Dodaj do ulubionych

BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość

21.08.17, 16:11
Dlaczego BPD uciekają od faktów, argumentów (nawet tych żelaznych), obiektywnego obrazu rzeczywistości, a nawet bezspornych dowodów ich winy, błędów, wyprawianych głupot, nielogicznego postępowania, absolutnego braku konsekwencji i nawet w obliczu pokazania im palcem niepodważanych związków przyczynowo-skutkowych ich zachowania/postępowania wiją się uparcie naginając rzeczywistość, oby tylko móc powiedzieć: "nie, to nieprawda; nie, to nie ja; wcale nie tak, bo..."?
Obserwuj wątek
    • efce13 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 21.08.17, 18:36
      Zacytuje ci twoje słowa - typowy dla fragment - jeden z wielu:

      <<<To, że widzę bydlę z daleka nie musi oznaczać, że akceptuję fakt, że ktoś tym bydlęciem jest. Przykład ciężarówki to jakiś Twój wymyślony idiotyzm (nie masz hamulców - to nie wyjeżdżaj na drogę, BO KONSEKWENCJE TEGO BĘDĄ ZAWSZE TWOJĄ WINĄ, a nie "nie wyjeżdżaj na drogę w deszcz" i wtedy "gdy widzisz podejrzaną ciężarówkę"). Kretynizmem jest obwinianie ofiar za czyjeś skurwysyństwo.
      No chyba, że twierdzisz, że bydląt jest na świecie więcej, a krzywdzeni to "ci niedostosowani". Ja się z tym nie zgadzam. Uważam, że każde bydle trzeba eliminować ze społeczności. Do ostatecznego skutku. Za każdą cenę.
      Szczę na bydlęta i szkoda mi ich ofiar. A Ty pierdolisz tu o jakiejś "odpowiedzialności" ofiar i jeszcze jesteś zaskoczony, że dostajesz po łbie za bzdury, które tu wypisujesz.
      No, chyba, że chcesz "wytłumaczyć/rozgrzeszyć" każde bydle, ale wtedy to oznacza, że sam nim jesteś... :(
      Wyprowadziłeś mnie z równowagi tym swoim "stylem", tą "filozofią" i swoją głupotą, więc sorry za styl, ale uważam, że po Twojej pisaninie, milcząca niezgoda to za mało. Pierdolisz głupoty, ot wszystko. Albo masz zryty łeb, albo jesteś gnojem niedoświadczonym przez życie, bez zasad, sumienia, wyobraźni, serca i rozumu.
      Sorry, ale czasem trzeba reagować w ten sposób, kiedy ma się do czynienia z kretyńską filozofią, którą jeszcze inni chcą zaszczepić pozostałym... >>>

      Dziwię się, że ktoś jeszcze chce dialogować z takim bydlakiem i pojebem - to twoje określenia osób zaburzonych.

      Jeśli opanuję swoje obrzydzenie do ciebie, i uda mi się skończyć lekturę twoich chamskich postów, i znajdę czas w weekend, to część tych twoich rzygów i idiotyzmów na temat BDP spróbuję posprzątać.
      Nie masz pojęcia o zaburzeniach w tym o BPD. Twoja wiedza jest mocno spłycona i ograniczona twoim własnym pojebaniem, pojebie - odbijam jak lustro, może coś załapiesz, pojebie.
      • quar33 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 21.08.17, 19:05
        Ależ o tym właśnie jest ten wątek. Tłumaczenie partnerom bordów, żeby zrozumieli, że wyjeżdżają na drogę z ciężarówką bez hamulców i to w deszcz (jako przenośnia do wchodzenia w związek z BPD) to jest dopiero idiotyzm i pojebanie. Pytanie brzmi: dlaczego takie fakty nie trafiają do bordów i dlaczego zawsze odbierane są wyłącznie jako atak, a nie pokazanie palcem bezspornego swojego pojebania?
        Co do wiedzy nt. BPD, to tu akurat mam ją na pewno większą, niż 99% osób na tym forum (tych niezaburzonych i tych zaburzonych).
        • pasja39 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 22.08.17, 04:45
          Quar33 wiele wnosisz do tego forum i pewnie potrafisz odciąć się od tego co tu piszą inni. I o to chodzi bo jeśli ktoś potrafi tu.tylko krytykować to co piszą inni i obsypywać wszystko wulgaryzmami.- nie wnosi nic konstruktywnego.
          Jeśli chodzi o Twoje pytanie to myślę, że to jest efekt wyparcia i odbieranie wszystkiego wedle swoich własnych fantazji.To trochę jak z tym bajkowym strusiem, który myśli, że jak schowa głowę w piasek to nikt nie zobaczy, że tam jest. On jest pewien, że go nie ma. I chociażby przechodziło obok niego tysiąc ludzi i go tam widziało, to on ich nie widzi więc jest przekonany, że go nie ma. Jak wytłumaczyć temu strusiowi, że on tam jest skoro on nikogo nie widzi?
          Wygląda na to, że ludzie z zaburzeniem wykształcają w sobie taki odruch obronny, żeby chronić swoją psychikę (która i tak jest bardzo pokaleczona) przed dodatkowymi obciążeniami. "Jeśli wmówię sobie i innym, że nie ma problemu to go nie będzie".
          To są moje osobiste przemyślenia i zanim ktoś je tutaj skrytykuje niech samodzielnie spróbuje odpowiedzieć na zadane przez.autora tego tematu pytanie. Każdy ma prawo się wypowiedzieć.
          • quar33 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 22.08.17, 17:03
            pasja39
            Ależ masz rację. Na pewno tak jest, że to wyparcie. Młode osoby BPD mogą sobie tego jeszcze nie uświadamiać, ale tu, na tym forum to już starzy wyjadacze są w większości. I takie mechanizmy znają (border nie jest głupi, border wbrew pozorom inteligentny jest, no, może poza rzecz jasna emocjonalną inteligencją). Chodzi bardziej o to, dlaczego - zdając sobie sprawę ze swojej przypadłości, sposobu reagowania, własnych wybuchających emocji i całkowitego braku przyjęcia /nawet wysłuchania/ jakiejkolwiek /nawet w 100% uzasadnionej/ krytyki, dalej kruszy kopie o "winę" i "rację"?
            Poza tym, gdy minie już atak, to jednak jest szansa na jakąkolwiek refleksję...
            Nawet alkoholik wie, że jak zmiesza wódkę z piwem, to odpłynie, zwróci i straci film..., więc pije te trunki oddzielnie.
            Nie wierzę w to, że wyprzeć można absolutnie wszystko albo, że po fakcie nie mam miejsca absolutnie żadna refleksja, więc - dlaczego?

            Co do efce: jak już śledzisz moje posty, to pewnie (przeczytałaś też) wiesz, że:
            - mnie nie interesują emocje/"krzywdy"/reakcje/"uczucia" czytających mnie borderów, którzy chcą taplać się w swoim gównie dalej. Taplajcie się i oszukujcie się dalej. W ogóle mi was nie żal. Sami chcecie w tym bagnie tkwić, to gnijcie tam na własne życzenie. Mnie interesuje wyłącznie korespondencja z >>BPD świadomymi/szczerze pragnącymi zmian<< oraz z osobami z otoczenia "tych >wyjątkowych< pojebów, którzy jednak zmienić się i wyleczyć wcale nie chcą, a cały ich świat, to właśnie wyłącznie ich BPD"...
            Po głaski, potwierdzenia swojej "nadwrażliwości i wyjątkowości" oraz po wymianę inf. nt. swoich "nadzwyczajnych zdolności i niezwyczajnych stanów psychicznych" zgłoście się gdzie indziej, nie tu i nie do mnie. Ja waszych głupot, utwierdzania się w pojebaniu potwierdzać ani utwierdzać nie będę.
            • pasja39 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 22.08.17, 19:44
              Quar33 napiszę Ci to co usłyszałam kiedy zadałam to pytanie zaburzonej osobie: "gdybym miał się przejmować tym co zrobiłem złego musiałbym się powiesić". Oni są po części świadomi tego co robią ale naiwnie próbują odwrócić od tego uwagę swoją i innych. Uciekają od odpowiedzialności za swoje czyny. Gdyby jawnie przyznali się do popełnienia błędów iluzja niewinności by opadła i poczucie winy by ich zabiło. To mechanizm obronny, wbudowany instynkt samozachowawczy, który odsuwa ich od śmierci i całkowitej destrukcji.
              Swoją drogą to żal jest mi tych.osób. To nieszczęśliwi ludzie. Są ofiarami swoich własnych nastrojów, niewolnikami silnych emocji, więźniami dziecinnych wymagań, usidlonymi przez niedorzeczne zachcianki.
              • quar33 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 22.08.17, 20:56
                Są nieszczęśliwi, tu nie ma dyskusji. Ale fascynujący jest zestaw: chcę z tego wyjść i - jednocześnie - uciekam od prawdy na własny temat. Osobiście uważam, że bez tej prawdy nie ma się szansy z tego wyjść. Stąd ten wątek. Bajdurzenie "to jest silniejsze ode mnie" jakoś w ogóle mnie nie przekonuje. Nie ma rzeczy/pokus/przymusów silniejszych od człowieka (w zakresie relacji międzyludzkich oczywiście, bo fobie, nałogi, czy nerwice są mniej istotne - nie krzywdą otoczenia, są daleko od moralności, empatii, etyki, itd... ).
                Fascynująco niezrozumiałe (sic! - to nie jest dobry zwrot, ale niech tam...) i kosmicznie niepojęte jednocześnie jest dla mnie to, że można nasrać na głowę najbliższej osobie, spuścić jej w kiblu wodę na głowę i... przejść nad tym do porządku dziennego, obwiniając ją jeszcze później za to i mieć czelność jeszcze "walczyć o rację"...
                Ktoś tu kiedyś napisał "czy to w ogóle są ludzie?". Daleki jestem od takiego pytania, ale zapytałbym jednak: czy oni mają duszę...? Bo jakoś jej nie widać, a "pustka" może też nie bierze się z niczego...
        • 0l_55 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 28.08.17, 16:29
          Obrazek z ciężarówką nie tłumaczył "partnerom bordów" czym jest ich partnerstwo. Tłumaczył Tobie różnicę między możliwością a przyzwoleniem i to, że użyte wcześniej słowo "można" odnosi się do tego pierwszego.

          Polecam mniej radosnej projekcji,a więcej rzetelności.

          Pozdrawiam.
    • hedera33 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 22.08.17, 20:15
      Witam :) quar33 - co jakiś czas śledzę Twoje wpisy (oczywiście nie wszystkie). Zadajesz mnóstwo pytań, mimo że dostajesz informacje zwrotną one Cię nie satysfakcjonują i szukasz dalej... Oczywiście masz do tego prawo, to rozumiem. Ale nie rozumiem jednego... Dlaczego jest w Tobie tyle złości i nienawiści do osób z BPD? ( Tylko proszę nie pisz, że nie interesują Cię to co oni poczują czytając to, bo widać, że jest inaczej. Za wszelką cene chcesz zrozumieć ich mechanizm postępowania i co w nich "siedzi".)
      • quar33 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 22.08.17, 21:24
        Dostaję odpowiedzi od BPD w stanie ataku (np, jako odpowiedź na krytykę), którzy chcą mnie zbyć pieprzeniem w stylu "nic nie rozumiesz", "to nie nasza wina", "nie mam na to wpływu jako nadwrażliwa", "dorośli wiedzą w co się sami pakują" lub "partnerzy borderów sami są zaburzeni". Czyli... dostaję borderowe gówno, a ja nie o nie pytam...
        Nie, to nie jest tak, że ja nienawidzę borderów. Ja nienawidzę właśnie tego borderowego gówna.
        Oczywiście, że chcę zrozumieć. Siedzę - jak by to określić - "w branży" ponad 20 lat (kiedyś mocno teoretycznie, kiedyś również doświadczalnie i też kiedyś długo zawodowo), więc też byle szczyl mnie swoją "manipulacją i siódmym >wyjątkowym< zmysłem bordera" nie kupi, bo zanim oni pierdną, to ja już wiem czym się potem zesrają.
        Nie mam problemów z partnerką BPD (choć dawno, dawno temu dwie takie miałem, nie tęsknie ;)), nie jestem podeptany ani jakoś poraniony kosmicznie przez borderów, choć ich jazdy i całe pojebanie oraz toksyczność znam doskonale.
        Trafiłem na to forum wiele lat temu, kiedy młodzi ludzie, jako ci odłączeni już od prądu przez partnerów BPD, pisali tu w stylu "dlaczego, za co, o co chodzi, czy TO JA zwariowałem?" i uznałem, że należałoby zareagować. Parę tępych dzid w odpowiedzi na moje posty próbowało mnie kupić na "swoją wyjątkowość" (czyli pisząc prawdę: pojebanie) grając w swoje border-gierki, więc trzeba je było zwyczajnie opierdolić za grę w stylu zadufanych w sobie border-pizd i to na poziomie dużo poniżej przeciwnika (bo one chyba serio uwierzyły w swój "siódmy zmysł manipulacyjny >wyjątkowego bordera<") i ot to wszystko. Nie, nie jest tak, że ja nienawidzę osób BPD. Ja nienawidzę przewidywalnego pierdolenia idiotów z BPD wyłącznie.
        • pasja39 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 22.08.17, 22:25
          Quar33 długo poszukujesz odpowiedzi na swoje pytania i otrzymujesz je z różnych stron. Prawie wszystko o czym piszesz przemawia do mnie. Myślę, że znasz większość powodów tych wszystkich dziwnych zachowań osób zaburzonych ale ciągle ciężko Ci je zaakceptować. Tego jednak nie da się zaakceptować. To tak jakbyś poszukiwał odpowiedzi na pytanie dlaczego ludzie wywołują wojny skoro wszystko można załatwić polubownie. Czasami na to jak postępują inni mamy niewielki wpływ bo nie uda nam się ich zmienić. Zmienić zachowanie i myślenie osoby zaburzonej to czasami jest tak trudne jakby kazać chodzić komuś kto nigdy nie miał nóg.
          • quar33 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 22.08.17, 23:41
            To trochę inaczej, bo dziś już zastanawia mnie coś innego. Znam powody (na tyle ile można, bo dokładnych przyczyn występowania BPD do dziś nie poznano), znam mechanizmy, znam zachowania, reakcje, wzorce, sposoby terapii, zasady leczenia farmakologicznego, itp. W Krakowie - Babińskiego (tzw. 7F) jest Ośrodek Leczenia Zaburzeń Osobowości i Nerwic, gdzie przyjmują pacjentów z zaburzeniami psychicznymi. Najtrudniej się tam dostać jest właśnie pacjentom z borderline. Jest prowadzony swego rodzaju casting, bo miejsc jest mało, więc przyjmuje się "najbardziej zmotywowanych", bo na innych po prostu szkoda czasu jest (BPD ogólne, są znani jako ci ze wszystkich grup eF, którzy najczęściej zrywają terapie i przerywają leczenie, nawet to dorywcze-nie szpitalne, więc po co się zajmować zatwardzialcami - niech popływają jeszcze w swoim bagnie, a jak będą na dnie, to może "się zmotywują", na razie szkoda dla nich miejsca i energii - taka jest polityka, i wg mnie słuszna). Dziś (albo do dziś) zajmuje mnie najbardziej nie samo zjawisko BPD (już je znam), ale fakt pewnego koła problemowego: pkt 1. deklaracja chęci zmiany siebie wyrażana (często szczerze) przez BPD + pkt 2. chroniczne niedopuszczanie informacji na temat własnej osoby/zachowania/postępowania (co uniemożliwia jakąkolwiek zmianę) + pkt 3. nieustanna walka, manipulacja, krytyka, odwracanie sytuacji, szantaż, jazdy, wszystkie mechanizmy obronne - w celu zdeptania wszelkich zjawisk mogących nieco otworzyć wrota do pkt 2.
            Błędne koło.
            O ile jestem w stanie zrozumieć jakoś samo bordrline, to błędnego koła nie jestem w stanie pojąć za grosz.
            Jest taka teoria w medycynie alternatywnej, a nawet w psychosomatyce, że choremu - cokolwiek to znaczy - "opłaca się zachorować", a nawet jego organizm może wybrać czas, kiedy "można/wolno" zachorować (zjawisko znane chociażby w przypadku statystycznych zależności ilości zachorowań podczas matur i po maturach, podczas świąt i po świętach, przed zakończeniem projektu i po zakończeniu, itd.).
            To, że borderom to BPD jest często wygodne - wiem na 100%, ale żeby samemu przed sobą aż tak uciekać od rzeczywistości i na czarne wołać -"różowe!", to już niepojęte jest.
            Także albo rżniecie głupa, żeby księżniczce łatwiej było, bo przecież "ona taka biedna zaburzona" (co się wcale nierzadko zdarza przy BPD młodych siks) albo..., no właśnie albo co...?
            • anetasylwia123 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 26.08.17, 18:33
              Jestem Borderka. Jestem na terapii od trzech lat. Zylam z mężem alkoholikiem który tak mi ryl beret i ponizal ze nie wytrzymałam jestem po próbach samobójczych. Skakalam nad nim bo to mój mąż pomimo ze bil i ponizal bo co rodzina powie ze się rozstajemy? Balam sie mówić moich klopotach . Miewalam leki problemy z sercem i cukrzyce. Jestem juz od dawna po rozwodzie. Pracuje skonczylam studia. To nie prawda ze borderzy sa tacy co wyżej opisuje Pan. Kazde bordelain jest inne. Nie można wszystkich wrzucać do jednego worka. Tyle agresji od Pana . Może Pan ma jakies problemy psychiczne i projektuje Pan teraz na borderow? Bardzo brzydko sie Pan wyraża. Powinien Pan przeprosić za złość żal i chamstwo.
              • roadtrip2 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 27.08.17, 07:36
                Hmmm to ja napiszę coś od siebie i to nie będzie ani z teorii czy definicji ale z siedmioletniej praktyki.

                W moim przypadku było tak że ta "wyjątkowa ",W jej mniemaniu nigdy nie popełniala błędów. Gdy złapalo się ja na czymś i już nie miała pola manewru to zaczynał się proces zmiany rzeczywistości. Polegało to na tym że tworzyła sobie bajkę którą telefonicznie przedstawiała jak największej liczbie ludzi bo to by oni w nią uwierzyli po czym to co nawymyslala już miała tak skręcone w głowie że brała to za rzeczywistość. Potrafiła zmienić rzeczywistość byle nie wziąść odpowiedzialności za wyrządzoną bałagan.

                Próbuje się cofnąć wstecz i nie potrafię sobie przypomnieć jakiejś sytuacji za którą przeprosiła. Dlatego w jej przypadku porównanie do strusia z bajki jest strzałem w dziesiątkę. Taka była jej taktyka i pewnie dalej taka jest. Pisze "pewnie" bo od sześciu mc nie mam z tym człowiekiem rzadnych kontaktów.

                Uważam że główna wada bpd w kierunku uciekania od odpowiedzialności jest to że promują się dla świata jako okazy cnót a tak naprawdę to Tylko i wyłącznie doprowadzona do perfekcji falszywosc.

                Nie leczony bpd tak będzie zawsze postępował bo jego chory umysł zawsze znajdzie sobie wytłumaczenie skurw.... jakie wyrządził





                • pasja39 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 27.08.17, 08:29
                  "Uważam że główna wada bpd w kierunku uciekania od odpowiedzialności jest to że promują się dla świata jako okazy cnót a tak naprawdę to Tylko i wyłącznie doprowadzona do perfekcji falszywosc."
                  Roadtrip2 trafnie ujęte. Cały paradoks jest taki, że osoby zaburzone bardzo dbają o swój nienaganny wizerunek dla otoczenia i oczywiście im się to udaje. Czują potrzebę przypodobania się innym. Dlatego kiedy osoby, które były z.nimi bardzo blisko związane i poznały ich prawdziwą naturę często są nierozumiane i najzwyczajniej nie wierzy się w ich realizacje.
                  Zauważyłam jeszcze jedno dziwne zachowanie i.jestem ciekawa czy macie jakieś zdanie na ten temat. Konkretnie chodzi mi o sytuację kiedy taka osoba podczas rozmowy na temat jej zachowania i omawiania istotnych spraw popada w stan podobny do "mutyzmu". To znaczy nie odpowiada kompletnie na to co do niej mówimy, o co pytamy, z obojętną twarzą nie wyrażającą żadnych emocji poprostu się wyłancza. Tak jakby nic nie było w stanie w tym momencie do niej dotrzeć. Ja to zauważyłam w kryzysowych sytuacjach i ciekawa jestem czy to.ma jakiś związek z tym zaburzeniem.
                  • gayami Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 27.08.17, 12:40
                    Miałam kiedyś znajomą z BPD i byłam świadkiem takiej sytuacji: borderka obgadywała do mnie swoją znajomą, że tamta ją wykorzystuje, że jest wredna, fałszywa, nic nie warta, same najgorsze rzeczy i traf chciał, że akurat w momencie tych inwektyw ta znajoma zadzwoniła do niej a borderka z anielskim uśmiechem powiedziała: dzień dobry, moje kochane słoneczko, oczywiście, że ci pomogę, tak jak obiecałam, o nic nie musisz się martwić, etc. To tak jakby zmienić przy użyciu pilota program telewizyjny... I ona w ogóle nie skojarzyła, że przed chwilą do mnie na tą osobę wylała wiadro pomyj a za chwilę takie miłe i ciepłe powitanie, zmiana o 180 stopni (dodam, że w obu zachowaniach była autentyczna), normalny człowiek by się tak nie zachował przecież.
                    Też się zastanawiam nad tym jak borderom udaje się maskować przed innymi ludźmi? Do mnie borderka mówiła wprost, że nienawidzi i lubi niszczyć ludzi, ich dorobek, poznawać i wykorzystywać czyjeś słabe punkty, że mężczyzn to ona lubi "kastrować", bo sama kiedyś była wystawiana na brutalne konfrontacje, to zrobi to także innym aby wzięli na klatę okropności tego świata, które ona teraz im funduje w odwecie za swoje urojenia, że gdyby tym ludziom mówiła co naprawdę o nich myśli, to byłaby sama (czyli nie miałaby kim manipulować ani kogo wykorzystywać żeby naładować swój akumulator więc szczerość się po prostu nie opłaca). Faktycznie te słowa miały odzwierciedlenie w rzeczywistości, byłam świadkiem jak wielu ludziom zniszczyła albo uprzykrzyła życie, świadomie i z pełną premedytacją.
                    Obecnie obserwuję jej poczynania na facebooku, widzę te wszystkie prowokacje, intrygi i wszczynanie wojenek, wiele osób tu pisało, że borderzy są przewidywalni, to prawda. A ludzie dają się w to wkręcać, bo nie analizują czyjegoś zachowania, nie interesują się psychologią, oceniają po słowach i domniemanych intencjach a nie po faktach. Rozwaliło mnie jak ktoś jej składał życzenia i napisał: "obyś nigdy nie zatraciła swej dobroci jaką masz do innych ludzi..." Ręce opadają, bo ja nie mam wątpliwości, że to jest osoba z gruntu zła, monstrum, wilk w owczej skórze, który udaje bidulkę pokrzywdzoną przez innych. Oczywiście jest kilku wspólnych znajomych, którzy się zorientowali z kim mają do czynienia i pozrywali kontakty, ale większa część tkwi w niewiedzy i jeszcze jej współczują, a zwykłą podłość tłumaczą tym, że miała przecież ciężkie życie (w dużej mierze na własne życzenie).
                    Uważam, że tłumaczenie takich zachowań zaburzeniem nie usprawiedliwia borderów, bo ta osoba, którą ja znam wszystko robi świadomie, doskonale wie jak krzywdzić innych i przed niczym się nie cofnie.

                    PS. Od kilku lat poczytuję sobie to forum i jeszcze nie trafiłam na wątek o wpływie borderowej energii na zdrowie innych ludzi. Gdy utrzymywałam kontakt z tą osobą, to miałam dziwne dolegliwości somatyczne. Wiem, że tak reaguje organizm i ciało wysyła sygnały, że to niebezpieczna, destrukcyjna energia, ale mało informacji na ten temat.
                    • efce13 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 27.08.17, 14:00
                      Przepraszam, a które kryteria zaburzenia borderline spełniała twoja koleżanka borderka???

                      Świadoma manipulacja dla przyjemności jest cechą antyspołecznego zaburzenia osobowości (wygoogluj antyspołeczne + kryteria), i nie ma nic wspólnego z borderline. W BPD "manipulacja" jest OBRONNA (w sensie psychologicznym) i na ogół nieświadoma, a NIE celowa dla przyjemności lub korzyści - choćby towarzyskich.

                      Może ty, oraz znajome borderów, tudzież niektórzy partnerzy, poszukacie forum o zaburzeniu antyspołecznym/dyssocjalnym/socjopatycznym/psychopatycznym i ... histerycznym/histrionicznym.

                      Nic Wam nie zaświtało w głowach po wpisie @anetysylwii123???
                      Nadal musicie oblewać pomyjami adresowanymi do ex (rozumiem wasze frustracje, rozumiem pokaleczenie porelacyjne) tzw. borderów - wszystkich jak leci, i to właśnie po wpisie @anetyysylwii?
                      Naprawdę, nic wam nie zaświtało w głowach?
                      • gayami Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 27.08.17, 14:18
                        To nie jest moja koleżanka, tylko znajoma. Zaburzenia osobowości nie zawsze występują w krystalicznie czystej formie, często są mieszane, a wspomniana przeze mnie osoba jest rozchwianą emocjonalnie psychopatką-borderką zdiagnozowaną psychiatrycznie. U Aileen Wuornos, również zdiagnozowano BPD i psychopatię.
                        • efce13 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 27.08.17, 15:23
                          Napisałaś w pierwszym poście:

                          <<Miałam kiedyś znajomą z BPD i byłam świadkiem takiej sytuacji: borderka obgadywała do mnie swoją znajomą (...)>> i dalej równo w tym samym tonie: borderka, boreder, borderzy.

                          No więc jeszcze raz.
                          Świadoma manipulacja, i to skrajna - tak jak ją opisałaś to kryterium diagnozy antysocjalnego/dyssocjalnego zaburzenia (google kryteria), a nie borderline (google - kryteria).

                          W swoim pierwszym wpisie nawet nie zająknęłaś się, że znajoma miała zdiagnozowane antyspołeczne z.o., a z uporem maniaka jechałaś: borderka, borderka, borderzy. Natomiast zachowania, które opisywałaś (świadoma manipulacja) są cechą i kryterium diagnozy antyspołecznego z.p. Fakt, że znajoma była niestabilna emocjonalnie, więc z dodatkową lub równoległą diagnozą borderline nie ma nic wspólnego z skrajną świadomą manipulacją, której poświęciłaś praktycznie cały wpis.

                          Wystarczyło napisać zgodnie z rzeczywistością: Miałam kiedyś znajomą z antyspołecznym z.o. i dodatkowo BPD i byłam świadkiem takiej sytuacji (...)
                          Ale rozumiem, że w ten sposób nie dałoby się dokopać osobom BPD.
                          • quar33 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 27.08.17, 16:12
                            A ja rozumiem, że będziesz czepiała się wszystkiego (każdego dowolnego szczegółu, każdego słówka), oby tylko "wyszło na Twoje" (jak to border, wszak to przecież wtedy będzie mniej zagrażające dla Ciebie)?
                            Kłóć się dalej, a my i tak wiemy swoje. :)
                  • roadtrip2 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 27.08.17, 23:04
                    Potwierdzam taki stan. Wygląda to tak jakbyś rozmawiał z manekinem przy którym i tak czujesz że nic nie dociera. I co pamiętam z tych chwil to taki otepialy, nieobecny wzrok. A jak taka rozmowa trwała dłużej to odplywala zasypiala jakby czymś się mega zmęczyla.

                    Teraz wiem że to była walka by nie dopuscic do swojej prawdziwej świadomości tego że ona może naprawdę zrobił a coś chuj..... . Prowadziła wtedy swoją wewnętrzną wojnę by każdy zarzut wyrzucić z głowy i wmówić sobie że to bzdura.

                    A kolejny wniosek to to że miała w dupie co jej starałem się przekazać, bo nawet w tych chwilach myślała tylko o sobie 😀

                    Dodatkowo miała takie swoje specyficzne spojrzenie którym nie wyrażała nic. Całkowity brak jakichkolwiek emocji.

                    By kogoś nie urazić ale przed poznaniem jej nazwałem takie spojrzenie "tępym wzrokiem.

                    No nic Ale kiedyś w niej byłem bardzo zakochany przez co wiele rzeczy wyrzucalem z podświadomości 😀 ale czar prysl i fakty stanęły z przodu w tym mega słabym przedstawieniu.

                • efce13 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 27.08.17, 14:04
                  Podpiąłeś się odpowiedzią pod wpis antysylwii123. Czy insynuujesz, że autorka kłamie, jak twoja ex?
                  Znam 3 osoby z BPD, w tym dwie bardzo blisko. Żadna, żadna, nie wpisuje się we wzorzec który tu lansujecie, tak jak w ten Wasz wzorzec nie wpisuje się anetasylwia123.
                  • tymczasowy_login01 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 27.08.17, 14:35
                    Nie jest prawdą to, co piszesz, ze partnerzy bpd wylewają pomyje na wszystkich bordów jak leci. W takich postach widoczne jest rozróżnienie na stosunek do bordów leczących się i zdających sobie sprawę z tego co jest z nimi nie tak i na tych standardowych, którzy swoją diagnozę traktując jako usprawiedliwienie dla kłamstw , zdrad i innych patologicznych zachowań a wine zawsze upatrują na zewnątrz siebie. O ile pierwsza (nieliczna) grupa zazwyczaj budzi współczucie i szacunek za podejmowane wysiłki to ta druga nie daje podstaw do takich odczuć bo charakteryzuje się się wyrachowaniem i skłonnością do okrucieństwa a robienie innym krzywdy sprawia im niekłamaną przyjemność. I opowieści o tym, ze to jest mechanizm obronny a toksyczne działania są podejmowane nieświadomie są z Twojej strony kłamstwem i manipulacją bo dla kogoś , kto w takim związku tkwił powtarzające się schematy, zaplanowane kłamstwa, oszustwa, zdrady i nie daja najmniejszych złudzeń co do ich przypadkowości.
                    Myślę, że upór z jakim bordy na tym czy innych forach bronią swoich racji i próbują odbrązowiac swój wizerunek wynika z obaw że ci, którzy z bpd nie mieli do czynienia wyrobiliby sobie na ich temat opinie co z kolei poważnie utrudniałoby bordom funkcjonowanie w społeczeństwie. No bo znając metody postępowania i schematy zachowań łatwiej borda zidentyfikowac i go unikac. A bez swoich zakłamanych relacji bordy funkcjonowac nie są w stanie.
                    • efce13 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 27.08.17, 15:49
                      <<Nie jest prawdą to, co piszesz, ze partnerzy bpd wylewają pomyje na wszystkich bordów jak leci. W takich postach widoczne jest rozróżnienie na stosunek do bordów leczących się (...)

                      To twoja teza, do której ty i nieliczni może stosujecie się - zawsze lub zazwyczaj.
                      Praktyka jest zupełnie odwrócona. Choćby ostatnio w wątku lilywhitepuzzel, która leczy się przecież. Który to zdrowy partner wypalił bez związku z dyskusją "Wy tylko kurwić się potraficie" (post skasowany przez moderatora na prośbę któregoś z forumowiczów).
                      Wystarczy prześledzić ostatnie dyskusje, także ten wątek, żeby być zmuszonym pływać w szambie generalizacji: bluzgów, bezsensownych wytworów własnej produkcji na temat BPD i frustracji po ex.
                      • quar33 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 27.08.17, 16:21
                        Jak ktoś się leczy (lub przynajmniej tak pisze), a zaczyna wątek od "wyjątkowości" BPD, to jakie wg Ciebie nasuwają się wnioski...?
                        - albo się nie leczy (a tylko tak pisze, czyli manipuluje),
                        - albo ma nas za idiotów. którzy kupią się na to borderowe pier-.-.-nie (bo może takie pie... się już kiedyś borderce sprawdzało albo zamiast pomyśleć o sobie prawdziwie jako pokręcona woli myśleć "wyjątkowa, nadwrażliwa, niezwyczajna"),
                        - albo to jest prowokacja (czyli znów manipulacja),
                        - albo pisze tu te bzdury, bo potrzebuje potwierdzenia od innych pokręconych, że wcale pokręcona nie jest, a to jak żyje i co wyprawia, to tak właściwie nic złego, w sumie to nawet "oryginalna" jest...

                        W każdej z tych 4 opcji musi to skończyć się tym, że dostanie po łbie. I dostała... :(
                    • quar33 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 27.08.17, 16:07
                      Tymczasowy:
                      - "(...) opowieści o tym, ze to jest mechanizm obronny a toksyczne działania są podejmowane nieświadomie...".
                      Nawet tylko na tym forum można było takie brednie przeczytać setki razy, a i osobiście słyszałem to od borderów kolejne setki razy (podobnie zresztą jak inne banialuki nt. swojej patologii w stylu np.: "wtedy to nie byłam 'ja prawdziwa', itp.).

                      Anetasylwia123:
                      - na razie to można przeczytać jedynie wyznanie "biedniusiej borderki", nie jestem w stanie się do niczego odnieść, bo - jednak - trzeba by poznać pogląd na temat drugiej strony (nawet alkoholika). Tylko tak mogę odpowiedzieć, gdyż dobrze wiem i pamiętam, że borderzy to mistrzowie w koloryzowaniu, użalaniu się nad sobą i przedstawianiu siebie jako ci najbardziej pokrzywdzeni, biedni, wołający o ratunek, itp. :( A tekst "każdy jest inny", to niestety wasz oklepany już unik/ratunek.

                      Roadtrip2:
                      - masz rację, border nigdy nie przeprasza (musiałby wtedy przyjąć do siebie winę, a tego jakoś nie potrafi znieść). Inną dziwną cechą u BPD jest też to, że np. nowopoznany obiekt/osoba ma u nich 100% zaufania, a osoba znana od wieeelu lat ma tego zaufania dużo mniej (całkowicie odwrotnie niż u normalnych ludzi!!!). Może to wynika z tego, że u nowego obiektu BPD jeszcze nie widzi "wad/niedoskonałości" i go z automatu idealizuje, a u długoletnich znajomych już wystąpiła jakaś jednak dewaluacja. A może sam BPD wie, że "nowy" jej jeszcze nie zna, więc może tu grac "na ideał", a starzy znajomi już co nieco wiedzą..., że to wariatka...

                      Pasja39:
                      - "mutyzm" to chyba coś a'la odcięcie (mechanizm obronny), może coś w stylu tego stanu opisanego przez samych BPD jako: "nie czuję nic, żyje teraz >w zawieszeniu<". Sam to zaobserwowałem u BPD, ale... za cholerę też nie rozumiem... :( Border przyparty do muru argumentami nie do odparcia albo wybucha mega wkurwem albo właśnie się zawiesza - tj. ucieka w mutyzm.

                      Gajami:
                      - "(...) wpływ borderowej energii na zdrowie innych ludzi?". Wg mnie owszem, i to olbrzymi. Borderline jest niejako "zaraźliwe", choć to złe słowo, bo "zarażenie" nie polega na tym, że można się stać takim samym jak BPD, Chodzi bardziej o zniszczenie samooceny, wiary w świat i ludzi, pewności siebie, pozytywnej energii u ofiary/ale i u otoczenia. Grą na emocjach, manipulacją oraz od niekonsekwentnych i losowych wzmocnień od BPD można zgłupieć (bo takie działania burzą naszą znaną konsekwencję życiową, zasady empatii, zasady moralne i etyczne, wiarę w dobro,itp.). Nie bez przyczyny wieloletni partnerzy bordów lądują u terapeutów jako wraki ludzkie. Piszesz, że miałaś dolegliwości somatyczne? Ciało (wg psychosomatyki) broni się przed każdym zagrożeniem. Temat na oddzielny wątek - jak znalazł.

                      Efce:
                      - w BPD manipulacja jest wielozadaniowa, a nie tylko obronna i nieświadoma (manipulacja jest zazwyczaj zamierzona, podobnie jak kłamstwa oraz racjonalizacja lub projekcja). Nie rozgrzeszaj borderów, bo to akurat robią najczęściej CELOWO I ŚWIADOMIE! Nieświadomy tu to może być lęk, pustka lub odrealnienie. Każdy border jest trochę psychotyczny albo co najmniej neurotyczny (tu najczęściej - typ acting in).
                      A co nam miało zaświtać po wpisie @anetysylwii123 ??? Że się borderka oburzyła i się broni? Przyzwyczajeni jesteśmy. Może ona ma niestabilność emocjonalną typ I (a nie typ II - czyli czyste borderline), może to typ acting in, może jest depresyjną neurotyczką-histeryczką, a może tylko wypisuje bzdury, żeby zrobić z siebie "pokrzywdzoną księżniczkę"? Co nam miało zaświtać? Nic...

                      Jak napisał Tymczasowy - bez swoich zakłamanych relacji bordy funkcjonować nie są w stanie. Dodałbym, że bordy jako pasożyty nie są w stanie funkcjonować bez jakiegoś żywiciela (w bpd to się nazywa "podłączyć się do kogoś/...partnera"). A który żywiciel dawałby z siebie pić krew gdyby "zobaczył cały obraz księżniczki"? Żaden, dlatego wojenka BPD o: własny pozytywny obraz, własne racje, resztki pozytywnej samooceny, jakiekolwiek usprawiedliwienie własnego skur.-.-.twa, możliwość przerzucenia win na ofiary, prawo do przekręcania faktów, odwracanie kota ogonem, prawo do wkurwu w celu zastraszenia kolejnymi jazdami bez powodu lub szantażowania udawanym samobójstwem..., itp., itd.




                      • gayami Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 27.08.17, 16:29
                        Quar33, tak miałam problemy ze zdrowiem w czasie kontaktów z tą osobą. Wiem że to pasożyty i wiem, że chciała zepsuć mi nastrój sącząc swój jad, wiem też, że ludzie mają problemy zdrowotne po takich kontaktach. Ciekawi mnie skala i formy tego zjawiska więc jak będzie taki wątek, to napiszę więcej.
                        To mnie głównie interesuje w BPD a nie spory o definicje zaburzeń;) Pozdrawiam:)
                        • tymczasowy_login01 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 27.08.17, 20:52
                          W ciągu miesiąca po zakończeniu związku schudłem jakieś 12 kg i osiwiałem. Po powrocie do pracy szef mnie nie rozpoznał. Tak to się objawia
                          • gayami Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 27.08.17, 21:34
                            Też dużo schudłam, miałam dziwne wysypki na skórze, migreny i wiele innych dolegliwości a na dodatek ukąsił mnie kleszcz (jakże symboliczne) i były powikłania, nachodziłam się po lekarzach jak nigdy w życiu.
                            Jednak nie o to mi chodzi, otóż zauważyłam, że podczas albo po spotkaniu z borderką robiło mi się przeraźliwie zimno jakby miliony lodowatych szpilek przenikało do szpiku kości, miałam nawet dreszcze i kilka godzin trwało zanim się ociepliłam. Jeszcze było takie zdarzenie, że borderka zadzwoniła do mnie i zaczęła mi ubliżać (miała bardzo silną wibrację agresji i nienawiści) a ja wtedy poczułam jakby ktoś mi na kark położył zimne dłonie. Okropne uczucie, bardzo namacalne. I tak się zastanawiam czy ktoś miał podobne odczucia do moich i czy też o tym myślał. A muszę dodać, że pamiętam jak przy poznaniu odrzuciło mnie od tej osoby i wtedy dostałam pierwszy sygnał ostrzegawczy aby trzymać dystans.
                            Oprócz tego ogarniał mnie pesymizm, znużenie i brak energii. Na szczęście nie doznałam aż takich wstrząsów jak jej ofiary, o których mi z lubością opowiadała, ale swoje odchorowałam. Borderzy mają jakąś diaboliczną energię choć wiem, że to brzmi irracjonalnie, lecz na własnej skórze doświadczyłam jej działania.
                            • sabredance Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 27.08.17, 23:52
                              Ja po zakończeniu relacji byłem bardzo nerwowy i drażliwy. Przysłowiowy "kłębek nerwów" bardzo dobrze opisuje mój stan z tamtego okresu. Po około 2-3 miesiącach przyszła totalna apatia, a może nawet epizod depresyjny. Do najprostszych czynności musiałem się zmuszać i nawet wejście do sklepu było dla mnie wyzwaniem. Ten etap trwał kolejne kilka miesięcy i właściwie dopiero od mniej więcej miesiąca wracam do normalnego funkcjonowania, a w sumie minęło 10. Przez te 10 miesięcy nie miałem żadnego kontaktu ze swoją byłą partnerką. Na samym początku było kilka prób z jej strony w postaci maili, sms, telefonów ale wszystkie zignorowałem i szybko ucichło.
                              • tymczasowy_login01 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 28.08.17, 08:31
                                OK, to innaczej - w czasie trwania "związku" jedyne co teraz widze z perspektywy czasu to stagnacja, regres i koncentracja przede wszystkim na "związku" i na dbaniu o dobre samopoczucie ex. Nie robiłem niczego nowego, nie wierzyłem w możliwość zmiany pracy, próbowania nowych rzeczy itdp. Zarówno zanim się to skończyło jak i potem wyglądało to zupełnie innaczej - w ciągu trzech ostatnich lat zmieniłem prace dwa razy - za każdym razem na lepiej płatną, w ostatniej już po kilku miesiącach dostałem awans i podwyżke. Na gruncie prywatnym - zacząłem intensywniej podróżować, podejmować odważniejsze ale przemyślane decyzje. Dotyczy to również związków męsko damskich. Stany depresyjne w czasie trwania relacji jak i bezpośrednio po niej były na porządku dziennym. Jak życie z wampirem energetycznym. Jak się skończyło prze miesiąc nie wychodziłem z domu i właściwie nie jadłem.
                                Uważam, ze nie ma w tym nic niezwykłego - trudno wykrzesać chęć do życia i entuzjazm jeżeli osoba z którą się żyje cały czas podkopuje wiarę w siebie.
                                Moja ex nie próbowała nawiązywać ze mną kontaktu, wie ile wiem na jej temat, wie co zrobiła bo to nie był pierwszy raz - swojego pierwszego partnera doprowadziła do samobójstwa, co zrozumiałem dopiero jak sam byłem na krawędzi. No więc zdaje sobie sprawę, że jedyne co mogłaby ode mnie usłyszeć to stek wulgarnych wyzwisk. I wątpię, żeby kontakt ze mną był jej do czegokolwiek potrzebny. Sadzę, że w jej przypadku bpd to tylko czubek góry lodowej. Miałem też kontakty - na szczęście nie w związkach - z innymi zdiagnozowanymi bpd - takiej skali patologii i skrzywienia nie widziałem u nikogo więcej.
                                • gayami Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 28.08.17, 12:34
                                  To zadziwiające jak taka osoba potrafi wywrócić czyjeś życie do góry nogami i tyle fermentu zasiać i to nie tylko w związku, ale w każdym środowisku, w którym się znajdzie. Poznałam tą osobę w grupie osób, które łączyły wspólne pasje i były tam luźne powiązania finansowo zawodowe to był główny powód dla którego byłyśmy w kontakcie choć ona bardzo chciała się ze mną "zaprzyjaźnić" oczywiście po to aby potem wszystko co o mnie się dowie wykorzystać więc miałam się na baczności choć nie było to łatwe. I pamiętam jak bardzo szybko spokojni ludzie zostali przez nią skonfliktowani i doprowadzeni do granic wytrzymałości psychicznej, pojawiły się intrygi, napuszczanie, podziały na złych i dobrych. To były jazdy bez trzymanki, np poszła do łóżka z jednym facetem, który najwyraźniej wyczuł, że coś z nią nie tak, przestraszył się i postanowił taktownie się wycofać. Jakąż ona mu zrobiła karczemną awanturę i to publicznie w obecności kilkudziesięciu osób, bardzo wulgarnie i bez żadnych skrupułów wyszydzała jego anatomię i to co z nim robiła. To było tak mocne w przekazie, że z kolegą, który też był przy tym siedzieliśmy w milczeniu z pół godziny, bo trudno było zdobyć się na jakąś sensowną rozmowę i ten kolega mówił mi, że czuł ucisk i kłucie w klatce piersiowej a mnie rozbolała głowa.
                                  Po tym występie dzwoniła do mnie oczekując aprobaty i pocieszenia(?) Powiedziałam co o tym sądzę więc przyznała, że postąpiła "mało szlachetnie", ale ona przecież tak strasznie cierpi i nikt tego nie rozumie a wcale nie miała ani wyrzutów ani poczucia wstydu. Ona była z tych, co przepraszają i udają skruchę, ale nie miało to nic wspólnego z autentycznymi odczuciami, jest bystra, inteligentna i potrafi udawać różne emocje, o których czytała albo wie z rozmów, że takie w ogóle istnieją. Z borderem nie ma sensu dyskutować, bo powstaje jakiś chaotyczny bełkot, odwracanie pojęć, nowomowa i brak logiki. Twoja ex z pewnością boi się tego, że możesz ją zdemaskować. Moja znajoma wie, że ja wiem o jej zaburzeniu i też się boi, że o tym powiem a zrobiłabym to bez wahania jeśli tylko by mnie zaczepiła. Boją się tego, oj boją.
                            • 0l_55 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 28.08.17, 16:50
                              Silne wibracje, kleszcze, choroby, wychudzenie. Czy tylko tzw. Bordzi sami sobie przypisują ową wspomnianą wielokrotnie wyjątkowość, czy może ktoś im w tym pomaga?
                              • tymczasowy_login01 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 28.08.17, 18:05
                                Tak, oczywiście ; hitler, pol pot, stalin, mao, - skrzywdzili taką ilość ludzi, że trudno ich porównać z kimkolwiek innym. Czyli są wyjątkowi. Bordy tez są wyjątkowe bo w wyniku braku empatii zachowują się w stosunku do innych jak nikt w miarę normalny by się nigdy nie zachował w stosunku do innego człowieka. Voila, przyznaje, bordy są wyjątkowe. W sumie jak nie można się różnic na plus to zawsze można na minus
                                • efce13 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 28.08.17, 20:13
                                  Bordy??
                                  A już anetasylwia123 zachowała się szczególnie nieludzko, co innego jej były już (na szczęście) mąż - istny anioł z flachą pod anielskim skrzydłem.
                                  Bliska mi znajoma z BPD również jest po rozwodzie - jej stary nie cackał się z nią, i m.in. obrabiał panienkę na boku, a ona nie z tych ciosających kołki na głowie. Podporządkowana i skupiona na mężu z mocno tłumionymi własnymi solidnymi problemami. Oparcie w mężu - gnidzie miała, że ho, ho, a jak się okazało kurwił się regularnie ponad rok ... w ich łóżku. Pojmujesz to?
                                  Także nie tylko Ty, partnerze, źle trafiłeś - choć zgoda część (zdecydowanie nie większość; i zdecydowanie, zdecydowanie mniejszość) kobiety z BPD ma zniesione hamulce w tej sferze. Z tego co opisywałeś, Twoja ex musiała pochwalić się nowym nabytkiem już byłemu partnerowi - to extremum łajdactwa - świadoma - obliczona na dokopanie manipulacja, a to już mocny rys psychopatyczny, nie BPD.

                                  Co do empatii.
                                  Skąd u Ciebie empatia? Sam się jej nauczyłeś w piaskownicy?
                                  Zerknij sobie na stare wątki - jeden chyba ma <<tożsamość>> w tytule, drugi <<oddział 7f>> (nie pamiętam całości tytułów). Wiem, to co czują tzw. bordy Ciebie nie interesuje, ale może jednak namówię Ciebie. Zrozumiesz, że partnerzy dostają rykoszetem - BPD ekstremalnie mocno i uporem maniaka dokopują sobie, choć ta Twoja ex, wygląda dyssocjalnie. Ale może łatwo wyleczysz się z generalizacji - bordy ciut lepsze od hitlerów.
                                  • tymczasowy_login01 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 28.08.17, 20:55
                                    To jest mój pierwszy wpis tutaj:
                                    forum.gazeta.pl/forum/w,35861,164196776,164196776,Ku_przestrodze.html
                                    dalej w tymże samym wątku nawiązuje do innej mojej znajomej, która się leczyła ale ostatecznie poddała się i ze sobą skończyła. Do niej też nie zieje nienawiścią, współczułem jej i szanowałem za jej wysiłki. Znam jeszcze kilka innych zdiagnozowanych przypadków ale od czasu jak wiem kim są podchodzę do tych znajomości z duża rezerwą i ostrożnością
                                    Nie mam za to za grosz szacunku do tych, którzy postępują jak moja ex i inne przypadki opisywane tu na forum przez inne ofiary bordów. Uważam, że z takimi się nie dyskutuje natomiast należy przed takimi jednostkami chronić społeczeństwo niezależnie od przyczyn zaburzenia. To nie partnerzy bpd są winni temu jacy bpd są i nie oni powinni ponosić konsekwencje. Ja nie mam zamiaru więcej w bliższe relacje z kimś takim wchodzić, orientuje się mniej więcej jak zachowania typowe dla bpd rozpoznać i na tym moje zainteresowanie się kończy. Po co mi wiedza ne temat tego co czują bpd skoro ich unikam ? Skoro sami nie chcą nad sobą pracować to należy przed nimi chronić ich potencjalne ofiary. Im silniej cechy negatywne i aspołeczne zostaną przeze mnie i innych opisane tym większa szansa, że ktoś uniknie powtarzania moich błędów. Skoro ktoś ma zdiagnozowane bpd i postępuje tak a nie innaczej to musi się liczyć z tym, ze jego zachowanie będzie piętnowane. Tym bpd, którzy nie kłamią, nie manipulują faktami, nie rujnują życia innym współczuje i życzę poprawy. Cała reszta powinna gnić w zakładach zamkniętych trwale odizolowana od społeczeństwa. Dla dobra tego ostatniego.

                                    • gayami Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 28.08.17, 21:30
                                      Zgadzam się całkowicie z tym, że takie zachowania należy obnażać, bo ludzie nie są świadomi niebezpieczeństwa jakie niosą te relacje. Dopiero jak się z tym zetkną zaczynają szukać informacji to jest duże prawdopodobieństwo, że trafią na to forum. Mi też wiele się rozjaśniło po lekturze tych wpisów i od czasu do czasu tu piszę, bo temat mnie nadal interesuje i można tu podzielić się swoimi refleksjami.
                                      Z klinicznymi definicjami zaburzeń byłabym ostrożna, zwłaszcza że badania nad psychopatią kobiet zostały zainicjowane dopiero w latach 40-tych ubiegłego wieku w Niemczech i do tej pory nikt ich nie kontynuował (...)
                                      Te wszystkie cechy przypisywane tzw dyssocjalnemu zaburzeniu osobowości dotyczą mężczyzn więc nie są dla mnie wiarygodne w odniesieniu do kobiet, u których np fazy cyklu miesięcznego regulują agresję a tego z pewnością w badaniach nie uwzględniono. Czytałam gdzieś, że ponoć borderki uspokajają się na starość, to nie cud, to hormony.
                                      Po co definiować? Po co trzymać się sztywnych terminów? Ludzie są ze złego albo z dobrego nasienia i tego nie da się już zmienić. Wierzę w to, że wśród borderów są osoby, które pracują nad sobą i życzę im powodzenia oraz wytrwałości.
                                    • efce13 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 28.08.17, 22:12
                                      Wspieranie partnerów "ku przestrodze" jest, bez dwóch zdań, niezwykle potrzebne i chwalebne. To tylko głupek zaneguje.
                                      Tak, tak, zdaje się, że pamiętam co napisałeś - opisałeś swoje doświadczenie, absolutnie ok.
                                      Ale o czym jest TEN watek? Gdzie tu wsparcie partnerów. Tu jest tylko wylewanie pomyj, także na osobę zaburzoną, która do bluzgającego chama qu cos tam odniosła się z SZACUNKIEM.

                                      To forum istnieje długo, i wsparcie dla partnerów było tu zawsze. Ludzie, którzy byli, lub jeszcze tkwili, w w związkach z BPD, zawsze, zawsze byli wspierani, ale byli wspierani z klasą, przy szacunku do zaburzonych, którzy też powinni mieć możliwość wspierania się. Ba, niejednokrotnie, zaburzone osoby zabierały głos w dyskusji, i było to bardzo cenne - szczególnie dla pokiereszowanych partnerów - mogli lepiej zrozumieć co dzieje się w ich związku, lub co działo się. Kto mądry i bez noża w kieszeni znalazł, to co chciał, bez przelewania własnej nienawiści do ogólnych bordów: border to ...., borderzy to ... Każdy mówił o sobie, a nie o hitlerach, kleszczach i bydlakach, leniach, szmatach etc.
                                      Zaburzeni zniknęli z tego forum, nie dlatego, że zadufany w sobie i chory z nienawiści bluzgający cham qu..cos tam, mówi prawdę, a dlatego, że są poniżania, wyzywani, odczłowieczani.
                                      O czym ten wątek?

                                      << Skoro sami nie chcą nad sobą pracować to należy przed nimi chronić ich potencjalne ofiary. Im silniej cechy negatywne i aspołeczne zostaną przeze mnie i innych opisane tym większa szansa, że ktoś uniknie powtarzania moich błędów.>>
                                      W większości przypadków nienastoletnich już BPD, to nie tak, że nie chcą pracować. Wiesz co to jest OPÓR w psychoterapii? To nie jest lenistwo. To jest zaburzenie, a nie zła wola. Jakie wewnętrzne sprzeczności mają w sobie osoby z BPD, i z czego wynika niemożliwości osiągnięcia celów, możesz zaledwie odczuć z podrzuconych przeze mnie wątków. Psychiatrzy i psychoterapeuci musieli stworzyć metody terapii SPECJALNIE dostosowane do potrzeb BPD, a Wy tutaj pieprzycie o lenistwie. Może twoja ex + inne ex miały terapię w d.., bo swoje osiągnęła d..., ale one to nie ogół, wiec po co: "bordy to ..."

                                      Ci, co zostawiają wraki bez mrugnięcia okiem i manipulują w celu jakiś korzyści, bez skrupułów z kopniakiem do kosza, ale to przede wszystkim dyssocjalni + ewentualnie dodatkowo BPD (kobietom psychopatkom często wlepia się BPD - zamiast psychopatii - mężczyzną odwrotnie - taka tradycja w naszej kulturze, więc może warto patrzeć na zachowania zaburzonych, a nie na etykietki). I wierz mi tych psychopatycznych na forum bywał zaledwie ułamek.
                                      • quar33 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 28.08.17, 23:28
                                        efce13
                                        Spływa to po mnie. Za dobrze was znam. Wasz "szacunek" to w 90% gra, manipulacja, argument (ale tylko taki, który można później wytknąć/użyć w grze/walce). Przywołani tu forumowi "ludzie, którzy byli w związkach z BPD" byli tu... zawsze mamieni przez was banialukami właśnie w stylu "każdy jest inny", "to obronne i nieświadome" lub "ona nie chciała, ona cierpi - bo zaburzona", itp.
                                        Zaburzeni tu się nigdy nie "wspierali", oni się usprawiedliwiali wzajemnie i pchali przez to w to gówno głębiej.
                                        Póki ci zaburzeni zachowują się jak "hitlerzy, kleszcze, bydlaki, lenie, szmaty" - nie zasługują na żaden szacunek. Czas to zrozumieć. Tu nie ma miejsce na żadne "rozumienie" lub "wspieranie".
                                        Związków z BPD nie należy "rozumieć". Należy je kończyć zawsze jeśli nie ma oznak trzeźwego spojrzenia na siebie i własne zachowanie u "związanego" BPD.
                                        "Kocham ale nienawidzę", "idealizuję ale zaraz dewaluuję", "krzywdzę ale nie chcę"... A kogo to qw... obchodzi? To się zmień. Nie chcesz, nie umiesz? To wyp...! :(
                                        Partnerzy BPD byli tu "wspierani z klasą"??? Chyba nie czytałaś tego forum... Oni - i wg BPD i wg tego forum "byli sami sobie winni!", "słabi", "nie biorący odpowiedzialności za własne decyzje", "nie rozumiejący >jej skomplikowania<"...!!! Pisałyście te bzdury, aby tylko ochronić swoją samoocenę, wytłumaczyć swoje skur...wo, potwierdzić "swoją wyjątkowość" lub odwrócić kota ogonem, żeby tylko móc dalej tkwić w swoim pojebaniu dalej...
                                        Aż wreszcie pojawiła się grupa osób niepodatnych już na wasze gierki i manipulacje i krzyknęła "Król jest nagi!" a wy jesteście pojebani a wcale nie cwani, wyjątkowi, niczemu nie winni i pokrzywdzeni...
                                        Póki nie zmienicie swojego postępowania, nie otworzycie oczu, nie przestaniecie wierzgać diabelskimi kopytami, nie zaczniecie się leczyć, to POWINNIŚCIE właśnie być "poniżani, wyzywani, odczłowieczani", bo nie zasługujecie na nic innego.
                                        Wasz "opór" przed terapią nikogo nie interesuje. To wasz problem. I wy się macie nim zająć. To wasze wyzwanie, a NIE JAKIEKOLWIEK USPRAWIEDLIWIENIE czegokolwiek!!!
                                        To JEST lenistwo i zła wola!
                                        Opisy borderów właśnie dotyczą tu większości, a nie mniejszości.
                                        BPD ma (!) rys psychopatyczny (owszem, silniejszy u mężczyzn pod kątem agresji i przestępstw, ale u kobiet pod kątem dominacji, histerii i rozwiązłości) - nie zakłamuj rzeczywistości.
                                        Ułamek to tu na forum bywał niestabilnych emocjonalnie "acting in" (a tych owszem, można żałować, ale one nigdy takich wojen tu o "rację" i "prawo do mojego pojebanego >ja<" nie prowadziły).

                                        Zgadzam się z Tymczasowym i Gajami - tępić, wypalać gorącym żelazem póki nie przejrzą na oczy i póki własne pojebanie będzie dalej dla nich "wyjątkowym" całym światem "pokrzywdzonej księżniczki", bo "jej się należy" i "ją należy rozumieć i ratować". Niczego z tego nie należy słuchać, potwierdzać i robić...

                                        Gajami:
                                        Borderki uspokajają się tak ok. 45 i faktycznie to hormony, ale też w tym wieku nie ma już takich możliwości posiadania wianuszka orbiterów-absztyfikantów, których się trzyma w zanadrzu prowokując co chwilę, aby móc manipulować i nimi i otoczeniem i partnerem (w zależności od potrzeb). Klasyczna borderka do 45 ma zawsze "bogate towarzyskie otoczenie", w którym bryluje oraz wielu okolicznych absztyfikantów, których zalicza po kolei. Po 45-50, na starość - ma bujany fotel i dwa koty...



                                        • gayami Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 10:59
                                          Zgadza się:) Ona ma 2 koty i wygodny fotel a z absztyfikantami bywa różnie, poznaje ich na portalach randkowych i w sumie gdzie się da, zwabia do łóżka i w trakcie aktu nagle stwierdza, że przecież tak naprawdę to ona jest lesbijką i kocha kobiety a do tego jest wojującą feministką i bojowniczką o prawa i wolność kobiet i nie będzie jej tu jakich dupek zanieczyszczał swoim ch....
                                          Kilka razy z wielkim hukiem i awanturą i przy pomocy portierów (przecież chciał zgwałcić) niejednego wywaliła nago na schody (już pewnie takich amorów odechciało im się do końca życia). Po czym wraca do swojego kobiecego haremiku i tam zaczyna podboje, które kończą się intrygami, zazdrościami, skokami z okien, listami pożegnalnymi, próbami samobójczymi i innymi dramatami. Następnie stwierdza, że jednak kobiety są za bardzo emocjonalne, za bardzo się przywiązują i zakochują w niej a przecież tak naprawdę to ona nie jest żadną homo tylko heteroseksualna w czystej postaci a na dodatek jest nimfomanką i potrzebuje samca alfa i kilku byczków, wszystko zaczyna się od nowa.
                                          Bardzo przedmiotowe traktowanie ludzi i domyślam się jaki to musi być szok dla tych osób, które wpadły w jej sieć.
                                          Dlatego żal mi tych ludzi choć trochę chce mi się z tego śmiać, bo takiej kretynki to w życiu nie znałam i nie chcę poznawać, dzięki tej znajomości instynktownie wyczuwam zaburzonych i nie wchodzę w kontakt, każdy kto to poznał ma nosa do takich popaprańców.
                                          Z drugiej strony uważam, że byłaby zdolna w szale nawet zabić, bo ktoś się krzywo spojrzał a ona liczyła na wsparcie, bo bardzo cierpi a jej cierpienie jest tak wyjątkowe, że tylko wrażliwa istota może je pojąć. To są ludzie mega niebezpieczni i trzeba to wyraźnie powiedzieć.
                                          Wrobiła faceta w dziecko, urządziła mu koszmar, awantury o alimenty, buntowanie dziecka, bo przecież strasznie cierpiała.
                                          Została utrzymanką starego, obleśnego i zboczonego dziada, dziecko oddała rodzinie, bo stary nie akceptował, jakże ona wtedy bardzo cierpiała. Dlaczego nikt tego nie rozumie?
                                          Dziecko też ma BPD i się prostytuuje (to u nich rodzinne), tnie i jest zaburzona jak jej matka i babcia to wymieniają się informacjami o klientach i ich zboczonych potrzebach, no i dalej cierpi. To jest już najgorsze dno.
                                          • quar33 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 12:15
                                            Gajami
                                            Co za historia, ale...
                                            Nie możesz na nią wylewać pomyj, ona na pewno potrzebuje szacunku i zrozumienia (tego "zrozumienia dla BPD"...), nie interesuje Cię to co ta BPD czuje (?), ona na pewno chciałaby żyć inaczej - ale zapewne czuje "opór", a zresztą "każde BPD jest inne" - co na pewno jakaś z tutejszych forumowych borderek Ci tu za chwilę wyjaśni i w odpowiedzi napisze... :)))))))))))))))))))))))))))))))))
                                            • quar33 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 12:44
                                              Gajami
                                              Choć "każdy BPD jest inny" ;), to Twoja historia przypomniała mi:
                                              emocje.pro/zaburzenie-osobowosci-z-pogranicza-moja-historia-nadzieja/
                                              • gayami Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 12:58
                                                Tak, Quar33 historia z linka podobna, zgadza się. W ogóle to ta moja znajoma była wielką fanką, wspomnianej tu przez mnie Aileen Wuornos (ta to dopiero miała dzieciństwo są o niej filmy na youtubie).
                                            • gayami Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 12:50
                                              Quar33, ta historia to jeszcze lajcik, bywało dużo gorzej. Dobra, to czekam na wyjaśnienia może wreszcie nauczę się empatii i choćby w ułamku procenta zrozumiem to olbrzymie cierpienie i ból jaki czują niezwykle kruche, delikatne, nadwrażliwe, pokrzywdzone borderki:)
                                              • vre-sna Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 13:35
                                                Wiecie co?
                                                Gwoli wyjaśnienia, podczytuję to forum, aby coś zrozumieć. Nie jestem osobą dotkniętą tą przypadłością.
                                                Ale, to co piszecie jest tak samo chore jak to, co reprezentowane jest na tym forum przez wątki o ludziach z BDP.
                                                Weźcie wyluzujcie, świata nie zbawicie.
                                                Wyobraźcie sobie, że do Was ktoś w necie, z powodu Waszej normalnści, zwraca się per: Ty poyebie, czas na dostosowanie się.
                                                To jest język cywilizowanego człowieka?
                                                Dajcie tym ludziom żyć tak jak chcą ze wszystkimi konsekwencjami.
                                                • quar33 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 13:58
                                                  vre-sna
                                                  My z powodu naszej "normalności" nie sramy ludziom na łeb (taka mała różnica), więc nikt nie ma powodu zwracać się tak do nas. A nawet gdyby tak się zwracał, to nas to nie dotyka. Nie bierzemy tego do siebie, bo wiemy, że to z sufitu wzięte, a nie prawdziwe.

                                                  "(...) Dajcie tym ludziom żyć tak jak chcą ze wszystkimi konsekwencjami.".
                                                  My, ze swoim językiem, słowami i opiniami jesteśmy właśnie "konsekwencjami" ich życia wg >jak chcą"...
                                                  • vre-sna Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 14:11
                                                    Moment.
                                                    Człowiek, który ma wytyczone granice, nie pozwala sobie nasrać na łeb.
                                                    Co jest w tych partnerach nie tak, że sobie pozwalają?
                                                    Każdy jest kowalem własnego losu. Wiem to po sobie. Tworzy się piekło na własne życzenie, i to jest też ważne, żeby to sobie uświadomić.
                                                    Co takiego jest w tych, teoretycznie normalnych, że nie potrafią powiedzieć mam dość, tracę godność?
                                                  • quar33 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 14:47
                                                    Przerabialismy juz ten temat tu setki razy.
                                                    Myślisz właśnie jak klasyczna borderka.
                                                    Raz jeszcze: jak mnie okradziono w autobusie, to wcale nie jestem bardziej winny niż złodziej (no bo przecież dałem/pozwoliłem się okraść).
                                                    Nie, z borderami nie tworzy się piekła na własne życzenie.
                                                  • vre-sna Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 15:09
                                                    Tworzy się.
                                                    Bo sama gdzieś przeszłam związek dość intensywny i wiem, że przesuwając wciąż i wciąż granice, straciłam godność.
                                                    Wiem więc, że byłam głupia.
                                                    Ale, to też pewnie wynika z pewnych słabości, na które już wiem, że sobie nie pozwolę.
                                                    Doświadczenie. Proste.
                                                  • quar33 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 15:44
                                                    Ty byłaś głupia lub naiwna, dlatego on dalej pozostaje "wspaniałym człowiekiem"...
                                                    Okradajmy niepełnosprawnych umysłowo zatem, wszak są i głupi, naiwni i małointeligentni oraz mało bystrzy... No co, "sami sobie są winni"...
                                                    Nie chce mi się po raz kolejny przytaczać znów tych samych argumentów. Poczytaj parę wątków wstecz, tam jest wszystko opisane na ten temat.
                                                  • vre-sna Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 15:20
                                                    Każdy sam jest za siebie odpowiedzialny.
                                                    Sami tworzymy swój dobrostan.
                                                    Na siebie ma się wpływ, na innych niekoniecznie.
                                                    Ale obrażanie ludzi, którzy nawet na siebie nie potrafią, nie chcą (cecha zaburzenia) jest wredne i małostkowe.
                                                  • quar33 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 15:51
                                                    Żyjemy wśród ludzi, jesteśmy na wielu polach od nich zależni, nie wszystko zależy od jednostki.
                                                    Dlatego powstały pojęcia: moralności, etyki, empatii, sprawiedliwości społecznej, zaufania, itp.
                                                    Jeżeli border wymaga (i dostaje) serca na talerzu, uchylonego dla niego nieba... a potem sra Ci na głowę i spuszcza Cię w kiblu z wodą..., to sama stworzyłaś te odchody na swojej głowie i wodę w kiblu???
                                                    Piszesz tak, jakbyś broniła BPD ich własną manipulacyjną retoryką albo sama nią jesteś.
                                                  • vre-sna Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 16:08
                                                    Nie jestem, ojp.
                                                    Widzę wredny hejt.
                                                    Wyluzuj człowieku.
                                                    Masz ich w dupie to miej w dupie ich nawracanie.
                                                  • vre-sna Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 16:32
                                                    Tak, bo sam się na to godzisz.
                                                    Zarzucasz tym gorszym, że manipulują. Ty ulegasz tej manipulacji.
                                                    Jesteście sobie równi.
                                                    Bo głupi jesteś, że dajesz sobie srać na łeb.
                                                    Odpowiedzialność!
                                                  • quar33 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 17:56
                                                    Czyli dalej jestem bardziej winny od złodzieja, że mnie okradł w autobusie...
                                                    Ręce opadają i cała ta dyskusja nie ma sensu. :(
                                                  • vre-sna Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 19:48
                                                    Ma sens.
                                                    Zarzucasz "bordom", że nie chcą brać odpowiedzialności za własne czyny.
                                                    A Ty co, zwolniony jesteś z odpowiedzialności za siebie?
                                                    Ciekawa logika.
                                                  • efce13 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 18:19
                                                    Witaj, vre-sna,

                                                    W eleganckim stylu zmiotłaś prymitywa i manipulanta. :)

                                                    Ale już jesteś bordem :D. Tak jak ja :D (choć nim nie jestem) witaj w klubie zdiagnozowanych przez przywiędniętego macho qu…cos tam. :D

                                                    Tak jak napisałaś, jego „diagnoza”, to forma dyskredytowania osób, które bronią tutaj osób BPD przed niebywałą nagonką i chamstwem nakręconym przez jego mściwość - za to, że został kopnięty w d.., i to przez dwie kobiety z BPD. Ale afront dla przywiędniętego macho! Dwie borderki cyt. "nasrały" mu na głowę, i został z tym g... WSTYD!
                                                    Zaraził tu już swoim jadem, i ma zmanipulowanych wyznawców, którzy odwalają za niego robotę, wychyla się tylko wtedy, kiedy grozi mu utrata kontroli na forum.

                                                    Ten człowiek jest mocno zaburzony. Widać, że w domu odebrał solidną tresurę od zamordystycznego ojca. Biedak, pewnie musiał chodzić jak w zegarku, a każde uchybienie skutkowało ojcowską korektą: za grzywkę i mordą o blat - nie było niemożliwego. Z domu wyniósł głęboką nienawiść do kobiet – to widać i czuć w jego wpisach: <pojebane mamusie, pojebane borderki, border-pizdy> – cisza o tatusiach i synkach.
                                                    Mocno przydeptany przez ojca, młody macho, ma nieco poturbowane ego. A tu dwie! borderki (dwie, świadczą o wybitnej niereformowalności - pewnie druga była próbą wyciszenia porażki zaliczonej z pierwszą) jeszcze mu dokopały – PALĄCY WSTYD przed sobą samym.
                                                    Elegancko go zamiotłaś, ale przywiędnięty macho nigdy się nie przyzna, że kobieta mu dokopała, że wlazł w te buty dwukrotnie, że dwie baby <nasr.. ły mu na łeb>, więc MUSI bronić partnerów (siebie), choć ma ich w d… . Nadepnięty i cherlawy macho walczy o swój honor, walczy z palącym WSTYDEM metodami wyniesionymi z domu: chamstwo, poniżanie + za grzywkę i o blat!

                                                    Na tym samym wydechu: bydlaki, pizdy, pojeby, serce na talerzu, uchylone dla ... niebo.
                                                    Znowu manipulując partnerami i wyznawcami podgrzewa atmosferę.

                                                    Dobrze sprzątasz :)
                                                    Pozdrwiam
                                                  • vre-sna Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 19:43
                                                    Powiem tak.
                                                    Jako normals mam prawo, bo osobom z zaburzeniem to się wypomina, prawo do w.urwu na hejt.
                                                    Dawno nie czytałam tak poyebanych, nienawistnych, chorych wypowiedzi dyskredytujących, z własnego, g.wnianie nie wiadomo skąd przekonanego o własnej wyższości, ego.
                                                    Tak, jako człowiek w normie, mierzi mnie dręczenie innych, choćby dlatego, że skoro ktoś się zdobył na odwagę i odkrył się ze swoją chorobą, to dostaje w ryj za to, że ma tę samą przypadłość co jakiś tam znajomy gościa, który teraz siedzi w necie i napier.ala wszystkich na oślep, bo czuje się zraniony. I twerdzi, że to jest jak najbardziej ok.
                                                    Chore.
                                                  • sabredance Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 20:07
                                                    A ja powiem tak...
                                                    To forum przestało być miejscem do taplania się w "wyjątkowości" osób, których jedyna "wyjątkowość" polega na wyjątkowym skurwysyństwie.
                                                    Nikt tutaj nie dostaje "w ryj" za przyznanie się do zaburzenia czy choroby więc piszesz bzdury. Dostają za coś innego.
                                                  • efce13 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 20:35
                                                    <<To forum przestało być miejscem do taplania się w "wyjątkowości" osób, których jedyna "wyjątkowość" polega na wyjątkowym skurwysyństwie.>>

                                                    Zaczęło być miejscem hejtu, chamstwa i sqrw...
                                                    Marna zamiana w wykonaniu zdrowych. Oddajesz z nawiązką zdrowy człowieku?
                                                  • sabredance Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 21:07
                                                    Nie jestem zdrowy, jestem alkoholikiem.

                                                    Jedyne co "oddaje" to nazywam wprost i po imieniu złe zachowania.

                                                    Opowiem Ci historię: Jakieś 12 lat temu (nie piję od 8), gdy byłem już na etapie zrozumienia, że z moim życiem jest bardzo źle, postanowiłem leczyć się na depresję. Stany depresyjne owszem miałem... typowe dla choroby alkoholowej. Alkoholizm to była jeszcze wtedy ostatnia rzecz na świecie, do której bym się przyznał. Opcja z depresją wydawała się być w porządku, a że jak każdy rasowy uzależniony potrafiłem doskonale manipulować, mój psychiatra połknął haczyk. Rozpocząłem leczenie i pewnego dnia w poradni, w której się leczyłem zaczęto tworzyć grupę terapeutyczną dla osób z depresją. Po kilku testach i rozmowach z paniami psycholog zostałem poproszony na rozmowę podczas której dowiedziałem się, że nie nadaje się na terapię ponieważ moim problemem nie jest depresja, a .... alkoholizm! To była dla mnie najgorsza zniewaga w życiu. Byłem wściekły i zrozpaczony. Szukałem pomocy, a oni dali mi do zrozumienia, że jestem zwykłym śmieciem, menelem, jakimś cholernym pijakiem! Te słowa już nigdy nie dały mi spokoju. Po kilku latach zrozumiałem, że to była jedna z tych sytuacji, które uratowały mi życie. To wtedy ktoś po raz pierwszy w moim życiu nazwał sprawę po imieniu. Prosto w oczy usłyszałem, że nie jestem wyjątkowy, nadwrażliwy i Bóg jeszcze jeden raczy wiedzieć jaki ale że jestem zwykłym pijakiem i mam wypier....

                                                    Poglądy osób z BPD bardzo przypominają mi to pokrętne, racjonalizujące i popieprzone myślenie. Myślę, że gdyby ktokolwiek wtedy "pomógł mi" w taki sposób, jakiego oczekiwałem czyli zrozumiał jaki podły jest świat i jak ja strasznie cierpię to już by mnie dzisiaj nie było. Przeżyłem bo ludzie i życie przestało się ze mną cackać i zrozumiałem, że albo dokonam rewolucji W SOBIE albo zdechnę gdzieś samotnie pod płotem.
                                                  • efce13 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 21:26
                                                    Nie i nie, sabredance,
                                                    Zaburzenia osobowości ABSOLUTNIE jest nieporównywalne z chorobą alkoholową (gratuluje wyjścia, naprawdę). Alkoholizm przy zaburzeniu, to bułka z masłem.
                                                    Zaburzenie to zdecydowanie ciążysz kaliber. Jako alkoholik miałeś odniesienie do okresu przed chorobą, miałeś cel dobrze widoczny - okres przed trzeźwością Zaburzona osoba szczególnie z BPD, nie ma żadnego, żadnego i kompletnie żadnego odniesienia do tego, co my zdrowi nazywamy normalnością. To osoby często z zespołem stresu pourazowego. To osoby które nie miały możliwości wykształcenia prawidłowych mechanizmów psychicznych umożliwiającym im normalne (w naszym pojęciu) funkcjonowanie. Naprawdę, nie lecz swoimi metodami kogokolwiek z zaburzonych, bo zrobisz im tylko hejt.
                                                  • vre-sna Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 21:32
                                                    Dokładnie.
                                                  • vre-sna Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 21:30
                                                    Ok.
                                                    Rozumiem.
                                                    Ale, nie porównuj alkoholizmu do zaburzenia osobowości! Prawdopodobnie taka osoba, bez alkoholu, żyje w takim poyebanym stanie codziennie.
                                                    Więcej zrozumienia.
                                                  • quar33 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 21:47
                                                    Wreszcie jakieś dojrzałe słowa.
                                                    Gratuluję i podziwiam - za silna wolę, za taką siłę (którą można uzyskać jedynie w sytuacji, kiedy podnosząc się z dna zaczyna się widzieć rzeczywisty świat i dramatycznie rzeczywistego siebie), za wiarę w prawdę i za za wiedzę, że najpiękniejsza i najwygodniejsza iluzja jest gorsza od najczarniejszej rzeczywistości.
                                                    Znałem wiele osób z tzw. marginesu. Wielu a nich było zdania, że "ulica deprawuje" i 8 z 10-ciu się zwyczajowo wykoleja. Ale tych dwóch, którzy nie dali się wykoleić... już nic nie złamie i to oni są zazwyczaj najlepszymi ludźmi z tych "dobrych" (niewychowanych na ulicy).
                                                    Obawiam się, że oni tu tego nie zrozumieją. Oni muszą dotknąć dna, potem w nie zapukać od spodu, a potem zdecydować: czy chcę widzieć fakty, czy chcę być strusiem.
                                                    "Przejrzeć na oczy" to taki życiowy etap jak "prezent" - to największy dar, choć często i najbardziej bolesny.
                                                    Niektórzy umierają nie chcąc nawet zbliżyć się do tego etapu. :(
                                                  • quar33 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 21:50
                                                    Sebredance
                                                    Wreszcie jakieś dojrzałe słowa.
                                                    Gratuluję i podziwiam - za silna wolę, za taką siłę (którą można uzyskać jedynie w sytuacji, kiedy podnosząc się z dna zaczyna się widzieć rzeczywisty świat i dramatycznie rzeczywistego siebie), za wiarę w prawdę i za za wiedzę, że najpiękniejsza i najwygodniejsza iluzja jest gorsza od najczarniejszej rzeczywistości.
                                                    Znałem wiele osób z tzw. marginesu. Wielu a nich było zdania, że "ulica deprawuje" i 8 z 10-ciu się zwyczajowo wykoleja. Ale tych dwóch, którzy nie dali się wykoleić... już nic nie złamie i to oni są zazwyczaj najlepszymi ludźmi z tych "dobrych" (niewychowanych na ulicy).
                                                    Obawiam się, że oni tu tego nie zrozumieją. Oni muszą dotknąć dna, potem w nie zapukać od spodu, a potem zdecydować: czy chcę widzieć fakty, czy chcę być strusiem.
                                                    "Przejrzeć na oczy" to taki życiowy etap jak "prezent" - to największy dar, choć często i najbardziej bolesny.
                                                    Niektórzy umierają nie chcąc nawet zbliżyć się do tego etapu. :(
                                                  • vre-sna Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 22:06
                                                    Ty, człowiek, zastanawiasz się nad tym co piszesz?
                                                    To jest forum ogólnodostępne.
                                                    Manipulacja to jest Twoje drugie imię.
                                                    Ojp. Masz problem, ze sobą :/
                                                  • vre-sna Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 22:10
                                                    Hm.
                                                    Nikt normalny tak się nie egzaltuje, to delikatne stwierdzenie, własnymi słowami.
                                                    Dobrej nocy życzę. I dystansu oraz pójścia w końcu do przodu.
                                                  • vre-sna Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 22:25
                                                    Powiem wprost, egzaltowane g.wno.
                                                    Baw się dalej, ale, dobra rada, pomyśl, zanim napiszesz.
                                                    Milczenie jest złotem, to w Twoim stylu, pamiętaj o tym.
                                                    Brandzlowanie się cudzymi ułomnościami - słabe.
                                                  • quar33 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 23:06
                                                    Kończąc już (tak na dobranoc), bo ten wątek stracił już dawno sens i temat. :(
                                                    Ale na koniec, trochę z innej beczki:
                                                    Jestem na tym forum od wielu, wielu lat. Znam to forum i z tej dobrej i złej strony, znam jego wzloty i upadki, znam jego jego "specyfikę" - nazwijmy to tak...
                                                    Najpierw piszecie, że "nie chcę bronić zaburzonych, bo czytałam coś o tym...".
                                                    potem już "znam trzy osoby z mojego otoczenia, które są BPD i..."... :)
                                                    Zadam pytanie nieco głębsze: czy wam się wydaje, że my tu jesteśmy naprawdę aż takimi idiotami i nie kojarzymy faktów??? :)))
                                                    To forum już kiedyś miało taki etap (i to nie raz), że "klon gonił klona", ale teraz to już chyba etap "klon goni klona-klona"... :)))
                                                    If you know what I mean... :)))))
                                                  • vre-sna Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 30.08.17, 03:26
                                                    Nie, nie wiem co masz na myśli :)
                                                    A wiesz czemu?
                                                    Bo nie jestem na forum, tym akurat, od wielu lat, nie znam specyfiki. Odniosłam się tylko do wypowiedzi w tym wątku. Stosując zresztą Twoją retorykę, co nie było przyjemne, prawda?
                                                    Warto się czasami zastanowić w jaki sposób tworzy się wypowiedzi, bo nie pisze się ich w jakąś wirtualną przestrzeń, tylko odpowiada się konkretnym osobom.
                                                    To, że siedzisz na forum od lat tym bardziej nie tłumaczy agresji i chamstwa.
                                                    Na zakończenie tylko dodam, że stawianie diagnoz na podstawie kilku wypowiedzi jest wręcz śmieszne i nie warto tego robić, bo to nie buduje autorytetu, wręcz przeciwnie.
                                                    Dla mnie ta dyskusja jest też zakończona bo tak naprawdę nic nie wniosła. Ty masz gdzieś cudzą opinię, wniosków nie wyciągasz, dosłownie jak "bord" :D
                                                    A tak się czepiasz, że "oni" nie chcą zmian.
                                                    Dobra rada ode mnie: zacznij od siebie.
                                                  • efce13 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 30.08.17, 10:54
                                                    vre-sen,
                                                    ten mściwy gnom i przydeptany macho, co najwyżej poczytywał to forum, ucząc się jak dokopać innym za zdeptanie przez dwie kobiety z BPD. Mam kilka map Księżyca. Na tej zasadzie, to ja byłam na Księżycu i znam każdy krater. Swoją drogą dziewczyny miały zdrowy instynkt samozachowawczy i zwiały od psychopaty. Co za śmieć.
                                                  • vre-sna Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 30.08.17, 14:00
                                                    Mnie nie chodzi nawet o poglądy pana, tylko o obrażanie rykoszetem wszystkich z tą przypadłością.
                                                    Osobiście nie czułam się komfortowo dostosowujac się do sposobu prowadzenia dyskusji przez tego pana.
                                                    Ale, może coś dotarło.
                                                    No jak zobaczyłam tę słowną kloakę to nie zdzierżyłam.
                                                    Swoją drogą, przeczytawszy trochę wątków z tego forum to jakoś nie zauważyłam w wypowiedziach dumy z bycia zdiagnozowanym. Raczej smutek. Czasami w.urw, ale na to, źe jest się chorym.
                                                    Nikomu nie odmawiam złych doświadczeń, ale to, że jeden pies mnie ugryzl nie oznacza wcale, że wszystkie psy są agresywne.
                                                    Mówię o odpowiedzialności partnerów, ponieważ gdybym to ja miałe takie jazdy tworzone, jak tu jest czasami opisywane, przez partnera z BDP - sorry, ale jako zdrowy człowiek rezygnuję z tego.
                                                    Jak swoją drogą można kochać kogoś, kto wyzywa od najgorszych, to jest poniżające i świadczy o braku szacunku dla samego siebie.
                                                    A decyzje o leczeniu zostawmy tym ludziom. To jest ich odpowiedzialność. A odpowiedzialnością zdrowego człowieka jest chronienie siebie.
                                                    Obrażanie ludzi z BDP - bez sensu, wredne, nieludzkie.
                                                  • efce13 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 30.08.17, 16:27
                                                    vre-sna,
                                                    Co do partnerów - dokładnie. Zdrowego stłamsić nie da się. Po prostu, głębsza refleksja i odruch Pawłowa - obrót na pięcie, i nie ma możliwości na sprowadzenie się do poziomu gleby.

                                                    Stara prawda, zaburzenie przyciąga zaburzenie, a co najmniej deficyty.
                                                    Przecież za forumowy syf wwleczony tutaj w połowie 2014 - jakoś tak chyba, odpowiadają TYLKO partnerzy. Nie mogę ogarnąć tego fenomenu, bo przecież od początku to forum tworzyli w zasadniczej mierze pokaleczeni (czasem extremalnie) partnerzy, i nie było takiego gigantycznego syfu z hejtem, nagonką i wybielaniem siebie.
                                                    Ja pieprzę, wystarczy, że jeden socjopata, "ekspert", sqr...l mściwie rzucił wyleczę pojebane borderki kopniakami i bluzgami, a część w to weszła. I pomijając nawet to, że w ogóle nie ogarniają zaburzeń, to idą jak po sznurku, odciążając "terapeutę", który tylko kontroluje "terapię".
                                                    To jest fenomen, i fakt, pokazuje gotowość na ubezwłasnowolnienie partnerów, tudzież histeryczki z mrowieniem karku na widok "borda" bredzące o morderstwie - nie o samobójstwie.
                                                    Co za facebookowe czasy ..

                                                    Pozdrawiam, i kontrolnie wpadnij czasem :)
                                                  • vre-sna Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 30.08.17, 20:56
                                                    Efce13,
                                                    dla mnie pomyleniem pojęć jest diagnozowanie jakiegokolwiek schorzenia na podstawie informacji ściągniętej z wujka google.
                                                    Poza tym, skoro, i tu się zgadzam, psychiatria jednak uznaje to za ciężkie do leczenia zaburzenie, to jakim prawem ktoś twierdzi, że jak powie, cytuję:"wy yebane piz.y i szmaty, leczyć się, bo jak nie to ja będę w internecie was nap.erdalał do końca świata" że ma rację?
                                                    Co to w ogóle jest? Jakim prawem ktoś uważa, że tak można traktować i tak już pokaleczonych ludzi? Bo sam nie umiał postawić granicy i chronić siebie?
                                                    To niech ma pretensje do siebie. Dla mnie proste jak rogalik :)
                                                  • vre-sna Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 30.08.17, 21:08
                                                    Naprawdę, ludzi z depresją też "zdrowi" postrzegają jako ludzi leniwych.
                                                    Wkurza mnie stygmatyzacja i deprecjonowanie.
                                                    Schizofrenika też by się ochrzaniło za omamy?
                                                    Ok, w.urwiać się mogę na zdrowego chama. Na chorego nie będę, bo nie pozwala mi na to moje człowieczeństwo. Wycofuję się, chroniąc siebie, a jak nie mogę pomóc, to odpuszczam. Tyle.
                                                  • efce13 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 31.08.17, 01:34
                                                    vre-sna,

                                                    <<Co to w ogóle jest? Jakim prawem ktoś uważa, że tak można traktować i tak już pokaleczonych ludzi? Bo sam nie umiał postawić granicy i chronić siebie?>>
                                                    O, to, to! Dokładnie i dokładnie!

                                                    Jeszcze parę lat wstecz BPD uznawało za nieterapeutyczne, w sensie nieuleczalne, ale objawy u jakiś 80% same łagodniały z wiekiem. Ba, przy terapii analitycznej (najbardziej zbliżonej do freudowskiej) ci pacjenci (BPD) wchodzili w tak głębokie regresje, że objawy dramatycznie nasilały się, i w cięższych przypadkach kończyło się na hospitalizacji. Tego nie ma przy innych zaburzeniach, a i tu przecież nie jest łatwo. Trudno byłoby mi z takiej terapii nie zwiać - trauma z dzieciństwa przeżywana powtórnie. Jeśli dobrze pamiętam, 40-70% to są nadużycia seksualne, wiadomo, głównie dziewczynki. Kaszana. Ja nie potrafię sobie tego wyobrazić. Sami terapeuci często mówili o nieudanych terapiach. Nieudana terapia = pacjent czuje się gorzej po terapii. No super. Faktycznie, dla BPD musiano stworzono zupełnie nowe podejścia terapeutyczne. Teraz wybór jakiś jest, tylko ciężko mieć wiarę po poprzedniej bolesnej, a nieudanej wiwisekcji, i jeszcze znaleźć dobrego terapeutę. Tu absolutnie terapeuta musi pasować pacjentowi. No i kasa na dwie (trzy) sesje tygodniowo, później jedna, i tak 2-4 lata, to też problem dla osób nieodkutych finansowo.

                                                    <<Naprawdę, ludzi z depresją też "zdrowi" postrzegają jako ludzi leniwych.>>
                                                    Chciałam, gdzieś tam, odpisać temu karłowi, czy kazałby pojebowi w depresji wypi...dalać z wyra. Jeśli byłaby to kobieta, to nie wątpię, że zafundowałby taką terapię, "przekonując" do niej innych. To co bydlak odstawił po poście anetysylwii123 sugerującej przeprosiny, to szczyt łajdactwa i skq..stwa. Śmierdzący tchórz wylazł z nory dopiero, jak post anetysylwii "przykryły" inne wpisy naszczutych prze niego, i dziewczynę sqr...syn zdeprecjonował. Nic tylko napluć nadepniętemu macho w ryj. Że też takie ścierwa chodzą po Ziemi.

                                                    Vre-sna, czy byłaby możliwość kontaktu z Tobą - jednorazowo mailowo (podałbym adres)?
                                                    Byłoby absolutnie zrozumiałe, jeśli nie miałbyś w zwyczaju pozaforumowych kontaktów. Spoko :)



                                                  • roadtrip2 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 31.08.17, 07:39
                                                    Vre-sna , zgadnij skąd znam taka ideologię?
                                                  • efce13 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 31.08.17, 11:51
                                                    roadtrip2,

                                                    Ale jaką ideologię?
                                                    Mściwy facet ubliża zaburzonym w absolutnie skandaliczny sposób, a Wy w tym siedzicie tylko dorzucając swoje posty. Waszym pokaleczeniem ten gnom żywi się. Jego chore pomysły na leczenie pojebów co niektórzy już podchwycili.
                                                    Wierzę, że @sabredance, z własnych doświadczeń wychodzenia z alkoholizmu, w dobrej wierze rzucił:

                                                    ,,To forum przestało być miejscem do taplania się w "wyjątkowości" osób, których jedyna "wyjątkowość" polega na wyjątkowym skurwysyństwie.>>

                                                    To przecież jest hejt i nagonka na osoby zaburzone świadomie zaszczepiona przez chorego z nienawiści człowieka. On bezczelnie manipuluje pokaleczonymi ludźmi, świadomie szczując ich na innych pokaleczonych - zaburzonych.

                                                    Kto temu bluzgającemu i agresywnemu gnomowi daje prawo do "terapii" (sic!!!!) tzw. borderów na forum????? Wy, osoby dyskutujące, milcząco zgadzające się na pomysły, bluzgi i chamstwo tego chorego człowieka! Zdaje się, że tylko @brzask wyraziła swoja niezgodę.

                                                    Nie jestem osobą zaburzoną, ale szlak mnie trafił, na ten hejt i odpisałam na jego startowy post cytując jego słowa.
                                                    Koniec końców zostałam zdiagnozowana przez chama jako borderka (choć nią nie jestem) chyba tupiąca nóżkami.
                                                    I dodał:<<Kłóć się dalej, a my i tak wiemy swoje. :)>> Plus kilka cennych uwag pod moim adresem.
                                                    Czujesz to MY?

                                                    Niedługo trzeba było czekać, żeby odezwała się @pasja, i inna fanka qu coś tam, bo bluzgający cham to wspaniały ekspert, a ja pewnie bordowe gówno ...

                                                    W tym wątku zapytałam się Ciebie tylko:
                                                    <<Podpiąłeś się odpowiedzią pod wpis antysylwii123. Czy insynuujesz, że autorka kłamie, jak twoja ex?>>
                                                    i dodałam:
                                                    <<Znam 3 osoby z BPD, w tym dwie bardzo blisko. Żadna, żadna, nie wpisuje się we wzorzec który tu lansujecie, tak jak w ten Wasz wzorzec nie wpisuje się anetasylwia123.>>

                                                    Dlaczego mam godzić się na upokarzanie zaburzonych osób w ogóle, a w szczególności bliskich mi osób, które nie wpisują się w Wasz wrzorzec, a same mają ostro, ostro pod górkę?

                                                    Możesz mi odpowiedzieć "skąd znasz taką ideologię?"


                                                  • vre-sna Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 31.08.17, 14:32
                                                    Zgadzam się z efce 13. U mnie w ogóle w otoczeniu nie ma osób z bdp, sama nią nie jestem, a pan na moje oburzenie, że traktuje te osoby po chamsku, nagle wyskoczył z diagnozą, że jestem "bordem".
                                                    To jakaś paranoja, zdrowy człowiek nie może się wkurzyć na obelgi?
                                                    Efce13, możesz napisać na gazetowy :)
                                                  • efce13 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 31.08.17, 15:25
                                                    vre-sna,
                                                    Dzięki, na spokojnie (jestem w pracy) odezwę się zdecydowanie później, być może nawet po północy.

                                                    Ten "pan", jak z kulturą określiłaś mściwego gnoma (to moja wersja light, na którą gnom nie zasługuje, ale niech tam - od czasu do czasu), zdiagnozował BPD nawet @brzskowi, (jest na tym forum od zawsze, prostuje często i ni jak nie nie widać u niej zdatków na jakiekolwiek zaburzenie) tylko dlatego, że nie podzielała wizji chama "pojebanej borderki". Chyba jeszcze ze dwóm osobą mściwy cham wystawił diagnozę. Zawsze, zawsze niezgoda na tę wizję skutkowała bordową diagnozą, ewentualnie "bydlakiem pierdolącym głupoty". Wszyscy z innym zdaniem są deprecjonowani lub wyzywani.
                                                    To świadoma manipulacja niezorientowanymi, i to ciągłe kreowanie się na "eksperta".
                                                  • efce13 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 31.08.17, 15:27
                                                    autokorekta
                                                    Jest:
                                                    (jest na tym forum od zawsze, prostuje często i ni jak nie nie widać u niej zdatków na jakiekolwiek zaburzenie)
                                                    Powinno być:
                                                    (jest na tym forum od zawsze, POSTUJE często, i ni jak nie nie widać u niej zdatków na jakiekolwiek zaburzenie)
                                                  • vre-sna Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 31.08.17, 15:48
                                                    O, czyli pan jest zaburzony :)
                                                    Piękne.
                                                    Ale wiem czemu można ulec jego manipulacji. Bo tak jak napisałaś on uderza do ludzi po przejściach, poranionych.
                                                    Ale są pewne granice, normy kulturowo-społeczne, nawet prawne, które zobowiązują do czegoś obywateli.
                                                    Wyzwiska, szczucie, obrażanie jest, jeżeli ktoś tego nie rozumie, że tego na ogólnodostępnym forum się nie robi (gdzie netykieta tego forum?) karalne.
                                                    Sorry, ale tak jak pan nawołuje do poznawania konsekwencji własnych czynów to może jak sam je odczuje to w końcu zrozumie o czym mówi.
                                                  • roadtrip2 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 31.08.17, 21:20
                                                    No dobra wywołałas mnie to w takim razie kilka słów ode mnie.

                                                    To jaki rodzaj rozmowy prowadzenie to tylko i świadczy o Was samych. I to już jest wasza indywidualna sprawa.

                                                    Ale generalnie Vres-na nie rozumiem skąd ma ten dział forum trafiłaś. Nie pasuje mi to bardzo i powiem wprost dla mnie jesteś Borderm no strasznie przypomina mi to co piszesz jako bełkot który było mi dane słuchać długi czas. Info co wypisujesz to jest w słaby sposób bronienie samej siebie poprzez wybielanie bordow jak i współczucie im.

                                                    A nawet jezeli się mylę i nie jesteś bordem to jakim prawem wypowiadasz się o rzeczach o których zwyczajnie nie masz pojęcia. Uważam że możnaby z Tobą prowadzić jaką kolwiek rozmowę prowadzić jakbyś była kilka lat e w takiej relacji i wiedzialbys jak to wygląda. A pamiętaj zawsze jest przeogromna różnica między teorią a praktyką.

                                                    Z jednym tylko z Tobą mogę się zgodzić jest to że każdy człowiek zasługuje na szacunku. I nie można po nim jechać jak po smacie. Ale widzisz bpd niema w nikim autorytetu albo co najwyżej w sobie, przez co liczy się dla niego tylko on i nikt więcej. Bo tak niestety funkcjonuje borderline. A jeżeli mówi że jest inaczej to jest to niczym innym niż kłamstwem.

                                                    Dlatego osoby które nad sobą pracują zasługuje na wsparcie na tym forum info jest fakt i "normalsi"(pisze w cudzyslowiu bo w 100proc osoby normalne nigdy by nie weszły w relację z bpd) powinni ich w tym wspierać a te osoby które się nie leczą niech nie oczekują że ktoś będzie pisał że zajebiscie że jesteś dla swojego partnera największym skurw..... na świece. Bo to nie grupa wzajemnej adoracji a grupa którą wymienia się swoimi doświadczeniami.

                                                    Nie ludzmy się bpd nigdy nie zrozumie normalsa a normals nigdy bpd w stu procentach.
                                                  • vre-sna Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 31.08.17, 22:24
                                                    Forum jest ogólnodostępne.
                                                    Ja zareagowałam na chamstwo. Mierzi mnie. Po prostu.
                                                    A dlaczego tu trafiłam? Z ciekawości. Tak jak na inne fora GW czasamí trafiam. Jak również z powodu artykułu w WO.
                                                    Ale to w tym wątku síę we mnie zagotowało.
                                                    I wyraziĺam swoją opinię nt. zjawiska obrażania, perfidnego.
                                                    Co tu więcej tłumaczyć?
                                                    Poza tym, co rzuciło mi się w oczy to fakt, że obrażający pan oskarża osoby dotknięte zaburzeniem o manipulację, o nieprzyjmowanie do wiadomości dobrych rad, o powodowanie syfu, o odwracanie kota ogonem, o agresję a dokładnie sam to robi.
                                                    A reagowanie na hejt to IMHO było w tej sytuacji potrzebne, żeby może uświadomić komuś, że to co robi jest skandaliczne.
                                                  • vre-sna Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 01.09.17, 00:51
                                                    Ok. Szanuję to, że się wzajemnie wspieracie.
                                                    Uwierz, że wsparcie polega na zrozumieniu, tego co się przeszło, pokazania pewnego procesu, który siłą rzeczy po pewnych doświadczeniach następuje i wskazaniu w tym wszystkim na światełko w tunelu.
                                                    Ale już taplanie się w szambie nie jest wsparciem. Jest podtrzymywaniem pewnego negatywnego, destrukcyjnego stanu.
                                                    Trzeba iść do przodu. Ten proces nie jest łatwy, ale, mam takie wrażenie, że pan, który tak ochoczo obraża, z jakiejś chyba masochistycznej potrzeby wciąga w tę swoją grę innych.
                                                    Nie ma sensu być w tym samym miejscu skoro jest ono niszczące?
                                                  • vre-sna Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 20:49
                                                    Nie, to Ty teraz piszesz głupoty.
                                                    Nie widzisz kontekstu?
                                                    W ogóle, co to znaczy dostają za coś innego?
                                                    Za co?
                                                    Proszę o odpowiedź, bo poza hejtem, deprecjacją, upodleniem nic nie widzę.
                                                    Ok, podejdźmy do tego statystycznie.
                                                    Zaburzeni, którzy niszczą życie, ale tak masakrycznie. Kto im na to pozwolił? Z całym szacunkiem, to ci normalni są nienormalni skoro sobie na to pozwalają.
                                                    Ale, widocznie są tak samo nienormalni
                                                  • vre-sna Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 20:58
                                                    Wiesz jaki jest problem?
                                                    Że gów.o wiecie o tym zaburzeniu.
                                                    Tyle.
                                                    I tak naprawdę wydaje się, że wystarczy się ogarnąć i będzie ok.
                                                    Więcej wyrozumiałości.
                                                    Zrozumienia.
                                                    Ewentualnego odcięcia.
                                                    Ale obrażanie, w sumie co daje?
                                                  • efce13 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 20:29
                                                    Jak Ty, jestem tylko niestałym obserwatorem tego forum, i odezwałam się nie mogąc zdzierżyć niebywałego sqrwy...syństwa. Sama zdrowa jak byk, mam trójkę znajomych z BDP, w tym dwie znam bardzo dobrze. Żadnej z tej trójki, śmieć nie dorasta do pięt.

                                                    Śmieć robi tu hejt z zimną krwią, sprawnie manipuluje emocjami pokiereszowanych partnerów, zdecydowanie psychopata. Pierwszą partnerkę BPD miał 20 lat temu. :) Wyobrażasz sobie, że zdrowy człowiek, lub zdrowo odbudowany po nieudanym związku, tak długo trzyma w sobie wściekłość i nienawiść?

                                                    Ale styl masz elegancki! :D
                                                  • vre-sna Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 19:56
                                                    I też pozdrawiam.
                                                    To, że dziś internet wszystko przyjmie, nie oznacza, że można bezkarnie gnoić.
                                                • vre-sna Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 14:01
                                                  I chętnie porozmawiam z quar33.
                                                  Fascynujące jest to, jak facet racjonalizuje sobie brak nienawiści do "bordów", jednocześnie poniżając i upadlając ludzi, którzy z powodu (przyznaję, bo czytałam wcześniej) dość wrednego zaburzenia, nie potrafią ( i wydaje się, że wola ma g. do tego) żyć w normie.
                                                  Ale to chyba jest niezrozumiałe; pan pokrzyczy: ogarnijcie się i myśli, że osiągnie skutek.
                                                  Nie, to raczej tak nie działa.
                                                  Całe więc to ordynarne szambo nie ma sensu. Po co więc tracić energię ( to już pytam z ciekawości).
                                                  • quar33 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 14:32
                                                    Nie chodzi o to czy i jak coś zadziała. Chodzi o to, że tu, w tym przypadku milcząca niezgoda wobec bpd to za mało. Jak bord pisze bzdury - trzeba się nie zgodzić (a nie przemilczeć), jak się upiera - trzeba wywalić kawę na ławę, a jak wierzga kopytami - trzeba go opier... i spacyfikować jak dziecko (chociaż językiem "dla dorosłych"). Inaczej do borda nie dotrzesz, uwierz mi - nie przebijesz się, nie zmusisz do jakiejkolwiek uwagi na taki temat (tj. możliwość "innego" spojrzenia niż ma sam na siebie BPD).
                                                    A dlaczego?
                                                    Sam ostatnio byłem zaskoczony jak duża ilość osób czyta to forum. BPD wracają tu jak łososie do rzeki, w której się urodziły, a partnerzy BPD w 80% właśnie tu zaczynają rozumieć w czym "tkwią" i że to wcale nie oni "są wariatami".
                                                    Jak już wspominałem - moja aktywność tu jest skierowana wyłącznie do BDP-które-mają-już-swojej-destrukcji oraz do podeptanych partnerów osób z BPD. Dlaczego? Bo (tylko) oni tu są czegoś warci.
                                                    Jak czytam bzdury od innych BPD, to odpisuję tak, jak się na bzdury powinno odpisywać. Jak oni o te bzdury walczą, to ja im ukręcam łebdurom tym bz. Co w tym dziwnego? Czego nie rozumiesz?
                                                    Po co?
                                                    Chociażby dlatego, że właśnie te bzdury mogą być niebezpieczne dla BDP-które-mają-już-swojej-destrukcji i/lub partnerów.
                                                    Jak myślisz, jaki wpływ na życie będzie będzie miało to, że młoda borderka (oraz - lub albo - jej partner) uwierzą (przeczytają tu) w to, że ona wcale nie jest wariatką, a tylko (aż) jest "wyjątkowa"?
                                                  • vre-sna Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 15:02
                                                    A ja odpowiem inaczej.
                                                    Sam wiesz, że jesteś dojrzały.
                                                    Nie da się wpłynąć na ludzi, którzy tego nie chcą. I mówię też o partnerach BDP.
                                                    Dojrzałość niejako determinuje i wpływa na wybór.
                                                    Ale obrażając innych ludzi nic się nie zyskuje.
                                                    Mnie najbardziej uderzyło to, że stosowana technika obrażania spowodowała zwrotną agresję, na co Ty ze spokojem, no tak, typowe zachowanie borda. Tu już została przekroczona granica normy, sorry.
                                                    Gdyby ktoś mnie tak obrażał, np vresna, masz chujo.y login i to świadczy o popi.przeniu to też bym nie wytrzymała pewnie i bym się odcięła.
                                                    Mam wrażenie, że celowo gnębisz tych ludzi dla pokazania, ja jestem zayebisty a wy s.ierdalajcie na drzewo, bo ludźmi was nazwać nie można.
                                                    No proszę Ciebie. To też jest chore.
                                                  • quar33 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 16:02
                                                    Ależ ja nie chcę zmieniać tych, którzy sami zmieniać się nie chcą. Szczerze - w doopie ich mam. Nie zależy mi ani na nich, ich zdaniu ani życiu.
                                                    (Jakakolwiek) krytyka BPD zawsze powoduje zwrotną agresję (wkurw bordera), więc jakie ma znaczenie forma? Mocny język przynajmniej dotrze do bordera (a z jakim skutkiem, to już inna sprawa), głaskanie bordów zawsze jest przez nich zlewane i tylko utwierdza ich we własnym chorym myśleniu o świecie i sobie. :(
                                                    Czy celowo gnębię "zatwardzialców BPD"? Nie wiem. może. Ale oni mnie w ogóle nie obchodzą, więc jaka to różnica?
                                                    I oczywiście, że "zatwardzialców BPD" nie nazwałbym ludźmi, bo oni nimi nie są... :(
                                                    I to wcale nie jest chore, to własnie jest "dojrzałe", "normalne", "nienaiwne", "odpowiedzialne" oraz jest "dowodem stawiania granic"... :)
                                                  • vre-sna Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 16:18
                                                    Ale tak szczerze.
                                                    Jak ma się coś w pompie, to się nie angażuje.
                                                    Ty, nie dość, że jesteś agresywny, czasami wulgarny, nie wyglądasz na człowieka, delikatnie mówiąc, zdystansowanego wobec zjawiska.
                                                    Misja niesienia pomocy, INHO, jest słaba. Działasz atakując i poniżajac.
                                                    I uważasz, że pomagasz?
                                                    A niech jakaś fundacja, np. dla zwierząt, wymyśli sobie: Zyeby mentalne, warto pomagać kotom, bo w ch.j i tak nie rozumiecie o co chodzi, więc ch.j wam w d.pę, ale macie pomagać!
                                                    Ty, jako normals, nie widzisz w jaki sposób chcesz wpłynąć na kogoś?
                                                    Przecież to jest tak samo chore!.
                                              • quar33 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 13:51
                                                No jakoś ja się tej empatii do/wobec "walczącego BPD" nie nauczyłem, może Tobie się choć trochę uda, chociaż do co poniektórych ;), wszak "każde BPD jest inne" przecież... - co paradoksalnie jest prawdą, jeśli rozpatrywać same szczegóły, bo mechanizmy pozostają już takie same - jak z kalki. Np. cięcie się, narkotyki, obżarstwo i dawanie dupy na lewo i prawo - to różne zachowania, ale mechanizm i źródło samej autodestrukcji - są identyczne, jednakowe (dobrze o tym pisano kiedyś na forum nerwica.com, w ogóle to było kiedyś dobre forum o bpd:
                                                www.nerwica.com/osobowo-chwiejna-emocjonalnie-typ-borderline-t4295-4144.html
                                                , nieco bardziej dojrzałe niż tu i bogatsze o tzw. samoświadomość samych "zainteresowanych").
                                                • vre-sna Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 14:22
                                                  Cięcie się, narkotyzowanie się świadczy o słabości i pewnie braku akceptacji samego siebie.
                                                  Pamiętać trzeba o tym, że dopóty taka osoba nie dotknie dna, to nie będzie się mierzyć z konsekwencjami.
                                                  Ale obrażanie osób z problemami psychicznymi, o których ludzie w tzw normie nie mają pojęcia, uważam za totalne przegięcie.
                                                  Tak samo można by zyebać ludzi, którzy wchodzą dobrowolnie w jakieś chore jazdy partnerów. Bo w opinii jeszcze bardziej normalnych są zwyczajnie głupi, że się dali zmanipulować.
                                      • efce13 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 10:18
                                        Szanowni forumowicze,

                                        W moim wczorajszym ostatnim komentarzu pisanym w pośpiechu, przed wyjściem z pracy :), jest poważne niedopatrzenie/przeoczenie, które musi być skorygowane.

                                        Było:
                                        <<Zaburzeni zniknęli z tego forum, nie dlatego, że zadufany w sobie i chory z nienawiści bluzgający cham qu..cos tam, mówi prawdę, a dlatego, że są poniżania, wyzywani, odczłowieczani.>>

                                        Powinno być:
                                        Zaburzeni zniknęli z tego forum nie dlatego, że zadufany w sobie i chory z nienawiści bluzgający cham qu..coś tam, mówi "prawdę", a dlatego, że są poniżani, wyzywani, odczłowieczani.

                                        Ten zadufany w sobie, mściwy i manipulujący człowiek, mszczący się na osobach zaburzonych, nie ma żadnej wiedzy o zaburzeniach, w tym o BPD.
                                  • quar33 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 00:15
                                    Też mam znajomego, który zapadł na chorobę występującą 1 na 1000 osób w Europie. I co z tego?
                                    My tu raczej piszemy o "chorobach serca i nowotworach" (a nie wyjątkach).
                                    Tak, to co czują bordy nas nie interesuje. Póki krzywdzą innych, to ich uczucia w tym krzywdzeniu są gówno warte i nie powinny nikogo interesować.

                                    Żeby już kończyć ten wątek - bo się nieco wyczerpał i skręcił z tematu:

                                    Zrozum (Ty efce oraz inne/ni zafiksowani na swojej chorej głowie i tu kruszący kopie o jakiekolwiek "prawo/-wa) - bordy są toksyczne!
                                    I póki (same) nie chcą tej trucizny się z siebie pozbyć, a wyłącznie pić z innych i krzywdzić - nie zasługują na nic. Ani na szacunek ani na jakiekolwiek zrozumienie, wsparcie, czy prawo do czegokolwiek.
                                    Wolicie tę swoją toksynę i truciznę od życia, to nie oczekujcie od otoczenia, społeczeństwa, partnerów, forumowiczów - niczego! Bo nic nie dostaniecie. Bo i w imię czego i za co?
                                    Tak działa świat, tak żyją społeczeństwa, takie jest życie... :(
                                    Nie tłumaczcie się zaburzeniem, bo to bzdury w stylu "żonę pobiłem, bo się upiłem". To nie pij kretynie jak nie umiesz pić albo nad sobą panować!!! Póki będziesz dalej pił i ją bił, to za każdym razem ja będę ciebie napier ... ał jeszcze mocniej za twoją głupotę...!
                                    Jakiekolwiek rozmowy, zrozumienie, wsparcie, prawa, pomoc, ratunek - są możliwe dopiero po decyzji: chcę się pozbyć u siebie trującej toksyny, która jak jad węża niszczy żywe otoczenie wokół mnie...
                                    • pasja39 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 16:44
                                      Quar33 prowadzisz tutaj dyskusje, które nic nie wytłumaczą bordom, które nie widzą w swoim zachowaniu nic złego i nie chcą niczego naprawić w sobie. Szkoda Twoich nerwów bo to tak jakbyś krzyczał do ryby, żeby nauczyć ją mówić ludzkim głosem. Będzie ten sam efekt. Szanuję tych, którzy są świadomi swojego zaburzenia i dostrzegają pewne nieprawidłowości i chcą to naprawić, ale jeśli ktoś twierdzi, że to wszystko wina osób niezaburzonych, że pozwalają bordom na złe traktowanie - to już nie zasługują nawet na to, żeby przeczytać to co napisali. Pewien znany mi z widzenia człowiek zaraz po tym jak okradł na ulicy staruszkę ( chodzącą o kulach) też powiedział, że to jej wina bo się dała okraść. To się w głowie normalnym ludziom nie mieści. Hm, Proponuję, żeby nie odpowiadać na ich posty.lekceważyć je, a.najlepiej pomijać. Szkoda, że nie można jak w skrzynce mailowej oznaczyć ich jako spam i wrzucić do jednego folderu.
                                      • vre-sna Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 29.08.17, 17:01
                                        A ja, pomimo tego, że chyba jestem normalsem, to nie zgadzam się na język nienawisci i wykluczenia.
                                        Traktujecie tych bordów jak jakichś seryjnych morderców, a to Wy, jako ci zdrowi, umiecie zachować umiar.
                                        Od dwulatka nie oczekuje się nie wíadomo jakiej odpowiedzialności! A Wy, w normie, chcecie dojrzałego i odpowiedzialnego zachowania. Możecie się ciut ogarnąć i być empatyczni?
                                        Mam dwoje dzieci. I do cholery, wiem, że 23-latek jest dojrzały w przeciwieństwie do 13-latki?
                                        Czy Wy nie potraficie pojąć, że ci ludzie są po prostu chorzy i Wasze chuj.we tłumaczenie jest mniej więcej takie jakbyście czytali po chińsku instrukcję ?
                                        13-latka ma inny poziom dojrzałości.
                                        Z czym traficie do dwu, trzy-latka?
                                        Toć tu nawet nie ma co tłumaczyć.
                                        I obrażać? Po co?
                                        Szacunek. Dla człowieka.
                                        • tymczasowy_login01 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 31.08.17, 19:09
                                          Gdzieś po 1/3 przestałem czytać tą szermierkę słowną. Zakładając, że vre-sna nie jesteś bpd alni nie masz za sobą związku z kimś takim to jak to powiedział Walter Sobchak do "Donnyego" Kerabatsos'a: "You 're out of your element". Jak spędzisz z kimś takim kilka lat i stopniowo od osoby pełnej życia dojdziesz do załamania nerwowego to będziesz wiedzieć o czym mówisz. A póki co to zastanów się dlaczego nie tylko tutaj ale na każdym możliwym forum poświęconym bordom opinia ich byłych partnerów na ich temat jest taka a nie inna. I wszystkie relacje są jota w jote podobne. Przypadek ? Jeśli jedna osoba ci powie, ze jesteś garbaty to można ją wysłać do okulisty ale jak kilkadziesiąt twierdzi to samo to warto stanąć przy ścianie i sprawdzić czy się przylega.
                                          Pedofilom też współczujesz ? Oni też są po prostu chorzy. I po prostu ich choroba powoduje, że robią innym krzywdę.
                                          • 0l_55 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 31.08.17, 20:30
                                            Pedofil nie robi krzywdy jakimś tam innym tylko dzieciom.

                                            Czy dla Ciebie nie ma różnicy między dzieckiem a osobą dorosłą? Nie uważasz, że właśnie dlatego dzieci potrzebują szczególnej opieki, bo jeszcze nie potrafią decydować o sobie w przeciwieństwie do osób dorosłych?

                                            Ja jestem in. Było ciężko, nie powiem, że nie. Ale czy to wina tej osoby, że uznałem ją za kogoś kim nie jest? Że uważałem moją relację za inną niż była w rzeczywistości? Że żyłem w iluzji? Mam wątpliwości... Każdy tu jest głupi na swój własny sposób, ten, co zachęca do zrobienia sobie krzywdy i ten kto sobie tę krzywdę wyrządza. A jeśli doszło do gwałtu (ubezwłasnowolnienia i wykorzystania) to należy to zgłaszać odpowiednim organom.




                                          • vre-sna Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 31.08.17, 22:52
                                            Nie, to nie tak.
                                            Przeżyłam swoją jakąś tam historię i wiem, że człowiek po, może to słowo zbyt mocne, traumie zachowuje się inaczej, zranienie zmienia sposób myślenia.
                                            Ale, powiedzmy sobie szczerze, to, że ktoś doznaje jakiegoś doświadczenia, negatywnego, nie powinno moim zdaniem, z jednej osoby przekładać się na całą społeczność.
                                            Mnie, serio, nigdy by nie przyszło na myśl, żeby wszystkich oceniać tak jednoznacznie.
                                            Trąci generalizacją. No, miejcie sobie pretensje do tej konkretnej osoby, to jak najbardziej jest naturalne, ale do wszystkich? Z BDP akurat, bo to forum tematyczne?
                                            Obrażanie, wyzwiska kierowane do obcych w sumie osób?
                                            To taka norma na tym forum?
                                            Rozumiem zranienie, naprawdę. Ale schodzenie do poziomu kloaki? To raczej w kierunku byłych partnerów kierować uwagi, bo to oni Wam zafundowali sajgon.
                                            • vre-sna Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 01.09.17, 00:19
                                              A poza tym, wiem, że na tym forum zabrzmi to kretyńsko, ale polecam film pt. "Dunkierka". Wojenny, świetnie zrobiony, opowiadający o walce ludzi o życie; o godności, odwadze i dążeniu do celu.
                                              I uważam, że na hejt należy reagować niezależnie od własnych przeżyć. Manipulacja polega też na tym, że granice tolerancji na pewne zjawiska się przesuwają. Ważne, żeby w odpowiednim momencie to wychwycić i do tego nie dopuścić.
                    • efce13 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 27.08.17, 16:21
                      Masz próbkę (wpis pseudo experta guara33) owego generalizowania, wytworów własnej wyobraźni i frustracji po ex.
                      • quar33 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 27.08.17, 16:35
                        Ciężko przyjąć prawdę, co? Lepiej albo odwrócić kota ogonem, albo projektować lub przynajmniej coś tam chociaż zracjonalizować. :)
                        Natomiast na pewno, ale za nic na świecie, nie można dopuścić do zaprzestania tupania nóżkami jak małe dziecko i darcia się: nie, nie, nie !!! To ja jestem normalna, a wy pojebani, zaburzeni i pogubieni!!!
                        • pasja39 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 27.08.17, 19:13
                          Quar33, wracając do tematu "mutyzmu", nie wiem jakie są Twoje spostrzeżenia ale może to następuje w momencie kiedy zasypani faktami i pretensjami popadają w jedną ze swoich skrajności widzenia swojej osoby jako kogoś bezwartościowego, winnego, przeżywającego.coś na zasadzie wyrzutów sumienia za popełnione czyny?
                          • quar33 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 27.08.17, 19:35
                            Może. Ale oni czują się bezwartościowi i bez tego. Tam (niestety) nie ma żadnych wyrzutów sumienia. :( Im się wydaje, że jak oni "mieli prze-.-.ne w życiu", to i każdy ich druch też musi tak mieć. Niejako "odgrywają się" (a że na Bogu ducha winnych osobach, to ich nie interesuje). Wiem, że to głupie, ale tak mają. Tam nie ma dojrzałego myślenia, tam jest (ciągle) pod tym względem świadomość 4 letniego dziecka. :(
                            • pasja39 Re: BPD a fakty, argumenty, rzeczywistość 27.08.17, 21:39
                              Porównujesz zachowanie takich osób do 4 letniego dziecka. Jak dla mnie czasami zaburzone zachowanie bardziej pasuje do buntu dwulatka. :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka