01.12.21, 16:00
Cześć,
chciałbym podzielić się swoją historią i poznać opinie innych, zapewne mających sporo większe doświadczenie niż ja. Mianowicie, miesiąc temu rozstałem się ze swoją pierwszą dziewczyną. To ona zerwała ze mną. Byliśmy razem dokładnie 5,5 miesiąca (+ 4,5). Już wyjaśniam o co chodzi z tym '+4,5'. Nasza historia przedstawia się tak, przez ok. 4,5 miesiąca mieliśmy dosyć specyficzną relację, ponieważ nie byliśmy jeszcze oficjalnie parą ale również nie było to już tylko 'kręcenie'. Przez ten okres widywaliśmy się praktycznie w każdy weekend, jeździliśmy już normalnie do siebie do domów, nasi rodzice nas znali, bardziej intymnych faktów zdradzał nie będę ale całowaliśmy się na pożegnanie, trzymaliśmy się za rękę, spędzaliśmy razem Walentynki, swoje urodziny i ogólnie się mocno wspieraliśmy i sobie pomagaliśmy. Po pewnym czasie taki stan rzeczy przestał odpowiadać mojej byłej i zaczęła wysyłać mi znaki, że chciałaby już oficjalnie być ze mną w związku lecz nie mówiła tego wprost a ja mając też w tamtym okresie dosyć trudny czas długo z tym zwlekałem i w pewnym sensie taki stan rzeczy mi pasował. Ostatecznie w końcu postawiła mi ultimatum a że mi na niej zależało zdecydowałem się dać nam szansę. W związku wytrwaliśmy kolejne 5,5 miesiąca. Początkowo niekoniecznie było łatwo, ponieważ mimo, że naprawdę mi na niej zależało jeszcze dosyć ciężko było mi mówić jej, że ją kocham bo dla mnie to naprawdę duże i zobowiązujące wyznanie a ja jeszcze do końca wtedy tego nie czułem i widziałem, że ją to bolało i zwłaszcza dla niej nie była to łatwa sytuacja. Po jakimś czasie z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że również się w niej zakochałem. Widywaliśmy się co 2-3 dni. Wydawałoby się, że jest świetnie i w rzeczy samej spędziliśmy mnóstwo wspaniałych chwil. Niestety po drodze popełniliśmy sporo błędów wynikających zapewne z braku wcześniejszego doświadczenia. W grę wchodziła również zazdrość o moją wieloletnią już przyjaciółkę, z którą i tak w tym okresie mój kontakt bardzo mocno się ograniczył. Muszę niestety przyznać, że to ja jestem głównym winowajcą rozpadu naszego związku, popełniłem wiele błędów. Głównie chodziło o to, że prowadziłem dosyć rozrywkowe życie, miałem wielu znajomych i parę razy doszło do sytuacji, wskutek których ona, jak później przyznała, czuła, że niby jest moją dziewczyną ale być może lepiej by mi było gdybym był singlem. Byłem też idiotą, ponieważ zdarzyło się także, że w dość 'niewygodnej kwestii' porównałem ją do owej przyjaciólki. Dodam, że mi nigdy nawet przez myśl nie przeszło aby zrobić coś co mogłoby sprawić jej przykrość lub negatywnie odbić się na naszym związku. Sam starałem się również bardzo angażować w ten związek, zabierałem ją do restauracji, do kina, do galerii, jeździliśmy nad jezioro itp. Na pierwszą 'miesięcznicę' wręczyłem jej naprawdę duży bukiet kwiatów. Niestety jak mówię, próbowaliśmy naprawdę się angażować w ten związek ale chyba nie do końca byliśmy jeszcze świadomi czym to się je i w skrócie ja byłem debilem i popełniłem trochę błędów a ona; jak sama przyznała jej głównym błędem był brak reakcji na te wydarzenia. Takim momentem, który ostatecznie zawarzył na naszych dalszych losach był jej półmetek w liceum. Zawaliłem po całości. Dzień przed wyszedłem ze znajomymi na imprezę do późnych godzin nocnych. Natomiast już w trakcie owego półmetku (niestety w tamtym czasie także przechodziłem przez niełatwy emocjonalnie okres, ogólnie cały ten rok był dla mnie bardzo ciężki ze względu między innymi na śmierć babci, poważną operację i w końcu wyjazd na studia i wskutek tego miewałem duże wahania nastroju) stwierdziłem, że nie potrafię się dobrze bawić w towarzystwie jej znajomych. Widziałem wtedy, że dobiłem ją tymi słowami ale niemal od razu pożałowałem i zacząłem ją przepraszać i się tłumaczyć. Na krótką metę cel osiągnąłem bo już przez resztę (większość) imprezy bawaliśmy się dobrze razem. Widzieliśmy się też kolejnego oraz jeszcze następnego dnia. Miło je spędziliśmy. Niestety potem wyjechałem na 2.5 tygodnia do miasta, w którym studiuję i gdy do niej następnym razem zjechałem to oświadczyla mi, że chce się rozstać, ponieważ przez to wszystko co się od pewnego czasu działo czuje się bardzo źle i nie jest w stanie już dłużej tego ciągnąć oraz że mimo ze nadal mnie kocha to nie czuje już tej chemii i ogólnie się wypaliła. Ciężko na to zareagowałem i podczas rozstania prosiłem ją żeby dała nam jeszcze szansę i nawet delikatnie się rozpłakałem przy niej. Później już nie pisałem do niej bo chciałem dać nam obojgu czas. Przez ten okres naprawdę bardzo dużo o tym wszystkim myślałem i zrozumiałem, że zachowywałem się jak idiota i aż łapałem się za głowę myśląc o tym co robiłem. Zrozumiałem ogólnie wszystkie kwestie dotyczące tej sytuacji i wiem, że ona również nie jest bez winy choć to ja dużo bardziej zawaliłem. Spotkaliśmy się po miesiącu i na spokojnie wszystko sobie wyjaśniliśmy. Ponownie, tak jak w trakcie zerwania podziękowała mi za wszystkie spędzone razem chwile, stwierdziła, że na pewno nie żałuję wspólnie spędzonego czasu bo byłem jej pierwszą miłością i ogólnie mimo wszystko przeżyliśmy wiele pięknych momentów ale niemniej już po prostu nie czuje tego co wczesniej, nie jest zainteresowana już związkiem ze mną. Ja również spokojnie przekazałem jej to co chciałem podziękowałem za wszystko chciałem się upewnić czy dla niej to juz na pewno definitywny koniec i przyjąłem to z szacunkiem. Niemniej ciągle mam ogromne wyrzuty sumienia i nie potrafię się ich wyzbyć oraz ciągle nachodzą mnie myśli, że jednak powininem o nią walczyć bo tak naprawdę przez cały czas to ona włożyła najwięcej serca i pracy w tę relację więc po prostu wiem że mogę żałować że po tym wszystkim mimo że ją bardzo kochałem i straciłem na własne życzenie ostatecznie tak to już zostawiłem.
Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka