12.06.08, 22:47
Leczę się z powodu nerwicy lękowej, mam natręctwa, depresję (aktualnie chyba
zaleczoną). Podejrzewam u siebie Borderline i to od dawna, ale nie mam
zdiagnozowanego. Pewna osoba domyśliła się po moich zmiennych nastrojach, że
to może być to, ale ja nawet nie wiem, jak mam ewentualnie rozmawiać z moim
lekarzem, który miałby to potwierdzić lub wprost przeciwnie. Moim problemem
aktualnie jest poczucie wszechogarniającej pustki. Niby nie mam już depresji,
ale ciągle odczuwam pustkę, brak poczucia sensu w życiu, nie mogę zmobilizować
się do tego, by funkcjonować mniej więcej normalnie, uczyć się. Z niepokojem
oczekuję kolejnego epizodu depresji. Nie wiem co robić? Mam poczucie, że życie
mnie męczy.
Obserwuj wątek
    • zbieram_szkielka Re: pustka 20.06.08, 13:54
      no, mnie też wciągnęło parę tygodni temu, ale... myślę, że warto
      walczyć... pewnie najskuteczniejsza, jesli chodzi o skutki
      krotkofalowe, bylaby terapia szokowa - jakby mnie wyrzucili z pracy
      np.;)- jakas gwaltowna zmiana warunkow. a dlugofalowo - coż, pewnie
      dluuuga terapia, pelna upadkow i mozolnego gramolenia sie w gore.
      dziś o 17 zaczynam kolejną rundę. The game is not over yet ;>> I jak
      ktos mi napisal na innym forum - BDP to nie wyrok, mozna z tym zyc
      jak z cukrzycą. Bardzo mi sie spodobaly te slowa. Sciskam Cie
      cieplo, nie daj sie
    • liczby-11 Re: pustka 05.09.08, 20:48
      Poczuci pustki, depresji jest w roznych zaburzeniach chorobowych.Musisz zapytac
      swojego lekarza prowadzacego czy to jest bpd.
      • aga8420 Re: pustka 27.09.08, 10:42
        Mówiłam lekarzowi, ale on jest stary i chyba nawet nie wie, co to jest,
        zignorował to.
        Widzę, że jest coraz gorzej z tymi zmiennymi nastrojami. Ciągle jestem
        agresywna, zła na ludzi. Raz nawiązuję z kimś kontakt, innym razem usuwam i
        przekreślam ze swojego życia. Robię coś, czego nie chcę (pod wpływem gwałtownych
        emocji), a czego wiem, że i tak za chwilę będę bardzo żałowac. Nie mogę znieśc
        samotności, która i tak ciągle się pogłebia, gdyż izoluję się od ludzi. Boję
        się, że znowu ludzie będą świadkami moich gwałtownych wybuchów emocji albo
        gwałtownych nastrojów. Niekiedy miewam wyolbrzymione podejrzenia, wszelkie słowa
        i gesty odbieram jako atak na mnie. Czuję wtedy lęk i wolę sama jeszcze bardziej
        zaatakowac - to chyba forma obrony. Później się okazuje, że wszyscy mają mnie
        dośc, jestem skłócona ze wszystkimi, a mnie samej później się wydaje, że i tak
        zrobiłam z siebie wariata, bo wcale nie miałam racji, a to, co postrzegałam jako
        atak na mnie, było moim paranoidalnym wyobrażeniem, a mój atak nieadekwatny , o
        zbyt dużej sile, niż wymagała tego sytuacja.
        • malawinka Re: pustka 29.09.08, 09:37
          ojej,to okropne tak awanturować się,strzelać fochy i dąsy,to strasz-
          na choroba,a gdy skrytykują to wpadać w depresję,albo grozić innym
          czy sobie,moja kumpela tak miała,ale jak chłopak dał jej parę razy
          to od razu ucichła.Nie wiem jak tam u ciebie,masz chłopaka,czy jes-
          teś lesba ?
    • liczby-11 Re: pustka 27.09.08, 17:55
      To, ze masz wszechogarniajaca pustke, to nie musi byc bpd. W nerwicy lekowej tez
      jest pustka i depresja. W depresji dwubiegunowej rowniez.W depresji
      jednobiegunowej jest znow calkiem inaczej: wszystkie objawy sa lagodne. To co my
      przezywamy w bpd, to w zadnej chorobie psychicznej nie ma takiego cierpienia,
      nawet w shizofrenii. To jest jedna z najpodlejszych chorob XXI wieku. Ale jak
      przypomne sobie zyciorys SCHUMANNA - wybitnego kompozytora, to juz XVIII/XIX
      wieku ta choroba miala miejsce. Otoz jego wszystkie prawie siostry, a mial ich
      duzo,popelnily samobojstwo. Marilyn Monroe zyla 36 lat. Popijala wodka
      barbiturany. Przez okragly rok nie grala w filmie. W ogole nie wychodzila z
      domu, nie myla wlosow. Upijala sie do nieprzytomnosci. Cierpiala na ciezka
      depresje - utrwalona. Ogladalam o niej film. Wtedy nie bylo serotoniny, wiec
      musiala sie w ten sposob usmierzac. Zyla tak jakby umarla za zycia. Ludzie
      majacy bpd nie lubia mowic o swoim cierpieniu. Caly czas ukrywaja go. To terapia
      dopiero nauczyla ich otwartosci, ale to trwa dopiero 3 lub 4 lata, kiedy to
      bardzo madry /wg mnie/ Dawid Calinski/ stworzyl forum dyskusyjne, z ktorego
      dopiero lekarze uczyli sie. W Polsce ta choroba znana jest od 2004 roku.
      Pamietajmy, ze ma ona podloze organiczne, dlatego terapia jest malo pomocna.
      Chorujacy na bpd maja inna strukture mozgu, zatem inna chemie mozgu. I wlasnie
      cala filozofia polega na tym, aby lekami poprawiac te wlasnie chemie, bo
      struktura jest na miare traumy w dziecinstwie. Jaka trauma, takie bpd. To nie
      jest tak, ze bpd jest jednakowe. Jedni maja silne bpd, inni lekkie. To tak jak
      ktos ma lekka grype, a drugi ciezka z powiklaniami. Moim zdaniem ten kto bez
      samobojstwa dojdzie do naturalnej smierci, ten bedzie bohaterem w oczach BOGA.
      Pisze to wszystko z autopsji i wiem jak WY WSZYSCY CIERPICIE> chodzimy po tym
      swiecie jakbysmy juz dawno umarli. I to jest prawda. Ale jak bedziemy trzymac
      sie razem i z Bogiem t o naprawde WYGRAMY TO ZYCIE. JESTEM tego pewna.....W GORE
      SERCA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka