Dodaj do ulubionych

Na huśtawce ...

11.06.09, 19:46
Postanowiłam w końcu ,że odważę się napisać o swoim życiu. Jesteśmy razem 17
lat,mamy dwójkę chłopców :16 i 6 lat. Od 3 lat mąż pracuje za granicą.
Widujemy się 1 raz w miesiącu ,głównie komunikujemy się przez telefon i
internet.Jestem bliska podjęcia decyzji o rozstaniu . Życie wspólne przypomina
huśtawkę.Nie rozumiem motywów postępowania męża. Potrafi,np.przygotować super
kolację , wspólny wyjazd jako niespodziankę ,ofiarować coś miłego.Po czym,
ignoruje zupełnie moje urodziny(40 ! ), na które przyjechał.Oświadczył , że
skoro nie zapraszam na nie gości ( to pewnie jakaś demonstracja z mojej
strony) to nie chcę ich obchodzić ."Nie ma urodzin - nie ma prezentu"
-skwitował. A tort , który zamówiłam , odebrał , lecz poprosił o pieniądze (
musiałby wybrać w bankomacie , a to mu się nie opłaca, bo przelicznik
kiepski).Było mi przykro.Wykrzyczał także, że nie mamy co liczyć na żadne
wakacje , bo nie zamierza brać urlopu . I w ogóle nie będzie już do Polski
przyjeżdżał, gdyż zaczyna w końcu oszczędzać.Będąc tydzień z nami w domu - co
wieczór , ok.23 informował mnie , że rozwodzi się , idzie następnego dnia do
adwokata, itp. Myślałam ,że zwariuję - co wieczór to samo . Gdy któregoś
wieczoru w końcu spytałam dlaczego tego jeszcze zrobił , odparł ,że miał iść
,ale wyprał właśnie spodnie , nie miał z kim zostawić dziecka , itp. Poza tym
w ciągu tego tygodnia- odprowadzał mnie do pracy , zajmował się dziećmi ,
czekał z obiadem , przygotowywał kawę , spacerowaliśmy razem itp.Oglądaliśmy
też mieszkanie , gdyż planowaliśmy zakup większego...W dniu wyjazdu jednak
nazwał mnie "pieprzoną gwiazdą" , bo wspomniałam znów o wakacjach nad morzem)
i wyszedł bez słowa z domu trzaskając drzwiami. Powiedział jeszcze, że jestem
złą matką. wtedy tylko myślałam, czy zajdzie na plac zabaw pożegnać się z
młodszym synem ( starszemu rzucił z przedpokoju : "cześć ").Następnego dnia
zadzwonił do mnie - uradowany , że wylądował szczęśliwie . Był bardzo miły ,
nie wracał do tego , co stało się dnia poprzedniego.Ostatnio , kiedy chciałam
pogadać poinformował mnie ( smsem), że nie zadzwoni dziś , bo wychodzi
właśnie z kolegami na piwo .Zirytowałam się , zadzwoniłam ja- i usłyszałam:"
O co masz pretensje? Nie bądź niemądra , nie muszę się tłumaczyć z piwa z
kumplami. Sądzisz,że teraz zostanę i nie pójdę?Też możesz wychodzić
przecież.Nie masz z kim zostawić dziecka? Co mam ci poradzić? Nie jesteś dla
mnie w tej chwili najważniejsza... Zamurowało mnie po raz kolejny (
szczególnie ton jakim to mówił)...A jeszcze dzień wcześniej - wybrał się po
pracy daleko za miasto -oglądać samochód z ogłoszenia ( dla rodziny, bo jemu
niepotrzebny -tak mówi) , przegadaliśmy godzinę przez telefon , bo
relacjonował co i jak . Jak dotarł do domu, późno w nocy wysłał sms -a , bym
się nie martwiła ...

To tylko niektóre scenki z naszego życia. Warto jeszcze wspomnieć ,że mąż
niekiedy potrafi zrobić niespodziankę i przylecieć ot tak sobie, na" chwilę"
do nas. Jedziemy jednak nad morze razem ...Teraz ma zamiar kupić mi auto ( z
większym mieszkaniem na razie cisza !) Za tydzień jadę do Niego tydzień ... (
bez dzieci) .

Proszę , napiszcie co o tym wszystkim myślicie? Nauczyłam się już nie
płakać. Może to ze mną jest coś nie tak?
Pozdrawiam !
Obserwuj wątek
    • ninagarcia Re: Na huśtawce ... 11.06.09, 21:33
      a dlaczego wybralas to forum?
      • be.aa Re: Na huśtawce ... 11.06.09, 21:45
        Wybrałam to forum,bo czytając o BPD artykuły oraz posty sądziłam , że dotyczy to
        mojego męża ... Stąd mój wybór....
        • sysunia83 Re: Na huśtawce ... 11.06.09, 22:33
          Moze byc tak,ze rzeczywiscie dotyczy,natomiast bez wizyty meza u lekarza ciezko
          cokolwiek powiedziec.Moge stwierdzic z czystym sumieniem,ze po tym co opisujesz
          ma zadatki na jakies zaburzenia osobowosci,choc nie koniecznie musi byc to
          BPD,bo istnieja tez inne.
          My mozemy tu tylko pogdybac,ale diagnozy mu tutaj nikt nie postawi.Potrzebny
          jest lekarz,testy,rozmowa.Nie napisalas od kiedy tak jest?Od zawsze czy od
          jakiegos czasu?Mowilas mu,ze cos u niego podejrzewasz?Mial traumatyczne
          przezycia w dziecinstwie,okresie dorastania(nie zawsze musza byc,ale dosc czesto
          sie przyczyniaja).Pozdrawiam
          • be.aa Re: Na huśtawce ... 12.06.09, 12:10
            Tak dzieje się od ok.6 lat, ale w ostatnim czasie coraz więcej i częściej
            "dziwnych i niezrozumiałych " dla mnie zachowań.Próbowałam powiedzieć mu ,co
            podejrzewam . Wtedy roześmiał się i powiedział, że chcę zrobić z niego wariata.
            Potem przyznał, że jeszcze 2 dni o tym myślał i siedziało mu to w głowie. I
            tyle.Na poczatku bycia razem -był ciepły, nie wstydził się okazywać uczuć ,
            czułam się bezpieczna i kochana.Gdy miał 3 lata ,jego ojciec zostawił rodzinę i
            poleciał za ocean.Potem zaocznie(z pomocą babci męża) przeprowadzono rozwód
            .Tata i syn zobaczyli się ponownie po 23 latach. Wtedy i teraz praktycznie nie
            mają kontaktów , z wyjątkiem maili z życzeniami na święta , itp.Wiem , że nie
            miał łatwego dzieciństwa, zwłaszcza , że szybko musiał stać się "rodzicem" dla
            swojej matki , a potem i młodszej( przyrodniej) siostry.Do dziś także ich
            kontakty są prawie żadne To ja przypominam o tym , żeby zadzwonił do swojej
            mamy. On to czyni , ale z niechęcią. To ja także przypominam o tym , żeby
            dzwonił do naszych dzieci , aby mogły z nim pogadać. Gdy tego nie robię potrafi
            kilka dni nie dzwonić wcale . To przykre, że sam nie czuje potrzeby częstego
            kontaktu z synami...Jest mi ciężko, pracując i wychowując 2 chłopców , bez
            wsparcia i zainteresowania z jego strony. Bardzo szkoda mi dzieci.
            Wczoraj np.zadzwonił i spytał z troską o moja pracę , zapytał czy już się
            spakowałam... Po czym wkurzony powiedział : " Wiesz co, pocałuj mnie w d
            ....".Była to odpowiedź na to , iż powiedziałam , że sprawił mi przykrość dnia
            poprzedniego , kiedy zbył mnie wymówką ,że właśnie wychodzi z kumplami. Mnie
            uraził sposób w jaki to zrobił, a nie sam fakt wyjścia na piwo.Oświadczył tez ,
            że nie chce mieć już obowiązków związanych z rodziną i chce w końcu zrobić coś
            dla siebie...
            Sama nie wiem co powinnam zrobić? Za dużo w tym wszystkim sprzecznych
            sygnałów .Pozdrawiam i dziękuję za odzew ...
            • paradoxman Re: Na huśtawce ... 12.06.09, 12:59
              Powinniscie na serio pomyslec o zyciu razem za granica cala rodzina.
              • be.aa Re: Na huśtawce ... 12.06.09, 14:03
                W zeszłym roku , po wspólnej rozmowie ( także z dziećmi), załatwiłam wszystkie
                formalności związane z pracą ( raczej z roczną przerwą w pracy)i wtedy mąż
                zaoponował .Stwierdził, że tam z rodziną trudno żyć i będzie finansowo niełatwo
                , bo ja tam na razie nie pracowałabym. Papiery schowałam do szuflady ,
                odkręciłam wszystko w pracy i zostałam z dziećmi tu. A propos powodzenia i
                zainteresowania męża płcią przeciwną to - "skoki w bok" już przerabiałam kilka
                razy... W efekcie dowiedziałam się " każda normalna kobieta zostawiłaby mnie już
                po pierwszym razie"...Innym razem:"dziękuję , że zawsze mnie wspierasz kochana "
                , "odpowiadasz mi pod każdym względem "...
                • paradoxman Re: Na huśtawce ... 12.06.09, 14:08
                  No nie wiem, gosc moze chce miec i wrobla w garsci i golebia na dachu. Jednak
                  mimo wszystko najlepiej Wam wrozy bycie razem jako pelna rodzina.
              • be.aa Re: Na huśtawce ... 12.06.09, 14:04
            • hanging_garden Re: Na huśtawce ... 12.06.09, 13:04
              Cześć be.aa. Twoja sytuacja z mężem faktycznie łatwa nie jest.
              Trudno cokolwiek doradzić nie wnikając głębiej w całą sytuację i dać
              obiektywny osąd kto ponosi winę za taki stan rzeczy i powinien
              zastanowić się nad swoim postępowaniem. Plus oczywiście coś z tym
              zrobić żeby atmosfera się oczyściła a wszystko wróciło do jakiejś
              tam normy.
              Nie zrozum mnie źle - nie staram się przenieść odpowiedzialności
              (lub jej części na Ciebie) ale czasem trudno nam wznieść się poza
              nasze własne subiektywne postrzeganie rzeczywistości i przyjrzeć się
              OBIEKTYWNIE własnemu postepowaniu.
              Fakt, że Twój mąż miał takie dzieciństwo a nie innne nie upoważnie
              go do tego, żeby ten "emocjonalny dług" spłacała jego rodzina. Może
              to banalne co napiszę, ale to nie Wy ponosicie za to
              odpowiedzialność więc "odgrywanie się" na Was jest zachowaniem
              irraccjonalnym (aczkolwiek bardziej "gra" tutaj chyba jego
              podświadomość niż zimne wykalkulowane emocje ze strony męża). Jak to
              ktoś kiedyś powiedział: "nie znam człowieka, którego los nie byłby
              wyjątkowy". Każdy z nas coś przeszedł w życiu - jedni większą
              traumę, inni mniejszą. Waga tej traumy nie zależy jednak od niej
              samej ale od tego jak ją postrzegamy. To co dla kogoś jest
              największą życiową tragedią, dla innych jest jedynie kolejnym
              doświadczeniem. Trochę się rozpisałem...

              Podsumowując: z mojego punktu widzenia Twojemu małżonkowi albo
              odbiła "sodówa" (praca za granicą, pewnie świetne zarobki, kasa,
              luz, koledzy, może jakaś adoracja ze strony płci przeciwnej - choć
              absolutnie nie chcę rzucać tutaj żadnych podejrzeń więc podejdź do
              tego z dużym dystansem) albo przechodzi kryzys wieku średniego
              (andropauza czy jak to się tam zwie...) tudzież "głowa siwieje, dupa
              szaleje" (sorry za dosadność).
              W każdym razie dzieje się coś złego - jeśli wcześniej wszystko było
              O.K. a zmiana u męża nastąpiła nagle, na pewno jest jakiś POWÓD.
              • ninagarcia Re: Na huśtawce ... 12.06.09, 20:23
                mi tak przyszlo do glowy, ze nawet jesli on ma bpd, choc bylabym
                bardzo, bardzo daleka od takiego pelnego diagnozowania, - to i tak
                ten bolesny, najwiekszy ciezar podniesienia sie z sytuacji, w ktorej
                sie znalazlas, spoczywa na Tobie... A nie wyglada mi na to, ze
                stapasz pewnie i spokojnie po ziemii w tej chwili. Mocno przezywasz
                rozlake - to juz bylby powazny temat w innych, zalozmy ze nazwę
                kolokwialnie " normalnych" zwiazkch; sposob kontaktu z mezem,
                wychowanie 2 synow. Mnie osobiscie bardzo trudny wydal sie temat,
                kiedy przygotowals swoja roczna przerwe, a potem musialas odwolac.
                Wydaje sie, ze jest to obiektywnie trudna sytuacja, i moze warto
                byloby sobie popatrzec samej gleboko w oczy i powiedziec sobie, tak
                szczerze, szczerze, szczerze - mam powazne zyciowe klopoty i
                sytuacja mnie przygniata? moze nawet zafundowac sobie depresje?
                przyznac sie do bezradnosci? Zajac sie soba, zbudowac w sobie
                oparcie, a potem zajac sie zwiazkiem, rodzina, analiza partnera?
                Czasem powazne zyciowe trudnosci dopadaja kazdego z nas i tak
                wlasnie bywa. Mozna je rozpoznac po nadmiernym rozdraznieniu,
                nadwrazliwosci, nie wiem-placzliwosci, racjonalizacji, dociekaniu,
                apatii, doszukiwaniu sie przyczyny wszystkiego co pzrykre, na
                zewnatzr.. Na moje oko, bedac w takim stanie ducha, wymyslenie jakis
                fajnych, satysfakcjonujacych rozwiazan albo zrobienie duzej zmiany w
                zyciu - to zadanie moze byc ponad Twoje sily. Jak dla mnie, to Ty
                cala soba sygnalizujesz, ze czujesz sie zagubiona, i to juz od
                bardzo dawna. Mam zaufanie, ze w pewnym momencie sie wzsystko
                pouklada, i wtedy, problemy Twojego meza nie beda najistototniejsze;
                tylko Ty teraz potrzebujesz troche wspolczucia i serdecznosci dla
                samej siebie, od samej siebie ...
                • be.aa Re: Na huśtawce ... 12.06.09, 21:54
                  Dzięki za słowa...Myślę ,że w tym co napisałaś jest dużo racji.Mam świadomość
                  ,że to co się dzieje w moim związku mnie przerasta.Mam też poczucie, że sytuacji
                  nie da się rozwiązać rozmową z mężem ani wizytą u lekarza.Próbowałam wiele
                  razy.To ,że nie jestem "idealna" i mam swoje słabości też wiem ,ale ta wiedza
                  mi i tak nie pomaga.Wiem,że powinnam teraz "postawić na siebie".Gorzej z
                  praktyczną realizacja tego.Ciągle chodzi za mną pytanie "dlaczego On tak ze mną
                  gra"? Kiedy nie mogę pozbierać się po kolejnym Jego niespodziewanym "epizodzie"
                  , czeka na mnie już kolejny , ale dla odmiany z serii"sielanka".Jak można prawie
                  w tej samej chwili snuć plany na wspólną przyszłość , a zaraz potem chcieć
                  rozwodu ? ( skoro "po drodze" nic nie wydarzyło się, aby swój kierunek myślenia
                  zupełnie zmieniać).Chciałabym , aby ktoś pomógł mi to zrozumieć...
                  • ninagarcia Re: Na huśtawce ... 12.06.09, 23:30
                    moze ktoregos dnia zrozumiesz albo i nie zrozumiesz, ale nie bedzie
                    Cie to obchodzilo?....:) Gdyby zebrali sie wszyscy naukowcy i
                    filozofowie razem, to i tak nie wyjasnią tajemnicy funkcjonowania
                    malenkiej muszki. A co dopiero człowieka. Rozumiem, ze wazne jest
                    zrozumienie dla Ciebie tego , co sie dzieje z mężem. Co to oznacza?
                    co by Ci co to dało? Czasem sama biore kartke papieru i
                    kiedy "fiksuje" sie tylko na 1 sposobie odbioru obrazu (np. to
                    spotkanie bylo cudowne i wpadam w egzalatacje), to wypisuje
                    wszystkie swoje mysli popierajace te wizje i mowiace wrecz odwrotnie-
                    i pisze tak dlugo, az wyczerpia mi sie wszystkie fantazje, a ilosc
                    punktow po obu stronach jest rowna. To jest wyzwanie, czasem zajmuje
                    mi i 3 dni, i kilka piw, ale daje wytchnienie od czasem bardzo
                    intensywnej fiksacji. No i uzyskuje zrownowazony obraz, w moim
                    przypadku -> egzaltacja opada. Najciekawsze jest to, ze zawsze da
                    rade znalezc tyle samo plusow i minusow oraz nigdy nie ma mniej niz
                    40 punktow. Czasem i po 120, i to te ostatnie sa najszczersze...
                    Jezeli mysl, ze chcesz zrozumiec nakreca Cie i nie daje spokoju,
                    mozesz np. sprobowac to zrozumiec, dlaczego jest to istotne, przed
                    czym moze Cie to chronic, od czego odciagac itp. A kto wie, moze
                    taka podroz wglab siebie, pozwoli Ci lepiej zrozumiec co moze
                    przezywac Twoj maz? .. Wspolczuje Ci serdecznie, chyba moge sobie
                    wyobrazic, co przezywasz, wydaje mi, ze jest to podobne do tego, co
                    sama przeszlam jeszcze nie tak dawno temu, choc moge sie oczywsicie
                    bardzo mylic...
                    • be.aa Re: Na huśtawce ... 13.06.09, 11:13
                      Dzięki ninagarcia :).Dałaś mi do myślenia ...
                      A może nie warto zadawać sobie takich pytań? Nie przejmować się tym co On wyprawia i mówi i żyć dalej nie analizując każdego "epizodu". Bo to w moim przypadku i tak nic nie daje, tylko sama się dołuję. Obawiam się , że ja jednak nie dam rady przejść nad tym wszystkim do porządku dziennego? Pozdrawiam !
                      • ninagarcia Re: Na huśtawce ... 13.06.09, 11:26
                        witaj:)
                        nie zadawac sobie pytan, kiedy cala az kipisz od kolejnych domyslów?
                        mi to sie wydaje, ze jest to rozwiazanie silowe, "w tych
                        okolicznosciach przyrody" - katowanie samej siebie. Choc pewnie
                        bywaja tez tacy tytani wlasnej woli. Co innego, gdybys byla
                        zrelaksowana, wyluzowana, spelniona- wtedy mozna byloby to
                        nazwac "samokontrola", eksperymentowaniem, probkowaniem. Ja bym
                        tylko zmienila obiekt dociekan. Skoro zadawanie pytan jest Twoja
                        mocna strona - trzymaj sie tego, moze to jest juz poczatek nowej,
                        fajnej jakosci w Twoim zyciu?:)
                        • be.aa Re: Na huśtawce ... 13.06.09, 18:31
                          Hej :) .Ciekawi mnie dlaczego napisałaś ,że "jesteś bardzo , bardzo daleka" od
                          tego ,aby nazwać to BPD ? Rozumiem , że nie da się w taki sposób postawić
                          diagnozy , ale ...
                          P.S.Kiedy dziś zadzwonił (szczebiocąc) powiedziałam ,że nie będę rozmawiać
                          .Nie chciałam , żeby znowu mnie zranił, udawał ,że znowu nic się nie stało...
                          Jak długo można słuchać :" Nie doszedłem w życiu do niczego przez ciebie.To
                          przez ciebie nie miałem żadnej motywacji do czegokolwiek.Jaki byłem głupi,że
                          wdałem się w związek z tobą.Ja wychowałem się bez ojca, więc moje dzieci też
                          mogą go nie mieć.Powiedz dzieciom co chcesz.Wszystko w moim życiu jest dziełem
                          przypadku , z wyjątkiem młodszego syna., itp., itd... Czy można w tle z tym
                          wszystkim cieszyć się z miłych, przyziemnych rzeczy ? Ja nie mogę ,dlatego
                          spróbuję dać sobie z Nim spokój . Może mi się to uda... Może to nie BPD (
                          szukając tego u niego chcę w ten sposób Go usprawiedliwić?)a po prostu koniec
                          miłości?Może jej nigdy nie było, a rozłąka tylko przyspieszyła coś , co i tak by
                          w końcu nastąpiło? Mąż przyciąga mnie i odpycha jednocześnie, bo nie ma odwagi
                          wcielić w życie swoich słów, sam walczy ze sobą.
                          Mam jeszcze wiele "znaków zapytania".Pozdrawiam !
                          • ninagarcia Re: Na huśtawce ... 14.06.09, 13:26
                            no dalej jestem daleka:) ja jakos mam taka mala potrzebe
                            przyporzadkowywania elementow do zbioru. Akurat mam takie
                            doswiadczenia, ze jak pary dzialaja sobie na nerwy, to moje kumpele,
                            ja sama, same stawiamy takie diagnozy - gdzie "pedal" to chyba
                            najlagodniej.. A potem sie godzą albo i nie godza.. Jak sa nerwy, to
                            bywaja i przezwiska, i diagnozy. Takie etykietki mi sluza jako
                            wyrazenie zlosci, a Twoja sytuacja jest dla mnie neutralna, a moze z
                            nuta sympatii dla Ciebie, hm?:)
                            Przychodzi mi do glowy jeszcze jedna rzecz, ze nie koniecznie trzeba
                            miec tylko BPD ale tez przejawiac cechy BPD - gdzies spotkalam takie
                            okreslenie.
                            A z takimy komunikatami slownymi, jakie przytoczylas - sama sobie
                            slabo radze. To jest mega smutne, ze ludzie radza sobie ze swoimi
                            frustracjami cudzym kosztem, najlepiej z bliskimi, bo
                            najbezpieczniej. Mi to wyglada na projekcje/przeniesienie - jest tu
                            jakis psycholog? W innym watku otwarcie przyznaje sie, ze w takich
                            sytuacjach staje sie ofiara. Jest mi przykro, zalamuje sie, wpadam
                            w doly, mysle o krzywdzie, niesprawiedliwosci, szukam dowodow,ze to
                            nie ja albo rozwazam, ze kontrargumenty, blokuje sie, duszę. Wpadlam
                            na hasla "introjekcja", "identyfikacja projekcyjna". Gdyby mi w ten
                            sposob mowil ktos bliski, byloby mi bardzo bardzo przykro i poki co,
                            rozklada mnie to na lopatki. Z tego powodu, jezeli czesc tych
                            przezyc jest Ci bliska, bardzo Ci wspolczuje. Pozdrawiam:)
                            • be.aa Re: Na huśtawce ... 14.06.09, 18:46
                              Nie ukrywam,że spodobała mi się ta Twoja "nuta sympatii " dla mnie :)).
                              Twoje "współodczuwanie " i chęć zrozumienia tego, co przeżywam też są dla mnie
                              cenne...Pozdrawiam!

                              Ps Wydaje mi się ( mimo wielu, wielu rozterek),że to dobry pomysł, że
                              odnalazłam to forum i odważyłam się odezwać ....
    • czarnobury Re: Na huśtawce ... 14.06.09, 20:37
      Z tego co napisałaś faktycznie trudno wywnioskować
      jednoznacznie,czy Twój mąż ma BPD.
      Można natomiast z całą pewnością stwierdzić,że ma
      inne zaburzenia.Liczba mnoga nie jest tu przypadkowa.
      Osobiście znam od dawna (18 lat)człowieka do którego
      opis zachowań Twojego męża pasuje w dużym stopniu.
      Możliwe,że trafiłaś nie na to forum,co potrzeba,
      bo to co opisujesz to bardziej podchodzi
      pod któreś DD.(DDA,DDD)tych DD jest więcej,więc
      musisz sobie poczytać trochę.
      Trafnie nazwałaś swoje życie z nim huśtawką.
      Bo to co opisujesz to autentycznie huśtawka.
      Jednak porównując Twój opis z opisami ludzi na innych
      forach,np.DDA to skala Dorosłego Dziecka u Twojego męża
      jest olbrzymia.
      Poza tym poraża jego brak samoświadomości tego co się
      z nim dzieje.
      Nie napisałaś ile lat ma Twój mąż,ale wnioskuję po Twoim
      wieku,że około czterdziestki.
      W tym wieku,to nawet najbardziej zaburzony DD,czy BPD
      powinien zachowywać się w miarę normalnie.
      To znaczy w tym wieku dużo objawów już w znacznym
      stopniu łagodnieje,wycisza się (np.mało który BPD w tym
      wieku jeszcze drze morde).
      Nawet specjaliści mają podobno duże trudności
      ze zdiagnozowaniem BPD w tym wieku.
      Wielu pisze,że nie należy stawiać diagnozy przez internet,
      jednak z tego co Ty piszesz to by ślepy dostrzegł,
      że problem leży po jego stronie.A Ty ponosisz tylko tego
      konsekwencje.I Wasze dzieci.
      Dlatego dziwi mnie,że prawie we wszystkich wypowiedziach
      (odpowiedziach)na Twój temat próbuje się przypisać
      część winy Tobie.
      Wiadomo,że nie ma ludzi idealnych,z idealnymi charakterami
      i idealnymi zachowaniami.Ale trzeba odróżnić zachowania
      mieszczące się w normie,od zachowań wyraźnie zaburzonych.
      A po tym co opisujesz to moim zdaniem dobrze zrobisz
      jak poza zaburzeniami z grupy "DD" poczytasz jeszcze o:
      -chorobie sierocej
      -mitomanii (ten samochód nie kupuje czasem od 10-ciu lat?)
      -narcyzmie







      • be.aa Re: Na huśtawce ... 14.06.09, 21:57
        Przyznaję ,że zaintrygowało mnie to ,że opisywane przeze mnie zachowania mojego
        męża pasują do kogoś , kogo znasz tak długo...Najbardziej ciekawi mnie jak z tym
        radzą sobie jego najbliżsi?
        Zdaję sobie sprawę z tego ,że być może jestem nie na tym forum co
        powinnam.Czytając ( ogólne informacje )uznałam ,że charakterystyka osób z BPD
        "pasuje" do męża . Jednak odpowiedzi na moje posty ,które Twoim zdaniem
        przypisują część winy mnie , nie oburzają mnie .
        Napisz proszę, jak szukać o zaburzeniach z grupy DD ,gdyż chciałabym czegoś
        się dowiedzieć i o tym.Dzięki -pozdrawiam !
        • be.aa Re: Na huśtawce ... 14.06.09, 22:14
          Zapomniałam dodać ,że mąż skończył 40-tkę , auto kupujemy od kilku miesięcy
          ,ale przed nim "kupował" większe mieszkanie .Niespodziewanie zamienił jednak
          kupno mieszkania na kupno auta ("przecież nie będę tłukł się pociągiem nad morze
          , poza tym skończyłem juz 40 lat i chcę mieć w końcu samochód ").Przywykłam już
          do Jego słomianego zapału. Nie miał go jedynie w przypadku podjęcia decyzji o
          zainwestowaniu sporych pieniędzy w tzw."biznes".Chciał i sfinalizował swój
          plan.W efekcie musiał wyjechać z kraju , aby zarabiać na spłatę zobowiązań ,
          które pozostały po tzw."biznesie".Wyjechał,a ja zajęłąm się "wyprostowywaniem"
          wszystkich spraw, które się z tym wiązały. Zostałam także z 2 dzieci. I chyba
          dlatego podwójnie boli to wszystko.Stałam za Nim murem, wspierałam ...Z pewnej
          siebie osoby stałam się grzecznym , pokornym dziewczątkiem , które pragnie czuć
          się bezpiecznie... Ale nie chce już się tak huśtać ...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka