Dodaj do ulubionych

stan śmierci wewnętrznej

28.02.14, 14:33
Osoba borderline nie jest w stanie pomieścić w sobie złożonych emocji. A to właśnie one meblują nasz świat wewnętrzny. Na przykład poczucie winy - nieprzyjemne, a jednak ważne i rozwijające. Borderline doprowadzi raczej do tego, że to on będzie się czuł skrzywdzony przez osobę, wobec której mógłby czuć się winny.
Obserwuj wątek
    • sylwia175 Re: stan śmierci wewnętrznej 28.02.14, 19:17
      No chyba to nie jest reguła. W moim przypadku to ja zawsze biorę wszystko na siebie. Narozrabiam fakt ale zawsze biczuje sie ze to moja wina, nawet jak jest inaczej.
    • toxic_chick Re: stan śmierci wewnętrznej 28.02.14, 20:33
      > Osoba borderline nie jest w stanie pomieścić w sobie złożonych emocji. A to właśnie one meblują nasz świat wewnętrzny. Na przykład poczucie winy - nieprzyjemne, a jednak ważne i rozwijające. Borderline doprowadzi raczej do tego, że to on będzie się czuł skrzywdzony przez osobę, wobec której mógłby czuć się winny.

      Serio???!!!

      Masz świadomość, że właśnie podważyłeś jedną z kardynalnych cech stanowiących kwintesencje pogranicznego zaburzenia osobowości??? wątpie...
      Ale co ja tam wiem... ja w stanie śmierci wewnętrznej... ledwo zipię;) zaś lekarze? tzw. specjalisci, którzy nie rozpartują zaburzenia na JEDNYM przypadku kogoś (na mój rzut oka z tego co tutaj wypisujesz.. osoba, o której piszesz elaboraty jest mniej zaburzona niż TY! zwyczajnie miała Cię dośc i wcale się nie dziwie!!! ) od dziesiątków lat mylą się, twierdząc, że poczucie WINY jest nieodzownym składnikiem bordeline..

      Pisze tylko i wyłącznie dlatego, że po raz kolejny dzielisz się kompletymi bzdurami, uznając je za pewnik... i nie wiem co cię spotkało i kogo spotkałeś ale zastanów się raz a dobrze czy przypadkiem nie przeginasz! rozumiem autoterapie.. ale daj luz!!! to trywializm! infantylizm! głupota do potęgi n-tej!!!
      Nie masz absolutnie żadnej wiedzy w temacie BPD! więc nie pisz jak jebany Freud w liczbie mnogiej!!! ktoś to czyta... masakra

      Co robisz w takim miejscu i dlaczego diagnozujesz kogoś kto Cię zwyczajnie nie kochał? czy to znaczy, że mamy kolejnego bordeline?????????????????????????????????????
      Ogarnij się!!! dla samego siebie i może żyj??? i nie sugeruj, że inni (oczywiście zaburzeni) mają się gorzej niż TY!

      Gdzie mój tlen? :D
      • koballt Re: stan śmierci wewnętrznej 01.03.14, 16:41
        T.Chick, korzystając z Twojej obecności na forum chciałbym zapytać co jest najlepsze, a może najpiękniejsze, w byciu zaburzonym?
        • toxic_chick Re: stan śmierci wewnętrznej 01.03.14, 19:40
          koballt napisał:

          > T.Chick, korzystając z Twojej obecności na forum chciałbym zapytać co jest najlepsze, a może najpiękniejsze, w byciu zaburzonym?

          ???
          !!!

          Czytałam to zdanie kilka razy... żeby upewnić się (na wszelki wypadek;)) czy aby mnie wyobraźnia nie ponosi i czy faktycznie czytam... to co czytam... miałam nadzieje, że to żart.. ale to pytanie jest zadane najwyraźniej serio... o zgrozo

          Drogi autorze.. nie ma ABSOLUTNIE NIC NAJLEPSZEGO I NAJPIĘKNIEJSZEGO w byciu zaburzonym!!!! czy Ty masz świadomość o co pytasz? i przy okazji jakiej odpowiedzi się spodziewałeś?... (to akurat najciekawszy akspekt) że napiszę, że extra być osobowościowo zjebanym? że uwielbiam jak mi głowa płata figle?? że fajnie jest obracać się w okół własnej osi kilka razy na dzień (bywa) i zaliczać każdą skrajność jaką można sobie wyobrazić? że uwazam pustkę za coś pieknęgo a moją złość za konstruktywną??? że kocham kiedy wszystko mnie boli i nie mogę znieść dzwięku jebanego krzesła, które szura o podłoże?? że napady paniki i histerii to lepsze niż wciągniecie kreski? a może to, że odbieram słowa na opak i nie umiem wczuć się w zamiary/intencje drugiej strony?? że wiem lepiej?? nawet jeśli nie wiem... to przecież czyni mnie ponad ;) ehhh

          Zapomniałeś o jednym... NAJWAŻNIEJSZYM.. (powód dla którego repostuje.. ) "zaburzenie" nie równa się "człowiek"!!!!!! to dwie odrębne, niezależne (tak tak) sprawy!!!! Twoje pytanie jest obraźliwe dla każdej osoby, która boryka się z problemami... zakładasz uniwersalizm??? absurd!

          Każdy ma coś najpiekniejszego i najlepszego w sobie!!! to kwestia człowieka jako bytu... a nie kwestia tego czy jest bardziej lub mniej zaburzony!!! Twoje pytanie jest .. bez sensu... jest źle zadane.. przy okazji
          • koballt Re: stan śmierci wewnętrznej 01.03.14, 19:44
            Dziękuję za odpowiedź...
            • koballt Re: stan śmierci wewnętrznej 01.03.14, 19:47
              Nie tylko ja chyba będę wdzięczny kochani na forum...
          • koballt Re: stan śmierci wewnętrznej 01.03.14, 20:44
            Potrzebujesz ludzi, potrzebujesz czegoś od ludzi? Jak postrzegasz ludzi?
            • koballt Re: stan śmierci wewnętrznej 01.03.14, 20:51
              koballt napisał:

              > Potrzebujesz ludzi, potrzebujesz czegoś od ludzi? Jak postrzegasz ludzi?

              Bo dla mnie najważniejsze żeby nie hałasowali ha ha
    • brz_a_sk Re: stan śmierci wewnętrznej 02.03.14, 15:00
      castamara napisał:

      > Osoba borderline nie jest w stanie pomieścić w sobie złożonych emocji. A to wła
      > śnie one meblują nasz świat wewnętrzny. Na przykład poczucie winy - nieprzyjemn
      > e, a jednak ważne i rozwijające. Borderline doprowadzi raczej do tego, że to on
      > będzie się czuł skrzywdzony przez osobę, wobec której mógłby czuć się winny.

      gdybyś nie wpadł w pułapkę brania na siebie, bo taka właśnie pułapka jest to tego pytania dziś byś dziś nie stawiał :)

      popatrzmy czy czasem to nie tak działa

      w związku dwóch osób wydaje się dość naturalna sytuacja : kiedy po trzecim komunikacie coś jest nie tak, ranisz, nie szanujesz czy lekceważysz mówi się żegnam;

      a tu robi się coś dziwnego

      wkręcamy się w rozumienie i wybaczanie i współwinę za robienie nam kuku

      miesza się kto za co odpowiada, kto nad czym powinien popracować

      (podobne zgrzyty powstają między partnerami gdy jeden staje się niepełnosprawny - ale inaczej przebiegają - kto chce sięgnie i poanalizuje różnice i różnic przyczyny - ciekawe, trudne i wiele mówi o tym, ze czasem okazuje się, że to nie zdrowy partner nie udźwignął tragedii ...)

      to jest podobnie jak poczucie winy za bezowocną pomoc ( tak łatwo mimo wspólnych ustaleń to potrafię zaoferować, walcz potem usłyszeć - to wszystko przez ciebie - bez najmniejszego poczucia winy za zawracanie światu głowy swoim problemem)

      tak to jest, że czasem za dużo chcemy dać, pomylimy się i zawsze wtedy to nasz błąd
      tu nie ma dyskusji - źle cos ocenilismy
      natomiast czy mieliśmy jakiekolwiek szanse ocenić dobrze, czy mieliśmy prawo ufać, czy wspieraliśmy w dobrej wierze to co warte wsparcia czy wręcz warte nagany na poczatku - milion pytań zostaje po nie udanych związkach - i to każdego rodzaju

      na końcu jest jeszcze szansa na pewna wartość - popatrzenie co i dlaczego się stało
      sa ludzie, którzy wygrana i przegrana kwitują jednym 'dobra jest' *j z tym coś tam mam reszta, mnie nie obchodzi i spokojnie idą powtórzyć schemat

      są ludzie którzy mówią zawsze mi się jakiś gnój trafi i teraz tylko plączące się po moim świetnym życiu

      i sa tacy którzy nie dość że napsuli krwi muszą udowodnić, ze jesteśmy beznadziejni, bo wina musi mieć autora i to na zewnątrz

      z punktu widzenia osoby, która zorientowała się : 'nam nie po drodze' ważne jest by uświadomiła sobie choć z grubsza co jest grane
      zrobiła bilans i zjeżdżała na koniec świata

      z dystansu może kiedyś da się pogadać ale najpierw trzeba znaleźć swoje odpowiedzi na to co się z nami porobiły, ze wyprzedajemy się za bezcen i dlatego to boli

      nie ma takiego prawa by być w związku 'chłopcem do bicia' bo bozia nierówno coś podzieliła
      wszystkie osoby z kompleksami zbyt wybujałymi wyżywają się na rodzinie, współpracownikach nawet na zwierzaku czasem i na sobie też - ale nikt się nie urodził by hodować ten problem i go podzielać by pęczniał

      czasem najbardziej potrzebne jest zrozumienie co w nas sprawiło, że wkręcaliśmy się
      z pełnym szacunkiem dla siebie - i pytaniem - ja jestem tak słaby czy manipulacja tak niesamowita

      mnie się wydaje, ze zasadniczy argument leży w samym źródle - jeśli jest taka siła która z człowieka zrobi bordera
      (tu mozna by dyskutować czy to jest człowiek o innej konstrukcji, czy to nakladka jak katar do przeleczenia kropelakami, dla mnie border to człowiek ze specyficznym rusztowaniem - ale wiem to uproszczenie, a może zupełnie zły pomysł? nie przyszło mi do głowy powiedzieć borderowi - jesteś jak każdy człowiek, przestań zawracać głowę wygłupiać się i żyj jak wszyscy - jestem lodowcem czy coś rozumiem - nie wiem; przyjęłam jakąś zasadę by rozumieć SIEBIE w rozmowie)
      to jest taka siła którą border zmanipuluje partnera
      ryzykowne - TAK
      ale warte do założenia i przeanalizowania jak wiele w nas wynikło z niesamowitej sytuacji a ile z naszej konstrukcji zbyt słabej

      moim zdaniem można wyjść z porażki - bo każdy związek rozwalony jest porażką - można wyjść nie tylko z ranami i złymi doświadczeniami ale z jakimś sensownym wzmocnieniem

      co wcale nie wyklucza fatalnych skutków - może się człowiek oduczyć i to tak przewlekle, że w skutkach nieodwracalnie tworzenia dobrego związku

      może nie mam racji ale znam kilka osób, które uznały, ze więcej próbować nie będą - są to ludzie z obu stron BARYKADY (- to też warto widzieć - winami się tu wali - i nie dziwię się, bo zakończyć raz na zawsze i dać żyć trudno; bardzo szkoda - bardzo)

      czasem ten koniec prób tworzenia nowego związku jest taki sobie - babrzą się ludzie w cudzych związkach i erzacach - niszczą więcej niż by napsuli z jednym partnerem ale to kolejny temat - ile wolno człowiekowi rozpierniczyć w życiu bo sam jest nieszczęśliwy? - na zdrowy rozum nic ale to tak nie działa
      bił cię rodzic lejesz
      pił rodzic chlasz
      zdradził cię ktoś rozwalasz związki jako dyżurny playboy (gender po równo oczywiscie)
      raniły cię awantury sru dajesz sobie prawo do darcia paszczy
      nie znosisz wyzywających osób ubierasz się ...

      i gadanie to nie moja wina - bez sensu czy to bord czy nie bord bez sensu

      castamara - warto zrozumieć by nigdy nikogo nie skrzywdzić; ale rozumieć mozna dopiero z dystansu;
      dla mnie - fajny Człowiek z Ciebie - bardzo się starałeś i jak tylko przestaniesz szukać w czym mogłeś być lepszy, z przyjemnością wesprę Cię w drodze do doceniania siebie
      niech to diabli - mam nadzieję, że nie wróciłeś znów z powrotem?
      wiem wiem tak to się wychodzi z traumatycznej matni

      poczekam - nie Ty pierwszy i nie ostatni - wydaje mi się, ze wiesz, ze akurat Twój związek nie ma przyszłości

      Jestem za równym prawem do domagania się szacunku i współczucia partnerów - (proporcjonalnie do grzeszków ? czy zbrodni?)





      • mu.rena Re: stan śmierci wewnętrznej 03.03.14, 05:21
        Wiesz co, Brzask- uwielbiam Cię za ten dystans do tematu. I melduję, że oglądając na własne oczy jak zachowuje się BPD ( albo lepiej- jak może się zachować ) gdy jest naprawdę trudno i nerwowo i że za zachowanie się nazwijmy je niegodne możliwa jest podwójna kara- raz z kodeksu karnego, a raz ostracyzm ze strony, na której mojemu zaburzonemu kolesiowi naprawdę zależało wywaliłam mu wprost, że cała dostępna literatura plus przyjęcie postawy " jestem biedną sierotką, więc kiedy mnie bujnie bez hamulca ugryzę Cię w d... " to jest zwykła ściema. Bo gdyby nie była - to nie zważając na kodeks taki czy owaki zachowałby się w sposób dla BPD typowy- najpierw strzelił w kolano mnie, a potem sobie. Tylko, że ja jestem pancerna naprawdę i swoje życie zbudowałam na wartościach nie do ruszenia. Innych ludzi szanuję, ale nie mam najmniejszego problemu z wytłumaczeniem komukolwiek, że mi z nim nie po drodze. A ponieważ on mnie dobrze zna, nie miał wyjścia i przyjął moje wartości za swoje. Przynajmniej w tamtej sytuacji. Na sza znajomość jest " zawieszona" - ale nie dlatego, że któraś ze stron czeka nie wiadomo na co, tylko dlatego, że składając mu wizytę akurat teraz z zupełnie innych przyczyn zrobiłabym mu krzywdę. Nie chcę tego wywlekać na forum dlaczego tak jest. Ale ja to wiem i on także to wie.

        Ale najlepsze jest i tak gdzie indziej i dokładnie wiem, co robię: łączył nas nie związek damsko-męski, ale współpraca zawodowa. I jak się urzędowa sytuacja skończy, bo ona przestała dotyczyć jego, ale nie przestała dotyczyć mnie ( chociaż nie z jego powodu ) - mam do niego takie zaufanie, że jestem w stanie położyć na stole dowolne pieniądze i mam pewność, że mnie nie oszuka.

        I ten "osobny" czas pracuje na korzyść naszej współpracy: ja wiem, że lepszego wspólnika nie znajdę, a on wie, że szanuje jego granice i potrzebę bycia w oddaleniu teraz właśnie.

        Porobiło się... :).

        • brz_a_sk Re: stan śmierci wewnętrznej 03.03.14, 10:11
          ciekawe jak się ułożą sprawy
          chyba bywa i tu różnie
          interesy mają to do siebie, że 'poczekać' nie wystarczy
          oby wiara w to, że border jest w stanie panować choć, w niektórych dziedzinach swojego życia - nad sobą do końca
          karkołomna sprzeczność - panować nad tym co się wymyka bezustannie - jakieś osobne dziedziny życia - gdyby cokolwiek było pewne i jasne borderzy mieli by punkt oparcia;
          życie pokazuje, że border sam sobie wyrywa spod nóg ziemię

          kto nie doświadczył kontaktu z borderem, któremu właśnie 'opcja się zmieniła' nie jest w stanie wyobrazić tego - przyznaję zmienia to widzenie świata na zawsze i jest złym doświadczeniem dla człowieka nie szukającego ekstremalnych wrażeń; to jest co innego niż wycięcie wczorajszego dnia, niepamiętanie jakby się nic nie stało; to jest inny człowiek z innym doświadczeniem, innymi priorytetami i innymi ocenami przeszłości - zdumienie miesza się ze współczuciem, żal z litością, wściekłość z bezsilnością ...

          trochę manowców spoza bordeline:
          nigdy nie rozumiałam osób, które walczą o swój związek jak o życie, twierdzą, że partner jest idealny i nie ma mowy o rozwodzie, bo będą razem i będzie dobrze i nagle kiedy okazuje się, że sąd orzeka rozwód czy partner wyprowadza się - te same osoby mają taki repertuar pretensji i wad i pakiet nienawiści, że trudno uznać, że kierowały się kiedykolwiek rozumem
          nie wiem jak to działa ale działa

          czy pewne podobieństwo można odnieść do zachowania osób z bpd? czy to jest przekroczenie progu emocji, który każdy ma w innym miejscu, czy to jest nieumiejętność radzenie sobie z sobą samym, czy brak potrzeby jasności swoich myśli/zachowań - przy wysokiej inteligencji takie zachowanie zdumiewa otoczenie ale chyba i samego delikwenta - jest oznaką problemu

          są ludzie, którzy nie są w stanie znieść przegranej
          czy zbyt silnych emocji

          jeden wychodzi z żałoby choć potwornie cierpi drugi nigdy nie podnosi się mimo, że nie zawalił mu się cały świat i ma wiele bardzo bliskich ważnych osób obok siebie

          wszystko przestaje się liczyć prócz ja w katastrofie - jeden popada w depresję inny w furię ? traci kontrolę nad własną chemią i nie wystarczą najszczersze chęci - władzę nad człowiekiem, jego rozumem przejmuje rozregulowany organizm? starty bywają trwałe

          czy podobny schemat działa gdy border ulega swoim emocjom - pewnie tak bywa, ale chyba bywa i inaczej - górę bierze dziecko - kocham mamusię/nienawidzę mamusi w mgnienia oka - jest lizak nie ma lizak i świat się wali i nie ma pomiędzy? pewnie i to działa; tyle, ze dziecko wraca do równowagi zwłaszcza gdy ma stabilny dom;

          jak działa w borderze przemiana z widzenia na czarno tego co przed chwila widział w blasku i szansie na 'do końca świata' ? sam border nie wie choć z czasem wie, że tak się dzieje i to za pewne jest nie do zniesienia

          i co zupełnie nie pojęte - przemalowanie doświadczenia na czarno jest trwałe - nie wiem czy wygodne dla 'nie rozczulania się nad amputowanym' czy właśnie amputacji służy?

          jest jeszcze złudzenie, że reszta świata też ma sklerozę, zaniki i wahania ocen tego co było białe i białe zostanie, a co było czarne czarne zostanie

          kiedy się współodczuje taką rzeczywistość ręce opadają - złość i bezsilność dają obie reakcje a niech to diabli wezmą i co tu robić z taką prawdą

          po terapii wiele się zmienia - czasem wydaje mi sie, ze po terapii borderowi jest trudniej, bo ma świadomość choć nie ma pełnej władzy nad sobą - a łatwiej jest otoczeniu, bo border jednak zdecydowanie więcej może zrobić, by nie wybić wszystkich bliskich życzliwych mu osób

          ech - bez pewności, ze nic nie jest łatwe w sprawie zaburzeń bpd i tego, ze można się zbliżać nie można zrozumieć do końca nie da się znieść zderzeń z rzeczywistością bez traumy







          • mu.rena Re: stan śmierci wewnętrznej 03.03.14, 22:35
            Może to zabrzmi obrazoburczo, ale ja podchodzę do tematu ze stoickim spokojem: bluzgi kwituję wzruszeniem ramion i odejściem albo zakończeniem rozmowy telefonicznej. Potrzebę oddalenia rozumiem i szanuję. I jestem pewna na bank, że nikt dotychczas nie inspirował go do życia zwyczajnego aż tak. Nie wnikając w szczegóły pod wieloma względami sama jestem "mega" - właśnie zakończyłam spotkanie z jednym z wicepremierów polskich i nie ma dla mnie różnicy pomiędzy ludźmi ze świecznika naprawdę a moim kolesiem- o ile trzyma się standardów zachowania typowych dla kulturalnych ludzi. I myślę, że na tym polega moc naszej znajomości. To jest mój standard codzienny. I jeśli chce taki mieć, to sorry- ale ma się sam wziąć za twarz.
      • brz_a_sk Re: stan śmierci wewnętrznej 08.03.15, 08:56
        miałam wrzucić ten film do wątku o zaburzeniach osobowości
        ale i do tego komentarza jest ciekawą ilustracją

        CHCIEĆ
        www.youtube.com/watch?v=XQ0NbDue63A
        dożywocie z małymi przerwami

        uwieszeni na sobie - przekleństwo zaburzeń?


    • canoine Re: stan śmierci wewnętrznej 11.03.14, 11:52
      hm, serio? ja tam akurat bardziej jestem skłonna czuć się winna za wszystko i wszystkich, nawet jak (jeszcze) nic nie zrobiłam :] nie przeszkadza mi to jednocześnie czuć się skrzywdzoną i opuszczoną przez cały świat, ale poczucie winy jest mi lżejsze niż poczucie krzywdy. No i zawsze można się stosownie ukarać :]
      khykhy
      • brz_a_sk Re: stan śmierci wewnętrznej 11.03.14, 12:30
        pewien trop podpowiem

        popatrz jaką role te zachowanie, które opisujesz
        odgrywają w relacji z otoczeniem

        czujesz?
        • canoine Re: stan śmierci wewnętrznej 11.03.14, 12:38
          nie :]

          osiągnęłam imponujący wręcz level izolacji od ludzi i generalnie pilnuję, by nikt nie podszedł na bliżej niż kilometr, gdyż wówczas przestaję sobie radzić z emocjami i mogłabym zrobić kuku.
          ciężko więc mi cokolwiek odnosić do otoczenia - bo nie bardzo jest do czego.
          żyję raczej w obiegu zamkniętym :/
          jakkolwiek opornie podejmuję aktualnie ponowne próby się uspołecznienia..
          • brz_a_sk Re: stan śmierci wewnętrznej 11.03.14, 13:42
            witaj pośród ludzi
            • canoine Re: stan śmierci wewnętrznej 11.03.14, 15:10
              :)
    • brz_a_sk Re: stan śmierci wewnętrznej 23.11.15, 10:35
      czemu skrzywdzony krzywdzi?
      czemu zakręcony w sobie poza granice wytrzymałości wkręca?
      czemu pożądający wolności zamyka w klatkach świat?

      ten wątek jest jo sednie - o niezgodzie tego co się poczuło
      po obu stronach związku

      może od strony deficytu i jego mocy popatrzmy

      www.youtube.com/watch?v=66cYcSak6nE wiem już polecałam - Gabor Mate - PL co ułatwi

      do mnie to przemawia, daje do myślenia

      porzuceni porzucają i to coraz doskonalej, wbrew swojej woli, na swoją zgubę

      czy to jest zaraźliwe ? tak
      czy to jest uleczalne ...
      a może samo mija :(

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka