be.aa
11.06.09, 19:46
Postanowiłam w końcu ,że odważę się napisać o swoim życiu. Jesteśmy razem 17
lat,mamy dwójkę chłopców :16 i 6 lat. Od 3 lat mąż pracuje za granicą.
Widujemy się 1 raz w miesiącu ,głównie komunikujemy się przez telefon i
internet.Jestem bliska podjęcia decyzji o rozstaniu . Życie wspólne przypomina
huśtawkę.Nie rozumiem motywów postępowania męża. Potrafi,np.przygotować super
kolację , wspólny wyjazd jako niespodziankę ,ofiarować coś miłego.Po czym,
ignoruje zupełnie moje urodziny(40 ! ), na które przyjechał.Oświadczył , że
skoro nie zapraszam na nie gości ( to pewnie jakaś demonstracja z mojej
strony) to nie chcę ich obchodzić ."Nie ma urodzin - nie ma prezentu"
-skwitował. A tort , który zamówiłam , odebrał , lecz poprosił o pieniądze (
musiałby wybrać w bankomacie , a to mu się nie opłaca, bo przelicznik
kiepski).Było mi przykro.Wykrzyczał także, że nie mamy co liczyć na żadne
wakacje , bo nie zamierza brać urlopu . I w ogóle nie będzie już do Polski
przyjeżdżał, gdyż zaczyna w końcu oszczędzać.Będąc tydzień z nami w domu - co
wieczór , ok.23 informował mnie , że rozwodzi się , idzie następnego dnia do
adwokata, itp. Myślałam ,że zwariuję - co wieczór to samo . Gdy któregoś
wieczoru w końcu spytałam dlaczego tego jeszcze zrobił , odparł ,że miał iść
,ale wyprał właśnie spodnie , nie miał z kim zostawić dziecka , itp. Poza tym
w ciągu tego tygodnia- odprowadzał mnie do pracy , zajmował się dziećmi ,
czekał z obiadem , przygotowywał kawę , spacerowaliśmy razem itp.Oglądaliśmy
też mieszkanie , gdyż planowaliśmy zakup większego...W dniu wyjazdu jednak
nazwał mnie "pieprzoną gwiazdą" , bo wspomniałam znów o wakacjach nad morzem)
i wyszedł bez słowa z domu trzaskając drzwiami. Powiedział jeszcze, że jestem
złą matką. wtedy tylko myślałam, czy zajdzie na plac zabaw pożegnać się z
młodszym synem ( starszemu rzucił z przedpokoju : "cześć ").Następnego dnia
zadzwonił do mnie - uradowany , że wylądował szczęśliwie . Był bardzo miły ,
nie wracał do tego , co stało się dnia poprzedniego.Ostatnio , kiedy chciałam
pogadać poinformował mnie ( smsem), że nie zadzwoni dziś , bo wychodzi
właśnie z kolegami na piwo .Zirytowałam się , zadzwoniłam ja- i usłyszałam:"
O co masz pretensje? Nie bądź niemądra , nie muszę się tłumaczyć z piwa z
kumplami. Sądzisz,że teraz zostanę i nie pójdę?Też możesz wychodzić
przecież.Nie masz z kim zostawić dziecka? Co mam ci poradzić? Nie jesteś dla
mnie w tej chwili najważniejsza... Zamurowało mnie po raz kolejny (
szczególnie ton jakim to mówił)...A jeszcze dzień wcześniej - wybrał się po
pracy daleko za miasto -oglądać samochód z ogłoszenia ( dla rodziny, bo jemu
niepotrzebny -tak mówi) , przegadaliśmy godzinę przez telefon , bo
relacjonował co i jak . Jak dotarł do domu, późno w nocy wysłał sms -a , bym
się nie martwiła ...
To tylko niektóre scenki z naszego życia. Warto jeszcze wspomnieć ,że mąż
niekiedy potrafi zrobić niespodziankę i przylecieć ot tak sobie, na" chwilę"
do nas. Jedziemy jednak nad morze razem ...Teraz ma zamiar kupić mi auto ( z
większym mieszkaniem na razie cisza !) Za tydzień jadę do Niego tydzień ... (
bez dzieci) .
Proszę , napiszcie co o tym wszystkim myślicie? Nauczyłam się już nie
płakać. Może to ze mną jest coś nie tak?
Pozdrawiam !