bj2d 30.04.14, 18:28 Jeszcze nie wiem, jak się z tym czuję... Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
marekgazek Re: Skończyłam terapię 30.04.14, 21:40 bj2d napisała: > Jeszcze nie wiem, jak się z tym czuję... Skoro to piszesz to się czujesz w.urwiona że ktoś ci pokazał prawdę o Tobie. Za tydzień dwa tą prawdę odrzucisz i powiesz, że terapeuta był skończonym palantem i się nie zna. Sam ma bordera i zwala na innych. Znajdziesz nowego mutanta i się poczujesz dobrze. Będziesz miała kolejny argument do manipulacji. Biedna istotka skończyła przecież terapię więc już nie jest chora. Mój najmilszy byłam borderem ale już nie jestem. Teraz mi kup coś w nagrodę i tyraj. Skończyłaś terapię? Ile sesji? Ile lat? Tu nie można kończyć terapii. Trzeba trwać i brać odpowiedzialność. Mam nadzieję, pewnie złudną, że wiesz jaka jesteś a jaka możesz być. pzdr Odpowiedz Link
brz_a_sk Re: Skończyłam terapię 01.05.14, 14:56 zastanowiło mnie słowo: "skończyłam" czekałam co dopiszesz jeszcze raczej brzmi prowokacyjnie niż objaśniająco cokolwiek chyba mam rację? Odpowiedz Link
marekgazek Re: Skończyłam terapię 01.05.14, 19:54 :) Tak wszyscy borderzy tak mają dlatego tak są klasyfikowani. To są objawy. Nie mam w sobie jadu. Swoje przeszedłem kiedyś ale jadu nie mam. Jestem zainteresowany zjawiskiem i wyciągam wnioski. Jestem teraz singlem i dobrze mi tak. Z nowym bordem jestem na takiej stopie jak wczesniej opisywałem i tutaj jest pies pogrzebany w stosunku do mojej oceny borderów. Skoro dziewczyna po obnażeniu jest dla mnie miła. Po próbach zamotania mnie zaniechała działań i jest ok to dlaczego dla nowego mutanta taka być nie może? Nie chce i tyle. Bo lubi dobijać. To nie choroba. Choroba to schizofrenia. To zwykłe funkcjonowanie na poziomie egoistycznego bachora. Może się zmienić. Przecież wszyscy jej to mówią jak się zachowuje. Nie jest głupia i to przecież sama też widzi. Kwestia chcenia i pacy nad sobą. Ale po co? Mutanty się znajdą. :) Odpowiedz Link
brz_a_sk Re: Skończyłam terapię 02.05.14, 12:55 hm a tak sobie pomyśl no nie wiem czy już pora bo w Tobie jest jeszcze wiele buntu i nie wiem czy dobrze byś wyciszał to silne odchodzenie - w sumie obronne ale próbuj jesli chcesz jak najwiecej obserwuj siebie i pytaj siebie o siebie ja analizując swoje życie lubię zacząć od jasnego stawiania sprawy - to co mi się zdarzyło jest/było wynikiem MOJEGO WYBORU jeśli się pomyliłam - o to dobry sygnał do do myślenia warto szukać w sobie motywów decyzji, nawet jeśli wiemy na bank, że wpadliśmy jak śliwka w kompot przez splot przedziwnych okoliczności jednak to my wpadliśmy i jeszcze chlupalismy się w czymś zanim ... Chińczycy mówią, że jak Ci dachówka na łeb spadnie to oczywista Twoja wina - trzeba było nie iść pod dachem; jeśli się na dziurze w chodniku potkniesz i złamiesz nogę - oczywiście Twoja wina, bo ani nie uważałeś, nie byłeś skoncentrowany, przewidujący, byleś rozkojarzony i na dodatek nie byłeś sprawny fizycznie ... Chińczyk słusznie prowadzi nasze myśli do odpowiedzialności za siebie przecież tylko to możemy zmienić - SIEBIE pewnie, ze ma sens opowiedzenie o swojej historii - z bardzo wielu powodów to wyrzucenie ale i poinformowanie innych; rozmawianie o problemie itd byle nie zastąpić najważniejszego, celu nie stracić z oczu byle wyciągnąć właściwe wnioski po pierwsze dla siebie co Cię pociągało w tym związku, co przegapiłeś, czego nie zauważyłeś w porę i dlaczego nie przewidziałeś - czy to, ze nie możliwe do pewnego stopnia było przewidzenie - wynika ze specyfiki zaburzenia czy z Twojej niewiedzy czy ze złego charakteru partnerki - czy mix? coś nie zadziałało? a moze da Ci coś do myślenia powszechna wiedza, ze to jest jedno z najcięższych i najtrudniejszych do terapii zaburzeń osobowości - wiesz już czemu? pomijam tu czy border chce się poddać terapii - gdyby to było proste jak drut nie byłoby alkoholików czy anorektyczek - czemu nie leczą się natychmiast? albo nie leczą sie wcale? czemu mozna na to/od tego umrzeć? no ani z wygody ani z lenistwa - tak? z przegapienia pewnie tak z nie dania rady też i z "trudności" pozbywania się się siebie jakby - bo jets się alkoholikiem, anorektykiem borderem - w 100% sie jest i często nie ma nic poza tym - jak tu siebie się pozbyć? wiem, że to nie jasne ale trop do myślenia tak sobie myślę, że to pogranicze bardzo szerokie - z jednego brzega "normalsi" z drugiego psychopaci - strasznie to brzmi ale jakże płynne to wszystko - jak nieodwracalne czasem; wszyscy mamy w sobie zaburzenia przecież, jesli łatwe do ogranięcia to świetnie - szkoda, ze nie zawsze zajmujemy sie nimi :) kto chce niech pomysli o tym tak - idzie po ulicy bardzo gruba dziewczyna - wszyscy ło ale nie dba o siebie jak mozna i tu wiele pejoratywnych epitetów - a może warto wtedy inaczej - cholera jej to trudno zrzucić 50 kg a ja mam tylko 2-3 do zrzucenia i nic nie robię - a to takie proste w porównaniu o! kiepsko prawda? a z bpd? czy nie podobnie? czemu nie jesteśmy idealni czemu nad sobą nie pracujemy 2-3 płytkie wady ... a nie 50 wyrytych - często za głęboko i co ważne często jak z alkoholizmem nie sztuka przestać pić ( ale palnęłam - ale taka jest prawda) sztuką jest zapełnić życie po amputacji chlania - tam czegos brak było brak i jest brak jeszcze lepiej ma bulimiczka - nie mozna zalecić odstawienia żarcia - a czego brak? skąd ten przeszczep - chyba nie ma; chyba trzeba posiać i hodować COŚ - ale co jak i gdzie ... i co w miedzy czasie - czy warto? czy się da ? czy się chce? a jak to jest z bpd? co trzeba sobie wyhodować - o ironio miłość, której równocześnie trzeba unikać - paranoja? a na pewno! i co i zwolnic? przecież border jak himalaista w dupie ma oddawanie gór bez jakiegokolwiek erzacu; bpd to haj , a kiedy go nie ma to PUSTKA - rewelacyjne proste do opisania cierpienie - pustka - jesli ktoś ma dobry opis tego stanu chętnie przeczytam, nie widziałam - takie to proste cudo to takie proste zalecenie uwierz w siebie i żyj po ludzku - no tak tylko, że słabo działa, jest zgoda, że bpd bardzo trudno się 'ogarnia' bo o wyleczeniu nie słyszałam - ale wsio przede mną tak sobie myślę, że osoby poturbowane, dotknięte, mające kontakt z borderami mają w życiu szansę - zastanowić się co w nas jest czego nie ma w borderze lub odwrotnie - jeśli już zdarzyło się nam w życiu zbliżyć do bpd to chyba warto uciekając czy odchodząc, czy trwając mniejsza o to ale zrozumieć zapewniam proste to nie jest choć wiele prostych zasad przyda się na pewno i borderom i partnerom - ani jedni ani drudzy nie maja prawa krzywdzić NIKOGO nikt nie ma prawa krzywdzić to jest pewne i wręcz karalne - odosobnieniem - mniejsza gdzie się wyląduje ale jednak kiedy ktoś notorycznie krzywdzi ... zdrowy, zaburzony czy chory ... nie ma prawa ani usprawiedliwienia w sumie to o tym wszystkim już tu gdzieś pisałam Odpowiedz Link
brz_a_sk Re: Skończyłam terapię 01.05.14, 15:36 poprzedni wpis w złym miejscu umieściłam - ale przy kilku postach da się rozpoznać co do czego ... Marku - dobrze radzisz sobie z kategorycznym zapewnianiem się, ze nie ma powrotu i piszesz o tym jak musisz widzieć to co zmyliło Cię wcześniej każdy na swój sposób wydobywa się z otchłani, jeśli tylko chwyci brzeg, krawędź trzeźwych, racjonalnych WŁASNYCH myśli wcześniej czy później przychodzi refleksja (refleksyjnym :) ) - cholera ja się mogę wyrwać a borderzy TAK MAJĄ - marnie jak cholera, często podle i niszcząco - terapia właśnie chyba w tym pomaga by nie rujnować życia innym, by nie wciągać innych w dramatyczny taniec z porzuceniem, zanegowaniem, zdewaluowaniem czasem upodleniem by potwierdzić border musi być sam i niekochany chyba partnerzy nie wierząc w ten dramat bpd w istotę tego zaburzenia - i nic dziwnego w sumie nikt nie wierzy a jednak - ech trudno nie oceniać negatywnie tego co wyczynia border - tak tak sam border w fazie jako takiej jasności umysłu, panowania nad swoim stanem i swoim samopoczuciem wie, że niszczył wszystko co przytulił i że najprawdopodobniej za każdym razem to powtórzy wspaniała perspektywa - chce się żyć :( to trochę tak jak każdy z nas ma - nie wierzy, że się starzeje i zestarzeje żeby nie wiem co wyczyniał ( a założenie, że większość ludzi obok nas nie miała by tego problemu? to dopiero dobra wprawka w myśleniu - jak to jest być innym, odmiennym i to nieodwracalnie) wydaje mi się, że mniej bólu i mniej własnych katastrof wewnętrznych funduje sobie border świadomy i rygorystyczny, trudność polega na tym, ze brak miłości jest tu szukanie wręcz tlenu, by uciszyć ból serca duszy i jakby tam nie zwał w sumie i ciała; a znaleziona miłość jest zapowiedzią pogarszającej wsio katastrofy no cóż to działa dokładnie jak narkotyk u uzależnionego bez tlenu nie da się żyć a bez miłości? jak namiastkę znaleźć; może tam gdzie wyłącznie można dawać nie mając absolutnie szansy na branie ciekawe czy taka terapia i u borderów działa - nie znalazłam/nie trafiłam nigdzie na opis takiego życia i efektów nie jest to takie proste jak Ci się teraz wydaje Marku - ale całkiem szczerze mówię - leć tak jak teraz - wytauuj w każdym porze NIE, dowolnym sposobem - a dopiero potem przejdź do rozpoznania trudnej prawdy nie skrzywdź tylko następnej partnerki - zapewniam masz w sobie jad, którego nawet nie podejrzewasz, to kolejne pokłosie złego doświadczenia niestety też przerażające, budzące to wściekłość to załamanie czego szukam w ludziach, że zbliżam się do skomplikowanych, innych czy pokrzywdzonych, że próbuję znaleźć w niemożliwym nadzieję? pewnie tej radości z podzielenia się wiedzą doświadczeniem czy ja wiem czym - często wychodzi coś z tego ale bardzo często mimo wszystko wnioski są bajką o złym świecie o którym "normalnym" ludziom się nie śni Odpowiedz Link