jeśli jeszcze żyje to na Forum raczej
                        już nie pisuje. Teraz w dworkach mieszkaja nowobogaccy. Nowych
                        dworkach, ma sie rozumiec, stylizowanych.

                        >Tacy, co w dworkach sie chowali, są z reguły kulturalni i nie
                        potrzebuja sie dworkiem zasłaniać ani usprawiedliwiać, ani tez w
                        argumentacji stosowac dworkologii stosowanej.<

                        Ty pewnie za szczyt kultury uważasz ukrywanie faktu pochodzenia z
                        rodziny z tradycjami. Minęły na szczęście czasy kiedy ten fakt
                        należało ukrywać żeby ocalić życie, które dla wszelkiej swołoczy nie
                        przedstawiało najmniejszej wartości.





                        • kirkwall Re: jottka, senin, momas... 07.12.07, 07:53
                          "Ty pewnie za szczyt kultury uważasz ukrywanie faktu pochodzenia z
                          rodziny z tradycjami."

                          Nie, ale za kulture uwazam okazywanie szacunku dla odmiennych stylow
                          zycia, bez automatycznego wywyzszania sie nad kims tylko z racji
                          swojego pochodzenia.
                          Z drugiej strony uznawanie swojego stylu zycia za jedyny sluszny i
                          kulturalny jest wlasnie definicja zasciankowosci, a to dowodzi, ze
                          pochodzisz ze szlachty zasciankowej.

                          Rody magnatow, obyle w swiecie i znajace inne obyczaje, traktowaly
                          pewno twoich przodkow specjalami, ktore uwazane byly
                          za 'niestosowne' i 'obce' a do tego podawane w 'dziwaczny' sposob.

                          Troche wiecej szacunku prosze z tego dworka - noblesse oblige.
                          • matylda1001 Re: jottka, senin, momas... 07.12.07, 17:36
                            Jakby Ci to wytłumaczyć, żeby znowu nie urazić...Jeżeli napisałam,
                            że nie wszyscy mieli okazję nauczyć się dobrych obyczajów to
                            rozpętała się wojna a przeciez to prawda. Prości rodzice nie nauczą
                            swoich dzieci kultury bo sami nie nauczyli sie tego od rodziców. Nie
                            ma tu niczyjej winy. Jeśli już to taka, że jak mieli okazję coś
                            pozytywnego zaobserwować u innych to nie wykorzystali tej szansy.
                            To, że kultura w narodzie ma niskie notowania widac wyrażnie.
                            Wystarczy wyjśc z domu. Te głośne rozmowy przez komórkę w miejscach
                            publicznych, to stukanie się w czoło kierowców pod adresem innych,
                            to cwaniactwo w kolejkach, to przepychanie się w sklepowych
                            drzwiach... długo by wymieniac. Piszesz, że ja uważam mój styl
                            postępowania za jedynie słuszny, no cóż...a jeżeli jednak ja mam
                            rację, nie pomyślałaś o tym, że może tak być? Może większość ludzi
                            tak uważa ale obawia się powiedzieć głośno, żeby nie urazić dumy
                            plebejusza (bez obrazy)?

                            Wspomnialaś o szlachcie zaściankowej więc dobrze. Szlachta
                            zaściankowa to byli czasami bardzo biedni ludzie, ich sytuacja
                            materialna często była gorsza od sytuacji włościan. Co więc
                            sprawiło, że mieszkając obok chłopów nie wtopili się w społeczność?
                            Ano właśnie to, że nie zapomnieli o swoim pochodzeniu, że
                            pielęgnowali obyczaje, że uczyli swoje dzieci kultury, że mieli
                            potrzebę posiadania przy domu "budki z serduszkiem" bo nie
                            wystarczało im chodzenie za stodołę, że byli dumni (nie wywyższali
                            się ale właśnie mieli dumę). Och, gdybyż tak całe polskie
                            społeczeństwo było potomkami szlachty zaściankowej! Pozdrawiam.
                        • emka_1 Re: jottka, senin, momas... 07.12.07, 10:52
                          matylda1001 napisała:


                          > Też prawda bo tamto pokolenie jeśli jeszcze żyje to na Forum raczej
                          > już nie pisuje. Teraz w dworkach mieszkaja nowobogaccy. Nowych
                          > dworkach, ma sie rozumiec, stylizowanych.


                          i ma sie rozumieć skoro wymarli, tradycja i dobre wychowanie wraz z nimi umarło,
                          a tyś jest jedyną depozytariuszką.

                          biednaś, straszny to los być ostoją wszystkiego co zacne w oceanie chamstwa
                          wszechogarniającego, co kateringowym pierogiem zamachu na tradycję dokonuje.

                          związek szlachty polskiej w nowej zelandii powinien cię orderem św. stanisława
                          nagrodzić.